
Lipiny

There are 62 posts tagged Śląsk (this is page 1 of 7).

O mój Śląsku… Po lewej – nieczynna od dziesięcioleci stacja kolejowa, a po prawej wieża kościoła w Dąbrówce Małej.

Dawna kopalnia Katowice, obecnie część Muzeum Śląskiego. W tle coś, co roboczo można nazwać „kutasem Atala” dla mieszkańców…

Immanentna cecha śląskiego krajobrazu…

Ma 100 na 60 metrów, czyli sporo. W części centralnej Rynku znajduje się figura św. Jana Nepomucena, od 1725 roku stojąca na kamiennym cokole. Ciekawostką jest, że na terenie gminy Toszek znajduje się dokładnie 13 figur tego patrona.

Osiedle kopalni Dębieńsko. Powstawało dla pracowników kopalni Dębieńsko etapami w latach 1898–1916.

To 84 budynki z czerwonej cegły, które zajmują około 15 hektarów.
Domy są wolnostojące, jedno- i dwukondygnacyjne, wzbogacone fragmentami z glazurowanej białej cegły, muru pruskiego, gładkimi tynkami piaskowymi i innymi elementami. Budynki usytuowano równolegle do ulic. Ich dachy kryte są dachówka ceramiczną. Wpisane do rejestru zabytków. Warto odwiedzić i pospacerować.
O mój Śląsku… Taki analogowy landszaft z ery przedcyfrowej.

Dom Handlowy „Skarbek”. Z zewnątrz ładniej wygląda, niż w środku. Odradzam wchodzenie, wspomnienia nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością…

Zaprojektował go Jurand Jarecki we współpracy z konstruktorem Franciszkiem Klimkiem w katowickim „Miastoprojekcie”.
Propozycja Jareckiego była odważna jak na realia epoki, gdyż przedstawiała bryłę pozbawioną tradycyjnych witryn sklepowych. Wnętrza opracowywano z udziałem Naso Łazowskiego oraz Bogdana Bąbskiego, dbając o spójność architektury i plastyki.
Najbardziej rozpoznawalnym detalem elewacji były poziome pasy aluminiowych paneli o formie łusek, pierwotnie wykonanych jako ażurowa okładzina systemu „Luna”.
Od momentu otwarcia w 1975 roku „Skarbek” przechodził wiele zmian. Po transformacji ustrojowej elewacje zaczęły wypełniać reklamy, pojawił się diodowy ekran, a wnętrza dostosowywano do nowych najemców. Najbardziej inwazyjne w pierwotny projekt były jednak modernizacje z początków XXI wieku. W ramach tych prac m.in. rozbudowano parter oraz zamontowano zewnętrzne windy.
Nowe, wertykalne akcenty, bardzo kontrastują z horyzontalnym charakterem elewacji. Duże oburzenie wywołała również wymiana aluminiowych łusek w latach 2018–2019. Ostatecznie zachowano ich ideę, stosując nowe, uproszczone elementy z aluminium i przywracając budynkowi dawną szatę.
O mój Śląsku… Katowice. Wełnowiec. To nie Mur berliński, ale to, co zostało po hucie cynku Hohenlohe, która tu działała od 1873 r.

