Rzą­do­wy pro­jekt usta­wy zagra­ża przej­rzy­sto­ści restruk­tu­ry­za­cji gór­nic­twa. Pań­stwo­wy Urząd Zamó­wień Publicz­nych alarmuje.

Pol­skie gór­nic­two prze­cho­dzi naj­trud­niej­szy w swo­jej histo­rii pro­ces trans­for­ma­cji. Wyma­ga to mądrych, przej­rzy­stych i zgod­nych z pra­wem roz­wią­zań, a nie legi­sla­cyj­nych sztu­czek mają­cych na celu obej­ście rygo­ry­stycz­nych pro­ce­dur konkurencyjnych.

Pro­jek­to­wa­na przez rząd nowe­li­za­cja usta­wy o funk­cjo­no­wa­niu gór­nic­twa węgla kamien­ne­go (słyn­ny druk 1880) może pro­wa­dzić do obej­ścia rygo­ry­stycz­nych prze­pi­sów o zamó­wie­niach publicz­nych i naru­sze­nia pra­wa Unii Euro­pej­skiej. Pre­zes Urzę­du Zamó­wień Publicz­nych Agniesz­ka Olszew­ska w ostrym sta­no­wi­sku prze­sła­nym do Kan­ce­la­rii Sej­mu 21 listo­pa­da 2025 roku ostrze­ga przed zagro­że­nia­mi wyni­ka­ją­cy­mi z pla­no­wa­nych zmian, któ­re mogą otwo­rzyć dro­gę do nie­kon­ku­ren­cyj­ne­go i nie­przej­rzy­ste­go wydat­ko­wa­nia publicz­nych środ­ków w pro­ce­sie likwi­da­cji kopalń.

Pró­ba obej­ścia pra­wa UE pod pozo­rem reformy

Klu­czo­wym ele­men­tem rzą­do­we­go pro­jek­tu jest doda­nie nowe­go arty­ku­łu 6a do usta­wy o funk­cjo­no­wa­niu gór­nic­twa węgla kamien­ne­go. Prze­pis ten ma na celu zali­cze­nie do dzia­łal­no­ści sek­to­ro­wej w zakre­sie wydo­by­cia paliw dzia­łań zwią­za­nych z likwi­da­cją zakła­dów górniczych.

Jak pisze Pre­zes UZP: Prze­pis ten sta­no­wi o zali­cze­niu do dzia­łal­no­ści sek­to­ro­wej w zakre­sie wydo­by­cia paliw, o któ­rej mowa w art. 5 ust. 4 pkt 7 usta­wy Pzp, dzia­łań podej­mo­wa­nych przez przed­się­bior­stwa gór­ni­cze pole­ga­ją­cych na likwi­da­cji zakła­du gór­ni­cze­go lub jego ozna­czo­nej czę­ści, dzia­łań poli­kwi­da­cyj­nych oraz zabez­pie­cze­nia kopalń przed zagro­że­niem wod­nym, gazo­wym i poża­ro­wym po zakoń­cze­niu likwi­da­cji kopalni”.

Pro­blem pole­ga na tym, że taka inter­pre­ta­cja stoi w jaw­nej sprzecz­no­ści z pra­wem unij­nym. Pre­zes UZP kate­go­rycz­nie stwier­dza: Pra­wo Unii Euro­pej­skiej okre­śla zamknię­ty kata­log dzia­łal­no­ści w sek­to­rach, z któ­ry­mi łączy się obo­wią­zek sto­so­wa­nia prze­pi­sów dyrek­ty­wy 2014/25/UE. W pra­wie kra­jo­wym nie może więc funk­cjo­no­wać poję­cie danej dzia­łal­no­ści sek­to­ro­wej odmien­ne niż wyni­ka to z dyrek­ty­wy 2014/25/UE, w szcze­gól­no­ści z art. 814 tej dyrektywy”.

Pre­ce­dens orzecz­ni­czy jed­no­znacz­nie zanegowany

Rzą­do­wy pro­jekt igno­ru­je ugrun­to­wa­ne orzecz­nic­two pol­skich sądów i admi­ni­stra­cji. Spół­ka Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń S.A., któ­ra dotych­czas pro­wa­dzi­ła dzia­ła­nia likwi­da­cyj­ne, była trak­to­wa­na jako zama­wia­ją­cy stan­dar­do­wy, nie sektorowy.

W decy­zji Pre­ze­sa UZP8 paź­dzier­ni­ka 2008 roku (Nr ZD/51/08) wyraź­nie stwier­dzo­no: Celem dzia­łal­no­ści SRK S.A., w zakre­sie w jakim zosta­ła ona powo­ła­na do pro­wa­dze­nia likwi­da­cji kopalń, zabez­pie­cze­nia kopalń sąsied­nich przed zagro­że­niem wod­nym, gazo­wym oraz poża­ro­wym, w trak­cie i po zakoń­cze­niu likwi­da­cji kopal­ni, zago­spo­da­ro­wy­wa­nia mająt­ku likwi­do­wa­nej kopal­ni, zbęd­ne­go mająt­ku przed­się­bior­stwa gór­ni­cze­go, two­rze­nia nowych miejsc pra­cy, w szcze­gól­no­ści dla pra­cow­ni­ków likwi­do­wa­nej kopal­ni, nie jest pro­wa­dze­nie dzia­łal­no­ści sek­to­ro­wej w zakre­sie wydo­by­cia ropy naf­to­wej lub gazu i ich natu­ral­nych pochod­nych oraz poszu­ki­wa­nia lub wydo­by­cia węgla bru­nat­ne­go, węgla kamien­ne­go lub innych paliw sta­łych, ale likwi­da­cja przed­się­biorstw zaj­mu­ją­cych się taką dzia­łal­no­ścią i pro­wa­dze­nie dzia­łań polikwidacyjnych”.

To sta­no­wi­sko zosta­ło potwier­dzo­ne przez Sąd Okrę­go­wy – Sąd Zamó­wień Publicz­nych w War­sza­wie w wyro­ku z 27 sierp­nia 2021 roku (sygn. akt XXIII Zs 6321). Rząd, wpro­wa­dza­jąc nowe prze­pi­sy, pró­bu­je jed­nym pocią­gnię­ciem pió­ra prze­kre­ślić lata ugrun­to­wa­nej prak­ty­ki orzeczniczej.

Likwi­da­cja nie jest wydo­by­ciem – logicz­ny absurd

Fun­da­men­tal­nym błę­dem pro­jek­to­wa­nej regu­la­cji jest utoż­sa­mie­nie dzia­łal­no­ści likwi­da­cyj­nej z dzia­łal­no­ścią wydo­byw­czą. Jak pod­kre­śla Pre­zes UZP, dyrek­ty­wa unij­na 2014/25/UE ma zasto­so­wa­nie do dzia­łal­no­ści zwią­za­nej z eks­plo­ata­cją obsza­ru geo­gra­ficz­ne­go w celu: a) wydo­by­cia ropy naf­to­wej lub gazu; b) poszu­ki­wa­nia lub wydo­by­wa­nia węgla lub innych paliw sta­łych”. Likwi­da­cja kopalń to dzia­ła­nie o prze­ciw­nym cha­rak­te­rze – nie słu­ży wydo­by­ciu, lecz zaprze­sta­niu tej dzia­łal­no­ści i zabez­pie­cze­niu tere­nów po-górniczych.

Try­bu­nał Spra­wie­dli­wo­ści Unii Euro­pej­skiej w wyro­ku z 10 kwiet­nia 2008 roku w spra­wie C‑393/06 Ing. Aigner wyraź­nie wska­zał, że pod­miot zama­wia­ją­cy w rozu­mie­niu dyrek­ty­wy 2004/17/WE Par­la­men­tu Euro­pej­skie­go i Rady z dnia 31 mar­ca 2004 r. koor­dy­nu­ją­cej pro­ce­du­ry udzie­la­nia zamó­wień przez pod­mio­ty dzia­ła­ją­ce w sek­to­rach gospo­dar­ki wod­nej, ener­ge­ty­ki, trans­por­tu i usług pocz­to­wych ma obo­wią­zek sto­so­wa­nia pro­ce­du­ry okre­ślo­nej w tej dyrek­ty­wie wyłącz­nie w przy­pad­ku udzie­la­nia zamó­wień zwią­za­nych z dzia­łal­no­ścią, któ­rą pod­miot ten pro­wa­dzi w sek­to­rze lub sek­to­rach”. Ponie­waż likwi­da­cja nie jest dzia­łal­no­ścią gór­ni­czą, więc nie może być trak­to­wa­na jako dzia­łal­ność sek­to­ro­wa w zakre­sie wydobycia.

Zagro­że­nie dla kon­ku­ren­cyj­no­ści i przej­rzy­sto­ści zamówień

Uzna­nie dzia­łań likwi­da­cyj­nych za dzia­łal­ność sek­to­ro­wą ma poważ­ne kon­se­kwen­cje prak­tycz­ne. Zamó­wie­nia sek­to­ro­we pod­le­ga­ją mniej rygo­ry­stycz­nym pro­ce­du­rom niż zamó­wie­nia kla­sycz­ne. Ozna­cza to, że przed­się­bior­stwa gór­ni­cze pro­wa­dzą­ce likwi­da­cję będą mogły sto­so­wać uprosz­czo­ne pro­ce­du­ry prze­tar­go­we, co ogra­ni­czy kon­ku­ren­cję i zwięk­szy ryzy­ko nie­efek­tyw­ne­go wydat­ko­wa­nia środ­ków publicznych.

Jak zazna­cza Pre­zes UZP: Zamó­wie­nie nie może być uzna­wa­ne za zamó­wie­nie sek­to­ro­we nawet w przy­pad­ku, gdy­by było ono udzie­la­ne przez zama­wia­ją­ce­go sek­to­ro­we­go, ale w ramach dzia­łal­no­ści innej niż dzia­łal­ność sek­to­ro­wa; gdy nie słu­ży ono bez­po­śred­nio pro­wa­dze­niu dzia­łal­no­ści sek­to­ro­wej albo pośred­nio w zakre­sie koniecz­nym do spraw­ne­go pro­wa­dze­nia tej dzia­łal­no­ści”. Dzia­ła­nia poli­kwi­da­cyj­ne nie słu­żą prze­cież pro­wa­dze­niu dzia­łal­no­ści wydo­byw­czej – wręcz prze­ciw­nie, są kon­se­kwen­cją jej zakończenia.

Gigan­tycz­ne kosz­ty likwi­da­cji bez nale­ży­tej kontroli

Pro­ces restruk­tu­ry­za­cji pol­skie­go gór­nic­twa to przed­się­wzię­cie na wie­le miliar­dów zło­tych. Likwi­da­cja kopalń, zabez­pie­cze­nie przed zagro­że­nia­mi geo­lo­gicz­ny­mi, rekul­ty­wa­cja tere­nów i dzia­ła­nia poli­kwi­da­cyj­ne wyma­ga­ją ogrom­nych nakła­dów finan­so­wych. W tym kon­tek­ście osła­bie­nie mecha­ni­zmów kon­tro­l­nych i ogra­ni­cze­nie kon­ku­ren­cji w zamó­wie­niach publicz­nych to dro­ga do mar­no­traw­stwa publicz­nych pie­nię­dzy i poten­cjal­nych nadużyć.

Pla­no­wa­na nowe­li­za­cja two­rzy sys­te­mo­wą lukę, któ­ra pozwo­li przed­się­bior­stwom gór­ni­czym – czę­sto w trud­nej sytu­acji finan­so­wej – na udzie­la­nie zamó­wień zwią­za­nych z likwi­da­cją według mniej rygo­ry­stycz­nych zasad. To otwie­ra dro­gę do fawo­ry­zo­wa­nia wybra­nych wyko­naw­ców, zawy­ża­nia cen i nie­efek­tyw­ne­go gospo­da­ro­wa­nia środ­ka­mi publicz­ny­mi, któ­re powin­ny pod­le­gać mak­sy­mal­nej transparentności.

Lek­ce­wa­że­nie opi­nii nie­za­leż­nych organów

Sta­no­wi­sko Pre­ze­sa Urzę­du Zamó­wień Publicz­nych jest jed­no­znacz­ne i opar­te na solid­nych pod­sta­wach praw­nych – zarów­no kra­jo­wych, jak i unij­nych. Mimo to rząd kon­ty­nu­uje pra­ce nad pro­jek­tem, igno­ru­jąc ostrze­że­nia nie­za­leż­ne­go orga­nu nad­zor­cze­go. To wzo­rzec postę­po­wa­nia, któ­ry budzi głę­bo­kie zanie­po­ko­je­nie: klu­czo­we decy­zje doty­czą­ce wydat­ko­wa­nia miliar­dów zło­tych są podej­mo­wa­ne wbrew opi­niom eks­per­tów i w sprzecz­no­ści z ugrun­to­wa­nym orzecznictwem.

Ryzy­ko postę­po­wa­nia przed Try­bu­na­łem Spra­wie­dli­wości w Luksemburgu

Wpro­wa­dze­nie prze­pi­sów sprzecz­nych z dyrek­ty­wa­mi unij­ny­mi nara­ża Pol­skę na postę­po­wa­nie przed Try­bu­na­łem Spra­wie­dli­wo­ści Unii Euro­pej­skiej. Komi­sja Euro­pej­ska może wsz­cząć pro­ce­du­rę naru­sze­nio­wą, któ­ra zakoń­czy się wyro­kiem stwier­dza­ją­cym nie­zgod­ność pol­skich prze­pi­sów z pra­wem UE i nało­że­niem kar finan­so­wych na pol­skich podatników.

Jak przy­po­mi­na Pre­zes UZP, powo­łu­jąc się na orzecz­nic­two TSUE: sto­su­jąc pra­wo kra­jo­we nale­ży doko­ny­wać wykład­ni tego pra­wa w świe­tle tre­ści i celu dyrek­tyw, a zatem dla osią­gnię­cia zakła­da­ne­go przez nie rezul­ta­tu”. Pol­ska ma obo­wią­zek imple­men­to­wać pra­wo unij­ne zgod­nie z jego duchem i lite­rą, a nie podej­mo­wać prób jego obcho­dze­nia poprzez kre­atyw­ną” legi­sla­cję krajową.

Poli­tycz­ne tło wąt­pli­wej nowelizacji

Pro­jek­to­wa­na zmia­na budzi pyta­nia o rze­czy­wi­ste inten­cje rzą­du. Czy celem jest rze­czy­wi­ście uspraw­nie­nie pro­ce­su restruk­tu­ry­za­cji gór­nic­twa, czy raczej stwo­rze­nie mecha­ni­zmu pozwa­la­ją­ce­go na mniej kon­tro­lo­wa­ne wydat­ko­wa­nie publicz­nych środ­ków? Pre­ce­dens orzecz­ni­czy i sta­no­wi­sko UZP są jasne – likwi­da­cja kopalń nie jest dzia­łal­no­ścią sektorową.

Dla­cze­go więc rząd tak usil­nie pró­bu­je zmie­nić tę kwa­li­fi­ka­cję prawną?

