Kopal­nia Makoszowy

Coraz wię­cej zdjęć likwi­do­wa­nych kopal­ni. To Kopal­nia Węgla Kamien­ne­go Mako­szo­wy (Del­brück) – kopal­nia znaj­du­ją­ca się w Zabrzu (Mako­szo­wach).

Tra­dy­cyj­nie tro­chę histo­rii. Kopal­nia Mako­szo­wy zaczę­ła powsta­wać od 1890 r., gdy pozio­ma­mi 170230 m przez wyro­bi­ska pro­wa­dzo­ne pod zie­mią na zachód z kopal­ni Guido (budo­wa­nej od poło­wy XIX w. przez hra­bie­go Guido Henc­kel von Don­ner­smarck) roz­po­zna­no rezer­wo­we pola gór­ni­cze o nazwach Zero i Double Zero.
Po III Powsta­niu Ślą­skim i dwu­let­nim spo­rze gra­nicz­nym Mako­szo­wy i Koń­czy­ce decy­zją spe­cjal­nej komi­sji Ligi Naro­dów przy­zna­no w 1923 r. Pol­sce.
Od kwiet­nia 1945 r., gdy Armia Czer­wo­na prze­ka­za­ła czę­ścio­wo zato­pio­ny, opusz­czo­ny przez nie­miec­ką zało­gę zakład wła­dzom pol­skim, kopal­nia nosi nazwę Mako­szo­wy. W okre­sie roz­bu­do­wy kopal­ni na połu­dnie doszło 28 sierp­nia 1958 r. do naj­tra­gicz­niej­szej kata­stro­fy – od pal­ni­ka ace­ty­le­no­we­go, któ­rym cię­to żela­zną strop­ni­cę na pozio­mie 300 m, wybuchł ogrom­ny pożar. Śmier­tel­nie zacza­dzi­ło się pod zie­mią 72 gór­ni­ków a 87 ule­gło poważ­nym zatru­ciom.
W latach 60. XX w. zgłę­bio­no do 717 m nowy szyb III, a kolej­ny – szyb IV wydo­byw­czy – uru­cho­mio­no na głę­bo­kość 944 m w 1981 r.
W grud­niu 2022 roku, po 116 latach, kopal­nia osta­tecz­nie prze­szła do histo­rii. Zni­ka­ją szy­by i budyn­ki. Sic transit…

Strach esbe­ków

Ape­lu­ję o ostroż­ność w powie­la­niu pew­nej dez­in­for­ma­cji doty­czą­cej księ­dza Blachnickiego.

Pre­zy­dent Andrzej Duda odzna­czył nie­daw­no pośmiert­nie Orde­rem Orła Bia­łe­go ks. Fran­cisz­ka Blach­nic­kie­go, zało­ży­cie­la Ruchu Świa­tło-Życie i twór­cę Kru­cja­ty Wyzwo­le­nia Czło­wie­ka. Pre­zy­dent pod­kre­ślił, że Order Orła Bia­łe­go jest odzna­cze­niem wol­nej, suwe­ren­nej, nie­pod­le­głej Rzeczypospolitej”.

- Dla­te­go tak szcze­gól­nie ks. Fran­cisz­ko­wi Blach­nic­kie­mu ten Order się nale­ży. Za wal­kę o suwe­ren­ną Pol­skę – stwier­dził. – Był prze­śla­do­wa­ny przez komu­ni­stów, wię­zio­ny, umiesz­czo­ny na przy­mu­so­wym lecze­niu psy­chia­trycz­nym, a licz­ne akcje dez­in­for­ma­cyj­ne depre­cjo­no­wa­ły ruch, któ­ry two­rzył - mówił prezydent.

War­to tu zaape­lo­wać jed­nak o ostroż­ność. Nie wiem, kto Pre­zy­den­to­wi pisał to prze­mó­wie­nie, ale zawie­ra nie­praw­dzi­we stwier­dze­nie, na doda­tek styg­ma­ty­zu­ją­ce duchow­ne­go, i mogą­ce zaszko­dzić w trwa­ją­cym w Waty­ka­nie pro­ce­sie beatyfikacyjnym.

O tym, że ksiądz Blach­nic­ki miał prze­by­wać na przy­mu­so­wym lecze­niu psy­chia­trycz­nym (ani dobro­wol­nym) nie wie­dzą bowiem ani histo­ry­cy, zaj­mu­ją­cy się dzia­łal­no­ścią księ­dza, ani duchow­ni czy publicyści.

W 1995 r. roz­po­czął się w archi­die­ce­zji kato­wic­kiej pro­ces beaty­fi­ka­cyj­ny ks. Blach­nic­kie­go. We wrze­śniu 2015 r. papież Fran­ci­szek pod­pi­sał dekret o hero­icz­no­ści jego cnót, co ozna­cza­ło, że potrze­ba już tyl­ko uzna­nia cudu za jego wsta­wien­nic­twem. Prze­ciw­ni­cy beaty­fi­ka­cji mają w ręku argu­ment Blach­nic­ki był waria­tem, bo leczył się psy­chia­trycz­nie”. Gdy­by taki ele­ment życio­ry­su (praw­dzi­wy lub spre­pa­ro­wa­ny) poja­wił się, to natych­miast został­by wyko­rzy­sta­ny przez nie­na­wi­dzą­cych duchow­ne­go funk­cjo­na­riu­szy SBMSW, o KGB nie wspominając.

