Histo­ryk w zde­rze­niu z histo­rią

W 2009 roku tak napi­sa­łem: 

Pro­fe­sor Wacław Dłu­go­bor­ski jest rek­to­rem pry­wat­nej Wyż­szej Szko­ły Huma­ni­stycz­nej w Kato­wi­cach i cenio­nym histo­ry­kiem. To jed­nak tyl­ko ofi­cjal­na cześć życio­ry­su naukow­ca.

Dotar­łem do doku­men­tów, z któ­rych wyni­ka, że Wacław Dłu­go­bor­ski przez bli­sko 20 lat, do 1975 roku był bar­dzo aktyw­nym i nie­bez­piecz­nym taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB ps. Asy­stent”, (a potem Wik­tor”) – dono­sił m.in. na kole­gów-naukow­ców oraz pra­cow­ni­ków Radia Wol­na Euro­pa.
Jako były wię­zień nr 138871 obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Auschwitz zasia­da w Mię­dzy­na­ro­do­wej Radzie Oświę­cim­skiej. Miesz­ka w ele­ganc­kiej kamie­ni­cy w śród­mie­ściu Kato­wic od ponad 40 lat. Wyglą­da jed­nak pra­wie tak samo, jak na zdję­ciach zacho­wa­nych w doku­men­tach bez­pie­ki z jego tecz­ki w IPN. Nie zmie­nił nawet nume­ru tele­fo­nu, któ­ry podał jako kon­tak­to­wy dla swe­go opie­ku­na” z SB.
Roz­mo­wa roz­wi­ja się powo­li. Dłu­go­bor­ski opo­wia­da o tym, jak w stycz­niu 1945 roku uciekł z obo­zu. – Wyko­rzy­sta­li­śmy z kole­ga­mi, że wach­ma­ni z SS zosta­li ewa­ku­owa­ni na Zachód, i nie dotar­li ich zmien­ni­cy. Taka luka” trwa­ła kil­ka godzin – wspo­mi­na.
Kil­ka­na­ście minut opo­wia­da o cza­sach powo­jen­nych, stu­diach we Wro­cła­wiu.
Nie wytrzy­mu­ję. – Dla­cze­go Pan został agen­tem? Wiem, że współ­pra­co­wał pan ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa od 1958 roku jako TW Asy­stent”…– pytam pro­fe­so­ra.
– Dla­cze­go mnie lustru­je­cie? Prze­cież jestem eme­ry­to­wa­nym pro­fe­so­rem Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go a tu, gdzie jestem rek­to­rem to uczel­nia pry­wat­na i lustra­cji nie pod­le­gam – obu­rza się pro­fe­sor Dłu­go­bor­ski.
Potem powo­li się uspo­ka­ja.
- Tak. Gene­za współ­pra­cy się­ga okre­su oku­pa­cji. Byłem przez 4 mie­sią­ce więź­niem war­szaw­skie­go Pawia­ka, a następ­nie przez pra­wie 2 lata więź­niem obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Auschwitz. Dość, aby naba­wić się kom­plek­su anty­nie­miec­kie­go. Współ­pra­cę wywia­dem PRL w atmos­fe­rze po Paź­dzier­ni­ku 1956” r. uwa­ża­łem za swój obo­wią­zek. Nie zapo­mi­naj­my o ówcze­snej sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej: Nie­miec­ka Repu­bli­ka Fede­ral­na ucho­dzi­ła za pań­stwo nie­przy­ja­zne Pol­sce. Dzia­ła­ły tam róż­ne­go rodza­ju pla­ców­ki Ost­for­schung – czy­li badań wschod­nich, zaj­mu­ją­cych się m.in. pol­ski­mi Zie­mia­mi Zachod­ni­mi, kwe­stio­nu­ją­cy gra­ni­ce na Odrze i Nysie Pro­wa­dzi­ły dosyć agre­syw­ne dzia­ła­nia poli­tycz­ne prze­ciw­ko PRL. Zaj­mo­wa­ły się bia­łym wywia­dem” i czę­sto sta­no­wi­ły przy­kryw­kę róż­nych agen­cji wywia­dow­czych 
– tłu­ma­czy.
Po tym przy­dłu­gim wstę­pie już wiem, że prof. Dłu­go­bor­ski nie powie wszyst­kie­go, że będzie pomi­jać nie­wy­god­ne fak­ty, zasła­niać się prze­ży­cia­mi obo­zo­wy­mi, nie­pa­mię­cią, cza­sa­mi, w któ­rych żył.
Współ­pra­ca Wacła­wa Dłu­go­bor­skie­go ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa roz­po­czę­ła się w kwiet­niu 1958 r. Histo­ryk był wte­dy pra­cow­ni­kiem Wyż­szej Szko­ły Eko­no­micz­nej w Kato­wi­cach oraz Zakła­du Histo­rii Pol­skiej Aka­de­mii Nauk we Wro­cła­wiu. Wybie­rał się na sty­pen­dium do Nie­miec Zachod­nich (NRF), i ofi­cer SB spo­tkał się z nim przed tym wyjaz­dem.
Roz­mo­wa był ogól­na, bo mia­ła na celu roz­po­zna­nie nasta­wie­nia Dłu­go­bor­skie­go do SB, a tak­że zain­spi­ro­wa­nie go pew­ny­mi tema­ta­mi w cza­sie sty­pen­dium. Dłu­go­bor­ski był pojęt­nym słu­cha­czem. Po powro­cie z wyjaz­du do NRF zło­żył ofi­ce­ro­wi Wydzia­łu II wro­cław­skiej SB obszer­ny raport na temat swo­je­go poby­tu m.in. w Insty­tu­cie Her­de­ra w Mar­bur­gu.
Zna­la­zły się w nim bar­dzo dokład­ne cha­rak­te­ry­sty­ki nie­miec­kich naukow­ców, któ­re bar­dzo zain­te­re­so­wa­ły wywiad. Doty­czy­ły bowiem nie tyl­ko spraw zawo­do­wych, ale tak­że pry­wat­nych – zain­te­re­so­wań, poglą­dów poli­tycz­nych. Raport był tak cie­ka­wy, że spo­tkał się z uzna­niem nawet ofi­ce­rów z Cen­tra­li, czy­li wywia­du MSW, urzę­du­ją­cych w gma­chu przy uli­cy Rako­wiec­kiej w War­sza­wie.
Naj­pierw wywiad