Jej właścicielem był książę Hugo zu Hohenlohe, który został największym producentem cynku na świecie. I tak huta działała przez ponad 200 lat. Nie była to bynajmniej ekologiczna produkcja.
Po 1989 roku systematycznie wygaszano produkcję w hucie cynku z powodu m.in. wyeksploatowania urządzeń, braku inwestycji, a co za tym idzie braku konkurencyjności i opłacalności. Popadające w ruinę hale hutnicze zostały widowiskowo wyburzone w 2005 roku.
Wyziewy tlenków siarki, metali ciężkich z kominów huty, odpady poprodukcyjne skaziły teren wokół. Grunty na terenie dawnej Huty Cynku w Wełnowcu są zanieczyszczone cynkiem, ołowiem i kadmem.Ten syf nie zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Spokojnie można nakręcić „Ołowiane dzieci 2”. Ekologiczny horror.I wiecie, co będzie w tym miejscu? Osiedle. Tak. Nowy Wełnowiec.
Czytam na stronie dewelopera Grupa Capital Park PR-owy bełkot w stylu:
„Dziś teren, który niegdyś pełnił funkcję przemysłową, zyska nowe życie oraz zostanie przywrócony miastu i jego mieszkańcom. W miejscu dawnej huty powstanie Nowy Wełnowiec, który napisze kolejny rozdział w historii dzielnicy. Już na pierwszym etapie realizacji projektu zrewitalizowany zostanie ostatni pozostały fragment budynku huty – kompresorownia, która po renowacji będzie witała osoby korzystające z przestrzeni Nowego Wełnowca”. Na razie będzie w tym budynku biuro sprzedaży mieszkań. I dalej:
„Projekt jest odpowiedzią na potrzeby społeczne oraz te związane ze zmianami klimatu i ekologią. Zaprojektowane rozwiązania wykorzystują technologie zmniejszające oddziaływanie budynków na środowisko przy jednoczesnym zapewnieniu wysokiej jakości życia mieszkańców. Ważnymi aspektami są ograniczenie zużycia energii i emisji CO2.”
Czyli ktoś chce wybudować setki mieszkań na 30 hektarowym terenie skażonym metalami ciężkimi. Brawo. Nobel z ekologii pewny. Efektywna redukcja stężeń kadmu, arsenu czy ołowiu zajmuje nie 4, lecz często 10–30 lat. Wiedzieliście o tym?
Dziwię się (?), że twarz temu projektowi daje były prezydent Katowic Piotr Uszok. Kto jak kto, ale to Uszok powinien wiedzieć, co akurat było w tym miejscu i dlaczego przez lata nikt nie ryzykował budowy czegokolwiek…
Podziękowania należą się też radnym. We wrześniu 2024 roku — Rada Miasta Katowice uchwaliła Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) dla tego terenu, otwierając drogę do budowy Nowego Wełnowca. Zagłosujecie na nich w kolejnych wyborach?
Na razie pierwszy etap inwestycji będzie skromny, biorąc pod uwagę jej całkowitą skalę. Mają powstać trzy budynki – 200 mieszkań z garażem podziemnym na około 220 samochodów i 285 miejsc postojowych dla rowerów.
Dotarłem do pewnego bardzo ciekawego dokumentu, związanego z epidemią ołowicy w Szopienicach. To tak a propos serialu „Ołowiane dzieci”.
To cenny dokument. Wskazuje prawidłowo postawioną diagnozę, ale także zdumiewającą chęć do współpracy z władzami w ukrywaniu trującego problemu przed społeczeństwem. Przypomina trochę zachowanie władz w 1986 roku po katastrofie w elektrowni atomowej w Czarnobylu.

