Jan Iwa­nek – szpi­cel SB chce zostać pro­fe­so­rem zwyczajnym

Boha­ter wie­lu moich arty­ku­łów, czy­li dr hab. Jan Iwa­nek zna­ny jako szpi­cel SB ps. Piotr chce być pro­fe­so­rem zwy­czaj­nym. Ma taki kaprys, i zapew­ne uwa­ża, że to jemu się należy. 

Za kil­ka dni Rada Wydzia­łu Nauk Spo­łecz­nych Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go w Kato­wi­cach zaj­mie się jego wnio­skiem o roz­po­czę­cie postę­po­wa­nia, któ­re ma zaowo­co­wać, no wła­śnie czym? Czy tym, że kon­fi­dent bez­pie­ki zosta­nie pro­fe­so­rem (pro­fes­sor ordi­na­rius) i odbie­rze z rąk Pre­zy­den­ta RP sto­sow­ny akt, czy kom­pro­mi­ta­cją uczel­ni, któ­ra w tym roku obcho­dzi 50-lecie powstania?

Jak to będzie brzmia­ło? Prof. dr hab. Jan Iwa­nek TW Piotr”. Zasta­na­wiam się, po co Iwan­ko­wi ten cały cyrk, któ­ry dopro­wa­dzi do przy­po­mnie­nia szcze­gó­łów jego dela­tor­skiej prze­szło­ści i karie­ry? Naj­bar­dziej na tym ucier­pi Uni­wer­sy­tet Śląski.

Poni­żej auto­re­fe­rat dr hab. Jana Iwan­ka. War­to zwró­cić uwa­gę na doro­bek nauko­wy przy­szłe­go (oby nie) pro­fe­so­ra zwy­czaj­ne­go. Zgod­nie z Usta­wą o stop­niach nauko­wych z 14 mar­ca 2003 roku:

Art. 26. 1. Tytuł pro­fe­so­ra może być nada­ny oso­bie, któ­ra uzy­ska­ła sto­pień dok­to­ra habi­li­to­wa­ne­go lub oso­bie, któ­ra naby­ła upraw­nie­nia rów­no­waż­ne z upraw­nie­nia­mi dok­to­ra habi­li­to­wa­ne­go na pod­sta­wie art. 21a,

oraz:

1) posia­da osią­gnię­cia nauko­we znacz­nie prze­kra­cza­ją­ce wyma­ga­nia sta­wia­ne w postę­po­wa­niu habi­li­ta­cyj­nym; (Usta­wa z dnia 14 mar­ca 2003 r. o stop­niach nauko­wych i tytu­le nauko­wym oraz stop­niach i tytu­le w zakre­sie sztu­ki, Dz.U. 2003 nr 65 poz. 595)

Tym­cza­sem kon­fi­dent TW Piotr po habi­li­ta­cji (czy­li po roku 1990) nie wydał ŻAD­NEJ innej, samo­dziel­nie napi­sa­nej książ­ki. Co gor­sza: swo­ją roz­pra­wę habi­li­ta­cyj­ną (tytuł mono­gra­fii habi­li­ta­cyj­nej – Pro­ble­my Kana­łu Panam­skie­go w sto­sun­kach bila­te­ral­nych mię­dzy Pana­mą a Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi”, Uni­wer­sy­tet Ślą­ski Kato­wi­ce 1989) wydał po 20 latach ponow­nie i pró­bu­je ją teraz przed­sta­wić jako książ­kę pro­fe­sor­ską (Tytuł mono­gra­fii będą­cej pod­sta­wą wnio­sku pro­fe­sor­skie­go – Kon­flikt o Kanał Panam­ski”, War­sza­wa 2013).

Z infor­ma­cji nie­ofi­cjal­nych, jakie do mnie dotar­ły wyni­ka, że jed­nym z recen­zen­tów dorob­ku nauko­we­go TW Pio­tra pod­czas postę­po­wa­nia kwa­li­fi­ka­cyj­ne­go ma być Jerzy Jaskier­nia (sic!).

Jaskier­nia to były dzia­łacz ZSMP, pro­fe­sor nauk praw­nych, poseł pię­ciu kaden­cji, były mini­ster spra­wie­dli­wo­ści i były pro­ku­ra­tor gene­ral­ny Jerzy Jaskiernia.

Jaskier­nia został uzna­ny za kłam­cę lustra­cyj­ne­go, cze­mu zaprze­czał, przez dzie­więć lat wal­czył o dobre imię i kasa­cję wyro­ku Sądu Ape­la­cyj­ne­go. W 2009 roku Sąd Naj­wyż­szy uchy­lił wyrok Sądu Ape­la­cyj­ne­go oczysz­cza­jąc Jaskier­nię z zarzutów.

Obec­nie nowy dzie­kan Wydzia­łu Pra­wa, Admi­ni­stra­cji i Zarzą­dza­nia kie­lec­kie­go uni­wer­sy­te­tu oraz były mini­ster spra­wie­dli­wo­ści rzą­du SLD peł­ni tak­że funk­cję w skła­dzie Komi­te­tu Nauk Poli­tycz­nych Pol­skiej Aka­de­mii Nauk.

http://​www​.kato​wi​ce​.tvp​.pl/​36821489​/​w​s​p​o​l​p​r​a​c​o​w​a​l​-​z​e​-​s​l​u​z​b​a​-​b​e​z​p​i​e​c​z​e​n​s​t​w​a​-​t​e​r​a​z​-​u​b​i​e​g​a​-​s​i​e​-​o​-​t​y​t​u​l​-​p​r​o​f​e​s​o​r​a​-​z​w​y​c​z​a​j​n​ego

Agen­tu­ra medialna

Spra­wa lustra­cji dzien­ni­ka­rzy od lat budzi­ła, budzi i budzić będzie wie­le emocji. 

W 2007 r. zno­we­li­zo­wa­ne prze­pi­sy doty­czą­ce obo­wiąz­ku lustra­cji zakła­da­ły, że oprócz pre­zy­den­ta, par­la­men­ta­rzy­stów, osób peł­nią­cych kie­row­ni­cze sta­no­wi­ska pań­stwo­we, sędziów, pro­ku­ra­to­rów i adwo­ka­tów, a tak­że sze­fów mediów publicz­nych wery­fi­ka­cji mie­li pod­le­gać wszy­scy naukow­cy i dzien­ni­ka­rze. Prze­pis ten jed­nak zakwe­stio­no­wał w maju 2007 r. Try­bu­nał Konstytucyjny.

Rada Mediów Naro­do­wych zaape­lo­wa­ła do sze­fów mediów publicz­nych o

nie­za­trud­nia­nie byłych funk­cjo­na­riu­szy komu­ni­stycz­nych służb, a tak­że o nie­podej­mo­wa­nie z nimi żad­nej innej for­my współ­pra­cy mają­cej wpływ na treść programu”.

Spra­wa jed­nak nie będzie łatwa. Nie­któ­rzy z kon­fi­den­tów mają szczę­ście, gdyż nie zacho­wa­ły się akta, któ­re są dowo­dem wyma­ga­nym w postę­po­wa­niu przed sądem lustra­cyj­nym. Mogą twier­dzić, że są czy­ści”. Nie­któ­rzy mie­li pecha, bo zacho­wa­ły się ory­gi­na­ły akt, dono­sów i rapor­tów. Cześć może się nie­przy­jem­nie zdzi­wić, kie­dy osta­tecz­nie zosta­nie ujaw­nio­ny zbiór zastrze­żo­ny IPN.

Poni­żej wykaz, któ­ry powstał na pod­sta­wie kart ewi­den­cyj­nych agen­tu­ry Służ­by Bez­pie­czeń­stwa w Kato­wi­cach, któ­ra była zaan­ga­żo­wa­na do inwi­gi­la­cji pra­cow­ni­ków kato­wic­kie­go ośrod­ka tele­wi­zji (kryp­to­nim Helios”), radia („Eter”) i pra­sy („Pra­sa”). Więk­szość z nich to dziennikarze.

Jakieś 30 pro­cent osób z tegoż wyka­zu nadal pra­cu­je w mediach.

1. S.S. TW Tosiek”
2. K.J. TW Urban”
3. J.C. TW Mał­go­rza­ta”
4. M.P. TW Edward
5. J.G. TW Paweł”
6. P.D. TW Kon­stan­ty”
7. M.J. TW Agat”
8. M.B. TW Ire­na”
9. J.W. TW Uher”
10. T.P. TW Marek”
11. W.H. TW Roman”
12. A.T. TW Astor”
13. A.O. TW Tar­gosz”
14. J.S. TW KOS
15. B.W. TW Andrzej”
16. J.C. TW Kozłow­ski”
17. H.W. TW Lidia”
18. M.R. TW Micha­li­na”
19. P.W. TW Marian – I”
20. J.K. TW Artur”
21. J.M. TW Edward”
22. J.H. TW Adam”
23. Z.D. TW Lider”
24. A.P. TW Élan”
25. W.K. TW Woj­tek”
26. J.M. TW Piotr”
27. H.P. TW Ryszard”
28. J.M. TW Kazi­mierz”
29. M.S. TW Marian”
30. S.D. TW Mars”
31. W.W. TW Tadek”
32. K.S. TW Jan”
33. J.T. TW Ampex”
34. Z.K. TW Ernest”
35. J.T. TW Bro­nek”
36. R.J. TW R‑12
37. S.B. TW Karol”

Siat­kar­ski kłam­ca lustracyjny

Sta­ni­sław Gości­niak – były repre­zen­tant Pol­ski w siat­ków­ce został pra­wo­moc­nie uzna­ny przez sąd za kłam­cę lustracyjnego.

24 czerw­ca ubie­głe­go roku do Sądu Okrę­go­we­go w Gli­wi­cach został skie­ro­wa­ny wnio­sek IPN o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go wobec Sta­ni­sła­wa Gości­nia­ka, jed­ne­go z siat­ka­rzy repre­zen­ta­cji Huber­ta Wagnera.

akta_ipn400

Gości­niak to były czło­nek repre­zen­ta­cji olim­pij­skiej w siat­ków­ce, pro­wa­dzo­nej przez Huber­ta Wagne­ra. Był mistrzem świa­ta w Mek­sy­ku w 1974, został też uzna­ny za naj­lep­sze­go gra­cza tych mistrzostw. Zdo­był brą­zo­wy medal mistrzostw Euro­py (Stam­buł 1967), a tak­że dru­gie miej­sce w Pucha­rze Świa­ta w Pra­dze. Pol­skę repre­zen­to­wał 218 razy (19651974). Był jed­nym z naj­lep­szych roz­gry­wa­ją­cych na świecie.

Wedle źró­deł z Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej, Sta­ni­sław Gości­niak został pozy­ska­ny do współ­pra­cy, a następ­nie był pro­wa­dzo­ny przez Gro­mo­sła­wa Czempińskiego.

Sta­ni­sław Gości­niak był gwiaz­dą mistrzostw świa­ta w 1974 roku. Wybra­no go naj­lep­szym roz­gry­wa­ją­cym impre­zy, uzna­wa­ny za naj­lep­sze­go na tej pozy­cji na świe­cie. Z kadry odszedł po MŚ, nie poje­chał na igrzy­ska do Mont­re­alu, wybrał grę w USA.

