Kor­ri­da

Kor­ri­da na Sta­dio­nie Ślą­skim 6 sierp­nia 1991 roku. Aby zablo­ko­wać wido­wi­sko (okrut­ne, mimo że bez zabi­ja­nia) na mura­wę wbie­gli akty­wi­ści m.in. z Klu­bu Gaja z Wil­ko­wic, Fede­ra­cji Anar­chi­stycz­nej i chy­ba Zie­lo­ni. Kie­dy sie­dzą na boisku, orga­ni­za­to­rzy wypusz­cza­ją na nich… byka. Praw­dzi­we­go i nerwowego.

Dalej było tak (cytat z perio­dy­ku Zie­lo­ne Brygady):

Mata­dor sta­je przed nimi i poru­sza­jąc mule­tą i wyko­nu­jąc ruchy cia­łem, ścią­ga na sie­bie uwa­gę byka. W momen­cie ata­ku mata­dor uska­ku­je i byk wpa­da na sto­ją­cą gru­pę! Na razie uda­je się im ujść przed roga­mi. Widow­nia sza­le­je z rado­ści, zno­wu sły­chać wię­cej krwi”. Jeden z mata­do­rów popy­cha Micha­ła Nikla na rogi byka! Na szczę­ście nic się nie stało.

Na are­nę wcho­dzą dwie dziew­czy­ny! Byk stoi spo­koj­nie. Obsłu­ga otwie­ra drzwi samo­cho­du-klat­ki, oddy­cha­my z ulgą – pew­nie zabio­rą byka ze sce­ny. Kosz­mar: wbie­ga dru­gi byk! To już praw­dzi­wy kolos, z potęż­ny­mi, zadar­ty­mi do góry roga­mi. Mata­do­rzy draż­nią oba byki. Więk­szy, bar­dziej agre­syw­ny ata­ku­je sie­dzą­cą grupę.

Sły­chać ude­rze­nie – Woj­tek Dudziń­ski dosta­je sil­ny cios w czo­ło; Michał w twarz, cen­ty­metr od oka… Leje się krew. Na are­nę wcho­dzą jesz­cze trzy oso­by. Po chwi­li nastę­pu­je kolej­ny atak. Byk bie­rze na rogi Stasz­ka Gór­kę, zno­wu leje się krew. Dopie­ro teraz obsłu­ga decy­du­je się powstrzy­mać byki i wpro­wa­dzić je do klat­ki. Moż­na to było zro­bić od razu, na samym początku!”.

Cud, że nikt nie zginął.

Plac Wol­no­ści

O mój Ślą­sku… Plac Wol­no­ści w Kato­wi­cach. Jest jed­nym z naj­star­szych pla­ców w mieście. 

Już w pierw­szym nie­miec­kim pla­nie zabu­do­wy Kato­wic z 1865 r. ówcze­sny Wil­helm­splatz sytu­owa­ny był na głów­nej osi miej­skiej wyzna­cza­nej dziś przez ul. 3 Maja – Rynek i ul. War­szaw­ską. Plac do dziś zacho­wał wyty­czo­ny wte­dy plan sze­ścio­bo­ku.
Począt­ko­wo w cen­trum pla­cu znaj­do­wał się odsło­nię­ty 18 paź­dzier­ni­ka 1898 pomnik dwóch nie­miec­kich cesa­rzy (niem. Zwe­ika­iser­denk­mal): Wil­hel­ma I i Fry­de­ry­ka III. Jego auto­rem był Felix Gör­ling.
13 grud­nia 1920 nad ranem człon­ko­wie Pol­skiej Orga­ni­za­cji Woj­sko­wej wysa­dzi­li pomnik cesa­rzy.
W 1923 po utwo­rze­niu woje­wódz­twa ślą­skie­go zbu­do­wa­no tu pomnik-grób Nie­zna­ne­go Powstań­ca Ślą­skie­go. Odsła­niał go Woj­ciech Kor­fan­ty wraz z pre­zy­den­tem Sta­ni­sła­wem Woj­cie­chow­skim. Tabli­cę na pomni­ku wyko­nał rzeź­biarz Tade­usz Błot­nic­ki.
W cza­sach PRL‑u wybu­do­wa­no nowy pomnik – żoł­nie­rzy Armii Czer­wo­nej pro­jek­tu Paw­ła Stel­le­ra (1945), zastą­pio­ny w latach pięć­dzie­sią­tych XX w. pomni­kiem wyko­na­nym przez rzeź­bia­rza Sta­ni­sła­wa Mar­ci­no­wa.
Po 1989 roku stra­szył jesz­cze dłu­go. Osta­tecz­nie pomnik został zde­mon­to­wa­ny 14 maja 2014 i po reno­wa­cji w Gli­wic­kich Zakła­dach Urzą­dzeń Tech­nicz­nych prze­nie­sio­ny na cmen­tarz żoł­nie­rzy sowiec­kich obok kato­wic­kie­go Par­ku Kościusz­ki.
Cokół wciąż pusty…

