Kontakt ministra Żurka z niezidentyfikowanym „hiszpańskim dziennikarzem” w 2016 roku, w okresie aktywności szpiega GRU Pablo Gonzáleza (Pawła Rubcowa) w Polsce, wymaga bezwzględnego wyjaśnienia – szczególnie w kontekście wzorca operacyjnego GRU polegającego na budowaniu relacji ze środowiskami prawnymi i politycznymi.
Czy afera byłego sędziego Tomasza Szmydta stanowi potencjalnie największą aferę szpiegowską III Rzeczypospolitej z perspektywy zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego? Zobaczymy, bo sytuacja jest dynamiczna. Z punktu widzenia kontrwywiadu afera Szmydta ujawnia głęboką penetrację polskiego wymiaru sprawiedliwości przez służby białoruskie i rosyjskie, a także fundamentalne luki w systemie ochrony informacji niejawnych.
Brak reakcji ze strony ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka przez dziewięć lat, mimo ujawnienia tożsamości Rubcowa jako agenta GRU, pogarsza sytuację z punktu widzenia transparentności. Niezależnie od charakteru kontaktu, milczenie w tej sprawie jest nieakceptowalne dla osoby pełniącej funkcję ministra sprawiedliwości.
Sprawa Tomasza Szmydta stanowi potwierdzony przypadek wieloletniego szpiegostwa w najwyższych strukturach wymiaru sprawiedliwości. To dowód na systematyczne rozpracowywanie przez wywiad Rosji słabego ogniwa, z wykorzystaniem luk zarówno w przepisach, jak i bierności kontrwywiadu.
W maju 2024 roku uciekł na Białoruś Tomasz Szmydt, były sędzia WSA w Warszawie. Sędziowie, którzy mają dostęp do tajnych informacji nadal nie podlegają procedurom kontrwywiadowczym, bo rząd nie zajmuje się tym problemem.
Atmosfera w wymiarze sprawiedliwości jest obecnie bliska wrzeniu, po tym jak kilka dni temu przypomniano pewne nagranie. W wywiadzie dla TOK FM z 19 maja 2016 roku Waldemar Żurek, ówczesny sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie i członek KRS, stwierdził w kontekście ustawy o Trybunale Konstytucyjnym: „momentalnie miałem telefon z Hiszpanii od ważnego dziennikarza”.
W tym samym 2016 roku na portalu naiz.eus pojawił się artykuł rzekomo hiszpańskiego dziennikarza Pablo Gonzáleza (Pawła Rubcowa) poświęcony „polskiej demokracji w kłopotach”, krytykujący rząd PiS. Rubcow pisał o „skandalach wokół populistyczno-konserwatywnego rządu”, konfliktach z UE i „ksenofobicznych wypowiedziach”. Przypadek?
Analiza raportów Rubcowa z lat 2016–2020 ujawnia, że zbierał informacje o kontaktach z osobami związanymi z polską polityką i wymiarem sprawiedliwości. W relacji z forum w Rzeszowie pisał do centrali GRU: „Wygląda na to, że udało mi się zasiać ziarno wątpliwości wśród euroatlantystów”.
Minister Żurek do dzisiaj nie zabrał głosu w sprawie wywiadu sprzed dziewięciu lat. Media społecznościowe i prawnicy z Stowarzyszenia Prawnicy dla Polski domagają się wyjaśnień: „Kim był odważny hiszpański dziennikarz, któremu Waldemar Żurek relacjonował o meandrach życia publicznego w Polsce?”.
Żurek mógł być celem operacji wywiadowczej jako źródło informacji. Rubcow budował relacje z wieloma osobami ze środowisk prawniczych, medialnych i politycznych. W tym scenariuszu kontakt był inicjatywą Rubcowa, a Żurek nieświadomie udzielał informacji o sytuacji politycznej. Jeśli dziennikarzem był rzeczywiście Rubcow, kontakt mógł być elementem koordynowanej kampanii wywierania wpływu na polski wymiar sprawiedliwości w kluczowym momencie – podczas sporu o Trybunał Konstytucyjny w 2016 roku. Nie można wykluczyć, że Żurek kontaktował się z innym hiszpańskim dziennikarzem zainteresowanym polityką polską. Wymaga to jednak weryfikacji, której dotąd nie przeprowadzono.
Dezercja Szmydta była szokiem, jednakże jeszcze większym dla opinii publicznej była informacja, że sędziowie bez żadnej weryfikacji otrzymują dostęp do materiałów niejawnych. W przeciwieństwie do wielu urzędników nie przechodzą procedury uzyskania poświadczenia bezpieczeństwa, przeprowadzanej przez ABW. Nie przechodzą więc postępowania sprawdzającego mającego na celu ustalenie, czy daje rękojmię zachowania tajemnicy. Są z niej wyłączeni.
