Agen­ci w togach, czy­li Psy 3

Opo­wieść będzie praw­dzi­wa, choć wyda­je się zupeł­nie nie­praw­do­po­dob­na. Nie­praw­do­po­dob­na głów­nie ze wzglę­du na finał.

Nie­daw­no opi­sy­wa­łem przy­pad­ki lustra­cyj­nych wpa­dek sędziów i pro­ku­ra­to­rów” z woje­wódz­twa ślą­skie­go (Agen­ci w togach”). Histo­ria ma dal­szy ciąg, któ­ry obfi­tu­je w cie­ka­we zwro­ty akcji. Jeże­li Wła­dy­sław Pasi­kow­ski kie­dy­kol­wiek zechce nakrę­cić kolej­ny odci­nek Psów, to ma goto­wy scenariusz.

Kil­ka lat temu do jed­nej z pro­ku­ra­tur na połu­dniu Pol­ski listo­nosz przy­niósł prze­sył­kę. Nie był to ano­nim. List miał praw­dzi­we­go nadaw­cę, ale nie to zasko­czy­ło śled­czych. Szok prze­ży­li, kie­dy oka­za­ło się, że zawie­rał szo­ku­ją­ce infor­ma­cje i dowo­dy o pry­wa­ty­za­cji akt” przez esbeków.

Pro­ces nisz­cze­nia doku­men­tów SB roz­po­czął się na prze­ło­mie 1988/1989 roku, trwał z prze­rwa­mi pod­czas roz­mów Okrą­głe­go Sto­łu, był kon­ty­nu­owa­ny po wybo­rach 4 czerw­ca 1989 r., a w ska­li maso­wej roz­po­czął się po sierp­nio­wej nomi­na­cji Mazo­wiec­kie­go na pre­mie­ra. Nie wszyst­ko zniszczono.

Oka­za­ło się, że tecz­ki wybra­nej („per­spek­ty­wicz­nej”) agen­tu­ry w śro­do­wi­sku praw­ni­czym i nauko­wym na Ślą­sku i Pod­be­ski­dziu, zamiast tra­fić do archi­wum UOP (gdzie póź­niej zna­la­zły­by się zapew­ne ze wzglę­du na ran­gę agen­tu­ry w zbio­rze zastrze­żo­nym IPN), wynie­sio­no do pry­wat­nych zbiorów.

Autor­ką listu do pro­ku­ra­tu­ry była żona wyso­kie­go ran­gą funk­cjo­na­riu­sza Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Poin­for­mo­wa­ła śled­czych o tym, iż w regio­nie dzia­ła gru­pa byłych esbe­ków, któ­rzy szan­ta­żu­ją przed­sta­wi­cie­li wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści doku­men­ta­mi sprzed lat. Napi­sa­ła, że tyl­ko jej mąż wyniósł z archi­wum SB kil­ka­dzie­siąt tomów akt agen­tu­ry, któ­rą mia­ły Wydzia­ły: V (prze­mysł) i III (śro­do­wi­ska nauko­we, twór­cze, inteligenckie).

Wyję­te z archi­wum SB tecz­ki, któ­re tra­fi­ły do pry­wat­nych czy­tel­ni” esbe­ków doty­czy­ły nie byle jakiej agen­tu­ry. Były to doku­men­ty – dowo­dy agen­tu­ral­nej prze­szło­ści wie­lu obec­nie pro­mi­nent­nych sędziów, pro­ku­ra­to­rów, nota­riu­szy i adwo­ka­tów woje­wódz­twa ślą­skie­go, i nie tylko.

Pro­ku­ra­to­rzy zain­te­re­so­wa­li się przy­sła­nym listem. Zosta­ło wsz­czę­te postę­po­wa­nie, obję­te klau­zu­lą naj­wyż­szej taj­no­ści. Infor­ma­tor­ka pro­ku­ra­tu­ry zosta­ła prze­słu­cha­na. Poda­ła kon­kret­ne przy­kła­dy, kto i jakie skła­dał pro­po­zy­cje oca­la­łym agen­tom”. Nie­trud­no się domy­ślić, że były z gatun­ku nie do odrzu­ce­nia”, no chy­ba że ktoś z nich nagle chce, aby odna­la­zły się ory­gi­nal­ne akta, świad­czą­ce o jego dela­tor­skiej prze­szło­ści. A w kon­se­kwen­cji na zarzut zło­że­nia nie­praw­dzi­we­go oświad­cze­nia lustra­cyj­ne­go i wystrza­ło­wy koniec praw­ni­czej kariery.

W jed­nym dniu w kil­ku miesz­ka­niach na Ślą­sku i Pod­be­ski­dziu funk­cjo­na­riu­sze ABW prze­pro­wa­dzi­li wie­lo­go­dzin­ne prze­szu­ka­nia w domach esbe­ków, któ­rych nazwi­ska poda­ła kobie­ta. Zna­le­zio­no wie­le doku­men­tów, któ­rych nie powin­no tam być. Zaczę­ły się prze­słu­cha­nia podej­rze­wa­nych o pry­wa­ty­za­cję esbec­kich akt. Wszyst­kie zna­ki na nie­bie i zie­mi wska­zy­wa­ły, że zgod­nie z zasa­da­mi pro­ku­ra­tor­skiej sztu­ki, orga­ni­za­to­rzy pro­ce­de­ru powin­ni mieć posta­wio­ne zarzu­ty. Jed­nak tak się nie stało.

Śledz­two ze Ślą­ska zosta­ło nagle ode­bra­ne i tra­fi­ło do War­sza­wy. Tam utknę­ło na dłu­gie mie­sią­ce. Pro­ku­ra­tor nie śpie­szył się. Zamiast sta­wiać zarzu­ty orga­ni­za­to­rom szan­ta­żu, wezwał autor­kę listu. Pod­czas prze­słu­cha­nia poin­for­mo­wał ją nagle, że mogą jej zostać posta­wio­ne zarzu­ty. Taka dekla­ra­cja pro­ku­ra­to­ra wywo­ła­ła u świad­ka natych­mia­sto­wą amnezję.

Sła­wo­mir Cenc­kie­wicz tak opi­sy­wał pro­ce­der nisz­cze­nia akt, ele­ganc­ko nazy­wa­ny przez pod­wład­nych Cze­sła­wa Kisz­cza­ka, ówcze­sne­go sze­fa MSW bra­ko­wa­niem”:

Pierw­sza fala znisz­czeń nastą­pi­ła wio­sną 1989 r. Jesz­cze pod­czas trwa­nia obrad Okrą­głe­go Sto­łu, 26 mar­ca 1989 r., dyrek­tor Depar­ta­men­tu IV MSW gen. Tade­usz Szczy­gieł poin­for­mo­wał sze­fa SB gen. Hen­ry­ka Dan­kow­skie­go i dyrek­to­ra Biu­ra C” (archi­wum MSW) płk. Kazi­mie­rza Pio­trow­skie­go o znisz­cze­niu tzw. teczek ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej na księ­ży. […]Kolej­ny etap nisz­cze­nia archi­wów zwią­za­ny był z reor­ga­ni­za­cją MSW w sierp­niu 1989 r. Zli­kwi­do­wa­no wów­czas naj­waż­niej­sze pio­ny ope­ra­cyj­ne bez­pie­ki, m.in. depar­ta­men­ty III (dzia­łal­ność anty­ko­mu­ni­stycz­na), IV (wal­ka z Kościo­łem), V (sfe­ra pro­duk­cyj­na) i owia­ne złą sła­wą Biu­ro Stu­diów zaj­mu­ją­ce się eli­tą soli­dar­no­ścio­we­go pod­zie­mia. Przy­kła­do­wo z połą­cze­nia Depar­ta­men­tu IV i Biu­ra Stu­diów powstał póź­niej Depar­ta­ment Stu­diów i Ana­liz. W ten spo­sób skon­cen­tro­wa­no bodaj naj­waż­niej­sze, z punk­tu widze­nia bez­pie­czeń­stwa pro­ce­su trans­for­ma­cji ustro­jo­wej, aktu­al­ne spra­wy ope­ra­cyj­ne i zbio­ry archi­wal­ne doty­czą­ce ludzi Kościo­ła i Soli­dar­no­ści”. Eli­ta byłe­go Depar­ta­men­tu IV i Biu­ra Stu­diów przy­stą­pi­ła wów­czas do akcji nisz­cze­nia akt”.

Dla bez­pie­czeń­stwa swo­ich infor­ma­to­rów nie poda­ję nazwisk oraz kryp­to­ni­mów, pseu­do­ni­mów, sta­no­wisk boha­te­rów tej opowieści.

Agen­ci w togach

Na wymiar spra­wie­dli­wo­ści padł strach, bo kło­po­ty lustra­cyj­ne ma coraz wię­cej sędziów i pro­ku­ra­to­rów. Nie dzi­wi zatem nie­chęć star­sze­go poko­le­nia sędziów do orze­ka­nia w pro­ce­sach, w któ­rych oskar­ży­cie­la­mi są pro­ku­ra­to­rzy IPN.

Lek­tu­ra inter­ne­to­wych stron Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej jest bar­dzo cie­ka­wa. Poja­wia się bowiem coraz wię­cej infor­ma­cji o zakwe­stio­no­wa­niu przez pro­ku­ra­to­rów pio­nu lustra­cyj­ne­go oświad­czeń skła­da­nych przez nie tyl­ko samo­rzą­dow­ców (tych już nikt nawet nie liczy), ale tak­że sędziów, adwo­ka­tów, rad­ców praw­nych i prokuratorów.

archiwum

Zgod­nie z usta­wą tak­że oso­by wyko­nu­ją­ce te zawo­dy zobo­wią­za­ne są do zło­że­nia oświad­czeń lustra­cyj­nych, czy­li wyja­wie­niu ewen­tu­al­nej współ­pra­cy, służ­by czy pra­cy w orga­nach bez­pie­czeń­stwa PRL.

