Śmier­dzą­cy prze­targ z dedy­ka­cją dla ABW

W dru­gim prze­tar­gu na rewi­ta­li­za­cję sta­wu Kali­na tru­ją­ce­go miesz­kań­ców Świę­to­chło­wic nagle znik­nął waru­nek do tej pory pod­sta­wo­wy – uzy­ska­nie efek­tu eko­lo­gicz­ne­go”. Co to ozna­cza? Może tyle, że cały prze­targ to tyl­ko gra pozo­rów o kil­ka­dzie­siąt milio­nów zło­tych unij­nej dota­cji.

W ponie­dzia­łek naj­praw­do­po­dob­niej dowie­my się, kto został zwy­cięz­cą dru­gie­go prze­tar­gu na reali­za­cję pro­jek­tu Oczysz­cza­nie i zabez­pie­cze­nie przed wtór­ną degra­da­cją sta­wu Kali­na oraz rewi­ta­li­za­cja tere­nu przy­le­głe­go”. Głów­nym kry­te­rium według któ­re­go będą oce­nia­ne ofer­ty jest cena (80 proc.).

Nie­ofi­cjal­nie wia­do­mo, że swo­je ofer­ty zło­ży­ły m.in. Mosto­stal Zabrze Gli­wic­kie Przed­się­bior­stwo Budow­nic­twa Prze­my­sło­we­go S.A., Vig Sp. z o.o., Hal­ler S.A. oraz Mo-BRUK S.A. Pierw­sza z tych spół­ek wygry­wa nie­mal każ­dy prze­targ w Świę­to­chło­wi­cach. Wybu­do­wa­ła Muzeum Powstań Ślą­skich (zło­śli­wi nazy­wa­ją je Muzeum im. Pre­zy­den­ta Świę­to­chło­wic Dawi­da Kostemp­skie­go), Basen na Skał­ce oraz Pro­jekt Dwie Wie­że, czy­li rewi­ta­li­za­cję poko­pal­nia­nych wież.

Czy Mosto­stal Zabrze Gli­wic­kie Przed­się­bior­stwo Budow­nic­twa Prze­my­sło­we­go S.A. wygra tym razem?

Spra­wa rewi­ta­li­za­cji tru­ją­ce­go sta­wu ma dłu­gą histo­rię. Kil­ka mie­się­cy temu wybu­chła afe­ra, kie­dy spół­ka Vig z Dąbro­wy Gór­ni­czej nagle zeszła z pla­cu budo­wy. Dla­cze­go? Klu­czem do całej spra­wy jest poję­cie efek­tu eko­lo­gicz­ne­go”.

Przed­sta­wi­ciel spół­ki, któ­ra kie­ro­wa­ła kon­sor­cjum, powie­dział wprost, że nie­moż­li­we będzie osią­gnie­cie zakła­da­ne­go rezul­ta­tu tech­no­lo­gią narzu­co­na przez zama­wia­ją­ce­go, czy­li wła­dze mia­sta. A bez efek­tu nie będzie zapła­ty fak­tur.

Mitycz­ny efekt eko­lo­gicz­ny

Unia Euro­pej­ska nie daje pie­nię­dzy na pięk­ne oczy”. Trze­ba było wymy­ślić patent”, czy­li prze­ko­nać wszyst­kich o tym, że dzię­ki unij­nym pie­nią­dzom nad Kali­ną będzie czy­ste nie­bo, trwa zie­lo­na a woda – źró­dla­na, zamiast tej brą­zo­wej pul­py. A potem wypeł­nić tysią­ce stron duku­men­ta­cji.

Jak wyni­ka z umo­wy pod­pi­sa­nej pod­czas pierw­sze­go prze­tar­gu, mier­ni­kiem efek­tu eko­lo­gicz­ne­go” miał być poziom stę­że­nia feno­li, któ­ry powi­nien być nie więk­szy niż 2 mg/​l (czy­li zgod­nie z roz­po­rzą­dze­niem Mini­stra Śro­do­wi­ska odpo­wia­dać wyma­ga­niom sta­wia­nym przez wody śród­lą­do­we będą­ce śro­do­wi­skiem życia ryb w warun­kach natu­ral­nych”) oraz uniesz­ko­dli­wie­nie co naj­mniej 20 tysię­cy ton (!) osa­dów z dna sta­wu.

