Akcja T4

Pro­ku­ra­tor pio­nu śled­cze­go IPN w Kato­wi­cach wsz­czął śledz­two w spra­wie zbrod­ni prze­ciw­ko ludz­ko­ści, któ­rej dopu­ści­li się Niem­cy w latach 193945 pod­czas akcji T4 w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lublińcu.

Pozna­li­śmy uza­sad­nie­nie wsz­czę­cia śledz­twa w spra­wie akcji T‑4 w szpi­ta­lu w Lubliń­cu. Obej­mu­je ono m.in. popeł­nie­nie zbrod­ni nazi­stow­skiej, któ­ra sta­no­wi­ła zbrod­nię wojen­ną oraz zbrod­nię prze­ciw­ko ludz­ko­ści – zabójstw pacjen­tów szpi­ta­la psy­chia­trycz­ne­go w cza­sie II woj­ny świa­to­wej. Nie wyklu­czo­ne, że pod­czas zbrod­ni­czej euta­na­zji, nie­miec­cy leka­rze – psy­chia­trzy wraz z pomoc­ni­ka­mi, zamor­do­wa­li kil­ku­set cho­rych – dzie­ci i dorosłych.

Prze­ciw­ni­cy śledztw IPN będą uży­wać argu­men­tu, że takie śledz­two jest nie­po­trzeb­ne, sko­ro spraw­cy nie żyją. Odpo­wiedź jest pro­sta – celem tego śledz­twa jest usta­le­nie praw­dy, zadość­uczy­nie­nie pamię­ci ofiar, któ­re nigdy nie docze­ka­ły spra­wie­dli­wo­ści, ich rodzi­ny nie docze­ka­ły się ofi­cjal­ne­go uzna­nia cier­pie­nia bli­skich, a zbrod­nia w Lubliń­cu jest nie­mal nieznana.

Waż­ne jest też to, że ofi­cjal­ne śledz­two i usta­le­nia pro­ku­ra­tu­ry będą chro­nić przed rewi­zjo­ni­zmem i nega­cją zbrod­ni, a zwo­len­ni­cy tego nie zakwe­stio­nu­ją fak­tów usta­lo­nych przez pro­ku­ra­tu­rę. To sygnał, że zbrod­nie prze­ciw­ko ludz­ko­ści nie przedaw­nia­ją się, a Pol­ska nie zapo­mi­na o ofia­rach nie­miec­kich zbrod­nia­rzy, tak­że w lekar­skich kitlach.

Śledz­twa i mataczenia

W Pol­sce do tej podej­mo­wa­no dwie pró­by posta­wie­nia przed sądem spraw­ców zbrod­ni Akcji T‑4 w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lubliń­cu. Pierw­sza – to śledz­two pro­wa­dzo­ne przez pol­skie orga­ny ści­ga­nia i Głów­ną Komi­sję Bada­nia Zbrod­ni Nie­miec­kich w latach 60. ub. wie­ku. Mate­ria­ły zosta­ły prze­ka­za­ne w 1968 r. nie­miec­kiej pro­ku­ra­tu­rze w Dort­mun­dzie z żąda­niem wsz­czę­cia śledz­twa. O losach śledz­twa, któ­re pro­ku­ra­tor w Dort­mun­dzie zaj­mo­wał się aż 9 lat, piszę poniżej.

Dru­gi raz pol­skie śledz­two rusza w 2001 roku. Tym razem pro­ku­ra­tor IPN Marze­na Kusion wsz­czy­na śledz­two, któ­re jed­nak nie doty­czy przy­pad­ków zbrod­ni­czej euta­na­zji pacjen­tów w szpi­ta­lu w Lubliń­cu, ale prze­pro­wa­dza­nych eks­pe­ry­men­tów pseudomedycznych.

Bie­głym w tym śledz­twie zosta­je psy­chia­tra Krzysz­tof Czu­ma, któ­ry – jak usta­li­ła Kali­na Bła­że­jow­ska w swo­jej książ­ce Bez­dusz­ni. Zapo­mnia­na zagła­da cho­rych” – uznał, że poda­wa­nie pacjen­tom lumi­na­lu w daw­kach powo­du­ją­cych śmierć, nie odbie­ga­ło od ówcze­śnie obo­wią­zu­ją­ce­go para­dyg­ma­tu psy­chia­trycz­ne­go doty­czą­ce­go dia­gno­zy i terapii”.

W 2004 roku pro­ku­ra­tor Kusion śledz­two uma­rza. W uza­sad­nie­niu pisze, powo­łu­jąc się na opi­nię wyda­ną przez nie­miec­kich bie­głych (!) na potrze­by pro­wa­dzo­ne­go tam śledz­twa, że prze­wle­kłe sto­so­wa­nie lumi­na­lu u dzie­ci nie mia­ło śmier­tel­ne­go skut­ku”. Podob­nie zresz­tą orzekł dr Czu­ma, oneg­daj guru ślą­skiej psy­chia­trii. Nie wia­do­mo, dla­cze­go pro­ku­ra­tor pomi­nę­ła odmien­ną eks­per­ty­zę, któ­rą wydał prof. Tade­usz Chru­ściel na potrze­by pierw­sze­go, powo­jen­ne­go śledz­twa. Eks­per­ty­za była w aktach.

Śmierć z łaski

W paź­dzier­ni­ku 1939 roku Adolf Hitler wydał taj­ną dyrek­ty­wę (anty­da­to­wa­ną na 1 wrze­śnia), upo­waż­nia­ją­cą sze­fa Kan­ce­la­rii Füh­re­ra Phi­lip­pa Bouh­le­ra oraz swo­je­go oso­bi­ste­go leka­rza, dr. Kar­la Brand­ta, do roz­sze­rze­nia upraw­nień imien­nie okre­ślo­nych leka­rzy” w celu udzie­la­nia śmier­ci z łaski” (Gna­den­tod) oso­bom uzna­nym za nie­ule­czal­nie cho­re. Doku­ment ten, mimo że nie miał ran­gi usta­wy, stwo­rzył pod­sta­wę praw­ną dla maso­wych mor­derstw medycznych.