Odpo­wiedź może tkwić w chę­ci obej­ścia rygo­ry­stycz­nych pro­ce­dur kon­ku­ren­cyj­nych i stwo­rze­nia prze­strze­ni dla nie­kon­ku­ren­cyj­ne­go przy­zna­wa­nia kon­trak­tów zwią­za­nych z likwi­da­cją kopalń. W cza­sach głę­bo­kich prze­mian pol­skie­go gór­nic­twa, gdy na sza­li leżą set­ki miliar­dów zło­tych i przy­szłość całych regio­nów, takie dzia­ła­nia są nie tyl­ko praw­nie wąt­pli­we, ale i spo­łecz­nie nieodpowiedzialne.

Alar­mu­ją­ce jest rów­nież to, że pro­jekt został przy­go­to­wa­ny bez nale­ży­tych kon­sul­ta­cji z eks­per­ta­mi od zamó­wień publicz­nych. Urząd Zamó­wień Publicz­nych zajął sta­no­wi­sko dopie­ro w odpo­wie­dzi na zapy­ta­nie z Sej­mu, gdy pro­jekt był już na zaawan­so­wa­nym eta­pie prac legi­sla­cyj­nych. To świad­czy o lek­ce­wa­że­niu pro­ce­dur kon­sul­ta­cyj­nych i igno­ro­wa­niu eks­per­tów w klu­czo­wych dla gospo­dar­ki obszarach.

Pre­ce­dens na przyszłość

Jeśli rzą­do­wi uda się prze­pro­wa­dzić tę nowe­li­za­cję wbrew sta­no­wi­sku UZP, stwo­rzy to nie­bez­piecz­ny pre­ce­dens. Ozna­cza­ło­by to, że usta­wo­daw­ca może arbi­tral­nie rede­fi­nio­wać poję­cia praw­ne wywo­dzą­ce się z dyrek­tyw unij­nych, obcho­dząc w ten spo­sób inten­cje pra­wo­daw­cy wspól­no­to­we­go. W przy­szło­ści podob­ny mecha­nizm mógł­by być wyko­rzy­sta­ny w innych sek­to­rach gospo­dar­ki, pro­wa­dząc do sys­te­ma­tycz­ne­go osła­bia­nia stan­dar­dów zamó­wień publicz­nych w Polsce.

Zagro­że­nie dla pra­wo­rząd­no­ści i zasad demokratycznych

Szer­szy kon­tekst pro­jek­to­wa­nych zmian doty­czy fun­da­men­tal­nych zasad pań­stwa praw­ne­go. Igno­ro­wa­nie ugrun­to­wa­ne­go orzecz­nic­twa, omi­ja­nie opi­nii nie­za­leż­nych orga­nów kon­tro­l­nych i wpro­wa­dza­nie prze­pi­sów sprzecz­nych z pra­wem unij­nym to prak­ty­ki pod­wa­ża­ją­ce zaufa­nie do insty­tu­cji pań­stwa i jakość pol­skie­go prawodawstwa.

W demo­kra­tycz­nym pań­stwie pra­wa opi­nie takich orga­nów jak Urząd Zamó­wień Publicz­nych powin­ny być trak­to­wa­ne z naj­wyż­szą powa­gą, zwłasz­cza gdy są opar­te na solid­nych pod­sta­wach praw­nych i doty­czą wydat­ko­wa­nia miliar­dów zło­tych publicz­nych pie­nię­dzy. Lek­ce­wa­że­nie tych opi­nii to sygnał, że decy­zje poli­tycz­ne góru­ją nad racjo­nal­no­ścią praw­ną i gospodarczą.

Koniecz­ność wyco­fa­nia projektu

Sta­no­wi­sko Pre­ze­sa Urzę­du Zamó­wień Publicz­nych nie pozo­sta­wia wąt­pli­wo­ści – pro­jek­to­wa­na nowe­li­za­cja jest praw­nie wadli­wa i zagra­ża przej­rzy­sto­ści pro­ce­su restruk­tu­ry­za­cji pol­skie­go gór­nic­twa. Rząd powi­nien wyco­fać się z for­so­wa­nia tej regu­la­cji i wró­cić do spraw­dzo­nych, zgod­nych z pra­wem unij­nym mecha­ni­zmów nad­zo­ru nad wydat­ko­wa­niem środ­ków publicz­nych w pro­ce­sie likwi­da­cji kopalń.

Pol­skie gór­nic­two prze­cho­dzi naj­trud­niej­szy w swo­jej histo­rii pro­ces trans­for­ma­cji. Wyma­ga to mądrych, przej­rzy­stych i zgod­nych z pra­wem roz­wią­zań, a nie legi­sla­cyj­nych sztu­czek mają­cych na celu obej­ście rygo­ry­stycz­nych pro­ce­dur kon­ku­ren­cyj­nych. Spo­łe­czeń­stwo ma pra­wo do tego, by miliar­dy zło­tych wyda­wa­ne na restruk­tu­ry­za­cję sek­to­ra były kon­tro­lo­wa­ne według naj­wyż­szych stan­dar­dów przej­rzy­sto­ści i konkurencji.

Czas, by rząd wysłu­chał gło­su eks­per­tów i wyco­fał się z tego nie­bez­piecz­ne­go pro­jek­tu, zanim zosta­nie on uchwa­lo­ny i nara­zi Pol­skę na kolej­ne postę­po­wa­nia przed Try­bu­na­łem w Luk­sem­bur­gu oraz na uza­sad­nio­ne zarzu­ty o mar­no­traw­stwo publicz­nych pieniędzy.

Zagro­że­nia dla refor­my górnictwa

Pro­jekt rzą­do­wej nowe­li­za­cji usta­wy o funk­cjo­no­wa­niu gór­nic­twa węgla kamien­ne­go, któ­ry miał uspraw­nić pro­ces restruk­tu­ry­za­cji bran­ży, w rze­czy­wi­sto­ści może dopro­wa­dzić do poważ­nych zakłó­ceń w trans­for­ma­cji sek­to­ra. Ostrze­że­nia Pre­ze­sa Urzę­du Zamó­wień Publicz­nych oraz gło­sy związ­kow­ców i eks­per­tów wska­zu­ją na licz­ne zagro­że­nia wyni­ka­ją­ce z pla­no­wa­nych zmian prawnych.

Zagro­że­nie bra­kiem kon­ku­ren­cji i transparentności

Uzna­nie dzia­łań likwi­da­cyj­nych za dzia­łal­ność sek­to­ro­wą pozwo­li przed­się­bior­stwom gór­ni­czym sto­so­wać mniej rygo­ry­stycz­ne pro­ce­du­ry prze­tar­go­we. Ozna­cza to osła­bie­nie kon­ku­ren­cji i kon­tro­li nad wydat­ko­wa­niem publicz­nych środ­ków w pro­ce­sie likwi­da­cji kopalń, któ­re­go kosz­ty sza­co­wa­ne są na 11,275 mld zł w cią­gu naj­bliż­szych 10 lat.

Per­spek­ty­wa związ­kow­ców – oba­wy o reali­za­cję umo­wy społecznej

Związ­kow­cy od mie­się­cy alar­mu­ją o nie­po­ko­ją­cych sygna­łach ze stro­ny rzą­du doty­czą­cych reali­za­cji umo­wy spo­łecz­nej z 2021 roku, któ­ra gwa­ran­tu­je stop­nio­we wyga­sza­nie kopalń do 2049 roku oraz pakiet osłon socjal­nych dla górników.

Domi­nik Kolorz, szef ślą­sko-dąbrow­skiej Soli­dar­no­ści”, po spo­tka­niu z mini­strem akty­wów pań­stwo­wych w paź­dzier­ni­ku 2025 roku wska­zy­wał na licz­ne nie­do­cią­gnię­cia: Tak samo nie­wie­le uzy­ska­li­śmy, jeśli cho­dzi o two­rze­nie nowych miejsc pra­cy na Ślą­sku, o trans­for­ma­cję całej gospo­dar­ki na Ślą­sku”. Związ­kow­cy pod­kre­śla­ją, że mimo przy­ję­cia pro­jek­tu usta­wy przez rząd, dopó­ki par­la­ment tego nie przyj­mie, a pre­zy­dent nie pod­pi­sze musi­my być czujni”.

Bogu­sław Hutek, prze­wod­ni­czą­cy Kra­jo­wej Sek­cji Gór­nic­twa Węgla Kamien­ne­go NSZZ Soli­dar­ność”, ostro kry­ty­ko­wał mini­stra ener­gii Miło­sza Moty­kę za wypo­wie­dzi o nie­wy­pła­ca­niu dota­cji do nie­ren­tow­nych inwe­sty­cji”: Mówie­nie, że nie będzie się dopła­ca­ło do reduk­cji zdol­no­ści pro­duk­cyj­nych w kopal­niach, na co prze­cież zgo­dził się pol­ski rząd, kie­dy pod­pi­sy­wał umo­wę spo­łecz­ną, jest twier­dze­niem ode­rwa­nym od rze­czy­wi­sto­ści”. Związ­ko­wiec ostrze­gał, że brak reali­za­cji umo­wy może dopro­wa­dzić do wiel­kich pro­te­stów”, któ­re są kwe­stią czasu”.

Bogu­sław Zię­tek z związ­ku zawo­do­we­go Sier­pień 80” już w 2021 roku prze­strze­gał przed kon­se­kwen­cja­mi Poli­ty­ki Ener­ge­tycz­nej Pol­ski: PEP 2040 to fatal­ny doku­ment dla gór­nic­twa, ener­ge­ty­ki, ale tak­że dla całej Pol­ski”. Jego zda­niem rzą­do­wy plan jest nie­re­ali­stycz­ny” i ozna­cza, że będzie­my likwi­do­wać kopal­nie szyb­ciej, niż rząd zobo­wią­zał się w poro­zu­mie­niu ze stro­ną spo­łecz­ną”. Zię­tek ostrze­gał rów­nież, że w Pol­sce wystą­pi nie­do­sta­tek ener­gii i surow­ców, co nas uza­leż­ni nasz kraj od dostaw rosyj­skie­go gazu bądź nie­miec­kiej ener­gii elektrycznej”.

Piotr Duda, prze­wod­ni­czą­cy Komi­sji Kra­jo­wej NSZZ Soli­dar­ność”, w paź­dzier­ni­ku 2025 roku ostrze­gał: Jeże­li zaora­ją Eneę, to wezmą się za kolej­ne fir­my, za pol­skie gór­nic­two i całą ener­ge­ty­kę”. Szef Soli­dar­no­ści” pod­kre­ślał, że rząd nie pro­wa­dzi rze­czy­wi­ste­go dia­lo­gu: Dia­log został zaora­ny przez ten rząd. Obser­wu­je­cie codzien­nie pro­te­sty rol­ni­ków, gór­ni­ków, hut­ni­ków, dziś pro­test energetyków”.

Dane przed­sta­wio­ne przez Fun­da­cję Instrat są alar­mu­ją­ce: wydo­by­cie węgla kamien­ne­go w Pol­sce spa­dło o 23 proc. w cią­gu ostat­nich trzech lat, a tyl­ko w 2024 roku Pol­ska Gru­pa Gór­ni­cza wydo­by­ła 4 mln ton węgla mniej niż rok wcze­śniej – spa­dek o 18 proc. Kosz­ty pro­duk­cji w PGGco naj­mniej dwu­krot­nie wyż­sze od kon­ku­ren­cji z Bogdanki.

Gigan­tycz­ne kosz­ty spo­łecz­ne i gospodarcze

Eks­per­ci prze­strze­ga­ją przed ogrom­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi spo­łecz­ny­mi i gospo­dar­czy­mi nie­prze­my­śla­nej restruk­tu­ry­za­cji. Według ana­liz prze­pro­wa­dzo­nych na zle­ce­nie Gór­ni­czej Izby Prze­my­sło­wo-Han­dlo­wej, wyga­sze­nie gór­nic­twa węgla kamien­ne­go może pro­wa­dzić do likwi­da­cji co naj­mniej 26,6 tys. miejsc pra­cy w fir­mach koope­ru­ją­cych z kopal­nia­mi, a w warian­cie pesy­mi­stycz­nym nawet 75,9 tys.

Tyl­ko na Gór­nym Ślą­sku pro­ces doty­ka bez­po­śred­nio ok. 83 tysię­cy pra­cow­ni­ków sek­to­ra wydo­byw­cze­go, a pośred­nio – nawet dwóch milio­nów miesz­kań­ców tere­nów uza­leż­nio­nych od gór­nic­twa. Region naj­bar­dziej nara­żo­ny to Gór­ny Śląsk, gdzie zamknię­cie zakła­dów gór­ni­czych może ozna­czać spa­dek PKB23 proc. rocznie.

Cha­os praw­ny i instytucjonalny

Eks­per­ci są zgod­ni – bez real­ne­go pla­nu trans­for­ma­cji, któ­ry uwzględ­nia tem­po spad­ku zapo­trze­bo­wa­nia na węgiel, wspar­cie dla gór­ni­ków i two­rze­nie nowych miejsc pra­cy, refor­ma gór­nic­twa jest ska­za­na na nie­po­wo­dze­nie. Pla­no­wa­na nowe­li­za­cja, zamiast uła­twiać trans­for­ma­cję, może ją jedy­nie skom­pli­ko­wać i opóź­nić. Rząd stoi przed wybo­rem: albo wyco­fać wadli­wy pro­jekt i stwo­rzyć praw­dzi­wie trans­pa­rent­ny mecha­nizm restruk­tu­ry­za­cji zgod­ny z pra­wem UE i ocze­ki­wa­nia­mi spo­łecz­ny­mi, albo dopro­wa­dzić do cha­osu praw­ne­go i spo­łecz­ne­go w jed­nym z naj­bar­dziej wraż­li­wych sek­to­rów pol­skiej gospodarki.

Resort bez ochrony

Kon­takt mini­stra Żur­ka z nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nym hisz­pań­skim dzien­ni­ka­rzem” w 2016 roku, w okre­sie aktyw­no­ści szpie­ga GRU Pablo Gon­zále­za (Paw­ła Rub­co­wa) w Pol­sce, wyma­ga bez­względ­ne­go wyja­śnie­nia – szcze­gól­nie w kon­tek­ście wzor­ca ope­ra­cyj­ne­go GRU pole­ga­ją­ce­go na budo­wa­niu rela­cji ze śro­do­wi­ska­mi praw­ny­mi i politycznymi.

Czy afe­ra byłe­go sędzie­go Toma­sza Szmyd­ta sta­no­wi poten­cjal­nie naj­więk­szą afe­rę szpie­gow­ską III Rze­czy­po­spo­li­tej z per­spek­ty­wy zagro­żeń dla bez­pie­czeń­stwa naro­do­we­go? Zoba­czy­my, bo sytu­acja jest dyna­micz­na. Z punk­tu widze­nia kontr­wy­wia­du afe­ra Szmyd­ta ujaw­nia głę­bo­ką pene­tra­cję pol­skie­go wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści przez służ­by bia­ło­ru­skie i rosyj­skie, a tak­że fun­da­men­tal­ne luki w sys­te­mie ochro­ny infor­ma­cji niejawnych. 

