
Wybierz właściwie


Okładka – jeden z dwóch podstawowych elementów tworzących wielostronicowy wyrób papierniczy lub publikację poligraficzną.
Maska – przykrycie twarzy lub jej części, z otworami na oczy, początkowo używane w celach magicznych lub obrzędowych. Maski mogą mieć różne kształty, czasami przedstawiają emocje, innym razem zwierzę, demona lub potwora.

Prezydent Świętochłowic zdecydował, że prywatna spółka nie będzie musiała zapłacić ponad 100 tysięcy złotych.
Gazeta Wyborcza oburza się:
„Zastępca burmistrza Kraśnika, a obecnie poseł PiS Jarosław Stawiarski umorzył 41 tys. zł zaległych podatków przedsiębiorcy, który narzekał, że finanse jego firmy są w opłakanym stanie. Ten sam biznesmen według CBA następnego dnia po decyzji polityka PiS odżył – kupił od miasta nieruchomość za 136 tys., a jeszcze wcześniej inną za 83 tys. Obu panów łączy interes z przeszłości”.

Klasyczna mentalność Kalego. Widać, że amunicja z magazynka „afera w SKOK-ach” się wyczerpuje. W Kraśniku wiceburmistrz z PiS umorzył 41 tysięcy, a w Świętochłowicach – ponad sto tysięcy prezydent z Platformy Obywatelskiej „podarował”. I co? I nic. W CBA nerwowości nie widać. Siła spokoju.
Dawid Kostempski, prezydent Świętochłowic i działacz Platformy Obywatelskiej, były współpracownik Jerzego Buzka znany jest z dobrego serca. W końcu praktyk public relations.
Dotarłem do niepozornego dokumentu pt. „Wykaz osób prawnych i fizycznych oraz jednostek organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej, którym w roku 2012 w zakresie podatków lub opłat lokalnych udzielono ulg, odroczeń, umorzeń lub rozłożono spłatę na raty w kwocie przewyższającej łącznie 500 zł”.
Co się okazuje?
Prezydent Kostempski umorzył Zespołowi Opieki Zdrowotnej 15.563,00 złotych „zaległości podatkowej” z powodu „ważnego interesu podatnika i interesu publicznego”. Natomiast spółce Montex aż 101.238,95 zł ze względu na „ważny interes podatnika”.
Jaki ten ważny interes? Tego nie podano.
Spółka Montex, której prezydent z PO „odpuścił” zaległości podatkowe ponad sześciokrotnie wyższe, niż placówki ochrony zdrowia, jest spółką prywatną. Została przez prezydenta Kostempskiego bardziej preferencyjnie potraktowana niż samorządowe instytucje lub spółki: Ośrodek Pomocy Społecznej, Ośrodek Sportu i Rekreacji „Skałka” (tylko odroczenie zapłaty zaległości podatkowej) oraz Miejski Dom Pomocy Społecznej „Złota Jesień” i Chorzowsko-Świętochłowickie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji (odroczenie zapłaty zaległości podatkowej i odroczenie terminu płatności podatku).
Ciekawe, jakie argumenty zdecydowały o umorzeniu ponad 100 tysięcy złotych prywatnej spółce? Ta kwota nie trafiła do budżetu miasta i nie została np. przeznaczona na pomoc socjalną czy dożywianie dzieci w szkołach i przedszkolach.
Od 2012 roku Montex jest spółką zależną – członkiem Grupy Kapitałowej Patentus S.A. – spółki notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Patentus S.A. to firma z branży doskonale znanej rodzinie Kostempskich, a mianowicie z branży węglowej. Produkuje m.in. maszyny i urządzenia górnicze.
Dawid Kostempski, jak wynika z życiorysu
„W latach 2004 ‑2009 był dyrektorem Biura Posła do Parlamentu Europejskiego prof. Jerzego Buzka, następnie prezesem Polskiej Techniki Górniczej S.A., zajmującej się wspieraniem polskiego górnictwa i przemysłu okołogórniczego”.
Jego ojciec, Marian Kostempski w latach 2008–2012 był prezesem Kopexu. Przed objęciem stanowiska w Kopeksie był dyrektorem generalnym i prezesem Zabrzańskich Zakładów Mechanicznych (ZZM), spółki, która później weszła w skład grupy ZZM-KOPEX.