Zapew­ne wie­lu przed­sta­wi­cie­li wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści śpi nie­spo­koj­nie. Cza­sem zda­rza się, że opo­wie­ści i zapew­nie­nia esbe­ków o tym, iż znisz­czy­li tecz­ki pro­wa­dzo­nej agen­tu­ry oka­zu­ją się nieprawdziwe.

Przy­kła­dem niech będzie Śląsk, gdzie oświad­cze­nia lustra­cyj­ne zło­ży­ło oko­ło 1400 sędziów i pro­ku­ra­to­rów oraz pra­wie 2,5 tysią­ca adwo­ka­tów, rad­ców praw­nych i nota­riu­szy. Nie­któ­rzy skrzęt­nie przy­zna­li się do współ­pra­cy (szcze­gól­nie spo­ro byłych agen­tów i funk­cjo­na­riu­szy służb spe­cjal­nych jest wśród rad­ców i adwo­ka­tów). Roz­gryw­ki z prze­szło­ścią są bez­li­to­sne, a pró­by jej unik­nię­cia coraz czę­ściej przy­po­mi­na­ją rosyj­ską ruletkę”.

TW Beata

O tym, że Temi­da nie­ry­chli­wa, ale spra­wie­dli­wa” prze­ko­na­ła się po 40 latach sędzia Elż­bie­ta Sie­radz­ka z Kato­wic. Sie­radz­ka, któ­ra od 4 lat jest w sta­nie spo­czyn­ku, czy­li sędziow­skiej eme­ry­tu­rze, orze­ka­ła w Sądzie Okrę­go­wym w Kato­wi­cach w gło­śnych pro­ce­sach mafii pali­wo­wej, zabój­ców i gwał­ci­cie­li. Pro­ku­ra­tor IPN uznał, że zło­ży­ła nie­praw­dzi­we oświad­cze­nie lustra­cyj­ne i zata­iła swo­je związ­ki ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa. Nie­daw­no sąd w Kra­ko­wie wydał pra­wo­moc­ny wyrok, w któ­rym uznał ją za kłam­cę lustracyjnego.

Sie­radz­ka swo­je pierw­sze oświad­cze­nie lustra­cyj­ne zło­ży­ła w 1998 r. Nie było jesz­cze wów­czas IPN, a spra­wy lustra­cji pod­le­ga­ły Rzecz­ni­ko­wi Inte­re­su Publicz­ne­go. Nie przy­zna­ła się wte­dy, że była taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB. Jej oświad­cze­nie zakwe­stio­no­wał RIP i w 2006 r. zło­żył w ist­nie­ją­cym wte­dy Wydzia­le Lustra­cyj­nym Sądu Ape­la­cyj­ne­go w War­sza­wie wnio­sek o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go w spra­wie sędzi. Oka­za­ło się bowiem, że w archi­wum, któ­re oca­la­ły po byłej bez­pie­ce, Sie­radz­ka w latach 70. ub. wie­ku (była wów­czas stu­dent­ka III roku pra­wa) poja­wia się naj­pierw jako kon­takt ope­ra­cyj­ny Elg”, pozy­ska­ny do roz­pra­co­wa­nia śro­do­wi­ska aka­de­mic­kie­go w Kato­wi­cach. Współ­pra­co­wa­ła naj­pierw z Wydzia­łem IV SB, zaj­mu­ją­cym się zwal­cza­niem kościo­ła kato­lic­kie­go. Potem prze­szła kolej­ne stop­nie wta­jem­ni­cze­nia”. Zosta­ła wyty­po­wa­na jako kan­dy­dat na taj­ne­go współ­pra­cow­ni­ka i dono­si­ła o śro­do­wi­sku dusz­pa­ster­stwa aka­de­mic­kie­go. Wyko­rzy­sta­no je do spra­wy obiek­to­wej Kryp­ta”.

Sie­radz­ka zosta­ła zwer­bo­wa­na jako taj­ny współ­pra­cow­nik pseu­do­nim Beata”. I zgod­nie z regu­ła­mi esbec­kiej sztu­ki na piśmie zobo­wią­za­ła się do zacho­wa­nia w tajem­ni­cy kon­tak­tów z SB. Dosta­ła plan zadań, mia­ła przy­go­to­wy­wać cha­rak­te­ry­sty­ki stu­den­tów i infor­mo­wać o zmia­nach księ­ży pro­wa­dzą­cych dusz­pa­ster­stwo. Beata” dostar­cza­ła SB dono­sy i zosta­wia­ła je na poczcie w skrzyn­ce nr 1182. Tra­fi­ło tam jej pięć odręcz­nie pisa­nych informacji.

Zacho­wa­ła się oce­na pra­cy TW Beata: Powie­rzo­ne zada­nia wyko­nu­je sto­sun­ko­wo dobrze. Infor­ma­cje są krót­kie, lecz tre­ści­we”. Na ich pod­sta­wie wyty­po­wa­no innych stu­den­tów do roz­pra­co­wa­nia. Funk­cjo­na­riusz SB wrę­czył też stu­dent­ce 1000 zł. Ostat­nie spo­tka­nie z esbe­ka­mi było w mar­cu 1978 r. Sie­radz­ka ukoń­czy­ła stu­dia, pod­ję­ła pra­cę, a to ogra­ni­czy­ło jej moż­li­wo­ści dal­szej współ­pra­cy z SB.

Kra­kow­ski sąd nie uwie­rzył lustro­wa­nej, że współ­pra­co­wa­ła, bo jej gro­żo­no śmier­cią, bo w II poło­wie lat 70. nie było nasi­lo­nych repre­sji. Sąd nie uwie­rzył też, że prze­ka­zy­wa­ła tyl­ko ogól­ne infor­ma­cje i że nie wzię­ła żad­nych pieniędzy.

Jakie kon­se­kwen­cje ponie­sie? Utra­ci jedy­nie pra­wo do pobie­ra­nia sędziow­skiej emerytury.

TWIPN

Dotąd za kłam­ców lustra­cyj­nych uzna­no trzech praw­ni­ków ze Ślą­ska. O tym, że naj­ciem­niej jest pod latar­nią łudził się pro­ku­ra­tor Arka­diusz Kwie­ciń­ski, któ­ry pra­co­wał naj­pierw w kato­wic­kiej Pro­ku­ra­to­rze Rejo­no­wej, potem Woje­wódz­kiej, a na koń­cu w IPN. Nim w 2006 roku zapadł wyrok, 47-let­ni Kwie­ciń­ski prze­szedł w stan spoczynku.

Co praw­da nie zacho­wa­ła się w IPN tecz­ka per­so­nal­na Kwie­ciń­skie­go, agen­ta ps. Marek I”, a głów­nym dowo­dem były doko­na­ne przez esbe­ka Cze­sła­wa Sta­no­sza wycią­gi z infor­ma­cji od taj­ne­go współ­pra­cow­ni­ka Marek I”. Zarów­no Sta­nosz, oraz ofi­cer SB – Wło­dzi­mierz Wil­ski potwier­dzi­li pod­czas pro­ce­sów, że Kwie­ciń­ski był pro­wa­dzo­nym przez nich agen­tem. On sam nie krył, że spo­ty­kał się z Wil­skim (któ­ry też był wte­dy stu­den­tem wydzia­łu pra­wa), ale na grun­cie towa­rzy­skim”. Kwie­ciń­ski został pro­ku­ra­to­rem IPN2001 r. Zapew­niał wte­dy ówcze­sne­go pre­ze­sa IPN Leona Kie­re­sa, że nic go nie obcią­ża”. Wnio­sek o zba­da­nie jego oświad­cze­nia lustra­cyj­ne­go skie­ro­wał Rzecz­nik Bogu­sław Nizień­ski w ostat­nim dniu swe­go urzę­do­wa­nia w grud­niu 2004 r. Wte­dy pro­ku­ra­tor odszedł na dłu­gie zwol­nie­nie lekarskie.

Pra­wo­moc­nym wyro­kiem zakoń­czy­ło się w 2011 r. postę­po­wa­nie prze­ciw­ko sędzi Moni­ce Tracz-Smo­czyń­skiej z sądu w Wodzi­sła­wiu Ślą­skim, któ­rą sąd uznał za kłam­cę lustra­cyj­ną. Choć sędzia zaprze­cza­ła swo­jej współ­pra­cy ze SB, to według pro­ku­ra­to­rów IPN zacho­wa­ne mate­ria­ły wska­zu­ją, że w latach 19801982, w trak­cie stu­diów na Wydzia­le Pra­wa Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go w Kato­wi­cach, była ona taj­nym i świa­do­mym współ­pra­cow­ni­kiem SB o pseu­do­ni­mie Nika”. Mia­ła pecha. Zacho­wa­ły się bowiem jej pokwi­to­wa­nia odbio­ru pie­nię­dzy za prze­ka­zy­wa­ne bez­pie­ce informacje.

- Pod­czas pro­ce­su prze­słu­cha­no bie­głe­go i uzy­ska­no jed­no­znacz­ne pod­trzy­ma­nie opi­nii, iż to lustro­wa­na była autor­ką zacho­wa­nych mel­dun­ków dla SB, pod­pi­sy­wa­nych przez nią pseu­do­ni­mem Nika – stwier­dził pro­ku­ra­tor Andrzej Maj­cher, szef Oddzia­ło­we­go Biu­ra Lustra­cyj­ne­go w Katowicach.

