Ks. Fran­ci­szek Blachnicki

Jeże­li Was zain­te­re­su­je dys­ku­sja z moim udzia­łem, to pole­cam obej­rze­nie nagra­nia. Ostrze­gam – cie­ka­we, ale długie…

Akt strze­li­sty

Dotar­łem do pew­ne­go bar­dzo cie­ka­we­go doku­men­tu, zwią­za­ne­go z epi­de­mią oło­wi­cy w Szo­pie­ni­cach. To tak a pro­pos seria­lu Oło­wia­ne dzieci”.

To cen­ny doku­ment. Wska­zu­je pra­wi­dło­wo posta­wio­ną dia­gno­zę, ale tak­że zdu­mie­wa­ją­cą chęć do współ­pra­cy z wła­dza­mi w ukry­wa­niu tru­ją­ce­go pro­ble­mu przed spo­łe­czeń­stwem. Przy­po­mi­na tro­chę zacho­wa­nie władz w 1986 roku po kata­stro­fie w elek­trow­ni ato­mo­wej w Czarnobylu.

16 wrze­śnia 1974 roku prof. dr hab. Boże­na Hager-Małec­ka, któ­ra była wów­czas Kie­row­ni­kiem Kate­dry i Kli­ni­ki Pedia­trii Ślą­skiej Aka­de­mii Medycz­nej, a zara­zem kon­sul­tan­tem woje­wódz­kim ds. pedia­trii, pisze 6‑stronnicową notat­kę do I Sekre­ta­rza Komi­te­tu Woje­wódz­kie­go PZPR w Kato­wi­cach Zdzi­sła­wa Grud­nia. Notat­ka, któ­ra doty­czy zacho­ro­wa­nia na oło­wi­cę dzie­ci z tere­nu Kato­wic” jest ści­śle taj­na” i do rąk wła­snych” par­tyj­ne­go notabla.

Pro­fe­sor naj­pierw wyja­śnia, skąd się bie­rze zacho­ro­wa­nie na oło­wi­cę, jakie są obja­wy tej cho­ro­by i skut­ki. Infor­mu­je, że w Kli­ni­ce 23 cho­rych dzie­ci, u któ­rych roz­po­zna­no oło­wi­cę, może być nie­peł­no­spraw­na fizycz­nie i intelektualnie.

Jed­no­cze­śnie uspo­ka­ja Grud­nia, bo w kra­jach kapi­ta­li­stycz­nych jest gorzej:

Opu­bli­ko­wa­ne w 1971 r. wyni­ki badań nad zawar­to­ścią oło­wiu w powie­trzu dzie­się­ciu miast pol­skich (w ramach współ­pra­cy pol­sko-ame­ry­kań­skiej) wyka­za­ły, że znacz­ne prze­kro­cze­nie dopusz­czal­nej nor­my wystę­pu­je jedy­nie w Kato­wi­cach (1,62 ug/​m3).

Nie­któ­re mia­sta USA i Euro­py prze­kra­cza­ją tę nor­mę w jesz­cze więk­szym stop­niu: Detro­it – 4,8 ug/​m3, Los Ange­les 7,6, Medio­lan 0,5535,9.”

Jed­nak mimo tego na Ślą­sku sytu­acja jest zła:

Z koń­cem lip­ca b.r. roz­po­zna­no cięż­kie zatru­cie oło­wiem u 2 dzie­ci leczo­nych w I Kli­ni­ce Pedia­trii Śl. AM w Zabrzu z powo­du bar­dzo rzad­kiej i dzie­dzicz­nej cho­ro­by (muko­po­li­sa­cha­ry­do­zy). Rów­no­cze­śnie u 2 dzie­ci roz­po­zna­no oło­wi­cę w oddzia­le dzie­cię­cym szpi­ta­la w Kato­wi­cach-Jano­wie. […] Jako kon­sul­tant woje­wódz­ki ds. pedia­trii wizy­to­wa­łam oddział dzie­cię­cy w Kato­wi­cach-Jano­wie, gdzie prze­by­wa­ło 2 dzie­ci. Zapro­po­no­wa­łam lecze­nie oło­wi­cy meto­da sku­tecz­niej­szą, sto­so­wa­ną w kli­ni­ce dzie­cię­cej w Zabrzu.

Zasto­so­wa­łam postę­po­wa­nie, któ­re uzna­łam za sku­tecz­ne i rów­no­cze­śnie zabez­pie­cza­ją­ce dys­kre­cję: jed­nej z zatrud­nio­nych w obu porad­niach lekar­ce, dr Jolan­cie Król, zapro­po­no­wa­łam przy­go­to­wa­nie wyka­zu wszyst­kich dzie­ci w wie­ku 015 lat miesz­ka­ją­cych w naj­bliż­szym sąsiedz­twie huty i wyka­zu­ją­cych obja­wy cho­ro­by sta­no­wią­cej przed­miot docie­kań. W tym samym dniu uda­łam się do dyrek­to­ra Woje­wódz­kiej Sta­cji Sani­tar­no-Epi­de­mio­lo­gicz­nej w Kato­wi­cach, by przed­sta­wić swój punkt widze­nia i dosto­so­wać go do decy­zji dyrek­to­ra na pro­wa­dze­nie akcji prze­ciw­dzia­ła­nia cho­ro­bie wśród dzieci.

Oka­za­ło się, że dyrek­tor, dr med. K. Grzy­bow­ski, pozo­sta­je w kon­tak­cie z wła­dza­mi i prze­pro­wa­dził sze­reg czyn­no­ści: labo­rant­ka ZOZ (mgr Michal­ska) w Szo­pie­ni­cach szko­li się w Insty­tu­cie Medy­cy­ny Pra­cy w Sosnow­cu w zakre­sie badań dia­gno­stycz­nych oło­wi­cy, by je pro­wa­dzić następ­nie w miej­sco­wym labo­ra­to­rium; wyko­na­no wyżej wspo­mnia­ne pomia­ry zanie­czysz­czeń oło­wiem w tere­nach, z któ­rych pocho­dzi­ły cho­re dzie­ci – wyka­za­no wyso­kie prze­kro­cze­nie dopusz­czal­nych norm; uzy­ska­no spis miesz­kań­ców inte­re­su­ją­ce­go nas tere­nu, jed­nak­że bez dokład­nych adre­sów i wie­ku dzieci.

Na moje wyraź­ne zapy­ta­nie uzy­ska­łam odpo­wiedź dyrek­to­ra dr. med. K. Grzy­bow­skie­go, że cała spra­wa nale­ży do jego kom­pe­ten­cji i bie­rze z tytu­łu peł­nio­ne­go sta­no­wi­ska za nią odpo­wie­dzial­ność. Pro­po­no­wał, bym jako kon­sul­tant woje­wódz­ki ds. pedia­trii pomo­gła w reali­za­cji pro­gra­mu akcji w odnie­sie­niu do dzie­ci. Wizy­ta zło­żo­na w Insty­tu­cie Medy­cy­ny Pra­cy w Sosnow­cu pozwo­li­ła na uzy­ska­nie rad ze stro­ny naj­lep­szych spe­cja­li­stów w zakre­sie oło­wi­cy, doc. dr. K. Mar­ka i dr. med. Kłopotowskiego.

Zaraz po powro­cie z urlo­pu dyrek­to­ra Woje­wódz­kie­go Ośrod­ka Mat­ki i Dziec­ka dr Kaj­ze­ro­wej, tj. po sied­miu dniach, odwie­dzi­ły­śmy wspól­nie porad­nię. Jako kon­sul­tant woje­wódz­ki nie mam upraw­nień admi­ni­stra­cyj­nych, a tyl­ko pra­wo słu­że­nia radą facho­wą. Dr Kaj­ze­ro­wa wyda­ła odpo­wied­nie pole­ce­nia dr Jolan­cie Król i jed­nej, naj­wy­żej oce­nia­nej, pielęgniarce.

Dr J. Król przed­sta­wi­ła wykaz 390 dzie­ci. Na pod­sta­wie wstęp­nych badań prze­wi­dzia­no trzy gru­py dzie­ci: zdro­we, cho­re na oło­wi­cę, kie­ro­wa­ne bez­po­śred­nio do kli­ni­ki dzie­cię­cej w Zabrzu i podej­rza­ne o cho­ro­bę, kie­ro­wa­ne do porad­ni hema­to­lo­gicz­nej przy kli­ni­ce (kie­row­nik dr med. M. Sroczyńska).

Zale­co­no nie wyda­wać żad­nych zaświad­czeń o zacho­ro­wa­niu dziec­ka na oło­wi­cę. Dr Król w cią­gu całej swej dzia­łal­no­ści nie wymie­ni­ła ani razu sło­wa oło­wi­ca”, tłu­ma­cząc potrze­bę wyko­ny­wa­nia badań okre­so­wych dzie­ci i ewen­tu­al­ną oce­nę złych warun­ków miesz­ka­nio­wych. Na usil­ne nale­ga­nie rodzi­ców uza­leż­nia­ją­cych odda­nie następ­nych dzie­ci do lecze­nia szpi­tal­ne­go od posia­da­nia odpo­wied­nie­go zaświad­cze­nia wyda­no, być może przed­wcze­śnie, dwa zaświad­cze­nia o oło­wi­cy rodzi­nie K[…] i Ch[…]”.

Sytu­acja była poważ­na, cze­go prof. Hager-Małec­ka nie ukry­wa­ła przed I Sekre­ta­rzem Komi­te­tu Woje­wódz­kie­go PZPR.

Do dnia 15 wrze­śnia ukoń­czo­no zapla­no­wa­ne bada­nia wstęp­ne. Dr J. Król prze­ba­da­ła 374 dzieci;

– oło­wi­cę roz­po­zna­no u 78 dzieci;

– podej­rza­nych, wyma­ga­ją­cych szcze­gó­ło­wej dia­gno­sty­ki jest ponad 72 dzieci;

– dzie­ci ze szko­ły spe­cjal­nej mają wyni­ki badań prze­ma­wia­ją­ce za ołowicą;

– aktu­al­nie leczo­nych w kli­ni­ce i szpi­ta­lu jest 18 dzie­ci. Stąd część jest już prze­ka­za­na do oddzia­łu prze­dłu­żo­nej tera­pii kli­ni­ki dzie­cię­cej w Zabrzu, w Kato­wi­cach-Ligo­cie. Za sta­ra­niem dyrek­to­ra Woje­wódz­kie­go Ośrod­ka Mat­ki i Dziec­ka dzie­ci te zosta­ną następ­nie umiesz­czo­ne w sanatoriach.

Dużą trud­ność w pro­wa­dze­niu akcji sta­no­wi nie­chęć rodzi­ców dzie­ci do roz­sta­wa­nia się z nimi na okres lecze­nia. Nie­ste­ty dal­sze utrzy­my­wa­nie tajem­ni­cy wobec dzie­ci inten­syw­nie leczo­nych nie jest moż­li­we. Rodzi­ce dopo­mi­na­ją się infor­ma­cji co do celo­wo­ści sto­so­wa­ne­go lecze­nia i jego wyników”.

Prof. Hager-Małec­ka pro­po­nu­je tow. Z. Gru­dnio­wi spo­so­by na unik­nię­cie pani­ki wśród mieszkańców:

1. Jak naj­szyb­sze lecze­nie wszyst­kich dzie­ci: pierw­szy etap w kli­ni­ce, następ­nie, do uzy­ska­nia miesz­ka­nia, w sana­to­rium. Kie­ro­wa­nie dzie­ci bez­po­śred­nio do sana­to­rium nie wyda­je się słusz­ne ze wzglę­du na spe­cjal­ny typ badań labo­ra­to­ryj­nych koniecz­nych do pro­wa­dze­nia lecze­nia, a tak­że na nie­bez­pie­czeń­stwo budze­nia sen­sa­cji w nie­przy­sto­so­wa­nych do tego typu zagad­nień śro­do­wi­skach sana­to­ryj­nych (mało­mia­stecz­ko­wy cha­rak­ter uzdrowisk).

2. Dla szyb­kie­go wykry­wa­nia zacho­ro­wań pro­wa­dze­nie przez woje­wódz­kie sta­cje sani­tar­no-epi­de­mio­lo­gicz­ne pomia­rów zanie­czysz­czeń atmos­fe­ry w tych miej­sco­wo­ściach woje­wódz­twa, gdzie zacho­dzi moż­li­wość ska­że­nia atmosfery.

3. W miej­sco­wo­ściach wyka­zu­ją­cych prze­kra­cza­nie dopusz­czal­nych norm zanie­czysz­czeń powie­trza (tak­że w Kato­wi­cach-Szo­pie­ni­cach) pobie­rać od osób prze­by­wa­ją­cych z jakich­kol­wiek przy­czyn w szpi­ta­lu (zwłasz­cza od kobiet rodzą­cych) mate­riał (krew i mocz) do odpo­wied­nich badań mają­cych na celu wykry­cie zatru­cia. Cho­rzy nie są zorien­to­wa­ni co do tego, jakim celem słu­żą pobie­ra­ne od nich próby.

4. W miej­sco­wo­ściach zagro­żo­nych, a tak­że (dla prze­ciw­sta­wie­nia) w dziel­ni­cach o czy­stej atmos­fe­rze wyko­ny­wać okre­so­we prze­glą­dy zdro­wot­no­ści dzie­ci zarów­no szkol­nych, jak i przed­szkol­nych i nie­mow­ląt, z uwzględ­nie­niem badań ukie­run­ko­wa­nych na zatru­cia meta­la­mi ciężkimi.

5. Prze­pro­wa­dzić do bez­piecz­nych miesz­kań rodzi­ny dzie­ci cho­ru­ją­cych na oło­wi­cę. W pierw­szej kolej­no­ści nale­ża­ło­by uwzględ­nić naj­licz­niej­sze zacho­ro­wa­nia w rodzi­nie i zamiesz­ku­ją­cych na par­te­rze i pierw­szym pię­trze. W następ­nej kolej­no­ści zamiesz­ku­ją­cych na wyż­szych pię­trach i w dal­szej odle­gło­ści do huty. Zamknię­cie huty nie wyda­je się słusz­ne, gdyż znacz­ne ska­że­nie doty­czy zie­mi. W tej spra­wie koniecz­na jest wypo­wiedź spe­cja­li­stów w zakre­sie ochro­ny środowiska.

Opie­ra­jąc się na dotych­cza­so­wych wyni­kach badań, przed­sta­wiam w załą­cze­niu pro­wi­zo­rycz­ny, wyni­ka­ją­cy z prze­sła­nek czy­sto lekar­skich wykaz rodzin zasłu­gu­ją­cych na zmia­nę miesz­ka­nia w pierw­szej kolej­no­ści (zał. a).

6. Może nale­ża­ło­by roz­wa­żyć celo­wość zor­ga­ni­zo­wa­nia przez komi­tet blo­ko­wy zebra­nia dla miesz­kań­ców zagro­żo­ne­go tere­nu z udzia­łem lekarzy?”

Roz­mo­wa w Radio Wnet

Nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) w latach 90. przy­ję­ła stra­te­gię agre­syw­nej pene­tra­cji pol­skie­go życia publicz­ne­go i gospo­dar­cze­go. Zamiast wyco­fać ofi­ce­rów, Niem­cy zmie­ni­li ich legen­dy”. Służ­by wywia­dow­cze RFN maso­wo wyko­rzy­sty­wa­ły przy­kry­cia dyplo­ma­tycz­ne, biz­ne­so­we, a tak­że – co budzi do dziś naj­więk­sze kon­tro­wer­sje – dzia­łal­ność fun­da­cji poli­tycz­nych i sto­wa­rzy­szeń kulturalnych.

I tak sobie poroz­ma­wia­li­śmy red. Kata­rzy­ną Ada­miak nie­mal­że bla­dym świ­tam. Było miło.

Asy­me­tria naiw­no­ści. Jak pol­skie służ­by wyszły” z Nie­miec, a BND zosta­ło w Polsce.

Gdy po 1989 roku Pol­ska odzy­ski­wa­ła powo­li suwe­ren­ność, w gabi­ne­tach sze­fów rodzą­ce­go się Urzę­du Ochro­ny Pań­stwa zapa­dła decy­zja, któ­ra na deka­dy zde­fi­nio­wa­ła naszą pozy­cję w Euro­pie: sojusz­ni­ków się nie szpieguje.

W imię budo­wy zaufa­nia i wspól­nej dro­gi do NATO, War­sza­wa dobro­wol­nie ośle­pi­ła się” na kie­run­ku ber­liń­skim, likwi­du­jąc rezy­den­tu­ry i wyga­sza­jąc agen­tu­rę. Jed­nak w świe­cie służb spe­cjal­nych próż­nia nie ist­nie­je. Pod­czas gdy pol­scy ofi­ce­ro­wie otrzy­ma­li zakaz ope­ro­wa­nia nad Szpre­wą, nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) i kontr­wy­wiad woj­sko­wy (MAD) potrak­to­wa­ły Pol­skę jak poligon.

Od agre­syw­ne­go wywia­du gospo­dar­cze­go w cza­sie pry­wa­ty­za­cji, przez wer­bu­nek ofi­ce­rów Woj­ska Pol­skie­go, aż po sys­te­mo­wą inwi­gi­la­cję pol­skich mini­sterstw – histo­ria rela­cji wywia­dow­czych III RP z Niem­ca­mi to kro­ni­ka naiw­no­ści, za któ­rą przy­szło nam zapła­cić naj­wyż­szą cenę: stra­te­gicz­ne zasko­cze­nie pro­jek­ta­mi taki­mi jak Nord Stream.

Po 1989 roku, w imię poli­tycz­ne­go rese­tu i dąże­nia do struk­tur zachod­nich, War­sza­wa pod­ję­ła bez­pre­ce­den­so­wą decy­zję o fak­tycz­nym wyga­sze­niu ope­ra­cji wywia­dow­czych na tere­nie Nie­miec. W tym samym cza­sie nie­miec­ki wywiad cywil­ny – Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) nie tyl­ko nie zwol­nił tem­pa, ale zin­ten­sy­fi­ko­wał dzia­ła­nia, trak­tu­jąc Pol­skę jako poli­gon doświad­czal­ny i stre­fę bufo­ro­wą. Histo­ria rela­cji służb spe­cjal­nych III RPRFN to stu­dium jed­no­stron­ne­go rozbrojenia.

Wśród funk­cjo­na­riu­szy daw­ne­go Urzę­du Ochro­ny Pań­stwa (UOP) do dziś krą­żą opo­wie­ści o poli­tycz­nym zaka­zie”, któ­ry na począt­ku lat 90. spa­ra­li­żo­wał pol­ski wywiad na kie­run­ku nie­miec­kim. W cza­sie, gdy Krzysz­tof Kozłow­ski i inni archi­tek­ci nowych służb nie­udol­nie budo­wa­li fun­da­men­ty demo­kra­tycz­nej kon­tro­li nad resor­ta­mi siło­wy­mi, zapa­dła nie­pi­sa­na, lecz rygo­ry­stycz­nie prze­strze­ga­na decy­zja: sojusz­ni­ków się nie szpie­gu­je. Niem­cy jako głów­ny adwo­kat pol­skiej akce­sji do NATOUE, otrzy­ma­ły od War­sza­wy swo­isty immu­ni­tet wywiadowczy.

Pro­blem w tym, że w Pul­lach (ówcze­snej sie­dzi­bie BND) nikt podob­nych roz­ka­zów nie wydał.

Dok­try­na jed­no­stron­ne­go zaufania

Decy­zja o wyco­fa­niu akty­wów wywia­dow­czych z Nie­miec była podyk­to­wa­na geo­po­li­ty­ką. Rząd Tade­usza Mazo­wiec­kie­go, a następ­nie kolej­ne gabi­ne­ty soli­dar­no­ścio­we, wycho­dzi­ły z zało­że­nia, że budo­wa zaufa­nia wyma­ga peł­nej trans­pa­rent­no­ści. Ofi­ce­ro­wie Zarzą­du Wywia­du UOP otrzy­ma­li jasny sygnał: Ber­lin to part­ner, nie cel.

To był ewe­ne­ment na ska­lę świa­to­wą. Żaden sza­nu­ją­cy się kraj, nawet w ramach naj­ści­ślej­szych soju­szy, nie rezy­gnu­je cał­ko­wi­cie z roz­po­zna­nia wywia­dow­cze­go u swo­je­go naj­więk­sze­go sąsia­da. My to zro­bi­li­śmy, licząc na wza­jem­ność, któ­rej nigdy nie było” – mówi ano­ni­mo­wo były ofi­cer pio­nu kontr­wy­wia­du, aktyw­ny w latach 90.

Skut­ki były natych­mia­sto­we. Pol­ska sieć agen­tu­ral­na w Niem­czech zosta­ła w dużej mie­rze zwi­nię­ta lub uśpio­na” w spo­sób tak głę­bo­ki, że fak­tycz­nie prze­sta­ła ist­nieć. Pol­ski wywiad prze­szedł na tzw. bia­ły wywiad (ana­li­zę źró­deł otwar­tych) i ofi­cjal­ną wymia­nę part­ner­ską. Tym­cza­sem Niem­cy, reali­zu­jąc swo­ją Ost­po­li­tik, potrze­bo­wa­li pre­cy­zyj­nych infor­ma­cji o sta­nie pol­skiej gospo­dar­ki, nastro­jach spo­łecz­nych i – co klu­czo­we – o sta­bil­no­ści poli­tycz­nej kra­ju tran­zy­to­we­go na Wschód.

