Roz­mo­wa w Radio Wnet

Nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) w latach 90. przy­ję­ła stra­te­gię agre­syw­nej pene­tra­cji pol­skie­go życia publicz­ne­go i gospo­dar­cze­go. Zamiast wyco­fać ofi­ce­rów, Niem­cy zmie­ni­li ich legen­dy”. Służ­by wywia­dow­cze RFN maso­wo wyko­rzy­sty­wa­ły przy­kry­cia dyplo­ma­tycz­ne, biz­ne­so­we, a tak­że – co budzi do dziś naj­więk­sze kon­tro­wer­sje – dzia­łal­ność fun­da­cji poli­tycz­nych i sto­wa­rzy­szeń kulturalnych.

I tak sobie poroz­ma­wia­li­śmy red. Kata­rzy­ną Ada­miak nie­mal­że bla­dym świ­tam. Było miło.

Asy­me­tria naiw­no­ści. Jak pol­skie służ­by wyszły” z Nie­miec, a BND zosta­ło w Polsce.

Gdy po 1989 roku Pol­ska odzy­ski­wa­ła powo­li suwe­ren­ność, w gabi­ne­tach sze­fów rodzą­ce­go się Urzę­du Ochro­ny Pań­stwa zapa­dła decy­zja, któ­ra na deka­dy zde­fi­nio­wa­ła naszą pozy­cję w Euro­pie: sojusz­ni­ków się nie szpieguje.

W imię budo­wy zaufa­nia i wspól­nej dro­gi do NATO, War­sza­wa dobro­wol­nie ośle­pi­ła się” na kie­run­ku ber­liń­skim, likwi­du­jąc rezy­den­tu­ry i wyga­sza­jąc agen­tu­rę. Jed­nak w świe­cie służb spe­cjal­nych próż­nia nie ist­nie­je. Pod­czas gdy pol­scy ofi­ce­ro­wie otrzy­ma­li zakaz ope­ro­wa­nia nad Szpre­wą, nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) i kontr­wy­wiad woj­sko­wy (MAD) potrak­to­wa­ły Pol­skę jak poligon.

Od agre­syw­ne­go wywia­du gospo­dar­cze­go w cza­sie pry­wa­ty­za­cji, przez wer­bu­nek ofi­ce­rów Woj­ska Pol­skie­go, aż po sys­te­mo­wą inwi­gi­la­cję pol­skich mini­sterstw – histo­ria rela­cji wywia­dow­czych III RP z Niem­ca­mi to kro­ni­ka naiw­no­ści, za któ­rą przy­szło nam zapła­cić naj­wyż­szą cenę: stra­te­gicz­ne zasko­cze­nie pro­jek­ta­mi taki­mi jak Nord Stream.

Po 1989 roku, w imię poli­tycz­ne­go rese­tu i dąże­nia do struk­tur zachod­nich, War­sza­wa pod­ję­ła bez­pre­ce­den­so­wą decy­zję o fak­tycz­nym wyga­sze­niu ope­ra­cji wywia­dow­czych na tere­nie Nie­miec. W tym samym cza­sie nie­miec­ki wywiad cywil­ny – Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) nie tyl­ko nie zwol­nił tem­pa, ale zin­ten­sy­fi­ko­wał dzia­ła­nia, trak­tu­jąc Pol­skę jako poli­gon doświad­czal­ny i stre­fę bufo­ro­wą. Histo­ria rela­cji służb spe­cjal­nych III RPRFN to stu­dium jed­no­stron­ne­go rozbrojenia.

Wśród funk­cjo­na­riu­szy daw­ne­go Urzę­du Ochro­ny Pań­stwa (UOP) do dziś krą­żą opo­wie­ści o poli­tycz­nym zaka­zie”, któ­ry na począt­ku lat 90. spa­ra­li­żo­wał pol­ski wywiad na kie­run­ku nie­miec­kim. W cza­sie, gdy Krzysz­tof Kozłow­ski i inni archi­tek­ci nowych służb nie­udol­nie budo­wa­li fun­da­men­ty demo­kra­tycz­nej kon­tro­li nad resor­ta­mi siło­wy­mi, zapa­dła nie­pi­sa­na, lecz rygo­ry­stycz­nie prze­strze­ga­na decy­zja: sojusz­ni­ków się nie szpie­gu­je. Niem­cy jako głów­ny adwo­kat pol­skiej akce­sji do NATOUE, otrzy­ma­ły od War­sza­wy swo­isty immu­ni­tet wywiadowczy.

Pro­blem w tym, że w Pul­lach (ówcze­snej sie­dzi­bie BND) nikt podob­nych roz­ka­zów nie wydał.

Dok­try­na jed­no­stron­ne­go zaufania

Decy­zja o wyco­fa­niu akty­wów wywia­dow­czych z Nie­miec była podyk­to­wa­na geo­po­li­ty­ką. Rząd Tade­usza Mazo­wiec­kie­go, a następ­nie kolej­ne gabi­ne­ty soli­dar­no­ścio­we, wycho­dzi­ły z zało­że­nia, że budo­wa zaufa­nia wyma­ga peł­nej trans­pa­rent­no­ści. Ofi­ce­ro­wie Zarzą­du Wywia­du UOP otrzy­ma­li jasny sygnał: Ber­lin to part­ner, nie cel.

To był ewe­ne­ment na ska­lę świa­to­wą. Żaden sza­nu­ją­cy się kraj, nawet w ramach naj­ści­ślej­szych soju­szy, nie rezy­gnu­je cał­ko­wi­cie z roz­po­zna­nia wywia­dow­cze­go u swo­je­go naj­więk­sze­go sąsia­da. My to zro­bi­li­śmy, licząc na wza­jem­ność, któ­rej nigdy nie było” – mówi ano­ni­mo­wo były ofi­cer pio­nu kontr­wy­wia­du, aktyw­ny w latach 90.

Skut­ki były natych­mia­sto­we. Pol­ska sieć agen­tu­ral­na w Niem­czech zosta­ła w dużej mie­rze zwi­nię­ta lub uśpio­na” w spo­sób tak głę­bo­ki, że fak­tycz­nie prze­sta­ła ist­nieć. Pol­ski wywiad prze­szedł na tzw. bia­ły wywiad (ana­li­zę źró­deł otwar­tych) i ofi­cjal­ną wymia­nę part­ner­ską. Tym­cza­sem Niem­cy, reali­zu­jąc swo­ją Ost­po­li­tik, potrze­bo­wa­li pre­cy­zyj­nych infor­ma­cji o sta­nie pol­skiej gospo­dar­ki, nastro­jach spo­łecz­nych i – co klu­czo­we – o sta­bil­no­ści poli­tycz­nej kra­ju tran­zy­to­we­go na Wschód.

O tym, że Niem­cy przy­wią­zu­ją dużą uwa­gę do sytu­acji w Pol­sce może świad­czyć fakt, że co naj­mniej dwóch (?) amba­sa­do­rów mia­ło w prze­szło­ści związ­ki z wywia­dem. Nie­miec­cy amba­sa­do­ro­wie w Pol­sce po 1990 r. – z doświad­cze­niem w służ­bach specjalnych.

Rüdi­ger Fre­iherr von Fritsch był amba­sa­do­rem Nie­miec w Pol­sce w latach 20102014. Wcze­śniej peł­nił funk­cję wice­sze­fa Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) – nie­miec­kiej Fede­ral­nej Służ­by Wywia­du, czy­li głów­nej cywil­nej służ­by wywia­dow­czej RFN. Jego przej­ście z BND do pla­ców­ki dyplo­ma­tycz­nej było komen­to­wa­ne jako wysła­nie do War­sza­wy dyplo­ma­ty o dużym doświad­cze­niu wywiadowczym”.

Arndt Frey­tag von Lorin­gho­ven – amba­sa­dor Nie­miec w War­sza­wie w latach 20202022. Przed karie­rą dyplo­ma­tycz­ną był wice­sze­fem Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) w latach 2007 – 2010.

BND: Sojusz­nik, któ­ry patrzy na ręce

Nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) w latach 90. przy­ję­ła stra­te­gię agre­syw­nej pene­tra­cji pol­skie­go życia publicz­ne­go i gospo­dar­cze­go. Zamiast wyco­fać ofi­ce­rów, Niem­cy zmie­ni­li ich legen­dy”. Służ­by wywia­dow­cze RFN maso­wo wyko­rzy­sty­wa­ły przy­kry­cia dyplo­ma­tycz­ne, biz­ne­so­we, a tak­że – co budzi do dziś naj­więk­sze kon­tro­wer­sje – dzia­łal­ność fun­da­cji poli­tycz­nych i sto­wa­rzy­szeń kulturalnych.

Cele BND w Pol­sce były wie­lo­wek­to­ro­we. To było roz­po­zna­nie gospo­dar­cze. Niem­cy były żywot­nie zain­te­re­so­wa­ne pro­ce­sem pry­wa­ty­za­cji pol­skich przed­się­biorstw. Wie­dza o tym, ile dany zakład jest wart i jakie są nie­ofi­cjal­ne” warun­ki jego prze­ję­cia, była bez­cen­na dla nie­miec­kie­go kapitału.

Moni­to­ro­wa­no też śro­do­wi­ska nie­miec­kiej mniej­szo­ści i nastro­je na Zie­miach Odzy­ska­nych. Pene­tro­wa­no eli­ty poli­tycz­ne poprzez budo­wa­nie tzw. agen­tu­ry wpły­wu, mają­cej na celu lob­bo­wa­nie roz­wią­zań korzyst­nych dla Ber­li­na w pro­ce­sie nego­cja­cyj­nym z UE. Znacz­nie zwięk­szo­no kadro­wą obsa­dę nie­miec­kich kon­su­la­tów w Opo­lu i Wrocławiu.

Pol­ski kontr­wy­wiad odno­to­wy­wał w poło­wie lat 90. wzmo­żo­ną aktyw­ność nie­miec­kich służb na Pomo­rzu i Ślą­sku. Docho­dzi­ło do woj­ny ner­wów” i cichych wyda­leń dyplo­ma­tów bez medial­ne­go rozgłosu.

Szpie­dzy w ser­cu Pol­ski – ujaw­nio­ne przypadki

Choć pol­ski kontr­wy­wiad (naj­pierw UOP, potem ABW) miał zwią­za­ne ręce poli­tycz­ną popraw­no­ścią, ska­la nie­miec­kiej aktyw­no­ści była już tak duża, że docho­dzi­ło do wpa­dek nie­miec­kich szpie­gów. Wie­le z nich było wyci­sza­nych dyplo­ma­tycz­nie, ale część ujrza­ła świa­tło dzien­ne, obna­ża­jąc mit part­ner­skich relacji.

W 1993 r. sąd woj­sko­wy w Byd­gosz­czy ska­zał ofi­ce­ra WP ppłk. Pio­tra Hof­f­man­na na 4 lata pozba­wie­nia wol­no­ści za szpie­go­stwo na rzecz woj­sko­we­go wywia­du RFN (MAD). Hof­f­mann jako wykła­dow­ca w Wyż­szej Szko­le Ofi­cer­skiej w Kosza­li­nie miał prze­ka­zy­wać infor­ma­cje nie­miec­kie­mu wywia­do­wi od 1985 do 1992 r., został zatrzy­ma­ny przez UOP już w realiach III RP.

Ryszard Toma­szek został zatrzy­ma­ny przez UOP i aresz­to­wa­ny w 1991 roku. Toma­szek dostar­czał Niem­com infor­ma­cji w zamian za korzy­ści mająt­ko­we. Doty­czy­ły one m.in. jed­no­stek Woj­ska Pol­skie­go. Toma­szek usi­ło­wał wykpić się tłu­ma­cze­niem, że swą dzia­łal­ność w 1987 r. pod­jął z pobu­dek poli­tycz­nych, czy­li jako prze­ciw­nik ustro­ju PRL. Został ska­za­ny 9 kwiet­nia 1992 r. na 7 lat wię­zie­nia i 5 lat pozba­wie­nia praw publicznych.

Jed­nak naj­bar­dziej bole­sne były wer­bun­ki Pola­ków. Kla­sycz­nym modus ope­ran­di BND było wyko­rzy­sty­wa­nie pro­ble­mów finan­so­wych lub sen­ty­men­tów pro­nie­miec­kich. Co istot­ne – w spra­wach tych czę­sto poja­wiał się wątek niskiej szko­dli­wo­ści” w nar­ra­cji publicz­nej. Przez lata domi­no­wa­ło prze­ko­na­nie, że szpieg nie­miec­ki to dobry szpieg”, bo prze­cież jeste­śmy w NATO. To uśpi­ło czujność.

Utra­co­ne oczy i uszy”

Decy­zja o wyco­fa­niu ope­ra­cyj­nym z Nie­miec mia­ła dłu­go­fa­lo­we skut­ki. W klu­czo­wych momen­tach dla pol­skiej racji sta­nu – takich jak nego­cja­cje w spra­wie gazo­cią­gu Nord Stre­am, czy póź­niej Nord Stre­am 2 – War­sza­wa była czę­sto zaska­ki­wa­na decy­zja­mi Berlina.

Pol­scy decy­den­ci nie dys­po­no­wa­li nie­jaw­ną wie­dzą o rze­czy­wi­stych powią­za­niach nie­miec­kich poli­ty­ków z rosyj­skim biz­ne­sem (przy­pa­dek Ger­har­da Schröde­ra), ponie­waż pol­ski wywiad nie pro­wa­dził tam aktyw­nej gry ope­ra­cyj­nej. Byli­śmy ska­za­ni na to, co Niem­cy chcie­li nam powie­dzieć ofi­cjal­ny­mi kana­ła­mi, lub na to, co uda­ło się dowie­dzieć z mediów.

Nie­miec­kie służ­by wywia­dow­cze nie próż­no­wa­ły. Wystar­czy wspo­mnieć ujaw­nie­nie przez dzien­ni­ka­rzy tygo­dni­ka Der Spie­gel” w 2015 roku doku­men­tów, z któ­rych wyni­ka­ło, że BND sys­te­ma­tycz­nie pod­słu­chi­wa­ło pol­skie MSW (Mini­ster­stwo Spraw Wewnętrz­nych) oraz MSZ. Wśród celów były też pol­skie pla­ców­ki dyplo­ma­tycz­ne. Ber­lin tłu­ma­czył to błę­dem w sys­te­mie selek­to­rów”, ale eks­per­ci nie mają wąt­pli­wo­ści: to było celo­we działanie.

W odpo­wie­dzi na ujaw­nie­nie afe­ry, w 2016 r. Niem­cy refor­mu­ją pra­wo, de fac­to lega­li­zu­jąc inwi­gi­la­cję insty­tu­cji unij­nych i państw part­ner­skich w imię inte­re­su poli­tycz­ne­go Nie­miec”. Pol­ska nadal pozo­sta­je w stre­fie zain­te­re­so­wa­nia ope­ra­cyj­ne­go BND.

Cena popraw­no­ści

Bilans ostat­nich trzech dekad wywia­dow­czych dzia­łań jest dla Pol­ski nie­ko­rzyst­ny. Pod­czas gdy War­sza­wa w imię pojed­na­nia” dobro­wol­nie ośle­pi­ła się na kie­run­ku zachod­nim, Ber­lin prag­ma­tycz­nie reali­zo­wał dok­try­nę, w któ­rej zaufa­nie jest dobre, ale kon­tro­la (wywia­dow­cza) jesz­cze lepsza.

Przy­pad­ki ujaw­nio­nych agen­tów BND to tyl­ko wierz­cho­łek góry lodo­wej. Praw­dzi­wym pro­ble­mem nie są bowiem poje­dyn­czy szpie­dzy, ale sys­te­mo­wa zgo­da pol­skich elit po 1989 roku na funk­cjo­no­wa­nie w warun­kach infor­ma­cyj­nej asy­me­trii. W świe­cie służb spe­cjal­nych brak wza­jem­no­ści nie jest trak­to­wa­ny jako gest dobrej woli, lecz jako ozna­ka słabości.

Klu­czo­we jest roz­róż­nie­nie dwóch nie­miec­kich służb: BND (wywiad zagra­nicz­ny) oraz MAD (Mili­täri­scher Abschirm­dienst – kontr­wy­wiad woj­sko­wy). O ile BND ope­ru­je na zewnątrz, o tyle MAD zaj­mu­je się ochro­ną Bun­de­sweh­ry, ale w Pol­sce obie te służ­by prze­ja­wia­ły aktyw­ność, szcze­gól­nie w okre­sach napięć poli­tycz­nych lub wiel­kich prze­tar­gów zbrojeniowych.

