Kostemp­ska – Szym­bor­ski 0:1

Wła­śnie dowie­dzia­łem się w sekre­ta­ria­cie Wydzia­łu VIII Kar­ne­go Sądu Rejo­no­we­go w Kato­wi­cach, że postę­po­wa­nie za nazwa­nie Agniesz­ki Kostemp­skiej, dzia­łacz­ki Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej Bar­bie” zosta­ło umorzone. 

Akt oskar­że­nia i moja odpo­wiedź na to dzie­ło na stronie.

Sąd stwier­dził, iż zarzu­ca­ny mi czyn nie zawie­ra zna­mion czy­nu zabro­nio­ne­go albo usta­wa sta­no­wi, że spraw­ca nie popeł­nia prze­stęp­stwa. Wię­cej napi­szę, jak dosta­nę uza­sad­nie­nie postanowienia.

Umo­rze­nie postę­po­wa­nia kar­ne­go, czy­li jego zakoń­cze­nie w okre­ślo­nej spra­wie, jeże­li dal­sze postę­po­wa­nie jest nie­do­pusz­czal­ne lub bez­przed­mio­to­we może mieć miej­sce w kil­ku przypadkach.

Art. 17 § 1 kodek­su postę­po­wa­nia kar­ne­go (dalej jako kpk”) zawie­ra kata­log sytu­acji, w któ­rych nie pro­wa­dzi się postę­po­wa­nia, a jeże­li zosta­ło już wsz­czę­te, to organ, któ­ry je pro­wa­dzi powi­nien je umorzyć.

Nie wsz­czy­na się postę­po­wa­nia, a wsz­czę­te uma­rza, gdy:
1) czy­nu nie popeł­nio­no albo brak jest danych dosta­tecz­nie uza­sad­nia­ją­cych podej­rze­nie jego popełnienia,
2) czyn nie zawie­ra zna­mion czy­nu zabro­nio­ne­go albo usta­wa sta­no­wi, że spraw­ca nie popeł­nia przestępstwa,
3) spo­łecz­na szko­dli­wość czy­nu jest znikoma,
4) usta­wa sta­no­wi, że spraw­ca nie pod­le­ga karze,
5) oskar­żo­ny zmarł,
6) nastą­pi­ło przedaw­nie­nie karalności,
7) postę­po­wa­nie kar­ne co do tego same­go czy­nu tej samej oso­by zosta­ło pra­wo­moc­nie zakoń­czo­ne albo wcze­śniej wsz­czę­te toczy się,
8) spraw­ca nie pod­le­ga orzecz­nic­twu pol­skich sądów karnych,
9) brak skar­gi upraw­nio­ne­go oskarżyciela,
10) brak wyma­ga­ne­go zezwo­le­nia na ści­ga­nie lub wnio­sku o ści­ga­nie pocho­dzą­ce­go od oso­by upraw­nio­nej, chy­ba że usta­wa sta­no­wi inaczej,
11) zacho­dzi inna oko­licz­ność wyłą­cza­ją­ca ściganie.

Z tego wnio­sek, że nazwa­nie kogoś Bar­bie”, nawet oso­bę z krę­gów rzą­dzą­cej Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej nie jest przestępstwem.

Odpo­wiedź za Bar­bie”

Opu­bli­ko­wa­łem nie­daw­no pry­wat­ny akt oskar­że­nia za nazwa­nie Agniesz­ki Kostemp­skiej Bar­bie”. Poni­żej moja odpo­wiedź wraz z mate­ria­ła­mi źró­dło­wy­mi”.

Na wokan­dzie za Bar­bie”

Czy będzie pro­ces kar­ny za nazwa­nie Agniesz­ki Kostemp­skiej Bar­bie”? 

Dzię­ku­je wszyst­kim z Was, któ­rzy godzi­nę temu licz­nie poja­wi­li się na sali roz­praw Sądu Rejo­no­we­go w Kato­wi­cach na posie­dze­niu sądu w przed­mio­cie ewen­tu­al­ne­go umo­rze­nia postę­po­wa­nia kar­ne­go” za nazwa­nie dzia­łacz­ki PO Agniesz­ki Kostemp­skiej – Bar­bie”. Posie­dze­nie było nie­jaw­ne, a pani oskar­ży­ciel­ka pry­wat­na Kostemp­ska – nie­obec­na. Nie musia­ła być. Może nadal jest na zwol­nie­niu lekar­skim?

Wokanda_kostempska

Posta­no­wie­nie w tej spra­wie dzi­siaj po godz. 14.
Peł­no­moc­nik pani K., mece­nas Głąb wywo­dził, iż natu­ral­nie znie­sła­wi­łem panią z PO. Twier­dził, iż to ja jestem auto­rem arty­ku­łów na jed­nym z blogów.

Pro­blem w tym, że nawet gdy­bym chciał, to nie mogę ujaw­nić nazwisk auto­rów. Dla przypomnienia:

Usta­wa z dnia 26 stycz­nia 1984 r. – Pra­wo pra­so­we art. 15:

1. Auto­ro­wi mate­ria­łu pra­so­we­go przy­słu­gu­je pra­wo zacho­wa­nia w tajem­ni­cy swe­go nazwiska.
2. Dzien­ni­karz ma obo­wią­zek zacho­wa­nia w tajemnicy:
1) danych umoż­li­wia­ją­cych iden­ty­fi­ka­cję auto­ra mate­ria­łu pra­so­we­go, listu do redak­cji lub inne­go mate­ria­łu o tym cha­rak­te­rze, jak rów­nież innych osób udzie­la­ją­cych infor­ma­cji opu­bli­ko­wa­nych albo prze­ka­za­nych do opu­bli­ko­wa­nia, jeże­li oso­by te zastrze­gły nie­ujaw­nia­nie powyż­szych danych,
2) wszel­kich infor­ma­cji, któ­rych ujaw­nie­nie mogło­by naru­szać chro­nio­ne pra­wem inte­re­sy osób trzecich.
3. Obo­wią­zek, o któ­rym mowa w ust. 2, doty­czy rów­nież innych osób zatrud­nio­nych w redak­cjach, wydaw­nic­twach pra­so­wych i innych pra­so­wych jed­nost­kach organizacyjnych.

Pan mece­nas bro­nił (bro­ni?) dzien­ni­ka­rzy jed­nej z lokal­nych redak­cji, i nie sły­szał o tajem­ni­cy dzien­ni­kar­skiej??? Cie­ka­we, czy ewen­tu­al­nie będzie wnio­sek o zwol­nie­nie mnie z tajem­ni­cy dziennikarskiej.

