Po moim artykule http://wpolityce.pl/historia/200447-glossa-i-mity-sowieckie-sluzby-cywilne-musialy-inwigilowac-solidarnosc-walczaca odezwał się dyskutant, pan Hlebowicz.
Pisze http://wpolityce.pl/historia/200679-piotr-hlebowicz-klamstwa‑i-klamstewka-czyli-kolejne-polowanie-na-chmielowska. Można sobie poczytać.
Problem jednak autor ma jeden – opisując historyjkę nie pisałem o pani Ch., zwanej przez niektórych „Anną Walentynowicz Ślaskiej Solidarności”, ani o panu S.
Osobiste wycieczki pana H. w moja stronę pominę, bo nie chcę być niemiły.
Historię opowiedział mi nie „stary esbek/ubek”, ale oficer kontrwywiadu z nowego naboru UOP. Złośliwie mogę dodać „uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Cieszy mnie też przekonanie pana H. o własnej omnipotencji. BTW – czekam na paszkwil o mnie „Kowalskiego z Kanady”. Dawno nic nie napisał. A swoją drogą pozazdrościć pamięci – taka precyzja wspomnień o wydarzeniach sprzed niemalże ćwierć wieku, no, no…