O tym, że Niem­cy przy­wią­zu­ją dużą uwa­gę do sytu­acji w Pol­sce może świad­czyć fakt, że co naj­mniej dwóch (?) amba­sa­do­rów mia­ło w prze­szło­ści związ­ki z wywia­dem. Nie­miec­cy amba­sa­do­ro­wie w Pol­sce po 1990 r. – z doświad­cze­niem w służ­bach specjalnych.

Rüdi­ger Fre­iherr von Fritsch był amba­sa­do­rem Nie­miec w Pol­sce w latach 20102014. Wcze­śniej peł­nił funk­cję wice­sze­fa Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) – nie­miec­kiej Fede­ral­nej Służ­by Wywia­du, czy­li głów­nej cywil­nej służ­by wywia­dow­czej RFN. Jego przej­ście z BND do pla­ców­ki dyplo­ma­tycz­nej było komen­to­wa­ne jako wysła­nie do War­sza­wy dyplo­ma­ty o dużym doświad­cze­niu wywiadowczym”.

Arndt Frey­tag von Lorin­gho­ven – amba­sa­dor Nie­miec w War­sza­wie w latach 20202022. Przed karie­rą dyplo­ma­tycz­ną był wice­sze­fem Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) w latach 2007 – 2010.

BND: Sojusz­nik, któ­ry patrzy na ręce

Nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) w latach 90. przy­ję­ła stra­te­gię agre­syw­nej pene­tra­cji pol­skie­go życia publicz­ne­go i gospo­dar­cze­go. Zamiast wyco­fać ofi­ce­rów, Niem­cy zmie­ni­li ich legen­dy”. Służ­by wywia­dow­cze RFN maso­wo wyko­rzy­sty­wa­ły przy­kry­cia dyplo­ma­tycz­ne, biz­ne­so­we, a tak­że – co budzi do dziś naj­więk­sze kon­tro­wer­sje – dzia­łal­ność fun­da­cji poli­tycz­nych i sto­wa­rzy­szeń kulturalnych.

Cele BND w Pol­sce były wie­lo­wek­to­ro­we. To było roz­po­zna­nie gospo­dar­cze. Niem­cy były żywot­nie zain­te­re­so­wa­ne pro­ce­sem pry­wa­ty­za­cji pol­skich przed­się­biorstw. Wie­dza o tym, ile dany zakład jest wart i jakie są nie­ofi­cjal­ne” warun­ki jego prze­ję­cia, była bez­cen­na dla nie­miec­kie­go kapitału.

Moni­to­ro­wa­no też śro­do­wi­ska nie­miec­kiej mniej­szo­ści i nastro­je na Zie­miach Odzy­ska­nych. Pene­tro­wa­no eli­ty poli­tycz­ne poprzez budo­wa­nie tzw. agen­tu­ry wpły­wu, mają­cej na celu lob­bo­wa­nie roz­wią­zań korzyst­nych dla Ber­li­na w pro­ce­sie nego­cja­cyj­nym z UE. Znacz­nie zwięk­szo­no kadro­wą obsa­dę nie­miec­kich kon­su­la­tów w Opo­lu i Wrocławiu.

Pol­ski kontr­wy­wiad odno­to­wy­wał w poło­wie lat 90. wzmo­żo­ną aktyw­ność nie­miec­kich służb na Pomo­rzu i Ślą­sku. Docho­dzi­ło do woj­ny ner­wów” i cichych wyda­leń dyplo­ma­tów bez medial­ne­go rozgłosu.

Szpie­dzy w ser­cu Pol­ski – ujaw­nio­ne przypadki

Choć pol­ski kontr­wy­wiad (naj­pierw UOP, potem ABW) miał zwią­za­ne ręce poli­tycz­ną popraw­no­ścią, ska­la nie­miec­kiej aktyw­no­ści była już tak duża, że docho­dzi­ło do wpa­dek nie­miec­kich szpie­gów. Wie­le z nich było wyci­sza­nych dyplo­ma­tycz­nie, ale część ujrza­ła świa­tło dzien­ne, obna­ża­jąc mit part­ner­skich relacji.

W 1993 r. sąd woj­sko­wy w Byd­gosz­czy ska­zał ofi­ce­ra WP ppłk. Pio­tra Hof­f­man­na na 4 lata pozba­wie­nia wol­no­ści za szpie­go­stwo na rzecz woj­sko­we­go wywia­du RFN (MAD). Hof­f­mann jako wykła­dow­ca w Wyż­szej Szko­le Ofi­cer­skiej w Kosza­li­nie miał prze­ka­zy­wać infor­ma­cje nie­miec­kie­mu wywia­do­wi od 1985 do 1992 r., został zatrzy­ma­ny przez UOP już w realiach III RP.

Ryszard Toma­szek został zatrzy­ma­ny przez UOP i aresz­to­wa­ny w 1991 roku. Toma­szek dostar­czał Niem­com infor­ma­cji w zamian za korzy­ści mająt­ko­we. Doty­czy­ły one m.in. jed­no­stek Woj­ska Pol­skie­go. Toma­szek usi­ło­wał wykpić się tłu­ma­cze­niem, że swą dzia­łal­ność w 1987 r. pod­jął z pobu­dek poli­tycz­nych, czy­li jako prze­ciw­nik ustro­ju PRL. Został ska­za­ny 9 kwiet­nia 1992 r. na 7 lat wię­zie­nia i 5 lat pozba­wie­nia praw publicznych.

Jed­nak naj­bar­dziej bole­sne były wer­bun­ki Pola­ków. Kla­sycz­nym modus ope­ran­di BND było wyko­rzy­sty­wa­nie pro­ble­mów finan­so­wych lub sen­ty­men­tów pro­nie­miec­kich. Co istot­ne – w spra­wach tych czę­sto poja­wiał się wątek niskiej szko­dli­wo­ści” w nar­ra­cji publicz­nej. Przez lata domi­no­wa­ło prze­ko­na­nie, że szpieg nie­miec­ki to dobry szpieg”, bo prze­cież jeste­śmy w NATO. To uśpi­ło czujność.

Utra­co­ne oczy i uszy”

Decy­zja o wyco­fa­niu ope­ra­cyj­nym z Nie­miec mia­ła dłu­go­fa­lo­we skut­ki. W klu­czo­wych momen­tach dla pol­skiej racji sta­nu – takich jak nego­cja­cje w spra­wie gazo­cią­gu Nord Stre­am, czy póź­niej Nord Stre­am 2 – War­sza­wa była czę­sto zaska­ki­wa­na decy­zja­mi Berlina.

Pol­scy decy­den­ci nie dys­po­no­wa­li nie­jaw­ną wie­dzą o rze­czy­wi­stych powią­za­niach nie­miec­kich poli­ty­ków z rosyj­skim biz­ne­sem (przy­pa­dek Ger­har­da Schröde­ra), ponie­waż pol­ski wywiad nie pro­wa­dził tam aktyw­nej gry ope­ra­cyj­nej. Byli­śmy ska­za­ni na to, co Niem­cy chcie­li nam powie­dzieć ofi­cjal­ny­mi kana­ła­mi, lub na to, co uda­ło się dowie­dzieć z mediów.

Nie­miec­kie służ­by wywia­dow­cze nie próż­no­wa­ły. Wystar­czy wspo­mnieć ujaw­nie­nie przez dzien­ni­ka­rzy tygo­dni­ka Der Spie­gel” w 2015 roku doku­men­tów, z któ­rych wyni­ka­ło, że BND sys­te­ma­tycz­nie pod­słu­chi­wa­ło pol­skie MSW (Mini­ster­stwo Spraw Wewnętrz­nych) oraz MSZ. Wśród celów były też pol­skie pla­ców­ki dyplo­ma­tycz­ne. Ber­lin tłu­ma­czył to błę­dem w sys­te­mie selek­to­rów”, ale eks­per­ci nie mają wąt­pli­wo­ści: to było celo­we działanie.

W odpo­wie­dzi na ujaw­nie­nie afe­ry, w 2016 r. Niem­cy refor­mu­ją pra­wo, de fac­to lega­li­zu­jąc inwi­gi­la­cję insty­tu­cji unij­nych i państw part­ner­skich w imię inte­re­su poli­tycz­ne­go Nie­miec”. Pol­ska nadal pozo­sta­je w stre­fie zain­te­re­so­wa­nia ope­ra­cyj­ne­go BND.

Cena popraw­no­ści

Bilans ostat­nich trzech dekad wywia­dow­czych dzia­łań jest dla Pol­ski nie­ko­rzyst­ny. Pod­czas gdy War­sza­wa w imię pojed­na­nia” dobro­wol­nie ośle­pi­ła się na kie­run­ku zachod­nim, Ber­lin prag­ma­tycz­nie reali­zo­wał dok­try­nę, w któ­rej zaufa­nie jest dobre, ale kon­tro­la (wywia­dow­cza) jesz­cze lepsza.

Przy­pad­ki ujaw­nio­nych agen­tów BND to tyl­ko wierz­cho­łek góry lodo­wej. Praw­dzi­wym pro­ble­mem nie są bowiem poje­dyn­czy szpie­dzy, ale sys­te­mo­wa zgo­da pol­skich elit po 1989 roku na funk­cjo­no­wa­nie w warun­kach infor­ma­cyj­nej asy­me­trii. W świe­cie służb spe­cjal­nych brak wza­jem­no­ści nie jest trak­to­wa­ny jako gest dobrej woli, lecz jako ozna­ka słabości.

Klu­czo­we jest roz­róż­nie­nie dwóch nie­miec­kich służb: BND (wywiad zagra­nicz­ny) oraz MAD (Mili­täri­scher Abschirm­dienst – kontr­wy­wiad woj­sko­wy). O ile BND ope­ru­je na zewnątrz, o tyle MAD zaj­mu­je się ochro­ną Bun­de­sweh­ry, ale w Pol­sce obie te służ­by prze­ja­wia­ły aktyw­ność, szcze­gól­nie w okre­sach napięć poli­tycz­nych lub wiel­kich prze­tar­gów zbrojeniowych.

Choć ppłk Zbi­gniew J. (ofi­cer Woj­ska Pol­skie­go) został w 2014 r. ska­za­ny za szpie­go­stwo na rzecz Rosji, pro­ces ten ujaw­nił potęż­ną lukę w pol­skim kontr­wy­wia­dzie, któ­rą przez lata wyko­rzy­sty­wa­ły służ­by zachod­nie, w tym BNDMAD. Pod­czas śledz­twa wyszło na jaw, że pol­scy ofi­ce­ro­wie, mają­cy dostęp do tajem­nic NATO, byli ruty­no­wo moni­to­ro­wa­ni” przez ofi­ce­rów nie­miec­kie­go kontr­wy­wia­du woj­sko­we­go (MAD).

Niem­cy, pod pozo­rem współ­pra­cy sojusz­ni­czej w ramach struk­tur NATO, pro­wa­dzi­li tzw. roz­po­zna­nie syl­wet­ko­we pol­skich dowód­ców. Zbie­ra­li dane o ich sła­bo­ściach, nało­gach i poglą­dach poli­tycz­nych. W kil­ku przy­pad­kach pol­skie służ­by musia­ły inter­we­nio­wać, by ogra­ni­czyć zbyt zaży­łe rela­cje pol­skich ofi­ce­rów z łącz­ni­ka­mi” z Ber­li­na, któ­re wykra­cza­ły poza protokół.

W roku 2000 doszło do bez­po­śred­nie­go uję­cia osób powią­za­nych z nie­miec­ki­mi służ­ba­mi woj­sko­wy­mi. W pobli­żu por­tu wojen­ne­go w Gdy­ni zatrzy­ma­no dwóch oby­wa­te­li Nie­miec wypo­sa­żo­nych w wyso­kiej kla­sy sprzęt optycz­ny i nasłu­cho­wy. Ofi­cjal­nie twier­dzi­li, że są pasjo­na­ta­mi okrętów”.

Pol­skie służ­by usta­li­ły, że zatrzy­ma­ni współ­pra­co­wa­li z nie­miec­kim wywia­dem mor­skim (pod­le­głym MAD/BND). Ich zada­niem było mapo­wa­nie ruchu pol­skich jed­no­stek i testo­wa­nie czuj­no­ści ochro­ny po wej­ściu Pol­ski do pro­gra­mu Part­ner­ship for Peace. Spra­wa zakoń­czy­ła się cichym wyda­le­niem i ofi­cjal­nym pro­te­stem dyplo­ma­tycz­nym, któ­ry nigdy nie tra­fił na czo­łów­ki gazet.

Ope­ra­cja w mar­twym polu” – Inwi­gi­la­cja pol­skie­go MON

W 2015 roku, przy oka­zji afe­ry Snow­de­na, ujaw­nio­no, że BND posia­da­ło aktyw­nych infor­ma­to­rów lub tech­nicz­ne źró­dła dostę­pu wewnątrz Mini­ster­stwa Obro­ny Naro­do­wej. Niem­ców inte­re­so­wa­ły pol­skie pla­ny moder­ni­za­cji armii, a kon­kret­nie to, czy Pol­ska wybie­rze ofer­tę nie­miec­ką (np. czoł­gi Leopard, okrę­ty pod­wod­ne), czy amerykańską.

Choć nie doszło do spek­ta­ku­lar­ne­go aresz­to­wa­nia kre­ta” (praw­do­po­dob­nie ze wzglę­du na osło­nę dyplo­ma­tycz­ną infor­ma­to­ra), kontr­wy­wiad woj­sko­wy (SKW) musiał prze­pro­wa­dzić głę­bo­ką czyst­kę w depar­ta­men­tach zamó­wień, po tym jak nie­miec­kie fir­my zbro­je­nio­we dys­po­no­wa­ły wie­dzą o taj­nych para­me­trach prze­tar­go­wych, zanim te zosta­ły ofi­cjal­nie ogłoszone.

Agen­tu­ra wpły­wu i nie­miec­ki łącz­nik” w Warszawie

W histo­rii III RP odno­to­wa­no przy­pad­ki Pola­ków – czę­sto byłych współ­pra­cow­ni­ków służb PRL – któ­rzy po 1989 roku zosta­li prze­ję­ci” przez BND.

Jeden z nich nosi­na­zwi­sko czę­sto poja­wia­ją­ce się w opra­co­wa­niach histo­rycz­nych doty­czą­cych UOP. To wyso­kiej ran­gi urzęd­nik pań­stwo­wy, odpo­wie­dzial­ny swe­go cza­su za poli­ty­kę zagra­nicz­ną w latach 90. Przez kontr­wy­wiad był podej­rze­wa­ny o regu­lar­ne prze­ka­zy­wa­nie ana­liz i nota­tek z posie­dzeń rzą­du rezy­den­tu­rze BND w War­sza­wie. Urzęd­nik nie został oskar­żo­ny o szpie­go­stwo (brak zgo­dy poli­tycz­nej na pro­ces z Niem­ca­mi), ale został zmu­szo­ny do dymi­sji pod innym pre­tek­stem. To kla­sycz­ny przy­kład uję­cia” szpie­ga, któ­ry koń­czy się eli­mi­na­cją z życia publicz­ne­go zamiast więzienia.

Pol­skie służ­by (szcze­gól­nie w latach 20072015) mia­ły nie­for­mal­ny prio­ry­tet: nie szu­kać wro­gów na Zacho­dzie. Powo­do­wa­ło to, że wie­le sygna­łów o aktyw­no­ści BND czy MAD było igno­ro­wa­nych lub baga­te­li­zo­wa­nych przez kie­row­nic­two służb. Dopie­ro audy­ty w SKWABW po 2015 roku ujaw­ni­ły ska­lę zanie­dbań i to, jak głę­bo­ko nie­miec­kie służ­by spe­ne­tro­wa­ły pol­skie pro­ce­sy decy­zyj­ne pod płasz­czem sojusz­ni­czej wymia­ny informacji”.

Koniec epo­ki naiwności?

Dzi­siaj, patrząc na puste tecz­ki akty­wów pol­skie­go wywia­du z lat 90. i porów­nu­jąc je z listą selek­to­rów” BND wymie­rzo­nych w pol­skie MSZ, MSWMON, widać wyraź­nie, że part­ner­stwo z Ber­li­nem było budo­wa­ne na asymetrii.

Pol­ska pró­bo­wa­ła być pry­mu­sem nowej dyplo­ma­cji, Niem­cy pozo­sta­ły prag­ma­tycz­nym gra­czem, dla któ­re­go infor­ma­cja nie­jaw­na jest narzę­dziem budo­wy hege­mo­nii. Przy­pad­ki uję­tych współ­pra­cow­ni­ków nie­miec­kich służb wywia­dow­czych czy skan­dal z pod­słu­chi­wa­niem pol­skich poli­ty­ków powin­ny być dla War­sza­wy bole­sną lek­cją: w świe­cie służb spe­cjal­nych nie ma państw zaprzy­jaź­nio­nych” – są tyl­ko pań­stwa part­ner­skie, któ­rych inte­re­sy bywa­ją zbież­ne, ale któ­rych inten­cje zawsze muszą być weryfikowane.

Dopó­ki pol­skie służ­by nie odzy­ska­ją peł­nej zdol­no­ści ope­ra­cyj­nej na kie­run­ku zachod­nim, będzie­my jedy­nie pasyw­nym odbior­cą poli­ty­ki kre­owa­nej w Ber­li­nie, a nasze bez­pie­czeń­stwo będzie zale­żeć nie od naszej wie­dzy, lecz od cudzej łaski. Naj­wyż­szy czas, by śle­pa pla­ma” na mapie pol­skie­go wywia­du ode­szła do histo­rii wraz z epo­ką geo­po­li­tycz­nej naiwności.

Nie­miec­ka nar­ra­cja nacjonalistyczno-rewizjonistyczna

Nie­miec­ka kam­pa­nia dez­in­for­ma­cyj­na doty­czą­ca pol­skiej odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­kaust sta­no­wi wyra­fi­no­wa­ny mecha­nizm socjo­tech­nicz­ny, któ­re­go korze­nie się­ga­ją lat 50. XX wie­ku. Efek­ty widzi­my dzisiaj.

Według prof. Grze­go­rza Kuchar­czy­ka, ter­min pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” stwo­rzy­li pod koniec lat pięć­dzie­sią­tych funk­cjo­na­riu­sze wywia­du RFN, któ­rzy w cza­sie woj­ny pra­co­wa­li dla III Rze­szy – byli to ludzie, któ­rzy po kapi­tu­la­cji Nie­miec zna­leź­li się w stre­fach oku­po­wa­nych przez alian­tów zachod­nich. Ten kłam­li­wy ter­min powstał w ramach wysił­ku seman­tycz­ne­go opar­te­go na zasa­dzie Goeb­bel­sa, że kłam­stwa cią­gle powta­rza­ne sta­ją się prawdą.

Książ­ka Grze­go­rza Ros­so­liń­skie­go-Lie­be: prze­ło­mo­wy moment kampanii

Publi­ka­cja Pol­scy bur­mi­strzo­wie i Holo­kaust” autor­stwa nie­miec­kie­go histo­ry­ka Grze­go­rza Ros­so­liń­skie­go-Lie­be sta­no­wi kul­mi­na­cję wie­lo­let­niej kam­pa­nii zmie­rza­ją­cej do prze­rzu­ce­nia odpo­wie­dzial­no­ści za Zagła­dę. Książ­ka ta, finan­so­wa­na przez nie­miec­kie insty­tu­cje, wzbu­dzi­ła ostrą kry­ty­kę Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej, któ­ry ziden­ty­fi­ko­wał sze­reg mani­pu­la­cji historycznych.

Głów­ne mani­pu­la­cje ziden­ty­fi­ko­wa­ne przez IPN

Ros­so­liń­ski-Lie­be wprost wyra­ża ubo­le­wa­nie, że w dotych­cza­so­wych bada­niach histo­rycz­nych mar­gi­na­li­zo­wa­na była rola pol­skich bur­mi­strzów. Nie doda­je jed­nak, że admi­ni­stra­cja lokal­na była nie­miec­ką admi­ni­stra­cją w stwo­rzo­nym przez Niem­ców pań­stwie przy­bocz­nym” Rze­szy – Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie, a etnicz­nych Pola­ków zatrud­nia­no w niej jedy­nie jako urzęd­ni­ków zmu­szo­nych do bez­względ­ne­go posłuszeństwa.

Naj­bar­dziej rażą­cym ele­men­tem jest nie­mal cał­ko­wi­te zatar­cie róż­ni­cy mię­dzy spraw­cą a ofia­rą sys­te­mu. Nie­miec­ka admi­ni­stra­cja – twór­ca i wyko­naw­ca Zagła­dy – zni­ka w for­mach bez­oso­bo­wych: zade­cy­do­wa­no”, posta­no­wio­no”, naka­za­no”. Autor prze­ko­nu­je, że obiek­ty” uwa­ża­ne dotych­czas za prze­ci­wień­stwa w bada­niach, np. oku­pan­ci i oku­po­wa­ni, są ze sobą połą­czo­ne, prze­sta­jąc widzieć róż­ni­ce mię­dzy nimi, a tym samym ogra­ni­cza odpo­wie­dzial­ność Niem­ców za ich działanie.

