Prokurator pionu śledczego IPN w Katowicach wszczął śledztwo w sprawie zbrodni przeciwko ludzkości, której dopuścili się Niemcy w latach 1939–45 podczas akcji T4 w szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu.
Poznaliśmy uzasadnienie wszczęcia śledztwa w sprawie akcji T‑4 w szpitalu w Lublińcu. Obejmuje ono m.in. popełnienie zbrodni nazistowskiej, która stanowiła zbrodnię wojenną oraz zbrodnię przeciwko ludzkości – zabójstw pacjentów szpitala psychiatrycznego w czasie II wojny światowej. Nie wykluczone, że podczas zbrodniczej eutanazji, niemieccy lekarze – psychiatrzy wraz z pomocnikami, zamordowali kilkuset chorych – dzieci i dorosłych.

Przeciwnicy śledztw IPN będą używać argumentu, że takie śledztwo jest niepotrzebne, skoro sprawcy nie żyją. Odpowiedź jest prosta – celem tego śledztwa jest ustalenie prawdy, zadośćuczynienie pamięci ofiar, które nigdy nie doczekały sprawiedliwości, ich rodziny nie doczekały się oficjalnego uznania cierpienia bliskich, a zbrodnia w Lublińcu jest niemal nieznana.
Ważne jest też to, że oficjalne śledztwo i ustalenia prokuratury będą chronić przed rewizjonizmem i negacją zbrodni, a zwolennicy tego nie zakwestionują faktów ustalonych przez prokuraturę. To sygnał, że zbrodnie przeciwko ludzkości nie przedawniają się, a Polska nie zapomina o ofiarach niemieckich zbrodniarzy, także w lekarskich kitlach.
Śledztwa i mataczenia
W Polsce do tej podejmowano dwie próby postawienia przed sądem sprawców zbrodni Akcji T‑4 w szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu. Pierwsza – to śledztwo prowadzone przez polskie organy ścigania i Główną Komisję Badania Zbrodni Niemieckich w latach 60. ub. wieku. Materiały zostały przekazane w 1968 r. niemieckiej prokuraturze w Dortmundzie z żądaniem wszczęcia śledztwa. O losach śledztwa, które prokurator w Dortmundzie zajmował się aż 9 lat, piszę poniżej.
Drugi raz polskie śledztwo rusza w 2001 roku. Tym razem prokurator IPN Marzena Kusion wszczyna śledztwo, które jednak nie dotyczy przypadków zbrodniczej eutanazji pacjentów w szpitalu w Lublińcu, ale przeprowadzanych eksperymentów pseudomedycznych.
Biegłym w tym śledztwie zostaje psychiatra Krzysztof Czuma, który – jak ustaliła Kalina Błażejowska w swojej książce „Bezduszni. Zapomniana zagłada chorych” – uznał, że podawanie pacjentom luminalu w dawkach powodujących śmierć, „nie odbiegało od ówcześnie obowiązującego paradygmatu psychiatrycznego dotyczącego diagnozy i terapii”.
W 2004 roku prokurator Kusion śledztwo umarza. W uzasadnieniu pisze, powołując się na opinię wydaną przez niemieckich biegłych (!) na potrzeby prowadzonego tam śledztwa, że „przewlekłe stosowanie luminalu u dzieci nie miało śmiertelnego skutku”. Podobnie zresztą orzekł dr Czuma, onegdaj guru śląskiej psychiatrii. Nie wiadomo, dlaczego prokurator pominęła odmienną ekspertyzę, którą wydał prof. Tadeusz Chruściel na potrzeby pierwszego, powojennego śledztwa. Ekspertyza była w aktach.
Śmierć z łaski
W październiku 1939 roku Adolf Hitler wydał tajną dyrektywę (antydatowaną na 1 września), upoważniającą szefa Kancelarii Führera Philippa Bouhlera oraz swojego osobistego lekarza, dr. Karla Brandta, do „rozszerzenia uprawnień imiennie określonych lekarzy” w celu udzielania „śmierci z łaski” (Gnadentod) osobom uznanym za nieuleczalnie chore. Dokument ten, mimo że nie miał rangi ustawy, stworzył podstawę prawną dla masowych morderstw medycznych.
