Siat­kar­ski kłam­ca lustracyjny

Sta­ni­sław Gości­niak – były repre­zen­tant Pol­ski w siat­ków­ce został pra­wo­moc­nie uzna­ny przez sąd za kłam­cę lustracyjnego.

24 czerw­ca ubie­głe­go roku do Sądu Okrę­go­we­go w Gli­wi­cach został skie­ro­wa­ny wnio­sek IPN o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go wobec Sta­ni­sła­wa Gości­nia­ka, jed­ne­go z siat­ka­rzy repre­zen­ta­cji Huber­ta Wagnera.

akta_ipn400

Gości­niak to były czło­nek repre­zen­ta­cji olim­pij­skiej w siat­ków­ce, pro­wa­dzo­nej przez Huber­ta Wagne­ra. Był mistrzem świa­ta w Mek­sy­ku w 1974, został też uzna­ny za naj­lep­sze­go gra­cza tych mistrzostw. Zdo­był brą­zo­wy medal mistrzostw Euro­py (Stam­buł 1967), a tak­że dru­gie miej­sce w Pucha­rze Świa­ta w Pra­dze. Pol­skę repre­zen­to­wał 218 razy (19651974). Był jed­nym z naj­lep­szych roz­gry­wa­ją­cych na świecie.

Wedle źró­deł z Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej, Sta­ni­sław Gości­niak został pozy­ska­ny do współ­pra­cy, a następ­nie był pro­wa­dzo­ny przez Gro­mo­sła­wa Czempińskiego.

Sta­ni­sław Gości­niak był gwiaz­dą mistrzostw świa­ta w 1974 roku. Wybra­no go naj­lep­szym roz­gry­wa­ją­cym impre­zy, uzna­wa­ny za naj­lep­sze­go na tej pozy­cji na świe­cie. Z kadry odszedł po MŚ, nie poje­chał na igrzy­ska do Mont­re­alu, wybrał grę w USA.

W Pol­sce grał w Gwar­dii Wro­cław i Reso­vii Rze­szów. Szyb­ko został tre­ne­rem, pro­wa­dził do suk­ce­sów AZS Czę­sto­cho­wa – czte­ry mistrzo­stwa Pol­ski, dwa razy był selek­cjo­ne­rem Bia­ło-Czer­wo­nych (19861987, 20032004). Czło­nek gale­rii sław pił­ki siat­ko­wej (Vol­ley­ball Hall of Fame).

Orze­cze­niem z dnia 28 grud­nia 2015 r. SO w Gli­wi­cach uznał za nie­zgod­ne z praw­dą oświad­cze­nie lustra­cyj­ne zło­żo­ne przez Sta­ni­sła­wa Gości­nia­ka jako kan­dy­da­ta na rad­ne­go w Czę­sto­cho­wie wybo­rach 2010 r.

Orzekł wobec nie­go utra­tę pra­wa wybie­ral­no­ści w wybo­rach do Sej­mu, Sena­tu i Par­la­men­tu Euro­pej­skie­go oraz w wybo­rach powszech­nych orga­nu i człon­ka orga­nu jed­nost­ki samo­rzą­du tery­to­rial­ne­go oraz orga­nu jed­nost­ki pomoc­ni­czej jed­nost­ki samo­rzą­du tery­to­rial­ne­go, któ­rej obo­wią­zek utwo­rze­nia wyni­ka z usta­wy, a tak­że orzekł zakaz peł­nie­nia funk­cji publicz­nej, o któ­rych mowa w art. 4 pkt 257 usta­wy lustra­cyj­nej” – na okres 6 lat”.

Sic trans­it gloria…

Oaza peł­na teczek

Opo­wieść będzie praw­dzi­wa, choć wyda­je się zupeł­nie nie­praw­do­po­dob­na. Nie­praw­do­po­dob­na głów­nie ze wzglę­du na finał.

Na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl opi­sa­łem swe­go cza­su przy­pad­ki lustra­cyj­nych wpa­dek sędziów i pro­ku­ra­to­rów” z woje­wódz­twa ślą­skie­go (Agen­ci w togach”). Histo­ria ma dal­szy ciąg, któ­ry obfi­tu­je w cie­ka­we zwro­ty akcji. Jeże­li Wła­dy­sław Pasi­kow­ski kie­dy­kol­wiek zechce nakrę­cić kolej­ny odci­nek Psów, to ma goto­wy scenariusz.

Kil­ka lat temu do jed­nej z pro­ku­ra­tur na połu­dniu Pol­ski listo­nosz przy­niósł prze­sył­kę. Nie był to ano­nim. List miał praw­dzi­we­go nadaw­cę, ale nie to zasko­czy­ło śled­czych. Szok prze­ży­li, kie­dy oka­za­ło się, że zawie­rał szo­ku­ją­ce infor­ma­cje i dowo­dy o pry­wa­ty­za­cji akt” przez esbeków.

akta_ipn400

Pro­ces nisz­cze­nia doku­men­tów SB roz­po­czął się na prze­ło­mie 1988/1989 roku, trwał z prze­rwa­mi pod­czas roz­mów Okrą­głe­go Sto­łu, był kon­ty­nu­owa­ny po wybo­rach 4 czerw­ca 1989 r., a w ska­li maso­wej roz­po­czął się po sierp­nio­wej nomi­na­cji Mazo­wiec­kie­go na pre­mie­ra. Nie wszyst­ko zniszczono.

Oka­za­ło się, że tecz­ki wybra­nej („per­spek­ty­wicz­nej”) agen­tu­ry w śro­do­wi­sku praw­ni­czym i nauko­wym na Ślą­sku i Pod­be­ski­dziu, zamiast tra­fić do archi­wum UOP (gdzie póź­niej zna­la­zły­by się zapew­ne ze wzglę­du na ran­gę agen­tu­ry w zbio­rze zastrze­żo­nym IPN), wynie­sio­no do pry­wat­nych zbiorów.

Autor­ką listu do pro­ku­ra­tu­ry była żona wyso­kie­go ran­gą funk­cjo­na­riu­sza Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Poin­for­mo­wa­ła śled­czych o tym, iż w regio­nie dzia­ła gru­pa byłych esbe­ków, któ­rzy szan­ta­żu­ją przed­sta­wi­cie­li wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści doku­men­ta­mi sprzed lat. Napi­sa­ła, że tyl­ko jej mąż wyniósł z archi­wum SB kil­ka­dzie­siąt tomów akt agen­tu­ry, któ­rą mia­ły Wydzia­ły: V (prze­mysł) i III (śro­do­wi­ska nauko­we, twór­cze, inteligenckie).

Wyję­te z archi­wum SB tecz­ki, któ­re tra­fi­ły do pry­wat­nych czy­tel­ni” esbe­ków doty­czy­ły nie byle jakiej agen­tu­ry. Były to doku­men­ty – dowo­dy agen­tu­ral­nej prze­szło­ści wie­lu obec­nie pro­mi­nent­nych sędziów, pro­ku­ra­to­rów, nota­riu­szy i adwo­ka­tów woje­wódz­twa ślą­skie­go, i nie tylko.

Pro­ku­ra­to­rzy zain­te­re­so­wa­li się przy­sła­nym listem. Zosta­ło wsz­czę­te postę­po­wa­nie, obję­te klau­zu­lą naj­wyż­szej taj­no­ści. Infor­ma­tor­ka pro­ku­ra­tu­ry zosta­ła prze­słu­cha­na. Poda­ła kon­kret­ne przy­kła­dy, kto i jakie skła­dał pro­po­zy­cje oca­la­łym agen­tom”. Nie­trud­no się domy­ślić, że były z gatun­ku nie do odrzu­ce­nia”, no chy­ba że ktoś z nich nagle chce, aby odna­la­zły się ory­gi­nal­ne akta, świad­czą­ce o jego dela­tor­skiej prze­szło­ści. A w kon­se­kwen­cji na zarzut zło­że­nia nie­praw­dzi­we­go oświad­cze­nia lustra­cyj­ne­go i wystrza­ło­wy koniec praw­ni­czej kariery.

W jed­nym dniu w kil­ku miesz­ka­niach na Ślą­sku i Pod­be­ski­dziu funk­cjo­na­riu­sze ABW prze­pro­wa­dzi­li wie­lo­go­dzin­ne prze­szu­ka­nia w domach esbe­ków, któ­rych nazwi­ska poda­ła kobie­ta. Zna­le­zio­no wie­le doku­men­tów, któ­rych nie powin­no tam być. Zaczę­ły się prze­słu­cha­nia podej­rze­wa­nych o pry­wa­ty­za­cję esbec­kich akt. Wszyst­kie zna­ki na nie­bie i zie­mi wska­zy­wa­ły, że zgod­nie z zasa­da­mi pro­ku­ra­tor­skiej sztu­ki, orga­ni­za­to­rzy pro­ce­de­ru powin­ni mieć posta­wio­ne zarzu­ty. Jed­nak tak się nie stało.

Śledz­two IPN ze Ślą­ska zosta­ło nagle ode­bra­ne i tra­fi­ło do War­sza­wy. Tam utknę­ło na dłu­gie mie­sią­ce. Pro­ku­ra­tor Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej nie śpie­szył się. Zamiast sta­wiać zarzu­ty orga­ni­za­to­rom szan­ta­żu, wezwał autor­kę listu. Pod­czas prze­słu­cha­nia poin­for­mo­wał ją nagle, że mogą jej zostać posta­wio­ne zarzu­ty. Taka dekla­ra­cja pro­ku­ra­to­ra wywo­ła­ła u świad­ka natych­mia­sto­wą amnezję.

Sła­wo­mir Cenc­kie­wicz tak opi­sy­wał pro­ce­der nisz­cze­nia akt, ele­ganc­ko nazy­wa­ny przez pod­wład­nych Cze­sła­wa Kisz­cza­ka, ówcze­sne­go sze­fa MSW bra­ko­wa­niem”:

Pierw­sza fala znisz­czeń nastą­pi­ła wio­sną 1989 r. Jesz­cze pod­czas trwa­nia obrad Okrą­głe­go Sto­łu, 26 mar­ca 1989 r., dyrek­tor Depar­ta­men­tu IV MSW gen. Tade­usz Szczy­gieł poin­for­mo­wał sze­fa SB gen. Hen­ry­ka Dan­kow­skie­go i dyrek­to­ra Biu­ra C” (archi­wum MSW) płk. Kazi­mie­rza Pio­trow­skie­go o znisz­cze­niu tzw. teczek ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej na księ­ży. […]Kolej­ny etap nisz­cze­nia archi­wów zwią­za­ny był z reor­ga­ni­za­cją MSW w sierp­niu 1989 r. Zli­kwi­do­wa­no wów­czas naj­waż­niej­sze pio­ny ope­ra­cyj­ne bez­pie­ki, m.in. depar­ta­men­ty III (dzia­łal­ność anty­ko­mu­ni­stycz­na), IV (wal­ka z Kościo­łem), V (sfe­ra pro­duk­cyj­na) i owia­ne złą sła­wą Biu­ro Stu­diów zaj­mu­ją­ce się eli­tą soli­dar­no­ścio­we­go pod­zie­mia. Przy­kła­do­wo z połą­cze­nia Depar­ta­men­tu IV i Biu­ra Stu­diów powstał póź­niej Depar­ta­ment Stu­diów i Ana­liz. W ten spo­sób skon­cen­tro­wa­no bodaj naj­waż­niej­sze, z punk­tu widze­nia bez­pie­czeń­stwa pro­ce­su trans­for­ma­cji ustro­jo­wej, aktu­al­ne spra­wy ope­ra­cyj­ne i zbio­ry archi­wal­ne doty­czą­ce ludzi Kościo­ła i Soli­dar­no­ści”. Eli­ta byłe­go Depar­ta­men­tu IV i Biu­ra Stu­diów przy­stą­pi­ła wów­czas do akcji nisz­cze­nia akt”.

Decy­zja śled­czych spa­ra­li­żo­wa­ła nie tyl­ko naiw­nych infor­ma­to­rów. Dla­te­go zapew­ne nigdy nie dowie­my się, czy i jaki był zwią­zek pomię­dzy pry­wa­ty­za­cją akt przez esbe­ków, a ope­ra­cją kryp­to­nim Oaza” pro­wa­dzo­ną w Biel­sku Bia­łej przez Woj­sko­we Służ­by Infor­ma­cyj­ne na począt­ku lat 90. ubie­głe­go wie­ku. Nie­któ­re szcze­gó­ły tej­że ope­ra­cji zosta­ły ujaw­nio­ne w 2007 roku w Rapor­cie z likwi­da­cji WSI”.

Oka­za­ło się, że WSI w Biel­sku Bia­łej utwo­rzy­ły taj­ną rezy­den­tu­rę w ramach spra­wy o kryp­to­ni­mie Oaza”, któ­ra była pro­wa­dzo­na od 10.10.1994 r. do 25.09.1996 r. Ope­ra­cja Oaza” pro­wa­dzo­na przez WSI na Pod­be­ski­dziu, jed­nak nie­wy­klu­czo­ne, że w całym kra­ju były jej odpowiedniki.

Infor­ma­cje, zawar­te w aktach tej spra­wy są szokujące:

Plan roz­po­czy­na­ją­cy tecz­kę o kryp­to­ni­mie O” wska­zu­je na koniecz­ność budo­wa­nia sys­te­mu zabez­pie­cze­nia kontr­wy­wia­dow­cze­go na tere­nie woje­wódz­twa biel­skie­go z wyko­rzy­sta­niem nega­tyw­nie zwe­ry­fi­ko­wa­nych b. ofi­ce­rów SB i ich źró­deł oso­bo­wych. Dzia­łal­ność ta mia­ła być pro­wa­dzo­na pod przy­kry­ciem jako fir­ma ochro­niar­ska Koman­dos”. Rezy­den­tu­ra mia­ła skła­dać się z trzech b. funk­cjo­na­riu­szy SB, któ­rzy mie­li powtór­nie pozy­skać b. funk­cjo­na­riu­szy oraz taj­nych współ­pra­cow­ni­ków SB w inte­re­su­ją­cych WSI śro­do­wi­skach w kra­ju i zagra­ni­cą. Pla­no­wa­no pod­ję­cie b. współ­pra­cow­ni­ków upla­so­wa­nych w śro­do­wi­skach dzien­ni­kar­skim, praw­ni­czym, urzęd­ni­ków admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej, biz­ne­su, sta­no­wisk kie­ro­wa­nia oraz osób zwią­za­nych ze służ­ba­mi spe­cjal­ny­mi i woj­skiem. Prze­wi­dy­wa­no zwer­bo­wa­nie 810 b. TW na jed­ne­go człon­ka rezy­den­tu­ry. Pla­no­wa­no wypo­sa­że­nie sze­fa rezy­den­tu­ry (nega­tyw­nie zwe­ry­fi­ko­wa­ne­go b. funk­cjo­na­riu­sza SB) w doku­ment pole­ca­ją­cy do orga­nów Poli­cji i Stra­ży Gra­nicz­nej, skła­nia­ją­cy sze­fów miej­sco­wych orga­nów MSW do udzie­la­nia pomo­cy. Wyna­gro­dze­nie dla rezy­den­tów mia­ło opie­wać na kwo­tę 45 milio­nów sta­rych zło­tych mie­sięcz­nie. Do łącz­ni­ko­wa­nia rezy­den­tu­ry wyzna­cze­ni zosta­li płk Marek Wol­ny i ppłk Jan Węgier­ski. Wyklu­czo­no kon­tak­ty rezy­den­tu­ry z jaw­ny­mi pla­ców­ka­mi tere­no­wy­mi Kontr­wy­wia­du WSI. Był to zabieg zapew­nia­ją­cy kon­spi­ra­cję dzia­łań, przy czym jed­no­cze­śnie powo­do­wał, że stwo­rzo­na struk­tu­ra nie pod­le­ga­ła niczy­jej kon­tro­li ani mery­to­rycz­nej, ani finansowej”.

Do dzia­łań zaan­ga­żo­wa­nych zosta­ło trzech byłych funk­cjo­na­riu­szy SB, któ­rzy zosta­li pozy­ska­ni do współ­pra­cy z WSI jako rezy­den­ci tej służ­by spe­cjal­nej o pseu­do­ni­mach: Ryszard […]”, Wła­dy­sław […]” i Jan […]”. Auto­rzy rapor­tu usta­li­li, że to pseu­do­ni­my nada­ne przez WSI, jed­nak w nie­któ­rych przy­pad­kach są to jed­no­cze­śnie imio­na i nazwi­ska osób powszech­nie zna­nych na tere­nie byłych woje­wódz­twa bielskiego”.