Śmier­dzą­cy prze­targ z dedy­ka­cją dla ABW

W dru­gim prze­tar­gu na rewi­ta­li­za­cję sta­wu Kali­na tru­ją­ce­go miesz­kań­ców Świę­to­chło­wic nagle znik­nął waru­nek do tej pory pod­sta­wo­wy – uzy­ska­nie efek­tu eko­lo­gicz­ne­go”. Co to ozna­cza? Może tyle, że cały prze­targ to tyl­ko gra pozo­rów o kil­ka­dzie­siąt milio­nów zło­tych unij­nej dotacji.

W ponie­dzia­łek naj­praw­do­po­dob­niej dowie­my się, kto został zwy­cięz­cą dru­gie­go prze­tar­gu na reali­za­cję pro­jek­tu Oczysz­cza­nie i zabez­pie­cze­nie przed wtór­ną degra­da­cją sta­wu Kali­na oraz rewi­ta­li­za­cja tere­nu przy­le­głe­go”. Głów­nym kry­te­rium według któ­re­go będą oce­nia­ne ofer­ty jest cena (80 proc.).

Nie­ofi­cjal­nie wia­do­mo, że swo­je ofer­ty zło­ży­ły m.in. Mosto­stal Zabrze Gli­wic­kie Przed­się­bior­stwo Budow­nic­twa Prze­my­sło­we­go S.A., Vig Sp. z o.o., Hal­ler S.A. oraz Mo-BRUK S.A. Pierw­sza z tych spół­ek wygry­wa nie­mal każ­dy prze­targ w Świę­to­chło­wi­cach. Wybu­do­wa­ła Muzeum Powstań Ślą­skich (zło­śli­wi nazy­wa­ją je Muzeum im. Pre­zy­den­ta Świę­to­chło­wic Dawi­da Kostemp­skie­go), Basen na Skał­ce oraz Pro­jekt Dwie Wie­że, czy­li rewi­ta­li­za­cję poko­pal­nia­nych wież.

Czy Mosto­stal Zabrze Gli­wic­kie Przed­się­bior­stwo Budow­nic­twa Prze­my­sło­we­go S.A. wygra tym razem?

Spra­wa rewi­ta­li­za­cji tru­ją­ce­go sta­wu ma dłu­gą histo­rię. Kil­ka mie­się­cy temu wybu­chła afe­ra, kie­dy spół­ka Vig z Dąbro­wy Gór­ni­czej nagle zeszła z pla­cu budo­wy. Dla­cze­go? Klu­czem do całej spra­wy jest poję­cie efek­tu ekologicznego”.

Przed­sta­wi­ciel spół­ki, któ­ra kie­ro­wa­ła kon­sor­cjum, powie­dział wprost, że nie­moż­li­we będzie osią­gnie­cie zakła­da­ne­go rezul­ta­tu tech­no­lo­gią narzu­co­na przez zama­wia­ją­ce­go, czy­li wła­dze mia­sta. A bez efek­tu nie będzie zapła­ty faktur.

Mitycz­ny efekt ekologiczny 

Unia Euro­pej­ska nie daje pie­nię­dzy na pięk­ne oczy”. Trze­ba było wymy­ślić patent”, czy­li prze­ko­nać wszyst­kich o tym, że dzię­ki unij­nym pie­nią­dzom nad Kali­ną będzie czy­ste nie­bo, trwa zie­lo­na a woda – źró­dla­na, zamiast tej brą­zo­wej pul­py. A potem wypeł­nić tysią­ce stron dukumentacji.

Jak wyni­ka z umo­wy pod­pi­sa­nej pod­czas pierw­sze­go prze­tar­gu, mier­ni­kiem efek­tu eko­lo­gicz­ne­go” miał być poziom stę­że­nia feno­li, któ­ry powi­nien być nie więk­szy niż 2 mg/​l (czy­li zgod­nie z roz­po­rzą­dze­niem Mini­stra Śro­do­wi­ska odpo­wia­dać wyma­ga­niom sta­wia­nym przez wody śród­lą­do­we będą­ce śro­do­wi­skiem życia ryb w warun­kach natu­ral­nych”) oraz uniesz­ko­dli­wie­nie co naj­mniej 20 tysię­cy ton (!) osa­dów z dna stawu.

- Stwier­dzi­li­śmy, że stę­że­nie feno­li waha­ło się od 220 do 1700 mg/​l. Było to znacz­nie wię­cej, niż wyni­ka­ło z danych prze­ka­za­nych nam przez Urząd Mia­sta przed przetargiem 

kil­ka mie­się­cy temu mówił Zdzi­sław Sewe­ryn, pre­zes fir­my Vig. Nie­praw­do­po­dob­ne jest, aby w cią­gu kil­ku mie­się­cy stę­że­nie tych tru­cizn rady­kal­nie spadło.

Zapla­no­wa­na meto­da napo­wie­trza­nia sta­wu (aera­cja likwi­du­je feno­le) nie może być sto­so­wa­na. Za duże jest stę­że­nie tych związ­ków che­micz­nych. Roz­grze­ba­nie” Kali­ny spo­wo­do­wa­ło, że ze sta­wu zaczę­ły się uno­sić tru­ją­ce opa­ry w więk­szym niż do tej pory stę­że­niu. Teraz Kali­na mniej tru­je, bo jest zima.

Cudow­ne zniknięcie

Jed­nak w spe­cy­fi­ka­cji warun­ków prze­pro­wa­dze­nia dru­gie­go prze­tar­gu efekt eko­lo­gicz­ny” cudow­nie znik­nął. Aby to wytro­pić trze­ba prze­brnąć przez dzie­siąt­ki stron doku­men­ta­cji zamiesz­czo­nych na BIP świę­to­chło­wic­kie­go Urzę­du Miasta.

Oto prób­ka pytań oferentów:

Jakie para­me­try zanie­czysz­cze­nia wód sta­wu Kali­na mają być osią­gnię­te na zakoń­cze­nie prac oczysz­cza­nia sta­wu, tj. na dzień 30.11.2015 r.?

- Zama­wia­ją­cy nie sta­wia wyma­gań, co do para­me­trów sta­wu Kali­na na dzień 30.11.2015 r.

Jakie para­me­try zanie­czysz­cze­nia wód sta­wu Kali­na mają być utrzy­ma­ne przez okres trwa­ło­ści projektu?

- Utrzy­ma­nie para­me­trów zanie­czysz­cze­nia wód w sta­wie przez okres trwa­ło­ści Pro­jek­tu nie sta­no­wi przed­mio­tu zamó­wie­nia”.