- Stwier­dzi­li­śmy, że stę­że­nie feno­li waha­ło się od 220 do 1700 mg/​l. Było to znacz­nie wię­cej, niż wyni­ka­ło z danych prze­ka­za­nych nam przez Urząd Mia­sta przed prze­tar­giem

kil­ka mie­się­cy temu mówił Zdzi­sław Sewe­ryn, pre­zes fir­my Vig. Nie­praw­do­po­dob­ne jest, aby w cią­gu kil­ku mie­się­cy stę­że­nie tych tru­cizn rady­kal­nie spa­dło.

Zapla­no­wa­na meto­da napo­wie­trza­nia sta­wu (aera­cja likwi­du­je feno­le) nie może być sto­so­wa­na. Za duże jest stę­że­nie tych związ­ków che­micz­nych. Roz­grze­ba­nie” Kali­ny spo­wo­do­wa­ło, że ze sta­wu zaczę­ły się uno­sić tru­ją­ce opa­ry w więk­szym niż do tej pory stę­że­niu. Teraz Kali­na mniej tru­je, bo jest zima.

Cudow­ne znik­nię­cie

Jed­nak w spe­cy­fi­ka­cji warun­ków prze­pro­wa­dze­nia dru­gie­go prze­tar­gu efekt eko­lo­gicz­ny” cudow­nie znik­nął. Aby to wytro­pić trze­ba prze­brnąć przez dzie­siąt­ki stron doku­men­ta­cji zamiesz­czo­nych na BIP świę­to­chło­wic­kie­go Urzę­du Mia­sta.

Oto prób­ka pytań ofe­ren­tów:

Jakie para­me­try zanie­czysz­cze­nia wód sta­wu Kali­na mają być osią­gnię­te na zakoń­cze­nie prac oczysz­cza­nia sta­wu, tj. na dzień 30.11.2015 r.?

- Zama­wia­ją­cy nie sta­wia wyma­gań, co do para­me­trów sta­wu Kali­na na dzień 30.11.2015 r.

Jakie para­me­try zanie­czysz­cze­nia wód sta­wu Kali­na mają być utrzy­ma­ne przez okres trwa­ło­ści pro­jek­tu?

- Utrzy­ma­nie para­me­trów zanie­czysz­cze­nia wód w sta­wie przez okres trwa­ło­ści Pro­jek­tu nie sta­no­wi przed­mio­tu zamó­wie­nia”.

Jed­nym z eta­pów rewi­ta­li­za­cji jest uniesz­ko­dli­wie­nie co naj­mniej 20 tysię­cy ton osa­dów”. Jed­nak gdy­by oka­za­ło się, że w sta­wie Kali­na zale­ga mniej­sza ilość osa­dów (co jest wąt­pli­we), to zama­wia­ją­cy (czy­li Urząd Mia­sta) uzna to za speł­nie­nie efek­tu eko­lo­gicz­ne­go!

Od razu nasu­wa się pyta­nie – po co zatem wyda­wać kil­ka­dzie­siąt milio­nów zło­tych na dzia­ła­nia, któ­re nie zli­kwi­du­ją uno­szą­ce­go się wokół sta­wu Kali­na smro­du i rako­twór­czych tok­syn? Unia Euro­pej­ska daje pie­nią­dze na reali­za­cję pro­jek­tu, któ­ry zakła­dał począt­ko­wo rewi­ta­li­za­cję, czy­li z łaciń­skie­go dosłow­nie przy­wró­ce­nie do życia, oży­wie­nie”.

A co z war­stwa­mi podo­sa­do­wy­mi? Te war­stwy po usu­nię­ciu osa­dów i ich odsło­nię­ciu powo­do­wać będą dal­szą emi­sje feno­li i związ­ków che­micz­nych do wody, i wtór­ne zanie­czysz­cze­nie sta­wu Kali­na. O tym w spe­cy­fi­ka­cji zamó­wie­nia nic nie ma.

WFO­ŚiGW w Kato­wi­cach, któ­ry jest insty­tu­cją wdra­ża­ją­cą” pro­jek­tu pod­czas pierw­sze­go prze­tar­gu 23 sierp­nia 2013 roku spo­rzą­dził Aneks do umo­wy o dofi­nan­so­wa­nie pro­jek­tu. Zwró­co­no w nim uwa­gę na uzy­ska­nie efek­tu eko­lo­gicz­ne­go (stę­że­nie feno­li lot­nych mniej­sze niż 2 mg/​l). teraz takie­go anek­su nie ma. Stra­ci­ły waż­ność tak­że warun­ki przy­łą­cza ener­ge­tycz­ne­go dla wyko­naw­cy zamó­wie­nia. Wąt­pli­we jest tak­że zakoń­cze­nie pro­jek­tu rewi­ta­li­za­cji w 2015 roku.