Ros­so­liń­ski-Lie­be stwier­dza wręcz, że bur­mi­strzo­wie byli czę­sto bar­dziej odpo­wie­dzial­ni za Holo­kaust niż Niem­cy, któ­rych nazy­wa nie­miec­ki­mi odpo­wied­ni­ka­mi” pol­skich urzęd­ni­ków. Przy­pi­su­je bur­mi­strzom spraw­czość i posia­da­nie pola do wła­snych pro­jek­tów poli­tycz­nych”, igno­ru­jąc fakt, że w rela­cjach pol­sko-nie­miec­kich w GG ist­nia­ła wyłącz­nie pod­le­głość Pola­ków wobec Niemców.

Rażą­cym przy­kła­dem mani­pu­la­cji fak­to­gra­ficz­nej jest spra­wa Karo­la Roschild­ta, bur­mi­strza Pia­secz­na. Według suge­stii Ros­so­liń­skie­go-Lie­be pro­te­sto­wał on prze­ciw­ko wywo­że­niu przed­mio­tów z get­ta, ponie­waż chciał zacho­wać je dla sie­bie, pod­czas gdy doku­men­ty wska­zu­ją na zupeł­nie inne motywy.

Sys­tem pol­skich” auto­rów wspie­ra­ją­cych nie­miec­ką narrację

Prof. Bog­dan Musiał w tygo­dni­ku wSie­ci” opi­sał mecha­nizm kre­owa­nia poli­ty­ki histo­rycz­nej przez Niem­cy przy wyko­rzy­sta­niu pol­skich histo­ry­ków. Tria­da kon­tro­wer­syj­nych nazwisk wyglą­da tak:

Jan Tomasz Gross – nazy­wa­ny w nie­miec­kich mediach ame­ry­kań­sko-pol­skim histo­ry­kiem”, wie­lo­krot­nie gościł w czo­ło­wych nie­miec­kich mediach, powta­rza­jąc tezy o tym, że Pola­cy w cza­sie II woj­ny świa­to­wej zabi­li wię­cej Żydów niż Niemców.

Mar­cin Zarem­ba – w wywia­dzie dla nie­miec­kiej sta­cji MDR powtó­rzył tezy Gros­sa, uza­sad­nia­jąc je licz­ba­mi. Stwier­dził, że mię­dzy paź­dzier­ni­kiem 1939 a latem 1944 zabi­tych zosta­ło oko­ło 1300 Niem­ców, pod­czas gdy wyda­nych lub zamor­do­wa­nych przez Pola­ków zosta­ło ponad 10 tysię­cy Żydów.

Wło­dzi­mierz Boro­dziej – według prof. Musia­ła, pro­fe­sor Insty­tu­tu Histo­rycz­ne­go Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go zdo­mi­no­wał dys­kurs i bada­nia na temat sto­sun­ków Pol­ski z zachod­nim sąsia­dem. Wie­le wska­zu­je na to, że zawdzię­cza swo­ją pozy­cję zaku­li­so­we­mu wspar­ciu róż­nych insty­tu­cji. Po upad­ku komu­ni­zmu Niem­cy nadal for­su­ją jego kan­dy­da­tu­rę na róż­ne stanowiska.

Ter­ror nie­miec­ki w Gene­ral­nym Gubernatorstwie

Aby zro­zu­mieć mani­pu­la­cyj­ny cha­rak­ter nar­ra­cji Ros­so­liń­skie­go-Lie­be, koniecz­ne jest przy­po­mnie­nie rze­czy­wi­stych warun­ków oku­pa­cji. W Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie na cze­le któ­re­go stał Hans Frank, ter­ror pro­wa­dzo­ny był na maso­wą ska­lę. Guber­na­tor Frank 3 paź­dzier­ni­ka 1939 roku stwier­dził, że Pol­ska ma być trak­to­wa­na jak kolo­nia, a Pola­cy sta­ną się nie­wol­ni­ka­mi Wiel­kiej Rze­szy Niemieckiej”.

  • Pola­cy pozba­wie­ni byli jakiej­kol­wiek auto­no­mii – urzęd­ni­cy byli zmu­sze­ni do bez­względ­ne­go posłuszeństwa;
  • Za naj­mniej­szą pomoc Żydom gro­zi­ła śmierć całej rodzi­ny ratującego;
  • Roz­po­rzą­dze­nie guber­na­to­ra Fran­ka z paź­dzier­ni­ka 1941 r. mówi­ło wprost: Żydzi, któ­rzy bez upo­waż­nie­nia opusz­cza­ją wyzna­czo­ną im dziel­ni­cę, pod­le­ga­ją karze śmierci”.
  • Roz­kaz komen­dan­ta poli­cji Her­ber­ta Böt­t­che­ra naka­zy­wał, że w przy­pad­ku odkry­cia ukry­wa­nych Żydów wszyst­kie zamiesz­ku­ją­ce tam oso­by – tak­że dzie­ci – mają zostać uśmier­co­ne, a zabu­do­wa­nia spalone;

Reak­cja na wypo­wiedź amba­sa­do­ra USA Toma Rose’a

Wypo­wiedź amba­sa­do­ra USA Toma Rose­’a z listo­pa­da 2025 roku sta­no­wi prze­ło­mo­wy moment w kon­fron­ta­cji z nie­miec­ką kam­pa­nią dez­in­for­ma­cyj­ną. Rose, sam będą­cy Żydem, użył nie­zwy­kle moc­nych sformułowań:

Klu­czo­we tezy wypo­wie­dzi amba­sa­do­ra:
Zbyt dłu­go ten naród obcią­ża­ny był moral­ną ska­zą, któ­ra nigdy nie była jego – oszczer­stwem, że Pol­ska w jaki­kol­wiek spo­sób pono­si odpo­wie­dzial­ność za zbrod­nie popeł­nio­ne przez innych”.

Prze­ko­na­nie, że Pol­ska współ­dzie­li winę za bar­ba­rzyń­skie czy­ny doko­na­ne prze­ciw­ko niej jest gro­te­sko­wym fał­szo­wa­niem histo­rii i w grun­cie rze­czy for­mą «oszczer­stwa krwi» (blo­od libel”) wymie­rzo­nym w Pol­skę i Polaków”.

Rose świa­do­mie użył ter­mi­nu histo­rycz­nie zwią­za­ne­go z anty­se­mic­ki­mi oskar­że­nia­mi Żydów o mor­dy rytu­al­ne, odwra­ca­jąc go prze­ciw­ko tym, któ­rzy oskar­ża­ją Pol­skę. To języ­ko­we dzia­ła­nie ma głę­bo­kie zna­cze­nie – porów­nu­je fał­szy­we oskar­że­nia Pol­ski o współ­udział w Holo­kau­ście do śre­dnio­wiecz­nych mitów o mor­dach rytu­al­nych, któ­re przez wie­ki były narzę­dziem prześladowań.

Amba­sa­dor pod­kre­ślił, że takie oskar­że­nia zatru­wa­ły przez lata rela­cje mię­dzy Żyda­mi i Pola­ka­mi, mię­dzy Izra­elem a Pol­ską, a tak­że mię­dzy Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi i Pol­ską”, zmu­sza­jąc do roz­mów dla Pola­ków głę­bo­ko obraźliwych”.

Kam­pa­nia dez­in­for­ma­cyj­na po wypo­wie­dzi Rose’a

Po wystą­pie­niu amba­sa­do­ra Rose­’a nara­sta­ją pró­by kon­ty­nu­owa­nia kam­pa­nii rewi­zjo­ni­stycz­nej. Cha­rak­te­ry­stycz­ne są:

Odwo­ła­nia wyda­rzeń pro­mo­cyj­nych książ­ki Ros­so­liń­skie­go-Lie­be: W Niem­czech i Austrii odwo­ły­wa­no spo­tka­nia pro­mo­cyj­ne książ­ki, przy czym autor przy­zna­wał, że podob­ne ogra­ni­cze­nia spo­tkał już w Pol­sce, gdzie odma­wia­no orga­ni­za­cji spo­tkań w muze­ach i instytucjach.

Rola nie­miec­kich insty­tu­cji: Nie­miec­kie tele­wi­zje publicz­ne, jak ZDF, sys­te­ma­tycz­nie uży­wa­ły okre­śle­nia pol­skie obo­zy zagła­dy”, co dopro­wa­dzi­ło do pro­ce­su sądo­we­go wygra­ne­go przez pol­skie­go więź­nia Auschwitz Karo­la Ten­de­rę. Mimo to prak­ty­ka ta kon­ty­nu­owa­na jest w innych formach.

Nowy etap rewi­zjo­ni­zmu: Jak zauwa­ża Jakob Scher­gaut, histo­ryk z Uni­wer­sy­te­tu w Jenie, rewi­zjo­nizm w Niem­czech ewo­lu­ował od kla­sycz­ne­go nego­wa­nia Holo­kau­stu” do pośred­nie­go kry­ty­ko­wa­nia kul­tu­ry pamię­ci jako takiej. Postę­pu­ją­ca ero­zja wie­dzy histo­rycz­nej w Niem­czech skut­ku­je powsta­niem luk, w któ­rych łatwo zasiać fał­szy­we narracje.

Przy­pa­dek AfD i Ste­fa­na Scheila

Przy­kła­dem nasi­la­ją­ce­go się rewi­zjo­ni­zmu są dzia­ła­nia poli­ty­ków Alter­na­ty­wy dla Nie­miec (AfD). Ste­fan Sche­il, histo­ryk zwią­za­ny z AfD, pró­bo­wał ude­rzyć w Pol­skę, publi­ku­jąc fał­szy­wą nar­ra­cję o pol­skim impe­ria­li­zmie” przed woj­ną. Użył znacz­ka z pol­skiej pocz­ty pod­ziem­nej z 1942 roku, przed­sta­wia­ją­ce­go w pro­pa­gan­do­wy spo­sób przy­szłe gra­ni­ce Pol­ski, aby udo­wod­nić” pol­skie ambi­cje kolo­nial­ne w 1939 roku – cał­ko­wi­cie igno­ru­jąc kon­tekst historyczny.

Inny poli­tyk AfD, Domi­nik Kauf­ner twier­dzi, że pierw­sza faza ludo­bój­stwa roz­po­czę­ła się w 1918 roku” (cytu­jąc Ste­fa­na Sche­ila) suge­ru­jąc, że Pol­ska pro­wa­dzi­ła poli­ty­kę eks­ter­mi­na­cji Niem­ców. Tego rodza­ju tezy znaj­dą poklask wśród zwo­len­ni­ków AfD, mimo że kry­ty­cy okre­śla­ją Sche­ila jako pseudohistoryka.

Poto­mek gene­ra­ła Sta­he­la i nowy etap rewizjonizmu

Symp­to­ma­tycz­ne były dzia­ła­nia w 2014 r. Chri­sto­pha Bro­szie­sa, pro­fe­so­ra Uni­wer­sy­te­tu Goethe­go, potom­ka nie­miec­kie­go gene­ra­ła Reine­ra Sta­he­la, któ­ry doma­gał się, aby Muzeum Powsta­nia War­szaw­skie­go prze­sta­ło nazy­wać hitle­row­skie­go komen­dan­ta War­sza­wy zbrod­nia­rzem wojen­nym – mimo że Sta­hel jest odpo­wie­dzial­ny m.in. za wyda­nie roz­ka­zu roz­strze­la­nia 600 więź­niów przy ul. Rako­wiec­kiej oraz uży­wa­nie cywi­lów jako żywych tarcz. Jak pisa­ła Nie­dzie­la”, dzia­ła­nia te są symp­to­ma­tycz­ne i wyzna­cza­ją nowy etap nie­miec­kie­go rewi­zjo­ni­zmu historycznego”.

Mecha­ni­zmy nie­miec­kiej poli­ty­ki historycznej

Niem­cy do upra­wia­nia rewi­zjo­ni­zmu sto­su­ją wyra­fi­no­wa­ną socjo­tech­ni­kę. Na prze­strze­ni ostat­nich lat powsta­ło wie­le fil­mów przed­sta­wia­ją­cych Niem­ców bar­dziej jako ofia­ry woj­ny niż agre­so­rów – o alianc­kich nalo­tach bom­bo­wych, o dobrych” eses­ma­nach, o Hitle­rze jako posta­ci tra­gicz­nej”. Dowo­dem na to jest m.in. trzy­czę­ścio­wy serial Nasze mat­ki, nasi ojco­wie”, któ­ry TVP1 wyemi­to­wa­ła w czerw­cu 2013 r. Film wywo­łał dys­ku­sję w Pol­sce i Niem­czech, doty­czą­cą spo­so­bu przed­sta­wie­nia w seria­lu Pola­ków oraz pro­ble­mu odpo­wie­dzial­no­ści Niem­ców za zbrod­nie II woj­ny świa­to­wej. Po emi­sji fil­mu w publicz­nej tele­wi­zji ZDF w mar­cu w nie­miec­kich mediach roz­po­czę­ła się burz­li­wa deba­ta o odpo­wie­dzial­no­ści zwy­kłych Niem­ców” za zbrod­nie II wojny.

Poja­wia się mit wyzwo­le­nia” Nie­miec. Kon­cep­cja, że 8 maja 1945 Niem­cy zosta­ły wyzwo­lo­ne”, jest sta­łym ele­men­tem nie­miec­kiej nar­ra­cji powta­rza­nej od dekad. W prze­pro­wa­dza­nych son­da­żach więk­szość Niem­ców jest prze­ko­na­na, że ich kraj został wyzwo­lo­ny od nazi­stow­skie­go reżi­mu. Jak zauwa­żył prof. Bog­dan Musiał: Niem­cy dziś nie wie­dzą, że prze­gra­li woj­nę. Wie­rzą, że zosta­li wyzwoleni”.

Według badań z 2020 roku bli­sko 70 proc. Niem­ców uwa­ża, że ich przod­ko­wie nie byli opraw­ca­mi w cza­sach nazi­zmu. Prof. Andrzej Przy­łęb­ski, były amba­sa­dor RP w Niem­czech, stwier­dził, że 95 proc. Niem­ców nie zna ska­li zbrod­ni doko­ny­wa­nych w Polsce”.

Rola nie­miec­kich fun­da­cji i instytucji

Fun­da­cje poli­tycz­ne dzia­ła­ją­ce w Pol­sce, takie jak Fun­da­cja im. Róży Luk­sem­burg (zbli­żo­na do par­tii Die Lin­ke), Fun­da­cja Kon­ra­da Ade­nau­era czy Frie­dri­cha Eber­ta, mają swo­je przed­sta­wi­ciel­stwa w War­sza­wie. Pro­jek­ty są współ­fi­nan­so­wa­ne ze środ­ków Fede­ral­ne­go Mini­ster­stwa Roz­wo­ju i Współ­pra­cy Nie­miec. Choć ofi­cjal­nie dzia­ła­ją w zakre­sie edu­ka­cji poli­tycz­nej”, ich wpływ na kształ­to­wa­nie nar­ra­cji histo­rycz­nej budzi pyta­nia o neu­tral­ność przekazu.

Sta­no­wi­sko Mię­dzy­na­ro­do­we­go Soju­szu na rzecz Pamię­ci o Holokauście

Mię­dzy­na­ro­do­wy Sojusz na rzecz Pamię­ci o Holo­kau­ście (IHRA) w swo­im rapor­cie z 2021 roku uznał, że znie­kształ­ca­nie pamię­ci o Holo­kau­ście jest pod­stęp­niej­sze niż jego nego­wa­nie. Jed­nym z przy­kła­dów jest zacie­ra­nie odpo­wie­dzial­no­ści nazi­stow­skich Nie­miec za utwo­rze­nie obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych. IHRA wymie­nia jako przy­kła­dy fał­szo­wa­nia pamię­ci: uspra­wie­dli­wia­nie lub try­wia­li­zo­wa­nie zna­cze­nia Holo­kau­stu, pomniej­sza­nie licz­by ofiar, pró­by obwi­nia­nia Żydów za spo­wo­do­wa­nie wła­sne­go ludobójstwa.

Amba­sa­dor Rose przy­po­mniał fun­da­men­tal­ne fak­ty igno­ro­wa­ne w rewi­zjo­ni­stycz­nej narracji:

  • Pol­ska stwo­rzy­ła jedy­ną spon­so­ro­wa­ną przez rząd pod­ziem­ną insty­tu­cję w całej oku­po­wa­nej Euro­pie poświę­co­ną wyłącz­nie rato­wa­niu Żydów – Żego­tę, któ­ra ura­to­wa­ła tysią­ce, być może dzie­siąt­ki tysię­cy ludzi;
  • Pol­ska była jedy­nym miej­scem w oku­po­wa­nej przez Niem­cy Euro­pie, gdzie jaki­kol­wiek rodzaj pomo­cy Żydom był kara­ny egze­ku­cją oso­by ratu­ją­cej i jej całej rodzi­ny;
  • Tysią­ce Pola­ków zgi­nę­ło ratu­jąc Żydów;
  • Żaden kraj poza Izra­elem nie zro­bił wię­cej dla upa­mięt­nie­nia Holo­kau­stu niż Pol­ska – z pew­no­ścią nie Niem­cy, któ­re popeł­ni­ły zbrod­nie, ani Rosja, któ­ra je tłumiła;
  • Pol­ska jest dziś naj­bez­piecz­niej­szym kra­jem w Euro­pie dla Żydów;

Per­spek­ty­wy i wnioski

Kam­pa­nia dez­in­for­ma­cyj­na doty­czą­ca pol­skiej odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­kaust sta­no­wi ele­ment szer­szej stra­te­gii prze­su­nię­cia odpo­wie­dzial­no­ści moral­nej i histo­rycz­nej. Jak wska­zu­je recen­zja IPN, pró­ba prze­su­nię­cia odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­kaust może wpły­wać na zachod­nią deba­tę o histo­rii i kształ­to­wać błęd­ne nar­ra­cje o pol­skim współudziale.

Prof. Andrew Mich­ta okre­ślił wypo­wiedź amba­sa­do­ra Rose­’a jako prze­ło­mo­wy moment dla zachod­niej poli­ty­ki histo­rycz­nej”. Pod­kre­ślił, że to, cze­go bra­ku­je, to opo­wie­dze­nie praw­dy o tym, czym była oku­pa­cja nie­miec­ka. Mord na oby­wa­te­lach pol­skich, czy to byli Pola­cy, czy to byli Żydzi, jest rze­czą, któ­ra nie powin­na być uży­wa­na do jakich­kol­wiek mani­pu­la­cji politycznych”.

Nie­miec­ka nar­ra­cja nacjo­na­li­stycz­no-rewi­zjo­ni­stycz­na, wykła­da­na w książ­kach pod­pi­sa­nych nazwi­ska­mi pol­skich” lub ame­ry­kań­sko-pol­skich” auto­rów, słu­ży osią­gnię­ciu kil­ku celów stra­te­gicz­nych: reduk­cji nie­miec­kiej odpo­wie­dzial­no­ści moral­nej i poten­cjal­nie finan­so­wej, osła­bie­niu pozy­cji Pol­ski w spo­rach o odszko­do­wa­nia wojen­ne, rela­ty­wi­za­cji nie­miec­kich zbrod­ni poprzez uka­za­nie rze­ko­mej powszech­no­ści” kolaboracji.

Jest to mecha­nizm opi­sa­ny przez Mię­dzy­na­ro­do­wy Sojusz na rzecz Pamię­ci o Holo­kau­ście jako bar­dziej nie­bez­piecz­ny niż otwar­ty nega­cjo­nizm, ponie­waż dzia­ła sub­tel­niej i jest trud­niej­szy do zidentyfikowania.

Zro­zu­mie­nie współ­cze­snych mani­pu­la­cji cyfro­wych jest nie­moż­li­we bez ana­li­zy ich pier­wot­nych źró­deł w pro­pa­gan­dzie nazi­stow­skiej i komu­ni­stycz­nej. Te histo­rycz­ne ope­ra­cje infor­ma­cyj­ne nie tyl­ko ukształ­to­wa­ły mię­dzy­na­ro­do­wą per­cep­cję Kam­pa­nii Wrze­śnio­wej w jej klu­czo­wym momen­cie, ale przede wszyst­kim stwo­rzy­ły fun­da­men­ty nar­ra­cyj­ne, któ­re są reak­ty­wo­wa­ne do dziś. Współ­cze­sne mity o pol­skim zaco­fa­niu, bez­ce­lo­wo­ści opo­ru czy zdra­dzie sojusz­ni­ków nie powsta­ły w cyfro­wej próż­ni – są echem sta­ran­nie zapla­no­wa­nych kam­pa­nii, któ­rych celem było uspra­wie­dli­wie­nie agre­sji i osła­bie­nie pol­skiej suwerenności.