O repre­sjach psy­chia­trycz­nych” nie ma sło­wa w aktach spraw ope­ra­cyj­nych MSW, w któ­rych poja­wia się oso­ba księ­dza Fran­cisz­ka Blach­nic­kie­go, zacho­wa­nych w archi­wach Insty­tu­tu Pamię­ci Narodowej.

Festi­wal dez­in­for­ma­cji
Kie­dy w mar­cu 2023 roku mini­ster spra­wie­dli­wo­ści Zbi­gniew Zio­bro ogło­sił, że pro­ku­ra­tor IPN w Kato­wi­cach Michał Skwa­ra w dru­gim śledz­twie w spra­wie śmier­ci księ­dza Blach­nic­kie­go, zdo­był dowo­dy na to, że duchow­ny został otru­ty w lutym 1987 roku w Carls­ber­gu w RFN przez agen­tu­rę służb spe­cjal­nych PRL, roz­po­czął się nato­miast festi­wal dezinformacji.

Jego pod­ło­że jest pro­ste do wyja­śnie­nia. Przede wszyst­kim dowo­dy na fakt, że w zabój­stwie księ­dza bra­li udział agen­ci Depar­ta­men­tu I MSW, sku­tecz­nie demo­lu­je mit zało­ży­ciel­ski” wywia­du PRL, po trans­for­ma­cji mięk­ko, nie­mal bez wery­fi­ka­cji funk­cjo­na­riu­szy prze­kształ­co­ne­go w Zarząd Wywia­du UOP, kreu­ją­cych się na szla­chet­nych ofi­ce­rów, brzy­dzą­cych się zabój­stwa­mi i poli­ty­ką. Prze­cież oni tyl­ko zbie­ra­li infor­ma­cje i nie prze­ka­zy­wa­li ich do Moskwy… Zapew­ne byli i tacy. Jed­nak na obraz cało­ści skła­da­ją się szczegóły.

Na to nakła­da się nie­chęć Agen­cji Wywia­du do współ­pra­cy z IPN w tym śledz­twie. Opi­sy­wa­łem jej praw­do­po­dob­ne pod­ło­że: AW chro­ni swo­ją nadal aktyw­ną agen­tu­rę w Carls­ber­gu, któ­rą prze­ję­ła po 1989 r.

Uwia­ry­god­nie­nie wer­sji lecze­nia psy­chia­trycz­ne­go”, nawet przy­mu­so­we­go (gdy­by było) daje zabój­com moż­li­wość pod­wa­że­nia wyni­ków opi­nii tok­sy­ko­lo­gicz­no-sądo­wej, któ­ra dowio­dła, że ks. Blach­nic­ki został otru­ty. Te śla­dy sub­stan­cji X, któ­re wykry­to pod­czas badań, były skład­ni­ka­mi leków psy­cho­tro­po­wych, któ­re zaży­wał. No i przedaw­ko­wał, stąd zator i śmierć. Prze­cież o wspo­mi­nał o tym Pre­zy­dent” – zapew­ne usły­szy od prze­słu­chi­wa­nych ofi­ce­rów Depar­ta­men­tu I pro­ku­ra­tor. Zresz­tą wyszko­le­ni w prze­słu­cha­niach i dez­in­for­ma­cji wszyst­kie­mu zaprze­cza­ją. Na razie są monolitem.

Zresz­tą już w wypo­wie­dziach nie­któ­rych współ­pra­cow­ni­ków ks. Blach­nic­kie­go z Carls­ber­gu poja­wia­ły się wpro­wa­dzo­ne wcze­śniej spryt­nie wąt­ki dez­in­for­ma­cyj­ne. Na przy­kład wypo­wiedź ks. Kazi­mie­rza Ćwie­rza. To jeden z czwór­ki kapła­nów wyświę­co­nych w 1985 r. dla Ruchu Świa­tło-Życie przez bpa Szcze­pa­na Weso­łe­go (pod­jął decy­zję o szyb­kim pochów­ku i zanie­cha­niu sek­cji zwłok), któ­rzy w ostat­nich latach życia księ­dza Fran­cisz­ka Blach­nic­kie­go, posłu­gi­wa­li i pra­co­wa­li razem z nim w Carlsbergu.