W MSW zapa­dła decy­zja o ści­ślej­szej for­mie współ­pra­cy z naukow­cem i zare­je­stro­wa­niu Dłu­go­bor­skie­go jako agen­ta Depar­ta­men­tu I (wywia­du) ps. Asy­stent”. Wer­bu­nek naukow­ca prze­pro­wa­dził ppłk Edmund Wzią­tek, zastęp­ca komen­dan­ta woje­wódz­kie­go MO we Wro­cła­wiu ds. SB.
Zobo­wią­za­nia do współ­pra­cy nie pobie­ra­no. Zde­cy­do­wa­no, że jest to nie­ko­niecz­ne, a mogło­by tyl­ko ura­zić jego oso­bę. […] W sto­sun­ku do Służ­by Bez­pie­czeń­stwa jest szcze­ry oraz chęt­ny do wyko­ny­wa­nia zadań w odnie­sie­niu do spraw nie­miec­kich. Spo­tka­nia odby­wa­no spo­ra­dycz­nie, cza­sem co kil­ka dni, prze­waż­nie jed­nak raz w mie­sią­cu”
– napi­sał w cha­rak­te­ry­sty­ce agen­ta ppłk Wzią­tek w 1961 r. Dłu­go­bor­ski pie­nię­dzy za zada­nia wyko­ny­wa­ne dla wywia­du nie brał. SB zwra­ca­ła agen­to­wi jedy­nie kosz­ty podró­ży.
- Jak wyni­ka z zacho­wa­nych akt w IPN, Dłu­go­bor­ski był wte­dy trak­to­wa­ny jako kon­takt infor­ma­cyj­ny”. To szcze­gól­na kate­go­ria oso­bo­we­go źró­dła infor­ma­cji wła­ści­wa dla Depar­ta­men­tu I MSW – czy­li tego, co bez­pie­ka nazy­wa­ła wywia­dem. Tak napraw­dę z wywia­dem miał on nie­wie­le wspól­ne­go, bo zaj­mo­wał się inwi­gi­la­cją pol­skich uchodź­ców poli­tycz­nych. Rzą­dził się swo­imi regu­ła­mi i miał wła­sną ter­mi­no­lo­gię. W Depar­ta­men­cie I kon­takt infor­ma­cyj­ny był tym samym, czym dla wła­ści­wej SB taj­ny współ­pra­cow­nik – stwier­dza dr Adam Dziu­ba, histo­ryk z IPN w Kato­wi­cach.O stop­niu zaufa­nia SB do Asy­sten­ta” niech świad­czy to, że zre­zy­gno­wa­no od wią­za­nia go za pomo­cą zobo­wią­za­nia; sta­le pod­kre­śla­no jego lojal­ność i szcze­rość, a tak­że dużą uży­tecz­ność dostar­cza­nych infor­ma­cji doda­je.
Łowy agen­ta, czy­li o Żydach, Niem­cach i Wol­nej Euro­pie
Dłu­go­bor­ski na pole­ce­nie SB utrzy­my­wał kon­tak­ty kore­spon­den­cyj­ne z zachod­nio­nie­miec­ki­mi naukow­ca­mi, pra­cu­ją­cy­mi w Insty­tu­tach Wschod­nich. Asy­stent” ode­grał też bar­dzo waż­ną rolę w akcji pol­skie­go wywia­du prze­ciw­ko dr Richar­do­wi Brey­ero­wi z Insty­tu­tu Wschod­nie­go w Mar­bur­gu. Kie­dy Brey­er na zapro­sze­nie Dłu­go­bor­skie­go przy­je­chał do w 1959 r. Pol­ski, w cza­sie jed­ne­go ze spo­tkań we Wro­cła­wiu Asy­stent” umoż­li­wił spo­tka­nie z nim na kola­cji ofi­ce­ra wywia­du MSW. Nie wia­do­mo, czy doszło do wer­bun­ku Brey­era. Spo­tka­nie scha­rak­te­ry­zo­wa­no tak:
Pra­cow­ni­cy MSW prze­pro­wa­dzi­li z Brey­erem roz­mo­wy ope­ra­cyj­ne. Asy­stent” był wpro­wa­dzo­ny wów­czas we wszyst­kie szcze­gó­ły tej spra­wy i skła­dał rela­cje z jej prze­bie­gu”.
Jak wyni­ka z doku­men­tów, Dłu­go­bor­ski na pole­ce­nie SB wyjeż­dżał do NRF W celach nauko­wych, gdzie wyko­ny­wał zada­nia zle­co­ne przez Depar­ta­ment I. Z zadań tych Asy­stent” wywią­zy­wał się wzo­ro­wo”.
W cza­sie swo­ich wyjaz­dów nauko­wych” Dłu­go­bor­ski dono­sił nie tyl­ko o nie­miec­kich czy pol­skich naukow­cach, ale tak­że o oso­bach, któ­re mogły zain­te­re­so­wać bez­pie­kę. Tak było z rodzi­ną Gros­se z Mona­chium.
Jan Piotr Gros­se pra­co­wał w Radiu Wol­na Euro­pa, z Pol­ski wyje­chał po woj­nie. Dłu­go­bor­ski spo­tkał się z nim w cza­sie jed­ne­go z poby­tów w NRF pod koniec lat 50.
Na pra­cę w RWE bar­dzo narze­ka, acz­kol­wiek przy­zna­je że jest dobrze płat­na. Narze­ka przede wszyst­kim na atmos­fe­rę dono­sów i np. bar­dzo źle widzia­ne w roz­gło­śni kon­tak­ty pra­cow­ni­ków z kra­jem. Ma bar­dzo dobre kon­tak­ty z polo­nią mona­chij­ską. Krzysz­tof Gros­se, ma bar­dzo chwiej­ny cha­rak­ter i jest pod dużym wpły­wem swo­jej mat­ki”.
Pod wie­lo­stro­ni­co­wym rapor­tem Asy­sten­ta” z tej podró­ży służ­bo­wej jest dopi­sek ofi­ce­ra:Infor­ma­cja doty­czą­ca Gros­sów i Krzysz­to­fa Bukow­skie­go z Mona­chium zosta­nie wyko­rzy­sta­na przez Depar­ta­ment II MSW”.
W tym samym cza­sie bez­pie­ka w kra­ju gwał­tow­nie szu­ka­ła infor­ma­to­rów Radia Wol­na Euro­pa”. Dziś wie­my, że jed­nym z nich był Wła­dy­sław Bar­to­szew­ski. Na szczę­ście SB nigdy nie wpa­dła na jego trop.
Po latach Bar­to­szew­ski i Dłu­go­bor­ski zasia­da­ją obok sie­bie w Mię­dzy­na­ro­do­wej Radzie Oświę­cim­skiej(MRO). Pro­fe­sor Bar­to­szew­ski nie odpo­wie­dział na mój e-mail z proś­bą o komen­tarz na temat współ­pra­cy człon­ka MROSB.
- Nie­któ­rych rze­czy z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy cza­su żału­ję. Przede wszyst­kim udzie­le­niu infor­ma­cji o jed­nej rodzi­nie pra­cu­ją­cej w Radiu Wol­na Euro­pa – stwier­dza Dłu­go­bor­ski.