Akcja T‑4, nazwa­na od adre­su ber­liń­skiej sie­dzi­by przy Tier­gar­ten­stra­ße 4, sta­no­wi­ła jeden z naj­bar­dziej mrocz­nych roz­dzia­łów w histo­rii medy­cy­ny – sys­te­ma­tycz­ne mor­do­wa­nie osób uzna­nych za życie nie­war­te życia” (Leben­sun­wer­tes Leben). Pro­gram reali­zo­wa­ny w latach 19391945 pochło­nął życie oko­ło 200 000 osób z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi fizycz­ny­mi i psy­chicz­ny­mi, zarów­no doro­słych, jak i dzie­ci. Odpo­wie­dzial­ność za te zbrod­nie ponio­sło oko­ło 50 leka­rzy psy­chia­trów, któ­rzy dobro­wol­nie uczest­ni­czy­li w selek­cji i zabi­ja­niu pacjentów.

Na ochot­ni­ka do zbrod­ni­czej eutanazji

Wbrew powszech­nym prze­ko­na­niom, leka­rze dołą­cza­li do pro­gra­mu T‑4 dobro­wol­nie, mimo wie­dzy o jego rze­czy­wi­stych celach. Źró­dła doku­men­tu­ją przy­pad­ki leka­rzy, któ­rzy odmó­wi­li udzia­łu bez pono­sze­nia poważ­nych kon­se­kwen­cji. Lista 40 głów­nych eks­per­tów T‑4 (T4-Gutach­ter) obej­mo­wa­ła wie­lu sza­no­wa­nych pro­fe­so­rów psy­chia­trii i dyrek­to­rów instytucji.

Tra­ge­dia pole­ga na tym, że psy­chia­trom nie­po­trzeb­ny był roz­kaz. Dzia­ła­li z wła­snej ini­cja­ty­wy. Nie wyko­ny­wa­li wyro­ku śmier­ci, któ­ry został wyda­ny przez kogoś inne­go” – pisał Fre­dric Wer­tham, nie­miec­ko-ame­ry­kań­ski psy­chia­tra w Signs of Cain. An Explo­ra­tion of Human Vio­len­ce” w 1969 roku. W tym samym cza­sie trwa­ło śledz­two w nie­miec­kiej prokuraturze.

Kruk kru­ko­wi oka nie wykole

Śledz­two pro­ku­ra­tu­ry w Dort­mun­dzie (19651974) prze­ciw­ko leka­rzom i per­so­ne­lo­wi zaan­ga­żo­wa­nym w mor­der­stwa dzie­ci w ramach Akcji T‑4 w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lubliń­cu (niem. Loben) sta­no­wi jeden z naj­bar­dziej wymow­nych przy­kła­dów sys­te­mu bez­kar­no­ści wobec nie­miec­kich zbrod­nia­rzy medycz­nych w powo­jen­nej Repu­bli­ce Fede­ral­nej Niemiec.

Pro­ku­ra­tor prze­słu­chał kil­ka­na­ście osób z per­so­ne­lu szpi­ta­la. Zezna­wał dr Ernst Bucha­lik, któ­ry oso­bi­ście nad­zo­ro­wał poda­wa­nie lumi­na­lu (feno­bar­bi­ta­lu) dzie­ciom na Oddzia­le B. Lumi­nal, legal­ny lek nasen­ny i prze­ciw­pa­dacz­ko­wy, w pod­wyż­szo­nych daw­kach dzia­łał jako tru­ci­zna powo­du­ją­ca śmierć. Dzie­ci otrzy­my­wa­ły go trzy razy dzien­nie w daw­kach znacz­nie prze­kra­cza­ją­cych nor­mę tera­peu­tycz­ną.​Śmierć nastę­po­wa­ła róż­nie – nie­któ­re dzie­ci umie­ra­ły po kil­ku dniach, inne kona­ły tygo­dnia­mi lub mie­sią­ca­mi, stop­nio­wo wynisz­cza­ne przez tru­ją­cy lek.

Świad­kiem była jego bli­ska współ­pra­cow­nicz­ka – dr Eli­sa­beth Hec­ker – zwa­na anio­łem śmier­ci” w lekar­skim kitlu. W 1934 roku Hec­ker publicz­nie popar­ła usta­wę o zapo­bie­ga­niu obcią­żo­ne­mu dzie­dzicz­nie potom­stwu (Gesetz zur Ver­hütung erb­kran­ken Nachwuch­ses). Jako dyrek­tor Dzie­cię­cej Kli­ni­ki Psy­chia­trycz­nej w Lubliń­cu Hec­ker na swo­im Oddzia­le A decy­do­wa­ła o życiu lub śmier­ci dzie­ci. Roku­ją­ce” wyzdro­wie­niem dzie­ci z łagod­niej­szy­mi pro­ble­ma­mi (np. mocze­nie noc­ne) kie­ro­wa­ła do zakła­dów popraw­czych. Nie­ro­ku­ją­ce” – z dia­gno­za­mi Schwach­sinn” (upo­śle­dze­nie), padacz­ka – kie­ro­wa­ła na Oddział B do Bucha­li­ka, czy­li na śmierć.

Po śmier­ci dzie­ci Hec­ker oso­bi­ście prze­pro­wa­dza­ła sek­cje zwłok, pod­czas któ­rych wypre­pa­ro­wy­wa­ła mózgi i wysy­ła­ła je do Insty­tu­tu Neu­ro­bio­lo­gii we Wro­cła­wiu (kie­ro­wa­ne­go przez prof. Vik­to­ra von Weizsäckera).

Mimo twar­dych dowo­dów – zacho­wa­ne­go dzien­ni­ka dr Ensta Bucha­li­ka, któ­ry był wte­dy dyrek­to­rem szpi­ta­la, z zapi­sa­mi poda­wa­nia dzie­ciom lumi­na­lu (256 nazwi­ska – 194 zgo­ny), zeznań świad­ków i doku­men­tów Reich­saus­schus­su, nie­miec­ka pro­ku­ra­tu­ra zakoń­czy­ła postę­po­wa­nie bez posta­wie­nia zarzu­tów. Postę­po­wa­nie zosta­ło osta­tecz­nie zakoń­czo­ne w 1974 roku. Żad­na z 15 osób obję­tych śledz­twem nie zosta­ła oskar­żo­na lub posta­wio­na przed sądem.