Akcja T‑4, nazwana od adresu berlińskiej siedziby przy Tiergartenstraße 4, stanowiła jeden z najbardziej mrocznych rozdziałów w historii medycyny – systematyczne mordowanie osób uznanych za „życie niewarte życia” (Lebensunwertes Leben). Program realizowany w latach 1939–1945 pochłonął życie około 200 000 osób z niepełnosprawnościami fizycznymi i psychicznymi, zarówno dorosłych, jak i dzieci. Odpowiedzialność za te zbrodnie poniosło około 50 lekarzy psychiatrów, którzy dobrowolnie uczestniczyli w selekcji i zabijaniu pacjentów.
Na ochotnika do zbrodniczej eutanazji
Wbrew powszechnym przekonaniom, lekarze dołączali do programu T‑4 dobrowolnie, mimo wiedzy o jego rzeczywistych celach. Źródła dokumentują przypadki lekarzy, którzy odmówili udziału bez ponoszenia poważnych konsekwencji. Lista 40 głównych ekspertów T‑4 (T4-Gutachter) obejmowała wielu szanowanych profesorów psychiatrii i dyrektorów instytucji.
„Tragedia polega na tym, że psychiatrom niepotrzebny był rozkaz. Działali z własnej inicjatywy. Nie wykonywali wyroku śmierci, który został wydany przez kogoś innego” – pisał Fredric Wertham, niemiecko-amerykański psychiatra w „Signs of Cain. An Exploration of Human Violence” w 1969 roku. W tym samym czasie trwało śledztwo w niemieckiej prokuraturze.
Kruk krukowi oka nie wykole
Śledztwo prokuratury w Dortmundzie (1965−1974) przeciwko lekarzom i personelowi zaangażowanym w morderstwa dzieci w ramach Akcji T‑4 w szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu (niem. Loben) stanowi jeden z najbardziej wymownych przykładów systemu bezkarności wobec niemieckich zbrodniarzy medycznych w powojennej Republice Federalnej Niemiec.
Prokurator przesłuchał kilkanaście osób z personelu szpitala. Zeznawał dr Ernst Buchalik, który osobiście nadzorował podawanie luminalu (fenobarbitalu) dzieciom na Oddziale B. Luminal, legalny lek nasenny i przeciwpadaczkowy, w podwyższonych dawkach działał jako trucizna powodująca śmierć. Dzieci otrzymywały go trzy razy dziennie w dawkach znacznie przekraczających normę terapeutyczną.Śmierć następowała różnie – niektóre dzieci umierały po kilku dniach, inne konały tygodniami lub miesiącami, stopniowo wyniszczane przez trujący lek.
Świadkiem była jego bliska współpracowniczka – dr Elisabeth Hecker – zwana „aniołem śmierci” w lekarskim kitlu. W 1934 roku Hecker publicznie poparła ustawę o zapobieganiu obciążonemu dziedzicznie potomstwu (Gesetz zur Verhütung erbkranken Nachwuchses). Jako dyrektor Dziecięcej Kliniki Psychiatrycznej w Lublińcu Hecker na swoim Oddziale A decydowała o życiu lub śmierci dzieci. „Rokujące” wyzdrowieniem dzieci z łagodniejszymi problemami (np. moczenie nocne) kierowała do zakładów poprawczych. „Nierokujące” – z diagnozami „Schwachsinn” (upośledzenie), padaczka – kierowała na Oddział B do Buchalika, czyli na śmierć.
Po śmierci dzieci Hecker osobiście przeprowadzała sekcje zwłok, podczas których wypreparowywała mózgi i wysyłała je do Instytutu Neurobiologii we Wrocławiu (kierowanego przez prof. Viktora von Weizsäckera).
Mimo twardych dowodów – zachowanego dziennika dr Ensta Buchalika, który był wtedy dyrektorem szpitala, z zapisami podawania dzieciom luminalu (256 nazwiska – 194 zgony), zeznań świadków i dokumentów Reichsausschussu, niemiecka prokuratura zakończyła postępowanie bez postawienia zarzutów. Postępowanie zostało ostatecznie zakończone w 1974 roku. Żadna z 15 osób objętych śledztwem nie została oskarżona lub postawiona przed sądem.
Uzasadnienie? Prokurator „uwierzył”, że dr Elisabeth Hecker mogła zakładać, iż dr Ernst Buchalik z uwagi na swoją „katolicką postawę” nigdy nie zabije dzieci. Ta absurdalna racjonalizacja pozwoliła sprawcom na pełną bezkarność – Hecker kontynuowała karierę jako pionierka psychiatrii dziecięcej w RFN, otrzymując Krzyż Zasługi Republiki Federalnej Niemiec w 1960 roku.