W fil­mie Blach­nic­ki. Życie i Świa­tło” w reży­se­rii Iwo Kar­de­la, któ­ry jest auto­rem sce­na­riu­sza wraz z Janem Pospie­szal­skim, ks. Ćwierz opo­wia­da o moż­li­wo­ści zatru­cia się przez ks. Fran­cisz­ka opa­ra­mi (sic!) ze skle­jar­ki, na wsku­tek uszko­dze­nia wen­ty­la­cji w dru­kar­ni. Wraz z nim taką wer­sję pod­trzy­mu­je dru­gi ksiądz – Marek Dydo. Opi­nia tok­sy­ko­lo­gicz­no-sądo­wa jed­nak to wyklu­czy­ła. Inni świad­ko­wie też. Ale wrzu­co­ny wątek krąży.

Co z tego wyni­ka? Dez­in­for­ma­cja, że ks. Blach­nic­ki zatruł się w dru­kar­ni, a nie został otru­ty przez agen­tów SB, bo w dniu śmier­ci ks. Blach­nic­kie­go agen­tów wywia­du Andrze­ja i Joan­ny Gon­tar­czy­ków („Yon” i Pan­na”) nie było w Carls­ber­gu. Takie alibi.

Dzie­się­cio­le­cia inwigilacji

Natu­ral­nie, komu­ni­stycz­na bez­pie­ka pro­wa­dzi­ła inwi­gi­la­cję duchow­ne­go na każ­dym eta­pie jego życia i dzia­łal­no­ści: gdy w Kato­wi­cach two­rzył Kru­cja­tę Trzeź­wo­ści, gdy stu­dio­wał i pra­co­wał na KUL w Lubli­nie, oraz w Kro­ścien­ku, gdzie budo­wał ruch oazo­wy, i wresz­cie na emi­gra­cji, gdzie został zamor­do­wa­ny. Jak wspo­mi­na dr Andrzej Gra­jew­ski, dzien­ni­karz Gościa Nie­dziel­ne­go”, pierw­szy ślad inwi­gi­la­cji ks. Blach­nic­kie­go pocho­dzi z poło­wy lat 50. ubie­głe­go wieku.

Są to dono­sy na nie­go, gdy jako mło­dy ksiądz wystą­pił prze­ciw­ko pomy­sło­wi popie­ra­ne­go przez komu­ni­stycz­ną wła­dzę wika­riu­sza kapi­tul­ne­go die­ce­zji kato­wic­kiej ks. Jana Pisko­rza doty­czą­ce­mu zwo­ła­nia nie­le­gal­ne­go syno­du, któ­ry zagra­żał jed­no­ści Kościo­ła na Ślą­sku. W 1957 r. ks. Blach­nic­ki utwo­rzył Kru­cja­tę Trzeź­wo­ści, któ­ra łączy­ła zasa­dy kato­lic­kie­go ruchu abs­ty­nenc­kie­go z ruchem maryj­nym. Bez­pie­ka zauwa­ży­ła ogrom­ny suk­ces tego ruchu, dla­te­go w 1959 r. zało­ży­ła na nie­go spra­wę o kryp­to­ni­mie Zawada.

W mar­cu 1961 r. ks. Fran­ci­szek został aresz­to­wa­ny za szka­lo­wa­nie wła­dzy” i osa­dzo­ny kato­wic­kim wię­zie­niu przy ul. Miko­łow­skiej.

Duchow­ny został ska­za­ny na dzie­więć mie­się­cy za wyda­wa­nie nie­le­gal­nych dru­ków i roz­po­wszech­nia­nie fał­szy­wych wia­do­mo­ści o prze­śla­do­wa­niach Kościo­ła”. Po kil­ku mie­sią­cach spę­dzo­nych w aresz­cie został zwol­nio­ny. W tym samym wię­zie­niu cze­kał na wyko­na­nie wyro­ku śmier­ci ska­za­ny przez Niem­ców w 1942 r. Do idei wal­ki z alko­ho­li­zmem oraz inny­mi uza­leż­nie­nia­mi kapłan powró­cił w 1979 r. w ramach przy­go­to­wań do pierw­szej piel­grzym­ki Jana Paw­ła II do Polski.

Agen­ci SB z Lubli­na inwi­gi­lo­wa­li duchow­ne­go pod­czas jego stu­diów i pra­cy na KUL. Ota­cza­ła go agen­tu­ra wer­bo­wa­na zarów­no wśród osób świec­kich, jak i kapła­nów z jego oto­cze­nia. Dzia­ła­nia bez­pie­ki nasi­li­ły się, gdy 31 paź­dzier­ni­ka 1964 r. zaku­pił par­ter domu przy ul. Jagiel­loń­skiej 100 na Kopiej Górce.

Wobec twór­cy Oazy” roz­po­czę­to pro­wa­dze­nie ope­ra­cji dez­in­for­ma­cyj­nych, któ­re trwa­ły przez całe jego życie, a nawet są pro­wa­dzo­ne dzi­siaj. Bez­pie­ka roz­sy­ła­ła do bisku­pów Samo­obro­nę wia­ry”, cza­so­pi­smo wyda­wa­ne przez Gru­pę D MSW, któ­re suge­ro­wa­ło, że duchow­ny odszedł od Kościo­ła kato­lic­kie­go i zbli­żył się do ruchu zie­lo­no­świąt­ko­we­go tak bar­dzo, że otarł się już nie­mal o here­zję. Reak­cje były róż­ne, bo w epi­sko­pa­cie ksiądz nie miał zbyt wie­lu przy­ja­ciół. Gdy­by nie wspar­cie kard. Karo­la Woj­ty­ły, dzia­ła­nia duchow­ne­go zosta­ły­by być może zablo­ko­wa­ne przez nie­przy­chyl­nych mu hie­rar­chów - wska­zał dr Gra­jew­ski, doda­jąc, że dzia­ła­nia dez­in­for­ma­cyj­ne nasi­li­ły się po sierp­niu 1980 r.

