Mło­da

Faj­nie jest, jak dzie­ci (wła­sne) są zdol­niej­sze od rodzi­ców. To podob­no coraz czę­ściej się zdarza. 

- Cóż, takie życie – jak mawia Iga (lat 8 i wię­cej niż pół)…

POSM Ist Katowice   Aktualności

Sąd szyb­ko się uczy

Wystar­czył repor­taż w Dużym For­ma­cie i kil­ka mate­ria­łów w TVN, aby sąd szyb­ko zro­zu­miał, jakie są ocze­ki­wa­nia opi­nii społecznej.

(…) Od ska­za­nia żad­na eks­tre­mal­na meta­mor­fo­za w jej zacho­wa­niu nie zaszła, dla­te­go Agniesz­ka F., zna­na jako sio­stra Ber­na­det­ta powin­na odbyć zasą­dzo­ną karę” – oce­nił sąd. Zaska­ku­ją­ce jest, że ten sam sąd, któ­ry trzy­krot­nie sąd pozy­tyw­nie roz­pa­try­wał proś­by o odro­cze­nie wyro­ku ze wzglę­du na zły stan zdro­wia, nagle zmie­nia opty­kę. Dla­cze­go? Skąd ta nagła tro­ska o wize­ru­nek wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści? Nie­spo­dzie­wa­na popra­wa sta­nu zdro­wia? Nie, tak na sąd podzia­ła­ły media – kame­ry, mikro­fo­ny… Nie bro­nię sio­stry Ber­nar­det­ty. Każ­dy, kto mole­stu­je, depra­wu­je czy bije dzie­ci, musi zostać uka­ra­ny. Mam jed­nak wąt­pli­wo­ści, czy tyl­ko zakon­ni­ce zasłu­ży­ły na medial­ny lincz?

Afe­ra w pro­wa­dzo­nym w Zabrzu przez boro­me­usz­ki ośrod­ka opie­kuń­cze­go dla dzie­ci i mło­dzie­ży, w któ­rym od lat docho­dzi­ło do dra­stycz­nych zacho­wań, jest bul­wer­su­ją­ca. Wie­lo­krot­nie wcze­śniej opi­sy­wa­na, była też tema­tem repor­ta­ży w TVN.

Z zeznań wycho­wan­ków wyła­niał się obraz pełen prze­mo­cy i agre­sji – zarów­no ze stro­ny zakon­nic, jak i ich pod­opiecz­nych. Gehen­na trwa­ła od lat 70. Wycho­wan­ko­wie zezna­wa­li w sądzie, co skru­pu­lat­nie opi­sa­ła repor­ter­ka Duże­go For­ma­tu pod­czas pro­ce­su, któ­ry roz­po­czął się sześć lat temu:

Młod­si zamy­ka­ni byli na noc ze star­szy­mi, 20-let­ni­mi wycho­wan­ka­mi, sio­stry wyzy­wa­ły dzie­ci od zbo­czeń­ców, gnoj­ków i debi­li. Dziew­czyn­kom za karę wkła­da­no mydło do ust, wią­za­no do kalo­ry­fe­ra, myto w zim­nej wodzie. Zakon­ni­ce biły menaż­ką albo wie­sza­kiem. O pomoc pro­si­ły czę­sto star­szych chło­pa­ków. Nie­po­słusz­ne dzie­ci były roz­bie­ra­ne i bite. Nie­któ­re nie wytrzy­my­wa­ły, w ośrod­ku były pró­by samobójcze”.

Natu­ral­nie repor­taż został zilu­stro­wa­ny gra­fi­ką, przed­sta­wia­ją­ca złą, zacię­tą twarz sta­rej zakon­ni­cy. Taka pry­mi­tyw­na socjo­tech­ni­ka, któ­rej prze­sła­nie było jasne: Zakon­ni­ca musi pójść siedzieć”.

