Nikisz

Kli­mat Ślą­ska, jakie­go nie zna­my i już zapew­ne nie pozna­my

Podwór­ko

Zawsze mnie fascy­no­wa­ły…

Kolo­nia Alfre­da

Kawa­łek Ślą­ska, któ­ry wkrót­ce znik­nie…

Czer­wo­ną cegłę pokry­je este­tycz­ny, świe­ży tynk, a na dachach dziw­na fun­da­cja, któ­ra dzię­ki łasce władz Kato­wic dosta­ła ten teren wraz z budyn­ka­mi, usta­wi sola­ry”. Bez zezwo­le­nia. Bo po co bawić się w papier­ki…

Zmia­ny, zmia­ny…

Krzysz­tof Koła­czek, szef Pro­ku­ra­tu­ry Okrę­go­wej w Kato­wi­cach w mar­cu odej­dzie w stan spo­czyn­ku. 

PO KATOWICE   Strona główna

O Kołacz­ku pisa­łem w 2011 roku (!) na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl

Poni­żej ów tekst sprzed lat.

Czy szef kato­wic­kiej Pro­ku­ra­tu­ry Okrę­go­wej zła­mał usta­wę o pro­ku­ra­tu­rze, naka­zu­jąc swe­mu pod­wład­ne­mu wyco­fa­nie się z decy­zji o przed­sta­wie­niu zarzu­tów wice­mi­ni­stro­wi finan­sów?

Doświad­cze­nia pro­ku­ra­to­ro­wi Krzysz­to­fo­wi Kołacz­ko­wi odmó­wić nie moż­na. Koła­czek ma 60 lat, jest oso­bą zna­ną w śro­do­wi­sku zwią­za­nym ze ślą­skim wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści. Przed 1990 r. pra­co­wał w pro­ku­ra­tu­rze rejo­no­wej w Rudzie Ślą­skiej, potem przez trzy lata był refe­ren­tem w wydzia­le śled­czym ówcze­snej pro­ku­ra­tu­ry woje­wódz­kiej. W latach 199395 kie­ro­wał tym wydzia­łem, a od lute­go 1995 był zastęp­cą sze­fa pro­ku­ra­tu­ry; m.in. spra­wo­wał nad­zór nad postę­po­wa­niem sądo­wym i przy­go­to­waw­czym.

W ubie­głym roku [czy­li 2010 r. – TS] został sze­fem Pro­ku­ra­tu­ry Okrę­go­wej w Kato­wi­cach. To rekor­dzi­sta, bo przez 14 lat był wice­sze­fem tej pro­ku­ra­tu­ry, a od grud­nia 2009 roku peł­nił obo­wiąz­ki jej sze­fa. Kołacz­ko­wi powie­rzo­no obo­wiąz­ki sze­fa kato­wic­kiej pro­ku­ra­tu­ry, po odwo­ła­niu ze sta­no­wi­ska prok. Ewy Zuwa­ły.

W latach 90. ubie­głe­go stu­le­cia prok. Koła­czek był zaan­ga­żo­wa­ny w pro­wa­dzo­ne w Kato­wi­cach gło­śne śledz­twa, m.in. w spra­wie domnie­ma­nej korup­cji w poznań­skiej poli­cji, tzw. afe­ry cukrow­ni­czej oraz w afe­rach zwią­za­nych z gór­nic­twem. Od 2000 r. jest pro­ku­ra­to­rem Pro­ku­ra­tu­ry Ape­la­cyj­nej.

W tym życio­ry­sie pro­fe­sjo­na­li­sty brak jed­nak kil­ku spraw, o któ­rych pro­ku­ra­tor Koła­czek wolał­by zapew­ne zapo­mnieć. Tak jak o spra­wie Boże­ny Cząst­ki, filo­lo­ga i języ­ko­znaw­cy z Kato­wic, któ­ra w latach 80. była inwi­gi­lo­wa­na przez SB w ramach pro­wa­dzo­nej w latach 198486 spra­wy Gru­pa”.

Esbe­cja obję­ła nią pra­cow­ni­ków Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go oraz robot­ni­ków Huty Pokój. Koła­czek był pro­ku­ra­to­rem w Rudzie Ślą­skiej, któ­ry aresz­to­wał B. Cząst­kę w 1984 roku.

- Pamię­tam Kołacz­ka jako cynicz­ne­go pro­ku­ra­to­ra, któ­ry za wszel­ką cenę chciał się wyka­zać wykry­ciem zor­ga­ni­zo­wa­nej gru­py opo­zy­cyj­nej. Tra­fi­łam do aresz­tu na kil­ka tygo­dni wła­śnie na jego wnio­sek. Do roz­pra­wy w sądzie nie doszło, gdyż obję­ła nas amne­stia. Gdy­by nie ona, to mogli­śmy tra­fić do wię­zie­nia na kil­ka lat. Ten areszt zawa­żył na całym moim życiu, bo nie zosta­łam wte­dy na uczel­ni i moja karie­ra zawo­do­wa poto­czy­ła się ina­czej - mówi dr Boże­na Cząst­ka-Szy­mon.