SB odno­to­wa­ła wystą­pie­nie ks. Blach­nic­kie­go na pod­su­mo­wa­niu let­nich reko­lek­cji oazo­wych we wrze­śniu 1980 r. Kry­tycz­nie oce­nił w nim m.in. posta­wę epi­sko­pa­tu w trak­cie sierp­nio­wych straj­ków. Zaape­lo­wał, aby ani­ma­to­rzy oazo­wi anga­żo­wa­li się w Soli­dar­ność”. Wte­dy bez­pie­ka prze­ka­za­ła do rąk kard. Ste­fa­na Wyszyń­skie­go list, jaki rze­ko­mo ks. Blach­nic­ki napi­sał do bisku­pa prze­my­skie­go Igna­ce­go Tokar­czu­ka za pośred­nic­twem kogoś z naj­bliż­sze­go oto­cze­nia Pry­ma­sa Pol­ski. Pry­mas, obu­rzo­ny tonem tego sfał­szo­wa­ne­go listu, wysto­so­wał pismo do bp. Tade­usza Błasz­kie­wi­cza, opie­ku­na ruchu oazo­we­go i bisku­pa pomoc­ni­cze­go die­ce­zji prze­my­skiej, w któ­rym bar­dzo nega­tyw­nie oce­niał dzia­łal­ność ks. Blach­nic­kie­go. Takich przy­kła­dów wyra­fi­no­wa­nych dzia­łań, mają­cych skłó­cić ks. Fran­cisz­ka z wła­dza­mi kościel­ny­mi, było dużo. Np. w kurii kato­wic­kiej agen­tu­ra SB (głów­nie duchow­ni) prze­ka­zy­wa­ła bp. Her­ber­to­wi Bed­no­rzo­wi spre­pa­ro­wa­ne mate­ria­ły, po to by wywo­łać w nim nega­tyw­ne reak­cje wobec. ks. Blachnickiego.

Ani sło­wa w tych wszyst­kich opi­sach środ­ków ope­ra­cyj­nych i aktach MSW o tym, że ks. Blach­nic­ki miał być leczo­ny psy­chia­trycz­nie przy­mu­so­wo lub dobrowolnie.

Roz­pra­co­wa­nie kryp­to­nim Bax i Baxis
W 1982 r. ks. Blach­nic­ki osiadł w Carls­ber­gu w RFN. Stwo­rzył Chrze­ści­jań­ską Służ­bę Wyzwo­le­nia Naro­du oraz Mię­dzy­na­ro­do­we Cen­trum Ewan­ge­li­za­cji Świa­tło-Życie. Dzia­łal­ność Blach­nic­kie­go przy­cią­gnę­ła zain­te­re­so­wa­nie zarów­no wywia­du PRL, Sta­si, jak i Moskwy. Bez­pie­ka pod­czas roz­pra­co­wy­wa­nia nada­ła księ­dzu kryp­to­nim Bax”. Jed­no­cze­śnie pol­skie wła­dze wsz­czę­ły śledz­two z zamia­rem posta­wie­nia duchow­ne­mu zarzu­tów dzia­ła­nia na szko­dę inte­re­sów PRL. W lutym 1983 r. roze­sła­no nawet za nim list goń­czy. W oto­cze­niu księ­dza dzia­ła­ło tak­że co naj­mniej dwo­je agen­tów wywia­du PRL. Byli nimi Jolan­ta i Andrzej Gon­tar­czy­ko­wie, któ­rzy zosta­li prze­rzu­ce­ni przez wywiad PRL do RFN1982 r. Dwa lata póź­niej nawią­za­li współ­pra­cę z ośrod­kiem w Carls­ber­gu i z samym ks. Blach­nic­kim. Szyb­ko zyska­li jego zaufa­nie i sta­li się bli­ski­mi współ­pra­cow­ni­ka­mi. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak mie­li oni za zada­nie inwi­gi­la­cję śro­do­wisk pol­skich w RFN.

Na dzień przed śmier­cią, 26 lute­go 1987 roku, ks. Blach­nic­kie­mu przed­sta­wio­no prze­ko­nu­ją­ce dowo­dy na temat agen­tu­ral­nej dzia­łal­no­ści mał­żeń­stwa. To wów­czas miał powie­dzieć do swo­ich bli­skich współ­pra­cow­ni­ków, że Gon­tar­czy­ko­wie wykoń­czy­li Maxi­mi­lia­num”. W dniu swo­jej śmier­ci – wedle rela­cji świad­ków – Blach­nic­ki odbył burz­li­wą roz­mo­wę z Gontarczykami.