Choć ppłk Zbi­gniew J. (ofi­cer Woj­ska Pol­skie­go) został w 2014 r. ska­za­ny za szpie­go­stwo na rzecz Rosji, pro­ces ten ujaw­nił potęż­ną lukę w pol­skim kontr­wy­wia­dzie, któ­rą przez lata wyko­rzy­sty­wa­ły służ­by zachod­nie, w tym BNDMAD. Pod­czas śledz­twa wyszło na jaw, że pol­scy ofi­ce­ro­wie, mają­cy dostęp do tajem­nic NATO, byli ruty­no­wo moni­to­ro­wa­ni” przez ofi­ce­rów nie­miec­kie­go kontr­wy­wia­du woj­sko­we­go (MAD).

Niem­cy, pod pozo­rem współ­pra­cy sojusz­ni­czej w ramach struk­tur NATO, pro­wa­dzi­li tzw. roz­po­zna­nie syl­wet­ko­we pol­skich dowód­ców. Zbie­ra­li dane o ich sła­bo­ściach, nało­gach i poglą­dach poli­tycz­nych. W kil­ku przy­pad­kach pol­skie służ­by musia­ły inter­we­nio­wać, by ogra­ni­czyć zbyt zaży­łe rela­cje pol­skich ofi­ce­rów z łącz­ni­ka­mi” z Ber­li­na, któ­re wykra­cza­ły poza protokół.

W roku 2000 doszło do bez­po­śred­nie­go uję­cia osób powią­za­nych z nie­miec­ki­mi służ­ba­mi woj­sko­wy­mi. W pobli­żu por­tu wojen­ne­go w Gdy­ni zatrzy­ma­no dwóch oby­wa­te­li Nie­miec wypo­sa­żo­nych w wyso­kiej kla­sy sprzęt optycz­ny i nasłu­cho­wy. Ofi­cjal­nie twier­dzi­li, że są pasjo­na­ta­mi okrętów”.

Pol­skie służ­by usta­li­ły, że zatrzy­ma­ni współ­pra­co­wa­li z nie­miec­kim wywia­dem mor­skim (pod­le­głym MAD/BND). Ich zada­niem było mapo­wa­nie ruchu pol­skich jed­no­stek i testo­wa­nie czuj­no­ści ochro­ny po wej­ściu Pol­ski do pro­gra­mu Part­ner­ship for Peace. Spra­wa zakoń­czy­ła się cichym wyda­le­niem i ofi­cjal­nym pro­te­stem dyplo­ma­tycz­nym, któ­ry nigdy nie tra­fił na czo­łów­ki gazet.

Ope­ra­cja w mar­twym polu” – Inwi­gi­la­cja pol­skie­go MON

W 2015 roku, przy oka­zji afe­ry Snow­de­na, ujaw­nio­no, że BND posia­da­ło aktyw­nych infor­ma­to­rów lub tech­nicz­ne źró­dła dostę­pu wewnątrz Mini­ster­stwa Obro­ny Naro­do­wej. Niem­ców inte­re­so­wa­ły pol­skie pla­ny moder­ni­za­cji armii, a kon­kret­nie to, czy Pol­ska wybie­rze ofer­tę nie­miec­ką (np. czoł­gi Leopard, okrę­ty pod­wod­ne), czy amerykańską.

Choć nie doszło do spek­ta­ku­lar­ne­go aresz­to­wa­nia kre­ta” (praw­do­po­dob­nie ze wzglę­du na osło­nę dyplo­ma­tycz­ną infor­ma­to­ra), kontr­wy­wiad woj­sko­wy (SKW) musiał prze­pro­wa­dzić głę­bo­ką czyst­kę w depar­ta­men­tach zamó­wień, po tym jak nie­miec­kie fir­my zbro­je­nio­we dys­po­no­wa­ły wie­dzą o taj­nych para­me­trach prze­tar­go­wych, zanim te zosta­ły ofi­cjal­nie ogłoszone.

Agen­tu­ra wpły­wu i nie­miec­ki łącz­nik” w Warszawie

W histo­rii III RP odno­to­wa­no przy­pad­ki Pola­ków – czę­sto byłych współ­pra­cow­ni­ków służb PRL – któ­rzy po 1989 roku zosta­li prze­ję­ci” przez BND.

Jeden z nich nosi­na­zwi­sko czę­sto poja­wia­ją­ce się w opra­co­wa­niach histo­rycz­nych doty­czą­cych UOP. To wyso­kiej ran­gi urzęd­nik pań­stwo­wy, odpo­wie­dzial­ny swe­go cza­su za poli­ty­kę zagra­nicz­ną w latach 90. Przez kontr­wy­wiad był podej­rze­wa­ny o regu­lar­ne prze­ka­zy­wa­nie ana­liz i nota­tek z posie­dzeń rzą­du rezy­den­tu­rze BND w War­sza­wie. Urzęd­nik nie został oskar­żo­ny o szpie­go­stwo (brak zgo­dy poli­tycz­nej na pro­ces z Niem­ca­mi), ale został zmu­szo­ny do dymi­sji pod innym pre­tek­stem. To kla­sycz­ny przy­kład uję­cia” szpie­ga, któ­ry koń­czy się eli­mi­na­cją z życia publicz­ne­go zamiast więzienia.

Pol­skie służ­by (szcze­gól­nie w latach 20072015) mia­ły nie­for­mal­ny prio­ry­tet: nie szu­kać wro­gów na Zacho­dzie. Powo­do­wa­ło to, że wie­le sygna­łów o aktyw­no­ści BND czy MAD było igno­ro­wa­nych lub baga­te­li­zo­wa­nych przez kie­row­nic­two służb. Dopie­ro audy­ty w SKWABW po 2015 roku ujaw­ni­ły ska­lę zanie­dbań i to, jak głę­bo­ko nie­miec­kie służ­by spe­ne­tro­wa­ły pol­skie pro­ce­sy decy­zyj­ne pod płasz­czem sojusz­ni­czej wymia­ny informacji”.

Koniec epo­ki naiwności?

Dzi­siaj, patrząc na puste tecz­ki akty­wów pol­skie­go wywia­du z lat 90. i porów­nu­jąc je z listą selek­to­rów” BND wymie­rzo­nych w pol­skie MSZ, MSWMON, widać wyraź­nie, że part­ner­stwo z Ber­li­nem było budo­wa­ne na asymetrii.

Pol­ska pró­bo­wa­ła być pry­mu­sem nowej dyplo­ma­cji, Niem­cy pozo­sta­ły prag­ma­tycz­nym gra­czem, dla któ­re­go infor­ma­cja nie­jaw­na jest narzę­dziem budo­wy hege­mo­nii. Przy­pad­ki uję­tych współ­pra­cow­ni­ków nie­miec­kich służb wywia­dow­czych czy skan­dal z pod­słu­chi­wa­niem pol­skich poli­ty­ków powin­ny być dla War­sza­wy bole­sną lek­cją: w świe­cie służb spe­cjal­nych nie ma państw zaprzy­jaź­nio­nych” – są tyl­ko pań­stwa part­ner­skie, któ­rych inte­re­sy bywa­ją zbież­ne, ale któ­rych inten­cje zawsze muszą być weryfikowane.

Dopó­ki pol­skie służ­by nie odzy­ska­ją peł­nej zdol­no­ści ope­ra­cyj­nej na kie­run­ku zachod­nim, będzie­my jedy­nie pasyw­nym odbior­cą poli­ty­ki kre­owa­nej w Ber­li­nie, a nasze bez­pie­czeń­stwo będzie zale­żeć nie od naszej wie­dzy, lecz od cudzej łaski. Naj­wyż­szy czas, by śle­pa pla­ma” na mapie pol­skie­go wywia­du ode­szła do histo­rii wraz z epo­ką geo­po­li­tycz­nej naiwności.

Nie­miec­ka nar­ra­cja nacjonalistyczno-rewizjonistyczna

Nie­miec­ka kam­pa­nia dez­in­for­ma­cyj­na doty­czą­ca pol­skiej odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­kaust sta­no­wi wyra­fi­no­wa­ny mecha­nizm socjo­tech­nicz­ny, któ­re­go korze­nie się­ga­ją lat 50. XX wie­ku. Efek­ty widzi­my dzisiaj.

Według prof. Grze­go­rza Kuchar­czy­ka, ter­min pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” stwo­rzy­li pod koniec lat pięć­dzie­sią­tych funk­cjo­na­riu­sze wywia­du RFN, któ­rzy w cza­sie woj­ny pra­co­wa­li dla III Rze­szy – byli to ludzie, któ­rzy po kapi­tu­la­cji Nie­miec zna­leź­li się w stre­fach oku­po­wa­nych przez alian­tów zachod­nich. Ten kłam­li­wy ter­min powstał w ramach wysił­ku seman­tycz­ne­go opar­te­go na zasa­dzie Goeb­bel­sa, że kłam­stwa cią­gle powta­rza­ne sta­ją się prawdą.

Książ­ka Grze­go­rza Ros­so­liń­skie­go-Lie­be: prze­ło­mo­wy moment kampanii

Publi­ka­cja Pol­scy bur­mi­strzo­wie i Holo­kaust” autor­stwa nie­miec­kie­go histo­ry­ka Grze­go­rza Ros­so­liń­skie­go-Lie­be sta­no­wi kul­mi­na­cję wie­lo­let­niej kam­pa­nii zmie­rza­ją­cej do prze­rzu­ce­nia odpo­wie­dzial­no­ści za Zagła­dę. Książ­ka ta, finan­so­wa­na przez nie­miec­kie insty­tu­cje, wzbu­dzi­ła ostrą kry­ty­kę Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej, któ­ry ziden­ty­fi­ko­wał sze­reg mani­pu­la­cji historycznych.

Głów­ne mani­pu­la­cje ziden­ty­fi­ko­wa­ne przez IPN

Ros­so­liń­ski-Lie­be wprost wyra­ża ubo­le­wa­nie, że w dotych­cza­so­wych bada­niach histo­rycz­nych mar­gi­na­li­zo­wa­na była rola pol­skich bur­mi­strzów. Nie doda­je jed­nak, że admi­ni­stra­cja lokal­na była nie­miec­ką admi­ni­stra­cją w stwo­rzo­nym przez Niem­ców pań­stwie przy­bocz­nym” Rze­szy – Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie, a etnicz­nych Pola­ków zatrud­nia­no w niej jedy­nie jako urzęd­ni­ków zmu­szo­nych do bez­względ­ne­go posłuszeństwa.

Naj­bar­dziej rażą­cym ele­men­tem jest nie­mal cał­ko­wi­te zatar­cie róż­ni­cy mię­dzy spraw­cą a ofia­rą sys­te­mu. Nie­miec­ka admi­ni­stra­cja – twór­ca i wyko­naw­ca Zagła­dy – zni­ka w for­mach bez­oso­bo­wych: zade­cy­do­wa­no”, posta­no­wio­no”, naka­za­no”. Autor prze­ko­nu­je, że obiek­ty” uwa­ża­ne dotych­czas za prze­ci­wień­stwa w bada­niach, np. oku­pan­ci i oku­po­wa­ni, są ze sobą połą­czo­ne, prze­sta­jąc widzieć róż­ni­ce mię­dzy nimi, a tym samym ogra­ni­cza odpo­wie­dzial­ność Niem­ców za ich działanie.

Ros­so­liń­ski-Lie­be stwier­dza wręcz, że bur­mi­strzo­wie byli czę­sto bar­dziej odpo­wie­dzial­ni za Holo­kaust niż Niem­cy, któ­rych nazy­wa nie­miec­ki­mi odpo­wied­ni­ka­mi” pol­skich urzęd­ni­ków. Przy­pi­su­je bur­mi­strzom spraw­czość i posia­da­nie pola do wła­snych pro­jek­tów poli­tycz­nych”, igno­ru­jąc fakt, że w rela­cjach pol­sko-nie­miec­kich w GG ist­nia­ła wyłącz­nie pod­le­głość Pola­ków wobec Niemców.

Rażą­cym przy­kła­dem mani­pu­la­cji fak­to­gra­ficz­nej jest spra­wa Karo­la Roschild­ta, bur­mi­strza Pia­secz­na. Według suge­stii Ros­so­liń­skie­go-Lie­be pro­te­sto­wał on prze­ciw­ko wywo­że­niu przed­mio­tów z get­ta, ponie­waż chciał zacho­wać je dla sie­bie, pod­czas gdy doku­men­ty wska­zu­ją na zupeł­nie inne motywy.

Sys­tem pol­skich” auto­rów wspie­ra­ją­cych nie­miec­ką narrację

Prof. Bog­dan Musiał w tygo­dni­ku wSie­ci” opi­sał mecha­nizm kre­owa­nia poli­ty­ki histo­rycz­nej przez Niem­cy przy wyko­rzy­sta­niu pol­skich histo­ry­ków. Tria­da kon­tro­wer­syj­nych nazwisk wyglą­da tak:

Jan Tomasz Gross – nazy­wa­ny w nie­miec­kich mediach ame­ry­kań­sko-pol­skim histo­ry­kiem”, wie­lo­krot­nie gościł w czo­ło­wych nie­miec­kich mediach, powta­rza­jąc tezy o tym, że Pola­cy w cza­sie II woj­ny świa­to­wej zabi­li wię­cej Żydów niż Niemców.

Mar­cin Zarem­ba – w wywia­dzie dla nie­miec­kiej sta­cji MDR powtó­rzył tezy Gros­sa, uza­sad­nia­jąc je licz­ba­mi. Stwier­dził, że mię­dzy paź­dzier­ni­kiem 1939 a latem 1944 zabi­tych zosta­ło oko­ło 1300 Niem­ców, pod­czas gdy wyda­nych lub zamor­do­wa­nych przez Pola­ków zosta­ło ponad 10 tysię­cy Żydów.

Wło­dzi­mierz Boro­dziej – według prof. Musia­ła, pro­fe­sor Insty­tu­tu Histo­rycz­ne­go Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go zdo­mi­no­wał dys­kurs i bada­nia na temat sto­sun­ków Pol­ski z zachod­nim sąsia­dem. Wie­le wska­zu­je na to, że zawdzię­cza swo­ją pozy­cję zaku­li­so­we­mu wspar­ciu róż­nych insty­tu­cji. Po upad­ku komu­ni­zmu Niem­cy nadal for­su­ją jego kan­dy­da­tu­rę na róż­ne stanowiska.

Ter­ror nie­miec­ki w Gene­ral­nym Gubernatorstwie

Aby zro­zu­mieć mani­pu­la­cyj­ny cha­rak­ter nar­ra­cji Ros­so­liń­skie­go-Lie­be, koniecz­ne jest przy­po­mnie­nie rze­czy­wi­stych warun­ków oku­pa­cji. W Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie na cze­le któ­re­go stał Hans Frank, ter­ror pro­wa­dzo­ny był na maso­wą ska­lę. Guber­na­tor Frank 3 paź­dzier­ni­ka 1939 roku stwier­dził, że Pol­ska ma być trak­to­wa­na jak kolo­nia, a Pola­cy sta­ną się nie­wol­ni­ka­mi Wiel­kiej Rze­szy Niemieckiej”.

  • Pola­cy pozba­wie­ni byli jakiej­kol­wiek auto­no­mii – urzęd­ni­cy byli zmu­sze­ni do bez­względ­ne­go posłuszeństwa;
  • Za naj­mniej­szą pomoc Żydom gro­zi­ła śmierć całej rodzi­ny ratującego;
  • Roz­po­rzą­dze­nie guber­na­to­ra Fran­ka z paź­dzier­ni­ka 1941 r. mówi­ło wprost: Żydzi, któ­rzy bez upo­waż­nie­nia opusz­cza­ją wyzna­czo­ną im dziel­ni­cę, pod­le­ga­ją karze śmierci”.
  • Roz­kaz komen­dan­ta poli­cji Her­ber­ta Böt­t­che­ra naka­zy­wał, że w przy­pad­ku odkry­cia ukry­wa­nych Żydów wszyst­kie zamiesz­ku­ją­ce tam oso­by – tak­że dzie­ci – mają zostać uśmier­co­ne, a zabu­do­wa­nia spalone;

Reak­cja na wypo­wiedź amba­sa­do­ra USA Toma Rose’a

Wypo­wiedź amba­sa­do­ra USA Toma Rose­’a z listo­pa­da 2025 roku sta­no­wi prze­ło­mo­wy moment w kon­fron­ta­cji z nie­miec­ką kam­pa­nią dez­in­for­ma­cyj­ną. Rose, sam będą­cy Żydem, użył nie­zwy­kle moc­nych sformułowań:

Klu­czo­we tezy wypo­wie­dzi amba­sa­do­ra:
Zbyt dłu­go ten naród obcią­ża­ny był moral­ną ska­zą, któ­ra nigdy nie była jego – oszczer­stwem, że Pol­ska w jaki­kol­wiek spo­sób pono­si odpo­wie­dzial­ność za zbrod­nie popeł­nio­ne przez innych”.

