Kra­jo­braz po kata­stro­fie MTK

10 lat temu zawa­li­ła się hala wysta­wo­wa MTK w ‪Kato­wi­cach‬. Zgi­nę­ło 65 osób, ponad 140 zosta­ło ran­nych. Nikt nie został uka­ra­ny. Pro­ces trwa.

W 2002 roku (!) też pisa­łem w Rz” tym, jak to Dwóch ludzi w dzie­cin­nie łatwy spo­sób prze­ję­ło kon­tro­lę nad dru­gim w Pol­sce orga­ni­za­to­rem imprez wysta­wien­ni­czych i na jego sprze­da­ży zro­bi­ło świet­ny inte­res”. Nikt nie był zain­te­re­so­wa­ny wyja­śnie­niem tego mecha­ni­zmu.

Poni­żej mój arty­kuł, któ­ry uka­zał się w Rzecz­po­spo­li­tej” kil­ka dni po kata­stro­fie… War­to go przy­po­mnieć, bo poka­zu­je prze­pla­ta­nie się inte­re­sów roż­nych grup wła­dzy i samo­rzą­du.

www.gunb.gov.pl

Fot. www​.gunb​.gov​.pl

Mię­dzy­na­ro­do­we Tar­gi Kato­wic­kie powsta­ły w 1992 roku na tere­nie Ośrod­ka Postę­pu Tech­nicz­ne­go, tuż przy gra­ni­cy Kato­wic z Cho­rzo­wem. MTK mają 40 tysię­cy mkw. powierzch­ni wysta­wien­ni­czej. Jest pięt­na­ście pawi­lo­nów, w tym hala, w któ­rej wyda­rzy­ła się tra­ge­dia.

Naj­szyb­ciej inte­res, jaki moż­na zro­bić na MTK, wyczu­li Jan Hop­pe i Tade­usz Burzec – dwóch panów mają­cych dobre kon­tak­ty w świe­cie biz­ne­su i samo­rzą­du.

Swo­je udzia­ły w Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gach Kato­wic­kich kupi­li po 12,5 tysię­cy zło­tych, czy­li rów­no­war­tość trzech tysię­cy dola­rów. Sprze­da­li je póź­niej bran­żo­wej kon­ku­ren­cji MTK, angiel­skiej spół­ce Expo­cen­tres.

Kapi­tał zakła­do­wy MTK w cza­sie, kie­dy powsta­wa­ły wyno­sił 25 tysię­cy zło­tych i był podzie­lo­ny na sto udzia­łów. Więk­szo­ścio­wy pakiet 36 udzia­łów prze­ję­ło mia­sto Kato­wi­ce, a 16 – Regio­nal­na Izba Gospo­dar­cza, któ­rej pre­ze­sem był i jest Tade­usz Dono­cik, wice­mi­ni­ster gospo­dar­ki w rzą­dzie Jerze­go Buz­ka. Resz­ta nale­ża­ła do skar­bu pań­stwa (28) i hali wido­wi­sko­wej Spodek, przed­się­bior­stwa w Kato­wi­cach (20).

Na pierw­szym posie­dze­niu MTK sp. z o.o. mia­sto repre­zen­to­wa­li ówcze­sny pre­zy­dent Kato­wic Jerzy Śmia­łek i jego zastęp­ca Hen­ryk Dzie­wior. Ten duet wraz z Janem Hop­pem prze­wi­ja się tak­że w innej spół­ce – Kato­wic­kim Cen­trum Biz­ne­su, któ­rą mia­sto utwo­rzy­ło ze swe­go mająt­ku. Gmi­na wnio­sła do spół­ki atrak­cyj­ny teren w cen­trum Kato­wic.

Pomy­sło­daw­ca­mi spół­ki byli Śmia­łek i Dzie­wior (zasia­da­li w radzie nad­zor­czej Kato­wic­kie­go Cen­trum Biz­ne­su), nato­miast Hop­pe był przez jakiś czas jej pre­ze­sem. Z inte­re­su nic nie wyszło. Trwa­ją­ca od kil­ku lat budo­wa biu­row­ca nie może zostać dokoń­czo­na, bo KCB nie ma pie­nię­dzy.

W sądzie toczy się spra­wa o zapła­ce­nie fir­mie budow­la­nej Stra­bag 34 milio­nów zło­tych za wyko­na­ne pra­ce.

Pierw­szym pre­ze­sem Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gów Kato­wic­kich został Tade­usz Burzec (pra­co­wał wcze­śniej na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku w Ośrod­ku Postę­pu Tech­nicz­ne­go), jed­nym z jego dwóch zastęp­ców – Jan Hop­pe, któ­ry ma opi­nię czło­wie­ka z tzw. moc­ny­mi ukła­da­mi na Ślą­sku.

Od osób, któ­re go zna­ją, sły­szy­my: Nie anga­żu­je się poli­tycz­nie, jest prag­ma­ty­kiem. Ma dobre ukła­dy zarów­no na lewi­cy, jak i pra­wi­cy, ze wska­za­niem na tę dru­gą opcję”. Świad­czyć o tym może to, że Hop­pe był krót­ko w ubie­głym roku p.o. pre­ze­sem Fun­du­szu Gór­no­ślą­skie­go.

- Wcze­śniej Hop­pe pra­co­wał w zagra­nicz­nej spół­ce zwią­za­nej z hut­nic­twem - wyja­śnia Tade­usz Dono­cik, pre­zes MTK. - Pozy­ska­nie go do zarzą­dza­nia MTK było bar­dzo trud­ne, a nikt inny nie chciał tu przyjść. Wiem coś o tym, bo byłem jed­nym z auto­rów pomy­słu powsta­nia Tar­gów.

Poło­wa dla dwóch i żona pre­zy­den­ta

Nowy zarząd szyb­ko pod­jął decy­zję o pod­nie­sie­niu kapi­ta­łu zakła­do­we­go spół­ki o 100 pro­cent. Zasto­so­wa­no cie­ka­wy manewr: w 1993 roku wspól­ni­cy zre­zy­gno­wa­li z prze­ję­cia nowych udzia­łów i wska­za­li ich nabyw­ców. Jak wyni­ka z danych w sądzie gospo­dar­czym, po 50 udzia­łów w cenie 12,5 tysią­ca zło­tych za pakiet kupi­li Burzec i Hop­pe.
- Pre­ze­si powie­dzie­li, że będą dalej zaj­mo­wać się Tar­ga­mi, jeże­li zosta­ną ich współ­udzia­łow­ca­mi. W ten spo­sób współ­wła­ści­cie­la­mi Tar­gów sta­ły się dwie pry­wat­ne oso­by. Odtąd obaj mie­li poło­wę udzia­łów w spół­ce, podob­nie jak pozo­sta­łe insty­tu­cje - mówi nasz infor­ma­tor.

Od Hen­ry­ka Dzie­wio­ra, któ­ry w 1994 roku już jako pre­zy­dent Kato­wic był prze­wod­ni­czą­cym zgro­ma­dze­nia wspól­ni­ków MTK, wyszła pro­po­zy­cja, aby duet Hop­pe – Burzec kie­ro­wał Tar­ga­mi przez naj­bliż­szych sześć lat, co dwa lata wymie­nia­jąc się na sta­no­wi­skach. Umo­wa prze­sta­ła obo­wią­zy­wać w 1997 roku na wnio­sek… Tade­usza Burz­ca.