Jed­nym z eta­pów rewi­ta­li­za­cji jest uniesz­ko­dli­wie­nie co naj­mniej 20 tysię­cy ton osa­dów”. Jed­nak gdy­by oka­za­ło się, że w sta­wie Kali­na zale­ga mniej­sza ilość osa­dów (co jest wąt­pli­we), to zama­wia­ją­cy (czy­li Urząd Mia­sta) uzna to za speł­nie­nie efek­tu ekologicznego!

Od razu nasu­wa się pyta­nie – po co zatem wyda­wać kil­ka­dzie­siąt milio­nów zło­tych na dzia­ła­nia, któ­re nie zli­kwi­du­ją uno­szą­ce­go się wokół sta­wu Kali­na smro­du i rako­twór­czych tok­syn? Unia Euro­pej­ska daje pie­nią­dze na reali­za­cję pro­jek­tu, któ­ry zakła­dał począt­ko­wo rewi­ta­li­za­cję, czy­li z łaciń­skie­go dosłow­nie przy­wró­ce­nie do życia, ożywienie”.

A co z war­stwa­mi podo­sa­do­wy­mi? Te war­stwy po usu­nię­ciu osa­dów i ich odsło­nię­ciu powo­do­wać będą dal­szą emi­sje feno­li i związ­ków che­micz­nych do wody, i wtór­ne zanie­czysz­cze­nie sta­wu Kali­na. O tym w spe­cy­fi­ka­cji zamó­wie­nia nic nie ma.

WFO­ŚiGW w Kato­wi­cach, któ­ry jest insty­tu­cją wdra­ża­ją­cą” pro­jek­tu pod­czas pierw­sze­go prze­tar­gu 23 sierp­nia 2013 roku spo­rzą­dził Aneks do umo­wy o dofi­nan­so­wa­nie pro­jek­tu. Zwró­co­no w nim uwa­gę na uzy­ska­nie efek­tu eko­lo­gicz­ne­go (stę­że­nie feno­li lot­nych mniej­sze niż 2 mg/​l). teraz takie­go anek­su nie ma. Stra­ci­ły waż­ność tak­że warun­ki przy­łą­cza ener­ge­tycz­ne­go dla wyko­naw­cy zamó­wie­nia. Wąt­pli­we jest tak­że zakoń­cze­nie pro­jek­tu rewi­ta­li­za­cji w 2015 roku.

Chy­ba nikt przy zdro­wych zmy­słach nie sądzi, iż UE zgo­dzi się na to, aby milio­ny euro wyda­no ku chwa­le dzia­łań public rela­tions pre­zy­den­ta miasta?

Mówiąc wprost – unij­na dota­cja naj­praw­do­po­dob­niej będzie do zwro­tu z budże­tu mia­sta. Wcze­śniej lub póź­niej. Za tej kaden­cji Kostemp­skie­go lub jego następ­cy. Nadal zresz­tą nie­roz­wią­za­na jest zapła­ta kil­ku­na­stu milio­nów zło­tych poprzed­nie­mu wyko­naw­cy robót przy rewi­ta­li­za­cji Kali­ny. Nie­wy­klu­czo­ne, że taki dzia­ła­nie będzie mogło zostać zakwa­li­fi­ko­wa­ne jako nara­że­nie mia­sta na stra­ty finansowe.

Łącz­ny koszt inwe­sty­cji wyno­si 29 977 780 zł, z cze­go 85 proc. to unij­ne dofi­nan­so­wa­nie (25 481 113 zł), 12 proc. pożycz­ka z WFO­ŚiGW w Kato­wi­cach (4 328 587 zł), a zale­d­wie trzy pro­cent to wkład gmi­ny (168 079 zł).

Tomasz Szym­bor­ski

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl i wgo​spo​dar​ce​.pl

Spra­wa pod nadzorem

Nie­daw­no zamie­ści­łem cie­ka­wy doku­ment. A teraz kolej­ny, jesz­cze cie­kaw­szy. Co z nie­go wyni­ka? Ano to, że Pro­ku­ra­tor Gene­ral­ny posta­no­wił przyj­rzeć się spra­wie, któ­rą zaj­mu­je się Pro­ku­ra­tu­ra Rejo­no­wa w Chorzowie.

Myślę, że pan pre­zy­dent Kostemp­ski powi­nien być zado­wo­lo­ny. Tak się robi public rela­tions. Za free.

Moż­na? Można.

img001

Dur­czok­ga­te

Sko­ro dzien­ni­ka­rze Wprost dotar­li do histo­rii z życia pry­wat­ne­go Kami­la Dur­czo­ka, to czy nie moż­na wyklu­czyć np. szan­ta­żu boha­te­ra publi­ka­cji ze stro­ny służb? Naszych lub obcych. Cie­ka­we, co na to ABW?

Kamil Dur­czok nie jest z mojej baj­ki. Obser­wo­wa­łem jego momen­ta­mi zaska­ku­ją­cą karie­rę, jej pro­mo­to­rów i pro­mo­tor­ki, pozna­łem nie­któ­re oko­licz­no­ści i cze­ka­łem na finał. Spo­koj­nie cze­ka­łem. Karie­ra i wiel­kie pie­nią­dze potra­fią znisz­czyć każdego.

dupczok

Histo­ria i histe­ria, jakiej jeste­śmy obec­nie świad­ka­mi wokół tak zwa­nej Dur­czok­ga­te” będzie jed­nak mia­ła poważ­ne kon­se­kwen­cje nie tyl­ko dla boha­te­ra publi­ka­cji Wprost, ale rów­nież dla mediów. I nie mam tu na myśli kil­ku wol­nych eta­tów w medial­nej kor­po­ra­cji TVN po zmia­nach właścicielskich.

Tro­chę spe­ku­la­cji. Służ­by spe­cjal­ne bar­dzo lubią gro­ma­dzić haki”. W cenie są dowo­dy na poza­mał­żeń­skie roman­se, odda­wa­nie się nie­mo­ral­nym roz­ryw­kom czy używ­kom. Po to, aby skom­pro­mi­to­wać lub zwer­bo­wać. Marze­niem każ­dej służ­by jest posia­da­nie w akty­wach” oso­by opi­nio­twór­czej. Takiej, któ­ra ma wpływ na kształ­to­wa­nie opi­nii publicz­nej (agen­tu­ra wpły­wu). To grat­ka zarów­no dla poli­cji poli­tycz­nej, jak i wywia­du obce­go państwa.

Czy infor­ma­cje o kło­po­tach twa­rzy TVN mają na przy­kład obni­żyć wyce­nę sta­cji w przeded­niu sprze­da­ży? Być może oka­że się, że TVN wca­le nie zosta­nie kupio­ny przez kon­cern ame­ry­kań­ski, ale jakiś inny np. kapi­ta­ło­wo na jakimś pozio­mie zwią­za­ny z rosyj­skim kapitałem.