Inne postę­po­wa­nia, w któ­rych wystę­pu­je pro­ku­ra­tor Krzysz­tof Koła­czek, to m.in. spra­wa zatrzy­ma­nia przez patrol MO wio­sną 1982 roku czte­rech osób, pod­czas malo­wa­nia haseł na ścia­nach budyn­ków w Sosnow­cu. Bia­łą far­bą nama­lo­wa­no zna­ki Pol­ska Wal­czą­ca” i napi­sy KPN” oraz Precz z par­tią”.

W pro­ce­sie, pro­wa­dzo­nym zgod­nie z prze­pi­sa­mi sta­nu wojen­ne­go w try­bie doraź­nym, zapa­dły wyso­kie wyro­ki. Zbi­gniew Anto­sik i Miro­sław Mar­ci­niak zosta­li ska­za­ni na pół­to­ra roku pozba­wie­nia wol­no­ści oraz grzyw­ny po 10 tysię­cy zł. Jerzy Olszew­ski i Roman Tol­ka – na 9 mie­się­cy wię­zie­nia.

Dzia­ła­cze ślą­sko-dąbrow­skiej Soli­dar­no­ści” pamię­ta­ją tak­że pro­ku­ra­to­ra Kołacz­ka z cza­sów tuż przed wpro­wa­dze­niem sta­nu wojen­ne­go – z okre­su kar­na­wa­łu Soli­dar­no­ści”.

Tro­chę histo­rii:

271981 r. na pla­cu przed głów­ną bra­mą do KWK Sosno­wiec” oko­ło połu­dnia nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ni spraw­cy wyrzu­ci­li z samo­cho­du oso­bo­we­go trzy fiol­ki z gazem, z któ­rych dwie pozo­sta­ły nie­usz­ko­dzo­ne, zaś z jed­nej zaczął się wydo­by­wać nie­wi­docz­ny, ale moc­no gry­zą­cy gaz. W cią­gu kil­ku godzin z obja­wa­mi zatru­cia do szpi­ta­la tra­fi­ło ponad sześć­dzie­siąt osób – w więk­szo­ści pra­cow­ni­ków kopal­ni, a tak­że miesz­kań­ców pobli­skich blo­ków, w tym kil­ko­ro dzie­ci.

Całe zaj­ście mia­ło zwią­zek z wyzna­czo­ną na ten sam dzień przed Sądem Rejo­no­wym roz­pra­wą prze­ciw­ko Woj­cie­cho­wi Figlo­wi i sied­miu innym dzia­ła­czom S” z KWK Sosno­wiec, któ­rzy pod­czas straj­ku ostrze­gaw­cze­go 7 VIII 1981 ze wzglę­dów bez­pie­czeń­stwa odizo­lo­wa­li od zało­gi, dyrek­cję kopal­ni, sekre­ta­rza POP PZPR i prze­wod­ni­czą­ce­go Rady Zakła­do­wej ZZG. Następ­nie usu­nę­li umiesz­czo­ną na kopal­nia­nym szy­bie pię­cio­ra­mien­ną czer­wo­ną gwiaz­dę.

Jesz­cze w tym samym dniu zało­ga kopal­ni Sosno­wiec” ogło­si­ła strajk oku­pa­cyj­ny, żąda­jąc oczysz­cze­nia ska­żo­ne­go miej­sca i przy­by­cia przed­sta­wi­cie­li władz. Stan nie­pew­no­ści o zdro­wie i życie poszko­do­wa­nych utrzy­my­wał się do nocy. Dopie­ro po pół­no­cy oka­za­ło się, iż gaz z fiol­ki (doda­wa­ny w nie­du­żych ilo­ściach do gazu ziem­ne­go czte­ro­hy­dro­tio­fen) był nie­groź­ny dla życia.

Cała spra­wa nabra­ła jed­nak duże­go roz­gło­su, o pro­wo­ka­cji pisa­ły zagra­nicz­ne agen­cje i służ­by infor­ma­cyj­ne Soli­dar­no­ści”. 3 XI 1981 na biur­kach naj­waż­niej­szych dygni­ta­rzy par­tyj­nych w kra­ju zna­lazł się spe­cjal­ny raport poświę­co­ny zaj­ściom w kopal­ni Sosno­wiec. Pro­test trwał kil­ka­na­ście dni i zakoń­czo­ny został dopie­ro 12 XI 1981, po wie­lu nego­cja­cjach, wizy­cie w kopal­ni Lecha Wałę­sy oraz po wyemi­to­wa­niu w TVP kon­fe­ren­cji pra­so­wej z udzia­łem przed­sta­wi­cie­li straj­ku­ją­cych gór­ni­ków.

Pamię­tam, że śledz­two w tej spra­wie pro­wa­dził mło­dy pro­ku­ra­tor z Rudy Ślą­skiej, nazwi­skiem Koła­czek. Musiał cie­szyć się dużym zaufa­niem swo­ich prze­ło­żo­nych, sko­ro powie­rzo­no mu tak draż­li­wą poli­tycz­nie spra­wę. Po kil­ku tygo­dniach spra­wę umo­rzo­no z powo­du nie­wy­kry­cia spraw­ców

– wspo­mi­na dzia­łacz S” z Sosnow­ca, któ­ry nawet dzi­siaj pro­si o ano­ni­mo­wość.