Fotel pre­ze­sa przy­padł więc Jano­wi Hop­pe­mu, któ­ry sie­dzi na nim do dzi­siaj.
Pre­zy­dent Dzie­wior czę­sto poma­gał MTK w zała­twia­niu róż­nych spraw. Na przy­kład kie­dy wła­dze Cho­rzo­wa twier­dzi­ły, że nie­ru­cho­mość przy uli­cy Byt­kow­skiej 1A, w któ­rym mie­ści się sie­dzi­ba spół­ki, leży na ich tere­nie, pre­zy­dent Kato­wic poparł wnio­sek pre­ze­sów MTK o korek­tę gra­nic mia­sta. To wystar­czy­ło. Nawia­sem mówiąc, żona pre­zy­den­ta Kato­wic pra­co­wa­ła wte­dy w Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gach Kato­wic­kich na sta­no­wi­sku inspek­to­ra.

Kon­tro­la nad więk­szo­ścią udzia­łów
W mar­cu 1998 roku Regio­nal­na Izba Gospo­dar­cza sprze­da­ła (pozo­sta­wia­jąc sobie sym­bo­licz­ną akcję) 15 udzia­łów w spół­ce Tade­uszo­wi Dono­ci­ko­wi, swe­mu pre­ze­so­wi. Ten z kolei, wcho­dząc do rzą­du Jerze­go Buz­ka (jako wice­mi­ni­ster gospo­dar­ki), zarzą­dza­nie RIG powie­rzył Hop­pe­mu. Dzię­ki temu Hop­pe wraz z Burz­cem kon­tro­lo­wa­li 51 pro­cent udzia­łów.

W ubie­głym roku oka­za­ło się, że gru­pa Expo­cen­tres obję­ła wła­śnie 51 pro­cent udzia­łów MTK. Przy­pa­dek? Ponie­waż swo­ich udzia­łów nie sprze­da­ło mia­sto Kato­wi­ce, skarb pań­stwa i RIG, to z czy­stej aryt­me­ty­ki wyni­ka, że udzia­ły musie­li sprze­dać Hop­pe z Burz­cem oraz Dono­cik.

- Po waka­cjach 2000 roku pre­zes Hop­pe powie­dział, że jest zain­te­re­so­wa­ny kup­nem moich wszyst­kich udzia­łów w MTK. Taka trans­ak­cja dawa­ła­by mu 32,5 pro­cent udzia­łów. Powie­dzia­łem, że wszyst­ko zale­ży od ceny. Nego­cja­cje trwa­ły do lute­go 2001 roku. W koń­cu sprze­da­łem udzia­ły. Hop­pe nic mi nie mówił, że chce robić inte­res z Expo­cen­tres – tłu­ma­czy kuli­sy trans­ak­cji Dono­cik.
– Zapro­po­no­wał panu dobrą cenę?
– Plot­ka nie­sie, że Hop­pe za swo­je udzia­ły od Angli­ków dostał bar­dzo dobre pie­nią­dze. Bio­rąc to pod uwa­gę, uwa­żam, że nie zro­bi­łem zbyt dobre­go inte­re­su. Pyta­łem go, czy kupu­je udzia­ły dla sie­bie, czy tak­że dla Burz­ca. Odpo­wie­dział, że dla sie­bie, bo chce mieć w spół­ce jed­no­znacz­ną prze­wa­gę kapi­ta­ło­wą – pod­su­mo­wu­je były wice­mi­ni­ster, któ­ry od lute­go jest ofi­cjal­nie wice­pre­ze­sem fir­my Pas­cal Pol­ska.

Pozo­sta­li udzia­łow­cy Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gów Kato­wic­kich nie chcą wyja­śnić, jak to się sta­ło, że dwóch ludzi dzie­cin­nie łatwo prze­ję­ło kon­tro­lę nad dru­gim w Pol­sce orga­ni­za­to­rem imprez wysta­wien­ni­czych i na jego sprze­da­ży zro­bi­ło świet­ny inte­res.

Wła­dza trzy­ma kciu­ki
- Mamy nie­wiel­kie udzia­ły w Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gach Kato­wic­kich – mówi Michał Luty, wice­pre­zy­dent Kato­wic. - Dla Expo­cen­tres nie byli­śmy więc part­ne­rem do trans­ak­cji. Trzy­ma­my kciu­ki, aby Tar­gi się dalej roz­wi­ja­ły, bo ozna­cza to tak­że korzy­ści dla mia­sta.

Gdy powo­ły­wa­no Mię­dzy­na­ro­do­we Tar­gi Kato­wic­kie, wice­pre­zy­dent Michał Luty nie był nawet rad­nym. Histo­rię spół­ki zna w ogól­nych zary­sach.
- Z tego, co wiem, mia­sto nigdy nie mia­ło zamia­ru doku­pić udzia­łów w spół­ce. Trud­no mi to oce­niać, bo nie ten zarząd mia­sta i pre­zy­dent podej­mo­wa­li wte­dy decy­zje - tak wice­pre­zy­dent uspra­wie­dli­wia fakt, że do miej­skiej kasy nie wpły­nę­ło kil­ka milio­nów dola­rów.

Imprez wysta­wien­ni­czych w MTK jest coraz mniej. Przy­zna­je to nawet wice­pre­zy­dent Luty. Tar­gi książ­ki, któ­re były orga­ni­zo­wa­ne w MTK, prze­nie­sio­ne zosta­ły do Kra­ko­wa.
Nie­daw­no z pra­cy w MTK został zwol­nio­ny Tade­usz Burzec. Jan Hop­pe, głów­ny ani­ma­tor sprze­da­nia Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gów Kato­wic­kich zagra­nicz­nej spół­ce, nie zna­lazł cza­su, by się spo­tkać z dzien­ni­ka­rzem Rz” ani odpo­wie­dzieć na prze­sła­ne fak­sem pyta­nia.

Kot

Kot, a wła­ści­wie kot­ka rady Char­treux miesz­ka z nami już czte­ry lata.

Zwa­na Lolą, zamiast rodo­wo­do­we­go imie­nia Tequ­ila”. Jak widać jest wdzięcz­nym tema­tem rysun­ków Igi. Obie zawsze uśmiech­nię­te 🙂

Strach media­wor­ke­rów

Agniesz­ka Kublik w Gaze­cie Wybor­czej porów­nu­je pla­no­wa­ną refor­mę mediów publicz­nych do wery­fi­ka­cji dzien­ni­ka­rzy w sta­nie wojen­nym. To nad­uży­cie i mani­pu­la­cja.

Nie jest praw­dą, że: Takiej wery­fi­ka­cji dzien­ni­ka­rzy nie prze­pro­wa­dzi­ła wła­dza nawet w sta­nie wojen­nym. Wte­dy wery­fi­ko­wa­li, by zwol­nić. Teraz rząd PiS zwol­ni, zwe­ry­fi­ku­je i da lub nie dzien­ni­ka­rzo­wi pra­cę”.

man-hands-reading-boy

Kublik zapo­mnia­ła, jak to wyglą­da­ło, kie­dy pra­cę tra­ci­li dzien­ni­ka­rze i twór­cy z mediów publicz­nych, PAP, gdy rzą­dy obję­ła koali­cja PO-PSL-SLD? Zapo­mnia­ła recho­tu zado­wo­le­nia na łamach Gaze­ty Wybor­czej? Nikt z radio­wo-tele­wi­zyj­nych kacy­ków nie bawił się w żad­ne dys­ku­sje. Zwal­nia­no nie z dnia na dzień, ale natych­miast.