Prze­ko­na­nie, że Pol­ska współ­dzie­li winę za bar­ba­rzyń­skie czy­ny doko­na­ne prze­ciw­ko niej jest gro­te­sko­wym fał­szo­wa­niem histo­rii i w grun­cie rze­czy for­mą «oszczer­stwa krwi» (blo­od libel”) wymie­rzo­nym w Pol­skę i Polaków”.

Rose świa­do­mie użył ter­mi­nu histo­rycz­nie zwią­za­ne­go z anty­se­mic­ki­mi oskar­że­nia­mi Żydów o mor­dy rytu­al­ne, odwra­ca­jąc go prze­ciw­ko tym, któ­rzy oskar­ża­ją Pol­skę. To języ­ko­we dzia­ła­nie ma głę­bo­kie zna­cze­nie – porów­nu­je fał­szy­we oskar­że­nia Pol­ski o współ­udział w Holo­kau­ście do śre­dnio­wiecz­nych mitów o mor­dach rytu­al­nych, któ­re przez wie­ki były narzę­dziem prześladowań.

Amba­sa­dor pod­kre­ślił, że takie oskar­że­nia zatru­wa­ły przez lata rela­cje mię­dzy Żyda­mi i Pola­ka­mi, mię­dzy Izra­elem a Pol­ską, a tak­że mię­dzy Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi i Pol­ską”, zmu­sza­jąc do roz­mów dla Pola­ków głę­bo­ko obraźliwych”.

Kam­pa­nia dez­in­for­ma­cyj­na po wypo­wie­dzi Rose’a

Po wystą­pie­niu amba­sa­do­ra Rose­’a nara­sta­ją pró­by kon­ty­nu­owa­nia kam­pa­nii rewi­zjo­ni­stycz­nej. Cha­rak­te­ry­stycz­ne są:

Odwo­ła­nia wyda­rzeń pro­mo­cyj­nych książ­ki Ros­so­liń­skie­go-Lie­be: W Niem­czech i Austrii odwo­ły­wa­no spo­tka­nia pro­mo­cyj­ne książ­ki, przy czym autor przy­zna­wał, że podob­ne ogra­ni­cze­nia spo­tkał już w Pol­sce, gdzie odma­wia­no orga­ni­za­cji spo­tkań w muze­ach i instytucjach.

Rola nie­miec­kich insty­tu­cji: Nie­miec­kie tele­wi­zje publicz­ne, jak ZDF, sys­te­ma­tycz­nie uży­wa­ły okre­śle­nia pol­skie obo­zy zagła­dy”, co dopro­wa­dzi­ło do pro­ce­su sądo­we­go wygra­ne­go przez pol­skie­go więź­nia Auschwitz Karo­la Ten­de­rę. Mimo to prak­ty­ka ta kon­ty­nu­owa­na jest w innych formach.

Nowy etap rewi­zjo­ni­zmu: Jak zauwa­ża Jakob Scher­gaut, histo­ryk z Uni­wer­sy­te­tu w Jenie, rewi­zjo­nizm w Niem­czech ewo­lu­ował od kla­sycz­ne­go nego­wa­nia Holo­kau­stu” do pośred­nie­go kry­ty­ko­wa­nia kul­tu­ry pamię­ci jako takiej. Postę­pu­ją­ca ero­zja wie­dzy histo­rycz­nej w Niem­czech skut­ku­je powsta­niem luk, w któ­rych łatwo zasiać fał­szy­we narracje.

Przy­pa­dek AfD i Ste­fa­na Scheila

Przy­kła­dem nasi­la­ją­ce­go się rewi­zjo­ni­zmu są dzia­ła­nia poli­ty­ków Alter­na­ty­wy dla Nie­miec (AfD). Ste­fan Sche­il, histo­ryk zwią­za­ny z AfD, pró­bo­wał ude­rzyć w Pol­skę, publi­ku­jąc fał­szy­wą nar­ra­cję o pol­skim impe­ria­li­zmie” przed woj­ną. Użył znacz­ka z pol­skiej pocz­ty pod­ziem­nej z 1942 roku, przed­sta­wia­ją­ce­go w pro­pa­gan­do­wy spo­sób przy­szłe gra­ni­ce Pol­ski, aby udo­wod­nić” pol­skie ambi­cje kolo­nial­ne w 1939 roku – cał­ko­wi­cie igno­ru­jąc kon­tekst historyczny.

Inny poli­tyk AfD, Domi­nik Kauf­ner twier­dzi, że pierw­sza faza ludo­bój­stwa roz­po­czę­ła się w 1918 roku” (cytu­jąc Ste­fa­na Sche­ila) suge­ru­jąc, że Pol­ska pro­wa­dzi­ła poli­ty­kę eks­ter­mi­na­cji Niem­ców. Tego rodza­ju tezy znaj­dą poklask wśród zwo­len­ni­ków AfD, mimo że kry­ty­cy okre­śla­ją Sche­ila jako pseudohistoryka.

Poto­mek gene­ra­ła Sta­he­la i nowy etap rewizjonizmu

Symp­to­ma­tycz­ne były dzia­ła­nia w 2014 r. Chri­sto­pha Bro­szie­sa, pro­fe­so­ra Uni­wer­sy­te­tu Goethe­go, potom­ka nie­miec­kie­go gene­ra­ła Reine­ra Sta­he­la, któ­ry doma­gał się, aby Muzeum Powsta­nia War­szaw­skie­go prze­sta­ło nazy­wać hitle­row­skie­go komen­dan­ta War­sza­wy zbrod­nia­rzem wojen­nym – mimo że Sta­hel jest odpo­wie­dzial­ny m.in. za wyda­nie roz­ka­zu roz­strze­la­nia 600 więź­niów przy ul. Rako­wiec­kiej oraz uży­wa­nie cywi­lów jako żywych tarcz. Jak pisa­ła Nie­dzie­la”, dzia­ła­nia te są symp­to­ma­tycz­ne i wyzna­cza­ją nowy etap nie­miec­kie­go rewi­zjo­ni­zmu historycznego”.

Mecha­ni­zmy nie­miec­kiej poli­ty­ki historycznej

Niem­cy do upra­wia­nia rewi­zjo­ni­zmu sto­su­ją wyra­fi­no­wa­ną socjo­tech­ni­kę. Na prze­strze­ni ostat­nich lat powsta­ło wie­le fil­mów przed­sta­wia­ją­cych Niem­ców bar­dziej jako ofia­ry woj­ny niż agre­so­rów – o alianc­kich nalo­tach bom­bo­wych, o dobrych” eses­ma­nach, o Hitle­rze jako posta­ci tra­gicz­nej”. Dowo­dem na to jest m.in. trzy­czę­ścio­wy serial Nasze mat­ki, nasi ojco­wie”, któ­ry TVP1 wyemi­to­wa­ła w czerw­cu 2013 r. Film wywo­łał dys­ku­sję w Pol­sce i Niem­czech, doty­czą­cą spo­so­bu przed­sta­wie­nia w seria­lu Pola­ków oraz pro­ble­mu odpo­wie­dzial­no­ści Niem­ców za zbrod­nie II woj­ny świa­to­wej. Po emi­sji fil­mu w publicz­nej tele­wi­zji ZDF w mar­cu w nie­miec­kich mediach roz­po­czę­ła się burz­li­wa deba­ta o odpo­wie­dzial­no­ści zwy­kłych Niem­ców” za zbrod­nie II wojny.

Poja­wia się mit wyzwo­le­nia” Nie­miec. Kon­cep­cja, że 8 maja 1945 Niem­cy zosta­ły wyzwo­lo­ne”, jest sta­łym ele­men­tem nie­miec­kiej nar­ra­cji powta­rza­nej od dekad. W prze­pro­wa­dza­nych son­da­żach więk­szość Niem­ców jest prze­ko­na­na, że ich kraj został wyzwo­lo­ny od nazi­stow­skie­go reżi­mu. Jak zauwa­żył prof. Bog­dan Musiał: Niem­cy dziś nie wie­dzą, że prze­gra­li woj­nę. Wie­rzą, że zosta­li wyzwoleni”.

Według badań z 2020 roku bli­sko 70 proc. Niem­ców uwa­ża, że ich przod­ko­wie nie byli opraw­ca­mi w cza­sach nazi­zmu. Prof. Andrzej Przy­łęb­ski, były amba­sa­dor RP w Niem­czech, stwier­dził, że 95 proc. Niem­ców nie zna ska­li zbrod­ni doko­ny­wa­nych w Polsce”.

Rola nie­miec­kich fun­da­cji i instytucji

Fun­da­cje poli­tycz­ne dzia­ła­ją­ce w Pol­sce, takie jak Fun­da­cja im. Róży Luk­sem­burg (zbli­żo­na do par­tii Die Lin­ke), Fun­da­cja Kon­ra­da Ade­nau­era czy Frie­dri­cha Eber­ta, mają swo­je przed­sta­wi­ciel­stwa w War­sza­wie. Pro­jek­ty są współ­fi­nan­so­wa­ne ze środ­ków Fede­ral­ne­go Mini­ster­stwa Roz­wo­ju i Współ­pra­cy Nie­miec. Choć ofi­cjal­nie dzia­ła­ją w zakre­sie edu­ka­cji poli­tycz­nej”, ich wpływ na kształ­to­wa­nie nar­ra­cji histo­rycz­nej budzi pyta­nia o neu­tral­ność przekazu.

Sta­no­wi­sko Mię­dzy­na­ro­do­we­go Soju­szu na rzecz Pamię­ci o Holokauście

Mię­dzy­na­ro­do­wy Sojusz na rzecz Pamię­ci o Holo­kau­ście (IHRA) w swo­im rapor­cie z 2021 roku uznał, że znie­kształ­ca­nie pamię­ci o Holo­kau­ście jest pod­stęp­niej­sze niż jego nego­wa­nie. Jed­nym z przy­kła­dów jest zacie­ra­nie odpo­wie­dzial­no­ści nazi­stow­skich Nie­miec za utwo­rze­nie obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych. IHRA wymie­nia jako przy­kła­dy fał­szo­wa­nia pamię­ci: uspra­wie­dli­wia­nie lub try­wia­li­zo­wa­nie zna­cze­nia Holo­kau­stu, pomniej­sza­nie licz­by ofiar, pró­by obwi­nia­nia Żydów za spo­wo­do­wa­nie wła­sne­go ludobójstwa.

Amba­sa­dor Rose przy­po­mniał fun­da­men­tal­ne fak­ty igno­ro­wa­ne w rewi­zjo­ni­stycz­nej narracji:

  • Pol­ska stwo­rzy­ła jedy­ną spon­so­ro­wa­ną przez rząd pod­ziem­ną insty­tu­cję w całej oku­po­wa­nej Euro­pie poświę­co­ną wyłącz­nie rato­wa­niu Żydów – Żego­tę, któ­ra ura­to­wa­ła tysią­ce, być może dzie­siąt­ki tysię­cy ludzi;
  • Pol­ska była jedy­nym miej­scem w oku­po­wa­nej przez Niem­cy Euro­pie, gdzie jaki­kol­wiek rodzaj pomo­cy Żydom był kara­ny egze­ku­cją oso­by ratu­ją­cej i jej całej rodzi­ny;
  • Tysią­ce Pola­ków zgi­nę­ło ratu­jąc Żydów;
  • Żaden kraj poza Izra­elem nie zro­bił wię­cej dla upa­mięt­nie­nia Holo­kau­stu niż Pol­ska – z pew­no­ścią nie Niem­cy, któ­re popeł­ni­ły zbrod­nie, ani Rosja, któ­ra je tłumiła;
  • Pol­ska jest dziś naj­bez­piecz­niej­szym kra­jem w Euro­pie dla Żydów;

Per­spek­ty­wy i wnioski

Kam­pa­nia dez­in­for­ma­cyj­na doty­czą­ca pol­skiej odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­kaust sta­no­wi ele­ment szer­szej stra­te­gii prze­su­nię­cia odpo­wie­dzial­no­ści moral­nej i histo­rycz­nej. Jak wska­zu­je recen­zja IPN, pró­ba prze­su­nię­cia odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­kaust może wpły­wać na zachod­nią deba­tę o histo­rii i kształ­to­wać błęd­ne nar­ra­cje o pol­skim współudziale.

Prof. Andrew Mich­ta okre­ślił wypo­wiedź amba­sa­do­ra Rose­’a jako prze­ło­mo­wy moment dla zachod­niej poli­ty­ki histo­rycz­nej”. Pod­kre­ślił, że to, cze­go bra­ku­je, to opo­wie­dze­nie praw­dy o tym, czym była oku­pa­cja nie­miec­ka. Mord na oby­wa­te­lach pol­skich, czy to byli Pola­cy, czy to byli Żydzi, jest rze­czą, któ­ra nie powin­na być uży­wa­na do jakich­kol­wiek mani­pu­la­cji politycznych”.

Nie­miec­ka nar­ra­cja nacjo­na­li­stycz­no-rewi­zjo­ni­stycz­na, wykła­da­na w książ­kach pod­pi­sa­nych nazwi­ska­mi pol­skich” lub ame­ry­kań­sko-pol­skich” auto­rów, słu­ży osią­gnię­ciu kil­ku celów stra­te­gicz­nych: reduk­cji nie­miec­kiej odpo­wie­dzial­no­ści moral­nej i poten­cjal­nie finan­so­wej, osła­bie­niu pozy­cji Pol­ski w spo­rach o odszko­do­wa­nia wojen­ne, rela­ty­wi­za­cji nie­miec­kich zbrod­ni poprzez uka­za­nie rze­ko­mej powszech­no­ści” kolaboracji.

Jest to mecha­nizm opi­sa­ny przez Mię­dzy­na­ro­do­wy Sojusz na rzecz Pamię­ci o Holo­kau­ście jako bar­dziej nie­bez­piecz­ny niż otwar­ty nega­cjo­nizm, ponie­waż dzia­ła sub­tel­niej i jest trud­niej­szy do zidentyfikowania.

Zro­zu­mie­nie współ­cze­snych mani­pu­la­cji cyfro­wych jest nie­moż­li­we bez ana­li­zy ich pier­wot­nych źró­deł w pro­pa­gan­dzie nazi­stow­skiej i komu­ni­stycz­nej. Te histo­rycz­ne ope­ra­cje infor­ma­cyj­ne nie tyl­ko ukształ­to­wa­ły mię­dzy­na­ro­do­wą per­cep­cję Kam­pa­nii Wrze­śnio­wej w jej klu­czo­wym momen­cie, ale przede wszyst­kim stwo­rzy­ły fun­da­men­ty nar­ra­cyj­ne, któ­re są reak­ty­wo­wa­ne do dziś. Współ­cze­sne mity o pol­skim zaco­fa­niu, bez­ce­lo­wo­ści opo­ru czy zdra­dzie sojusz­ni­ków nie powsta­ły w cyfro­wej próż­ni – są echem sta­ran­nie zapla­no­wa­nych kam­pa­nii, któ­rych celem było uspra­wie­dli­wie­nie agre­sji i osła­bie­nie pol­skiej suwerenności.

Fun­da­men­tal­nym celem nazi­stow­skiej pro­pa­gan­dy w 1939 roku było odwró­ce­nie ról ofia­ry i agre­so­ra, aby uspra­wie­dli­wić inwa­zję na Pol­skę w oczach wła­sne­go spo­łe­czeń­stwa i opi­nii mię­dzy­na­ro­do­wej. Pro­pa­gan­dy­ści III Rze­szy przed­sta­wia­li Niem­cy jako pań­stwo zmu­szo­ne do samo­obro­ny przed rze­ko­my­mi pol­ski­mi pro­wo­ka­cja­mi i terrorem.