W Pol­sce grał w Gwar­dii Wro­cław i Reso­vii Rze­szów. Szyb­ko został tre­ne­rem, pro­wa­dził do suk­ce­sów AZS Czę­sto­cho­wa – czte­ry mistrzo­stwa Pol­ski, dwa razy był selek­cjo­ne­rem Bia­ło-Czer­wo­nych (19861987, 20032004). Czło­nek gale­rii sław pił­ki siat­ko­wej (Vol­ley­ball Hall of Fame).

Orze­cze­niem z dnia 28 grud­nia 2015 r. SO w Gli­wi­cach uznał za nie­zgod­ne z praw­dą oświad­cze­nie lustra­cyj­ne zło­żo­ne przez Sta­ni­sła­wa Gości­nia­ka jako kan­dy­da­ta na rad­ne­go w Czę­sto­cho­wie wybo­rach 2010 r.

Orzekł wobec nie­go utra­tę pra­wa wybie­ral­no­ści w wybo­rach do Sej­mu, Sena­tu i Par­la­men­tu Euro­pej­skie­go oraz w wybo­rach powszech­nych orga­nu i człon­ka orga­nu jed­nost­ki samo­rzą­du tery­to­rial­ne­go oraz orga­nu jed­nost­ki pomoc­ni­czej jed­nost­ki samo­rzą­du tery­to­rial­ne­go, któ­rej obo­wią­zek utwo­rze­nia wyni­ka z usta­wy, a tak­że orzekł zakaz peł­nie­nia funk­cji publicz­nej, o któ­rych mowa w art. 4 pkt 257 usta­wy lustra­cyj­nej” – na okres 6 lat”.

Sic trans­it gloria…

Oaza peł­na teczek

Opo­wieść będzie praw­dzi­wa, choć wyda­je się zupeł­nie nie­praw­do­po­dob­na. Nie­praw­do­po­dob­na głów­nie ze wzglę­du na finał.

Na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl opi­sa­łem swe­go cza­su przy­pad­ki lustra­cyj­nych wpa­dek sędziów i pro­ku­ra­to­rów” z woje­wódz­twa ślą­skie­go (Agen­ci w togach”). Histo­ria ma dal­szy ciąg, któ­ry obfi­tu­je w cie­ka­we zwro­ty akcji. Jeże­li Wła­dy­sław Pasi­kow­ski kie­dy­kol­wiek zechce nakrę­cić kolej­ny odci­nek Psów, to ma goto­wy scenariusz.

Kil­ka lat temu do jed­nej z pro­ku­ra­tur na połu­dniu Pol­ski listo­nosz przy­niósł prze­sył­kę. Nie był to ano­nim. List miał praw­dzi­we­go nadaw­cę, ale nie to zasko­czy­ło śled­czych. Szok prze­ży­li, kie­dy oka­za­ło się, że zawie­rał szo­ku­ją­ce infor­ma­cje i dowo­dy o pry­wa­ty­za­cji akt” przez esbeków.

akta_ipn400

Pro­ces nisz­cze­nia doku­men­tów SB roz­po­czął się na prze­ło­mie 1988/1989 roku, trwał z prze­rwa­mi pod­czas roz­mów Okrą­głe­go Sto­łu, był kon­ty­nu­owa­ny po wybo­rach 4 czerw­ca 1989 r., a w ska­li maso­wej roz­po­czął się po sierp­nio­wej nomi­na­cji Mazo­wiec­kie­go na pre­mie­ra. Nie wszyst­ko zniszczono.

Oka­za­ło się, że tecz­ki wybra­nej („per­spek­ty­wicz­nej”) agen­tu­ry w śro­do­wi­sku praw­ni­czym i nauko­wym na Ślą­sku i Pod­be­ski­dziu, zamiast tra­fić do archi­wum UOP (gdzie póź­niej zna­la­zły­by się zapew­ne ze wzglę­du na ran­gę agen­tu­ry w zbio­rze zastrze­żo­nym IPN), wynie­sio­no do pry­wat­nych zbiorów.

Autor­ką listu do pro­ku­ra­tu­ry była żona wyso­kie­go ran­gą funk­cjo­na­riu­sza Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Poin­for­mo­wa­ła śled­czych o tym, iż w regio­nie dzia­ła gru­pa byłych esbe­ków, któ­rzy szan­ta­żu­ją przed­sta­wi­cie­li wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści doku­men­ta­mi sprzed lat. Napi­sa­ła, że tyl­ko jej mąż wyniósł z archi­wum SB kil­ka­dzie­siąt tomów akt agen­tu­ry, któ­rą mia­ły Wydzia­ły: V (prze­mysł) i III (śro­do­wi­ska nauko­we, twór­cze, inteligenckie).

Wyję­te z archi­wum SB tecz­ki, któ­re tra­fi­ły do pry­wat­nych czy­tel­ni” esbe­ków doty­czy­ły nie byle jakiej agen­tu­ry. Były to doku­men­ty – dowo­dy agen­tu­ral­nej prze­szło­ści wie­lu obec­nie pro­mi­nent­nych sędziów, pro­ku­ra­to­rów, nota­riu­szy i adwo­ka­tów woje­wódz­twa ślą­skie­go, i nie tylko.

Pro­ku­ra­to­rzy zain­te­re­so­wa­li się przy­sła­nym listem. Zosta­ło wsz­czę­te postę­po­wa­nie, obję­te klau­zu­lą naj­wyż­szej taj­no­ści. Infor­ma­tor­ka pro­ku­ra­tu­ry zosta­ła prze­słu­cha­na. Poda­ła kon­kret­ne przy­kła­dy, kto i jakie skła­dał pro­po­zy­cje oca­la­łym agen­tom”. Nie­trud­no się domy­ślić, że były z gatun­ku nie do odrzu­ce­nia”, no chy­ba że ktoś z nich nagle chce, aby odna­la­zły się ory­gi­nal­ne akta, świad­czą­ce o jego dela­tor­skiej prze­szło­ści. A w kon­se­kwen­cji na zarzut zło­że­nia nie­praw­dzi­we­go oświad­cze­nia lustra­cyj­ne­go i wystrza­ło­wy koniec praw­ni­czej kariery.

W jed­nym dniu w kil­ku miesz­ka­niach na Ślą­sku i Pod­be­ski­dziu funk­cjo­na­riu­sze ABW prze­pro­wa­dzi­li wie­lo­go­dzin­ne prze­szu­ka­nia w domach esbe­ków, któ­rych nazwi­ska poda­ła kobie­ta. Zna­le­zio­no wie­le doku­men­tów, któ­rych nie powin­no tam być. Zaczę­ły się prze­słu­cha­nia podej­rze­wa­nych o pry­wa­ty­za­cję esbec­kich akt. Wszyst­kie zna­ki na nie­bie i zie­mi wska­zy­wa­ły, że zgod­nie z zasa­da­mi pro­ku­ra­tor­skiej sztu­ki, orga­ni­za­to­rzy pro­ce­de­ru powin­ni mieć posta­wio­ne zarzu­ty. Jed­nak tak się nie stało.

Śledz­two IPN ze Ślą­ska zosta­ło nagle ode­bra­ne i tra­fi­ło do War­sza­wy. Tam utknę­ło na dłu­gie mie­sią­ce. Pro­ku­ra­tor Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej nie śpie­szył się. Zamiast sta­wiać zarzu­ty orga­ni­za­to­rom szan­ta­żu, wezwał autor­kę listu. Pod­czas prze­słu­cha­nia poin­for­mo­wał ją nagle, że mogą jej zostać posta­wio­ne zarzu­ty. Taka dekla­ra­cja pro­ku­ra­to­ra wywo­ła­ła u świad­ka natych­mia­sto­wą amnezję.

Sła­wo­mir Cenc­kie­wicz tak opi­sy­wał pro­ce­der nisz­cze­nia akt, ele­ganc­ko nazy­wa­ny przez pod­wład­nych Cze­sła­wa Kisz­cza­ka, ówcze­sne­go sze­fa MSW bra­ko­wa­niem”:

Pierw­sza fala znisz­czeń nastą­pi­ła wio­sną 1989 r. Jesz­cze pod­czas trwa­nia obrad Okrą­głe­go Sto­łu, 26 mar­ca 1989 r., dyrek­tor Depar­ta­men­tu IV MSW gen. Tade­usz Szczy­gieł poin­for­mo­wał sze­fa SB gen. Hen­ry­ka Dan­kow­skie­go i dyrek­to­ra Biu­ra C” (archi­wum MSW) płk. Kazi­mie­rza Pio­trow­skie­go o znisz­cze­niu tzw. teczek ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej na księ­ży. […]Kolej­ny etap nisz­cze­nia archi­wów zwią­za­ny był z reor­ga­ni­za­cją MSW w sierp­niu 1989 r. Zli­kwi­do­wa­no wów­czas naj­waż­niej­sze pio­ny ope­ra­cyj­ne bez­pie­ki, m.in. depar­ta­men­ty III (dzia­łal­ność anty­ko­mu­ni­stycz­na), IV (wal­ka z Kościo­łem), V (sfe­ra pro­duk­cyj­na) i owia­ne złą sła­wą Biu­ro Stu­diów zaj­mu­ją­ce się eli­tą soli­dar­no­ścio­we­go pod­zie­mia. Przy­kła­do­wo z połą­cze­nia Depar­ta­men­tu IV i Biu­ra Stu­diów powstał póź­niej Depar­ta­ment Stu­diów i Ana­liz. W ten spo­sób skon­cen­tro­wa­no bodaj naj­waż­niej­sze, z punk­tu widze­nia bez­pie­czeń­stwa pro­ce­su trans­for­ma­cji ustro­jo­wej, aktu­al­ne spra­wy ope­ra­cyj­ne i zbio­ry archi­wal­ne doty­czą­ce ludzi Kościo­ła i Soli­dar­no­ści”. Eli­ta byłe­go Depar­ta­men­tu IV i Biu­ra Stu­diów przy­stą­pi­ła wów­czas do akcji nisz­cze­nia akt”.

Decy­zja śled­czych spa­ra­li­żo­wa­ła nie tyl­ko naiw­nych infor­ma­to­rów. Dla­te­go zapew­ne nigdy nie dowie­my się, czy i jaki był zwią­zek pomię­dzy pry­wa­ty­za­cją akt przez esbe­ków, a ope­ra­cją kryp­to­nim Oaza” pro­wa­dzo­ną w Biel­sku Bia­łej przez Woj­sko­we Służ­by Infor­ma­cyj­ne na począt­ku lat 90. ubie­głe­go wie­ku. Nie­któ­re szcze­gó­ły tej­że ope­ra­cji zosta­ły ujaw­nio­ne w 2007 roku w Rapor­cie z likwi­da­cji WSI”.

Oka­za­ło się, że WSI w Biel­sku Bia­łej utwo­rzy­ły taj­ną rezy­den­tu­rę w ramach spra­wy o kryp­to­ni­mie Oaza”, któ­ra była pro­wa­dzo­na od 10.10.1994 r. do 25.09.1996 r. Ope­ra­cja Oaza” pro­wa­dzo­na przez WSI na Pod­be­ski­dziu, jed­nak nie­wy­klu­czo­ne, że w całym kra­ju były jej odpowiedniki.

