Resort bez ochrony

Kon­takt mini­stra Żur­ka z nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nym hisz­pań­skim dzien­ni­ka­rzem” w 2016 roku, w okre­sie aktyw­no­ści szpie­ga GRU Pablo Gon­zále­za (Paw­ła Rub­co­wa) w Pol­sce, wyma­ga bez­względ­ne­go wyja­śnie­nia – szcze­gól­nie w kon­tek­ście wzor­ca ope­ra­cyj­ne­go GRU pole­ga­ją­ce­go na budo­wa­niu rela­cji ze śro­do­wi­ska­mi praw­ny­mi i politycznymi.

Czy afe­ra byłe­go sędzie­go Toma­sza Szmyd­ta sta­no­wi poten­cjal­nie naj­więk­szą afe­rę szpie­gow­ską III Rze­czy­po­spo­li­tej z per­spek­ty­wy zagro­żeń dla bez­pie­czeń­stwa naro­do­we­go? Zoba­czy­my, bo sytu­acja jest dyna­micz­na. Z punk­tu widze­nia kontr­wy­wia­du afe­ra Szmyd­ta ujaw­nia głę­bo­ką pene­tra­cję pol­skie­go wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści przez służ­by bia­ło­ru­skie i rosyj­skie, a tak­że fun­da­men­tal­ne luki w sys­te­mie ochro­ny infor­ma­cji niejawnych. 

Brak reak­cji ze stro­ny mini­stra spra­wie­dli­wo­ści Wal­de­ma­ra Żur­ka przez dzie­więć lat, mimo ujaw­nie­nia toż­sa­mo­ści Rub­co­wa jako agen­ta GRU, pogar­sza sytu­ację z punk­tu widze­nia trans­pa­rent­no­ści. Nie­za­leż­nie od cha­rak­te­ru kon­tak­tu, mil­cze­nie w tej spra­wie jest nie­ak­cep­to­wal­ne dla oso­by peł­nią­cej funk­cję mini­stra sprawiedliwości.

Spra­wa Toma­sza Szmyd­ta sta­no­wi potwier­dzo­ny przy­pa­dek wie­lo­let­nie­go szpie­go­stwa w naj­wyż­szych struk­tu­rach wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści. To dowód na sys­te­ma­tycz­ne roz­pra­co­wy­wa­nie przez wywiad Rosji sła­be­go ogni­wa, z wyko­rzy­sta­niem luk zarów­no w prze­pi­sach, jak i bier­no­ści kontrwywiadu.

W maju 2024 roku uciekł na Bia­ło­ruś Tomasz Szmydt, były sędzia WSA w War­sza­wie. Sędzio­wie, któ­rzy mają dostęp do taj­nych infor­ma­cji nadal nie pod­le­ga­ją pro­ce­du­rom kontr­wy­wia­dow­czym, bo rząd nie zaj­mu­je się tym problemem. 

Atmos­fe­ra w wymia­rze spra­wie­dli­wo­ści jest obec­nie bli­ska wrze­niu, po tym jak kil­ka dni temu przy­po­mnia­no pew­ne nagra­nie. W wywia­dzie dla TOK FM19 maja 2016 roku Wal­de­mar Żurek, ówcze­sny sędzia Sądu Okrę­go­we­go w Kra­ko­wie i czło­nek KRS, stwier­dził w kon­tek­ście usta­wy o Try­bu­na­le Kon­sty­tu­cyj­nym: momen­tal­nie mia­łem tele­fon z Hisz­pa­nii od waż­ne­go dziennikarza”. 

W tym samym 2016 roku na por­ta­lu naiz​.eus poja­wił się arty­kuł rze­ko­mo hisz­pań­skie­go dzien­ni­ka­rza Pablo Gon­zále­za (Paw­ła Rub­co­wa) poświę­co­ny pol­skiej demo­kra­cji w kło­po­tach”, kry­ty­ku­ją­cy rząd PiS. Rub­cow pisał o skan­da­lach wokół popu­li­stycz­no-kon­ser­wa­tyw­ne­go rzą­du”, kon­flik­tach z UE i kse­no­fo­bicz­nych wypo­wie­dziach”. Przypadek?

Ana­li­za rapor­tów Rub­co­wa z lat 20162020 ujaw­nia, że zbie­rał infor­ma­cje o kon­tak­tach z oso­ba­mi zwią­za­ny­mi z pol­ską poli­ty­ką i wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści. W rela­cji z forum w Rze­szo­wie pisał do cen­tra­li GRUWyglą­da na to, że uda­ło mi się zasiać ziar­no wąt­pli­wo­ści wśród euroatlantystów”. 