Jej zada­nia doty­czy­ły głów­nie inwi­gi­la­cji dzia­łal­no­ści Dusz­pa­ster­stwa Aka­de­mic­kie­go, a rza­dziej prze­ka­zy­wa­nia infor­ma­cji o dzia­łal­no­ści NZS i tzw. Try­bu­ny Stu­denc­kiej. Za swo­ją dzia­łal­ność dela­tor­ską Nika” dosta­wa­ła pie­nią­dze od SB.

Pro­ces auto­lu­stra­cyj­ny miał też dzia­łacz PO, a zara­zem rad­ca praw­ny Kry­stian Szulc z Mysło­wic. Jak wyni­ka z doku­men­tów dostęp­nych w archi­wum IPN, był on taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem o pseu­do­ni­mie Listo­pad”, zare­je­stro­wa­nym przez Sek­cję III Wydzia­łu III KWMO w Kato­wi­cach jesie­nią 1978 r. Zacho­wa­ły się doku­men­ty archi­wal­ne doku­men­tu­ją­ce­go jego współ­pra­cę w posta­ci tecz­ki pra­cy i tecz­ki personalnej.

Kry­stian Szulc, któ­ry do współ­pra­cy z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa w oświad­cze­niu lustra­cyj­nym się przy­znał, doma­gał się uzna­nia przez Sąd, że współ­pra­ca ta zosta­ła wymu­szo­na w 1978 r. poprzez groź­bę utra­ty przez nie­go zdrowia.

W 2012 roku Sąd Ape­la­cyj­ny w Kato­wi­cach utrzy­mał w mocy orze­cze­nie Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach z dnia 13 czerw­ca 2011 r., w któ­rym uzna­no, że rad­ca praw­ny Kry­stian Szulc zgod­nie z praw­dą przy­znał się w oświad­cze­niu lustra­cyj­nym do współ­pra­cy z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa pań­stwa PRL, nato­miast wbrew twier­dze­niom lustro­wa­ne­go jego współ­pra­ca nie była wymu­szo­na poprzez groź­bę utra­ty życia lub zdro­wia w rozu­mie­niu kodek­su karnego”.

TW Maria z prokuratury

Toczy się postę­po­wa­nie lustra­cyj­ne prze­ciw­ko byłej sze­fo­wej kato­wic­kiej pro­ku­ra­tu­ry rejo­no­wej Bar­ba­rze Obcow­skiej (od 2009 r. w sta­nie spo­czyn­ku), któ­ra – jak wyni­ka z doku­men­tów IPN – w od lip­ca 1987 r. do stycz­nia 1990 r. była taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB o pseu­do­ni­mie Maria”. Zosta­ła pozy­ska­na na zasa­dzie dobro­wol­no­ści do spra­wy obiek­to­wej o kryp­to­ni­mie Temi­da”.

Obcow­ska pod­czas prze­słu­cha­nia zaprze­czy­ła współ­pra­cy z SB, choć przy­zna­ła, iż spo­ty­ka­ła się z pro­wa­dzą­cym ją ofi­ce­rem, o któ­rym wie­dzia­ła, że jest funk­cjo­na­riu­szem SB, lecz zna­jo­mość tę uzna­wa­ła za prywatną.

W ubie­głym roku Sąd Naj­wyż­szy utrzy­mał w mocy wyrok uzna­ją­cy Ali­cję Rasu­mus­sen, sędzię ze Szcze­ci­na, za kłam­cę lustra­cyj­ne­go. Sędzia była już w sta­nie spo­czyn­ku, wyrok pozba­wił ją sędziow­skiej eme­ry­tu­ry. W latach 80. była agen­tem bez­pie­ki TW Irys”. Jej pro­ces lustra­cyj­ny trwał pra­wie 10 lat.

Nazwi­ska kłam­ców lustra­cyj­nych za www​.ipn​.gov​.pl

Głos Andrze­ja Roz­pło­chow­skie­go woła­ją­ce­go na puszczy

Smut­ne, że auto­rzy poniż­sze­go listu otwar­te­go w spra­wie pogrze­bu Woj­cie­cha Jaru­zel­skie­go nigdy nie dosta­ną odpo­wie­dzi. Nor­mą poli­tycz­ne­go esta­bli­sh­men­tu jest lek­ce­wa­że­nie i przemilczanie. 

LIST OTWAR­TY DO PRE­ZY­DEN­TA RP

Jako śro­do­wi­sko wete­ra­nów wal­ki o wol­ną Pol­skę, pro­te­stu­je­my prze­ciw­ko zamia­ro­wi pocho­wa­nia kata sta­nu wojen­ne­go, Woj­cie­cha Jaru­zel­skie­go, na Powąz­kach w War­sza­wie i odda­niu jego zwło­kom jakich­kol­wiek hono­rów pań­stwo­wych oraz ogło­sze­niu naro­do­wej żało­by. Albo III RP jest wol­ną Pol­ską, albo jest zmo­dy­fi­ko­wa­ną wer­sją PRL. Zbyt wie­le ofiar zbrod­ni popeł­nio­nych na pol­skiej zie­mi na naj­lep­szych jej cór­kach i synach przez for­ma­cję zdraj­ców na sowiec­kim żoł­dzie w latach 19441989, do dziś bowiem bez hono­ru pogrze­ba­na jest jesz­cze w nie­wia­do­mych miejscach.

Dzię­ki pomo­cy sprze­daj­nych śro­do­wisk w cią­gu ostat­nich lat, Jaru­zel­ski za swo­je czy­ny uciekł osą­do­wi ludz­kie­mu Pola­ków, ale sta­nął oto wobec sądu Boże­go. Za kil­ka dni będzie świę­to­wa­nie 25 lecia wkro­cze­nia na dro­gę wol­no­ści. Jak­że więc naro­do­wy cmen­tarz w wol­nej Pol­sce może być miej­scem spo­czyn­ku rów­nież dla czer­wo­nych zbrod­nia­rzy, podob­nie jak to było w cza­sach komu­ni­stycz­ne­go znie­wo­le­nia? Nie­wie­le dni temu ukrad­kiem pocho­wa­no tam inne­go człon­ka związ­ku prze­stęp­cze­go o cha­rak­te­rze zbroj­nym w sta­nie wojen­nym, Flo­ria­na Siwic­kie­go, a w kolej­ce cze­ka­ją następni.

Obu­rze­nie wyra­ża wie­lu Pola­ków, nawet róż­nią­cych się dotąd w poli­tycz­nym postę­po­wa­niu. Jeże­li nie będzie to usza­no­wa­ne, trze­ba będzie na Powąz­kach utwo­rzyć nową Ale­ję Zasłu­żo­nych dla praw­dzi­wie pol­skich patrio­tów, a ale­ję obec­ną prze­mia­no­wać na Ale­ję Osób Nie­za­słu­żo­nych, grze­biąc w niej jedy­nie zdrajców.

Andrzej Roz­pło­chow­ski
Pre­zes Stowarzyszenia
Poro­zu­mie­nie Kato­wic­kie 1980 
Sto­wa­rzy­sze­nie Na Rzecz Pamięci

Prze­mil­czeć gło­su Roz­pło­chow­skie­go się nie da. Nie tacy pre­zy­den­ci pró­bo­wa­li. Ot, na przy­kład Lech Wałę­sa. Wałę­sa wal­czył ze mną na łamach związ­ku, a nie wal­czył z komu­ni­sta­mi. On jest powo­dem mojej emi­gra­cji” – mówił mi kil­ka lat temu Andrzej Roz­pło­chow­ski, przy­wód­ca straj­ku w Hucie Kato­wi­ce w 1980 r.

Andrzej Rozpłochowski

(Od lewej: Andrzej Roz­pło­chow­ski, Lech Wałę­sa, Kazi­mierz Świ­toń, Marian Jur­czyk w kato­wic­kim Spodku w paź­dzier­ni­ku 1980 r.)

War­to pamiętać

Wkrót­ce rocz­ni­ca 4 czerw­ca 1989 r. Trze­ba przy­po­mi­nać o zapo­mnia­nych boha­te­rach, i dema­sko­wać kon­fa­bu­lan­tów. Poni­żej zdję­cie (mego autor­stwa), wyko­na­ne latem 1981 roku. Trans­pa­rent Wol­ność dla więź­niów poli­tycz­nych” wywie­si­ła na swo­im bal­ko­nie w Super­jed­no­st­ce, olbrzy­mim blo­ku miesz­kal­nym w samym cen­trum Kato­wic, Tere­sa Bara­now­ska. Wku­rzy­ło to SB maksymalnie.

Transparent

W nocy 1213 grud­nia 1981 roku esbe­cja z MO wywa­li­ła drzwi jej miesz­ka­nia, aby ją zatrzy­mać i inter­no­wać. Kobie­ta wiel­kiej uro­dy i kla­sy. Nie odci­na kupo­nów od swo­jej dzia­łal­no­ści, wyje­cha­ła ze Ślą­ska w Biesz­cza­dy. Żyje spo­koj­nie, patrząc na ten poli­tycz­ny bur­del z oddali.

Mój zna­jo­my nie­daw­no powie­dział tak: To tyl­ko ją powin­no nazy­wać się Mat­ką Ślą­skiej Soli­dar­no­ści”. I ma rację.