Artykuł opublikowany wpolityce.pl
Wszyscy świętują. Nawet wrocławskiemu krasnalowi udzieliła się świąteczna atmosfera.
W końcu 3 maja… Lepszy krasnal z flagą i sercem na dłoni, niż pajac z kotylionem.

Sąd Okręgowy w Katowicach odrzucił zażalenie Agnieszki Kostempskiej, która oskarżyła mnie, iż miałem ją jakoby zniesławić poprzez nazwanie „Barbie”. 
O tym śmiesznym akcie oskarżenia i budującej postawie Sądu Rejonowego w Katowicach, który kilka tygodni temu umorzył sprawę, pisałem sporo.
Kostempska, obecnie wiceprezes WFOŚIGW w Katowicach (!!!) uważała, że „nazwanie jej pogardliwym mianem Barbie znieważa ją jako polityka samorządowego”. Skierowała do sądu przeciwko mnie prywatny akt oskarżenia z artykułu 216 § 2 kodeksu karnego.
Sąd Rejonowy stwierdził 4 marca, iż nie popełniłem przestępstwa. Odrzucił zatem argumenty, jakie prawnicy Agnieszki Kostempskiej zawarli w prywatnym akcie oskarżenia. A były zaskakujące. Przypomnę tylko jeden z akapitów:
„Stosowane względem Agnieszki Kostempskiej określenie Barbie ma jednoznacznie pejoratywny oddźwięk. Zgodnie z utrwalonym odbiorem społecznym kobieta określana takim mianem jest osobą pustą, bezrefleksyjną, sterowalną, pozbawioną własnej woli, a swoją pozycję zawdzięczającą jedynie urodzie. Przedmiotowe określenie stosowane względem oskarżyciela prywatnego – Agnieszki Kostempskiej – polityka samorządowego w szczególny sposób narusza jej godność. Użycie wzmiankowanego określenia względem osoby aktywnie partycypującej w działalności publicznej, niesie w sobie jeszcze większy wyraz pogardy, zarzucając posiadanie przymiotów wręcz dyskwalifikujących dla pełnionych przez Agnieszkę Kostempską funkcji. Co znamienne, Agnieszka Kostempska uczestniczyła w wyborach na urząd Prezydenta Miasta Mysłowice w tegorocznych wyborach samorządowych, tymczasem przedmiotowe, znieważające treści, publikowane były w okresie poprzedzającym te wybory oraz w ich toku, co dodatkowo potęguje skutki bezprawnych działań oskarżonego oraz świadczy o stopniu ich społecznej szkodliwości”.
Kostempska, wbrew temu co deklarowała we wzruszającej wypowiedzi (ukłony dla agencji public relations pana Krzysztofa) w „Fakcie”, miłującego „rodzinę Keneddych”, nie od razu pogodziła się z porażką w sądzie.
W „Fakcie” stwierdziła bowiem, po atrakcyjnym narciarskim weekendzie, że:
„– Nie chcę już tej sprawy komentować. To woda na młyn dla tego człowieka, który nas nęka. Nie będziemy też składać zażalenia. Zostawiam to – mówi żona prezydenta Świętochłowic.”
Jak wynika z akt sprawy Kostempska zażalenie jednak złożyła, ale potem je wycofała. Czekam nadal na uzasadnienie umorzenia z 4 marca br., które opublikuję. To będzie ciekawa lektura.
Teraz moi prawnicy się zastanawiają, czy nie skierować sprawy do sądu przeciwko Kostempskiej. Za stwierdzenie, iż „nękam” jakoby kogokolwiek, a już szczególnie panią z Platformy Obywatelskiej.
Czy służby specjalne zajmują się aferami w górnictwie? – Do jesiennych wyborów stoimy „z bronią u nogi”. Szafy są pełne materiałów o węglowych przekrętach, ale po co ruszać to partyjne gówno? – mówi oficer CBA.