Infor­ma­cje, zawar­te w aktach tej spra­wy są szokujące:

Plan roz­po­czy­na­ją­cy tecz­kę o kryp­to­ni­mie O” wska­zu­je na koniecz­ność budo­wa­nia sys­te­mu zabez­pie­cze­nia kontr­wy­wia­dow­cze­go na tere­nie woje­wódz­twa biel­skie­go z wyko­rzy­sta­niem nega­tyw­nie zwe­ry­fi­ko­wa­nych b. ofi­ce­rów SB i ich źró­deł oso­bo­wych. Dzia­łal­ność ta mia­ła być pro­wa­dzo­na pod przy­kry­ciem jako fir­ma ochro­niar­ska Koman­dos”. Rezy­den­tu­ra mia­ła skła­dać się z trzech b. funk­cjo­na­riu­szy SB, któ­rzy mie­li powtór­nie pozy­skać b. funk­cjo­na­riu­szy oraz taj­nych współ­pra­cow­ni­ków SB w inte­re­su­ją­cych WSI śro­do­wi­skach w kra­ju i zagra­ni­cą. Pla­no­wa­no pod­ję­cie b. współ­pra­cow­ni­ków upla­so­wa­nych w śro­do­wi­skach dzien­ni­kar­skim, praw­ni­czym, urzęd­ni­ków admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej, biz­ne­su, sta­no­wisk kie­ro­wa­nia oraz osób zwią­za­nych ze służ­ba­mi spe­cjal­ny­mi i woj­skiem. Prze­wi­dy­wa­no zwer­bo­wa­nie 810 b. TW na jed­ne­go człon­ka rezy­den­tu­ry. Pla­no­wa­no wypo­sa­że­nie sze­fa rezy­den­tu­ry (nega­tyw­nie zwe­ry­fi­ko­wa­ne­go b. funk­cjo­na­riu­sza SB) w doku­ment pole­ca­ją­cy do orga­nów Poli­cji i Stra­ży Gra­nicz­nej, skła­nia­ją­cy sze­fów miej­sco­wych orga­nów MSW do udzie­la­nia pomo­cy. Wyna­gro­dze­nie dla rezy­den­tów mia­ło opie­wać na kwo­tę 45 milio­nów sta­rych zło­tych mie­sięcz­nie. Do łącz­ni­ko­wa­nia rezy­den­tu­ry wyzna­cze­ni zosta­li płk Marek Wol­ny i ppłk Jan Węgier­ski. Wyklu­czo­no kon­tak­ty rezy­den­tu­ry z jaw­ny­mi pla­ców­ka­mi tere­no­wy­mi Kontr­wy­wia­du WSI. Był to zabieg zapew­nia­ją­cy kon­spi­ra­cję dzia­łań, przy czym jed­no­cze­śnie powo­do­wał, że stwo­rzo­na struk­tu­ra nie pod­le­ga­ła niczy­jej kon­tro­li ani mery­to­rycz­nej, ani finansowej”.

Do dzia­łań zaan­ga­żo­wa­nych zosta­ło trzech byłych funk­cjo­na­riu­szy SB, któ­rzy zosta­li pozy­ska­ni do współ­pra­cy z WSI jako rezy­den­ci tej służ­by spe­cjal­nej o pseu­do­ni­mach: Ryszard […]”, Wła­dy­sław […]” i Jan […]”. Auto­rzy rapor­tu usta­li­li, że to pseu­do­ni­my nada­ne przez WSI, jed­nak w nie­któ­rych przy­pad­kach są to jed­no­cze­śnie imio­na i nazwi­ska osób powszech­nie zna­nych na tere­nie byłych woje­wódz­twa bielskiego”.

Byli esbe­cy sprze­da­li” woj­sko­wej służ­bie spe­cjal­nej swo­je infor­ma­cje na temat agen­tu­ry, któ­ra dzia­ła­ła na kon­tro­lo­wa­nym przez nich tere­nie w latach 80. Spo­rzą­dzo­no listę ponad stu nazwisk byłych taj­nych współ­pra­cow­ni­ków SB

Nie moż­na wyklu­czyć, że oso­by, któ­re nie zna­la­zły się w aktach spra­wy reali­zo­wa­ły przed­się­wzię­cia tak dale­ce naru­sza­ją­ce pra­wo, że pro­wa­dzą­cy spra­wę nie zary­zy­ko­wa­li ich udo­ku­men­to­wa­nia” – piszą auto­rzy rapor­tu o WSI.

Następ­nie wyty­po­wa­ne nazwi­ska spraw­dzo­no w ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej UOP, uzy­sku­jąc potwier­dze­nie cha­rak­te­ru reje­stra­cji oso­by jako TW, a przy oka­zji moż­li­wość wglą­du w mate­ria­ły z archi­wum SB. Dobór osób, któ­ry­mi zain­te­re­so­wa­ły się WSI w ramach Oazy” był dosyć przy­pad­ko­wy. Woj­sko­wy kontr­wy­wiad nie powi­nien (co jed­nak pod­czas ope­ra­cji Oaza” robił) inte­re­so­wać akto­rem, pla­sty­kiem czy han­dlow­cem, bo nie mie­li oni ani kom­pe­ten­cji zwią­za­nych z bez­pie­czeń­stwem pań­stwa, tym bar­dziej w aspek­cie sił zbrojnych.

Z rapor­tu o WSI:

Przy­kła­dem tego nasta­wie­nia jest dzia­ła­nie b. funk­cjo­na­riu­sza SB, ps. Janusz O.”, któ­ry przed pozy­ska­niem ujaw­nił, że posia­da w ukry­ciu mate­ria­ły ze spra­wy pro­wa­dzo­nej w cza­sie, gdy słu­żył w SB (spra­wa mia­ła kryp­to­nim PALE­STRA” a z ukie­run­ko­wa­nia funk­cjo­na­riu­sza moż­na wnio­sko­wać, że doty­czy­ła śro­do­wi­ska praw­ni­cze­go w rejo­nie biel­skim). Oko­ło 300 stron tych mate­ria­łów prze­ka­zał on do WSI. Zawie­ra­ły one m.in. fak­ty kom­pro­mi­tu­ją­ce oso­by ze śro­do­wi­ska praw­ni­cze­go, wska­zy­wa­ły na taj­nych współ­pra­cow­ni­ków w tym śro­do­wi­sku (m.in. pro­ku­ra­tor, sędzia, nota­riusz). O ukry­ciu mate­ria­łów oraz o ich zawar­to­ści zosta­li poin­for­mo­wa­ni M. Wol­ny i K. Gło­wac­ki. Inny funk­cjo­na­riusz SB, ps. WŁA­DY­SŁAW K.” wska­zy­wał na swo­je źró­dła, któ­re były zwer­bo­wa­ne do roz­pra­co­wa­nia struk­tur NSZZ Soli­dar­ność”. Komi­sja dotych­czas nie usta­li­ła, co dalej sta­ło się z tymi mate­ria­ła­mi. Z dotych­cza­so­wej ana­li­zy spo­so­bu dzia­ła­nia WSI moż­na wnio­sko­wać, że zosta­ły uży­te bądź do szan­ta­żu wystę­pu­ją­cych w spra­wie osób, bądź jako pre­tekst do ich ponow­ne­go roz­pra­co­wa­nia i zwer­bo­wa­nia. Tym­cza­sem obo­wiąz­kiem WSI było prze­ka­za­nie akt spra­wy PALE­STRA” do IPN” ”. 

Nie­wy­klu­czo­ne, że pod­czas ope­ra­cji Oaza” WSI pro­wa­dzi­ły – jak czy­ta­my w rapor­cie WSIzapro­gra­mo­wa­ne spraw­dze­nia śro­do­wi­ska biz­ne­so­wo-praw­ni­cze­go w woj. biel­skim, z wyraź­nym ukie­run­ko­wa­niem na pozy­ska­nie wie­dzy umoż­li­wia­ją­cej szan­ta­żo­wa­nie wybra­nych osób”. 

Jed­nak nie tyl­ko o roz­po­zna­nie śro­do­wisk biz­ne­so­wo-praw­ni­czych w Ope­ra­cji Oaza” cho­dzi­ło. Dotar­łem do jed­nej z osób zaan­ga­żo­wa­nych w jej prowadzenie.

– Struk­tu­ra orga­ni­za­cji była wzo­ro­wa­na na dzia­ła­niach wło­skich służb spe­cjal­nych w latach 50. XX w. i utwo­rze­nie w łonie tych­że służb taj­nej struk­tu­ry bojo­wej pod kryp­to­ni­mem Gla­dio. Gla­dio mia­ła prze­ciw­dzia­łać doj­ściu komu­ni­stów do wła­dzy. Była też czę­ścią struk­tu­ry Stay-behind dzia­ła­ją­cej w wie­lu kra­jach NATO. We Wło­szech mia­ła powią­za­nia z taj­ną lożą P2, któ­ra pod wodzą ban­kie­ra i faszy­sty Licio Gel­lie­go sku­pia­ła magna­tów wła­dzy eko­no­micz­nej, poli­tycz­nej i woj­sko­wej. W razie woj­ny mie­li­śmy two­rzyć ruch opo­ru – mówi J.

Pod­czas Oazy” pro­wa­dzo­no dzia­ła­nia wykra­cza­ją­ce poza kom­pe­ten­cje kontr­wy­wia­du WSI, reali­zu­jąc dzia­ła­nia skie­ro­wa­ne na rejon biel­ski i typo­we dla wywia­du. Z jed­nej stro­ny słu­ży­ły roz­po­zna­niu sta­nu zabez­pie­cze­nia przez służ­by spe­cjal­ne pew­nych śro­do­wisk i osób, z dru­giej zaś mogły być wstę­pem dla pla­no­wa­nych dzia­łań, dla któ­rych koniecz­ne było roz­po­zna­nie prze­pro­wa­dzo­ne w śro­do­wi­sku poli­tycz­nym i prawniczym.

Dla bez­pie­czeń­stwa swo­ich infor­ma­to­rów nie poda­ję nazwisk oraz kryp­to­ni­mów, pseu­do­ni­mów, sta­no­wisk boha­te­rów tej opo­wie­ści. Nadal też nie zna­my odpo­wie­dzi na pod­sta­wo­we pyta­nie: Czy Oaza” i skrę­co­ne” śledz­two w spra­wie pry­wa­ty­za­cji teczek agen­tu­ry SB maja jakiś wspól­ny mia­now­nik? Jeże­li tak, to umo­rze­nie śledz­twa opi­sy­wa­ne­go na począt­ku tej opo­wie­ści wska­zu­je, że wpły­wy służb spe­cjal­nych III RP się­ga­ją wymia­ru sprawiedliwości.

Tomasz Szym­bor­ski

Arty­kuł uka­zał się w tygo­dni­ku wSie­ci w listo­pa­dzie 2014 roku

Gór­ni­czy kłam­ca lustracyjny

Wal­de­mar Mróz, były wice­pre­zes Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go zło­żył nie­praw­dzi­we oświad­cze­nie lustra­cyj­ne, gdyż nie przy­znał się do współ­pra­cy z bez­pie­ką jako taj­ny współ­pra­cow­nik Krzysz­tof” – orzekł Sąd Okrę­go­wy w Katowicach.