W ponie­dzia­łek w Pro­ku­ra­tu­rze Okrę­go­wej w Kato­wi­cach poja­wił się rzecz­nik rzą­du Paweł Graś. Jest świad­kiem w śledz­twie doty­czą­cym należ­no­ści podat­ko­wych Rafi­ne­rii Trze­bi­nia. Pro­ku­ra­to­rzy z Kato­wic bada­ją, czy nie doszło do prze­kro­cze­nia upraw­nień i dzia­ła­nia na szko­dę inte­re­su publicz­ne­go przez funk­cjo­na­riu­szy publicz­nych, w związ­ku z wyda­niem przez dyrek­to­ra Urzę­du Kon­tro­li Skar­bo­wej w Kra­ko­wie wyni­ków koń­czą­cych postę­po­wa­nie kon­tro­l­ne w Rafi­ne­rii Trze­bi­nia”.

Według por­ta­lu Tvn24​.pl został wezwa­ny na prze­słu­cha­nie, bo pro­ku­ra­tor pro­wa­dzą­cy śledz­two praw­do­po­dob­nie z bil­lin­gów odkrył, że obec­ny rzecz­nik rzą­du kon­tak­to­wał się z wice­mi­ni­strem finan­sów Andrze­jem Para­fia­no­wi­czem pod koniec sierp­nia 2008 roku.

Wte­dy do sie­dzi­by kra­kow­skie­go UKS przy­je­chał pra­cow­nik z Mini­ster­stwa Finan­sów z dekre­tem odwo­łu­ją­cym dyrek­to­ra Mariu­sza Piąt­kow­skie­go i powo­łu­ją­cym nowe­go dyrek­to­ra Hen­ry­ka Surow­ca. Posła­niec zeznał, że z misją wysłał go wice­mi­ni­ster Para­fia­no­wicz. Jed­nak do odwo­ła­nia dyrek­to­ra nie doszło. Pra­cow­nik resor­tu zeznał, że zadzwo­nił do nie­go wice­mi­ni­ster i kazał wra­cać do War­sza­wy bez wrę­cze­nia dekre­tu

- napi­sał tvn24​.pl.

Po wizy­cie posłań­ca z resor­tu dyrek­tor Piąt­kow­ski zmie­nił decy­zję w spra­wie Trze­bi­ni (osta­tecz­nie ogło­szo­no ją 27 listo­pa­da 2008 roku). Fir­ma nie musia­ła zapła­cić gigan­tycz­nej akcy­zy w wyso­ko­ści 900 mln zł. Wcze­śniej zapew­niał pro­ku­ra­to­rów wal­czą­cych z mafią pali­wo­wą, że to Trze­bi­nia jako wytwór­ca paliw musi zapła­cić akcy­zę

- podał por­tal.

Zarzu­ty prze­kro­cze­nia upraw­nień pro­ku­ra­tor Rafał Nagrodz­ki z wydzia­łu PZ kato­wic­kiej okrę­gów­ki” zamie­rzał kil­ka­na­ście dni temu posta­wić A. Para­fia­no­wi­czo­wi.

Cho­dzi­ło o odstą­pie­nie od dorę­cze­nia aktów nomi­na­cji nowe­go dyrek­to­ra UKS i odwo­ła­nia poprzed­nie­go. Jed­nak posta­no­wie­nie Nagrodz­kie­go o przed­sta­wie­niu zarzu­tów z 14 mar­ca uchy­lił 22 mar­ca Krzysz­tof Koła­czek, szef pro­ku­ra­tu­ry okrę­go­wej w Kato­wi­cach, uzna­jąc tę decy­zję za przed­wcze­sną.

I tu zaczy­na się seria pytań. Otóż pro­ku­ra­tor Koła­czek zda­niem moich roz­mów­ców nie miał pra­wa takiej decy­zji pod­jąć. Dla­cze­go? Wyja­śnia to Usta­wa o pro­ku­ra­tu­rze”.

Wyni­ka z niej, że:

Art. 8. 1. Pro­ku­ra­tor przy wyko­ny­wa­niu czyn­no­ści okre­ślo­nych w usta­wach jest nie­za­leż­ny, z zastrze­że­niem prze­pi­sów ust. 2 oraz art. 8a i 8b.

2. Pro­ku­ra­tor jest obo­wią­za­ny wyko­ny­wać zarzą­dze­nia, wytycz­ne i pole­ce­nia prze­ło­żo­ne­go pro­ku­ra­to­ra. Zarzą­dze­nia, wytycz­ne i pole­ce­nia nie mogą doty­czyć tre­ści czyn­no­ści pro­ce­so­wej.

3. Zarzą­dze­nia i wytycz­ne doty­czą­ce kon­kret­nie ozna­czo­nej spra­wy oraz pole­ce­nia są włą­cza­ne do akt spra­wy.

oraz

Art. 8a. 1. Pro­ku­ra­tor bez­po­śred­nio prze­ło­żo­ny upraw­nio­ny jest do zmia­ny lub uchy­le­nia decy­zji pro­ku­ra­to­ra pod­le­głe­go. Zmia­na lub uchy­le­nie decy­zji wyma­ga for­my pisem­nej i jest włą­cza­na do akt spra­wy.