Brak reak­cji ze stro­ny mini­stra spra­wie­dli­wo­ści Wal­de­ma­ra Żur­ka przez dzie­więć lat, mimo ujaw­nie­nia toż­sa­mo­ści Rub­co­wa jako agen­ta GRU, pogar­sza sytu­ację z punk­tu widze­nia trans­pa­rent­no­ści. Nie­za­leż­nie od cha­rak­te­ru kon­tak­tu, mil­cze­nie w tej spra­wie jest nie­ak­cep­to­wal­ne dla oso­by peł­nią­cej funk­cję mini­stra sprawiedliwości.

Spra­wa Toma­sza Szmyd­ta sta­no­wi potwier­dzo­ny przy­pa­dek wie­lo­let­nie­go szpie­go­stwa w naj­wyż­szych struk­tu­rach wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści. To dowód na sys­te­ma­tycz­ne roz­pra­co­wy­wa­nie przez wywiad Rosji sła­be­go ogni­wa, z wyko­rzy­sta­niem luk zarów­no w prze­pi­sach, jak i bier­no­ści kontrwywiadu.

W maju 2024 roku uciekł na Bia­ło­ruś Tomasz Szmydt, były sędzia WSA w War­sza­wie. Sędzio­wie, któ­rzy mają dostęp do taj­nych infor­ma­cji nadal nie pod­le­ga­ją pro­ce­du­rom kontr­wy­wia­dow­czym, bo rząd nie zaj­mu­je się tym problemem. 

Atmos­fe­ra w wymia­rze spra­wie­dli­wo­ści jest obec­nie bli­ska wrze­niu, po tym jak kil­ka dni temu przy­po­mnia­no pew­ne nagra­nie. W wywia­dzie dla TOK FM19 maja 2016 roku Wal­de­mar Żurek, ówcze­sny sędzia Sądu Okrę­go­we­go w Kra­ko­wie i czło­nek KRS, stwier­dził w kon­tek­ście usta­wy o Try­bu­na­le Kon­sty­tu­cyj­nym: momen­tal­nie mia­łem tele­fon z Hisz­pa­nii od waż­ne­go dziennikarza”. 

W tym samym 2016 roku na por­ta­lu naiz​.eus poja­wił się arty­kuł rze­ko­mo hisz­pań­skie­go dzien­ni­ka­rza Pablo Gon­zále­za (Paw­ła Rub­co­wa) poświę­co­ny pol­skiej demo­kra­cji w kło­po­tach”, kry­ty­ku­ją­cy rząd PiS. Rub­cow pisał o skan­da­lach wokół popu­li­stycz­no-kon­ser­wa­tyw­ne­go rzą­du”, kon­flik­tach z UE i kse­no­fo­bicz­nych wypo­wie­dziach”. Przypadek?

Ana­li­za rapor­tów Rub­co­wa z lat 20162020 ujaw­nia, że zbie­rał infor­ma­cje o kon­tak­tach z oso­ba­mi zwią­za­ny­mi z pol­ską poli­ty­ką i wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści. W rela­cji z forum w Rze­szo­wie pisał do cen­tra­li GRUWyglą­da na to, że uda­ło mi się zasiać ziar­no wąt­pli­wo­ści wśród euroatlantystów”. 

Mini­ster Żurek do dzi­siaj nie zabrał gło­su w spra­wie wywia­du sprzed dzie­wię­ciu lat. Media spo­łecz­no­ścio­we i praw­ni­cy z Sto­wa­rzy­sze­nia Praw­ni­cy dla Pol­ski doma­ga­ją się wyja­śnień: Kim był odważ­ny hisz­pań­ski dzien­ni­karz, któ­re­mu Wal­de­mar Żurek rela­cjo­no­wał o mean­drach życia publicz­ne­go w Polsce?”.

Żurek mógł być celem ope­ra­cji wywia­dow­czej jako źró­dło infor­ma­cji. Rub­cow budo­wał rela­cje z wie­lo­ma oso­ba­mi ze śro­do­wisk praw­ni­czych, medial­nych i poli­tycz­nych. W tym sce­na­riu­szu kon­takt był ini­cja­ty­wą Rub­co­wa, a Żurek nie­świa­do­mie udzie­lał infor­ma­cji o sytu­acji poli­tycz­nej. Jeśli dzien­ni­ka­rzem był rze­czy­wi­ście Rub­cow, kon­takt mógł być ele­men­tem koor­dy­no­wa­nej kam­pa­nii wywie­ra­nia wpły­wu na pol­ski wymiar spra­wie­dli­wo­ści w klu­czo­wym momen­cie – pod­czas spo­ru o Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyj­ny w 2016 roku. Nie moż­na wyklu­czyć, że Żurek kon­tak­to­wał się z innym hisz­pań­skim dzien­ni­ka­rzem zain­te­re­so­wa­nym poli­ty­ką pol­ską. Wyma­ga to jed­nak wery­fi­ka­cji, któ­rej dotąd nie przeprowadzono.

Dezer­cja Szmyd­ta była szo­kiem, jed­nak­że jesz­cze więk­szym dla opi­nii publicz­nej była infor­ma­cja, że sędzio­wie bez żad­nej wery­fi­ka­cji otrzy­mu­ją dostęp do mate­ria­łów nie­jaw­nych. W prze­ci­wień­stwie do wie­lu urzęd­ni­ków nie prze­cho­dzą pro­ce­du­ry uzy­ska­nia poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa, prze­pro­wa­dza­nej przez ABW. Nie prze­cho­dzą więc postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce­go mają­ce­go na celu usta­le­nie, czy daje rękoj­mię zacho­wa­nia tajem­ni­cy. Są z niej wyłączeni. 

Jak przy­sta­ło na przed­sta­wi­cie­li nad­zwy­czaj­nej kasty”. Żeby było tra­gicz­niej, to Szmydt pod­czas swe­go orze­ka­nia w WSA w Wydzia­le II zaj­mo­wał się odwo­ła­nia­mi od nie­ko­rzyst­nych decy­zji ABW o nie­przy­zna­niu poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa. Pra­wie przez pięć lat miał do czy­nie­nia z oso­ba­mi, któ­rym służ­by odmó­wi­ły poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa, czy­li dostę­pu do taj­nych doku­men­tów. Szmydt jako sędzia Woje­wódz­kie­go Sądu Admi­ni­stra­cyj­ne­go w War­sza­wie od 2018 roku był zaan­ga­żo­wa­ny w 37 spraw zwią­za­nych z infor­ma­cja­mi nie­jaw­ny­mi i poświad­cze­nia­mi bezpieczeństwa. 

Uciecz­ka Szmyd­ta na Bia­ło­ruś nastą­pi­ła nagle, bo miał nawet zapla­no­wa­ne roz­pra­wy, np. na 4 czerw­ca 2024 r., zwią­za­ne z odmo­wa­mi wyda­nia poświad­czeń bez­pie­czeń­stwa w zakre­sie dostę­pu do infor­ma­cji nie­jaw­nych, w tym o klau­zu­lach NATO SECRET, SECRET UE i Tajne.

Na biur­ku Toma­sza Szmyd­ta znaj­do­wa­ły się akta spraw, w któ­rych były infor­ma­cje ze służb spe­cjal­nych o powo­dach zastrze­żeń do danej oso­by. Zakła­da­jąc, że Szmydt mógł mieć kon­takt z rosyj­skim lub bia­ło­ru­skim wywia­dem, infor­ma­cje, któ­re mogą posłu­żyć do szan­ta­żu deli­kwen­ta, są już w Moskwie lub Mińsku.

— Zasa­dy dostę­pu sędziów do doku­men­tów z klau­zu­la­mi taj­no­ści okre­śla­ją dwie usta­wy: ochro­nie infor­ma­cji nie­jaw­nych oraz pra­wo o ustro­ju sądów powszech­nych. Pierw­sza usta­wa wyłą­cza wła­śnie sędziów z pro­ce­du­ry poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa. Dru­ga usta­wa pre­cy­zu­je, że sędzia przed przy­stą­pie­niem do peł­nie­nia obo­wiąz­ków zapo­zna­je się z prze­pi­sa­mi o ochro­nie infor­ma­cji nie­jaw­nych i skła­da oświad­cze­nie o ich zna­jo­mo­ści. I na tym się koń­czy cała pro­ce­du­ra. Na tej pod­sta­wie sędzia może mieć dostęp do infor­ma­cji nie­jaw­nych, ale tyl­ko w zakre­sie nie­zbęd­nym do peł­nie­nia urzę­du na sta­no­wi­sku sędziow­skim, peł­nie­nia powie­rzo­nej funk­cji lub wyko­ny­wa­nia powie­rzo­nych czyn­no­ści — tłu­ma­czył Jacek Kudła, bie­gły sądo­wy, eks­pert w zakre­sie czyn­no­ści operacyjno-rozpoznawczych.

Czy funk­cjo­na­riu­sze ABW tak­że powin­ni wery­fi­ko­wać sędziów? — Powin­ni. To luka sys­te­mu. To jest koniecz­ne, aby przy­wró­cić kon­tro­lę i ochro­nę kontr­wy­wia­dow­czą rów­nież w obsza­rze sądow­nic­twa. Ta kon­tro­la, obej­mu­ją­ca m.in. postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce, nie obo­wią­zu­je od 2000 r. I w dzi­siej­szej sytu­acji nie bro­ni się w żaden spo­sób, musi być pro­wa­dzo­na — oce­niał ówcze­sny szef BBN Jacek Siewiera.

Wizja spraw­dza­nia przez ABW sędziów wywo­łu­je pro­test tego śro­do­wi­ska. Podob­nie, jak w 1989 r. wery­fi­ka­cja tych, któ­rzy wier­nie słu­ży­li komu­ni­stom. Dzi­siaj oba­wia­ją się inwi­gi­la­cji, i posłu­gu­ją się argu­men­tem, że sędzio­wie muszą nie­za­wi­śli i nie­za­leż­ni, co im gwa­ran­tu­je kon­sty­tu­cja”. To bzdura.

Dostęp do infor­ma­cji nie­jaw­nych powi­nien być przy­wi­le­jem dla sędziów zasłu­gu­ją­cych na zaufa­nie. Nie ma przy­mu­su orze­ka­nia w spra­wach, w któ­rych poja­wia­ją się infor­ma­cje taj­ne ze wzglę­du na bez­pie­czeń­stwo pań­stwa, szcze­gól­nie w cza­sie woj­ny za wschod­nią gra­ni­cą i agre­syw­nej dzia­łal­no­ści rosyj­skich i bia­ło­ru­skich służb spe­cjal­nych w Pol­sce. – Upo­rząd­ko­wa­nie tego pro­ble­mu jest pro­ste. Tyl­ko sędzio­wie, któ­rzy wyra­zi­li­by zgo­dę na prze­pro­wa­dze­nie postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce­go przez ABW powin­ni orze­kać w spra­wach, w któ­rych poja­wia­ją się taj­ne infor­ma­cje – wyja­śnia jeden z sędziów.

Na liście kon­tak­tów Szmyd­ta ziden­ty­fi­ko­wa­no Artu­ra Gaj­ko, funk­cjo­na­riu­sza bia­ło­ru­skie­go GUBO­PiK (jed­nost­ka MSW ds. wal­ki z prze­stęp­czo­ścią zor­ga­ni­zo­wa­ną), któ­ry pod przy­kry­ciem prze­nik­nął do struk­tur bia­ło­ru­skiej opo­zy­cji. Szmydt publicz­nie przy­znał w rosyj­skich mediach, że był zaan­ga­żo­wa­ny jako sędzia w spra­wy służb spe­cjal­nych w Polsce”.

Na 56-let­nim Szmyd­cie cią­ży zarzut szpie­go­stwa. Zgod­nie z art. 130 par. 1, kto bie­rze udział w dzia­łal­no­ści obce­go wywia­du albo dzia­ła na jego rzecz prze­ciw­ko RP, pod­le­ga karze pozba­wie­nia wol­no­ści na czas nie krót­szy niż pięć lat. Art. 130 kk par. 5 sta­no­wi, że jeśli tego czy­nu dopu­ści się funk­cjo­na­riusz publicz­ny, kara wyno­si od ośmiu lat wię­zie­nia do doży­wo­cia. Gdy­by sędzio­wie pod­le­ga­li­by pro­ce­du­rze kontr­wy­wia­dow­czej, to być może szpie­ga ABW wykry­ła­by wcześniej.

Nie­miec­ki Alzheimer

Niem­cy zro­bią wszyst­ko, aby świat był prze­ko­na­ny, że za Holo­kaust odpo­wia­da­ją Pola­cy i jacyś bez­pań­stwo­wi, nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ni nazi­ści. Na razie odno­szą sukcesy.