Kopal­nia Makoszowy

Coraz wię­cej zdjęć likwi­do­wa­nych kopal­ni. To Kopal­nia Węgla Kamien­ne­go Mako­szo­wy (Del­brück) – kopal­nia znaj­du­ją­ca się w Zabrzu (Mako­szo­wach).

Tra­dy­cyj­nie tro­chę histo­rii. Kopal­nia Mako­szo­wy zaczę­ła powsta­wać od 1890 r., gdy pozio­ma­mi 170230 m przez wyro­bi­ska pro­wa­dzo­ne pod zie­mią na zachód z kopal­ni Guido (budo­wa­nej od poło­wy XIX w. przez hra­bie­go Guido Henc­kel von Don­ner­smarck) roz­po­zna­no rezer­wo­we pola gór­ni­cze o nazwach Zero i Double Zero.
Po III Powsta­niu Ślą­skim i dwu­let­nim spo­rze gra­nicz­nym Mako­szo­wy i Koń­czy­ce decy­zją spe­cjal­nej komi­sji Ligi Naro­dów przy­zna­no w 1923 r. Pol­sce.
Od kwiet­nia 1945 r., gdy Armia Czer­wo­na prze­ka­za­ła czę­ścio­wo zato­pio­ny, opusz­czo­ny przez nie­miec­ką zało­gę zakład wła­dzom pol­skim, kopal­nia nosi nazwę Mako­szo­wy. W okre­sie roz­bu­do­wy kopal­ni na połu­dnie doszło 28 sierp­nia 1958 r. do naj­tra­gicz­niej­szej kata­stro­fy – od pal­ni­ka ace­ty­le­no­we­go, któ­rym cię­to żela­zną strop­ni­cę na pozio­mie 300 m, wybuchł ogrom­ny pożar. Śmier­tel­nie zacza­dzi­ło się pod zie­mią 72 gór­ni­ków a 87 ule­gło poważ­nym zatru­ciom.
W latach 60. XX w. zgłę­bio­no do 717 m nowy szyb III, a kolej­ny – szyb IV wydo­byw­czy – uru­cho­mio­no na głę­bo­kość 944 m w 1981 r.
W grud­niu 2022 roku, po 116 latach, kopal­nia osta­tecz­nie prze­szła do histo­rii. Zni­ka­ją szy­by i budyn­ki. Sic transit…

Bobrek

O mój Ślą­sku… Bobrek wita Was…


Na począt­ku XX wie­ku w Bobr­ku powsta­ły trzy osie­dla robot­ni­cze: huty Julia” (rejon ul. Wytrwa­łych, Stal­ma­cha oraz Sta­lo­wej (Brem­ka) oraz kopal­ni Johan­na” (ul. Zabrzań­ska i Ustro­nie).
W XIX wie­ku ist­nia­ła w Bobr­ku huta cyn­ku Bobrek”. W okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym na tym miej­scu urzą­dzo­no sta­dion (KS Stal). Pamiąt­ką po tym zakła­dzie jest nazwa uli­cy Sta­ra Cyn­kow­nia. Przy koń­cu tej uli­cy w latach 19221939 znaj­do­wa­ło się przej­ście gra­nicz­ne nie­miec­ko-pol­skie. Pozo­stał po nim nie­miec­ki domek cel­ny. W 1951 r. Bobrek włą­czo­no do mia­sta Byto­mia. W tej dziel­ni­cy jak w soczew­ce sku­pia­ją się błę­dy i pato­lo­gie trans­for­ma­cji po 1989 roku.
Przy uli­cy Wytrwa­łych dzia­łał lom­bard, któ­re­go wła­ści­cie­le są boha­te­ra­mi fil­mu Łukasz Kowal­ski pod tytu­łem … Lom­bard”. Film natu­ral­nie polecam!

