Agniesz­ka z PO nie chce być Barbie

Agniesz­ka Kostemp­ska, dzia­łacz­ka Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, a przy oka­zji żona pre­zy­den­ta Świę­to­chło­wic skie­ro­wa­ła do sądu prze­ciw­ko mnie pry­wat­ny akt oskar­że­nia z arty­ku­łu 212 kodek­su kar­ne­go. Kostemp­ska uwa­ża, że nazwa­nie jej pogar­dli­wym mia­nem Bar­bie znie­wa­ża ją jako poli­ty­ka samorządowego”.

Nie­daw­no ode­bra­łem pry­wat­ny akt oskar­że­nia, skie­ro­wa­ny do sądu rejo­no­we­go w Kato­wi­cach. Wyna­ję­ta przez Kostemp­ską kan­ce­la­ria adwo­kac­ka tak oto uza­sad­nia­ła swo­je hono­ra­rium (przy­ta­czam frag­ment w ory­gi­na­le, bo to kuriozalne):

Sto­so­wa­ne wzglę­dem Agniesz­ki Kostemp­skiej okre­śle­nie Bar­bie ma jed­no­znacz­nie pejo­ra­tyw­ny oddźwięk. Zgod­nie z utrwa­lo­nym odbio­rem spo­łecz­nym kobie­ta okre­śla­na takim mia­nem jest oso­bą pustą, bez­re­flek­syj­ną, ste­ro­wal­ną, pozba­wio­ną wła­snej woli, a swo­ją pozy­cję zawdzię­cza­ją­cą jedy­nie uro­dzie. Przed­mio­to­we okre­śle­nie sto­so­wa­ne wzglę­dem oskar­ży­cie­la pry­wat­ne­go – Agniesz­ki Kostemp­skiej – poli­ty­ka samo­rzą­do­we­go w szcze­gól­ny spo­sób naru­sza jej god­ność. Uży­cie wzmian­ko­wa­ne­go okre­śle­nia wzglę­dem oso­by aktyw­nie par­ty­cy­pu­ją­cej w dzia­łal­no­ści publicz­nej, nie­sie w sobie jesz­cze więk­szy wyraz pogar­dy, zarzu­ca­jąc posia­da­nie przy­mio­tów wręcz dys­kwa­li­fi­ku­ją­cych dla peł­nio­nych przez Agniesz­kę Kostemp­ską funk­cji. Co zna­mien­ne, Agniesz­ka Kostemp­ska uczest­ni­czy­ła w wybo­rach na urząd Pre­zy­den­ta Mia­sta Mysło­wi­ce w tego­rocz­nych wybo­rach samo­rzą­do­wych, tym­cza­sem przed­mio­to­we, znie­wa­ża­ją­ce tre­ści, publi­ko­wa­ne były w okre­sie poprze­dza­ją­cym te wybo­ry oraz w ich toku, co dodat­ko­wo potę­gu­je skut­ki bez­praw­nych dzia­łań oskar­żo­ne­go oraz świad­czy o stop­niu ich spo­łecz­nej szkodliwości”.

Rozu­miem roz­go­ry­cze­nie byłej rad­nej woje­wódz­kiej PO na Ślą­sku po prze­gra­nych wybo­rach, i chęć odre­ago­wa­nia poraż­ki. Miesz­kań­cy Mysło­wic nie chcie­li gło­so­wać na miesz­kan­kę Kato­wic, któ­rej zama­rzył się fotel pre­zy­den­ta ich miasta.

Tym bar­dziej, że jak pisa­łem na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl  powo­łu­jąc się (a co!) na arty­kuł w Fak­cie, któ­ry ujaw­nił, iż Kostemp­ska pod­czas zwol­nie­nia lekar­skie­go i pobie­ra­nia zasił­ku cho­ro­bo­we­go pro­wa­dzi­ła agi­ta­cję wybor­czą. Sta­no­wi­sko prze­stra­szo­ne­go ZUS, któ­ry nie widział nic nagan­ne­go w pro­wa­dze­niu kam­pa­nii wybor­czej przez kan­dy­dat­kę Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej na zwol­nie­niu lekar­skim, tak­że opublikowałem.

A co do meri­tum, czy­li owe­go pogar­dli­we­go nazwa­nia Bar­bie”. Nad gusta­mi i uro­dą się nie dys­ku­tu­je. Kil­ka­na­ście mie­się­cy temu zwró­ci­ła się do mnie gru­pa dzien­ni­ka­rzy oby­wa­tel­skich ze Świę­to­chło­wic, abym pomógł im w nagło­śnie­niu co naj­mniej kon­tro­wer­syj­nych dzia­łań męża Agniesz­ki Kostemp­skiej. Pro­si­li mnie o pomoc jako pre­ze­sa oddzia­łu Sto­wa­rzy­sze­nia Dzien­ni­ka­rzy Pol­skich w Kato­wi­cach, bo uwa­ża­li że sami nie dadzą rady.

Bali się też ewen­tu­al­nych repre­sji ze stro­ny pro­mi­nent­ne­go dzia­ła­cza PO, za jakie­go nadal, o dzi­wo, uwa­ża­ny jest mąż Agniesz­ki – Dawid Kostemp­ski. Pro­si­li o zacho­wa­nie ich danych w tajem­ni­cy, dla­te­go arty­ku­ły nie są pod­pi­sa­ne. Zare­je­stro­wa­łem dome­nę, i powsta­ła stro­na www​.kostemp​ski​won​ze​swion​.pl Jak wska­zu­je dal­szy ciąg wypad­ków, co do repre­sji to ci dzien­ni­ka­rze oby­wa­tel­scy mie­li rację.

Popu­lar­ność lalek Bar­bie, któ­re są pro­du­ko­wa­ne przez fir­mę Mat­tel i sta­ły się jed­ną z naj­bar­dziej zna­nych ikon kul­tu­ry maso­wej jest bez­sprzecz­na. Powszech­nie zna­ny jest fakt, iż w par­tyj­nych krę­gach PO od daw­na wobec Agniesz­ki Kostemp­skiej uży­wa się z zachwy­tem piesz­czo­tli­we­go imie­nia ame­ry­kań­skiej lal­ki. Bar­bie i Ken­ne­dy z serii My Sce­ne są wszak pięk­ne – mają blond wło­sy, nie­bie­skie oczy, jasną karnację.

Nie posą­dzam, aby par­tyj­ni kole­dzy i kole­żan­ki Agniesz­ki Kostemp­skiej chcie­li ją znie­wa­żyć. Kole­żeń­skość i lojal­ność w tej par­tii jest prze­cież powszech­nie znana.

Cie­kaw jestem sta­no­wi­ska kon­cer­nu, że okre­śle­nie kobie­ty mia­nem Bar­bie” jest pogar­dli­we” i kobie­ta okre­śla­na takim mia­nem jest oso­bą pustą, bez­re­flek­syj­ną, ste­ro­wal­ną, pozba­wio­ną wła­snej woli, a swo­ją pozy­cję zawdzię­cza­ją­cą jedy­nie urodzie”.

Zwró­ci­łem się do kon­cer­nu Mat­tel z proś­bą o prze­sła­nie sta­no­wi­ska. Na jaką kwo­tę wyce­ni np. ame­ry­kań­ska kan­ce­la­ria uży­cie przez kato­wic­kich praw­ni­ków Agniesz­ki Kostemp­skiej w akcie oskar­że­nia takich określeń?

Zasta­na­wiam się tak­że, czy twier­dze­nie, iż znie­sła­wie­nie przez nazwa­nie kobie­ty Bar­bie” nie ma pod­tek­stu anty­se­mic­kie­go? Otóż na pomysł lal­ki Bar­bie wpa­dła Ruth Han­dler pocho­dzą­ca z rodzi­ny pol­skich Żydów, któ­rzy na począt­ku XX wie­ku wyemi­gro­wa­li do Ame­ry­ki. Ale tę dro­gę deduk­cji zosta­wiam ame­ry­kań­skiej kan­ce­la­rii adwo­kac­kiej oraz Gaze­cie Wyborczej.

Inte­re­su­je mnie tak­że, czy kan­ce­la­ria dzia­łacz­ki samo­rzą­do­wej” z PO zechce zaka­zać sprze­da­ży tych­że lalek Bar­bie w skle­pach? Idąc pre­zen­to­wa­nym tokiem myśle­nia tych­że wyna­ję­tych przez Kostemp­ską praw­ni­ków z kan­ce­la­rii – nale­ży natych­miast zaka­zać han­dlo­wa­nia Bar­bie, bo to znie­wa­ża pol­skie kobie­ty, a dzia­łacz­ki Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej w szcze­gól­no­ści. Nie będzie ame­ry­kań­ska Bar­bie pluć nam w twarz!.

A co do pro­ce­su. Mam zamiar zło­żyć do sądu wnio­sek o umoż­li­wie­nie bez­po­śred­niej trans­mi­sji wideo w Inter­ne­cie. Będzie się działo!

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl

Fil­my i seria­le, czy­li Luna

Po zachwy­tach nad Idą” pora na serial o życiu i twór­czo­ści Luny Bry­sty­gier. Też cie­ka­wy, nośny temat. Wszak Pola­cy wyrzą­dzi­li jej dużo zła i była Żydów­ką. Czy to recep­ta na mię­dzy­na­ro­do­we uznanie?