Fun­da­men­tal­nym celem nazi­stow­skiej pro­pa­gan­dy w 1939 roku było odwró­ce­nie ról ofia­ry i agre­so­ra, aby uspra­wie­dli­wić inwa­zję na Pol­skę w oczach wła­sne­go spo­łe­czeń­stwa i opi­nii mię­dzy­na­ro­do­wej. Pro­pa­gan­dy­ści III Rze­szy przed­sta­wia­li Niem­cy jako pań­stwo zmu­szo­ne do samo­obro­ny przed rze­ko­my­mi pol­ski­mi pro­wo­ka­cja­mi i terrorem.

W tym celu zasto­so­wa­no kla­sycz­ną ope­ra­cję pod fał­szy­wą fla­gą. Incy­dent gli­wic­ki, czy­li pozo­ro­wa­ny atak na nie­miec­ką radio­sta­cję prze­pro­wa­dzo­ny przez prze­bra­nych w pol­skie mun­du­ry agen­tów SS, posłu­żył jako bez­po­śred­ni pre­tekst do roz­po­czę­cia dzia­łań retor­syj­nych”. Zapla­no­wa­ny cha­rak­ter tej ope­ra­cji został jed­no­znacz­nie potwier­dzo­ny w powo­jen­nych zezna­niach jej dowód­cy, Alfre­da Naujock­sa, zło­żo­nych pod­czas pro­ce­sów norym­ber­skich. Mini­ster­stwo Oświe­ce­nia Publicz­ne­go i Pro­pa­gan­dy Rze­szy sys­te­ma­tycz­nie budo­wa­ło fał­szy­wy obraz pol­skich środ­ków ter­ro­ru” i rze­ko­mych prze­śla­do­wań mniej­szo­ści nie­miec­kiej, przy­go­to­wu­jąc grunt pod agre­sję militarną.

W prze­ci­wień­stwie do pro­pa­gan­dy nazi­stow­skiej, któ­rej celem było uspra­wie­dli­wie­nie agre­sji, powo­jen­na dez­in­for­ma­cja komu­ni­stycz­na dąży­ła do mini­ma­li­zo­wa­nia zna­cze­nia pol­skie­go opo­ru, któ­ry był nie­za­leż­ny od wpły­wów Związ­ku Radziec­kie­go. Apa­rat komu­ni­stycz­ny, dążąc do legi­ty­mi­za­cji swo­jej wła­dzy, osła­biał auto­ry­tet i dzie­dzic­two II Rze­czy­po­spo­li­tej oraz jej sił zbrojnych.

W tym celu pro­pa­go­wa­no tezy depre­cjo­nu­ją­ce kom­pe­ten­cje pol­skie­go dowódz­twa, wyol­brzy­mia­no cha­os w sze­re­gach armii i pod­kre­śla­no rze­ko­mą bez­ce­lo­wość wal­ki. Choć naj­bar­dziej rażą­ce kłam­stwa, jak kłam­stwo katyń­skie, nigdy nie zyska­ły sze­ro­kiej akcep­ta­cji spo­łecz­nej, inne nar­ra­cje sku­tecz­nie zako­rze­ni­ły się w powo­jen­nej świa­do­mo­ści. Utrwa­la­nie obra­zu klę­ski jako nie­unik­nio­nej i wyni­ka­ją­cej z nie­kom­pe­ten­cji wpi­sy­wa­ło się w szer­szą stra­te­gię osła­bia­nia pol­skiej toż­sa­mo­ści naro­do­wej i umniej­sza­nia suwe­ren­nej zdol­no­ści pań­stwa do obrony.

Dowo­dy archi­wal­ne wska­zu­ją na świa­do­mą współ­pra­cę agen­cji Asso­cia­ted Press z reżi­mem nazi­stow­skim. AP nie tyl­ko wie­dzia­ła o nad­cho­dzą­cej inwa­zji, ale rów­nież dostar­czy­ła ame­ry­kań­skiej publicz­no­ści pro­nie­miec­ki prze­kaz. Ten histo­rycz­ny pre­ce­dens jest dziś instru­men­ta­li­zo­wa­ny przez dez­in­for­ma­to­rów do sys­te­mo­we­go pod­wa­ża­nia wia­ry­god­no­ści współ­cze­snych mediów i orga­ni­za­cji fact-chec­kin­go­wych. Argu­ment, że klu­czo­we media histo­rycz­ne były kon­tro­lo­wa­ne przez pań­stwo agre­so­ra, słu­ży dele­gi­ty­mi­za­cji wszel­kich obec­nych prób pro­sto­wa­nia fał­szy­wych nar­ra­cji histo­rycz­nych, przed­sta­wia­jąc je jako rów­nie nie­wia­ry­god­ne i sys­te­mo­wo kontrolowane.

Histo­rycz­ne tezy pro­pa­gan­do­we, pier­wot­nie two­rzo­ne przez apa­ra­ty tota­li­tar­nych państw, zosta­ły prze­kształ­co­ne w trwa­łe i uprosz­czo­ne mity, któ­re są ide­al­nie dopa­so­wa­ne do wiru­so­we­go cha­rak­te­ru mediów społecznościowych.

Ich współ­cze­snym celem jest ero­zja pol­skiej toż­sa­mo­ści histo­rycz­nej, pod­wa­ża­nie zaufa­nia do soju­szy i osła­bie­nie pozy­cji geo­po­li­tycz­nej Pol­ski. Mity te, dzię­ki swo­jej pro­sto­cie i ładun­ko­wi emo­cjo­nal­ne­mu, zysku­ją prze­wa­gę nad zło­żo­ny­mi fak­ta­mi histo­rycz­ny­mi, sta­jąc się sku­tecz­nym narzę­dziem w woj­nie informacyjnej.

Plat­for­ma X (daw­niej Twit­ter) sta­no­wi eko­sys­tem infor­ma­cyj­ny szcze­gól­nie podat­ny na dez­in­for­ma­cję histo­rycz­ną. Jej archi­tek­tu­ra, pro­mu­ją­ca szyb­kość, emo­cjo­nal­ne reak­cje i uprosz­czo­ne komu­ni­ka­ty, two­rzy ide­al­ne warun­ki dla ewo­lu­cji i roz­prze­strze­nia­nia się histo­rycz­nych mitów. Algo­ryt­my plat­for­my czę­sto wzmac­nia­ją tre­ści kon­tro­wer­syj­ne i pola­ry­zu­ją­ce, co spra­wia, że fał­szy­we, ale atrak­cyj­ne nar­ra­cje zysku­ją prze­wa­gę nad zło­żo­ny­mi i mery­to­rycz­ny­mi analizami.

Akcja-reak­cja

IPN na plat­for­mie X pro­wa­dzi aktyw­ną kam­pa­nię prze­ciw­staw­ną do nar­ra­cji Ros­so­liń­skie­go-Lie­be. Kon­to @ipngovpl (zało­żo­ne w grud­niu 2009, ponad 61 300 obser­wu­ją­cych) opu­bli­ko­wa­ło wpis o recen­zji książ­ki nie­miec­kie­go histo­ry­ka, któ­ry osią­gnął zna­czą­cy zasięg: ponad 1200 pobrań recen­zji książ­ki w pierw­szych dniach po publikacji.

Kon­ta na X wspie­ra­ją­ce rewi­zjo­ni­stycz­ną narrację

Grze­gorz Ros­so­liń­ski-Lie­be – brak wery­fi­ko­wal­ne­go ofi­cjal­ne­go konta

Mimo że autor książ­ki jest aktyw­ny w prze­strze­ni medial­nej, nie posia­da zwe­ry­fi­ko­wa­ne­go ofi­cjal­ne­go kon­ta na X. Jego dzia­łal­ność pro­mo­cyj­na odby­wa się głów­nie przez:

  • Insty­tu­cje nie­miec­kie (Dom Pol­sko-Nie­miec­ki w Berlinie)
  • Fun­da­cje finan­so­wa­ne z budże­tu RFN (Frie­drich-Ebert-Sti­ftung)
  • Aka­de­mic­kie pro­fi­le instytucjonalne

Kry­tycz­ne kon­ta wery­fi­ku­ją­ce narrację

Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta @adyplomata

Na X od sierp­nia 2025 r., ale ma już ugrun­to­wa­ną pozy­cję. Kon­to funk­cjo­nu­je jako jed­no ze źró­deł ama­tor­skiej dyplo­ma­cji” – rów­no­le­głe­go, oddol­ne­go komen­to­wa­nia spo­rów mię­dzy­na­ro­do­wych z Pol­ski, czę­sto w kontrze do dzia­łań lub bier­no­ści władz w War­sza­wie. Autor jako pierw­szy 7 listo­pa­da ujaw­nił skan­dal wokół książ­ki Ros­so­liń­skie­go-Lie­be, i prze­pro­wa­dził kam­pa­nię ujaw­nia­ją­cą prze­kła­ma­nia. Jego wpi­sy były póź­niej sze­ro­ko komen­to­wa­ne i repo­sto­wa­ne. Omó­wił też sze­ro­ko recen­zję IPN publi­ka­cji Pol­scy bur­mi­strzo­wie i Holo­kaust” na tysol​.pl

Zyg­fryd Cza­ban @CDzwoni

Foun­der and Hono­ra­ry Fel­low – Pol­ski Insty­tut Stu­diów Teu­toń­skich (PIST)” Pol­ski Insty­tut Stu­diów Teu­toń­skich (PIST) to ini­cja­ty­wa stwo­rzo­na przez Cza­ba­na, któ­ra – zgod­nie z jego dekla­ra­cją – ma twar­do strzec myśli Dmow­skie­go i prze­ka­zy­wać ją następ­nym poko­le­niom”. PIST kon­cen­tru­je się na ana­li­zie rela­cji pol­sko-nie­miec­kich z per­spek­ty­wy kry­tycz­nej wobec Nie­miec. Dia­ment na X.

Anna Nowic­ka z Lin­ke­dIn w lutym 2024 opi­sa­ła rolę Cza­ba­na w nastę­pu­ją­cy sposób:

Cza­ban jest na Twit­te­rze takim guru od ana­li­zy rela­cji pol­sko-nie­miec­kich. Jest rosną­cym auto­ry­te­tem na Twit­te­rze. Jest też pro­ble­mem w trwa­ją­cej na Twit­te­rze woj­nie infor­ma­cyj­nej dla sił pro­tu­sko­wych.” Cza­ban moni­to­ru­je i nagła­śnia akcje nie­miec­kich śro­do­wisk rewi­zjo­ni­stycz­nych, któ­re chcą gra­nic z 1914 roku, co ozna­cza­ło­by poło­wę dzi­siej­sze­go tery­to­rium Polski.

Paweł Soka­ła (@PawelSokala)

Publi­cy­sta i dzien­ni­karz publi­ku­ją­cy ana­li­zę dzia­łań Ros­so­liń­skie­go-Lie­be. W klu­czo­wym wpi­sie z 19 listo­pa­da 2025 ujawnił:

  • Finan­so­wa­nie auto­ra przez fun­da­cję Frie­drich-Ebert-Sti­ftung (budżet RFN)
  • Pro­mo­cję książ­ki przez Dom Pol­sko-Nie­miec­ki w Ber­li­nie obję­ty patro­na­tem mini­stra spraw zagra­nicz­nych RP Rado­sła­wa Sikorskiego
  • Mani­pu­la­cje histo­rycz­ne doty­czą­ce cią­gło­ści praw­nej” mię­dzy II RPGG

Zbi­gniew Sie­dlew­ski (@ZbigSiedlewski)

Dosko­na­ły wpis z 24 listo­pa­da 2025 r. ana­li­zu­ją­cy publi­ka­cję książ­ki Ros­so­liń­skie­go-Lie­be przez insty­tu­cje nie­miec­kie. Iden­ty­fi­ku­je mecha­ni­zmy dys­try­bu­cji nar­ra­cji rewizjonistycznej.

Rosyj­skie sie­ci dez­in­for­ma­cji na X

Jesie­nią 2024 roku ziden­ty­fi­ko­wa­no siat­kę pol­sko­ję­zycz­nych botów skła­da­ją­cą się z kil­ku tysię­cy kont powią­za­nych z rosyj­ską agen­cją Social Design Agen­cy (SDA) pra­cu­ją­cą dla Kremla.

Moni­ka Hüb­scher, badacz­ka z Uni­wer­sy­te­tu Duis­burg-Essen ziden­ty­fi­ko­wa­ła stra­te­gicz­ne wyko­rzy­sty­wa­nie mediów spo­łecz­no­ścio­wych przez AfD do rein­ter­pre­ta­cji Holokaustu

Mecha­ni­zmy działania:

  • Celo­we pomi­ja­nie żydow­skich ofiar naro­do­we­go socja­li­zmu w postach na Face­bo­oku i YouTube
  • Nie­wy­mie­nia­nie Holokaustu
  • Przed­sta­wia­nie Niem­ców jako ofiar Hitle­ra i nazizmu
  • Jest to dzia­ła­nie anty­se­mic­kie, ponie­waż ma na celu rela­ty­wi­za­cję lub odwró­ce­nie nie­miec­kiej winy za Holokaust;

Klu­czo­wą sła­bo­ścią pol­skiej stra­te­gii w social mediach jest dycho­to­mia mię­dzy podej­ściem skon­cen­tro­wa­nym na tre­ści a podej­ściem zorien­to­wa­nym na for­mat. Insty­tu­cje histo­rycz­ne (IPN, MIIWŚ) dostar­cza­ją rze­tel­ną, mery­to­rycz­ną i zło­żo­ną wie­dzę, któ­ra jest fun­da­men­tem odpor­no­ści. Z dru­giej stro­ny, media spo­łecz­no­ścio­we takie jak X wyma­ga­ją pro­stych, wiru­so­wych i emo­cjo­nal­nych for­ma­tów, aby sku­tecz­nie kon­ku­ro­wać o uwa­gę odbior­cy. Zło­żo­ne mate­ria­ły histo­rycz­ne, choć war­to­ścio­we, czę­sto prze­gry­wa­ją w star­ciu z dez­in­for­ma­cyj­ny­mi mema­mi. Two­rzy to stra­te­gicz­ną lukę, w któ­rej praw­dzi­wa, ale nie­do­sto­so­wa­na do medium nar­ra­cja nie jest w sta­nie sku­tecz­nie zneu­tra­li­zo­wać fał­szy­we­go, ale atrak­cyj­ne­go przekazu.

Naj­bar­dziej szko­dli­we i trud­ne do zwal­cza­nia są nar­ra­cje bazu­ją­ce na ziar­nie praw­dy, cze­go przy­kła­dem jest instru­men­ta­li­za­cja fak­tu o bra­ku real­nej pomo­cy ze stro­ny zachod­nich sojusz­ni­ków w 1939 roku. Wyko­rzy­sty­wa­nie auten­tycz­nych ura­zów histo­rycz­nych pozwa­la dez­in­for­ma­to­rom sku­tecz­nie pod­wa­żać zaufa­nie do obec­nych soju­szy, takich jak NATO, co sta­no­wi bez­po­śred­nie zagro­że­nie dla bez­pie­czeń­stwa państwa.

Insty­tu­cje histo­rycz­ne (IPN, MIIWŚ) muszą wdro­żyć stra­te­gię tre­ści kon­ku­ren­cyj­nych”, pro­du­ku­jąc wła­sne, w peł­ni rze­tel­ne, ale wiru­so­we for­ma­ty (info­gra­fi­ki, krót­kie wideo) zop­ty­ma­li­zo­wa­ne pod algo­ryt­my plat­for­my X. Celem jest nie tyl­ko pro­sto­wa­nie fak­tów, ale aktyw­ne kon­ku­ro­wa­nie z dez­in­for­ma­cją o uwa­gę i zasięg w tym samym eko­sys­te­mie informacyjnym.

Sami @CDzwoni i @AnonimowyDyplmata nie wystarczą.

Akcja T4

Pro­ku­ra­tor pio­nu śled­cze­go IPN w Kato­wi­cach wsz­czął śledz­two w spra­wie zbrod­ni prze­ciw­ko ludz­ko­ści, któ­rej dopu­ści­li się Niem­cy w latach 193945 pod­czas akcji T4 w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lublińcu.

Pozna­li­śmy uza­sad­nie­nie wsz­czę­cia śledz­twa w spra­wie akcji T‑4 w szpi­ta­lu w Lubliń­cu. Obej­mu­je ono m.in. popeł­nie­nie zbrod­ni nazi­stow­skiej, któ­ra sta­no­wi­ła zbrod­nię wojen­ną oraz zbrod­nię prze­ciw­ko ludz­ko­ści – zabójstw pacjen­tów szpi­ta­la psy­chia­trycz­ne­go w cza­sie II woj­ny świa­to­wej. Nie wyklu­czo­ne, że pod­czas zbrod­ni­czej euta­na­zji, nie­miec­cy leka­rze – psy­chia­trzy wraz z pomoc­ni­ka­mi, zamor­do­wa­li kil­ku­set cho­rych – dzie­ci i dorosłych.

Prze­ciw­ni­cy śledztw IPN będą uży­wać argu­men­tu, że takie śledz­two jest nie­po­trzeb­ne, sko­ro spraw­cy nie żyją. Odpo­wiedź jest pro­sta – celem tego śledz­twa jest usta­le­nie praw­dy, zadość­uczy­nie­nie pamię­ci ofiar, któ­re nigdy nie docze­ka­ły spra­wie­dli­wo­ści, ich rodzi­ny nie docze­ka­ły się ofi­cjal­ne­go uzna­nia cier­pie­nia bli­skich, a zbrod­nia w Lubliń­cu jest nie­mal nieznana.

Waż­ne jest też to, że ofi­cjal­ne śledz­two i usta­le­nia pro­ku­ra­tu­ry będą chro­nić przed rewi­zjo­ni­zmem i nega­cją zbrod­ni, a zwo­len­ni­cy tego nie zakwe­stio­nu­ją fak­tów usta­lo­nych przez pro­ku­ra­tu­rę. To sygnał, że zbrod­nie prze­ciw­ko ludz­ko­ści nie przedaw­nia­ją się, a Pol­ska nie zapo­mi­na o ofia­rach nie­miec­kich zbrod­nia­rzy, tak­że w lekar­skich kitlach.

Śledz­twa i mataczenia

W Pol­sce do tej podej­mo­wa­no dwie pró­by posta­wie­nia przed sądem spraw­ców zbrod­ni Akcji T‑4 w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lubliń­cu. Pierw­sza – to śledz­two pro­wa­dzo­ne przez pol­skie orga­ny ści­ga­nia i Głów­ną Komi­sję Bada­nia Zbrod­ni Nie­miec­kich w latach 60. ub. wie­ku. Mate­ria­ły zosta­ły prze­ka­za­ne w 1968 r. nie­miec­kiej pro­ku­ra­tu­rze w Dort­mun­dzie z żąda­niem wsz­czę­cia śledz­twa. O losach śledz­twa, któ­re pro­ku­ra­tor w Dort­mun­dzie zaj­mo­wał się aż 9 lat, piszę poniżej.

Dru­gi raz pol­skie śledz­two rusza w 2001 roku. Tym razem pro­ku­ra­tor IPN Marze­na Kusion wsz­czy­na śledz­two, któ­re jed­nak nie doty­czy przy­pad­ków zbrod­ni­czej euta­na­zji pacjen­tów w szpi­ta­lu w Lubliń­cu, ale prze­pro­wa­dza­nych eks­pe­ry­men­tów pseudomedycznych.

Bie­głym w tym śledz­twie zosta­je psy­chia­tra Krzysz­tof Czu­ma, któ­ry – jak usta­li­ła Kali­na Bła­że­jow­ska w swo­jej książ­ce Bez­dusz­ni. Zapo­mnia­na zagła­da cho­rych” – uznał, że poda­wa­nie pacjen­tom lumi­na­lu w daw­kach powo­du­ją­cych śmierć, nie odbie­ga­ło od ówcze­śnie obo­wią­zu­ją­ce­go para­dyg­ma­tu psy­chia­trycz­ne­go doty­czą­ce­go dia­gno­zy i terapii”.

W 2004 roku pro­ku­ra­tor Kusion śledz­two uma­rza. W uza­sad­nie­niu pisze, powo­łu­jąc się na opi­nię wyda­ną przez nie­miec­kich bie­głych (!) na potrze­by pro­wa­dzo­ne­go tam śledz­twa, że prze­wle­kłe sto­so­wa­nie lumi­na­lu u dzie­ci nie mia­ło śmier­tel­ne­go skut­ku”. Podob­nie zresz­tą orzekł dr Czu­ma, oneg­daj guru ślą­skiej psy­chia­trii. Nie wia­do­mo, dla­cze­go pro­ku­ra­tor pomi­nę­ła odmien­ną eks­per­ty­zę, któ­rą wydał prof. Tade­usz Chru­ściel na potrze­by pierw­sze­go, powo­jen­ne­go śledz­twa. Eks­per­ty­za była w aktach.

Śmierć z łaski

W paź­dzier­ni­ku 1939 roku Adolf Hitler wydał taj­ną dyrek­ty­wę (anty­da­to­wa­ną na 1 wrze­śnia), upo­waż­nia­ją­cą sze­fa Kan­ce­la­rii Füh­re­ra Phi­lip­pa Bouh­le­ra oraz swo­je­go oso­bi­ste­go leka­rza, dr. Kar­la Brand­ta, do roz­sze­rze­nia upraw­nień imien­nie okre­ślo­nych leka­rzy” w celu udzie­la­nia śmier­ci z łaski” (Gna­den­tod) oso­bom uzna­nym za nie­ule­czal­nie cho­re. Doku­ment ten, mimo że nie miał ran­gi usta­wy, stwo­rzył pod­sta­wę praw­ną dla maso­wych mor­derstw medycznych.