Uza­sad­nie­nie? Pro­ku­ra­tor uwie­rzył”, że dr Eli­sa­beth Hec­ker mogła zakła­dać, iż dr Ernst Bucha­lik z uwa­gi na swo­ją kato­lic­ką posta­wę” nigdy nie zabi­je dzie­ci. Ta absur­dal­na racjo­na­li­za­cja pozwo­li­ła spraw­com na peł­ną bez­kar­ność – Hec­ker kon­ty­nu­owa­ła karie­rę jako pio­nier­ka psy­chia­trii dzie­cię­cej w RFN, otrzy­mu­jąc Krzyż Zasłu­gi Repu­bli­ki Fede­ral­nej Nie­miec w 1960 roku.

Bucha­lik w swo­ich zezna­niach twier­dził, że lumi­nal miał chro­nić dzie­ci przed samo­oka­le­cze­niem” – co było oczy­wi­stą nie­praw­dą w obli­czu sys­te­ma­tycz­ne­go sto­so­wa­nia śmier­tel­nych dawek i pro­wa­dze­nia dzien­ni­ka zgo­nów. Mimo, że Bucha­lik był poszu­ki­wa­nym przez Pol­skę zbrod­nia­rzem wojen­nym zaraz po woj­nie, mógł swo­bod­nie prak­ty­ko­wać jako lekarz w stre­fie sowiec­kiej, a póź­niej w RFN. Praw­do­po­dob­nie współ­pra­co­wał ze służ­ba­mi bez­pie­czeń­stwa NRDZSRR, co zapew­nia­ło mu ochronę.

Spra­wie­dli­wość w nie­miec­kim wydaniu

Zresz­tą po woj­nie w RFN obo­wią­zy­wał kodeks bez­kar­no­ści” wobec osób, któ­re mia­ły nazi­stow­ską prze­szłość. Sędzio­wie oraz pro­ku­ra­to­rzy RFN czę­sto sami byli w cza­sie II woj­ny świa­to­wej człon­ka­mi NSDAP, w służ­bach spe­cjal­nych pra­co­wa­li byli funk­cjo­na­riu­sze Gesta­po i SD, tak­że wyso­cy urzęd­ni­cy rzą­do­wi naj­chęt­niej ogło­si­li­by zbio­ro­wą amnestię.

Nie tyl­ko śro­do­wi­sko medycz­ne oba­wia­ło się otwar­cia pusz­ki Pan­do­ry, w wyni­ku cze­go tysią­ce leka­rzy mogły­by zostać skom­pro­mi­to­wa­ne ujaw­nie­niem dzia­łal­no­ści przed 1945 rokiem.

Pierw­szy pro­ces doty­czą­cy pro­gra­mu euta­na­zji” odbył się w 1945 r. w Hada­mar – jed­nym z sze­ściu głów­nych ośrod­ków zagła­dy. Ame­ry­kań­ski try­bu­nał woj­sko­wy oskar­żył sie­dem osób za zamor­do­wa­nie 476 robot­ni­ków przy­mu­so­wych z Pol­ski i ZSRR w latach 19441945. Zapa­dły trzy wyro­ki śmierci.

Głów­ny Pro­ces Leka­rzy (Uni­ted Sta­tes of Ame­ri­ca v. Karl Brandt et al.) w 1946 r. przed ame­ry­kań­skim try­bu­na­łem woj­sko­wym w Norym­ber­dze był pierw­szym z dwu­na­stu pro­ce­sów kon­ty­nu­acyj­nych. Na ławie oskar­żo­nych zasia­dły 23 oso­by – 20 leka­rzy i 3 funk­cjo­na­riu­szy SS.​Wśród nich byli oskar­że­ni, któ­rzy bra­li udział w Akcji T‑4 i zosta­li powie­sze­ni: Karl Brandt – oso­bi­sty lekarz Hitle­ra i głów­ny koor­dy­na­tor pro­gra­mu euta­na­zji”; Vik­tor Brack – szef Haup­tamt II w Kan­ce­la­rii Füh­re­ra, bez­po­śred­nio nad­zo­ru­ją­cy Akcję T‑4;

W czerw­cu 1947 roku w stre­fie oku­pa­cji sowiec­kiej odbył się pro­ces 15 oskar­żo­nych zwią­za­nych z ośrod­kiem zagła­dy Son­nen­ste­in w Pir­na. Na ławie oskar­żo­nych zna­lazł się m.in. psy­chia­tra Prof. Paul Nit­sche – dyrek­tor medycz­ny Akcji T‑4 od grud­nia 1941 (ścię­ty gilotyną).

Pod­czas, gdy alianc­kie try­bu­na­ły w latach 19451948 wyda­wa­ły wyro­ki śmier­ci, póź­niej­sze zachod­nio­nie­miec­kie postę­po­wa­nia w latach 60. koń­czy­ły się łagod­ny­mi wyro­ka­mi lub umo­rze­nia­mi. Jedy­nie oko­ło 45 proc. nie­miec­kich leka­rzy, któ­rzy byli człon­ka­mi NSDAP sta­nę­ło przed sądem. Z oko­ło 50 głów­nych leka­rzy-eks­per­tów T‑4 ska­za­no na śmierć tyl­ko 4: Brand­ta, Brac­ka, Nit­sche­go i jed­ne­go pie­lę­gnia­rza (Gäble­ra). Więk­szość spraw­ców Akcji T‑4 wró­ci­ła do prak­ty­ki medycz­nej lub unik­nę­ła odpo­wie­dzial­no­ści kar­nej, co jest bole­snym dowo­dem nie­peł­ne­go roz­li­cze­nia medycz­nych zbrodni.