Mini­ster Żurek do dzi­siaj nie zabrał gło­su w spra­wie wywia­du sprzed dzie­wię­ciu lat. Media spo­łecz­no­ścio­we i praw­ni­cy z Sto­wa­rzy­sze­nia Praw­ni­cy dla Pol­ski doma­ga­ją się wyja­śnień: Kim był odważ­ny hisz­pań­ski dzien­ni­karz, któ­re­mu Wal­de­mar Żurek rela­cjo­no­wał o mean­drach życia publicz­ne­go w Polsce?”.

Żurek mógł być celem ope­ra­cji wywia­dow­czej jako źró­dło infor­ma­cji. Rub­cow budo­wał rela­cje z wie­lo­ma oso­ba­mi ze śro­do­wisk praw­ni­czych, medial­nych i poli­tycz­nych. W tym sce­na­riu­szu kon­takt był ini­cja­ty­wą Rub­co­wa, a Żurek nie­świa­do­mie udzie­lał infor­ma­cji o sytu­acji poli­tycz­nej. Jeśli dzien­ni­ka­rzem był rze­czy­wi­ście Rub­cow, kon­takt mógł być ele­men­tem koor­dy­no­wa­nej kam­pa­nii wywie­ra­nia wpły­wu na pol­ski wymiar spra­wie­dli­wo­ści w klu­czo­wym momen­cie – pod­czas spo­ru o Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyj­ny w 2016 roku. Nie moż­na wyklu­czyć, że Żurek kon­tak­to­wał się z innym hisz­pań­skim dzien­ni­ka­rzem zain­te­re­so­wa­nym poli­ty­ką pol­ską. Wyma­ga to jed­nak wery­fi­ka­cji, któ­rej dotąd nie przeprowadzono.

Dezer­cja Szmyd­ta była szo­kiem, jed­nak­że jesz­cze więk­szym dla opi­nii publicz­nej była infor­ma­cja, że sędzio­wie bez żad­nej wery­fi­ka­cji otrzy­mu­ją dostęp do mate­ria­łów nie­jaw­nych. W prze­ci­wień­stwie do wie­lu urzęd­ni­ków nie prze­cho­dzą pro­ce­du­ry uzy­ska­nia poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa, prze­pro­wa­dza­nej przez ABW. Nie prze­cho­dzą więc postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce­go mają­ce­go na celu usta­le­nie, czy daje rękoj­mię zacho­wa­nia tajem­ni­cy. Są z niej wyłączeni. 

Jak przy­sta­ło na przed­sta­wi­cie­li nad­zwy­czaj­nej kasty”. Żeby było tra­gicz­niej, to Szmydt pod­czas swe­go orze­ka­nia w WSA w Wydzia­le II zaj­mo­wał się odwo­ła­nia­mi od nie­ko­rzyst­nych decy­zji ABW o nie­przy­zna­niu poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa. Pra­wie przez pięć lat miał do czy­nie­nia z oso­ba­mi, któ­rym służ­by odmó­wi­ły poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa, czy­li dostę­pu do taj­nych doku­men­tów. Szmydt jako sędzia Woje­wódz­kie­go Sądu Admi­ni­stra­cyj­ne­go w War­sza­wie od 2018 roku był zaan­ga­żo­wa­ny w 37 spraw zwią­za­nych z infor­ma­cja­mi nie­jaw­ny­mi i poświad­cze­nia­mi bezpieczeństwa. 

Uciecz­ka Szmyd­ta na Bia­ło­ruś nastą­pi­ła nagle, bo miał nawet zapla­no­wa­ne roz­pra­wy, np. na 4 czerw­ca 2024 r., zwią­za­ne z odmo­wa­mi wyda­nia poświad­czeń bez­pie­czeń­stwa w zakre­sie dostę­pu do infor­ma­cji nie­jaw­nych, w tym o klau­zu­lach NATO SECRET, SECRET UE i Tajne.

Na biur­ku Toma­sza Szmyd­ta znaj­do­wa­ły się akta spraw, w któ­rych były infor­ma­cje ze służb spe­cjal­nych o powo­dach zastrze­żeń do danej oso­by. Zakła­da­jąc, że Szmydt mógł mieć kon­takt z rosyj­skim lub bia­ło­ru­skim wywia­dem, infor­ma­cje, któ­re mogą posłu­żyć do szan­ta­żu deli­kwen­ta, są już w Moskwie lub Mińsku.