Serial o życiu i twór­czo­ści” Julii Bry­sty­gier, dyrek­tor Depar­ta­men­tu V Mini­ster­stwa Bez­pie­czeń­stwa Publicz­ne­go), kie­ru­ją­cą anty­ko­ściel­ną dzia­łal­no­ścią MBP w latach 19451953 zdo­był­by jakieś nagro­dy na mię­dzy­na­ro­do­wych festi­wa­lach i kon­kur­sach Może nawet kil­ka. A przy oka­zji utrwa­lił­by prze­kaz Pola­ków – antysemitów”.

Luna

Julia Bry­sty­gier zwa­na była Krwa­wą Luną”. Nosi­ła róż­ne imio­na i pseu­do­ni­my: Julia, Luna, Daria, Maria, Kse­nia. Róż­ne nazwi­ska i ich pisow­nie: Prajs, Pre­iss, Bry­sty­gier, Bry­sti­ger, Bri­sti­ger, Brüsti­ger, Brie­sti­ger. Bez wzglę­du na to, jak się nazy­wa­ła, była jed­ną z naj­mrocz­niej­szych posta­ci sta­li­now­skie­go reżimu.

Jej dro­ga do apa­ra­tu repre­sji była jed­nak nietypowa.

– Tra­fia­li tam raczej ludzie ze spo­łecz­nych nizin, nie­wy­kształ­ce­ni. A ona nie szu­ka­ła spo­łecz­ne­go awan­su, mia­ła dok­to­rat z filo­zo­fii. Była wszak­że dla resor­tu war­to­ścio­wa, bo przy­dat­na w dużo bar­dziej wyma­ga­ją­cych zada­niach niż wybi­ja­nie zębów przesłuchiwanym 

tłu­ma­czył prof. Ryszard Ter­lec­ki, poseł Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści, autor m.in. książ­ki Miecz i tar­cza komu­ni­zmu. Histo­ria apa­ra­tu bez­pie­czeń­stwa w Pol­sce 19441990”.

W cza­sach sta­li­now­skich prze­ciw Kościo­ło­wi kato­lic­kie­mu aktyw­nie wal­czył” Wydział V Depar­ta­men­tu V MBP. Przez cały czas ist­nie­nia Depar­ta­men­tu V jego dyrek­to­rem była słyn­na Julia Bry­sty­gier (z domu Prajs) – peda­gog, dok­tor filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Jana Kazi­mie­rza we Lwo­wie, przed­wo­jen­na komu­nist­ka, któ­ra w resor­cie bez­pie­czeń­stwa pra­co­wa­ła w latach 19441956. To ona poło­ży­ła pod­wa­li­ny pod zain­sta­lo­wa­nie sie­ci agen­tów w kuriach i para­fiach, zarów­no wśród świec­kich pra­cow­ni­ków, jak i wśród duchownych.

For­mal­nie Luna zawdzię­cza­ła swój służ­bo­wy przy­dział Sta­ni­sła­wo­wi Rad­kie­wi­czo­wi, sze­fo­wi Mini­ster­stwa Bez­pie­czeń­stwa Publicz­ne­go. Ale było tajem­ni­cą poli­szy­ne­la, że kochan­kiem Bry­sty­gie­ro­wej jest Jakub Ber­man – jeden z naj­waż­niej­szych funk­cjo­na­riu­szy nowe­go reżi­mu. Nie tyl­ko on.

W swej boga­tej karie­rze była w Rosji przez dłuż­szy czas rów­no­cze­śnie kochan­ką Ber­ma­na, Min­ca i Szyra”

– mówił o niej w swo­ich audy­cjach w Radiu Wol­na Euro­pa Józef Świa­tło, puł­kow­nik orga­nów bez­pie­czeń­stwa, któ­ry pod koniec 1953 r. uciekł na Zachód. Dla auto­rów sce­na­riu­sza i reży­se­ra seria­lu o Lunie” to grat­ka – roz­bu­cha­ne życie ero­tycz­ne funk­cjo­na­riusz­ki MBP.

Do inwi­gi­la­cji szkol­nych kate­che­tów chcia­ła pozy­ski­wać uczniów star­szych klas. Wyda­wa­ła dokład­ne instruk­cje wska­zu­ją­ce jak zwal­czać zako­ny, semi­na­ria duchow­ne, kato­lic­kie orga­ni­za­cje mło­dzie­żo­we czy cha­ry­ta­tyw­ne, prze­ciw­dzia­łać aktyw­no­ści dusz­pa­ster­skiej, obec­no­ści duchow­nych w szko­łach oraz jak dyna­mi­zo­wać tzw. ruch księ­ży patrio­tów czy zabez­pie­czać reżi­mo­we akcje i imprezy.

Nale­ży wziąć pod uwa­gę anta­go­ni­zmy pomię­dzy poszcze­gól­ny­mi księż­mi, spo­ry ambi­cjo­nal­ne i spo­ry na tle wal­ki o zdo­by­cie lep­szej pozy­cji mate­rial­nej i w hie­rar­chii kościel­nej” – pisa­ła puł­kow­nik Brystygier.

Z bez­pie­ki ode­szła jesie­nią 1956 r. Unik­nę­ła posta­wie­nia przed sądem za swo­ją dzia­łal­ność w cza­sie błę­dów i wypa­czeń”. Nie zgo­dził się na jej pro­ces Wła­dy­sław Gomuł­ka. Dosta­wa­ła resor­to­wą ren­tę, pra­co­wa­ła też w Naszej Księ­gar­ni i Pań­stwo­wym Insty­tu­cie Wydaw­ni­czym. Pod swo­im panień­skim nazwi­skiem (Julia Prajs) wyda­ła m.in. powieść Krzy­we lite­ry” i zbiór opo­wia­dań Znak H.”.

Śro­do­wi­sko lite­rac­kie trak­to­wa­ło ją nie­uf­nie – pamię­ta­no jej w koń­cu, że w latach 50. opie­ko­wa­ła” się m.in. rów­nież pisa­rza­mi. Pod koniec lat 60. ub. stu­le­cia usi­ło­wa­ła się nawet dostać do Związ­ku Lite­ra­tów Pol­skich, ale jej poda­nie odrzu­co­no. Nie pomo­gło popar­cie dla lite­rat­ki” same­go Jerze­go Putramenta.

Krwa­wa Luna” zbli­ży­ła się do śro­do­wi­ska Lasek, a ści­ślej: do tam­tej­sze­go Zakła­du dla Nie­wi­do­mych, któ­re­go per­so­nel sły­nął z gościn­no­ści i otwar­tej posta­wy wobec ludzi o zgo­ła odmien­nych życiorysach.

Prze­szła pod koniec życia inte­re­su­ją­cą prze­mia­nę. Przy­ję­ła podob­no chrzest, bo pod wpły­wem tam­tej­szych sióstr fran­cisz­ka­nek prze­szła coś w rodza­ju nawró­ce­nia. Wia­do­mo o tym jed­nak głów­nie z dono­sów taj­nych współ­pra­cow­ni­ków bez­pie­ki, któ­rzy inwi­gi­lo­wa­li zakład w Laskach. Zmar­ła w 1975 roku.

[Korzy­sta­łem z mate­ria­łów wła­snych, www​.ipn​.gov​.pl, Onet​.pl]

Dro­ga restruk­tu­ry­za­cja, czy­li sami swoi”

Spół­ka Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń SA, któ­rą rząd wybrał do prze­ka­za­nia czte­rech kopal­ni Kom­pa­nii Węglo­wej, dzię­ki tej decy­zji ura­tu­je stoł­ki i wyso­kie wyna­gro­dze­nia dla swo­ich”.

Jesz­cze przed genial­nym” pla­nem restruk­tu­ry­za­cji Kom­pa­ni Węglo­wej SA, nie­któ­rzy z człon­ków (dobre sło­wo) dele­ga­cji rzą­do­wej nazy­wa­li ją w wywia­dach tele­wi­zyj­nych Kam­pa­nią Węglo­wą”. Czu­li, że ich star­cie z gór­ni­ka­mi i Soli­dar­no­ścią” może stać się dla rzą­du PO-PSL Stalingradem?

Rzą­do­wy plan napraw­czy dla KW, któ­ry wywo­łał na Ślą­sku falę pro­te­stów, zakła­da sprze­daż nowej, zawią­za­nej przez Węglo­koks spół­ce celo­wej 9 z 14 kopalń Kom­pa­nii. Z pozo­sta­łych jed­ną ma kupić Węglo­koks (Pie­ka­ry), a kolej­ne czte­ry mają być prze­ka­za­ne Spół­ce Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń (SRK). Cho­dzi o kopal­nie Bobrek-Cen­trum, Sośni­cę-Mako­szo­wy, Pokój, i Brzesz­cze. Według związ­kow­ców ozna­cza to likwi­da­cję tych kopalń. Zanie­po­ko­je­nie jest tym więk­sze, bo oka­za­ło się że trzy kopal­nie (KWK Brzesz­cze, KWK Sośni­ca-Mako­szo­wy i KWK Bobrek Cen­trum) chce prze­jąć spół­ka Uni­ver­sal Ener­gy sp. z o.o., któ­rej jest pre­ze­sem jest Wal­de­mar Mróz, podej­rza­ny przez IPN o kłam­stwo lustracyjne.