Tere­sa Bara­now­ska tak wspo­mi­na te czasy:

Jak powsta­ła Soli­dar­ność” to ja weszłam do jej władz w Kato­wi­cach. Byłam człon­kiem Pre­zy­dium Zarzą­du MKZ. Sym­pa­ty­zo­wa­łam wów­czas z KPN. Nie będąc człon­kiem KPN dru­ko­wa­łam mate­ria­ły KPN i pro­pa­go­wa­łam pro­gram nie­pod­le­gło­ścio­wy. Gdzie­kol­wiek jecha­łam to nawią­zy­wa­łam do KPN. Począt­ko­wo sama przyj­mo­wa­łam ludzi do KPN. W ten spo­sób mia­łam na Ślą­sku mnó­stwo ludzi, któ­rzy chcie­li nale­żeć do KPN. Podob­na robo­tę pro­wa­dził Jan Łuż­ny w Tar­now­skich Górach. Na począt­ku roku 1981 skon­tak­to­wał się ze mną w tej sprawie. 

Ja poje­cha­łam wte­dy do Gdań­ska w spra­wach doty­czą­cych oświa­ty i przez Jana Zapol­ni­ka (któ­ry wcze­śniej nale­żał do WZZ i do ROP­CiO) pozna­łam Ninę Milew­ską. I ona przy­ję­ła mnie do KPN. Od tego cza­su byłam już for­mal­nym człon­kiem Kon­fe­de­ra­cji. Spy­ta­łam ja do kogo mam się zgło­sić. A ona wska­za­ła Krzysz­to­fa Gąsio­row­skie­go w Krakowie. 

W paź­dzier­ni­ku lub na począt­ku listo­pa­da 1980 roku skon­tak­to­wa­łam się z Krzysz­to­fem Gąsio­row­skim z Kra­ko­wa, ale on nie wyka­zał żad­nej ini­cja­ty­wy. Uwa­żał, że nale­ży zaprze­stać dzia­łal­no­ści i poin­for­mo­wał mnie, że dzia­łal­ność KPN jest zawie­szo­na. 

Na prze­ło­mie 19801981 roku pozna­łam panią Moczul­ską. W tym cza­sie w War­sza­wie powstał KOWzP i ona mi powie­dzia­ła, że trze­ba takie komi­te­ty zakła­dać oddol­nie. I wcho­dzić do nich. Bo ten war­szaw­ski KOWzP (Kuron, Ste­ins­ber­go­wa i inni) w ogó­le nie dzia­łał. Nic nie robi­li w spra­wie Lesz­ka Moczul­skie­go i innych chło­pa­ków z KPN

Zawią­za­li­śmy więc taki KOWzP na Ślą­sku. Wyda­wa­li­śmy pismo Wol­ność”. Dzia­ła­li­śmy bar­dzo aktyw­nie. W nie­któ­rych zakła­dach pra­cy były gazet­ki ścien­ne, na któ­rych przed­sta­wia­no syl­wet­ki przy­wód­ców KPN. Pierw­szy numer Wol­no­ści” wyda­li­śmy pod pseudonimami,gdyż nie wie­dzie­li­śmy jaka będzie reak­cja śro­do­wi­ska. Dru­ko­wa­li­śmy w nocy na maszy­nach MKZ-tu. Andrzej Roz­pło­chow­ski przy­chyl­nie przy­jął Wol­ność” i powsta­nie KOWzP. On i inni człon­ko­wie Zarzą­du przy­stą­pi­li do nas. 

1981 roku powstał w ramach KPN Obszar V (Opo­le, Kato­wi­ce, Czę­sto­cho­wa). Wcze­śniej Śląsk pod­le­gał pod Kra­ków. Ja zosta­łam sze­fo­wą tego Obsza­ru. 

1981 r od wcze­snej wio­sny Krzysz­tof Gąsio­row­ski bywał u nas regu­lar­nie – śred­nio dwa razy w mie­sią­cu. Były to raczej jed­no­dnio­we przy­jaz­dy – nie sły­sza­łam, aby u kogoś spał. Co robił ? Głów­nie dobre wra­że­nie. Ze zdzi­wie­niem się dowie­dzia­łam, że on w Kra­ko­wie się nie uak­tyw­nia. U nas na Ślą­sku miał posłuch u moich kole­gów z KPN

W kwiet­niu albo w maju 1981 roku przy­szli do mnie Kściu­czek i Bal wraz z Kacza­no­wem i powie­dzie­li, że zakła­da­ją zwią­zek zawo­do­wy Piast” i nama­wia­li mnie, abym do nich się przy­łą­czy­ła. Ja odmó­wi­łam. Powie­dzia­łam im, że jest Soli­dar­ność” i nie ma sen­su zakła­dać inne­go związ­ku. Podej­rze­wam, że to była robo­ta ubec­ka. Kacza­now potem jesz­cze wie­lo­krot­nie mnie nacho­dził. 

W tym cza­sie Adam Słom­ka miał 16 lat, był uczniem liceum i zaj­mo­wał się kol­por­ta­żem bibu­ły KPN i KOWzP. Przy­cho­dził do mnie po pismo Wol­ność”. 

Ja zauwa­ży­łam, że mło­dzi pra­cow­ni­cy MKZ, zwią­za­ni z kol­por­ta­żem pisma Wol­ność”, trwo­nią pie­nią­dze. Chcia­łam ich roz­li­czać z tych pie­nię­dzy. I zro­bi­ła się z tego nagon­ka na mnie. 

W maju 1981 roku przy­je­chał do Kato­wic Leszek Moczul­ski, któ­ry aku­rat był na wol­no­ści. Mia­no­wał nowe­go sze­fa (Heń­ka Strzód­kę) a ja zosta­łam jego zastęp­cą. Na kil­ka mie­się­cy prze­sta­łam wów­czas wyda­wać Wol­ność”. 

Potem nie mogłam połą­czyć mojej dzia­łal­no­ści w Soli­dar­no­ści”, KPN i w KOWzP. Dla­te­go latem 1981 roku zre­zy­gno­wa­łam z sze­fo­wa­nia KOWzP. Zastą­pił mnie Józef Zaj­kow­ski też z KPN, z Mysło­wic. Na ogól­no­pol­skim zjeź­dzie KOWzP w Rado­miu został sze­fem ogól­no­pol­skie­go KOWzP. KOWzP to była struk­tu­ra, któ­ra powsta­wa­ła oddol­nie i była zdo­mi­no­wa­na przez KPN

Jesie­nią 1981 r. zosta­łam człon­kiem Cen­tral­ne­go Kie­row­nic­twa Akcji Bie­żą­cej KPN i rzecz­ni­kiem pra­so­wym KPN. Wyda­łam w wydaw­nic­twie Nova Press arty­kuł, prze­tłu­ma­czo­ny na język angiel­ski, na temat pro­ce­su przy­wód­ców KPN. Wydaw­nic­two zawie­ra­ło arty­ku­ły wie­lu wybit­nych opo­zy­cjo­ni­stów i zosta­ło roz­kol­por­to­wa­ne na zjeź­dzie Soli­dar­no­ści” w Gdań­sku, przede wszyst­kim dla zachod­nich dzien­ni­ka­rzy. 

W dniu 13 grud­nia 1981 roku zosta­łam inter­no­wa­na. Zwol­nio­no mnie w lip­cu 1982 roku. W tym cza­sie Adam Słom­ka usa­mo­dziel­nił się na Ślą­sku. Zało­żył orga­ni­za­cję mło­dzie­żo­wą. Ich ducho­wym patro­nem był – jak się zda­je – Joachim Bar­tosz (jak się dziś oka­za­ło TW Janek”). Jak wró­ci­łam ze inter­no­wa­nia to usi­ło­wa­łam pod­jąć dzia­łal­ność w ramach KPN. Na Ślą­sku nie mogłam już dzia­łać, gdyż Słom­ka uzur­po­wał sobie pra­wo do bycia wodzem. 

Dla­te­go w 1983 roku poje­cha­łam w Biesz­cza­dy odpo­cząć i wyci­szyć się. Tu spo­tka­łam się kil­ka razy z Krzysz­to­fem Gąsio­row­skim. W cza­sie jed­ne­go z takich spo­tkań on opo­wia­dał o tym, że SB pod­pa­li­ła mu miesz­ka­nie. Latem 1983 Krzysz­tof Gąsio­row­ski przy­je­chał do mnie w Biesz­cza­dy i pora­dził mi się ujaw­nić. Powie­dział, że sam to już zro­bił i że ja też mam to zro­bić. Podał mi nazwi­sko pro­ku­ra­to­ra w Kra­ko­wie, do któ­re­go mia­łam się zgło­sić. Odmó­wi­łam mu. Zro­bi­łam mu strasz­ną awan­tu­rę. Powie­dzia­łam – Jeże­li na mnie donio­słeś, to trud­no. Ale ja sama się nie ujaw­nię.” 

1984 roku po wyj­ściu z wię­zie­nia przy­je­chał do mnie Romek Sze­re­mie­tiew i namó­wił mnie do przej­ścia do PPN. I tak skoń­czy­ła się moja dzia­łal­ność w KPN. Od stycz­nia 1985 roku zosta­łam człon­kiem PPN

Bar­dzo się zdzi­wi­łam, kie­dy kil­ka lat temu przy­je­cha­li do mnie Rysiek Bocian z Krzyś­kiem Gąsio­row­skim i nama­wia­li mnie, abym przy­stą­pi­ła do ZKPN. Odmówiłam. 