Art. 8b. 1. Pro­ku­ra­tor prze­ło­żo­ny może powie­rzyć pod­le­głym pro­ku­ra­to­rom wyko­ny­wa­nie czyn­no­ści nale­żą­cych do jego zakre­su dzia­ła­nia, chy­ba że usta­wa zastrze­ga okre­ślo­ną czyn­ność wyłącz­nie do jego wła­ści­wo­ści.

Tyle prze­pi­sy. Ich inter­pre­ta­cja powin­na być jed­na­ko­wa. Decy­zje też, ale tak nie jest.

Pod­ję­cie takiej decy­zji przez doświad­czo­ne­go pro­ku­ra­to­ra, za jakie­go uwa­ża­ny jest Koła­czek, jest dla mnie zupeł­nie nie­zro­zu­mia­łe. Zgod­nie z usta­wą o pro­ku­ra­tu­rze, prze­ło­żo­ny może zmie­nić lub uchy­lić decy­zję śled­cze­go. Jed­nak nie doty­czy to posta­no­wie­nia o przed­sta­wie­niu zarzu­tów. Według niej szef, któ­ry uzna, że nie ma pod­staw do posta­wie­nia zarzu­tów, powi­nien prze­jąć spra­wę i umo­rzyć postę­po­wa­nie prze­ciw­ko danej oso­bie

– mówi Mał­go­rza­ta Bed­na­rek, sze­fo­wa Sto­wa­rzy­sze­nia Pro­ku­ra­to­rów Ad Vocem”.

Po uchy­le­niu decy­zji o przed­sta­wie­niu zarzu­tów obroń­cy podej­rza­ne­go mogli­by wska­zy­wać, że doszło do quasi-umo­rze­nia postę­po­wa­nia prze­ciw­ko oso­bie. Zgod­nie z prze­pi­sa­mi po upły­wie sze­ściu mie­się­cy, ponow­ne przed­sta­wie­nie jej zarzu­tów było­by nie­do­pusz­czal­ne i spra­wy nie ma

– wyja­śnia M. Bed­na­rek.

– Jeże­li tak było, to kwa­li­fi­ku­je się to do postę­po­wa­nia dys­cy­pli­nar­ne­go – doda­ją inni pod­wład­ni pro­ku­ra­to­ra okrę­go­we­go.


Tyle arty­kuł sprzed lat. Zgad­nij­cie, czy jakie­kol­wiek postę­po­wa­nie dys­cy­pli­nar­ne zosta­ło wsz­czę­te?

Tajem­ni­ca poko­ju 2609

Coraz wię­cej zna­ków zapy­ta­nia poja­wia się wokół śmier­ci Andrze­ja Jagieł­ło, mene­dże­ra z bran­ży węglo­wej, któ­ry zde­cy­do­wał się na współ­pra­cę z pro­ku­ra­tu­rą. Zło­żył zezna­nia o gigan­tycz­nym korup­cyj­nym ukła­dzie w gór­nic­twie. I nie żyje.

Ofi­cjal­nie przy­czy­ną śmier­ci biz­nes­me­na z bran­ży gór­ni­czej Andrze­ja Jagieł­ły (uży­wał zniem­czo­nej wer­sji swe­go nazwi­ska – Jagiel­lo), któ­ry od 1981 roku miesz­kał w Austrii w Unzmarkt-Frau­en­burg było samo­bój­stwo. Czy tak było napraw­dę?

andrzej jagiello

27 lute­go 2014 roku w poko­ju nr 2609 w Hote­lu Qubus Pre­sti­ge w Kato­wi­cach, cia­ło Jagieł­ły wiszą­ce na pętli z paska na uchwy­cie od ręcz­ni­ka zna­lazł jego adwo­kat oraz ofi­cer ABW. Przy­je­cha­li do hote­lu, zanie­po­ko­je­ni nie­obec­no­ścią Jagieł­ły na waż­nych kon­fron­ta­cjach, któ­re od dwóch dni trwa­ły z jego udzia­łem w kato­wic­kiej Dele­ga­tu­rze ABW.

Kie­dy weszli do poko­ju hote­lo­we­go, i zoba­czy­li cia­ło, odcię­li wiszą­ce­go biz­nes­me­na. Roz­po­czę­li reani­ma­cję i wezwa­li pomoc. Szyb­ko przy­je­cha­ła karet­ka pogo­to­wia. Lekar­ka po reani­ma­cji stwier­dzi­ła zgon.

Pro­ku­ra­tu­ra wsz­czę­ła śledz­two. Jed­nak dopie­ro 3 mar­ca, w ponie­dzia­łek – czy­li czte­ry dni po śmier­ci Jagieł­ły zosta­ła prze­pro­wa­dzo­na sek­cja zwłok. Autop­sja stwier­dza, iż przy­czy­ną śmier­ci mogło być:

Udu­sze­nie gwał­tow­ne w wyni­ku zagar­dle­nia przez powie­sze­nie. […] Powierz­chow­ne, poje­dyn­cze uszko­dze­nia skó­ry w obrę­bie lewe­go nad­garst­ka są cha­rak­te­ry­stycz­ne dla tzw. samo­oka­le­czeń. Nic nie sprze­ci­wia się przy­ję­ciu, że udu­sze­nie to mogło mieć cha­rak­ter samo­bój­czy”.