Chy­ba nikt przy zdro­wych zmy­słach nie sądzi, iż UE zgo­dzi się na to, aby milio­ny euro wyda­no ku chwa­le dzia­łań public rela­tions pre­zy­den­ta mia­sta?

Mówiąc wprost – unij­na dota­cja naj­praw­do­po­dob­niej będzie do zwro­tu z budże­tu mia­sta. Wcze­śniej lub póź­niej. Za tej kaden­cji Kostemp­skie­go lub jego następ­cy. Nadal zresz­tą nie­roz­wią­za­na jest zapła­ta kil­ku­na­stu milio­nów zło­tych poprzed­nie­mu wyko­naw­cy robót przy rewi­ta­li­za­cji Kali­ny. Nie­wy­klu­czo­ne, że taki dzia­ła­nie będzie mogło zostać zakwa­li­fi­ko­wa­ne jako nara­że­nie mia­sta na stra­ty finan­so­we.

Łącz­ny koszt inwe­sty­cji wyno­si 29 977 780 zł, z cze­go 85 proc. to unij­ne dofi­nan­so­wa­nie (25 481 113 zł), 12 proc. pożycz­ka z WFO­ŚiGW w Kato­wi­cach (4 328 587 zł), a zale­d­wie trzy pro­cent to wkład gmi­ny (168 079 zł).

Tomasz Szym­bor­ski

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl i wgo​spo​dar​ce​.pl

Cuch­ną­cy pro­blem wybor­czy

Nie wia­do­mo, skąd wzię­ły się zani­żo­ne wyni­ki badań tok­sycz­ne­go sta­wu Kali­na w Świę­to­chło­wi­cach, i kto za to odpo­wia­da. Bar­dzo praw­do­po­dob­ne jest, że gmi­na będzie musia­ła zwró­cić kil­ka­dzie­siąt milio­nów zło­tych unij­nej dota­cji, bo zasto­so­wa­na tech­no­lo­gia rewi­ta­li­za­cji nie zapew­nia uzy­ska­nia efek­tu eko­lo­gicz­ne­go.

Nie cich­nie skan­dal wywo­ła­ny skan­da­lem wokół rewi­ta­li­za­cji sta­wu Kali­na w Świę­to­chło­wi­cach na Ślą­sku. Mia­ło być pięk­nie – cuch­ną­cy ściek pełen tok­sycz­nych feno­li i innych rako­twór­czych związ­ków, dzię­ki pie­nią­dzom z Unii Euro­pej­skiej miał się zamie­nić w czy­sty staw, w któ­rym będą pły­wać ryby i wypo­czy­wać miesz­kań­cy.

kalina

Tak przy­naj­mniej obie­cy­wał pre­zy­dent mia­sta Dawid Kostemp­ski i taką eko­lo­gicz­ną wizję roz­ta­czał przed oszo­ło­mio­ny­mi świę­to­chło­wi­cza­na­mi. Z kal­ku­la­cji kosz­tów wyszło, że na oczysz­cze­nie trze­ba 30 mln zł. W 85 pro­cen­tach mia­ła to pokryć unij­na dota­cja. Prze­targ na pra­ce, któ­re mia­ły się zakoń­czyć w lip­cu przy­szłe­go roku, wygra­ło kon­sor­cjum z fir­mą VIG na cze­le.

Kil­ka­na­ście dni temu z inwe­sty­cji, z któ­rej pre­zy­dent Kostemp­ski chciał zro­bić atut wybor­czy, wyco­fa­ło się kon­sor­cjum firm. Na nic zda­ły się despe­rac­kie pró­by rato­wa­nia resz­tek wia­ry­god­no­ści przez Kostemp­skie­go i jego eki­pę. Niko­go nie prze­ko­na­ła ich argu­men­ty i ama­torsz­czy­zna na kon­fe­ren­cji pra­so­wej oraz zapew­nie­nia, że to gmi­na wypo­wie­dzia­ła wyko­naw­cy umo­wę.

Było jed­nak odwrot­nie. Z inwe­sty­cji wyco­fa­ło się kon­sor­cjum.