Histo­ry­cy bez tajem­nic dla SB
Robił karie­rę nauko­wą, ale jed­no­cze­śnie nadal dono­sił na oso­by ze swo­je­go śro­do­wi­ska. Infor­mo­wał w latach 60. SB np. o zna­nych histo­ry­kach – Ste­fa­nie Inglo­cie, Hen­ry­ku Were­szyc­kim, Micha­le Koma­szyń­skim, a tak­że innych naukow­cach, z któ­ry­mi zetknął się w cza­sie poby­tów zagra­ni­cą.
Tak m.in. cha­rak­te­ry­zo­wał prof. Inglo­ta:
Przy całej swo­jej ostroż­no­ści Inglot w spo­sób bar­dzo trud­ny do uchwy­ce­nia utrud­niał karie­ry nauko­we pra­cow­ni­ków o zade­kla­ro­wa­nej mark­si­stow­skiej posta­wie poli­tycz­nej, a z dru­giej stro­ny popie­rał mło­dych pra­cow­ni­ków, któ­rych sam w pew­nym sen­sie ura­biał”. […] Ma bar­dzo sze­ro­kie kon­tak­ty z uczo­ny­mi z kra­jów zachod­nich”.
Współ­pra­ca Asy­sten­ta” z wywia­dem MSW ule­gła nagłe­mu zaha­mo­wa­niu pod koniec lat 60. Oka­za­ło się, że jed­na ze stu­den­tek oskar­ży­ła Dłu­go­bor­skie­go o to, że wziął łapów­kę za jej przy­ję­cie na stu­dia na Wyż­szej Szko­le Eko­no­micz­nej w Kato­wi­cach. Postę­po­wa­nie dys­cy­pli­nar­ne trwa­ło kil­ka lat. Zablo­ko­wa­ło wyjazd agen­ta na rocz­ne sty­pen­dium do NRF.
SB, mimo próśb swe­go agen­ta, nie chcia­ła pomóc w tej spra­wie. Asy­stent” bez moż­li­wo­ści wyjaz­du do Nie­miec był bez­u­ży­tecz­ny dla wywia­du, i w 1971 roku współ­pra­cę zakoń­czo­no. Nie zna­czy to jed­nak, że SB zapo­mnia­ła o Dłu­go­bor­skim.
W maju 1973 roku z docen­tem Dłu­go­bor­skim, wte­dy już pro­dzie­ka­nem Wydzia­łu Huma­ni­stycz­ne­go Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go w kato­wic­kim hote­lu Polo­nia” spo­ty­ka się kapi­tan Edward Cicho­pek z Wydzia­łu III kato­wic­kiej SB. Wydział III zaj­mo­wał się inwi­gi­la­cją śro­do­wisk nauko­wych i ochro­ną” kato­wic­kiej uczel­ni przed anty­so­cja­li­stycz­ny­mi wpły­wa­mi.
Powrót na łono SB
Spo­tka­nie kapi­ta­na Cichop­ka z doc. Dłu­go­bor­skim zakoń­czy­ło się ponow­nym zwer­bo­wa­niem histo­ry­ka do współ­pra­cy z SB. Dłu­go­bor­ski przyj­mu­je pseu­do­nim Wik­tor”, pod­pi­su­je zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy i skła­da pierw­sze donie­sie­nie. Doty­czy­ło doc. Wsie­wo­ło­da Woł­cze­wa, dogma­tycz­ne­go komu­ni­sty, któ­re­go teo­rii oba­wia­li się nawet naj­bar­dziej aktyw­ni dzia­ła­cze PZPR. To wła­śnie Woł­czew w 1980 roku zało­żył Kato­wic­kie Forum Par­tyj­ne. Jed­nak krę­gu zain­te­re­so­wań SB zna­lazł się bli­sko 7 lat wcze­śniej – wła­śnie dzię­ki dono­som Wik­to­ra”:
Żądał od wszyst­kich wykła­dow­ców, aby sze­rzy­li w swych wykła­dach mark­sizm-leni­nizm. W śro­do­wi­sku ucho­dzi za lewa­ka i dogma­ty­ka. Jako kie­row­nik Zakła­du Nauk Poli­tycz­nych zgro­ma­dził wokół sie­bie mło­da kadrę, cał­ko­wi­cie od sie­bie zależ­ną, dobie­ra­ną w spe­cy­ficz­ny spo­sób”.
Wik­tor” dono­sił też w 1973 roku na doc. dr hab. Jana Kuni­sza:
Głę­bo­ko wie­rzą­cy kato­lik, ojciec czwor­ga dzie­ci, żona po wyż­szych stu­diach fana­tycz­nie reli­gij­na. Kunisz na uczel­ni nie cie­szy się dużym auto­ry­te­tem, trak­to­wa­ny jest raczej z pobła­ża­niem a to z powo­du dzie­dzi­ny nauko­wej, któ­ra się inte­re­su­je (numi­zma­ty­ka). Prze­by­wał na kon­gre­sie numi­zma­tycz­nym w USA, za jego pobyt i podróż pła­cił orga­ni­za­tor”.
W stycz­niu 1974 roku Wik­tor” infor­mu­je swe­go opie­ku­na” z MSW o swo­im poby­cie na kon­fe­ren­cji w NRF.
Z naszym taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem pró­bo­wał nawią­zać kon­takt Boh­dan Korab-Osad­czuk, Polak z pocho­dze­nia na Zacho­dzie od zakoń­cze­nia II Woj­ny Świa­to­wej. Zaj­mu­je się nauko­wo współ­cze­sną pro­ble­ma­ty­ka Pol­ski i państw socja­li­stycz­nych. TW pouf­nie dowie­dział się, że Korab-Osad­czuk jest współ­pra­cow­ni­kiem wywia­du bry­tyj­skie­go i Radia Wol­na Euro­pa. To było powo­dem, że »Wik­tor« odmó­wił z nim spo­tka­nia”.
28 mar­ca 1974 roku TW Wik­tor dono­si SB na Anto­nie­go Bar­cia­ka, star­sze­go asy­sten­ta Zakła­du Histo­rii Sta­ro­żyt­nej i Śre­dnio­wiecz­nej Insty­tu­tu Histo­rii WNS:
Czyn­nie zaan­ga­żo­wa­ny w dzia­łal­ność Dusz­pa­ster­stwa Aka­de­mic­kie­go. Widy­wa­ny czę­sto w punk­tach kate­che­tycz­nych w klasz­to­rze w Kato­wi­cach-Ligo­cie, ma kon­tak­ty z księż­mi”.
SB cie­ka­wi­ła tak­że spra­wa doc. Józe­fa Szy­mań­skie­go z tego same­go Zakła­du.