Odkry­to tak­że siniak po wkłu­ciu igły w lewym przed­ra­mie­niu. Skąd wziął się ten siniec, sko­ro w doku­men­ta­cji pogo­to­wia ratun­ko­we­go nie ma infor­ma­cji o tym, aby pod­czas reani­ma­cji doko­ny­wa­no jakich­kol­wiek zastrzy­ków?

Śledz­two, któ­re mia­ło wyja­śnić przy­czy­ny śmier­ci głów­ne­go świad­ka w afe­rze korup­cyj­nej w gór­nic­twie umo­rzo­no. Pro­ku­ra­tu­ra, mię­dzy inny­mi na pod­sta­wie opi­nii bie­głe­go psy­cho­lo­ga i wyni­ków sek­cji zwłok przy­ję­ła, że Jagieł­ło popeł­nił samo­bój­stwo, bo był w depre­sji.

Jed­nak szyb­ko poja­wi­ły się wąt­pli­wo­ści. Oka­za­ło się, że w dniu śmier­ci Jagieł­ło wyszedł z hote­lu tuż przed godzi­ną 7. Po kil­ku­na­stu minu­tach wró­cił. Ode­brał od recep­cjo­ni­sty koper­tę z logo Pol­skie­go Kon­cer­nu Ener­ge­tycz­ne­go. Potem oka­za­ło się, że w tej koper­cie ktoś prze­ka­zał Jagiel­le ponad 10 tysię­cy zło­tych. Kto? Tego nie usta­lo­no. Nie zabez­pie­czo­no bowiem nagrań z hote­lo­wych kamer.

Nie zna­le­zio­no tak­że lap­to­pa, z któ­rym biz­nes­men się nie roz­sta­wał. Co się z nim sta­ło? Nie wia­do­mo.

Nie uda­ło się eks­per­tom pro­ku­ra­tu­ry poznać zawar­to­ści zako­do­wa­ne­go iPho­na ani ewen­tu­al­ne­go logo­wa­nia się tele­fo­nu i kom­pu­te­ra w hote­lo­wej sie­ci. Dla­cze­go to takie waż­ne?

Otóż kil­ka godzin przez śmier­cią w inter­ne­to­wym wyda­niu Gaze­ty Wybor­czej uka­zał się arty­kuł. Dzien­ni­ka­rze śled­czy” dono­si­li o wyro­ku nie­ist­nie­ją­ce­go Sądu Euro­pej­skie­go”, w wyni­ku któ­re­go Jagieł­ło musi zapła­cić kon­cer­no­wi San­dvik 2 milio­ny euro odszko­do­wa­nia za korum­po­wa­nie pre­ze­sów gór­ni­czych spół­ek. Potem oka­za­ło się, że arty­kuł szyb­ko został ze stro­ny Wybor­czej usu­nię­ty, a San­dvik nigdy z takim powódz­twem nie wystę­po­wał…

[…]

Ingrid Jagiel­lo, żona biz­nes­me­na jest dyplo­mo­wa­nym psy­cho­lo­giem. Ma gabi­net lekar­ski w Austrii, w któ­rym od pew­ne­go cza­su pra­co­wał jej mąż. Sta­now­czo zde­men­to­wa­ła wer­sję o depre­sji” czy zała­ma­niu ner­wo­wym” męża, któ­re mogło dopro­wa­dzić do tar­gnię­cia się na życie. Jed­no­cze­śnie zde­cy­do­wa­nie odmó­wi­ła śled­czym przy­jaz­du do Pol­ski, aby zło­żyć zezna­nia, gdyż – jak wyja­śni­ła – oba­wia się o swo­je życie”. Zosta­ła prze­słu­cha­na w Austrii.

Dobry stan psy­chicz­ny Jagieł­ły potwier­dzi­li rów­nież jego adwo­kat, a tak­że ofi­cer ABW i pro­wa­dzą­cy postę­po­wa­nie w spra­wie gór­ni­czej korup­cji pro­ku­ra­tor Pro­ku­ra­tu­ry Ape­la­cyj­nej w Kato­wi­cach.

Pro­ku­ra­tor zaj­mu­ją­cy się wyja­śnie­niem śmier­ci Jagieł­ły nie prze­pro­wa­dził jed­nak eks­pe­ry­men­tu, któ­ry wyka­zał­by, czy alu­mi­nio­wy wie­szak na ręcz­nik w hote­lo­wej łazien­ce był w sta­nie utrzy­mać ważą­ce­go ponad 80 kilo­gra­mów samo­bój­cę”.

Mimo wie­lu nie­ja­sno­ści wokół przy­czyn śmier­ci Jagieł­ły, głów­ne­go świad­ka w jed­nej z naj­więk­szych afer korup­cyj­nych w gór­nic­twie, śled­czy pozwo­li­li na znisz­cze­nie pobra­nych pod­czas sek­cji wycin­ków tka­nek i pró­bek.