Mora­wa

O mój Ślą­sku… Staw Mora­wa w Szo­pie­ni­cach. Leży na pogra­ni­czu trzech miast – Kato­wic, Sosnow­ca (no, trud­no) i Mysłowic.


Było dla mnie zasko­cze­niem, że w tym rejo­nie poło­żo­ny jest Zespół przy­rod­ni­czo-kra­jo­bra­zo­wy Szo­pie­ni­ce-Bor­ki”. W skład zespo­łu wcho­dzą sta­wy Mora­wa, Bor­ki i Huber­tus oraz sosno­wiec­kie Sta­wi­ki.
Miesz­kań­cy Szo­pie­nic dla tego obsza­ru, a potem sta­wu uży­wa­li wyłącz­nie nazwy Bagier (od bagro­wa­nia), zaś miesz­kań­cy Sosnow­ca (dokąd się­ga dzi­siej­sza pół­noc­na kra­wędź sta­wu) uży­wa­li naj­czę­ściej nazwy Bagry.
W połu­dnio­wo-wschod­niej czę­ści sta­wu ist­nie­je infra­struk­tu­ra rekre­acyj­na skła­da­ją­ca się z ure­gu­lo­wa­nej pla­ży, siłow­ni ple­ne­ro­wej oraz przy­sta­ni dla łódek nale­żą­cych do 10 Har­cer­skiej Dru­ży­ny Żeglar­skiej imie­nia Mariu­sza Zaru­skie­go.
Uwie­rzy­cie, że to Śląsk?

Strach esbe­ków

Ape­lu­ję o ostroż­ność w powie­la­niu pew­nej dez­in­for­ma­cji doty­czą­cej księ­dza Blachnickiego.

Pre­zy­dent Andrzej Duda odzna­czył nie­daw­no pośmiert­nie Orde­rem Orła Bia­łe­go ks. Fran­cisz­ka Blach­nic­kie­go, zało­ży­cie­la Ruchu Świa­tło-Życie i twór­cę Kru­cja­ty Wyzwo­le­nia Czło­wie­ka. Pre­zy­dent pod­kre­ślił, że Order Orła Bia­łe­go jest odzna­cze­niem wol­nej, suwe­ren­nej, nie­pod­le­głej Rzeczypospolitej”.

- Dla­te­go tak szcze­gól­nie ks. Fran­cisz­ko­wi Blach­nic­kie­mu ten Order się nale­ży. Za wal­kę o suwe­ren­ną Pol­skę – stwier­dził. – Był prze­śla­do­wa­ny przez komu­ni­stów, wię­zio­ny, umiesz­czo­ny na przy­mu­so­wym lecze­niu psy­chia­trycz­nym, a licz­ne akcje dez­in­for­ma­cyj­ne depre­cjo­no­wa­ły ruch, któ­ry two­rzył - mówił prezydent.

War­to tu zaape­lo­wać jed­nak o ostroż­ność. Nie wiem, kto Pre­zy­den­to­wi pisał to prze­mó­wie­nie, ale zawie­ra nie­praw­dzi­we stwier­dze­nie, na doda­tek styg­ma­ty­zu­ją­ce duchow­ne­go, i mogą­ce zaszko­dzić w trwa­ją­cym w Waty­ka­nie pro­ce­sie beatyfikacyjnym.

O tym, że ksiądz Blach­nic­ki miał prze­by­wać na przy­mu­so­wym lecze­niu psy­chia­trycz­nym (ani dobro­wol­nym) nie wie­dzą bowiem ani histo­ry­cy, zaj­mu­ją­cy się dzia­łal­no­ścią księ­dza, ani duchow­ni czy publicyści.