Jak przystało na przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty”. Żeby było tragiczniej, to Szmydt podczas swego orzekania w WSA w Wydziale II zajmował się odwołaniami od niekorzystnych decyzji ABW o nieprzyznaniu poświadczenia bezpieczeństwa. Prawie przez pięć lat miał do czynienia z osobami, którym służby odmówiły poświadczenia bezpieczeństwa, czyli dostępu do tajnych dokumentów. Szmydt jako sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie od 2018 roku był zaangażowany w 37 spraw związanych z informacjami niejawnymi i poświadczeniami bezpieczeństwa.
Ucieczka Szmydta na Białoruś nastąpiła nagle, bo miał nawet zaplanowane rozprawy, np. na 4 czerwca 2024 r., związane z odmowami wydania poświadczeń bezpieczeństwa w zakresie dostępu do informacji niejawnych, w tym o klauzulach NATO SECRET, SECRET UE i Tajne.
Na biurku Tomasza Szmydta znajdowały się akta spraw, w których były informacje ze służb specjalnych o powodach zastrzeżeń do danej osoby. Zakładając, że Szmydt mógł mieć kontakt z rosyjskim lub białoruskim wywiadem, informacje, które mogą posłużyć do szantażu delikwenta, są już w Moskwie lub Mińsku.
— Zasady dostępu sędziów do dokumentów z klauzulami tajności określają dwie ustawy: ochronie informacji niejawnych oraz prawo o ustroju sądów powszechnych. Pierwsza ustawa wyłącza właśnie sędziów z procedury poświadczenia bezpieczeństwa. Druga ustawa precyzuje, że sędzia przed przystąpieniem do pełnienia obowiązków zapoznaje się z przepisami o ochronie informacji niejawnych i składa oświadczenie o ich znajomości. I na tym się kończy cała procedura. Na tej podstawie sędzia może mieć dostęp do informacji niejawnych, ale tylko w zakresie niezbędnym do pełnienia urzędu na stanowisku sędziowskim, pełnienia powierzonej funkcji lub wykonywania powierzonych czynności — tłumaczył Jacek Kudła, biegły sądowy, ekspert w zakresie czynności operacyjno-rozpoznawczych.
Czy funkcjonariusze ABW także powinni weryfikować sędziów? — Powinni. To luka systemu. To jest konieczne, aby przywrócić kontrolę i ochronę kontrwywiadowczą również w obszarze sądownictwa. Ta kontrola, obejmująca m.in. postępowania sprawdzające, nie obowiązuje od 2000 r. I w dzisiejszej sytuacji nie broni się w żaden sposób, musi być prowadzona — oceniał ówczesny szef BBN Jacek Siewiera.
Wizja sprawdzania przez ABW sędziów wywołuje protest tego środowiska. Podobnie, jak w 1989 r. weryfikacja tych, którzy wiernie służyli komunistom. Dzisiaj obawiają się inwigilacji, i posługują się argumentem, że „sędziowie muszą niezawiśli i niezależni, co im gwarantuje konstytucja”. To bzdura.
Dostęp do informacji niejawnych powinien być przywilejem dla sędziów zasługujących na zaufanie. Nie ma przymusu orzekania w sprawach, w których pojawiają się informacje tajne ze względu na bezpieczeństwo państwa, szczególnie w czasie wojny za wschodnią granicą i agresywnej działalności rosyjskich i białoruskich służb specjalnych w Polsce. – Uporządkowanie tego problemu jest proste. Tylko sędziowie, którzy wyraziliby zgodę na przeprowadzenie postępowania sprawdzającego przez ABW powinni orzekać w sprawach, w których pojawiają się tajne informacje – wyjaśnia jeden z sędziów.
Na liście kontaktów Szmydta zidentyfikowano Artura Gajko, funkcjonariusza białoruskiego GUBOPiK (jednostka MSW ds. walki z przestępczością zorganizowaną), który pod przykryciem przeniknął do struktur białoruskiej opozycji. Szmydt publicznie przyznał w rosyjskich mediach, że „był zaangażowany jako sędzia w sprawy służb specjalnych w Polsce”.
Na 56-letnim Szmydcie ciąży zarzut szpiegostwa. Zgodnie z art. 130 par. 1, kto bierze udział w działalności obcego wywiadu albo działa na jego rzecz przeciwko RP, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż pięć lat. Art. 130 kk par. 5 stanowi, że jeśli tego czynu dopuści się funkcjonariusz publiczny, kara wynosi od ośmiu lat więzienia do dożywocia. Gdyby sędziowie podlegaliby procedurze kontrwywiadowczej, to być może szpiega ABW wykryłaby wcześniej.