Frag­ment powsta­ją­cej książ­ki pod tytu­łem Pro­to­kół roz­bież­no­ści” pol­skie­go dyplo­ma­ty od lat pra­cu­ją­ce­go w Niem­czech, któ­ry publi­ku­je na X jako Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta”, doku­men­tu­je sys­te­ma­tycz­ną kam­pa­nię nie­miec­kich mediów zmie­rza­ją­cą do rela­ty­wi­za­cji odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust poprzez suge­ro­wa­nie pol­skie­go współ­udzia­łu. Pro­blem okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” sta­no­wi klu­czo­wy ele­ment tej nar­ra­cji.
Mecha­nizm mani­pu­la­cji języ­ko­wej
Autor, któ­re­go frag­ment książ­ki opu­bli­ko­wał por­tal Tysol​.pl przed­sta­wia kon­kret­ny przy­kład z gaze­ty Süd­deut­sche Zeitung, któ­ra w 2017 roku opi­sa­ła Auschwitz-Bir­ke­nau jako naj­więk­szy obóz kon­cen­tra­cyj­ny na tere­nie Pol­ski”. Pozor­nie neu­tral­ne okre­śle­nie geo­gra­ficz­ne jest jed­nak celo­wo mylą­ce. W Pol­sce wszy­scy wie­my, że rze­czy­wi­sto­ści był to nie­miec­ki nazi­stow­ski obóz kon­cen­tra­cyj­ny i zagła­dy zało­żo­ny przez Niem­ców na tere­nach wcie­lo­nych do III Rze­szy.
Róż­ni­ca jest fun­da­men­tal­na: okre­śle­nie na tere­nie Pol­ski” suge­ru­je pol­ską jurys­dyk­cję lub odpo­wie­dzial­ność, pod­czas gdy fak­tycz­nie te tere­ny były wów­czas czę­ścią Nie­miec nazi­stow­skich, a Pol­ska jako pań­stwo nie ist­nia­ła. Pro­ste? Jed­nak nie dla zagra­nicz­ne­go (nie tyl­ko nie­miec­kie­go) czy­tel­ni­ka.
Kon­tro­wer­sje wokół usta­wy o IPN
To histe­rycz­na reak­cja nie­miec­kich mediów na pol­ski pro­jekt usta­wy z 2018 roku, któ­ra mia­ła pena­li­zo­wać uży­wa­nie okre­śle­nia pol­skie obo­zy śmier­ci”. Süd­deut­sche Zeitung przed­sta­wi­ła tę ini­cja­ty­wę jako prze­jaw sys­te­mo­we­go odpy­cha­nia od sie­bie winy”, suge­ru­jąc, że Pola­cy ucie­ka­ją od odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust.
Deutsch­land­funk­kul­tur wprost stwier­dził: Wie­le orga­ni­za­cji w Pol­sce współ­dzia­ła­ło w Holo­cau­ście”, co jest przy­kła­dem gene­ra­li­za­cji obcią­ża­ją­cej cały naród odpo­wie­dzial­no­ścią za dzia­ła­nia jed­no­stek.
Prze­pis na wysma­że­nie prze­ko­na­nia o winie Pola­ków”
Autor przy­ta­cza iro­nicz­ny prze­pis”, jak nie­miec­kie media kon­stru­ują nar­ra­cję o pol­skiej współ­od­po­wie­dzial­no­ści. Oto on:
Z oce­anu nazi­stow­skich zbrod­ni popeł­nio­nych w Pol­sce i na Pola­kach wyab­stra­huj kro­plę pol­skiej pod­ło­ści – mecha­nizm pole­ga­ją­cy na wyizo­lo­wa­niu mar­gi­nal­nych przy­pad­ków pol­skiej zdra­dy.
Napom­puj ją do roz­mia­rów kuli ziem­skiej, któ­ra prze­sło­ni oce­an – nad­mier­ne eks­po­no­wa­nie tych przy­pad­ków przy jed­no­cze­snym pomi­ja­niu nie­miec­kiej odpo­wie­dzial­no­ści.
Dorzuć dwie-trzy wypo­wie­dzi pol­skich i mię­dzy­na­ro­do­wych auto­ry­te­tów – nada­nie pozo­rów obiek­ty­wi­zmu.
Dla doda­nia cało­ści posma­ku obiek­ty­wi­zmu dorzuć wzmian­kę o tym, że zda­rza­li się tak­że Pola­cy ratu­ją­cy Żydów – taka pozor­na rów­no­wa­ga nar­ra­cyj­na.
Ser­wuj opi­nii publicz­nej jak naj­czę­ściej ze szczyp­tą moral­nej wyż­szo­ści – ton poucza­ją­cy i osą­dza­ją­cy.

Histo­rycz­ny kon­tekst – pla­ny Hitle­ra
Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta” przy­po­mi­na wypo­wiedź Hitle­ra z sierp­nia 1939 roku w Obe­rsal­zber­gu, któ­ra jed­no­znacz­nie okre­śla­ła cele wobec Pol­ski:
Znisz­cze­nie Pol­ski wysu­wa się na pierw­szy plan. Celem jest eli­mi­na­cja sił żywych (…) Bru­tal­ne postę­po­wa­nie. 80 mln ludzi musi otrzy­mać swo­je pra­wo (…) Naj­wyż­sza bez­względ­ność (…) Celem mili­tar­nym jest cał­ko­wi­te znisz­cze­nie Pol­ski (…) Prze­śla­do­wa­nie aż do cał­ko­wi­te­go znisz­cze­nia.”
Ten cytat poka­zu­je, że Pola­cy – obok Żydów – byli głów­ny­mi ofia­ra­mi nie­miec­kiej poli­ty­ki eks­ter­mi­na­cyj­nej. Akt oskar­że­nia w pro­ce­sie norym­ber­skim wyraź­nie wymie­nia Żydów, Pola­ków, Cyga­nów” jako gru­py pod­le­ga­ją­ce sys­te­ma­tycz­nej zagła­dzie.
Celo­wość nie­miec­kiej poli­ty­ki histo­rycz­nej
Autor cel­nie oce­nia, że uży­wa­nie okre­śleń typu pol­skie obo­zy” czy suge­ro­wa­nie pol­skie­go współ­udzia­łu w Holo­cau­ście słu­ży kil­ku celom:
- Rela­ty­wi­za­cji odpo­wie­dzial­no­ści – roz­my­cie jed­no­znacz­nej nie­miec­kiej winy poprzez wska­zy­wa­nie na rze­ko­mą pol­ską współ­od­po­wie­dzial­ność;
- Wpły­wu na opi­nię publicz­ną – kształ­to­wa­nie prze­ko­na­nia, że Pola­cy byli nie tyl­ko ofia­ra­mi, ale i spraw­ca­mi;
- To odpo­wiedź na pol­ską poli­ty­kę pamię­ci – prze­ciw­dzia­ła­nie pol­skim pró­bom upa­mięt­nie­nia ofiar i ujaw­nia­nia praw­dy histo­rycz­nej (jak publi­ka­cja bazy spraw­ców z Auschwitz przez IPN);
- Pre­sji poli­tycz­nej – wywie­ra­nie wpły­wu na pol­ską poli­ty­kę wewnętrz­ną poprzez oskar­że­nia o nacjo­na­lizm” i prze­pi­sy­wa­nie histo­rii”;
Para­doks ochro­ny pamię­ci
Para­doks sytu­acji, w któ­rej Niem­cy kry­ty­ku­ją Pol­skę za dba­nie o pamięć obo­zów zagła­dy, któ­re Niem­cy na pol­skich zie­miach utwo­rzy­ły, jest szo­ku­ją­cy.
Sub­tel­ne mani­pu­la­cje języ­ko­we – zastę­po­wa­nie okre­śle­nia nie­miec­ki nazi­stow­ski obóz” sfor­mu­ło­wa­niem obóz na tere­nie Pol­ski” – słu­żą prze­su­nię­ciu odpo­wie­dzial­no­ści histo­rycz­nej i budo­wa­niu fał­szy­we­go obra­zu współ­udzia­łu pol­skie­go w Holo­cau­ście.
Gene­za okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne”
Okre­śle­nie pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” nie ma jed­ne­go auto­ra w tra­dy­cyj­nym rozu­mie­niu, ale jego powsta­nie i roz­po­wszech­nie­nie było efek­tem celo­wej poli­ty­ki histo­rycz­nej RFN oraz dzia­łań zwią­za­nych z zatrud­nia­niem byłych nazi­stów w struk­tu­rach wywia­du zachod­nio­eu­ro­pej­skie­go.
Pierw­szy przy­pa­dek uży­cia – Jan Kar­ski i mani­pu­la­cja redak­cyj­na
Naj­wcze­śniej­sze udo­ku­men­to­wa­ne uży­cie zwro­tu Polish Death Camp” pocho­dzi z paź­dzier­ni­ka 1944 roku, kie­dy to ame­ry­kań­ski maga­zyn Col­lie­r’s Weekly” opu­bli­ko­wał arty­kuł słyn­ne­go pol­skie­go emi­sa­riu­sza Jana Kar­skie­go. Jed­nak to nie Kar­ski był auto­rem tego okre­śle­nia.
Bada­nia archi­wal­ne ujaw­ni­ły, że ory­gi­nal­ny tytuł maszy­no­pi­su Kar­skie­go brzmiał In the Bel­zec Death Camp” (W obo­zie śmier­ci w Bełż­cu). Redak­cja Col­lie­r’s Weekly” samo­wol­nie zmie­ni­ła tytuł na Polish Death Camp”, praw­do­po­dob­nie z powo­dów edy­tor­skich – w tym samym nume­rze uka­zał się arty­kuł o ame­ry­kań­skich obo­zach dla jeń­ców wojen­nych, więc redak­to­rzy chcie­li wyraź­nie odróż­nić, że obóz opi­sy­wa­ny przez Kar­skie­go znaj­do­wał się w Pol­sce, a nie w USA.
Kar­ski nie miał moż­li­wo­ści zapro­te­sto­wa­nia prze­ciw­ko tej zmia­nie, gdyż zgod­nie z ówcze­sną prak­ty­ką wydaw­ni­czą, każ­dy odbior­ca frag­men­tów książ­ki (któ­rą przy­go­to­wy­wał Kar­ski) miał pra­wo do zmian redak­cyj­nych.
Poli­ty­ka histo­rycz­na kanc­le­rza Ade­nau­era
Według dr Anny Jago­dziń­skiej z IPN, okre­śle­nie pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” poja­wi­ło się po raz pierw­szy w latach 50. XX wie­ku w jed­nej z nie­miec­kich publi­ka­cji pra­so­wych jako celo­we testo­wa­nie reak­cji opi­nii publicz­nej.
Histo­ryk pod­kre­śli­ła, że było to ele­men­tem zapla­no­wa­nej na lata poli­ty­ki histo­rycz­nej pierw­sze­go kanc­le­rza RFN Kon­ra­da Ade­nau­era. Jak stwier­dzi­ła: Taka była celo­wa poli­ty­ka histo­rycz­na Kon­ra­da Ade­nau­era, zapla­no­wa­na na lata. I oce­ni­ła: To się uda­ło Niem­com”. Trud­no zaprze­czyć.
Rola Agen­cji 114BND w czysz­cze­niu” nie­miec­kiej histo­rii
Klu­czo­wą rolę w roz­po­wszech­nia­niu mylą­cych okre­śleń ode­gra­ła Agen­cja 114 (Dien­st­stel­le 114) – taj­na jed­nost­ka utwo­rzo­na w ramach Orga­ni­za­cji Geh­le­na, a póź­niej Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND).
Czym była Agen­cja 114? Zosta­ła utwo­rzo­na tuż po zakoń­cze­niu II woj­ny świa­to­wej przez Rein­har­da Geh­le­na, byłe­go gene­ra­ła Wehr­mach­tu i sze­fa wywia­du woj­sko­we­go na Fron­cie Wschod­nim. Mia­ła ofi­cjal­ną sie­dzi­bę w Karls­ru­he, ukry­tą pod przy­kryw­ką fir­my pro­du­ku­ją­cej role­ty Zim­mer­le & Co”. Agen­cja 114 słu­ży­ła jako głów­ne wej­ście” do zachod­nio­eu­ro­pej­skie­go wywia­du dla byłych nazi­stów, w tym zbrod­nia­rzy wojen­nych aktyw­nych w Holo­cau­ście.
Do poło­wy lat 60. XX wie­ku zatrud­nia­ła co naj­mniej 100 byłych ofi­ce­rów Gesta­po lub SS. Wśród nich byli m.in.:
• Karl Josef Sil­ber­bau­er – ofi­cer SS, któ­ry aresz­to­wał Annę Frank i jej rodzi­nę w 1944 roku;
• Alo­is Brun­ner – zastęp­ca Adol­fa Eich­man­na, odpo­wie­dzial­ny za depor­ta­cję ponad 100 000 Żydów;
• Emil Augs­burg – były major SS;
Czysz­cze­nie” akt nie­miec­kich zbrod­nia­rzy
Według arty­ku­łu w Times of Isra­el, w latach 50. i 60. XX wie­ku dzia­ła­ła afi­lo­wa­na z wywia­dem zachod­nio­nie­miec­kim (BND) Agen­cja 114”, któ­ra zaj­mo­wa­ła się czysz­cze­niem” akt byłych nazi­stów ubie­ga­ją­cych się o pra­cę w wywia­dzie. Jak napi­sa­no:
Until the mid-1960s, West Ger­ma­ny­’s govern­ment dec­li­ned to pur­sue Nazi war cri­mi­nals. During the­se years, an intel­li­gen­ce-affi­lia­ted «Agen­cy 114» wor­ked to «cle­an» the records of such men who wan­ted to obta­in intel­li­gen­ce work. A good deal of the­se job appli­cants had served at con­cen­tra­tion and death camps, hen­ce the need to «re-brand» them and impli­ca­te Poles”.
Sys­te­ma­tycz­ny cha­rak­ter dzia­łań
Bada­nia komi­sji histo­rycz­nej BND ujaw­ni­ły sys­te­ma­tycz­ny cha­rak­ter zatrud­nia­nia byłych nazi­stów. Według Süd­deut­sche Zeitung, Orga­ni­za­cja Geh­le­na była naj­lep­szym moż­li­wym biu­rem pośred­nic­twa pra­cy dla byłych ofi­ce­rów i sta­rych nazi­stów”.
Geh­len rze­ko­mo nie chciał znać prze­szło­ści zatrud­nia­nych ludzi, a w 1953 roku poin­for­mo­wał komi­sję obro­ny Bun­de­sta­gu, że oko­ło 40 jego pra­cow­ni­ków pocho­dzi­ło z SSSD. Rze­czy­wi­sta licz­ba była znacz­nie wyż­sza – według badań oko­ło 200 byłych pra­cow­ni­ków Reichs­si­cher­he­it­shaup­tamt (RSHA – Głów­ny Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa Rze­szy) pra­co­wa­ło dla BND. Mimo że sędzio­wie w pro­ce­sie norym­ber­skim uzna­li obie orga­ni­za­cje za zbrod­ni­cze”, człon­ko­wie komi­sji Bun­de­sta­gu stwier­dzi­li ano­ni­mo­wo, że gene­rał zro­bił dosko­na­łe wra­że­nie”.
Para­sol Ade­nau­era
Kon­rad Ade­nau­er, kanc­lerz RFN w latach 19491963, chro­nił tę poli­ty­kę. Przez ponad 20 lat Niem­cy Zachod­nie nie ści­ga­ły wie­lu zbrod­nia­rzy wojen­nych, któ­rzy pro­wa­dzi­li nor­mal­ne życie, czę­sto na pro­mi­nent­nych sta­no­wi­skach.
Jeśli była igno­ran­cja w tej spra­wie, to tyl­ko dla­te­go, że nikt nie chciał wie­dzieć – ani Geh­len, ani Ade­nau­er.
Dr Jago­dziń­ska zwró­ci­ła uwa­gę na stop­nio­we eli­mi­no­wa­nie okre­śle­nia nie­miec­ki” z opi­sów zbrod­ni II woj­ny świa­to­wej: Od wie­lu lat spo­ty­kam się w publi­ka­cjach z nazew­nic­twem hitle­row­skie, nazi­stow­skie, wła­ści­wie jak­by powo­li zosta­ło wyeli­mi­no­wa­ne okre­śle­nie Niem­cy, nie­miec­kie”. Jak przy­po­mnia­ła, w tram­wa­jach oku­po­wa­nej War­sza­wy wisia­ły tablicz­ki Nur für Deut­sche” (tyl­ko dla Niem­ców), a nie Nur für Nazi” (tyl­ko dla nazi­stów).
Rola Alfre­da Ben­zi­ge­ra w Dien­stel­le 114
To wła­śnie Alfred Ben­zi­ger (prze­zy­wa­ny der Dic­ke” – Gru­by”) ode­grał klu­czo­wą rolę w sys­te­ma­tycz­nym fał­szo­wa­niu odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust poprzez wpro­wa­dze­nie do obie­gu publicz­ne­go okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne”.
Pod­czas II woj­ny świa­to­wej Ben­zi­ger słu­żył jako sier­żant w Gehe­ime Feld­po­li­zei (GFP) – taj­nej poli­cji woj­sko­wej Wehr­mach­tu. Gehe­ime Feld­po­li­zei była for­ma­cją utwo­rzo­ną 21 lip­ca 1939 roku przez sze­fa Obe­rkom­man­do der Wehr­macht (OKW) gene­ra­ła Wil­hel­ma Keitla. Choć for­mal­nie nale­ża­ła do Wehr­mach­tu, jej kadra rekru­to­wa­ła się głów­nie z Gesta­po i Kri­po (Kri­mi­nal­po­li­zei).
GFP była zna­na z tor­tu­ro­wa­nia i zabi­ja­nia więź­niów. Funk­cjo­na­riu­sze tej for­ma­cji mie­li nie­ogra­ni­czo­ny dostęp do wszyst­kich obiek­tów mili­tar­nych i stref zamknię­tych.
Po zakoń­cze­niu woj­ny Ben­zi­ger natu­ral­nie nie poniósł odpo­wie­dzial­no­ści za swo­je czy­ny. Zamiast tego został sze­fem Agen­cji 114 (Dien­st­stel­le 114) – taj­nej jed­nost­ki kontr­wy­wia­du dzia­ła­ją­cej naj­pierw w ramach Orga­ni­za­cji Geh­le­na, a póź­niej Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND).
Dzia­łal­ność Agen­cji 114 pod kie­row­nic­twem Ben­zi­ge­ra
Agen­cja 114 pod kie­row­nic­twem Ben­zi­ge­ra ofi­cjal­nie zaj­mo­wa­ła się kontr­wy­wia­dem prze­ciw­ko Sowie­tom, ale rów­nież moni­to­ro­wa­niem kra­jo­wych lewi­cow­ców i pacy­fi­stów.
Ben­zi­ger otwar­cie rekru­to­wał” byłych człon­ków Gesta­po, SSSD, jak rapor­to­wał agent CIA James Critch­field, któ­ry nad­zo­ro­wał roz­wój nie­miec­kiej służ­by wywia­dow­czej. Wśród zatrud­nio­nych przez nie­go zbrod­nia­rzy wojen­nych byli:
• Kon­rad Fie­big – oskar­żo­ny o mor­der­stwo 11 000 Żydów na Bia­ło­ru­si
• Wal­ter Kur­reck – z oddzia­łu śmier­ci SS Ein­sat­zgrup­pe D, odpo­wie­dzial­ny za dzie­siąt­ki tysię­cy mor­dów
W 1956 roku to wła­śnie Alfred Ben­zi­ger wymy­ślił i wpro­wa­dził sku­tecz­nie do obie­gu publicz­ne­go okre­śle­nie pol­skie obo­zy śmier­ci”. Wybór momen­tu nie był przy­pad­ko­wy. W 1956 roku Pol­ska była w cha­osie po wyda­rze­niach w Pozna­niu i zmia­nach poli­tycz­nych. Kraj był nie­sta­bil­ny po latach oku­pa­cji nie­miec­kiej, sowiec­kiej i rzą­dów zwo­len­ni­ków Sta­li­na.
Suk­ces nie­miec­kiej pro­pa­gan­dy
Stra­te­gia Ben­zi­ge­ra odnio­sła spek­ta­ku­lar­ny suk­ces. W Niem­czech gru­pa była tak sku­tecz­na, że gdy w 1979 roku nada­no ame­ry­kań­ski serial Holo­caust”, pane­lo­wi histo­ry­ków towa­rzy­szył zalew pytań od Niem­ców, któ­rzy wie­rzy­li, że Pol­ska była odpo­wie­dzial­na za ludo­bój­stwo.
Alfred Ben­zi­ger był klu­czo­wą posta­cią w sys­te­ma­tycz­nej kam­pa­nii mają­cej na celu prze­su­nię­cie odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust z Nie­miec na Pol­skę poprzez celo­we wpro­wa­dze­nie mylą­ce­go okre­śle­nia pol­skie obo­zy koncentracyjne/​śmierci”. Odpo­wie­dzial­ny był za mani­pu­la­cję opi­nią publicz­ną poprzez wyko­rzy­sta­nie nie­miec­kich mediów do roz­po­wszech­nia­nia fał­szy­wej nar­ra­cji histo­rycz­nej, co trwa do dzi­siaj.
Dzia­łal­ność Ben­zi­ge­ra była czę­ścią szer­szej poli­ty­ki histo­rycz­nej kanc­le­rza Ade­nau­era, któ­ra mia­ła odsu­nąć Niem­cy od odpo­wie­dzial­no­ści za zbrod­nie nazi­stow­skie. Był on byłym zbrod­nia­rzem wojen­nym, któ­ry po woj­nie nie tyl­ko unik­nął kary, ale został sze­fem jed­nost­ki wywia­du finan­so­wa­nej przez Sta­ny Zjed­no­czo­ne i chro­nio­nej przez rząd RFN, z któ­rej pozy­cji pro­wa­dził sys­te­ma­tycz­ną kam­pa­nię dez­in­for­ma­cyj­ną trwa­ją­cą do dziś.

