Kon­kurs robie­nia loda

Zawia­ło i dmuch­nę­ło nie­któ­rych ze stoł­ków. Ale dzien­ni­ka­rze, jak za cza­sów PRL są czuj­ni, i goto­wi słu­żyć każ­dej nowej wła­dzy. Za wszel­ką cenę.

dz

W Dzien­ni­ku Zachod­nim, pol­sko­ję­zycz­nym orga­nie daw­ne­go Pas­sau­er Neue Pres­se natkną­łem się dzi­siaj na taką prób­kę stylu:

Jeste­śmy świad­ka­mi nowej epo­ki w regio­nal­nej poli­ty­ce. Zakoń­czył się czas Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, któ­ra na Ślą­sku zapła­ci­ła cenę za nie­udol­ne rzą­dy. Począt­kiem koń­ca nie­szczę­ścia był kry­zys w Urzę­dzie Mar­szał­kow­skim i afe­ra z Kole­ja­mi Ślą­ski­mi zakoń­czo­na wyrzu­ce­niem ze sta­no­wi­ska i par­tii pro­mi­nent­ne­go dzia­ła­cza PO Ada­ma Matu­sie­wi­cza. Potem mia­ło być lepiej, a było gorzej: nie potra­fio­no zna­leźć na czas roz­wią­za­nia pro­ble­mów gór­nic­twa, któ­re są dla regio­nu kluczowe”.

Kie­dy otar­łem moni­tor z waze­li­ny ście­ka­ją­cej po ekra­nie LCD, czy­tam dalej:

Lider PO na Ślą­sku Tomasz Tom­czy­kie­wicz nie miał moc­nej pozy­cji w par­tii i nie oddał w odpo­wied­nim momen­cie przy­wódz­twa kre­owa­ne­mu na następ­cę, dobrze radzą­ce­mu sobie mini­stro­wi spra­wie­dli­wo­ści Bory­so­wi Bud­ce. A to był­by bar­dzo doce­nio­ny przez wybor­ców gest. PiS tym­cza­sem, co jest zasłu­gą jej naj­bar­dziej w regio­nie roz­po­zna­wal­ne­go poli­ty­ka, sze­fa okrę­gu kato­wic­kie­go Grze­go­rza Tobi­szow­skie­go, nie bawi­ło się na Ślą­sku w świa­to­po­glą­do­we dys­ku­sje, ale zdo­ła­ło prze­ko­nać pre­ze­sa Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go, że moż­na maso­wo prze­jąć zawie­dzio­nych wyborców.”

Szok. Katu­ję się dalej:

Zwy­cię­stwo PiS w wybo­rach par­la­men­tar­nych na Ślą­sku czuć było już w cza­sie wybo­rów pre­zy­denc­kich, gdy Andrzej Duda mini­mal­nie prze­grał z Bro­ni­sła­wem Komorowskim”.

Eki­pa żur­na­li­stów (nie­wie­lu) i media­wor­ke­rów Dzien­ni­ka Zachod­nie­go (masa) ma krót­ką pamięć. Dla­te­go pytam:

Napraw­dę nie pamię­ta­cie, kto wespół z kato­wic­ką filią Gaze­ty Wybor­czej pro­mo­wał Ruch Auto­no­mii Ślą­ska, wcho­dził w anus nie­do­jeb­kom z PO, brał set­ki tysię­cy zło­tych z pro­jek­tów zarzą­dza­nych przez Urząd Marszałkowski?

Kto ukła­dał” się pry­mi­tyw­nie, z nie mniej pry­mi­tyw­ny­mi kacy­ka­mi z rzą­dzą­cej woje­wódz­twem koalicji?

Nie wstyd Wam?

Boje i wybo­je prokuratora

Andrzej Jacek Kaucz, pro­ku­ra­tor, któ­ry oskar­żał opo­zy­cjo­ni­stów w sta­nie wojen­nym zno­wu awan­so­wał i został sędzią w Odwo­ław­czym Sądzie Dys­cy­pli­nar­nym przy Pro­ku­ra­to­rze Generalnym.