Mróz w jed­nej z naj­więk­szych spół­ek gór­ni­czych – Kato­wic­kim Hol­din­gu Węglo­wym SA przez 12 lat peł­nił funk­cję wice­pre­ze­sa. 30 paź­dzier­ni­ka 2014 r. do Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach tra­fił wnio­sek pro­ku­ra­to­ra biu­ra lustra­cyj­ne­go IPN o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia w spra­wie Wal­de­ma­ra Mro­za. Ów urzęd­nik był gór­ni­czą szy­chą. Do 2013 roku z wybo­ru zało­gi był wice­pre­ze­sem Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go S.A. Jako czło­nek zarzą­du pań­stwo­wej spół­ki musiał zło­żyć oświad­cze­nie lustra­cyj­ne. Zło­żył, ale skłamał.

- Sąd pierw­szej instan­cji orzekł, iż Wal­de­mar Mróz jest kłam­cą lustra­cyj­nym, bo skła­mał, iż nie był współ­pra­cow­ni­kiem Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Orzekł wobec nie­go 5‑letni zakaz peł­nie­nia funk­cji publicz­nych – mówi pro­ku­ra­tor Andrzej Maj­cher, szef Oddzia­ło­we­go Biu­ra Lustra­cyj­ne­go w Katowicach.

Mróz został suro­wo uka­ra­ny, bo zazwy­czaj sądy ska­zu­ją kłam­ców lustra­cyj­nych na 3 lata zaka­zu peł­nie­nia funk­cji publicz­nych. Orze­cze­nie jest nieprawomocne.

O Mro­zie, gdy był wice­pre­ze­sem KHW SA napi­sa­łem wie­le. Na przy­kład to, że z doku­men­tów zacho­wa­nych w archi­wach Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej wyni­ka, iż Wal­de­mar Mróz został zare­je­stro­wa­ny jako taj­ny współ­pra­cow­nik SB ps. Krzysz­tof” (IPN Kr 309525, IPN Kr 0099514).

Dzię­ki temu, że zacho­wa­ła się tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” bez tru­du moż­na poznać szcze­gó­ły kon­tak­tów ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa. Ska­la współ­pra­cy robi wra­że­nie, bo tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” mia­ła 315 stron (!), jed­nak trzy­sta stron zosta­ło znisz­czo­nych i zacho­wa­ło się jedy­nie 15.

Zacho­wa­ły się ory­gi­nal­ne dono­sy pisa­ne przez agen­ta. Krzysz­tof” dono­sił o dzia­ła­czach NZS na AGH, prze­ka­zy­wał ulot­ki oraz cha­rak­te­ry­zo­wał kole­gów z uczel­ni. Jak wyni­ka z nume­rów stron w tecz­ce pra­cy TW Krzysz­tof pomię­dzy jesie­nią 1980 roku a mar­cem 1983 roku przy­by­ło 240 stron – to obraz ska­li współ­pra­cy. Ostat­nie zacho­wa­ne donie­sie­nie jest z 1 mar­ca 1983 roku.

Mróz nie przy­znał się w swo­im oświad­cze­niu lustra­cyj­nym do współ­pra­cy z SB w Kra­ko­wie w latach 19801984. Moje źró­dła w ABW poin­for­mo­wa­ły mnie pra­wie dwa lata temu, że już po wybo­rze Mro­za na sta­no­wi­sko wice­pre­ze­sa KHW2001 roku, służ­by spe­cjal­ne (wów­czas Urząd Ochro­ny Pań­stwa) spraw­dza­ły prze­szłość nowe­go człon­ka zarzą­du stra­te­gicz­nej spół­ki węglowej.

I natra­fio­no od razu na ślad prze­szło­ści Mro­za. Pro­blem w tym, że tę wie­dzę UOP, a potem ABW zacho­wa­ły dla sie­bie, i nie poin­for­mo­wa­ły Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go (a póź­niej IPN) o tym, co pozo­sta­ło w esbec­kich mate­ria­łach o Wal­de­ma­rze Mrozie.

Ten przy­kład wska­zu­je na dziw­ną bez­rad­ność służb spe­cjal­nych, któ­re są odpo­wie­dzial­ne za osło­nę kontr­wy­wia­dow­czą spół­ek Skar­bu Pań­stwa oraz sek­to­ra ener­ge­tycz­ne­go. Tole­ro­wa­nie na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku oso­by, któ­re w prze­szło­ści była kon­fi­den­tem SB jest skan­da­lem i sta­wia (po raz kolej­ny) pod zna­kiem zapy­ta­nia pro­fe­sjo­na­lizm funk­cjo­na­riu­szy ABW odpo­wie­dzial­nej za przy­zna­wa­nie cer­ty­fi­ka­tów bezpieczeństwa.

Dla­cze­go? Czy Mróz mógł był np. szan­ta­żo­wa­ny swo­ją prze­szło­ścią przez byłych funk­cjo­na­riu­szy, któ­rzy pro­wa­dzą inte­re­sy z KHW SA? A może wręcz prze­ciw­nie – był na usłu­gach służb III RP?

Na razie, jak wyni­ka z KRS Wal­de­mar Mróz jest na usłu­gach jed­ne­go z naj­bo­gat­szych Pola­ków – Krzysz­to­fa Doma­rec­kie­go, któ­ry rok temu ogło­sił, iż chce kupić trzy kopal­nie węgla kamien­ne­go na Ślą­sku. Mróz jest pre­ze­sem zarzą­du spół­ki Uni­ver­sal Energy.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl

Wia­ry­god­ny pro­fe­sjo­na­li­sta w służbie

Dzien­ni­karz Gaze­ty Wybor­czej Woj­ciech Czuch­now­ski w opu­bli­ko­wa­nym dzi­siaj arty­ku­le Sąd koń­czy pro­ces lustra­cyj­ny: SB fał­szo­wa­ła kwi­ty”, opi­su­jąc lustra­cyj­ne pery­pe­tie wspiął się na wyży­ny pro­fe­sjo­na­li­zmu. I odleciał.

Arty­kuł Czuch­now­skie­go zaczy­na się mocno:

Sąd w Kato­wi­cach oczy­ścił Pio­tra Boż­ka z zarzu­tu kłam­stwa lustra­cyj­ne­go, bo bez­pie­ka two­rzy­ła fik­cyj­ne rapor­ty na jego temat. Powszech­nie wia­do­mym jest fakt fał­szo­wa­nia doku­men­ta­cji przez SB” – stwier­dził sąd”.

Pro­blem Czuch­now­skie­go oraz Pio­tra Boż­ka, rad­cy praw­ne­go z Biel­ska-Bia­łej pole­ga na tym, że orze­cze­nie sądu lustra­cyj­ne­go nie jest pra­wo­moc­ne i pro­ku­ra­tor Okrę­go­we­go Biu­ra Lustra­cyj­ne­go zło­ży wkrót­ce apelację.

Kłam­li­wa jest zatem infor­ma­cja w arty­ku­le Czuch­now­skie­go, że lustro­wa­ny rad­ca praw­ny Bożek

W ubie­głym tygo­dniu dostał ofi­cjal­ne potwier­dze­nie, że wyda­ny 16 wrze­śnia wyrok w jego spra­wie lustra­cyj­nej jest już pra­wo­moc­ny. To zna­czy, że nie będzie się od nie­go odwo­ły­wał pro­ku­ra­tor IPN”.

Robie­nie w konia” opi­nii publicz­nej w spra­wie lustra­cji i IPN Gaze­ta Wybor­cza ma opa­no­wa­ne do per­fek­cji. Swe­go cza­su rewe­la­cją” sta­ły się instruk­cje naka­zu­ją­ce ukry­wa­nie infor­ma­cji pocho­dzą­cych z tzw. tech­ni­ki ope­ra­cyj­nej, czy­li pod­słu­chów, per­lu­stra­cji (cen­zu­ry) kore­spon­den­cji i obser­wa­cji zewnętrznej.

Histo­ryk IPN Grze­gorz Maj­chak w jed­nej ze swo­ich publi­ka­cji tak oce­nił publi­cy­sty­kę Czuch­now­skie­go i jego redak­cyj­nej kole­żan­ki Agniesz­ki Kublik:

W ich arty­ku­le pt. Instruk­cja Kisz­cza­ka 0018” umiesz­czo­ne­go na pierw­szej stro­nie Gaze­ty Wybor­czej” z 5 kwiet­nia 2006 r. poja­wi­ła się nawet nastę­pu­ją­ca infor­ma­cja: „»Gaze­ta« dotar­ła do nie­zna­nej instruk­cji peere­low­skie­go MSW. Gen. Cze­sław Kisz­czak kazał w niej esbe­kom ukry­wać, że źró­dłem infor­ma­cji są pod­słu­chy. Mie­li je zamie­niać na fał­szy­we rapor­ty taj­nych współ­pra­cow­ni­ków”. W swym arty­ku­le cyto­wa­li ano­ni­mo­we­go byłe­go sze­fa MSW”, któ­ry stwier­dzał: Bali­śmy się prze­cie­ków, a zde­kon­spi­ro­wa­ny pod­słuch był nic nie­wart. Dla­te­go Kisz­czak pole­cił, by infor­ma­cje z pod­słu­chu wpi­sy­wać do rapor­tów taj­nych współ­pra­cow­ni­ków. Nie było żad­nej instruk­cji, jak to kon­kret­nie robić. Decy­do­wa­li sami naczel­ni­cy wydzia­łów. Cza­sa­mi infor­ma­cje z pod­słu­chów wpi­sy­wa­li do rapor­tów fik­cyj­nych TW, cza­sa­mi, choć rza­dziej, do rapor­tów praw­dzi­wych TW”. Auto­rzy arty­ku­łu kon­klu­do­wa­li: na pod­sta­wie oca­la­łych rapor­tów SB bar­dzo trud­no się zorien­to­wać, któ­re infor­ma­cje uzy­ska­no bez­po­śred­nio od agen­ta, a któ­re inną dro­gą. Chy­ba że agent spi­sał raport wła­sną ręką”.

Bożek i esbek

Pro­ble­my lustra­cyj­ne boha­te­ra arty­ku­łu Czuch­now­skie­go roz­po­czę­ły się po spraw­dze­niu przez pro­ku­ra­to­ra jego oświad­cze­nia, jakie zło­żył w 2008 roku. Bożek zaprze­czył w nim jakim­kol­wiek związ­kom i współ­pra­cy z SB.

Piotr Bożek od 1 listo­pa­da 1980 r. do 13 grud­nia 1981 roku był dorad­cą praw­nym w Zarzą­dzie Regio­nu Pod­be­ski­dzie NSZZ Soli­dar­ność” w Biel­sku-Bia­łej. Pra­co­wał rów­no­cze­śnie jako rad­ca praw­ny w Polo­nij­no-Zagra­nicz­nym Przed­się­bior­stwie Dama­ri” w tym mieście.

