Roz­mo­wa w Radio Wnet

Nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) w latach 90. przy­ję­ła stra­te­gię agre­syw­nej pene­tra­cji pol­skie­go życia publicz­ne­go i gospo­dar­cze­go. Zamiast wyco­fać ofi­ce­rów, Niem­cy zmie­ni­li ich legen­dy”. Służ­by wywia­dow­cze RFN maso­wo wyko­rzy­sty­wa­ły przy­kry­cia dyplo­ma­tycz­ne, biz­ne­so­we, a tak­że – co budzi do dziś naj­więk­sze kon­tro­wer­sje – dzia­łal­ność fun­da­cji poli­tycz­nych i sto­wa­rzy­szeń kulturalnych.

I tak sobie poroz­ma­wia­li­śmy red. Kata­rzy­ną Ada­miak nie­mal­że bla­dym świ­tam. Było miło.

Asy­me­tria naiw­no­ści. Jak pol­skie służ­by wyszły” z Nie­miec, a BND zosta­ło w Polsce.

Gdy po 1989 roku Pol­ska odzy­ski­wa­ła powo­li suwe­ren­ność, w gabi­ne­tach sze­fów rodzą­ce­go się Urzę­du Ochro­ny Pań­stwa zapa­dła decy­zja, któ­ra na deka­dy zde­fi­nio­wa­ła naszą pozy­cję w Euro­pie: sojusz­ni­ków się nie szpieguje.

W imię budo­wy zaufa­nia i wspól­nej dro­gi do NATO, War­sza­wa dobro­wol­nie ośle­pi­ła się” na kie­run­ku ber­liń­skim, likwi­du­jąc rezy­den­tu­ry i wyga­sza­jąc agen­tu­rę. Jed­nak w świe­cie służb spe­cjal­nych próż­nia nie ist­nie­je. Pod­czas gdy pol­scy ofi­ce­ro­wie otrzy­ma­li zakaz ope­ro­wa­nia nad Szpre­wą, nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) i kontr­wy­wiad woj­sko­wy (MAD) potrak­to­wa­ły Pol­skę jak poligon.

Od agre­syw­ne­go wywia­du gospo­dar­cze­go w cza­sie pry­wa­ty­za­cji, przez wer­bu­nek ofi­ce­rów Woj­ska Pol­skie­go, aż po sys­te­mo­wą inwi­gi­la­cję pol­skich mini­sterstw – histo­ria rela­cji wywia­dow­czych III RP z Niem­ca­mi to kro­ni­ka naiw­no­ści, za któ­rą przy­szło nam zapła­cić naj­wyż­szą cenę: stra­te­gicz­ne zasko­cze­nie pro­jek­ta­mi taki­mi jak Nord Stream.

Po 1989 roku, w imię poli­tycz­ne­go rese­tu i dąże­nia do struk­tur zachod­nich, War­sza­wa pod­ję­ła bez­pre­ce­den­so­wą decy­zję o fak­tycz­nym wyga­sze­niu ope­ra­cji wywia­dow­czych na tere­nie Nie­miec. W tym samym cza­sie nie­miec­ki wywiad cywil­ny – Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) nie tyl­ko nie zwol­nił tem­pa, ale zin­ten­sy­fi­ko­wał dzia­ła­nia, trak­tu­jąc Pol­skę jako poli­gon doświad­czal­ny i stre­fę bufo­ro­wą. Histo­ria rela­cji służb spe­cjal­nych III RPRFN to stu­dium jed­no­stron­ne­go rozbrojenia.

Wśród funk­cjo­na­riu­szy daw­ne­go Urzę­du Ochro­ny Pań­stwa (UOP) do dziś krą­żą opo­wie­ści o poli­tycz­nym zaka­zie”, któ­ry na począt­ku lat 90. spa­ra­li­żo­wał pol­ski wywiad na kie­run­ku nie­miec­kim. W cza­sie, gdy Krzysz­tof Kozłow­ski i inni archi­tek­ci nowych służb nie­udol­nie budo­wa­li fun­da­men­ty demo­kra­tycz­nej kon­tro­li nad resor­ta­mi siło­wy­mi, zapa­dła nie­pi­sa­na, lecz rygo­ry­stycz­nie prze­strze­ga­na decy­zja: sojusz­ni­ków się nie szpie­gu­je. Niem­cy jako głów­ny adwo­kat pol­skiej akce­sji do NATOUE, otrzy­ma­ły od War­sza­wy swo­isty immu­ni­tet wywiadowczy.

Pro­blem w tym, że w Pul­lach (ówcze­snej sie­dzi­bie BND) nikt podob­nych roz­ka­zów nie wydał.

Dok­try­na jed­no­stron­ne­go zaufania

Decy­zja o wyco­fa­niu akty­wów wywia­dow­czych z Nie­miec była podyk­to­wa­na geo­po­li­ty­ką. Rząd Tade­usza Mazo­wiec­kie­go, a następ­nie kolej­ne gabi­ne­ty soli­dar­no­ścio­we, wycho­dzi­ły z zało­że­nia, że budo­wa zaufa­nia wyma­ga peł­nej trans­pa­rent­no­ści. Ofi­ce­ro­wie Zarzą­du Wywia­du UOP otrzy­ma­li jasny sygnał: Ber­lin to part­ner, nie cel.

To był ewe­ne­ment na ska­lę świa­to­wą. Żaden sza­nu­ją­cy się kraj, nawet w ramach naj­ści­ślej­szych soju­szy, nie rezy­gnu­je cał­ko­wi­cie z roz­po­zna­nia wywia­dow­cze­go u swo­je­go naj­więk­sze­go sąsia­da. My to zro­bi­li­śmy, licząc na wza­jem­ność, któ­rej nigdy nie było” – mówi ano­ni­mo­wo były ofi­cer pio­nu kontr­wy­wia­du, aktyw­ny w latach 90.

Skut­ki były natych­mia­sto­we. Pol­ska sieć agen­tu­ral­na w Niem­czech zosta­ła w dużej mie­rze zwi­nię­ta lub uśpio­na” w spo­sób tak głę­bo­ki, że fak­tycz­nie prze­sta­ła ist­nieć. Pol­ski wywiad prze­szedł na tzw. bia­ły wywiad (ana­li­zę źró­deł otwar­tych) i ofi­cjal­ną wymia­nę part­ner­ską. Tym­cza­sem Niem­cy, reali­zu­jąc swo­ją Ost­po­li­tik, potrze­bo­wa­li pre­cy­zyj­nych infor­ma­cji o sta­nie pol­skiej gospo­dar­ki, nastro­jach spo­łecz­nych i – co klu­czo­we – o sta­bil­no­ści poli­tycz­nej kra­ju tran­zy­to­we­go na Wschód.

O tym, że Niem­cy przy­wią­zu­ją dużą uwa­gę do sytu­acji w Pol­sce może świad­czyć fakt, że co naj­mniej dwóch (?) amba­sa­do­rów mia­ło w prze­szło­ści związ­ki z wywia­dem. Nie­miec­cy amba­sa­do­ro­wie w Pol­sce po 1990 r. – z doświad­cze­niem w służ­bach specjalnych.

Rüdi­ger Fre­iherr von Fritsch był amba­sa­do­rem Nie­miec w Pol­sce w latach 20102014. Wcze­śniej peł­nił funk­cję wice­sze­fa Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) – nie­miec­kiej Fede­ral­nej Służ­by Wywia­du, czy­li głów­nej cywil­nej służ­by wywia­dow­czej RFN. Jego przej­ście z BND do pla­ców­ki dyplo­ma­tycz­nej było komen­to­wa­ne jako wysła­nie do War­sza­wy dyplo­ma­ty o dużym doświad­cze­niu wywiadowczym”.

Arndt Frey­tag von Lorin­gho­ven – amba­sa­dor Nie­miec w War­sza­wie w latach 20202022. Przed karie­rą dyplo­ma­tycz­ną był wice­sze­fem Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) w latach 2007 – 2010.