Nazwi­sko Andrze­ja Kau­cza tra­fi­ło na pierw­sze stro­ny gazet w 2001 roku, gdy mini­ster spra­wie­dli­wo­ści w rzą­dzie SLD-PSL Bar­ba­ra Piw­nik powie­rzy­ła mu funk­cję zastęp­cy pro­ku­ra­to­ra generalnego.

Opo­zy­cjo­ni­stom wró­ci­ła pamięć, i przy­po­mnie­li sobie, że Kaucz to śled­czy, któ­ry w sta­nie wojen­nym oskar­żał opo­zy­cjo­ni­stów. Dla Wła­dy­sła­wa Fra­sy­niu­ka, lide­ra Soli­dar­no­ści” na Dol­nym Ślą­sku i Bar­ba­ry Labu­dy zażą­dał po 10 lat wię­zie­nia. Fra­sy­niuk publicz­nie mu wyba­czył, ale Labu­da nazwa­ła nik­czem­nym”.

Nato­miast Adam Mich­nik wysto­so­wał list do pre­mie­ra Mil­le­ra z ape­lem, by ludzie, któ­rzy spla­mi­li się opor­tu­ni­zmem i dys­po­zy­cyj­no­ścią”, nie kie­ro­wa­li wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści. Kaucz został odwo­ła­ny. Tra­fił w mało eks­po­no­wa­ne miej­sce – do biu­ra pre­zy­dial­ne­go Pro­ku­ra­tu­ry Krajowej.

Z zawo­do­we­go cie­nia ponow­nie Kau­cza w 2008 roku wycią­gnął ówcze­sny pro­ku­ra­tor kra­jo­wy Marek Sta­szak. Stra­cił on posa­dę, podob­nie jak Zbi­gniew Ćwią­kal­ski, po samo­bój­stwie jed­ne­go z pory­wa­czy Krzysz­to­fa Olewnika.

Sta­szak i Kaucz dobrze się zna­ją – współ­pra­co­wa­li w Mini­ster­stwie Spra­wie­dli­wo­ści za rzą­dów eki­py Lesz­ka Millera.

Czas pły­nie, a pro­ku­ra­tor Kaucz nadal nie prze­pro­sił za swo­ją dzia­łal­ność w sze­re­gach PRL-owskiej pro­ku­ra­tu­ry. Jesz­cze w 2012 roku Kaucz prze­padł jako kan­dy­dat do Pro­ku­ra­tu­ry Gene­ral­nej. Reko­men­da­cji KRP nie przy­jął wów­czas Andrzej Sere­met. W ubie­głym roku już kan­dy­da­tu­ra wro­cław­skie­go pro­ku­ra­to­ra nie wywo­ła­ła żad­nych emo­cji. Prze­szedł jed­no­gło­śnie i zna­lazł się w KRP. Został nawet sekre­ta­rzem Kra­jo­wej Rady Pro­ku­ra­tu­ry (KRP).

Moż­li­wo­ści adap­ta­cji pro­ku­ra­to­ra Kau­cza w śro­do­wi­sku, bez wzglę­du na sytu­ację poli­tycz­ną, są duże. W Pro­ku­ra­tu­rze Kra­jo­wej, w któ­rej pra­co­wał cały czas zaj­mo­wał się kom­pu­te­ry­za­cją. I na tym sta­no­wi­sku prze­trwał – nie nie­po­ko­jo­ny przez mini­stra Zbi­gnie­wa Zio­brę – całą IV RP.

Mało tego – w 2009 roku Andrzej Kaucz zawia­do­mił, że w resor­cie kie­ro­wa­nym przez Zio­brę powsta­ła lista pro­ku­ra­to­rów, wobec któ­rych za wszel­ką cenę nale­ży wsz­cząć postę­po­wa­nie kar­ne albo dys­cy­pli­nar­ne”. Zna­leźć się na niej miał mię­dzy inny­mi Kaucz. Pro­ku­ra­tu­ra Okrę­go­wa w Płoc­ku wsz­czę­ła śledz­two i prze­słu­cha­ła m.in. Zbi­gnie­wa Ziobro.