Dur­czok, jako funk­cjo­na­riusz mediów main­stre­amu” zna dosko­na­le zasa­dy obo­wią­zu­ją­ce w bran­ży. Wystar­czy wspo­mnieć jego bez­kry­tycz­ne wypo­wie­dzi po kata­stro­fie smo­leń­skiej, niby prze­cie­ki” ze śledz­twa, któ­re kształ­to­wa­ły życz­li­wy dla PO obraz kata­stro­fy. Co zatem się sta­ło, że gwiaz­dor nagle zosta­je tra­fio­ny” spra­wą oby­cza­jo­wą? Nie­wy­klu­czo­ne, że obser­wu­jąc sce­nę poli­tycz­ną i zacho­dzą­ce zmia­ny pró­bo­wał nagle być nie­za­leż­ny, co nie spodo­ba­ło się jego pro­mo­to­rom i prze­ło­ży­li wajchę”.

Nie wie­rzę jed­nak, że to co spo­tka­ło Dur­czo­ka, to zemsta ukła­du” za rze­ko­mo nie­za­leż­ny i nie­po­praw­ny styl prze­pro­wa­dze­nia wywia­du z pre­mier Kopacz w apo­geum gór­ni­czych pro­te­stów. Pyta­nia Dur­czo­ka nie były spe­cjal­nie trud­ne. Jed­nak udzie­le­nie na nie były trud­ne dla kogoś, kto nie zna Ślą­ska i ma nie­wiel­kie poję­cie o jego pro­ble­mach. Tak jak Ewa Kopacz.

Wprost” w tek­ście Ukry­ta praw­da” dwa tygo­dnie temu napi­sał o mole­sto­wa­niu i mob­bin­gu w jed­nej z dużych sta­cji tele­wi­zyj­nych”. Redak­cja nie poda­ła, o jaką sta­cję cho­dzi, ani któ­ry dzien­ni­karz miał się tego dopu­ścić. Zapo­wie­dzia­no jedy­nie, że temat będzie roz­wi­ja­ny w kolej­nych wyda­niach. Szyb­ko jed­nak w Inter­ne­cie poja­wi­ły się infor­ma­cje, że cho­dzi o Kami­la Dur­czo­ka i TVN.

Czło­nek zarzą­du sta­cji Edward Misz­czak w roz­mo­wie z por­ta­lem Wir​tu​al​ne​Me​dia​.pl zapew­niał, że nie ma zamia­ru zaj­mo­wać się insy­nu­acja­mi”. Wiel­ki Edward” wyszedł jed­nak przed sze­reg, albo został pod­pusz­czo­ny, bo już na dru­gi dzień oka­za­ło się, że w TVN decy­zją zarzą­du sta­cji powsta­ła komi­sja, któ­ra wery­fi­ku­je czy w oso­by pra­cu­ją­ce w sta­cji były ofia­ra­mi mob­bin­gu lub molestowania.

Dzi­siaj tygo­dnik ude­rzył moc­niej. Okład­ka z Dur­czo­kiem i arty­kuł. Dzien­ni­ka­rze opi­su­ją zaj­ście, z 16 stycz­nia na war­szaw­skim Moko­to­wie, w któ­rym uczest­ni­czył szef Faktów.

Poja­wia się postać 29-lat­ki, któ­ra mia­ła wynaj­mo­wać miesz­ka­nie od biz­nes­me­na-infor­ma­to­ra redak­cji tygo­dni­ka. W miesz­ka­niu były m.in. pry­wat­ne rze­czy Dur­czo­ka i bia­ły pro­szek”. Wezwa­na na miej­sce poli­cja wyle­gi­ty­mo­wa­ła i spi­sa­ła Dur­czo­ka jako – jak mówi sam dzien­ni­karz – świad­ka cze­goś tam”.

- Powiem to jed­no zda­nie, w wol­nym, pry­wat­nym cza­sie odwie­dzi­łem miesz­ka­nie jed­nej z moich zna­jo­mych ze śro­do­wi­ska medial­ne­go. To, co tam zro­bi­łem, to jest abso­lut­nie moja pry­wat­na sprawa 

- mówił Dur­czok w TOK FM.

Tak. Do nie­daw­na była to pry­wat­na spra­wa Kami­la Durczoka.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wgo​spo​dar​ce​.plwpo​li​ty​ce​.pl

Kostemp­ska – Oskar­żam za Barbie

Po kon­sul­ta­cjach z praw­ni­ka­mi posta­no­wi­łem udo­stęp­nić pry­wat­ny akt oskar­że­nia prze­ciw­ko mnie, któ­ry zło­ży­ła Agniesz­ka Kostempska. 

War­to prze­czy­tać. Inspi­ru­ją­ca lektura.

Pora na igrzyska

Jed­nak listy docho­dzą, a pro­ku­ra­tu­ra czy­ta i pracuje. 

Miła wia­do­mość. Wkrót­ce inspi­ru­ją­ce szcze­gó­ły o tym, czym zain­te­re­so­wa­łem pro­ku­ra­tu­rę. Może ktoś się dołą­czy? Nadal nie do koń­ca zosta­ła wyja­śnio­na tzw. spra­wa opie­ku­nek” dziec­ka na eta­tach samorządu.

Bez nazwy

Jak nie Bar­bie, to kto?

Wzru­sze­nie ode­bra­ło mi mowę, oczy zaszkli­ły się łza­mi. Agniesz­ka Kostemp­ska brnie dalej i nadal uwa­ża, że nazwa­nie jej Bar­bie” jest znie­sła­wia­ją­ce. Lal­ki Bar­bie nikt o zda­nie na takie porów­na­nie nie pytał.

O wypro­du­ko­wa­nym przez praw­ni­ków Kostemp­skiej akcie oskar­że­nia moż­na prze­czy­tać tu. A lan­sik pani z PO – w Fak­cie tu.
I tu:
Ataki na Agnieszkę Kostempską

Histo­ryk w zde­rze­niu z historią

W 2009 roku tak napisałem: 

Pro­fe­sor Wacław Dłu­go­bor­ski jest rek­to­rem pry­wat­nej Wyż­szej Szko­ły Huma­ni­stycz­nej w Kato­wi­cach i cenio­nym histo­ry­kiem. To jed­nak tyl­ko ofi­cjal­na cześć życio­ry­su naukowca.