Do pierw­szej roz­mo­wy Boż­ka i esbe­ka z Wydzia­łu V biel­skiej bez­pie­ki doszło w nocy z 30 na 31 grud­nia 1981 roku. Bożek został wte­dy zatrzy­ma­ny przez funk­cjo­na­riu­sza SB plu­to­no­we­go Andrze­ja Kraw­czy­ka. Esbek powie­dział Boż­ko­wi, że jego zatrzy­ma­nie ma zwią­zek z docho­dze­nie w spra­wie nie­pra­wi­dło­wo­ści finan­so­wych w Zarzą­dzie Regio­nu oraz ukry­cia pie­nię­dzy S” tuz przed wpro­wa­dze­niem sta­nu wojennego.

Bożek jesz­cze 30 grud­nia 1981 roku na piśmie (!) podał, z kim się spo­ty­kał z Zarzą­du Regio­nu S”, i co robił w pierw­szych dniach sta­nu wojen­ne­go. Dokład­nie opi­sy­wał, jak jeź­dził do domów dzia­ła­czy S” i spo­rzą­dził dokład­ne cha­rak­te­ry­sty­ki dzia­ła­czy związku.

Jak wyni­ka z notat­ki napi­sa­nej przez plu­to­no­we­go Kraw­czy­ka, Bożek wyra­ził zgo­dę na współ­pra­cę z SB, któ­rą zacho­wać miał w tajem­ni­cy tak­że przed naj­bliż­szy­mi. Napi­sał tak­że wyma­ga­ne przez instruk­cję ope­ra­cyj­ną SB zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy i podał, iż dono­sy będzie sygno­wać pseu­do­ni­mem Marek”. Pod­pi­sał przy oka­zji tzw. lojal­kę, czy­li dekla­ra­cję nie podej­mo­wa­nia jakich­kol­wiek dzia­łań na szko­dę Pań­stwa Polskiego”.

W archi­wum IPN zacho­wa­ła się tecz­ka per­so­nal­na i pra­cy agen­ta Mar­ka” oraz m.in. jego akta pasz­por­to­we. Jak wyni­ka z akt TW Marek” ze swo­im pro­wa­dzą­cym esbe­kiem spo­ty­kał się kil­ka razy. O kil­ka razy za dużo.

Latem 1982 roku Bożek pod­jął decy­zję o wyjeź­dzie do Fran­cji. Z doku­men­tów SB wyni­ka, że TW Marek” miał się zgo­dzić na współ­pra­cę za gra­ni­cą, i roz­pra­co­wy­wać śro­do­wi­ska emi­gra­cji solidarnościowej.

Zgo­dę na wyda­nie pasz­por­tu pozy­tyw­nie zaopi­nio­wał naczel­nik Wydzia­łu V SB w Biel­sku – Bia­łej ppłk Jerzy Ben­be­nek, któ­ry wie­dział, że Bozek jest współ­pra­cow­ni­kiem SB. I tak Bożek, z bło­go­sła­wień­stwem bez­pie­ki dostał w paź­dzier­ni­ku 1982 roku pasz­port na wyjazd emi­gra­cyj­ny do Francji.

Do kra­ju przy­je­chał (z pasz­por­tem kon­su­lar­nym) już w czerw­cu 1983 roku, aby sta­rać się o wyda­nie pasz­por­tu dla żony, któ­ra do sierp­nia 1980 roku pra­co­wa­ła w MO (była m.in. sekre­tar­ką zastęp­cy Komen­dan­ta Woje­wódz­kie­go MO ds. Służ­by Bez­pie­czeń­stwa). Pró­by speł­zły na niczym, i Bożek wyje­chał zno­wu zagra­ni­cę. O tym jed­nak Czuch­now­ski już nie wspomina.

Esbe­cy zezna­ją, sąd – ocenia

Pod­czas pro­ce­su lustra­cyj­ne­go Bożek przy­znał, że zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy jest napi­sa­ne przez nie­go. Przy­znał się rów­nież do autor­stwa trzech pisem­nych infor­ma­cji dla SB. Zakwe­stio­no­wał nato­miast inne doku­men­ty, stwier­dza­jąc, iż doku­men­ta­cja doty­czą­ca jego oso­by zosta­ła w znacz­nym stop­niu spro­ku­ro­wa­na przez SB.

Uza­sad­nie­nie Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach, któ­ry roz­pa­try­wał w pierw­szej instan­cji w tym pro­ce­sie lustra­cyj­nym Pio­tra Boż­ka jest kuriozalne.

Sędzio­wie Damian Owcza­rek, Kata­rzy­na Smoł­ka i Justy­na Kowal­ska, któ­rzy orze­ka­li w tej spra­wie stwier­dzi­li, iż:

Sama oko­licz­ność, że Piotr Bożek pod­pi­sał zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy i kolej­no spo­rzą­dził dla Służb Bez­pie­czeń­stwa wła­sno­ręcz­nie pisem­ne infor­ma­cje oraz spo­ty­kał się i roz­ma­wiał z funk­cjo­na­riu­szem wyżej powo­ła­nych Służb, przy czym zda­niem Sądu nie da się w spo­sób pre­cy­zyj­ny usta­lić ilo­ści tych­że spo­tkań poza pew­ny­mi trze­ma spo­tka­nia­mi […] nie ozna­cza auto­ma­tycz­nie, że z rze­czo­ny­mi Służ­ba­mi współpracował […]”.

Nad­to zda­niem Sądu infor­ma­cje prze­ka­zy­wa­ne przez lustro­wa­ne­go […] wska­zu­ją na oko­licz­ność, iż lustro­wa­ny nie posia­dał i nie prze­ka­zy­wał Służ­bom Bez­pie­czeń­stwa żad­nych infor­ma­cji o miej­scach ukry­wa­nia się poszu­ki­wa­nych dzia­ła­czy NSZZ Soli­dar­ność”

I na koniec crème de la crème:

Nale­ży stwier­dzić, iż pod­pi­sa­ne zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy ze Służ­ba­mi Bez­pie­czeń­stwa w odnie­sie­niu do Pio­tra Boż­ka nie zma­te­ria­li­zo­wa­ło się w świa­do­mie (sic!) podej­mo­wa­nych kon­kret­nych dzia­ła­niach w celu urze­czy­wist­nie­nia pod­ję­tej współ­pra­cy, […] i współ­pra­cę tę nale­ży uznać za pozorną”.

Aloj­zy Pie­trzyk, jeden z dzia­ła­czy pod­ziem­nej Soli­dar­no­ści” jest zasadniczy.

- Każ­de zain­te­re­so­wa­nie służb komu­ni­stycz­nych nale­ża­ło zgła­szać, upu­blicz­niać w struk­tu­rach S”. Kto tego nie robił, ten był czę­ścią gry ope­ra­cyj­nej SB, a sam fakt nie­upu­blicz­nie­nia był zawsze podejrzany –

przy­po­mi­na.

Tak­że Piotr Wroń­ski, eme­ry­to­wa­ny ofi­cer wywia­du dość zde­cy­do­wa­nie na Face­bo­oku roz­pra­wia się z teza­mi o fał­szo­wa­niu doku­men­ta­cji przez SB”.

- Jeśli cokol­wiek fał­szo­wa­no, to na krót­ką metę. Sys­tem kon­tro­li i nad­zo­ru był dość dobrze roz­wi­nię­ty, mimo, że nie aż tak nachal­ny, jak w dzi­siej­szych służ­bach. Sam znam przy­pad­ki, któ­re bły­ska­wicz­nie ujaw­nia­no. Moż­li­wa jest jed­nak nad­in­ter­pre­ta­cja posta­wy lub kon­tak­tu, ale to było zawsze wery­fi­ko­wa­ne przez Centralę 

stwier­dza Wroński.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl

Lustra­cja Buzka

Jerzy Buzek nie nale­ży do moich ulu­bień­ców. Jed­nak poja­wie­nie się w Inter­ne­cie arty­ku­łów o jego agen­tu­ral­nej” prze­szło­ści na milę śmier­dzi pro­wo­ka­cją i zamia­rem skom­pro­mi­to­wa­nia na wszel­ki wypa­dek” lustracji.

Nie­daw­no na por­ta­lu Fron​da​.pl poja­wił się skan­da­licz­ny arty­kuł Jerzy Buzek TW Karol”? prze­dru­ko­wa­ny za por­ta­lem pres​sma​nia​.pl. O ile Fron​da​.pl arty­kuł autor­stwa Irka Ceza­re­go Tunie­wi­cza szyb­ko usu­nę­ła, to na tym dru­gim por­ta­lu nadal moż­na go przeczytać.

Publi­ka­cja Tunie­wi­cza, któ­ry jak wyni­ka z jego pro­fi­lu na por­ta­lu spo­łecz­no­ścio­wym pocho­dzi z Gdań­ska a miesz­ka w Toron­to, o rze­ko­mej (bo brak dowo­dów na nią) agen­tu­ral­no­ści Jerze­go Buz­ka opie­ra się na wnio­sku posłów Toma­sza Kar­wow­skie­go oraz Ada­ma Słom­ki z Kon­fe­de­ra­cji Pol­ski Nie­pod­le­głej – Ojczy­zna z 1999 roku do Sądu Lustra­cyj­ne­go. Posło­wie doma­ga­li się lustra­cji ówcze­sne­go pre­mie­ra rzą­du AWS.

Była to reak­cja na decy­zję Bogu­sła­wa Nizień­skie­go, ówcze­sne­go Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go, któ­ry posta­no­wił nie uwzględ­nić wnio­sku. Posta­no­wie­niem z dnia 2 wrze­śnia 1999 r. Sąd Ape­la­cyj­ny w War­sza­wie (sygn. akt V AL 3299) utrzy­mał w mocy posta­no­wie­nie Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go o odmo­wie wystą­pie­nia z wnio­skiem o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustracyjnego.

W Kata­lo­gu IPN czy­ta­my nastę­pu­ją­ce infor­ma­cje o Jerzym Buzku:

  • Jerzy Buzek wystę­pu­je w aktach SO krypt. Deba­ta” doty­czą­cej I Kra­jo­we­go Zjaz­du Dele­ga­tów NSZZ Soli­dar­ność”. Spra­wa zosta­ła zare­je­stro­wa­na 3.09.1981 pod nr 66477 przez Wydział III Depar­ta­men­tu III‑A (od listo­pa­da 1981 Depar­ta­men­tu V) MSW. Zakoń­czo­no 11.12.1981 i zar­chi­wi­zo­wa­no pod sygn. 2282/IV. Mate­ria­ły zawie­ra­ją m.in.: pla­ny dzia­łań ope­ra­cyj­nych, mel­dun­ki i notat­ki funk­cjo­na­riu­szy SB, ste­no­gra­my z prze­bie­gu obrad, wyka­zy uczest­ni­ków Zjaz­du i oso­bo­wych źró­deł infor­ma­cji. Mat. o sygn. IPN BU 236243 (2282/IV)
  • W dn. 16.11.1981 zare­je­stro­wa­ny pod nr 47524 przez Gru­pę III SB Gli­wi­ce, w dzien­ni­ku reje­stra­cyj­nym jako kate­go­rię zapi­sa­no meld. spraw.” [mel­du­nek spraw­dze­nio­wy?], 17.09.1985 mate­ria­ły prze­kwa­li­fi­ko­wa­no na kwe­stio­na­riusz ewi­den­cyj­ny [KE] o krypt. Nego­cja­tor”. W dn. 08.08.1986 KE prze­ka­za­no do Refe­ra­tu V‑1 RUSW Gli­wi­ce, a następ­nie do Wydz. XI Dep. I MSW. Mate­ria­ły po zwró­ce­niu zosta­ły znisz­czo­ne jako bez­war­to­ścio­we”. Zapis w dzien­ni­ku reje­stra­cyj­nym WUSW Kato­wi­ce, poz. 47524; kar­ta E‑16 z kar­to­te­ki odtwo­rze­nio­wej Biu­ra C” MSW.
  • W dniu 27.08.1986 zare­je­stro­wa­ny pod nr 97987 przez Wydz. XI Dep. I MSW w kate­go­rii zabez­pie­cze­nie. W dniu 09.10.1989 r. – zdję­to z czyn­nej ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej z powo­du rezy­gna­cji jed­nost­ki ope­ra­cyj­nej SB. Zapis w dzien­ni­ku reje­stra­cyj­nym MSW, poz. 97987; zapis w ZSKO-88.
  • Brak jakich­kol­wiek infor­ma­cji ope­ra­cyj­nych. Zapis zawie­ra jedy­nie infor­ma­cje o danych per­so­nal­nych i adre­sach zamiesz­ka­nia. Zapis w ZSKO-90.
  • Akta pasz­por­to­we (EAGL 110980, EAGL 54116EAPP 503040). Kar­ta Pz-35 o sygn. arch. EAGL 110980 (poprzed­nia sygn. EAKA 23300) z kar­to­te­ki pasz­por­to­wej Wydz. Pasz­por­tów KWMO/WUSW Kato­wi­ce. Akt pasz­por­to­wych nie odnaleziono.