16 września 1974 roku prof. dr hab. Bożena Hager-Małecka, która była wówczas Kierownikiem Katedry i Kliniki Pediatrii Śląskiej Akademii Medycznej, a zarazem konsultantem wojewódzkim ds. pediatrii, pisze 6‑stronnicową notatkę do I Sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach Zdzisława Grudnia. Notatka, która dotyczy „zachorowania na ołowicę dzieci z terenu Katowic” jest „ściśle tajna” i „do rąk własnych” partyjnego notabla.
Profesor najpierw wyjaśnia, skąd się bierze zachorowanie na ołowicę, jakie są objawy tej choroby i skutki. Informuje, że w Klinice 2⁄3 chorych dzieci, u których rozpoznano ołowicę, może być niepełnosprawna fizycznie i intelektualnie.
Jednocześnie uspokaja Grudnia, bo w krajach kapitalistycznych jest gorzej:
„Opublikowane w 1971 r. wyniki badań nad zawartością ołowiu w powietrzu dziesięciu miast polskich (w ramach współpracy polsko-amerykańskiej) wykazały, że znaczne przekroczenie dopuszczalnej normy występuje jedynie w Katowicach (1,62 ug/m3).
Niektóre miasta USA i Europy przekraczają tę normę w jeszcze większym stopniu: Detroit – 4,8 ug/m3, Los Angeles 7,6, Mediolan 0,55–35,9.”
Jednak mimo tego na Śląsku sytuacja jest zła:
„Z końcem lipca b.r. rozpoznano ciężkie zatrucie ołowiem u 2 dzieci leczonych w I Klinice Pediatrii Śl. AM w Zabrzu z powodu bardzo rzadkiej i dziedzicznej choroby (mukopolisacharydozy). Równocześnie u 2 dzieci rozpoznano ołowicę w oddziale dziecięcym szpitala w Katowicach-Janowie. […] Jako konsultant wojewódzki ds. pediatrii wizytowałam oddział dziecięcy w Katowicach-Janowie, gdzie przebywało 2 dzieci. Zaproponowałam leczenie ołowicy metoda skuteczniejszą, stosowaną w klinice dziecięcej w Zabrzu.
Zastosowałam postępowanie, które uznałam za skuteczne i równocześnie zabezpieczające dyskrecję: jednej z zatrudnionych w obu poradniach lekarce, dr Jolancie Król, zaproponowałam przygotowanie wykazu wszystkich dzieci w wieku 0–15 lat mieszkających w najbliższym sąsiedztwie huty i wykazujących objawy choroby stanowiącej przedmiot dociekań. W tym samym dniu udałam się do dyrektora Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach, by przedstawić swój punkt widzenia i dostosować go do decyzji dyrektora na prowadzenie akcji przeciwdziałania chorobie wśród dzieci.
Okazało się, że dyrektor, dr med. K. Grzybowski, pozostaje w kontakcie z władzami i przeprowadził szereg czynności: laborantka ZOZ (mgr Michalska) w Szopienicach szkoli się w Instytucie Medycyny Pracy w Sosnowcu w zakresie badań diagnostycznych ołowicy, by je prowadzić następnie w miejscowym laboratorium; wykonano wyżej wspomniane pomiary zanieczyszczeń ołowiem w terenach, z których pochodziły chore dzieci – wykazano wysokie przekroczenie dopuszczalnych norm; uzyskano spis mieszkańców interesującego nas terenu, jednakże bez dokładnych adresów i wieku dzieci.
Na moje wyraźne zapytanie uzyskałam odpowiedź dyrektora dr. med. K. Grzybowskiego, że cała sprawa należy do jego kompetencji i bierze z tytułu pełnionego stanowiska za nią odpowiedzialność. Proponował, bym jako konsultant wojewódzki ds. pediatrii pomogła w realizacji programu akcji w odniesieniu do dzieci. Wizyta złożona w Instytucie Medycyny Pracy w Sosnowcu pozwoliła na uzyskanie rad ze strony najlepszych specjalistów w zakresie ołowicy, doc. dr. K. Marka i dr. med. Kłopotowskiego.
Zaraz po powrocie z urlopu dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Matki i Dziecka dr Kajzerowej, tj. po siedmiu dniach, odwiedziłyśmy wspólnie poradnię. Jako konsultant wojewódzki nie mam uprawnień administracyjnych, a tylko prawo służenia radą fachową. Dr Kajzerowa wydała odpowiednie polecenia dr Jolancie Król i jednej, najwyżej ocenianej, pielęgniarce.
Dr J. Król przedstawiła wykaz 390 dzieci. Na podstawie wstępnych badań przewidziano trzy grupy dzieci: zdrowe, chore na ołowicę, kierowane bezpośrednio do kliniki dziecięcej w Zabrzu i podejrzane o chorobę, kierowane do poradni hematologicznej przy klinice (kierownik dr med. M. Sroczyńska).