Spół­ka Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń (SRK) to jed­no­oso­bo­wa Spół­ka Skar­bu Pań­stwa. Powsta­ła w trak­cie refor­my gór­nic­twa reali­zo­wa­nej przez rząd Jerze­go Buz­ka, któ­ra do tej pory odbi­ja się czkaw­ka na Ślą­sku, i nie tyl­ko. SRK kosz­tu­je nas wszyst­kich, czy­li podat­ni­ków kil­ka­set milio­nów zło­tych rocznie.

Teo­re­tycz­nie mia­ła zaj­mo­wać się sprze­da­żą mająt­ku i odwad­nia­niem zamknię­tych kopalń, po to by wody kopal­nia­ne nie zala­ły ist­nie­ją­cych. I rze­czy­wi­ście to robi. Jed­nak nie tyl­ko. Zarzą­dza też prze­ję­ty­mi miesz­ka­nia­mi zakła­do­wy­mi. Jed­nak gdy­by chcia­no, to poko­pal­nia­ne nie­ru­cho­mo­ści moż­na by sprze­dać w jeden rok i zamknąć spra­wę, a odwad­nia­nie kopalń nale­ża­ło­by prze­rzu­cić na kopal­nie ist­nie­ją­ce. Ale po co?

Powiem bru­tal­nie – jesz­cze jed­nym, ukry­tym celem ist­nie­nia SRK jest dawa­nie pra­cy zna­jo­mym kró­li­ka z bran­ży – dla­te­go jest cią­gły lob­bing na otrzy­my­wa­nie coraz więk­szych dota­cji z budże­tu, a sprze­daż nie­ru­cho­mo­ści tak bar­dzo się ślimaczy.

Spół­ka reali­zu­je też zapew­ne pro­gram rodzi­na na swo­im”. Zaan­ga­żo­wa­nie pre­ze­sów SRK w tema­cie” gór­nic­twa doce­ni­ła też pre­mier Kopacz.

Pre­mier prze­ko­ny­wa­ła, że choć dotych­czas SRK koja­rzy­ła się z wyga­sze­niem i likwi­da­cją kopalń, teraz ma być głów­ną siłą w restrukturyzacji”.

- Restruk­tu­ry­za­cja to rów­nież ogra­ni­cze­nia, w tym ogra­ni­cze­nia w zatrud­nie­niu, ale te, któ­re są koniecz­ne i taką pro­po­zy­cję zło­ży­li­śmy, aby tę taką naj­mniej wdzięcz­ną rolę wła­śnie SRK, co zna­la­zło odzwier­cie­dle­nie w zmia­nie sta­tu­tu (…), no, ale ta pro­po­zy­cja też się nie spo­tka­ła z uznaniem 

powie­dzia­ła Kopacz.

Sami swoi

Na Ślą­sku SRK koja­rzy się ze spe­cy­ficz­nie poj­mo­wa­nym pro­gra­mem rodzi­na na swo­im”, któ­ry nie­daw­no pisy­wa­łem. Syn pre­ze­sa Spół­ki Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń (SRK) decy­zję o przy­dzia­le miesz­ka­nia dostał za kil­ka dni. Zwy­kli najem­cy cze­ka­ją kil­ka mie­się­cy. Cały skan­dal opi­sy­wa­łem na wgo​spo​dar​ce​.pl . Z moich infor­ma­cji wyni­ka, że nie był to jedy­ny taki przy­dział”. Taki klimat.

Mini­ster­stwo Gospo­dar­ki lako­nicz­nie kwi­to­wa­ło reali­zo­wa­ny rodzin­ny pro­gram” przez zarząd SRK:

Z uzy­ska­nych przez MG infor­ma­cji wyni­ka, że w przed­sta­wio­nej przez Pana spra­wie nie zosta­ły zła­ma­ne żad­ne prze­pi­sy powszech­nie obo­wią­zu­ją­ce ani wewnętrz­ne regu­la­cje SRK S.A. doty­czą­ce gospo­da­ro­wa­nia posia­da­ny­mi zaso­ba­mi mieszkaniowymi.”

No cóż. Trud­no było­by się przy­znać urzęd­ni­kom wice­pre­mie­ra Pie­cho­ciń­skie­go do bra­ku roze­zna­nia w tym, co się dzie­je w nad­zo­ro­wa­nej spółce.

Jak widać w resor­cie nad­zo­ro­wa­nym przez PSL mają mniej wię­cej tak samo bla­de poję­cie o wyda­rze­niach w spół­kach gór­ni­czych, jak wte­dy, gdy sze­fem Rady Nad­zor­czej KW SA była oso­ba bez zda­ne­go obo­wiąz­ko­we­go egza­mi­nu na człon­ków rad nad­zor­czych spół­ek Skar­bu Państwa.

50 tysię­cy mie­sięcz­nie dla prawnika

Wła­dze SRK bar­dzo dba­ją o praw­ni­ków. Kosz­ty usług praw­ni­czych w tej spół­ce są bar­dzo wyso­kie. Skąd to wiem? Ano z doku­men­ta­cji prze­tar­go­wej. Przy­kła­dy? BIP jest bezlitosny…

W 2011 roku prze­targ na 4‑letnią obsłu­gę praw­ną SRK SA wygra­ła ofer­ta, któ­rą zło­ży­ła Kan­ce­la­ria Rad­ców Praw­nych Boże­na Pin­del Ire­ne­usz Pin­del s.c. z Byto­mia. Była to… jedy­na ofer­ta. Kan­ce­la­ria za obsłu­gę praw­ną otrzy­ma­ła 2 352 000 zło­tych net­to, czy­li 2 892 960 zło­tych brut­to. Na kon­to zwy­cię­skiej kan­ce­la­rii przez czte­ry lata wpły­wa­ło 60 tys. 270 zło­tych mie­sięcz­nie. Mało?

15 listo­pa­da 2014 roku został ogło­szo­ny prze­targ w try­bie nego­cja­cji bez ogło­sze­nia”, czy­li tryb zamó­wie­nia z wol­nej ręki na obsłu­gę praw­ną Oddzia­łu SRK SA Zakład Admi­ni­stra­cji Zaso­bów Miesz­ka­nio­wych. Wpły­nę­ła jed­na ofer­ta kan­ce­la­rii praw­nej z Byto­mia. Wygra­ła Kan­ce­la­ria Adwo­kac­ka Ire­ne­usza Pin­de­la z Byto­mia. To nie­przy­pad­ko­wa zbież­ność nazwisk.

Za obsłu­gę praw­ną spół­ka SRK SA zapła­ci kan­ce­la­rii w cią­gu czte­rech lat 2 066 400 zł, czy­li dokład­nie 2 541 672 zł brut­to. Daje to godzi­we mie­sięcz­ne wyna­gro­dze­nie – 52951,5 zł brut­to. Mniej, niż poprzed­nio, ale też da się jakoś żyć.

Spół­ka SRK SA jest przed­się­bior­stwem gór­ni­czym, powo­ła­nym do pro­wa­dze­nia likwi­da­cji kopalń, zabez­pie­cze­nia kopalń sąsied­nich przed zagro­że­niem wod­nym, gazo­wym oraz poża­ro­wym. A tak­że w trak­cie i po zakoń­cze­niu likwi­da­cji kopalń, zago­spo­da­ro­wy­wa­nia ich mająt­ku, two­rze­nia nowych miejsc pra­cy, w szcze­gól­no­ści dla pra­cow­ni­ków likwi­do­wa­nych kopalń.

Pyta­nie, któ­re nasu­wa się samo: czy SRK jest dla gór­ni­ków czy dla przy­ja­ciół królika”?

Tomasz Szym­bor­ski

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na wgo​spo​dar​ce​.pl

Świę­ta, święta…

Moi dro­dzy,

Życzę Wam wszyst­kim weso­łych Świąt Boże­go Naro­dze­nia, spę­dze­nia ich w gro­nie rodzi­ny, bli­skich i przy­ja­ciół. A w Nowym Roku 2015 życzę: ben­zy­ny po 3.5 zł, USD po 4.00 zł, EUR po 3.00 zł, CHF po 2.80 zł i PO4.90 procent.

Processed with VSCOcam with s3 preset

Sędziow­ska spra­wie­dli­wość, czy­li do aresz­tu za 30 zł

W Pol­sce wymiar spra­wie­dli­wo­ści” pisze­my coraz czę­ściej z małej lite­ry i w cudzy­sło­wie. Zbo­czeń­ców sędzio­wie wypusz­cza­ją zza krat na prze­pust­ki, aby na wol­no­ści gwał­ci­li i mor­do­wa­li, a czło­wie­ka, któ­ry nie zapła­cił 30 zło­tych grzyw­ny – wsa­dza­ją na jeden dzień do aresztu.

Marek Waniew­ski, zało­ży­ciel naj­bar­dziej aktyw­ne­go Klu­bu Fron­dy w Gli­wi­cach, a obec­nie rad­ny mia­sta z listy Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści (był kan­dy­da­tem Pra­wi­cy Rzecz­po­spo­li­tej Mar­ka Jur­ka) 17 grud­nia w śro­dę tra­fił do aresz­tu. Na wła­snej skó­rze prze­ko­nał się, co w Pol­sce ozna­cza obec­nie pra­wo”, i co – spra­wie­dli­wość”.