– Naszym zda­niem nie ma moż­li­wo­ści oczysz­cze­nia wody sta­wu Kali­na, czy­li osią­gnię­cia efek­tu eko­lo­gicz­ne­go w zapro­jek­to­wa­nej tech­no­lo­gii aera­cji ze wzglę­du na wie­lo­krot­ne prze­kro­cze­nia indek­su feno­li. Przy­ję­ta tech­no­lo­gia napo­wie­trza­nia jest rów­nież szko­dli­wa ze wzglę­du na zagro­że­nie wpro­wa­dze­nia do powie­trza nie­bez­piecz­nych dla zdro­wia i życia ludz­kie­go innych tok­sycz­nych sub­stan­cji, któ­re znaj­du­ją się w sta­wie – przy­zna­je Zdzi­sław Sewe­ryn, pre­zes zarzą­du spół­ki VIG.

Cóż to jest ten efekt eko­lo­gicz­ny”? Otóż Unia Euro­pej­ska nie daje pie­nię­dzy na pięk­ne oczy. Trze­ba było wymy­ślić patent”, czy­li prze­ko­nać o tym, że dzię­ki pie­nią­dzom UE nad Kali­na będzie czy­ste nie­bo, trwa zie­lo­na a woda – źró­dla­na, zamiast tej brą­zo­wej pul­py.

Bez efek­tu

Jak wyni­ka z umo­wy, mier­ni­kiem efek­tu eko­lo­gicz­ne­go” miał być poziom stę­że­nia feno­li, któ­ry powi­nien być nie więk­szy niż 2 mg/​l (czy­li zgod­nie z roz­po­rzą­dze­niem Mini­stra Śro­do­wi­ska odpo­wia­dać wyma­ga­niom sta­wia­nym przez wody śród­lą­do­we będą­ce śro­do­wi­skiem życia ryb w warun­kach natu­ral­nych”) oraz uniesz­ko­dli­wie­nie co naj­mniej 20 tysię­cy ton (!) osa­dów z dna sta­wu.

- Stwier­dzi­li­śmy, że stę­że­nie feno­li waha­ło się od 220 do 1700 mg/​l. Było to znacz­nie wię­cej, niż wyni­ka­ło z danych prze­ka­za­nych nam przez Urząd Mia­sta przed prze­tar­giem – mówi Sewe­ryn.

Zapla­no­wa­na meto­da napo­wie­trza­nia sta­wu (aera­cja likwi­du­je feno­le) nie może być sto­so­wa­na. Za duże jest stę­że­nie tych związ­ków che­micz­nych. Roz­grze­ba­nie” Kali­ny spo­wo­do­wa­ło, że ze sta­wu zaczę­ły się uno­sić tru­ją­ce opa­ry w więk­szym niż do tej pory stę­że­niu.

Nadal nie wia­do­mo, dla­cze­go pro­jekt rewi­ta­li­za­cji, któ­ry zło­żo­no do wnio­sku o dota­cję unij­ną nie zakła­dał wła­ści­wych stę­żeń.

– Nie moż­na było osią­gnąć cze­go­kol­wiek przy zasto­so­wa­niu tej meto­dy, któ­ra for­so­wa­li pod­wład­ni Kostemp­skie­go. To wyrzu­co­ne pie­nią­dze. Sądzę, że dla pre­zy­den­ta liczył się efekt medial­ny, a nie eko­lo­gicz­ny – wyja­śnia jeden z urzęd­ni­ków świę­to­chło­wic­kie­go magi­stra­tu.

To ozna­cza, że cała ope­ra­cja pt. rewi­ta­li­za­cja sta­wu Kali­na” była pozor­na, i nie­wy­klu­czo­ne że jej orga­ni­za­to­rom moż­na będzie posta­wić przy­naj­mniej zarzut oszu­stwa.

Inspek­tor nic nie wie

Nie­praw­do­po­dob­nie jest tak­że to, że do nad­zo­ru nad pro­jek­tem, w któ­ry chcia­no wpom­po­wać kil­ka­dzie­siąt milio­nów zło­tych, nie został zaan­ga­żo­wa­ny Woje­wódz­ki Inspek­to­rat Ochro­ny Śro­do­wi­ska w Kato­wi­cach.