BND: Sojusz­nik, któ­ry patrzy na ręce

Nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) w latach 90. przy­ję­ła stra­te­gię agre­syw­nej pene­tra­cji pol­skie­go życia publicz­ne­go i gospo­dar­cze­go. Zamiast wyco­fać ofi­ce­rów, Niem­cy zmie­ni­li ich legen­dy”. Służ­by wywia­dow­cze RFN maso­wo wyko­rzy­sty­wa­ły przy­kry­cia dyplo­ma­tycz­ne, biz­ne­so­we, a tak­że – co budzi do dziś naj­więk­sze kon­tro­wer­sje – dzia­łal­ność fun­da­cji poli­tycz­nych i sto­wa­rzy­szeń kulturalnych.

Cele BND w Pol­sce były wie­lo­wek­to­ro­we. To było roz­po­zna­nie gospo­dar­cze. Niem­cy były żywot­nie zain­te­re­so­wa­ne pro­ce­sem pry­wa­ty­za­cji pol­skich przed­się­biorstw. Wie­dza o tym, ile dany zakład jest wart i jakie są nie­ofi­cjal­ne” warun­ki jego prze­ję­cia, była bez­cen­na dla nie­miec­kie­go kapitału.

Moni­to­ro­wa­no też śro­do­wi­ska nie­miec­kiej mniej­szo­ści i nastro­je na Zie­miach Odzy­ska­nych. Pene­tro­wa­no eli­ty poli­tycz­ne poprzez budo­wa­nie tzw. agen­tu­ry wpły­wu, mają­cej na celu lob­bo­wa­nie roz­wią­zań korzyst­nych dla Ber­li­na w pro­ce­sie nego­cja­cyj­nym z UE. Znacz­nie zwięk­szo­no kadro­wą obsa­dę nie­miec­kich kon­su­la­tów w Opo­lu i Wrocławiu.

Pol­ski kontr­wy­wiad odno­to­wy­wał w poło­wie lat 90. wzmo­żo­ną aktyw­ność nie­miec­kich służb na Pomo­rzu i Ślą­sku. Docho­dzi­ło do woj­ny ner­wów” i cichych wyda­leń dyplo­ma­tów bez medial­ne­go rozgłosu.

Szpie­dzy w ser­cu Pol­ski – ujaw­nio­ne przypadki

Choć pol­ski kontr­wy­wiad (naj­pierw UOP, potem ABW) miał zwią­za­ne ręce poli­tycz­ną popraw­no­ścią, ska­la nie­miec­kiej aktyw­no­ści była już tak duża, że docho­dzi­ło do wpa­dek nie­miec­kich szpie­gów. Wie­le z nich było wyci­sza­nych dyplo­ma­tycz­nie, ale część ujrza­ła świa­tło dzien­ne, obna­ża­jąc mit part­ner­skich relacji.

W 1993 r. sąd woj­sko­wy w Byd­gosz­czy ska­zał ofi­ce­ra WP ppłk. Pio­tra Hof­f­man­na na 4 lata pozba­wie­nia wol­no­ści za szpie­go­stwo na rzecz woj­sko­we­go wywia­du RFN (MAD). Hof­f­mann jako wykła­dow­ca w Wyż­szej Szko­le Ofi­cer­skiej w Kosza­li­nie miał prze­ka­zy­wać infor­ma­cje nie­miec­kie­mu wywia­do­wi od 1985 do 1992 r., został zatrzy­ma­ny przez UOP już w realiach III RP.

Ryszard Toma­szek został zatrzy­ma­ny przez UOP i aresz­to­wa­ny w 1991 roku. Toma­szek dostar­czał Niem­com infor­ma­cji w zamian za korzy­ści mająt­ko­we. Doty­czy­ły one m.in. jed­no­stek Woj­ska Pol­skie­go. Toma­szek usi­ło­wał wykpić się tłu­ma­cze­niem, że swą dzia­łal­ność w 1987 r. pod­jął z pobu­dek poli­tycz­nych, czy­li jako prze­ciw­nik ustro­ju PRL. Został ska­za­ny 9 kwiet­nia 1992 r. na 7 lat wię­zie­nia i 5 lat pozba­wie­nia praw publicznych.

Jed­nak naj­bar­dziej bole­sne były wer­bun­ki Pola­ków. Kla­sycz­nym modus ope­ran­di BND było wyko­rzy­sty­wa­nie pro­ble­mów finan­so­wych lub sen­ty­men­tów pro­nie­miec­kich. Co istot­ne – w spra­wach tych czę­sto poja­wiał się wątek niskiej szko­dli­wo­ści” w nar­ra­cji publicz­nej. Przez lata domi­no­wa­ło prze­ko­na­nie, że szpieg nie­miec­ki to dobry szpieg”, bo prze­cież jeste­śmy w NATO. To uśpi­ło czujność.

Utra­co­ne oczy i uszy”

Decy­zja o wyco­fa­niu ope­ra­cyj­nym z Nie­miec mia­ła dłu­go­fa­lo­we skut­ki. W klu­czo­wych momen­tach dla pol­skiej racji sta­nu – takich jak nego­cja­cje w spra­wie gazo­cią­gu Nord Stre­am, czy póź­niej Nord Stre­am 2 – War­sza­wa była czę­sto zaska­ki­wa­na decy­zja­mi Berlina.

Pol­scy decy­den­ci nie dys­po­no­wa­li nie­jaw­ną wie­dzą o rze­czy­wi­stych powią­za­niach nie­miec­kich poli­ty­ków z rosyj­skim biz­ne­sem (przy­pa­dek Ger­har­da Schröde­ra), ponie­waż pol­ski wywiad nie pro­wa­dził tam aktyw­nej gry ope­ra­cyj­nej. Byli­śmy ska­za­ni na to, co Niem­cy chcie­li nam powie­dzieć ofi­cjal­ny­mi kana­ła­mi, lub na to, co uda­ło się dowie­dzieć z mediów.

Nie­miec­kie służ­by wywia­dow­cze nie próż­no­wa­ły. Wystar­czy wspo­mnieć ujaw­nie­nie przez dzien­ni­ka­rzy tygo­dni­ka Der Spie­gel” w 2015 roku doku­men­tów, z któ­rych wyni­ka­ło, że BND sys­te­ma­tycz­nie pod­słu­chi­wa­ło pol­skie MSW (Mini­ster­stwo Spraw Wewnętrz­nych) oraz MSZ. Wśród celów były też pol­skie pla­ców­ki dyplo­ma­tycz­ne. Ber­lin tłu­ma­czył to błę­dem w sys­te­mie selek­to­rów”, ale eks­per­ci nie mają wąt­pli­wo­ści: to było celo­we działanie.

W odpo­wie­dzi na ujaw­nie­nie afe­ry, w 2016 r. Niem­cy refor­mu­ją pra­wo, de fac­to lega­li­zu­jąc inwi­gi­la­cję insty­tu­cji unij­nych i państw part­ner­skich w imię inte­re­su poli­tycz­ne­go Nie­miec”. Pol­ska nadal pozo­sta­je w stre­fie zain­te­re­so­wa­nia ope­ra­cyj­ne­go BND.

Cena popraw­no­ści

Bilans ostat­nich trzech dekad wywia­dow­czych dzia­łań jest dla Pol­ski nie­ko­rzyst­ny. Pod­czas gdy War­sza­wa w imię pojed­na­nia” dobro­wol­nie ośle­pi­ła się na kie­run­ku zachod­nim, Ber­lin prag­ma­tycz­nie reali­zo­wał dok­try­nę, w któ­rej zaufa­nie jest dobre, ale kon­tro­la (wywia­dow­cza) jesz­cze lepsza.

Przy­pad­ki ujaw­nio­nych agen­tów BND to tyl­ko wierz­cho­łek góry lodo­wej. Praw­dzi­wym pro­ble­mem nie są bowiem poje­dyn­czy szpie­dzy, ale sys­te­mo­wa zgo­da pol­skich elit po 1989 roku na funk­cjo­no­wa­nie w warun­kach infor­ma­cyj­nej asy­me­trii. W świe­cie służb spe­cjal­nych brak wza­jem­no­ści nie jest trak­to­wa­ny jako gest dobrej woli, lecz jako ozna­ka słabości.