Czym­że Waniew­ski nara­ził się wymia­ro­wi spra­wie­dli­wo­ści, że tra­fił za krat­ki? Ukradł? Zabił? Zde­frau­do­wał set­ki tysię­cy zło­tych? Nie, wte­dy wymiar spra­wie­dli­wo­ści nie był­by tak surowy.

Waniew­ski dwa lata temu skra­cał sobie dro­gę do pra­cy, jadąc eko­lo­gicz­nie na rowe­rze w tune­lu pod gli­wic­kim dwor­cem PKP w cen­trum mia­sta. Został zatrzy­ma­ny przez poli­cjant­kę, któ­ra chcia­ła uka­rać rowe­rzy­stę mandatem.

Marek Waniew­ski odmó­wił przy­ję­cia man­da­tu, bo jak twier­dzi nie był nawet świa­do­my popeł­nia­ne­go wykro­cze­nia, więc posta­no­wił docho­dzić swo­ich racji przed sądem. Spra­wa tra­fi­ła do sądu, któ­ry 7 grud­nia 2012 roku uka­rał rowe­rzy­stę grzyw­ną w wyso­ko­ści 30 zło­tych. Waniew­ski jed­nak o niczym nie wie­dział, bo nie dostał wezwa­nia na roz­pra­wę. W nie­świa­do­mo­ści żył dwa lata.

Pod koniec listo­pa­da ode­brał prze­sył­kę z sądu. Było to posta­no­wie­nie Sądu Rejo­no­we­go w Gli­wi­cach, któ­ry zarzą­dził, iż Waniew­ski ową grzyw­nę musi odsie­dzieć (tzw. zastęp­cze wyko­na­nie kary) w zakła­dzie karnym.

Dłuż­nik nie uiścił grzyw­ny w ter­mi­nie, a mając na uwa­dze fakt, iż należ­ność z tego tytu­łu jest nie­wiel­ka Sąd uznał, że egze­ku­cja komor­ni­cza grzyw­ny oraz jej wyko­na­nie w for­mie zastęp­czej pra­cy spo­łecz­nie uży­tecz­nej nie jest celowe”

uza­sad­niał sędzia Woj­ciech Gło­wac­ki z Gli­wic, któ­re­mu wró­ży­my bły­ska­wicz­ną karie­rę w resor­cie spra­wie­dli­wo­ści pod rzą­da­mi Plat­for­my Obywatelskiej.

Waniew­ski grzyw­ny nie wpła­cił nawet po tym posta­no­wie­niu. Gdy­by tak zro­bił, to nie było­by spra­wy. Rad­ny nie zapła­cił, bo – jak twier­dzi – tym razem chciał zwró­cić uwa­gę na prze­peł­nie­nie pol­skich wię­zień i aresz­tów, gdzie ludzie z wyso­ki­mi wyro­ka­mi cze­ka­ją na odsiad­kę. Jeden taki przy­pa­dek opisywałem.

Była to zna­na na Ślą­sku spra­wa oso­by ska­za­nej pra­wo­moc­nym wyro­kiem za spo­wo­do­wa­nie śmier­tel­ne­go wypad­ku dro­go­we­go, któ­ra przez ponad deka­dę nie odby­ła orze­czo­nej kary kil­ku lat więzienia!

A podob­no naj­lep­szą prze­stro­gą i środ­kiem reso­cja­li­za­cji jest prze­ko­na­nie o nie­uchron­no­ści kary. Ale nie w Pol­sce, nie w sądach w któ­rych nie­mal wszy­scy funk­cjo­na­riu­sze Temi­dy” puch­ną z dumy i są prze­ko­na­ni o swej dosko­na­ło­ści i nieomylności.

17 grud­nia Marek Waniew­ski spa­ko­wał tor­bę, i poszedł do Aresz­tu Śled­cze­go w Gli­wi­cach, aby odsie­dzieć 1 dzień orze­czo­nej kary. Psy­chicz­nie był przy­go­to­wa­ny na 24-godzin­ny pobyt za krat­ka­mi, ale nie doce­nił prze­bie­gło­ści wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści. Kie­dy Waniew­ski garo­wał”, Sąd Rejo­no­wy w Gli­wi­cach wysłał posta­no­wie­nie do aresz­tu, że w związ­ku z wcze­śniej popeł­nio­nym wykro­cze­niem i zarzą­dzo­ną wobec nie­go karą, czas pozba­wie­nia wol­no­ści zosta­nie wydłu­żo­ny do 3 dni! Oka­za­ło się bowiem, że nudzą­cy się sędzia lub asy­stent czy inny urzę­das wytro­pił jesz­cze jed­no bar­dzo groź­ne” prze­stęp­stwo radnego.

W 2012 roku Waniew­ski zapar­ko­wał swój samo­chód zbyt bli­sko przej­ścia dla pie­szych, za co został uka­ra­ny man­da­tem w wyso­ko­ści 100 zł. Sąd dwu­krot­nie wysy­łał naka­zy zapła­ty pod jego dwa adre­sy zamiesz­ka­nia. Ponie­waż nie odbie­rał kore­spon­den­cji, sąd zde­cy­do­wał o zasto­so­wa­niu kary zastęp­czej w posta­ci 2 dni aresztu.

Waniew­ski, kie­dy na wła­snej skó­rze poznał warun­ki w aresz­cie, już nie koza­czył”, tyl­ko zde­cy­do­wał szyb­ko zapła­cić te 100 zło­tych grzyw­ny (dobrze, że wziął tyle pie­nię­dzy ze sobą). Nie wda­wał się chy­ba nawet w aka­de­mic­ką dys­ku­sję, dla­cze­go za 30 zło­tych musi odsie­dzieć dzień aresz­tu, a za 100 zł – dwa, sko­ro powin­ny to być przy­naj­mniej trzy dni dodat­ko­we­go odpo­czyn­ku”. Dur­no­ta wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści” prze­ja­wia się nawet w takich rachunkach.

Z kolei rzecz­nik aresz­tu śled­cze­go w Gli­wi­cach, kpt. Mariusz Gra­bow­ski powie­dział, że kosz­ty spę­dze­nia przez osa­dzo­ne­go jed­nej doby w aresz­cie jest ponad dwu­krot­nie wyż­szy, niż zarzą­dzo­na wobec Waniew­skie­go grzyw­na i wyno­si ok. 6070 zł.

Czy Sąd Rejo­no­wy w Gli­wi­cach będzie doma­gał się, aby Marek Waniew­ski dopła­cił tę różnicę?

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wgo​spo​dar​ce​.pl

Kopal­nia Wujek 16 grudnia

16 grud­nia 1981 roku. Data zna­na każ­de­mu na Ślą­sku. Oddzia­ły ZOMO i woj­ska spa­cy­fi­ko­wa­ły bru­tal­nie strajk gór­ni­ków kopal­ni Wujek, aby prze­stra­szyć inne straj­ku­ją­ce zakła­dy. Padły strzały. 

KWK Wujek

W pacy­fi­ka­cji zgi­nę­ło 9 gór­ni­ków: Jan Sta­wi­siń­ski, Joachim Gni­da, Józef Cze­kal­ski, Krzysz­tof Giza, Ryszard Gzik, Bogu­sław Kop­czak, Andrzej Peł­ka, Zbi­gniew Wilk, Zenon Zając, a 21 zosta­ło rannych.

20 stycz­nia 1982 Pro­ku­ra­tu­ra Gar­ni­zo­no­wa w Gli­wi­cach uma­rza śledz­two w spra­wie śmier­ci gór­ni­ków z Wuj­ka. Jej zda­niem człon­ko­wie plu­to­nu spe­cjal­ne­go dzia­ła­li w warun­kach obro­ny koniecz­nej i uży­li bro­ni zgod­nie z przepisami.

9 lute­go sąd Ślą­skie­go Okrę­gu Woj­sko­we­go ogła­sza wyrok na przy­wód­ców gór­ni­cze­go straj­ku w KWK Wujek. Sta­ni­sław Pła­tek ska­za­ny został na 4 lata, Jerzy War­tak na 3,5 roku, Adam Skwi­ra i Marian Głuch po 3 lata, nato­miast czte­ry oso­by zosta­ły uniewinnione.

Pro­ces mili­cjan­tów plu­to­nu spe­cjal­ne­go ZOMO, któ­rzy zosta­li oskar­że­ni o strze­la­nie do gór­ni­ków roz­po­czął się w mar­cu 1993 roku.

Na począt­ku na ławie oskar­żo­nych zasia­dły 23 oso­by, m.in. b. zastęp­ca komen­dan­ta woje­wódz­kie­go MO Marian Okrut­ny, b. dowód­ca oddzia­łu ZOMO Kazi­mierz Wil­czyń­ski, b. dowód­ca plu­to­nu spe­cjal­ne­go ZOMO Romu­ald Cie­ślak oraz 20 człon­ków plutonu.
Ze wzglę­dów zdro­wot­nych wyłą­czo­no spra­wę Wil­czyń­skie­go, któ­ry dowo­dził odblo­ko­wa­niem kopalń. Spra­wę gen. Cze­sła­wa Kisz­cza­ka, b. sze­fa MSW, sąd wyłą­czył do odręb­ne­go postę­po­wa­nia tak­że ze wzglę­du na zły stan jego zdrowia.