- Jako inspek­cja nie uczest­ni­czy­li­śmy w przy­go­to­wy­wa­niu pro­jek­tu rewi­ta­li­za­cji tego miej­sca, nie posia­da­my więc wyni­ków badań i eks­per­tyz, nie uczest­ni­czy­li­śmy też w żaden spo­sób w wybo­rze meto­dy rewi­ta­li­za­cji. Całość tema­tu pro­wa­dzi Urząd Mia­sta w Świę­to­chło­wi­cach, któ­ry posia­da peł­ną doku­men­ta­cję, kon­tro­lu­je prze­bieg pro­wa­dzo­nych prac i podej­mu­je wszel­kie decy­zje z nimi zwią­za­ne

potwier­dza nasze szo­ku­ją­ce usta­le­nia Anna Wrze­śniak, Ślą­ski Woje­wódz­ki Inspek­tor Ochro­ny Śro­do­wi­ska w Kato­wi­cach.

- Do spra­wy rewi­ta­li­za­cji sta­wu Kali­na Woje­wódz­ki Inspek­to­rat Ochro­ny Śro­do­wi­ska w Kato­wi­cach będzie mógł się włą­czyć dopie­ro po zakoń­cze­niu prac. Nasza rola będzie pole­gać na spraw­dze­niu efek­tu eko­lo­gicz­ne­go, o ile Urząd Mia­sta zwró­ci się o to do nas – doda­je.

Nie mniej waż­ny dla miesz­kań­ców jest wymiar zdro­wot­ny, bowiem wraz z roz­po­czę­ciem prac rekul­ty­wa­cyj­nych, do atmos­fe­ry prze­do­sta­ją się zwięk­szo­ne ilo­ści tok­sycz­nych sub­stan­cji. To sub­stan­cje, któ­re mogą wywo­łać wzrost zacho­ro­wań na cho­ro­by nowo­two­ro­we i wady pło­du. Wszyst­ko wska­zu­je na to, że Dawid Kostemp­ski (zwa­ny w par­tyj­nych krę­gach Del­fi­nem), nie­gdyś nadzie­ja ślą­skiej Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, poważ­nie nara­ził życie i zdro­wie miesz­kań­ców Świę­to­chło­wic.

Nie­daw­no rad­ni Świę­to­chło­wic przy­ję­li uchwa­łę zobo­wią­zu­ją­cą prze­wod­ni­czą­ce­go Rady Miej­skiej do poin­for­mo­wa­nia o zaist­nia­łej sytu­acji m.in. Naj­wyż­szą Izbę Kon­tro­li, Agen­cję Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrz­ne­go, Cen­tral­ne Biu­ro Anty­ko­rup­cyj­ne, i Pro­ku­ra­tu­rę Ape­la­cyj­ną w Kato­wi­cach. Oto­cze­nie pre­zy­den­ta jest jed­nak spo­koj­ne. Ufa­ją miej­skim opo­wie­ściom o tym, że ich szef jest moc­ny, i mogą mu sko­czyć”.

Del­fin z Kali­ny, czy­li pycha kro­czy przed upad­kiem

Miał być eko­lo­gicz­ny suk­ces, a jest eko­lo­gicz­na poraż­ka oraz ryzy­ko, że wkrót­ce w mie­ście będą się rodzi­ły kale­kie dzie­ci, a wybor­cy któ­rzy zaufa­li pre­zy­den­to­wi Dawi­do­wi Kostemp­skie­mu – czę­ściej cho­ro­wać na raka.

Mira­że, roz­ta­cza­ne przez pre­zy­den­ta Świę­to­chło­wic roz­my­wa­ją się. Nie­wie­le z obiet­nic wybor­czych, jakie chęt­nie skła­dał 4 lata temu sta­ło się fak­tem. Na szczę­ście dla kasy mia­sta. Wszyst­ko wska­zu­je na to, że Dawid Kostemp­ski (zwa­ny w par­tyj­nych krę­gach Del­fi­nem), nie­gdyś nadzie­ja ślą­skiej Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, poważ­nie nara­ził życie i zdro­wie miesz­kań­ców Świę­to­chło­wic.

Kostempski i ElaPię­cio­hek­ta­ro­wy staw Kali­na uprzy­krza życie miesz­kań­com świę­to­chło­wic­kiej dziel­ni­cy Zgo­da od ponad 40 lat. Z bez­od­pły­wo­we­go, zanie­czysz­czo­ne­go feno­lem zbior­ni­ka wydo­by­wa się fetor. Głów­nym tru­ci­cie­lem były pobli­skie zakła­dy che­micz­ne pro­du­ku­ją­ce far­by i lakie­ry. Przez lata w pobli­żu sta­wu usy­pa­no hał­dę odpa­dów popro­duk­cyj­nych. Spły­wa­ją­ce z niej wody ska­zi­ły zbior­nik meta­la­mi cięż­ki­mi, i nie tyl­ko.