Byli esbe­cy sprze­da­li” woj­sko­wej służ­bie spe­cjal­nej swo­je infor­ma­cje na temat agen­tu­ry, któ­ra dzia­ła­ła na kon­tro­lo­wa­nym przez nich tere­nie w latach 80. Spo­rzą­dzo­no listę ponad stu nazwisk byłych taj­nych współ­pra­cow­ni­ków SB

Nie moż­na wyklu­czyć, że oso­by, któ­re nie zna­la­zły się w aktach spra­wy reali­zo­wa­ły przed­się­wzię­cia tak dale­ce naru­sza­ją­ce pra­wo, że pro­wa­dzą­cy spra­wę nie zary­zy­ko­wa­li ich udo­ku­men­to­wa­nia” – piszą auto­rzy rapor­tu o WSI.

Następ­nie wyty­po­wa­ne nazwi­ska spraw­dzo­no w ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej UOP, uzy­sku­jąc potwier­dze­nie cha­rak­te­ru reje­stra­cji oso­by jako TW, a przy oka­zji moż­li­wość wglą­du w mate­ria­ły z archi­wum SB. Dobór osób, któ­ry­mi zain­te­re­so­wa­ły się WSI w ramach Oazy” był dosyć przy­pad­ko­wy. Woj­sko­wy kontr­wy­wiad nie powi­nien (co jed­nak pod­czas ope­ra­cji Oaza” robił) inte­re­so­wać akto­rem, pla­sty­kiem czy han­dlow­cem, bo nie mie­li oni ani kom­pe­ten­cji zwią­za­nych z bez­pie­czeń­stwem pań­stwa, tym bar­dziej w aspek­cie sił zbrojnych.

Z rapor­tu o WSI:

Przy­kła­dem tego nasta­wie­nia jest dzia­ła­nie b. funk­cjo­na­riu­sza SB, ps. Janusz O.”, któ­ry przed pozy­ska­niem ujaw­nił, że posia­da w ukry­ciu mate­ria­ły ze spra­wy pro­wa­dzo­nej w cza­sie, gdy słu­żył w SB (spra­wa mia­ła kryp­to­nim PALE­STRA” a z ukie­run­ko­wa­nia funk­cjo­na­riu­sza moż­na wnio­sko­wać, że doty­czy­ła śro­do­wi­ska praw­ni­cze­go w rejo­nie biel­skim). Oko­ło 300 stron tych mate­ria­łów prze­ka­zał on do WSI. Zawie­ra­ły one m.in. fak­ty kom­pro­mi­tu­ją­ce oso­by ze śro­do­wi­ska praw­ni­cze­go, wska­zy­wa­ły na taj­nych współ­pra­cow­ni­ków w tym śro­do­wi­sku (m.in. pro­ku­ra­tor, sędzia, nota­riusz). O ukry­ciu mate­ria­łów oraz o ich zawar­to­ści zosta­li poin­for­mo­wa­ni M. Wol­ny i K. Gło­wac­ki. Inny funk­cjo­na­riusz SB, ps. WŁA­DY­SŁAW K.” wska­zy­wał na swo­je źró­dła, któ­re były zwer­bo­wa­ne do roz­pra­co­wa­nia struk­tur NSZZ Soli­dar­ność”. Komi­sja dotych­czas nie usta­li­ła, co dalej sta­ło się z tymi mate­ria­ła­mi. Z dotych­cza­so­wej ana­li­zy spo­so­bu dzia­ła­nia WSI moż­na wnio­sko­wać, że zosta­ły uży­te bądź do szan­ta­żu wystę­pu­ją­cych w spra­wie osób, bądź jako pre­tekst do ich ponow­ne­go roz­pra­co­wa­nia i zwer­bo­wa­nia. Tym­cza­sem obo­wiąz­kiem WSI było prze­ka­za­nie akt spra­wy PALE­STRA” do IPN” ”. 

Nie­wy­klu­czo­ne, że pod­czas ope­ra­cji Oaza” WSI pro­wa­dzi­ły – jak czy­ta­my w rapor­cie WSIzapro­gra­mo­wa­ne spraw­dze­nia śro­do­wi­ska biz­ne­so­wo-praw­ni­cze­go w woj. biel­skim, z wyraź­nym ukie­run­ko­wa­niem na pozy­ska­nie wie­dzy umoż­li­wia­ją­cej szan­ta­żo­wa­nie wybra­nych osób”. 

Jed­nak nie tyl­ko o roz­po­zna­nie śro­do­wisk biz­ne­so­wo-praw­ni­czych w Ope­ra­cji Oaza” cho­dzi­ło. Dotar­łem do jed­nej z osób zaan­ga­żo­wa­nych w jej prowadzenie.

– Struk­tu­ra orga­ni­za­cji była wzo­ro­wa­na na dzia­ła­niach wło­skich służb spe­cjal­nych w latach 50. XX w. i utwo­rze­nie w łonie tych­że służb taj­nej struk­tu­ry bojo­wej pod kryp­to­ni­mem Gla­dio. Gla­dio mia­ła prze­ciw­dzia­łać doj­ściu komu­ni­stów do wła­dzy. Była też czę­ścią struk­tu­ry Stay-behind dzia­ła­ją­cej w wie­lu kra­jach NATO. We Wło­szech mia­ła powią­za­nia z taj­ną lożą P2, któ­ra pod wodzą ban­kie­ra i faszy­sty Licio Gel­lie­go sku­pia­ła magna­tów wła­dzy eko­no­micz­nej, poli­tycz­nej i woj­sko­wej. W razie woj­ny mie­li­śmy two­rzyć ruch opo­ru – mówi J.

Pod­czas Oazy” pro­wa­dzo­no dzia­ła­nia wykra­cza­ją­ce poza kom­pe­ten­cje kontr­wy­wia­du WSI, reali­zu­jąc dzia­ła­nia skie­ro­wa­ne na rejon biel­ski i typo­we dla wywia­du. Z jed­nej stro­ny słu­ży­ły roz­po­zna­niu sta­nu zabez­pie­cze­nia przez służ­by spe­cjal­ne pew­nych śro­do­wisk i osób, z dru­giej zaś mogły być wstę­pem dla pla­no­wa­nych dzia­łań, dla któ­rych koniecz­ne było roz­po­zna­nie prze­pro­wa­dzo­ne w śro­do­wi­sku poli­tycz­nym i prawniczym.

Dla bez­pie­czeń­stwa swo­ich infor­ma­to­rów nie poda­ję nazwisk oraz kryp­to­ni­mów, pseu­do­ni­mów, sta­no­wisk boha­te­rów tej opo­wie­ści. Nadal też nie zna­my odpo­wie­dzi na pod­sta­wo­we pyta­nie: Czy Oaza” i skrę­co­ne” śledz­two w spra­wie pry­wa­ty­za­cji teczek agen­tu­ry SB maja jakiś wspól­ny mia­now­nik? Jeże­li tak, to umo­rze­nie śledz­twa opi­sy­wa­ne­go na począt­ku tej opo­wie­ści wska­zu­je, że wpły­wy służb spe­cjal­nych III RP się­ga­ją wymia­ru sprawiedliwości.

Tomasz Szym­bor­ski

Arty­kuł uka­zał się w tygo­dni­ku wSie­ci w listo­pa­dzie 2014 roku

Gór­ni­czy kłam­ca lustracyjny

Wal­de­mar Mróz, były wice­pre­zes Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go zło­żył nie­praw­dzi­we oświad­cze­nie lustra­cyj­ne, gdyż nie przy­znał się do współ­pra­cy z bez­pie­ką jako taj­ny współ­pra­cow­nik Krzysz­tof” – orzekł Sąd Okrę­go­wy w Katowicach.

Mróz w jed­nej z naj­więk­szych spół­ek gór­ni­czych – Kato­wic­kim Hol­din­gu Węglo­wym SA przez 12 lat peł­nił funk­cję wice­pre­ze­sa. 30 paź­dzier­ni­ka 2014 r. do Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach tra­fił wnio­sek pro­ku­ra­to­ra biu­ra lustra­cyj­ne­go IPN o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia w spra­wie Wal­de­ma­ra Mro­za. Ów urzęd­nik był gór­ni­czą szy­chą. Do 2013 roku z wybo­ru zało­gi był wice­pre­ze­sem Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go S.A. Jako czło­nek zarzą­du pań­stwo­wej spół­ki musiał zło­żyć oświad­cze­nie lustra­cyj­ne. Zło­żył, ale skłamał.

- Sąd pierw­szej instan­cji orzekł, iż Wal­de­mar Mróz jest kłam­cą lustra­cyj­nym, bo skła­mał, iż nie był współ­pra­cow­ni­kiem Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Orzekł wobec nie­go 5‑letni zakaz peł­nie­nia funk­cji publicz­nych – mówi pro­ku­ra­tor Andrzej Maj­cher, szef Oddzia­ło­we­go Biu­ra Lustra­cyj­ne­go w Katowicach.

Mróz został suro­wo uka­ra­ny, bo zazwy­czaj sądy ska­zu­ją kłam­ców lustra­cyj­nych na 3 lata zaka­zu peł­nie­nia funk­cji publicz­nych. Orze­cze­nie jest nieprawomocne.

O Mro­zie, gdy był wice­pre­ze­sem KHW SA napi­sa­łem wie­le. Na przy­kład to, że z doku­men­tów zacho­wa­nych w archi­wach Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej wyni­ka, iż Wal­de­mar Mróz został zare­je­stro­wa­ny jako taj­ny współ­pra­cow­nik SB ps. Krzysz­tof” (IPN Kr 309525, IPN Kr 0099514).

Dzię­ki temu, że zacho­wa­ła się tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” bez tru­du moż­na poznać szcze­gó­ły kon­tak­tów ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa. Ska­la współ­pra­cy robi wra­że­nie, bo tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” mia­ła 315 stron (!), jed­nak trzy­sta stron zosta­ło znisz­czo­nych i zacho­wa­ło się jedy­nie 15.

Zacho­wa­ły się ory­gi­nal­ne dono­sy pisa­ne przez agen­ta. Krzysz­tof” dono­sił o dzia­ła­czach NZS na AGH, prze­ka­zy­wał ulot­ki oraz cha­rak­te­ry­zo­wał kole­gów z uczel­ni. Jak wyni­ka z nume­rów stron w tecz­ce pra­cy TW Krzysz­tof pomię­dzy jesie­nią 1980 roku a mar­cem 1983 roku przy­by­ło 240 stron – to obraz ska­li współ­pra­cy. Ostat­nie zacho­wa­ne donie­sie­nie jest z 1 mar­ca 1983 roku.

Mróz nie przy­znał się w swo­im oświad­cze­niu lustra­cyj­nym do współ­pra­cy z SB w Kra­ko­wie w latach 19801984. Moje źró­dła w ABW poin­for­mo­wa­ły mnie pra­wie dwa lata temu, że już po wybo­rze Mro­za na sta­no­wi­sko wice­pre­ze­sa KHW2001 roku, służ­by spe­cjal­ne (wów­czas Urząd Ochro­ny Pań­stwa) spraw­dza­ły prze­szłość nowe­go człon­ka zarzą­du stra­te­gicz­nej spół­ki węglowej.

I natra­fio­no od razu na ślad prze­szło­ści Mro­za. Pro­blem w tym, że tę wie­dzę UOP, a potem ABW zacho­wa­ły dla sie­bie, i nie poin­for­mo­wa­ły Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go (a póź­niej IPN) o tym, co pozo­sta­ło w esbec­kich mate­ria­łach o Wal­de­ma­rze Mrozie.

Ten przy­kład wska­zu­je na dziw­ną bez­rad­ność służb spe­cjal­nych, któ­re są odpo­wie­dzial­ne za osło­nę kontr­wy­wia­dow­czą spół­ek Skar­bu Pań­stwa oraz sek­to­ra ener­ge­tycz­ne­go. Tole­ro­wa­nie na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku oso­by, któ­re w prze­szło­ści była kon­fi­den­tem SB jest skan­da­lem i sta­wia (po raz kolej­ny) pod zna­kiem zapy­ta­nia pro­fe­sjo­na­lizm funk­cjo­na­riu­szy ABW odpo­wie­dzial­nej za przy­zna­wa­nie cer­ty­fi­ka­tów bezpieczeństwa.

Dla­cze­go? Czy Mróz mógł był np. szan­ta­żo­wa­ny swo­ją prze­szło­ścią przez byłych funk­cjo­na­riu­szy, któ­rzy pro­wa­dzą inte­re­sy z KHW SA? A może wręcz prze­ciw­nie – był na usłu­gach służb III RP?

Na razie, jak wyni­ka z KRS Wal­de­mar Mróz jest na usłu­gach jed­ne­go z naj­bo­gat­szych Pola­ków – Krzysz­to­fa Doma­rec­kie­go, któ­ry rok temu ogło­sił, iż chce kupić trzy kopal­nie węgla kamien­ne­go na Ślą­sku. Mróz jest pre­ze­sem zarzą­du spół­ki Uni­ver­sal Energy.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl

Wia­ry­god­ny pro­fe­sjo­na­li­sta w służbie

Dzien­ni­karz Gaze­ty Wybor­czej Woj­ciech Czuch­now­ski w opu­bli­ko­wa­nym dzi­siaj arty­ku­le Sąd koń­czy pro­ces lustra­cyj­ny: SB fał­szo­wa­ła kwi­ty”, opi­su­jąc lustra­cyj­ne pery­pe­tie wspiął się na wyży­ny pro­fe­sjo­na­li­zmu. I odleciał.

Arty­kuł Czuch­now­skie­go zaczy­na się mocno:

Sąd w Kato­wi­cach oczy­ścił Pio­tra Boż­ka z zarzu­tu kłam­stwa lustra­cyj­ne­go, bo bez­pie­ka two­rzy­ła fik­cyj­ne rapor­ty na jego temat. Powszech­nie wia­do­mym jest fakt fał­szo­wa­nia doku­men­ta­cji przez SB” – stwier­dził sąd”.

Pro­blem Czuch­now­skie­go oraz Pio­tra Boż­ka, rad­cy praw­ne­go z Biel­ska-Bia­łej pole­ga na tym, że orze­cze­nie sądu lustra­cyj­ne­go nie jest pra­wo­moc­ne i pro­ku­ra­tor Okrę­go­we­go Biu­ra Lustra­cyj­ne­go zło­ży wkrót­ce apelację.

Kłam­li­wa jest zatem infor­ma­cja w arty­ku­le Czuch­now­skie­go, że lustro­wa­ny rad­ca praw­ny Bożek

W ubie­głym tygo­dniu dostał ofi­cjal­ne potwier­dze­nie, że wyda­ny 16 wrze­śnia wyrok w jego spra­wie lustra­cyj­nej jest już pra­wo­moc­ny. To zna­czy, że nie będzie się od nie­go odwo­ły­wał pro­ku­ra­tor IPN”.

Robie­nie w konia” opi­nii publicz­nej w spra­wie lustra­cji i IPN Gaze­ta Wybor­cza ma opa­no­wa­ne do per­fek­cji. Swe­go cza­su rewe­la­cją” sta­ły się instruk­cje naka­zu­ją­ce ukry­wa­nie infor­ma­cji pocho­dzą­cych z tzw. tech­ni­ki ope­ra­cyj­nej, czy­li pod­słu­chów, per­lu­stra­cji (cen­zu­ry) kore­spon­den­cji i obser­wa­cji zewnętrznej.