W ramach zajęć z histo­rii orga­ni­zu­je wyjaz­do­we semi­na­ria ze stu­den­ta­mi do histo­rycz­nych i zabyt­ko­wych obiek­tów, gdzie na miej­scu pro­wa­dzo­ne są lek­cje poglą­do­we. Naj­czę­ściej w tym celu wybie­ra obiek­ty sakral­ne, gdzie po nor­mal­nych zaję­ciach wcho­dzi w kon­tak­ty z księż­mi”.
Szpi­cel z tytu­łem nauko­wym nie stro­nił też od dono­sów oby­cza­jo­wych – kto ma kochan­ki, kto pije czy ma inne sła­bo­ści. Z punk­tu widze­nia SB były to infor­ma­cje bez­cen­ne, pozwa­la­ją­ce na pró­bę wer­bun­ku. Dzię­ki mate­ria­łom kom­pro­mi­tu­ją­cym”, jakie SB mia­ła dzię­ki takim dono­som, ewen­tu­al­na pró­ba wer­bun­ku zwy­kle koń­czy­ła się suk­ce­sem.
Z wyjaz­dów służ­bo­wych Dłu­go­bor­ski tak­że pisał dono­sy, pra­wie tak dobre jak za daw­nych, wro­cław­skich” cza­sów.
Na Uni­wer­sy­te­cie w Oden­se w Danii zatrud­nio­ny jest były pra­cow­nik nauko­wy Woj­sko­wej Aka­de­mii Poli­tycz­nej, histo­ryk prof. Ema­nu­el Halicz – naro­do­wo­ści żydow­skiej, któ­ry wyemi­gro­wał z Pol­ski po 1968 r. Nie zna w zasa­dzie żad­ne­go języ­ka, jedy­nie bar­dzo sła­bo j. angiel­ski. Wśród tam­tej­szej kadry nauko­wej nie posia­da żad­ne­go auto­ry­te­tu, na uczel­ni pobie­ra niską pen­sje lecz jest dofi­nan­so­wy­wa­ny przez ośrod­ki syjo­ni­stycz­ne”.
Cen­ne infor­ma­cje dla SB zawie­rał rów­nież inny donos – tym razem o byłym pra­cow­ni­ku WSE w Kato­wi­cach dr Zyg­mun­cie Tko­czu, któ­ry kil­ka lat wcze­śniej wybrał wol­ność”
Spe­cja­li­zu­je się w socjo­lo­gii, zdo­był duży auto­ry­tet w Oden­se. Utrzy­mu­je kon­tak­ty z emi­gra­cyj­nym dzia­ła­czem endec­kim Gier­ty­chem z Lon­dy­nu, z któ­rym wydał wspól­nie książ­kę. Ostat­nio napi­sał pra­ce habi­li­ta­cyj­ną o struk­tu­rze spo­łecz­nej kra­jów socja­li­stycz­nych, jed­nym z recen­zen­tów pra­cy był Leszek Koła­kow­ski”– dono­sił Wik­tor”.
Zadzwo­ni­łem do prof. Tko­cza, do jego domu w Oden­se w Danii. Był zasko­czo­ny agen­tu­ral­ną prze­szło­ścią naukow­ca, któ­ry nawet bywał u nie­go w domu.
– Fak­tycz­nie, z Pol­ski wyje­cha­łem w 1970 roku, po pro­stu nie wró­ci­łem z waka­cji we Fran­cji. Dłu­go­bor­ski dwa razy mnie odwie­dzał w Danii w latach 80. Jego współ­pra­ca z SB to bar­dzo nie­przy­jem­na spra­wa. Ucho­dził za dobre­go histo­ry­ka od spraw eko­no­micz­nych… - stwier­dził prof. Tkocz
- Takie kon­tak­ty z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa były nor­mal­ną prak­ty­ką. Byłem na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku na uczel­ni, stąd nie­za­leż­nie poza tymi kon­tak­ta­mi musia­łem spo­ty­kać się z pra­cow­ni­ka­mi SB i odpo­wia­dać na okre­ślo­ne pyta­nia. Doty­czy­ły m.in. dzia­łal­no­ści doc. Woł­cze­wa, fana­tycz­ne­go komu­ni­stycz­ne­go dogma­ty­ka, podob­nie jak krąg zafa­scy­no­wa­nych nim jego uczniów, któ­rych wodził na manow­ce wal­ki pseu­do­po­li­tycz­nej, odcią­ga­jąc od karie­ry nauko­wejtłu­ma­czy dziś Dłu­go­bor­ski.
1975 roku wstą­pił do PZPR. - I zosta­łem wykre­ślo­ny z ewi­den­cji taj­nych współ­pra­cow­ni­ków SB. W cza­sach pierw­szej Soli­dar­no­ści” dzia­ła­łem w Kato­wi­cach i na nowym miej­scu pra­cy – Aka­de­mii Peda­go­gicz­nej w Kra­ko­wie, gdzie w grud­niu 1981 roku zosta­łem usu­nię­ty z par­tii i szy­ka­no­wa­ny w spra­wach zawo­do­wych – stwier­dza.
Już pod koniec listo­pa­da 1980 r. Soli­dar­ność” na UŚ zrze­sza­ła ok. 1500 osób. Do S” zapi­sa­ło się 598 nauczy­cie­li aka­de­mic­kich z 1202 pra­cow­ni­ków. Maso­wo wstę­po­wa­li tak­że człon­ko­wie PZPR. Prof. Wacław Dłu­go­bor­ski od grud­nia 1980 roku był człon­kiem Rady Pro­gra­mo­wej Wszech­ni­cy Gór­no­ślą­skiej. Była to insty­tu­cja powsta­ła z ini­cja­ty­wy ślą­skiej Soli­dar­no­ści”. Pro­wa­dzo­no w niej wykła­dy popu­lar­no­nau­ko­we oraz spo­tka­nia dys­ku­syj­ne z twór­ca­mi kul­tu­ry, publi­cy­sta­mi, dzia­ła­cza­mi opo­zy­cyj­ny­mi.
– Wszech­ni­cę Gór­no­ślą­ską inwi­gi­lo­wa­ła bez­pie­ka w ramach Spra­wy Ope­ra­cyj­ne­go Roz­pra­co­wa­nia Kuź­nia”. W archi­wach IPN nie zacho­wa­ły się żad­ne dowo­dy na dzia­ła­nia skie­ro­wa­ne prze­ciw­ko prof. Dłu­go­bor­skie­mu w latach 80. Nie ma jed­nak też dowo­dów na kon­ty­nu­owa­nie SB z nim współ­pra­cy po 1975 roku – wyja­śnia dr Dziu­ba.
Arty­kuł uka­zał się w 2009 roku. Minę­ło spo­ro cza­su, i kil­ka rze­czy wyma­ga aktu­ali­za­cji. Otóż nie ist­nie­je już pry­wat­na szko­ła wyż­sza, któ­rej prof. Dłu­go­bor­ski był rek­to­rem. Mimo, że jego agen­tu­ral­na prze­szłość zosta­ła ujaw­nio­na, do 2012 roku zasia­dał w pre­sti­żo­wej Mię­dzy­na­ro­do­wej Radzie Oświę­cim­skiej.