Staw Kali­na był wyzwa­niem dla nie­mal każ­dych władz Świę­to­chło­wic od wie­lu lat. Pró­bo­wa­no wcze­śniej cuch­ną­cy pro­blem, któ­ry od domów ludzi jest odda­lo­ny zale­d­wie o kil­ka­dzie­siąt metrów, jakoś roz­wią­zać. Wokół hał­dy powstał ekran o głę­bo­ko­ści 1012 m, któ­ry oka­zał się nie­wy­star­cza­ją­cą barie­rą, bo był za płyt­ki. Ska­żo­ny pozo­stał też sam staw – na dnie zale­ga war­stwa tok­sycz­ne­go, che­micz­ne­go osa­du.

Rako­twór­cza nie­spo­dzian­ka

Do koń­ca nie wia­do­mo, kto Kostemp­skie­mu pod­su­nął pomysł rewi­ta­li­za­cji Kali­ny. Ponie­waż pamięć ludz­ka jest zawod­na, war­to przy­to­czyć kil­ka cyta­tów z depesz PAP sprzed kil­ku mie­się­cy, o tym jak mia­ło być pięk­nie:

Jak akcen­to­wał pre­zy­dent mia­sta Dawid Kostemp­ski, przed­się­wzię­cie jest naj­więk­szym tego typu w regio­nie i jed­nym z naj­więk­szych w Pol­sce. Choć w jego efek­cie do koń­ca lip­ca 2015 r. Kali­na powin­na być czy­sta (mają do niej wró­cić jesio­try), wcze­śniej oko­licz­nych miesz­kań­ców dotkną nie­do­god­no­ści zwią­za­ne ze smro­dem wydo­by­wa­nych zanie­czysz­czeń i ruchem cię­ża­ró­wek.
– Ostat­nie dzie­się­cio­le­cia poka­zy­wa­ły, że pró­by oczysz­cza­nia sta­wu ze wszyst­kich zanie­czysz­czeń oka­zy­wa­ły się mało sku­tecz­ne. Od 2011 roku zaczę­li­śmy inten­syw­ne poszu­ki­wa­nia środ­ków finan­so­wych na reali­za­cję tego przed­się­wzię­cia i stwo­rze­nie takiej tech­no­lo­gii, któ­ra w spo­sób sku­tecz­ny i efek­tyw­ny pozwo­li przy­wró­cić war­to­ści przy­rod­ni­cze w tym miej­scu – wyja­śniał Dawid Kostemp­ski, pre­zy­dent Świę­to­chło­wic.”

Jak się oka­za­ło była to tyl­ko – w naj­lep­szym razie – sztucz­ka public rela­tions. Oszo­ło­mio­ny wizją przed­wy­bor­cze­go suk­ce­su na eko­lo­gii” ambit­ny pre­zy­dent Świę­to­chło­wic, żon­glu­ją­cy wizją dota­cji euro­pej­skich, roz­po­czął kil­ka mie­się­cy temu inwe­sty­cję. Pod­czas pod­pi­sa­nia umo­wy o dofi­nan­so­wa­nie w mar­cu 2012 r. Kostemp­ski pero­ro­wał:

Zatru­ty feno­lem i cuch­ną­cy staw Kali­na, któ­ry przez lata był dla władz i miesz­kań­ców eko­lo­gicz­nym wyrzu­tem sumie­nia, już wkrót­ce sta­nie się dumą i pereł­ką oko­li­cy”.

Na spa­cer wokół Kali­ny w 2012 r. namó­wił nawet ówcze­sną mini­ster Elż­bie­tę Bień­kow­ską, któ­ra przy­łą­czy­ła się do chó­ru:

Ten, pierw­szy w regio­nie i naj­więk­szy w kra­ju pro­jekt rewi­ta­li­za­cji, będzie dowo­dem na to, że war­to poko­ny­wać barie­ry by wyko­rzy­stać unij­ne dota­cje dla zmie­nia­nia oto­cze­nia przy­rod­ni­cze­go i przy­wra­ca­nia natu­rze znisz­czo­nych przez czło­wie­ka tere­nów”.