Sko­ro Kublik porów­nu­je i mani­pu­lu­je to przy­po­mnę swój arty­kuł sprzed kil­ku lat o tym, jak wyglą­da­ła wery­fi­ka­cja dzien­ni­ka­rzy na Ślą­sku, pro­wa­dzo­na przez ludzi hono­ru” z eki­py Jaru­zel­skie­go i Kisz­cza­ka?

W 1982 r. w Kato­wi­cach tzw. wery­fi­ka­cja dzien­ni­ka­rzy” dotknę­ła żur­na­li­stów Ośrod­ka Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach i Roz­gło­śni Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach, któ­re wcho­dzi­ły wów­czas w skład Komi­te­tu ds. Radia i Tele­wi­zji Pol­skie Radio i Tele­wi­zja” w War­sza­wie, oraz róż­nych wydaw­nictw pra­so­wych, któ­rych wydaw­cą było wów­czas Ślą­skie Wydaw­nic­two Pra­so­we Robot­ni­cza Spół­dziel­nia Wydaw­ni­cza Pra­sa-Książ­ka-Ruch” w Kato­wi­cach. W taki sam spo­sób potrak­to­wa­no tak­że sze­reg pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych Ośrod­ka Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach i Roz­gło­śni Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach.

Po ogło­sze­niu sta­nu wojen­ne­go w sie­dzi­bie Ośrod­ka Tele­wi­zyj­ne­go w Kato­wi­cach oraz w sie­dzi­bie Ślą­skie­go Wydaw­nic­twa Pra­so­we­go w Kato­wi­cach poja­wi­li się uzbro­je­ni żoł­nie­rze Ludo­we­go Woj­ska Pol­skie­go, przed wej­ściem do budyn­ku OTV został usta­wio­ny sto­lik z kara­bi­nem maszy­no­wym, wyce­lo­wa­nym w stro­nę osób zbli­ża­ją­cych się do budyn­ku. Żoł­nie­rze oraz straż­ni­cy posia­da­li listy z nazwi­ska­mi pra­cow­ni­ków, któ­rzy mogli być wpusz­cze­ni na teren ośrod­ka i redak­cji, pra­cow­ni­ków, nie będą­cych na tej liście, infor­mo­wa­no, że mają udać się do domu i cze­kać na wezwa­nie.

Zde­cy­do­wa­na więk­szość zwol­nio­nych dzien­ni­ka­rzy i pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych była człon­ka­mi lub sym­pa­ty­ka­mi NSZZ Soli­dar­ność”. W pra­cy posia­da­li oni bar­dzo dobre opi­nie, nie byli kara­ni dys­cy­pli­nar­nie. W skład tzw. komi­sji wery­fi­ka­cyj­nych” wcho­dzi­li ówcze­śni redak­to­rzy naczel­ni, dzien­ni­ka­rze, przed­sta­wi­cie­le Komi­te­tu ds. Radia i Tele­wi­zji w War­sza­wie, człon­ko­wie Komi­te­tu Woje­wódz­kie­go PZPR w Kato­wi­cach, komi­sa­rze woj­sko­wi, funk­cjo­na­riu­sze Służ­by Bez­pie­czeń­stwa, cen­zo­rzy.

Pra­cow­ni­cy, któ­rzy byli wzy­wa­ni na roz­mo­wę z komi­sją wery­fi­ka­cyj­ną byli zapro­wa­dza­ni do pomiesz­cze­nia komi­sji przez uzbro­jo­nych żoł­nie­rzy lub straż­ni­ków.

Pyta­nia do osób sta­ją­cych przed komi­sja­mi mia­ły cha­rak­ter wyłącz­nie poli­tycz­ny i odno­si­ły się do oce­ny sta­nu wojen­ne­go, dzia­łal­no­ści NSZZ Soli­dar­ność”, poglą­dów poli­tycz­nych, oce­ny inter­no­wań itp. Nigdy pod­czas tych roz­mów nie były poru­sza­ne kwe­stie mery­to­rycz­nej pra­cy, facho­wo­ści, dys­cy­pli­ny pra­cy itp.

Po zwol­nie­niu z pra­cy więk­szość dzien­ni­ka­rzy czy pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych mia­ła kło­po­ty ze zna­le­zie­niem innej pra­cy, a jeśli już ją znaj­do­wa­li, to była ona nie­ade­kwat­na do ich zawo­do­wych kwa­li­fi­ka­cji i zde­cy­do­wa­nie gorzej opła­ca­na. Część ze zwal­nia­nych osób odwo­ły­wa­ła się od decy­zji o zwol­nie­niu do sądów pra­cy. Tak samo, jak po czy­st­ce” w mediach prze­pro­wa­dzo­nej przez PO.

Więk­szość dzien­ni­ka­rzy tele­wi­zyj­nych i radio­wych oraz pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych zosta­ła zwol­nio­na z pra­cy z dniem 31 mar­ca 1982 r., w opar­ciu o art. 189 ust 3 pkt 2 oraz ust. 4 usta­wy o powszech­nym obo­wiąz­ku obro­ny PRL, a posta­wą zwol­nie­nia było nie zakwa­li­fi­ko­wa­nie do pra­cy w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej Ośro­dek TVP w Kato­wi­cach”. Na. wszyst­kich pismach o zwol­nie­niu znaj­do­wał się pod­pis redak­to­ra naczel­ne­go Ośrod­ka Tele­wi­zyj­ne­go w Kato­wi­cach Wła­dy­sła­wa Kubicz­ka. Arty­kuł ten miał wów­czas nastę­pu­ją­ce brzmie­nie :

Art. 189. 1. Oso­by peł­nią­ce służ­bą w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej nie mogą jed­no­stron­nie roz­wią­zać sto­sun­ku służ­bo­we­go z tą jed­nost­ką.

Zwol­nie­nie ze służ­by w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej nastę­pu­je w przy­pad­kach:

  1. stwier­dze­nia utra­ty zdol­no­ści do wyko­ny­wa­nia zatrud­nie­nia,
  2. osią­gnię­cia sześć­dzie­się­ciu pię­ciu lat życia przez męż­czy­znę i sześć­dzie­się­ciu lat życia przez kobie­tę.
  3. Kie­row­nik jed­nost­ki zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej może za zgo­dą orga­nu nad­rzęd­ne­go:
  4. zatrzy­mać w dal­szej służ­bie w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej oso­bę posia­da­ją­cą szcze­gól­ne kwa­li­fi­ka­cje, któ­ra osią­gnę­ła wiek okre­ślo­ny w ust. 2 pkt 2, jeże­li stan zdro­wia pozwa­la jej na dal­sze peł­nie­nie tej służ­by,
  5. zwol­nić ze służ­by w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej w innych przy­pad­kach niż okre­ślo­ne w ust. 2.
  6. Sto­su­nek służ­bo­wy powsta­ły na pod­sta­wie art. 187 pomię­dzy oso­bą powo­ła­ną do służ­by w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej i tą jed­nost­ką wyga­sa z mocy pra­wa z dniem zwol­nie­nia tej oso­by ze służ­by.