Klu­czo­we jest roz­róż­nie­nie dwóch nie­miec­kich służb: BND (wywiad zagra­nicz­ny) oraz MAD (Mili­täri­scher Abschirm­dienst – kontr­wy­wiad woj­sko­wy). O ile BND ope­ru­je na zewnątrz, o tyle MAD zaj­mu­je się ochro­ną Bun­de­sweh­ry, ale w Pol­sce obie te służ­by prze­ja­wia­ły aktyw­ność, szcze­gól­nie w okre­sach napięć poli­tycz­nych lub wiel­kich prze­tar­gów zbrojeniowych.

Choć ppłk Zbi­gniew J. (ofi­cer Woj­ska Pol­skie­go) został w 2014 r. ska­za­ny za szpie­go­stwo na rzecz Rosji, pro­ces ten ujaw­nił potęż­ną lukę w pol­skim kontr­wy­wia­dzie, któ­rą przez lata wyko­rzy­sty­wa­ły służ­by zachod­nie, w tym BNDMAD. Pod­czas śledz­twa wyszło na jaw, że pol­scy ofi­ce­ro­wie, mają­cy dostęp do tajem­nic NATO, byli ruty­no­wo moni­to­ro­wa­ni” przez ofi­ce­rów nie­miec­kie­go kontr­wy­wia­du woj­sko­we­go (MAD).

Niem­cy, pod pozo­rem współ­pra­cy sojusz­ni­czej w ramach struk­tur NATO, pro­wa­dzi­li tzw. roz­po­zna­nie syl­wet­ko­we pol­skich dowód­ców. Zbie­ra­li dane o ich sła­bo­ściach, nało­gach i poglą­dach poli­tycz­nych. W kil­ku przy­pad­kach pol­skie służ­by musia­ły inter­we­nio­wać, by ogra­ni­czyć zbyt zaży­łe rela­cje pol­skich ofi­ce­rów z łącz­ni­ka­mi” z Ber­li­na, któ­re wykra­cza­ły poza protokół.

W roku 2000 doszło do bez­po­śred­nie­go uję­cia osób powią­za­nych z nie­miec­ki­mi służ­ba­mi woj­sko­wy­mi. W pobli­żu por­tu wojen­ne­go w Gdy­ni zatrzy­ma­no dwóch oby­wa­te­li Nie­miec wypo­sa­żo­nych w wyso­kiej kla­sy sprzęt optycz­ny i nasłu­cho­wy. Ofi­cjal­nie twier­dzi­li, że są pasjo­na­ta­mi okrętów”.

Pol­skie służ­by usta­li­ły, że zatrzy­ma­ni współ­pra­co­wa­li z nie­miec­kim wywia­dem mor­skim (pod­le­głym MAD/BND). Ich zada­niem było mapo­wa­nie ruchu pol­skich jed­no­stek i testo­wa­nie czuj­no­ści ochro­ny po wej­ściu Pol­ski do pro­gra­mu Part­ner­ship for Peace. Spra­wa zakoń­czy­ła się cichym wyda­le­niem i ofi­cjal­nym pro­te­stem dyplo­ma­tycz­nym, któ­ry nigdy nie tra­fił na czo­łów­ki gazet.

Ope­ra­cja w mar­twym polu” – Inwi­gi­la­cja pol­skie­go MON

W 2015 roku, przy oka­zji afe­ry Snow­de­na, ujaw­nio­no, że BND posia­da­ło aktyw­nych infor­ma­to­rów lub tech­nicz­ne źró­dła dostę­pu wewnątrz Mini­ster­stwa Obro­ny Naro­do­wej. Niem­ców inte­re­so­wa­ły pol­skie pla­ny moder­ni­za­cji armii, a kon­kret­nie to, czy Pol­ska wybie­rze ofer­tę nie­miec­ką (np. czoł­gi Leopard, okrę­ty pod­wod­ne), czy amerykańską.

Choć nie doszło do spek­ta­ku­lar­ne­go aresz­to­wa­nia kre­ta” (praw­do­po­dob­nie ze wzglę­du na osło­nę dyplo­ma­tycz­ną infor­ma­to­ra), kontr­wy­wiad woj­sko­wy (SKW) musiał prze­pro­wa­dzić głę­bo­ką czyst­kę w depar­ta­men­tach zamó­wień, po tym jak nie­miec­kie fir­my zbro­je­nio­we dys­po­no­wa­ły wie­dzą o taj­nych para­me­trach prze­tar­go­wych, zanim te zosta­ły ofi­cjal­nie ogłoszone.

Agen­tu­ra wpły­wu i nie­miec­ki łącz­nik” w Warszawie

W histo­rii III RP odno­to­wa­no przy­pad­ki Pola­ków – czę­sto byłych współ­pra­cow­ni­ków służb PRL – któ­rzy po 1989 roku zosta­li prze­ję­ci” przez BND.

Jeden z nich nosi­na­zwi­sko czę­sto poja­wia­ją­ce się w opra­co­wa­niach histo­rycz­nych doty­czą­cych UOP. To wyso­kiej ran­gi urzęd­nik pań­stwo­wy, odpo­wie­dzial­ny swe­go cza­su za poli­ty­kę zagra­nicz­ną w latach 90. Przez kontr­wy­wiad był podej­rze­wa­ny o regu­lar­ne prze­ka­zy­wa­nie ana­liz i nota­tek z posie­dzeń rzą­du rezy­den­tu­rze BND w War­sza­wie. Urzęd­nik nie został oskar­żo­ny o szpie­go­stwo (brak zgo­dy poli­tycz­nej na pro­ces z Niem­ca­mi), ale został zmu­szo­ny do dymi­sji pod innym pre­tek­stem. To kla­sycz­ny przy­kład uję­cia” szpie­ga, któ­ry koń­czy się eli­mi­na­cją z życia publicz­ne­go zamiast więzienia.

Pol­skie służ­by (szcze­gól­nie w latach 20072015) mia­ły nie­for­mal­ny prio­ry­tet: nie szu­kać wro­gów na Zacho­dzie. Powo­do­wa­ło to, że wie­le sygna­łów o aktyw­no­ści BND czy MAD było igno­ro­wa­nych lub baga­te­li­zo­wa­nych przez kie­row­nic­two służb. Dopie­ro audy­ty w SKWABW po 2015 roku ujaw­ni­ły ska­lę zanie­dbań i to, jak głę­bo­ko nie­miec­kie służ­by spe­ne­tro­wa­ły pol­skie pro­ce­sy decy­zyj­ne pod płasz­czem sojusz­ni­czej wymia­ny informacji”.

Koniec epo­ki naiwności?

Dzi­siaj, patrząc na puste tecz­ki akty­wów pol­skie­go wywia­du z lat 90. i porów­nu­jąc je z listą selek­to­rów” BND wymie­rzo­nych w pol­skie MSZ, MSWMON, widać wyraź­nie, że part­ner­stwo z Ber­li­nem było budo­wa­ne na asymetrii.

Pol­ska pró­bo­wa­ła być pry­mu­sem nowej dyplo­ma­cji, Niem­cy pozo­sta­ły prag­ma­tycz­nym gra­czem, dla któ­re­go infor­ma­cja nie­jaw­na jest narzę­dziem budo­wy hege­mo­nii. Przy­pad­ki uję­tych współ­pra­cow­ni­ków nie­miec­kich służb wywia­dow­czych czy skan­dal z pod­słu­chi­wa­niem pol­skich poli­ty­ków powin­ny być dla War­sza­wy bole­sną lek­cją: w świe­cie służb spe­cjal­nych nie ma państw zaprzy­jaź­nio­nych” – są tyl­ko pań­stwa part­ner­skie, któ­rych inte­re­sy bywa­ją zbież­ne, ale któ­rych inten­cje zawsze muszą być weryfikowane.

Dopó­ki pol­skie służ­by nie odzy­ska­ją peł­nej zdol­no­ści ope­ra­cyj­nej na kie­run­ku zachod­nim, będzie­my jedy­nie pasyw­nym odbior­cą poli­ty­ki kre­owa­nej w Ber­li­nie, a nasze bez­pie­czeń­stwo będzie zale­żeć nie od naszej wie­dzy, lecz od cudzej łaski. Naj­wyż­szy czas, by śle­pa pla­ma” na mapie pol­skie­go wywia­du ode­szła do histo­rii wraz z epo­ką geo­po­li­tycz­nej naiwności.