Akcja T‑4, nazwa­na od adre­su ber­liń­skiej sie­dzi­by przy Tier­gar­ten­stra­ße 4, sta­no­wi­ła jeden z naj­bar­dziej mrocz­nych roz­dzia­łów w histo­rii medy­cy­ny – sys­te­ma­tycz­ne mor­do­wa­nie osób uzna­nych za życie nie­war­te życia” (Leben­sun­wer­tes Leben). Pro­gram reali­zo­wa­ny w latach 19391945 pochło­nął życie oko­ło 200 000 osób z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi fizycz­ny­mi i psy­chicz­ny­mi, zarów­no doro­słych, jak i dzie­ci. Odpo­wie­dzial­ność za te zbrod­nie ponio­sło oko­ło 50 leka­rzy psy­chia­trów, któ­rzy dobro­wol­nie uczest­ni­czy­li w selek­cji i zabi­ja­niu pacjentów.

Na ochot­ni­ka do zbrod­ni­czej eutanazji

Wbrew powszech­nym prze­ko­na­niom, leka­rze dołą­cza­li do pro­gra­mu T‑4 dobro­wol­nie, mimo wie­dzy o jego rze­czy­wi­stych celach. Źró­dła doku­men­tu­ją przy­pad­ki leka­rzy, któ­rzy odmó­wi­li udzia­łu bez pono­sze­nia poważ­nych kon­se­kwen­cji. Lista 40 głów­nych eks­per­tów T‑4 (T4-Gutach­ter) obej­mo­wa­ła wie­lu sza­no­wa­nych pro­fe­so­rów psy­chia­trii i dyrek­to­rów instytucji.

Tra­ge­dia pole­ga na tym, że psy­chia­trom nie­po­trzeb­ny był roz­kaz. Dzia­ła­li z wła­snej ini­cja­ty­wy. Nie wyko­ny­wa­li wyro­ku śmier­ci, któ­ry został wyda­ny przez kogoś inne­go” – pisał Fre­dric Wer­tham, nie­miec­ko-ame­ry­kań­ski psy­chia­tra w Signs of Cain. An Explo­ra­tion of Human Vio­len­ce” w 1969 roku. W tym samym cza­sie trwa­ło śledz­two w nie­miec­kiej prokuraturze.

Kruk kru­ko­wi oka nie wykole

Śledz­two pro­ku­ra­tu­ry w Dort­mun­dzie (19651974) prze­ciw­ko leka­rzom i per­so­ne­lo­wi zaan­ga­żo­wa­nym w mor­der­stwa dzie­ci w ramach Akcji T‑4 w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lubliń­cu (niem. Loben) sta­no­wi jeden z naj­bar­dziej wymow­nych przy­kła­dów sys­te­mu bez­kar­no­ści wobec nie­miec­kich zbrod­nia­rzy medycz­nych w powo­jen­nej Repu­bli­ce Fede­ral­nej Niemiec.

Pro­ku­ra­tor prze­słu­chał kil­ka­na­ście osób z per­so­ne­lu szpi­ta­la. Zezna­wał dr Ernst Bucha­lik, któ­ry oso­bi­ście nad­zo­ro­wał poda­wa­nie lumi­na­lu (feno­bar­bi­ta­lu) dzie­ciom na Oddzia­le B. Lumi­nal, legal­ny lek nasen­ny i prze­ciw­pa­dacz­ko­wy, w pod­wyż­szo­nych daw­kach dzia­łał jako tru­ci­zna powo­du­ją­ca śmierć. Dzie­ci otrzy­my­wa­ły go trzy razy dzien­nie w daw­kach znacz­nie prze­kra­cza­ją­cych nor­mę tera­peu­tycz­ną.​Śmierć nastę­po­wa­ła róż­nie – nie­któ­re dzie­ci umie­ra­ły po kil­ku dniach, inne kona­ły tygo­dnia­mi lub mie­sią­ca­mi, stop­nio­wo wynisz­cza­ne przez tru­ją­cy lek.

Świad­kiem była jego bli­ska współ­pra­cow­nicz­ka – dr Eli­sa­beth Hec­ker – zwa­na anio­łem śmier­ci” w lekar­skim kitlu. W 1934 roku Hec­ker publicz­nie popar­ła usta­wę o zapo­bie­ga­niu obcią­żo­ne­mu dzie­dzicz­nie potom­stwu (Gesetz zur Ver­hütung erb­kran­ken Nachwuch­ses). Jako dyrek­tor Dzie­cię­cej Kli­ni­ki Psy­chia­trycz­nej w Lubliń­cu Hec­ker na swo­im Oddzia­le A decy­do­wa­ła o życiu lub śmier­ci dzie­ci. Roku­ją­ce” wyzdro­wie­niem dzie­ci z łagod­niej­szy­mi pro­ble­ma­mi (np. mocze­nie noc­ne) kie­ro­wa­ła do zakła­dów popraw­czych. Nie­ro­ku­ją­ce” – z dia­gno­za­mi Schwach­sinn” (upo­śle­dze­nie), padacz­ka – kie­ro­wa­ła na Oddział B do Bucha­li­ka, czy­li na śmierć.

Po śmier­ci dzie­ci Hec­ker oso­bi­ście prze­pro­wa­dza­ła sek­cje zwłok, pod­czas któ­rych wypre­pa­ro­wy­wa­ła mózgi i wysy­ła­ła je do Insty­tu­tu Neu­ro­bio­lo­gii we Wro­cła­wiu (kie­ro­wa­ne­go przez prof. Vik­to­ra von Weizsäckera).

Mimo twar­dych dowo­dów – zacho­wa­ne­go dzien­ni­ka dr Ensta Bucha­li­ka, któ­ry był wte­dy dyrek­to­rem szpi­ta­la, z zapi­sa­mi poda­wa­nia dzie­ciom lumi­na­lu (256 nazwi­ska – 194 zgo­ny), zeznań świad­ków i doku­men­tów Reich­saus­schus­su, nie­miec­ka pro­ku­ra­tu­ra zakoń­czy­ła postę­po­wa­nie bez posta­wie­nia zarzu­tów. Postę­po­wa­nie zosta­ło osta­tecz­nie zakoń­czo­ne w 1974 roku. Żad­na z 15 osób obję­tych śledz­twem nie zosta­ła oskar­żo­na lub posta­wio­na przed sądem.

Uza­sad­nie­nie? Pro­ku­ra­tor uwie­rzył”, że dr Eli­sa­beth Hec­ker mogła zakła­dać, iż dr Ernst Bucha­lik z uwa­gi na swo­ją kato­lic­ką posta­wę” nigdy nie zabi­je dzie­ci. Ta absur­dal­na racjo­na­li­za­cja pozwo­li­ła spraw­com na peł­ną bez­kar­ność – Hec­ker kon­ty­nu­owa­ła karie­rę jako pio­nier­ka psy­chia­trii dzie­cię­cej w RFN, otrzy­mu­jąc Krzyż Zasłu­gi Repu­bli­ki Fede­ral­nej Nie­miec w 1960 roku.

Bucha­lik w swo­ich zezna­niach twier­dził, że lumi­nal miał chro­nić dzie­ci przed samo­oka­le­cze­niem” – co było oczy­wi­stą nie­praw­dą w obli­czu sys­te­ma­tycz­ne­go sto­so­wa­nia śmier­tel­nych dawek i pro­wa­dze­nia dzien­ni­ka zgo­nów. Mimo, że Bucha­lik był poszu­ki­wa­nym przez Pol­skę zbrod­nia­rzem wojen­nym zaraz po woj­nie, mógł swo­bod­nie prak­ty­ko­wać jako lekarz w stre­fie sowiec­kiej, a póź­niej w RFN. Praw­do­po­dob­nie współ­pra­co­wał ze służ­ba­mi bez­pie­czeń­stwa NRDZSRR, co zapew­nia­ło mu ochronę.

Spra­wie­dli­wość w nie­miec­kim wydaniu

Zresz­tą po woj­nie w RFN obo­wią­zy­wał kodeks bez­kar­no­ści” wobec osób, któ­re mia­ły nazi­stow­ską prze­szłość. Sędzio­wie oraz pro­ku­ra­to­rzy RFN czę­sto sami byli w cza­sie II woj­ny świa­to­wej człon­ka­mi NSDAP, w służ­bach spe­cjal­nych pra­co­wa­li byli funk­cjo­na­riu­sze Gesta­po i SD, tak­że wyso­cy urzęd­ni­cy rzą­do­wi naj­chęt­niej ogło­si­li­by zbio­ro­wą amnestię.

Nie tyl­ko śro­do­wi­sko medycz­ne oba­wia­ło się otwar­cia pusz­ki Pan­do­ry, w wyni­ku cze­go tysią­ce leka­rzy mogły­by zostać skom­pro­mi­to­wa­ne ujaw­nie­niem dzia­łal­no­ści przed 1945 rokiem.

Pierw­szy pro­ces doty­czą­cy pro­gra­mu euta­na­zji” odbył się w 1945 r. w Hada­mar – jed­nym z sze­ściu głów­nych ośrod­ków zagła­dy. Ame­ry­kań­ski try­bu­nał woj­sko­wy oskar­żył sie­dem osób za zamor­do­wa­nie 476 robot­ni­ków przy­mu­so­wych z Pol­ski i ZSRR w latach 19441945. Zapa­dły trzy wyro­ki śmierci.

Głów­ny Pro­ces Leka­rzy (Uni­ted Sta­tes of Ame­ri­ca v. Karl Brandt et al.) w 1946 r. przed ame­ry­kań­skim try­bu­na­łem woj­sko­wym w Norym­ber­dze był pierw­szym z dwu­na­stu pro­ce­sów kon­ty­nu­acyj­nych. Na ławie oskar­żo­nych zasia­dły 23 oso­by – 20 leka­rzy i 3 funk­cjo­na­riu­szy SS.​Wśród nich byli oskar­że­ni, któ­rzy bra­li udział w Akcji T‑4 i zosta­li powie­sze­ni: Karl Brandt – oso­bi­sty lekarz Hitle­ra i głów­ny koor­dy­na­tor pro­gra­mu euta­na­zji”; Vik­tor Brack – szef Haup­tamt II w Kan­ce­la­rii Füh­re­ra, bez­po­śred­nio nad­zo­ru­ją­cy Akcję T‑4;

W czerw­cu 1947 roku w stre­fie oku­pa­cji sowiec­kiej odbył się pro­ces 15 oskar­żo­nych zwią­za­nych z ośrod­kiem zagła­dy Son­nen­ste­in w Pir­na. Na ławie oskar­żo­nych zna­lazł się m.in. psy­chia­tra Prof. Paul Nit­sche – dyrek­tor medycz­ny Akcji T‑4 od grud­nia 1941 (ścię­ty gilotyną).

Pod­czas, gdy alianc­kie try­bu­na­ły w latach 19451948 wyda­wa­ły wyro­ki śmier­ci, póź­niej­sze zachod­nio­nie­miec­kie postę­po­wa­nia w latach 60. koń­czy­ły się łagod­ny­mi wyro­ka­mi lub umo­rze­nia­mi. Jedy­nie oko­ło 45 proc. nie­miec­kich leka­rzy, któ­rzy byli człon­ka­mi NSDAP sta­nę­ło przed sądem. Z oko­ło 50 głów­nych leka­rzy-eks­per­tów T‑4 ska­za­no na śmierć tyl­ko 4: Brand­ta, Brac­ka, Nit­sche­go i jed­ne­go pie­lę­gnia­rza (Gäble­ra). Więk­szość spraw­ców Akcji T‑4 wró­ci­ła do prak­ty­ki medycz­nej lub unik­nę­ła odpo­wie­dzial­no­ści kar­nej, co jest bole­snym dowo­dem nie­peł­ne­go roz­li­cze­nia medycz­nych zbrodni.

Mimo, że dziś wie­my bez wąt­pli­wo­ści, że E. Hec­ker i E. Bucha­lik byli zbrod­nia­rza­mi odpo­wie­dzial­ny­mi za śmierć setek dzie­ci, nigdy nie zosta­li ska­za­ni. Ich bez­kar­ność była nie tyle wyni­kiem bra­ku dowo­dów, ale świa­do­mej decy­zji sys­te­mu praw­ne­go RFN o nie­ści­ga­niu zbrod­ni medycz­nych nazi­zmu. Eli­sa­beth Hec­ker zmar­ła w 1986 jako odzna­czo­na pio­nier­ka psy­chia­trii dzie­cię­cej, a nie jako ska­za­na mor­der­czy­ni dzieci.

To jest naj­bo­le­śniej­szy dowód poraż­ki nie­miec­kie­go roz­li­cze­nia z medycz­ny­mi zbrod­nia­mi nazizmu.

Przez 79 lat (19452024) miej­sce zbrod­ni w Lubliń­cu pozo­sta­wa­ło prak­tycz­nie zapo­mnia­ne. Dopie­ro 12 listo­pa­da 2024 roku odsło­nię­to tabli­cę pamiąt­ko­wą. Zamek, w któ­rym mie­ścił się Oddział A – miej­sce selek­cji dzie­ci – dziś funk­cjo­nu­je jako luk­su­so­wy hotel. To sym­bo­licz­ny wyraz nie­miec­kiej i pol­skiej amne­zji wobec tej zbrod­ni.​Spra­wy zabójstw w ramach Akcji T‑4 w Lubliń­cu prak­tycz­nie nie ma w mię­dzy­na­ro­do­wej lite­ra­tu­rze anglojęzycznej.

Zbrod­nia bez kary i zmo­wa mil­cze­nia. IPN wzna­wia śledz­two w spra­wie euta­na­zji” w Lublińcu.

Pro­ku­ra­tor pio­nu śled­cze­go Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej w Kato­wi­cach pod­jął decy­zję o wsz­czę­ciu śledz­twa w spra­wie zbrod­ni prze­ciw­ko ludz­ko­ści, któ­rej dopu­ści­li się Niem­cy w latach 19391945 w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lublińcu.

Postę­po­wa­nie doty­czy m.in. zabójstw pacjen­tów w ramach nie­sław­nej akcji T4. Choć od tam­tych wyda­rzeń minę­ło nie­mal osiem dekad, a spraw­cy już nie żyją, celem śled­czych jest usta­le­nie praw­dy i zadość­uczy­nie­nie pamię­ci ofiar, któ­re nigdy nie docze­ka­ły się sprawiedliwości.

Nie­wy­klu­czo­ne, że pod­czas zbrod­ni­czej pro­ce­du­ry euta­na­zji nie­miec­cy leka­rze psy­chia­trzy wraz z per­so­ne­lem pomoc­ni­czym zamor­do­wa­li w Lubliń­cu kil­ku­set cho­rych – zarów­no doro­słych, jak i dzie­ci. Wzno­wie­nie postę­po­wa­nia ma być tak­że tamą dla rewi­zjo­ni­zmu i nega­cji zbrod­ni. To wyraź­ny sygnał: zbrod­nie prze­ciw­ko ludz­ko­ści nie ule­ga­ją przedaw­nie­niu, a Pol­ska nie zapo­mi­na o ofia­rach nie­miec­kich zbrod­nia­rzy w lekar­skich kitlach.

Śmierć z łaski: Gene­za zbrodni

Fun­da­men­tem ludo­bój­stwa sta­ła się taj­na dyrek­ty­wa Adol­fa Hitle­ra z paź­dzier­ni­ka 1939 roku (anty­da­to­wa­na na 1 wrze­śnia), któ­ra upo­waż­nia­ła sze­fa Kan­ce­la­rii Füh­re­ra Phi­lip­pa Bouh­le­ra oraz dr. Kar­la Brand­ta do wdro­że­nia pro­gra­mu śmier­ci z łaski” (Gna­den­tod). Doku­ment ten, choć nie­po­sia­da­ją­cy ran­gi usta­wy, dał man­dat do maso­wych mor­derstw medycz­nych na oso­bach uzna­nych za nie­ule­czal­nie chore.

Pro­gram, nazwa­ny Akcją T4 od adre­su ber­liń­skiej cen­tra­li przy Tier­gar­ten­stra­ße 4, sta­no­wi jeden z naj­mrocz­niej­szych roz­dzia­łów w histo­rii medy­cy­ny. W jego ramach sys­te­ma­tycz­nie mor­do­wa­no oso­by uzna­ne za życie nie­war­te życia” (Leben­sun­wer­tes Leben). W latach 19391945 pro­ce­du­ra ta pochło­nę­ła oko­ło 200 tysię­cy ofiar – osób z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi fizycz­ny­mi i psy­chicz­ny­mi, w tym dzieci.

Wbrew powszech­nym mitom o przy­mu­sie wyko­ny­wa­nia roz­ka­zów, leka­rze dołą­cza­li do pro­gra­mu T4 dobro­wol­nie, mając peł­ną świa­do­mość jego celów. Ist­nie­ją udo­ku­men­to­wa­ne przy­pad­ki medy­ków, któ­rzy odmó­wi­li udzia­łu i nie ponie­śli z tego tytu­łu poważ­nych kon­se­kwen­cji. Mimo to, lista głów­nych eks­per­tów T4 (T4-Gutach­ter) obej­mo­wa­ła 40 nazwisk, w tym wie­lu sza­no­wa­nych pro­fe­so­rów psy­chia­trii. Jak pisał psy­chia­tra Fre­dric Wer­tham w 1969 roku: Tra­ge­dia pole­ga na tym, że psy­chia­trom nie­po­trzeb­ny był roz­kaz. Dzia­ła­li z wła­snej inicjatywy”.

Lubli­niec: Mecha­nizm zagła­dy dzieci

W szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lubliń­cu (wów­czas Loben) maszy­ne­ria śmier­ci dzia­ła­ła pre­cy­zyj­nie. Klu­czo­wą posta­cią była dr Eli­sa­beth Hec­ker, dyrek­tor Dzie­cię­cej Kli­ni­ki Psy­chia­trycz­nej, zwa­na przez nie­któ­rych anio­łem śmier­ci”. Jesz­cze w 1934 roku publicz­nie popar­ła ona nazi­stow­ską usta­wę o zapo­bie­ga­niu obcią­żo­ne­mu dzie­dzicz­nie potomstwu.

To Hec­ker na swo­im Oddzia­le A decy­do­wa­ła o życiu i śmier­ci. Dzie­ci roku­ją­ce”, z lżej­szy­mi scho­rze­nia­mi (np. mocze­niem noc­nym), kie­ro­wa­ła do zakła­dów popraw­czych. Te nie­ro­ku­ją­ce” – z dia­gno­zą upo­śle­dze­nia (Schwach­sinn) lub padacz­ki – wysy­ła­ła na Oddział B. Tam tra­fia­ły pod opie­kę dr. Ern­sta Buchalika.

Dr Bucha­lik oso­bi­ście nad­zo­ro­wał poda­wa­nie małym pacjen­tom lumi­na­lu (feno­bar­bi­ta­lu). Ten legal­ny lek prze­ciw­pa­dacz­ko­wy, poda­wa­ny trzy razy dzien­nie w daw­kach znacz­nie prze­kra­cza­ją­cych nor­my tera­peu­tycz­ne, sta­wał się tru­ci­zną. Śmierć nie była natych­mia­sto­wa – nie­któ­re dzie­ci umie­ra­ły po kil­ku dniach, inne kona­ły tygo­dnia­mi, stop­nio­wo wynisz­cza­ne przez tok­sy­nę. Bucha­lik w powo­jen­nych zezna­niach cynicz­nie twier­dził, że lumi­nal miał chro­nić dzie­ci przed samo­oka­le­cze­niem”, co było kłam­stwem w obli­czu pro­wa­dzo­ne­go przez nie­go dzien­ni­ka zgo­nów. Zacho­wa­ny dzien­nik zawie­ra 256 nazwisk dzie­ci, któ­rym poda­wa­no lek – 194 z nich zmarły.

Po śmier­ci ofiar dr Hec­ker oso­bi­ście prze­pro­wa­dza­ła sek­cje zwłok, pre­pa­ro­wa­ła mózgi i wysy­ła­ła je do Insty­tu­tu Neu­ro­bio­lo­gii we Wro­cła­wiu, kie­ro­wa­ne­go przez prof. Vik­to­ra von Weiz­säc­ke­ra. Mimo bez­sprzecz­nych dowo­dów winy, Hec­ker i Bucha­lik nigdy nie zosta­li skazani.

Mata­cze­nia i nie­udol­ność pol­skich śledztw

W Pol­sce podej­mo­wa­no dotąd dwie głów­ne pró­by roz­li­cze­nia zbrod­ni w Lubliń­cu. Pierw­sze śledz­two, pro­wa­dzo­ne przez Głów­ną Komi­sję Bada­nia Zbrod­ni Nie­miec­kich w latach 60., zakoń­czy­ło się prze­ka­za­niem mate­ria­łów dowo­do­wych pro­ku­ra­tu­rze w Dort­mun­dzie w 1968 roku z żąda­niem wsz­czę­cia śledztwa.