Tym „gównem” jest zapewne sytuacja w Śląsko-Dąbrowskiej Spółce Mieszkaniowej. Powstała w marcu 2012 roku z połączenia jedenastu spółek, które m.in. administrowały mieszkaniami zakładowymi, i w całości należy do Katowickiego Holdingu Węglowego. Konsolidacja rozpoczęła się w połowie 2009 roku. To kolos, który zarządza 1 100 budynkami, w których mieści się blisko 22 tys. lokali oraz ponad 1 140 tys. m kw. gruntów.

W ubiegłym roku prezesem zarządu spółki mieszkaniowej została Joanna Schmid. To była wiceprezes zarządu Tauron S.A., która została odwołana ze stanowiska 17 marca 2014 roku. W tej spółce energetycznej zarobiła w 2013 r. 1 mln 463 tys. zł. W spółce mieszkaniowej zarabia około 20 tys. zł miesięcznie. Czyli ułamek tego, co wpływało na jej konto za czasów pracy w Tauron S.A.
Moje „wiewiórki” donoszą, że wkrótce na sprzedaż być może zostaną wystawione nieatrakcyjne nieruchomości należące do spółki, ale położone w atrakcyjnych miejscach. Między innymi blisko autostrady A4.
Można się spodziewać, że spółka mieszkaniowa będzie pozbywać się majątku. Kto ma wątpliwości, to polecam wywiad dla „Naszego holdingu”, gazety wydawanej przez KHW z prezes Schmid pt. „ŚDSM – solidny i wiarygodny” (tytuł podany w oryginalnym brzmieniu – TS):
„Z obecnym kapitałem ludzkim i majątkowym przed ŚDSM otwierają się nowe dziedziny działalności gospodarczej. Dysponujemy własnymi gruntami, w atrakcyjnych lokalizacjach, w ilości kilkuset hektarów, co, poza możliwościami inwestowania, wpływa na pozytywne postrzeganie nas przez inne instytucje, w tym np. banki kredytujące inwestycje, jako solidnego i wiarygodnego partnera.”
Z tego co wiadomo, prezes Schmid nie miała wcześniej do czynienia z zarządzaniem nieruchomościami. Wiceprezes Arkadiusz Kocot trzy lata temu stracił dwie posady w Bytomiu w spółkach gminnych. Zgadnijcie, jaki jest partyjny klucz awansu w tej spółce?
W informacji, która trafiła do CBA czytamy:
„Utworzenie takiego molocha na olbrzymim terenie nie posiadało żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Jeden z Prezesów łączonych Spółek informował o tym fakcie instytucje, zobowiązane do kontroli obowiązującego prawa. Sprawa trafiła nawet do sądu, lecz pod groźbą i naciskami do zwolnienia włącznie ze strony podejrzanego o kłamstwo lustracyjne, a zarazem ówczesnego wiceprezesa KHW S.A. Waldemara Mroza sprawa została cofnięta”.
Jeden z moich rozmówców wspomina, że pod byle pretekstem w 2011 roku wymieniono członków rady nadzorczej „opornej” w sprawie połączenia jednej ze spółek. Wykorzystano zapewne fakt, że 20-letni syn jej prezesa zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Prezes po śmierci syna wylądował na L‑4 z silną depresją.
Dalej też jest ciekawie.
„W roku 2013 zmieniono statut Spółki w ten sposób, że do 31 października każdego roku kalendarzowego Zarząd Spółki zobowiązany jest podjąć uchwałę o umorzeniu udziałów o kwoty związane ze sprzedażą majątku Spółki. W ten sposób w ciągu dwóch lat wyprowadzono do kasy KHW S.A. przeszło sto milionów złotych, osłabiając w ten sposób bardzo znacznie kondycję finansową przedsiębiorstwa. A wszystko dla ratowania sytuacji zadłużonej branży górniczej, co według mnie jest sprzeczne z dyrektywami Unii Europejskiej związanymi z dofinansowywaniem podmiotów gospodarczych. Ponadto ŚDSM posiada także nie wykupione od przeszło pięciu lat tzw. Obligacje Węglowe na kwotę kilkudziesięciu milionów złotych, które stanowią bezwartościowy papier do końca istnienia tej spółki”.