Histo­ryk IPN Grze­gorz Maj­chak w jed­nej ze swo­ich publi­ka­cji tak oce­nił publi­cy­sty­kę Czuch­now­skie­go i jego redak­cyj­nej kole­żan­ki Agniesz­ki Kublik:

W ich arty­ku­le pt. Instruk­cja Kisz­cza­ka 0018” umiesz­czo­ne­go na pierw­szej stro­nie Gaze­ty Wybor­czej” z 5 kwiet­nia 2006 r. poja­wi­ła się nawet nastę­pu­ją­ca infor­ma­cja: „»Gaze­ta« dotar­ła do nie­zna­nej instruk­cji peere­low­skie­go MSW. Gen. Cze­sław Kisz­czak kazał w niej esbe­kom ukry­wać, że źró­dłem infor­ma­cji są pod­słu­chy. Mie­li je zamie­niać na fał­szy­we rapor­ty taj­nych współ­pra­cow­ni­ków”. W swym arty­ku­le cyto­wa­li ano­ni­mo­we­go byłe­go sze­fa MSW”, któ­ry stwier­dzał: Bali­śmy się prze­cie­ków, a zde­kon­spi­ro­wa­ny pod­słuch był nic nie­wart. Dla­te­go Kisz­czak pole­cił, by infor­ma­cje z pod­słu­chu wpi­sy­wać do rapor­tów taj­nych współ­pra­cow­ni­ków. Nie było żad­nej instruk­cji, jak to kon­kret­nie robić. Decy­do­wa­li sami naczel­ni­cy wydzia­łów. Cza­sa­mi infor­ma­cje z pod­słu­chów wpi­sy­wa­li do rapor­tów fik­cyj­nych TW, cza­sa­mi, choć rza­dziej, do rapor­tów praw­dzi­wych TW”. Auto­rzy arty­ku­łu kon­klu­do­wa­li: na pod­sta­wie oca­la­łych rapor­tów SB bar­dzo trud­no się zorien­to­wać, któ­re infor­ma­cje uzy­ska­no bez­po­śred­nio od agen­ta, a któ­re inną dro­gą. Chy­ba że agent spi­sał raport wła­sną ręką”.

Bożek i esbek

Pro­ble­my lustra­cyj­ne boha­te­ra arty­ku­łu Czuch­now­skie­go roz­po­czę­ły się po spraw­dze­niu przez pro­ku­ra­to­ra jego oświad­cze­nia, jakie zło­żył w 2008 roku. Bożek zaprze­czył w nim jakim­kol­wiek związ­kom i współ­pra­cy z SB.

Piotr Bożek od 1 listo­pa­da 1980 r. do 13 grud­nia 1981 roku był dorad­cą praw­nym w Zarzą­dzie Regio­nu Pod­be­ski­dzie NSZZ Soli­dar­ność” w Biel­sku-Bia­łej. Pra­co­wał rów­no­cze­śnie jako rad­ca praw­ny w Polo­nij­no-Zagra­nicz­nym Przed­się­bior­stwie Dama­ri” w tym mieście.

Do pierw­szej roz­mo­wy Boż­ka i esbe­ka z Wydzia­łu V biel­skiej bez­pie­ki doszło w nocy z 30 na 31 grud­nia 1981 roku. Bożek został wte­dy zatrzy­ma­ny przez funk­cjo­na­riu­sza SB plu­to­no­we­go Andrze­ja Kraw­czy­ka. Esbek powie­dział Boż­ko­wi, że jego zatrzy­ma­nie ma zwią­zek z docho­dze­nie w spra­wie nie­pra­wi­dło­wo­ści finan­so­wych w Zarzą­dzie Regio­nu oraz ukry­cia pie­nię­dzy S” tuz przed wpro­wa­dze­niem sta­nu wojennego.

Bożek jesz­cze 30 grud­nia 1981 roku na piśmie (!) podał, z kim się spo­ty­kał z Zarzą­du Regio­nu S”, i co robił w pierw­szych dniach sta­nu wojen­ne­go. Dokład­nie opi­sy­wał, jak jeź­dził do domów dzia­ła­czy S” i spo­rzą­dził dokład­ne cha­rak­te­ry­sty­ki dzia­ła­czy związku.

Jak wyni­ka z notat­ki napi­sa­nej przez plu­to­no­we­go Kraw­czy­ka, Bożek wyra­ził zgo­dę na współ­pra­cę z SB, któ­rą zacho­wać miał w tajem­ni­cy tak­że przed naj­bliż­szy­mi. Napi­sał tak­że wyma­ga­ne przez instruk­cję ope­ra­cyj­ną SB zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy i podał, iż dono­sy będzie sygno­wać pseu­do­ni­mem Marek”. Pod­pi­sał przy oka­zji tzw. lojal­kę, czy­li dekla­ra­cję nie podej­mo­wa­nia jakich­kol­wiek dzia­łań na szko­dę Pań­stwa Polskiego”.

W archi­wum IPN zacho­wa­ła się tecz­ka per­so­nal­na i pra­cy agen­ta Mar­ka” oraz m.in. jego akta pasz­por­to­we. Jak wyni­ka z akt TW Marek” ze swo­im pro­wa­dzą­cym esbe­kiem spo­ty­kał się kil­ka razy. O kil­ka razy za dużo.

Latem 1982 roku Bożek pod­jął decy­zję o wyjeź­dzie do Fran­cji. Z doku­men­tów SB wyni­ka, że TW Marek” miał się zgo­dzić na współ­pra­cę za gra­ni­cą, i roz­pra­co­wy­wać śro­do­wi­ska emi­gra­cji solidarnościowej.

Zgo­dę na wyda­nie pasz­por­tu pozy­tyw­nie zaopi­nio­wał naczel­nik Wydzia­łu V SB w Biel­sku – Bia­łej ppłk Jerzy Ben­be­nek, któ­ry wie­dział, że Bozek jest współ­pra­cow­ni­kiem SB. I tak Bożek, z bło­go­sła­wień­stwem bez­pie­ki dostał w paź­dzier­ni­ku 1982 roku pasz­port na wyjazd emi­gra­cyj­ny do Francji.

Do kra­ju przy­je­chał (z pasz­por­tem kon­su­lar­nym) już w czerw­cu 1983 roku, aby sta­rać się o wyda­nie pasz­por­tu dla żony, któ­ra do sierp­nia 1980 roku pra­co­wa­ła w MO (była m.in. sekre­tar­ką zastęp­cy Komen­dan­ta Woje­wódz­kie­go MO ds. Służ­by Bez­pie­czeń­stwa). Pró­by speł­zły na niczym, i Bożek wyje­chał zno­wu zagra­ni­cę. O tym jed­nak Czuch­now­ski już nie wspomina.

Esbe­cy zezna­ją, sąd – ocenia

Pod­czas pro­ce­su lustra­cyj­ne­go Bożek przy­znał, że zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy jest napi­sa­ne przez nie­go. Przy­znał się rów­nież do autor­stwa trzech pisem­nych infor­ma­cji dla SB. Zakwe­stio­no­wał nato­miast inne doku­men­ty, stwier­dza­jąc, iż doku­men­ta­cja doty­czą­ca jego oso­by zosta­ła w znacz­nym stop­niu spro­ku­ro­wa­na przez SB.

Uza­sad­nie­nie Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach, któ­ry roz­pa­try­wał w pierw­szej instan­cji w tym pro­ce­sie lustra­cyj­nym Pio­tra Boż­ka jest kuriozalne.

Sędzio­wie Damian Owcza­rek, Kata­rzy­na Smoł­ka i Justy­na Kowal­ska, któ­rzy orze­ka­li w tej spra­wie stwier­dzi­li, iż:

Sama oko­licz­ność, że Piotr Bożek pod­pi­sał zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy i kolej­no spo­rzą­dził dla Służb Bez­pie­czeń­stwa wła­sno­ręcz­nie pisem­ne infor­ma­cje oraz spo­ty­kał się i roz­ma­wiał z funk­cjo­na­riu­szem wyżej powo­ła­nych Służb, przy czym zda­niem Sądu nie da się w spo­sób pre­cy­zyj­ny usta­lić ilo­ści tych­że spo­tkań poza pew­ny­mi trze­ma spo­tka­nia­mi […] nie ozna­cza auto­ma­tycz­nie, że z rze­czo­ny­mi Służ­ba­mi współpracował […]”.

Nad­to zda­niem Sądu infor­ma­cje prze­ka­zy­wa­ne przez lustro­wa­ne­go […] wska­zu­ją na oko­licz­ność, iż lustro­wa­ny nie posia­dał i nie prze­ka­zy­wał Służ­bom Bez­pie­czeń­stwa żad­nych infor­ma­cji o miej­scach ukry­wa­nia się poszu­ki­wa­nych dzia­ła­czy NSZZ Soli­dar­ność”

I na koniec crème de la crème:

Nale­ży stwier­dzić, iż pod­pi­sa­ne zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy ze Służ­ba­mi Bez­pie­czeń­stwa w odnie­sie­niu do Pio­tra Boż­ka nie zma­te­ria­li­zo­wa­ło się w świa­do­mie (sic!) podej­mo­wa­nych kon­kret­nych dzia­ła­niach w celu urze­czy­wist­nie­nia pod­ję­tej współ­pra­cy, […] i współ­pra­cę tę nale­ży uznać za pozorną”.

Aloj­zy Pie­trzyk, jeden z dzia­ła­czy pod­ziem­nej Soli­dar­no­ści” jest zasadniczy.

- Każ­de zain­te­re­so­wa­nie służb komu­ni­stycz­nych nale­ża­ło zgła­szać, upu­blicz­niać w struk­tu­rach S”. Kto tego nie robił, ten był czę­ścią gry ope­ra­cyj­nej SB, a sam fakt nie­upu­blicz­nie­nia był zawsze podejrzany –

przy­po­mi­na.

Tak­że Piotr Wroń­ski, eme­ry­to­wa­ny ofi­cer wywia­du dość zde­cy­do­wa­nie na Face­bo­oku roz­pra­wia się z teza­mi o fał­szo­wa­niu doku­men­ta­cji przez SB”.

- Jeśli cokol­wiek fał­szo­wa­no, to na krót­ką metę. Sys­tem kon­tro­li i nad­zo­ru był dość dobrze roz­wi­nię­ty, mimo, że nie aż tak nachal­ny, jak w dzi­siej­szych służ­bach. Sam znam przy­pad­ki, któ­re bły­ska­wicz­nie ujaw­nia­no. Moż­li­wa jest jed­nak nad­in­ter­pre­ta­cja posta­wy lub kon­tak­tu, ale to było zawsze wery­fi­ko­wa­ne przez Centralę 

stwier­dza Wroński.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl

Zamach

Od zama­chu na Jana Paw­ła II minę­ło ponad 34 lata i dopie­ro od nie­daw­na dzię­ki śledz­twu IPN uda­ło się poznać nie­zna­ne fakty.

Od 2011 roku w księ­gar­niach jest dostęp­na (a wła­ści­wie była, bo nakład wyczer­pa­ny) książ­ka Papież musiał zgi­nąć – wyja­śnie­nia Ali Agcy”. Dzi­siaj uka­zu­je się dru­ga część pt. Agca nie był sam. Wokół udzia­łu komu­ni­stycz­nych służb spe­cjal­nych w zama­chu na Jana Paw­ła II”.

IPN_okladka_kolor+lakier

Publi­ka­cję opra­co­wa­li Andrzej Gra­jew­ski i Michał Skwa­ra. Gra­jew­ski to publi­cy­sta Gościa Nie­dziel­ne­go, a Skwa­ra – pro­ku­ra­tor Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej, któ­ry pro­wa­dził przez kil­ka lat śledz­two w spra­wie zama­chu na Jana Paw­ła II.

Śledz­two IPN:

obję­ło swym zakre­sem czy­ny prze­stęp­cze funk­cjo­na­riu­szy komu­ni­stycz­nych bez wzglę­du na ich przy­na­leż­ność pań­stwo­wą, któ­re zosta­ły popeł­nio­ne w okre­sie od dnia intro­ni­za­cji Karo­la Woj­ty­ły na Papie­ża do dnia wyda­nia wyro­ku unie­win­nia­ją­ce­go oby­wa­te­li turec­kich i buł­gar­skich oskar­ża­nych o współ­udział w spi­sku na jego życie. W szcze­gól­no­ści doty­czy­ło to wszyst­kich tych czy­nów funk­cjo­na­riu­szy państw komu­ni­stycz­nych, któ­re popeł­nio­ne w ramach związ­ku prze­stęp­cze­go o cha­rak­te­rze zbroj­nym pro­wa­dzi­ły do doko­na­nia zama­chu, a tak­że tych czy­nów, któ­re w ramach inne­go już związ­ku prze­stęp­cze­go zmie­rza­ły do utrud­nie­nia, czy też unie­moż­li­wie­nia pra­wi­dło­we­go i wol­ne­go od naci­sków osą­dze­nia sprawców”.

Przed­mio­tem pierw­szej czę­ści książ­ki Gra­jew­skie­go i Skwa­ry są zezna­nia, jakie zło­żył wło­skim śled­czym zama­cho­wiec w latach 1981 – 1985. Książ­ka zosta­ła sku­tecz­nie wów­czas zamil­cza­na przez tzw. media głów­ne­go nurtu.

Na pal­cach rąk moż­na poli­czyć media, któ­re zamie­ści­ły czte­ry lata temu jakie­kol­wiek infor­ma­cje czy recen­zje. Dla­cze­go? Ano zapew­ne dla­te­go, że książ­ka uka­za­ła się krót­ko po kata­stro­fie smo­leń­skiej, a już sama nazwa IPN” oraz oba­wa, iż służ­by spe­cjal­ne (cywil­ne lub woj­sko­we) mogły być w jaki­kol­wiek spo­sób zamie­sza­ne w zamach, wywo­ły­wa­ły ból gło­wy Tuska i Komorowskiego.

Histo­ria zamachu

13 maja 1981 r. na pla­cu Świę­te­go Pio­tra do papie­ża strze­lał turec­ki ter­ro­ry­sta Meh­met Ali Agca, któ­re­go schwy­ta­no natych­miast po zama­chu. W lip­cu 1981 r. zaczął się jego pro­ces i zama­cho­wiec został ska­za­ny na doży­wot­nie wię­zie­nie. Wło­skie śledz­two nie wyja­śni­ło jed­nak tła zamachu.

W 1983 r. Jan Paweł II odwie­dził Agcę w rzym­skim wię­zie­niu i dłu­go z nim roz­ma­wiał. W czerw­cu 2000 r. pre­zy­dent Włoch Car­lo Aze­glio Ciam­pi uła­ska­wił zama­chow­ca. Naka­zał też jego eks­tra­dy­cję do Anka­ry, gdzie tra­fił do celi za zabój­stwo turec­kie­go dzien­ni­ka­rza sprzed lat. W 2010 r. Agca został wypusz­czo­ny z wię­zie­nia. W sumie spę­dził za kra­ta­mi 30 lat.

Dr hab. Filip Musiał z Igna­tia­num w swo­jej recen­zji tak opi­su­je treść i zawar­tość książ­ki Agca nie był sam. Wokół udzia­łu komu­ni­stycz­nych służb spe­cjal­nych w zama­chu na Jana Paw­ła II”:

Śledz­two w spra­wie zama­chu na Jana Paw­ła II jest jed­nym z naj­waż­niej­szych śledztw pro­wa­dzo­nych przez IPN w całej jego 15-let­niej histo­rii. Nie­wąt­pli­wie przy­no­si ono rów­nież nie­zwy­kle war­to­ścio­we usta­le­nia histo­rycz­ne, któ­re pozwa­la­ją spoj­rzeć na jed­no z naj­gło­śniej­szych wyda­rzeń XX wie­ku z nowej perspektywy. 

Książ­ka Agca nie był sam. Wokół udzia­łu komu­ni­stycz­nych służb spe­cjal­nych w zama­chu na Jana Paw­ła II” skła­da się z dwóch odręb­nych, ale uzu­peł­nia­ją­cych się czę­ści: posta­no­wie­nia o umo­rze­niu śledz­twa autor­stwa pro­ku­ra­to­ra oraz arty­ku­łu nauko­we­go, będą­ce­go wni­kli­wą ana­li­zą historyczną”.

Głów­nym celem śledz­twa było usta­le­nie oko­licz­no­ści przy­go­to­wa­nia do zama­chu, szcze­gó­ło­we opi­sa­nie jego prze­bie­gu oraz ujaw­nie­nie dzia­łań dez­in­for­ma­cyj­nych pro­wa­dzo­nych przez służ­by spe­cjal­ne blo­ku wschod­nie­go w latach osiem­dzie­sią­tych ubie­głe­go wieku.

Od maja 1981 r. wywiad NRD (HVA) na zle­ce­nie buł­gar­skich służb spe­cjal­nych brał udział w zakro­jo­nej na sze­ro­ką ska­lę ope­ra­cji dez­in­for­ma­cyj­nej, któ­ra nosi­ła kryp­to­nim Papież” („Ope­ra­tion Papst”). Jej celem było odcią­gnię­cie uwa­gi rzym­skich śled­czych od buł­gar­skie­go tropu.