Za bicie i przy­zwa­la­nie na prze­moc sek­su­al­ną oskar­żo­no Agniesz­kę F., czy­li sio­strę Ber­na­det­tę, dyrek­tor­kę ośrod­ka, oraz jed­ną z sióstr, Bogu­mi­łę Ł. Czte­ry lata temu zapadł wyrok. Sio­strę Ber­na­det­tę ska­za­no na dwa lata w zawie­sze­niu, Bogu­mi­łę Ł. na osiem mie­się­cy, tak­że w zawie­sze­niu. Pro­ku­ra­tu­ra zło­ży­ła apelację.

Trzy lata temu sio­stra Ber­na­det­ta zosta­ła ska­za­na na bez­względ­ną karę dwóch lat wię­zie­nia. Za krat­ki nie tra­fi­ła, bo przy­sy­ła­ła do sądu wnio­ski o odro­cze­nie wyko­na­nia kary ze wzglę­du na zły stan zdro­wia i pode­szły wiek – ma bowiem 59 lat. Takie jest pra­wo, że ska­za­ny pra­wo­moc­nym wyro­kiem może skła­dać wnio­ski do sądu o odro­cze­nie wyko­na­nia kary.

W ubie­głym roku opi­sy­wa­łem spra­wę wypad­ku dro­go­we­go, z 1997 r., w któ­rym zgi­nął jeden mło­dy męż­czy­zna, a jego dwaj kole­dzy zosta­li kale­ka­mi. Jego spraw­ca za krat­ki tra­fił w ubie­głym roku, po… 13 latach od pra­wo­moc­ne­go wyro­ku! Nie wiem, na ile to była zasłu­ga” nie­mra­we­go i libe­ral­ne­go sądu, a ile na to, że pasa­że­rem był kole­ga kie­row­cy, Dawid Kostemp­ski (obec­ny pre­zy­dent Świę­to­chło­wic, któ­ry został wów­czas ska­za­ny na pół­to­ra roku tak­że w zawie­sze­niu na trzy lata za zacie­ra­nie śla­dów prze­stęp­stwa.), syn pro­mi­nent­ne­go biz­nes­me­na z bran­ży węglowej.

Nie zauwa­ży­łem spe­cjal­ne­go zain­te­re­so­wa­nia dzien­ni­ka­rzy Gaze­ty Wybor­czej, nawet tej lokal­nej, tym skandalem.

Po uka­za­niu się repor­ta­żu Czy Bóg wyba­czy sio­strze Ber­na­det­cie?” było już wia­do­mo, że Gaze­ta Wybor­cza – nigdy nie wyba­cza. Bóg zapew­ne wybaczył.

Trze­ba pamiętać

Wywóz­ka kil­ku­dzie­się­ciu tysię­cy Ślą­za­ków od stycz­nia do kwiet­nia 1945 roku do obo­zów pra­cy przy­mu­so­wej w Związ­ku Sowiec­kim po wkro­cze­niu Armii Czer­wo­nej, zosta­ła słusz­nie nazwa­na Tra­ge­dią Górnośląską.

img292Rok 1945 to czas aktów ter­ro­ru wobec miesz­kań­ców Gór­ne­go Ślą­ska – aresz­to­wań, inter­no­wa­nia, egze­ku­cji i wywó­zek do łagrów. Sza­cu­je się, że wywie­zio­no oko­ło 5060 tys. osób, a nie jak w nie­któ­rych publi­ka­cjach poda­wa­no licz­bę trzy­krot­nie większą.

16 grud­nia 1944 r. Sta­lin naka­zał, aby wszy­scy zdol­ni do pra­cy Niem­cy w wie­ku od 17 do 45 lat w przy­pad­ku męż­czyzn i 18 do 30 lat w przy­pad­ku kobiet, któ­rzy znaj­du­ją się na wyzwo­lo­nych przez Armię Czer­wo­ną tere­nach, zosta­li zmo­bi­li­zo­wa­ni i inter­no­wa­ni, celem wysła­nia do pra­cy z ZSRS”.