W toku oglę­dzin akt oso­bo­wych wszyst­kich zwol­nio­nych dzien­ni­ka­rzy i pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych ośrod­ka nie ujaw­nio­no w żad­nych z nich jakiej­kol­wiek kore­spon­den­cji pomię­dzy ośrod­kiem a orga­nem nad­rzęd­nym, czy­li Komi­te­tem ds. Radia i Tele­wi­zji w War­sza­wie, w spra­wie uzy­ska­nia zgo­dy na zwol­nie­nie któ­re­go­kol­wiek z dzien­ni­ka­rzy lub pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych w try­bie w/​wym. prze­pi­su praw­ne­go.

Z Ośrod­ka Tele­wi­zyj­ne­go w Kato­wi­cach zwol­nio­no nastę­pu­ją­cych dzien­ni­ka­rzy :

Woj­ciech Sar­no­wicz, Andrzej Pierz­cha­ła , Michał Smo­łorz , Rafał Szy­moń­ski, Sta­ni­sław Olej­ni­czak, Ewa Sku­rat­ko, Leszek Fur­man, Tere­sa de Lave­aux, Ewe­li­na Puczek, Urszu­la Two­rek, Anna Gra­ba­nia, Andrzej Kołacz­kow­ski-Boche­nek, Wie­sław Raj­ski, Marek Sło­wiń­ski, Maria Borec­ka.

Ponad­to z Ośrod­ka Tele­wi­zyj­ne­go w Kato­wi­cach zwol­nio­no z pra­cy nastę­pu­ją­cych pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych:

Michał Capiń­ski, Jan Alber­ti, Andrzej Czmok, Zbysz­ko Pytlarz, Ryszard Kiercz, Bogu­sław Bloch, Józef Kru­pa, Ryszard Ligen­za, Alek­san­der Kraw­czyk, Roman Frycz, Sta­ni­sław Kurow­ski, Ewa Żurek z d. Marusz­czak, Mał­go­rza­ta Kamiń­ska, Hen­ryk Kamiń­ski, Gerard Braj­ter, Anna Bień­kow­ska, Marek Tar­ko, Danu­ta Jagniąt­kow­ska-Paw­lak, Alfred Woj­ta­sik, Mar­ce­li Król, Tade­usz Paw­li­ca, Jan Torz.

Dzien­ni­ka­rze pra­so­wi byli zwal­nia­ni z pra­cy w okre­sie od mar­ca do grud­nia 1982 r., w opar­ciu o prze­pis art. 32 § 1 kodek­su pra­cy, czy­li w nor­mal­nym try­bie z zacho­wa­niem jed­no­mie­sięcz­ne­go okre­su wypo­wie­dze­nia, ze zwol­nie­niem w tym okre­sie z obo­wiąz­ku świad­cze­nia pra­cy, a jako powód zwol­nie­nia poda­wa­no umniej­sze­nie sta­nu zatrud­nie­nia”.

Na wszyst­kich pismach o zwol­nie­niu z pra­cy znaj­do­wał się pod­pis dyrek­to­ra Ślą­skie­go Wydaw­nic­twa Pra­so­we­go RSW Pra­sa- Książ­ka-Ruch” w Kato­wi­cach Karo­la Sza­row­skie­go.

Z róż­nych wydaw­nictw pod­le­głych Ślą­skie­mu Wydaw­nic­twu Pra­so­we­mu RSW Pra­sa-Książ­ka-Ruch” w Kato­wi­cach zwol­nio­no z pra­cy nastę­pu­ją­ce oso­by:

Marian Cza­kań­ski, Grze­gorz Wacła­wik, Jolan­ta Tro­ja­now­ska, Jacek Cie­szew­ski, Wło­dzi­mierz Paź­niew­ski , Jerzy Miciak, Urszu­la Mathes-Cie­szew­ska, Bog­dan Kuła­kow­ski, Jan Lewan­dow­ski , Marek Michal­ski, Krzysz­tof Len­gie­wicz, Ryszard Wyszyń­ski, Boże­na Waw­rzew­ska, Tade­usz Biedz­ki, Jan Dzia­dul, Andrzej Wra­zi­dło, Tomasz Figa­szew­ski, Ali­cja Sza­fra­no­wicz-Ogie­gło, Kazi­mie­ra Suni­ta, Zbi­gniew Mile­wicz, Andrzej Mała­chow­ski, Wie­sła­wa Różań­ska, Euge­nia Plu­cik, Rena­ta Marzew­ska-Dro­goś, Jerzy Kamie­niec­ki, Marek Szo­sta­kow­ski, Ewa Juń­czyk-Zio­mec­ka, Jan Fiszer, Hen­ryk Pio­trow­ski, Lesław Kau­czyń­ski, Krzysz­tof Nowiń­ski, Marian Urban.

Po zwol­nie­niu z pra­cy więk­szość z dzien­ni­ka­rzy i pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych ośrod­ka mia­ła pro­ble­my ze zna­le­zie­niem nowej pra­cy, odczu­wa­li, że mają tzw. wil­czy bilet”, gdyż odma­wia­no im pra­cy nawet, .gdy był wol­ny etat, kie­dy oka­zy­wa­ło się, że zosta­li zwol­nie­ni z tele­wi­zji czy pra­sy. Mie­li tak­że świa­do­mość, że nie mają szans na dosta­nie pra­cy w zawo­dzie dzien­ni­kar­skim. W urzę­dach pra­cy ofe­ro­wa­no im zazwy­czaj pra­ce fizycz­ne, nie­zgod­ne z wykształ­ce­niem i dotych­czas wyko­ny­wa­ną pra­cą. Po zna­le­zie­niu nowej pra­cy zara­bia­li zde­cy­do­wa­nie mniej niż wcze­śniej w tele­wi­zji czy w redak­cjach. Pod koniec 1982 r. roz­po­czął dzia­łal­ność wydaw­ni­czą tygo­dnik Kato­lik, wyda­wa­ny przez PAX, w któ­rym zna­la­zło pra­cę wie­lu zwol­nio­nych dzien­ni­ka­rzy pra­so­wych, zara­bia­li tam jed­nak o wie­le mniej, niż wcze­śniej w swych redak­cjach.

Więk­szość ze zwol­nio­nych dzien­ni­ka­rzy pra­so­wych skła­da­ła odwo­ła­nie od decy­zji o zwol­nie­niu do tere­no­wej komi­sji odwo­ław­czej, któ­ra przy­wró­ci­ła ich do pra­cy. Od tych decy­zji odwo­ły­wa­ło się Ślą­skie Wydaw­nic­two Pra­so­we i sąd pra­cy uchy­lił je.

Człon­ka­mi tzw. komi­sji wery­fi­ka­cyj­nej” w Ośrod­ku Tele­wi­zyj­nym w Kato­wi­cach były nastę­pu­ją­ce oso­by :

Wła­dy­sław Kubi­czek – pra­co­wał w nastę­pu­ją­cych jed­nost­kach : 1945 – Woje­wódz­ki Urząd Kon­tro­li Pra­sy, Publi­ka­cji i Wido­wisk w Kato­wi­cach, peł­no­moc­nik powia­to­wy w Cie­szy­nie; 19461951 – Roz­gło­śnia Pol­skie­go Radia we Wro­cła­wiu; 19511957 – Roz­gło­śnia Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach; 19571977 – Ośro­dek Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach; 1.01.19788.01.1982 – Roz­gło­śnia Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach (redak­tor naczel­ny); 9.01.198231.08.1983 r. – Ośro­dek Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach (redak­tor naczel­ny). Zmarł w dniu 30.06.1996 r.