Oczy Basz­ty”

Głów­nym celem roz­pra­co­wa­nia wywia­du PRL w Rzy­mie był Jan Paweł II. Ofi­ce­rów rezy­den­tu­ry wywia­du PRL (kryp­to­nim Basz­ta”) w Wiecz­nym Mie­ście inte­re­so­wa­ło wszyst­ko: plan papie­skich podró­ży zagra­nicz­nych, treść homi­lii i doku­men­tów, kon­tak­ty z pol­skim epi­sko­pa­tem, poli­ty­ka zagra­nicz­na Waty­ka­nu ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem kie­run­ku wschodniego.

Z oczy­wi­stych wzglę­dów spra­wą zama­chu na papie­ża inte­re­so­wał się Depar­ta­ment I MSW, czy­li wywiad PRL. Naj­bar­dziej zaan­ga­żo­wa­na w gro­ma­dze­nie infor­ma­cji o zama­chu na Jana Paw­ła II była rezy­den­tu­ra w Rzy­mie. Od cza­su wybo­ru kar­dy­na­ła Karo­la Woj­ty­ły na papie­ża, Basz­ta” nale­ża­ła do naj­waż­niej­szych pla­có­wek wywia­dow­czych PRL.

Gdy aresz­to­wa­nie z pozo­ru nie­win­ne­go urzęd­ni­ka buł­gar­skich linii lot­ni­czych Sier­gie­ja Anto­no­wa poło­ży­ło cień na Buł­ga­rów oraz sowiec­kie­go przy­wód­cę, służ­by spe­cjal­ne PRL przy­łą­czy­ły się do akcji rato­wa­nia z opre­sji swo­ich towarzyszy.

Spec­służ­by PRL (nie tyl­ko Depar­ta­ment I, ale tak­że Depar­ta­ment IV, zwal­cza­ją­cy Kościół), dosko­na­le zorien­to­wa­ne w śro­do­wi­sku waty­kań­skim, mogły oddać cen­ne usłu­gi, by oczy­ścić swo­ich kole­gów z buł­gar­skiej DS z zarzu­tów o zor­ga­ni­zo­wa­nie zama­chu na Jana Paw­ła II.

O współ­pra­cy służb świad­czą tele­gra­my, jakie wymie­ni­li ze sobą sze­fo­wie resor­tów spraw wewnętrz­nych PRLLRB – gen. Cze­sław Kisz­czak i gen. Dymitr Sto­ja­now – w dru­giej poło­wie 1985 roku w związ­ku z pro­ce­sem Antonowa.

Zanie­po­ko­je­nie bez­pie­ki było uza­sad­nio­ne. Pro­ku­ra­to­ra Skwa­ra dotarł do sen­sa­cyj­nych doku­men­tów. Usta­lił, że Anto­now był współ­pra­cow­ni­kiem buł­gar­skich służb spe­cjal­nych, a przez powią­za­nia ze swo­im wuj­kiem miał dostęp do krę­gu bar­dzo wyso­kich funk­cjo­na­riu­szy buł­gar­skich służb spe­cjal­nych, więc mógł być trak­to­wa­ny jako czło­wiek ich zaufania.

Dane reje­stra­cyj­ne Anto­no­wa w buł­gar­skich archi­wach, rów­nie sku­tecz­nie czysz­czo­nych po 1989 roku, co pol­skie, poja­wia­ją się wyłącz­nie raz, w kore­spon­den­cji wewnętrz­nej z 1991 roku, przez czy­jeś zaniedbanie.

Nie­zna­ne fakty

Oba tomy książ­ki autor­stwa Gra­jew­skie­go i Skwa­ry sku­tecz­nie obna­ża­ją dez­in­for­ma­cje, któ­re nadal poja­wia­ją się w nie­któ­rych książ­kach poświę­co­nych spra­wie zama­chu. Otwar­tym pozo­sta­je pyta­nie, czy auto­rzy tych ksią­żek powie­la­ją tezy narzu­co­ne w 1981 roku przez KGB i Stasi/​HVA z pre­me­dy­ta­cją, czy z głupoty?

Śledz­two w IPN pro­wa­dził pro­ku­ra­tor Michał Skwa­ra. W cza­sie jego trwa­nia zgro­ma­dził łącz­nie 20 tys. stron doku­men­tów. Naj­waż­niej­szym dowo­dem w spra­wie były wyja­śnie­nia zama­chow­cy Meh­me­ta Ali Agcy.

Śledz­two IPN zosta­ło umo­rzo­ne, ale pozwo­li­ło np. usta­lić kto, jako pierw­szy, przy­go­to­wy­wał zamach i zebrać w jed­nym miej­scu roz­pro­szo­ne i nie­do­stęp­ne do tej pory dokumenty.

Bar­dzo waż­ne było spo­tka­nie Agcy z ofi­ce­rem KGB majo­rem Wła­di­mi­rem Kuzicz­ki­nem w Teha­ra­nie, pra­cu­ją­cym pod przy­kry­ciem sowiec­kie­go dyplo­ma­ty. Fakt ten pozwa­la sądzić, że wątek sowiec­ki jest znacz­nie waż­niej­szy niż tzw. ślad buł­gar­ski. 13 listo­pa­da 1979 roku w Moskwie zebrał się Komi­tet Cen­tral­ny KPZR. Obra­dom prze­wod­ni­czył sekre­tarz gene­ral­ny par­tii i szef pań­stwa Leonid Breżniew.

W porząd­ku obrad zna­lazł się obej­mu­ją­cy sześć punk­tów kata­log środ­ków ope­ra­cyj­nych – zaak­cep­to­wa­nych już wcze­śniej przez Biu­ro Poli­tycz­ne – jakie zamie­rza­no zasto­so­wać prze­ciw­ko Kościo­ło­wi kato­lic­kie­mu i same­mu Jano­wi Paw­ło­wi II. Plan mie­li zaak­cep­to­wać szef KGB Jurij Andro­pow i jego zastęp­ca Wik­tor M. Cze­bri­kow. Wśród tych, któ­rzy pod­pi­sa­li się pod uchwa­łą”, był Micha­ił Gor­ba­czow, wów­czas jesz­cze kan­dy­dat na człon­ka Biu­ra Poli­tycz­ne­go KPZR, a tak­że: szef par­tyj­nej pro­pa­gan­dy Micha­ił Susłow, człon­ko­wie pre­zy­dium KC KPZR Andriej Kiry­len­ko, Kon­stan­tin Czer­nien­ko, sekre­ta­rze KC Kon­stan­tin Rusa­kow, Wła­di­mir Pono­ma­riew, Iwan Kapi­to­now, Micha­ił Zimia­nin, Wła­di­mir Dołgich i wła­śnie Micha­ił Gorbaczow.

KGB otrzy­mał pole­ce­nie wyko­rzy­sta­nia wszyst­kich dostęp­nych środ­ków w celu zdys­kre­dy­to­wa­nia papie­ża i waty­kań­skiej dyplo­ma­cji. Ope­ra­cje mia­ły prze­bie­gać pod kryp­to­ni­ma­mi Pago­da” i Infek­cja”. Czy prze­wi­dy­wa­no rów­nież fizycz­ny zamach na papie­ża? W łonie same­go KGB nie wyklu­cza­no takiej ewen­tu­al­no­ści. Andro­pow otrzy­mał rze­ko­mo pole­ce­nia wej­ścia w naj­bliż­sze oto­cze­nie Jana Paw­ła II”, czy­li wpro­wa­dze­nia w jego śro­do­wi­sko agen­tu­ry. A że tako­wa już od daw­na była, to nie jest już tajemnicą.

Inne źró­dła utrzy­mu­ją, że za pla­nem krył się nie sowiec­ki wywiad, lecz pol­ska Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa. Rosja­nie i Pola­cy współ­pra­co­wa­li z buł­gar­ską bez­pie­ką – Bez­pie­czeń­stwem Pań­stwo­wym (Drżaw­na Sigur­nost, DS), zna­nym z bru­tal­ne­go postę­po­wa­nia. Buł­gar­skie służ­by spe­cjal­ne, a szcze­gól­nie służ­ba bez­pie­czeń­stwa DS była cał­ko­wi­cie zależ­na od służb spe­cjal­nych Związ­ku Socja­li­stycz­nych Repu­blik Radziec­kie­go (KGBGRU), nie mogły pod­jąć akcji o takim zna­cze­niu bez inspi­ra­cji Sowie­tów. Zresz­tą w socja­li­stycz­nej wspól­no­cie wywia­dow­czej” to głów­nie Buł­ga­rzy spe­cja­li­zo­wa­li się w mokrej robocie”.

Pod­czas śledz­twa usta­lo­no, że staw­ką za zamor­do­wa­nie papie­ża było 3 mln marek zachod­nio­nie­miec­kich. Agca i jego wspól­ni­cy mie­li je otrzy­mać od amba­sa­dy sowiec­kiej w Sofii za pośred­nic­twem Beki­ra Celen­ka, sze­fa turec­kiej mafii w Bułgarii.tym rów­nież z mor­dów na zle­ce­nie („mokro­je die­ło”, czy­li mokra robota).

Wło­si szyb­ko wpa­dli na trop powią­zań Agcy z pale­styń­ski­mi ter­ro­ry­sta­mi, a wywiad PRL – na ich usta­le­nia. Trzy dni po zama­chu ofi­cer wywia­du Kostrze­wa” (Hen­ryk Bosak, obec­nie dzia­łacz SLD) z rezy­den­tu­ry w Bel­gra­dzie, wyko­rzy­stał infor­ma­cje od swe­go źró­dła pseu­do­nim Finn” i wysłał do Cen­tra­li, czy­li Depar­ta­men­tu I MSW sen­sa­cyj­ny meldunek.

W szy­fro­gra­mie nr 2996 Kostrze­wa” meldował:

Wydział kon­su­lar­ny Amba­sa­dy Włoch usta­lił, że zama­cho­wiec na papie­ża Agca prze­by­wał w mar­cu br. w Bel­gra­dzie, posia­da­jąc pasz­port jor­dań­ski. Ubie­gał się o wizę wło­ską. Nie otrzy­mał jej, gdyż miał powią­za­nia z orga­ni­za­cją pale­styń­ską Haba­cha”.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na wPo​li​ty​ce​.pl

Lustra­cja Buzka

Jerzy Buzek nie nale­ży do moich ulu­bień­ców. Jed­nak poja­wie­nie się w Inter­ne­cie arty­ku­łów o jego agen­tu­ral­nej” prze­szło­ści na milę śmier­dzi pro­wo­ka­cją i zamia­rem skom­pro­mi­to­wa­nia na wszel­ki wypa­dek” lustracji.

Nie­daw­no na por­ta­lu Fron​da​.pl poja­wił się skan­da­licz­ny arty­kuł Jerzy Buzek TW Karol”? prze­dru­ko­wa­ny za por­ta­lem pres​sma​nia​.pl. O ile Fron​da​.pl arty­kuł autor­stwa Irka Ceza­re­go Tunie­wi­cza szyb­ko usu­nę­ła, to na tym dru­gim por­ta­lu nadal moż­na go przeczytać.

Publi­ka­cja Tunie­wi­cza, któ­ry jak wyni­ka z jego pro­fi­lu na por­ta­lu spo­łecz­no­ścio­wym pocho­dzi z Gdań­ska a miesz­ka w Toron­to, o rze­ko­mej (bo brak dowo­dów na nią) agen­tu­ral­no­ści Jerze­go Buz­ka opie­ra się na wnio­sku posłów Toma­sza Kar­wow­skie­go oraz Ada­ma Słom­ki z Kon­fe­de­ra­cji Pol­ski Nie­pod­le­głej – Ojczy­zna z 1999 roku do Sądu Lustra­cyj­ne­go. Posło­wie doma­ga­li się lustra­cji ówcze­sne­go pre­mie­ra rzą­du AWS.

Była to reak­cja na decy­zję Bogu­sła­wa Nizień­skie­go, ówcze­sne­go Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go, któ­ry posta­no­wił nie uwzględ­nić wnio­sku. Posta­no­wie­niem z dnia 2 wrze­śnia 1999 r. Sąd Ape­la­cyj­ny w War­sza­wie (sygn. akt V AL 3299) utrzy­mał w mocy posta­no­wie­nie Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go o odmo­wie wystą­pie­nia z wnio­skiem o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustracyjnego.

W Kata­lo­gu IPN czy­ta­my nastę­pu­ją­ce infor­ma­cje o Jerzym Buzku:

  • Jerzy Buzek wystę­pu­je w aktach SO krypt. Deba­ta” doty­czą­cej I Kra­jo­we­go Zjaz­du Dele­ga­tów NSZZ Soli­dar­ność”. Spra­wa zosta­ła zare­je­stro­wa­na 3.09.1981 pod nr 66477 przez Wydział III Depar­ta­men­tu III‑A (od listo­pa­da 1981 Depar­ta­men­tu V) MSW. Zakoń­czo­no 11.12.1981 i zar­chi­wi­zo­wa­no pod sygn. 2282/IV. Mate­ria­ły zawie­ra­ją m.in.: pla­ny dzia­łań ope­ra­cyj­nych, mel­dun­ki i notat­ki funk­cjo­na­riu­szy SB, ste­no­gra­my z prze­bie­gu obrad, wyka­zy uczest­ni­ków Zjaz­du i oso­bo­wych źró­deł infor­ma­cji. Mat. o sygn. IPN BU 236243 (2282/IV)
  • W dn. 16.11.1981 zare­je­stro­wa­ny pod nr 47524 przez Gru­pę III SB Gli­wi­ce, w dzien­ni­ku reje­stra­cyj­nym jako kate­go­rię zapi­sa­no meld. spraw.” [mel­du­nek spraw­dze­nio­wy?], 17.09.1985 mate­ria­ły prze­kwa­li­fi­ko­wa­no na kwe­stio­na­riusz ewi­den­cyj­ny [KE] o krypt. Nego­cja­tor”. W dn. 08.08.1986 KE prze­ka­za­no do Refe­ra­tu V‑1 RUSW Gli­wi­ce, a następ­nie do Wydz. XI Dep. I MSW. Mate­ria­ły po zwró­ce­niu zosta­ły znisz­czo­ne jako bez­war­to­ścio­we”. Zapis w dzien­ni­ku reje­stra­cyj­nym WUSW Kato­wi­ce, poz. 47524; kar­ta E‑16 z kar­to­te­ki odtwo­rze­nio­wej Biu­ra C” MSW.
  • W dniu 27.08.1986 zare­je­stro­wa­ny pod nr 97987 przez Wydz. XI Dep. I MSW w kate­go­rii zabez­pie­cze­nie. W dniu 09.10.1989 r. – zdję­to z czyn­nej ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej z powo­du rezy­gna­cji jed­nost­ki ope­ra­cyj­nej SB. Zapis w dzien­ni­ku reje­stra­cyj­nym MSW, poz. 97987; zapis w ZSKO-88.
  • Brak jakich­kol­wiek infor­ma­cji ope­ra­cyj­nych. Zapis zawie­ra jedy­nie infor­ma­cje o danych per­so­nal­nych i adre­sach zamiesz­ka­nia. Zapis w ZSKO-90.
  • Akta pasz­por­to­we (EAGL 110980, EAGL 54116EAPP 503040). Kar­ta Pz-35 o sygn. arch. EAGL 110980 (poprzed­nia sygn. EAKA 23300) z kar­to­te­ki pasz­por­to­wej Wydz. Pasz­por­tów KWMO/WUSW Kato­wi­ce. Akt pasz­por­to­wych nie odnaleziono.

Kar­wow­ski we wnio­sku (nadal dostęp­ny w Inter­ne­cie) opie­rał się na głów­nie na

infor­ma­cjach prze­ka­za­nych mnie przez świad­ków (zgło­szo­nych for­mal­nie w postę­po­wa­niu lustra­cyj­nym) oraz z danych Wydzia­łu Ope­ra­cyj­ne­go (Kontr­wy­wia­dow­cze­go)”.