Rada Nadzorcza w konkursie dokonała wyboru dwóch nowych członków Zarządu Spółki. Osoby kontrowersyjne, co wynika z doniesienia do CBA, w którym czytamy:
„W składzie Rady Nadzorczej jest osoba, która wyłudziła od ZUS sporą kwotę pieniędzy przy tzw. przejściu na emeryturę, a po kontroli ZUS okazało się, że dokumenty emerytalne zawierały sfałszowane dane. Efekt jest taki, że KHW S.A. musiała za w/w zwrócić wyłudzoną kwotę do ZUS, a wobec delikwenta nie wyciągnięto żadnych konsekwencji przywracając go do pracy i pozostawiając w składzie Rady Nadzorczej do dziś co jest co najmniej niemoralne”.
O tej aferze pisałem niedawno (wpolityce.pl, w gospodarce.pl „Spirala afer w górnictwie rozkręca się”).
Rozpoczęły się także zwolnienia pracowników spółki mieszkaniowej w celu zrobienia miejsca dla „swoich”. 13 kwietnia do pracy został przyjęty były wiceprezydent Żor – Wojciech Kałuża.
Kilka miesięcy temu poprosiłem Urząd Miasta w Świętochłowicach o udzielenie odpowiedzi w trybie dostępu do informacji publicznej. Odpowiedzi nie dostałem do dzisiaj.
Pytania nie były trudne. Były łatwe. Nawet dla aroganckich funkcjonariuszy Platformy Obywatelskiej.
Poniżej fragmenty mojego wniosku do WSA oraz prokuratury.
„Drogą elektroniczną złożyłem do Urzędu Miejskiego w Świętochłowicach podanie zawierające wniosek o udostępnienie liczby osób, które zostały zameldowane na pobyt stały lub czasowy w Świętochłowicach, od 1 stycznia 2014 r. do 14 października 2014 r., z rozbiciem na poszczególne miesiące (styczeń – ilość zameldowanych, etc.).
Wiadomość została przesłana na adres poczty elektronicznej um@swietochlowice.pl, która to jest oficjalną skrzynką e‑mailową świętochłowickiego magistratu.
W przeszłości używałem tego adresu w celu złożenia wniosków i zawsze były one odbierane.
Ukryta kopia przedmiotowej wiadomości z wnioskiem została przesłana do pani Dyrektor Biura Wojewody w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim na adres *@katowice.uw.gov.pl, gdzie została odebrana w tym samym dniu. Fakt odebrania korespondencji został potwierdzony przeze mnie w rozmowie telefonicznej z adresatką, co świadczy o tym, że wiadomość ta została prawidłowo przesłana.”
Odpowiedzi się nie doczekałem. Prawnik magistratu, który przygotowywał odpowiedź na skargę złożoną do WSA, mętnie tłumaczył, że… taka prośba nie dotarła. Zapewne „ktoś” przegryzł kabel. WSA skargę odrzucił. Czekam teraz na uzasadnienie.
Powyżej skan zawiadomienia z komendy policji, która zajmuje się sprawą nieudzielenia odpowiedzi. Po wielu bojach udało się uniknąć tego, żeby śledczy z prokuratury w Chorzowie zajęli się skargą. Za blisko Świętochłowic.
Spirala afer w górnictwie rozkręca się. ZUS odkrył to, o czym pisałem w 2013 r. – skandaliczny proceder fałszowania dokumentów, na podstawie których cześć liderów związkowych zatrudnionych w KHW SA przeszła na górnicze emerytury po 25 latach rzekomej pracy pod ziemią.
W świadectwach pracy związkowców wpisano, że pracowali pod ziemią, ale nie wpisano, iż byli oddelegowani do pracy związkowej. Czyli pracowali na powierzchni, w biurze jak kopalniani urzędnicy. Dzięki fałszerstwom przeszli na emerytury kilkanaście lat wcześniej, niż powinni.
Wszczęto śledztwo. Odpowiedzialnością za ten skandaliczny, złodziejski proceder obarczono Zdzisława Aksamita, byłego dyrektora do spraw pracy w kopalni Mysłowice-Wesoła (kopalnia należy do Katowickiego Holdingu Węglowego SA), bo on podpisywał górnikom dokumenty do ZUS.