Dotar­łem do doku­men­tów, z któ­rych wyni­ka, że Wacław Dłu­go­bor­ski przez bli­sko 20 lat, do 1975 roku był bar­dzo aktyw­nym i nie­bez­piecz­nym taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB ps. Asy­stent”, (a potem Wik­tor”) – dono­sił m.in. na kole­gów-naukow­ców oraz pra­cow­ni­ków Radia Wol­na Europa.
Jako były wię­zień nr 138871 obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Auschwitz zasia­da w Mię­dzy­na­ro­do­wej Radzie Oświę­cim­skiej. Miesz­ka w ele­ganc­kiej kamie­ni­cy w śród­mie­ściu Kato­wic od ponad 40 lat. Wyglą­da jed­nak pra­wie tak samo, jak na zdję­ciach zacho­wa­nych w doku­men­tach bez­pie­ki z jego tecz­ki w IPN. Nie zmie­nił nawet nume­ru tele­fo­nu, któ­ry podał jako kon­tak­to­wy dla swe­go opie­ku­na” z SB.
Roz­mo­wa roz­wi­ja się powo­li. Dłu­go­bor­ski opo­wia­da o tym, jak w stycz­niu 1945 roku uciekł z obo­zu. – Wyko­rzy­sta­li­śmy z kole­ga­mi, że wach­ma­ni z SS zosta­li ewa­ku­owa­ni na Zachód, i nie dotar­li ich zmien­ni­cy. Taka luka” trwa­ła kil­ka godzin – wspomina.
Kil­ka­na­ście minut opo­wia­da o cza­sach powo­jen­nych, stu­diach we Wrocławiu.
Nie wytrzy­mu­ję. – Dla­cze­go Pan został agen­tem? Wiem, że współ­pra­co­wał pan ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa od 1958 roku jako TW Asy­stent”…– pytam profesora.
– Dla­cze­go mnie lustru­je­cie? Prze­cież jestem eme­ry­to­wa­nym pro­fe­so­rem Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go a tu, gdzie jestem rek­to­rem to uczel­nia pry­wat­na i lustra­cji nie pod­le­gam – obu­rza się pro­fe­sor Długoborski.
Potem powo­li się uspokaja.
- Tak. Gene­za współ­pra­cy się­ga okre­su oku­pa­cji. Byłem przez 4 mie­sią­ce więź­niem war­szaw­skie­go Pawia­ka, a następ­nie przez pra­wie 2 lata więź­niem obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Auschwitz. Dość, aby naba­wić się kom­plek­su anty­nie­miec­kie­go. Współ­pra­cę wywia­dem PRL w atmos­fe­rze po Paź­dzier­ni­ku 1956” r. uwa­ża­łem za swój obo­wią­zek. Nie zapo­mi­naj­my o ówcze­snej sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej: Nie­miec­ka Repu­bli­ka Fede­ral­na ucho­dzi­ła za pań­stwo nie­przy­ja­zne Pol­sce. Dzia­ła­ły tam róż­ne­go rodza­ju pla­ców­ki Ost­for­schung – czy­li badań wschod­nich, zaj­mu­ją­cych się m.in. pol­ski­mi Zie­mia­mi Zachod­ni­mi, kwe­stio­nu­ją­cy gra­ni­ce na Odrze i Nysie Pro­wa­dzi­ły dosyć agre­syw­ne dzia­ła­nia poli­tycz­ne prze­ciw­ko PRL. Zaj­mo­wa­ły się bia­łym wywia­dem” i czę­sto sta­no­wi­ły przy­kryw­kę róż­nych agen­cji wywiadowczych 
– tłu­ma­czy.
Po tym przy­dłu­gim wstę­pie już wiem, że prof. Dłu­go­bor­ski nie powie wszyst­kie­go, że będzie pomi­jać nie­wy­god­ne fak­ty, zasła­niać się prze­ży­cia­mi obo­zo­wy­mi, nie­pa­mię­cią, cza­sa­mi, w któ­rych żył.
Współ­pra­ca Wacła­wa Dłu­go­bor­skie­go ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa roz­po­czę­ła się w kwiet­niu 1958 r. Histo­ryk był wte­dy pra­cow­ni­kiem Wyż­szej Szko­ły Eko­no­micz­nej w Kato­wi­cach oraz Zakła­du Histo­rii Pol­skiej Aka­de­mii Nauk we Wro­cła­wiu. Wybie­rał się na sty­pen­dium do Nie­miec Zachod­nich (NRF), i ofi­cer SB spo­tkał się z nim przed tym wyjazdem.
Roz­mo­wa był ogól­na, bo mia­ła na celu roz­po­zna­nie nasta­wie­nia Dłu­go­bor­skie­go do SB, a tak­że zain­spi­ro­wa­nie go pew­ny­mi tema­ta­mi w cza­sie sty­pen­dium. Dłu­go­bor­ski był pojęt­nym słu­cha­czem. Po powro­cie z wyjaz­du do NRF zło­żył ofi­ce­ro­wi Wydzia­łu II wro­cław­skiej SB obszer­ny raport na temat swo­je­go poby­tu m.in. w Insty­tu­cie Her­de­ra w Marburgu.
Zna­la­zły się w nim bar­dzo dokład­ne cha­rak­te­ry­sty­ki nie­miec­kich naukow­ców, któ­re bar­dzo zain­te­re­so­wa­ły wywiad. Doty­czy­ły bowiem nie tyl­ko spraw zawo­do­wych, ale tak­że pry­wat­nych – zain­te­re­so­wań, poglą­dów poli­tycz­nych. Raport był tak cie­ka­wy, że spo­tkał się z uzna­niem nawet ofi­ce­rów z Cen­tra­li, czy­li wywia­du MSW, urzę­du­ją­cych w gma­chu przy uli­cy Rako­wiec­kiej w Warszawie.
Naj­pierw wywiad
W MSW zapa­dła decy­zja o ści­ślej­szej for­mie współ­pra­cy z naukow­cem i zare­je­stro­wa­niu Dłu­go­bor­skie­go jako agen­ta Depar­ta­men­tu I (wywia­du) ps. Asy­stent”. Wer­bu­nek naukow­ca prze­pro­wa­dził ppłk Edmund Wzią­tek, zastęp­ca komen­dan­ta woje­wódz­kie­go MO we Wro­cła­wiu ds. SB.