Osta­tecz­nie w 2008 roku, w koń­cu zapadł pra­wo­moc­ny wyrok ska­zu­ją­cy 14 byłych zomow­ców z plu­to­nu spe­cjal­ne­go, któ­rzy bra­li udział w pacy­fi­ka­cji kopalń Wujek” i Mani­fest Lip­co­wy”. Sąd uznał wszyst­kich oskar­żo­nych za win­nych zbrod­ni komu­ni­stycz­nej. Otrzy­ma­li od 3,5 do 6 lat więzienia.

W 2009 roku, po 28 latach od masa­kry, Sąd Naj­wyż­szy osta­tecz­nie utrzy­mał wyrok. Do dziś nie został osą­dzo­ny były szef MSW gene­rał Cze­sław Kisz­czak, obcią­ża­ny odpo­wie­dzial­no­ścią za śmierć 9 gór­ni­ków z Wuj­ka”.

Zda­niem pro­ku­ra­tu­ry, dro­gę do uży­cia bro­ni w kopal­ni Wujek” otwo­rzył szy­fro­gram do jed­no­stek mili­cji, wysła­ny przez Cze­sła­wa Kisz­cza­ka w 1981 roku. Gene­rał miał już 5 pro­ce­sów w tej sprawie.

W 2004 roku ska­za­no go na 2 lata wię­zie­nia w zawie­sze­niu lecz potem został unie­win­nio­ny. Po kil­ku pro­ce­sach, osta­tecz­nie w 2013 roku sąd bez­ter­mi­no­wo zawie­sił jego spra­wę ze wzglę­du na zły stan zdrowia.

Zapo­mnia­ny jak Świtoń

Na kon­fe­ren­cji, któ­ra odby­ła się w nie­dzie­lę w Sej­mie z oka­zji 30. rocz­ni­cy powsta­nia Wol­nych Związ­ków Zawo­do­wych (WZZ) nie było Kazi­mie­rza Świ­to­nia z Katowic.

- Doro­bi­łem się… Mam dziś tysiąc zło­tych eme­ry­tu­ry, do tego cięż­ko cho­rą żonę, któ­ra nigdy nie pra­co­wa­ła, ponie­waż wycho­wy­wa­ła szóst­kę naszych dzie­ci. Chy­ba sprze­dam auto­gra­fy Ojca Świę­te­go, bo nie mam z cze­go żyć – mówi Świ­toń. Jest roz­go­ry­czo­ny. Ma niską eme­ry­tu­rę, bo od kie­dy w mar­cu 1978 roku zało­żył w Kato­wi­cach pierw­szy w kra­ju Komi­tet Wol­nych Związ­ków Zawo­do­wych, nie miał sta­łej pracy.

kazimierz-świtoń

Kazi­mierz Świ­toń, jego żona Doro­ta oraz pię­cio­ro ich dzie­ci byli prze­śla­do­wa­ni przez Służ­bę Bez­pie­czeń­stwa z Kato­wic: sta­łe rewi­zje w ich domu, zatrzy­my­wa­nie bez powo­du w aresz­tach, aresz­to­wa­nie Świ­to­nia na pięć tygo­dni w czerw­cu 1978, oczer­nia­nie, stra­sze­nie i znie­wa­ża­nie. W odwe­cie za WZZ wła­dze Kato­wic na pole­ce­nie SB zamknę­ły pro­wa­dzo­ny przez nie­go od dzie­się­ciu lat zakład napra­wy sprzę­tu tele­wi­zyj­ne­go w cen­trum miasta.

W paź­dzier­ni­ku 1978 r. wycho­dzą­ce­go z kościo­ła opo­zy­cjo­ni­stę, napa­dło czte­rech męż­czyzn w cywi­lu. Akcja” nastą­pi­ła kil­ka­dzie­siąt metrów od kamie­ni­cy na uli­cy Miko­łow­skiej w Kato­wi­cach, gdzie miesz­ka­li Świ­to­nio­wie. Napast­ni­cy wykrę­ci­li Świ­to­nio­wi ręce i zaczę­li wcią­gać do sto­ją­ce­go na uli­cy brą­zo­we­go fia­ta 125p. Roz­po­czę­ła się sza­mo­ta­ni­na. Dopie­ro porucz­nik mili­cji, prze­cho­dzą­cy przy­pad­kiem” uli­cą pomógł we wsa­dze­niu dzia­ła­cza WZZ do samo­cho­du. Esbe­cy z pobi­tym i sku­tym Świ­to­niem poje­cha­li do komen­dy milicji.

Po kil­ku godzi­nach Świ­toń został aresz­to­wa­ny. Pro­ku­ra­tor Andrzej Nastu­ła oskar­żył go o… napaść na funk­cjo­na­riu­szy. Jak wyni­ka z notat­ki sze­fa SB w Kato­wi­cach do Dyrek­to­ra Depar­ta­men­tu III MSW w War­sza­wie zatrzy­ma­nie Świ­to­nia było pro­wo­ka­cją, zakoń­czo­ną suk­ce­sem – czy­li aresztowaniem.

Kole­gium do spraw wykro­czeń w Kato­wi­cach ska­za­ło go na 2 mie­sią­ce aresz­tu za wywo­ła­nie zbie­go­wi­ska”. Świ­toń od wyro­ku się odwołał.

Ter­min roz­pra­wy wyzna­czo­no na 2 mar­ca 1979 roku. Wyrok w imie­niu PRL miał wydać Gerard Jan­ko­wiak, ówcze­sny pre­zes Sądu Rejo­no­we­go w Kato­wi­cach. Oskar­ży­cie­lem w pro­ce­sie został wice­pro­ku­ra­tor pro­ku­ra­tu­ry rejo­no­wej w Kato­wi­cach tow. Andrzej Nastuła.

Jed­nak już kil­ka tygo­dni wcze­śniej przed­sta­wi­cie­le SB kon­tak­to­wa­li się z sędzią Jan­ko­wia­kiem. Usta­la­no, jak będzie wyglą­dał pro­ces, kto zosta­nie wpusz­czo­ny na salę roz­praw (12 funk­cjo­na­riu­szy SB, w tym dwie kobie­ty oraz dwóch taj­nych współ­pra­cow­ni­ków: Tomek” i Klucz”).

Świ­to­nia z zaan­ga­żo­wa­niem bro­ni­li dwaj adwo­ka­ci z War­sza­wy: Wła­dy­sław Siła-Nowic­ki i Jan Olszew­ski. W cza­sie roz­pra­wy oskar­żo­ny mówił, że »bro­nił się, bo został zaata­ko­wa­ny przez nieznajomych«.

Od kil­ku­na­stu mie­się­cy Świ­toń przez kil­ka godzin czy­ta w archi­wum Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej doku­men­ty na swój temat. To kil­ka tysię­cy stron. Na kse­ro­ko­pie akt nie ma pie­nię­dzy. Mozol­nie prze­pi­su­je tysią­ce stron doku­men­tów do swo­je­go laptopa.

– Pozby­wam się złu­dzeń, co do wie­lu zna­jo­mych. Esbe­cja nada­ła mojej spra­wie kryp­to­nim Emi­sa­riusz”. Zmon­to­wa­no w 1977 roku sieć agen­tów, fil­mo­wa­no z ukry­cia mnie i rodzi­nę, knu­to i nęka­no, pod­słu­chi­wa­no nas w domu. Do 1990 roku dono­si­ło na mnie ponad 170 taj­nych współ­pra­cow­ni­ków. Ci, któ­rzy mnie repre­sjo­no­wa­li mają dziś wyso­kie eme­ry­tu­ry, i się ze mnie śmie­ją – mówi.

- Tak, byłem pre­ze­sem Sądu Rejo­no­we­go w Kato­wi­cach i ska­za­łem Świ­to­nia na rok wię­zie­nia. W cza­sie pro­ce­su SB nie mani­pu­lo­wa­ło ani mną, ani inny­mi oso­ba­mi. Kon­tak­ty z SB doty­czy­ły bez­pie­czeń­stwa sądu. Wyrok był moim zda­niem spra­wie­dli­wy. Wyda­łem go po prze­słu­cha­niu wie­lu świad­ków i ana­li­zie akt – stwier­dza sędzia Jan­ko­wiak, któ­ry był wizy­ta­to­rem w Sądzie Okrę­go­wym w Kato­wi­cach. Teraz jest na zasłu­żo­nej eme­ry­tu­rze. – Świ­toń to była tyl­ko jed­na z wie­lu spraw – doda­je po chwi­li sędzia.

IPN roz­po­czy­na śledztwo

Jan­ko­wiak ma jed­nak sła­bą pamięć. – Wszyst­ko było ukar­to­wa­ne i usta­lo­ne: zezna­nia świad­ków, publicz­ność i wyrok – twier­dzi Świ­toń. Ma na to dowo­dy – akta spra­wy Emi­sa­riu­sza”.

Po kon­sul­ta­cji z pre­ze­sem sądu rejo­no­we­go w Kato­wi­cach usta­lo­no spo­sób pra­wi­dło­we­go prze­bie­gu roz­pra­wy oraz zabez­pie­cze­nia oskar­żo­ne­go. (…) Instruk­taż ze świad­ka­mi – funk­cjo­na­riu­sza­mi MO prze­pro­wa­dzi przed roz­pra­wą kpt. J. Wie­niew­ski z wydzia­łu śled­cze­go. Roz­mo­wy pro­fi­lak­tycz­no-son­da­żo­we ze świad­ka­mi z zewnątrz prze­pro­wa­dzi porucz­nik M. Mer­ta i st. sierż. R. Obrok z Wydzia­łu III. (…) Nie prze­wi­du­je się wezwa­nia na roz­pra­wę bie­głych. Gdy­by obro­na wystą­pi­ła z takim wnio­skiem, prze­wod­ni­czą­cy skła­du orze­ka­ją­ce­go go odda­li” rapor­tu­ją swo­im sze­fom funk­cjo­na­riu­sze SB w Kato­wi­cach przed procesem.