W tym celu zasto­so­wa­no kla­sycz­ną ope­ra­cję pod fał­szy­wą fla­gą. Incy­dent gli­wic­ki, czy­li pozo­ro­wa­ny atak na nie­miec­ką radio­sta­cję prze­pro­wa­dzo­ny przez prze­bra­nych w pol­skie mun­du­ry agen­tów SS, posłu­żył jako bez­po­śred­ni pre­tekst do roz­po­czę­cia dzia­łań retor­syj­nych”. Zapla­no­wa­ny cha­rak­ter tej ope­ra­cji został jed­no­znacz­nie potwier­dzo­ny w powo­jen­nych zezna­niach jej dowód­cy, Alfre­da Naujock­sa, zło­żo­nych pod­czas pro­ce­sów norym­ber­skich. Mini­ster­stwo Oświe­ce­nia Publicz­ne­go i Pro­pa­gan­dy Rze­szy sys­te­ma­tycz­nie budo­wa­ło fał­szy­wy obraz pol­skich środ­ków ter­ro­ru” i rze­ko­mych prze­śla­do­wań mniej­szo­ści nie­miec­kiej, przy­go­to­wu­jąc grunt pod agre­sję militarną.

W prze­ci­wień­stwie do pro­pa­gan­dy nazi­stow­skiej, któ­rej celem było uspra­wie­dli­wie­nie agre­sji, powo­jen­na dez­in­for­ma­cja komu­ni­stycz­na dąży­ła do mini­ma­li­zo­wa­nia zna­cze­nia pol­skie­go opo­ru, któ­ry był nie­za­leż­ny od wpły­wów Związ­ku Radziec­kie­go. Apa­rat komu­ni­stycz­ny, dążąc do legi­ty­mi­za­cji swo­jej wła­dzy, osła­biał auto­ry­tet i dzie­dzic­two II Rze­czy­po­spo­li­tej oraz jej sił zbrojnych.

W tym celu pro­pa­go­wa­no tezy depre­cjo­nu­ją­ce kom­pe­ten­cje pol­skie­go dowódz­twa, wyol­brzy­mia­no cha­os w sze­re­gach armii i pod­kre­śla­no rze­ko­mą bez­ce­lo­wość wal­ki. Choć naj­bar­dziej rażą­ce kłam­stwa, jak kłam­stwo katyń­skie, nigdy nie zyska­ły sze­ro­kiej akcep­ta­cji spo­łecz­nej, inne nar­ra­cje sku­tecz­nie zako­rze­ni­ły się w powo­jen­nej świa­do­mo­ści. Utrwa­la­nie obra­zu klę­ski jako nie­unik­nio­nej i wyni­ka­ją­cej z nie­kom­pe­ten­cji wpi­sy­wa­ło się w szer­szą stra­te­gię osła­bia­nia pol­skiej toż­sa­mo­ści naro­do­wej i umniej­sza­nia suwe­ren­nej zdol­no­ści pań­stwa do obrony.

Dowo­dy archi­wal­ne wska­zu­ją na świa­do­mą współ­pra­cę agen­cji Asso­cia­ted Press z reżi­mem nazi­stow­skim. AP nie tyl­ko wie­dzia­ła o nad­cho­dzą­cej inwa­zji, ale rów­nież dostar­czy­ła ame­ry­kań­skiej publicz­no­ści pro­nie­miec­ki prze­kaz. Ten histo­rycz­ny pre­ce­dens jest dziś instru­men­ta­li­zo­wa­ny przez dez­in­for­ma­to­rów do sys­te­mo­we­go pod­wa­ża­nia wia­ry­god­no­ści współ­cze­snych mediów i orga­ni­za­cji fact-chec­kin­go­wych. Argu­ment, że klu­czo­we media histo­rycz­ne były kon­tro­lo­wa­ne przez pań­stwo agre­so­ra, słu­ży dele­gi­ty­mi­za­cji wszel­kich obec­nych prób pro­sto­wa­nia fał­szy­wych nar­ra­cji histo­rycz­nych, przed­sta­wia­jąc je jako rów­nie nie­wia­ry­god­ne i sys­te­mo­wo kontrolowane.

Histo­rycz­ne tezy pro­pa­gan­do­we, pier­wot­nie two­rzo­ne przez apa­ra­ty tota­li­tar­nych państw, zosta­ły prze­kształ­co­ne w trwa­łe i uprosz­czo­ne mity, któ­re są ide­al­nie dopa­so­wa­ne do wiru­so­we­go cha­rak­te­ru mediów społecznościowych.

Ich współ­cze­snym celem jest ero­zja pol­skiej toż­sa­mo­ści histo­rycz­nej, pod­wa­ża­nie zaufa­nia do soju­szy i osła­bie­nie pozy­cji geo­po­li­tycz­nej Pol­ski. Mity te, dzię­ki swo­jej pro­sto­cie i ładun­ko­wi emo­cjo­nal­ne­mu, zysku­ją prze­wa­gę nad zło­żo­ny­mi fak­ta­mi histo­rycz­ny­mi, sta­jąc się sku­tecz­nym narzę­dziem w woj­nie informacyjnej.

Plat­for­ma X (daw­niej Twit­ter) sta­no­wi eko­sys­tem infor­ma­cyj­ny szcze­gól­nie podat­ny na dez­in­for­ma­cję histo­rycz­ną. Jej archi­tek­tu­ra, pro­mu­ją­ca szyb­kość, emo­cjo­nal­ne reak­cje i uprosz­czo­ne komu­ni­ka­ty, two­rzy ide­al­ne warun­ki dla ewo­lu­cji i roz­prze­strze­nia­nia się histo­rycz­nych mitów. Algo­ryt­my plat­for­my czę­sto wzmac­nia­ją tre­ści kon­tro­wer­syj­ne i pola­ry­zu­ją­ce, co spra­wia, że fał­szy­we, ale atrak­cyj­ne nar­ra­cje zysku­ją prze­wa­gę nad zło­żo­ny­mi i mery­to­rycz­ny­mi analizami.

Akcja-reak­cja

IPN na plat­for­mie X pro­wa­dzi aktyw­ną kam­pa­nię prze­ciw­staw­ną do nar­ra­cji Ros­so­liń­skie­go-Lie­be. Kon­to @ipngovpl (zało­żo­ne w grud­niu 2009, ponad 61 300 obser­wu­ją­cych) opu­bli­ko­wa­ło wpis o recen­zji książ­ki nie­miec­kie­go histo­ry­ka, któ­ry osią­gnął zna­czą­cy zasięg: ponad 1200 pobrań recen­zji książ­ki w pierw­szych dniach po publikacji.

Kon­ta na X wspie­ra­ją­ce rewi­zjo­ni­stycz­ną narrację

Grze­gorz Ros­so­liń­ski-Lie­be – brak wery­fi­ko­wal­ne­go ofi­cjal­ne­go konta

Mimo że autor książ­ki jest aktyw­ny w prze­strze­ni medial­nej, nie posia­da zwe­ry­fi­ko­wa­ne­go ofi­cjal­ne­go kon­ta na X. Jego dzia­łal­ność pro­mo­cyj­na odby­wa się głów­nie przez:

  • Insty­tu­cje nie­miec­kie (Dom Pol­sko-Nie­miec­ki w Berlinie)
  • Fun­da­cje finan­so­wa­ne z budże­tu RFN (Frie­drich-Ebert-Sti­ftung)
  • Aka­de­mic­kie pro­fi­le instytucjonalne

Kry­tycz­ne kon­ta wery­fi­ku­ją­ce narrację

Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta @adyplomata

Na X od sierp­nia 2025 r., ale ma już ugrun­to­wa­ną pozy­cję. Kon­to funk­cjo­nu­je jako jed­no ze źró­deł ama­tor­skiej dyplo­ma­cji” – rów­no­le­głe­go, oddol­ne­go komen­to­wa­nia spo­rów mię­dzy­na­ro­do­wych z Pol­ski, czę­sto w kontrze do dzia­łań lub bier­no­ści władz w War­sza­wie. Autor jako pierw­szy 7 listo­pa­da ujaw­nił skan­dal wokół książ­ki Ros­so­liń­skie­go-Lie­be, i prze­pro­wa­dził kam­pa­nię ujaw­nia­ją­cą prze­kła­ma­nia. Jego wpi­sy były póź­niej sze­ro­ko komen­to­wa­ne i repo­sto­wa­ne. Omó­wił też sze­ro­ko recen­zję IPN publi­ka­cji Pol­scy bur­mi­strzo­wie i Holo­kaust” na tysol​.pl

Zyg­fryd Cza­ban @CDzwoni

Foun­der and Hono­ra­ry Fel­low – Pol­ski Insty­tut Stu­diów Teu­toń­skich (PIST)” Pol­ski Insty­tut Stu­diów Teu­toń­skich (PIST) to ini­cja­ty­wa stwo­rzo­na przez Cza­ba­na, któ­ra – zgod­nie z jego dekla­ra­cją – ma twar­do strzec myśli Dmow­skie­go i prze­ka­zy­wać ją następ­nym poko­le­niom”. PIST kon­cen­tru­je się na ana­li­zie rela­cji pol­sko-nie­miec­kich z per­spek­ty­wy kry­tycz­nej wobec Nie­miec. Dia­ment na X.

Anna Nowic­ka z Lin­ke­dIn w lutym 2024 opi­sa­ła rolę Cza­ba­na w nastę­pu­ją­cy sposób:

Cza­ban jest na Twit­te­rze takim guru od ana­li­zy rela­cji pol­sko-nie­miec­kich. Jest rosną­cym auto­ry­te­tem na Twit­te­rze. Jest też pro­ble­mem w trwa­ją­cej na Twit­te­rze woj­nie infor­ma­cyj­nej dla sił pro­tu­sko­wych.” Cza­ban moni­to­ru­je i nagła­śnia akcje nie­miec­kich śro­do­wisk rewi­zjo­ni­stycz­nych, któ­re chcą gra­nic z 1914 roku, co ozna­cza­ło­by poło­wę dzi­siej­sze­go tery­to­rium Polski.

Paweł Soka­ła (@PawelSokala)

Publi­cy­sta i dzien­ni­karz publi­ku­ją­cy ana­li­zę dzia­łań Ros­so­liń­skie­go-Lie­be. W klu­czo­wym wpi­sie z 19 listo­pa­da 2025 ujawnił:

  • Finan­so­wa­nie auto­ra przez fun­da­cję Frie­drich-Ebert-Sti­ftung (budżet RFN)
  • Pro­mo­cję książ­ki przez Dom Pol­sko-Nie­miec­ki w Ber­li­nie obję­ty patro­na­tem mini­stra spraw zagra­nicz­nych RP Rado­sła­wa Sikorskiego
  • Mani­pu­la­cje histo­rycz­ne doty­czą­ce cią­gło­ści praw­nej” mię­dzy II RPGG

Zbi­gniew Sie­dlew­ski (@ZbigSiedlewski)

Dosko­na­ły wpis z 24 listo­pa­da 2025 r. ana­li­zu­ją­cy publi­ka­cję książ­ki Ros­so­liń­skie­go-Lie­be przez insty­tu­cje nie­miec­kie. Iden­ty­fi­ku­je mecha­ni­zmy dys­try­bu­cji nar­ra­cji rewizjonistycznej.

Rosyj­skie sie­ci dez­in­for­ma­cji na X

Jesie­nią 2024 roku ziden­ty­fi­ko­wa­no siat­kę pol­sko­ję­zycz­nych botów skła­da­ją­cą się z kil­ku tysię­cy kont powią­za­nych z rosyj­ską agen­cją Social Design Agen­cy (SDA) pra­cu­ją­cą dla Kremla.

Moni­ka Hüb­scher, badacz­ka z Uni­wer­sy­te­tu Duis­burg-Essen ziden­ty­fi­ko­wa­ła stra­te­gicz­ne wyko­rzy­sty­wa­nie mediów spo­łecz­no­ścio­wych przez AfD do rein­ter­pre­ta­cji Holokaustu

Mecha­ni­zmy działania:

  • Celo­we pomi­ja­nie żydow­skich ofiar naro­do­we­go socja­li­zmu w postach na Face­bo­oku i YouTube
  • Nie­wy­mie­nia­nie Holokaustu
  • Przed­sta­wia­nie Niem­ców jako ofiar Hitle­ra i nazizmu
  • Jest to dzia­ła­nie anty­se­mic­kie, ponie­waż ma na celu rela­ty­wi­za­cję lub odwró­ce­nie nie­miec­kiej winy za Holokaust;

Klu­czo­wą sła­bo­ścią pol­skiej stra­te­gii w social mediach jest dycho­to­mia mię­dzy podej­ściem skon­cen­tro­wa­nym na tre­ści a podej­ściem zorien­to­wa­nym na for­mat. Insty­tu­cje histo­rycz­ne (IPN, MIIWŚ) dostar­cza­ją rze­tel­ną, mery­to­rycz­ną i zło­żo­ną wie­dzę, któ­ra jest fun­da­men­tem odpor­no­ści. Z dru­giej stro­ny, media spo­łecz­no­ścio­we takie jak X wyma­ga­ją pro­stych, wiru­so­wych i emo­cjo­nal­nych for­ma­tów, aby sku­tecz­nie kon­ku­ro­wać o uwa­gę odbior­cy. Zło­żo­ne mate­ria­ły histo­rycz­ne, choć war­to­ścio­we, czę­sto prze­gry­wa­ją w star­ciu z dez­in­for­ma­cyj­ny­mi mema­mi. Two­rzy to stra­te­gicz­ną lukę, w któ­rej praw­dzi­wa, ale nie­do­sto­so­wa­na do medium nar­ra­cja nie jest w sta­nie sku­tecz­nie zneu­tra­li­zo­wać fał­szy­we­go, ale atrak­cyj­ne­go przekazu.

Naj­bar­dziej szko­dli­we i trud­ne do zwal­cza­nia są nar­ra­cje bazu­ją­ce na ziar­nie praw­dy, cze­go przy­kła­dem jest instru­men­ta­li­za­cja fak­tu o bra­ku real­nej pomo­cy ze stro­ny zachod­nich sojusz­ni­ków w 1939 roku. Wyko­rzy­sty­wa­nie auten­tycz­nych ura­zów histo­rycz­nych pozwa­la dez­in­for­ma­to­rom sku­tecz­nie pod­wa­żać zaufa­nie do obec­nych soju­szy, takich jak NATO, co sta­no­wi bez­po­śred­nie zagro­że­nie dla bez­pie­czeń­stwa państwa.

Insty­tu­cje histo­rycz­ne (IPN, MIIWŚ) muszą wdro­żyć stra­te­gię tre­ści kon­ku­ren­cyj­nych”, pro­du­ku­jąc wła­sne, w peł­ni rze­tel­ne, ale wiru­so­we for­ma­ty (info­gra­fi­ki, krót­kie wideo) zop­ty­ma­li­zo­wa­ne pod algo­ryt­my plat­for­my X. Celem jest nie tyl­ko pro­sto­wa­nie fak­tów, ale aktyw­ne kon­ku­ro­wa­nie z dez­in­for­ma­cją o uwa­gę i zasięg w tym samym eko­sys­te­mie informacyjnym.

Sami @CDzwoni i @AnonimowyDyplmata nie wystarczą.

Zbrod­nia bez kary i zmo­wa mil­cze­nia. IPN wzna­wia śledz­two w spra­wie euta­na­zji” w Lublińcu.

Pro­ku­ra­tor pio­nu śled­cze­go Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej w Kato­wi­cach pod­jął decy­zję o wsz­czę­ciu śledz­twa w spra­wie zbrod­ni prze­ciw­ko ludz­ko­ści, któ­rej dopu­ści­li się Niem­cy w latach 19391945 w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lublińcu.

Postę­po­wa­nie doty­czy m.in. zabójstw pacjen­tów w ramach nie­sław­nej akcji T4. Choć od tam­tych wyda­rzeń minę­ło nie­mal osiem dekad, a spraw­cy już nie żyją, celem śled­czych jest usta­le­nie praw­dy i zadość­uczy­nie­nie pamię­ci ofiar, któ­re nigdy nie docze­ka­ły się sprawiedliwości.

Nie­wy­klu­czo­ne, że pod­czas zbrod­ni­czej pro­ce­du­ry euta­na­zji nie­miec­cy leka­rze psy­chia­trzy wraz z per­so­ne­lem pomoc­ni­czym zamor­do­wa­li w Lubliń­cu kil­ku­set cho­rych – zarów­no doro­słych, jak i dzie­ci. Wzno­wie­nie postę­po­wa­nia ma być tak­że tamą dla rewi­zjo­ni­zmu i nega­cji zbrod­ni. To wyraź­ny sygnał: zbrod­nie prze­ciw­ko ludz­ko­ści nie ule­ga­ją przedaw­nie­niu, a Pol­ska nie zapo­mi­na o ofia­rach nie­miec­kich zbrod­nia­rzy w lekar­skich kitlach.