Mimo, że dziś wie­my bez wąt­pli­wo­ści, że E. Hec­ker i E. Bucha­lik byli zbrod­nia­rza­mi odpo­wie­dzial­ny­mi za śmierć setek dzie­ci, nigdy nie zosta­li ska­za­ni. Ich bez­kar­ność była nie tyle wyni­kiem bra­ku dowo­dów, ale świa­do­mej decy­zji sys­te­mu praw­ne­go RFN o nie­ści­ga­niu zbrod­ni medycz­nych nazi­zmu. Eli­sa­beth Hec­ker zmar­ła w 1986 jako odzna­czo­na pio­nier­ka psy­chia­trii dzie­cię­cej, a nie jako ska­za­na mor­der­czy­ni dzieci.

To jest naj­bo­le­śniej­szy dowód poraż­ki nie­miec­kie­go roz­li­cze­nia z medycz­ny­mi zbrod­nia­mi nazizmu.

Przez 79 lat (19452024) miej­sce zbrod­ni w Lubliń­cu pozo­sta­wa­ło prak­tycz­nie zapo­mnia­ne. Dopie­ro 12 listo­pa­da 2024 roku odsło­nię­to tabli­cę pamiąt­ko­wą. Zamek, w któ­rym mie­ścił się Oddział A – miej­sce selek­cji dzie­ci – dziś funk­cjo­nu­je jako luk­su­so­wy hotel. To sym­bo­licz­ny wyraz nie­miec­kiej i pol­skiej amne­zji wobec tej zbrod­ni.​Spra­wy zabójstw w ramach Akcji T‑4 w Lubliń­cu prak­tycz­nie nie ma w mię­dzy­na­ro­do­wej lite­ra­tu­rze anglojęzycznej.

Zbrod­nia bez kary i zmo­wa mil­cze­nia. IPN wzna­wia śledz­two w spra­wie euta­na­zji” w Lublińcu.

Pro­ku­ra­tor pio­nu śled­cze­go Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej w Kato­wi­cach pod­jął decy­zję o wsz­czę­ciu śledz­twa w spra­wie zbrod­ni prze­ciw­ko ludz­ko­ści, któ­rej dopu­ści­li się Niem­cy w latach 19391945 w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lublińcu.

Postę­po­wa­nie doty­czy m.in. zabójstw pacjen­tów w ramach nie­sław­nej akcji T4. Choć od tam­tych wyda­rzeń minę­ło nie­mal osiem dekad, a spraw­cy już nie żyją, celem śled­czych jest usta­le­nie praw­dy i zadość­uczy­nie­nie pamię­ci ofiar, któ­re nigdy nie docze­ka­ły się sprawiedliwości.

Nie­wy­klu­czo­ne, że pod­czas zbrod­ni­czej pro­ce­du­ry euta­na­zji nie­miec­cy leka­rze psy­chia­trzy wraz z per­so­ne­lem pomoc­ni­czym zamor­do­wa­li w Lubliń­cu kil­ku­set cho­rych – zarów­no doro­słych, jak i dzie­ci. Wzno­wie­nie postę­po­wa­nia ma być tak­że tamą dla rewi­zjo­ni­zmu i nega­cji zbrod­ni. To wyraź­ny sygnał: zbrod­nie prze­ciw­ko ludz­ko­ści nie ule­ga­ją przedaw­nie­niu, a Pol­ska nie zapo­mi­na o ofia­rach nie­miec­kich zbrod­nia­rzy w lekar­skich kitlach.

Śmierć z łaski: Gene­za zbrodni

Fun­da­men­tem ludo­bój­stwa sta­ła się taj­na dyrek­ty­wa Adol­fa Hitle­ra z paź­dzier­ni­ka 1939 roku (anty­da­to­wa­na na 1 wrze­śnia), któ­ra upo­waż­nia­ła sze­fa Kan­ce­la­rii Füh­re­ra Phi­lip­pa Bouh­le­ra oraz dr. Kar­la Brand­ta do wdro­że­nia pro­gra­mu śmier­ci z łaski” (Gna­den­tod). Doku­ment ten, choć nie­po­sia­da­ją­cy ran­gi usta­wy, dał man­dat do maso­wych mor­derstw medycz­nych na oso­bach uzna­nych za nie­ule­czal­nie chore.

Pro­gram, nazwa­ny Akcją T4 od adre­su ber­liń­skiej cen­tra­li przy Tier­gar­ten­stra­ße 4, sta­no­wi jeden z naj­mrocz­niej­szych roz­dzia­łów w histo­rii medy­cy­ny. W jego ramach sys­te­ma­tycz­nie mor­do­wa­no oso­by uzna­ne za życie nie­war­te życia” (Leben­sun­wer­tes Leben). W latach 19391945 pro­ce­du­ra ta pochło­nę­ła oko­ło 200 tysię­cy ofiar – osób z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi fizycz­ny­mi i psy­chicz­ny­mi, w tym dzieci.

Wbrew powszech­nym mitom o przy­mu­sie wyko­ny­wa­nia roz­ka­zów, leka­rze dołą­cza­li do pro­gra­mu T4 dobro­wol­nie, mając peł­ną świa­do­mość jego celów. Ist­nie­ją udo­ku­men­to­wa­ne przy­pad­ki medy­ków, któ­rzy odmó­wi­li udzia­łu i nie ponie­śli z tego tytu­łu poważ­nych kon­se­kwen­cji. Mimo to, lista głów­nych eks­per­tów T4 (T4-Gutach­ter) obej­mo­wa­ła 40 nazwisk, w tym wie­lu sza­no­wa­nych pro­fe­so­rów psy­chia­trii. Jak pisał psy­chia­tra Fre­dric Wer­tham w 1969 roku: Tra­ge­dia pole­ga na tym, że psy­chia­trom nie­po­trzeb­ny był roz­kaz. Dzia­ła­li z wła­snej inicjatywy”.

Lubli­niec: Mecha­nizm zagła­dy dzieci

W szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym w Lubliń­cu (wów­czas Loben) maszy­ne­ria śmier­ci dzia­ła­ła pre­cy­zyj­nie. Klu­czo­wą posta­cią była dr Eli­sa­beth Hec­ker, dyrek­tor Dzie­cię­cej Kli­ni­ki Psy­chia­trycz­nej, zwa­na przez nie­któ­rych anio­łem śmier­ci”. Jesz­cze w 1934 roku publicz­nie popar­ła ona nazi­stow­ską usta­wę o zapo­bie­ga­niu obcią­żo­ne­mu dzie­dzicz­nie potomstwu.