Nie­miec­ka nar­ra­cja nacjonalistyczno-rewizjonistyczna

Nie­miec­ka kam­pa­nia dez­in­for­ma­cyj­na doty­czą­ca pol­skiej odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­kaust sta­no­wi wyra­fi­no­wa­ny mecha­nizm socjo­tech­nicz­ny, któ­re­go korze­nie się­ga­ją lat 50. XX wie­ku. Efek­ty widzi­my dzisiaj.

Według prof. Grze­go­rza Kuchar­czy­ka, ter­min pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” stwo­rzy­li pod koniec lat pięć­dzie­sią­tych funk­cjo­na­riu­sze wywia­du RFN, któ­rzy w cza­sie woj­ny pra­co­wa­li dla III Rze­szy – byli to ludzie, któ­rzy po kapi­tu­la­cji Nie­miec zna­leź­li się w stre­fach oku­po­wa­nych przez alian­tów zachod­nich. Ten kłam­li­wy ter­min powstał w ramach wysił­ku seman­tycz­ne­go opar­te­go na zasa­dzie Goeb­bel­sa, że kłam­stwa cią­gle powta­rza­ne sta­ją się prawdą.

Książ­ka Grze­go­rza Ros­so­liń­skie­go-Lie­be: prze­ło­mo­wy moment kampanii

Publi­ka­cja Pol­scy bur­mi­strzo­wie i Holo­kaust” autor­stwa nie­miec­kie­go histo­ry­ka Grze­go­rza Ros­so­liń­skie­go-Lie­be sta­no­wi kul­mi­na­cję wie­lo­let­niej kam­pa­nii zmie­rza­ją­cej do prze­rzu­ce­nia odpo­wie­dzial­no­ści za Zagła­dę. Książ­ka ta, finan­so­wa­na przez nie­miec­kie insty­tu­cje, wzbu­dzi­ła ostrą kry­ty­kę Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej, któ­ry ziden­ty­fi­ko­wał sze­reg mani­pu­la­cji historycznych.

Głów­ne mani­pu­la­cje ziden­ty­fi­ko­wa­ne przez IPN

Ros­so­liń­ski-Lie­be wprost wyra­ża ubo­le­wa­nie, że w dotych­cza­so­wych bada­niach histo­rycz­nych mar­gi­na­li­zo­wa­na była rola pol­skich bur­mi­strzów. Nie doda­je jed­nak, że admi­ni­stra­cja lokal­na była nie­miec­ką admi­ni­stra­cją w stwo­rzo­nym przez Niem­ców pań­stwie przy­bocz­nym” Rze­szy – Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie, a etnicz­nych Pola­ków zatrud­nia­no w niej jedy­nie jako urzęd­ni­ków zmu­szo­nych do bez­względ­ne­go posłuszeństwa.

Naj­bar­dziej rażą­cym ele­men­tem jest nie­mal cał­ko­wi­te zatar­cie róż­ni­cy mię­dzy spraw­cą a ofia­rą sys­te­mu. Nie­miec­ka admi­ni­stra­cja – twór­ca i wyko­naw­ca Zagła­dy – zni­ka w for­mach bez­oso­bo­wych: zade­cy­do­wa­no”, posta­no­wio­no”, naka­za­no”. Autor prze­ko­nu­je, że obiek­ty” uwa­ża­ne dotych­czas za prze­ci­wień­stwa w bada­niach, np. oku­pan­ci i oku­po­wa­ni, są ze sobą połą­czo­ne, prze­sta­jąc widzieć róż­ni­ce mię­dzy nimi, a tym samym ogra­ni­cza odpo­wie­dzial­ność Niem­ców za ich działanie.

Ros­so­liń­ski-Lie­be stwier­dza wręcz, że bur­mi­strzo­wie byli czę­sto bar­dziej odpo­wie­dzial­ni za Holo­kaust niż Niem­cy, któ­rych nazy­wa nie­miec­ki­mi odpo­wied­ni­ka­mi” pol­skich urzęd­ni­ków. Przy­pi­su­je bur­mi­strzom spraw­czość i posia­da­nie pola do wła­snych pro­jek­tów poli­tycz­nych”, igno­ru­jąc fakt, że w rela­cjach pol­sko-nie­miec­kich w GG ist­nia­ła wyłącz­nie pod­le­głość Pola­ków wobec Niemców.

Rażą­cym przy­kła­dem mani­pu­la­cji fak­to­gra­ficz­nej jest spra­wa Karo­la Roschild­ta, bur­mi­strza Pia­secz­na. Według suge­stii Ros­so­liń­skie­go-Lie­be pro­te­sto­wał on prze­ciw­ko wywo­że­niu przed­mio­tów z get­ta, ponie­waż chciał zacho­wać je dla sie­bie, pod­czas gdy doku­men­ty wska­zu­ją na zupeł­nie inne motywy.

Sys­tem pol­skich” auto­rów wspie­ra­ją­cych nie­miec­ką narrację

Prof. Bog­dan Musiał w tygo­dni­ku wSie­ci” opi­sał mecha­nizm kre­owa­nia poli­ty­ki histo­rycz­nej przez Niem­cy przy wyko­rzy­sta­niu pol­skich histo­ry­ków. Tria­da kon­tro­wer­syj­nych nazwisk wyglą­da tak:

Jan Tomasz Gross – nazy­wa­ny w nie­miec­kich mediach ame­ry­kań­sko-pol­skim histo­ry­kiem”, wie­lo­krot­nie gościł w czo­ło­wych nie­miec­kich mediach, powta­rza­jąc tezy o tym, że Pola­cy w cza­sie II woj­ny świa­to­wej zabi­li wię­cej Żydów niż Niemców.

Mar­cin Zarem­ba – w wywia­dzie dla nie­miec­kiej sta­cji MDR powtó­rzył tezy Gros­sa, uza­sad­nia­jąc je licz­ba­mi. Stwier­dził, że mię­dzy paź­dzier­ni­kiem 1939 a latem 1944 zabi­tych zosta­ło oko­ło 1300 Niem­ców, pod­czas gdy wyda­nych lub zamor­do­wa­nych przez Pola­ków zosta­ło ponad 10 tysię­cy Żydów.

Wło­dzi­mierz Boro­dziej – według prof. Musia­ła, pro­fe­sor Insty­tu­tu Histo­rycz­ne­go Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go zdo­mi­no­wał dys­kurs i bada­nia na temat sto­sun­ków Pol­ski z zachod­nim sąsia­dem. Wie­le wska­zu­je na to, że zawdzię­cza swo­ją pozy­cję zaku­li­so­we­mu wspar­ciu róż­nych insty­tu­cji. Po upad­ku komu­ni­zmu Niem­cy nadal for­su­ją jego kan­dy­da­tu­rę na róż­ne stanowiska.

Ter­ror nie­miec­ki w Gene­ral­nym Gubernatorstwie

Aby zro­zu­mieć mani­pu­la­cyj­ny cha­rak­ter nar­ra­cji Ros­so­liń­skie­go-Lie­be, koniecz­ne jest przy­po­mnie­nie rze­czy­wi­stych warun­ków oku­pa­cji. W Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie na cze­le któ­re­go stał Hans Frank, ter­ror pro­wa­dzo­ny był na maso­wą ska­lę. Guber­na­tor Frank 3 paź­dzier­ni­ka 1939 roku stwier­dził, że Pol­ska ma być trak­to­wa­na jak kolo­nia, a Pola­cy sta­ną się nie­wol­ni­ka­mi Wiel­kiej Rze­szy Niemieckiej”.