Dru­gie podej­ście mia­ło miej­sce w 2001 roku, kie­dy spra­wą zaję­ła się pro­ku­ra­tor IPN Marze­na Kusion. Śledz­two to nie doty­czy­ło jed­nak bez­po­śred­nio euta­na­zji, lecz eks­pe­ry­men­tów pseu­do­me­dycz­nych. Klu­czo­wą rolę ode­grał tu bie­gły psy­chia­tra Krzysz­tof Czu­ma. Jak usta­li­ła Kali­na Bła­że­jow­ska w książ­ce Bez­dusz­ni”, Czu­ma uznał, że poda­wa­nie śmier­tel­nych dawek lumi­na­lu nie odbie­ga­ło od ówcze­śnie obo­wią­zu­ją­ce­go para­dyg­ma­tu psy­chia­trycz­ne­go”.

W 2004 roku pro­ku­ra­tor Kusion umo­rzy­ła śledz­two, opie­ra­jąc się na opi­nii nie­miec­kich bie­głych oraz eks­per­ty­zie dr. Czu­my, z któ­rej wyni­ka­ło, że prze­wle­kłe sto­so­wa­nie lumi­na­lu nie musia­ło mieć skut­ku śmier­tel­ne­go. Decy­zja ta zapa­dła mimo ist­nie­nia w aktach odmien­nej eks­per­ty­zy prof. Tade­usza Chru­ście­la z pierw­sze­go śledz­twa, któ­rą pro­ku­ra­tu­ra pominęła.

Nie­miec­ki kodeks bezkarności”

Jesz­cze bar­dziej bul­wer­su­ją­ce były losy śledz­twa prze­ka­za­ne­go do RFN. Pro­ku­ra­tu­ra w Dort­mun­dzie pro­wa­dzi­ła spra­wę przez 9 lat (19651974). Prze­słu­cha­no kil­ka­na­ście osób, w tym Bucha­li­ka i Hec­ker. Mimo twar­dych dowo­dów – dzien­ni­ka zgo­nów, zeznań i doku­men­tów – postę­po­wa­nie umo­rzo­no, a żad­na z 15 obję­tych nim osób nie sta­nę­ła przed sądem.

Uza­sad­nie­nie pro­ku­ra­to­ra sta­no­wi kurio­zum w histo­rii pra­wa. Śled­czy uwie­rzył” dr Hec­ker, że mogła ona zakła­dać, iż dr Bucha­lik – ze wzglę­du na swo­ją kato­lic­ką posta­wę” – nie zabi­ja dzie­ci. Ta racjo­na­li­za­cja zapew­ni­ła spraw­com bez­kar­ność. Eli­sa­beth Hec­ker kon­ty­nu­owa­ła karie­rę w RFN, sta­jąc się pio­nier­ką psy­chia­trii dzie­cię­cej i w 1960 roku otrzy­mu­jąc Krzyż Zasłu­gi. Zmar­ła w 1986 roku jako cenio­na lekar­ka, a nie ska­za­na mor­der­czy­ni. Bucha­lik, mimo że był poszu­ki­wa­ny przez Pol­skę jako zbrod­niarz wojen­ny, prak­ty­ko­wał w stre­fie sowiec­kiej, a potem w RFN, praw­do­po­dob­nie chro­nio­ny przez służ­by bez­pie­czeń­stwa NRDZSRR.

Sys­te­mo­wa amnezja

Przy­pa­dek Lubliń­ca wpi­su­je się w szer­szy obraz nie­sku­tecz­ne­go roz­li­cze­nia zbrod­ni medycz­nych w Niem­czech. Choć w pro­ce­sach norym­ber­skich ska­za­no na śmierć klu­czo­we posta­cie T4, takie jak Karl Brandt czy Vik­tor Brack, a w pro­ce­sie zało­gi Son­nen­ste­in – prof. Pau­la Nit­sche­go, to więk­szość spraw­ców unik­nę­ła kary.

W RFN pano­wa­ła swo­ista zmo­wa mil­cze­nia. Sędzio­wie i pro­ku­ra­to­rzy czę­sto sami mie­li nazi­stow­ską prze­szłość. Oba­wia­no się, że rze­tel­ne śledz­twa skom­pro­mi­tu­ją tysią­ce leka­rzy aktyw­nych zawo­do­wo po 1945 roku. Sta­ty­sty­ki są nie­ubła­ga­ne: jedy­nie oko­ło 45 proc. nie­miec­kich leka­rzy nale­żą­cych do NSDAP sta­nę­ło przed sądem. Więk­szość powró­ci­ła do praktyki.

Przez 79 lat miej­sce zbrod­ni w Lubliń­cu pozo­sta­wa­ło zapo­mnia­ne. Zamek, w któ­rym mie­ścił się Oddział A – miej­sce selek­cji – funk­cjo­nu­je dziś jako luk­su­so­wy hotel. Dopie­ro 12 listo­pa­da 2024 roku odsło­nię­to tam tabli­cę pamiąt­ko­wą. Temat ten prak­tycz­nie nie ist­nie­je w anglo­ję­zycz­nej lite­ra­tu­rze przed­mio­tu. Wzno­wio­ne śledz­two IPN to ostat­nia szan­sa na prze­ła­ma­nie tej amne­zji i ofi­cjal­ne nazwa­nie zbrod­ni, któ­rej ofia­ry i ich rodzi­ny nigdy nie docze­ka­ły się uzna­nia swo­je­go cierpienia.

Jeśli zapo­mnę o Nich – Ty, Boże na nie­bie, zapo­mnij o mnie!”

W świe­cie służb spe­cjal­nych obo­wią­zu­je zasa­da: jeśli zła­pie­my two­je­go, wymie­ni­my go na nasze­go”. Nie doty­czy to jed­nak Pola­ków, któ­rzy w wyni­ku pro­wo­ka­cji sie­dzą w rosyj­skich i bia­ło­ru­skich łagrach.

Przez ostat­nie czte­ry deka­dy rela­cje wywia­dow­cze na linii Warszawa–Moskwa–Mińsk ewo­lu­owa­ły od brat­niej współ­pra­cy” służb PRLZSRR, przez chłod­ną grę lat 90., aż po otwar­tą wro­gość ostat­niej dekady.

Więk­szość zde­ma­sko­wa­nych ofi­ce­rów wywia­du (Agen­cji Wywia­du czy SKW) nie tra­fia do wię­zień. Chro­ni ich immu­ni­tet dyplo­ma­tycz­ny, co koń­czy się pro­ce­du­rą per­so­na non gra­ta” i wyda­le­niem. Do łagrów tra­fia­ją zazwy­czaj tzw. nie­le­ga­ło­wie” (szpie­dzy bez przy­kry­cia dyplo­ma­tycz­ne­go) lub cywi­le, któ­rzy sta­li się ofia­ra­mi prowokacji.

Spra­wa Maria­na Radzie­jew­skie­go – han­del czy wywiad?

To naj­gło­śniej­szy i naj­su­row­szy przy­pa­dek ostat­nich lat doty­czą­cy pol­skie­go oby­wa­te­la w Rosji.

Marian Radzie­jew­ski, pry­wat­ny przed­się­bior­ca z Bia­łe­go­sto­ku, został aresz­to­wa­ny przez FSB2018 roku. Rosyj­ski kontr­wy­wiad oskar­żył go o pró­bę nie­le­gal­ne­go wywo­zu do Pol­ski ele­men­tów sys­te­mu rakie­to­we­go S‑300 (szpie­go­stwo – art. 276 Kodek­su Kar­ne­go Fede­ra­cji Rosyj­skiej). Według FSB Radzie­jew­ski dzia­łał na zle­ce­nie pol­skie­go dostaw­cy na rzecz woj­ska. Obro­na i rodzi­na utrzy­my­wa­ły, że padł on ofia­rą pro­wo­ka­cji. Rosja­nie czę­sto wyko­rzy­stu­ją tzw. kon­tro­lo­wa­ny zakup” – pod­sta­wio­ny agent ofe­ru­je towar podwój­ne­go zasto­so­wa­nia (military/​civilian), a po trans­ak­cji nastę­pu­je aresz­to­wa­nie pod zarzu­tem szpie­go­stwa tech­no­lo­gicz­ne­go. Spra­wa Radzie­jew­skie­go jest mode­lo­wym przy­kła­dem ryzy­ka, jakie pono­szą pol­scy biz­nes­me­ni wcho­dzą­cy w nie­ja­sne inte­re­sy na Wscho­dzie. Pro­ces odbył się w try­bie taj­nym. Radza­jew­ski usły­szał suro­wy wyrok – 14 lat kolo­nii kar­nej o zaostrzo­nym rygorze.

Według rela­cji Radza­jew­skie­go, funk­cjo­na­riu­sze FSB odwie­dzi­li go w aresz­cie przed pro­ce­sem i zapro­po­no­wa­li mu układ: jeśli przy­zna się do szpie­go­stwa, zosta­nie wymie­nio­ny na rosyj­skich szpie­gów prze­by­wa­ją­cych w Pol­sce. Radza­jew­ski nie zgo­dził się na tę pro­po­zy­cję, chcąc, aby roz­mo­wy odby­wa­ły się w obec­no­ści adwo­ka­ta i świadków.

Skan­da­lem jest, że Radza­jew­ski nie został uwol­nio­ny w cza­sie wymia­ny więź­niów w sierp­niu 2024 roku, w ramach któ­rej wyszedł na wol­ność, prze­by­wa­ją­cy w tym samym łagrze co Polak – Ame­ry­ka­nin, Paul Whe­lan. Pol­ska w ramach tej wymia­ny, na proś­bę USA, zwol­ni­ła aresz­to­wa­ne­go w 2022 roku ofi­ce­ra GRU, Paw­ła Rub­co­wa. O Radza­jew­skim zapo­mnia­no”.

Nie­za­leż­nie od tego, czy Radza­jew­ski był fak­tycz­nym agen­tem, czy ofia­rą pro­wo­ka­cji FSB, obo­wiąz­kiem pań­stwa pol­skie­go jest dba­nie o swo­ich oby­wa­te­li i dąże­nie do ich uwol­nie­nia. Repu­ta­cja wywia­du zale­ży od tego, czy dba on o swo­ich współpracowników.

Reżim Alek­san­dra Łuka­szen­ki instru­men­tal­nie wyko­rzy­stu­je para­gra­fy szpie­gow­skie do celów pro­pa­gan­do­wych, czę­sto nie ujaw­nia­jąc per­so­na­liów zatrzy­ma­nych. W ostat­nich latach (po 2020 roku) defi­ni­cja dzia­łal­no­ści agen­tu­ral­nej” na Bia­ło­ru­si zosta­ła dra­stycz­nie rozszerzona.

W mar­cu 2023 roku KGB Bia­ło­ru­si poin­for­mo­wa­ło o roz­bi­ciu siat­ki szpie­gow­skiej” pra­cu­ją­cej rze­ko­mo dla Pol­ski. W pro­pa­gan­do­wym fil­mie poka­za­no zatrzy­ma­nia kil­ku osób. Oby­wa­te­le Pol­ski byli oskar­ża­ni o dzia­łal­ność agen­tu­ral­ną” na rzecz pol­skich służb specjalnych.

W świe­cie służb spe­cjal­nych obo­wią­zu­je zasa­da: jeśli zła­pie­my two­je­go, wymie­ni­my go na nasze­go”. To jed­nak nie doty­czy opi­sa­nych przypadków.

Pol­ska, będąc człon­kiem NATO, uczest­ni­czy w szer­szych wymia­nach szpie­gów. Jeśli pol­ski ofi­cer wywia­du wpad­nie” w Rosji, zazwy­czaj nie jest sądzo­ny publicz­nie. Docho­dzi do cichych negocjacji.

Wymia­na z sierp­nia 2024 roku (naj­więk­sza od cza­sów Zim­nej Woj­ny) obję­ła m.in. Paw­ła Rub­co­wa (ofi­ce­ra GRU dzia­ła­ją­ce­go jako Pablo Gon­zález), któ­re­go Pol­ska odda­ła w zamian za uwol­nie­nie więź­niów z Rosji (głów­nie rosyj­skich dysy­den­tów i Amerykanów).

Gło­śne jest aresz­to­wa­nie z 4 wrze­śnia 2025 roku, kie­dy to bia­ło­ru­ska bia­ło­ru­skie KGB zatrzy­ma­ło 27-let­nie­go Grze­go­rza Gaw­ła, zakon­ni­ka z zako­nu Kar­me­li­tów Bosych. Na co dzień miesz­kał w klasz­to­rze w Kra­ko­wie. Mło­dy duchow­ny, któ­ry w lip­cu 2025 obro­nił pra­cę magi­ster­ską (o rodzi­nie Ulmów) i zło­żył ślu­by wie­czy­ste. Według infor­ma­cji zako­nu i rodzi­ny, kle­ryk udał się na Bia­ło­ruś w celach pry­wat­no-reli­gij­nych – odwie­dzał zna­jo­me­go księ­dza pra­cu­ją­ce­go na Wschodzie.

Zatrzy­ma­no go w rejo­nie Lepe­la (obwód witeb­ski), gdzie kon­cen­tro­wa­ły się woj­ska rosyj­skie i bia­ło­ru­skie przed manew­ra­mi Zapad-2025”. To klu­czo­wa loka­li­za­cja – w pobli­żu znaj­du­je się duży poli­gon, na któ­rym kon­cen­tro­wa­ły się woj­ska rosyj­skie i bia­ło­ru­skie przed manewrami.

Oskar­żo­no go z art. 358 KK Bia­ło­ru­si (szpie­go­stwo). Wg reżi­mo­wej tele­wi­zji miał zbie­rać dane o liczeb­no­ści wojsk, sprzę­cie i prze­miesz­cza­niu się kolumn na ćwi­cze­nia Zapad-2025”. Poka­za­no nagra­nia ope­ra­cyj­ne, na któ­rych rze­ko­mo odbie­ra taj­ne doku­men­ty” od pod­sta­wio­ne­go Bia­ło­ru­si­na. Reżi­mo­wa tele­wi­zja wyemi­to­wa­ła sen­sa­cyj­ny mate­riał ope­ra­cyj­ny nakrę­co­ny przez kontr­wy­wiad. Widać na nim moment zatrzy­ma­nia Gaw­ła, przy któ­rym rze­ko­mo zna­le­zio­no: kse­ro­ko­pie doku­men­tów z klau­zu­lą Taj­ne” (doty­czą­ce prze­miesz­cza­nia wojsk), gotów­kę w róż­nych walu­tach (na opła­ce­nie infor­ma­to­rów), kar­tę SIM zare­je­stro­wa­ną na obce nazwisko.

Według Miń­ska Gaweł miał zwer­bo­wać bia­ło­ru­skie­go oby­wa­te­la przez media spo­łecz­no­ścio­we, ofe­ru­jąc mu pie­nią­dze za infor­ma­cje o liczeb­no­ści i sprzę­cie armii pod­czas ćwiczeń.

Jego pro­fil zupeł­nie nie pasu­je do typo­we­go agen­ta wywia­du, co pod­kre­śla­ją eks­per­ci, wska­zu­jąc na cechy ofia­ry przy­pad­ko­wej pro­wo­ka­cji. Cała sytu­acja nosi zna­mio­na kla­sycz­nej szy­tej” prowokacji.

W świe­cie wywia­du nie wysy­ła się 27-let­nie­go zakon­ni­ka bez prze­szko­le­nia, by oso­bi­ście odbie­rał papie­ro­we doku­men­ty w cen­trum mia­stecz­ka gar­ni­zo­no­we­go naszpi­ko­wa­ne­go agen­ta­mi KGB. Wyglą­da to na insce­ni­za­cję potrzeb­ną Łuka­szen­ce do celów wewnętrz­nych – by poka­zać, że pol­scy dywer­san­ci” zagra­ża­ją manew­rom wojskowym.

Grze­gorz Gaweł prze­by­wa w aresz­cie śled­czym KGB w Miń­sku (tzw. Ame­ry­kan­ka” lub areszt przy ul. Wała­dar­skie­go). Usły­szał zarzu­ty z art. 358 Kodek­su Kar­ne­go Repu­bli­ki Bia­ło­ru­si – szpie­go­stwo. Gro­zi mu za to od 7 do 15 lat wię­zie­nia. Gaweł został ofi­cjal­nie uzna­ny przez orga­ni­za­cje praw czło­wie­ka (np. Wia­sna) za więź­nia politycznego.

Pol­ski MSZ i służ­by (Agen­cja Wywia­du) kate­go­rycz­nie zaprze­czy­ły, by był on ich współ­pra­cow­ni­kiem, nazy­wa­jąc to pro­wo­ka­cją i bra­niem zakładników”.

Sku­tecz­ny Watykan

O. Andrzej Juch­nie­wicz OMI, prze­wod­ni­czą­cy Kon­fe­ren­cji Wyż­szych Prze­ło­żo­nych Zakon­nych na Bia­ło­ru­si, został zatrzy­ma­ny w maju 2024 roku. Począt­ko­wo oskar­ża­no go o dzia­łal­ność wywro­to­wą” (wspie­ra­nie Ukra­iny, kry­ty­ka władz), ale z cza­sem zarzu­ty zaostrzo­no do zdra­dy sta­nu. Pro­ces był taj­ny. Wio­sną 2025 roku usły­szał dra­koń­ski wyrok – 13 lat kolo­nii kar­nej. Prze­trzy­my­wa­no go w nie­ludz­kich warun­kach, bez dostę­pu do leka­rza i sakra­men­tów. Był to ele­ment pre­sji na Waty­kan i Pol­skę. Razem z nim wię­zio­ny był inny kapłan, ks. Hen­ryk Oko­ło­to­wicz (ska­za­ny na 11 lat).

20 listo­pa­da 2025 r. nastą­pił prze­łom w spra­wie. W wyni­ku cichych nego­cja­cji dyplo­ma­tycz­nych, pro­wa­dzo­nych głów­nie przez Waty­kan (wizy­ta kard. Clau­dio Guge­rot­tie­go w Miń­sku), Łuka­szen­ka pod­pi­sał akt uła­ska­wie­nia. O. Andrzej Juch­nie­wicz oraz ks. Hen­ryk Oko­ło­to­wicz zosta­li uwol­nie­ni z łagru. Zosta­li natych­miast wywie­zie­ni z Bia­ło­ru­si. Obec­nie prze­by­wa­ją w Waty­ka­nie, gdzie prze­cho­dzą rekon­wa­le­scen­cję po mie­sią­cach spę­dzo­nych w kolo­nii kar­nej. Jest to typo­wy mecha­nizm: wol­ność w zamian za bani­cję (zakaz powro­tu na Białoruś).

Szczę­śli­wie zakoń­czy­ła się też spra­wa Jerze­go Żywo­lew­skie­go — Pola­ka zatrzy­ma­ne­go w 2022 roku na Bia­ło­ru­si. Został ska­za­ny w 2023 roku na czte­ry lata wię­zie­nia za rze­ko­me szpie­go­stwo. Był pierw­szym oby­wa­te­lem Pol­ski ofi­cjal­nie uzna­nych przez Cen­trum Praw Czło­wie­ka Via­sna za więź­nia poli­tycz­ne­go na Bia­ło­ru­si. Pocho­dzi z miej­sco­wo­ści przy gra­ni­cy pol­sko-bia­ło­ru­skiej, jego żona była Bia­ło­ru­sin­ką. Według bia­ło­ru­skich mate­ria­łów pro­pa­gan­do­wych miał pra­co­wać dla pol­skich służb pod pseu­do­ni­mem Posej­don” od począt­ku XXI wie­ku. Został uwol­nio­ny 21 czerw­ca 2025 roku.

Brak reak­cji to zbrodnia

Naj­bar­dziej zatem udo­ku­men­to­wa­nym, typo­wo sądo­wym przy­pad­kiem szpie­ga” (w rozu­mie­niu kodek­so­wym) z ostat­nich lat pozo­sta­je nadal Marian Radzie­jew­ski. Więk­szość innych przy­pad­ków to albo ciche wyda­le­nia dyplo­ma­tów, albo medial­ne ustaw­ki bia­ło­ru­skie­go KGB, gdzie wina oskar­żo­nych jest wąt­pli­wa, a pro­ce­sy są cał­ko­wi­cie utajnione.

Zatrzy­ma­nie kar­me­li­ty Grze­go­rza Gaw­ła przez bia­ło­ru­skie KGB2025 roku poka­zu­je, że pol­ska dyplo­ma­cja wciąż nie nauczy­ła się lek­cji z prze­szło­ści. Pre­mier Tusk czy mini­ster Sie­mo­niak zapo­wia­da­li skut­ki” dla Bia­ło­ru­si, ale — jak w przy­pad­ku Radza­jew­skie­go — sło­wa pozo­sta­ją sło­wa­mi, bez kon­kret­nych dzia­łań dyplo­ma­tycz­nych i wymia­ny więź­niów, któ­re mogły­by zmie­nić sytuację.