Kar­wow­ski we wnio­sku (nadal dostęp­ny w Inter­ne­cie) opie­rał się na głów­nie na

infor­ma­cjach prze­ka­za­nych mnie przez świad­ków (zgło­szo­nych for­mal­nie w postę­po­wa­niu lustra­cyj­nym) oraz z danych Wydzia­łu Ope­ra­cyj­ne­go (Kontr­wy­wia­dow­cze­go)”.

Poni­żej frag­men­ty wnio­sku Kar­wow­skie­go (nie­mal toż­sa­me z arty­ku­łem Tuniewicza):

Jerzy Buzek został zwer­bo­wa­ny przez Wywiad Woj­sko­wy PRL w roku 1971 przed wyjaz­dem na sty­pen­dium nauko­we do Wiel­kiej Bry­ta­nii (197172 r. ). Infor­ma­cja na ten temat zawar­ta jest w zacho­wa­nych aktach [ zał. nr 1]. Pierw­szym zada­niem agen­ta było zdo­by­cie dla Ukła­du War­szaw­skie­go naj­now­szych tech­no­lo­gii uty­li­za­cji gazów bojo­wych. Po powro­cie do kra­ju, w koń­cu 1972 roku, Jerzy Buzek zło­żył sto­sow­ny raport. Wobec podej­rze­nia o prze­wer­bo­wa­nie agen­ta przez MI 5 (sio­strza­ne do CIA służ­by bry­tyj­skie) Wywiad PRL zre­zy­gno­wał z uży­cia agen­ta na kie­run­ku państw kapitalistycznych”.

W związ­ku z tym prze­ka­za­no agen­ta do dys­po­zy­cji Służ­by Bez­pie­czeń­stwa [ zał. nr 2]. Uży­ty przez Służ­bę Bez­pie­czeń­stwa po wyda­rze­niach 1976 r (pro­te­sty na uczel­niach) do ope­ra­cji roz­pra­co­wa­nia śro­do­wisk aka­de­mic­kich m.in. w ramach spra­wy obiek­to­wej Poli­tech­ni­ka”. Cho­dzi o Poli­tech­ni­kę Gli­wic­ką. Dzia­ła­nia te koor­dy­no­wał przede wszyst­kim Wydział III KW MO Kato­wi­ce, [zał. Nr. 3. ]. Nagro­dą za efek­tyw­ną pra­cę było umoż­li­wie­nie przy­zna­nia tytu­łu nauko­we­go docen­ta (akta roz­pra­co­wa­nia Docent”).

Jerzy Buzek posia­dał mini­mum 3 tecz­ki” , pierw­szą gdy był roz­pra­co­wy­wa­ny – przy­mu­sza­ny do współ­pra­cy Docent” (?), dru­gą zało­żył Wywiad, trze­cią Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa, nada­jąc kryp­to­nim Taj­ny Współ­pra­cow­nik (TW) Karol”. Nato­miast w ramach każ­dej z wymie­nio­nych, wystę­po­wa­ły m.in. tecz­ka per­so­nal­na oraz tecz­ka pra­cy tzw. operacyjna.

Po straj­kach sierp­nio­wych 1980 roku Jerze­go Buz­ka skie­ro­wa­no do Nie­za­leż­ne­go Samo­rząd­ne­go Związ­ku Zawo­do­we­go Soli­dar­ność”. Naj­po­waż­niej­szym suk­ce­sem agen­ta TW Karol” sta­ły się dzia­ła­nia mani­pu­la­cyj­ne pod­czas I‑szego Kra­jo­we­go Zjaz­du Dele­ga­tów NSZZ Soli­dar­ność” w Gdań­sku, gdzie jako współ­pro­wa­dzą­cy obra­dy m.in. dopro­wa­dził do uchwa­le­nia słyn­nej Ode­zwy do Naro­dów Euro­py Środ­ko­wo- Wschod­niej. Celem auto­rów z komu­ni­stycz­ne­go Mini­ster­stwa Spraw Wewnętrz­nych PRL była pro­wo­ka­cja i uzy­ska­nie bez­po­śred­niej pomo­cy (z inter­wen­cją zbroj­ną włącz­nie) od ZSRR, zanie­po­ko­jo­ne­go roz­sze­rza­niem się wol­no­ścio­wej zara­zy” na inne kra­je socjalistyczne.

Agent otrzy­mał za to zada­nie wyso­ką nagro­dę finan­so­wą, [zał. nr 4]. W 1985 pod­pi­sał kolej­ny waż­ny doku­ment zło­żo­ny w tecz­ce ope­ra­cyj­nej TW Karol” [zał. nr 5] .

Cha­rak­te­ry­stycz­ną rolę Jerzy Buzek odgry­wa w aresz­to­wa­niu przy­wód­ców Ślą­skie­go pod­zie­mia soli­dar­no­ścio­we­go. Pozna­je wyjąt­ko­wo lokal, w któ­rym ukry­wa się Tade­usz Jedy­nak. Wkrót­ce zosta­je w nim aresz­to­wa­ny ten­że lider władz regio­nal­nych i krajowych..

Następ­nie Jerzy Buzek pozna­je miesz­ka­nie, w któ­rym ukry­wa się następ­ny szef regio­nal­nych struk­tur Soli­dar­no­ści”- Jan Andrzej Gór­ny. Po kil­ku godzi­nach lokal okrą­ża ogrom­na licz­ba samo­cho­dów SB oraz cywil­nych i mun­du­ro­wych funk­cjo­na­riu­szy służb bez­pie­czeń­stwa PRL. Poszu­ki­wa­ne­go przez 7 lat listem goń­czym Pro­ku­ra­tu­ry Woj­sko­wej czo­ło­we­go dzia­ła­cza pod­ziem­nych struk­tur, w tym Komi­sji Kra­jo­wej NSZZ Soli­dar­ność” aresz­to­wa­no… bez rewi­zji lokalu !

Jerzy Buzek nie­zau­wa­żo­ny, z tor­bą peł­na związ­ko­wych pie­nię­dzy, bez kło­po­tu opusz­cza po kwa­dran­sie kocioł”. Nie zna­ny jest w dzie­jach pod­zie­mia przy­pa­dek (a tym bar­dziej na czer­wo­nym” Ślą­sku), by przy tak waż­nym aresz­to­wa­niu Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa nie doko­ny­wa­ła grun­tow­nej rewi­zji i zabez­pie­cze­nia” lokalu.

Jedy­nym, któ­ry sko­rzy­stał na powyż­szych aresz­to­wa­niach był Jerzy Buzek, któ­ry jako >dorad­ca< zaczął nie­for­mal­nie” repre­zen­to­wać Gór­ny Śląsk w pra­cach kra­jo­we­go kie­row­nic­twa (TKK) Soli­dar­no­ści”. Było to moż­li­we, gdyż SB nie dopu­ści­ła do wyło­nie­nia kolej­ne­go przy­wód­cy regio­nal­nej NSZZ Soli­dar­ność”.

Dotych­cza­so­wa odmo­wa prze­słu­cha­nia w pro­ce­sie lustra­cyj­nym Tade­usza Jedy­na­ka, przy­wód­cy pod­ziem­nej S” przez powo­ła­nie się na opi­nię J.A. Gór­ne­go jest kom­plet­nie absur­dal­ne (str. 7 Posta­no­wie­nia Rzecz­ni­ka). W tej spra­wie nie oce­nia­my wię­zi przy­ja­ciel­skich czy też jaw­nych współ­pra­cow­ni­ków Moskwy (Mil­ler, Olek­sy itp.) ale utaj­nio­nych przed nami (dzia­ła­cza­mi demo­kra­tycz­nej opo­zy­cji) taj­nych współ­pra­cow­ni­kach służb specjalnych.

[…] Akta roz­pra­co­wa­nia i aresz­to­wa­nia J.A. Gór­ne­go zacho­wa­ły się i potwier­dza­ją rolę jaką ode­grał TW Karol”. Nie­zbęd­ne jest ich dogłęb­ne zwe­ry­fi­ko­wa­nie przez Sąd Lustra­cyj­ny na opi­sa­ną oko­licz­ność [ świa­dek z MSW III RP odn. Nr 6].

Za powyż­sze zasłu­gi oraz prze­ka­za­nie doku­men­tów władz pod­ziem­nej Soli­dar­no­ści” agent TW Karol” otrzy­mał od Służ­by Bez­pie­czeń­stwa 7000 USD (Rów­no­war­tość ówcze­snych ok. 350 pen­sji!) [zał. nr 7].

Co naj­cie­kaw­sze, Jerzy Buzek nigdy nie został aresz­to­wa­ny czy nawet inter­no­wa­ny, choć już od roku 1981 z racji jaw­nej dzia­łal­no­ści w legal­nej NSZZ Soli­dar­ność”, był dosko­na­le zna­ny Służ­bie Bez­pie­czeń­stwa. Mało tego, wie­lo­krot­nie (10 razy) wyjeż­dżał do kra­jów kapi­ta­li­stycz­nych. Jest to rów­nież wypa­dek wśród dzia­ła­czy opo­zy­cji bez pre­ce­den­su. Tym bar­dziej, że na Ślą­sku sza­lał naj­więk­szy komu­ni­stycz­ny ter­ror. Eks­tre­mie” pasz­port cza­sa­mi wrę­cza­no, owszem, ale z pie­cząt­ką: bez pra­wa powro­tu do PRL.

Spra­wa wybu­chła ponow­nie pod­czas Regio­nal­ne­go Zjaz­du Soli­dar­no­ści” Ślą­sko-Dąbrow­skiej, gdzie Wice­prze­wod­ni­czą­cy Zarzą­du Regio­nu Zbi­gniew Mar­ty­no­wicz zarzu­cił publicz­nie J. Buz­ko­wi współ­pra­cę z SB.”