Głos radia wpływu

Więk­szość arty­ku­łów na pol­sko­ję­zycz­nej stro­nie Radia Głos Rosji może nas dener­wo­wać. I słusz­nie. Jesz­cze bar­dziej to, że pol­skie argu­men­ty nie prze­bi­ja­ją się do opi­nii publicz­nej w Rosji.

Na stro­nie www​.polish​.ruvr​.ru znaj­du­je się infor­ma­cja o radiu, któ­re jesz­cze w latach 20. ub. wie­ku powsta­ło, aby sze­rzyć za gra­ni­cą sowiec­ką pro­pa­gan­dę: Głos Rosji” to pań­stwo­wa spół­ka mul­ti­me­dial­na, nada­ją­ca na zagra­ni­cę od 29 paź­dzier­ni­ka 1929 roku. Jest naj­star­szą sta­cją radio­wą w Rosji. Już od 80 lat kształ­tu­je wize­ru­nek nasze­go kra­ju na całym świe­cie. Misją radia jest przy­bli­że­nie spo­łecz­no­ści świa­to­wej życia Rosji, jej podej­ścia do wyda­rzeń na świe­cie, a tak­że umoc­nie­nie pozy­tyw­ne­go wize­run­ku Rosji na świe­cie, pod­trzy­ma­nie aktyw­ne­go dia­lo­gu z roda­ka­mi za gra­ni­cą, pro­mo­wa­nie kul­tu­ry i języ­ka rosyj­skie­go. […] Nasze hasło brzmi: Roz­ma­wia­my z całym światem””.

W latach 90. Moskwa” w nazwie sta­cji ustą­pi­ła miej­sca Rosji, ale pro­fil radia, jak widać, zmie­nił się nieznacznie.

Nie­daw­no Głos Rosji wspiął się na wyży­ny anty­pol­skiej pro­pa­gan­dy, co zauwa­ży­ła nawet Gaze­ta Wybor­cza. Opu­bli­ko­wał bowiem sfa­bry­ko­wa­ną infor­ma­cję, któ­rej nikt w Pol­sce nie potrak­to­wał­by poważ­nie. Pew­nie dla­te­go tek­stu Żyją­cy na Ukra­inie Pola­cy żąda­ją auto­no­mii” nie ma na pol­skiej stro­nie roz­gło­śni. Ale arty­kuł moż­na prze­czy­tać na stro­nie angielskojęzycznej.

Za Gaze­tą Wybor­czą: Dzien­ni­kar­ka Kse­nia Mel­ni­ko­wa prze­ko­nu­je, że Pola­cy, któ­rzy żyją na tere­nie obwo­du żyto­mier­skie­go na pół­no­cy Ukra­iny, doma­ga­ją się refe­ren­dum, auto­no­mii regio­nu i sze­ro­kich samo­rzą­do­wych upraw­nień. Para­dok­sal­nie wła­śnie tego żąda­ją pro­ro­syj­scy sepa­ra­ty­ści na wscho­dzie kra­ju. Rosyj­ska dzien­ni­kar­ka jako dowód na pol­ski sepa­ra­tyzm przy­ta­cza wypo­wie­dzi ano­ni­mo­wych przed­sta­wi­cie­li pol­skiej mniej­szo­ści. W cią­gu ostat­nich dekad prze­ży­wa­ją trud­ne cza­sy z powo­du dys­kry­mi­na­cji ze stro­ny władz ukra­iń­skich” – przekonuje.

Pol­skie wła­dze popie­ra­ją pomysł, aby przy­łą­czyć region do Pol­ski. W cią­gu ostat­nich lat hoj­nie roz­da­wa­ły pol­skie pasz­por­ty na tery­to­rium Ukra­iny. Przy apro­ba­cie War­sza­wy Pola­cy na Ukra­inie zaczę­li się doma­gać od władz w Kijo­wie przy­wró­ce­nia nada­ją­cej po pol­sku tele­wi­zji, zgo­dy na nazy­wa­nie po pol­sku ulic w obwo­dzie żyto­mier­skim, a tak­że otwie­ra­nia szkół i przed­szko­li z języ­kiem pol­skim” – pisze Kse­nia Mel­ni­ko­wa. :W War­sza­wie wyda­wa­ne są już mapy, któ­re poka­zu­ją czę­ści Ukra­iny jako pol­skie”doda­je.

[Cały tekst]

Spro­sto­wa­nia tych bzdur nie zauważyłem.

Kore­spon­den­tem Radia Głos Rosji w Pol­sce jest Leonid Sigan. Doświad­czo­ny dzien­ni­karz z kil­ku­dzie­się­cio­let­nim sta­żem – zaczy­nał jako spi­ker two­rzo­nej sta­cji radio­wej Związ­ku Pol­skich Patrio­tów w Moskwie.

Potra­fi użyć argu­men­tów i prze­ko­nać do roz­mo­wy. Tak jak np. księ­dza Tade­usza Isa­ko­wi­cza-Zale­skie­go o wysta­wie Maj­dan” w Kato­wi­cach. Jej współ­or­ga­ni­za­to­ra­mi był Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej i wła­dze mia­sta. Na pla­ka­cie pro­mu­ją­cym wysta­wę wid­nia­ła czer­wo­no-czar­na fla­ga nacjo­na­li­stów UPA. Zna­lazł się też por­tret Jewhe­na Kono­wal­ca, zwo­len­ni­ka kola­bo­ra­cji z Hitle­rem. Obu­rzy­ło to księdza.

Wywiad Siga­na był zaty­tu­ło­wa­ny Apo­lo­ge­ci ban­de­row­ców z Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej”. Obu­rze­nie księ­dza na orga­ni­za­to­rów wysta­wy zosta­ło wyko­rzy­sta­ne do ata­ku na IPN, co moż­na wywnio­sko­wać z zada­wa­nych przez Siga­na pytań:

Ksiądz wysto­so­wał list otwar­ty do orga­ni­za­to­rów, w któ­rym stwier­dza, że Trze­cia Rzecz­po­spo­li­ta ze wzglę­du na tak zwa­ną popraw­ność poli­tycz­ną nie prze­ja­wia zbyt­niej tro­ski o sze­rze­nie wia­do­mo­ści o ludo­bój­stwie upo­wców na Pola­kach w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej. Czy wła­dze, a nawet opo­zy­cyj­ne par­tie nie są zain­te­re­so­wa­ne w sze­rze­niu prawdy?”, 

Co Ksiądz myśli – czy to zwy­kła igno­ran­cja, czy też świa­do­ma dekla­ra­cja polityczna?”

Podob­nie jak wywia­dy i dobór roz­mów­ców L. Siga­na cie­ka­wy jest dział stro­ny inter­ne­to­wej Gło­su Rosji – Punkt widze­nia”. Znaj­du­ją się w nim prze­dru­ki arty­ku­łów z pol­skiej pra­sy i felie­to­ny pol­skich dzien­ni­ka­rzy. – Rosja­nie nie są ama­to­ra­mi, i dosko­na­le wie­dzą jak wpły­wać na opi­nię publicz­ną. Dywer­sja psy­cho­lo­gicz­na, agen­tu­ra wpły­wu – to zna­ne środ­ki z wachla­rza moż­li­wo­ści służb spe­cjal­nych – mówi eme­ry­to­wa­ny ofi­cer SKW.

Eks­po­no­wa­ny jest arty­kuł W klesz­czach IPN” Pio­tra Dybi­cza („Pierw­szy zastęp­ca redak­to­ra naczel­ne­go”) lewi­co­we­go Prze­glą­du”. Arty­kuł dłu­gi, i w dwóch czę­ściach. Myśl prze­wod­nia arty­ku­łu Dybi­cza łatwa do roz­szy­fro­wa­nia – Ten wstręt­ny IPN i paskud­na lustracja”:

IPN został powo­ła­ny do życia w 1999 r. Przez 15 lat z publicz­nej kasy dostał ponad 2 mld zł. Pora na doko­na­nie bilan­su tej insty­tu­cji, któ­ra już u zara­nia budzi­ła zdzi­wie­nie. Oto bowiem funk­cję z zało­że­nia archi­wal­no-badaw­czą połą­czo­no z funk­cją pro­ku­ra­tor­ską. Z tą ostat­nią funk­cją wią­że się lustra­cja.” Itp., itd.

Publi­cyst­ką Gło­su Rosji jest Agniesz­ka Wołk-Łaniew­ska, dzien­ni­kar­ka NIE, któ­ra tak jest rekla­mo­wa­na na stro­nie tygo­dni­ka: Kocham swo­ją pra­cę, swo­je nało­gi i cudzych mężów. Nie wie­rzę w bozię, horo­skop i zamach smo­leń­ski. Wie­rzę w przy­ja­ciół i socja­lizm. Uro­dzi­łam się w War­sza­wie, a umrę w Sopo­cie, z prze­pi­cia w sędzi­wej sta­ro­ści.” Z Dybi­czem łączy ją awer­sja do PiS.

Jed­nak­że w odróż­nie­niu od Dybi­cza, Wołk-Łaniew­ska jest inte­li­gent­ną dzien­ni­kar­ką, a uży­wa­ne argu­men­ty są pre­cy­zyj­ne, dobrze wybra­ne i prze­ma­wia­ją­ce do czy­tel­ni­ków Gło­su Rosji. O ile więk­szość Zacho­du pod­cho­dzi do sytu­acji na Ukra­inie w spo­sób w mia­rę roz­sąd­ny, ważąc racje obu stron i wła­sne inte­re­sy, co odbi­ja się też w prze­ka­zie zachod­nich mediów – pol­scy dzien­ni­ka­rze wyru­szy­li na zbio­ro­wą woj­nę z Rosją i ich prze­kaz jest nie mniej jed­no­stron­ny, nie­obiek­tyw­ny i zide­olo­gi­zo­wa­ny, niż sowiec­ka pro­pa­gan­da”, któ­rą krytykują.