W 1995 r. roz­po­czął się w archi­die­ce­zji kato­wic­kiej pro­ces beaty­fi­ka­cyj­ny ks. Blach­nic­kie­go. We wrze­śniu 2015 r. papież Fran­ci­szek pod­pi­sał dekret o hero­icz­no­ści jego cnót, co ozna­cza­ło, że potrze­ba już tyl­ko uzna­nia cudu za jego wsta­wien­nic­twem. Prze­ciw­ni­cy beaty­fi­ka­cji mają w ręku argu­ment Blach­nic­ki był waria­tem, bo leczył się psy­chia­trycz­nie”. Gdy­by taki ele­ment życio­ry­su (praw­dzi­wy lub spre­pa­ro­wa­ny) poja­wił się, to natych­miast został­by wyko­rzy­sta­ny przez nie­na­wi­dzą­cych duchow­ne­go funk­cjo­na­riu­szy SBMSW, o KGB nie wspominając.

O repre­sjach psy­chia­trycz­nych” nie ma sło­wa w aktach spraw ope­ra­cyj­nych MSW, w któ­rych poja­wia się oso­ba księ­dza Fran­cisz­ka Blach­nic­kie­go, zacho­wa­nych w archi­wach Insty­tu­tu Pamię­ci Narodowej.

Festi­wal dez­in­for­ma­cji
Kie­dy w mar­cu 2023 roku mini­ster spra­wie­dli­wo­ści Zbi­gniew Zio­bro ogło­sił, że pro­ku­ra­tor IPN w Kato­wi­cach Michał Skwa­ra w dru­gim śledz­twie w spra­wie śmier­ci księ­dza Blach­nic­kie­go, zdo­był dowo­dy na to, że duchow­ny został otru­ty w lutym 1987 roku w Carls­ber­gu w RFN przez agen­tu­rę służb spe­cjal­nych PRL, roz­po­czął się nato­miast festi­wal dezinformacji.

Jego pod­ło­że jest pro­ste do wyja­śnie­nia. Przede wszyst­kim dowo­dy na fakt, że w zabój­stwie księ­dza bra­li udział agen­ci Depar­ta­men­tu I MSW, sku­tecz­nie demo­lu­je mit zało­ży­ciel­ski” wywia­du PRL, po trans­for­ma­cji mięk­ko, nie­mal bez wery­fi­ka­cji funk­cjo­na­riu­szy prze­kształ­co­ne­go w Zarząd Wywia­du UOP, kreu­ją­cych się na szla­chet­nych ofi­ce­rów, brzy­dzą­cych się zabój­stwa­mi i poli­ty­ką. Prze­cież oni tyl­ko zbie­ra­li infor­ma­cje i nie prze­ka­zy­wa­li ich do Moskwy… Zapew­ne byli i tacy. Jed­nak na obraz cało­ści skła­da­ją się szczegóły.

Na to nakła­da się nie­chęć Agen­cji Wywia­du do współ­pra­cy z IPN w tym śledz­twie. Opi­sy­wa­łem jej praw­do­po­dob­ne pod­ło­że: AW chro­ni swo­ją nadal aktyw­ną agen­tu­rę w Carls­ber­gu, któ­rą prze­ję­ła po 1989 r.

Uwia­ry­god­nie­nie wer­sji lecze­nia psy­chia­trycz­ne­go”, nawet przy­mu­so­we­go (gdy­by było) daje zabój­com moż­li­wość pod­wa­że­nia wyni­ków opi­nii tok­sy­ko­lo­gicz­no-sądo­wej, któ­ra dowio­dła, że ks. Blach­nic­ki został otru­ty. Te śla­dy sub­stan­cji X, któ­re wykry­to pod­czas badań, były skład­ni­ka­mi leków psy­cho­tro­po­wych, któ­re zaży­wał. No i przedaw­ko­wał, stąd zator i śmierć. Prze­cież o wspo­mi­nał o tym Pre­zy­dent” – zapew­ne usły­szy od prze­słu­chi­wa­nych ofi­ce­rów Depar­ta­men­tu I pro­ku­ra­tor. Zresz­tą wyszko­le­ni w prze­słu­cha­niach i dez­in­for­ma­cji wszyst­kie­mu zaprze­cza­ją. Na razie są monolitem.