Agniesz­ka z PO nie chce być Bar­bie

Agniesz­ka Kostemp­ska, dzia­łacz­ka Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, a przy oka­zji żona pre­zy­den­ta Świę­to­chło­wic skie­ro­wa­ła do sądu prze­ciw­ko mnie pry­wat­ny akt oskar­że­nia z arty­ku­łu 212 kodek­su kar­ne­go. Kostemp­ska uwa­ża, że nazwa­nie jej pogar­dli­wym mia­nem Bar­bie znie­wa­ża ją jako poli­ty­ka samo­rzą­do­we­go”.

Nie­daw­no ode­bra­łem pry­wat­ny akt oskar­że­nia, skie­ro­wa­ny do sądu rejo­no­we­go w Kato­wi­cach. Wyna­ję­ta przez Kostemp­ską kan­ce­la­ria adwo­kac­ka tak oto uza­sad­nia­ła swo­je hono­ra­rium (przy­ta­czam frag­ment w ory­gi­na­le, bo to kurio­zal­ne):

Sto­so­wa­ne wzglę­dem Agniesz­ki Kostemp­skiej okre­śle­nie Bar­bie ma jed­no­znacz­nie pejo­ra­tyw­ny oddźwięk. Zgod­nie z utrwa­lo­nym odbio­rem spo­łecz­nym kobie­ta okre­śla­na takim mia­nem jest oso­bą pustą, bez­re­flek­syj­ną, ste­ro­wal­ną, pozba­wio­ną wła­snej woli, a swo­ją pozy­cję zawdzię­cza­ją­cą jedy­nie uro­dzie. Przed­mio­to­we okre­śle­nie sto­so­wa­ne wzglę­dem oskar­ży­cie­la pry­wat­ne­go – Agniesz­ki Kostemp­skiej – poli­ty­ka samo­rzą­do­we­go w szcze­gól­ny spo­sób naru­sza jej god­ność. Uży­cie wzmian­ko­wa­ne­go okre­śle­nia wzglę­dem oso­by aktyw­nie par­ty­cy­pu­ją­cej w dzia­łal­no­ści publicz­nej, nie­sie w sobie jesz­cze więk­szy wyraz pogar­dy, zarzu­ca­jąc posia­da­nie przy­mio­tów wręcz dys­kwa­li­fi­ku­ją­cych dla peł­nio­nych przez Agniesz­kę Kostemp­ską funk­cji. Co zna­mien­ne, Agniesz­ka Kostemp­ska uczest­ni­czy­ła w wybo­rach na urząd Pre­zy­den­ta Mia­sta Mysło­wi­ce w tego­rocz­nych wybo­rach samo­rzą­do­wych, tym­cza­sem przed­mio­to­we, znie­wa­ża­ją­ce tre­ści, publi­ko­wa­ne były w okre­sie poprze­dza­ją­cym te wybo­ry oraz w ich toku, co dodat­ko­wo potę­gu­je skut­ki bez­praw­nych dzia­łań oskar­żo­ne­go oraz świad­czy o stop­niu ich spo­łecz­nej szko­dli­wo­ści”.

Rozu­miem roz­go­ry­cze­nie byłej rad­nej woje­wódz­kiej PO na Ślą­sku po prze­gra­nych wybo­rach, i chęć odre­ago­wa­nia poraż­ki. Miesz­kań­cy Mysło­wic nie chcie­li gło­so­wać na miesz­kan­kę Kato­wic, któ­rej zama­rzył się fotel pre­zy­den­ta ich mia­sta.

Tym bar­dziej, że jak pisa­łem na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl  powo­łu­jąc się (a co!) na arty­kuł w Fak­cie, któ­ry ujaw­nił, iż Kostemp­ska pod­czas zwol­nie­nia lekar­skie­go i pobie­ra­nia zasił­ku cho­ro­bo­we­go pro­wa­dzi­ła agi­ta­cję wybor­czą. Sta­no­wi­sko prze­stra­szo­ne­go ZUS, któ­ry nie widział nic nagan­ne­go w pro­wa­dze­niu kam­pa­nii wybor­czej przez kan­dy­dat­kę Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej na zwol­nie­niu lekar­skim, tak­że opu­bli­ko­wa­łem.

A co do meri­tum, czy­li owe­go pogar­dli­we­go nazwa­nia Bar­bie”. Nad gusta­mi i uro­dą się nie dys­ku­tu­je. Kil­ka­na­ście mie­się­cy temu zwró­ci­ła się do mnie gru­pa dzien­ni­ka­rzy oby­wa­tel­skich ze Świę­to­chło­wic, abym pomógł im w nagło­śnie­niu co naj­mniej kon­tro­wer­syj­nych dzia­łań męża Agniesz­ki Kostemp­skiej. Pro­si­li mnie o pomoc jako pre­ze­sa oddzia­łu Sto­wa­rzy­sze­nia Dzien­ni­ka­rzy Pol­skich w Kato­wi­cach, bo uwa­ża­li że sami nie dadzą rady.

Bali się też ewen­tu­al­nych repre­sji ze stro­ny pro­mi­nent­ne­go dzia­ła­cza PO, za jakie­go nadal, o dzi­wo, uwa­ża­ny jest mąż Agniesz­ki – Dawid Kostemp­ski. Pro­si­li o zacho­wa­nie ich danych w tajem­ni­cy, dla­te­go arty­ku­ły nie są pod­pi­sa­ne. Zare­je­stro­wa­łem dome­nę, i powsta­ła stro­na www​.kostemp​ski​won​ze​swion​.pl Jak wska­zu­je dal­szy ciąg wypad­ków, co do repre­sji to ci dzien­ni­ka­rze oby­wa­tel­scy mie­li rację.

Popu­lar­ność lalek Bar­bie, któ­re są pro­du­ko­wa­ne przez fir­mę Mat­tel i sta­ły się jed­ną z naj­bar­dziej zna­nych ikon kul­tu­ry maso­wej jest bez­sprzecz­na. Powszech­nie zna­ny jest fakt, iż w par­tyj­nych krę­gach PO od daw­na wobec Agniesz­ki Kostemp­skiej uży­wa się z zachwy­tem piesz­czo­tli­we­go imie­nia ame­ry­kań­skiej lal­ki. Bar­bie i Ken­ne­dy z serii My Sce­ne są wszak pięk­ne – mają blond wło­sy, nie­bie­skie oczy, jasną kar­na­cję.