Rzą­do­wy pro­jekt usta­wy zagra­ża przej­rzy­sto­ści restruk­tu­ry­za­cji gór­nic­twa. Pań­stwo­wy Urząd Zamó­wień Publicz­nych alarmuje.

Pol­skie gór­nic­two prze­cho­dzi naj­trud­niej­szy w swo­jej histo­rii pro­ces trans­for­ma­cji. Wyma­ga to mądrych, przej­rzy­stych i zgod­nych z pra­wem roz­wią­zań, a nie legi­sla­cyj­nych sztu­czek mają­cych na celu obej­ście rygo­ry­stycz­nych pro­ce­dur konkurencyjnych.

Pro­jek­to­wa­na przez rząd nowe­li­za­cja usta­wy o funk­cjo­no­wa­niu gór­nic­twa węgla kamien­ne­go (słyn­ny druk 1880) może pro­wa­dzić do obej­ścia rygo­ry­stycz­nych prze­pi­sów o zamó­wie­niach publicz­nych i naru­sze­nia pra­wa Unii Euro­pej­skiej. Pre­zes Urzę­du Zamó­wień Publicz­nych Agniesz­ka Olszew­ska w ostrym sta­no­wi­sku prze­sła­nym do Kan­ce­la­rii Sej­mu 21 listo­pa­da 2025 roku ostrze­ga przed zagro­że­nia­mi wyni­ka­ją­cy­mi z pla­no­wa­nych zmian, któ­re mogą otwo­rzyć dro­gę do nie­kon­ku­ren­cyj­ne­go i nie­przej­rzy­ste­go wydat­ko­wa­nia publicz­nych środ­ków w pro­ce­sie likwi­da­cji kopalń.

Pró­ba obej­ścia pra­wa UE pod pozo­rem reformy

Klu­czo­wym ele­men­tem rzą­do­we­go pro­jek­tu jest doda­nie nowe­go arty­ku­łu 6a do usta­wy o funk­cjo­no­wa­niu gór­nic­twa węgla kamien­ne­go. Prze­pis ten ma na celu zali­cze­nie do dzia­łal­no­ści sek­to­ro­wej w zakre­sie wydo­by­cia paliw dzia­łań zwią­za­nych z likwi­da­cją zakła­dów górniczych.

Jak pisze Pre­zes UZP: Prze­pis ten sta­no­wi o zali­cze­niu do dzia­łal­no­ści sek­to­ro­wej w zakre­sie wydo­by­cia paliw, o któ­rej mowa w art. 5 ust. 4 pkt 7 usta­wy Pzp, dzia­łań podej­mo­wa­nych przez przed­się­bior­stwa gór­ni­cze pole­ga­ją­cych na likwi­da­cji zakła­du gór­ni­cze­go lub jego ozna­czo­nej czę­ści, dzia­łań poli­kwi­da­cyj­nych oraz zabez­pie­cze­nia kopalń przed zagro­że­niem wod­nym, gazo­wym i poża­ro­wym po zakoń­cze­niu likwi­da­cji kopalni”.

Pro­blem pole­ga na tym, że taka inter­pre­ta­cja stoi w jaw­nej sprzecz­no­ści z pra­wem unij­nym. Pre­zes UZP kate­go­rycz­nie stwier­dza: Pra­wo Unii Euro­pej­skiej okre­śla zamknię­ty kata­log dzia­łal­no­ści w sek­to­rach, z któ­ry­mi łączy się obo­wią­zek sto­so­wa­nia prze­pi­sów dyrek­ty­wy 2014/25/UE. W pra­wie kra­jo­wym nie może więc funk­cjo­no­wać poję­cie danej dzia­łal­no­ści sek­to­ro­wej odmien­ne niż wyni­ka to z dyrek­ty­wy 2014/25/UE, w szcze­gól­no­ści z art. 814 tej dyrektywy”.

Pre­ce­dens orzecz­ni­czy jed­no­znacz­nie zanegowany

Rzą­do­wy pro­jekt igno­ru­je ugrun­to­wa­ne orzecz­nic­two pol­skich sądów i admi­ni­stra­cji. Spół­ka Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń S.A., któ­ra dotych­czas pro­wa­dzi­ła dzia­ła­nia likwi­da­cyj­ne, była trak­to­wa­na jako zama­wia­ją­cy stan­dar­do­wy, nie sektorowy.

W decy­zji Pre­ze­sa UZP8 paź­dzier­ni­ka 2008 roku (Nr ZD/51/08) wyraź­nie stwier­dzo­no: Celem dzia­łal­no­ści SRK S.A., w zakre­sie w jakim zosta­ła ona powo­ła­na do pro­wa­dze­nia likwi­da­cji kopalń, zabez­pie­cze­nia kopalń sąsied­nich przed zagro­że­niem wod­nym, gazo­wym oraz poża­ro­wym, w trak­cie i po zakoń­cze­niu likwi­da­cji kopal­ni, zago­spo­da­ro­wy­wa­nia mająt­ku likwi­do­wa­nej kopal­ni, zbęd­ne­go mająt­ku przed­się­bior­stwa gór­ni­cze­go, two­rze­nia nowych miejsc pra­cy, w szcze­gól­no­ści dla pra­cow­ni­ków likwi­do­wa­nej kopal­ni, nie jest pro­wa­dze­nie dzia­łal­no­ści sek­to­ro­wej w zakre­sie wydo­by­cia ropy naf­to­wej lub gazu i ich natu­ral­nych pochod­nych oraz poszu­ki­wa­nia lub wydo­by­cia węgla bru­nat­ne­go, węgla kamien­ne­go lub innych paliw sta­łych, ale likwi­da­cja przed­się­biorstw zaj­mu­ją­cych się taką dzia­łal­no­ścią i pro­wa­dze­nie dzia­łań polikwidacyjnych”.

To sta­no­wi­sko zosta­ło potwier­dzo­ne przez Sąd Okrę­go­wy – Sąd Zamó­wień Publicz­nych w War­sza­wie w wyro­ku z 27 sierp­nia 2021 roku (sygn. akt XXIII Zs 6321). Rząd, wpro­wa­dza­jąc nowe prze­pi­sy, pró­bu­je jed­nym pocią­gnię­ciem pió­ra prze­kre­ślić lata ugrun­to­wa­nej prak­ty­ki orzeczniczej.

Likwi­da­cja nie jest wydo­by­ciem – logicz­ny absurd

Fun­da­men­tal­nym błę­dem pro­jek­to­wa­nej regu­la­cji jest utoż­sa­mie­nie dzia­łal­no­ści likwi­da­cyj­nej z dzia­łal­no­ścią wydo­byw­czą. Jak pod­kre­śla Pre­zes UZP, dyrek­ty­wa unij­na 2014/25/UE ma zasto­so­wa­nie do dzia­łal­no­ści zwią­za­nej z eks­plo­ata­cją obsza­ru geo­gra­ficz­ne­go w celu: a) wydo­by­cia ropy naf­to­wej lub gazu; b) poszu­ki­wa­nia lub wydo­by­wa­nia węgla lub innych paliw sta­łych”. Likwi­da­cja kopalń to dzia­ła­nie o prze­ciw­nym cha­rak­te­rze – nie słu­ży wydo­by­ciu, lecz zaprze­sta­niu tej dzia­łal­no­ści i zabez­pie­cze­niu tere­nów po-górniczych.

Try­bu­nał Spra­wie­dli­wo­ści Unii Euro­pej­skiej w wyro­ku z 10 kwiet­nia 2008 roku w spra­wie C‑393/06 Ing. Aigner wyraź­nie wska­zał, że pod­miot zama­wia­ją­cy w rozu­mie­niu dyrek­ty­wy 2004/17/WE Par­la­men­tu Euro­pej­skie­go i Rady z dnia 31 mar­ca 2004 r. koor­dy­nu­ją­cej pro­ce­du­ry udzie­la­nia zamó­wień przez pod­mio­ty dzia­ła­ją­ce w sek­to­rach gospo­dar­ki wod­nej, ener­ge­ty­ki, trans­por­tu i usług pocz­to­wych ma obo­wią­zek sto­so­wa­nia pro­ce­du­ry okre­ślo­nej w tej dyrek­ty­wie wyłącz­nie w przy­pad­ku udzie­la­nia zamó­wień zwią­za­nych z dzia­łal­no­ścią, któ­rą pod­miot ten pro­wa­dzi w sek­to­rze lub sek­to­rach”. Ponie­waż likwi­da­cja nie jest dzia­łal­no­ścią gór­ni­czą, więc nie może być trak­to­wa­na jako dzia­łal­ność sek­to­ro­wa w zakre­sie wydobycia.

Zagro­że­nie dla kon­ku­ren­cyj­no­ści i przej­rzy­sto­ści zamówień

Uzna­nie dzia­łań likwi­da­cyj­nych za dzia­łal­ność sek­to­ro­wą ma poważ­ne kon­se­kwen­cje prak­tycz­ne. Zamó­wie­nia sek­to­ro­we pod­le­ga­ją mniej rygo­ry­stycz­nym pro­ce­du­rom niż zamó­wie­nia kla­sycz­ne. Ozna­cza to, że przed­się­bior­stwa gór­ni­cze pro­wa­dzą­ce likwi­da­cję będą mogły sto­so­wać uprosz­czo­ne pro­ce­du­ry prze­tar­go­we, co ogra­ni­czy kon­ku­ren­cję i zwięk­szy ryzy­ko nie­efek­tyw­ne­go wydat­ko­wa­nia środ­ków publicznych.

Jak zazna­cza Pre­zes UZP: Zamó­wie­nie nie może być uzna­wa­ne za zamó­wie­nie sek­to­ro­we nawet w przy­pad­ku, gdy­by było ono udzie­la­ne przez zama­wia­ją­ce­go sek­to­ro­we­go, ale w ramach dzia­łal­no­ści innej niż dzia­łal­ność sek­to­ro­wa; gdy nie słu­ży ono bez­po­śred­nio pro­wa­dze­niu dzia­łal­no­ści sek­to­ro­wej albo pośred­nio w zakre­sie koniecz­nym do spraw­ne­go pro­wa­dze­nia tej dzia­łal­no­ści”. Dzia­ła­nia poli­kwi­da­cyj­ne nie słu­żą prze­cież pro­wa­dze­niu dzia­łal­no­ści wydo­byw­czej – wręcz prze­ciw­nie, są kon­se­kwen­cją jej zakończenia.

Gigan­tycz­ne kosz­ty likwi­da­cji bez nale­ży­tej kontroli

Pro­ces restruk­tu­ry­za­cji pol­skie­go gór­nic­twa to przed­się­wzię­cie na wie­le miliar­dów zło­tych. Likwi­da­cja kopalń, zabez­pie­cze­nie przed zagro­że­nia­mi geo­lo­gicz­ny­mi, rekul­ty­wa­cja tere­nów i dzia­ła­nia poli­kwi­da­cyj­ne wyma­ga­ją ogrom­nych nakła­dów finan­so­wych. W tym kon­tek­ście osła­bie­nie mecha­ni­zmów kon­tro­l­nych i ogra­ni­cze­nie kon­ku­ren­cji w zamó­wie­niach publicz­nych to dro­ga do mar­no­traw­stwa publicz­nych pie­nię­dzy i poten­cjal­nych nadużyć.

Pla­no­wa­na nowe­li­za­cja two­rzy sys­te­mo­wą lukę, któ­ra pozwo­li przed­się­bior­stwom gór­ni­czym – czę­sto w trud­nej sytu­acji finan­so­wej – na udzie­la­nie zamó­wień zwią­za­nych z likwi­da­cją według mniej rygo­ry­stycz­nych zasad. To otwie­ra dro­gę do fawo­ry­zo­wa­nia wybra­nych wyko­naw­ców, zawy­ża­nia cen i nie­efek­tyw­ne­go gospo­da­ro­wa­nia środ­ka­mi publicz­ny­mi, któ­re powin­ny pod­le­gać mak­sy­mal­nej transparentności.

Lek­ce­wa­że­nie opi­nii nie­za­leż­nych organów

Sta­no­wi­sko Pre­ze­sa Urzę­du Zamó­wień Publicz­nych jest jed­no­znacz­ne i opar­te na solid­nych pod­sta­wach praw­nych – zarów­no kra­jo­wych, jak i unij­nych. Mimo to rząd kon­ty­nu­uje pra­ce nad pro­jek­tem, igno­ru­jąc ostrze­że­nia nie­za­leż­ne­go orga­nu nad­zor­cze­go. To wzo­rzec postę­po­wa­nia, któ­ry budzi głę­bo­kie zanie­po­ko­je­nie: klu­czo­we decy­zje doty­czą­ce wydat­ko­wa­nia miliar­dów zło­tych są podej­mo­wa­ne wbrew opi­niom eks­per­tów i w sprzecz­no­ści z ugrun­to­wa­nym orzecznictwem.

Ryzy­ko postę­po­wa­nia przed Try­bu­na­łem Spra­wie­dli­wości w Luksemburgu

Wpro­wa­dze­nie prze­pi­sów sprzecz­nych z dyrek­ty­wa­mi unij­ny­mi nara­ża Pol­skę na postę­po­wa­nie przed Try­bu­na­łem Spra­wie­dli­wo­ści Unii Euro­pej­skiej. Komi­sja Euro­pej­ska może wsz­cząć pro­ce­du­rę naru­sze­nio­wą, któ­ra zakoń­czy się wyro­kiem stwier­dza­ją­cym nie­zgod­ność pol­skich prze­pi­sów z pra­wem UE i nało­że­niem kar finan­so­wych na pol­skich podatników.

Jak przy­po­mi­na Pre­zes UZP, powo­łu­jąc się na orzecz­nic­two TSUE: sto­su­jąc pra­wo kra­jo­we nale­ży doko­ny­wać wykład­ni tego pra­wa w świe­tle tre­ści i celu dyrek­tyw, a zatem dla osią­gnię­cia zakła­da­ne­go przez nie rezul­ta­tu”. Pol­ska ma obo­wią­zek imple­men­to­wać pra­wo unij­ne zgod­nie z jego duchem i lite­rą, a nie podej­mo­wać prób jego obcho­dze­nia poprzez kre­atyw­ną” legi­sla­cję krajową.

Poli­tycz­ne tło wąt­pli­wej nowelizacji

Pro­jek­to­wa­na zmia­na budzi pyta­nia o rze­czy­wi­ste inten­cje rzą­du. Czy celem jest rze­czy­wi­ście uspraw­nie­nie pro­ce­su restruk­tu­ry­za­cji gór­nic­twa, czy raczej stwo­rze­nie mecha­ni­zmu pozwa­la­ją­ce­go na mniej kon­tro­lo­wa­ne wydat­ko­wa­nie publicz­nych środ­ków? Pre­ce­dens orzecz­ni­czy i sta­no­wi­sko UZP są jasne – likwi­da­cja kopalń nie jest dzia­łal­no­ścią sektorową.

Dla­cze­go więc rząd tak usil­nie pró­bu­je zmie­nić tę kwa­li­fi­ka­cję prawną?

Odpo­wiedź może tkwić w chę­ci obej­ścia rygo­ry­stycz­nych pro­ce­dur kon­ku­ren­cyj­nych i stwo­rze­nia prze­strze­ni dla nie­kon­ku­ren­cyj­ne­go przy­zna­wa­nia kon­trak­tów zwią­za­nych z likwi­da­cją kopalń. W cza­sach głę­bo­kich prze­mian pol­skie­go gór­nic­twa, gdy na sza­li leżą set­ki miliar­dów zło­tych i przy­szłość całych regio­nów, takie dzia­ła­nia są nie tyl­ko praw­nie wąt­pli­we, ale i spo­łecz­nie nieodpowiedzialne.

Alar­mu­ją­ce jest rów­nież to, że pro­jekt został przy­go­to­wa­ny bez nale­ży­tych kon­sul­ta­cji z eks­per­ta­mi od zamó­wień publicz­nych. Urząd Zamó­wień Publicz­nych zajął sta­no­wi­sko dopie­ro w odpo­wie­dzi na zapy­ta­nie z Sej­mu, gdy pro­jekt był już na zaawan­so­wa­nym eta­pie prac legi­sla­cyj­nych. To świad­czy o lek­ce­wa­że­niu pro­ce­dur kon­sul­ta­cyj­nych i igno­ro­wa­niu eks­per­tów w klu­czo­wych dla gospo­dar­ki obszarach.

Pre­ce­dens na przyszłość

Jeśli rzą­do­wi uda się prze­pro­wa­dzić tę nowe­li­za­cję wbrew sta­no­wi­sku UZP, stwo­rzy to nie­bez­piecz­ny pre­ce­dens. Ozna­cza­ło­by to, że usta­wo­daw­ca może arbi­tral­nie rede­fi­nio­wać poję­cia praw­ne wywo­dzą­ce się z dyrek­tyw unij­nych, obcho­dząc w ten spo­sób inten­cje pra­wo­daw­cy wspól­no­to­we­go. W przy­szło­ści podob­ny mecha­nizm mógł­by być wyko­rzy­sta­ny w innych sek­to­rach gospo­dar­ki, pro­wa­dząc do sys­te­ma­tycz­ne­go osła­bia­nia stan­dar­dów zamó­wień publicz­nych w Polsce.

Zagro­że­nie dla pra­wo­rząd­no­ści i zasad demokratycznych

Szer­szy kon­tekst pro­jek­to­wa­nych zmian doty­czy fun­da­men­tal­nych zasad pań­stwa praw­ne­go. Igno­ro­wa­nie ugrun­to­wa­ne­go orzecz­nic­twa, omi­ja­nie opi­nii nie­za­leż­nych orga­nów kon­tro­l­nych i wpro­wa­dza­nie prze­pi­sów sprzecz­nych z pra­wem unij­nym to prak­ty­ki pod­wa­ża­ją­ce zaufa­nie do insty­tu­cji pań­stwa i jakość pol­skie­go prawodawstwa.

W demo­kra­tycz­nym pań­stwie pra­wa opi­nie takich orga­nów jak Urząd Zamó­wień Publicz­nych powin­ny być trak­to­wa­ne z naj­wyż­szą powa­gą, zwłasz­cza gdy są opar­te na solid­nych pod­sta­wach praw­nych i doty­czą wydat­ko­wa­nia miliar­dów zło­tych publicz­nych pie­nię­dzy. Lek­ce­wa­że­nie tych opi­nii to sygnał, że decy­zje poli­tycz­ne góru­ją nad racjo­nal­no­ścią praw­ną i gospodarczą.

Koniecz­ność wyco­fa­nia projektu

Sta­no­wi­sko Pre­ze­sa Urzę­du Zamó­wień Publicz­nych nie pozo­sta­wia wąt­pli­wo­ści – pro­jek­to­wa­na nowe­li­za­cja jest praw­nie wadli­wa i zagra­ża przej­rzy­sto­ści pro­ce­su restruk­tu­ry­za­cji pol­skie­go gór­nic­twa. Rząd powi­nien wyco­fać się z for­so­wa­nia tej regu­la­cji i wró­cić do spraw­dzo­nych, zgod­nych z pra­wem unij­nym mecha­ni­zmów nad­zo­ru nad wydat­ko­wa­niem środ­ków publicz­nych w pro­ce­sie likwi­da­cji kopalń.

Pol­skie gór­nic­two prze­cho­dzi naj­trud­niej­szy w swo­jej histo­rii pro­ces trans­for­ma­cji. Wyma­ga to mądrych, przej­rzy­stych i zgod­nych z pra­wem roz­wią­zań, a nie legi­sla­cyj­nych sztu­czek mają­cych na celu obej­ście rygo­ry­stycz­nych pro­ce­dur kon­ku­ren­cyj­nych. Spo­łe­czeń­stwo ma pra­wo do tego, by miliar­dy zło­tych wyda­wa­ne na restruk­tu­ry­za­cję sek­to­ra były kon­tro­lo­wa­ne według naj­wyż­szych stan­dar­dów przej­rzy­sto­ści i konkurencji.

Czas, by rząd wysłu­chał gło­su eks­per­tów i wyco­fał się z tego nie­bez­piecz­ne­go pro­jek­tu, zanim zosta­nie on uchwa­lo­ny i nara­zi Pol­skę na kolej­ne postę­po­wa­nia przed Try­bu­na­łem w Luk­sem­bur­gu oraz na uza­sad­nio­ne zarzu­ty o mar­no­traw­stwo publicz­nych pieniędzy.

Zagro­że­nia dla refor­my górnictwa

Pro­jekt rzą­do­wej nowe­li­za­cji usta­wy o funk­cjo­no­wa­niu gór­nic­twa węgla kamien­ne­go, któ­ry miał uspraw­nić pro­ces restruk­tu­ry­za­cji bran­ży, w rze­czy­wi­sto­ści może dopro­wa­dzić do poważ­nych zakłó­ceń w trans­for­ma­cji sek­to­ra. Ostrze­że­nia Pre­ze­sa Urzę­du Zamó­wień Publicz­nych oraz gło­sy związ­kow­ców i eks­per­tów wska­zu­ją na licz­ne zagro­że­nia wyni­ka­ją­ce z pla­no­wa­nych zmian prawnych.