To Hec­ker na swo­im Oddzia­le A decy­do­wa­ła o życiu i śmier­ci. Dzie­ci roku­ją­ce”, z lżej­szy­mi scho­rze­nia­mi (np. mocze­niem noc­nym), kie­ro­wa­ła do zakła­dów popraw­czych. Te nie­ro­ku­ją­ce” – z dia­gno­zą upo­śle­dze­nia (Schwach­sinn) lub padacz­ki – wysy­ła­ła na Oddział B. Tam tra­fia­ły pod opie­kę dr. Ern­sta Buchalika.

Dr Bucha­lik oso­bi­ście nad­zo­ro­wał poda­wa­nie małym pacjen­tom lumi­na­lu (feno­bar­bi­ta­lu). Ten legal­ny lek prze­ciw­pa­dacz­ko­wy, poda­wa­ny trzy razy dzien­nie w daw­kach znacz­nie prze­kra­cza­ją­cych nor­my tera­peu­tycz­ne, sta­wał się tru­ci­zną. Śmierć nie była natych­mia­sto­wa – nie­któ­re dzie­ci umie­ra­ły po kil­ku dniach, inne kona­ły tygo­dnia­mi, stop­nio­wo wynisz­cza­ne przez tok­sy­nę. Bucha­lik w powo­jen­nych zezna­niach cynicz­nie twier­dził, że lumi­nal miał chro­nić dzie­ci przed samo­oka­le­cze­niem”, co było kłam­stwem w obli­czu pro­wa­dzo­ne­go przez nie­go dzien­ni­ka zgo­nów. Zacho­wa­ny dzien­nik zawie­ra 256 nazwisk dzie­ci, któ­rym poda­wa­no lek – 194 z nich zmarły.

Po śmier­ci ofiar dr Hec­ker oso­bi­ście prze­pro­wa­dza­ła sek­cje zwłok, pre­pa­ro­wa­ła mózgi i wysy­ła­ła je do Insty­tu­tu Neu­ro­bio­lo­gii we Wro­cła­wiu, kie­ro­wa­ne­go przez prof. Vik­to­ra von Weiz­säc­ke­ra. Mimo bez­sprzecz­nych dowo­dów winy, Hec­ker i Bucha­lik nigdy nie zosta­li skazani.

Mata­cze­nia i nie­udol­ność pol­skich śledztw

W Pol­sce podej­mo­wa­no dotąd dwie głów­ne pró­by roz­li­cze­nia zbrod­ni w Lubliń­cu. Pierw­sze śledz­two, pro­wa­dzo­ne przez Głów­ną Komi­sję Bada­nia Zbrod­ni Nie­miec­kich w latach 60., zakoń­czy­ło się prze­ka­za­niem mate­ria­łów dowo­do­wych pro­ku­ra­tu­rze w Dort­mun­dzie w 1968 roku z żąda­niem wsz­czę­cia śledztwa.

Dru­gie podej­ście mia­ło miej­sce w 2001 roku, kie­dy spra­wą zaję­ła się pro­ku­ra­tor IPN Marze­na Kusion. Śledz­two to nie doty­czy­ło jed­nak bez­po­śred­nio euta­na­zji, lecz eks­pe­ry­men­tów pseu­do­me­dycz­nych. Klu­czo­wą rolę ode­grał tu bie­gły psy­chia­tra Krzysz­tof Czu­ma. Jak usta­li­ła Kali­na Bła­że­jow­ska w książ­ce Bez­dusz­ni”, Czu­ma uznał, że poda­wa­nie śmier­tel­nych dawek lumi­na­lu nie odbie­ga­ło od ówcze­śnie obo­wią­zu­ją­ce­go para­dyg­ma­tu psy­chia­trycz­ne­go”.

W 2004 roku pro­ku­ra­tor Kusion umo­rzy­ła śledz­two, opie­ra­jąc się na opi­nii nie­miec­kich bie­głych oraz eks­per­ty­zie dr. Czu­my, z któ­rej wyni­ka­ło, że prze­wle­kłe sto­so­wa­nie lumi­na­lu nie musia­ło mieć skut­ku śmier­tel­ne­go. Decy­zja ta zapa­dła mimo ist­nie­nia w aktach odmien­nej eks­per­ty­zy prof. Tade­usza Chru­ście­la z pierw­sze­go śledz­twa, któ­rą pro­ku­ra­tu­ra pominęła.

Nie­miec­ki kodeks bezkarności”

Jesz­cze bar­dziej bul­wer­su­ją­ce były losy śledz­twa prze­ka­za­ne­go do RFN. Pro­ku­ra­tu­ra w Dort­mun­dzie pro­wa­dzi­ła spra­wę przez 9 lat (19651974). Prze­słu­cha­no kil­ka­na­ście osób, w tym Bucha­li­ka i Hec­ker. Mimo twar­dych dowo­dów – dzien­ni­ka zgo­nów, zeznań i doku­men­tów – postę­po­wa­nie umo­rzo­no, a żad­na z 15 obję­tych nim osób nie sta­nę­ła przed sądem.

Uza­sad­nie­nie pro­ku­ra­to­ra sta­no­wi kurio­zum w histo­rii pra­wa. Śled­czy uwie­rzył” dr Hec­ker, że mogła ona zakła­dać, iż dr Bucha­lik – ze wzglę­du na swo­ją kato­lic­ką posta­wę” – nie zabi­ja dzie­ci. Ta racjo­na­li­za­cja zapew­ni­ła spraw­com bez­kar­ność. Eli­sa­beth Hec­ker kon­ty­nu­owa­ła karie­rę w RFN, sta­jąc się pio­nier­ką psy­chia­trii dzie­cię­cej i w 1960 roku otrzy­mu­jąc Krzyż Zasłu­gi. Zmar­ła w 1986 roku jako cenio­na lekar­ka, a nie ska­za­na mor­der­czy­ni. Bucha­lik, mimo że był poszu­ki­wa­ny przez Pol­skę jako zbrod­niarz wojen­ny, prak­ty­ko­wał w stre­fie sowiec­kiej, a potem w RFN, praw­do­po­dob­nie chro­nio­ny przez służ­by bez­pie­czeń­stwa NRDZSRR.