Tere­sa Rel-Sze­li­gow­ska – pra­co­wa­ła w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.03.1969 r. do 20.11.1992 r. Na począt­ku 1982 r. pra­co­wa­ła w Redak­cji Infor­ma­cji jako star­szy redak­tor, była człon­kiem egze­ku­ty­wy POP PZPR w ośrod­ku.

Marek Blaut pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 12.01.1977 r. do 31.03.1984 r. Na począt­ku 1982 r. peł­nił funk­cję Naczel­ni­ka Wydzia­łu Spraw Pra­cow­ni­czych., był człon­kiem egze­ku­ty­wy POP PZPR w ośrod­ku.

Julian Jodłow­ski – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.08.1952 r. do 18.05.1991 r. Na począt­ku 1982 r. był dyrek­to­rem tech­nicz­nym ośrod­ka, był człon­kiem PZPR.

Miro­sław Słom­czyń­ski – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.05.1963 r. do 30.04.1990 r., na począt­ku 1982 r. był odde­le­go­wa­ny do pra­cy w Komi­te­cie Woje­wódz­kim PZPR w Kato­wi­cach, w Wydzia­le Pro­pa­gan­dy i Infor­ma­cji.

Hen­ryk Waw­rzy­niak – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 15.09.1964 r. do 25.12.1990 r. Na począt­ku 1982 r. był sekre­ta­rzem pro­gra­mo­wym, peł­nił funk­cję I sekre­ta­rza POP PZPR w ośrod­ku.

Edy­ta Wizen­tal – pra­co­wa­ła w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.11.1957 r. do 11.09.1982 r. Na począt­ku 1982 r. peł­ni­ła funk­cję naczel­ni­ka Wydzia­łu Reali­za­cji, była człon­kiem PZPR.

Ger­tru­da Sta­szak – pra­co­wa­ła w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.08.1957 r. do 31.08.1983 r. Na począt­ku 1982 r. peł­ni­ła funk­cję naczel­ni­ka Dzia­łu Koor­dy­na­cji i Emi­sji Pro­gra­mów, była człon­kiem PZPR, był człon­kiem egze­ku­ty­wy POP w ośrod­ku.

Wie­sław Wizen­tal – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.12.1969 r. do 31.08.1984 r., a w okre­sie od 2.05.1956 r. do 30.11.1969 r. w Roz­gło­śni Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach. Na począt­ku 1982 r. peł­nił funk­cję kie­row­ni­ka Redak­cji Publi­cy­sty­ki, był człon­kiem egze­ku­ty­wy POP PZPR w ośrod­ku, peł­nił funk­cję II sekre­ta­rza POP, zmarł w dniu 25.09.2004 r.

Gwi­don Gaj – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.05.1958 r. do 30.11.1992 r. Na począt­ku 1982 r. peł­nił funk­cję zastęp­cy redak­to­ra naczel­ne­go ds. infor­ma­cyj­nych, zmarł w dniu 3.03.1996 r.

Anto­ni Bla­cha – pra­co­wał jako funk­cjo­na­riusz Służ­by Bez­pie­czeń­stwa w nastę­pu­ją­cych jed­nost­kach : od 16.04.1964 r. – KMMO Kato­wi­ce, ofi­cer ope­ra­cyj­ny Refe­ra­tu ds. Bez­pie­czeń­stwa; od 1.06.1975 r. – KWMO Kato­wi­ce, st. inspek­tor Wydzia­łu II; od 1.12.1985 r. – WUSW Kato­wi­ce, refe­rent tech­ni­ki ope­ra­cyj­nej Wydzia­łu W” SB; 15.12.1989 r.-zwolniony z resor­tu. W okre­sie od mar­ca 1981 r. Bla­cha, jako funk­cjo­na­riusz sek­cji XIII Wydzia­łu II orga­ni­zo­wał pra­cę ope­ra­cyj­ną w Ośrod­ku Tele­wi­zyj­nym w Kato­wi­cach na kie­run­ku ujaw­nia­nia z tego śro­do­wi­ska osób o anty­so­cja­li­stycz­nych poglą­dach i nega­tyw­nych posta­wach[…], posia­da duże osią­gnię­cia w zakre­sie zwal­cza­nia dzia­łal­no­ści eks­tre­mal­nych lide­rów Soli­dar­no­ści” na ochra­nia­nym obiek­cie” (frag­men­ty zapi­sów z opi­nii służ­bo­wych).

Oraz przed­sta­wi­cie­le Komi­te­tu ds. Radia i Tele­wi­zji w War­sza­wie o nazwi­skach Ostrzy­żekKurek oraz komi­sarz woj­sko­wy w Ośrod­ku o nazwi­sku Majew­ski.

Człon­ka­mi tzw. komi­sji wery­fi­ka­cyj­nej” w Ślą­skim Wydaw­nic­twie Pra­so­wym” w Kato­wi­cach były nastę­pu­ją­ce oso­by :

Karol Sza­row­ski – w okre­sie od 4.05.1953 r. do 28.12.1989 r. peł­nił funk­cję dyrek­to­ra Ślą­skie­go Wydaw­nic­twa Pra­so­we­go RSW Pra­sa-Książ­ka-Ruch” w Kato­wi­cach, w/​wym. zmarł w dniu 12.04.2004 r.

Sta­ni­sław Skrzy­piec – w okre­sie od 15.07.1964 r. do 31.12.1991 r. pra­co­wał w Ślą­skim Wydaw­nic­twie Pra­so­wym RSW Pra­sa-Książ­ka-Ruch” w Kato­wi­cach, od 1.07.1980 r. peł­nił funk­cję zastęp­cy dyrek­to­ra, w/​wym. zmarł w dniu 1.06.2005 r.

Adam Jaź­wiec­ki – w okre­sie od 1.08.1968 r. do 28.02.1973 r. pra­co­wał w redak­cji gaze­ty Dzien­nik Zachod­ni”, a w okre­sie od 1.03.1973 r. do 31.12.1990 r. w redak­cji gaze­ty Sport”, na począt­ku 1982 r. peł­nił funk­cję sekre­ta­rza redak­cji, był człon­kiem PZPR, do lata 1981 r. peł­nił funk­cję I sekre­ta­rza POP.

Lidia Nowak – w okre­sie od 2.01.1969 r. do 31.01.1971 r. pra­co­wa­ła w redak­cji tygo­dni­ka Pano­ra­ma”, a w okre­sie od 1.02.1971 r. do 31.12.1990 r. w redak­cji gaze­ty Sport”, na począt­ku 1982 r. pra­co­wa­ła jako dzien­ni­kar­ka, była człon­kiem PZPR, peł­ni­ła funk­cję I sekre­ta­rza POP.