Ks. Blach­nic­ki zmarł nagle w Carls­ber­gu 27 lute­go 1987 r. Jako przy­czy­nę śmier­ci wska­za­no wów­czas zator płuc­ny. Do 2023 roku obo­wią­zy­wa­ła wer­sja, że stan jego zdro­wia i samo­po­czu­cie pogar­sza­ła coraz gor­sza sytu­acja finan­so­wa stwo­rzo­ne­go przez nie­go ośrodka.

Kry­sty­na

W 1928 roku sta­rą wie­żę szy­bu Kaiser Wil­helm” zastą­pio­no moder­ni­stycz­ną wie­żą basz­to­wą o wyso­ko­ści 57 metrów. To jest wła­śnie szyb Kry­sty­na”, nazwa­ny tak po 1945 roku.

Wymu­ro­wa­no ją z cegły i nada­no przy­bli­żo­ny kształt mło­ta gór­ni­cze­go – pyr­li­ka. Na węż­szym trzo­nie poło­żo­no szer­szą, beto­no­wą pły­tę, na któ­rej posa­do­wio­no gór­ną część wie­ży. Okna two­rzą pio­no­we cią­gi. W środ­ku pra­co­wa­ły pierw­sze na Ślą­sku elek­trycz­ne maszy­ny wycią­go­we, umiesz­czo­ne na gło­wi­cy. Mia­ły one moc 27002400 KM i pocho­dzi­ły z zabrzań­skiej Huty Don­ner­smarck (ich sil­ni­ki były fir­my BBC Brown Boveri). 

Maszy­ny napę­dza­ły koła o śred­ni­cy się­ga­ją­cej 7 metrów! Według nie­zwe­ry­fi­ko­wa­nych prze­ka­zów, na wie­żę szy­bu Kaiser Wil­helm” wspiął się tuż przed wybu­chem II woj­ny świa­to­wej – w celu obser­wa­cji pol­skiej stro­ny gra­ni­cy – Adolf Hitler. W 1945 roku nazwę kopal­ni zmie­nio­no na Szom­bier­ki”, a szy­bu na Kry­sty­na”.

Mural

Mural na ścia­nie kamie­ni­cy w Szo­pie­ni­cach, w któ­rych uro­dził się Kazi­mierz Kutz.

Kut­za na koniu” zapro­jek­to­wał Erwin Sów­ka, ostat­ni z mala­rzy słyn­nej Gru­py Janow­skiej, jed­ne­go z naj­słyn­niej­szych przed­sta­wi­cie­li twór­ców intu­icyj­ne­go malo­wa­nia ze Śląska. 

Jan Iwa­nek – szpi­cel SB chce zostać pro­fe­so­rem zwyczajnym

Boha­ter wie­lu moich arty­ku­łów, czy­li dr hab. Jan Iwa­nek zna­ny jako szpi­cel SB ps. Piotr chce być pro­fe­so­rem zwy­czaj­nym. Ma taki kaprys, i zapew­ne uwa­ża, że to jemu się należy. 

Za kil­ka dni Rada Wydzia­łu Nauk Spo­łecz­nych Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go w Kato­wi­cach zaj­mie się jego wnio­skiem o roz­po­czę­cie postę­po­wa­nia, któ­re ma zaowo­co­wać, no wła­śnie czym? Czy tym, że kon­fi­dent bez­pie­ki zosta­nie pro­fe­so­rem (pro­fes­sor ordi­na­rius) i odbie­rze z rąk Pre­zy­den­ta RP sto­sow­ny akt, czy kom­pro­mi­ta­cją uczel­ni, któ­ra w tym roku obcho­dzi 50-lecie powstania?

Jak to będzie brzmia­ło? Prof. dr hab. Jan Iwa­nek TW Piotr”. Zasta­na­wiam się, po co Iwan­ko­wi ten cały cyrk, któ­ry dopro­wa­dzi do przy­po­mnie­nia szcze­gó­łów jego dela­tor­skiej prze­szło­ści i karie­ry? Naj­bar­dziej na tym ucier­pi Uni­wer­sy­tet Śląski.

Poni­żej auto­re­fe­rat dr hab. Jana Iwan­ka. War­to zwró­cić uwa­gę na doro­bek nauko­wy przy­szłe­go (oby nie) pro­fe­so­ra zwy­czaj­ne­go. Zgod­nie z Usta­wą o stop­niach nauko­wych z 14 mar­ca 2003 roku:

Art. 26. 1. Tytuł pro­fe­so­ra może być nada­ny oso­bie, któ­ra uzy­ska­ła sto­pień dok­to­ra habi­li­to­wa­ne­go lub oso­bie, któ­ra naby­ła upraw­nie­nia rów­no­waż­ne z upraw­nie­nia­mi dok­to­ra habi­li­to­wa­ne­go na pod­sta­wie art. 21a,

oraz:

1) posia­da osią­gnię­cia nauko­we znacz­nie prze­kra­cza­ją­ce wyma­ga­nia sta­wia­ne w postę­po­wa­niu habi­li­ta­cyj­nym; (Usta­wa z dnia 14 mar­ca 2003 r. o stop­niach nauko­wych i tytu­le nauko­wym oraz stop­niach i tytu­le w zakre­sie sztu­ki, Dz.U. 2003 nr 65 poz. 595)

Tym­cza­sem kon­fi­dent TW Piotr po habi­li­ta­cji (czy­li po roku 1990) nie wydał ŻAD­NEJ innej, samo­dziel­nie napi­sa­nej książ­ki. Co gor­sza: swo­ją roz­pra­wę habi­li­ta­cyj­ną (tytuł mono­gra­fii habi­li­ta­cyj­nej – Pro­ble­my Kana­łu Panam­skie­go w sto­sun­kach bila­te­ral­nych mię­dzy Pana­mą a Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi”, Uni­wer­sy­tet Ślą­ski Kato­wi­ce 1989) wydał po 20 latach ponow­nie i pró­bu­je ją teraz przed­sta­wić jako książ­kę pro­fe­sor­ską (Tytuł mono­gra­fii będą­cej pod­sta­wą wnio­sku pro­fe­sor­skie­go – Kon­flikt o Kanał Panam­ski”, War­sza­wa 2013).

Z infor­ma­cji nie­ofi­cjal­nych, jakie do mnie dotar­ły wyni­ka, że jed­nym z recen­zen­tów dorob­ku nauko­we­go TW Pio­tra pod­czas postę­po­wa­nia kwa­li­fi­ka­cyj­ne­go ma być Jerzy Jaskier­nia (sic!).

Jaskier­nia to były dzia­łacz ZSMP, pro­fe­sor nauk praw­nych, poseł pię­ciu kaden­cji, były mini­ster spra­wie­dli­wo­ści i były pro­ku­ra­tor gene­ral­ny Jerzy Jaskiernia.

Jaskier­nia został uzna­ny za kłam­cę lustra­cyj­ne­go, cze­mu zaprze­czał, przez dzie­więć lat wal­czył o dobre imię i kasa­cję wyro­ku Sądu Ape­la­cyj­ne­go. W 2009 roku Sąd Naj­wyż­szy uchy­lił wyrok Sądu Ape­la­cyj­ne­go oczysz­cza­jąc Jaskier­nię z zarzutów.

Obec­nie nowy dzie­kan Wydzia­łu Pra­wa, Admi­ni­stra­cji i Zarzą­dza­nia kie­lec­kie­go uni­wer­sy­te­tu oraz były mini­ster spra­wie­dli­wo­ści rzą­du SLD peł­ni tak­że funk­cję w skła­dzie Komi­te­tu Nauk Poli­tycz­nych Pol­skiej Aka­de­mii Nauk.

http://​www​.kato​wi​ce​.tvp​.pl/​36821489​/​w​s​p​o​l​p​r​a​c​o​w​a​l​-​z​e​-​s​l​u​z​b​a​-​b​e​z​p​i​e​c​z​e​n​s​t​w​a​-​t​e​r​a​z​-​u​b​i​e​g​a​-​s​i​e​-​o​-​t​y​t​u​l​-​p​r​o​f​e​s​o​r​a​-​z​w​y​c​z​a​j​n​ego

Kolo­nia Alfreda

Kawa­łek Ślą­ska, któ­ry wkrót­ce zniknie…

Czer­wo­ną cegłę pokry­je este­tycz­ny, świe­ży tynk, a na dachach dziw­na fun­da­cja, któ­ra dzię­ki łasce władz Kato­wic dosta­ła ten teren wraz z budyn­ka­mi, usta­wi sola­ry”. Bez zezwo­le­nia. Bo po co bawić się w papierki…

Salo­mon Morel

Komen­dant KOMU­NI­STYCZ­NE­GO obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Świę­to­chło­wi­cach uciekł w 1992 roku z Pol­ski do Izra­ela. Unik­nął w ten spo­sób odpo­wie­dzial­no­ści za popeł­nio­ne zbrodnie. 

Salo­mon Morel był po woj­nie m.in. komen­dan­tem obo­zu pra­cy dla Niem­ców w Świę­to­chło­wi­cach na Ślą­sku. Obóz w cza­sie woj­ny był filią obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Auschwitz. Od 1945 roku pod­le­gał począt­ko­wo NKWD, a potem UB.

Od lute­go do listo­pa­da 1945 r. wię­zio­no w nim ponad 3 tys. więź­niów – 1698 z nich zosta­ło zamor­do­wa­nych lub zmar­ło z wycień­cze­nia, tor­tur, gło­du. W obo­zie trzy­ma­no jed­nak nie tyl­ko Niem­ców i volks­deut­schy. Tra­fia­li do nie­go tak­że ludzi nie­wy­god­ni dla komu­ni­stycz­nych władz.