Zresz­tą już w wypo­wie­dziach nie­któ­rych współ­pra­cow­ni­ków ks. Blach­nic­kie­go z Carls­ber­gu poja­wia­ły się wpro­wa­dzo­ne wcze­śniej spryt­nie wąt­ki dez­in­for­ma­cyj­ne. Na przy­kład wypo­wiedź ks. Kazi­mie­rza Ćwie­rza. To jeden z czwór­ki kapła­nów wyświę­co­nych w 1985 r. dla Ruchu Świa­tło-Życie przez bpa Szcze­pa­na Weso­łe­go (pod­jął decy­zję o szyb­kim pochów­ku i zanie­cha­niu sek­cji zwłok), któ­rzy w ostat­nich latach życia księ­dza Fran­cisz­ka Blach­nic­kie­go, posłu­gi­wa­li i pra­co­wa­li razem z nim w Carlsbergu.

W fil­mie Blach­nic­ki. Życie i Świa­tło” w reży­se­rii Iwo Kar­de­la, któ­ry jest auto­rem sce­na­riu­sza wraz z Janem Pospie­szal­skim, ks. Ćwierz opo­wia­da o moż­li­wo­ści zatru­cia się przez ks. Fran­cisz­ka opa­ra­mi (sic!) ze skle­jar­ki, na wsku­tek uszko­dze­nia wen­ty­la­cji w dru­kar­ni. Wraz z nim taką wer­sję pod­trzy­mu­je dru­gi ksiądz – Marek Dydo. Opi­nia tok­sy­ko­lo­gicz­no-sądo­wa jed­nak to wyklu­czy­ła. Inni świad­ko­wie też. Ale wrzu­co­ny wątek krąży.

Co z tego wyni­ka? Dez­in­for­ma­cja, że ks. Blach­nic­ki zatruł się w dru­kar­ni, a nie został otru­ty przez agen­tów SB, bo w dniu śmier­ci ks. Blach­nic­kie­go agen­tów wywia­du Andrze­ja i Joan­ny Gon­tar­czy­ków („Yon” i Pan­na”) nie było w Carls­ber­gu. Takie alibi.

Dzie­się­cio­le­cia inwigilacji

Natu­ral­nie, komu­ni­stycz­na bez­pie­ka pro­wa­dzi­ła inwi­gi­la­cję duchow­ne­go na każ­dym eta­pie jego życia i dzia­łal­no­ści: gdy w Kato­wi­cach two­rzył Kru­cja­tę Trzeź­wo­ści, gdy stu­dio­wał i pra­co­wał na KUL w Lubli­nie, oraz w Kro­ścien­ku, gdzie budo­wał ruch oazo­wy, i wresz­cie na emi­gra­cji, gdzie został zamor­do­wa­ny. Jak wspo­mi­na dr Andrzej Gra­jew­ski, dzien­ni­karz Gościa Nie­dziel­ne­go”, pierw­szy ślad inwi­gi­la­cji ks. Blach­nic­kie­go pocho­dzi z poło­wy lat 50. ubie­głe­go wieku.

Są to dono­sy na nie­go, gdy jako mło­dy ksiądz wystą­pił prze­ciw­ko pomy­sło­wi popie­ra­ne­go przez komu­ni­stycz­ną wła­dzę wika­riu­sza kapi­tul­ne­go die­ce­zji kato­wic­kiej ks. Jana Pisko­rza doty­czą­ce­mu zwo­ła­nia nie­le­gal­ne­go syno­du, któ­ry zagra­żał jed­no­ści Kościo­ła na Ślą­sku. W 1957 r. ks. Blach­nic­ki utwo­rzył Kru­cja­tę Trzeź­wo­ści, któ­ra łączy­ła zasa­dy kato­lic­kie­go ruchu abs­ty­nenc­kie­go z ruchem maryj­nym. Bez­pie­ka zauwa­ży­ła ogrom­ny suk­ces tego ruchu, dla­te­go w 1959 r. zało­ży­ła na nie­go spra­wę o kryp­to­ni­mie Zawada.

W mar­cu 1961 r. ks. Fran­ci­szek został aresz­to­wa­ny za szka­lo­wa­nie wła­dzy” i osa­dzo­ny kato­wic­kim wię­zie­niu przy ul. Miko­łow­skiej.