Sta­ni­sław Woj­tek – pra­co­wał w nastę­pu­ją­cych jed­nost­kach :1.09.1953 r.- 15.12.1962 r. – Sport; 16.12.1962 r. – 31.10.1072 r. – Wia­do­mo­ści Zagłę­bia; 1.11.1972 r.- 31.07.1974 r. – Wie­czór; 1.08.1974 r. – 31.01.1977 r. – Pol­ska Agen­cja Pra­so­wa Oddział Kato­wi­ce; 1.02.1977 r. – 15.03.1981 r. – Wie­czór; 16.03.1981 r. -31.08.1990 r. – Try­bu­na Robot­ni­cza (od dnia 1.10.1981 r. peł­nił funk­cję redak­to­ra naczel­ne­go), był człon­kiem PZPR.

Hen­ryk Śle­zioń­ski – pra­co­wał w nastę­pu­ją­cych jed­nost­kach :; 1.09.1954 r. – 31.03.1969 r. – Try­bu­na Robot­ni­cza; 1.04.1969 r.-31.03.1971 r.-Panorama; 1.04.1971 r. – 31.01.1982 r. – Try­bu­na Robot­ni­cza (zastęp­ca redak­to­ra naczel­ne­go); 1.02.1982 r. – 26.10.1990 r. – Pano­ra­ma (redak­tor naczel­ny), był człon­kiem PZPR

Tade­usz Janik – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.10.1949 r. do 31.01.1982 r. i od 15.11.1985 r. do 31.05.1990 r. W okre­sie od 1.02.1981 r. do 1.10.1985 r. pra­co­wał w redak­cji gaze­ty Sport” jako redak­tor naczel­ny, był człon­kiem PZPR, peł­nił funk­cję człon­ka egze­ku­ty­wy POPOTV. Współ­pra­cow­nik SB.

Ponad­to w pra­cach komi­sji bra­li tak­że udział przed­sta­wi­cie­le Komi­te­tu Woje­wódz­kie­go PZPR w Kato­wi­cach Tade­usz Nowok i Józef Pisz­czek. Mate­ria­łów z prac komi­sji wery­fi­ka­cyj­nej w Ślą­skim Wydaw­nic­twie Pra­so­wym w Kato­wi­cach nie odna­le­zio­no.

W mar­cu 2010 roku IPN w Kato­wi­cach umo­rzył śledz­two w spra­wie człon­ków komi­sji wery­fi­ka­cyj­nych” dzien­ni­ka­rzy na począt­ku sta­nu wojen­ne­go. Powód? Śmierć Sza­row­skie­go i Kubicz­ka.

Kil­ko­ro człon­ków komi­sji wery­fi­ka­cyj­nych dosko­na­le odna­la­zło się po 1989 roku. Któ­rzy? To nie jest trud­na zagad­ka.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl

Tajem­ni­ca poko­ju 2609

Coraz wię­cej zna­ków zapy­ta­nia poja­wia się wokół śmier­ci Andrze­ja Jagieł­ło, mene­dże­ra z bran­ży węglo­wej, któ­ry zde­cy­do­wał się na współ­pra­cę z pro­ku­ra­tu­rą. Zło­żył zezna­nia o gigan­tycz­nym korup­cyj­nym ukła­dzie w gór­nic­twie. I nie żyje.

Ofi­cjal­nie przy­czy­ną śmier­ci biz­nes­me­na z bran­ży gór­ni­czej Andrze­ja Jagieł­ły (uży­wał zniem­czo­nej wer­sji swe­go nazwi­ska – Jagiel­lo), któ­ry od 1981 roku miesz­kał w Austrii w Unzmarkt-Frau­en­burg było samo­bój­stwo. Czy tak było napraw­dę?

andrzej jagiello

27 lute­go 2014 roku w poko­ju nr 2609 w Hote­lu Qubus Pre­sti­ge w Kato­wi­cach, cia­ło Jagieł­ły wiszą­ce na pętli z paska na uchwy­cie od ręcz­ni­ka zna­lazł jego adwo­kat oraz ofi­cer ABW. Przy­je­cha­li do hote­lu, zanie­po­ko­je­ni nie­obec­no­ścią Jagieł­ły na waż­nych kon­fron­ta­cjach, któ­re od dwóch dni trwa­ły z jego udzia­łem w kato­wic­kiej Dele­ga­tu­rze ABW.

Kie­dy weszli do poko­ju hote­lo­we­go, i zoba­czy­li cia­ło, odcię­li wiszą­ce­go biz­nes­me­na. Roz­po­czę­li reani­ma­cję i wezwa­li pomoc. Szyb­ko przy­je­cha­ła karet­ka pogo­to­wia. Lekar­ka po reani­ma­cji stwier­dzi­ła zgon.

Pro­ku­ra­tu­ra wsz­czę­ła śledz­two. Jed­nak dopie­ro 3 mar­ca, w ponie­dzia­łek – czy­li czte­ry dni po śmier­ci Jagieł­ły zosta­ła prze­pro­wa­dzo­na sek­cja zwłok. Autop­sja stwier­dza, iż przy­czy­ną śmier­ci mogło być:

Udu­sze­nie gwał­tow­ne w wyni­ku zagar­dle­nia przez powie­sze­nie. […] Powierz­chow­ne, poje­dyn­cze uszko­dze­nia skó­ry w obrę­bie lewe­go nad­garst­ka są cha­rak­te­ry­stycz­ne dla tzw. samo­oka­le­czeń. Nic nie sprze­ci­wia się przy­ję­ciu, że udu­sze­nie to mogło mieć cha­rak­ter samo­bój­czy”.

Odkry­to tak­że siniak po wkłu­ciu igły w lewym przed­ra­mie­niu. Skąd wziął się ten siniec, sko­ro w doku­men­ta­cji pogo­to­wia ratun­ko­we­go nie ma infor­ma­cji o tym, aby pod­czas reani­ma­cji doko­ny­wa­no jakich­kol­wiek zastrzy­ków?

Śledz­two, któ­re mia­ło wyja­śnić przy­czy­ny śmier­ci głów­ne­go świad­ka w afe­rze korup­cyj­nej w gór­nic­twie umo­rzo­no. Pro­ku­ra­tu­ra, mię­dzy inny­mi na pod­sta­wie opi­nii bie­głe­go psy­cho­lo­ga i wyni­ków sek­cji zwłok przy­ję­ła, że Jagieł­ło popeł­nił samo­bój­stwo, bo był w depre­sji.

Jed­nak szyb­ko poja­wi­ły się wąt­pli­wo­ści. Oka­za­ło się, że w dniu śmier­ci Jagieł­ło wyszedł z hote­lu tuż przed godzi­ną 7. Po kil­ku­na­stu minu­tach wró­cił. Ode­brał od recep­cjo­ni­sty koper­tę z logo Pol­skie­go Kon­cer­nu Ener­ge­tycz­ne­go. Potem oka­za­ło się, że w tej koper­cie ktoś prze­ka­zał Jagiel­le ponad 10 tysię­cy zło­tych. Kto? Tego nie usta­lo­no. Nie zabez­pie­czo­no bowiem nagrań z hote­lo­wych kamer.

Nie zna­le­zio­no tak­że lap­to­pa, z któ­rym biz­nes­men się nie roz­sta­wał. Co się z nim sta­ło? Nie wia­do­mo.

Nie uda­ło się eks­per­tom pro­ku­ra­tu­ry poznać zawar­to­ści zako­do­wa­ne­go iPho­na ani ewen­tu­al­ne­go logo­wa­nia się tele­fo­nu i kom­pu­te­ra w hote­lo­wej sie­ci. Dla­cze­go to takie waż­ne?