- Dzien­nie dosta­wa­li­śmy 125 gra­mów chle­ba, a więź­nio­wie spa­li po trzech na jed­nej pry­czy, bez koców i sien­ni­ków. W koń­cu w obo­zie wybu­chła epi­de­mia tyfu­su oraz dyzen­te­rii. Morel wie­lo­krot­nie sam bil więź­niów, powo­du­jąc u nich kalec­two – mówi­ła Doro­ta Bore­czek. Mia­ła nie­speł­na 13 lat, jak tra­fi­ła razem z mat­ką do obozu.

Po pra­cy w orga­nach bez­pie­czeń­stwa publicz­ne­go Morel został naczel­ni­kiem Woje­wódz­kie­go Aresz­tu Śled­cze­go w Kato­wi­cach. Obro­nił nawet pra­cę magi­ster­ską na wydzia­le pra­wa Uni­wer­sy­te­tu Wro­cław­skie­go pod tytu­łem Pra­ca więź­niów i jej znaczenie”. 

Na eme­ry­tu­rę odszedł w 1968 r. w stop­niu puł­kow­ni­ka służ­by wię­zien­nej. Do Izra­ela Salo­mon Morel wyje­chał w 1992 roku, uni­ka­jąc dzię­ki temu oskar­że­nia, pro­ce­su i wyro­ku. Izra­el kil­ka razy odmó­wił Pol­sce eks­tra­dy­cji byłe­go komen­dan­ta oskar­żo­ne­go przez IPN o ludobójstwo.

Za pierw­szym razem według izra­el­skie­go pra­wa, zarzu­ca­ne mu czy­ny nie były zbrod­nia­mi ludo­bój­stwa i ule­gły przedaw­nie­niu po 20 latach. Dru­gi wnio­sek pol­skich władz też był bezskuteczny.

Poni­żej kurio­zal­na odmo­wa eks­tra­dy­cji More­la – to ofi­cjal­ne sta­no­wi­sko władz Izraela.

Zwra­cam uwa­gę na argu­men­ty izra­el­skie­go wymia­ru sprawiedliwości:

Gór­ni­czy szpicel

Wal­de­mar Mróz, były wice­pre­zes Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go jest kłam­cą lustra­cyj­nym. Sąd Ape­la­cyj­ny w Kato­wi­cach odrzu­cił ape­la­cję obroń­cy TW Krzysztof. 

Tak oto bez kon­se­kwen­cji moż­na twier­dzić, że we wła­dzach Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go przez kil­ka­na­ście lat zasia­dał szpi­cel bez­pie­ki Wal­de­mar Mróz.

Mróz w jed­nej z naj­więk­szych spół­ek gór­ni­czych – Kato­wic­kim Hol­din­gu Węglo­wym SA przez 12 lat peł­nił funk­cję wice­pre­ze­sa. 30 paź­dzier­ni­ka 2014 r. do Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach tra­fił wnio­sek pro­ku­ra­to­ra biu­ra lustra­cyj­ne­go IPN o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia w spra­wie Wal­de­ma­ra Mro­za. Ów urzęd­nik był gór­ni­czą szychą.

Do 2013 roku z wybo­ru zało­gi był wice­pre­ze­sem Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go S.A. Jako czło­nek zarzą­du pań­stwo­wej spół­ki musiał zło­żyć oświad­cze­nie lustra­cyj­ne. Zło­żył, ale skłamał.

– Sąd pierw­szej instan­cji orzekł, iż Wal­de­mar Mróz jest kłam­cą lustra­cyj­nym, bo skła­mał, iż nie był współ­pra­cow­ni­kiem Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Sąd Ape­la­cyj­ny w Kato­wi­cach odda­lił ape­la­cję obroń­cy i utrzy­mał w mocy orze­cze­nie Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach z dnia 16.11.2015 r. w spra­wie lustra­cyj­nej Wal­de­ma­ra Mro­za, któ­ry oświad­cze­nie lustra­cyj­ne skła­dał jako ówcze­sny wice­pre­zes Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go S.A. W pra­wo­moc­nym już orze­cze­niu Sąd Okrę­go­wy w Kato­wi­cach uznał za nie­zgod­ne z praw­dą oświad­cze­nie lustra­cyj­ne zło­żo­ne przez Wal­de­ma­ra Mro­za i orzekł wobec nie­go utra­tę pra­wa wybie­ral­no­ści w wybo­rach do Sej­mu, Sena­tu i Par­la­men­tu Euro­pej­skie­go oraz w wybo­rach powszech­nych orga­nu i człon­ka orga­nu jed­nost­ki samo­rzą­du tery­to­rial­ne­go oraz orga­nu jed­nost­ki pomoc­ni­czej jed­nost­ki samo­rzą­du tery­to­rial­ne­go, któ­rej obo­wią­zek utwo­rze­nia wyni­ka z usta­wy, a tak­że orzekł zakaz peł­nie­nia funk­cji publicz­nej, o któ­rych mowa w art. 4 pkt 257 usta­wy lustra­cyj­nej” – na okres 5 lat –

mówi pro­ku­ra­tor Andrzej Maj­cher, szef Oddzia­ło­we­go Biu­ra Lustra­cyj­ne­go w Katowicach.