— Zasa­dy dostę­pu sędziów do doku­men­tów z klau­zu­la­mi taj­no­ści okre­śla­ją dwie usta­wy: ochro­nie infor­ma­cji nie­jaw­nych oraz pra­wo o ustro­ju sądów powszech­nych. Pierw­sza usta­wa wyłą­cza wła­śnie sędziów z pro­ce­du­ry poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa. Dru­ga usta­wa pre­cy­zu­je, że sędzia przed przy­stą­pie­niem do peł­nie­nia obo­wiąz­ków zapo­zna­je się z prze­pi­sa­mi o ochro­nie infor­ma­cji nie­jaw­nych i skła­da oświad­cze­nie o ich zna­jo­mo­ści. I na tym się koń­czy cała pro­ce­du­ra. Na tej pod­sta­wie sędzia może mieć dostęp do infor­ma­cji nie­jaw­nych, ale tyl­ko w zakre­sie nie­zbęd­nym do peł­nie­nia urzę­du na sta­no­wi­sku sędziow­skim, peł­nie­nia powie­rzo­nej funk­cji lub wyko­ny­wa­nia powie­rzo­nych czyn­no­ści — tłu­ma­czył Jacek Kudła, bie­gły sądo­wy, eks­pert w zakre­sie czyn­no­ści operacyjno-rozpoznawczych.

Czy funk­cjo­na­riu­sze ABW tak­że powin­ni wery­fi­ko­wać sędziów? — Powin­ni. To luka sys­te­mu. To jest koniecz­ne, aby przy­wró­cić kon­tro­lę i ochro­nę kontr­wy­wia­dow­czą rów­nież w obsza­rze sądow­nic­twa. Ta kon­tro­la, obej­mu­ją­ca m.in. postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce, nie obo­wią­zu­je od 2000 r. I w dzi­siej­szej sytu­acji nie bro­ni się w żaden spo­sób, musi być pro­wa­dzo­na — oce­niał ówcze­sny szef BBN Jacek Siewiera.

Wizja spraw­dza­nia przez ABW sędziów wywo­łu­je pro­test tego śro­do­wi­ska. Podob­nie, jak w 1989 r. wery­fi­ka­cja tych, któ­rzy wier­nie słu­ży­li komu­ni­stom. Dzi­siaj oba­wia­ją się inwi­gi­la­cji, i posłu­gu­ją się argu­men­tem, że sędzio­wie muszą nie­za­wi­śli i nie­za­leż­ni, co im gwa­ran­tu­je kon­sty­tu­cja”. To bzdura.

Dostęp do infor­ma­cji nie­jaw­nych powi­nien być przy­wi­le­jem dla sędziów zasłu­gu­ją­cych na zaufa­nie. Nie ma przy­mu­su orze­ka­nia w spra­wach, w któ­rych poja­wia­ją się infor­ma­cje taj­ne ze wzglę­du na bez­pie­czeń­stwo pań­stwa, szcze­gól­nie w cza­sie woj­ny za wschod­nią gra­ni­cą i agre­syw­nej dzia­łal­no­ści rosyj­skich i bia­ło­ru­skich służb spe­cjal­nych w Pol­sce. – Upo­rząd­ko­wa­nie tego pro­ble­mu jest pro­ste. Tyl­ko sędzio­wie, któ­rzy wyra­zi­li­by zgo­dę na prze­pro­wa­dze­nie postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce­go przez ABW powin­ni orze­kać w spra­wach, w któ­rych poja­wia­ją się taj­ne infor­ma­cje – wyja­śnia jeden z sędziów.

Na liście kon­tak­tów Szmyd­ta ziden­ty­fi­ko­wa­no Artu­ra Gaj­ko, funk­cjo­na­riu­sza bia­ło­ru­skie­go GUBO­PiK (jed­nost­ka MSW ds. wal­ki z prze­stęp­czo­ścią zor­ga­ni­zo­wa­ną), któ­ry pod przy­kry­ciem prze­nik­nął do struk­tur bia­ło­ru­skiej opo­zy­cji. Szmydt publicz­nie przy­znał w rosyj­skich mediach, że był zaan­ga­żo­wa­ny jako sędzia w spra­wy służb spe­cjal­nych w Polsce”.

Na 56-let­nim Szmyd­cie cią­ży zarzut szpie­go­stwa. Zgod­nie z art. 130 par. 1, kto bie­rze udział w dzia­łal­no­ści obce­go wywia­du albo dzia­ła na jego rzecz prze­ciw­ko RP, pod­le­ga karze pozba­wie­nia wol­no­ści na czas nie krót­szy niż pięć lat. Art. 130 kk par. 5 sta­no­wi, że jeśli tego czy­nu dopu­ści się funk­cjo­na­riusz publicz­ny, kara wyno­si od ośmiu lat wię­zie­nia do doży­wo­cia. Gdy­by sędzio­wie pod­le­ga­li­by pro­ce­du­rze kontr­wy­wia­dow­czej, to być może szpie­ga ABW wykry­ła­by wcześniej.