  • Pola­cy pozba­wie­ni byli jakiej­kol­wiek auto­no­mii – urzęd­ni­cy byli zmu­sze­ni do bez­względ­ne­go posłuszeństwa;
  • Za naj­mniej­szą pomoc Żydom gro­zi­ła śmierć całej rodzi­ny ratującego;
  • Roz­po­rzą­dze­nie guber­na­to­ra Fran­ka z paź­dzier­ni­ka 1941 r. mówi­ło wprost: Żydzi, któ­rzy bez upo­waż­nie­nia opusz­cza­ją wyzna­czo­ną im dziel­ni­cę, pod­le­ga­ją karze śmierci”.
  • Roz­kaz komen­dan­ta poli­cji Her­ber­ta Böt­t­che­ra naka­zy­wał, że w przy­pad­ku odkry­cia ukry­wa­nych Żydów wszyst­kie zamiesz­ku­ją­ce tam oso­by – tak­że dzie­ci – mają zostać uśmier­co­ne, a zabu­do­wa­nia spalone;

Reak­cja na wypo­wiedź amba­sa­do­ra USA Toma Rose’a

Wypo­wiedź amba­sa­do­ra USA Toma Rose­’a z listo­pa­da 2025 roku sta­no­wi prze­ło­mo­wy moment w kon­fron­ta­cji z nie­miec­ką kam­pa­nią dez­in­for­ma­cyj­ną. Rose, sam będą­cy Żydem, użył nie­zwy­kle moc­nych sformułowań:

Klu­czo­we tezy wypo­wie­dzi amba­sa­do­ra:
Zbyt dłu­go ten naród obcią­ża­ny był moral­ną ska­zą, któ­ra nigdy nie była jego – oszczer­stwem, że Pol­ska w jaki­kol­wiek spo­sób pono­si odpo­wie­dzial­ność za zbrod­nie popeł­nio­ne przez innych”.

Prze­ko­na­nie, że Pol­ska współ­dzie­li winę za bar­ba­rzyń­skie czy­ny doko­na­ne prze­ciw­ko niej jest gro­te­sko­wym fał­szo­wa­niem histo­rii i w grun­cie rze­czy for­mą «oszczer­stwa krwi» (blo­od libel”) wymie­rzo­nym w Pol­skę i Polaków”.

Rose świa­do­mie użył ter­mi­nu histo­rycz­nie zwią­za­ne­go z anty­se­mic­ki­mi oskar­że­nia­mi Żydów o mor­dy rytu­al­ne, odwra­ca­jąc go prze­ciw­ko tym, któ­rzy oskar­ża­ją Pol­skę. To języ­ko­we dzia­ła­nie ma głę­bo­kie zna­cze­nie – porów­nu­je fał­szy­we oskar­że­nia Pol­ski o współ­udział w Holo­kau­ście do śre­dnio­wiecz­nych mitów o mor­dach rytu­al­nych, któ­re przez wie­ki były narzę­dziem prześladowań.

Amba­sa­dor pod­kre­ślił, że takie oskar­że­nia zatru­wa­ły przez lata rela­cje mię­dzy Żyda­mi i Pola­ka­mi, mię­dzy Izra­elem a Pol­ską, a tak­że mię­dzy Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi i Pol­ską”, zmu­sza­jąc do roz­mów dla Pola­ków głę­bo­ko obraźliwych”.

Kam­pa­nia dez­in­for­ma­cyj­na po wypo­wie­dzi Rose’a

Po wystą­pie­niu amba­sa­do­ra Rose­’a nara­sta­ją pró­by kon­ty­nu­owa­nia kam­pa­nii rewi­zjo­ni­stycz­nej. Cha­rak­te­ry­stycz­ne są:

Odwo­ła­nia wyda­rzeń pro­mo­cyj­nych książ­ki Ros­so­liń­skie­go-Lie­be: W Niem­czech i Austrii odwo­ły­wa­no spo­tka­nia pro­mo­cyj­ne książ­ki, przy czym autor przy­zna­wał, że podob­ne ogra­ni­cze­nia spo­tkał już w Pol­sce, gdzie odma­wia­no orga­ni­za­cji spo­tkań w muze­ach i instytucjach.

Rola nie­miec­kich insty­tu­cji: Nie­miec­kie tele­wi­zje publicz­ne, jak ZDF, sys­te­ma­tycz­nie uży­wa­ły okre­śle­nia pol­skie obo­zy zagła­dy”, co dopro­wa­dzi­ło do pro­ce­su sądo­we­go wygra­ne­go przez pol­skie­go więź­nia Auschwitz Karo­la Ten­de­rę. Mimo to prak­ty­ka ta kon­ty­nu­owa­na jest w innych formach.

Nowy etap rewi­zjo­ni­zmu: Jak zauwa­ża Jakob Scher­gaut, histo­ryk z Uni­wer­sy­te­tu w Jenie, rewi­zjo­nizm w Niem­czech ewo­lu­ował od kla­sycz­ne­go nego­wa­nia Holo­kau­stu” do pośred­nie­go kry­ty­ko­wa­nia kul­tu­ry pamię­ci jako takiej. Postę­pu­ją­ca ero­zja wie­dzy histo­rycz­nej w Niem­czech skut­ku­je powsta­niem luk, w któ­rych łatwo zasiać fał­szy­we narracje.

Przy­pa­dek AfD i Ste­fa­na Scheila

Przy­kła­dem nasi­la­ją­ce­go się rewi­zjo­ni­zmu są dzia­ła­nia poli­ty­ków Alter­na­ty­wy dla Nie­miec (AfD). Ste­fan Sche­il, histo­ryk zwią­za­ny z AfD, pró­bo­wał ude­rzyć w Pol­skę, publi­ku­jąc fał­szy­wą nar­ra­cję o pol­skim impe­ria­li­zmie” przed woj­ną. Użył znacz­ka z pol­skiej pocz­ty pod­ziem­nej z 1942 roku, przed­sta­wia­ją­ce­go w pro­pa­gan­do­wy spo­sób przy­szłe gra­ni­ce Pol­ski, aby udo­wod­nić” pol­skie ambi­cje kolo­nial­ne w 1939 roku – cał­ko­wi­cie igno­ru­jąc kon­tekst historyczny.

Inny poli­tyk AfD, Domi­nik Kauf­ner twier­dzi, że pierw­sza faza ludo­bój­stwa roz­po­czę­ła się w 1918 roku” (cytu­jąc Ste­fa­na Sche­ila) suge­ru­jąc, że Pol­ska pro­wa­dzi­ła poli­ty­kę eks­ter­mi­na­cji Niem­ców. Tego rodza­ju tezy znaj­dą poklask wśród zwo­len­ni­ków AfD, mimo że kry­ty­cy okre­śla­ją Sche­ila jako pseudohistoryka.

Poto­mek gene­ra­ła Sta­he­la i nowy etap rewizjonizmu

Symp­to­ma­tycz­ne były dzia­ła­nia w 2014 r. Chri­sto­pha Bro­szie­sa, pro­fe­so­ra Uni­wer­sy­te­tu Goethe­go, potom­ka nie­miec­kie­go gene­ra­ła Reine­ra Sta­he­la, któ­ry doma­gał się, aby Muzeum Powsta­nia War­szaw­skie­go prze­sta­ło nazy­wać hitle­row­skie­go komen­dan­ta War­sza­wy zbrod­nia­rzem wojen­nym – mimo że Sta­hel jest odpo­wie­dzial­ny m.in. za wyda­nie roz­ka­zu roz­strze­la­nia 600 więź­niów przy ul. Rako­wiec­kiej oraz uży­wa­nie cywi­lów jako żywych tarcz. Jak pisa­ła Nie­dzie­la”, dzia­ła­nia te są symp­to­ma­tycz­ne i wyzna­cza­ją nowy etap nie­miec­kie­go rewi­zjo­ni­zmu historycznego”.

Mecha­ni­zmy nie­miec­kiej poli­ty­ki historycznej

Niem­cy do upra­wia­nia rewi­zjo­ni­zmu sto­su­ją wyra­fi­no­wa­ną socjo­tech­ni­kę. Na prze­strze­ni ostat­nich lat powsta­ło wie­le fil­mów przed­sta­wia­ją­cych Niem­ców bar­dziej jako ofia­ry woj­ny niż agre­so­rów – o alianc­kich nalo­tach bom­bo­wych, o dobrych” eses­ma­nach, o Hitle­rze jako posta­ci tra­gicz­nej”. Dowo­dem na to jest m.in. trzy­czę­ścio­wy serial Nasze mat­ki, nasi ojco­wie”, któ­ry TVP1 wyemi­to­wa­ła w czerw­cu 2013 r. Film wywo­łał dys­ku­sję w Pol­sce i Niem­czech, doty­czą­cą spo­so­bu przed­sta­wie­nia w seria­lu Pola­ków oraz pro­ble­mu odpo­wie­dzial­no­ści Niem­ców za zbrod­nie II woj­ny świa­to­wej. Po emi­sji fil­mu w publicz­nej tele­wi­zji ZDF w mar­cu w nie­miec­kich mediach roz­po­czę­ła się burz­li­wa deba­ta o odpo­wie­dzial­no­ści zwy­kłych Niem­ców” za zbrod­nie II wojny.