Nie posą­dzam, aby par­tyj­ni kole­dzy i kole­żan­ki Agniesz­ki Kostemp­skiej chcie­li ją znie­wa­żyć. Kole­żeń­skość i lojal­ność w tej par­tii jest prze­cież powszech­nie zna­na.

Cie­kaw jestem sta­no­wi­ska kon­cer­nu, że okre­śle­nie kobie­ty mia­nem Bar­bie” jest pogar­dli­we” i kobie­ta okre­śla­na takim mia­nem jest oso­bą pustą, bez­re­flek­syj­ną, ste­ro­wal­ną, pozba­wio­ną wła­snej woli, a swo­ją pozy­cję zawdzię­cza­ją­cą jedy­nie uro­dzie”.

Zwró­ci­łem się do kon­cer­nu Mat­tel z proś­bą o prze­sła­nie sta­no­wi­ska. Na jaką kwo­tę wyce­ni np. ame­ry­kań­ska kan­ce­la­ria uży­cie przez kato­wic­kich praw­ni­ków Agniesz­ki Kostemp­skiej w akcie oskar­że­nia takich okre­śleń?

Zasta­na­wiam się tak­że, czy twier­dze­nie, iż znie­sła­wie­nie przez nazwa­nie kobie­ty Bar­bie” nie ma pod­tek­stu anty­se­mic­kie­go? Otóż na pomysł lal­ki Bar­bie wpa­dła Ruth Han­dler pocho­dzą­ca z rodzi­ny pol­skich Żydów, któ­rzy na począt­ku XX wie­ku wyemi­gro­wa­li do Ame­ry­ki. Ale tę dro­gę deduk­cji zosta­wiam ame­ry­kań­skiej kan­ce­la­rii adwo­kac­kiej oraz Gaze­cie Wybor­czej.

Inte­re­su­je mnie tak­że, czy kan­ce­la­ria dzia­łacz­ki samo­rzą­do­wej” z PO zechce zaka­zać sprze­da­ży tych­że lalek Bar­bie w skle­pach? Idąc pre­zen­to­wa­nym tokiem myśle­nia tych­że wyna­ję­tych przez Kostemp­ską praw­ni­ków z kan­ce­la­rii – nale­ży natych­miast zaka­zać han­dlo­wa­nia Bar­bie, bo to znie­wa­ża pol­skie kobie­ty, a dzia­łacz­ki Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej w szcze­gól­no­ści. Nie będzie ame­ry­kań­ska Bar­bie pluć nam w twarz!.

A co do pro­ce­su. Mam zamiar zło­żyć do sądu wnio­sek o umoż­li­wie­nie bez­po­śred­niej trans­mi­sji wideo w Inter­ne­cie. Będzie się dzia­ło!

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl

Fil­my i seria­le, czy­li Luna

Po zachwy­tach nad Idą” pora na serial o życiu i twór­czo­ści Luny Bry­sty­gier. Też cie­ka­wy, nośny temat. Wszak Pola­cy wyrzą­dzi­li jej dużo zła i była Żydów­ką. Czy to recep­ta na mię­dzy­na­ro­do­we uzna­nie?

Serial o życiu i twór­czo­ści” Julii Bry­sty­gier, dyrek­tor Depar­ta­men­tu V Mini­ster­stwa Bez­pie­czeń­stwa Publicz­ne­go), kie­ru­ją­cą anty­ko­ściel­ną dzia­łal­no­ścią MBP w latach 19451953 zdo­był­by jakieś nagro­dy na mię­dzy­na­ro­do­wych festi­wa­lach i kon­kur­sach Może nawet kil­ka. A przy oka­zji utrwa­lił­by prze­kaz Pola­ków – anty­se­mi­tów”.

Luna

Julia Bry­sty­gier zwa­na była Krwa­wą Luną”. Nosi­ła róż­ne imio­na i pseu­do­ni­my: Julia, Luna, Daria, Maria, Kse­nia. Róż­ne nazwi­ska i ich pisow­nie: Prajs, Pre­iss, Bry­sty­gier, Bry­sti­ger, Bri­sti­ger, Brüsti­ger, Brie­sti­ger. Bez wzglę­du na to, jak się nazy­wa­ła, była jed­ną z naj­mrocz­niej­szych posta­ci sta­li­now­skie­go reżi­mu.

Jej dro­ga do apa­ra­tu repre­sji była jed­nak nie­ty­po­wa.

– Tra­fia­li tam raczej ludzie ze spo­łecz­nych nizin, nie­wy­kształ­ce­ni. A ona nie szu­ka­ła spo­łecz­ne­go awan­su, mia­ła dok­to­rat z filo­zo­fii. Była wszak­że dla resor­tu war­to­ścio­wa, bo przy­dat­na w dużo bar­dziej wyma­ga­ją­cych zada­niach niż wybi­ja­nie zębów prze­słu­chi­wa­nym

tłu­ma­czył prof. Ryszard Ter­lec­ki, poseł Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści, autor m.in. książ­ki Miecz i tar­cza komu­ni­zmu. Histo­ria apa­ra­tu bez­pie­czeń­stwa w Pol­sce 19441990”.

W cza­sach sta­li­now­skich prze­ciw Kościo­ło­wi kato­lic­kie­mu aktyw­nie wal­czył” Wydział V Depar­ta­men­tu V MBP. Przez cały czas ist­nie­nia Depar­ta­men­tu V jego dyrek­to­rem była słyn­na Julia Bry­sty­gier (z domu Prajs) – peda­gog, dok­tor filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Jana Kazi­mie­rza we Lwo­wie, przed­wo­jen­na komu­nist­ka, któ­ra w resor­cie bez­pie­czeń­stwa pra­co­wa­ła w latach 19441956. To ona poło­ży­ła pod­wa­li­ny pod zain­sta­lo­wa­nie sie­ci agen­tów w kuriach i para­fiach, zarów­no wśród świec­kich pra­cow­ni­ków, jak i wśród duchow­nych.

For­mal­nie Luna zawdzię­cza­ła swój służ­bo­wy przy­dział Sta­ni­sła­wo­wi Rad­kie­wi­czo­wi, sze­fo­wi Mini­ster­stwa Bez­pie­czeń­stwa Publicz­ne­go. Ale było tajem­ni­cą poli­szy­ne­la, że kochan­kiem Bry­sty­gie­ro­wej jest Jakub Ber­man – jeden z naj­waż­niej­szych funk­cjo­na­riu­szy nowe­go reżi­mu. Nie tyl­ko on.