Nie­miec­ki Alzheimer

Niem­cy zro­bią wszyst­ko, aby świat był prze­ko­na­ny, że za Holo­kaust odpo­wia­da­ją Pola­cy i jacyś bez­pań­stwo­wi, nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ni nazi­ści. Na razie odno­szą sukcesy.

Frag­ment powsta­ją­cej książ­ki pod tytu­łem Pro­to­kół roz­bież­no­ści” pol­skie­go dyplo­ma­ty od lat pra­cu­ją­ce­go w Niem­czech, któ­ry publi­ku­je na X jako Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta”, doku­men­tu­je sys­te­ma­tycz­ną kam­pa­nię nie­miec­kich mediów zmie­rza­ją­cą do rela­ty­wi­za­cji odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust poprzez suge­ro­wa­nie pol­skie­go współ­udzia­łu. Pro­blem okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” sta­no­wi klu­czo­wy ele­ment tej nar­ra­cji.
Mecha­nizm mani­pu­la­cji języ­ko­wej
Autor, któ­re­go frag­ment książ­ki opu­bli­ko­wał por­tal Tysol​.pl przed­sta­wia kon­kret­ny przy­kład z gaze­ty Süd­deut­sche Zeitung, któ­ra w 2017 roku opi­sa­ła Auschwitz-Bir­ke­nau jako naj­więk­szy obóz kon­cen­tra­cyj­ny na tere­nie Pol­ski”. Pozor­nie neu­tral­ne okre­śle­nie geo­gra­ficz­ne jest jed­nak celo­wo mylą­ce. W Pol­sce wszy­scy wie­my, że rze­czy­wi­sto­ści był to nie­miec­ki nazi­stow­ski obóz kon­cen­tra­cyj­ny i zagła­dy zało­żo­ny przez Niem­ców na tere­nach wcie­lo­nych do III Rze­szy.
Róż­ni­ca jest fun­da­men­tal­na: okre­śle­nie na tere­nie Pol­ski” suge­ru­je pol­ską jurys­dyk­cję lub odpo­wie­dzial­ność, pod­czas gdy fak­tycz­nie te tere­ny były wów­czas czę­ścią Nie­miec nazi­stow­skich, a Pol­ska jako pań­stwo nie ist­nia­ła. Pro­ste? Jed­nak nie dla zagra­nicz­ne­go (nie tyl­ko nie­miec­kie­go) czy­tel­ni­ka.
Kon­tro­wer­sje wokół usta­wy o IPN
To histe­rycz­na reak­cja nie­miec­kich mediów na pol­ski pro­jekt usta­wy z 2018 roku, któ­ra mia­ła pena­li­zo­wać uży­wa­nie okre­śle­nia pol­skie obo­zy śmier­ci”. Süd­deut­sche Zeitung przed­sta­wi­ła tę ini­cja­ty­wę jako prze­jaw sys­te­mo­we­go odpy­cha­nia od sie­bie winy”, suge­ru­jąc, że Pola­cy ucie­ka­ją od odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust.
Deutsch­land­funk­kul­tur wprost stwier­dził: Wie­le orga­ni­za­cji w Pol­sce współ­dzia­ła­ło w Holo­cau­ście”, co jest przy­kła­dem gene­ra­li­za­cji obcią­ża­ją­cej cały naród odpo­wie­dzial­no­ścią za dzia­ła­nia jed­no­stek.
Prze­pis na wysma­że­nie prze­ko­na­nia o winie Pola­ków”
Autor przy­ta­cza iro­nicz­ny prze­pis”, jak nie­miec­kie media kon­stru­ują nar­ra­cję o pol­skiej współ­od­po­wie­dzial­no­ści. Oto on:
Z oce­anu nazi­stow­skich zbrod­ni popeł­nio­nych w Pol­sce i na Pola­kach wyab­stra­huj kro­plę pol­skiej pod­ło­ści – mecha­nizm pole­ga­ją­cy na wyizo­lo­wa­niu mar­gi­nal­nych przy­pad­ków pol­skiej zdra­dy.
Napom­puj ją do roz­mia­rów kuli ziem­skiej, któ­ra prze­sło­ni oce­an – nad­mier­ne eks­po­no­wa­nie tych przy­pad­ków przy jed­no­cze­snym pomi­ja­niu nie­miec­kiej odpo­wie­dzial­no­ści.
Dorzuć dwie-trzy wypo­wie­dzi pol­skich i mię­dzy­na­ro­do­wych auto­ry­te­tów – nada­nie pozo­rów obiek­ty­wi­zmu.
Dla doda­nia cało­ści posma­ku obiek­ty­wi­zmu dorzuć wzmian­kę o tym, że zda­rza­li się tak­że Pola­cy ratu­ją­cy Żydów – taka pozor­na rów­no­wa­ga nar­ra­cyj­na.
Ser­wuj opi­nii publicz­nej jak naj­czę­ściej ze szczyp­tą moral­nej wyż­szo­ści – ton poucza­ją­cy i osą­dza­ją­cy.