Zalecono nie wydawać żadnych zaświadczeń o zachorowaniu dziecka na ołowicę. Dr Król w ciągu całej swej działalności nie wymieniła ani razu słowa „ołowica”, tłumacząc potrzebę wykonywania badań okresowych dzieci i ewentualną ocenę złych warunków mieszkaniowych. Na usilne naleganie rodziców uzależniających oddanie następnych dzieci do leczenia szpitalnego od posiadania odpowiedniego zaświadczenia wydano, być może przedwcześnie, dwa zaświadczenia o ołowicy rodzinie K[…] i Ch[…]”.
Sytuacja była poważna, czego prof. Hager-Małecka nie ukrywała przed I Sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR.
„Do dnia 15 września ukończono zaplanowane badania wstępne. Dr J. Król przebadała 374 dzieci;
– ołowicę rozpoznano u 78 dzieci;
– podejrzanych, wymagających szczegółowej diagnostyki jest ponad 72 dzieci;
– dzieci ze szkoły specjalnej mają wyniki badań przemawiające za ołowicą;
– aktualnie leczonych w klinice i szpitalu jest 18 dzieci. Stąd część jest już przekazana do oddziału przedłużonej terapii kliniki dziecięcej w Zabrzu, w Katowicach-Ligocie. Za staraniem dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Matki i Dziecka dzieci te zostaną następnie umieszczone w sanatoriach.
Dużą trudność w prowadzeniu akcji stanowi niechęć rodziców dzieci do rozstawania się z nimi na okres leczenia. Niestety dalsze utrzymywanie tajemnicy wobec dzieci intensywnie leczonych nie jest możliwe. Rodzice dopominają się informacji co do celowości stosowanego leczenia i jego wyników”.
Prof. Hager-Małecka proponuje tow. Z. Grudniowi sposoby na uniknięcie paniki wśród mieszkańców:
„1. Jak najszybsze leczenie wszystkich dzieci: pierwszy etap w klinice, następnie, do uzyskania mieszkania, w sanatorium. Kierowanie dzieci bezpośrednio do sanatorium nie wydaje się słuszne ze względu na specjalny typ badań laboratoryjnych koniecznych do prowadzenia leczenia, a także na niebezpieczeństwo budzenia sensacji w nieprzystosowanych do tego typu zagadnień środowiskach sanatoryjnych (małomiasteczkowy charakter uzdrowisk).
2. Dla szybkiego wykrywania zachorowań prowadzenie przez wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne pomiarów zanieczyszczeń atmosfery w tych miejscowościach województwa, gdzie zachodzi możliwość skażenia atmosfery.
3. W miejscowościach wykazujących przekraczanie dopuszczalnych norm zanieczyszczeń powietrza (także w Katowicach-Szopienicach) pobierać od osób przebywających z jakichkolwiek przyczyn w szpitalu (zwłaszcza od kobiet rodzących) materiał (krew i mocz) do odpowiednich badań mających na celu wykrycie zatrucia. Chorzy nie są zorientowani co do tego, jakim celem służą pobierane od nich próby.
4. W miejscowościach zagrożonych, a także (dla przeciwstawienia) w dzielnicach o czystej atmosferze wykonywać okresowe przeglądy zdrowotności dzieci zarówno szkolnych, jak i przedszkolnych i niemowląt, z uwzględnieniem badań ukierunkowanych na zatrucia metalami ciężkimi.
5. Przeprowadzić do bezpiecznych mieszkań rodziny dzieci chorujących na ołowicę. W pierwszej kolejności należałoby uwzględnić najliczniejsze zachorowania w rodzinie i zamieszkujących na parterze i pierwszym piętrze. W następnej kolejności zamieszkujących na wyższych piętrach i w dalszej odległości do huty. Zamknięcie huty nie wydaje się słuszne, gdyż znaczne skażenie dotyczy ziemi. W tej sprawie konieczna jest wypowiedź specjalistów w zakresie ochrony środowiska.
Opierając się na dotychczasowych wynikach badań, przedstawiam w załączeniu prowizoryczny, wynikający z przesłanek czysto lekarskich wykaz rodzin zasługujących na zmianę mieszkania w pierwszej kolejności (zał. a).
6. Może należałoby rozważyć celowość zorganizowania przez komitet blokowy zebrania dla mieszkańców zagrożonego terenu z udziałem lekarzy?”