W spo­sób nie­zwy­kle dobit­ny widać to było w donie­sie­niach na temat maso­we­go mor­du, któ­re­go obroń­cy jed­no­ści Ukra­iny – czy­taj faszy­ści z Pra­we­go Sek­to­ra przy współ­pra­cy ukra­iń­skich kibo­li – dopu­ści­li się 2 maja w Ode­ssie. Ukra­iń­scy patrio­ci pod­pa­li­li tam mia­stecz­ko namio­to­we prze­ciw­ni­ków Maj­da­nu na Kuli­ko­wym Polu, zagna­li jego uczest­ni­ków do budyn­ku związ­ków zawo­do­wych, po czym pod­pa­li­li sam budy­nek. Pol­skie media dono­si­ły o tym w kate­go­riach dosko­na­le bez­oso­bo­wych: doszło do zamie­szek”, nastą­pi­ła kon­fron­ta­cja”, budy­nek został pod­pa­lo­ny”. Rosyj­skie z kolei porów­ny­wa­ły tra­ge­dię w Ode­ssie do Oświę­ci­mia. To oczy­wi­ście prze­sa­da. Jest jed­nak w pol­skiej histo­rii ana­lo­gia nader sto­sow­na – a mia­no­wi­cie Jedwab­ne. Choć­by z tego powo­du powin­ni­śmy być bar­dzo ostroż­ni, szu­ka­jąc uspra­wie­dli­wień dla wście­kłe­go tłu­mu, któ­ry pod­pa­la budyn­ki peł­ne ludzi, w któ­rych widzi obcych”. [polish​.ruvr​.ru/​2014​_​05​_​09​/​P​o​l​s​k​a​-​m​a​l​a​-​w​o​j​e​n​k​a​-​5138]

Zna­ko­mi­cie w linię sowiec­kiej pro­pa­gan­dy wpa­so­wu­je się nie­ja­ki Cyprian Dar­czew­ski, rekla­mo­wa­ny jako pol­ski publi­cy­sta”. Nie­trud­no odkryć, kogo lubi, a kogo nie.

Wód­ka mszal­na – smo­leń­ska” sprzed roku: Nie­na­wi­dzę spe­ku­la­cji na temat kata­stro­fy pod Smo­leń­skiem. Wcią­ga­nie w nią jest dowo­dem na schi­zo­fre­nię pro­wo­dy­rów. Bez­dusz­nych, cynicz­nych, ego­istycz­nych i pod­łych jed­no­stek, har­cu­ją­cych na gro­bach ofiar w nadziei na korzy­ści poli­tycz­ne. I co mia­ły­by im dać wygra­ne wybo­ry? – łagry dla poli­ty­ków PO, szu­bie­ni­ce dla tych z SLD i publicz­ne uka­mie­nio­wa­nia tych z Ruchu Pali­ko­ta?[…] A har­ce na gro­bach i uczu­ciach bli­skich ofiar kata­stro­fy? Hm, poli­ty­ka nie uzna­je sen­ty­men­tów. Nie ma uczuć, nie ma skru­pu­łów tam gdzie jest cel: budo­wa ide­al­nej har­mo­nii spo­łecz­nej”. Czas na emi­gra­cję? Na pew­no war­to pomy­śleć już o baga­żu. Oczy­wi­ście, jeśli pozwo­lą zabrać bagaż”.

Rok temu („Gdzie grze­bać Chiń­czy­ków?”): Nie dzi­wi usta­bi­li­zo­wa­ne i rela­tyw­nie wyso­kie popar­cie dekla­ro­wa­ne dla Soju­szu Lewi­cy Demo­kra­tycz­nej (SLD). Roz­waż­na i spo­koj­na posta­wa lide­rów, aktyw­ność w tere­nie, sta­ła pra­ca nad pro­gra­mem i wywa­żo­ne reak­cje na bie­żą­ce wyda­rze­nia przy­no­szą efekt. Noto­wa­nia tej par­tii są już dwu­krot­nie wyż­sze od wyni­ku wybor­cze­go osią­gnię­te­go w ostat­nich wybo­rach par­la­men­tar­nych. Nie dzi­wią sła­be noto­wa­nia Ruchu Pali­ko­ta (RP). Przy­pad­ko­we śro­do­wi­sko, od – do nie­daw­na – kle­ry­ka­ła Janu­sza Pali­ko­ta (wydaw­cy kle­ry­kal­ne­go tygo­dni­ka OZON”) do skraj­ne­go anty­kle­ry­ka­ła Roma­na Kotliń­skie­go (aktu­al­ne­go wydaw­cę anty­kle­ry­kal­ne­go tygo­dni­ka FAK­TYMITY”)”. 

Dar­czew­ski w swo­im ostat­nim arty­ku­le To ja, ruski agent” wyka­zał się pro­fe­tycz­ny­mi zdolnościami:

Strach w Pol­sce pisać o Rosji i Ukra­inie. Jeśli pisa­nie jest rezul­ta­tem myśle­nia – co wca­le nie jest oczy­wi­ste (moż­na prze­cież pisać bez uży­wa­nia mózgu), łatwo zostać zdraj­cą, albo cho­ciaż rosyj­skim agen­tem wpływu”. […]

Bycie ruskim szpie­giem prze­sta­ło mi prze­szka­dzać. Wku­rza mnie tyl­ko tro­chę jedze­nie pie­ro­gów z ziem­nia­ka­mi i serem (zwa­nych w Pol­sce ruski­mi”), bo ich po pro­stu nie lubię. W Pol­sce każ­dy jest sowie­to­lo­giem. Każ­dy o Rosji wie wszystko.”

Czer­wo­ne maki

https://​www​.youtu​be​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​r​N​b​V​j​5​Y​U​e0A

Czy widzisz te gru­zy na szczycie?
Tam wróg twój się ukrył jak szczur.
Musi­cie, musi­cie, musicie
Za kark wziąć i strą­cić go z chmur.
I poszli sza­le­ni zażarci,
I poszli zabi­jać i mścić,
I poszli jak zawsze uparci,
Jak zawsze za honor się bić.

Czer­wo­ne maki na Mon­te Cassino
Zamiast rosy piły pol­ską krew.
Po tych makach szedł żoł­nierz i ginął,
Lecz od śmier­ci sil­niej­szy był gniew.
Przej­dą lata i wie­ki przeminą.
Pozo­sta­ną śla­dy daw­nych dni
I tyl­ko maki na Mon­te Cassino
Czer­wień­sze będą, bo z pol­skiej wzro­sną krwi.

Runę­li przez ogień stra­ceń­cy,
nie­je­den z nich dostał i padł,
jak ci z Somo­sier­ry szaleńcy,
Jak ci spod Racła­wic sprzed lat.
Runę­li impe­tem szalonym,
I doszli . I udał się szturm.
I sztan­dar swój bia­ło czerwony
Zatknę­li na gru­zach wśród chmur,

Czer­wo­ne maki…

Czy widzisz ten rząd bia­łych krzyży?
Tam Polak z hono­rem brał ślub.
Idź naprzód, im dalej im wyżej,
Tym wię­cej ich znaj­dziesz u stóp.
Ta zie­mia do Pol­ski należy,
Choć Pol­ska dale­ko jest stąd,
Bo wol­ność krzy­ża­mi się mierzy,
Histo­ria ten jeden ma błąd.

Czer­wo­ne maki…

  • Autor: Feliks Konar­ski
  • Rok powsta­nia: 1944
  • Kom­po­zy­tor: Alfred Schütz Al Suito
  • Wyko­na­nie ory­gi­nal­ne: Gwi­don Borucki
  • Inne wyko­na­nia: Adam Aston

Na zdro­wie, czy­li pat Arłukowicza

Sytu­acja w resor­cie zdro­wia, któ­rym kie­ru­je” mini­ster Bar­tosz Arłu­ko­wicz cią­gle zagra­ża zdro­wiu naj­cię­żej chorych.

Dwa mie­sią­ce temu Donald Tusk wraz z mini­strem zdro­wia Bar­to­szem Arłu­ko­wi­czem zapre­zen­to­wa­li plan skró­ce­nia kole­jek w służ­bie zdro­wia. Miał być prze­łom, ale na razie pacjen­ci tego nie odczu­wa­ją. A naj­cię­żej cho­rzy mogą rewo­lu­cji w służ­bie zdro­wia nie prze­żyć lub dożyć.

Zbu­do­wa­li­śmy sys­tem, w któ­rym pacjent będzie w cen­trum uwa­gi. Pierw­szy pakiet roz­wią­zań doty­czy onko­lo­gii Wszy­scy rozu­mie­my, jak waż­ne jest zro­bie­nie osob­ne­go pro­jek­tu dla wal­czą­cych z cho­ro­bą nowo­two­ro­wą. Pod­ję­li­śmy decy­zję, że zno­si­my limi­ty w onko­lo­gii” – twier­dził wte­dy Arłukowicz.

fymz

Mini­ster nie panu­je nie tyl­ko nad kolej­ka­mi, ale też nad dzia­łal­no­ścią swo­ich agend. Kil­ka mie­się­cy temu opi­sy­wa­łem kon­kurs na Dobór Nie­spo­krew­nio­nych Daw­ców Szpi­ku na rok 2014. Staw­ką kon­kur­su jest przy­zna­nie pie­nię­dzy na zna­le­zie­nie daw­cy szpi­ku, któ­ry mógł­by ura­to­wać życie cho­re­go na białaczkę.