Poni­żej frag­men­ty wnio­sku Kar­wow­skie­go (nie­mal toż­sa­me z arty­ku­łem Tuniewicza):

Jerzy Buzek został zwer­bo­wa­ny przez Wywiad Woj­sko­wy PRL w roku 1971 przed wyjaz­dem na sty­pen­dium nauko­we do Wiel­kiej Bry­ta­nii (197172 r. ). Infor­ma­cja na ten temat zawar­ta jest w zacho­wa­nych aktach [ zał. nr 1]. Pierw­szym zada­niem agen­ta było zdo­by­cie dla Ukła­du War­szaw­skie­go naj­now­szych tech­no­lo­gii uty­li­za­cji gazów bojo­wych. Po powro­cie do kra­ju, w koń­cu 1972 roku, Jerzy Buzek zło­żył sto­sow­ny raport. Wobec podej­rze­nia o prze­wer­bo­wa­nie agen­ta przez MI 5 (sio­strza­ne do CIA służ­by bry­tyj­skie) Wywiad PRL zre­zy­gno­wał z uży­cia agen­ta na kie­run­ku państw kapitalistycznych”.

W związ­ku z tym prze­ka­za­no agen­ta do dys­po­zy­cji Służ­by Bez­pie­czeń­stwa [ zał. nr 2]. Uży­ty przez Służ­bę Bez­pie­czeń­stwa po wyda­rze­niach 1976 r (pro­te­sty na uczel­niach) do ope­ra­cji roz­pra­co­wa­nia śro­do­wisk aka­de­mic­kich m.in. w ramach spra­wy obiek­to­wej Poli­tech­ni­ka”. Cho­dzi o Poli­tech­ni­kę Gli­wic­ką. Dzia­ła­nia te koor­dy­no­wał przede wszyst­kim Wydział III KW MO Kato­wi­ce, [zał. Nr. 3. ]. Nagro­dą za efek­tyw­ną pra­cę było umoż­li­wie­nie przy­zna­nia tytu­łu nauko­we­go docen­ta (akta roz­pra­co­wa­nia Docent”).

Jerzy Buzek posia­dał mini­mum 3 tecz­ki” , pierw­szą gdy był roz­pra­co­wy­wa­ny – przy­mu­sza­ny do współ­pra­cy Docent” (?), dru­gą zało­żył Wywiad, trze­cią Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa, nada­jąc kryp­to­nim Taj­ny Współ­pra­cow­nik (TW) Karol”. Nato­miast w ramach każ­dej z wymie­nio­nych, wystę­po­wa­ły m.in. tecz­ka per­so­nal­na oraz tecz­ka pra­cy tzw. operacyjna.

Po straj­kach sierp­nio­wych 1980 roku Jerze­go Buz­ka skie­ro­wa­no do Nie­za­leż­ne­go Samo­rząd­ne­go Związ­ku Zawo­do­we­go Soli­dar­ność”. Naj­po­waż­niej­szym suk­ce­sem agen­ta TW Karol” sta­ły się dzia­ła­nia mani­pu­la­cyj­ne pod­czas I‑szego Kra­jo­we­go Zjaz­du Dele­ga­tów NSZZ Soli­dar­ność” w Gdań­sku, gdzie jako współ­pro­wa­dzą­cy obra­dy m.in. dopro­wa­dził do uchwa­le­nia słyn­nej Ode­zwy do Naro­dów Euro­py Środ­ko­wo- Wschod­niej. Celem auto­rów z komu­ni­stycz­ne­go Mini­ster­stwa Spraw Wewnętrz­nych PRL była pro­wo­ka­cja i uzy­ska­nie bez­po­śred­niej pomo­cy (z inter­wen­cją zbroj­ną włącz­nie) od ZSRR, zanie­po­ko­jo­ne­go roz­sze­rza­niem się wol­no­ścio­wej zara­zy” na inne kra­je socjalistyczne.

Agent otrzy­mał za to zada­nie wyso­ką nagro­dę finan­so­wą, [zał. nr 4]. W 1985 pod­pi­sał kolej­ny waż­ny doku­ment zło­żo­ny w tecz­ce ope­ra­cyj­nej TW Karol” [zał. nr 5] .

Cha­rak­te­ry­stycz­ną rolę Jerzy Buzek odgry­wa w aresz­to­wa­niu przy­wód­ców Ślą­skie­go pod­zie­mia soli­dar­no­ścio­we­go. Pozna­je wyjąt­ko­wo lokal, w któ­rym ukry­wa się Tade­usz Jedy­nak. Wkrót­ce zosta­je w nim aresz­to­wa­ny ten­że lider władz regio­nal­nych i krajowych..

Następ­nie Jerzy Buzek pozna­je miesz­ka­nie, w któ­rym ukry­wa się następ­ny szef regio­nal­nych struk­tur Soli­dar­no­ści”- Jan Andrzej Gór­ny. Po kil­ku godzi­nach lokal okrą­ża ogrom­na licz­ba samo­cho­dów SB oraz cywil­nych i mun­du­ro­wych funk­cjo­na­riu­szy służb bez­pie­czeń­stwa PRL. Poszu­ki­wa­ne­go przez 7 lat listem goń­czym Pro­ku­ra­tu­ry Woj­sko­wej czo­ło­we­go dzia­ła­cza pod­ziem­nych struk­tur, w tym Komi­sji Kra­jo­wej NSZZ Soli­dar­ność” aresz­to­wa­no… bez rewi­zji lokalu !

Jerzy Buzek nie­zau­wa­żo­ny, z tor­bą peł­na związ­ko­wych pie­nię­dzy, bez kło­po­tu opusz­cza po kwa­dran­sie kocioł”. Nie zna­ny jest w dzie­jach pod­zie­mia przy­pa­dek (a tym bar­dziej na czer­wo­nym” Ślą­sku), by przy tak waż­nym aresz­to­wa­niu Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa nie doko­ny­wa­ła grun­tow­nej rewi­zji i zabez­pie­cze­nia” lokalu.

Jedy­nym, któ­ry sko­rzy­stał na powyż­szych aresz­to­wa­niach był Jerzy Buzek, któ­ry jako >dorad­ca< zaczął nie­for­mal­nie” repre­zen­to­wać Gór­ny Śląsk w pra­cach kra­jo­we­go kie­row­nic­twa (TKK) Soli­dar­no­ści”. Było to moż­li­we, gdyż SB nie dopu­ści­ła do wyło­nie­nia kolej­ne­go przy­wód­cy regio­nal­nej NSZZ Soli­dar­ność”.

Dotych­cza­so­wa odmo­wa prze­słu­cha­nia w pro­ce­sie lustra­cyj­nym Tade­usza Jedy­na­ka, przy­wód­cy pod­ziem­nej S” przez powo­ła­nie się na opi­nię J.A. Gór­ne­go jest kom­plet­nie absur­dal­ne (str. 7 Posta­no­wie­nia Rzecz­ni­ka). W tej spra­wie nie oce­nia­my wię­zi przy­ja­ciel­skich czy też jaw­nych współ­pra­cow­ni­ków Moskwy (Mil­ler, Olek­sy itp.) ale utaj­nio­nych przed nami (dzia­ła­cza­mi demo­kra­tycz­nej opo­zy­cji) taj­nych współ­pra­cow­ni­kach służb specjalnych.

[…] Akta roz­pra­co­wa­nia i aresz­to­wa­nia J.A. Gór­ne­go zacho­wa­ły się i potwier­dza­ją rolę jaką ode­grał TW Karol”. Nie­zbęd­ne jest ich dogłęb­ne zwe­ry­fi­ko­wa­nie przez Sąd Lustra­cyj­ny na opi­sa­ną oko­licz­ność [ świa­dek z MSW III RP odn. Nr 6].

Za powyż­sze zasłu­gi oraz prze­ka­za­nie doku­men­tów władz pod­ziem­nej Soli­dar­no­ści” agent TW Karol” otrzy­mał od Służ­by Bez­pie­czeń­stwa 7000 USD (Rów­no­war­tość ówcze­snych ok. 350 pen­sji!) [zał. nr 7].

Co naj­cie­kaw­sze, Jerzy Buzek nigdy nie został aresz­to­wa­ny czy nawet inter­no­wa­ny, choć już od roku 1981 z racji jaw­nej dzia­łal­no­ści w legal­nej NSZZ Soli­dar­ność”, był dosko­na­le zna­ny Służ­bie Bez­pie­czeń­stwa. Mało tego, wie­lo­krot­nie (10 razy) wyjeż­dżał do kra­jów kapi­ta­li­stycz­nych. Jest to rów­nież wypa­dek wśród dzia­ła­czy opo­zy­cji bez pre­ce­den­su. Tym bar­dziej, że na Ślą­sku sza­lał naj­więk­szy komu­ni­stycz­ny ter­ror. Eks­tre­mie” pasz­port cza­sa­mi wrę­cza­no, owszem, ale z pie­cząt­ką: bez pra­wa powro­tu do PRL.

Spra­wa wybu­chła ponow­nie pod­czas Regio­nal­ne­go Zjaz­du Soli­dar­no­ści” Ślą­sko-Dąbrow­skiej, gdzie Wice­prze­wod­ni­czą­cy Zarzą­du Regio­nu Zbi­gniew Mar­ty­no­wicz zarzu­cił publicz­nie J. Buz­ko­wi współ­pra­cę z SB.”

Tyle Kar­wow­ski. Wydział XI Depar­ta­men­tu I zaj­mo­wał się zwal­cza­niem dywer­sji ide­olo­gicz­nej” – czy­li w latach 80. tak­że Soli­dar­no­ści” i jej zagra­nicz­nych struk­tur. W latach 198599 naczel­ni­kiem tegoż wydzia­łu był Alek­san­der Makowski.

Dzia­ła­cze pod­zie­mia z Gli­wic twier­dzą zgod­nie, że kon­spi­ra­cyj­nym pseu­do­ni­mem Buz­ka był Karol”. To jego dru­gie imię. Nic nie wspo­mi­na­ją o podej­rze­niach wobec Buzka.

Jerzy Buzek w maju 1987 r. z przy­czyn oso­bi­stych wyco­fał się z dzia­łal­no­ści w pod­zie­miu. Wio­sną 1985 roku leka­rze zdia­gno­zo­wa­li u Aga­ty Buzek nowo­twór, ziar­ni­cę zło­śli­wą. Buz­ko­wie roz­po­czę­li wal­kę o życie dziec­ka. - Przez czte­ry lata żyli­śmy na skra­ju wytrzy­ma­ło­ści psy­chicz­nej – mówi­ła w repor­ta­żu w Pol­ska The Times ówcze­sna żona Buz­ka – Lud­gar­da. Ostat­ni zabieg i che­mio­te­ra­pia zakoń­czy­ły się wio­sną 1989 roku.

Nie­wy­klu­czo­ne, że warun­kiem wyda­nia pasz­por­tu dla Buz­ka, aby cór­ka mogła wyje­chać na lecze­nie do RFN, było wła­śnie wyco­fa­nie się przez nie­go z dzia­łal­no­ści opo­zy­cyj­nej. Czy taki szan­taż był? Tego nie wia­do­mo, bo Buzek o tym nigdy nie mówił.

W listo­pa­dzie 1987 r. w skład nowo powsta­łej Kra­jo­wej Komi­sji Wyko­naw­czej jako przed­sta­wi­ciel regio­nu ślą­sko-dąbrow­skie­go wszedł Jan A. Gór­ny, któ­ry jed­nak szyb­ko, bo już 19 listo­pa­da został zatrzy­ma­ny w tym kotle”, o któ­rym wspo­mi­na Karwowski.

W Ency­klo­pe­dii Soli­dar­no­ści może­my prze­czy­tać o dal­szych losach Jana A. Górnego:

19 listo­pa­da 1987 r. zatrzy­ma­ny, 21 listo­pa­da 1987 r. aresz­to­wa­ny na 3 mies. pod zarzu­tem nie­pła­ce­nia ali­men­tów, prze­trzy­my­wa­ny w Aresz­cie Śled­czym w Kato­wi­cach, ska­za­ny przez Kole­gium ds. Wykro­czeń w Gli­wi­cach na karę wyso­kiej grzyw­ny, a 25 stycz­nia 1988 r. przez Sąd Rejo­no­wy w Dąbro­wie Gór­ni­czej na 4 lata więzienia”. 

Zatem Gór­ny led­wo co został powo­ła­ny w skład KKW, to SB go zatrzy­ma­ła i sku­tecz­nie wyeli­mi­no­wa­ła z dzia­łal­no­ści opozycyjnej.

Gór­ny po 1989 roku znik­nął z życia publicz­ne­go. Zajął się biz­ne­sem, ale to inna bajka.

Nadal nie wyja­śnio­na do koń­ca jest spra­wa agen­ta Oris”, któ­ry roz­pra­co­wy­wał gli­wic­ką opo­zy­cję. Według moich infor­ma­cji był to agent nie bez­pie­ki, ale kontr­wy­wia­du wojskowego.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl

Zapo­mnia­ny jak Świtoń

Na kon­fe­ren­cji, któ­ra odby­ła się w nie­dzie­lę w Sej­mie z oka­zji 30. rocz­ni­cy powsta­nia Wol­nych Związ­ków Zawo­do­wych (WZZ) nie było Kazi­mie­rza Świ­to­nia z Katowic.

- Doro­bi­łem się… Mam dziś tysiąc zło­tych eme­ry­tu­ry, do tego cięż­ko cho­rą żonę, któ­ra nigdy nie pra­co­wa­ła, ponie­waż wycho­wy­wa­ła szóst­kę naszych dzie­ci. Chy­ba sprze­dam auto­gra­fy Ojca Świę­te­go, bo nie mam z cze­go żyć – mówi Świ­toń. Jest roz­go­ry­czo­ny. Ma niską eme­ry­tu­rę, bo od kie­dy w mar­cu 1978 roku zało­żył w Kato­wi­cach pierw­szy w kra­ju Komi­tet Wol­nych Związ­ków Zawo­do­wych, nie miał sta­łej pracy.

kazimierz-świtoń

Kazi­mierz Świ­toń, jego żona Doro­ta oraz pię­cio­ro ich dzie­ci byli prze­śla­do­wa­ni przez Służ­bę Bez­pie­czeń­stwa z Kato­wic: sta­łe rewi­zje w ich domu, zatrzy­my­wa­nie bez powo­du w aresz­tach, aresz­to­wa­nie Świ­to­nia na pięć tygo­dni w czerw­cu 1978, oczer­nia­nie, stra­sze­nie i znie­wa­ża­nie. W odwe­cie za WZZ wła­dze Kato­wic na pole­ce­nie SB zamknę­ły pro­wa­dzo­ny przez nie­go od dzie­się­ciu lat zakład napra­wy sprzę­tu tele­wi­zyj­ne­go w cen­trum miasta.

W paź­dzier­ni­ku 1978 r. wycho­dzą­ce­go z kościo­ła opo­zy­cjo­ni­stę, napa­dło czte­rech męż­czyzn w cywi­lu. Akcja” nastą­pi­ła kil­ka­dzie­siąt metrów od kamie­ni­cy na uli­cy Miko­łow­skiej w Kato­wi­cach, gdzie miesz­ka­li Świ­to­nio­wie. Napast­ni­cy wykrę­ci­li Świ­to­nio­wi ręce i zaczę­li wcią­gać do sto­ją­ce­go na uli­cy brą­zo­we­go fia­ta 125p. Roz­po­czę­ła się sza­mo­ta­ni­na. Dopie­ro porucz­nik mili­cji, prze­cho­dzą­cy przy­pad­kiem” uli­cą pomógł we wsa­dze­niu dzia­ła­cza WZZ do samo­cho­du. Esbe­cy z pobi­tym i sku­tym Świ­to­niem poje­cha­li do komen­dy milicji.

Po kil­ku godzi­nach Świ­toń został aresz­to­wa­ny. Pro­ku­ra­tor Andrzej Nastu­ła oskar­żył go o… napaść na funk­cjo­na­riu­szy. Jak wyni­ka z notat­ki sze­fa SB w Kato­wi­cach do Dyrek­to­ra Depar­ta­men­tu III MSW w War­sza­wie zatrzy­ma­nie Świ­to­nia było pro­wo­ka­cją, zakoń­czo­ną suk­ce­sem – czy­li aresztowaniem.

Kole­gium do spraw wykro­czeń w Kato­wi­cach ska­za­ło go na 2 mie­sią­ce aresz­tu za wywo­ła­nie zbie­go­wi­ska”. Świ­toń od wyro­ku się odwołał.

Ter­min roz­pra­wy wyzna­czo­no na 2 mar­ca 1979 roku. Wyrok w imie­niu PRL miał wydać Gerard Jan­ko­wiak, ówcze­sny pre­zes Sądu Rejo­no­we­go w Kato­wi­cach. Oskar­ży­cie­lem w pro­ce­sie został wice­pro­ku­ra­tor pro­ku­ra­tu­ry rejo­no­wej w Kato­wi­cach tow. Andrzej Nastuła.