Zobo­wią­za­nia do współ­pra­cy nie pobie­ra­no. Zde­cy­do­wa­no, że jest to nie­ko­niecz­ne, a mogło­by tyl­ko ura­zić jego oso­bę. […] W sto­sun­ku do Służ­by Bez­pie­czeń­stwa jest szcze­ry oraz chęt­ny do wyko­ny­wa­nia zadań w odnie­sie­niu do spraw nie­miec­kich. Spo­tka­nia odby­wa­no spo­ra­dycz­nie, cza­sem co kil­ka dni, prze­waż­nie jed­nak raz w miesiącu”
– napi­sał w cha­rak­te­ry­sty­ce agen­ta ppłk Wzią­tek w 1961 r. Dłu­go­bor­ski pie­nię­dzy za zada­nia wyko­ny­wa­ne dla wywia­du nie brał. SB zwra­ca­ła agen­to­wi jedy­nie kosz­ty podróży.
- Jak wyni­ka z zacho­wa­nych akt w IPN, Dłu­go­bor­ski był wte­dy trak­to­wa­ny jako kon­takt infor­ma­cyj­ny”. To szcze­gól­na kate­go­ria oso­bo­we­go źró­dła infor­ma­cji wła­ści­wa dla Depar­ta­men­tu I MSW – czy­li tego, co bez­pie­ka nazy­wa­ła wywia­dem. Tak napraw­dę z wywia­dem miał on nie­wie­le wspól­ne­go, bo zaj­mo­wał się inwi­gi­la­cją pol­skich uchodź­ców poli­tycz­nych. Rzą­dził się swo­imi regu­ła­mi i miał wła­sną ter­mi­no­lo­gię. W Depar­ta­men­cie I kon­takt infor­ma­cyj­ny był tym samym, czym dla wła­ści­wej SB taj­ny współ­pra­cow­nik – stwier­dza dr Adam Dziu­ba, histo­ryk z IPN w Kato­wi­cach.O stop­niu zaufa­nia SB do Asy­sten­ta” niech świad­czy to, że zre­zy­gno­wa­no od wią­za­nia go za pomo­cą zobo­wią­za­nia; sta­le pod­kre­śla­no jego lojal­ność i szcze­rość, a tak­że dużą uży­tecz­ność dostar­cza­nych infor­ma­cji doda­je.
Łowy agen­ta, czy­li o Żydach, Niem­cach i Wol­nej Europie
Dłu­go­bor­ski na pole­ce­nie SB utrzy­my­wał kon­tak­ty kore­spon­den­cyj­ne z zachod­nio­nie­miec­ki­mi naukow­ca­mi, pra­cu­ją­cy­mi w Insty­tu­tach Wschod­nich. Asy­stent” ode­grał też bar­dzo waż­ną rolę w akcji pol­skie­go wywia­du prze­ciw­ko dr Richar­do­wi Brey­ero­wi z Insty­tu­tu Wschod­nie­go w Mar­bur­gu. Kie­dy Brey­er na zapro­sze­nie Dłu­go­bor­skie­go przy­je­chał do w 1959 r. Pol­ski, w cza­sie jed­ne­go ze spo­tkań we Wro­cła­wiu Asy­stent” umoż­li­wił spo­tka­nie z nim na kola­cji ofi­ce­ra wywia­du MSW. Nie wia­do­mo, czy doszło do wer­bun­ku Brey­era. Spo­tka­nie scha­rak­te­ry­zo­wa­no tak:
Pra­cow­ni­cy MSW prze­pro­wa­dzi­li z Brey­erem roz­mo­wy ope­ra­cyj­ne. Asy­stent” był wpro­wa­dzo­ny wów­czas we wszyst­kie szcze­gó­ły tej spra­wy i skła­dał rela­cje z jej przebiegu”.
Jak wyni­ka z doku­men­tów, Dłu­go­bor­ski na pole­ce­nie SB wyjeż­dżał do NRF W celach nauko­wych, gdzie wyko­ny­wał zada­nia zle­co­ne przez Depar­ta­ment I. Z zadań tych Asy­stent” wywią­zy­wał się wzorowo”.
W cza­sie swo­ich wyjaz­dów nauko­wych” Dłu­go­bor­ski dono­sił nie tyl­ko o nie­miec­kich czy pol­skich naukow­cach, ale tak­że o oso­bach, któ­re mogły zain­te­re­so­wać bez­pie­kę. Tak było z rodzi­ną Gros­se z Monachium.
Jan Piotr Gros­se pra­co­wał w Radiu Wol­na Euro­pa, z Pol­ski wyje­chał po woj­nie. Dłu­go­bor­ski spo­tkał się z nim w cza­sie jed­ne­go z poby­tów w NRF pod koniec lat 50.
Na pra­cę w RWE bar­dzo narze­ka, acz­kol­wiek przy­zna­je że jest dobrze płat­na. Narze­ka przede wszyst­kim na atmos­fe­rę dono­sów i np. bar­dzo źle widzia­ne w roz­gło­śni kon­tak­ty pra­cow­ni­ków z kra­jem. Ma bar­dzo dobre kon­tak­ty z polo­nią mona­chij­ską. Krzysz­tof Gros­se, ma bar­dzo chwiej­ny cha­rak­ter i jest pod dużym wpły­wem swo­jej matki”.
Pod wie­lo­stro­ni­co­wym rapor­tem Asy­sten­ta” z tej podró­ży służ­bo­wej jest dopi­sek ofi­ce­ra:Infor­ma­cja doty­czą­ca Gros­sów i Krzysz­to­fa Bukow­skie­go z Mona­chium zosta­nie wyko­rzy­sta­na przez Depar­ta­ment II MSW”.
W tym samym cza­sie bez­pie­ka w kra­ju gwał­tow­nie szu­ka­ła infor­ma­to­rów Radia Wol­na Euro­pa”. Dziś wie­my, że jed­nym z nich był Wła­dy­sław Bar­to­szew­ski. Na szczę­ście SB nigdy nie wpa­dła na jego trop.
Po latach Bar­to­szew­ski i Dłu­go­bor­ski zasia­da­ją obok sie­bie w Mię­dzy­na­ro­do­wej Radzie Oświę­cim­skiej(MRO). Pro­fe­sor Bar­to­szew­ski nie odpo­wie­dział na mój e‑mail z proś­bą o komen­tarz na temat współ­pra­cy człon­ka MROSB.
- Nie­któ­rych rze­czy z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy cza­su żału­ję. Przede wszyst­kim udzie­le­niu infor­ma­cji o jed­nej rodzi­nie pra­cu­ją­cej w Radiu Wol­na Euro­pa – stwier­dza Długoborski.
Histo­ry­cy bez tajem­nic dla SB