Duchow­ny został ska­za­ny na dzie­więć mie­się­cy za wyda­wa­nie nie­le­gal­nych dru­ków i roz­po­wszech­nia­nie fał­szy­wych wia­do­mo­ści o prze­śla­do­wa­niach Kościo­ła”. Po kil­ku mie­sią­cach spę­dzo­nych w aresz­cie został zwol­nio­ny. W tym samym wię­zie­niu cze­kał na wyko­na­nie wyro­ku śmier­ci ska­za­ny przez Niem­ców w 1942 r. Do idei wal­ki z alko­ho­li­zmem oraz inny­mi uza­leż­nie­nia­mi kapłan powró­cił w 1979 r. w ramach przy­go­to­wań do pierw­szej piel­grzym­ki Jana Paw­ła II do Polski.

Agen­ci SB z Lubli­na inwi­gi­lo­wa­li duchow­ne­go pod­czas jego stu­diów i pra­cy na KUL. Ota­cza­ła go agen­tu­ra wer­bo­wa­na zarów­no wśród osób świec­kich, jak i kapła­nów z jego oto­cze­nia. Dzia­ła­nia bez­pie­ki nasi­li­ły się, gdy 31 paź­dzier­ni­ka 1964 r. zaku­pił par­ter domu przy ul. Jagiel­loń­skiej 100 na Kopiej Górce.

Wobec twór­cy Oazy” roz­po­czę­to pro­wa­dze­nie ope­ra­cji dez­in­for­ma­cyj­nych, któ­re trwa­ły przez całe jego życie, a nawet są pro­wa­dzo­ne dzi­siaj. Bez­pie­ka roz­sy­ła­ła do bisku­pów Samo­obro­nę wia­ry”, cza­so­pi­smo wyda­wa­ne przez Gru­pę D MSW, któ­re suge­ro­wa­ło, że duchow­ny odszedł od Kościo­ła kato­lic­kie­go i zbli­żył się do ruchu zie­lo­no­świąt­ko­we­go tak bar­dzo, że otarł się już nie­mal o here­zję. Reak­cje były róż­ne, bo w epi­sko­pa­cie ksiądz nie miał zbyt wie­lu przy­ja­ciół. Gdy­by nie wspar­cie kard. Karo­la Woj­ty­ły, dzia­ła­nia duchow­ne­go zosta­ły­by być może zablo­ko­wa­ne przez nie­przy­chyl­nych mu hie­rar­chów - wska­zał dr Gra­jew­ski, doda­jąc, że dzia­ła­nia dez­in­for­ma­cyj­ne nasi­li­ły się po sierp­niu 1980 r.

SB odno­to­wa­ła wystą­pie­nie ks. Blach­nic­kie­go na pod­su­mo­wa­niu let­nich reko­lek­cji oazo­wych we wrze­śniu 1980 r. Kry­tycz­nie oce­nił w nim m.in. posta­wę epi­sko­pa­tu w trak­cie sierp­nio­wych straj­ków. Zaape­lo­wał, aby ani­ma­to­rzy oazo­wi anga­żo­wa­li się w Soli­dar­ność”. Wte­dy bez­pie­ka prze­ka­za­ła do rąk kard. Ste­fa­na Wyszyń­skie­go list, jaki rze­ko­mo ks. Blach­nic­ki napi­sał do bisku­pa prze­my­skie­go Igna­ce­go Tokar­czu­ka za pośred­nic­twem kogoś z naj­bliż­sze­go oto­cze­nia Pry­ma­sa Pol­ski. Pry­mas, obu­rzo­ny tonem tego sfał­szo­wa­ne­go listu, wysto­so­wał pismo do bp. Tade­usza Błasz­kie­wi­cza, opie­ku­na ruchu oazo­we­go i bisku­pa pomoc­ni­cze­go die­ce­zji prze­my­skiej, w któ­rym bar­dzo nega­tyw­nie oce­niał dzia­łal­ność ks. Blach­nic­kie­go. Takich przy­kła­dów wyra­fi­no­wa­nych dzia­łań, mają­cych skłó­cić ks. Fran­cisz­ka z wła­dza­mi kościel­ny­mi, było dużo. Np. w kurii kato­wic­kiej agen­tu­ra SB (głów­nie duchow­ni) prze­ka­zy­wa­ła bp. Her­ber­to­wi Bed­no­rzo­wi spre­pa­ro­wa­ne mate­ria­ły, po to by wywo­łać w nim nega­tyw­ne reak­cje wobec. ks. Blachnickiego.