Poja­wia się mit wyzwo­le­nia” Nie­miec. Kon­cep­cja, że 8 maja 1945 Niem­cy zosta­ły wyzwo­lo­ne”, jest sta­łym ele­men­tem nie­miec­kiej nar­ra­cji powta­rza­nej od dekad. W prze­pro­wa­dza­nych son­da­żach więk­szość Niem­ców jest prze­ko­na­na, że ich kraj został wyzwo­lo­ny od nazi­stow­skie­go reżi­mu. Jak zauwa­żył prof. Bog­dan Musiał: Niem­cy dziś nie wie­dzą, że prze­gra­li woj­nę. Wie­rzą, że zosta­li wyzwoleni”.

Według badań z 2020 roku bli­sko 70 proc. Niem­ców uwa­ża, że ich przod­ko­wie nie byli opraw­ca­mi w cza­sach nazi­zmu. Prof. Andrzej Przy­łęb­ski, były amba­sa­dor RP w Niem­czech, stwier­dził, że 95 proc. Niem­ców nie zna ska­li zbrod­ni doko­ny­wa­nych w Polsce”.

Rola nie­miec­kich fun­da­cji i instytucji

Fun­da­cje poli­tycz­ne dzia­ła­ją­ce w Pol­sce, takie jak Fun­da­cja im. Róży Luk­sem­burg (zbli­żo­na do par­tii Die Lin­ke), Fun­da­cja Kon­ra­da Ade­nau­era czy Frie­dri­cha Eber­ta, mają swo­je przed­sta­wi­ciel­stwa w War­sza­wie. Pro­jek­ty są współ­fi­nan­so­wa­ne ze środ­ków Fede­ral­ne­go Mini­ster­stwa Roz­wo­ju i Współ­pra­cy Nie­miec. Choć ofi­cjal­nie dzia­ła­ją w zakre­sie edu­ka­cji poli­tycz­nej”, ich wpływ na kształ­to­wa­nie nar­ra­cji histo­rycz­nej budzi pyta­nia o neu­tral­ność przekazu.

Sta­no­wi­sko Mię­dzy­na­ro­do­we­go Soju­szu na rzecz Pamię­ci o Holokauście

Mię­dzy­na­ro­do­wy Sojusz na rzecz Pamię­ci o Holo­kau­ście (IHRA) w swo­im rapor­cie z 2021 roku uznał, że znie­kształ­ca­nie pamię­ci o Holo­kau­ście jest pod­stęp­niej­sze niż jego nego­wa­nie. Jed­nym z przy­kła­dów jest zacie­ra­nie odpo­wie­dzial­no­ści nazi­stow­skich Nie­miec za utwo­rze­nie obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych. IHRA wymie­nia jako przy­kła­dy fał­szo­wa­nia pamię­ci: uspra­wie­dli­wia­nie lub try­wia­li­zo­wa­nie zna­cze­nia Holo­kau­stu, pomniej­sza­nie licz­by ofiar, pró­by obwi­nia­nia Żydów za spo­wo­do­wa­nie wła­sne­go ludobójstwa.

Amba­sa­dor Rose przy­po­mniał fun­da­men­tal­ne fak­ty igno­ro­wa­ne w rewi­zjo­ni­stycz­nej narracji:

  • Pol­ska stwo­rzy­ła jedy­ną spon­so­ro­wa­ną przez rząd pod­ziem­ną insty­tu­cję w całej oku­po­wa­nej Euro­pie poświę­co­ną wyłącz­nie rato­wa­niu Żydów – Żego­tę, któ­ra ura­to­wa­ła tysią­ce, być może dzie­siąt­ki tysię­cy ludzi;
  • Pol­ska była jedy­nym miej­scem w oku­po­wa­nej przez Niem­cy Euro­pie, gdzie jaki­kol­wiek rodzaj pomo­cy Żydom był kara­ny egze­ku­cją oso­by ratu­ją­cej i jej całej rodzi­ny;
  • Tysią­ce Pola­ków zgi­nę­ło ratu­jąc Żydów;
  • Żaden kraj poza Izra­elem nie zro­bił wię­cej dla upa­mięt­nie­nia Holo­kau­stu niż Pol­ska – z pew­no­ścią nie Niem­cy, któ­re popeł­ni­ły zbrod­nie, ani Rosja, któ­ra je tłumiła;
  • Pol­ska jest dziś naj­bez­piecz­niej­szym kra­jem w Euro­pie dla Żydów;

Per­spek­ty­wy i wnioski

Kam­pa­nia dez­in­for­ma­cyj­na doty­czą­ca pol­skiej odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­kaust sta­no­wi ele­ment szer­szej stra­te­gii prze­su­nię­cia odpo­wie­dzial­no­ści moral­nej i histo­rycz­nej. Jak wska­zu­je recen­zja IPN, pró­ba prze­su­nię­cia odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­kaust może wpły­wać na zachod­nią deba­tę o histo­rii i kształ­to­wać błęd­ne nar­ra­cje o pol­skim współudziale.

Prof. Andrew Mich­ta okre­ślił wypo­wiedź amba­sa­do­ra Rose­’a jako prze­ło­mo­wy moment dla zachod­niej poli­ty­ki histo­rycz­nej”. Pod­kre­ślił, że to, cze­go bra­ku­je, to opo­wie­dze­nie praw­dy o tym, czym była oku­pa­cja nie­miec­ka. Mord na oby­wa­te­lach pol­skich, czy to byli Pola­cy, czy to byli Żydzi, jest rze­czą, któ­ra nie powin­na być uży­wa­na do jakich­kol­wiek mani­pu­la­cji politycznych”.

Nie­miec­ka nar­ra­cja nacjo­na­li­stycz­no-rewi­zjo­ni­stycz­na, wykła­da­na w książ­kach pod­pi­sa­nych nazwi­ska­mi pol­skich” lub ame­ry­kań­sko-pol­skich” auto­rów, słu­ży osią­gnię­ciu kil­ku celów stra­te­gicz­nych: reduk­cji nie­miec­kiej odpo­wie­dzial­no­ści moral­nej i poten­cjal­nie finan­so­wej, osła­bie­niu pozy­cji Pol­ski w spo­rach o odszko­do­wa­nia wojen­ne, rela­ty­wi­za­cji nie­miec­kich zbrod­ni poprzez uka­za­nie rze­ko­mej powszech­no­ści” kolaboracji.

Jest to mecha­nizm opi­sa­ny przez Mię­dzy­na­ro­do­wy Sojusz na rzecz Pamię­ci o Holo­kau­ście jako bar­dziej nie­bez­piecz­ny niż otwar­ty nega­cjo­nizm, ponie­waż dzia­ła sub­tel­niej i jest trud­niej­szy do zidentyfikowania.

Zro­zu­mie­nie współ­cze­snych mani­pu­la­cji cyfro­wych jest nie­moż­li­we bez ana­li­zy ich pier­wot­nych źró­deł w pro­pa­gan­dzie nazi­stow­skiej i komu­ni­stycz­nej. Te histo­rycz­ne ope­ra­cje infor­ma­cyj­ne nie tyl­ko ukształ­to­wa­ły mię­dzy­na­ro­do­wą per­cep­cję Kam­pa­nii Wrze­śnio­wej w jej klu­czo­wym momen­cie, ale przede wszyst­kim stwo­rzy­ły fun­da­men­ty nar­ra­cyj­ne, któ­re są reak­ty­wo­wa­ne do dziś. Współ­cze­sne mity o pol­skim zaco­fa­niu, bez­ce­lo­wo­ści opo­ru czy zdra­dzie sojusz­ni­ków nie powsta­ły w cyfro­wej próż­ni – są echem sta­ran­nie zapla­no­wa­nych kam­pa­nii, któ­rych celem było uspra­wie­dli­wie­nie agre­sji i osła­bie­nie pol­skiej suwerenności.