Sys­te­mo­wa amnezja

Przy­pa­dek Lubliń­ca wpi­su­je się w szer­szy obraz nie­sku­tecz­ne­go roz­li­cze­nia zbrod­ni medycz­nych w Niem­czech. Choć w pro­ce­sach norym­ber­skich ska­za­no na śmierć klu­czo­we posta­cie T4, takie jak Karl Brandt czy Vik­tor Brack, a w pro­ce­sie zało­gi Son­nen­ste­in – prof. Pau­la Nit­sche­go, to więk­szość spraw­ców unik­nę­ła kary.

W RFN pano­wa­ła swo­ista zmo­wa mil­cze­nia. Sędzio­wie i pro­ku­ra­to­rzy czę­sto sami mie­li nazi­stow­ską prze­szłość. Oba­wia­no się, że rze­tel­ne śledz­twa skom­pro­mi­tu­ją tysią­ce leka­rzy aktyw­nych zawo­do­wo po 1945 roku. Sta­ty­sty­ki są nie­ubła­ga­ne: jedy­nie oko­ło 45 proc. nie­miec­kich leka­rzy nale­żą­cych do NSDAP sta­nę­ło przed sądem. Więk­szość powró­ci­ła do praktyki.

Przez 79 lat miej­sce zbrod­ni w Lubliń­cu pozo­sta­wa­ło zapo­mnia­ne. Zamek, w któ­rym mie­ścił się Oddział A – miej­sce selek­cji – funk­cjo­nu­je dziś jako luk­su­so­wy hotel. Dopie­ro 12 listo­pa­da 2024 roku odsło­nię­to tam tabli­cę pamiąt­ko­wą. Temat ten prak­tycz­nie nie ist­nie­je w anglo­ję­zycz­nej lite­ra­tu­rze przed­mio­tu. Wzno­wio­ne śledz­two IPN to ostat­nia szan­sa na prze­ła­ma­nie tej amne­zji i ofi­cjal­ne nazwa­nie zbrod­ni, któ­rej ofia­ry i ich rodzi­ny nigdy nie docze­ka­ły się uzna­nia swo­je­go cierpienia.

Jeśli zapo­mnę o Nich – Ty, Boże na nie­bie, zapo­mnij o mnie!”

W świe­cie służb spe­cjal­nych obo­wią­zu­je zasa­da: jeśli zła­pie­my two­je­go, wymie­ni­my go na nasze­go”. Nie doty­czy to jed­nak Pola­ków, któ­rzy w wyni­ku pro­wo­ka­cji sie­dzą w rosyj­skich i bia­ło­ru­skich łagrach.

Przez ostat­nie czte­ry deka­dy rela­cje wywia­dow­cze na linii Warszawa–Moskwa–Mińsk ewo­lu­owa­ły od brat­niej współ­pra­cy” służb PRLZSRR, przez chłod­ną grę lat 90., aż po otwar­tą wro­gość ostat­niej dekady.

Więk­szość zde­ma­sko­wa­nych ofi­ce­rów wywia­du (Agen­cji Wywia­du czy SKW) nie tra­fia do wię­zień. Chro­ni ich immu­ni­tet dyplo­ma­tycz­ny, co koń­czy się pro­ce­du­rą per­so­na non gra­ta” i wyda­le­niem. Do łagrów tra­fia­ją zazwy­czaj tzw. nie­le­ga­ło­wie” (szpie­dzy bez przy­kry­cia dyplo­ma­tycz­ne­go) lub cywi­le, któ­rzy sta­li się ofia­ra­mi prowokacji.

Spra­wa Maria­na Radzie­jew­skie­go – han­del czy wywiad?

To naj­gło­śniej­szy i naj­su­row­szy przy­pa­dek ostat­nich lat doty­czą­cy pol­skie­go oby­wa­te­la w Rosji.

Marian Radzie­jew­ski, pry­wat­ny przed­się­bior­ca z Bia­łe­go­sto­ku, został aresz­to­wa­ny przez FSB2018 roku. Rosyj­ski kontr­wy­wiad oskar­żył go o pró­bę nie­le­gal­ne­go wywo­zu do Pol­ski ele­men­tów sys­te­mu rakie­to­we­go S‑300 (szpie­go­stwo – art. 276 Kodek­su Kar­ne­go Fede­ra­cji Rosyj­skiej). Według FSB Radzie­jew­ski dzia­łał na zle­ce­nie pol­skie­go dostaw­cy na rzecz woj­ska. Obro­na i rodzi­na utrzy­my­wa­ły, że padł on ofia­rą pro­wo­ka­cji. Rosja­nie czę­sto wyko­rzy­stu­ją tzw. kon­tro­lo­wa­ny zakup” – pod­sta­wio­ny agent ofe­ru­je towar podwój­ne­go zasto­so­wa­nia (military/​civilian), a po trans­ak­cji nastę­pu­je aresz­to­wa­nie pod zarzu­tem szpie­go­stwa tech­no­lo­gicz­ne­go. Spra­wa Radzie­jew­skie­go jest mode­lo­wym przy­kła­dem ryzy­ka, jakie pono­szą pol­scy biz­nes­me­ni wcho­dzą­cy w nie­ja­sne inte­re­sy na Wscho­dzie. Pro­ces odbył się w try­bie taj­nym. Radza­jew­ski usły­szał suro­wy wyrok – 14 lat kolo­nii kar­nej o zaostrzo­nym rygorze.

Według rela­cji Radza­jew­skie­go, funk­cjo­na­riu­sze FSB odwie­dzi­li go w aresz­cie przed pro­ce­sem i zapro­po­no­wa­li mu układ: jeśli przy­zna się do szpie­go­stwa, zosta­nie wymie­nio­ny na rosyj­skich szpie­gów prze­by­wa­ją­cych w Pol­sce. Radza­jew­ski nie zgo­dził się na tę pro­po­zy­cję, chcąc, aby roz­mo­wy odby­wa­ły się w obec­no­ści adwo­ka­ta i świadków.