Robił karie­rę nauko­wą, ale jed­no­cze­śnie nadal dono­sił na oso­by ze swo­je­go śro­do­wi­ska. Infor­mo­wał w latach 60. SB np. o zna­nych histo­ry­kach – Ste­fa­nie Inglo­cie, Hen­ry­ku Were­szyc­kim, Micha­le Koma­szyń­skim, a tak­że innych naukow­cach, z któ­ry­mi zetknął się w cza­sie poby­tów zagranicą.
Tak m.in. cha­rak­te­ry­zo­wał prof. Inglota:
Przy całej swo­jej ostroż­no­ści Inglot w spo­sób bar­dzo trud­ny do uchwy­ce­nia utrud­niał karie­ry nauko­we pra­cow­ni­ków o zade­kla­ro­wa­nej mark­si­stow­skiej posta­wie poli­tycz­nej, a z dru­giej stro­ny popie­rał mło­dych pra­cow­ni­ków, któ­rych sam w pew­nym sen­sie ura­biał”. […] Ma bar­dzo sze­ro­kie kon­tak­ty z uczo­ny­mi z kra­jów zachodnich”.
Współ­pra­ca Asy­sten­ta” z wywia­dem MSW ule­gła nagłe­mu zaha­mo­wa­niu pod koniec lat 60. Oka­za­ło się, że jed­na ze stu­den­tek oskar­ży­ła Dłu­go­bor­skie­go o to, że wziął łapów­kę za jej przy­ję­cie na stu­dia na Wyż­szej Szko­le Eko­no­micz­nej w Kato­wi­cach. Postę­po­wa­nie dys­cy­pli­nar­ne trwa­ło kil­ka lat. Zablo­ko­wa­ło wyjazd agen­ta na rocz­ne sty­pen­dium do NRF.
SB, mimo próśb swe­go agen­ta, nie chcia­ła pomóc w tej spra­wie. Asy­stent” bez moż­li­wo­ści wyjaz­du do Nie­miec był bez­u­ży­tecz­ny dla wywia­du, i w 1971 roku współ­pra­cę zakoń­czo­no. Nie zna­czy to jed­nak, że SB zapo­mnia­ła o Długoborskim.
W maju 1973 roku z docen­tem Dłu­go­bor­skim, wte­dy już pro­dzie­ka­nem Wydzia­łu Huma­ni­stycz­ne­go Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go w kato­wic­kim hote­lu Polo­nia” spo­ty­ka się kapi­tan Edward Cicho­pek z Wydzia­łu III kato­wic­kiej SB. Wydział III zaj­mo­wał się inwi­gi­la­cją śro­do­wisk nauko­wych i ochro­ną” kato­wic­kiej uczel­ni przed anty­so­cja­li­stycz­ny­mi wpływami.
Powrót na łono SB
Spo­tka­nie kapi­ta­na Cichop­ka z doc. Dłu­go­bor­skim zakoń­czy­ło się ponow­nym zwer­bo­wa­niem histo­ry­ka do współ­pra­cy z SB. Dłu­go­bor­ski przyj­mu­je pseu­do­nim Wik­tor”, pod­pi­su­je zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy i skła­da pierw­sze donie­sie­nie. Doty­czy­ło doc. Wsie­wo­ło­da Woł­cze­wa, dogma­tycz­ne­go komu­ni­sty, któ­re­go teo­rii oba­wia­li się nawet naj­bar­dziej aktyw­ni dzia­ła­cze PZPR. To wła­śnie Woł­czew w 1980 roku zało­żył Kato­wic­kie Forum Par­tyj­ne. Jed­nak krę­gu zain­te­re­so­wań SB zna­lazł się bli­sko 7 lat wcze­śniej – wła­śnie dzię­ki dono­som Wik­to­ra”:
Żądał od wszyst­kich wykła­dow­ców, aby sze­rzy­li w swych wykła­dach mark­sizm-leni­nizm. W śro­do­wi­sku ucho­dzi za lewa­ka i dogma­ty­ka. Jako kie­row­nik Zakła­du Nauk Poli­tycz­nych zgro­ma­dził wokół sie­bie mło­da kadrę, cał­ko­wi­cie od sie­bie zależ­ną, dobie­ra­ną w spe­cy­ficz­ny sposób”.
Wik­tor” dono­sił też w 1973 roku na doc. dr hab. Jana Kunisza:
Głę­bo­ko wie­rzą­cy kato­lik, ojciec czwor­ga dzie­ci, żona po wyż­szych stu­diach fana­tycz­nie reli­gij­na. Kunisz na uczel­ni nie cie­szy się dużym auto­ry­te­tem, trak­to­wa­ny jest raczej z pobła­ża­niem a to z powo­du dzie­dzi­ny nauko­wej, któ­ra się inte­re­su­je (numi­zma­ty­ka). Prze­by­wał na kon­gre­sie numi­zma­tycz­nym w USA, za jego pobyt i podróż pła­cił organizator”.
W stycz­niu 1974 roku Wik­tor” infor­mu­je swe­go opie­ku­na” z MSW o swo­im poby­cie na kon­fe­ren­cji w NRF.
Z naszym taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem pró­bo­wał nawią­zać kon­takt Boh­dan Korab-Osad­czuk, Polak z pocho­dze­nia na Zacho­dzie od zakoń­cze­nia II Woj­ny Świa­to­wej. Zaj­mu­je się nauko­wo współ­cze­sną pro­ble­ma­ty­ka Pol­ski i państw socja­li­stycz­nych. TW pouf­nie dowie­dział się, że Korab-Osad­czuk jest współ­pra­cow­ni­kiem wywia­du bry­tyj­skie­go i Radia Wol­na Euro­pa. To było powo­dem, że »Wik­tor« odmó­wił z nim spotkania”.
28 mar­ca 1974 roku TW Wik­tor dono­si SB na Anto­nie­go Bar­cia­ka, star­sze­go asy­sten­ta Zakła­du Histo­rii Sta­ro­żyt­nej i Śre­dnio­wiecz­nej Insty­tu­tu Histo­rii WNS:
Czyn­nie zaan­ga­żo­wa­ny w dzia­łal­ność Dusz­pa­ster­stwa Aka­de­mic­kie­go. Widy­wa­ny czę­sto w punk­tach kate­che­tycz­nych w klasz­to­rze w Kato­wi­cach-Ligo­cie, ma kon­tak­ty z księżmi”.
SB cie­ka­wi­ła tak­że spra­wa doc. Józe­fa Szy­mań­skie­go z tego same­go Zakładu.
W ramach zajęć z histo­rii orga­ni­zu­je wyjaz­do­we semi­na­ria ze stu­den­ta­mi do histo­rycz­nych i zabyt­ko­wych obiek­tów, gdzie na miej­scu pro­wa­dzo­ne są lek­cje poglą­do­we. Naj­czę­ściej w tym celu wybie­ra obiek­ty sakral­ne, gdzie po nor­mal­nych zaję­ciach wcho­dzi w kon­tak­ty z księżmi”.