Nie­miec­kie roszczenia

Ska­la rosz­czeń nie­miec­kich wysie­dleń­ców i ich potom­ków, doty­czą­cych mająt­ku pozo­sta­wio­ne­go w Pol­sce po II woj­nie świa­to­wej jest poważ­nym pro­ble­mem praw­nym, poli­tycz­nym i spo­łecz­nym, sta­no­wią­cym rze­czy­wi­ste zagro­że­nie dla pol­skiej racji stanu.

Spad­ko­bier­cy Niem­ców wysie­dlo­nych po II woj­nie oraz póź­nych prze­sie­dleń­ców” przej­mu­ją mająt­ki pozo­sta­wio­ne w Pol­sce po 1945 roku.
Po zakoń­cze­niu II woj­ny świa­to­wej i prze­su­nię­ciu gra­nic Pol­ski na zachód, zie­mie daw­niej nie­miec­kie – Śląsk, Pomo­rze, War­mia i Mazu­ry – zosta­ły włą­czo­ne do Pol­ski jako tzw. Zie­mie Odzy­ska­ne. Lud­ność nie­miec­ka zosta­ła wysie­dlo­na na mocy usta­leń kon­fe­ren­cji pocz­dam­skiej z 1945 roku. Jed­nak znacz­na część osób, któ­re po woj­nie zade­kla­ro­wa­ły pol­ską naro­do­wość i uzy­ska­ły pol­skie oby­wa­tel­stwo, zacho­wa­ła pra­wo wła­sno­ści swo­ich majątków.

Pro­ble­ma­ty­ka nie­miec­kich rosz­czeń doty­czy głów­nie dwóch grup: oby­wa­te­li nie­miec­kich wysie­dlo­nych bez­po­śred­nio po woj­nie oraz tzw. póź­nych prze­sie­dleń­ców” – osób, któ­re w latach 19561984 zrze­kły się pol­skie­go oby­wa­tel­stwa i wyje­cha­ły do Nie­miec, pozo­sta­wia­jąc nie­ru­cho­mo­ści w Polsce.

Kie­dy przy­jeż­dża­li do Nie­miec było im wypła­ca­ne odszko­do­wa­nie za nie­ru­cho­mo­ści i mie­nie pozo­sta­wio­ne w Pol­sce i prze­ka­za­ne do Skar­bu Pań­stwa (to był waru­nek wyda­nia zgo­dy na wyjazd do RFN). Prze­licz­nik był ofi­cjal­ny: 100 zło­tych – 12,5 DM i do tego bez­zwrot­na pożycz­ka w kwo­cie 10000 DM.

Mecha­ni­zmy praw­ne przej­mo­wa­nia ponie­miec­kich majątków

Dekret Pol­skie­go Komi­te­tu Wyzwo­le­nia Naro­do­we­go z 6 wrze­śnia 1944 roku o prze­pro­wa­dze­niu refor­my rol­nej sta­no­wił pod­sta­wę nacjo­na­li­za­cji naj­więk­szych mająt­ków ziem­skich. Przej­mo­wał bez odszko­do­wa­nia wła­sność mająt­ków powy­żej 50 hek­ta­rów (w woje­wódz­twach zachod­nich – powy­żej 100 ha), obej­mu­jąc rów­nież mająt­ki poniemieckie.

Z kolei Dekret z 8 mar­ca 1946 roku o mająt­kach opusz­czo­nych i ponie­miec­kich regu­lo­wał prze­ję­cie na wła­sność pań­stwa mająt­ków pozo­sta­wio­nych przez oby­wa­te­li nie­miec­kich oraz oso­by, któ­re opu­ści­ły Polskę.

Klu­czo­wym aktem praw­nym była usta­wa z 14 lip­ca 1961 roku o gospo­dar­ce tere­na­mi w mia­stach i osie­dlach. Jej arty­kuł 38 sta­no­wił, że nie­ru­cho­mo­ści osób, któ­re zade­kla­ro­wa­ły naro­do­wość pol­ską, a następ­nie w związ­ku z wyjaz­dem utra­ci­ły pol­skie oby­wa­tel­stwo, prze­cho­dzi­ły na wła­sność państwa”.

Kon­tro­wer­syj­ne orzecz­nic­two Sądu Najwyższego

W 2012 roku Sąd Naj­wyż­szy wydał prze­ło­mo­we orze­cze­nie, któ­re otwo­rzy­ło furt­kę dla rosz­czeń nie­miec­kich spad­ko­bier­ców. Pre­ze­sem Sądu Naj­wyż­sze­go w 2012 roku był Sta­ni­sław Dąbrow­ski. SN uznał, że prze­pis usta­wy z 1961 roku nie miał zasto­so­wa­nia do spad­ko­bier­ców osób wymie­nio­nych w tym przepisie.

Jak uza­sad­nił Sąd Naj­wyż­szy, prze­pis ten jako wyjąt­ko­wy nie może pod­le­gać wykład­ni roz­sze­rza­ją­cej. Ozna­cza­ło to, że jeśli wła­ści­ciel nie­ru­cho­mo­ści zacho­wał pol­skie oby­wa­tel­stwo do śmier­ci, a dopie­ro jego spad­ko­bier­cy wyemi­gro­wa­li do Nie­miec, to ci ostat­ni zacho­wa­li pra­wa do mająt­ku w Polsce.

To orze­cze­nie wywo­ła­ło falę kon­tro­wer­sji. Jak wska­zał pre­zes Sądu Naj­wyż­sze­go Sta­ni­sław Dąbrow­ski, choć argu­men­ty natu­ry jury­dycz­nej prze­ma­wia­ły za taką inter­pre­ta­cją, to nie spo­sób zigno­ro­wać kon­tek­stu histo­rycz­ne­go, spo­łecz­ne­go, mię­dzy­na­ro­do­we­go i kon­se­kwen­cji eko­no­micz­nych, któ­re prze­ma­wia­ją prze­ciw­ko korzyst­nym dla spad­ko­bier­ców mie­nia ponie­miec­kie­go orzeczeniom”.

Gór­ny Śląsk: exo­dus w cza­sach Gierka

Rekla­ma­Gór­ny Śląsk był głów­nym źró­dłem emi­gra­cji do Repu­bli­ki Fede­ral­nej Nie­miec w okre­sie PRL.

Ska­la zja­wi­ska była impo­nu­ją­ca. Po pod­pi­sa­niu w 1970 roku ukła­du nor­ma­li­za­cyj­ne­go mię­dzy PRLRFN roz­po­czę­ła się dru­ga fala tzw. akcji łącze­nia rodzin. Po roku 1970 nastą­pił gwał­tow­ny wzrost licz­by wyjaz­dów – w 1971 roku wyje­cha­ło 25 241 osób (wobec zale­d­wie 5 6241970 roku). Następ­nie licz­ba ta spa­dła do 13 4771972 roku, 8 9021973, 7 8251974, by osią­gnąć 7 0401975 roku. Tyl­ko w cią­gu trzech lat (19761979) z Gór­ne­go Ślą­ska wyje­cha­ło 115 tysię­cy osób.

Naj­wię­cej osób wyjeż­dża­ło z trzech miast: Zabrze, Byto­mia i Gli­wic. W samym tyl­ko 1976 roku z Gór­ne­go Ślą­ska pocho­dzi­ło 17 413 osób, co sta­no­wi­ło 59,3 proc. wszyst­kich wysie­dleń­ców z Polski.

W latach 19521988 z Pol­ski do RFN wyje­cha­ło łącz­nie oko­ło 607 tysię­cy osób pocho­dze­nia nie­miec­kie­go, z cze­go pra­wie 70 proc. pocho­dzi­ło z Gór­ne­go Śląska.

Rekla­ma­Oso­by wyjeż­dża­ją­ce do RFN były zobo­wią­za­ne do zrze­cze­nia się pol­skie­go oby­wa­tel­stwa na pod­sta­wie uchwa­ły Rady Pań­stwa nr 371956 roku. W prak­ty­ce ozna­cza­ło to rów­nież utra­tę praw do nie­ru­cho­mo­ści pozo­sta­wia­nych w Pol­sce – gospo­darstw rol­nych, domów, działek.

Przej­mo­wa­ne mająt­ki sta­wa­ły się wła­sno­ścią Skar­bu Pań­stwa i były następ­nie roz­dy­spo­no­wy­wa­ne – sprze­da­wa­ne nowym wła­ści­cie­lom, prze­ka­zy­wa­ne zakła­dom pra­cy, Lasom Pań­stwo­wym lub gminom.

Suk­ces Agnes Trawny

Naj­gło­śniej­szą spra­wą w Pol­sce sta­ła się histo­ria Agnes Traw­ny – Mazur­ki, któ­ra w latach 70. wyje­cha­ła do Nie­miec, pozo­sta­wia­jąc gospo­dar­stwo we wsi Nar­ty pod Szczyt­nem. Klu­czo­we było to, że urzęd­ni­cy gmin­ni nie usu­nę­li jej nazwi­ska z ksiąg wieczystych.

Rekla­maW 2005 roku Sąd Naj­wyż­szy przy­znał Traw­ny pra­wo do odzy­ska­nia domu i zie­mi. To była pierw­sza tego typu spra­wa zakoń­czo­na suk­ce­sem przez nie­miec­kich spad­ko­bier­ców przed pol­ski­mi sądami.

Dra­mat pol­skich rodzin

W domu Traw­ny od lat 70. miesz­ka­ły dwie pol­skie rodzi­ny – Moska­li­ko­wie i Gło­wac­cy – zakwa­te­ro­wa­ne tam przez Lasy Pań­stwo­we. W 2009 roku sąd naka­zał ich eks­mi­sję, nie przy­zna­jąc loka­li socjal­nych. Wyrok był nie­ludz­ki, bo pol­skie rodzi­ny inwe­sto­wa­ły przez 30 lat w utrzy­ma­nie domu, sądząc, że sta­ną się jego właścicielami.