Śmierć z łaski: Gene­za zbrodni

Fun­da­men­tem ludo­bój­stwa sta­ła się taj­na dyrek­ty­wa Adol­fa Hitle­ra z paź­dzier­ni­ka 1939 roku (anty­da­to­wa­na na 1 wrze­śnia), któ­ra upo­waż­nia­ła sze­fa Kan­ce­la­rii Füh­re­ra Phi­lip­pa Bouh­le­ra oraz dr. Kar­la Brand­ta do wdro­że­nia pro­gra­mu śmier­ci z łaski” (Gna­den­tod). Doku­ment ten, choć nie­po­sia­da­ją­cy ran­gi usta­wy, dał man­dat do maso­wych mor­derstw medycz­nych na oso­bach uzna­nych za nie­ule­czal­nie chore.

Pro­gram, nazwa­ny Akcją T4 od adre­su ber­liń­skiej cen­tra­li przy Tier­gar­ten­stra­ße 4, sta­no­wi jeden z naj­mrocz­niej­szych roz­dzia­łów w histo­rii medy­cy­ny. W jego ramach sys­te­ma­tycz­nie mor­do­wa­no oso­by uzna­ne za życie nie­war­te życia” (Leben­sun­wer­tes Leben). W latach 19391945 pro­ce­du­ra ta pochło­nę­ła oko­ło 200 tysię­cy ofiar – osób z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi fizycz­ny­mi i psy­chicz­ny­mi, w tym dzieci.

Wbrew powszech­nym mitom o przy­mu­sie wyko­ny­wa­nia roz­ka­zów, leka­rze dołą­cza­li do pro­gra­mu T4 dobro­wol­nie, mając peł­ną świa­do­mość jego celów. Ist­nie­ją udo­ku­men­to­wa­ne przy­pad­ki medy­ków, któ­rzy odmó­wi­li udzia­łu i nie ponie­śli z tego tytu­łu poważ­nych kon­se­kwen­cji. Mimo to, lista głów­nych eks­per­tów T4 (T4-Gutach­ter) obej­mo­wa­ła 40 nazwisk, w tym wie­lu sza­no­wa­nych pro­fe­so­rów psy­chia­trii. Jak pisał psy­chia­tra Fre­dric Wer­tham w 1969 roku: Tra­ge­dia pole­ga na tym, że psy­chia­trom nie­po­trzeb­ny był roz­kaz. Dzia­ła­li z wła­snej inicjatywy”.

Lubli­niec: Mecha­nizm zagła­dy dzieci

W szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lubliń­cu (wów­czas Loben) maszy­ne­ria śmier­ci dzia­ła­ła pre­cy­zyj­nie. Klu­czo­wą posta­cią była dr Eli­sa­beth Hec­ker, dyrek­tor Dzie­cię­cej Kli­ni­ki Psy­chia­trycz­nej, zwa­na przez nie­któ­rych anio­łem śmier­ci”. Jesz­cze w 1934 roku publicz­nie popar­ła ona nazi­stow­ską usta­wę o zapo­bie­ga­niu obcią­żo­ne­mu dzie­dzicz­nie potomstwu.

To Hec­ker na swo­im Oddzia­le A decy­do­wa­ła o życiu i śmier­ci. Dzie­ci roku­ją­ce”, z lżej­szy­mi scho­rze­nia­mi (np. mocze­niem noc­nym), kie­ro­wa­ła do zakła­dów popraw­czych. Te nie­ro­ku­ją­ce” – z dia­gno­zą upo­śle­dze­nia (Schwach­sinn) lub padacz­ki – wysy­ła­ła na Oddział B. Tam tra­fia­ły pod opie­kę dr. Ern­sta Buchalika.

Dr Bucha­lik oso­bi­ście nad­zo­ro­wał poda­wa­nie małym pacjen­tom lumi­na­lu (feno­bar­bi­ta­lu). Ten legal­ny lek prze­ciw­pa­dacz­ko­wy, poda­wa­ny trzy razy dzien­nie w daw­kach znacz­nie prze­kra­cza­ją­cych nor­my tera­peu­tycz­ne, sta­wał się tru­ci­zną. Śmierć nie była natych­mia­sto­wa – nie­któ­re dzie­ci umie­ra­ły po kil­ku dniach, inne kona­ły tygo­dnia­mi, stop­nio­wo wynisz­cza­ne przez tok­sy­nę. Bucha­lik w powo­jen­nych zezna­niach cynicz­nie twier­dził, że lumi­nal miał chro­nić dzie­ci przed samo­oka­le­cze­niem”, co było kłam­stwem w obli­czu pro­wa­dzo­ne­go przez nie­go dzien­ni­ka zgo­nów. Zacho­wa­ny dzien­nik zawie­ra 256 nazwisk dzie­ci, któ­rym poda­wa­no lek – 194 z nich zmarły.

Po śmier­ci ofiar dr Hec­ker oso­bi­ście prze­pro­wa­dza­ła sek­cje zwłok, pre­pa­ro­wa­ła mózgi i wysy­ła­ła je do Insty­tu­tu Neu­ro­bio­lo­gii we Wro­cła­wiu, kie­ro­wa­ne­go przez prof. Vik­to­ra von Weiz­säc­ke­ra. Mimo bez­sprzecz­nych dowo­dów winy, Hec­ker i Bucha­lik nigdy nie zosta­li skazani.

Mata­cze­nia i nie­udol­ność pol­skich śledztw

W Pol­sce podej­mo­wa­no dotąd dwie głów­ne pró­by roz­li­cze­nia zbrod­ni w Lubliń­cu. Pierw­sze śledz­two, pro­wa­dzo­ne przez Głów­ną Komi­sję Bada­nia Zbrod­ni Nie­miec­kich w latach 60., zakoń­czy­ło się prze­ka­za­niem mate­ria­łów dowo­do­wych pro­ku­ra­tu­rze w Dort­mun­dzie w 1968 roku z żąda­niem wsz­czę­cia śledztwa.

Dru­gie podej­ście mia­ło miej­sce w 2001 roku, kie­dy spra­wą zaję­ła się pro­ku­ra­tor IPN Marze­na Kusion. Śledz­two to nie doty­czy­ło jed­nak bez­po­śred­nio euta­na­zji, lecz eks­pe­ry­men­tów pseu­do­me­dycz­nych. Klu­czo­wą rolę ode­grał tu bie­gły psy­chia­tra Krzysz­tof Czu­ma. Jak usta­li­ła Kali­na Bła­że­jow­ska w książ­ce Bez­dusz­ni”, Czu­ma uznał, że poda­wa­nie śmier­tel­nych dawek lumi­na­lu nie odbie­ga­ło od ówcze­śnie obo­wią­zu­ją­ce­go para­dyg­ma­tu psy­chia­trycz­ne­go”.

W 2004 roku pro­ku­ra­tor Kusion umo­rzy­ła śledz­two, opie­ra­jąc się na opi­nii nie­miec­kich bie­głych oraz eks­per­ty­zie dr. Czu­my, z któ­rej wyni­ka­ło, że prze­wle­kłe sto­so­wa­nie lumi­na­lu nie musia­ło mieć skut­ku śmier­tel­ne­go. Decy­zja ta zapa­dła mimo ist­nie­nia w aktach odmien­nej eks­per­ty­zy prof. Tade­usza Chru­ście­la z pierw­sze­go śledz­twa, któ­rą pro­ku­ra­tu­ra pominęła.

Nie­miec­ki kodeks bezkarności”

Jesz­cze bar­dziej bul­wer­su­ją­ce były losy śledz­twa prze­ka­za­ne­go do RFN. Pro­ku­ra­tu­ra w Dort­mun­dzie pro­wa­dzi­ła spra­wę przez 9 lat (19651974). Prze­słu­cha­no kil­ka­na­ście osób, w tym Bucha­li­ka i Hec­ker. Mimo twar­dych dowo­dów – dzien­ni­ka zgo­nów, zeznań i doku­men­tów – postę­po­wa­nie umo­rzo­no, a żad­na z 15 obję­tych nim osób nie sta­nę­ła przed sądem.

Uza­sad­nie­nie pro­ku­ra­to­ra sta­no­wi kurio­zum w histo­rii pra­wa. Śled­czy uwie­rzył” dr Hec­ker, że mogła ona zakła­dać, iż dr Bucha­lik – ze wzglę­du na swo­ją kato­lic­ką posta­wę” – nie zabi­ja dzie­ci. Ta racjo­na­li­za­cja zapew­ni­ła spraw­com bez­kar­ność. Eli­sa­beth Hec­ker kon­ty­nu­owa­ła karie­rę w RFN, sta­jąc się pio­nier­ką psy­chia­trii dzie­cię­cej i w 1960 roku otrzy­mu­jąc Krzyż Zasłu­gi. Zmar­ła w 1986 roku jako cenio­na lekar­ka, a nie ska­za­na mor­der­czy­ni. Bucha­lik, mimo że był poszu­ki­wa­ny przez Pol­skę jako zbrod­niarz wojen­ny, prak­ty­ko­wał w stre­fie sowiec­kiej, a potem w RFN, praw­do­po­dob­nie chro­nio­ny przez służ­by bez­pie­czeń­stwa NRDZSRR.

Sys­te­mo­wa amnezja

Przy­pa­dek Lubliń­ca wpi­su­je się w szer­szy obraz nie­sku­tecz­ne­go roz­li­cze­nia zbrod­ni medycz­nych w Niem­czech. Choć w pro­ce­sach norym­ber­skich ska­za­no na śmierć klu­czo­we posta­cie T4, takie jak Karl Brandt czy Vik­tor Brack, a w pro­ce­sie zało­gi Son­nen­ste­in – prof. Pau­la Nit­sche­go, to więk­szość spraw­ców unik­nę­ła kary.

W RFN pano­wa­ła swo­ista zmo­wa mil­cze­nia. Sędzio­wie i pro­ku­ra­to­rzy czę­sto sami mie­li nazi­stow­ską prze­szłość. Oba­wia­no się, że rze­tel­ne śledz­twa skom­pro­mi­tu­ją tysią­ce leka­rzy aktyw­nych zawo­do­wo po 1945 roku. Sta­ty­sty­ki są nie­ubła­ga­ne: jedy­nie oko­ło 45 proc. nie­miec­kich leka­rzy nale­żą­cych do NSDAP sta­nę­ło przed sądem. Więk­szość powró­ci­ła do praktyki.

Przez 79 lat miej­sce zbrod­ni w Lubliń­cu pozo­sta­wa­ło zapo­mnia­ne. Zamek, w któ­rym mie­ścił się Oddział A – miej­sce selek­cji – funk­cjo­nu­je dziś jako luk­su­so­wy hotel. Dopie­ro 12 listo­pa­da 2024 roku odsło­nię­to tam tabli­cę pamiąt­ko­wą. Temat ten prak­tycz­nie nie ist­nie­je w anglo­ję­zycz­nej lite­ra­tu­rze przed­mio­tu. Wzno­wio­ne śledz­two IPN to ostat­nia szan­sa na prze­ła­ma­nie tej amne­zji i ofi­cjal­ne nazwa­nie zbrod­ni, któ­rej ofia­ry i ich rodzi­ny nigdy nie docze­ka­ły się uzna­nia swo­je­go cierpienia.

Nie­miec­ki Alzheimer

Niem­cy zro­bią wszyst­ko, aby świat był prze­ko­na­ny, że za Holo­kaust odpo­wia­da­ją Pola­cy i jacyś bez­pań­stwo­wi, nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ni nazi­ści. Na razie odno­szą sukcesy.

Frag­ment powsta­ją­cej książ­ki pod tytu­łem Pro­to­kół roz­bież­no­ści” pol­skie­go dyplo­ma­ty od lat pra­cu­ją­ce­go w Niem­czech, któ­ry publi­ku­je na X jako Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta”, doku­men­tu­je sys­te­ma­tycz­ną kam­pa­nię nie­miec­kich mediów zmie­rza­ją­cą do rela­ty­wi­za­cji odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust poprzez suge­ro­wa­nie pol­skie­go współ­udzia­łu. Pro­blem okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” sta­no­wi klu­czo­wy ele­ment tej nar­ra­cji.
Mecha­nizm mani­pu­la­cji języ­ko­wej
Autor, któ­re­go frag­ment książ­ki opu­bli­ko­wał por­tal Tysol​.pl przed­sta­wia kon­kret­ny przy­kład z gaze­ty Süd­deut­sche Zeitung, któ­ra w 2017 roku opi­sa­ła Auschwitz-Bir­ke­nau jako naj­więk­szy obóz kon­cen­tra­cyj­ny na tere­nie Pol­ski”. Pozor­nie neu­tral­ne okre­śle­nie geo­gra­ficz­ne jest jed­nak celo­wo mylą­ce. W Pol­sce wszy­scy wie­my, że rze­czy­wi­sto­ści był to nie­miec­ki nazi­stow­ski obóz kon­cen­tra­cyj­ny i zagła­dy zało­żo­ny przez Niem­ców na tere­nach wcie­lo­nych do III Rze­szy.
Róż­ni­ca jest fun­da­men­tal­na: okre­śle­nie na tere­nie Pol­ski” suge­ru­je pol­ską jurys­dyk­cję lub odpo­wie­dzial­ność, pod­czas gdy fak­tycz­nie te tere­ny były wów­czas czę­ścią Nie­miec nazi­stow­skich, a Pol­ska jako pań­stwo nie ist­nia­ła. Pro­ste? Jed­nak nie dla zagra­nicz­ne­go (nie tyl­ko nie­miec­kie­go) czy­tel­ni­ka.
Kon­tro­wer­sje wokół usta­wy o IPN
To histe­rycz­na reak­cja nie­miec­kich mediów na pol­ski pro­jekt usta­wy z 2018 roku, któ­ra mia­ła pena­li­zo­wać uży­wa­nie okre­śle­nia pol­skie obo­zy śmier­ci”. Süd­deut­sche Zeitung przed­sta­wi­ła tę ini­cja­ty­wę jako prze­jaw sys­te­mo­we­go odpy­cha­nia od sie­bie winy”, suge­ru­jąc, że Pola­cy ucie­ka­ją od odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust.
Deutsch­land­funk­kul­tur wprost stwier­dził: Wie­le orga­ni­za­cji w Pol­sce współ­dzia­ła­ło w Holo­cau­ście”, co jest przy­kła­dem gene­ra­li­za­cji obcią­ża­ją­cej cały naród odpo­wie­dzial­no­ścią za dzia­ła­nia jed­no­stek.
Prze­pis na wysma­że­nie prze­ko­na­nia o winie Pola­ków”
Autor przy­ta­cza iro­nicz­ny prze­pis”, jak nie­miec­kie media kon­stru­ują nar­ra­cję o pol­skiej współ­od­po­wie­dzial­no­ści. Oto on:
Z oce­anu nazi­stow­skich zbrod­ni popeł­nio­nych w Pol­sce i na Pola­kach wyab­stra­huj kro­plę pol­skiej pod­ło­ści – mecha­nizm pole­ga­ją­cy na wyizo­lo­wa­niu mar­gi­nal­nych przy­pad­ków pol­skiej zdra­dy.
Napom­puj ją do roz­mia­rów kuli ziem­skiej, któ­ra prze­sło­ni oce­an – nad­mier­ne eks­po­no­wa­nie tych przy­pad­ków przy jed­no­cze­snym pomi­ja­niu nie­miec­kiej odpo­wie­dzial­no­ści.
Dorzuć dwie-trzy wypo­wie­dzi pol­skich i mię­dzy­na­ro­do­wych auto­ry­te­tów – nada­nie pozo­rów obiek­ty­wi­zmu.
Dla doda­nia cało­ści posma­ku obiek­ty­wi­zmu dorzuć wzmian­kę o tym, że zda­rza­li się tak­że Pola­cy ratu­ją­cy Żydów – taka pozor­na rów­no­wa­ga nar­ra­cyj­na.
Ser­wuj opi­nii publicz­nej jak naj­czę­ściej ze szczyp­tą moral­nej wyż­szo­ści – ton poucza­ją­cy i osą­dza­ją­cy.