Szpi­cel z tytu­łem nauko­wym nie stro­nił też od dono­sów oby­cza­jo­wych – kto ma kochan­ki, kto pije czy ma inne sła­bo­ści. Z punk­tu widze­nia SB były to infor­ma­cje bez­cen­ne, pozwa­la­ją­ce na pró­bę wer­bun­ku. Dzię­ki mate­ria­łom kom­pro­mi­tu­ją­cym”, jakie SB mia­ła dzię­ki takim dono­som, ewen­tu­al­na pró­ba wer­bun­ku zwy­kle koń­czy­ła się sukcesem.
Z wyjaz­dów służ­bo­wych Dłu­go­bor­ski tak­że pisał dono­sy, pra­wie tak dobre jak za daw­nych, wro­cław­skich” czasów.
Na Uni­wer­sy­te­cie w Oden­se w Danii zatrud­nio­ny jest były pra­cow­nik nauko­wy Woj­sko­wej Aka­de­mii Poli­tycz­nej, histo­ryk prof. Ema­nu­el Halicz – naro­do­wo­ści żydow­skiej, któ­ry wyemi­gro­wał z Pol­ski po 1968 r. Nie zna w zasa­dzie żad­ne­go języ­ka, jedy­nie bar­dzo sła­bo j. angiel­ski. Wśród tam­tej­szej kadry nauko­wej nie posia­da żad­ne­go auto­ry­te­tu, na uczel­ni pobie­ra niską pen­sje lecz jest dofi­nan­so­wy­wa­ny przez ośrod­ki syjo­ni­stycz­ne”.
Cen­ne infor­ma­cje dla SB zawie­rał rów­nież inny donos – tym razem o byłym pra­cow­ni­ku WSE w Kato­wi­cach dr Zyg­mun­cie Tko­czu, któ­ry kil­ka lat wcze­śniej wybrał wolność”
Spe­cja­li­zu­je się w socjo­lo­gii, zdo­był duży auto­ry­tet w Oden­se. Utrzy­mu­je kon­tak­ty z emi­gra­cyj­nym dzia­ła­czem endec­kim Gier­ty­chem z Lon­dy­nu, z któ­rym wydał wspól­nie książ­kę. Ostat­nio napi­sał pra­ce habi­li­ta­cyj­ną o struk­tu­rze spo­łecz­nej kra­jów socja­li­stycz­nych, jed­nym z recen­zen­tów pra­cy był Leszek Koła­kow­ski”– dono­sił Wik­tor”.
Zadzwo­ni­łem do prof. Tko­cza, do jego domu w Oden­se w Danii. Był zasko­czo­ny agen­tu­ral­ną prze­szło­ścią naukow­ca, któ­ry nawet bywał u nie­go w domu.
– Fak­tycz­nie, z Pol­ski wyje­cha­łem w 1970 roku, po pro­stu nie wró­ci­łem z waka­cji we Fran­cji. Dłu­go­bor­ski dwa razy mnie odwie­dzał w Danii w latach 80. Jego współ­pra­ca z SB to bar­dzo nie­przy­jem­na spra­wa. Ucho­dził za dobre­go histo­ry­ka od spraw eko­no­micz­nych… - stwier­dził prof. Tkocz
- Takie kon­tak­ty z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa były nor­mal­ną prak­ty­ką. Byłem na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku na uczel­ni, stąd nie­za­leż­nie poza tymi kon­tak­ta­mi musia­łem spo­ty­kać się z pra­cow­ni­ka­mi SB i odpo­wia­dać na okre­ślo­ne pyta­nia. Doty­czy­ły m.in. dzia­łal­no­ści doc. Woł­cze­wa, fana­tycz­ne­go komu­ni­stycz­ne­go dogma­ty­ka, podob­nie jak krąg zafa­scy­no­wa­nych nim jego uczniów, któ­rych wodził na manow­ce wal­ki pseu­do­po­li­tycz­nej, odcią­ga­jąc od karie­ry nauko­wejtłu­ma­czy dziś Długoborski.
1975 roku wstą­pił do PZPR. - I zosta­łem wykre­ślo­ny z ewi­den­cji taj­nych współ­pra­cow­ni­ków SB. W cza­sach pierw­szej Soli­dar­no­ści” dzia­ła­łem w Kato­wi­cach i na nowym miej­scu pra­cy – Aka­de­mii Peda­go­gicz­nej w Kra­ko­wie, gdzie w grud­niu 1981 roku zosta­łem usu­nię­ty z par­tii i szy­ka­no­wa­ny w spra­wach zawo­do­wych – stwierdza.
Już pod koniec listo­pa­da 1980 r. Soli­dar­ność” na zrze­sza­ła ok. 1500 osób. Do S” zapi­sa­ło się 598 nauczy­cie­li aka­de­mic­kich z 1202 pra­cow­ni­ków. Maso­wo wstę­po­wa­li tak­że człon­ko­wie PZPR. Prof. Wacław Dłu­go­bor­ski od grud­nia 1980 roku był człon­kiem Rady Pro­gra­mo­wej Wszech­ni­cy Gór­no­ślą­skiej. Była to insty­tu­cja powsta­ła z ini­cja­ty­wy ślą­skiej Soli­dar­no­ści”. Pro­wa­dzo­no w niej wykła­dy popu­lar­no­nau­ko­we oraz spo­tka­nia dys­ku­syj­ne z twór­ca­mi kul­tu­ry, publi­cy­sta­mi, dzia­ła­cza­mi opozycyjnymi.
– Wszech­ni­cę Gór­no­ślą­ską inwi­gi­lo­wa­ła bez­pie­ka w ramach Spra­wy Ope­ra­cyj­ne­go Roz­pra­co­wa­nia Kuź­nia”. W archi­wach IPN nie zacho­wa­ły się żad­ne dowo­dy na dzia­ła­nia skie­ro­wa­ne prze­ciw­ko prof. Dłu­go­bor­skie­mu w latach 80. Nie ma jed­nak też dowo­dów na kon­ty­nu­owa­nie SB z nim współ­pra­cy po 1975 roku – wyja­śnia dr Dziuba.
Arty­kuł uka­zał się w 2009 roku. Minę­ło spo­ro cza­su, i kil­ka rze­czy wyma­ga aktu­ali­za­cji. Otóż nie ist­nie­je już pry­wat­na szko­ła wyż­sza, któ­rej prof. Dłu­go­bor­ski był rek­to­rem. Mimo, że jego agen­tu­ral­na prze­szłość zosta­ła ujaw­nio­na, do 2012 roku zasia­dał w pre­sti­żo­wej Mię­dzy­na­ro­do­wej Radzie Oświęcimskiej.