Człon­ko­wie komi­sji kon­kur­so­wej reko­men­do­wa­li Dyrek­to­ro­wi Cen­trum Orga­ni­za­cyj­no-Koor­dy­na­cyj­ne­go do Spraw Trans­plan­ta­cji Poltran­splant zawar­cie umów z pię­cio­ma pod­mio­ta­mi – w tym rów­nież z Fun­da­cja na Rzecz Cho­rych z Cho­ro­ba­mi Krwi na reali­za­cję świad­czeń zdro­wot­nych w 2014 r.

Owe pod­mio­ty mia­ły poszu­ki­wać daw­cy szpi­ku dla cho­re­go na bia­łacz­kę. Fun­da­cja dosta­ła zgo­dę (i zapew­nio­ne 400 tys. zło­tych) na wyko­na­nie 20 pro­ce­dur zna­le­zie­nia nie­spo­krew­nio­nych daw­ców szpi­ku dla cho­rych na nowo­two­ry krwi. Wszyst­ko faj­nie, tyl­ko że ta fun­da­cja nie mia­ła labo­ra­to­rium w miej­scu, któ­re dekla­ro­wa­ła w doku­men­tach zło­żo­nych do kon­kur­su – czy­li przy ul. Mar­szał­kow­skiej 35 w Warszawie.

Po ujaw­nie­niu tej spra­wy przez por­tal wpo​li​ty​ce​.pl obu­dzi­ło się Mini­ster­stwo Zdro­wia i jego kon­tro­le­rzy posta­no­wi­li spraw­dzić ist­nie­nie labo­ra­to­rium. W rapor­cie z kon­tro­li stwier­dzo­no, iż pod wska­za­nym adre­sem nie funk­cjo­nu­je żad­ne labo­ra­to­rium, nie tyl­ko Fun­da­cji na Rzecz Cho­rych z Cho­ro­ba­mi Krwi.

Pro­fe­sor Roman Danie­le­wicz, szef Poltran­splan­tu przy­zna­jąc Fun­da­cji pro­ce­du­ry w ostat­nim dniu stycz­nia br. stwier­dził, iż wszyst­ko jest w jak naj­lep­szym porząd­ku. Sta­no­wi­sko w tej spra­wie pod­parł pro­to­ko­łem kon­tro­li w tym labo­ra­to­rium, któ­ra prze­pro­wa­dzi­ło dwa tygo­dnie przed ogło­sze­niem kon­kur­su Kra­jo­we Cen­trum Ban­ko­wa­nia Tka­nek i Komó­rek. Kra­jo­we Cen­trum Ban­ko­wa­nia Tka­nek i Komó­rek oświad­czy­ło, że uzy­ska­ło od Fun­da­cji infor­ma­cję, iż na dzień 29 stycz­nia 2014 roku labo­ra­to­rium znaj­du­je się i dzia­ła w sie­dzi­bie przy ul. Mar­szał­kow­skiej 35 w War­sza­wie”. To, jak wie­my, jest kłam­stwem. Kto zatem poświad­czył nie­praw­dę, sko­ro udo­wod­ni­li to kon­tro­le­rzy z ministerstwa?

I co robi Poltran­splant? Infor­mu­je nad­zo­ru­ją­cy go resort m. in. o zawie­sze­niu umo­wy w spra­wie poszu­ki­wa­nia i dobo­ru nie­spo­krew­nio­nych daw­ców szpi­ku w 2014 r. zawar­tej przez Po/​transplant z Fun­da­cją do cza­su przed­sta­wie­nia przez Fun­da­cję aktu­al­ne­go pozwo­le­nia Mini­stra Zdro­wia na testo­wa­nie komó­rek, tka­nek i narzą­dów” oraz zapew­nia, że pro­ce­du­ry dobo­ru reali­zo­wa­ne przez Fun­da­cję na Rzecz Cho­rych z Cho­ro­ba­mi Krwi prze­kie­ro­wa­ne zosta­ły do inne­go podmiotu”.

Dla­cze­go tych 400 tysię­cy zło­tych nie podzie­lo­no pomię­dzy czte­ry pozo­sta­łe pod­mio­ty, star­tu­ją­ce w kon­kur­sie? Dla­cze­go Poltran­splant posta­no­wił prze­ka­zać publicz­ne pie­nią­dze bez jakie­go­kol­wiek kon­kur­su? I komu?

Słod­ki sen ministra

Mini­ster Arłu­ko­wicz wciąż poty­ka się o doł­ki, kopa­ne pod nim przez sze­fo­stwo Poltran­splan­tu, lob­by pro­fe­sor­skie i farmaceutyczne.

Jego słod­ką tajem­ni­cą jest, dla­cze­go pacjen­ci cze­ka­ją w dłu­gich kolej­kach do leka­rza spe­cja­li­sty. Według Bar­to­sza Arłu­ko­wi­cza leka­rze rodzin­ni mie­li zle­cać dodat­ko­we, spe­cja­li­stycz­ne bada­nia, tak aby szyb­ciej dia­gno­zo­wać cho­rych na raka. Mają być rów­nież bar­dziej zmo­ty­wo­wa­ni i muszą poświę­cać pacjen­tom wię­cej cza­su. Jed­nak szef resor­tu do tej pory nic nie zro­bił poza tym, że poka­zał się na kon­fe­ren­cji pra­so­wej i ogło­sił zmiany.

Chwa­leb­ne, ale nadal służ­ba zdro­wia, w któ­rej ostat­nie sło­wo nale­ży nie do leka­rza, ale do urzęd­ni­ka NFZ, peł­na jest absur­dów. Przy­kład: za kil­ku­dnio­wą hospi­ta­li­za­cję tzw. dia­gno­stycz­ną NFZ pła­ci tyle, co za pobyt 30-dnio­wy w szpi­ta­lu. Te same pro­ce­du­ry dia­gno­stycz­ne reali­zo­wa­ne w szpi­ta­lu bywa­ją nawet dwu­dzie­sto­krot­nie droż­sze, niż gdy­by je prze­pro­wa­dzić w warun­kach ambu­la­to­ryj­nych. Rezul­tat? Pacjen­ci czę­ściej tra­fia­ją na kil­ka dni” do szpi­ta­la, któ­ry dobrze na nich zarabia

Dobry wzrok bez limitu

Na począt­ku tego roku NFZ zapo­wie­dział obni­że­nie wyce­ny dla świad­cze­nio­daw­ców za ope­ra­cję usu­nię­cia zaćmy tak, by w ramach tych samych środ­ków finan­so­wych moż­na było wyko­nać wię­cej ope­ra­cji. Zabieg, któ­ry wcze­śniej był wyce­nia­ny na 2860 zło­tych, od stycz­nia kosz­tu­je o 500 zł mniej. Nie prze­ło­ży­ło to się jed­nak na skró­ce­nie kole­jek. Lekarz oku­li­ści twier­dzą, że NFZ wpro­wa­dził limi­ty (finan­so­we) ope­ra­cji usu­wa­nia zaćmy. Dopro­wa­dzi­ło to do sytu­acji, że moż­li­wo­ści więk­szo­ści oddzia­łów oku­li­stycz­nych są wyko­rzy­sty­wa­ne jest w 50 pro­cen­tach. Dla­te­go np. cho­rzy ze Ślą­ska chęt­nie usu­wa­ją zaćmę w cze­skich kli­ni­kach. Do Cze­skie­go Cie­szy­na to jedy­nie kil­ka­dzie­siąt kilometrów.

O dwa tygo­dnie wydłu­żył się czas ocze­ki­wa­nia w kolej­ce na lecze­nie u gine­ko­lo­ga onko­lo­ga – teraz trze­ba już cze­kać ponad mie­siąc. Dłu­żej o pół­to­ra mie­sią­ca cze­ka­ją cho­rzy na wizy­tę u hema­to­on­ko­lo­ga, czas ocze­ki­wa­nia wyno­si oko­ło 2 i pół miesiąca.

Krzysz­tof Bąk, rzecz­nik resor­tu zdro­wia, na pyta­nie kie­dy w spra­wie pakie­tów kolej­ko­wych coś się ruszy, odpo­wia­dał, że Pro­jek­ty aktów wpro­wa­dza­ją­cych zmia­ny zosta­ły już prze­ka­za­ne do kon­sul­ta­cji spo­łecz­nych 7 kwiet­nia. Dalej tyl­ko obra­dy Komi­te­tu Sta­łe­go Rady Mini­strów, potem obra­dy Rady Mini­strów, a następ­nie doku­men­ty tra­fią do Sej­mu. Zapi­sy legi­sla­cyj­ne wej­dą w życie na począt­ku 2015 r.” 

Pocze­ka­my, ale czy dożyjemy?

Umo­rze­nie

Pro­ku­ra­to­rzy IPN w Kato­wi­cach umo­rzy­li śledz­two w spra­wie zama­chu na Jana Paw­ła II. Jed­nym z powo­dów decy­zji był fakt, że Buł­ga­rzy poma­ga­ją­cy Ali Agcy 13 maja 1981 roku zosta­li już wcze­śniej osą­dze­ni przez wło­ski sąd.