Po odzy­ska­niu domu w 2011 roku Traw­ny go zbu­rzy­ła. Rodzi­ny Gło­wac­kich zażą­da­ły od niej 210 tysię­cy zło­tych za utrzy­ma­nie nie­ru­cho­mo­ści. Wła­dy­sław Gło­wac­ki pod­pi­sał oświad­cze­nie o bra­ku rosz­czeń, ale póź­niej twier­dził, że nie rozu­miał jego tre­ści, bo nie miał okularów.

W 2024 roku Sąd Okrę­go­wy w Olsz­ty­nie zasą­dził dla Traw­ny 700 tysię­cy zło­tych odszko­do­wa­nia za zie­mię prze­ję­tą przez Skarb Pań­stwa i następ­nie sprze­da­ną. Część nie­ru­cho­mo­ści kupi­ła duża fir­ma i podzie­li­ła na mniej­sze dział­ki, przez co zwrot w natu­rze stał się niemożliwy.

Fala rosz­czeń na War­mii, Mazu­rach i Ślasku

Johan­nes Czo­drow­ski, któ­ry w 1977 roku wraz z rodzi­ca­mi wyje­chał do RFN, zosta­wia­jąc gospo­dar­stwo w Tomasz­ko­wie pod Olsz­ty­nem, otrzy­mał w 2017 roku wyrok zasą­dza­ją­cy pra­wie 670 tysię­cy zło­tych odszko­do­wa­nia. Spra­wa doty­czy­ła 40-hek­ta­ro­we­go gospo­dar­stwa rol­ne­go z 10-hek­ta­ro­wym lasem.

Część gospo­dar­stwa zosta­ła sprze­da­na nowym wła­ści­cie­lom i nie mogła być zwró­co­na. Pozo­sta­łą część – las i dział­ki – prze­ję­ły gmi­na i Lasy Pań­stwo­we. Pro­ku­ra­to­ria Gene­ral­na Skar­bu Pań­stwa wno­si­ła o odda­le­nie pozwu, ale przegrała.

W przy­pad­ku rodzi­ny Sikor­skich, któ­ra w 1978 roku wyje­cha­ła do RFN, pozo­sta­wia­jąc 5,5‑hektarowe gospo­dar­stwo w Gie­trz­wał­dzie, spad­ko­bier­cy uzy­ska­li łącz­nie oko­ło 200 tysię­cy złotych.

Andre­as Sikor­ski otrzy­mał 66 tysię­cy zło­tych, jego przy­rod­ni brat Die­ter Pest­kow­ski – 44 tysią­ce zło­tych (jako dziec­ko tyl­ko jed­ne­go z mał­żon­ków). Ponad 4 hek­ta­ry zosta­ły sprze­da­ne nowym wła­ści­cie­lom, przez co zwrot w natu­rze był niemożliwy.

W innej spra­wie doty­czą­cej Gie­trz­wał­du, spad­ko­bier­ca Anton B. otrzy­mał w 2024 roku wyrok zasą­dza­ją­cy ponad 493 tysią­ce zło­tych za bez­praw­ne prze­ję­cie i zby­cie 57-hek­ta­ro­we­go gospo­dar­stwa jego mat­ki Cecy­lii W. Nie­ru­cho­mość zosta­ła prze­ję­ta przez Skarb Pań­stwa w latach 70., a nie­waż­ność decy­zji stwier­dził dopie­ro w 2016 roku mini­ster rol­nic­twa i roz­wo­ju wsi.

W 2022 roku miesz­kań­cy War­mii, któ­rzy w 1978 roku wyemi­gro­wa­li do Repu­bli­ki Fede­ral­nej Nie­miec i zosta­wi­li pod Gie­trz­wał­dem 24-hek­ta­ro­we gospo­dar­stwo. Już trzy dni po ich wyjeź­dzie gospo­dar­stwo zosta­ło prze­ję­te przez Skarb Pań­stwa i zby­te innym oso­bom oraz Lasom Państwowym.

Prze­sie­dleń­cy wygra­li 900 tysię­cy zło­tych odszko­do­wa­nia w pra­wo­moc­nym wyro­ku. Jak powie­dział ich peł­no­moc­nik mece­nas Woj­ciech Wrze­cion­kow­ski: Moim klien­tom po pro­stu zabra­no w PRL ich mają­tek. Nikt z nas nie chciał­by być w takiej sytu­acji posta­wio­ny. Odszko­do­wa­nie za to, co zabra­ło im pań­stwo, jest po pro­stu sprawiedliwe”.

Od 2013 roku do Sądu Okrę­go­we­go w Olsz­ty­nie wpły­nę­ło 20 pozwów doty­czą­cych rosz­czeń auto­chto­nów oraz ich spad­ko­bier­ców. W spra­wach zakoń­czo­nych powo­do­wie wygra­li w 10 przy­pad­kach, w dwóch spra­wach odrzu­co­no pozew, a w trzech odda­lo­no powódz­two. Naj­wyż­sza kwo­ta dotych­czas zasą­dzo­na przez sąd to 1 milion 218 tysię­cy zło­tych dla pię­ciu powodów.

Tyl­ko w 2017 roku przed sądem okrę­go­wym w Olsz­ty­nie toczy­ło się 6 spraw o odszko­do­wa­nia za nie­ru­cho­mo­ści pozo­sta­wio­ne po wyjeź­dzie do RFN. Daw­ni prze­sie­dleń­cy żąda­li od Skar­bu Pań­stwa kwot od 100 tysię­cy do 2 milio­nów złotych.

W porów­na­niu do licz­by wszyst­kich spraw wpły­wa­ją­cych do sądów cywil­nych nie sta­no­wią one dużej licz­by – w samym 2016 roku do I Wydzia­łu Cywil­ne­go Sądu Okrę­go­we­go w Olsz­ty­nie wpły­nę­ło łącz­nie 1789 spraw. Nie dotar­łem do naj­now­szych sta­ty­styk, ale moż­na się spo­dzie­wać, że ska­la rosz­czeń rośnie.

Zda­niem praw­ni­ków spe­cja­li­zu­ją­cych się w tej tema­ty­ce, rosz­czeń może być coraz wię­cej. Usta­wa z 2007 roku o ujaw­nie­niu w księ­gach wie­czy­stych pra­wa wła­sno­ści Skar­bu Pań­stwa de fac­to wska­zu­je, kto poprzed­nio posia­dał mająt­ki, co uła­twia spad­ko­bier­com iden­ty­fi­ka­cję nie­ru­cho­mo­ści, o któ­re mogą walczyć.

Naj­gło­śniej­szą spra­wą na Gór­nym Ślą­sku był pro­ces Rein­hol­da L. oraz jego rodzi­ny – spad­ko­bier­ców Elfrie­de i Jerze­go L., któ­rzy doma­ga­li się zwro­tu dzie­się­ciu nie­ru­cho­mo­ści w Byto­miu o łącz­nej powierzch­ni pra­wie 14 tysię­cy metrów kwadratowych.

W 2013 roku spad­ko­bier­cy poskar­ży­li się do Woje­wódz­kie­go Sądu Admi­ni­stra­cyj­ne­go w Gli­wi­cach na woje­wo­dę, któ­ry odmó­wił zwro­tu nie­ru­cho­mo­ści. Spra­wa tra­fi­ła do Naczel­ne­go Sądu Administracyjnego.

W 2015 roku NSA odda­lił skar­gę kasa­cyj­ną rodzi­ny L. Sąd uznał, że spad­ko­bier­cy nie mają szans na odzy­ska­nie mająt­ku, ponie­waż prze­sie­dleń­cy przed laty zrze­kli się pol­skie­go oby­wa­tel­stwa i jed­no­cze­śnie pra­wa własności.

Klu­czo­we w uza­sad­nie­niu było stwier­dze­nie, że Elfrie­de i Jerzy L. mie­li pra­wo do nie­ru­cho­mo­ści jesz­cze po woj­nie, ale zrze­kli się go w momen­cie skła­da­nia wnio­sku o wyjazd do Nie­miec. Tym samym mają­tek przed­wo­jen­nych wła­ści­cie­li prze­szedł na wła­sność pań­stwa zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cym wów­czas prawem.

Mece­nas Lech Oba­ra, spe­cja­li­zu­ją­cy się w tema­ty­ce nie­miec­kich rosz­czeń, potrak­to­wał decy­zję NSA jako sygnał zmia­ny linii orzecz­nic­twa w tego typu spra­wach. Orze­cze­nie to jest szcze­gól­nie istot­ne dla Gór­ne­go Ślą­ska, gdzie wie­le osób dys­po­nu­je przed­wo­jen­ny­mi tytu­ła­mi własności.

Wyrok wyraź­nie roz­róż­nił sytu­ację prze­sie­dleń­ców, któ­rzy świa­do­mie zrze­kli się oby­wa­tel­stwa i praw mająt­ko­wych, od przy­pad­ków osób, któ­re zacho­wa­ły pol­skie oby­wa­tel­stwo do śmier­ci, a dopie­ro ich spad­ko­bier­cy wyemigrowali.

Sza­cu­je się, że praw do pozo­sta­wio­ne­go mająt­ku mogli­by się doma­gać potom­ko­wie oko­ło 700 tysię­cy osób, któ­re opu­ści­ły Pol­skę od 1945 roku. 

Odszko­do­wa­nia wypła­co­ne Niem­com przez Niemcy

Co istot­ne, oso­by wyjeż­dża­ją­ce do Nie­miec w ramach póź­nych prze­sie­dleń otrzy­my­wa­ły od rzą­du nie­miec­kie­go odszko­do­wa­nia za pozo­sta­wio­ne mie­nie. Na pod­sta­wie umo­wy mię­dzy RFNPRL1975 roku Niem­cy wypła­ci­li Pol­sce glo­bal­nie 1,3 miliar­da marek nie­miec­kich (póź­niej dodat­ko­wo 500 milio­nów DM1991 roku).

Do koń­ca 2003 roku rząd nie­miec­ki wypła­cił oso­bom wypę­dzo­nym i prze­sie­dlo­nym łącz­nie oko­ło 64 miliar­dy euro. Śred­nio poszko­do­wa­ni otrzy­ma­li oko­ło 22 proc. war­to­ści utra­co­ne­go majątku.

Co wię­cej, na pod­sta­wie usta­wy o wyrów­ny­wa­niu obcią­żeń (Laste­naus­gle­ichs­ge­setz) z 1952 roku Niem­cy wypła­ci­ły swo­im oby­wa­te­lom wypę­dzo­nym z tere­nów na wschód od Odry i Nysy łącz­nie oko­ło 75 miliar­dów euro. W sumie oby­wa­te­le nie­miec­cy otrzy­ma­li po woj­nie 89 miliar­dów euro z róż­nych źródeł.

Jak pod­kre­ślał mece­nas Lech Oba­ra: Ci – któ­rzy wysu­wa­ją swo­je rosz­cze­nia – już wcze­śniej dosta­li odszko­do­wa­nia za pozo­sta­wio­ne mająt­ki. A nie może być tak, że kto­kol­wiek będzie dosta­wał odszko­do­wa­nie dwu­krot­nie. Kłó­ci się to z poczu­ciem spra­wie­dli­wo­ści społecznej”.

Przy­pad­ki takie jak rodzin Moska­li­ków i Gło­wac­kich poka­zu­ją ludz­ki wymiar pro­ble­mu. Oso­by te miesz­ka­ły w domach przez 3040 lat, inwe­stu­jąc w remon­ty i utrzy­ma­nie, w prze­ko­na­niu, że sta­ną się wła­ści­cie­la­mi. Eks­mi­sje pro­wa­dzą do tra­ge­dii rodzin­nych – Wło­ży­li­śmy w ten dom pie­nią­dze i zdro­wie”, mówi­ła pła­cząc Wła­dy­sła­wa Głowacka.

Zasą­dzo­ne odszko­do­wa­nia obcią­ża­ją pol­ski Skarb Pań­stwa, a więc wszyst­kich podat­ni­ków. Suma wypłat rośnie – od kil­ku­dzie­się­ciu tysię­cy zło­tych po ponad milion zło­tych w poje­dyn­czych sprawach.

Mece­nas Lech Oba­ra z Ruchu Praw­ni­ków prze­ciw­ko Nie­miec­kim Rosz­cze­niom Rewin­dy­ka­cyj­nym trak­tu­je decy­zję NSA2015 roku (w spra­wie Rein­hol­da L. w Byto­miu) jako sygnał zmia­ny linii orzecz­nic­twa w tego typu spra­wach. Pod­kre­śla zna­cze­nie odszko­do­wań już wypła­co­nych przez Niem­cy i koniecz­ność prze­ciw­dzia­ła­nia podwój­ne­mu odszkodowaniu.

Z dru­giej stro­ny, peł­no­moc­ni­cy spad­ko­bier­ców, jak mece­nas Woj­ciech Wrze­cion­kow­ski, argu­men­tu­ją, że ich klien­ci zosta­li bez­praw­nie pozba­wie­ni mająt­ku przez komu­ni­stycz­ne pań­stwo i odszko­do­wa­nie jest sprawiedliwe.

Pro­ble­ma­ty­ka przej­mo­wa­nia mająt­ków przez nie­miec­kich spad­ko­bier­ców po 1945 roku pozo­sta­je kon­tro­wer­syj­na i zło­żo­na praw­nie. Z jed­nej stro­ny mamy do czy­nie­nia z bez­praw­ny­mi prze­ję­cia­mi mająt­ków w okre­sie PRL, z dru­giej – z odszko­do­wa­nia­mi już wypła­co­ny­mi przez Niem­cy i koniecz­no­ścią ochro­ny inte­re­sów pol­skich rodzin miesz­ka­ją­cych przez dzie­się­cio­le­cia w tych nieruchomościach.

Gór­ny Śląsk sta­no­wi szcze­gól­ny przy­pa­dek ze wzglę­du na maso­wą emi­gra­cję w latach 70. i 80. XX wie­ku. Z trzech naj­więk­szych miast prze­my­sło­wych – Byto­mia, Zabrza i Gli­wic – wyje­cha­ło kil­ka­dzie­siąt tysię­cy osób. Pozo­sta­wio­ne przez nich gospo­dar­stwa, domy i nie­ru­cho­mo­ści sta­ły się wła­sno­ścią pań­stwa, a obec­nie ich spad­ko­bier­cy pró­bu­ją odzy­skać mająt­ki lub uzy­skać odszkodowania.

Klu­czo­we zna­cze­nie ma linia orzecz­ni­cza z dwóch wyro­ków: z jed­nej stro­ny orze­cze­nie Sądu Naj­wyż­sze­go z 2012 roku, któ­re roz­róż­ni­ło sytu­ację praw­ną samych prze­sie­dleń­ców od ich spad­ko­bier­ców, z dru­giej – wyrok NSA w spra­wie Byto­mia z 2015 roku, któ­ry sta­now­czo odda­lił rosz­cze­nia spad­ko­bier­ców osób, któ­re świa­do­mie zrze­kły się obywatelstwa.