O karie­rze Kau­cza tak pisa­ła Gaze­ta Wrocławska:

Oskar­żał w wie­lu poli­tycz­nych pro­ce­sach w sta­nie wojen­nym. W tym w jed­nym z naj­gło­śniej­szych – Wła­dy­sła­wa Fra­sy­niu­ka. Był wte­dy zdol­nym, począt­ku­ją­cym pro­ku­ra­to­rem. Przy­dzie­lo­no go do tzw. bry­ga­dy tygry­sa. To gru­pa, któ­ra powsta­ła pod koniec lat 70. jako dział śled­czy Pro­ku­ra­tu­ry Rejo­no­wej Wro­cław-Śród­mie­ście. Mia­ła zaj­mo­wać się afe­ro­wy­mi prze­stęp­stwa­mi gospo­dar­czy­mi”. W sta­nie wojen­nym tygry­som” przy­dzie­lo­no pro­ce­sy poli­tycz­ne. Mie­li zwal­czać m.in. oso­by, któ­re mimo obo­wią­zy­wa­nia dekre­tu o sta­nie wojen­nym nie zaprze­sta­ły dzia­łal­no­ści związ­ko­wej. Kaucz nie musiał tego robić. 14 grud­nia 1981 r. inny mło­dy i zdol­ny pro­ku­ra­tor z bry­ga­dy tygry­sów” [Janusz Jaroch – przyp. TS] zre­zy­gno­wał z pra­cy, przez dzie­sięć lat był adwo­ka­tem i rad­cą praw­nym. Kaucz zde­cy­do­wał ina­czej. Został. Póź­niej tłu­ma­czył, że w sta­nie wojen­nym miał inne spoj­rze­nie” – wyda­wa­ło mu się, że sto­su­je prawo”. 

Dzi­siaj oka­za­ło się, że Kaucz – sekre­tarz Kra­jo­wej Rady Pro­ku­ra­tu­ry awan­so­wał w sądow­nic­twie dys­cy­pli­nar­nym. Na sam koniec kaden­cji Andrze­ja Sere­me­ta został sędzią w Odwo­ław­czym Sądzie Dys­cy­pli­nar­nym przy Pro­ku­ra­to­rze Gene­ral­nym. To dru­ga instan­cja, któ­ra roz­pa­tru­je odwo­ła­nia od orze­czeń w postę­po­wa­niach dys­cy­pli­nar­nych prokuratorów.

Być może już wkrót­ce pro­ku­ra­tor Andrzej Jacek Kaucz będzie roz­strzy­gał w spra­wie byłej sze­fo­wej Pro­ku­ra­tu­ry Ape­la­cyj­nej w Rze­szo­wie Anny Haba­ło. Sąd Dys­cy­pli­nar­ny orzekł nie­pra­wo­moc­nie, że Haba­ło ma zostać wyda­lo­na z zawo­du i uchy­lił jej immu­ni­tet. Jeże­li orze­cze­nia się upra­wo­moc­nią, to Haba­ło usły­szy zarzu­ty o cha­rak­te­rze korup­cyj­nym i urzęd­ni­czym, czy­li prze­kro­cze­nia upraw­nień, a tak­że powo­ły­wa­nia się na wpły­wy w związ­ku z tzw. afe­rą podkarpacką.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl

Król jest jeden

Miesz­kań­cy Mysło­wic w swo­ich skrzyn­kach pocz­to­wych zna­leź­li list od pre­zy­den­ta mia­sta. Edward Lasok nama­wia w nim, aby gło­so­wać na Woj­cie­cha Kró­la, kan­dy­da­ta Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej w wybo­rach do Sejmu. 

List – laur­ka został wydru­ko­wa­ny na ele­ganc­kim papie­rze, zapa­ko­wa­ny w ład­ną koper­tę. Do tego zosta­ła dorzu­co­na wizy­tów­ka kan­dy­da­ta na posła. Też ładna.

wk

Lasok roz­pły­wa się w pochwa­łach nad Królem.