Z zeznań pracowników kopalni, do których dotarłem wynika, że Zdzisław Aksamit kazał przygotować podwładnym dokumenty do ZUS dotyczące Krzysztofa Urbana (szef „S” w kopalni Mysłowice, oddelegowany do pracy związkowej w latach 1998–2012) oraz Romana Orczyka (były wiceszef „S” w KHW). Przygotowane dokumenty nie zawierały wzmianki o ich wieloletniej związkowej delegacji.
Roman Orczyk od sierpnia 2011 r. do marca 2013 r. pobierał emeryturę i zgarnął 93 tys. zł. Jego kolega Krzysztof Urban z emerytury korzystał od września 2012 r. do stycznia 2013 r. i zarobił 24,5 tys. zł. Obaj związkowcy zasiadają razem w radzie nadzorczej Górniczej Spółdzielni Pracy w Mysłowicach.
Aksamit tkwił w „układzie” związkowym, gdyż zanim został dyrektorem był jednym z liderów Związku Zawodowego Górników w Polsce. A wiadomo, że „związkowcy to jedna rodzina”. Przynajmniej niektórzy.
Katowicki Holding Węglowy musiał zwrócić ZUS pieniądze, które zostały wypłacone związkowcom. I nie będzie dochodzić ich zwrotu od niedoszłych emerytów.
Były dyrektor kopalni Mysłowice-Wesoła dobrowolnie poddał się karze. Sąd za poświadczenie nieprawdy w dokumentach skazał go na rok i trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz 2,4 tys. złotych grzywny. Aksamit był w tej całej aferze pionkiem. Z moich źródeł wynika, że na fałszowanie akt personalnych górników był „za krótki”. Musiał mieć na to przyzwolenie „góry”.
– Każdy, kto ma pojęcie o pracy w kopalni i działających tam zwyczajach zdaje sobie sprawę, że Aksamit na takie numery co najmniej miał zgodę „góry”. Rozżalony skarżył się, że jego przełożeni odcięli się od niego, i stał się „kozłem ofiarnym”. Mówił, że polecenia płynęły od jednego z byłych już wiceprezesów KHW SA
– słyszę od jednego z urzędników Katowickiego Holdingu Węglowego SA.
Sprawa ma jednak ciąg dalszy.
– Zarząd KHW SA zlecił przeprowadzenie kontroli akt osobowych pracowników spółki, którzy przeszli na emeryturę od 2008 roku. Audyt pominął jednak pracowników Biura Zarządu. Mamy nieoficjalne informacje, że w umowach o pracę niektórych z nich wynika, że są także pracownikami dołowymi! Była prowadzona fikcyjna ewidencja, co do rodzaju wykonywanej przez te osoby pracy, jej miejsca i czasu. Osoby te miały wpisywane fikcyjne dni pracy w soboty, niedziele i święta lub inne nadgodziny. To można przeliczyć na konkretne kwoty
– wyjaśnia Sylwester Śpiewak, szef „Solidarności 80” przy kopalni Mysłowice-Wesoła.
- Jednak nasze pisma do Zarządu KHW SA w sprawie wyjaśnienia tego procederu są ignorowane. Kto się boi kolejnej afery?
– pyta.
Analogia nasuwa się sama. Za czasów Edwarda Gierka piłkarze śląskich klubów, oficjalnie zatrudnieni jako górnicy, kopalnie widzieli tylko w drodze na treningi.
Artykuł został opublikowany na portalu wgospodarce.pl oraz wpolityce.pl
Jak jeszcze raz usłyszę, że ten prasowy organ Polskapresse jest „opiniotwórczy”, „wiarygodny” i najchętniej czytany, to zjem długopis. Żenada.
Nie wszystko można wytłumaczyć „chochlikiem drukarskim”. Jest takie (zapewne zapomniane w tej redakcji) słowo „profesjonalizm”.
A może z tą gazetką jest tak, jak WJ napisał na twitterze, że „Po pięćdziesiątce czas leci coraz szybciej, a niektórym niepostrzeżenie”.

Z serdecznymi życzeniami radosnych, prawdziwie wiosennych Świąt Wielkanocnych!