To dru­gie orze­cze­nie może sta­no­wić pre­ce­dens chro­nią­cy pol­ski Skarb Pań­stwa przed falą rosz­czeń z Gór­ne­go Ślą­ska, gdzie ska­la wyjaz­dów była znacz­nie więk­sza niż na War­mii i Mazu­rach. Jed­no­cze­śnie spra­wy, w któ­rych wła­ści­cie­le zacho­wa­li pol­skie oby­wa­tel­stwo do śmier­ci, mogą koń­czyć się suk­ce­sem spadkobierców.

Pro­blem wyma­ga kom­plek­so­we­go roz­wią­za­nia usta­wo­daw­cze­go, któ­re pogo­dzi ochro­nę praw wła­sno­ści z zasa­da­mi spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej i histo­rycz­nym kon­tek­stem prze­ję­cia ziem zachod­nich przez Pol­skę po II woj­nie światowej.

Szcze­gól­nie w kon­tek­ście fak­tu, że Niem­cy wypła­ci­ły już swo­im oby­wa­te­lom łącz­nie 89 miliar­dów euro odszko­do­wań, w tym 75 miliar­dów dla wypę­dzo­nych z tere­nów wschodnich.

Do 2025 roku ten­den­cja wzro­sto­wa w licz­bie pozwów nie­miec­kich spad­ko­bier­ców o odszko­do­wa­nia i zwro­ty nie­ru­cho­mo­ści w Pol­sce jest wyraź­na. Z uwa­gi na zło­żo­ność pro­ble­ma­ty­ki, powią­za­nej z histo­rycz­ny­mi wywłasz­cze­nia­mi, wie­lo­let­ni­mi pro­ce­du­ra­mi admi­ni­stra­cyj­ny­mi i sądo­wy­mi oraz nego­cja­cja­mi mię­dzy­na­ro­do­wy­mi, spra­wy te są roz­pa­try­wa­ne przez sądy i orga­ny pań­stwo­we w ramach dłu­go­trwa­łych postępowań.

Ska­la tych pozwów jest szcze­gól­nie widocz­na w sądach w regio­nach daw­nych Ziem Odzy­ska­nych (War­mia, Mazu­ry, Gór­ny Śląsk). Pro­ku­ra­to­ria Gene­ral­na Skar­bu Pań­stwa oraz sądy wska­zu­ją na znacz­ne obcią­że­nie pro­ce­so­we i finan­so­we wyni­ka­ją­ce z tych postę­po­wań. Na Gór­nym Ślą­sku funk­cjo­nu­ją róż­ne orga­ni­za­cje i gru­py, któ­re dekla­ru­ją chęć odzy­ska­nia mająt­ków, odszko­do­wań lub bro­nią inte­re­sów nie­miec­kiej mniejszości.

Dane z 2025 roku potwier­dza­ją, że temat pozo­sta­je aktu­al­ny i będzie wyma­gał dal­szych dzia­łań legi­sla­cyj­nych oraz poli­tycz­nych, aby usta­bi­li­zo­wać sytu­ację praw­ną doty­czą­ca daw­nych wła­sno­ści i rosz­czeń nie­miec­kich spadkobierców.

Powier­nic­two Pru­skie – fabry­ka roszczeń

Powier­nic­two Pru­skie powsta­ło w 2000 roku w Niem­czech jako spół­ka koman­dy­to­wo-akcyj­na (GmbH & Co. KG a. A.). Zosta­ło zało­żo­ne przez gru­pę nie­miec­kich wysie­dlo­nych. Celem było uzy­ska­nie zwro­tu mająt­ków pozo­sta­wio­nych przez wysie­dlo­nych Niem­ców, docho­dze­nie odszko­do­wań od władz pol­skich, repre­zen­to­wa­nie inte­re­sów nie­miec­kich oby­wa­te­li i ich spad­ko­bier­ców, budo­wa­nie orga­ni­za­cji mogą­cej pod­trzy­mać i zabez­pie­czyć rosz­cze­nia mająt­ko­we poszcze­gól­nych wypę­dzo­nych i ich potomków.

Orga­ni­za­cja ta dzia­ła od wie­lu lat, jed­nak jej dzia­łal­ność nie jest pozba­wio­na kon­tro­wer­sji. Wie­lo­krot­nie pod­kre­śla się, że dzia­ła­nia Powier­nic­twa są sprzecz­ne z pra­wem mię­dzy­na­ro­do­wym i pra­wem kra­jo­wym Pol­ski. Od począt­ku jej ist­nie­nia poja­wia­ły się zarzu­ty o kwe­stio­no­wa­nie obo­wią­zu­ją­cych porząd­ków praw­nych, pró­bę pod­wa­że­nia legi­ty­ma­cji wła­sno­ścio­wej i sta­ra­nia o dekon­stru­owa­nie pol­skiej suwe­ren­no­ści na tere­nach daw­nych Prus.

W 2006 roku Powier­nic­two Pru­skie (Preu­ßi­sche Treu­hand) zło­ży­ło w Euro­pej­skim Try­bu­na­le Praw Czło­wie­ka w Stras­bur­gu 22 indy­wi­du­al­ne skar­gi prze­ciw­ko Pol­sce. Orga­ni­za­cja doma­ga­ła się zwro­tu mająt­ków pozo­sta­wio­nych przez wysie­dlo­nych Niem­ców po II woj­nie światowej.

Prze­gra­na w Strasburgu

7 paź­dzier­ni­ka 2008 roku Try­bu­nał odrzu­cił wszyst­kie skar­gi jako bez­pod­staw­ne. Orze­czo­no, że:

• Pol­ska nie spra­wo­wa­ła kon­tro­li nad swo­imi przy­szły­mi zie­mia­mi zachod­ni­mi w okre­sie od stycz­nia do kwiet­nia 1945 roku – wów­czas nadal były czę­ścią Niemiec.

• Pol­ska raty­fi­ko­wa­ła Euro­pej­ską Kon­wen­cję Praw Czło­wie­ka dopie­ro w 1994 roku, więc nie może być ona sto­so­wa­na do zda­rzeń z 1945 roku.

• Brak pol­skich regu­la­cji praw­nych w spra­wie reha­bi­li­ta­cji wysie­dlo­nych Niem­ców nie sta­no­wi naru­sze­nia praw człowieka.

• Powier­nic­two Pru­skie jako spół­ka nie jest ofia­rą naru­szeń kon­wen­cji i nie może wystę­po­wać przed Trybunałem.

Po wyro­ku try­bu­na­łu nie­miec­ki rząd uznał spra­wę rosz­czeń wobec Pol­ski za zamknię­tą. Kanc­lerz Ange­la Mer­kel stwier­dzi­ła: Orze­cze­nie to potwier­dza sta­no­wi­sko Nie­miec, że skar­ga była bezpodstawna”.

War­to zazna­czyć, że sądy w Pol­sce przyj­mu­ją zgod­nie z orzecz­nic­twem Sądu Naj­wyż­sze­go, iż 10-let­ni okres przedaw­nie­nia ule­ga zawie­sze­niu lub nie roz­po­czy­na bie­gu, gdyż daw­ni wła­ści­cie­le lub ich spad­ko­bier­cy nie mogli docho­dzić swo­ich rosz­czeń w okre­sie funk­cjo­no­wa­nia ustro­ju komu­ni­stycz­ne­go. Sąd może roz­po­znać kwe­stię przedaw­nie­nia jedy­nie na zarzut pod­nie­sio­ny przez Skarb Państwa.

Pierw­szym prze­wod­ni­czą­cym rady nad­zor­czej Powier­nic­twa Pru­skie­go był Rudi Pawel­ka, rów­no­cze­śnie prze­wod­ni­czą­cy Ziom­ko­stwa Śląsk. Jego zastęp­cą był Hans-Gün­ther Par­plies, wice­pre­zy­dent Związ­ku Wypę­dzo­nych (Fede­ra­tion of Expel­le­es), orga­ni­za­cji kie­ro­wa­nej przez Eri­kę Ste­in­bach, któ­ra jed­nak ofi­cjal­nie dystan­so­wa­ła się od Powiernictwa.

Oskar­że­nia i fakty

Bez roz­gło­su i zain­te­re­so­wa­nia mediów od grud­nia 2024 r. przed Sądem Rejo­no­wym w Kra­ko­wie toczy się pro­ces biz­nes­me­na Prze­my­sła­wa Kry­cha, oskar­żo­ne­go o korup­cję. W tle intry­gi, łapów­ki i rosyj­ski ślad.

Prze­my­sław Krych to twór­ca fun­du­szu Grif­fin Real Esta­te, naj­więk­sze­go gra­cza na pol­skim ryn­ku nie­ru­cho­mo­ści komer­cyj­nych. Fun­dusz wespół z inny­mi pod­mio­ta­mi prze­jął Echo Inve­st­ment SA2015 roku. Dwa lata póź­niej, 19 grud­nia 2017 r. Krych został zatrzy­ma­ny na pole­ce­nie Pro­ku­ra­tu­ry Regio­nal­nej w Kato­wi­cach pod zarzu­tem wrę­cze­nia łapó­wek ówcze­sne­mu sena­to­ro­wi PiS Sta­ni­sła­wo­wi Kogu­to­wi poprzez jego Fun­da­cję Pomo­cy Oso­bom Nie­peł­no­spraw­nym. Tra­fił na pół roku do aresz­tu. Wyszedł po wpła­ce­niu 5 mln zł kau­cji.
Pro­ku­ra­tu­ra Regio­nal­na w Kato­wi­cach wnio­sła akt oskar­że­nia 30 mar­ca 2021 r., a pro­ces ruszył dopie­ro w grud­niu 2024 roku w Sądzie Rejo­no­wym w Kra­ko­wie. Potrwa zapew­ne kil­ka­na­ście lat. Do prze­słu­cha­nia jest aż 265 świad­ków, zgło­szo­nych dowo­dów – aż 436. Akta jaw­ne spra­wy na razie liczą 138 tomów, zaś mate­ria­ły nie­jaw­ne zawar­te są w 196 tomach.
Akt oskar­że­nia na począt­ku objął 13 osób. Jed­nak do tej pory pię­ciu oskar­żo­nych dobro­wol­nie pod­da­ło się karze, przy­zna­jąc się w ten spo­sób do korup­cyj­nych zarzu­tów posta­wio­nych przez śled­czych. Wśród nich zna­lazł się tak­że syn byłe­go sena­to­ra Kogu­ta – Grze­gorz. Sena­tor zmarł w paź­dzier­ni­ku 2020 r.
Pro­ku­ra­tu­ra posta­wi­ła Prze­my­sła­wo­wi Kry­cho­wi zarzu­ty m.in. wrę­cze­nia łapów­ki w wyso­ko­ści milio­na zło­tych byłe­mu sena­to­ro­wi PiS Sta­ni­sła­wo­wi Kogu­to­wi, któ­re mia­ły tra­fić jako daro­wi­zna na kon­ta Fun­da­cji Pomo­cy Oso­bom Nie­peł­no­spraw­nym w Stró­żach, w zamian za dzia­ła­nia mają­ce unie­moż­li­wić wpi­sa­nie dwóch nie­ru­cho­mo­ści do reje­stru zabyt­ków.
Cho­dzi­ło o nie­ru­cho­mo­ści naby­te przez Echo Inve­st­ment SA, w tym teren, na któ­rym znaj­du­je się hotel Cra­co­via w Kra­ko­wie i kino Kijów”. Łapów­ka mia­ła czę­ścio­wo przy­jąć for­mę daro­wi­zny na Fun­da­cję Pomo­cy Oso­bom Nie­peł­no­spraw­nym pro­wa­dzo­ną przez sena­to­ra Kogu­ta. Wypła­ta dla fun­da­cji zosta­ła wstrzy­ma­na, gdy nie uda­ło się zała­twić wykre­śle­nia z reje­stru zabyt­ków.
Po wyj­ściu z aresz­tu Krych zapew­niał we wszyst­kich wywia­dach (m.in. w One­cie, Blo­om­berg, Gaze­cie Wybor­czej, Pul­sie Biz­ne­su), że nigdy żad­nej łapów­ki Sta­ni­sła­wo­wi Kogu­to­wi nie zapła­cił.
W roz­mo­wie z One­tem w lip­cu 2021 r., a więc już po wnie­sie­niu aktu oskar­że­nia w tej spra­wie, twier­dził nato­miast, że tuż przed aresz­to­wa­niem miał zgło­sić się do nie­go z ofer­tą korup­cyj­ną biz­nes­men Krzysz­tof Porow­ski. Miał stwier­dzić, że fir­ma Kry­cha zna­la­zła się na celow­ni­ku służb, ale może zapew­nić jemu spo­kój, jeśli zapła­ci 1,5 mln euro łapówki.

- Porow­ski powie­dział, że przy­cho­dzi w imie­niu swo­ich przy­ja­ciół, wska­zał jed­ne­go czło­wie­ka. Nie wymie­nił go z nazwi­ska, ale powie­dział, że pocho­dzi z Kato­wic, był wyso­kiej ran­gi funk­cjo­na­riu­szem ABWCBA. Będzie­cie mieć kło­po­ty, chy­ba że zapła­ci­cie” – powta­rzał do mnie i wspól­ni­ka – rela­cjo­no­wał w roz­mo­wie z One­tem i inny­mi media­mi P. Krych.
Ponie­waż nie zgo­dził się na zapła­ce­nie łapów­ki, to nie­speł­na dwa mie­sią­ce póź­niej, 19 grud­nia 2017 r. został zatrzy­ma­ny przez CBA. Wte­dy Porow­ski miał pono­wić swo­ją ofer­tę za pośred­nic­twem wspól­ni­ka Kry­cha – Macie­ja Dyja­sa. - Mówił moje­mu wspól­ni­ko­wi, że ofer­ta jest dalej aktu­al­na. I że mnie może wycią­gnąć z aresz­tu za te same pie­nią­dze – opo­wia­dał Krych.
W róż­nych mediach po wyj­ściu z aresz­tu Krych poda­wał róż­ne wer­sje tego rze­ko­me­go szan­ta­żu. W pro­ku­ra­tu­rze nigdy nie doszło do kon­fron­ta­cji pomię­dzy nim a Krzysz­to­fem Porow­skim. W jed­nym z wywia­dów utrzy­my­wał na przy­kład, że Porow­ski chciał od nie­go naj­pierw kawa­łek fir­my, a w innych mówił, że od razu poja­wi­ła się kwo­ta łapówki.