O tym, kto pod­le­ga depor­ta­cji i jak cała ope­ra­cja ma wyglą­dać, prze­są­dził roz­kaz NKWD nr 0061 zawie­ra­ją­cy dyrek­ty­wy mobi­li­za­cji wszyst­kich męż­czyzn zdol­nych do pra­cy fizycz­nej i posłu­gi­wa­nia się bro­nią w wie­ku od 17 do 50 lat.

W ramach tej akcji od lute­go do kwiet­nia 1945 r. w Gór­no­ślą­skim Zagłę­biu Węglo­wym oraz Pru­sach Wschod­nich Sowie­ci zatrzy­ma­li 77 tys. 741 osób, głów­nie tych, któ­rych od wcie­le­nia do Wehr­mach­tu wyre­kla­mo­wa­ła kopal­nia lub fabry­ka pra­cu­ją­ca na potrze­by woj­ska. Fachow­cy ci byli bar­dzo cen­ną zdo­by­czą – mie­li zastą­pić w gospo­dar­ce radziec­kiej ludzi, któ­rzy zgi­nę­li na wojnie.

Akcję nad­zo­ro­wał Beria, a jego pod­wład­ni nie bawi­li się w odróż­nia­nie, czy ktoś jest Niem­cem czy Ślą­za­kiem. Sytu­acja spo­łecz­no-poli­tycz­na na Gór­nym Ślą­sku oka­za­ła się problemem.

Ten obszar przed wybu­chem II woj­ny świa­to­wej był rejo­nem pogra­nicz­nym, podzie­lo­nym pomię­dzy II Rzecz­po­spo­li­tą (woje­wódz­two ślą­skie) oraz Rze­szę Nie­miec­ką (rejen­cja opol­ska). I po obu stro­nach gra­ni­cy miesz­ka­ły oso­by dekla­ru­ją­ce się jako Pola­cy lub Niem­cy. Po wybu­chu woj­ny sytu­acja naro­do­wo­ścio­wa skom­pli­ko­wa­ła się wsku­tek wpro­wa­dze­nia Nie­miec­kiej Listy Naro­do­wo­ścio­wej (Deut­sche Volks­li­ste, czy­li DVL). W ten spo­sób Gór­no­śłą­za­cy z tych tere­nów otrzy­ma­li w róż­nej for­mie oby­wa­tel­stwo nie­miec­kie. DVL Wpro­wa­dza­ła w życie prze­ko­na­nia wło­da­rzy Trze­ciej Rze­szy, że obszar ten w okre­sie dwu­dzie­sto­le­cia mię­dzy­wo­jen­ne­go został jedy­nie czę­ścio­wo spo­lo­ni­zo­wa­ny” i moż­na było tam­tej­szych Gór­no­ślą­za­ków odzy­skać dla niem­czy­zny”. Do jesie­ni 1943 r. z tere­nu przed­wo­jen­nej pol­skiej czę­ści Gór­ne­go Ślą­ska na DVL wpi­sa­no 1,29 mln osób, co sta­no­wi­ło 90 proc. ogó­łu tam­tej­szych miesz­kań­ców. Zde­cy­do­wa­na więk­szość, bo ponad 70 pro­cent otrzy­ma­ła III gru­pę DVL (oby­wa­tel­stwo nie­miec­kie na odwo­ła­nie”) – pisze dr Dariusz Węgrzyn z IPN w Katowicach.

Naj­wię­cej osób zsy­ła­no do obo­zów pra­cy na Ukra­inie (obwo­dy dnie­pro­pie­trow­ski, kiro­wo­gradz­ki, ode­ski, sta­liń­ski [doniec­ki] i woro­szy­łow­gradz­ki) i Sybe­rii (obwo­dy: irkuc­ki, keme­row­ski, nowo­sy­bir­ski) oraz w Kazach­sta­nie (obwo­dy: aktiu­biń­ski i kara­gandz­ki). Depor­to­wa­nych wywo­żo­no tak­że do Rosji, Turk­me­nii, Gru­zji i na Bia­ło­ruś. Naj­da­lej na wschód poło­żo­ne były łagry na Kam­czat­ce. Obo­zy, do któ­rych tra­fi­li Gór­no­śłą­za­cy nale­ża­ły do olbrzy­miej sie­ci łagrów GUPWI (Głów­ne­go Zarzą­du ds. Jeń­ców Wojen­nych i Internowanych).