Histo­rycz­ny kon­tekst – pla­ny Hitle­ra
Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta” przy­po­mi­na wypo­wiedź Hitle­ra z sierp­nia 1939 roku w Obe­rsal­zber­gu, któ­ra jed­no­znacz­nie okre­śla­ła cele wobec Pol­ski:
Znisz­cze­nie Pol­ski wysu­wa się na pierw­szy plan. Celem jest eli­mi­na­cja sił żywych (…) Bru­tal­ne postę­po­wa­nie. 80 mln ludzi musi otrzy­mać swo­je pra­wo (…) Naj­wyż­sza bez­względ­ność (…) Celem mili­tar­nym jest cał­ko­wi­te znisz­cze­nie Pol­ski (…) Prze­śla­do­wa­nie aż do cał­ko­wi­te­go znisz­cze­nia.”
Ten cytat poka­zu­je, że Pola­cy – obok Żydów – byli głów­ny­mi ofia­ra­mi nie­miec­kiej poli­ty­ki eks­ter­mi­na­cyj­nej. Akt oskar­że­nia w pro­ce­sie norym­ber­skim wyraź­nie wymie­nia Żydów, Pola­ków, Cyga­nów” jako gru­py pod­le­ga­ją­ce sys­te­ma­tycz­nej zagła­dzie.
Celo­wość nie­miec­kiej poli­ty­ki histo­rycz­nej
Autor cel­nie oce­nia, że uży­wa­nie okre­śleń typu pol­skie obo­zy” czy suge­ro­wa­nie pol­skie­go współ­udzia­łu w Holo­cau­ście słu­ży kil­ku celom:
- Rela­ty­wi­za­cji odpo­wie­dzial­no­ści – roz­my­cie jed­no­znacz­nej nie­miec­kiej winy poprzez wska­zy­wa­nie na rze­ko­mą pol­ską współ­od­po­wie­dzial­ność;
- Wpły­wu na opi­nię publicz­ną – kształ­to­wa­nie prze­ko­na­nia, że Pola­cy byli nie tyl­ko ofia­ra­mi, ale i spraw­ca­mi;
- To odpo­wiedź na pol­ską poli­ty­kę pamię­ci – prze­ciw­dzia­ła­nie pol­skim pró­bom upa­mięt­nie­nia ofiar i ujaw­nia­nia praw­dy histo­rycz­nej (jak publi­ka­cja bazy spraw­ców z Auschwitz przez IPN);
- Pre­sji poli­tycz­nej – wywie­ra­nie wpły­wu na pol­ską poli­ty­kę wewnętrz­ną poprzez oskar­że­nia o nacjo­na­lizm” i prze­pi­sy­wa­nie histo­rii”;
Para­doks ochro­ny pamię­ci
Para­doks sytu­acji, w któ­rej Niem­cy kry­ty­ku­ją Pol­skę za dba­nie o pamięć obo­zów zagła­dy, któ­re Niem­cy na pol­skich zie­miach utwo­rzy­ły, jest szo­ku­ją­cy.
Sub­tel­ne mani­pu­la­cje języ­ko­we – zastę­po­wa­nie okre­śle­nia nie­miec­ki nazi­stow­ski obóz” sfor­mu­ło­wa­niem obóz na tere­nie Pol­ski” – słu­żą prze­su­nię­ciu odpo­wie­dzial­no­ści histo­rycz­nej i budo­wa­niu fał­szy­we­go obra­zu współ­udzia­łu pol­skie­go w Holo­cau­ście.
Gene­za okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne”
Okre­śle­nie pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” nie ma jed­ne­go auto­ra w tra­dy­cyj­nym rozu­mie­niu, ale jego powsta­nie i roz­po­wszech­nie­nie było efek­tem celo­wej poli­ty­ki histo­rycz­nej RFN oraz dzia­łań zwią­za­nych z zatrud­nia­niem byłych nazi­stów w struk­tu­rach wywia­du zachod­nio­eu­ro­pej­skie­go.
Pierw­szy przy­pa­dek uży­cia – Jan Kar­ski i mani­pu­la­cja redak­cyj­na
Naj­wcze­śniej­sze udo­ku­men­to­wa­ne uży­cie zwro­tu Polish Death Camp” pocho­dzi z paź­dzier­ni­ka 1944 roku, kie­dy to ame­ry­kań­ski maga­zyn Col­lie­r’s Weekly” opu­bli­ko­wał arty­kuł słyn­ne­go pol­skie­go emi­sa­riu­sza Jana Kar­skie­go. Jed­nak to nie Kar­ski był auto­rem tego okre­śle­nia.
Bada­nia archi­wal­ne ujaw­ni­ły, że ory­gi­nal­ny tytuł maszy­no­pi­su Kar­skie­go brzmiał In the Bel­zec Death Camp” (W obo­zie śmier­ci w Bełż­cu). Redak­cja Col­lie­r’s Weekly” samo­wol­nie zmie­ni­ła tytuł na Polish Death Camp”, praw­do­po­dob­nie z powo­dów edy­tor­skich – w tym samym nume­rze uka­zał się arty­kuł o ame­ry­kań­skich obo­zach dla jeń­ców wojen­nych, więc redak­to­rzy chcie­li wyraź­nie odróż­nić, że obóz opi­sy­wa­ny przez Kar­skie­go znaj­do­wał się w Pol­sce, a nie w USA.
Kar­ski nie miał moż­li­wo­ści zapro­te­sto­wa­nia prze­ciw­ko tej zmia­nie, gdyż zgod­nie z ówcze­sną prak­ty­ką wydaw­ni­czą, każ­dy odbior­ca frag­men­tów książ­ki (któ­rą przy­go­to­wy­wał Kar­ski) miał pra­wo do zmian redak­cyj­nych.
Poli­ty­ka histo­rycz­na kanc­le­rza Ade­nau­era
Według dr Anny Jago­dziń­skiej z IPN, okre­śle­nie pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” poja­wi­ło się po raz pierw­szy w latach 50. XX wie­ku w jed­nej z nie­miec­kich publi­ka­cji pra­so­wych jako celo­we testo­wa­nie reak­cji opi­nii publicz­nej.
Histo­ryk pod­kre­śli­ła, że było to ele­men­tem zapla­no­wa­nej na lata poli­ty­ki histo­rycz­nej pierw­sze­go kanc­le­rza RFN Kon­ra­da Ade­nau­era. Jak stwier­dzi­ła: Taka była celo­wa poli­ty­ka histo­rycz­na Kon­ra­da Ade­nau­era, zapla­no­wa­na na lata. I oce­ni­ła: To się uda­ło Niem­com”. Trud­no zaprze­czyć.
Rola Agen­cji 114BND w czysz­cze­niu” nie­miec­kiej histo­rii
Klu­czo­wą rolę w roz­po­wszech­nia­niu mylą­cych okre­śleń ode­gra­ła Agen­cja 114 (Dien­st­stel­le 114) – taj­na jed­nost­ka utwo­rzo­na w ramach Orga­ni­za­cji Geh­le­na, a póź­niej Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND).
Czym była Agen­cja 114? Zosta­ła utwo­rzo­na tuż po zakoń­cze­niu II woj­ny świa­to­wej przez Rein­har­da Geh­le­na, byłe­go gene­ra­ła Wehr­mach­tu i sze­fa wywia­du woj­sko­we­go na Fron­cie Wschod­nim. Mia­ła ofi­cjal­ną sie­dzi­bę w Karls­ru­he, ukry­tą pod przy­kryw­ką fir­my pro­du­ku­ją­cej role­ty Zim­mer­le & Co”. Agen­cja 114 słu­ży­ła jako głów­ne wej­ście” do zachod­nio­eu­ro­pej­skie­go wywia­du dla byłych nazi­stów, w tym zbrod­nia­rzy wojen­nych aktyw­nych w Holo­cau­ście.
Do poło­wy lat 60. XX wie­ku zatrud­nia­ła co naj­mniej 100 byłych ofi­ce­rów Gesta­po lub SS. Wśród nich byli m.in.:
• Karl Josef Sil­ber­bau­er – ofi­cer SS, któ­ry aresz­to­wał Annę Frank i jej rodzi­nę w 1944 roku;
• Alo­is Brun­ner – zastęp­ca Adol­fa Eich­man­na, odpo­wie­dzial­ny za depor­ta­cję ponad 100 000 Żydów;
• Emil Augs­burg – były major SS;
Czysz­cze­nie” akt nie­miec­kich zbrod­nia­rzy
Według arty­ku­łu w Times of Isra­el, w latach 50. i 60. XX wie­ku dzia­ła­ła afi­lo­wa­na z wywia­dem zachod­nio­nie­miec­kim (BND) Agen­cja 114”, któ­ra zaj­mo­wa­ła się czysz­cze­niem” akt byłych nazi­stów ubie­ga­ją­cych się o pra­cę w wywia­dzie. Jak napi­sa­no:
Until the mid-1960s, West Ger­ma­ny­’s govern­ment dec­li­ned to pur­sue Nazi war cri­mi­nals. During the­se years, an intel­li­gen­ce-affi­lia­ted «Agen­cy 114» wor­ked to «cle­an» the records of such men who wan­ted to obta­in intel­li­gen­ce work. A good deal of the­se job appli­cants had served at con­cen­tra­tion and death camps, hen­ce the need to «re-brand» them and impli­ca­te Poles”.
Sys­te­ma­tycz­ny cha­rak­ter dzia­łań
Bada­nia komi­sji histo­rycz­nej BND ujaw­ni­ły sys­te­ma­tycz­ny cha­rak­ter zatrud­nia­nia byłych nazi­stów. Według Süd­deut­sche Zeitung, Orga­ni­za­cja Geh­le­na była naj­lep­szym moż­li­wym biu­rem pośred­nic­twa pra­cy dla byłych ofi­ce­rów i sta­rych nazi­stów”.
Geh­len rze­ko­mo nie chciał znać prze­szło­ści zatrud­nia­nych ludzi, a w 1953 roku poin­for­mo­wał komi­sję obro­ny Bun­de­sta­gu, że oko­ło 40 jego pra­cow­ni­ków pocho­dzi­ło z SSSD. Rze­czy­wi­sta licz­ba była znacz­nie wyż­sza – według badań oko­ło 200 byłych pra­cow­ni­ków Reichs­si­cher­he­it­shaup­tamt (RSHA – Głów­ny Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa Rze­szy) pra­co­wa­ło dla BND. Mimo że sędzio­wie w pro­ce­sie norym­ber­skim uzna­li obie orga­ni­za­cje za zbrod­ni­cze”, człon­ko­wie komi­sji Bun­de­sta­gu stwier­dzi­li ano­ni­mo­wo, że gene­rał zro­bił dosko­na­łe wra­że­nie”.
Para­sol Ade­nau­era
Kon­rad Ade­nau­er, kanc­lerz RFN w latach 19491963, chro­nił tę poli­ty­kę. Przez ponad 20 lat Niem­cy Zachod­nie nie ści­ga­ły wie­lu zbrod­nia­rzy wojen­nych, któ­rzy pro­wa­dzi­li nor­mal­ne życie, czę­sto na pro­mi­nent­nych sta­no­wi­skach.
Jeśli była igno­ran­cja w tej spra­wie, to tyl­ko dla­te­go, że nikt nie chciał wie­dzieć – ani Geh­len, ani Ade­nau­er.
Dr Jago­dziń­ska zwró­ci­ła uwa­gę na stop­nio­we eli­mi­no­wa­nie okre­śle­nia nie­miec­ki” z opi­sów zbrod­ni II woj­ny świa­to­wej: Od wie­lu lat spo­ty­kam się w publi­ka­cjach z nazew­nic­twem hitle­row­skie, nazi­stow­skie, wła­ści­wie jak­by powo­li zosta­ło wyeli­mi­no­wa­ne okre­śle­nie Niem­cy, nie­miec­kie”. Jak przy­po­mnia­ła, w tram­wa­jach oku­po­wa­nej War­sza­wy wisia­ły tablicz­ki Nur für Deut­sche” (tyl­ko dla Niem­ców), a nie Nur für Nazi” (tyl­ko dla nazi­stów).
Rola Alfre­da Ben­zi­ge­ra w Dien­stel­le 114
To wła­śnie Alfred Ben­zi­ger (prze­zy­wa­ny der Dic­ke” – Gru­by”) ode­grał klu­czo­wą rolę w sys­te­ma­tycz­nym fał­szo­wa­niu odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust poprzez wpro­wa­dze­nie do obie­gu publicz­ne­go okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne”.
Pod­czas II woj­ny świa­to­wej Ben­zi­ger słu­żył jako sier­żant w Gehe­ime Feld­po­li­zei (GFP) – taj­nej poli­cji woj­sko­wej Wehr­mach­tu. Gehe­ime Feld­po­li­zei była for­ma­cją utwo­rzo­ną 21 lip­ca 1939 roku przez sze­fa Obe­rkom­man­do der Wehr­macht (OKW) gene­ra­ła Wil­hel­ma Keitla. Choć for­mal­nie nale­ża­ła do Wehr­mach­tu, jej kadra rekru­to­wa­ła się głów­nie z Gesta­po i Kri­po (Kri­mi­nal­po­li­zei).
GFP była zna­na z tor­tu­ro­wa­nia i zabi­ja­nia więź­niów. Funk­cjo­na­riu­sze tej for­ma­cji mie­li nie­ogra­ni­czo­ny dostęp do wszyst­kich obiek­tów mili­tar­nych i stref zamknię­tych.
Po zakoń­cze­niu woj­ny Ben­zi­ger natu­ral­nie nie poniósł odpo­wie­dzial­no­ści za swo­je czy­ny. Zamiast tego został sze­fem Agen­cji 114 (Dien­st­stel­le 114) – taj­nej jed­nost­ki kontr­wy­wia­du dzia­ła­ją­cej naj­pierw w ramach Orga­ni­za­cji Geh­le­na, a póź­niej Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND).
Dzia­łal­ność Agen­cji 114 pod kie­row­nic­twem Ben­zi­ge­ra
Agen­cja 114 pod kie­row­nic­twem Ben­zi­ge­ra ofi­cjal­nie zaj­mo­wa­ła się kontr­wy­wia­dem prze­ciw­ko Sowie­tom, ale rów­nież moni­to­ro­wa­niem kra­jo­wych lewi­cow­ców i pacy­fi­stów.
Ben­zi­ger otwar­cie rekru­to­wał” byłych człon­ków Gesta­po, SSSD, jak rapor­to­wał agent CIA James Critch­field, któ­ry nad­zo­ro­wał roz­wój nie­miec­kiej służ­by wywia­dow­czej. Wśród zatrud­nio­nych przez nie­go zbrod­nia­rzy wojen­nych byli:
• Kon­rad Fie­big – oskar­żo­ny o mor­der­stwo 11 000 Żydów na Bia­ło­ru­si
• Wal­ter Kur­reck – z oddzia­łu śmier­ci SS Ein­sat­zgrup­pe D, odpo­wie­dzial­ny za dzie­siąt­ki tysię­cy mor­dów
W 1956 roku to wła­śnie Alfred Ben­zi­ger wymy­ślił i wpro­wa­dził sku­tecz­nie do obie­gu publicz­ne­go okre­śle­nie pol­skie obo­zy śmier­ci”. Wybór momen­tu nie był przy­pad­ko­wy. W 1956 roku Pol­ska była w cha­osie po wyda­rze­niach w Pozna­niu i zmia­nach poli­tycz­nych. Kraj był nie­sta­bil­ny po latach oku­pa­cji nie­miec­kiej, sowiec­kiej i rzą­dów zwo­len­ni­ków Sta­li­na.
Suk­ces nie­miec­kiej pro­pa­gan­dy
Stra­te­gia Ben­zi­ge­ra odnio­sła spek­ta­ku­lar­ny suk­ces. W Niem­czech gru­pa była tak sku­tecz­na, że gdy w 1979 roku nada­no ame­ry­kań­ski serial Holo­caust”, pane­lo­wi histo­ry­ków towa­rzy­szył zalew pytań od Niem­ców, któ­rzy wie­rzy­li, że Pol­ska była odpo­wie­dzial­na za ludo­bój­stwo.
Alfred Ben­zi­ger był klu­czo­wą posta­cią w sys­te­ma­tycz­nej kam­pa­nii mają­cej na celu prze­su­nię­cie odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust z Nie­miec na Pol­skę poprzez celo­we wpro­wa­dze­nie mylą­ce­go okre­śle­nia pol­skie obo­zy koncentracyjne/​śmierci”. Odpo­wie­dzial­ny był za mani­pu­la­cję opi­nią publicz­ną poprzez wyko­rzy­sta­nie nie­miec­kich mediów do roz­po­wszech­nia­nia fał­szy­wej nar­ra­cji histo­rycz­nej, co trwa do dzi­siaj.
Dzia­łal­ność Ben­zi­ge­ra była czę­ścią szer­szej poli­ty­ki histo­rycz­nej kanc­le­rza Ade­nau­era, któ­ra mia­ła odsu­nąć Niem­cy od odpo­wie­dzial­no­ści za zbrod­nie nazi­stow­skie. Był on byłym zbrod­nia­rzem wojen­nym, któ­ry po woj­nie nie tyl­ko unik­nął kary, ale został sze­fem jed­nost­ki wywia­du finan­so­wa­nej przez Sta­ny Zjed­no­czo­ne i chro­nio­nej przez rząd RFN, z któ­rej pozy­cji pro­wa­dził sys­te­ma­tycz­ną kam­pa­nię dez­in­for­ma­cyj­ną trwa­ją­cą do dziś.