[…]

Mecha­nizm korup­cji

Dotar­łem do listu Andrze­ja Jagieł­ły, któ­ry tak opi­sy­wał korup­cyj­ny pro­ce­der:

W moich zezna­niach uży­wa­łem cały czas ter­mi­ny »pro­wi­zje«. Mia­łem na myśli kwo­ty, któ­rych doma­ga­li się przed­sta­wi­cie­le kopal­ni i spół­ek węglo­wych za pod­pi­sy­wa­nie umów na sprze­daż maszyn gór­ni­czych, za pod­pi­sy­wa­nie umów na ich remon­ty lub leasing czy wyna­jem, za dosta­wę czę­ści zamien­nych czy uzy­ska­nie płat­no­ści za wysta­wio­ne fak­tu­ry. To ze stro­ny przed­sta­wi­cie­li kopal­ni i spół­ek węglo­wych wycho­dzi­ła ini­cja­ty­wa roz­mo­wy o pro­wi­zjach, i oni tego żąda­li. Mój zastęp­ca do spraw han­dlo­wych Wacław B. wspo­mi­nał, że wrę­czał pro­wi­zje jakie­muś związ­kow­co­wi z jed­nej z kopal­ni nale­żą­cej do KHW SA, i z tego co pamię­tam nazy­wał on się Adam B. Był jego kole­gą”.

Mecha­nizm prze­ka­zy­wa­nia łapó­wek, któ­rych doma­ga­ły się gór­ni­cze szy­chy, był nastę­pu­ją­cy:

Pro­wi­zje były wypła­ca­ne naj­pierw z Austrii, a potem poprzez fir­mę Euro­lo­gi­sty­ka lub Inve­stia. Jeże­li cho­dzi o tę dru­gą fir­mę, to wszy­scy w VATGT byli prze­ko­na­ni, że ta fir­ma zaj­mu­je się dla naszej spół­ki ścią­ga­niem wie­rzy­tel­no­ści z kopalń, i taka była praw­da. Jed­nak to Inve­stia wrę­cza­ła też pro­wi­zje przed­sta­wi­cie­lom kopal­ni i spół­ek węglo­wych. W Voest Alpi­ne o wrę­cza­niu pro­wi­zji i spo­so­bie jej fina­so­wa­nie wie­dział pre­zes VA i dyrek­tor”.

Wacław B. był auto­rem ano­ni­mu, któ­ry tra­fił w 2012 roku do ABW. Infor­mo­wał w nim, że Voest Alpi­ne, a póź­niej San­dvik korum­po­wał gór­ni­cze szy­chy. Chciał skom­pro­mi­to­wać Jagieł­łę. Może dla­te­go, że poja­wia­ły się infor­ma­cje o pro­wa­dzo­nym śledz­twie.

Spra­wa korup­cji doty­czy­ła nie tyl­ko pra­cow­ni­ków ślą­skich kopalń węgla kamien­ne­go, ale tak­że gieł­do­wych spół­ek: KGHM Pol­ska Miedź i Lubel­ski Węgiel Bog­dan­ka.

Według Jagieł­ły łącz­na wyso­kość wrę­czo­nych łapó­wek (ele­ganc­ko zwa­nych pro­wi­zja­mi”), się­ga­ła ponad 30 mln zło­tych. Korup­cyj­ny pro­ce­der trwał przez 11 lat (19962007). Do sądów tra­fi­ło na razie 6 aktów oskar­że­nia.

Pierw­sze zezna­nia w ABW Andrzej Jagieł­ło zło­żył w 2011 roku. Wcze­śniej, w 2010 roku pró­bo­wał nawią­zał kon­takt w tej spra­wie ze Zbi­gnie­wem Was­ser­man­nem, ówcze­snym koor­dy­na­to­rem służb spe­cjal­nych.

Służ­by w cie­niu

W lip­cu 2012 roku Jagieł­ło został pre­ze­sem zarzą­du Kopex SA, poten­ta­ta w bran­ży maszyn gór­ni­czych. Po 11 mie­sią­cach został zwol­nio­ny ze sta­no­wi­ska. Zbie­gło się to w cza­sie, kie­dy do mediów prze­cie­kły infor­ma­cje o jego roli w pro­wa­dzo­nym śledz­twie korup­cyj­nym. Jego miej­sce zajął Józef Wol­ski, któ­ry zasia­dał w zarzą­dzie Kope­xu i nie darzył sym­pa­tią Jagieł­łę.

– Kie­dy poja­wi­ła się infor­ma­cja w radiu o śmier­ci Jagieł­ły, jecha­li­śmy wte­dy do Zako­pa­ne­go. Nie zapo­mnę nigdy tego wybu­chu rado­ści kil­ku osób – sły­szę od jed­ne­go z byłych mene­dże­rów Kope­xu. – Jagieł­łę nie lubia­no, bo był wynio­sły, znał języ­ki a przede wszyst­kim chciał wpro­wa­dzić nowo­cze­sne meto­dy zarzą­dza­nia. Nie­któ­rym leśnym dziad­kom” z Kope­xu to się nie podo­ba­ło – doda­je.

Wol­ski zde­cy­do­wał nawet o zło­że­niu pozwu prze­ciw­ko Jagiel­le za to, że ten dopro­wa­dził do strat wize­run­ko­wych spół­ki”. Sąd jed­nak pozew odrzu­cił.

Nie­wy­klu­czo­ne, że nie­chęć Wol­skie­go do Jagieł­ły mia­ła też inne pod­ło­że.