Tyle Kar­wow­ski. Wydział XI Depar­ta­men­tu I zaj­mo­wał się zwal­cza­niem dywer­sji ide­olo­gicz­nej” – czy­li w latach 80. tak­że Soli­dar­no­ści” i jej zagra­nicz­nych struk­tur. W latach 198599 naczel­ni­kiem tegoż wydzia­łu był Alek­san­der Makowski.

Dzia­ła­cze pod­zie­mia z Gli­wic twier­dzą zgod­nie, że kon­spi­ra­cyj­nym pseu­do­ni­mem Buz­ka był Karol”. To jego dru­gie imię. Nic nie wspo­mi­na­ją o podej­rze­niach wobec Buzka.

Jerzy Buzek w maju 1987 r. z przy­czyn oso­bi­stych wyco­fał się z dzia­łal­no­ści w pod­zie­miu. Wio­sną 1985 roku leka­rze zdia­gno­zo­wa­li u Aga­ty Buzek nowo­twór, ziar­ni­cę zło­śli­wą. Buz­ko­wie roz­po­czę­li wal­kę o życie dziec­ka. - Przez czte­ry lata żyli­śmy na skra­ju wytrzy­ma­ło­ści psy­chicz­nej – mówi­ła w repor­ta­żu w Pol­ska The Times ówcze­sna żona Buz­ka – Lud­gar­da. Ostat­ni zabieg i che­mio­te­ra­pia zakoń­czy­ły się wio­sną 1989 roku.

Nie­wy­klu­czo­ne, że warun­kiem wyda­nia pasz­por­tu dla Buz­ka, aby cór­ka mogła wyje­chać na lecze­nie do RFN, było wła­śnie wyco­fa­nie się przez nie­go z dzia­łal­no­ści opo­zy­cyj­nej. Czy taki szan­taż był? Tego nie wia­do­mo, bo Buzek o tym nigdy nie mówił.

W listo­pa­dzie 1987 r. w skład nowo powsta­łej Kra­jo­wej Komi­sji Wyko­naw­czej jako przed­sta­wi­ciel regio­nu ślą­sko-dąbrow­skie­go wszedł Jan A. Gór­ny, któ­ry jed­nak szyb­ko, bo już 19 listo­pa­da został zatrzy­ma­ny w tym kotle”, o któ­rym wspo­mi­na Karwowski.

W Ency­klo­pe­dii Soli­dar­no­ści może­my prze­czy­tać o dal­szych losach Jana A. Górnego:

19 listo­pa­da 1987 r. zatrzy­ma­ny, 21 listo­pa­da 1987 r. aresz­to­wa­ny na 3 mies. pod zarzu­tem nie­pła­ce­nia ali­men­tów, prze­trzy­my­wa­ny w Aresz­cie Śled­czym w Kato­wi­cach, ska­za­ny przez Kole­gium ds. Wykro­czeń w Gli­wi­cach na karę wyso­kiej grzyw­ny, a 25 stycz­nia 1988 r. przez Sąd Rejo­no­wy w Dąbro­wie Gór­ni­czej na 4 lata więzienia”. 

Zatem Gór­ny led­wo co został powo­ła­ny w skład KKW, to SB go zatrzy­ma­ła i sku­tecz­nie wyeli­mi­no­wa­ła z dzia­łal­no­ści opozycyjnej.

Gór­ny po 1989 roku znik­nął z życia publicz­ne­go. Zajął się biz­ne­sem, ale to inna bajka.

Nadal nie wyja­śnio­na do koń­ca jest spra­wa agen­ta Oris”, któ­ry roz­pra­co­wy­wał gli­wic­ką opo­zy­cję. Według moich infor­ma­cji był to agent nie bez­pie­ki, ale kontr­wy­wia­du wojskowego.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl

Węglo­wa lustracja

Nie­któ­rzy biz­nes­me­ni” i urzęd­ni­cy bran­ży gór­ni­czej już cier­pią na bez­sen­ność. Powód? Roz­po­czy­na­ją­ce się pro­ce­sy lustra­cyj­ne wyso­kich ran­gą osób z bran­ży i swo­iste­go węglo­we­go towa­rzy­stwa wza­jem­nej adoracji”.

Po kata­stro­fach gór­ni­czych i afe­rach węglo­wych zawsze kolej­ni pre­mie­rzy mówi­li o tym, że nale­ży zro­bić porzą­dek w gór­nic­twie, spół­kach węglo­wych oraz skoń­czyć z pato­lo­gią”. Take sło­wa pada­ły pod lat 90. ubie­głe­go wie­ku, po tym jak poja­wi­ły się pierw­sze infor­ma­cje o mafii węglo­wej” i zni­ka­ją­cych” pocią­gach z węglem.

archiwumW więk­szo­ści przy­pad­ków skoń­czy­ło się jedy­nie na dekla­ra­cjach pusz­cze­nia w skar­pet­kach”. Dla­cze­go? Ano dla­te­go, że spół­ki gór­ni­cze od lat są miej­scem zatrud­nie­nia swo­ich” i rezer­wu­arem par­tyj­nych pie­nię­dzy na kam­pa­nie wyborcze.

Czy lustra­cja przez pro­ku­ra­to­rów IPN wyso­kich ran­gą urzęd­ni­ków spół­ek i urzę­dów gór­ni­czych pomo­że wyja­śnić wie­le afer węglo­wych? To praw­do­po­dob­ne. Jed­nak naj­waż­niej­sze, że być może zosta­ną ujaw­nio­ne pew­ne mecha­ni­zmy poli­tycz­no-biz­ne­so­we w górnictwie.

W tak pato­lo­gicz­nym śro­do­wi­sku, peł­nym mniej lub bar­dziej for­mal­nych ukła­dów, z milio­na­mi zło­tych krą­żą­cy­mi do swo­ich” peł­no jest ludzi służb. Tych daw­nych, jak i obec­nych. Nie­trud­no bowiem sobie wyobra­zić, jaka była siła argu­men­tów z esbec­kich teczek, cudow­nie oca­lo­nych od bra­ko­wa­nia” pod koniec 1989 roku.

Dla­te­go tak waż­ne jest oczysz­cze­nie tego śro­do­wi­ska, swo­ista opcja zero­wa”. Na razie roz­po­czy­na się lustra­cja gór­ni­czej wier­chusz­ki”.

Od lip­ca 2013 r. przed Sądem Okrę­go­wym w Kato­wi­cach toczy się spra­wa Woj­cie­cha Jezio­row­skie­go peł­nią­ce­go funk­cję dyrek­to­ra Okrę­go­we­go Urzę­du Gór­ni­cze­go w Kra­ko­wie, podej­rze­wa­ne­go o zata­je­nie współ­pra­cy z SB WUSW w Kato­wi­cach w latach 19841986. Z mate­ria­łów zacho­wa­nych w IPN wyni­ka, iż Jezio­row­ski był kon­tak­tem ope­ra­cyj­nym poli­cji poli­tycz­nej PRL.

30 paź­dzier­ni­ka 2014 r. do Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach tra­fił wnio­sek pro­ku­ra­to­ra biu­ra lustra­cyj­ne­go IPN o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go w spra­wie Wal­de­ma­ra Mro­za. Ów urzęd­nik był szy­chą – do 2013 roku wice­pre­ze­sem Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go S.A., i jako czło­nek zarzą­du pań­stwo­wej spół­ki musiał zło­żyć oświad­cze­nie lustracyjne.

O Mro­zie, gdy był wice­pre­ze­sem KHW SA napi­sa­łem, że z doku­men­tów zacho­wa­nych w archi­wach Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej wyni­ka, iż Wal­de­mar Mróz został zare­je­stro­wa­ny jako taj­ny współ­pra­cow­nik SB ps. Krzysz­tof (IPN Kr 309525, IPN Kr 0099514). Dzię­ki temu, że zacho­wa­ła się tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” bez tru­du moż­na poznać szcze­gó­ły kon­tak­tów ze Służ­bą Bezpieczeństwa.

Ska­la współ­pra­cy robi wra­że­nie, bo tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” mia­ła 315 stron (!), jed­nak trzy­sta stron zosta­ło znisz­czo­nych i zacho­wa­ło się jedy­nie 15. Zacho­wa­ły się ory­gi­nal­ne dono­sy pisa­ne przez agenta.

Krzysz­tof” dono­sił o dzia­ła­czach NZS na AGH, prze­ka­zy­wał ulot­ki oraz cha­rak­te­ry­zo­wał kole­gów z uczel­ni. Jak wyni­ka z nume­rów stron w tecz­ce pra­cy TW Krzysz­tof pomię­dzy jesie­nią 1980 roku a mar­cem 1983 roku przy­by­ło 240 stron – to obraz ska­li współ­pra­cy. Ostat­nie zacho­wa­ne donie­sie­nie jest z 1 mar­ca 1983 roku.

Mróz nie przy­znał się w swo­im oświad­cze­niu lustra­cyj­nym do współ­pra­cy z SB w Kra­ko­wie w latach 19801984. Moje źró­dła w ABW poin­for­mo­wa­ły mnie ponad rok temu, że już po wybo­rze Mro­za na sta­no­wi­sko wice­pre­ze­sa KHW2001 roku, służ­by spe­cjal­ne (wów­czas Urząd Ochro­ny Pań­stwa) spraw­dza­ły prze­szłość nowe­go człon­ka zarzą­du stra­te­gicz­nej spół­ki węglowej.

I natra­fio­no od razu na ślad prze­szło­ści Mro­za. Pro­blem w tym, że tę wie­dzę UOP, a potem ABW zacho­wa­ły dla sie­bie, i nie poin­for­mo­wa­ły Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go, a potem IPN o tym, co pozo­sta­ło w esbec­kich mate­ria­łach o Wal­de­ma­rze Mro­zie. Dla­cze­go? Czy Mróz mógł był np. szan­ta­żo­wa­ny swo­ją prze­szło­ścią przez byłych funk­cjo­na­riu­szy, któ­rzy pro­wa­dzą inte­re­sy z KHW SA? A może wręcz prze­ciw­nie – był na usłu­gach służb III RP?

W tym tygo­dniu do Sądu Okrę­go­we­go w Gli­wi­cach zosta­nie skie­ro­wa­ny wnio­sek o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go w spra­wie Grze­go­rza Juz­ka, w dacie skła­da­nia oświad­cze­nia lustra­cyj­ne­go peł­nią­ce­go funk­cję dyrek­to­ra Okrę­go­we­go Urzę­du Gór­ni­cze­go w Kato­wi­cach, obec­nie zastęp­cy dyrek­to­ra OUG w Ryb­ni­ku, podej­rze­wa­ne­go o zata­je­nie współ­pra­cy z SB RUSW w Wodzi­sła­wiu Ślą­skim w latach 19851987 jako TW oraz z SB WUSW w Kato­wi­cach w latach 19871989 jako konsultant.