Histo­rycz­ny kon­tekst – pla­ny Hitle­ra
Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta” przy­po­mi­na wypo­wiedź Hitle­ra z sierp­nia 1939 roku w Obe­rsal­zber­gu, któ­ra jed­no­znacz­nie okre­śla­ła cele wobec Pol­ski:
Znisz­cze­nie Pol­ski wysu­wa się na pierw­szy plan. Celem jest eli­mi­na­cja sił żywych (…) Bru­tal­ne postę­po­wa­nie. 80 mln ludzi musi otrzy­mać swo­je pra­wo (…) Naj­wyż­sza bez­względ­ność (…) Celem mili­tar­nym jest cał­ko­wi­te znisz­cze­nie Pol­ski (…) Prze­śla­do­wa­nie aż do cał­ko­wi­te­go znisz­cze­nia.”
Ten cytat poka­zu­je, że Pola­cy – obok Żydów – byli głów­ny­mi ofia­ra­mi nie­miec­kiej poli­ty­ki eks­ter­mi­na­cyj­nej. Akt oskar­że­nia w pro­ce­sie norym­ber­skim wyraź­nie wymie­nia Żydów, Pola­ków, Cyga­nów” jako gru­py pod­le­ga­ją­ce sys­te­ma­tycz­nej zagła­dzie.
Celo­wość nie­miec­kiej poli­ty­ki histo­rycz­nej
Autor cel­nie oce­nia, że uży­wa­nie okre­śleń typu pol­skie obo­zy” czy suge­ro­wa­nie pol­skie­go współ­udzia­łu w Holo­cau­ście słu­ży kil­ku celom:
- Rela­ty­wi­za­cji odpo­wie­dzial­no­ści – roz­my­cie jed­no­znacz­nej nie­miec­kiej winy poprzez wska­zy­wa­nie na rze­ko­mą pol­ską współ­od­po­wie­dzial­ność;
- Wpły­wu na opi­nię publicz­ną – kształ­to­wa­nie prze­ko­na­nia, że Pola­cy byli nie tyl­ko ofia­ra­mi, ale i spraw­ca­mi;
- To odpo­wiedź na pol­ską poli­ty­kę pamię­ci – prze­ciw­dzia­ła­nie pol­skim pró­bom upa­mięt­nie­nia ofiar i ujaw­nia­nia praw­dy histo­rycz­nej (jak publi­ka­cja bazy spraw­ców z Auschwitz przez IPN);
- Pre­sji poli­tycz­nej – wywie­ra­nie wpły­wu na pol­ską poli­ty­kę wewnętrz­ną poprzez oskar­że­nia o nacjo­na­lizm” i prze­pi­sy­wa­nie histo­rii”;
Para­doks ochro­ny pamię­ci
Para­doks sytu­acji, w któ­rej Niem­cy kry­ty­ku­ją Pol­skę za dba­nie o pamięć obo­zów zagła­dy, któ­re Niem­cy na pol­skich zie­miach utwo­rzy­ły, jest szo­ku­ją­cy.
Sub­tel­ne mani­pu­la­cje języ­ko­we – zastę­po­wa­nie okre­śle­nia nie­miec­ki nazi­stow­ski obóz” sfor­mu­ło­wa­niem obóz na tere­nie Pol­ski” – słu­żą prze­su­nię­ciu odpo­wie­dzial­no­ści histo­rycz­nej i budo­wa­niu fał­szy­we­go obra­zu współ­udzia­łu pol­skie­go w Holo­cau­ście.
Gene­za okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne”
Okre­śle­nie pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” nie ma jed­ne­go auto­ra w tra­dy­cyj­nym rozu­mie­niu, ale jego powsta­nie i roz­po­wszech­nie­nie było efek­tem celo­wej poli­ty­ki histo­rycz­nej RFN oraz dzia­łań zwią­za­nych z zatrud­nia­niem byłych nazi­stów w struk­tu­rach wywia­du zachod­nio­eu­ro­pej­skie­go.
Pierw­szy przy­pa­dek uży­cia – Jan Kar­ski i mani­pu­la­cja redak­cyj­na
Naj­wcze­śniej­sze udo­ku­men­to­wa­ne uży­cie zwro­tu Polish Death Camp” pocho­dzi z paź­dzier­ni­ka 1944 roku, kie­dy to ame­ry­kań­ski maga­zyn Col­lie­r’s Weekly” opu­bli­ko­wał arty­kuł słyn­ne­go pol­skie­go emi­sa­riu­sza Jana Kar­skie­go. Jed­nak to nie Kar­ski był auto­rem tego okre­śle­nia.