Jed­nak już kil­ka tygo­dni wcze­śniej przed­sta­wi­cie­le SB kon­tak­to­wa­li się z sędzią Jan­ko­wia­kiem. Usta­la­no, jak będzie wyglą­dał pro­ces, kto zosta­nie wpusz­czo­ny na salę roz­praw (12 funk­cjo­na­riu­szy SB, w tym dwie kobie­ty oraz dwóch taj­nych współ­pra­cow­ni­ków: Tomek” i Klucz”).

Świ­to­nia z zaan­ga­żo­wa­niem bro­ni­li dwaj adwo­ka­ci z War­sza­wy: Wła­dy­sław Siła-Nowic­ki i Jan Olszew­ski. W cza­sie roz­pra­wy oskar­żo­ny mówił, że »bro­nił się, bo został zaata­ko­wa­ny przez nieznajomych«.

Od kil­ku­na­stu mie­się­cy Świ­toń przez kil­ka godzin czy­ta w archi­wum Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej doku­men­ty na swój temat. To kil­ka tysię­cy stron. Na kse­ro­ko­pie akt nie ma pie­nię­dzy. Mozol­nie prze­pi­su­je tysią­ce stron doku­men­tów do swo­je­go laptopa.

– Pozby­wam się złu­dzeń, co do wie­lu zna­jo­mych. Esbe­cja nada­ła mojej spra­wie kryp­to­nim Emi­sa­riusz”. Zmon­to­wa­no w 1977 roku sieć agen­tów, fil­mo­wa­no z ukry­cia mnie i rodzi­nę, knu­to i nęka­no, pod­słu­chi­wa­no nas w domu. Do 1990 roku dono­si­ło na mnie ponad 170 taj­nych współ­pra­cow­ni­ków. Ci, któ­rzy mnie repre­sjo­no­wa­li mają dziś wyso­kie eme­ry­tu­ry, i się ze mnie śmie­ją – mówi.

- Tak, byłem pre­ze­sem Sądu Rejo­no­we­go w Kato­wi­cach i ska­za­łem Świ­to­nia na rok wię­zie­nia. W cza­sie pro­ce­su SB nie mani­pu­lo­wa­ło ani mną, ani inny­mi oso­ba­mi. Kon­tak­ty z SB doty­czy­ły bez­pie­czeń­stwa sądu. Wyrok był moim zda­niem spra­wie­dli­wy. Wyda­łem go po prze­słu­cha­niu wie­lu świad­ków i ana­li­zie akt – stwier­dza sędzia Jan­ko­wiak, któ­ry był wizy­ta­to­rem w Sądzie Okrę­go­wym w Kato­wi­cach. Teraz jest na zasłu­żo­nej eme­ry­tu­rze. – Świ­toń to była tyl­ko jed­na z wie­lu spraw – doda­je po chwi­li sędzia.

IPN roz­po­czy­na śledztwo

Jan­ko­wiak ma jed­nak sła­bą pamięć. – Wszyst­ko było ukar­to­wa­ne i usta­lo­ne: zezna­nia świad­ków, publicz­ność i wyrok – twier­dzi Świ­toń. Ma na to dowo­dy – akta spra­wy Emi­sa­riu­sza”.

Po kon­sul­ta­cji z pre­ze­sem sądu rejo­no­we­go w Kato­wi­cach usta­lo­no spo­sób pra­wi­dło­we­go prze­bie­gu roz­pra­wy oraz zabez­pie­cze­nia oskar­żo­ne­go. (…) Instruk­taż ze świad­ka­mi – funk­cjo­na­riu­sza­mi MO prze­pro­wa­dzi przed roz­pra­wą kpt. J. Wie­niew­ski z wydzia­łu śled­cze­go. Roz­mo­wy pro­fi­lak­tycz­no-son­da­żo­we ze świad­ka­mi z zewnątrz prze­pro­wa­dzi porucz­nik M. Mer­ta i st. sierż. R. Obrok z Wydzia­łu III. (…) Nie prze­wi­du­je się wezwa­nia na roz­pra­wę bie­głych. Gdy­by obro­na wystą­pi­ła z takim wnio­skiem, prze­wod­ni­czą­cy skła­du orze­ka­ją­ce­go go odda­li” rapor­tu­ją swo­im sze­fom funk­cjo­na­riu­sze SB w Kato­wi­cach przed procesem.

Wyrok wyda­ny przez G. Jan­ko­wia­ka został zmie­nio­ny w 1981 r. Sąd Okrę­go­wy w Kato­wi­cach umo­rzył postę­po­wa­nie, bo nie dopa­trzył się przestępstwa.

- Wsz­czę­li­śmy śledz­two w spra­wie popeł­nie­nia zbrod­ni komu­ni­stycz­nej przez funk­cjo­na­riu­szy MOSB. Stwo­rzy­li fał­szy­we dowo­dy, dzię­ki któ­rym sąd rejo­no­wy w Kato­wi­cach ska­zał Świ­to­nia – mówi Michał Skwa­ra pro­ku­ra­tor IPN w Katowicach.

Czy SB wywie­ra­ła rów­nież wpływ na sędzie­go? Tym na razie IPN się nie zajmuje.

- Świ­toń jest posta­cią tyleż boha­ter­ską, co tra­gicz­ną. Nie­któ­rzy poli­ty­ce do tej pory nie mogą wyba­czyć mu publicz­ne­go oskar­że­nia w cza­sie jed­nej z debat w Sej­mie pre­zy­den­ta Lecha Wałę­sy o agen­tu­ral­ną prze­szłość. Nie­wy­god­ny jest rów­nież anty­se­mi­tyzm Świ­to­nia i ludzie, któ­ry­mi się ota­czał w cza­sie swe­go pro­te­stu na żwi­ro­wi­sku w 1998 roku w pobli­żu obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go Auschwitz-Bir­ke­nau. Rzą­do­wi nie­po­trzeb­ne są napię­cia ze śro­do­wi­ska­mi żydow­ski­mi – tak tłu­ma­czy zapo­mnie­nie zało­ży­cie­la WZZ jeden z posłów Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści ze Śląska.

Kazi­mierz Świ­toń nicze­go nie żału­je. – Postą­pił­bym tak samo, a swo­ich poglą­dów na temat praw­dy i histo­rii nigdy się nie wyprę – dodaje.

Zapo­mi­na­nie” o Świ­to­niu to kolej­ny przy­kład mar­gi­na­li­zo­wa­nia roli opo­zy­cji nie­pod­le­gło­ścio­wej na Ślą­sku. Od lat zauwa­żam, że poli­ty­cy o Ślą­sku przy­po­mi­na­ją sobie jedy­nie w grud­niu- z oka­zji Bar­bór­ki i rocz­ni­cy pacy­fi­ka­cji straj­ku na Wuj­ku”.

[Arty­kuł został opu­bli­ko­wa­ny w 2008 roku]

Węglo­wa lustracja

Nie­któ­rzy biz­nes­me­ni” i urzęd­ni­cy bran­ży gór­ni­czej już cier­pią na bez­sen­ność. Powód? Roz­po­czy­na­ją­ce się pro­ce­sy lustra­cyj­ne wyso­kich ran­gą osób z bran­ży i swo­iste­go węglo­we­go towa­rzy­stwa wza­jem­nej adoracji”.

Po kata­stro­fach gór­ni­czych i afe­rach węglo­wych zawsze kolej­ni pre­mie­rzy mówi­li o tym, że nale­ży zro­bić porzą­dek w gór­nic­twie, spół­kach węglo­wych oraz skoń­czyć z pato­lo­gią”. Take sło­wa pada­ły pod lat 90. ubie­głe­go wie­ku, po tym jak poja­wi­ły się pierw­sze infor­ma­cje o mafii węglo­wej” i zni­ka­ją­cych” pocią­gach z węglem.

archiwumW więk­szo­ści przy­pad­ków skoń­czy­ło się jedy­nie na dekla­ra­cjach pusz­cze­nia w skar­pet­kach”. Dla­cze­go? Ano dla­te­go, że spół­ki gór­ni­cze od lat są miej­scem zatrud­nie­nia swo­ich” i rezer­wu­arem par­tyj­nych pie­nię­dzy na kam­pa­nie wyborcze.

Czy lustra­cja przez pro­ku­ra­to­rów IPN wyso­kich ran­gą urzęd­ni­ków spół­ek i urzę­dów gór­ni­czych pomo­że wyja­śnić wie­le afer węglo­wych? To praw­do­po­dob­ne. Jed­nak naj­waż­niej­sze, że być może zosta­ną ujaw­nio­ne pew­ne mecha­ni­zmy poli­tycz­no-biz­ne­so­we w górnictwie.

W tak pato­lo­gicz­nym śro­do­wi­sku, peł­nym mniej lub bar­dziej for­mal­nych ukła­dów, z milio­na­mi zło­tych krą­żą­cy­mi do swo­ich” peł­no jest ludzi służb. Tych daw­nych, jak i obec­nych. Nie­trud­no bowiem sobie wyobra­zić, jaka była siła argu­men­tów z esbec­kich teczek, cudow­nie oca­lo­nych od bra­ko­wa­nia” pod koniec 1989 roku.

Dla­te­go tak waż­ne jest oczysz­cze­nie tego śro­do­wi­ska, swo­ista opcja zero­wa”. Na razie roz­po­czy­na się lustra­cja gór­ni­czej wier­chusz­ki”.

Od lip­ca 2013 r. przed Sądem Okrę­go­wym w Kato­wi­cach toczy się spra­wa Woj­cie­cha Jezio­row­skie­go peł­nią­ce­go funk­cję dyrek­to­ra Okrę­go­we­go Urzę­du Gór­ni­cze­go w Kra­ko­wie, podej­rze­wa­ne­go o zata­je­nie współ­pra­cy z SB WUSW w Kato­wi­cach w latach 19841986. Z mate­ria­łów zacho­wa­nych w IPN wyni­ka, iż Jezio­row­ski był kon­tak­tem ope­ra­cyj­nym poli­cji poli­tycz­nej PRL.

30 paź­dzier­ni­ka 2014 r. do Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach tra­fił wnio­sek pro­ku­ra­to­ra biu­ra lustra­cyj­ne­go IPN o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go w spra­wie Wal­de­ma­ra Mro­za. Ów urzęd­nik był szy­chą – do 2013 roku wice­pre­ze­sem Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go S.A., i jako czło­nek zarzą­du pań­stwo­wej spół­ki musiał zło­żyć oświad­cze­nie lustracyjne.

O Mro­zie, gdy był wice­pre­ze­sem KHW SA napi­sa­łem, że z doku­men­tów zacho­wa­nych w archi­wach Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej wyni­ka, iż Wal­de­mar Mróz został zare­je­stro­wa­ny jako taj­ny współ­pra­cow­nik SB ps. Krzysz­tof (IPN Kr 309525, IPN Kr 0099514). Dzię­ki temu, że zacho­wa­ła się tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” bez tru­du moż­na poznać szcze­gó­ły kon­tak­tów ze Służ­bą Bezpieczeństwa.

Ska­la współ­pra­cy robi wra­że­nie, bo tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” mia­ła 315 stron (!), jed­nak trzy­sta stron zosta­ło znisz­czo­nych i zacho­wa­ło się jedy­nie 15. Zacho­wa­ły się ory­gi­nal­ne dono­sy pisa­ne przez agenta.

Krzysz­tof” dono­sił o dzia­ła­czach NZS na AGH, prze­ka­zy­wał ulot­ki oraz cha­rak­te­ry­zo­wał kole­gów z uczel­ni. Jak wyni­ka z nume­rów stron w tecz­ce pra­cy TW Krzysz­tof pomię­dzy jesie­nią 1980 roku a mar­cem 1983 roku przy­by­ło 240 stron – to obraz ska­li współ­pra­cy. Ostat­nie zacho­wa­ne donie­sie­nie jest z 1 mar­ca 1983 roku.

Mróz nie przy­znał się w swo­im oświad­cze­niu lustra­cyj­nym do współ­pra­cy z SB w Kra­ko­wie w latach 19801984. Moje źró­dła w ABW poin­for­mo­wa­ły mnie ponad rok temu, że już po wybo­rze Mro­za na sta­no­wi­sko wice­pre­ze­sa KHW2001 roku, służ­by spe­cjal­ne (wów­czas Urząd Ochro­ny Pań­stwa) spraw­dza­ły prze­szłość nowe­go człon­ka zarzą­du stra­te­gicz­nej spół­ki węglowej.

I natra­fio­no od razu na ślad prze­szło­ści Mro­za. Pro­blem w tym, że tę wie­dzę UOP, a potem ABW zacho­wa­ły dla sie­bie, i nie poin­for­mo­wa­ły Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go, a potem IPN o tym, co pozo­sta­ło w esbec­kich mate­ria­łach o Wal­de­ma­rze Mro­zie. Dla­cze­go? Czy Mróz mógł był np. szan­ta­żo­wa­ny swo­ją prze­szło­ścią przez byłych funk­cjo­na­riu­szy, któ­rzy pro­wa­dzą inte­re­sy z KHW SA? A może wręcz prze­ciw­nie – był na usłu­gach służb III RP?

W tym tygo­dniu do Sądu Okrę­go­we­go w Gli­wi­cach zosta­nie skie­ro­wa­ny wnio­sek o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go w spra­wie Grze­go­rza Juz­ka, w dacie skła­da­nia oświad­cze­nia lustra­cyj­ne­go peł­nią­ce­go funk­cję dyrek­to­ra Okrę­go­we­go Urzę­du Gór­ni­cze­go w Kato­wi­cach, obec­nie zastęp­cy dyrek­to­ra OUG w Ryb­ni­ku, podej­rze­wa­ne­go o zata­je­nie współ­pra­cy z SB RUSW w Wodzi­sła­wiu Ślą­skim w latach 19851987 jako TW oraz z SB WUSW w Kato­wi­cach w latach 19871989 jako konsultant.

Tak­że w listo­pa­dzie do Sądu Okrę­go­we­go w Gli­wi­cach zosta­nie skie­ro­wa­ny wnio­sek o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go w spra­wie Krzysz­to­fa Matu­szew­skie­go. Kie­dy skła­dał oświad­cze­nie lustra­cyj­ne był dyrek­to­rem depar­ta­men­tu warun­ków pra­cy w Wyż­szym Urzę­dzie Gór­ni­czym w Kato­wi­cach. Pro­ku­ra­tor biu­ra lustra­cyj­ne­go podej­rze­wa go o zata­je­nie współ­pra­cy z Wydzia­łem III SB KWMO w Kato­wi­cach – Gru­py Ope­ra­cyj­nej w Gliwicach.

Eks­per­ci od etyki

Klau­zu­la sumie­nia jest przez leka­rzy nad­uży­wa­na – uznał Komi­tet Bio­ety­ki PAN. A jak z sumie­niem osób, któ­re wcho­dzą w skład tegoż komitetu?

Nie­trud­no się domy­ślić, że sta­no­wi­sko tego gre­mium, któ­re­go skład jest dostęp­ny tu [http://​www​.bio​ety​ka​.pan​.pl/​i​n​d​e​x​.​p​h​p​/​s​kad] to pochod­na tzw. spra­wy prof. Bog­da­na Cha­za­na. Pro­fe­sor był do nie­daw­na dyrek­to­rem szpi­ta­la gine­ko­lo­gicz­no-położ­ni­cze­go pod wezwa­niem Świę­tej Rodzi­ny. Po odmo­wie prze­pro­wa­dze­nia abor­cji u pacjent­ki, któ­ra mia­ła do tego zabie­gu wska­za­nia, po kon­tro­li został zwol­nio­ny ze sta­no­wi­ska przez pre­zy­dent Warszawy.

Według bio­ety­ków z Pol­skiej Aka­de­mii Nauk pra­wo do sto­so­wa­nia klau­zu­li sumie­nia pra­wo to przy­słu­gu­je wyłącz­nie leka­rzom, den­ty­stom, pie­lę­gniar­kom czy położ­nym. Nie mają go przed­sta­wi­cie­le innych zawo­dów medycz­nych, w szcze­gól­no­ści far­ma­ceu­ci. Z klau­zu­li sumie­nia mogą też korzy­stać wyłącz­nie oso­by fizycz­ne, tym­cza­sem np. abor­cji odma­wia­ją podob­no nawet całe szpi­ta­le. To – wg człon­ków Komi­te­tu – nale­ży uznać za nadużycie”.