Tak­że w listo­pa­dzie do Sądu Okrę­go­we­go w Gli­wi­cach zosta­nie skie­ro­wa­ny wnio­sek o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go w spra­wie Krzysz­to­fa Matu­szew­skie­go. Kie­dy skła­dał oświad­cze­nie lustra­cyj­ne był dyrek­to­rem depar­ta­men­tu warun­ków pra­cy w Wyż­szym Urzę­dzie Gór­ni­czym w Kato­wi­cach. Pro­ku­ra­tor biu­ra lustra­cyj­ne­go podej­rze­wa go o zata­je­nie współ­pra­cy z Wydzia­łem III SB KWMO w Kato­wi­cach – Gru­py Ope­ra­cyj­nej w Gliwicach.

Ska­za­ni za kłam­stwo lustra­cyj­ne chcą być radnymi

W wybo­rach samo­rzą­do­wych star­tu­ją oso­by pra­wo­moc­nie ska­za­ne za kłam­stwo lustra­cyj­ne, czy­li zata­je­nie swo­jej współ­pra­cy z komu­ni­stycz­ny­mi służ­ba­mi spe­cjal­ny­mi lub służ­by w nich. Przy­naj­mniej nie mają dyle­ma­tu, co wpi­sać w skła­da­ne oświad­cze­nie lustracyjne.

Zgod­nie z usta­wą lustra­cyj­ną i prze­pi­sa­mi regu­lu­ją­cy­mi orga­ni­za­cję wybo­rów, do publicz­nej wia­do­mo­ści w obwiesz­cze­niu wybor­czym poda­je się treść oświad­czeń lustra­cyj­nych osób, któ­re przy­zna­ły się do pra­cy lub służ­by w orga­nach bez­pie­czeń­stwa pań­stwa lub współ­pra­cy z nimi.

Jed­nak prze­pi­sy nie są dosko­na­łe. Z jed­nej stro­ny pochop­nie zało­żo­no, że wszyst­kie oso­by peł­nią­ce lub kan­dy­du­ją­ce do peł­nie­nia funk­cji publicz­nych czy­ta­ją to, co pod­pi­su­ją i potra­fią czy­tać ze zro­zu­mie­niem. Błąd. Zda­rza­ło się bowiem, że do współ­pra­cy z SB w oświad­cze­niu przy­zna­wa­ły się oso­by, któ­re tego nigdy nie zrobiły.

Jest też gor­sza nie­do­rób­ka. Nie prze­wi­dzia­no bowiem sytu­acji, w któ­rej oso­ba kłam­li­wie zaprze­cza­ją­ca w oświad­cze­niu swo­jej służ­bie lub współ­pra­cy z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa i ska­za­na sądow­nie za kłam­stwo lustra­cyj­ne odby­ła już okres zaka­zu peł­nie­nia wska­za­nych w usta­wie funk­cji publicznych.

W przy­pad­ku takie­go kan­dy­da­ta na obwiesz­cze­nie wybor­cze nie tra­fia infor­ma­cja o jego współ­pra­cy, gdyż nie napi­sał tego w swo­im oświad­cze­niu lustra­cyj­nym. Prze­pi­sy prze­wi­du­ją zaś wyłącz­nie publi­ka­cję infor­ma­cji o tre­ści oświad­cze­nia osób, któ­re same do współ­pra­cy lub służ­by się przy­zna­ły! Jest to nie­uczci­we wobec wybor­ców. Taki kan­dy­dat ucho­dzi za nie­ska­la­ne­go ani kłam­stwem lustra­cyj­nym, ani współ­pra­cą z apa­ra­tem repre­sji PRL.

Do tej pory na w woje­wódz­twie ślą­skim jed­na oso­ba ska­za­na pra­wo­moc­nym wyro­kiem za zata­je­nie swo­jej współ­pra­cy z SB, kan­dy­du­je w tego­rocz­nych wybo­rach samo­rzą­do­wych. Chce zostać rad­nym Rady Powia­tu w Psz­czy­nie. I star­tu­je z listy Psz­czyń­skie­go Poro­zu­mie­nia Samorządowego.

Mam na myśli byłe­go bur­mi­strza Psz­czy­ny – Kry­stia­na Szo­sta­ka, któ­ry w stycz­niu 2011 roku został pra­wo­moc­nie uzna­ny za kłam­cę lustra­cyj­ne­go przez Sąd Ape­la­cyj­ny w Kato­wi­cach. Sąd uznał, że bur­mistrz (gdy zapadł wyrok w 2010 r. w sądzie pierw­szej instan­cji, Szo­stak peł­nił jesz­cze swo­ją funk­cję) był w latach 70. ub. wie­ku taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem Służ­by Bezpieczeństwa.

Wraz z uzna­niem samo­rzą­dow­ca za kłam­cę lustra­cyj­ne­go”, sąd na trzy lata pozba­wił go pra­wa star­tu w wybo­rach i na taki sam okres zaka­zał mu peł­nie­nia funk­cji publicz­nej. Jak nie­trud­no obli­czyć, ten okres zaka­zu zakoń­czył się w stycz­niu tego roku.

Według IPN, były bur­mistrz Psz­czy­ny zata­ił w oświad­cze­niu lustra­cyj­nym, że w latach 197779 był taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB o pseu­do­ni­mie Ryszard. Pod­czas dwóch ostat­nich lat stu­diów na Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim miał prze­ka­zy­wać infor­ma­cje na temat śro­do­wi­ska aka­de­mic­kie­go. Współ­pra­ca była dobro­wol­na i mia­ła trwać do cza­su zakoń­cze­nia przez nie­go stu­diów i wstą­pie­nia do PZPR.

Pod­czas pro­ce­su Szo­stak i jego adwo­kat sta­li na sta­no­wi­sku, że lustra­cja jest bez­przed­mio­to­wa. Argu­men­to­wa­li, że prze­ka­zy­wał on SB jedy­nie ogól­ne infor­ma­cje, stąd – ich zda­niem – oświad­cze­nie lustra­cyj­ne było zgod­ne z praw­dą. Z takim sta­no­wi­skiem nie zgo­dził się sąd. Uznał, że infor­ma­cje prze­ka­zy­wa­ne przez Szo­sta­ka mogły być przy­dat­ne w pra­cy SB i nie moż­na przy­jąć, by współ­pra­ca była pozor­na. Szo­stak przy­znał w trak­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go, że spo­rzą­dził zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy, spo­ty­kał się z przed­sta­wi­cie­la­mi SB. Spo­rzą­dził też 12 pisem­nych infor­ma­cji dla SB.

W oświad­cze­niu lustra­cyj­nym Szo­stak zaprze­czył, by był taj­nym i świa­do­mym współ­pra­cow­ni­kiem orga­nów bez­pie­czeń­stwa PRL, ale – jak tłu­ma­czył – zro­bił tak dla­te­go, że subiek­tyw­nie za takie­go współ­pra­cow­ni­ka nigdy się nie uwa­żał. W dal­szej czę­ści oświad­cze­nia przy­znał, że pod­pi­sał dekla­ra­cję współ­pra­cy i opi­sał jak wyglą­da­ły jego kon­tak­ty z SB.

Krzyż na dro­gę do Bruk­se­li dla kapusia

Kapo­wał esbe­cji jako TW Znak. W nagro­dę został posłem, mini­strem, euro­po­słem, a dzi­siaj jako pre­mię lub na pocie­sze­nie pre­zy­dent Bro­ni­sław Komo­row­ski odzna­czył Micha­ła Bonie­go Krzy­żem Koman­dor­skim Orde­ru Odro­dze­nia Polski.

boni

Pre­zy­dent ma okrut­ne poczu­cie humo­ru, sko­ro Bonie­go odzna­cza za wybit­ne zasłu­gi dla prze­mian demo­kra­tycz­nych i trans­for­ma­cji ustro­jo­wej w Pol­sce, za szcze­gól­ne osią­gnię­cia w dzia­łal­no­ści pań­stwo­wej i publicz­nej”. Do kolek­cji bra­ku­je Bonie­mu chy­ba tyl­ko Vir­tu­ti Mili­ta­ri. Michał Boni dopie­ro w paź­dzier­ni­ku 2007 roku publicz­nie przy­znał się do współ­pra­cy z SB. 15 lat po dniu, w któ­rym było wia­do­mo, że lustra­cja kie­dyś się odbę­dzie. Jest mi wstyd i żału­ję. Przez wie­le lat żyłem z pre­sją tego upo­ko­rze­nia i lęku przed utra­tą twa­rzy. W koń­cu jed­nak uzna­łem, że od stra­chu, upo­ko­rze­nia i poczu­cia błę­du, waż­niej­sza jest poko­ra” – mówił Boni. Po 1987 r. pro­wa­dzi­łem kil­ku­mi­nu­to­we roz­mo­wy z funk­cjo­na­riu­sza­mi Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Prze­pra­szam, i pro­szę o wyba­cze­nie” – mówi wte­dy na zwo­ła­nej w Sej­mie kon­fe­ren­cji pra­so­wej kan­dy­dat na mini­stra pra­cy w rzą­dzie Donal­da Tuska. Boni wyja­śniał, że pod­pi­sał dekla­ra­cję, bo był przez funk­cjo­na­riu­szy SB szantażowany.

I bie­da­czek nie­mal się roz­pła­kał na wspo­mnie­nie tych okrut­nych chwil, tocząc niczym kil­ka lat póź­niej posłan­ka Sawic­ka, łza­wą nar­ra­cję. Zła­pa­ny u kochan­ki Boni roz­pruł się jak sta­re prze­ście­ra­dło. Pod koniec sierp­nia 1985 r. do miesz­ka­nia mojej przy­szłej żony weszła służ­ba bez­pie­czeń­stwa. Było to zwią­za­ne z jej dzia­łal­no­ścią kol­por­ter­ska. Gro­zi­li, że trzy­let­nia dziew­czyn­ka zosta­nie prze­ka­za­na do mili­cyj­nej izby dziec­ka, a ja będę nara­żo­ny na plot­ki o zdra­dzie mał­żeń­skiej. Po roz­wie­zie­niu nas w róż­ne miej­sca, przy szan­ta­żu, pod­ją­łem decy­zję, bojąc się, pod­pi­sa­nia dekla­ra­cji o współ­pra­cy ze służ­bą bez­pie­czeń­stwa” – wyznał w 2007 roku Boni. – Po tym wyzna­niu będę mógł sobie spoj­rzeć w twarz. Prze­pra­szam i pro­szę o wyba­cze­nie” – dodał.

Żona już inna, nie ta, przez któ­rą esbe­cy zmu­si­li go grzecz­nie do pod­pi­sa­nia zobo­wią­za­nia do współ­pra­cy i dono­sze­nia (ma kolej­ną, nową). Bonie­mu w życio­ry­sie od tego cza­su przy­by­ło wie­le stanowisk.

Nazwi­sko Bonie­go poja­wi­ło się w 1992 r. na liście Macie­re­wi­cza. Jed­nak on sam gwał­tow­nie zaprze­czał, że był szpic­lem. Czy­li standard.

Jak widać idzie nowe”. Kapuś dosta­je jed­no z naj­wyż­szych odzna­czeń pań­stwo­wych. Cho­ciaż po pogrze­bie Woj­cie­cha Jaru­zel­skie­go powin­ni­śmy się do tego przy­zwy­cza­ić. Cze­kam teraz na reha­bi­li­ta­cję zomow­ców z Wuj­ka”. Nie chcie­li prze­cież niko­go zabić.