Jed­nym z depor­to­wa­nych był Paweł Stel­ler, arty­sta zwią­za­ny z Kato­wi­ca­mi, któ­ry przez 20 mie­się­cy prze­by­wał w obo­zie na Sybe­rii. Wyko­nał tam 2 tysią­ce nie­wiel­kich por­tre­tów współ­więź­niów jako zapła­tę za dodat­ko­we por­cje chle­ba. Dzię­ki temu prze­żył i wró­cił do domu w listo­pa­dzie 1946 roku.

Wie­le trans­por­tów przy­jeż­dża­ło do miejsc, gdzie pra­wie nic nie było goto­we. Do bara­ków obo­zo­wych nie wsta­wio­no prycz. Jesz­cze latem 1945 r. dla dużej czę­ści przy­mu­so­wych robot­ni­ków zatrud­nio­nych w Don­ba­sie bra­ko­wa­ło ubrań robo­czych, butów i bie­li­zny. Szwan­ko­wa­ło zaopa­trze­nie w żyw­ność, a miskę do jedze­nia czę­sto musia­ła zastą­pić z tru­dem zdo­by­wa­na pusta pusz­ka. Kto wyra­biał nor­mę, dosta­wał 400 g chle­ba dzien­nie, a kto nie wyra­biał, a mało kto wyro­bił, dosta­wał tyl­ko 100 g. Do tego był solo­ny śledź, naj­pierw cały, potem poło­wa, a w koń­cu jeden śledź na czte­ry oso­by, ale nie zawsze. I kubek wody.

Z powo­du bra­ku środ­ków czy­sto­ści w wie­lu obo­zach wybu­cha­ły epi­de­mie tyfu­su i innych cho­rób brud­nych rąk. Opie­ka medycz­na oka­zy­wa­ła się fik­cją. Każ­de­go ran­ka dyżur­ni wyno­si­li z bara­ku tru­py i grze­ba­li w płyt­kich mogi­łach za dru­ta­mi, a kie­dy zie­mia zama­rza­ła na kamień, tyl­ko przy­sy­py­wa­li zwłoki.

Część z wywie­zio­nych zgi­nę­ła w obo­zach lub po powro­cie do kra­ju. W jed­nym tyl­ko okrę­gu woro­szy­łow­gradz­kim (obec­nie Ługańsk przy gra­ni­cy rosyj­sko-ukra­iń­skiej) spo­śród 40 tys. osób zatrud­nio­nych w tam­tej­szych kopal­niach do poło­wy sierp­nia 1945 r. zmar­ła co dzie­sią­ta, ale w nie­któ­rych bata­lio­nach robo­czych odse­tek zgo­nów w pierw­szych mie­sią­cach się­gał nawet od 30 do 50 proc.

Ostat­ni z wywie­zio­nych Ślą­za­ków wra­ca­li do domów jesz­cze w latach 50. XX wie­ku. Pol­skie wła­dze nie zawsze doma­ga­ły się powro­tu wszyst­kich wywie­zio­nych. Sta­ra­no się przede wszyst­kim o oso­by uzna­wa­ne za Pola­ków, nie­raz pomi­ja­no np. skom­pro­mi­to­wa­nych wcze­śniej­szą współ­pra­cą z orga­ni­za­cja­mi nazi­stow­ski­mi. Ist­nia­ła też naj­pew­niej trud­na do osza­co­wa­nia gru­pa wywie­zio­nych, któ­ra nie poja­wi­ła się na pol­skich listach.