Buchalik w swoich zeznaniach twierdził, że luminal miał „chronić dzieci przed samookaleczeniem” – co było oczywistą nieprawdą w obliczu systematycznego stosowania śmiertelnych dawek i prowadzenia dziennika zgonów. Mimo, że Buchalik był poszukiwanym przez Polskę zbrodniarzem wojennym zaraz po wojnie, mógł swobodnie praktykować jako lekarz w strefie sowieckiej, a później w RFN. Prawdopodobnie współpracował ze służbami bezpieczeństwa NRD i ZSRR, co zapewniało mu ochronę.
Sprawiedliwość w niemieckim wydaniu
Zresztą po wojnie w RFN obowiązywał „kodeks bezkarności” wobec osób, które miały nazistowską przeszłość. Sędziowie oraz prokuratorzy RFN często sami byli w czasie II wojny światowej członkami NSDAP, w służbach specjalnych pracowali byli funkcjonariusze Gestapo i SD, także wysocy urzędnicy rządowi najchętniej ogłosiliby zbiorową amnestię.
Nie tylko środowisko medyczne obawiało się otwarcia puszki Pandory, w wyniku czego tysiące lekarzy mogłyby zostać skompromitowane ujawnieniem działalności przed 1945 rokiem.
Pierwszy proces dotyczący programu „eutanazji” odbył się w 1945 r. w Hadamar – jednym z sześciu głównych ośrodków zagłady. Amerykański trybunał wojskowy oskarżył siedem osób za zamordowanie 476 robotników przymusowych z Polski i ZSRR w latach 1944–1945. Zapadły trzy wyroki śmierci.
Główny Proces Lekarzy (United States of America v. Karl Brandt et al.) w 1946 r. przed amerykańskim trybunałem wojskowym w Norymberdze był pierwszym z dwunastu procesów kontynuacyjnych. Na ławie oskarżonych zasiadły 23 osoby – 20 lekarzy i 3 funkcjonariuszy SS.Wśród nich byli oskarżeni, którzy brali udział w Akcji T‑4 i zostali powieszeni: Karl Brandt – osobisty lekarz Hitlera i główny koordynator programu „eutanazji”; Viktor Brack – szef Hauptamt II w Kancelarii Führera, bezpośrednio nadzorujący Akcję T‑4;
W czerwcu 1947 roku w strefie okupacji sowieckiej odbył się proces 15 oskarżonych związanych z ośrodkiem zagłady Sonnenstein w Pirna. Na ławie oskarżonych znalazł się m.in. psychiatra Prof. Paul Nitsche – dyrektor medyczny Akcji T‑4 od grudnia 1941 (ścięty gilotyną).
Podczas, gdy alianckie trybunały w latach 1945–1948 wydawały wyroki śmierci, późniejsze zachodnioniemieckie postępowania w latach 60. kończyły się łagodnymi wyrokami lub umorzeniami. Jedynie około 45 proc. niemieckich lekarzy, którzy byli członkami NSDAP stanęło przed sądem. Z około 50 głównych lekarzy-ekspertów T‑4 skazano na śmierć tylko 4: Brandta, Bracka, Nitschego i jednego pielęgniarza (Gäblera). Większość sprawców Akcji T‑4 wróciła do praktyki medycznej lub uniknęła odpowiedzialności karnej, co jest bolesnym dowodem niepełnego rozliczenia medycznych zbrodni.
Mimo, że dziś wiemy bez wątpliwości, że E. Hecker i E. Buchalik byli zbrodniarzami odpowiedzialnymi za śmierć setek dzieci, nigdy nie zostali skazani. Ich bezkarność była nie tyle wynikiem braku dowodów, ale świadomej decyzji systemu prawnego RFN o nieściganiu zbrodni medycznych nazizmu. Elisabeth Hecker zmarła w 1986 jako odznaczona pionierka psychiatrii dziecięcej, a nie jako skazana morderczyni dzieci.
To jest najboleśniejszy dowód porażki niemieckiego rozliczenia z medycznymi zbrodniami nazizmu.
Przez 79 lat (1945−2024) miejsce zbrodni w Lublińcu pozostawało praktycznie zapomniane. Dopiero 12 listopada 2024 roku odsłonięto tablicę pamiątkową. Zamek, w którym mieścił się Oddział A – miejsce selekcji dzieci – dziś funkcjonuje jako luksusowy hotel. To symboliczny wyraz niemieckiej i polskiej amnezji wobec tej zbrodni.Sprawy zabójstw w ramach Akcji T‑4 w Lublińcu praktycznie nie ma w międzynarodowej literaturze anglojęzycznej.