W swej boga­tej karie­rze była w Rosji przez dłuż­szy czas rów­no­cze­śnie kochan­ką Ber­ma­na, Min­ca i Szy­ra”

– mówił o niej w swo­ich audy­cjach w Radiu Wol­na Euro­pa Józef Świa­tło, puł­kow­nik orga­nów bez­pie­czeń­stwa, któ­ry pod koniec 1953 r. uciekł na Zachód. Dla auto­rów sce­na­riu­sza i reży­se­ra seria­lu o Lunie” to grat­ka – roz­bu­cha­ne życie ero­tycz­ne funk­cjo­na­riusz­ki MBP.

Do inwi­gi­la­cji szkol­nych kate­che­tów chcia­ła pozy­ski­wać uczniów star­szych klas. Wyda­wa­ła dokład­ne instruk­cje wska­zu­ją­ce jak zwal­czać zako­ny, semi­na­ria duchow­ne, kato­lic­kie orga­ni­za­cje mło­dzie­żo­we czy cha­ry­ta­tyw­ne, prze­ciw­dzia­łać aktyw­no­ści dusz­pa­ster­skiej, obec­no­ści duchow­nych w szko­łach oraz jak dyna­mi­zo­wać tzw. ruch księ­ży patrio­tów czy zabez­pie­czać reżi­mo­we akcje i impre­zy.

Nale­ży wziąć pod uwa­gę anta­go­ni­zmy pomię­dzy poszcze­gól­ny­mi księż­mi, spo­ry ambi­cjo­nal­ne i spo­ry na tle wal­ki o zdo­by­cie lep­szej pozy­cji mate­rial­nej i w hie­rar­chii kościel­nej” – pisa­ła puł­kow­nik Bry­sty­gier.

Z bez­pie­ki ode­szła jesie­nią 1956 r. Unik­nę­ła posta­wie­nia przed sądem za swo­ją dzia­łal­ność w cza­sie błę­dów i wypa­czeń”. Nie zgo­dził się na jej pro­ces Wła­dy­sław Gomuł­ka. Dosta­wa­ła resor­to­wą ren­tę, pra­co­wa­ła też w Naszej Księ­gar­ni i Pań­stwo­wym Insty­tu­cie Wydaw­ni­czym. Pod swo­im panień­skim nazwi­skiem (Julia Prajs) wyda­ła m.in. powieść Krzy­we lite­ry” i zbiór opo­wia­dań Znak H.”.

Śro­do­wi­sko lite­rac­kie trak­to­wa­ło ją nie­uf­nie – pamię­ta­no jej w koń­cu, że w latach 50. opie­ko­wa­ła” się m.in. rów­nież pisa­rza­mi. Pod koniec lat 60. ub. stu­le­cia usi­ło­wa­ła się nawet dostać do Związ­ku Lite­ra­tów Pol­skich, ale jej poda­nie odrzu­co­no. Nie pomo­gło popar­cie dla lite­rat­ki” same­go Jerze­go Putra­men­ta.

Krwa­wa Luna” zbli­ży­ła się do śro­do­wi­ska Lasek, a ści­ślej: do tam­tej­sze­go Zakła­du dla Nie­wi­do­mych, któ­re­go per­so­nel sły­nął z gościn­no­ści i otwar­tej posta­wy wobec ludzi o zgo­ła odmien­nych życio­ry­sach.

Prze­szła pod koniec życia inte­re­su­ją­cą prze­mia­nę. Przy­ję­ła podob­no chrzest, bo pod wpły­wem tam­tej­szych sióstr fran­cisz­ka­nek prze­szła coś w rodza­ju nawró­ce­nia. Wia­do­mo o tym jed­nak głów­nie z dono­sów taj­nych współ­pra­cow­ni­ków bez­pie­ki, któ­rzy inwi­gi­lo­wa­li zakład w Laskach. Zmar­ła w 1975 roku.

[Korzy­sta­łem z mate­ria­łów wła­snych, www​.ipn​.gov​.pl, Onet​.pl]

Dro­ga restruk­tu­ry­za­cja, czy­li sami swoi”

Spół­ka Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń SA, któ­rą rząd wybrał do prze­ka­za­nia czte­rech kopal­ni Kom­pa­nii Węglo­wej, dzię­ki tej decy­zji ura­tu­je stoł­ki i wyso­kie wyna­gro­dze­nia dla swo­ich”.

Jesz­cze przed genial­nym” pla­nem restruk­tu­ry­za­cji Kom­pa­ni Węglo­wej SA, nie­któ­rzy z człon­ków (dobre sło­wo) dele­ga­cji rzą­do­wej nazy­wa­li ją w wywia­dach tele­wi­zyj­nych Kam­pa­nią Węglo­wą”. Czu­li, że ich star­cie z gór­ni­ka­mi i Soli­dar­no­ścią” może stać się dla rzą­du PO-PSL Sta­lin­gra­dem?

Rzą­do­wy plan napraw­czy dla KW, któ­ry wywo­łał na Ślą­sku falę pro­te­stów, zakła­da sprze­daż nowej, zawią­za­nej przez Węglo­koks spół­ce celo­wej 9 z 14 kopalń Kom­pa­nii. Z pozo­sta­łych jed­ną ma kupić Węglo­koks (Pie­ka­ry), a kolej­ne czte­ry mają być prze­ka­za­ne Spół­ce Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń (SRK). Cho­dzi o kopal­nie Bobrek-Cen­trum, Sośni­cę-Mako­szo­wy, Pokój, i Brzesz­cze. Według związ­kow­ców ozna­cza to likwi­da­cję tych kopalń. Zanie­po­ko­je­nie jest tym więk­sze, bo oka­za­ło się że trzy kopal­nie (KWK Brzesz­cze, KWK Sośni­ca-Mako­szo­wy i KWK Bobrek Cen­trum) chce prze­jąć spół­ka Uni­ver­sal Ener­gy sp. z o.o., któ­rej jest pre­ze­sem jest Wal­de­mar Mróz, podej­rza­ny przez IPN o kłam­stwo lustra­cyj­ne.

Spół­ka Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń (SRK) to jed­no­oso­bo­wa Spół­ka Skar­bu Pań­stwa. Powsta­ła w trak­cie refor­my gór­nic­twa reali­zo­wa­nej przez rząd Jerze­go Buz­ka, któ­ra do tej pory odbi­ja się czkaw­ka na Ślą­sku, i nie tyl­ko. SRK kosz­tu­je nas wszyst­kich, czy­li podat­ni­ków kil­ka­set milio­nów zło­tych rocz­nie.

Teo­re­tycz­nie mia­ła zaj­mo­wać się sprze­da­żą mająt­ku i odwad­nia­niem zamknię­tych kopalń, po to by wody kopal­nia­ne nie zala­ły ist­nie­ją­cych. I rze­czy­wi­ście to robi. Jed­nak nie tyl­ko. Zarzą­dza też prze­ję­ty­mi miesz­ka­nia­mi zakła­do­wy­mi. Jed­nak gdy­by chcia­no, to poko­pal­nia­ne nie­ru­cho­mo­ści moż­na by sprze­dać w jeden rok i zamknąć spra­wę, a odwad­nia­nie kopalń nale­ża­ło­by prze­rzu­cić na kopal­nie ist­nie­ją­ce. Ale po co?