Skan­da­lem jest, że Radza­jew­ski nie został uwol­nio­ny w cza­sie wymia­ny więź­niów w sierp­niu 2024 roku, w ramach któ­rej wyszedł na wol­ność, prze­by­wa­ją­cy w tym samym łagrze co Polak – Ame­ry­ka­nin, Paul Whe­lan. Pol­ska w ramach tej wymia­ny, na proś­bę USA, zwol­ni­ła aresz­to­wa­ne­go w 2022 roku ofi­ce­ra GRU, Paw­ła Rub­co­wa. O Radza­jew­skim zapo­mnia­no”.

Nie­za­leż­nie od tego, czy Radza­jew­ski był fak­tycz­nym agen­tem, czy ofia­rą pro­wo­ka­cji FSB, obo­wiąz­kiem pań­stwa pol­skie­go jest dba­nie o swo­ich oby­wa­te­li i dąże­nie do ich uwol­nie­nia. Repu­ta­cja wywia­du zale­ży od tego, czy dba on o swo­ich współpracowników.

Reżim Alek­san­dra Łuka­szen­ki instru­men­tal­nie wyko­rzy­stu­je para­gra­fy szpie­gow­skie do celów pro­pa­gan­do­wych, czę­sto nie ujaw­nia­jąc per­so­na­liów zatrzy­ma­nych. W ostat­nich latach (po 2020 roku) defi­ni­cja dzia­łal­no­ści agen­tu­ral­nej” na Bia­ło­ru­si zosta­ła dra­stycz­nie rozszerzona.

W mar­cu 2023 roku KGB Bia­ło­ru­si poin­for­mo­wa­ło o roz­bi­ciu siat­ki szpie­gow­skiej” pra­cu­ją­cej rze­ko­mo dla Pol­ski. W pro­pa­gan­do­wym fil­mie poka­za­no zatrzy­ma­nia kil­ku osób. Oby­wa­te­le Pol­ski byli oskar­ża­ni o dzia­łal­ność agen­tu­ral­ną” na rzecz pol­skich służb specjalnych.

W świe­cie służb spe­cjal­nych obo­wią­zu­je zasa­da: jeśli zła­pie­my two­je­go, wymie­ni­my go na nasze­go”. To jed­nak nie doty­czy opi­sa­nych przypadków.

Pol­ska, będąc człon­kiem NATO, uczest­ni­czy w szer­szych wymia­nach szpie­gów. Jeśli pol­ski ofi­cer wywia­du wpad­nie” w Rosji, zazwy­czaj nie jest sądzo­ny publicz­nie. Docho­dzi do cichych negocjacji.

Wymia­na z sierp­nia 2024 roku (naj­więk­sza od cza­sów Zim­nej Woj­ny) obję­ła m.in. Paw­ła Rub­co­wa (ofi­ce­ra GRU dzia­ła­ją­ce­go jako Pablo Gon­zález), któ­re­go Pol­ska odda­ła w zamian za uwol­nie­nie więź­niów z Rosji (głów­nie rosyj­skich dysy­den­tów i Amerykanów).

Gło­śne jest aresz­to­wa­nie z 4 wrze­śnia 2025 roku, kie­dy to bia­ło­ru­ska bia­ło­ru­skie KGB zatrzy­ma­ło 27-let­nie­go Grze­go­rza Gaw­ła, zakon­ni­ka z zako­nu Kar­me­li­tów Bosych. Na co dzień miesz­kał w klasz­to­rze w Kra­ko­wie. Mło­dy duchow­ny, któ­ry w lip­cu 2025 obro­nił pra­cę magi­ster­ską (o rodzi­nie Ulmów) i zło­żył ślu­by wie­czy­ste. Według infor­ma­cji zako­nu i rodzi­ny, kle­ryk udał się na Bia­ło­ruś w celach pry­wat­no-reli­gij­nych – odwie­dzał zna­jo­me­go księ­dza pra­cu­ją­ce­go na Wschodzie.

Zatrzy­ma­no go w rejo­nie Lepe­la (obwód witeb­ski), gdzie kon­cen­tro­wa­ły się woj­ska rosyj­skie i bia­ło­ru­skie przed manew­ra­mi Zapad-2025”. To klu­czo­wa loka­li­za­cja – w pobli­żu znaj­du­je się duży poli­gon, na któ­rym kon­cen­tro­wa­ły się woj­ska rosyj­skie i bia­ło­ru­skie przed manewrami.

Oskar­żo­no go z art. 358 KK Bia­ło­ru­si (szpie­go­stwo). Wg reżi­mo­wej tele­wi­zji miał zbie­rać dane o liczeb­no­ści wojsk, sprzę­cie i prze­miesz­cza­niu się kolumn na ćwi­cze­nia Zapad-2025”. Poka­za­no nagra­nia ope­ra­cyj­ne, na któ­rych rze­ko­mo odbie­ra taj­ne doku­men­ty” od pod­sta­wio­ne­go Bia­ło­ru­si­na. Reżi­mo­wa tele­wi­zja wyemi­to­wa­ła sen­sa­cyj­ny mate­riał ope­ra­cyj­ny nakrę­co­ny przez kontr­wy­wiad. Widać na nim moment zatrzy­ma­nia Gaw­ła, przy któ­rym rze­ko­mo zna­le­zio­no: kse­ro­ko­pie doku­men­tów z klau­zu­lą Taj­ne” (doty­czą­ce prze­miesz­cza­nia wojsk), gotów­kę w róż­nych walu­tach (na opła­ce­nie infor­ma­to­rów), kar­tę SIM zare­je­stro­wa­ną na obce nazwisko.

Według Miń­ska Gaweł miał zwer­bo­wać bia­ło­ru­skie­go oby­wa­te­la przez media spo­łecz­no­ścio­we, ofe­ru­jąc mu pie­nią­dze za infor­ma­cje o liczeb­no­ści i sprzę­cie armii pod­czas ćwiczeń.