Ani sło­wa w tych wszyst­kich opi­sach środ­ków ope­ra­cyj­nych i aktach MSW o tym, że ks. Blach­nic­ki miał być leczo­ny psy­chia­trycz­nie przy­mu­so­wo lub dobrowolnie.

Roz­pra­co­wa­nie kryp­to­nim Bax i Baxis
W 1982 r. ks. Blach­nic­ki osiadł w Carls­ber­gu w RFN. Stwo­rzył Chrze­ści­jań­ską Służ­bę Wyzwo­le­nia Naro­du oraz Mię­dzy­na­ro­do­we Cen­trum Ewan­ge­li­za­cji Świa­tło-Życie. Dzia­łal­ność Blach­nic­kie­go przy­cią­gnę­ła zain­te­re­so­wa­nie zarów­no wywia­du PRL, Sta­si, jak i Moskwy. Bez­pie­ka pod­czas roz­pra­co­wy­wa­nia nada­ła księ­dzu kryp­to­nim Bax”. Jed­no­cze­śnie pol­skie wła­dze wsz­czę­ły śledz­two z zamia­rem posta­wie­nia duchow­ne­mu zarzu­tów dzia­ła­nia na szko­dę inte­re­sów PRL. W lutym 1983 r. roze­sła­no nawet za nim list goń­czy. W oto­cze­niu księ­dza dzia­ła­ło tak­że co naj­mniej dwo­je agen­tów wywia­du PRL. Byli nimi Jolan­ta i Andrzej Gon­tar­czy­ko­wie, któ­rzy zosta­li prze­rzu­ce­ni przez wywiad PRL do RFN1982 r. Dwa lata póź­niej nawią­za­li współ­pra­cę z ośrod­kiem w Carls­ber­gu i z samym ks. Blach­nic­kim. Szyb­ko zyska­li jego zaufa­nie i sta­li się bli­ski­mi współ­pra­cow­ni­ka­mi. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak mie­li oni za zada­nie inwi­gi­la­cję śro­do­wisk pol­skich w RFN.

Na dzień przed śmier­cią, 26 lute­go 1987 roku, ks. Blach­nic­kie­mu przed­sta­wio­no prze­ko­nu­ją­ce dowo­dy na temat agen­tu­ral­nej dzia­łal­no­ści mał­żeń­stwa. To wów­czas miał powie­dzieć do swo­ich bli­skich współ­pra­cow­ni­ków, że Gon­tar­czy­ko­wie wykoń­czy­li Maxi­mi­lia­num”. W dniu swo­jej śmier­ci – wedle rela­cji świad­ków – Blach­nic­ki odbył burz­li­wą roz­mo­wę z Gontarczykami.

Ks. Blach­nic­ki zmarł nagle w Carls­ber­gu 27 lute­go 1987 r. Jako przy­czy­nę śmier­ci wska­za­no wów­czas zator płuc­ny. Do 2023 roku obo­wią­zy­wa­ła wer­sja, że stan jego zdro­wia i samo­po­czu­cie pogar­sza­ła coraz gor­sza sytu­acja finan­so­wa stwo­rzo­ne­go przez nie­go ośrodka.

Most

Most kole­jo­wy nad Jezio­rem Pil­cho­wic­kim – most nad Jezio­rem Pil­cho­wic­kim w pobli­żu wsi Strzy­żo­wiec, w woje­wódz­twie dol­no­ślą­skim, w Polsce. 

Został zbu­do­wa­ny w latach 19051906. Przez most prze­bie­ga obec­nie nie­czyn­na linia kole­jo­wa nr 283. Nie­wie­le bra­ko­wa­ło, aby został wysa­dzo­ny i efek­tow­nie zakoń­czył naj­now­szy odci­nek Mis­sion Impos­si­ble. Na szczę­ście tak się nie sta­ło. Film na tym nie ucierpiał.