Nie­miec­kie roszczenia

Ska­la rosz­czeń nie­miec­kich wysie­dleń­ców i ich potom­ków, doty­czą­cych mająt­ku pozo­sta­wio­ne­go w Pol­sce po II woj­nie świa­to­wej jest poważ­nym pro­ble­mem praw­nym, poli­tycz­nym i spo­łecz­nym, sta­no­wią­cym rze­czy­wi­ste zagro­że­nie dla pol­skiej racji stanu.

Spad­ko­bier­cy Niem­ców wysie­dlo­nych po II woj­nie oraz póź­nych prze­sie­dleń­ców” przej­mu­ją mająt­ki pozo­sta­wio­ne w Pol­sce po 1945 roku.
Po zakoń­cze­niu II woj­ny świa­to­wej i prze­su­nię­ciu gra­nic Pol­ski na zachód, zie­mie daw­niej nie­miec­kie – Śląsk, Pomo­rze, War­mia i Mazu­ry – zosta­ły włą­czo­ne do Pol­ski jako tzw. Zie­mie Odzy­ska­ne. Lud­ność nie­miec­ka zosta­ła wysie­dlo­na na mocy usta­leń kon­fe­ren­cji pocz­dam­skiej z 1945 roku. Jed­nak znacz­na część osób, któ­re po woj­nie zade­kla­ro­wa­ły pol­ską naro­do­wość i uzy­ska­ły pol­skie oby­wa­tel­stwo, zacho­wa­ła pra­wo wła­sno­ści swo­ich majątków.

Pro­ble­ma­ty­ka nie­miec­kich rosz­czeń doty­czy głów­nie dwóch grup: oby­wa­te­li nie­miec­kich wysie­dlo­nych bez­po­śred­nio po woj­nie oraz tzw. póź­nych prze­sie­dleń­ców” – osób, któ­re w latach 19561984 zrze­kły się pol­skie­go oby­wa­tel­stwa i wyje­cha­ły do Nie­miec, pozo­sta­wia­jąc nie­ru­cho­mo­ści w Polsce.

Kie­dy przy­jeż­dża­li do Nie­miec było im wypła­ca­ne odszko­do­wa­nie za nie­ru­cho­mo­ści i mie­nie pozo­sta­wio­ne w Pol­sce i prze­ka­za­ne do Skar­bu Pań­stwa (to był waru­nek wyda­nia zgo­dy na wyjazd do RFN). Prze­licz­nik był ofi­cjal­ny: 100 zło­tych – 12,5 DM i do tego bez­zwrot­na pożycz­ka w kwo­cie 10000 DM.

Mecha­ni­zmy praw­ne przej­mo­wa­nia ponie­miec­kich majątków

Dekret Pol­skie­go Komi­te­tu Wyzwo­le­nia Naro­do­we­go z 6 wrze­śnia 1944 roku o prze­pro­wa­dze­niu refor­my rol­nej sta­no­wił pod­sta­wę nacjo­na­li­za­cji naj­więk­szych mająt­ków ziem­skich. Przej­mo­wał bez odszko­do­wa­nia wła­sność mająt­ków powy­żej 50 hek­ta­rów (w woje­wódz­twach zachod­nich – powy­żej 100 ha), obej­mu­jąc rów­nież mająt­ki poniemieckie.

Z kolei Dekret z 8 mar­ca 1946 roku o mająt­kach opusz­czo­nych i ponie­miec­kich regu­lo­wał prze­ję­cie na wła­sność pań­stwa mająt­ków pozo­sta­wio­nych przez oby­wa­te­li nie­miec­kich oraz oso­by, któ­re opu­ści­ły Polskę.

Klu­czo­wym aktem praw­nym była usta­wa z 14 lip­ca 1961 roku o gospo­dar­ce tere­na­mi w mia­stach i osie­dlach. Jej arty­kuł 38 sta­no­wił, że nie­ru­cho­mo­ści osób, któ­re zade­kla­ro­wa­ły naro­do­wość pol­ską, a następ­nie w związ­ku z wyjaz­dem utra­ci­ły pol­skie oby­wa­tel­stwo, prze­cho­dzi­ły na wła­sność państwa”.

Kon­tro­wer­syj­ne orzecz­nic­two Sądu Najwyższego

W 2012 roku Sąd Naj­wyż­szy wydał prze­ło­mo­we orze­cze­nie, któ­re otwo­rzy­ło furt­kę dla rosz­czeń nie­miec­kich spad­ko­bier­ców. Pre­ze­sem Sądu Naj­wyż­sze­go w 2012 roku był Sta­ni­sław Dąbrow­ski. SN uznał, że prze­pis usta­wy z 1961 roku nie miał zasto­so­wa­nia do spad­ko­bier­ców osób wymie­nio­nych w tym przepisie.

Jak uza­sad­nił Sąd Naj­wyż­szy, prze­pis ten jako wyjąt­ko­wy nie może pod­le­gać wykład­ni roz­sze­rza­ją­cej. Ozna­cza­ło to, że jeśli wła­ści­ciel nie­ru­cho­mo­ści zacho­wał pol­skie oby­wa­tel­stwo do śmier­ci, a dopie­ro jego spad­ko­bier­cy wyemi­gro­wa­li do Nie­miec, to ci ostat­ni zacho­wa­li pra­wa do mająt­ku w Polsce.

To orze­cze­nie wywo­ła­ło falę kon­tro­wer­sji. Jak wska­zał pre­zes Sądu Naj­wyż­sze­go Sta­ni­sław Dąbrow­ski, choć argu­men­ty natu­ry jury­dycz­nej prze­ma­wia­ły za taką inter­pre­ta­cją, to nie spo­sób zigno­ro­wać kon­tek­stu histo­rycz­ne­go, spo­łecz­ne­go, mię­dzy­na­ro­do­we­go i kon­se­kwen­cji eko­no­micz­nych, któ­re prze­ma­wia­ją prze­ciw­ko korzyst­nym dla spad­ko­bier­ców mie­nia ponie­miec­kie­go orzeczeniom”.

Gór­ny Śląsk: exo­dus w cza­sach Gierka

Rekla­ma­Gór­ny Śląsk był głów­nym źró­dłem emi­gra­cji do Repu­bli­ki Fede­ral­nej Nie­miec w okre­sie PRL.

Ska­la zja­wi­ska była impo­nu­ją­ca. Po pod­pi­sa­niu w 1970 roku ukła­du nor­ma­li­za­cyj­ne­go mię­dzy PRLRFN roz­po­czę­ła się dru­ga fala tzw. akcji łącze­nia rodzin. Po roku 1970 nastą­pił gwał­tow­ny wzrost licz­by wyjaz­dów – w 1971 roku wyje­cha­ło 25 241 osób (wobec zale­d­wie 5 6241970 roku). Następ­nie licz­ba ta spa­dła do 13 4771972 roku, 8 9021973, 7 8251974, by osią­gnąć 7 0401975 roku. Tyl­ko w cią­gu trzech lat (19761979) z Gór­ne­go Ślą­ska wyje­cha­ło 115 tysię­cy osób.

Naj­wię­cej osób wyjeż­dża­ło z trzech miast: Zabrze, Byto­mia i Gli­wic. W samym tyl­ko 1976 roku z Gór­ne­go Ślą­ska pocho­dzi­ło 17 413 osób, co sta­no­wi­ło 59,3 proc. wszyst­kich wysie­dleń­ców z Polski.

W latach 19521988 z Pol­ski do RFN wyje­cha­ło łącz­nie oko­ło 607 tysię­cy osób pocho­dze­nia nie­miec­kie­go, z cze­go pra­wie 70 proc. pocho­dzi­ło z Gór­ne­go Śląska.

Rekla­ma­Oso­by wyjeż­dża­ją­ce do RFN były zobo­wią­za­ne do zrze­cze­nia się pol­skie­go oby­wa­tel­stwa na pod­sta­wie uchwa­ły Rady Pań­stwa nr 371956 roku. W prak­ty­ce ozna­cza­ło to rów­nież utra­tę praw do nie­ru­cho­mo­ści pozo­sta­wia­nych w Pol­sce – gospo­darstw rol­nych, domów, działek.

Przej­mo­wa­ne mająt­ki sta­wa­ły się wła­sno­ścią Skar­bu Pań­stwa i były następ­nie roz­dy­spo­no­wy­wa­ne – sprze­da­wa­ne nowym wła­ści­cie­lom, prze­ka­zy­wa­ne zakła­dom pra­cy, Lasom Pań­stwo­wym lub gminom.

Suk­ces Agnes Trawny

Naj­gło­śniej­szą spra­wą w Pol­sce sta­ła się histo­ria Agnes Traw­ny – Mazur­ki, któ­ra w latach 70. wyje­cha­ła do Nie­miec, pozo­sta­wia­jąc gospo­dar­stwo we wsi Nar­ty pod Szczyt­nem. Klu­czo­we było to, że urzęd­ni­cy gmin­ni nie usu­nę­li jej nazwi­ska z ksiąg wieczystych.

Rekla­maW 2005 roku Sąd Naj­wyż­szy przy­znał Traw­ny pra­wo do odzy­ska­nia domu i zie­mi. To była pierw­sza tego typu spra­wa zakoń­czo­na suk­ce­sem przez nie­miec­kich spad­ko­bier­ców przed pol­ski­mi sądami.

Dra­mat pol­skich rodzin

W domu Traw­ny od lat 70. miesz­ka­ły dwie pol­skie rodzi­ny – Moska­li­ko­wie i Gło­wac­cy – zakwa­te­ro­wa­ne tam przez Lasy Pań­stwo­we. W 2009 roku sąd naka­zał ich eks­mi­sję, nie przy­zna­jąc loka­li socjal­nych. Wyrok był nie­ludz­ki, bo pol­skie rodzi­ny inwe­sto­wa­ły przez 30 lat w utrzy­ma­nie domu, sądząc, że sta­ną się jego właścicielami.

Po odzy­ska­niu domu w 2011 roku Traw­ny go zbu­rzy­ła. Rodzi­ny Gło­wac­kich zażą­da­ły od niej 210 tysię­cy zło­tych za utrzy­ma­nie nie­ru­cho­mo­ści. Wła­dy­sław Gło­wac­ki pod­pi­sał oświad­cze­nie o bra­ku rosz­czeń, ale póź­niej twier­dził, że nie rozu­miał jego tre­ści, bo nie miał okularów.

W 2024 roku Sąd Okrę­go­wy w Olsz­ty­nie zasą­dził dla Traw­ny 700 tysię­cy zło­tych odszko­do­wa­nia za zie­mię prze­ję­tą przez Skarb Pań­stwa i następ­nie sprze­da­ną. Część nie­ru­cho­mo­ści kupi­ła duża fir­ma i podzie­li­ła na mniej­sze dział­ki, przez co zwrot w natu­rze stał się niemożliwy.

Fala rosz­czeń na War­mii, Mazu­rach i Ślasku

Johan­nes Czo­drow­ski, któ­ry w 1977 roku wraz z rodzi­ca­mi wyje­chał do RFN, zosta­wia­jąc gospo­dar­stwo w Tomasz­ko­wie pod Olsz­ty­nem, otrzy­mał w 2017 roku wyrok zasą­dza­ją­cy pra­wie 670 tysię­cy zło­tych odszko­do­wa­nia. Spra­wa doty­czy­ła 40-hek­ta­ro­we­go gospo­dar­stwa rol­ne­go z 10-hek­ta­ro­wym lasem.

Część gospo­dar­stwa zosta­ła sprze­da­na nowym wła­ści­cie­lom i nie mogła być zwró­co­na. Pozo­sta­łą część – las i dział­ki – prze­ję­ły gmi­na i Lasy Pań­stwo­we. Pro­ku­ra­to­ria Gene­ral­na Skar­bu Pań­stwa wno­si­ła o odda­le­nie pozwu, ale przegrała.

W przy­pad­ku rodzi­ny Sikor­skich, któ­ra w 1978 roku wyje­cha­ła do RFN, pozo­sta­wia­jąc 5,5‑hektarowe gospo­dar­stwo w Gie­trz­wał­dzie, spad­ko­bier­cy uzy­ska­li łącz­nie oko­ło 200 tysię­cy złotych.

Andre­as Sikor­ski otrzy­mał 66 tysię­cy zło­tych, jego przy­rod­ni brat Die­ter Pest­kow­ski – 44 tysią­ce zło­tych (jako dziec­ko tyl­ko jed­ne­go z mał­żon­ków). Ponad 4 hek­ta­ry zosta­ły sprze­da­ne nowym wła­ści­cie­lom, przez co zwrot w natu­rze był niemożliwy.

W innej spra­wie doty­czą­cej Gie­trz­wał­du, spad­ko­bier­ca Anton B. otrzy­mał w 2024 roku wyrok zasą­dza­ją­cy ponad 493 tysią­ce zło­tych za bez­praw­ne prze­ję­cie i zby­cie 57-hek­ta­ro­we­go gospo­dar­stwa jego mat­ki Cecy­lii W. Nie­ru­cho­mość zosta­ła prze­ję­ta przez Skarb Pań­stwa w latach 70., a nie­waż­ność decy­zji stwier­dził dopie­ro w 2016 roku mini­ster rol­nic­twa i roz­wo­ju wsi.

W 2022 roku miesz­kań­cy War­mii, któ­rzy w 1978 roku wyemi­gro­wa­li do Repu­bli­ki Fede­ral­nej Nie­miec i zosta­wi­li pod Gie­trz­wał­dem 24-hek­ta­ro­we gospo­dar­stwo. Już trzy dni po ich wyjeź­dzie gospo­dar­stwo zosta­ło prze­ję­te przez Skarb Pań­stwa i zby­te innym oso­bom oraz Lasom Państwowym.

Prze­sie­dleń­cy wygra­li 900 tysię­cy zło­tych odszko­do­wa­nia w pra­wo­moc­nym wyro­ku. Jak powie­dział ich peł­no­moc­nik mece­nas Woj­ciech Wrze­cion­kow­ski: Moim klien­tom po pro­stu zabra­no w PRL ich mają­tek. Nikt z nas nie chciał­by być w takiej sytu­acji posta­wio­ny. Odszko­do­wa­nie za to, co zabra­ło im pań­stwo, jest po pro­stu sprawiedliwe”.

Od 2013 roku do Sądu Okrę­go­we­go w Olsz­ty­nie wpły­nę­ło 20 pozwów doty­czą­cych rosz­czeń auto­chto­nów oraz ich spad­ko­bier­ców. W spra­wach zakoń­czo­nych powo­do­wie wygra­li w 10 przy­pad­kach, w dwóch spra­wach odrzu­co­no pozew, a w trzech odda­lo­no powódz­two. Naj­wyż­sza kwo­ta dotych­czas zasą­dzo­na przez sąd to 1 milion 218 tysię­cy zło­tych dla pię­ciu powodów.

Tyl­ko w 2017 roku przed sądem okrę­go­wym w Olsz­ty­nie toczy­ło się 6 spraw o odszko­do­wa­nia za nie­ru­cho­mo­ści pozo­sta­wio­ne po wyjeź­dzie do RFN. Daw­ni prze­sie­dleń­cy żąda­li od Skar­bu Pań­stwa kwot od 100 tysię­cy do 2 milio­nów złotych.

W porów­na­niu do licz­by wszyst­kich spraw wpły­wa­ją­cych do sądów cywil­nych nie sta­no­wią one dużej licz­by – w samym 2016 roku do I Wydzia­łu Cywil­ne­go Sądu Okrę­go­we­go w Olsz­ty­nie wpły­nę­ło łącz­nie 1789 spraw. Nie dotar­łem do naj­now­szych sta­ty­styk, ale moż­na się spo­dzie­wać, że ska­la rosz­czeń rośnie.

Zda­niem praw­ni­ków spe­cja­li­zu­ją­cych się w tej tema­ty­ce, rosz­czeń może być coraz wię­cej. Usta­wa z 2007 roku o ujaw­nie­niu w księ­gach wie­czy­stych pra­wa wła­sno­ści Skar­bu Pań­stwa de fac­to wska­zu­je, kto poprzed­nio posia­dał mająt­ki, co uła­twia spad­ko­bier­com iden­ty­fi­ka­cję nie­ru­cho­mo­ści, o któ­re mogą walczyć.