Bada­nia archi­wal­ne ujaw­ni­ły, że ory­gi­nal­ny tytuł maszy­no­pi­su Kar­skie­go brzmiał In the Bel­zec Death Camp” (W obo­zie śmier­ci w Bełż­cu). Redak­cja Col­lie­r’s Weekly” samo­wol­nie zmie­ni­ła tytuł na Polish Death Camp”, praw­do­po­dob­nie z powo­dów edy­tor­skich – w tym samym nume­rze uka­zał się arty­kuł o ame­ry­kań­skich obo­zach dla jeń­ców wojen­nych, więc redak­to­rzy chcie­li wyraź­nie odróż­nić, że obóz opi­sy­wa­ny przez Kar­skie­go znaj­do­wał się w Pol­sce, a nie w USA.
Kar­ski nie miał moż­li­wo­ści zapro­te­sto­wa­nia prze­ciw­ko tej zmia­nie, gdyż zgod­nie z ówcze­sną prak­ty­ką wydaw­ni­czą, każ­dy odbior­ca frag­men­tów książ­ki (któ­rą przy­go­to­wy­wał Kar­ski) miał pra­wo do zmian redak­cyj­nych.
Poli­ty­ka histo­rycz­na kanc­le­rza Ade­nau­era
Według dr Anny Jago­dziń­skiej z IPN, okre­śle­nie pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” poja­wi­ło się po raz pierw­szy w latach 50. XX wie­ku w jed­nej z nie­miec­kich publi­ka­cji pra­so­wych jako celo­we testo­wa­nie reak­cji opi­nii publicz­nej.
Histo­ryk pod­kre­śli­ła, że było to ele­men­tem zapla­no­wa­nej na lata poli­ty­ki histo­rycz­nej pierw­sze­go kanc­le­rza RFN Kon­ra­da Ade­nau­era. Jak stwier­dzi­ła: Taka była celo­wa poli­ty­ka histo­rycz­na Kon­ra­da Ade­nau­era, zapla­no­wa­na na lata. I oce­ni­ła: To się uda­ło Niem­com”. Trud­no zaprze­czyć.
Rola Agen­cji 114BND w czysz­cze­niu” nie­miec­kiej histo­rii
Klu­czo­wą rolę w roz­po­wszech­nia­niu mylą­cych okre­śleń ode­gra­ła Agen­cja 114 (Dien­st­stel­le 114) – taj­na jed­nost­ka utwo­rzo­na w ramach Orga­ni­za­cji Geh­le­na, a póź­niej Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND).
Czym była Agen­cja 114? Zosta­ła utwo­rzo­na tuż po zakoń­cze­niu II woj­ny świa­to­wej przez Rein­har­da Geh­le­na, byłe­go gene­ra­ła Wehr­mach­tu i sze­fa wywia­du woj­sko­we­go na Fron­cie Wschod­nim. Mia­ła ofi­cjal­ną sie­dzi­bę w Karls­ru­he, ukry­tą pod przy­kryw­ką fir­my pro­du­ku­ją­cej role­ty Zim­mer­le & Co”. Agen­cja 114 słu­ży­ła jako głów­ne wej­ście” do zachod­nio­eu­ro­pej­skie­go wywia­du dla byłych nazi­stów, w tym zbrod­nia­rzy wojen­nych aktyw­nych w Holo­cau­ście.
Do poło­wy lat 60. XX wie­ku zatrud­nia­ła co naj­mniej 100 byłych ofi­ce­rów Gesta­po lub SS. Wśród nich byli m.in.:
• Karl Josef Sil­ber­bau­er – ofi­cer SS, któ­ry aresz­to­wał Annę Frank i jej rodzi­nę w 1944 roku;
• Alo­is Brun­ner – zastęp­ca Adol­fa Eich­man­na, odpo­wie­dzial­ny za depor­ta­cję ponad 100 000 Żydów;
• Emil Augs­burg – były major SS;
Czysz­cze­nie” akt nie­miec­kich zbrod­nia­rzy
Według arty­ku­łu w Times of Isra­el, w latach 50. i 60. XX wie­ku dzia­ła­ła afi­lo­wa­na z wywia­dem zachod­nio­nie­miec­kim (BND) Agen­cja 114”, któ­ra zaj­mo­wa­ła się czysz­cze­niem” akt byłych nazi­stów ubie­ga­ją­cych się o pra­cę w wywia­dzie. Jak napi­sa­no:
Until the mid-1960s, West Ger­ma­ny­’s govern­ment dec­li­ned to pur­sue Nazi war cri­mi­nals. During the­se years, an intel­li­gen­ce-affi­lia­ted «Agen­cy 114» wor­ked to «cle­an» the records of such men who wan­ted to obta­in intel­li­gen­ce work. A good deal of the­se job appli­cants had served at con­cen­tra­tion and death camps, hen­ce the need to «re-brand» them and impli­ca­te Poles”.
Sys­te­ma­tycz­ny cha­rak­ter dzia­łań
Bada­nia komi­sji histo­rycz­nej BND ujaw­ni­ły sys­te­ma­tycz­ny cha­rak­ter zatrud­nia­nia byłych nazi­stów. Według Süd­deut­sche Zeitung, Orga­ni­za­cja Geh­le­na była naj­lep­szym moż­li­wym biu­rem pośred­nic­twa pra­cy dla byłych ofi­ce­rów i sta­rych nazi­stów”.
Geh­len rze­ko­mo nie chciał znać prze­szło­ści zatrud­nia­nych ludzi, a w 1953 roku poin­for­mo­wał komi­sję obro­ny Bun­de­sta­gu, że oko­ło 40 jego pra­cow­ni­ków pocho­dzi­ło z SSSD. Rze­czy­wi­sta licz­ba była znacz­nie wyż­sza – według badań oko­ło 200 byłych pra­cow­ni­ków Reichs­si­cher­he­it­shaup­tamt (RSHA – Głów­ny Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa Rze­szy) pra­co­wa­ło dla BND. Mimo że sędzio­wie w pro­ce­sie norym­ber­skim uzna­li obie orga­ni­za­cje za zbrod­ni­cze”, człon­ko­wie komi­sji Bun­de­sta­gu stwier­dzi­li ano­ni­mo­wo, że gene­rał zro­bił dosko­na­łe wra­że­nie”.
Para­sol Ade­nau­era
Kon­rad Ade­nau­er, kanc­lerz RFN w latach 19491963, chro­nił tę poli­ty­kę. Przez ponad 20 lat Niem­cy Zachod­nie nie ści­ga­ły wie­lu zbrod­nia­rzy wojen­nych, któ­rzy pro­wa­dzi­li nor­mal­ne życie, czę­sto na pro­mi­nent­nych sta­no­wi­skach.
Jeśli była igno­ran­cja w tej spra­wie, to tyl­ko dla­te­go, że nikt nie chciał wie­dzieć – ani Geh­len, ani Ade­nau­er.
Dr Jago­dziń­ska zwró­ci­ła uwa­gę na stop­nio­we eli­mi­no­wa­nie okre­śle­nia nie­miec­ki” z opi­sów zbrod­ni II woj­ny świa­to­wej: Od wie­lu lat spo­ty­kam się w publi­ka­cjach z nazew­nic­twem hitle­row­skie, nazi­stow­skie, wła­ści­wie jak­by powo­li zosta­ło wyeli­mi­no­wa­ne okre­śle­nie Niem­cy, nie­miec­kie”. Jak przy­po­mnia­ła, w tram­wa­jach oku­po­wa­nej War­sza­wy wisia­ły tablicz­ki Nur für Deut­sche” (tyl­ko dla Niem­ców), a nie Nur für Nazi” (tyl­ko dla nazi­stów).
Rola Alfre­da Ben­zi­ge­ra w Dien­stel­le 114
To wła­śnie Alfred Ben­zi­ger (prze­zy­wa­ny der Dic­ke” – Gru­by”) ode­grał klu­czo­wą rolę w sys­te­ma­tycz­nym fał­szo­wa­niu odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust poprzez wpro­wa­dze­nie do obie­gu publicz­ne­go okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne”.
Pod­czas II woj­ny świa­to­wej Ben­zi­ger słu­żył jako sier­żant w Gehe­ime Feld­po­li­zei (GFP) – taj­nej poli­cji woj­sko­wej Wehr­mach­tu. Gehe­ime Feld­po­li­zei była for­ma­cją utwo­rzo­ną 21 lip­ca 1939 roku przez sze­fa Obe­rkom­man­do der Wehr­macht (OKW) gene­ra­ła Wil­hel­ma Keitla. Choć for­mal­nie nale­ża­ła do Wehr­mach­tu, jej kadra rekru­to­wa­ła się głów­nie z Gesta­po i Kri­po (Kri­mi­nal­po­li­zei).