Fun­da­men­tal­nym celem nazi­stow­skiej pro­pa­gan­dy w 1939 roku było odwró­ce­nie ról ofia­ry i agre­so­ra, aby uspra­wie­dli­wić inwa­zję na Pol­skę w oczach wła­sne­go spo­łe­czeń­stwa i opi­nii mię­dzy­na­ro­do­wej. Pro­pa­gan­dy­ści III Rze­szy przed­sta­wia­li Niem­cy jako pań­stwo zmu­szo­ne do samo­obro­ny przed rze­ko­my­mi pol­ski­mi pro­wo­ka­cja­mi i terrorem.

W tym celu zasto­so­wa­no kla­sycz­ną ope­ra­cję pod fał­szy­wą fla­gą. Incy­dent gli­wic­ki, czy­li pozo­ro­wa­ny atak na nie­miec­ką radio­sta­cję prze­pro­wa­dzo­ny przez prze­bra­nych w pol­skie mun­du­ry agen­tów SS, posłu­żył jako bez­po­śred­ni pre­tekst do roz­po­czę­cia dzia­łań retor­syj­nych”. Zapla­no­wa­ny cha­rak­ter tej ope­ra­cji został jed­no­znacz­nie potwier­dzo­ny w powo­jen­nych zezna­niach jej dowód­cy, Alfre­da Naujock­sa, zło­żo­nych pod­czas pro­ce­sów norym­ber­skich. Mini­ster­stwo Oświe­ce­nia Publicz­ne­go i Pro­pa­gan­dy Rze­szy sys­te­ma­tycz­nie budo­wa­ło fał­szy­wy obraz pol­skich środ­ków ter­ro­ru” i rze­ko­mych prze­śla­do­wań mniej­szo­ści nie­miec­kiej, przy­go­to­wu­jąc grunt pod agre­sję militarną.

W prze­ci­wień­stwie do pro­pa­gan­dy nazi­stow­skiej, któ­rej celem było uspra­wie­dli­wie­nie agre­sji, powo­jen­na dez­in­for­ma­cja komu­ni­stycz­na dąży­ła do mini­ma­li­zo­wa­nia zna­cze­nia pol­skie­go opo­ru, któ­ry był nie­za­leż­ny od wpły­wów Związ­ku Radziec­kie­go. Apa­rat komu­ni­stycz­ny, dążąc do legi­ty­mi­za­cji swo­jej wła­dzy, osła­biał auto­ry­tet i dzie­dzic­two II Rze­czy­po­spo­li­tej oraz jej sił zbrojnych.

W tym celu pro­pa­go­wa­no tezy depre­cjo­nu­ją­ce kom­pe­ten­cje pol­skie­go dowódz­twa, wyol­brzy­mia­no cha­os w sze­re­gach armii i pod­kre­śla­no rze­ko­mą bez­ce­lo­wość wal­ki. Choć naj­bar­dziej rażą­ce kłam­stwa, jak kłam­stwo katyń­skie, nigdy nie zyska­ły sze­ro­kiej akcep­ta­cji spo­łecz­nej, inne nar­ra­cje sku­tecz­nie zako­rze­ni­ły się w powo­jen­nej świa­do­mo­ści. Utrwa­la­nie obra­zu klę­ski jako nie­unik­nio­nej i wyni­ka­ją­cej z nie­kom­pe­ten­cji wpi­sy­wa­ło się w szer­szą stra­te­gię osła­bia­nia pol­skiej toż­sa­mo­ści naro­do­wej i umniej­sza­nia suwe­ren­nej zdol­no­ści pań­stwa do obrony.

Dowo­dy archi­wal­ne wska­zu­ją na świa­do­mą współ­pra­cę agen­cji Asso­cia­ted Press z reżi­mem nazi­stow­skim. AP nie tyl­ko wie­dzia­ła o nad­cho­dzą­cej inwa­zji, ale rów­nież dostar­czy­ła ame­ry­kań­skiej publicz­no­ści pro­nie­miec­ki prze­kaz. Ten histo­rycz­ny pre­ce­dens jest dziś instru­men­ta­li­zo­wa­ny przez dez­in­for­ma­to­rów do sys­te­mo­we­go pod­wa­ża­nia wia­ry­god­no­ści współ­cze­snych mediów i orga­ni­za­cji fact-chec­kin­go­wych. Argu­ment, że klu­czo­we media histo­rycz­ne były kon­tro­lo­wa­ne przez pań­stwo agre­so­ra, słu­ży dele­gi­ty­mi­za­cji wszel­kich obec­nych prób pro­sto­wa­nia fał­szy­wych nar­ra­cji histo­rycz­nych, przed­sta­wia­jąc je jako rów­nie nie­wia­ry­god­ne i sys­te­mo­wo kontrolowane.

Histo­rycz­ne tezy pro­pa­gan­do­we, pier­wot­nie two­rzo­ne przez apa­ra­ty tota­li­tar­nych państw, zosta­ły prze­kształ­co­ne w trwa­łe i uprosz­czo­ne mity, któ­re są ide­al­nie dopa­so­wa­ne do wiru­so­we­go cha­rak­te­ru mediów społecznościowych.

Ich współ­cze­snym celem jest ero­zja pol­skiej toż­sa­mo­ści histo­rycz­nej, pod­wa­ża­nie zaufa­nia do soju­szy i osła­bie­nie pozy­cji geo­po­li­tycz­nej Pol­ski. Mity te, dzię­ki swo­jej pro­sto­cie i ładun­ko­wi emo­cjo­nal­ne­mu, zysku­ją prze­wa­gę nad zło­żo­ny­mi fak­ta­mi histo­rycz­ny­mi, sta­jąc się sku­tecz­nym narzę­dziem w woj­nie informacyjnej.

Plat­for­ma X (daw­niej Twit­ter) sta­no­wi eko­sys­tem infor­ma­cyj­ny szcze­gól­nie podat­ny na dez­in­for­ma­cję histo­rycz­ną. Jej archi­tek­tu­ra, pro­mu­ją­ca szyb­kość, emo­cjo­nal­ne reak­cje i uprosz­czo­ne komu­ni­ka­ty, two­rzy ide­al­ne warun­ki dla ewo­lu­cji i roz­prze­strze­nia­nia się histo­rycz­nych mitów. Algo­ryt­my plat­for­my czę­sto wzmac­nia­ją tre­ści kon­tro­wer­syj­ne i pola­ry­zu­ją­ce, co spra­wia, że fał­szy­we, ale atrak­cyj­ne nar­ra­cje zysku­ją prze­wa­gę nad zło­żo­ny­mi i mery­to­rycz­ny­mi analizami.

Akcja-reak­cja

IPN na plat­for­mie X pro­wa­dzi aktyw­ną kam­pa­nię prze­ciw­staw­ną do nar­ra­cji Ros­so­liń­skie­go-Lie­be. Kon­to @ipngovpl (zało­żo­ne w grud­niu 2009, ponad 61 300 obser­wu­ją­cych) opu­bli­ko­wa­ło wpis o recen­zji książ­ki nie­miec­kie­go histo­ry­ka, któ­ry osią­gnął zna­czą­cy zasięg: ponad 1200 pobrań recen­zji książ­ki w pierw­szych dniach po publikacji.