Naj­gło­śniej­szą spra­wą na Gór­nym Ślą­sku był pro­ces Rein­hol­da L. oraz jego rodzi­ny – spad­ko­bier­ców Elfrie­de i Jerze­go L., któ­rzy doma­ga­li się zwro­tu dzie­się­ciu nie­ru­cho­mo­ści w Byto­miu o łącz­nej powierzch­ni pra­wie 14 tysię­cy metrów kwadratowych.

W 2013 roku spad­ko­bier­cy poskar­ży­li się do Woje­wódz­kie­go Sądu Admi­ni­stra­cyj­ne­go w Gli­wi­cach na woje­wo­dę, któ­ry odmó­wił zwro­tu nie­ru­cho­mo­ści. Spra­wa tra­fi­ła do Naczel­ne­go Sądu Administracyjnego.

W 2015 roku NSA odda­lił skar­gę kasa­cyj­ną rodzi­ny L. Sąd uznał, że spad­ko­bier­cy nie mają szans na odzy­ska­nie mająt­ku, ponie­waż prze­sie­dleń­cy przed laty zrze­kli się pol­skie­go oby­wa­tel­stwa i jed­no­cze­śnie pra­wa własności.

Klu­czo­we w uza­sad­nie­niu było stwier­dze­nie, że Elfrie­de i Jerzy L. mie­li pra­wo do nie­ru­cho­mo­ści jesz­cze po woj­nie, ale zrze­kli się go w momen­cie skła­da­nia wnio­sku o wyjazd do Nie­miec. Tym samym mają­tek przed­wo­jen­nych wła­ści­cie­li prze­szedł na wła­sność pań­stwa zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cym wów­czas prawem.

Mece­nas Lech Oba­ra, spe­cja­li­zu­ją­cy się w tema­ty­ce nie­miec­kich rosz­czeń, potrak­to­wał decy­zję NSA jako sygnał zmia­ny linii orzecz­nic­twa w tego typu spra­wach. Orze­cze­nie to jest szcze­gól­nie istot­ne dla Gór­ne­go Ślą­ska, gdzie wie­le osób dys­po­nu­je przed­wo­jen­ny­mi tytu­ła­mi własności.

Wyrok wyraź­nie roz­róż­nił sytu­ację prze­sie­dleń­ców, któ­rzy świa­do­mie zrze­kli się oby­wa­tel­stwa i praw mająt­ko­wych, od przy­pad­ków osób, któ­re zacho­wa­ły pol­skie oby­wa­tel­stwo do śmier­ci, a dopie­ro ich spad­ko­bier­cy wyemigrowali.

Sza­cu­je się, że praw do pozo­sta­wio­ne­go mająt­ku mogli­by się doma­gać potom­ko­wie oko­ło 700 tysię­cy osób, któ­re opu­ści­ły Pol­skę od 1945 roku. 

Odszko­do­wa­nia wypła­co­ne Niem­com przez Niemcy

Co istot­ne, oso­by wyjeż­dża­ją­ce do Nie­miec w ramach póź­nych prze­sie­dleń otrzy­my­wa­ły od rzą­du nie­miec­kie­go odszko­do­wa­nia za pozo­sta­wio­ne mie­nie. Na pod­sta­wie umo­wy mię­dzy RFNPRL1975 roku Niem­cy wypła­ci­li Pol­sce glo­bal­nie 1,3 miliar­da marek nie­miec­kich (póź­niej dodat­ko­wo 500 milio­nów DM1991 roku).

Do koń­ca 2003 roku rząd nie­miec­ki wypła­cił oso­bom wypę­dzo­nym i prze­sie­dlo­nym łącz­nie oko­ło 64 miliar­dy euro. Śred­nio poszko­do­wa­ni otrzy­ma­li oko­ło 22 proc. war­to­ści utra­co­ne­go majątku.

Co wię­cej, na pod­sta­wie usta­wy o wyrów­ny­wa­niu obcią­żeń (Laste­naus­gle­ichs­ge­setz) z 1952 roku Niem­cy wypła­ci­ły swo­im oby­wa­te­lom wypę­dzo­nym z tere­nów na wschód od Odry i Nysy łącz­nie oko­ło 75 miliar­dów euro. W sumie oby­wa­te­le nie­miec­cy otrzy­ma­li po woj­nie 89 miliar­dów euro z róż­nych źródeł.

Jak pod­kre­ślał mece­nas Lech Oba­ra: Ci – któ­rzy wysu­wa­ją swo­je rosz­cze­nia – już wcze­śniej dosta­li odszko­do­wa­nia za pozo­sta­wio­ne mająt­ki. A nie może być tak, że kto­kol­wiek będzie dosta­wał odszko­do­wa­nie dwu­krot­nie. Kłó­ci się to z poczu­ciem spra­wie­dli­wo­ści społecznej”.

Przy­pad­ki takie jak rodzin Moska­li­ków i Gło­wac­kich poka­zu­ją ludz­ki wymiar pro­ble­mu. Oso­by te miesz­ka­ły w domach przez 3040 lat, inwe­stu­jąc w remon­ty i utrzy­ma­nie, w prze­ko­na­niu, że sta­ną się wła­ści­cie­la­mi. Eks­mi­sje pro­wa­dzą do tra­ge­dii rodzin­nych – Wło­ży­li­śmy w ten dom pie­nią­dze i zdro­wie”, mówi­ła pła­cząc Wła­dy­sła­wa Głowacka.

Zasą­dzo­ne odszko­do­wa­nia obcią­ża­ją pol­ski Skarb Pań­stwa, a więc wszyst­kich podat­ni­ków. Suma wypłat rośnie – od kil­ku­dzie­się­ciu tysię­cy zło­tych po ponad milion zło­tych w poje­dyn­czych sprawach.

Mece­nas Lech Oba­ra z Ruchu Praw­ni­ków prze­ciw­ko Nie­miec­kim Rosz­cze­niom Rewin­dy­ka­cyj­nym trak­tu­je decy­zję NSA2015 roku (w spra­wie Rein­hol­da L. w Byto­miu) jako sygnał zmia­ny linii orzecz­nic­twa w tego typu spra­wach. Pod­kre­śla zna­cze­nie odszko­do­wań już wypła­co­nych przez Niem­cy i koniecz­ność prze­ciw­dzia­ła­nia podwój­ne­mu odszkodowaniu.

Z dru­giej stro­ny, peł­no­moc­ni­cy spad­ko­bier­ców, jak mece­nas Woj­ciech Wrze­cion­kow­ski, argu­men­tu­ją, że ich klien­ci zosta­li bez­praw­nie pozba­wie­ni mająt­ku przez komu­ni­stycz­ne pań­stwo i odszko­do­wa­nie jest sprawiedliwe.

Pro­ble­ma­ty­ka przej­mo­wa­nia mająt­ków przez nie­miec­kich spad­ko­bier­ców po 1945 roku pozo­sta­je kon­tro­wer­syj­na i zło­żo­na praw­nie. Z jed­nej stro­ny mamy do czy­nie­nia z bez­praw­ny­mi prze­ję­cia­mi mająt­ków w okre­sie PRL, z dru­giej – z odszko­do­wa­nia­mi już wypła­co­ny­mi przez Niem­cy i koniecz­no­ścią ochro­ny inte­re­sów pol­skich rodzin miesz­ka­ją­cych przez dzie­się­cio­le­cia w tych nieruchomościach.

Gór­ny Śląsk sta­no­wi szcze­gól­ny przy­pa­dek ze wzglę­du na maso­wą emi­gra­cję w latach 70. i 80. XX wie­ku. Z trzech naj­więk­szych miast prze­my­sło­wych – Byto­mia, Zabrza i Gli­wic – wyje­cha­ło kil­ka­dzie­siąt tysię­cy osób. Pozo­sta­wio­ne przez nich gospo­dar­stwa, domy i nie­ru­cho­mo­ści sta­ły się wła­sno­ścią pań­stwa, a obec­nie ich spad­ko­bier­cy pró­bu­ją odzy­skać mająt­ki lub uzy­skać odszkodowania.

Klu­czo­we zna­cze­nie ma linia orzecz­ni­cza z dwóch wyro­ków: z jed­nej stro­ny orze­cze­nie Sądu Naj­wyż­sze­go z 2012 roku, któ­re roz­róż­ni­ło sytu­ację praw­ną samych prze­sie­dleń­ców od ich spad­ko­bier­ców, z dru­giej – wyrok NSA w spra­wie Byto­mia z 2015 roku, któ­ry sta­now­czo odda­lił rosz­cze­nia spad­ko­bier­ców osób, któ­re świa­do­mie zrze­kły się obywatelstwa.

To dru­gie orze­cze­nie może sta­no­wić pre­ce­dens chro­nią­cy pol­ski Skarb Pań­stwa przed falą rosz­czeń z Gór­ne­go Ślą­ska, gdzie ska­la wyjaz­dów była znacz­nie więk­sza niż na War­mii i Mazu­rach. Jed­no­cze­śnie spra­wy, w któ­rych wła­ści­cie­le zacho­wa­li pol­skie oby­wa­tel­stwo do śmier­ci, mogą koń­czyć się suk­ce­sem spadkobierców.

Pro­blem wyma­ga kom­plek­so­we­go roz­wią­za­nia usta­wo­daw­cze­go, któ­re pogo­dzi ochro­nę praw wła­sno­ści z zasa­da­mi spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej i histo­rycz­nym kon­tek­stem prze­ję­cia ziem zachod­nich przez Pol­skę po II woj­nie światowej.

Szcze­gól­nie w kon­tek­ście fak­tu, że Niem­cy wypła­ci­ły już swo­im oby­wa­te­lom łącz­nie 89 miliar­dów euro odszko­do­wań, w tym 75 miliar­dów dla wypę­dzo­nych z tere­nów wschodnich.

Do 2025 roku ten­den­cja wzro­sto­wa w licz­bie pozwów nie­miec­kich spad­ko­bier­ców o odszko­do­wa­nia i zwro­ty nie­ru­cho­mo­ści w Pol­sce jest wyraź­na. Z uwa­gi na zło­żo­ność pro­ble­ma­ty­ki, powią­za­nej z histo­rycz­ny­mi wywłasz­cze­nia­mi, wie­lo­let­ni­mi pro­ce­du­ra­mi admi­ni­stra­cyj­ny­mi i sądo­wy­mi oraz nego­cja­cja­mi mię­dzy­na­ro­do­wy­mi, spra­wy te są roz­pa­try­wa­ne przez sądy i orga­ny pań­stwo­we w ramach dłu­go­trwa­łych postępowań.

Ska­la tych pozwów jest szcze­gól­nie widocz­na w sądach w regio­nach daw­nych Ziem Odzy­ska­nych (War­mia, Mazu­ry, Gór­ny Śląsk). Pro­ku­ra­to­ria Gene­ral­na Skar­bu Pań­stwa oraz sądy wska­zu­ją na znacz­ne obcią­że­nie pro­ce­so­we i finan­so­we wyni­ka­ją­ce z tych postę­po­wań. Na Gór­nym Ślą­sku funk­cjo­nu­ją róż­ne orga­ni­za­cje i gru­py, któ­re dekla­ru­ją chęć odzy­ska­nia mająt­ków, odszko­do­wań lub bro­nią inte­re­sów nie­miec­kiej mniejszości.

Dane z 2025 roku potwier­dza­ją, że temat pozo­sta­je aktu­al­ny i będzie wyma­gał dal­szych dzia­łań legi­sla­cyj­nych oraz poli­tycz­nych, aby usta­bi­li­zo­wać sytu­ację praw­ną doty­czą­ca daw­nych wła­sno­ści i rosz­czeń nie­miec­kich spadkobierców.

Powier­nic­two Pru­skie – fabry­ka roszczeń

Powier­nic­two Pru­skie powsta­ło w 2000 roku w Niem­czech jako spół­ka koman­dy­to­wo-akcyj­na (GmbH & Co. KG a. A.). Zosta­ło zało­żo­ne przez gru­pę nie­miec­kich wysie­dlo­nych. Celem było uzy­ska­nie zwro­tu mająt­ków pozo­sta­wio­nych przez wysie­dlo­nych Niem­ców, docho­dze­nie odszko­do­wań od władz pol­skich, repre­zen­to­wa­nie inte­re­sów nie­miec­kich oby­wa­te­li i ich spad­ko­bier­ców, budo­wa­nie orga­ni­za­cji mogą­cej pod­trzy­mać i zabez­pie­czyć rosz­cze­nia mająt­ko­we poszcze­gól­nych wypę­dzo­nych i ich potomków.

Orga­ni­za­cja ta dzia­ła od wie­lu lat, jed­nak jej dzia­łal­ność nie jest pozba­wio­na kon­tro­wer­sji. Wie­lo­krot­nie pod­kre­śla się, że dzia­ła­nia Powier­nic­twa są sprzecz­ne z pra­wem mię­dzy­na­ro­do­wym i pra­wem kra­jo­wym Pol­ski. Od począt­ku jej ist­nie­nia poja­wia­ły się zarzu­ty o kwe­stio­no­wa­nie obo­wią­zu­ją­cych porząd­ków praw­nych, pró­bę pod­wa­że­nia legi­ty­ma­cji wła­sno­ścio­wej i sta­ra­nia o dekon­stru­owa­nie pol­skiej suwe­ren­no­ści na tere­nach daw­nych Prus.

W 2006 roku Powier­nic­two Pru­skie (Preu­ßi­sche Treu­hand) zło­ży­ło w Euro­pej­skim Try­bu­na­le Praw Czło­wie­ka w Stras­bur­gu 22 indy­wi­du­al­ne skar­gi prze­ciw­ko Pol­sce. Orga­ni­za­cja doma­ga­ła się zwro­tu mająt­ków pozo­sta­wio­nych przez wysie­dlo­nych Niem­ców po II woj­nie światowej.

Prze­gra­na w Strasburgu

7 paź­dzier­ni­ka 2008 roku Try­bu­nał odrzu­cił wszyst­kie skar­gi jako bez­pod­staw­ne. Orze­czo­no, że:

• Pol­ska nie spra­wo­wa­ła kon­tro­li nad swo­imi przy­szły­mi zie­mia­mi zachod­ni­mi w okre­sie od stycz­nia do kwiet­nia 1945 roku – wów­czas nadal były czę­ścią Niemiec.

• Pol­ska raty­fi­ko­wa­ła Euro­pej­ską Kon­wen­cję Praw Czło­wie­ka dopie­ro w 1994 roku, więc nie może być ona sto­so­wa­na do zda­rzeń z 1945 roku.

• Brak pol­skich regu­la­cji praw­nych w spra­wie reha­bi­li­ta­cji wysie­dlo­nych Niem­ców nie sta­no­wi naru­sze­nia praw człowieka.

• Powier­nic­two Pru­skie jako spół­ka nie jest ofia­rą naru­szeń kon­wen­cji i nie może wystę­po­wać przed Trybunałem.

Po wyro­ku try­bu­na­łu nie­miec­ki rząd uznał spra­wę rosz­czeń wobec Pol­ski za zamknię­tą. Kanc­lerz Ange­la Mer­kel stwier­dzi­ła: Orze­cze­nie to potwier­dza sta­no­wi­sko Nie­miec, że skar­ga była bezpodstawna”.

War­to zazna­czyć, że sądy w Pol­sce przyj­mu­ją zgod­nie z orzecz­nic­twem Sądu Naj­wyż­sze­go, iż 10-let­ni okres przedaw­nie­nia ule­ga zawie­sze­niu lub nie roz­po­czy­na bie­gu, gdyż daw­ni wła­ści­cie­le lub ich spad­ko­bier­cy nie mogli docho­dzić swo­ich rosz­czeń w okre­sie funk­cjo­no­wa­nia ustro­ju komu­ni­stycz­ne­go. Sąd może roz­po­znać kwe­stię przedaw­nie­nia jedy­nie na zarzut pod­nie­sio­ny przez Skarb Państwa.

Pierw­szym prze­wod­ni­czą­cym rady nad­zor­czej Powier­nic­twa Pru­skie­go był Rudi Pawel­ka, rów­no­cze­śnie prze­wod­ni­czą­cy Ziom­ko­stwa Śląsk. Jego zastęp­cą był Hans-Gün­ther Par­plies, wice­pre­zy­dent Związ­ku Wypę­dzo­nych (Fede­ra­tion of Expel­le­es), orga­ni­za­cji kie­ro­wa­nej przez Eri­kę Ste­in­bach, któ­ra jed­nak ofi­cjal­nie dystan­so­wa­ła się od Powiernictwa.