Otóż, jak wyni­ka z mate­ria­łów zacho­wa­nych w IPN w aktach Zarzą­du II Szta­bu Gene­ral­ne­go Wol­ski wystę­pu­je w latach 197884 jako tzw. adre­sów­ka (pseu­do­nim Eko­no­mi­sta”, 300”). To oso­ba, na któ­rej adres zamiesz­ka­nia wysy­ła­no prze­sył­ki pocz­to­we (listy, pocz­tów­ki, tele­gra­my, pacz­ki) z ukry­tą tre­ścią lub zawar­to­ścią sta­no­wią­cą infor­ma­cję wywia­dow­czą prze­zna­czo­ną dla orga­nu wywia­du lub oso­by zwią­za­nej z wywia­dem.

Zapy­ta­łem pre­ze­sa Kopex SA o to, czy był współ­pra­cow­ni­kiem służb PRL i czy spo­tka­ły go jakieś repre­sje w tam­tych latach?

- Nie byłem współ­pra­cow­ni­kiem służb spe­cjal­nych. Kil­ka­krot­nie odmó­wio­no mi wyda­nia pasz­por­tu, nato­miast jako ambit­ny mło­dy czło­wiek sta­ra­łem się poka­zać, że posia­dam wie­dzę i wyso­kie kom­pe­ten­cje, aby awan­so­wać w hie­rar­chii gór­ni­czej struk­tu­ry orga­ni­za­cyj­nej. Stąd od 1979 roku zosta­łem dyrek­to­rem eko­no­micz­nym kopal­ni, a od 1983 roku dyrek­to­rem eko­no­micz­nym jede­na­stu kopalń

wyja­śnia J. Wol­ski.

Myli się. Z jego akt pasz­por­to­wych wyni­ka, że Wol­ski bez pro­ble­mu w cza­sach PRL dosta­wał pasz­port. Wyjeż­dżał na Zachód wie­le razy, w tym nawet z dziec­kiem. Był też człon­kiem Ochot­ni­czej Rezer­wy Mili­cji Oby­wa­tel­skiej, ofi­ce­rem rezer­wy woj­ska. Jego ojciec – wice­dy­rek­to­rem dele­ga­tu­ry NIK w Kato­wi­cach, a brat – zawo­do­wym woj­sko­wym.

Jagieł­ło wyje­chał z Pol­ski w 1981 roku. Był wte­dy stu­den­tem IV roku Wyż­szej Szko­ły Inży­nier­skiej im. Juri­ja Gaga­ri­na w Zie­lo­nej Górze. Dostał pasz­port na orga­ni­zo­wa­ny przez stu­denc­ki klub spe­le­olo­gicz­ny na wyjazd do Austrii. Wyje­chał w czerw­cu 1981 roku i już do Pol­ski nie wró­cił.

– To był kla­sycz­ny spo­sób prze­rzu­ca­nia wów­czas współ­pra­cow­ni­ków cywil­ne­go wywia­du zagra­ni­cę. Brak jakich­kol­wiek śla­dów inwi­gi­la­cji rodzi­ny Jagieł­ły po jego uciecz­ce z kra­ju może świad­czyć o tym, iż był współ­pra­cow­ni­kiem służb spe­cjal­nych. Może o tym świad­czyć dal­szy roz­wój jego karie­ry 

wyja­śnia jeden z moich roz­mów­ców.

Wice­mi­ni­ster bie­rze w łapę

Czy Jagieł­ło zde­cy­do­wał się zezna­wać w zamian za bez­kar­ność? Nie­wy­klu­czo­ne. Moż­li­we, że został do tych zeznań nakło­nio­ny. Być może była to wal­ka służb o wpły­wy w gór­nic­twie.

Pro­ku­ra­tor Jerzy Gajew­ski z Pro­ku­ra­tu­ry Ape­la­cyj­nej był bar­dzo zado­wo­lo­ny z zeznań Jagieł­ły, któ­ry dosko­na­le znał gór­ni­czą bran­żę i obo­wią­zu­ją­ce w niej regu­ły. Zdą­żył swo­imi zezna­nia­mi i prze­ka­za­ny­mi ABW oraz pro­ku­ra­tu­rze doku­men­ta­mi obcią­żyć pra­wie 30 osób. W tym byłych pre­ze­sów Kom­pa­nii Węglo­wej, Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go, byłe­go pre­ze­sa Pol­skie­go Kon­cer­nu Ener­ge­tycz­ne­go i dyrek­to­rów kopal­ni, przed­sta­wi­cie­li KGHM oraz Lubel­skie­go Węgla Bog­dan­ka.

Za ujaw­nie­nie korup­cji i zło­że­nie obszer­nych zeznań Jagieł­ło otrzy­mał sta­tus małe­go świad­ka koron­ne­go” oraz zapew­nie­nie bez­kar­no­ści. Jagieł­ło jed­nak dosko­na­le sobie zda­wał spra­wę z tego, że jest w bran­ży gór­ni­czej spa­lo­ny”.