Kon­ta na X wspie­ra­ją­ce rewi­zjo­ni­stycz­ną narrację

Grze­gorz Ros­so­liń­ski-Lie­be – brak wery­fi­ko­wal­ne­go ofi­cjal­ne­go konta

Mimo że autor książ­ki jest aktyw­ny w prze­strze­ni medial­nej, nie posia­da zwe­ry­fi­ko­wa­ne­go ofi­cjal­ne­go kon­ta na X. Jego dzia­łal­ność pro­mo­cyj­na odby­wa się głów­nie przez:

  • Insty­tu­cje nie­miec­kie (Dom Pol­sko-Nie­miec­ki w Berlinie)
  • Fun­da­cje finan­so­wa­ne z budże­tu RFN (Frie­drich-Ebert-Sti­ftung)
  • Aka­de­mic­kie pro­fi­le instytucjonalne

Kry­tycz­ne kon­ta wery­fi­ku­ją­ce narrację

Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta @adyplomata

Na X od sierp­nia 2025 r., ale ma już ugrun­to­wa­ną pozy­cję. Kon­to funk­cjo­nu­je jako jed­no ze źró­deł ama­tor­skiej dyplo­ma­cji” – rów­no­le­głe­go, oddol­ne­go komen­to­wa­nia spo­rów mię­dzy­na­ro­do­wych z Pol­ski, czę­sto w kontrze do dzia­łań lub bier­no­ści władz w War­sza­wie. Autor jako pierw­szy 7 listo­pa­da ujaw­nił skan­dal wokół książ­ki Ros­so­liń­skie­go-Lie­be, i prze­pro­wa­dził kam­pa­nię ujaw­nia­ją­cą prze­kła­ma­nia. Jego wpi­sy były póź­niej sze­ro­ko komen­to­wa­ne i repo­sto­wa­ne. Omó­wił też sze­ro­ko recen­zję IPN publi­ka­cji Pol­scy bur­mi­strzo­wie i Holo­kaust” na tysol​.pl

Zyg­fryd Cza­ban @CDzwoni

Foun­der and Hono­ra­ry Fel­low – Pol­ski Insty­tut Stu­diów Teu­toń­skich (PIST)” Pol­ski Insty­tut Stu­diów Teu­toń­skich (PIST) to ini­cja­ty­wa stwo­rzo­na przez Cza­ba­na, któ­ra – zgod­nie z jego dekla­ra­cją – ma twar­do strzec myśli Dmow­skie­go i prze­ka­zy­wać ją następ­nym poko­le­niom”. PIST kon­cen­tru­je się na ana­li­zie rela­cji pol­sko-nie­miec­kich z per­spek­ty­wy kry­tycz­nej wobec Nie­miec. Dia­ment na X.

Anna Nowic­ka z Lin­ke­dIn w lutym 2024 opi­sa­ła rolę Cza­ba­na w nastę­pu­ją­cy sposób:

Cza­ban jest na Twit­te­rze takim guru od ana­li­zy rela­cji pol­sko-nie­miec­kich. Jest rosną­cym auto­ry­te­tem na Twit­te­rze. Jest też pro­ble­mem w trwa­ją­cej na Twit­te­rze woj­nie infor­ma­cyj­nej dla sił pro­tu­sko­wych.” Cza­ban moni­to­ru­je i nagła­śnia akcje nie­miec­kich śro­do­wisk rewi­zjo­ni­stycz­nych, któ­re chcą gra­nic z 1914 roku, co ozna­cza­ło­by poło­wę dzi­siej­sze­go tery­to­rium Polski.

Paweł Soka­ła (@PawelSokala)

Publi­cy­sta i dzien­ni­karz publi­ku­ją­cy ana­li­zę dzia­łań Ros­so­liń­skie­go-Lie­be. W klu­czo­wym wpi­sie z 19 listo­pa­da 2025 ujawnił:

  • Finan­so­wa­nie auto­ra przez fun­da­cję Frie­drich-Ebert-Sti­ftung (budżet RFN)
  • Pro­mo­cję książ­ki przez Dom Pol­sko-Nie­miec­ki w Ber­li­nie obję­ty patro­na­tem mini­stra spraw zagra­nicz­nych RP Rado­sła­wa Sikorskiego
  • Mani­pu­la­cje histo­rycz­ne doty­czą­ce cią­gło­ści praw­nej” mię­dzy II RPGG

Zbi­gniew Sie­dlew­ski (@ZbigSiedlewski)

Dosko­na­ły wpis z 24 listo­pa­da 2025 r. ana­li­zu­ją­cy publi­ka­cję książ­ki Ros­so­liń­skie­go-Lie­be przez insty­tu­cje nie­miec­kie. Iden­ty­fi­ku­je mecha­ni­zmy dys­try­bu­cji nar­ra­cji rewizjonistycznej.

Rosyj­skie sie­ci dez­in­for­ma­cji na X

Jesie­nią 2024 roku ziden­ty­fi­ko­wa­no siat­kę pol­sko­ję­zycz­nych botów skła­da­ją­cą się z kil­ku tysię­cy kont powią­za­nych z rosyj­ską agen­cją Social Design Agen­cy (SDA) pra­cu­ją­cą dla Kremla.

Moni­ka Hüb­scher, badacz­ka z Uni­wer­sy­te­tu Duis­burg-Essen ziden­ty­fi­ko­wa­ła stra­te­gicz­ne wyko­rzy­sty­wa­nie mediów spo­łecz­no­ścio­wych przez AfD do rein­ter­pre­ta­cji Holokaustu

Mecha­ni­zmy działania:

  • Celo­we pomi­ja­nie żydow­skich ofiar naro­do­we­go socja­li­zmu w postach na Face­bo­oku i YouTube
  • Nie­wy­mie­nia­nie Holokaustu
  • Przed­sta­wia­nie Niem­ców jako ofiar Hitle­ra i nazizmu
  • Jest to dzia­ła­nie anty­se­mic­kie, ponie­waż ma na celu rela­ty­wi­za­cję lub odwró­ce­nie nie­miec­kiej winy za Holokaust;

Klu­czo­wą sła­bo­ścią pol­skiej stra­te­gii w social mediach jest dycho­to­mia mię­dzy podej­ściem skon­cen­tro­wa­nym na tre­ści a podej­ściem zorien­to­wa­nym na for­mat. Insty­tu­cje histo­rycz­ne (IPN, MIIWŚ) dostar­cza­ją rze­tel­ną, mery­to­rycz­ną i zło­żo­ną wie­dzę, któ­ra jest fun­da­men­tem odpor­no­ści. Z dru­giej stro­ny, media spo­łecz­no­ścio­we takie jak X wyma­ga­ją pro­stych, wiru­so­wych i emo­cjo­nal­nych for­ma­tów, aby sku­tecz­nie kon­ku­ro­wać o uwa­gę odbior­cy. Zło­żo­ne mate­ria­ły histo­rycz­ne, choć war­to­ścio­we, czę­sto prze­gry­wa­ją w star­ciu z dez­in­for­ma­cyj­ny­mi mema­mi. Two­rzy to stra­te­gicz­ną lukę, w któ­rej praw­dzi­wa, ale nie­do­sto­so­wa­na do medium nar­ra­cja nie jest w sta­nie sku­tecz­nie zneu­tra­li­zo­wać fał­szy­we­go, ale atrak­cyj­ne­go przekazu.

Naj­bar­dziej szko­dli­we i trud­ne do zwal­cza­nia są nar­ra­cje bazu­ją­ce na ziar­nie praw­dy, cze­go przy­kła­dem jest instru­men­ta­li­za­cja fak­tu o bra­ku real­nej pomo­cy ze stro­ny zachod­nich sojusz­ni­ków w 1939 roku. Wyko­rzy­sty­wa­nie auten­tycz­nych ura­zów histo­rycz­nych pozwa­la dez­in­for­ma­to­rom sku­tecz­nie pod­wa­żać zaufa­nie do obec­nych soju­szy, takich jak NATO, co sta­no­wi bez­po­śred­nie zagro­że­nie dla bez­pie­czeń­stwa państwa.

Insty­tu­cje histo­rycz­ne (IPN, MIIWŚ) muszą wdro­żyć stra­te­gię tre­ści kon­ku­ren­cyj­nych”, pro­du­ku­jąc wła­sne, w peł­ni rze­tel­ne, ale wiru­so­we for­ma­ty (info­gra­fi­ki, krót­kie wideo) zop­ty­ma­li­zo­wa­ne pod algo­ryt­my plat­for­my X. Celem jest nie tyl­ko pro­sto­wa­nie fak­tów, ale aktyw­ne kon­ku­ro­wa­nie z dez­in­for­ma­cją o uwa­gę i zasięg w tym samym eko­sys­te­mie informacyjnym.

Sami @CDzwoni i @AnonimowyDyplmata nie wystarczą.