Sytu­acja rodzin depor­to­wa­nych, pozba­wio­nych jedy­nych żywi­cie­li sta­wa­ła się dra­ma­tycz­na, a kobie­ty, któ­re uzy­ska­ły wia­do­mość o śmier­ci męża, mogły mówić o szczę­ściu, bo wte­dy, mogły wysta­rać się o for­mal­ny akt zgo­nu i na tej pod­sta­wie dostać ren­tę. Bywa­ło jed­nak i tak, że zaraz po stra­cie męża pod­le­ga­ły eks­mi­sji z nale­żą­ce­go do kopal­ni miesz­ka­nia, bo sko­ro gór­nik opu­ścił miej­sce pra­cy, to rodzi­nie już nic się nie należy.

W IPN od kil­ku lat powsta­je imien­na lista zatrzy­ma­nych, a potem depor­to­wa­nych do obo­zów. Lista liczy obec­nie pra­wie 30 tys. zwe­ry­fi­ko­wa­nych nazwisk.

Tra­ge­dia Gór­no­ślą­ska do 1989 r. była ze wzglę­dów poli­tycz­nych tema­tem tabu. Dopie­ro póź­niej temat wywó­zek miesz­kań­ców regio­nu poja­wił się ofi­cjal­nie w prze­strze­ni publicz­nej, był tema­tem wie­lu arty­ku­łów i relacji.

Od lat w woj. ślą­skim i opol­skim trwa­ją publicz­ne dys­ku­sje doty­czą­ce tej pro­ble­ma­ty­ki, jed­no­cze­śnie IPN sta­ra się docie­rać do nowych źró­deł infor­ma­cji na ten temat. Ostat­nio uka­za­ła się publi­ka­cja pt. Wywóz­ka. Depor­ta­cja miesz­kań­ców Gór­ne­go Ślą­ska do obo­zów pra­cy przy­mu­so­wej w Związ­ku Sowiec­kim w 1945 roku”. Auto­ra­mi arty­ku­łów zamiesz­czo­nych w publi­ka­cji są pol­scy i nie­miec­cy badacze.

Dotych­cza­so­we dane nie są też wystar­cza­ją­ce, by wia­ry­god­nie sza­co­wać licz­bę śmier­tel­nych ofiar Tra­ge­dii Gór­no­ślą­skiej. Część depor­to­wa­nych wra­ca­ła ze Wscho­du, część z Zacho­du (poprzez sowiec­ki obóz nr 69 we Frank­fur­cie nad Odrą), część nie wró­ci­ła też na teren Gór­ne­go Ślą­ska, osie­dla­jąc się gdzie indziej.

Śledz­two IPN, któ­re mia­ło usta­lić odpo­wie­dzial­nych za depor­ta­cję zosta­ło umo­rzo­ne. Dla­cze­go? Otóż całą winą nale­ży obcią­żyć człon­ków Pań­stwo­we­go Komi­te­tu Obro­ny ZSRR, jed­nak wszy­scy oni już nie żyją.

Publi­ka­cja to pokło­sie mię­dzy­na­ro­do­wej kon­fe­ren­cji Inter­no­wa­nia – depor­ta­cje – pro­duk­ty­wi­za­cja. Miesz­kań­cy Gór­ne­go Ślą­ska w sys­te­mie obo­zo­wym GUPWI NKWD 19451956”, zor­ga­ni­zo­wa­nej w mar­cu 2013 r.

Wywóz­ka. Depor­ta­cja miesz­kań­ców Gór­ne­go Ślą­ska do obo­zów pra­cy przy­mu­so­wej w Związ­ku Sowiec­kim (1945 r.). Fak­to­gra­fia – kon­tek­sty – pamięć” pod redak­cją Seba­stia­na Rosen­bau­ma i Dariu­sza Węgrzy­na. Wyda­na przez kato­wic­ki oddział IPN, Urząd Mia­sta Radzion­ków oraz Muzeum w Gliwicach.