Wyrok wyda­ny przez G. Jan­ko­wia­ka został zmie­nio­ny w 1981 r. Sąd Okrę­go­wy w Kato­wi­cach umo­rzył postę­po­wa­nie, bo nie dopa­trzył się przestępstwa.

- Wsz­czę­li­śmy śledz­two w spra­wie popeł­nie­nia zbrod­ni komu­ni­stycz­nej przez funk­cjo­na­riu­szy MOSB. Stwo­rzy­li fał­szy­we dowo­dy, dzię­ki któ­rym sąd rejo­no­wy w Kato­wi­cach ska­zał Świ­to­nia – mówi Michał Skwa­ra pro­ku­ra­tor IPN w Katowicach.

Czy SB wywie­ra­ła rów­nież wpływ na sędzie­go? Tym na razie IPN się nie zajmuje.

- Świ­toń jest posta­cią tyleż boha­ter­ską, co tra­gicz­ną. Nie­któ­rzy poli­ty­ce do tej pory nie mogą wyba­czyć mu publicz­ne­go oskar­że­nia w cza­sie jed­nej z debat w Sej­mie pre­zy­den­ta Lecha Wałę­sy o agen­tu­ral­ną prze­szłość. Nie­wy­god­ny jest rów­nież anty­se­mi­tyzm Świ­to­nia i ludzie, któ­ry­mi się ota­czał w cza­sie swe­go pro­te­stu na żwi­ro­wi­sku w 1998 roku w pobli­żu obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go Auschwitz-Bir­ke­nau. Rzą­do­wi nie­po­trzeb­ne są napię­cia ze śro­do­wi­ska­mi żydow­ski­mi – tak tłu­ma­czy zapo­mnie­nie zało­ży­cie­la WZZ jeden z posłów Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści ze Śląska.

Kazi­mierz Świ­toń nicze­go nie żału­je. – Postą­pił­bym tak samo, a swo­ich poglą­dów na temat praw­dy i histo­rii nigdy się nie wyprę – dodaje.

Zapo­mi­na­nie” o Świ­to­niu to kolej­ny przy­kład mar­gi­na­li­zo­wa­nia roli opo­zy­cji nie­pod­le­gło­ścio­wej na Ślą­sku. Od lat zauwa­żam, że poli­ty­cy o Ślą­sku przy­po­mi­na­ją sobie jedy­nie w grud­niu- z oka­zji Bar­bór­ki i rocz­ni­cy pacy­fi­ka­cji straj­ku na Wuj­ku”.

[Arty­kuł został opu­bli­ko­wa­ny w 2008 roku]

Atrak­cyj­ne Świętochłowice

Od począt­ku roku do poło­wy listo­pa­da w Świę­to­chło­wi­cach zamel­do­wa­ło się ponad 2,5 tysią­ca osób. Zaska­ku­ją­ce, że w roku wybo­rów do samo­rzą­du przy­by­ło chęt­nych do zamiesz­ka­nia w mie­ście o jed­nym z naj­więk­szych pozio­mów bez­ro­bo­cia i nie­mal cał­ko­wi­tym bra­ku mieszkań.

Nie­daw­ne wybo­ry w mie­ście wygrał ponow­nie urzę­du­ją­cy pre­zy­dent Dawid Kostemp­ski, kan­dy­dat PO. Zdo­był ponad 51 pro­cent gło­sów i poko­nał trzech kon­ku­ren­tów w pierw­szej run­dzie. Czy to był nokaut? A może kan­dy­dat był na dopingu”?

dowod

Tro­chę sta­ty­sty­ki (dane wg PKW):

Świę­to­chło­wi­ce – licz­ba miesz­kań­ców w 2014 r. – 49 638, z tego upraw­nio­nych do gło­so­wa­nia w wybo­rach było 40 551 osób.

Dotar­łem do danych, z któ­rych wyni­ka, że od stycz­nia tego roku w Świę­to­chło­wi­cach do 14 listo­pa­da na pobyt sta­ły i cza­so­wy (ponad 3 mie­sią­ce) zamel­do­wa­ły się aż 2825 oso­by. Moż­na zatem zało­żyć, że co mie­siąc Świę­to­chło­wi­com przy­by­wa­ło pra­wie 300 nowych miesz­kań­ców. Wśród tych danych nie ma osób zamel­do­wa­nych na kró­cej, niż kwartał.

W wybo­rach pre­zy­denc­kich w tym mie­ście na czte­rech kan­dy­da­tów gło­so­wa­ło 15 936 osób, a Kostemp­ski zdo­był 8 242 gło­sów (51.72 proc.). Wygrał wybo­ry w pierw­szej turze, prze­kra­cza­jąc gra­ni­cę 50 proc. gło­sa­mi… 274 osób. To nie­wiel­ka róż­ni­ca. Odpo­wia­da np. licz­bie osób zamel­do­wa­nych w mie­ście w cią­gu miesiąca.

Przed roz­po­czę­ciem kam­pa­nii wybor­czej i w jej trak­cie docho­dzi­ły z tego mia­sta infor­ma­cje, że Świę­to­chło­wi­ce nagle sta­ły się bar­dzo atrak­cyj­nym miej­scem do zamel­do­wa­nia (nie mylić z zamieszkaniem).

Fik­cyj­ny meldunek

Temu tren­do­wi dał się ponieść nawet sam Kostemp­ski, któ­ry mimo, iż miesz­ka w kamie­ni­cy w cen­trum Kato­wic oraz wykań­cza spo­ry dom w eli­tar­nej dziel­ni­cy na przed­mie­ściach mia­sta, zamel­do­wał się w Świę­to­chło­wi­cach. Po co? Ano po to, aby móc star­to­wać w wybo­rach na rad­ne­go z listy PO w Świę­to­chło­wi­cach (ułom­na usta­wa nie wyma­ga od star­tu­ją­cych w wybo­rach pre­zy­denc­kich zamieszkania).

Co praw­da kodeks wybor­czy mówi o tym, że kan­dy­dat na rad­ne­go musi sta­le zamiesz­ki­wać na obsza­rze danej gmi­ny”, ale to mar­twy prze­pis, któ­rym nikt się nie przej­mu­je. A szko­da. Łama­nie pra­wa nie­któ­rym wcho­dzi w krew.

Zgod­nie z Kodek­sem wyborczym:

Przez sta­łe zamiesz­ka­nie” nale­ży rozu­mieć zamiesz­ka­nie w okre­ślo­nej miej­sco­wo­ści pod ozna­czo­nym adre­sem z zamia­rem sta­łe­go poby­tu. W orzecz­nic­twie zarów­no sądów powszech­nych, jak i sądów admi­ni­stra­cyj­nych przyj­mu­je się, że za miej­sce sta­łe­go poby­tu nie uzna­je się miej­sca, w któ­rym oso­ba jest zamel­do­wa­na, ale w któ­rym sta­le reali­zu­je swo­je pod­sta­wo­we funk­cje życio­we, tj. w szcze­gól­no­ści miesz­ka, spo­ży­wa posił­ki, nocu­je, wypo­czy­wa, prze­cho­wu­je swo­je rze­czy nie­zbęd­ne do codzien­ne­go funk­cjo­no­wa­nia, przyj­mu­je wizyty.

Kostemp­ski pod­czas kam­pa­nii wybor­czej był zamel­do­wa­ny w pew­nym miesz­ka­niu w Świę­to­chło­wi­cach, ale miesz­kał w Kato­wi­cach. Pre­zy­dent był odwo­żo­ny do magi­stra­tu i przy­wo­żo­ny do miesz­ka­nia w Kato­wi­cach służ­bo­wym autem z kierowcą.

Co przy­cią­gnę­ło tych ludzi do mia­sta z naj­wyż­szym bez­ro­bo­ciem w regio­nie? Z danych zaczerp­nię­tych ze stro­ny PUP w Świę­to­chło­wi­cach w paź­dzier­ni­ku bez pra­cy było pra­wie 2 tysią­ce osób, sto­pa bez­ro­bo­cia wyno­si­ła 15,7 proc (w woje­wódz­twie – 9,8 proc., w kra­ju – 11,5 proc.).

Walo­ry tury­stycz­ne i eko­lo­gicz­ne? Nie­praw­do­po­dob­ne. Rewi­ta­li­za­cja Sta­wu Kali­na, któ­ry sku­tecz­nie tru­je miesz­kań­ców oka­za­ła się kla­pą eko­no­micz­ną i wize­run­ko­wą, bada­ną przez ABW. Muzeum Powstań Ślą­skich (zło­śli­wi doda­ją imie­nia Dawi­da Kostemp­skie­go”) będzie eko­no­micz­ną pułap­ką, bo na jego utrzy­ma­nie mia­sto doło­ży kil­ka­set tysię­cy złotych.