Wer­sje oskarżonego

Ana­li­zu­jąc publi­ka­cje oka­zu­je się, że wer­sje wyda­rzeń według Kry­cha” poja­wia­ją się dopie­ro po trzech latach od aresz­to­wa­nia. W nie­któ­rych jego rewe­la­cjach wystę­pu­ją tak­że zna­ne nazwi­ska pra­wej sce­ny poli­tycz­nej, takie jak Zbi­gnie­wa Zio­bro, czy Ada­ma Hof­f­ma­na.
Dla­cze­go Krych nigdy wcze­śniej się w taki spo­sób nie bro­nił? Dla­cze­go nie pod­no­sił swo­ich zarzu­tów o cha­rak­te­rze poli­tycz­nym po wyj­ściu z aresz­tu? Dla­cze­go, jak się nie­ofi­cjal­nie dowie­dzia­łem z krę­gów zbli­żo­nych do pro­ku­ra­tu­ry, nie ma śla­du o tych kon­tro­wer­sjach w jego zezna­niach czy aktach sądo­wych?
Być może odpo­wiedź jest bar­dzo pro­sta: oskar­żo­ny o korum­po­wa­nie po pro­stu kła­mie (do tego ma pra­wo), aby unik­nąć odpo­wie­dzial­no­ści lub skie­ro­wać uwa­gę opi­nii publicz­nej na śle­py tor. Czy może dla­te­go usi­łu­je poma­wiać inne oso­by, w tym zna­nych poli­ty­ków z byłym mini­strem spra­wie­dli­wo­ści Zbi­gnie­wem Zio­bro na cze­le oraz byłych ofi­ce­rów służb spe­cjal­nych – byłe­go wice­sze­fa CBA Grze­go­rza Ociecz­ka czy Micha­ła C., któ­ry był dyrek­to­rem Dele­ga­tu­ry CBA w Kra­ko­wie, któ­ra pro­wa­dzi­ła czyn­no­ści w spra­wie fun­da­cji Kogu­ta? Inte­re­sa­mi Prze­my­sła­wa K. zain­te­re­so­wa­ło się Cen­tral­ne Biu­ro Anty­ko­rup­cyj­ne już w 2015 roku, a więc jesz­cze za rzą­dów poprzed­niej koali­cji PO-PSL.

Uda­ło mi się skon­tak­to­wać z Krzysz­to­fem Porowskim.

To natu­ral­nie nie­praw­da. Z fir­mą Kry­cha i jego wspól­ni­ka łączy­ły mnie rela­cje biz­ne­so­we doty­czą­ce inwe­sty­cji na ryn­ku nie­ru­cho­mo­ści. W grę wcho­dzi­ły kwo­ty setek milio­nów, a cza­sem miliar­dów zło­tych, trwa­ły od wie­lu lat, więc moje pro­wi­zje umow­ne się­ga­ły kil­ku­dzie­się­ciu milio­nów. Mie­li­śmy zawar­te umo­wy pisem­ne. Miał­bym to ryzy­ko­wać dla tak małej kwo­ty, i to jesz­cze nie dla sie­bie, tyl­ko dla ofi­ce­rów taj­nych służb, z któ­ry­mi nie mam żad­nych związ­ków? Roz­mo­wy biz­ne­so­we pro­wa­dzi­li­śmy wie­lo­krot­nie na prze­strze­ni lat, tak­że po aresz­to­wa­niu Kry­cha, więc te wymy­sły zwy­czaj­nie nie trzy­ma­ją się kupy. Nigdy nie szan­ta­żo­wa­łem niko­go, nie żąda­łem żad­nej łapów­ki ani nie powo­ły­wa­łem się na żad­ne wpły­wy – mówi K. Porowski

Total­ne bzdu­ry, cho­re wymy­sły kom­plet­nie ode­rwa­ne od rze­czy­wi­sto­ści. Jak się przed czymś tak absur­dal­nym bro­nić? Prze­cież ten czło­wiek poma­wia mnie bez choć­by cie­nia dowo­du, a media to powie­la­ją, nie kon­fron­tu­ją z fak­ta­mi, nie wery­fi­ku­ją w żaden spo­sób. Nie wiem, dla­cze­go Krych mnie poma­wia, może to jego linia obro­ny? Jestem nato­miast świad­kiem w spra­wie, któ­rą pro­wa­dzi pro­ku­ra­tu­ra, i nie mogę wię­cej powie­dzieć – doda­je.
Porow­ski zwra­ca uwa­gę na to, że z jed­nej wer­sji P. Kry­cha wyni­ka, że miał­by on współ­pra­co­wać z oso­ba­mi, któ­re w 2000 roku wsa­dzi­ły go do aresz­tu wydo­byw­cze­go, z któ­re­go wyszedł dopie­ro po 2,5 roku. Następ­nie został unie­win­nio­ny od wszyst­kich zarzu­tów. Otrzy­mał też wyso­kie odszko­do­wa­nie za nie­słusz­ny areszt.
Ofi­cjal­ne sta­no­wi­sko Pro­ku­ra­tu­ry Regio­nal­nej w Kato­wi­cach opu­bli­ko­wa­ne m.in. na stro­nie inter­ne­to­wej było takie, że twier­dze­nia Prze­my­sła­wa Kry­cha nale­ży uznać za jego nie­wia­ry­god­ną linię obrony.

Kra­mek w grze

20 listo­pa­da 2024 r. do Pro­ku­ra­tu­ry Okrę­go­wej w Lubli­nie wpły­nę­ło zawia­do­mie­nie doty­czą­ce prze­kro­cze­nia upraw­nień przez Cen­tral­ne Biu­ro Anty­ko­rup­cyj­ne i Pro­ku­ra­tu­rę Regio­nal­ną w Kato­wi­cach. Zawia­do­mie­nie zło­żył pro­ku­rent Fun­da­cji Otwar­ty Dia­log (FOD). Fun­da­cja, któ­rej zało­ży­cie­lem był Bar­tosz Kra­mek i Lud­mi­ła Kozlo­vska moni­to­ru­je też inne śledz­twa, w któ­rych – jak twier­dzą – ist­nie­je podej­rze­nie poli­tycz­nej inge­ren­cji.
FOD opu­bli­ko­wa­ła w 2023 roku raport Puni­shing Phi­lan­th­ro­py in Poland: Case of Prze­my­sław Krych”, w któ­rym opi­sa­no zatrzy­ma­nie biz­nes­me­na przez CBA2017 roku i zarzu­ty korup­cji jako ele­ment repre­sji poli­tycz­nych.
Jak wyni­ka z infor­ma­cji na por­ta­lu nie​za​le​zna​.pl, któ­ra powo­łu­je się na spra­woz­da­nie finan­so­we FOD, Prze­my­sław Krych – tyl­ko w 2023 r. wpła­cił tej fun­da­cji 225 tys. zł. Czy­li pie­nią­dze dosta­ła orga­ni­za­cja, któ­ra zaj­mo­wa­ła się aktyw­nie nagła­śnia­niem wąt­ku spra­wy dar­czyń­cy.
29 listo­pa­da 2024 r. FOD i inne orga­ni­za­cje wysto­so­wa­ły Apel o rze­tel­ny, trans­pa­rent­ny i kom­plek­so­wy prze­gląd poli­tycz­nych postę­po­wań kar­nych i popra­wę komu­ni­ka­cji z oby­wa­te­la­mi” . Pismo skie­ro­wa­no do pro­ku­ra­to­ra gene­ral­ne­go Ada­ma Bod­na­ra, prok. Dariu­sza Kor­ne­lu­ka i prok. Kata­rzy­ny Kwiat­kow­skiej, prze­wod­ni­czą­cej zespo­łu do zba­da­nia spraw pozo­sta­ją­cych w zain­te­re­so­wa­niu opi­nii publicz­nej w latach 20162023. Wśród wymie­nio­nych postę­po­wań jest natu­ral­nie spra­wa Krycha. 

Za spra­wy o pod­ło­żu poli­tycz­nym”, któ­re wyma­ga­ją prze­ana­li­zo­wa­nia, uzna­no m.in. pro­ce­sy Prze­my­sła­wa Kry­cha, Macie­ja Bod­na­ra (oskar­żo­ne­go o płat­ną pro­tek­cję męża posłan­ki z par­tii Szy­mo­na Hołow­ni), Toma­sza Misia­ka (pre­ze­sa Work Servi­ce), sędzie­go Woj­cie­cha Łączew­skie­go i… zasia­da­ją­ce­go w zarzą­dzie FOD Bar­to­sza Kram­ka.
We wrze­śniu Kra­mek w swo­im arty­ku­le w Gaze­cie Wybor­czej” nazwał w nim Kry­cha inwe­sto­rem i filan­tro­pem”. Według Kram­ka Prze­my­sław Krych odrzu­cił pro­po­zy­cję korup­cyj­ną w wyso­ko­ści 1,5 milio­na euro, któ­rą zło­żył mu szem­ra­ny pośred­nik, powo­łu­ją­cy się na wpły­wy na szczy­tach CBA”. Fun­da­cja wska­za­ła w zawia­do­mie­niu zło­żo­nym do pro­ku­ra­tu­ry, czy­im emi­sa­riu­szem mógł być Porow­ski, gdy zgło­sił się z ofer­tą korup­cyj­ną do Kry­cha. Według FOD za biz­nes­me­nem stał Grze­gorz Ocie­czek, były pro­ku­ra­tor oraz wice­szef ABWCBA.
Fun­da­cja Rodzi­ny Kry­cha wspie­ra­ła też pro­gram dzien­ni­kar­stwa śled­cze­go Gaze­ty Wybor­czej” oraz Sto­wa­rzy­sze­nie Ruch Mło­dzie­ży Nie­za­leż­nej. Pre­zes Sto­wa­rzy­sze­nia RMN Lubo­mir Faj­fer rów­nież zna­lazł się wśród sygna­ta­riu­szy ape­lu do prokuratury.

Rosja­nie w tle

Naj­cie­kaw­szy jest wątek pośred­nic­twa przez Sta­ni­sła­wa Kogu­ta i jego syna w zała­twie­niu spra­wy, któ­ra mogła być inspi­ro­wa­na przez rosyj­ski wywiad.
W War­sza­wie przy Al. Szu­cha 6 znaj­du­je się zabyt­ko­wy, trzy­kon­dy­gna­cyj­ny Pała­cyk Gaw­roń­skich, w któ­rym swo­ją sie­dzi­bę ma spół­ka Grif­fin. Na dział­ce miał powstać sied­mio­kon­dy­gna­cyj­ny budy­nek biu­ro­wy z gara­żem pod­ziem­nym. Niby zwy­kła inwe­sty­cja, ale obok znaj­du­je się budy­nek Kan­ce­la­rii Pre­ze­sa Rady Mini­strów, któ­ra z racji loka­li­za­cji, z urzę­du sta­ła się stro­ną postę­po­wa­nia w spra­wie wyda­nia decy­zji o pozwo­le­niu na budo­wę dla Inwe­sto­ra – spół­ki Ken­sing­ton Pla­ce sp. z o.o.
Ze wzglę­dów bez­pie­czeń­stwa przed­sta­wi­cie­le KPRM, po zasię­gnię­ciu opi­nii Biu­ra Ochro­ny Rzą­du (obec­nie Służ­ba Ochro­ny Pań­stwa) i Agen­cji Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrz­ne­go, odma­wia­li wyda­nia zgo­dy na budo­wę. Argu­men­ty były waż­kie – inwe­sty­cja może sta­no­wić poten­cjal­ne zagro­że­nie dla bez­pie­czeń­stwa osób prze­by­wa­ją­cych na tere­nie KPRM, jak i dla samych obiek­tów. Oba­wia­no się inwi­gi­la­cji elek­tro­nicz­nej przez GRU lub SVR.
Krych, któ­ry wie­dział o wpły­wach i sze­ro­kich zna­jo­mo­ściach sena­to­ra Kogu­ta, jak czy­tam w akcie oskar­że­nia, zobo­wią­zał go do tego, aby zała­twił” pozy­tyw­ną opi­nię KPRM.
Ze zgro­ma­dzo­nych przez śled­czych dowo­dów wyni­ka, że Sta­ni­sław Kogut z synem spo­ty­ka­li się z oso­ba­mi odpo­wie­dzial­ny­mi za ten pro­jekt ze stro­ny Inwe­sto­ra, mogą­cy­mi mieć wpływ na zmia­nę sta­no­wi­ska KPRM oraz inter­we­nio­wa­li w tej spra­wie. Pod­po­wia­da­li, z któ­ry­mi oso­ba­mi ze sfer rzą­do­wych nale­ży nego­cjo­wać zmia­nę sta­no­wi­ska w tej spra­wie. Wska­zy­wa­li oso­by, któ­re mogły­by pomóc” w uzy­ska­niu pozy­tyw­ne­go sta­no­wi­ska KPRM w spra­wie tej inwe­sty­cji. Bezskutecznie.

Zaci­sze: Uro­kli­wa ulicz­ka w Katowicach

Jest taka ulicz­ka w Kato­wi­cach, bar­dzo kli­ma­tycz­na – Zaci­sze, któ­ra prze­cho­dzi w Szafranka.

W okre­sie Rze­szy Nie­miec­kiej (do 1922 roku) i w latach nie­miec­kiej oku­pa­cji Pol­ski (19391945) uli­ca nosi­ła nie­miec­ką nazwę Friedenstraße.

Pomnik Rodzi­ny

Pomnik, a wła­ści­wie rzeź­ba na Koszut­ce w Kato­wi­cach. Ręka do góry, kto miał pod nim zdjęcie…

Rzeź­ba powsta­ła w 1963 roku. Jej auto­rem jest archi­tekt Jerzy Egon Kwiat­kow­ski. Przy oka­zji war­to wspo­mnie, że jest on m.in. auto­rem pła­sko­rzeź­by Pała­cu Ślu­bów w Kato­wi­cach oraz na fasa­dzie Gale­rii Sztu­ki Współ­cze­snej BWA w Katowicach.

Rzeź­ba przed­sta­wia trzy­oso­bo­wą rodzi­nę: rodzi­ców trzy­ma­ją­cych w górze dziec­ko. Przed przy­wró­ce­niem ory­gi­nal­ne­go wyglą­du pokry­cia rzeź­by jej fak­tu­ra i bar­wa były jed­no­li­te (gład­ka, kolo­ru beżowego).

Pier­wot­ną okła­dzi­nę z mozai­ki zapro­jek­to­wa­ła Lidia Kwiat­kow­ska, żona arty­sty. Przy­wró­co­no ją rzeź­bie w czerw­cu 2016 roku.

Na szczę­ście nie uda­ło się spie­przyć reno­wa­cji rzeź­by, jak w przy­pad­ku kina Kosmos”…

Moniusz­ko

Pomnik Sta­ni­sła­wa Moniusz­ki na pl. Karo­la Miar­ki w Katowicach.

Odsło­nię­to go 8 czerw­ca 1930. Auto­ra­mi pro­jek­tu byli Win­cen­ty i Ste­fan Cho­rem­bal­scy, a pomnik wyko­nał Win­cen­ty Cho­rem­bal­ski. Monu­ment powstał z ini­cja­ty­wy kom­po­zy­to­ra i dyry­gen­ta Ste­fa­na Maria­na Sto­iń­skie­go – pre­ze­sa Związ­ku Ślą­skich Kół Śpie­wa­czych.
Pla­no­wa­no róż­ne loka­li­za­cje monu­men­tu, m.in. pl. Andrze­ja lub oko­li­ce Aka­de­mii Muzycz­nej.
W cza­sie II woj­ny świa­to­wej pomnik został znisz­czo­ny przez Niem­ców. Odsło­nię­cie odbu­do­wa­ne­go pomni­ka odby­ło się 20 paź­dzier­ni­ka 1959 r.