Otóż kil­ka godzin przez śmier­cią w inter­ne­to­wym wyda­niu Gaze­ty Wybor­czej uka­zał się arty­kuł. Dzien­ni­ka­rze śled­czy” dono­si­li o wyro­ku nie­ist­nie­ją­ce­go Sądu Euro­pej­skie­go”, w wyni­ku któ­re­go Jagieł­ło musi zapła­cić kon­cer­no­wi San­dvik 2 milio­ny euro odszko­do­wa­nia za korum­po­wa­nie pre­ze­sów gór­ni­czych spół­ek. Potem oka­za­ło się, że arty­kuł szyb­ko został ze stro­ny Wybor­czej usu­nię­ty, a San­dvik nigdy z takim powódz­twem nie wystę­po­wał…

[…]

Ingrid Jagiel­lo, żona biz­nes­me­na jest dyplo­mo­wa­nym psy­cho­lo­giem. Ma gabi­net lekar­ski w Austrii, w któ­rym od pew­ne­go cza­su pra­co­wał jej mąż. Sta­now­czo zde­men­to­wa­ła wer­sję o depre­sji” czy zała­ma­niu ner­wo­wym” męża, któ­re mogło dopro­wa­dzić do tar­gnię­cia się na życie. Jed­no­cze­śnie zde­cy­do­wa­nie odmó­wi­ła śled­czym przy­jaz­du do Pol­ski, aby zło­żyć zezna­nia, gdyż – jak wyja­śni­ła – oba­wia się o swo­je życie”. Zosta­ła prze­słu­cha­na w Austrii.

Dobry stan psy­chicz­ny Jagieł­ły potwier­dzi­li rów­nież jego adwo­kat, a tak­że ofi­cer ABW i pro­wa­dzą­cy postę­po­wa­nie w spra­wie gór­ni­czej korup­cji pro­ku­ra­tor Pro­ku­ra­tu­ry Ape­la­cyj­nej w Kato­wi­cach.

Pro­ku­ra­tor zaj­mu­ją­cy się wyja­śnie­niem śmier­ci Jagieł­ły nie prze­pro­wa­dził jed­nak eks­pe­ry­men­tu, któ­ry wyka­zał­by, czy alu­mi­nio­wy wie­szak na ręcz­nik w hote­lo­wej łazien­ce był w sta­nie utrzy­mać ważą­ce­go ponad 80 kilo­gra­mów samo­bój­cę”.

Mimo wie­lu nie­ja­sno­ści wokół przy­czyn śmier­ci Jagieł­ły, głów­ne­go świad­ka w jed­nej z naj­więk­szych afer korup­cyj­nych w gór­nic­twie, śled­czy pozwo­li­li na znisz­cze­nie pobra­nych pod­czas sek­cji wycin­ków tka­nek i pró­bek.

[…]

Mecha­nizm korup­cji

Dotar­łem do listu Andrze­ja Jagieł­ły, któ­ry tak opi­sy­wał korup­cyj­ny pro­ce­der:

W moich zezna­niach uży­wa­łem cały czas ter­mi­ny »pro­wi­zje«. Mia­łem na myśli kwo­ty, któ­rych doma­ga­li się przed­sta­wi­cie­le kopal­ni i spół­ek węglo­wych za pod­pi­sy­wa­nie umów na sprze­daż maszyn gór­ni­czych, za pod­pi­sy­wa­nie umów na ich remon­ty lub leasing czy wyna­jem, za dosta­wę czę­ści zamien­nych czy uzy­ska­nie płat­no­ści za wysta­wio­ne fak­tu­ry. To ze stro­ny przed­sta­wi­cie­li kopal­ni i spół­ek węglo­wych wycho­dzi­ła ini­cja­ty­wa roz­mo­wy o pro­wi­zjach, i oni tego żąda­li. Mój zastęp­ca do spraw han­dlo­wych Wacław B. wspo­mi­nał, że wrę­czał pro­wi­zje jakie­muś związ­kow­co­wi z jed­nej z kopal­ni nale­żą­cej do KHW SA, i z tego co pamię­tam nazy­wał on się Adam B. Był jego kole­gą”.

Mecha­nizm prze­ka­zy­wa­nia łapó­wek, któ­rych doma­ga­ły się gór­ni­cze szy­chy, był nastę­pu­ją­cy:

Pro­wi­zje były wypła­ca­ne naj­pierw z Austrii, a potem poprzez fir­mę Euro­lo­gi­sty­ka lub Inve­stia. Jeże­li cho­dzi o tę dru­gą fir­mę, to wszy­scy w VATGT byli prze­ko­na­ni, że ta fir­ma zaj­mu­je się dla naszej spół­ki ścią­ga­niem wie­rzy­tel­no­ści z kopalń, i taka była praw­da. Jed­nak to Inve­stia wrę­cza­ła też pro­wi­zje przed­sta­wi­cie­lom kopal­ni i spół­ek węglo­wych. W Voest Alpi­ne o wrę­cza­niu pro­wi­zji i spo­so­bie jej fina­so­wa­nie wie­dział pre­zes VA i dyrek­tor”.

Wacław B. był auto­rem ano­ni­mu, któ­ry tra­fił w 2012 roku do ABW. Infor­mo­wał w nim, że Voest Alpi­ne, a póź­niej San­dvik korum­po­wał gór­ni­cze szy­chy. Chciał skom­pro­mi­to­wać Jagieł­łę. Może dla­te­go, że poja­wia­ły się infor­ma­cje o pro­wa­dzo­nym śledz­twie.

Spra­wa korup­cji doty­czy­ła nie tyl­ko pra­cow­ni­ków ślą­skich kopalń węgla kamien­ne­go, ale tak­że gieł­do­wych spół­ek: KGHM Pol­ska Miedź i Lubel­ski Węgiel Bog­dan­ka.

Według Jagieł­ły łącz­na wyso­kość wrę­czo­nych łapó­wek (ele­ganc­ko zwa­nych pro­wi­zja­mi”), się­ga­ła ponad 30 mln zło­tych. Korup­cyj­ny pro­ce­der trwał przez 11 lat (19962007). Do sądów tra­fi­ło na razie 6 aktów oskar­że­nia.

Pierw­sze zezna­nia w ABW Andrzej Jagieł­ło zło­żył w 2011 roku. Wcze­śniej, w 2010 roku pró­bo­wał nawią­zał kon­takt w tej spra­wie ze Zbi­gnie­wem Was­ser­man­nem, ówcze­snym koor­dy­na­to­rem służb spe­cjal­nych.

Służ­by w cie­niu

W lip­cu 2012 roku Jagieł­ło został pre­ze­sem zarzą­du Kopex SA, poten­ta­ta w bran­ży maszyn gór­ni­czych. Po 11 mie­sią­cach został zwol­nio­ny ze sta­no­wi­ska. Zbie­gło się to w cza­sie, kie­dy do mediów prze­cie­kły infor­ma­cje o jego roli w pro­wa­dzo­nym śledz­twie korup­cyj­nym. Jego miej­sce zajął Józef Wol­ski, któ­ry zasia­dał w zarzą­dzie Kope­xu i nie darzył sym­pa­tią Jagieł­łę.