Zagro­że­nie bra­kiem kon­ku­ren­cji i transparentności

Uzna­nie dzia­łań likwi­da­cyj­nych za dzia­łal­ność sek­to­ro­wą pozwo­li przed­się­bior­stwom gór­ni­czym sto­so­wać mniej rygo­ry­stycz­ne pro­ce­du­ry prze­tar­go­we. Ozna­cza to osła­bie­nie kon­ku­ren­cji i kon­tro­li nad wydat­ko­wa­niem publicz­nych środ­ków w pro­ce­sie likwi­da­cji kopalń, któ­re­go kosz­ty sza­co­wa­ne są na 11,275 mld zł w cią­gu naj­bliż­szych 10 lat.

Per­spek­ty­wa związ­kow­ców – oba­wy o reali­za­cję umo­wy społecznej

Związ­kow­cy od mie­się­cy alar­mu­ją o nie­po­ko­ją­cych sygna­łach ze stro­ny rzą­du doty­czą­cych reali­za­cji umo­wy spo­łecz­nej z 2021 roku, któ­ra gwa­ran­tu­je stop­nio­we wyga­sza­nie kopalń do 2049 roku oraz pakiet osłon socjal­nych dla górników.

Domi­nik Kolorz, szef ślą­sko-dąbrow­skiej Soli­dar­no­ści”, po spo­tka­niu z mini­strem akty­wów pań­stwo­wych w paź­dzier­ni­ku 2025 roku wska­zy­wał na licz­ne nie­do­cią­gnię­cia: Tak samo nie­wie­le uzy­ska­li­śmy, jeśli cho­dzi o two­rze­nie nowych miejsc pra­cy na Ślą­sku, o trans­for­ma­cję całej gospo­dar­ki na Ślą­sku”. Związ­kow­cy pod­kre­śla­ją, że mimo przy­ję­cia pro­jek­tu usta­wy przez rząd, dopó­ki par­la­ment tego nie przyj­mie, a pre­zy­dent nie pod­pi­sze musi­my być czujni”.

Bogu­sław Hutek, prze­wod­ni­czą­cy Kra­jo­wej Sek­cji Gór­nic­twa Węgla Kamien­ne­go NSZZ Soli­dar­ność”, ostro kry­ty­ko­wał mini­stra ener­gii Miło­sza Moty­kę za wypo­wie­dzi o nie­wy­pła­ca­niu dota­cji do nie­ren­tow­nych inwe­sty­cji”: Mówie­nie, że nie będzie się dopła­ca­ło do reduk­cji zdol­no­ści pro­duk­cyj­nych w kopal­niach, na co prze­cież zgo­dził się pol­ski rząd, kie­dy pod­pi­sy­wał umo­wę spo­łecz­ną, jest twier­dze­niem ode­rwa­nym od rze­czy­wi­sto­ści”. Związ­ko­wiec ostrze­gał, że brak reali­za­cji umo­wy może dopro­wa­dzić do wiel­kich pro­te­stów”, któ­re są kwe­stią czasu”.

Bogu­sław Zię­tek z związ­ku zawo­do­we­go Sier­pień 80” już w 2021 roku prze­strze­gał przed kon­se­kwen­cja­mi Poli­ty­ki Ener­ge­tycz­nej Pol­ski: PEP 2040 to fatal­ny doku­ment dla gór­nic­twa, ener­ge­ty­ki, ale tak­że dla całej Pol­ski”. Jego zda­niem rzą­do­wy plan jest nie­re­ali­stycz­ny” i ozna­cza, że będzie­my likwi­do­wać kopal­nie szyb­ciej, niż rząd zobo­wią­zał się w poro­zu­mie­niu ze stro­ną spo­łecz­ną”. Zię­tek ostrze­gał rów­nież, że w Pol­sce wystą­pi nie­do­sta­tek ener­gii i surow­ców, co nas uza­leż­ni nasz kraj od dostaw rosyj­skie­go gazu bądź nie­miec­kiej ener­gii elektrycznej”.

Piotr Duda, prze­wod­ni­czą­cy Komi­sji Kra­jo­wej NSZZ Soli­dar­ność”, w paź­dzier­ni­ku 2025 roku ostrze­gał: Jeże­li zaora­ją Eneę, to wezmą się za kolej­ne fir­my, za pol­skie gór­nic­two i całą ener­ge­ty­kę”. Szef Soli­dar­no­ści” pod­kre­ślał, że rząd nie pro­wa­dzi rze­czy­wi­ste­go dia­lo­gu: Dia­log został zaora­ny przez ten rząd. Obser­wu­je­cie codzien­nie pro­te­sty rol­ni­ków, gór­ni­ków, hut­ni­ków, dziś pro­test energetyków”.

Dane przed­sta­wio­ne przez Fun­da­cję Instrat są alar­mu­ją­ce: wydo­by­cie węgla kamien­ne­go w Pol­sce spa­dło o 23 proc. w cią­gu ostat­nich trzech lat, a tyl­ko w 2024 roku Pol­ska Gru­pa Gór­ni­cza wydo­by­ła 4 mln ton węgla mniej niż rok wcze­śniej – spa­dek o 18 proc. Kosz­ty pro­duk­cji w PGGco naj­mniej dwu­krot­nie wyż­sze od kon­ku­ren­cji z Bogdanki.

Gigan­tycz­ne kosz­ty spo­łecz­ne i gospodarcze

Eks­per­ci prze­strze­ga­ją przed ogrom­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi spo­łecz­ny­mi i gospo­dar­czy­mi nie­prze­my­śla­nej restruk­tu­ry­za­cji. Według ana­liz prze­pro­wa­dzo­nych na zle­ce­nie Gór­ni­czej Izby Prze­my­sło­wo-Han­dlo­wej, wyga­sze­nie gór­nic­twa węgla kamien­ne­go może pro­wa­dzić do likwi­da­cji co naj­mniej 26,6 tys. miejsc pra­cy w fir­mach koope­ru­ją­cych z kopal­nia­mi, a w warian­cie pesy­mi­stycz­nym nawet 75,9 tys.

Tyl­ko na Gór­nym Ślą­sku pro­ces doty­ka bez­po­śred­nio ok. 83 tysię­cy pra­cow­ni­ków sek­to­ra wydo­byw­cze­go, a pośred­nio – nawet dwóch milio­nów miesz­kań­ców tere­nów uza­leż­nio­nych od gór­nic­twa. Region naj­bar­dziej nara­żo­ny to Gór­ny Śląsk, gdzie zamknię­cie zakła­dów gór­ni­czych może ozna­czać spa­dek PKB23 proc. rocznie.

Cha­os praw­ny i instytucjonalny

Eks­per­ci są zgod­ni – bez real­ne­go pla­nu trans­for­ma­cji, któ­ry uwzględ­nia tem­po spad­ku zapo­trze­bo­wa­nia na węgiel, wspar­cie dla gór­ni­ków i two­rze­nie nowych miejsc pra­cy, refor­ma gór­nic­twa jest ska­za­na na nie­po­wo­dze­nie. Pla­no­wa­na nowe­li­za­cja, zamiast uła­twiać trans­for­ma­cję, może ją jedy­nie skom­pli­ko­wać i opóź­nić. Rząd stoi przed wybo­rem: albo wyco­fać wadli­wy pro­jekt i stwo­rzyć praw­dzi­wie trans­pa­rent­ny mecha­nizm restruk­tu­ry­za­cji zgod­ny z pra­wem UE i ocze­ki­wa­nia­mi spo­łecz­ny­mi, albo dopro­wa­dzić do cha­osu praw­ne­go i spo­łecz­ne­go w jed­nym z naj­bar­dziej wraż­li­wych sek­to­rów pol­skiej gospodarki.

Resort bez ochrony

Kon­takt mini­stra Żur­ka z nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nym hisz­pań­skim dzien­ni­ka­rzem” w 2016 roku, w okre­sie aktyw­no­ści szpie­ga GRU Pablo Gon­zále­za (Paw­ła Rub­co­wa) w Pol­sce, wyma­ga bez­względ­ne­go wyja­śnie­nia – szcze­gól­nie w kon­tek­ście wzor­ca ope­ra­cyj­ne­go GRU pole­ga­ją­ce­go na budo­wa­niu rela­cji ze śro­do­wi­ska­mi praw­ny­mi i politycznymi.

Czy afe­ra byłe­go sędzie­go Toma­sza Szmyd­ta sta­no­wi poten­cjal­nie naj­więk­szą afe­rę szpie­gow­ską III Rze­czy­po­spo­li­tej z per­spek­ty­wy zagro­żeń dla bez­pie­czeń­stwa naro­do­we­go? Zoba­czy­my, bo sytu­acja jest dyna­micz­na. Z punk­tu widze­nia kontr­wy­wia­du afe­ra Szmyd­ta ujaw­nia głę­bo­ką pene­tra­cję pol­skie­go wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści przez służ­by bia­ło­ru­skie i rosyj­skie, a tak­że fun­da­men­tal­ne luki w sys­te­mie ochro­ny infor­ma­cji niejawnych. 

Brak reak­cji ze stro­ny mini­stra spra­wie­dli­wo­ści Wal­de­ma­ra Żur­ka przez dzie­więć lat, mimo ujaw­nie­nia toż­sa­mo­ści Rub­co­wa jako agen­ta GRU, pogar­sza sytu­ację z punk­tu widze­nia trans­pa­rent­no­ści. Nie­za­leż­nie od cha­rak­te­ru kon­tak­tu, mil­cze­nie w tej spra­wie jest nie­ak­cep­to­wal­ne dla oso­by peł­nią­cej funk­cję mini­stra sprawiedliwości.

Spra­wa Toma­sza Szmyd­ta sta­no­wi potwier­dzo­ny przy­pa­dek wie­lo­let­nie­go szpie­go­stwa w naj­wyż­szych struk­tu­rach wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści. To dowód na sys­te­ma­tycz­ne roz­pra­co­wy­wa­nie przez wywiad Rosji sła­be­go ogni­wa, z wyko­rzy­sta­niem luk zarów­no w prze­pi­sach, jak i bier­no­ści kontrwywiadu.

W maju 2024 roku uciekł na Bia­ło­ruś Tomasz Szmydt, były sędzia WSA w War­sza­wie. Sędzio­wie, któ­rzy mają dostęp do taj­nych infor­ma­cji nadal nie pod­le­ga­ją pro­ce­du­rom kontr­wy­wia­dow­czym, bo rząd nie zaj­mu­je się tym problemem. 

Atmos­fe­ra w wymia­rze spra­wie­dli­wo­ści jest obec­nie bli­ska wrze­niu, po tym jak kil­ka dni temu przy­po­mnia­no pew­ne nagra­nie. W wywia­dzie dla TOK FM19 maja 2016 roku Wal­de­mar Żurek, ówcze­sny sędzia Sądu Okrę­go­we­go w Kra­ko­wie i czło­nek KRS, stwier­dził w kon­tek­ście usta­wy o Try­bu­na­le Kon­sty­tu­cyj­nym: momen­tal­nie mia­łem tele­fon z Hisz­pa­nii od waż­ne­go dziennikarza”. 

W tym samym 2016 roku na por­ta­lu naiz​.eus poja­wił się arty­kuł rze­ko­mo hisz­pań­skie­go dzien­ni­ka­rza Pablo Gon­zále­za (Paw­ła Rub­co­wa) poświę­co­ny pol­skiej demo­kra­cji w kło­po­tach”, kry­ty­ku­ją­cy rząd PiS. Rub­cow pisał o skan­da­lach wokół popu­li­stycz­no-kon­ser­wa­tyw­ne­go rzą­du”, kon­flik­tach z UE i kse­no­fo­bicz­nych wypo­wie­dziach”. Przypadek?

Ana­li­za rapor­tów Rub­co­wa z lat 20162020 ujaw­nia, że zbie­rał infor­ma­cje o kon­tak­tach z oso­ba­mi zwią­za­ny­mi z pol­ską poli­ty­ką i wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści. W rela­cji z forum w Rze­szo­wie pisał do cen­tra­li GRUWyglą­da na to, że uda­ło mi się zasiać ziar­no wąt­pli­wo­ści wśród euroatlantystów”. 

Mini­ster Żurek do dzi­siaj nie zabrał gło­su w spra­wie wywia­du sprzed dzie­wię­ciu lat. Media spo­łecz­no­ścio­we i praw­ni­cy z Sto­wa­rzy­sze­nia Praw­ni­cy dla Pol­ski doma­ga­ją się wyja­śnień: Kim był odważ­ny hisz­pań­ski dzien­ni­karz, któ­re­mu Wal­de­mar Żurek rela­cjo­no­wał o mean­drach życia publicz­ne­go w Polsce?”.

Żurek mógł być celem ope­ra­cji wywia­dow­czej jako źró­dło infor­ma­cji. Rub­cow budo­wał rela­cje z wie­lo­ma oso­ba­mi ze śro­do­wisk praw­ni­czych, medial­nych i poli­tycz­nych. W tym sce­na­riu­szu kon­takt był ini­cja­ty­wą Rub­co­wa, a Żurek nie­świa­do­mie udzie­lał infor­ma­cji o sytu­acji poli­tycz­nej. Jeśli dzien­ni­ka­rzem był rze­czy­wi­ście Rub­cow, kon­takt mógł być ele­men­tem koor­dy­no­wa­nej kam­pa­nii wywie­ra­nia wpły­wu na pol­ski wymiar spra­wie­dli­wo­ści w klu­czo­wym momen­cie – pod­czas spo­ru o Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyj­ny w 2016 roku. Nie moż­na wyklu­czyć, że Żurek kon­tak­to­wał się z innym hisz­pań­skim dzien­ni­ka­rzem zain­te­re­so­wa­nym poli­ty­ką pol­ską. Wyma­ga to jed­nak wery­fi­ka­cji, któ­rej dotąd nie przeprowadzono.

Dezer­cja Szmyd­ta była szo­kiem, jed­nak­że jesz­cze więk­szym dla opi­nii publicz­nej była infor­ma­cja, że sędzio­wie bez żad­nej wery­fi­ka­cji otrzy­mu­ją dostęp do mate­ria­łów nie­jaw­nych. W prze­ci­wień­stwie do wie­lu urzęd­ni­ków nie prze­cho­dzą pro­ce­du­ry uzy­ska­nia poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa, prze­pro­wa­dza­nej przez ABW. Nie prze­cho­dzą więc postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce­go mają­ce­go na celu usta­le­nie, czy daje rękoj­mię zacho­wa­nia tajem­ni­cy. Są z niej wyłączeni. 

Jak przy­sta­ło na przed­sta­wi­cie­li nad­zwy­czaj­nej kasty”. Żeby było tra­gicz­niej, to Szmydt pod­czas swe­go orze­ka­nia w WSA w Wydzia­le II zaj­mo­wał się odwo­ła­nia­mi od nie­ko­rzyst­nych decy­zji ABW o nie­przy­zna­niu poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa. Pra­wie przez pięć lat miał do czy­nie­nia z oso­ba­mi, któ­rym służ­by odmó­wi­ły poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa, czy­li dostę­pu do taj­nych doku­men­tów. Szmydt jako sędzia Woje­wódz­kie­go Sądu Admi­ni­stra­cyj­ne­go w War­sza­wie od 2018 roku był zaan­ga­żo­wa­ny w 37 spraw zwią­za­nych z infor­ma­cja­mi nie­jaw­ny­mi i poświad­cze­nia­mi bezpieczeństwa. 

Uciecz­ka Szmyd­ta na Bia­ło­ruś nastą­pi­ła nagle, bo miał nawet zapla­no­wa­ne roz­pra­wy, np. na 4 czerw­ca 2024 r., zwią­za­ne z odmo­wa­mi wyda­nia poświad­czeń bez­pie­czeń­stwa w zakre­sie dostę­pu do infor­ma­cji nie­jaw­nych, w tym o klau­zu­lach NATO SECRET, SECRET UE i Tajne.

Na biur­ku Toma­sza Szmyd­ta znaj­do­wa­ły się akta spraw, w któ­rych były infor­ma­cje ze służb spe­cjal­nych o powo­dach zastrze­żeń do danej oso­by. Zakła­da­jąc, że Szmydt mógł mieć kon­takt z rosyj­skim lub bia­ło­ru­skim wywia­dem, infor­ma­cje, któ­re mogą posłu­żyć do szan­ta­żu deli­kwen­ta, są już w Moskwie lub Mińsku.

— Zasa­dy dostę­pu sędziów do doku­men­tów z klau­zu­la­mi taj­no­ści okre­śla­ją dwie usta­wy: ochro­nie infor­ma­cji nie­jaw­nych oraz pra­wo o ustro­ju sądów powszech­nych. Pierw­sza usta­wa wyłą­cza wła­śnie sędziów z pro­ce­du­ry poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa. Dru­ga usta­wa pre­cy­zu­je, że sędzia przed przy­stą­pie­niem do peł­nie­nia obo­wiąz­ków zapo­zna­je się z prze­pi­sa­mi o ochro­nie infor­ma­cji nie­jaw­nych i skła­da oświad­cze­nie o ich zna­jo­mo­ści. I na tym się koń­czy cała pro­ce­du­ra. Na tej pod­sta­wie sędzia może mieć dostęp do infor­ma­cji nie­jaw­nych, ale tyl­ko w zakre­sie nie­zbęd­nym do peł­nie­nia urzę­du na sta­no­wi­sku sędziow­skim, peł­nie­nia powie­rzo­nej funk­cji lub wyko­ny­wa­nia powie­rzo­nych czyn­no­ści — tłu­ma­czył Jacek Kudła, bie­gły sądo­wy, eks­pert w zakre­sie czyn­no­ści operacyjno-rozpoznawczych.

Czy funk­cjo­na­riu­sze ABW tak­że powin­ni wery­fi­ko­wać sędziów? — Powin­ni. To luka sys­te­mu. To jest koniecz­ne, aby przy­wró­cić kon­tro­lę i ochro­nę kontr­wy­wia­dow­czą rów­nież w obsza­rze sądow­nic­twa. Ta kon­tro­la, obej­mu­ją­ca m.in. postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce, nie obo­wią­zu­je od 2000 r. I w dzi­siej­szej sytu­acji nie bro­ni się w żaden spo­sób, musi być pro­wa­dzo­na — oce­niał ówcze­sny szef BBN Jacek Siewiera.

Wizja spraw­dza­nia przez ABW sędziów wywo­łu­je pro­test tego śro­do­wi­ska. Podob­nie, jak w 1989 r. wery­fi­ka­cja tych, któ­rzy wier­nie słu­ży­li komu­ni­stom. Dzi­siaj oba­wia­ją się inwi­gi­la­cji, i posłu­gu­ją się argu­men­tem, że sędzio­wie muszą nie­za­wi­śli i nie­za­leż­ni, co im gwa­ran­tu­je kon­sty­tu­cja”. To bzdura.

Dostęp do infor­ma­cji nie­jaw­nych powi­nien być przy­wi­le­jem dla sędziów zasłu­gu­ją­cych na zaufa­nie. Nie ma przy­mu­su orze­ka­nia w spra­wach, w któ­rych poja­wia­ją się infor­ma­cje taj­ne ze wzglę­du na bez­pie­czeń­stwo pań­stwa, szcze­gól­nie w cza­sie woj­ny za wschod­nią gra­ni­cą i agre­syw­nej dzia­łal­no­ści rosyj­skich i bia­ło­ru­skich służb spe­cjal­nych w Pol­sce. – Upo­rząd­ko­wa­nie tego pro­ble­mu jest pro­ste. Tyl­ko sędzio­wie, któ­rzy wyra­zi­li­by zgo­dę na prze­pro­wa­dze­nie postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce­go przez ABW powin­ni orze­kać w spra­wach, w któ­rych poja­wia­ją się taj­ne infor­ma­cje – wyja­śnia jeden z sędziów.

Na liście kon­tak­tów Szmyd­ta ziden­ty­fi­ko­wa­no Artu­ra Gaj­ko, funk­cjo­na­riu­sza bia­ło­ru­skie­go GUBO­PiK (jed­nost­ka MSW ds. wal­ki z prze­stęp­czo­ścią zor­ga­ni­zo­wa­ną), któ­ry pod przy­kry­ciem prze­nik­nął do struk­tur bia­ło­ru­skiej opo­zy­cji. Szmydt publicz­nie przy­znał w rosyj­skich mediach, że był zaan­ga­żo­wa­ny jako sędzia w spra­wy służb spe­cjal­nych w Polsce”.

Na 56-let­nim Szmyd­cie cią­ży zarzut szpie­go­stwa. Zgod­nie z art. 130 par. 1, kto bie­rze udział w dzia­łal­no­ści obce­go wywia­du albo dzia­ła na jego rzecz prze­ciw­ko RP, pod­le­ga karze pozba­wie­nia wol­no­ści na czas nie krót­szy niż pięć lat. Art. 130 kk par. 5 sta­no­wi, że jeśli tego czy­nu dopu­ści się funk­cjo­na­riusz publicz­ny, kara wyno­si od ośmiu lat wię­zie­nia do doży­wo­cia. Gdy­by sędzio­wie pod­le­ga­li­by pro­ce­du­rze kontr­wy­wia­dow­czej, to być może szpie­ga ABW wykry­ła­by wcześniej.