Poży­cza od tatusia

O Świę­to­chło­wi­cach, 50-tysięcz­nym mie­ście na Ślą­sku pomię­dzy Cho­rzo­wem i Rudą Ślą­ską oraz jego pre­zy­den­cie, Dawi­dzie Kostemp­skim z PO napi­sa­łem spo­ro. Opi­sa­łem, jak to ukrył przed wybor­ca­mi fakt ska­za­nia za mata­cze­nie po śmier­tel­nym wypad­ku samo­cho­do­wym, zatrud­nił w magi­stra­cie jako dorad­cy dzien­ni­ka­rza publicz­nej roz­gło­śni, w któ­re­go pro­gra­mach czę­sto wystę­po­wał, pro­ku­ra­tor­skie postę­po­wa­nie w spra­wie opie­ku­nek swe­go dziec­ka, zatrud­nio­nych na eta­tach w samo­rzą­dzie oraz spo­ro innych spraw.

Oka­za­ło się, że do oświad­cze­nia mająt­ko­we­go Kostemp­ski nie wpi­sał dro­gie­go zegar­ka, któ­ry nosi. Kie­dy spra­wa wyszła na jaw, pre­zy­dent tłu­ma­czył się pry­mi­tyw­nie – naj­pierw, że zega­rek poży­czył od ojca”, a potem, że poży­cza od ojca, ale to chiń­ska podróbka”.

Co na to CBA? Zapew­ne nic, bo oto­cze­nie pre­zy­den­ta wręcz chwa­li się dobry­mi ukła­da­mi w służ­bach. Tak czy owak, wszyst­ko na to wska­zu­je, że to nie koniec opo­wie­ści o soł­ty­sie ze Świę­to­chło­wic”, któ­ry mia­sto trak­tu­je jak swój par­tyj­ny folwark.

Cień Gębor­skie­go

68 lat temu został zli­kwi­do­wa­ny Obóz Pra­cy w Łam­bi­no­wi­cach koło Nysy, w któ­rym po woj­nie zgi­nę­ło ponad 1,5 tysię­cy wysie­dla­nych ze Ślą­ska Niem­ców. Jego komen­dan­tem był Cze­sław Gębor­ski, mrocz­ny typ któ­ry nigdy nie odpo­wie­dział za swo­je przestępstwa.

Nikt z sąsia­dów kamie­ni­cy przy uli­cy 1 Maja 48 w Kato­wi­cach nie wie­dział, że w miesz­ka­niu nr 16 na ostat­nim pię­trze wraz z żoną miesz­ka były komen­dant obo­zu w Łam­bi­no­wi­cach (niem. Lams­dorf) na Ślą­sku Opolskim.

Cze­sła­wa Gębor­skie­go z cie­nia histo­rii” wycią­gnę­li dokład­nie 28 maja 1997 r. dzia­ła­cze Ruchu Auto­no­mii Ślą­ska, Ligi Repu­bli­kań­skiej oraz Związ­ku Lud­no­ści Naro­do­wo­ści Ślą­skiej, któ­rzy zor­ga­ni­zo­wa­li pod jego domem pikietę.

Kamie­ni­ca, w któ­rej miesz­kał były komen­dant obo­zu, znaj­du­je się tuż obok rek­to­ra­tu Uni­wer­sy­te­tu Eko­no­micz­ne­go. Pamię­tam, że na domo­fo­nie bra­ko­wa­ło jedy­nie tablicz­ki z jego nazwi­skiem. Sąsie­dzi, któ­rzy wyszli na uli­cę, zwa­bie­ni odgło­sa­mi skrom­nej mani­fe­sta­cji, nie wie­dzie­li (albo nie chcie­li wie­dzieć), kto miesz­ka pod 16”: - To star­szy, scho­ro­wa­ny czło­wiek - mówi­li. Nie sły­sze­li też o obo­zie w Łambinowicach.

Ame­ry­kań­ski dzien­ni­karz żydow­skie­go pocho­dze­nia John Sack napi­sał książ­kę Oko za oko. Prze­mil­cza­na histo­ria Żydów, któ­rzy w 1945 roku mści­li się na Niem­cach”. Jedy­ne w Pol­sce wyda­nie książ­ki uka­za­ło się dwa­dzie­ścia (!) lat temu.

Sack się­gnął do tema­tu, któ­ry był tabu – poka­zał, jak w cią­gu kil­ku powo­jen­nych lat Żydzi, któ­rzy prze­ży­li nie­miec­kie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne, mści­li się na Niem­cach, wstę­pu­jąc do UB, zosta­wa­li kie­row­ni­ka­mi zakła­dów kar­nych, wię­zień i obo­zów pra­cy dla Niem­ców na Śląsku.

29 stycz­nia 1945 roku Alek­san­der Zawadz­ki, mia­no­wa­ny peł­no­moc­ni­kiem Rzą­du Tym­cza­so­we­go na woje­wódz­two ślą­skie, wydał zarzą­dze­nie w spra­wie likwi­da­cji wszel­kich śla­dów oku­pa­cji nie­miec­kiej i dla zama­ni­fe­sto­wa­nia pol­sko­ści Ślą­ska”. Kon­se­kwen­cją tego zarzą­dze­nia było powsta­nie obo­zów pracy.

Tade­usz M. Płu­żań­ski tak pisze o skut­kach decy­zji Zawadzkiego:

Komu­ni­stycz­ne wła­dze naka­za­ły wysie­dla­nie nie­miec­kich rodzin z ich gospo­darstw na Ślą­sku, aby zna­leźć miej­sce dla repa­trian­tów ze Wscho­du. Nie wywo­żo­no ich jed­nak za nową, usta­lo­ną w Jał­cie gra­ni­cę Pol­ski. Miej­scem wysie­dle­nia były Łam­bi­no­wi­ce. W pry­mi­tyw­nych bara­kach umiesz­cza­no jed­nak nie tyl­ko nie­miec­kich wysie­dleń­ców i człon­ków hitle­row­skich orga­ni­za­cji. Ponie­waż uchodź­ców z pol­skich Kre­sów było wie­lu, do obo­zu tra­fia­ły całe wsie, włącz­nie z kobie­ta­mi (któ­re były w Łam­bi­no­wi­cach mal­tre­to­wa­ne i gwał­co­ne), dzieć­mi i star­ca­mi. Wśród osa­dzo­nych zna­la­zły się oso­by przy­zna­ją­ce się do naro­do­wo­ści pol­skiej, miesz­kań­cy Opolsz­czy­zny, któ­rzy opar­li się germanizacji”.

Bez wyrzu­tów sumienia

Obóz, któ­re­go Gębor­ski był komen­dan­tem w lite­ra­tu­rze nie­miec­kiej zyskał sobie mia­no obo­zu zagła­dy”. To nad­uży­cie, bo oczy­wi­ście ska­la ofiar w Łam­bi­no­wi­cach nie jest porów­ny­wal­na z ofia­ra­mi nazi­stow­skich obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, jed­nak śmier­tel­ność była bar­dzo wyso­ka. Wia­do­mo dzi­siaj, że Cze­sław Gębor­ski oso­bi­ście mor­do­wał i brał udział w tor­tu­ro­wa­niu więź­niów. Owi Niem­cy, któ­rzy zna­leź­li się w tym obo­zie, to byli w ogrom­nym pro­cen­cie miesz­kań­cy Ślą­ska, przed­sta­wi­cie­le róż­nych zawo­dów, nie mają­cy nic wspól­ne­go ze zbrod­nia­mi SS czy gesta­po. Przez obóz w Łam­bi­no­wi­cach (niem. Lams­dorf) prze­szło po woj­nie ponad 2 tysią­ce osób.

W repor­ta­żu sprzed lat pt. Cień Łam­bi­no­wic” tak pisałem:

Drzwi pod 16. otwie­ra star­sza kobie­ta. – Mąż jest cięż­ko cho­ry, po dwóch zawa­łach i wyle­wie, pro­szę go nie dener­wo­wać – pro­si. Po dłuż­szym waha­niu zga­dza się na roz­mo­wę: – Cze­sław mówił mi wszyst­ko o tych cza­sach. Byłam nawet na Łam­bi­no­wi­cach przed laty i ludzie mi opo­wia­da­li, że ten grób o któ­ry się tak awan­tu­ru­ją Niem­cy, to jest grób Ruskich ofi­ce­rów z I woj­ny świa­to­wej. W Łam­bi­no­wi­cach był naj­pierw obóz rosyj­skich jeń­ców, potem epi­de­mia tyfu­su. To wszyst­ko kłam­stwa… w ubie­gły pią­tek był u nas pre­zes mniej­szo­ści nie­miec­kiej pan Ury­na i prze­pra­szał męża za szkalowanie.

Wcho­dzę do małe­go poko­ju, gdzie sie­dzi Cze­sław Gębor­ski. Star­szy pan, w szla­fro­ku, o zde­cy­do­wa­nych rysach, pali faj­kę… Zga­dza się na rozmowę.

Ta mani­fe­sta­cja przed domem…

- Niech robią co chcą, prze­cież to są nawie­dze­ni ludzie, chcą tyl­ko dra­ki, nic więcej.

Co się dzia­ło w obo­zie w Łambinowicach?