Według obli­czeń inwe­sty­cja mia­ła kosz­to­wać 52 mln zł. Jed­nak po prze­tar­gu oka­za­ło się, że kon­sor­cjum trzech firm (VIG Sp. z o.o., Port Servi­ce Sp. z o.o. oraz PPR Com­plex Sp. z o.o.) jest w sta­nie to zro­bić za pra­wie 30 mln zł, nie­mal­że o poło­wę mniej, niż zakła­dał pro­jekt. I już pierw­sze pyta­nie: dla­cze­go wpro­wa­dzo­no taką korek­tę?

Łącz­ny koszt inwe­sty­cji wyno­si 29 977 780 zł, z cze­go 85 proc. to unij­ne dofi­nan­so­wa­nie (25 481 113 zł), 12 proc. pożycz­ka z WFO­ŚiGW w Kato­wi­cach (4 328 587 zł), a zale­d­wie trzy pro­cent to wkład gmi­ny (168 079 zł). Unia Euro­pej­ska daje, ale i wyma­ga. Warun­kiem otrzy­ma­nia dota­cji było uzy­ska­nie tzw. efek­tu eko­lo­gicz­ne­go, czy­li zapew­ne przy­naj­mniej tyle, że bajo­ro prze­sta­nie cuch­nąć.

Pra­ce trwa­ły od wio­sny, cyster­ny wywo­zi­ły set­ki ton tru­ją­ce­go szla­mu z dna Kali­ny do Trój­mia­sta, gdzie były spa­la­ne i uty­li­zo­wa­ne. Ze stro­ny wyko­naw­ców cicho docho­dzi­ły lek­kie sygna­ły, że nie wszyst­ko prze­bie­ga zgod­nie z pla­nem i efek­tu eko­lo­gicz­ne­go nie da się uzy­skać nie tyl­ko do 2015 r., ale wca­le.

Koniec eko­lo­gicz­nej baj­ki

We wto­rek ze sztan­da­ro­wej inwe­sty­cji, któ­ra mia­ła być per­łą w koro­nie” mene­dżer­skich doko­nań Dawi­da Kostemp­skie­go wyco­fa­ło się kon­sor­cjum. Przy oka­zji pre­zes spół­ki VIG ujaw­nił szo­ku­ją­ce fak­ty. Urząd mia­sta przede wszyst­kim nie zapła­cił za wyko­na­ne do tej pory pra­ce 8 mln zł. To duża kwo­ta, ale wobec pust­ki w kasie mia­sta – szo­ku­ją­ca.

– Gmi­na Świę­to­chło­wi­ce od chwi­li zawar­cia umo­wy z naszym Kon­sor­cjum baga­te­li­zo­wa­ła zgła­sza­ne pro­ble­my, któ­re unie­moż­li­wia­ły osią­gnię­cie efek­tu eko­lo­gicz­ne­go inwe­sty­cji. Tego efek­tu pro­jek­tan­ci nie zakła­da­li, gdyż zama­wia­ją­cy, czy­li mia­sto, tego nie żąda­ło! – twier­dzi Zdzi­sław Sewe­ryn, pre­zes zarzą­du VIG.

To nie wszyst­ko. W oświad­cze­niu pre­zes Sewe­ryn zarzu­ca mia­stu, że urzęd­ni­cy zata­ili i nie prze­ka­za­li istot­nych doku­men­tów oraz infor­ma­cji na temat zanie­czysz­cze­nia tego, co kry­je dno sta­wu.

– Te war­stwy podo­sa­do­we po usu­nię­ciu osa­dów i ich odsło­nię­ciu powo­do­wać będą dal­szą emi­sje feno­li i związ­ków che­micz­nych do wody, i wtór­ne zanie­czysz­cze­nie sta­wu Kali­na. Abso­lut­nym bra­kiem odpo­wie­dzial­no­ści ze stro­ny Gmi­ny było baga­te­li­zo­wa­nie opi­nii spe­cja­li­stów o szko­dli­wo­ści zało­żo­nej tech­no­lo­gii oczysz­cze­nia wody przez aera­cję – doda­je Sewe­ryn.

Zapla­no­wa­na meto­da napo­wie­trza­nia sta­wu (aera­cja likwi­du­je feno­le) nie może być sto­so­wa­na. Za duże jest stę­że­nie tych związ­ków che­micz­nych. Roz­grze­ba­nie” Kali­ny spo­wo­do­wa­ło, że ze sta­wu zaczę­ły się uno­sić tru­ją­ce opa­ry w więk­szym niż do tej pory stę­że­niu.