Jego pro­fil zupeł­nie nie pasu­je do typo­we­go agen­ta wywia­du, co pod­kre­śla­ją eks­per­ci, wska­zu­jąc na cechy ofia­ry przy­pad­ko­wej pro­wo­ka­cji. Cała sytu­acja nosi zna­mio­na kla­sycz­nej szy­tej” prowokacji.

W świe­cie wywia­du nie wysy­ła się 27-let­nie­go zakon­ni­ka bez prze­szko­le­nia, by oso­bi­ście odbie­rał papie­ro­we doku­men­ty w cen­trum mia­stecz­ka gar­ni­zo­no­we­go naszpi­ko­wa­ne­go agen­ta­mi KGB. Wyglą­da to na insce­ni­za­cję potrzeb­ną Łuka­szen­ce do celów wewnętrz­nych – by poka­zać, że pol­scy dywer­san­ci” zagra­ża­ją manew­rom wojskowym.

Grze­gorz Gaweł prze­by­wa w aresz­cie śled­czym KGB w Miń­sku (tzw. Ame­ry­kan­ka” lub areszt przy ul. Wała­dar­skie­go). Usły­szał zarzu­ty z art. 358 Kodek­su Kar­ne­go Repu­bli­ki Bia­ło­ru­si – szpie­go­stwo. Gro­zi mu za to od 7 do 15 lat wię­zie­nia. Gaweł został ofi­cjal­nie uzna­ny przez orga­ni­za­cje praw czło­wie­ka (np. Wia­sna) za więź­nia politycznego.

Pol­ski MSZ i służ­by (Agen­cja Wywia­du) kate­go­rycz­nie zaprze­czy­ły, by był on ich współ­pra­cow­ni­kiem, nazy­wa­jąc to pro­wo­ka­cją i bra­niem zakładników”.

Sku­tecz­ny Watykan

O. Andrzej Juch­nie­wicz OMI, prze­wod­ni­czą­cy Kon­fe­ren­cji Wyż­szych Prze­ło­żo­nych Zakon­nych na Bia­ło­ru­si, został zatrzy­ma­ny w maju 2024 roku. Począt­ko­wo oskar­ża­no go o dzia­łal­ność wywro­to­wą” (wspie­ra­nie Ukra­iny, kry­ty­ka władz), ale z cza­sem zarzu­ty zaostrzo­no do zdra­dy sta­nu. Pro­ces był taj­ny. Wio­sną 2025 roku usły­szał dra­koń­ski wyrok – 13 lat kolo­nii kar­nej. Prze­trzy­my­wa­no go w nie­ludz­kich warun­kach, bez dostę­pu do leka­rza i sakra­men­tów. Był to ele­ment pre­sji na Waty­kan i Pol­skę. Razem z nim wię­zio­ny był inny kapłan, ks. Hen­ryk Oko­ło­to­wicz (ska­za­ny na 11 lat).

20 listo­pa­da 2025 r. nastą­pił prze­łom w spra­wie. W wyni­ku cichych nego­cja­cji dyplo­ma­tycz­nych, pro­wa­dzo­nych głów­nie przez Waty­kan (wizy­ta kard. Clau­dio Guge­rot­tie­go w Miń­sku), Łuka­szen­ka pod­pi­sał akt uła­ska­wie­nia. O. Andrzej Juch­nie­wicz oraz ks. Hen­ryk Oko­ło­to­wicz zosta­li uwol­nie­ni z łagru. Zosta­li natych­miast wywie­zie­ni z Bia­ło­ru­si. Obec­nie prze­by­wa­ją w Waty­ka­nie, gdzie prze­cho­dzą rekon­wa­le­scen­cję po mie­sią­cach spę­dzo­nych w kolo­nii kar­nej. Jest to typo­wy mecha­nizm: wol­ność w zamian za bani­cję (zakaz powro­tu na Białoruś).

Szczę­śli­wie zakoń­czy­ła się też spra­wa Jerze­go Żywo­lew­skie­go — Pola­ka zatrzy­ma­ne­go w 2022 roku na Bia­ło­ru­si. Został ska­za­ny w 2023 roku na czte­ry lata wię­zie­nia za rze­ko­me szpie­go­stwo. Był pierw­szym oby­wa­te­lem Pol­ski ofi­cjal­nie uzna­nych przez Cen­trum Praw Czło­wie­ka Via­sna za więź­nia poli­tycz­ne­go na Bia­ło­ru­si. Pocho­dzi z miej­sco­wo­ści przy gra­ni­cy pol­sko-bia­ło­ru­skiej, jego żona była Bia­ło­ru­sin­ką. Według bia­ło­ru­skich mate­ria­łów pro­pa­gan­do­wych miał pra­co­wać dla pol­skich służb pod pseu­do­ni­mem Posej­don” od począt­ku XXI wie­ku. Został uwol­nio­ny 21 czerw­ca 2025 roku.

Brak reak­cji to zbrodnia

Naj­bar­dziej zatem udo­ku­men­to­wa­nym, typo­wo sądo­wym przy­pad­kiem szpie­ga” (w rozu­mie­niu kodek­so­wym) z ostat­nich lat pozo­sta­je nadal Marian Radzie­jew­ski. Więk­szość innych przy­pad­ków to albo ciche wyda­le­nia dyplo­ma­tów, albo medial­ne ustaw­ki bia­ło­ru­skie­go KGB, gdzie wina oskar­żo­nych jest wąt­pli­wa, a pro­ce­sy są cał­ko­wi­cie utajnione.

Zatrzy­ma­nie kar­me­li­ty Grze­go­rza Gaw­ła przez bia­ło­ru­skie KGB2025 roku poka­zu­je, że pol­ska dyplo­ma­cja wciąż nie nauczy­ła się lek­cji z prze­szło­ści. Pre­mier Tusk czy mini­ster Sie­mo­niak zapo­wia­da­li skut­ki” dla Bia­ło­ru­si, ale — jak w przy­pad­ku Radza­jew­skie­go — sło­wa pozo­sta­ją sło­wa­mi, bez kon­kret­nych dzia­łań dyplo­ma­tycz­nych i wymia­ny więź­niów, któ­re mogły­by zmie­nić sytuację.