Powiem bru­tal­nie – jesz­cze jed­nym, ukry­tym celem ist­nie­nia SRK jest dawa­nie pra­cy zna­jo­mym kró­li­ka z bran­ży – dla­te­go jest cią­gły lob­bing na otrzy­my­wa­nie coraz więk­szych dota­cji z budże­tu, a sprze­daż nie­ru­cho­mo­ści tak bar­dzo się śli­ma­czy.

Spół­ka reali­zu­je też zapew­ne pro­gram rodzi­na na swo­im”. Zaan­ga­żo­wa­nie pre­ze­sów SRK w tema­cie” gór­nic­twa doce­ni­ła też pre­mier Kopacz.

Pre­mier prze­ko­ny­wa­ła, że choć dotych­czas SRK koja­rzy­ła się z wyga­sze­niem i likwi­da­cją kopalń, teraz ma być głów­ną siłą w restruk­tu­ry­za­cji”.

- Restruk­tu­ry­za­cja to rów­nież ogra­ni­cze­nia, w tym ogra­ni­cze­nia w zatrud­nie­niu, ale te, któ­re są koniecz­ne i taką pro­po­zy­cję zło­ży­li­śmy, aby tę taką naj­mniej wdzięcz­ną rolę wła­śnie SRK, co zna­la­zło odzwier­cie­dle­nie w zmia­nie sta­tu­tu (…), no, ale ta pro­po­zy­cja też się nie spo­tka­ła z uzna­niem

powie­dzia­ła Kopacz.

Sami swoi

Na Ślą­sku SRK koja­rzy się ze spe­cy­ficz­nie poj­mo­wa­nym pro­gra­mem rodzi­na na swo­im”, któ­ry nie­daw­no pisy­wa­łem. Syn pre­ze­sa Spół­ki Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń (SRK) decy­zję o przy­dzia­le miesz­ka­nia dostał za kil­ka dni. Zwy­kli najem­cy cze­ka­ją kil­ka mie­się­cy. Cały skan­dal opi­sy­wa­łem na wgo​spo​dar​ce​.pl . Z moich infor­ma­cji wyni­ka, że nie był to jedy­ny taki przy­dział”. Taki kli­mat.

Mini­ster­stwo Gospo­dar­ki lako­nicz­nie kwi­to­wa­ło reali­zo­wa­ny rodzin­ny pro­gram” przez zarząd SRK:

Z uzy­ska­nych przez MG infor­ma­cji wyni­ka, że w przed­sta­wio­nej przez Pana spra­wie nie zosta­ły zła­ma­ne żad­ne prze­pi­sy powszech­nie obo­wią­zu­ją­ce ani wewnętrz­ne regu­la­cje SRK S.A. doty­czą­ce gospo­da­ro­wa­nia posia­da­ny­mi zaso­ba­mi miesz­ka­nio­wy­mi.”

No cóż. Trud­no było­by się przy­znać urzęd­ni­kom wice­pre­mie­ra Pie­cho­ciń­skie­go do bra­ku roze­zna­nia w tym, co się dzie­je w nad­zo­ro­wa­nej spół­ce.

Jak widać w resor­cie nad­zo­ro­wa­nym przez PSL mają mniej wię­cej tak samo bla­de poję­cie o wyda­rze­niach w spół­kach gór­ni­czych, jak wte­dy, gdy sze­fem Rady Nad­zor­czej KW SA była oso­ba bez zda­ne­go obo­wiąz­ko­we­go egza­mi­nu na człon­ków rad nad­zor­czych spół­ek Skar­bu Pań­stwa.

50 tysię­cy mie­sięcz­nie dla praw­ni­ka

Wła­dze SRK bar­dzo dba­ją o praw­ni­ków. Kosz­ty usług praw­ni­czych w tej spół­ce są bar­dzo wyso­kie. Skąd to wiem? Ano z doku­men­ta­cji prze­tar­go­wej. Przy­kła­dy? BIP jest bez­li­to­sny…

W 2011 roku prze­targ na 4-let­nią obsłu­gę praw­ną SRK SA wygra­ła ofer­ta, któ­rą zło­ży­ła Kan­ce­la­ria Rad­ców Praw­nych Boże­na Pin­del Ire­ne­usz Pin­del s.c. z Byto­mia. Była to… jedy­na ofer­ta. Kan­ce­la­ria za obsłu­gę praw­ną otrzy­ma­ła 2 352 000 zło­tych net­to, czy­li 2 892 960 zło­tych brut­to. Na kon­to zwy­cię­skiej kan­ce­la­rii przez czte­ry lata wpły­wa­ło 60 tys. 270 zło­tych mie­sięcz­nie. Mało?

15 listo­pa­da 2014 roku został ogło­szo­ny prze­targ w try­bie nego­cja­cji bez ogło­sze­nia”, czy­li tryb zamó­wie­nia z wol­nej ręki na obsłu­gę praw­ną Oddzia­łu SRK SA Zakład Admi­ni­stra­cji Zaso­bów Miesz­ka­nio­wych. Wpły­nę­ła jed­na ofer­ta kan­ce­la­rii praw­nej z Byto­mia. Wygra­ła Kan­ce­la­ria Adwo­kac­ka Ire­ne­usza Pin­de­la z Byto­mia. To nie­przy­pad­ko­wa zbież­ność nazwisk.

Za obsłu­gę praw­ną spół­ka SRK SA zapła­ci kan­ce­la­rii w cią­gu czte­rech lat 2 066 400 zł, czy­li dokład­nie 2 541 672 zł brut­to. Daje to godzi­we mie­sięcz­ne wyna­gro­dze­nie – 52951,5 zł brut­to. Mniej, niż poprzed­nio, ale też da się jakoś żyć.

Spół­ka SRK SA jest przed­się­bior­stwem gór­ni­czym, powo­ła­nym do pro­wa­dze­nia likwi­da­cji kopalń, zabez­pie­cze­nia kopalń sąsied­nich przed zagro­że­niem wod­nym, gazo­wym oraz poża­ro­wym. A tak­że w trak­cie i po zakoń­cze­niu likwi­da­cji kopalń, zago­spo­da­ro­wy­wa­nia ich mająt­ku, two­rze­nia nowych miejsc pra­cy, w szcze­gól­no­ści dla pra­cow­ni­ków likwi­do­wa­nych kopalń.

Pyta­nie, któ­re nasu­wa się samo: czy SRK jest dla gór­ni­ków czy dla przy­ja­ciół kró­li­ka”?

Tomasz Szym­bor­ski

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na wgo​spo​dar​ce​.pl