Cie­ka­we, że o ety­ce wypo­wia­da­ją się oso­by, któ­rych postę­po­wa­nie w prze­szło­ści wywo­ły­wa­ło kontrowersje.

W 2009 roku poja­wi­ła się infor­ma­cja o wyso­ko­ści zarob­ków zna­nych onko­lo­gów z Cen­trum Onko­lo­gii w War­sza­wie, któ­rzy prze­pro­wa­dza­li szko­le­nia leka­rzy rodzin­nych. Poda­no, że dr Janusz Meder, pre­zes Pol­skiej Unii Onko­lo­gii, przez trzy lata zaro­bił 619 tys. zł za pro­wa­dze­nie wykła­dów, a w sumie na opła­ce­nie wykła­dow­ców wyda­no w tym okre­sie 2 mln zł. Takie staw­ki za szko­le­nie co roku akcep­to­wa­ło Mini­ster­stwo Zdro­wia. Leka­rze tłu­ma­czą, że nie wzię­li nawet zło­tów­ki wię­cej, niż zaak­cep­to­wał resort. Z ich wyli­czeń wyni­ka, że szko­le­nie jed­ne­go leka­rza rodzin­ne­go kosz­to­wa­ło ok. 320 zł.

Dr Meder tak tłu­ma­czył udział w szkoleniach:

- Ata­ku­ją nas mora­li­ści. A ja np. nie bra­łem udzia­łu w żad­nych bada­niach kli­nicz­nych, któ­re były­by płat­ne za pacjen­ta. Jeże­li uczest­ni­czy­łem, to w bez­płat­nych, we współ­pra­cy z kole­ga­mi z Euro­py. Nie mam cza­su na prak­ty­kę pry­wat­ną, a wia­do­mo, jakie dzi­siaj są ceny pry­wat­nych wizyt. Dyżu­rów lekar­skich nie bio­rę, bo po nocach piszę. Żeby zaro­bić podob­ne pie­nią­dze, wystar­czy­ło­by brać dyżu­ry w dwa week­en­dy mie­sią­ca – tłu­ma­czy doktor.

Pro­gram, któ­ry reali­zo­wa­ło Cen­trum Onko­lo­gii, miał edu­ko­wać spo­łe­czeń­stwo, leka­rzy i stu­den­tów medy­cy­ny. Pie­nią­dze prze­zna­czo­ne na jego reali­za­cję nie były prze­wi­dzia­ne na leczenie.

- Nie popeł­ni­li­śmy żad­ne­go prze­stęp­stwa. Jestem przy­gnę­bio­ny, ponie­waż czu­ję się malut­ki wobec machi­ny, któ­ra pró­bu­je mnie zmiaż­dżyć – pod­su­mo­wał dr Meder.”

(cytat za Mie­sięcz­ni­kiem Okrę­go­wej Izby Lekar­skiej w War­sza­wie)

Pro­fe­sor Wie­sław W. Jędrzej­czak, hema­to­log, był do nie­daw­na kon­sul­tan­tem kra­jo­wym. W maju 2003 r. pro­fe­sor zde­cy­do­wał się na eks­pe­ry­ment medycz­ny. Pole­gał on na lecze­niu bia­łacz­ki nowa­tor­ską meto­dą. Eks­pe­ry­ment pole­gał na prze­szcze­pie­niu – zamiast szpi­ku – komó­rek macie­rzy­stych krwi pępo­wi­no­wej. Cięż­ko cho­ry na bia­łacz­kę Bar­tek Misiak był, według pro­fe­so­ra, ide­al­ny do prze­pro­wa­dze­nia eks­pe­ry­men­tu, bo w ogrom­nej, 8‑milionowej bazie daw­ców szpi­ku kost­ne­go – jak twier­dził prof. Jędrzej­czak – nie było daw­cy dla tego pacjen­ta. Nie­praw­da. W chwi­li, gdy waży­ło się życie chło­pa­ka i gdy decy­do­wa­no się na eks­pe­ry­ment, na całym świe­cie w bazie danych było dla nie­go 565 poten­cjal­nych daw­ców, w samej Euro­pie 291.

Pro­fe­sor Jędrzej­czak opi­sał tę histo­rię w 2005 r. w piśmie medycz­nym Archi­vum Immu­no­lo­giae Et The­ra­piae Expe­ri­men­ta­lis”. Stwier­dza tam jasno, że decy­zja o roz­po­czę­ciu eks­pe­ry­men­tu z udzia­łem Bart­ka zosta­ła pod­ję­ta po nie­uda­nych poszu­ki­wa­nia daw­cy szpi­ku: Nie posia­dał on (Bar­tosz Misiak) daw­cy rodzin­ne­go, rów­nież poszu­ki­wa­nia daw­cy nie­spo­krew­nio­ne­go nie przy­nio­sły rezul­ta­tu” – napi­sał pro­fe­sor. Kie­dy Bar­tek cze­kał na prze­szczep szpi­ku, prof. Wie­sław W. Jędrzej­czak dostał pra­wie 300 tys. zł z ówcze­sne­go Komi­te­tu Badań Nauko­wych na prze­pro­wa­dze­nie eks­pe­ry­men­tu medycznego.

Bar­tek był pierw­szym pacjen­tem, na któ­rym wypró­bo­wa­no nową meto­dę lecze­nia. Jako że nie było daw­ców szpi­ku, pro­fe­sor Jędrzej­czak dostał zie­lo­ne świa­tło od Komi­sji Bio­etycz­nej przy Aka­de­mii Medycz­nej w War­sza­wie na prze­pro­wa­dze­nie nowa­tor­skiej tera­pii. Jed­nak nie­praw­da, że nie było daw­cy. Bar­tek miał ojca, któ­ry mógł być daw­cą, a zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cą pro­ce­du­rą jed­ną z pierw­szych obo­wiąz­ko­wych czyn­no­ści przy lecze­niu bia­łacz­ki jest zba­da­nie krew­nych cho­re­go. Pro­fe­sor Jędrzej­czak musiał o tym wie­dzieć, bo jako kra­jo­wy kon­sul­tant ds. hema­to­lo­gii zatwier­dzał tę pro­ce­du­rę. Jest ona zresz­tą dla wszyst­kich fachow­ców oczy­wi­sta. 103 dni po prze­pro­wa­dze­niu tera­pii Bar­tek zmarł.

Razem z Łuka­szem Kurt­zem opi­sa­łem tę histo­rię w Dzien­ni­ku” w 2007 r. Main­ste­re­amo­we po publi­ka­cji media zaata­ko­wa­ły jed­nak nie pro­fe­so­ra, ale auto­rów repor­ta­żu i redak­cję. Gaze­ta Wybor­cza” w chó­rze z Moni­ką Olej­nik twier­dzi­ła, że… arty­kuł był skie­ro­wa­ny prze­ciw­ko prze­szcze­pom. Dzia­ła­nia hema­to­lo­ga poparł ówcze­sny mini­ster zdro­wia – prof. Zbi­gniew Religa.

Z kar­to­te­ki Mini­ster­stwa Obro­ny Naro­do­wej prze­ję­tej przez IPN wyni­ka, że Wie­sław Jędrzej­czak został pozy­ska­ny do współ­pra­cy 29 mar­ca 1968 r. przez Zarząd Woj­sko­wej Służ­by Wewnętrz­nej Pomor­skie­go Okrę­gu Woj­sko­we­go (oddział WSW w Łodzi) i zare­je­stro­wa­ny jako TW Wik­tor” (nr rej. 16343). Z życio­ry­su prof. Jędrzej­cza­ka wyni­ka, że był wte­dy 21-let­nim stu­den­tem Woj­sko­wej Aka­de­mii Medycz­nej w Łodzi. Akta Wik­to­ra” zosta­ły znisz­czo­ne 21 sierp­nia 1990 r.

Wobec nie­któ­rych człon­ków Komi­te­tu for­mu­ło­wa­ne są zarzu­ty, że moż­na ich nazwać lob­by­sta­mi firm zaj­mu­ją­cych się in vitro. Prof. Zbi­gniew Sza­war­ski jest prze­wod­ni­czą­cym Komi­te­tu Bio­ety­ki PAN. Wraz z inny­mi człon­ka­mi Komi­te­tu Bio­ety­ki, prof. Ele­ono­rą Zie­liń­ską z UW, prof. Lesz­kiem Kubic­kim i prof. Jac­kiem Zarem­bą, człon­kiem-kore­spon­den­tem PAN był współ­au­to­rem SLD-owskie­go pro­jek­tu usta­wy lega­li­zu­ją­cej in vitro, przy­go­to­wa­ne­go w Sej­mie poprzed­niej kaden­cji pod patro­na­tem Fede­ra­cji na rzecz Kobiet i Pla­no­wa­nia Rodzi­ny oraz Sto­wa­rzy­sze­nia Nasz Bocian”.

Komu prze­szka­dza IPN w Katowicach?

Wła­ści­wie nie powin­na mnie dzi­wić ani reto­ry­ka, ani spoj­rze­nie na pol­ską histo­rię i Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej, pre­zen­to­wa­ne na łamach Dzien­ni­ka Zachod­nie­go. To cza­so­pi­smo jest wyda­wa­ne przez Pol­ska­pres­se, któ­ra jest z kolei czę­ścią nie­miec­kie­go kon­cer­nu medial­ne­go Ver­lags­grup­pe Pas­sau. To widać i czuć na łamach.

Chy­ba żad­na z dymi­sji nie wzbu­dzi­ła ostat­nio w Kato­wi­cach i regio­nie takich emo­cji, jak odwo­ła­nie dyrek­to­ra kato­wic­kie­go Oddzia­łu Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej Andrze­ja Dro­go­nia. Suwe­ren­na decy­zja pre­ze­sa IPN sta­ła się pożyw­ką dla roz­ma­itych spe­ku­la­cji i – co czę­ste w przy­pad­ku, kie­dy mowa jest o tej insty­tu­cji – dała asumpt prze­ciw­ni­kom ist­nie­nia Insty­tu­tu. Nawia­sem mówiąc tak­że dr Dro­goń przy­czy­nił się tro­chę do wywo­ła­nia szu­mu medial­ne­go wokół jego zwol­nie­nia, udzie­la­jąc na pra­wo i lewo wywiadów.

W pią­tek, 4 lip­ca na łamach regio­nal­nej gaze­ty Pol­ska Dzien­nik Zachod­ni”, podob­no jed­ne­go z naj­po­czyt­niej­szych (nie nale­ży tego mylić z opi­nio­twór­czo­ścią) dzien­ni­ków w woje­wódz­twie ślą­skim wyda­wa­ne­go przez spół­kę Pol­ska­pres­se (spół­ka-cór­ka nie­miec­kie­go kon­cer­nu Ver­lags­grup­pe Pas­sa­au), uka­zał się arty­kuł pió­ra Tere­sy Semik pod zaska­ku­ją­cym tytu­łem Czy IPN słu­ży jesz­cze demokracji?”

Autor­ka, któ­ra w innych swo­ich tek­stach oscy­lu­je pomię­dzy sza­cun­kiem dla ofiar pacy­fi­ka­cji ślą­skich kopalń w grud­niu 1981 r., a admi­ra­cją dla komu­ni­stycz­ne­go woje­wo­dy Jerze­go Zięt­ka, tym razem uzna­ła, że Oddział IPN w Kato­wi­cach zasłu­gu­je na suro­wą oce­nę i nie omiesz­ka­ła dopu­ścić do gło­su jego krytyków.

Już lead, czy­li pierw­szy aka­pit arty­ku­łu, wpro­wa­dza­ją­cy w zagad­nie­nie, poda­ją­cy w skró­cie naj­istot­niej­sze infor­ma­cje, a czę­sto tak­że i kon­klu­zje, zawie­ra zda­nie z wypo­wie­dzi posła SLD Zbysz­ka Zabo­row­skie­go, któ­ry w tonie cha­rak­te­ry­stycz­nym dla człon­ków tej for­ma­cji bez­ce­re­mo­nial­nie orze­ka: To Insty­tut Pro­pa­go­wa­nia Nie­na­wi­ści, powi­nien być zlikwidowany”. 

Trud­no zresz­tą wyma­gać od posła Zabo­row­skie­go, pry­wat­nie skąd­inąd inte­li­gent­ne­go czło­wie­ka, sym­pa­tii do IPN. Co rusz jakiś jego zna­jo­my oka­zu­je się kłam­cą lustra­cyj­nym lub jego agen­tu­ral­na prze­szłość zosta­ła ujaw­nio­na przez histo­ry­ków czy pro­ku­ra­to­rów IPN.

Moż­na jedy­nie żało­wać, że pani Semik nie poku­si­ła się, by się­gnąć głę­biej do życio­ry­su czło­wie­ka, któ­re­mu tak chęt­nie udzie­li­ła gło­su. Może sta­ra się być dobrze wycho­wa­na, i brzy­dzi się wery­fi­ka­cją życio­ry­sów cyto­wa­nych autorytetów?

Przy­wią­za­ny do legi­ty­ma­cji PZPR

Zby­szek (a w zasa­dzie Zbi­gniew) Zabo­row­ski zbyt wie­le zawdzię­cza sys­te­mo­wi komu­ni­stycz­ne­mu, by być jego kry­ty­kiem, tak w prze­szło­ści, jak i obec­nie. W latach 19771982 prze­wod­ni­czył Socja­li­stycz­ne­mu Związ­ko­wi Stu­den­tów Pol­skich na Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim. Kie­dy w 1980 r. powsta­wa­ło Nie­za­leż­ne Zrze­sze­nie Stu­den­tów, był już człon­kiem PZPR.

Nie rzu­cił legi­ty­ma­cją par­tyj­ną, gdy bez­par­tyj­ny prof. August Cheł­kow­ski został we wrze­śniu 1981 r. rek­to­rem uczel­ni, ani też kie­dy czte­ry mie­sią­ce póź­niej ten­że Cheł­kow­ski został inter­no­wa­ny, a w Kato­wi­cach na kopal­ni Wujek” doszło do masa­kry gór­ni­ków straj­ku­ją­cych w pro­te­ście prze­ciw ogło­sze­niu sta­nu wojennego.

Zabo­row­ski być może wie­dział, że zgod­nie z wytycz­ny­mi Komi­te­tu Woje­wódz­kie­go PZPR karie­rę na Wydzia­le Nauk Spo­łecz­nych UŚ po wpro­wa­dze­niu sta­nu wojen­ne­go mogli kon­ty­nu­ować wyłącz­nie zaufa­ni towa­rzy­sze”. Kie­dy w 1982 r. z uczel­ni zwal­nia­no ele­ment reak­cyj­ny i kle­ry­kal­ny”, Zabo­row­ski został pra­cow­ni­kiem nauko­wo-dydak­tycz­nym UŚ. Par­tii pozo­stał wier­ny do końca.

Nie poże­gnał się z nią nawet po wybo­rach czerw­co­wych, latem 1989 r. kie­dy to uczel­nia­na orga­ni­za­cja PZPR stra­ci­ła więk­szość swo­ich człon­ków. On prze­ciw­nie – dora­biał na eta­cie w Wydzia­le Nauki, Edu­ka­cji i Kul­tu­ry Komi­te­tu Woje­wódz­kie­go PZPR w Kato­wi­cach. Był jed­nym z lide­rów Ruchu 8 Lip­ca” na Gór­nym Ślą­sku, frak­cji w łonie par­tii komu­ni­stycz­nej, powsta­łej z ini­cja­ty­wy libe­ral­nej” czę­ści człon­ków PZPR po klę­sce wybor­czej w czerw­cu 1989 r. Zaan­ga­żo­wa­ny w budo­wę par­tii post­ko­mu­ni­stycz­nej w 1990 r. został sekre­ta­rzem Woje­wódz­kie­go Komi­te­tu Wyko­naw­cze­go SdRP w Kato­wi­cach, co już w wol­nej Pol­sce otwo­rzy­ło dro­gę dal­szej kariery.