GFP była zna­na z tor­tu­ro­wa­nia i zabi­ja­nia więź­niów. Funk­cjo­na­riu­sze tej for­ma­cji mie­li nie­ogra­ni­czo­ny dostęp do wszyst­kich obiek­tów mili­tar­nych i stref zamknię­tych.
Po zakoń­cze­niu woj­ny Ben­zi­ger natu­ral­nie nie poniósł odpo­wie­dzial­no­ści za swo­je czy­ny. Zamiast tego został sze­fem Agen­cji 114 (Dien­st­stel­le 114) – taj­nej jed­nost­ki kontr­wy­wia­du dzia­ła­ją­cej naj­pierw w ramach Orga­ni­za­cji Geh­le­na, a póź­niej Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND).
Dzia­łal­ność Agen­cji 114 pod kie­row­nic­twem Ben­zi­ge­ra
Agen­cja 114 pod kie­row­nic­twem Ben­zi­ge­ra ofi­cjal­nie zaj­mo­wa­ła się kontr­wy­wia­dem prze­ciw­ko Sowie­tom, ale rów­nież moni­to­ro­wa­niem kra­jo­wych lewi­cow­ców i pacy­fi­stów.
Ben­zi­ger otwar­cie rekru­to­wał” byłych człon­ków Gesta­po, SSSD, jak rapor­to­wał agent CIA James Critch­field, któ­ry nad­zo­ro­wał roz­wój nie­miec­kiej służ­by wywia­dow­czej. Wśród zatrud­nio­nych przez nie­go zbrod­nia­rzy wojen­nych byli:
• Kon­rad Fie­big – oskar­żo­ny o mor­der­stwo 11 000 Żydów na Bia­ło­ru­si
• Wal­ter Kur­reck – z oddzia­łu śmier­ci SS Ein­sat­zgrup­pe D, odpo­wie­dzial­ny za dzie­siąt­ki tysię­cy mor­dów
W 1956 roku to wła­śnie Alfred Ben­zi­ger wymy­ślił i wpro­wa­dził sku­tecz­nie do obie­gu publicz­ne­go okre­śle­nie pol­skie obo­zy śmier­ci”. Wybór momen­tu nie był przy­pad­ko­wy. W 1956 roku Pol­ska była w cha­osie po wyda­rze­niach w Pozna­niu i zmia­nach poli­tycz­nych. Kraj był nie­sta­bil­ny po latach oku­pa­cji nie­miec­kiej, sowiec­kiej i rzą­dów zwo­len­ni­ków Sta­li­na.
Suk­ces nie­miec­kiej pro­pa­gan­dy
Stra­te­gia Ben­zi­ge­ra odnio­sła spek­ta­ku­lar­ny suk­ces. W Niem­czech gru­pa była tak sku­tecz­na, że gdy w 1979 roku nada­no ame­ry­kań­ski serial Holo­caust”, pane­lo­wi histo­ry­ków towa­rzy­szył zalew pytań od Niem­ców, któ­rzy wie­rzy­li, że Pol­ska była odpo­wie­dzial­na za ludo­bój­stwo.
Alfred Ben­zi­ger był klu­czo­wą posta­cią w sys­te­ma­tycz­nej kam­pa­nii mają­cej na celu prze­su­nię­cie odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust z Nie­miec na Pol­skę poprzez celo­we wpro­wa­dze­nie mylą­ce­go okre­śle­nia pol­skie obo­zy koncentracyjne/​śmierci”. Odpo­wie­dzial­ny był za mani­pu­la­cję opi­nią publicz­ną poprzez wyko­rzy­sta­nie nie­miec­kich mediów do roz­po­wszech­nia­nia fał­szy­wej nar­ra­cji histo­rycz­nej, co trwa do dzi­siaj.
Dzia­łal­ność Ben­zi­ge­ra była czę­ścią szer­szej poli­ty­ki histo­rycz­nej kanc­le­rza Ade­nau­era, któ­ra mia­ła odsu­nąć Niem­cy od odpo­wie­dzial­no­ści za zbrod­nie nazi­stow­skie. Był on byłym zbrod­nia­rzem wojen­nym, któ­ry po woj­nie nie tyl­ko unik­nął kary, ale został sze­fem jed­nost­ki wywia­du finan­so­wa­nej przez Sta­ny Zjed­no­czo­ne i chro­nio­nej przez rząd RFN, z któ­rej pozy­cji pro­wa­dził sys­te­ma­tycz­ną kam­pa­nię dez­in­for­ma­cyj­ną trwa­ją­cą do dziś.