Zamach

Na Pla­cu Świę­te­go Pio­tra w Waty­ka­nie do Jana Paw­ła II strze­lał Meh­met Ali Agca, turec­ki ter­ro­ry­sta. Agcę schwy­ta­no natych­miast po zama­chu. W lip­cu 1981 r. zaczął się jego pro­ces i zama­cho­wiec został ska­za­ny na doży­wot­nie wię­zie­nie. Śledz­two nie wyja­śni­ło jed­nak tła zama­chu. W 1983 r. Jan Paweł II odwie­dził Agcę w rzym­skim wię­zie­niu i dłu­go z nim rozmawiał.

W kwiet­niu 2006 r. kato­wic­ki pion śled­czy IPN wsz­czął śledz­two w spra­wie zama­chu na życie Jana Paw­ła II. Było to moż­li­we, bo Karol Woj­ty­ła, czy­li Jan Paweł II był oby­wa­te­lem pol­skim, zamach i jego przy­go­to­wa­nie moż­na kwa­li­fi­ko­wać jako tzw. zbrod­nię komu­ni­stycz­ną, czy­li nie­przedaw­nia­ją­cy się na nor­mal­nych zasa­dach czyn funk­cjo­na­riu­sza pań­stwa komunistycznego.

– Umo­rze­nie spo­rzą­dzo­ne przez pro­ku­ra­to­ra Micha­ła Skwa­rę liczy 230 stron i będzie dostęp­ne na stro­nach inter­ne­to­wych IPN – powie­dzia­ła pro­ku­ra­tor Ewa Koj, naczel­nicz­ka pio­nu śled­cze­go IPN w Kato­wi­cach. Naj­waż­niej­szym celem śledz­twa IPN było usta­le­nie oko­licz­no­ści przy­go­to­wa­nia do zama­chu, szcze­gó­ło­we opi­sa­nie prze­bie­gu oraz ujaw­nie­nie dzia­łań dez­in­for­ma­cyj­nych pod­ję­tych w latach 80. ub. wie­ku przez służ­by spe­cjal­ne blo­ku komu­ni­stycz­ne­go. I to się udało.

W cza­sie śledz­twa pro­ku­ra­to­rzy dotar­li do nie­zna­nych do tej pory fak­tów i dokumentów.

- Dzię­ki zezna­niom świad­ków usta­li­li­śmy rzecz do tej pory nie­zna­ną. Otóż Ope­ra­cja Trian­go­lo” była tzw. spra­wą obiek­to­wą na Waty­kan, reali­zo­wa­ną i pro­wa­dzo­ną przez anty­ko­ściel­ny Depar­ta­ment IV MSW do 1989 roku. I wbrew temu co do tej pory sądzo­no, nie doty­czy­ła tyl­ko pró­by kom­pro­mi­ta­cji papie­ża kom­pro­mi­ta­cji papie­ża – mówi Ewa Koj.

Przed piel­grzym­ką Jana Paw­ła II do Pol­ski w 1983 roku, Grze­gorz Pio­trow­ski (zabój­ca księ­dza Jerze­go Popie­łusz­ki) z Depar­ta­men­tu IV wraz z kil­kor­giem funk­cjo­na­riu­szy przy­go­to­wy­wał w Kra­ko­wie pro­wo­ka­cję wymie­rzo­ną w papie­ża. Pio­trow­skie­mu w przy­go­to­wa­niu tej brud­nej pro­wo­ka­cji poma­ga­ły dwie funk­cjo­na­riusz­ki SB, któ­re uda­ły się do miesz­ka­nia ks. Andrze­ja Bar­dec­kie­go, przy­ja­cie­la papie­ża. Tam, przed­sta­wia­jąc się jako przed­sta­wi­ciel­ki komi­te­tu pomo­cy, wyko­rzy­stu­jąc jej nie­uwa­gę, pod­rzu­ci­ły mate­ria­ły mają­ce w przy­szło­ści słu­żyć do szan­ta­żu Jana Paw­ła II. Akcja się nie uda­ła – Pio­trow­ski upił się i spo­wo­do­wał wypa­dek, a ks. Bar­dec­ki zna­lazł pod­rzu­co­ne doku­men­ty i je zniszczył.

Agca i Bułgarzy

W czerw­cu 2000 r. pre­zy­dent Włoch Car­lo Aze­glio Ciam­pi uła­ska­wił Agcę. Naka­zał też jego eks­tra­dy­cję do Anka­ry, gdzie tra­fił do celi za zabój­stwo turec­kie­go dzien­ni­ka­rza sprzed lat. W 2010 r. Agca został wypusz­czo­ny z wię­zie­nia. W sumie spę­dził za kra­ta­mi 30 lat.

Zaraz po zama­chu poja­wi­ło się natu­ral­ne pyta­nie: kto zle­cił pró­bę zamor­do­wa­nia czło­wie­ka sto­ją­ce­go na cze­le Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go i będą­ce­go rów­no­cze­śnie oby­wa­te­lem pań­stwa poło­żo­ne­go za żela­zną kur­ty­ną”? Wszyst­ko wska­zu­je na to, że za zama­chem mogły stać sowiec­kie służ­by spe­cjal­ne, jed­nak – jak to bywa w świe­cie taj­nych służb – dowo­dów na to brak, są tyl­ko poszlaki.

Nale­ży pamię­tać, że przed sądem nie sta­nę­li nigdy naj­waż­niej­si pomoc­ni­cy Agcy, zarów­no Buł­ga­rzy, jak i Tur­cy. Wło­ski sąd nie pró­bo­wał tak­że wery­fi­ko­wać śla­dów wska­zu­ją­cych nie tyl­ko na buł­gar­ski, ale i na sowiec­ki ślad w wyja­śnie­niach Agcy, co moż­na wytłu­ma­czyć ówcze­sną sytu­acją międzynarodową.

W 1985 r. przed wło­skim sądem sta­nął oskar­żo­ny o zor­ga­ni­zo­wa­nie spi­sku prze­ciw­ko papie­żo­wi Buł­gar Sier­giej Anto­now. Był zastęp­cą dyrek­to­ra rzym­skiej filii buł­gar­skich linii lot­ni­czych Bal­kan Air i nie­mal na pew­no ofi­ce­rem buł­gar­skie­go wywia­du. Obok nie­go zaocz­nie sądze­ni byli dwaj buł­gar­scy dyplo­ma­ci” z amba­sa­dy w Rzy­mie Żeliu Wasi­liew i Todor Ajwa­zow. Obaj wcze­śniej wyje­cha­li do domu. Wszy­scy zosta­li uniewinnieni.

- W opar­ciu o zezna­nia ofi­ce­rów Zarzą­du II Szta­bu Gene­ral­ne­go, czy­li wywia­du woj­sko­we­go, uda­ło nam się usta­lić w jaki spo­sób zosta­li ewa­ku­owa­ni po zama­chu dwaj zamie­sza­ni weń Buł­ga­rzy dyplo­ma­ci z amba­sa­dy w Rzy­mie Żeliu Wasi­liew i Todor Ajwa­zow – stwier­dza pro­ku­ra­tor Koj.

Nawia­sem mówiąc, w rato­wa­niu Buł­ga­rów bra­ły udział tak­że inne wywia­dy pań­stwa socja­li­stycz­nych. Od maja 1981 r. wywiad NRD (HVA) na zle­ce­nie buł­gar­skich służb spe­cjal­nych brał udział w zakro­jo­nej na sze­ro­ką ska­lę ope­ra­cji dez­in­for­ma­cyj­nej, któ­ra nosi­ła kryp­to­nim Papież” („Ope­ra­tion Papst”). Jej celem było odcią­gnię­cie uwa­gi rzym­skich śled­czych od buł­gar­skie­go tropu.

Jak wyni­ka ze zgro­ma­dzo­nych w IPN doku­men­tów, jed­ną z klu­czo­wych posta­ci w tej roz­gryw­ce był płk Orman­kow z buł­gar­skie­go wywia­du. To ten sam czło­wiek, któ­ry jako buł­gar­ski pro­ku­ra­tor spo­tkał się w wię­zie­niu z Ali Agcą, a jego tłu­macz Pet­ko Mar­kow przez moment pozo­sta­wał z nim w celi sam na sam. Od tego momen­tu Agca nie tyl­ko prze­stał zezna­wać na temat swych kon­tak­tów z Buł­ga­ra­mi, ale odwo­łał wszyst­kie poprzed­nie zezna­nia i zaczął grać rolę nawie­dzo­ne­go fanatyka.

Po wie­lu latach miał powie­dzieć sędzie­mu Fer­di­nan­do Impo­si­ma­to, że Pet­ko Mar­kow zagro­ził śmier­cią całej jego rodzi­ny, jeśli nie zaprze­sta­nie zezna­wać na temat swych kon­tak­tów z Bułgarami.

W postę­po­wa­niu zgro­ma­dzo­no już 250 tomów akt. Uzy­ska­no tak­że mię­dzy­na­ro­do­wą pomoc praw­ną z Nie­miec, Holan­dii, Ukra­iny, Buł­ga­rii, Tur­cji i Włoch. Trwa tłu­ma­cze­nie ostat­nich dokumentów.

W 2011 roku IPN wspól­nie z Gościem Nie­dziel­nym” wydał książ­kę Papież musiał zgi­nąć. Wyja­śnie­nia Ali Agcy”. Zna­la­zła się w niej część mate­ria­łów, któ­re będą sta­no­wi­ły pod­sta­wę do przy­go­to­wy­wa­ne­go umo­rze­nia. To m.in. prze­ka­za­ne z Włoch mate­ria­ły ze śledz­twa i pro­ce­su zama­chow­ca, w tym jego wyjaśnienia.