- Jak to po woj­nie. Jakież to mogę mieć wyrzu­ty sumie­nia? Oka­za­ło się, że ten, któ­ry został zabi­ty w Łam­bi­no­wi­cach – zgi­nął pod Sta­lin­gra­dem, ten, któ­ry miał zostać rze­ko­mo zamę­czo­ny w obo­zie – wyje­chał legal­nie do Nie­miec. Ja byłem komen­dan­tem tyl­ko dwa mie­sią­ce, na samym począt­ku… To co wypi­su­ją na tych afi­szach to bzdu­ra, nikt nie mor­do­wał­by ludzi na oczach mię­dzy­na­ro­do­wej komisji!

Prze­ciw­ko Panu w latach 50. toczy­ło się postępowanie?

- Tak, i zosta­łem uniewinniony.

Czu­je się pan win­ny temu, co w 1945 roku dzia­ło w Łambinowicach?

- Niee, nie. A kto się z nich przej­mo­wał dwu­dzie­sto­ma tysią­ca­mi Pola­ków wysie­dlo­nych ze Wscho­du i biwa­ku­ją­cych na opol­skich bło­niach? Nikt! Tam wybu­chła epi­de­mia tyfu­su i czer­won­ki. Trze­ba było ich gdzieś umie­ścić, dla­te­go zaczę­to wysie­dlać Niem­ców, aby zro­bić miej­sce dla Pola­ków. Dla­cze­go nie mówi się o Pola­kach, któ­rzy umie­ra­li na tych bło­niach? Edmund Nowak napi­sał stek bzdur w tej swo­jej książ­ce o obo­zie. Co mu kto powie­dział, to pisał. W zasa­dzie oparł się na książ­ce tego leka­rza obo­zo­we­go Hein­za Esse­ra [„Die Höl­le von Lams­dorf. Doku­men­ta­tion über ein polni­sches Ver­nich­tung­sla­ger” – przyp. TS], a to był głów­ny pro­wo­ka­tor. Archi­wum obo­zu kom­plet­nie temu zaprzecza.

Znał pan Salo­mo­na Morela?

- Bar­dzo dobrze, to był świet­ny chło­pak. Wymor­do­wa­li mu cała rodzi­nę, ukry­wał się… Po woj­nie został mia­no­wa­ny komen­dan­tem obo­zu w Świę­to­chło­wi­cach. Do obo­zu kie­ro­wa­no róż­nych ludzi – nie­do­bit­ków, cho­rych na tyfus. Gdy­by Morel te doku­men­ty ludzi, któ­rzy tam zmar­li, spa­lił, to nie było­by całej spra­wy. A on oddał je lojal­nie do Urzę­du Sta­nu Cywil­ne­go! I teraz mówią: Morel zabił tylu i tylu ludzi. Twier­dzą, jako Żyd to się mścił! To nonsens!

Czy­li niewinny?

- Abso­lut­nie nie­win­ny! To są gry nie­miec­kie! Dla­cze­go nikt nie pisze o tym, ilu Niem­ców zamor­do­wa­li Alian­ci po kapi­tu­la­cji Niemiec?

Skąd się zatem wzię­ły te rela­cje o Łam­bi­no­wi­cach? To nie był to obóz pra­cy dla Niem­ców w 1945 roku i wysie­dla­nych ze Śląska?

- Jak mam udo­wod­nić? Każ­dy Nie­miec miał łóż­ko, trzy skrom­ne posił­ki dzien­nie, a myśmy jedli w zasa­dzie to samo.

Morel twier­dzi, że miał powód, aby się mścić na Niem­cach, a Pan?

- Od 1941 roku cała oku­pa­cję włó­czy­łem się po wię­zie­niach i obo­zach, a wyzwo­li­ła mnie dopie­ro Armia Radziec­ka w Mysło­wi­cach. Ojciec sie­dział 4 lata w obo­zie. A któ­ry Polak nie miał powo­du do zemsty na Niem­cach? 12,5 milio­na Pola­ków sie­dzia­ło w obo­zach i wię­zie­niach, zamor­do­wa­li ponad 6 milio­nów, milio­ny kalek, znisz­czo­ny kraj. Niem­cy obcho­dzi­li się lepiej ze zwie­rzę­ciem, niż Pola­ka­mi. Za to ich mia­łem kochać? Oni są teraz oczy­wi­ście nie­win­ni. W Łam­bi­no­wi­cach nic się z więź­nia­mi nie dzia­ło – była epi­de­mia tyfusu!

Co Pan dzi­siaj robi na resor­to­wej emeryturze?

- Sie­dzę w domu i czy­tam. Nie mam zaufa­nia do dzien­ni­ka­rzy, ponie­waż cała pra­sa ślą­ska jest wyku­pio­na przez Niemców.

Czło­wiek do spe­cjal­nych poru­czeń” – tak Cze­sła­wa Gębor­skie­go okre­ślił jego kole­ga z Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa. Gębor­ski miał opi­nię czło­wie­ka bez­względ­ne­go i okrut­ne­go. Do wybu­chu II woj­ny świa­to­wej miesz­kał w Dąbro­wie Gór­ni­czej. Tra­fił do komu­ni­stycz­nej par­ty­zant­ki. Po zakoń­cze­niu woj­ny wstą­pił do Mili­cji Oby­wa­tel­skiej i szyb­ko awan­so­wał na sierżanta.

Towa­rzy­sze z resortu

Do mar­ca 1945 pra­co­wał razem z Salo­mo­nem More­lem w obo­zie Świę­to­chło­wi­cach, a następ­nie w Nie­mo­dli­nie. W lip­cu 1945 został komen­dan­tem Obo­zu Pra­cy w Łam­bi­no­wi­cach. Peł­nił tę funk­cję do paź­dzier­ni­ka 1945, kie­dy to posta­wio­no mu zarzut prze­kro­cze­nia obo­wiąz­ków służ­bo­wych. Cho­dzi­ło o spa­le­nie bara­ku z więź­nia­mi i roz­kaz strze­la­nia do gaszą­cych go więź­niów. Zgi­nę­ło wów­czas 48 osób.

Mimo tak poważ­nych zarzu­tów uczest­ni­czył w pro­ce­sie żoł­nie­rza NSZ Bole­sła­wa Pro­no­bi­sa pseud. Ikar (ska­za­ny na śmierć i stra­co­ny). W 1947 śledz­two w spra­wie wyda­rzeń w obo­zie zosta­ło umo­rzo­ne, a Cze­sław Gębor­ski został awan­so­wa­ny do stop­nia kapitana.

Po 1956 r. śledz­two w spra­wie Łam­bi­no­wic zosta­ło wzno­wio­ne. Gębor­ski tra­fił do aresz­tu. Sąd jed­nak unie­win­nił byłe­go komen­dan­ta (mimo obcią­ża­ją­cych zeznań naj­bliż­sze­go współ­pra­cow­ni­ka – Igna­ce­go Szy­pu­ły, któ­ry póź­niej wypadł z okna), a pro­ku­ra­tu­ra nie odwo­ła­ła się od wyro­ku. W 1960 r., będąc już ofi­ce­rem SB, kapi­tan Gębor­ski pró­bo­wał uzy­skać odszko­do­wa­nie za 22 mie­sią­ce aresz­tu. Bez­sku­tecz­nie, sąd uznał areszt za zasad­ny i potwier­dził, że wyrok unie­win­nia­ją­cy nie roz­wie­wa wszyst­kich wąt­pli­wo­ści. Karie­rę w resor­cie koń­czy w 1974 r. w stop­niu majora.

Bez­kar­ni

Od koń­ca lat 90. XX wie­ku w sądzie w Opo­lu toczył się wzno­wio­ny pro­ces w spra­wie śmier­ci 48 osób z obo­zu w Łam­bi­no­wi­cach. Gębor­ski został oskar­żo­ny o zabój­stwo. Pro­ces (prze­ry­wa­ny noto­rycz­ną nie­obec­no­ścią świad­ków, w więk­szo­ści byłych mili­cjan­tów i ube­ków) trwał do 2005 r., kie­dy to został odro­czo­ny ze wzglę­du na zły stan zdro­wia oskar­żo­ne­go. Osta­tecz­nie został umo­rzo­ny w 2006 r. z powo­du śmier­ci oskarżonego.

Życio­rys Gębor­skie­go skry­wa spo­ro tajem­nic. Insty­tu­to­wi Pamię­ci Naro­do­wej uda­ło się usta­lić część nazwisk funk­cjo­na­riu­szy Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa, któ­rzy bra­li udział w ope­ra­cji Lawi­na” i sto­ją za egze­ku­cją żoł­nie­rzy z gru­py Bart­ka”. Zapew­ne nigdy się nie dowie­my o roli Gębor­skie­go w mor­do­wa­niu żoł­nie­rzy z Oddzia­łu Bart­ka” – Hen­ry­ka Flame.

Oaza peł­na teczek

Lustra­cja, szan­taż, skrę­co­ne” śledz­two, esbec­kie akta, dziw­ne struk­tu­ry służb spe­cjal­nych. Ta opo­wieść będzie praw­dzi­wa, choć wyda­je się zupeł­nie nie­praw­do­po­dob­na. Nie­praw­do­po­dob­na głów­nie ze wzglę­du na finał.

To począ­tek moje­go repor­ta­żu o histo­rii pew­nej afe­ry zwią­za­nej z ope­ra­cją Oaza.

oaza wpolityce

Wię­cej o tej histo­rii w naj­now­szym nume­rze wSie­ci”!