Zabo­row­ski obra­ża histo­ry­ków z IPN, mówiąc, że Histo­rią naj­now­szą powin­ni zająć się poważ­ni histo­ry­cy, a nie z zacią­gu PiS-owskie­go” i oskar­ża­jąc Insty­tut o zbyt­nie upo­li­tycz­nie­nie. Wypo­wia­da te sło­wa czło­wiek, któ­ry w latach osiem­dzie­sią­tych był pra­cow­ni­kiem Zakła­du Mię­dzy­na­ro­do­wych Sto­sun­ków Poli­tycz­nych XX wie­ku na Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim, gdzie bada­nia pro­wa­dzo­no w opar­ciu o mark­si­stow­ską meto­do­lo­gię i wytycz­ne pły­ną­ce z takich pla­có­wek jak Aka­de­mia Nauk Spo­łecz­nych przy KC PZPR.

Żaden z histo­ry­ków zatrud­nio­nych w kato­wic­kim IPN nie jest – i w momen­cie przyj­mo­wa­nia do pra­cy nie był – człon­kiem jakie­kol­wiek par­tii poli­tycz­nej. Zarzut o upo­li­tycz­nie­nie w ustach czło­wie­ka, któ­ry w okre­sie kie­dy parał się pra­cą nauko­wą był człon­kiem par­tii komu­ni­stycz­nej, to nie tyl­ko smut­ny żart, ale brak inte­lek­tu­al­nej (?) uczci­wo­ści ze stro­ny autor­ki arty­ku­łu, któ­ra powin­na zadać sobie wię­cej tru­du w pozna­niu ście­żek karie­ry swo­je­go rozmówcy.

Bada­niem naj­now­szej histo­rii Pol­ski powin­ni się zająć poważ­ni histo­ry­cy, a nie pro­pa­gan­dy­ści. Na wszyst­kich uni­wer­sy­te­tach mamy insty­tu­ty histo­rii, mamy Pol­ską Aka­de­mię Nauk” – po raz kolej­ny obra­ża histo­ry­ków zatrud­nio­nych w IPN Zabo­row­ski, co znów skrzęt­nie i bez­re­flek­syj­nie przy­ta­cza dzien­ni­kar­ka Dzien­ni­ka Zachodniego”.

War­to w tym miej­scu przy­po­mnieć, że więk­szość pra­cow­ni­ków Biu­ra Edu­ka­cji Publicz­nej IPN w Kato­wi­cach posia­da sto­pień nauko­wy dok­to­ra nauk huma­ni­stycz­nych w dzie­dzi­nie histo­rii, któ­ry nada­wa­ny jest wyłącz­nie przez wydzia­ły szkół wyż­szych i nie­któ­re pla­ców­ki nauko­we, w dro­dze prze­wo­du dok­tor­skie­go tyl­ko tej oso­bie, któ­ra, zda­ła egza­mi­ny dok­tor­skie i obro­ni­ła roz­pra­wę doktorską.

Sko­ro – zda­niem posła Zabo­row­skie­go – posia­da­cze takie­go tytu­łu nie są poważ­ny­mi histo­ry­ka­mi”, a pro­pa­gan­dy­sta­mi, to powi­nien mieć pre­ten­sje do tych uczel­ni, któ­re potwier­dzi­ły ich obec­ność w świe­cie nauki pol­skiej. To wła­śnie powy­żej przy­to­czo­ne wypo­wie­dzi posła Zabo­row­skie­go, a nie publi­ka­cje pra­cow­ni­ków kato­wic­kie­go IPN, są przy­kła­dem nie­uczci­wej poli­tycz­nej pro­pa­gan­dy, upra­wia­nej na prze­kór oczy­wi­stym faktom.

Pra­ce nauko­we histo­ry­ków Insty­tu­tu powin­ny być i są oce­nia­ne przez innych naukow­ców, spe­cja­li­stów w danej dzie­dzi­nie i to na ich recen­zjach, a nie wynu­rze­niach post­ko­mu­ni­stycz­ne­go poli­ty­ka, powin­na oprzeć się Tere­sa Semik. Wyma­ga­ło­by to jed­nak być może wie­lo­go­dzin­nej wizy­ty w biblio­te­ce, cze­go nie moż­na powie­dzieć o roz­mo­wie z posłem, do któ­rej wystar­czy odro­bi­na chę­ci i życz­li­wie prze­ka­za­ny numer telefonu.

Pro­fe­sor wie pra­wie wszystko

Dru­gi z jej roz­mów­ców, histo­ryk z Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go prof. Zyg­munt Woź­nicz­ka, czę­ścio­wo sta­je po stro­nie IPN, choć nie brak i w tym przy­pad­ku bez­pod­staw­ne­go przy­ty­ku, że (cytat): Publi­ka­cje IPN czę­sto nie są kon­fron­to­wa­ne z inny­mi źró­dła­mi i wie­le jest ska­żo­nych wyłącz­nie esbec­kim spoj­rze­niem”. Tro­chę to dziw­ne podej­ście bio­rąc pod uwa­gę, że pro­fe­sor był w 2010 r. człon­kiem Spo­łecz­ne­go Komi­te­tu Popar­cia Jaro­sła­wa Kaczyńskiego.

Moż­na tyl­ko żało­wać, że było nie było habi­li­to­wa­ny pra­cow­nik nauki nie zadał sobie tru­du, by dokład­nie przej­rzeć mono­gra­fie i arty­ku­ły histo­ry­ków z kato­wic­kie­go Oddzia­łu Insty­tu­tu, cho­ciaż­by takich auto­rów jak dr Adam Dziu­ba, dr Bogu­sław Tracz czy Seba­stian Rosen­baum, któ­rzy pisząc o upad­ku sys­te­mu komu­ni­stycz­ne­go, straj­kach w 1988 r. czy wybo­rach w 1989 r. opie­ra­li się na wyni­kach kwe­rend archi­wal­nych zarów­no w IPN, jak i w Archi­wum Pań­stwo­wym w Kato­wi­cach, Archi­wum Akt Nowych w War­sza­wie, innych archi­wach lokal­nych oraz prasie.

Podob­nie fun­da­men­tal­ne opra­co­wa­nia o sto­sun­ku władz pań­stwo­wych do kościo­ła kato­lic­kie­go dr Łucji Marek i dr hab. Ada­ma Dziu­ro­ka, rów­nież opar­te na sze­ro­kiej kwe­ren­dzie źró­dło­wej. Twier­dze­nie, że ich pra­ce zosta­ły ska­żo­ne wyłącz­nie esbec­kim spoj­rze­niem”, mija się z praw­dą czy­li jest zwy­czaj­nym kłam­stwem, co Tere­sa Semik powin­na wychwy­cić kon­stru­ując swój tekst, a nie opie­rać się na auto­ry­te­cie prof. Woź­nicz­ki, nota bene nie cie­szą­ce­go się w śro­do­wi­sku zawo­do­wych histo­ry­ków szcze­gól­ną atencją.

Wszyst­ko wska­zu­je na to, że autor­ka rów­nież nie zapo­zna­ła się publi­ka­cja­mi pra­cow­ni­ków refe­ra­tu nauko­we­go Biu­ra Edu­ka­cji Publicz­nej IPN w Kato­wi­cach, a szko­da. Woź­nicz­ka ma zresz­tą pra­wo nie lubić Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej. Podob­nie jak więk­szość kato­wic­kich histo­ry­ków z jego poko­le­nia oddał w swo­im cza­sie try­but socja­li­stycz­nej huma­ni­sty­ce, pisząc dyser­ta­cję dok­tor­ską o Ruchu Obroń­ców Poko­ju w Pol­sce w latach 19481974, któ­rą obro­nił w 1984 r.

Pro­mo­to­rem pra­cy dok­tor­skiej Z. Woź­nicz­ki był towa­rzysz Andrzej Wer­blan, któ­ry oprócz zaj­mo­wa­nia kate­dry pro­fe­sor­skiej na UŚ, był rów­nież redak­to­rem naczel­nym komu­ni­stycz­ne­go pisma ide­olo­gicz­ne­go Nowe Dro­gi” i dyrek­to­rem Insty­tu­tu Pod­sta­wo­wych Pro­ble­mów Mark­si­zmu-Leni­ni­zmu Komi­te­tu Cen­tral­ne­go PZPR.

W wol­nej Pol­sce Zyg­munt Woź­nicz­ka porzu­cił swo­je nie­daw­ne pasje badaw­cze i jako jeden z pierw­szych w kato­wic­kim śro­do­wi­sku nauko­wym poświę­cił się odkry­wa­niu tzw. bia­łych plam. Chwa­ła mu za to.

Jed­nak wyda­na prze­zeń w 1992 r. mono­gra­fia Zrze­sze­nia Wol­ność i Nie­za­wi­słość” zosta­ła kry­tycz­nie przy­ję­ta przez część recen­zen­tów, któ­rzy zarzu­ci­li mu m.in. popeł­nie­nie pla­gia­tu z arty­ku­łu Janu­sza Kur­ty­ki oraz nie­pu­bli­ko­wa­nej roz­pra­wy dok­tor­skiej Toma­sza Honkisza.

Dobry histo­ryk to pokor­ny historyk

Nale­ży oddać uczci­wość, że autor­ka arty­ku­łu dopusz­cza do gło­su histo­ry­ków bro­nią­cych dorob­ku IPN – dr Andrze­ja Krzy­sty­nia­ka i dr Jac­ka Kur­ka. Sęk w tym, że pierw­szy z nich nie ma jesz­cze znacz­niej­sze­go dorob­ku nauko­we­go, a dru­gi nie zaj­mo­wał się w swo­ich bada­niach sys­te­ma­mi tota­li­tar­ny­mi i dzie­ja­mi PRL. Ten ostat­ni znów nie­po­trzeb­nie powta­rza jak man­trę argu­ment o upo­li­tycz­nie­niu IPN.

Bada­cze dzie­jów naj­now­szych zwią­za­ni z Uni­wer­sy­te­tem Ślą­skim w Kato­wi­cach bez wąt­pie­nia mają pro­blem z kato­wic­kim Oddzia­łem IPN. Z jed­nej stro­ny uczci­wość inte­lek­tu­al­na nie pozwa­la im potę­pić w czam­buł czy przejść obo­jęt­nie obok dorob­ku nauko­we­go pra­cow­ni­ków Insty­tu­tu, z dru­giej zaś więk­szość z nich ma za sobą heglow­skie uką­sze­nie”, o któ­rym dziś nie­chęt­nie wspo­mi­na­ją w swo­ich ofi­cjal­nych życiorysach.

Rów­nież doro­bek nauko­wy i ilość publi­ka­cji poświę­co­nych histo­rii naj­now­szej po 1945 r., zwłasz­cza dzie­jom PRL, któ­re wyszły spod pió­ra histo­ry­ków z Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go są wię­cej niż skrom­ne. Co praw­da kie­dy w 1992 r. reor­ga­ni­zo­wa­no struk­tu­rę Insty­tu­tu Histo­rii UŚ powstał Zakład Histo­rii Naj­now­szej po 1945 roku, jed­nak do 2012 r. jego sze­fem był Andrzej Topol, autor m.in. wyjąt­ko­wo zide­olo­gi­zo­wa­ne­go skryp­tu Głów­ne pro­ble­my roz­wo­ju poli­tycz­ne­go Pol­skiej Rze­czy­po­spo­li­tej Ludo­wej”, któ­ry od 1979 r. sta­no­wił dla stu­den­tów pod­sta­wę mate­ria­łu do egza­mi­nów z histo­rii powo­jen­nej Pol­ski na histo­rii i naukach politycznych.

Z róż­nych wzglę­dów prof. Topol nie był zapew­ne zain­te­re­so­wa­ny, by w jego zakła­dzie były pro­wa­dzo­ne jakieś sze­ro­ko zakro­jo­ne bada­nia nad regio­nem w cza­sach PRL. Być może klu­czem do całe­go pro­ble­mu lokal­nych, kato­wic­kich elit z Insty­tu­tem, jak i w ogó­le z sze­ro­ko poję­tą deko­mu­ni­za­cją, jest wła­śnie ich oso­bi­ste – zawo­do­we i towa­rzy­skie – uwi­kła­nie w tam­ten system?

Redak­tor­ka – księgowa

Tere­sa Semik nie omiesz­ka­ła wyto­czyć dział prze­ciw­ko IPN w posta­ci argu­men­tów finan­so­wych. Sza­fu­je licz­ba­mi, chcąc udo­wod­nić, że Insty­tut pochła­nia zbyt dużo środ­ków, a mię­dzy wier­sza­mi moż­na wyczy­tać, że są to w zasa­dzie pie­nią­dze zmar­no­wa­ne. Zaraz potem znów przy­wo­łu­je Zbysz­ka Zabo­row­skie­go, któ­ry prze­ko­nu­je expres­sis ver­bis, że IPN nie słu­ży demo­kra­cji”.

Na szczę­ście jest to pry­wat­ne zda­nie pana posła, któ­ry widać ma inne poję­cie demo­kra­cji, niż to przyj­mo­wa­ne w świe­cie zachod­niej kul­tu­ry poli­tycz­nej. Być może bliż­sza jest mu wciąż demo­kra­cja ludo­wa” albo demo­kra­cja typu leni­now­skie­go” z jej cen­tra­li­zmem demo­kra­tycz­nym i rze­ko­mym ludowładztwem?

Nie wia­do­mo, dla­cze­go dr Krzy­sty­niak, uwa­ża, że ofen­sy­wa praw­dy w ostat­nich latach znacz­nie jed­nak stra­ci­ła impet”, a Insty­tut stał się zbyt her­me­tycz­ny”. Ilość ksią­żek i ini­cja­tyw podej­mo­wa­nych tyl­ko w cią­gu ubie­głych dwóch-trzech lat prze­czy tym twier­dze­niom. Oddział IPN w Kato­wi­cach jako jedy­ny w Pol­sce wyda­je od dwóch lat wła­sne cza­so­pi­smo poświę­co­ne histo­rii regio­nu w XX wieku.

Cza­sy­pi­smo” to boga­to ilu­stro­wa­ne i nowo­cze­śnie poskła­da­ne zdą­ży­ło już zdo­być popu­lar­ność i zaufa­nie licz­nych czy­tel­ni­ków. Każ­de­go roku z ini­cja­ty­wy i dzię­ki pra­cy pra­cow­ni­ków Biu­ra Edu­ka­cji Publicz­nej, powsta­ją nowe wysta­wy i orga­ni­zo­wa­ne są kon­fe­ren­cje nauko­we, zarów­no lokal­ne, jak i mię­dzy­na­ro­do­we. Wciąż uka­zu­ją się książ­ki, by przy­po­mnieć tyl­ko słyn­ną pt. Wywóz­ka. Depor­ta­cja miesz­kań­ców Gór­ne­go Ślą­ska do obo­zów pra­cy przy­mu­so­wej w Związ­ku Sowiec­kim w 1945 r. Fak­to­gra­fia – kon­tek­sty – pamięć” pod redak­cją Seba­stia­na Rosen­bau­ma i Dariu­sza Węgrzy­na, któ­rej nakład roz­szedł się w mgnie­niu oka.

Jeśli do tego doda­my sze­reg arty­ku­łów, wykła­dów, i dzia­łań edu­ka­cyj­nych, otrzy­mu­je­my obraz spraw­nie dzia­ła­ją­cej insty­tu­cji, wciąż potrzeb­nej w tej czę­ści świa­ta, by przy­wró­cić nor­mal­ność po tra­gicz­nych doświad­cze­niach XX wie­ku. To wła­śnie kon­se­kwent­ny demon­taż pozo­sta­ło­ści anty­de­mo­kra­tycz­nych sys­te­mów wła­dzy bez­sprzecz­nie słu­ży demo­kra­cji, wbrew temu, co uwa­ża poseł Zaborowski.

Nie wiem, jakie inten­cje przy­świe­ca­ły autor­ce arty­ku­łu. Mogę się jedy­nie domy­ślać, że i dla niej IPN sta­no­wi pro­blem, z któ­rym trud­no jest żyć, a jesz­cze trud­niej się oswo­ić. Być może chcia­ła zacho­wać dzien­ni­kar­ską bez­stron­ność, ale dobór roz­mów­ców, jak przy­wo­ły­wa­ne przez nią argu­men­ty wska­zu­ją wyraź­nie, po któ­rej stro­nie bije jej serce.

Szko­da, że czy­tel­nik Dzien­ni­ka Zachod­nie­go” po raz kolej­ny otrzy­mał znie­kształ­co­ną wizję świa­ta, w któ­rym oso­bi­ste obiek­cje i ura­zy kła­dą się cie­niem na obra­zie dzia­łal­no­ści tej, jak­że waż­nej dla demo­kra­cji w Pol­sce, insty­tu­cji publicznej.
A może o to chodziło?