– To był nie­sa­mo­wi­ty świa­dek, źró­dło ogrom­nej wie­dzy o ludziach i inte­re­sach w węglo­wej bran­ży. Miał feno­me­nal­ną pamięć oraz skłon­ność do cho­mi­ko­wa­nia” doku­men­tów. Na przy­kład, gdy­by nie przedaw­nie­nie to posta­wi­li­by­śmy zarzu­ty byłe­mu wice­mi­ni­stro­wi. Andrzej Jagieł­ło razem z nim był w Szwaj­ca­rii, gdzie na jego nazwi­sko zało­żył w ban­ku kon­to, na któ­re wpła­cił tysią­ce dola­rów łapów­ki. Kie­dy popro­si­li­śmy o dowo­dy, poka­zał imien­ne bile­ty lot­ni­cze oraz umo­wę zało­że­nia tegoż kon­ta. Wice­mi­ni­stro­wi się upie­kło

mówi oso­ba zaan­ga­żo­wa­na w toczą­ce się postę­po­wa­nie.

Wbrew pozo­rom na śmier­ci Jagieł­ły nie sko­rzy­sta­ją oskar­że­ni na pod­sta­wie jego zeznań. Nie będą w sta­nie ich pod­wa­żyć. Świa­dek nie żyje.

Tomasz Szym­bor­ski

Cały arty­kuł został opu­bli­ko­wa­ny w Gaze­cie Pol­skiej z 30 grud­nia 2015 r.

Gru­dzień 1981

Taki widok mia­łem z okna miesz­ka­nia na 13. pie­trze Super­jed­nost­ki w grud­niu 1981 roku. 

Grudzien_1981_rondo

Towa­rzysz gene­rał Woj­ciech Jaru­zel­ski nie tyl­ko 13 grud­nia 1981 roku pozba­wił moje poko­le­nie Tele­ran­ka czy audy­cji 60 minut na godzi­nę”. Pozba­wił nas złu­dzeń.

Kil­ka dni póź­niej strze­la­no do gór­ni­ków kopal­ni Wujek. I już nigdy nic nie było takie samo. Kil­ku moich kole­gów i przy­ja­ciół skur­wi­ło się, zosta­jąc póź­niej agen­ta­mi bez­pie­ki lub pod­pi­sa­ło lojal­kę. Mie­li w dupie ide­ały i zyska­li świę­ty spo­kój.

Zło­śli­wie moż­na dzi­siaj stwier­dzić, że doko­na­li wła­ści­we­go wybo­ru.

Kon­cert

Naro­do­wa Orkie­stra Sym­fo­nicz­na Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach obcho­dzi podwój­ny jubi­le­usz zespo­łu: 80-lecia ist­nie­nia i 70-lecia dzia­łal­no­ści w Kato­wi­cach.

nospr

Wie­czór roz­po­czął W głę­bi morza” – obraz muzycz­ny w for­mie uwer­tu­ry na wiel­ką orkie­strę Grze­go­rza Fitel­ber­ga, ojca zało­ży­cie­la i pierw­sze­go dyrek­to­ra orkie­stry.

Zna­ko­mi­ty wio­lon­cze­li­sta Truls Mørk, któ­ry wyko­nał I Kon­cert wio­lon­cze­lo­wy Dymi­tra Szo­sta­ko­wi­cza. Truls Mørk gra na cen­nym instru­men­cie Esqu­ire Dome­ni­co Mon­ta­gna­ny z 1723 roku.

Na koniec zabrzmia­ła Sym­fo­nia fan­ta­stycz­na Hec­to­ra Ber­lio­za. Całość popro­wa­dził Ale­xan­der Lie­bre­ich, dyrek­tor arty­stycz­ny NOSPR.

War­to było!

Kato­wi­ce 2015

Biu­ro­wiec daw­nej Dyrek­cji Okrę­go­wej Kolei Pań­stwo­wych w Kato­wi­cach, czy­li DOKP (to ten z pra­wej stro­ny) powo­li male­je. Aż trud­no dzi­siaj uwie­rzyć, że miał 90 metrów wyso­ko­ści, i bud­kę mili­cyj­ną na dachu.

Budy­nek znik­nie z cen­trum Kato­wic do koń­ca tego roku. Co powsta­nie na miej­scu 90-metro­we­go budyn­ku? To zagad­ka.

KATO2015

KWK Kato­wi­ce

Kopal­nia Węgla Kamien­ne­go Kato­wi­ce” (niem. Fer­di­nand­gru­be) to nie­czyn­na od lat kopal­nia znaj­du­ją­ca się w cen­trum mia­sta, w dziel­ni­cy Bogu­ci­ce.

Dzia­ła­ła w latach 18231999. Do 1936 roku kopal­nia nosi­ła nazwę Fer­dy­nand”. W okre­sie 19531956 kopal­nia nazy­wa­ła się, a jak­że – Sta­li­no­gród”, podob­nie jak mia­sto, w któ­rym się znaj­do­wa­ła.

Dzi­siaj na jej tere­nach znaj­du­ją się budyn­ki NOSPR oraz nowe­go Muzeum Ślą­skie­go. Gór­ni­cy nato­miast od lat są na eme­ry­tu­rach lub zasił­kach.

kwk

To, co powy­żej wita zwie­dza­ją­cych muze­al­na eks­po­zy­cję kil­ka­na­ście metrów pod zie­mią. Kie­dyś ten napis witał gór­ni­ków zdą­ża­ją­cych na szych­tę.