Mróz został suro­wo uka­ra­ny, bo zazwy­czaj sądy ska­zu­ją kłam­ców lustra­cyj­nych na 3 lata zaka­zu peł­nie­nia funk­cji publicznych.

O Mro­zie, gdy był wice­pre­ze­sem KHW SA napi­sa­łem wie­le. Na przy­kład to, że z doku­men­tów zacho­wa­nych w archi­wach Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej wyni­ka, iż Wal­de­mar Mróz został zare­je­stro­wa­ny jako taj­ny współ­pra­cow­nik SB ps. Krzysz­tof” (IPN Kr 309525, IPN Kr 0099514).

Dzię­ki temu, że zacho­wa­ła się tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” bez tru­du moż­na poznać szcze­gó­ły kon­tak­tów ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa. Ska­la współ­pra­cy robi wra­że­nie, bo tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” mia­ła 315 stron (!), jed­nak trzy­sta stron zosta­ło znisz­czo­nych i zacho­wa­ło się jedy­nie 15.

Zacho­wa­ły się ory­gi­nal­ne dono­sy pisa­ne przez agen­ta. Krzysz­tof” dono­sił o dzia­ła­czach NZS na AGH, prze­ka­zy­wał ulot­ki oraz cha­rak­te­ry­zo­wał kole­gów z uczel­ni. Jak wyni­ka z nume­rów stron w tecz­ce pra­cy TW Krzysz­tof pomię­dzy jesie­nią 1980 roku a mar­cem 1983 roku przy­by­ło 240 stron – to obraz ska­li współ­pra­cy. Ostat­nie zacho­wa­ne donie­sie­nie jest z 1 mar­ca 1983 roku.

Mróz nie przy­znał się w swo­im oświad­cze­niu lustra­cyj­nym do współ­pra­cy z SB w Kra­ko­wie w latach 19801984. Moje źró­dła w ABW poin­for­mo­wa­ły mnie pra­wie trzy lata temu, że już po wybo­rze Mro­za na sta­no­wi­sko wice­pre­ze­sa KHW2001 roku, służ­by spe­cjal­ne (wów­czas Urząd Ochro­ny Pań­stwa) spraw­dza­ły prze­szłość nowe­go człon­ka zarzą­du stra­te­gicz­nej spół­ki węglowej.

I natra­fio­no od razu na ślad prze­szło­ści Mro­za. Pro­blem w tym, że tę wie­dzę UOP, a potem ABW zacho­wa­ły dla sie­bie, i nie poin­for­mo­wa­ły Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go (a póź­niej IPN) o tym, co pozo­sta­ło w esbec­kich mate­ria­łach o Wal­de­ma­rze Mrozie.

Ten przy­kład wska­zu­je na dziw­ną bez­rad­ność służb spe­cjal­nych, któ­re są odpo­wie­dzial­ne za osło­nę kontr­wy­wia­dow­czą spół­ek Skar­bu Pań­stwa oraz sek­to­ra ener­ge­tycz­ne­go. Tole­ro­wa­nie na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku oso­by, któ­re w prze­szło­ści była kon­fi­den­tem SB jest skan­da­lem i sta­wia (po raz kolej­ny) pod zna­kiem zapy­ta­nia pro­fe­sjo­na­lizm funk­cjo­na­riu­szy ABW odpo­wie­dzial­nej za przy­zna­wa­nie cer­ty­fi­ka­tów bezpieczeństwa.

Dla­cze­go? Czy Mróz mógł był np. szan­ta­żo­wa­ny swo­ją prze­szło­ścią przez byłych funk­cjo­na­riu­szy, któ­rzy pro­wa­dzą inte­re­sy z KHW SA? A może wręcz prze­ciw­nie – był na usłu­gach służb III RP?

Na razie, jak wyni­ka z KRS Wal­de­mar Mróz jest na usłu­gach jed­ne­go z naj­bo­gat­szych Pola­ków – Krzysz­to­fa Doma­rec­kie­go, któ­ry dwa lata temu ogło­sił, iż chce kupić trzy kopal­nie węgla kamien­ne­go na Ślą­sku. Na szczę­ście z buń­czucz­nych pla­nów nic nie wyszło.

Mróz jest pre­ze­sem zarzą­du spół­ki Uni­ver­sal Ener­gy. W spół­ce jest jed­nym z trzech udzia­łow­ców. Ma 5000 udzia­łów Uni­ver­sal Ener­gy Sp. z o.o. war­to­ści 500 tysię­cy zło­tych. Doma­rec­ki zaan­ga­żo­wał się w spół­kę w 100 tys. zł, a nale­żą­ca cał­ko­wi­cie do nie­go spół­ka Ad Niva – 450 tys. zł.

Jak widać ten szpi­cel TW Krzysz­tof dobrze sobie radzi w Pol­sce po 1989 roku.