– Kie­dy poja­wi­ła się infor­ma­cja w radiu o śmier­ci Jagieł­ły, jecha­li­śmy wte­dy do Zako­pa­ne­go. Nie zapo­mnę nigdy tego wybu­chu rado­ści kil­ku osób – sły­szę od jed­ne­go z byłych mene­dże­rów Kope­xu. – Jagieł­łę nie lubia­no, bo był wynio­sły, znał języ­ki a przede wszyst­kim chciał wpro­wa­dzić nowo­cze­sne meto­dy zarzą­dza­nia. Nie­któ­rym leśnym dziad­kom” z Kope­xu to się nie podo­ba­ło – doda­je.

Wol­ski zde­cy­do­wał nawet o zło­że­niu pozwu prze­ciw­ko Jagiel­le za to, że ten dopro­wa­dził do strat wize­run­ko­wych spół­ki”. Sąd jed­nak pozew odrzu­cił.

Nie­wy­klu­czo­ne, że nie­chęć Wol­skie­go do Jagieł­ły mia­ła też inne pod­ło­że.

Otóż, jak wyni­ka z mate­ria­łów zacho­wa­nych w IPN w aktach Zarzą­du II Szta­bu Gene­ral­ne­go Wol­ski wystę­pu­je w latach 197884 jako tzw. adre­sów­ka (pseu­do­nim Eko­no­mi­sta”, 300”). To oso­ba, na któ­rej adres zamiesz­ka­nia wysy­ła­no prze­sył­ki pocz­to­we (listy, pocz­tów­ki, tele­gra­my, pacz­ki) z ukry­tą tre­ścią lub zawar­to­ścią sta­no­wią­cą infor­ma­cję wywia­dow­czą prze­zna­czo­ną dla orga­nu wywia­du lub oso­by zwią­za­nej z wywia­dem.

Zapy­ta­łem pre­ze­sa Kopex SA o to, czy był współ­pra­cow­ni­kiem służb PRL i czy spo­tka­ły go jakieś repre­sje w tam­tych latach?

- Nie byłem współ­pra­cow­ni­kiem służb spe­cjal­nych. Kil­ka­krot­nie odmó­wio­no mi wyda­nia pasz­por­tu, nato­miast jako ambit­ny mło­dy czło­wiek sta­ra­łem się poka­zać, że posia­dam wie­dzę i wyso­kie kom­pe­ten­cje, aby awan­so­wać w hie­rar­chii gór­ni­czej struk­tu­ry orga­ni­za­cyj­nej. Stąd od 1979 roku zosta­łem dyrek­to­rem eko­no­micz­nym kopal­ni, a od 1983 roku dyrek­to­rem eko­no­micz­nym jede­na­stu kopalń

wyja­śnia J. Wol­ski.

Myli się. Z jego akt pasz­por­to­wych wyni­ka, że Wol­ski bez pro­ble­mu w cza­sach PRL dosta­wał pasz­port. Wyjeż­dżał na Zachód wie­le razy, w tym nawet z dziec­kiem. Był też człon­kiem Ochot­ni­czej Rezer­wy Mili­cji Oby­wa­tel­skiej, ofi­ce­rem rezer­wy woj­ska. Jego ojciec – wice­dy­rek­to­rem dele­ga­tu­ry NIK w Kato­wi­cach, a brat – zawo­do­wym woj­sko­wym.

Jagieł­ło wyje­chał z Pol­ski w 1981 roku. Był wte­dy stu­den­tem IV roku Wyż­szej Szko­ły Inży­nier­skiej im. Juri­ja Gaga­ri­na w Zie­lo­nej Górze. Dostał pasz­port na orga­ni­zo­wa­ny przez stu­denc­ki klub spe­le­olo­gicz­ny na wyjazd do Austrii. Wyje­chał w czerw­cu 1981 roku i już do Pol­ski nie wró­cił.

– To był kla­sycz­ny spo­sób prze­rzu­ca­nia wów­czas współ­pra­cow­ni­ków cywil­ne­go wywia­du zagra­ni­cę. Brak jakich­kol­wiek śla­dów inwi­gi­la­cji rodzi­ny Jagieł­ły po jego uciecz­ce z kra­ju może świad­czyć o tym, iż był współ­pra­cow­ni­kiem służb spe­cjal­nych. Może o tym świad­czyć dal­szy roz­wój jego karie­ry 

wyja­śnia jeden z moich roz­mów­ców.

Wice­mi­ni­ster bie­rze w łapę

Czy Jagieł­ło zde­cy­do­wał się zezna­wać w zamian za bez­kar­ność? Nie­wy­klu­czo­ne. Moż­li­we, że został do tych zeznań nakło­nio­ny. Być może była to wal­ka służb o wpły­wy w gór­nic­twie.

Pro­ku­ra­tor Jerzy Gajew­ski z Pro­ku­ra­tu­ry Ape­la­cyj­nej był bar­dzo zado­wo­lo­ny z zeznań Jagieł­ły, któ­ry dosko­na­le znał gór­ni­czą bran­żę i obo­wią­zu­ją­ce w niej regu­ły. Zdą­żył swo­imi zezna­nia­mi i prze­ka­za­ny­mi ABW oraz pro­ku­ra­tu­rze doku­men­ta­mi obcią­żyć pra­wie 30 osób. W tym byłych pre­ze­sów Kom­pa­nii Węglo­wej, Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go, byłe­go pre­ze­sa Pol­skie­go Kon­cer­nu Ener­ge­tycz­ne­go i dyrek­to­rów kopal­ni, przed­sta­wi­cie­li KGHM oraz Lubel­skie­go Węgla Bog­dan­ka.

Za ujaw­nie­nie korup­cji i zło­że­nie obszer­nych zeznań Jagieł­ło otrzy­mał sta­tus małe­go świad­ka koron­ne­go” oraz zapew­nie­nie bez­kar­no­ści. Jagieł­ło jed­nak dosko­na­le sobie zda­wał spra­wę z tego, że jest w bran­ży gór­ni­czej spa­lo­ny”.

– To był nie­sa­mo­wi­ty świa­dek, źró­dło ogrom­nej wie­dzy o ludziach i inte­re­sach w węglo­wej bran­ży. Miał feno­me­nal­ną pamięć oraz skłon­ność do cho­mi­ko­wa­nia” doku­men­tów. Na przy­kład, gdy­by nie przedaw­nie­nie to posta­wi­li­by­śmy zarzu­ty byłe­mu wice­mi­ni­stro­wi. Andrzej Jagieł­ło razem z nim był w Szwaj­ca­rii, gdzie na jego nazwi­sko zało­żył w ban­ku kon­to, na któ­re wpła­cił tysią­ce dola­rów łapów­ki. Kie­dy popro­si­li­śmy o dowo­dy, poka­zał imien­ne bile­ty lot­ni­cze oraz umo­wę zało­że­nia tegoż kon­ta. Wice­mi­ni­stro­wi się upie­kło

mówi oso­ba zaan­ga­żo­wa­na w toczą­ce się postę­po­wa­nie.

Wbrew pozo­rom na śmier­ci Jagieł­ły nie sko­rzy­sta­ją oskar­że­ni na pod­sta­wie jego zeznań. Nie będą w sta­nie ich pod­wa­żyć. Świa­dek nie żyje.

Tomasz Szym­bor­ski

Cały arty­kuł został opu­bli­ko­wa­ny w Gaze­cie Pol­skiej z 30 grud­nia 2015 r.