– Taka tech­no­lo­gia jest tak­że szko­dli­wa ze wzglę­du na zagro­że­nie wpro­wa­dze­nia do powie­trza nie­bez­piecz­nych dla życia i zdro­wia ludzi innych tok­sycz­nych sub­stan­cji, któ­re znaj­du­ją się w sta­wie. Były tez błę­dy w samym pro­jek­cie – doda­je Sewe­ryn.
Te inne sub­stan­cje” to m.in. węglo­wo­do­ry aro­ma­tycz­ne, tolu­en, ksy­le­ny, piry­dy­na, któ­re – tak jak fenol, mają dzia­ła­nie rako­twór­cze oraz mogą wpły­wać na roz­wój pło­dów.

Nie­trud­no poli­czyć, że jest duże praw­do­po­do­bień­stwo, iż pierw­sze (nie daj Boże) kale­kie dzie­ci będą się w Świę­to­chło­wi­cach rodzi­ły póź­ną jesie­nią. Leka­rze twier­dzą, iż ostat­nio wzro­sła licz­ba cho­rych na raka.

Kostemp­skie­go to zagro­że­nie nie doty­czy. Nie jest zbyt­nio nara­żo­ny na smród i ryzy­ko, bo razem z rodzi­na miesz­ka w Kato­wi­cach, kil­ka­na­ście kilo­me­trów od mia­sta, któ­rym rzą­dzi”.

Spin pre­zy­den­ta
Kie­dy zaczę­ło w Świę­to­chło­wi­cach śmier­dzieć, to na spo­tka­niu z miesz­kań­ca­mi pre­zy­dent gło­sił uspo­ka­ja­ją­ce hasła (cytat za ser­wi­sem swie​to​chlo​wi​ce​.naszmia​sto​.pl):

Mamy eko­lo­gicz­ną bom­bę i musi­my ją roz­bro­ić. W prze­szło­ści pró­bo­wa­no już to zro­bić, ale nie uda­ło się. Wszyst­ko prze­ana­li­zo­wa­li­śmy i posta­no­wi­li­śmy oczy­ścić staw, bio­rąc pod uwa­gę wszyst­kie naj­now­sze tech­no­lo­gie – mówi Dawid Kostemp­ski. – Będzie trud­no pod­czas rewi­ta­li­za­cji. Miesz­kań­cy Zgo­dy wie­dzą, że kie­dy opa­da­nie poziom wody, to zaczy­na moc­niej śmier­dzieć. Pod­czas oczysz­cza­nia będzie hałas, będą przede wszyst­kim bar­dzo nie­przy­jem­ne zapa­chy, ale war­to prze­trwać te tru­dy, by raz na zawsze roz­wią­zać pro­blem zanie­czysz­czo­nej Kali­ny – pod­kre­śla Dawid Kostemp­ski. – Zyska­my bar­dzo atrak­cyj­ny teren, w sta­wie zno­wu poja­wią się ryby – doda­je pre­zy­dent mia­sta.”

Kie­dy afe­ra z Kali­ną się roz­la­ła, Kostemp­skie­mu z suk­ce­sem uda­ło się regio­nal­nym mediom wmó­wić, że to mia­sto wyrzu­ci­ło wyko­naw­cę z pla­cu budo­wy. Wyar­ty­ku­ło­wał prze­kaz do mediów w for­mie, że :

Fir­ma chcia­ła zna­czą­co zmie­nić sam pro­jekt, mia­ła też sze­reg swo­ich pomy­słów zwią­za­nych z pra­ca­mi, któ­re nie mogły zostać zaak­cep­to­wa­ne przez magi­strat”.

Z wia­ry­god­nych źró­deł dowie­dzia­łem się, że spra­wą tej inwe­sty­cji zain­te­re­so­wa­ne są służ­by spe­cjal­ne. Nie­wy­klu­czo­ne bowiem, że całą dota­cję mia­sto będzie musia­ło zwró­cić.
Ponie­waż Kostemp­ski zna się na sztucz­kach public rela­tions pro­po­nu­ję, aby w ramach Ice Buc­ket Chal­lan­ge oblał się wodą. Ze sta­wu Kali­na.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny wpo​li​ty​ce​.pl