Pra­cu­ję w samo­rzą­dzie od 25 lat, i wiem jak wie­le zysku­ją mia­sta, z któ­rych pocho­dzą posło­wie i posłan­ki. […] Woj­ciech Król, bo o nim mowa, to mysło­wi­cza­nin, któ­ry już wkrót­ce może zostać posłem. Stać się tak może jeśli my – miesz­kań­cy Mysło­wic – zmo­bi­li­zu­je­my się i gre­mial­nie odda­my na nie­go nasz głos! Zapy­ta­cie Pań­stwo dla­cze­go mamy to zro­bić? Odpo­wiem : bo jest to w inte­re­sie nas wszyst­kich, aby jeden z bar­dziej uta­len­to­wa­nych poli­ty­ków mło­de­go poko­le­nia – Woj­ciech Król z Mysło­wic – wygrał wybo­ry i repre­zen­to­wał nas w Parlamencie”.

Tyle Lasok, któ­ry zapew­ne stra­cił kon­takt z rze­czy­wi­sto­ści, pro­mu­jąc nachal­nie Kró­la. Jest też dobra wia­do­mość – Lasok nie chwa­li się już zna­jo­mo­ścią z Elż­bie­tą Bień­kow­ską, któ­ra miesz­ka w Mysłowicach.

Może to rewanż za to, że Król tak wspo­mi­na epi­zod w pra­cy dla Laso­ka w swo­im życio­ry­sie, przy­go­to­wa­nym na uży­tek kampanii:

W 2010 roku – nowo zaprzy­się­żo­ny pre­zy­dent Mysło­wic zapro­po­no­wał, abym pod­jął pra­cę w rodzin­nych Mysło­wi­cach i, korzy­sta­jąc z tej pro­po­zy­cji, wró­ci­łem na Śląsk. W nie­dłu­gim cza­sie zaczą­łem kie­ro­wać Kan­ce­la­rią Pre­zy­den­ta Miasta”. 

Z tych­że Mysło­wic awan­so­wał na dyrek­to­ra gabi­ne­tu mar­szał­ka woje­wódz­twa w Kato­wi­cach. Czy sobie pora­dził? To pyta­nie retoryczne.

O Kró­lu pisa­łem nie­daw­no tak (nie była to, w odróż­nie­niu od listu Laso­ka, laur­ka): Dyrek­tor gabi­ne­tu mar­szał­ka woje­wódz­twa ślą­skie­go kil­ka mie­się­cy temu zre­zy­gno­wał ze sta­no­wi­ska, bo – jak tłu­ma­czył – star­tu­je w wybo­rach do Sej­mu jako kan­dy­dat PO. Nie powia­do­mił jed­nak opi­nii publicz­nej, że bez roz­gło­su został jego doradcą”. 

Oszu­kał zatem wybor­ców swo­ją wcze­śniej­szą dekla­ra­cją, iż zre­zy­gno­wał ze sta­no­wi­ska dyrek­to­ra gabi­ne­tu mar­szał­ka Sału­gi, bo jak oświad­czył na Facebook«u:

[…] nie mógł­bym wyko­ny­wać pro­fe­sjo­nal­nie moich obo­wiąz­ków zawo­do­wych i pro­wa­dzić kam­pa­nii wybor­czej. Dla­te­go chcę skon­cen­tro­wać się na nowych wyzwa­niach. Niech to będzie nowy stan­dard na odmła­dza­ją­cej się sce­nie poli­tycz­nej. Liczę na to, że moja decy­zja zosta­nie dobrze odczy­ta­na przez moich współ­pra­cow­ni­ków, prze­ło­żo­nych, a tak­że miesz­kań­ców regionu”.

Cóż, jaka par­tia, takie standardy.

Cie­ka­we, jak pre­zy­dent Mysło­wic roz­li­czy ple­mien­ną pomoc” dla Kró­la? Druk i kol­por­taż kil­ku­na­stu tysię­cy listów popar­cia” Kró­la kosz­to­wa­ło, i to nie mało. Obo­wią­zu­ją prze­cież limi­ty pie­nię­dzy na kampanię.

Co na takie finan­so­wa­nie kam­pa­nii wybor­czej kan­dy­da­ta Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej Pań­stwo­wa Komi­sja Wybor­cza? W listach popar­cia roz­sy­ła­nych przez pre­zy­den­ta Mysło­wic nie ma infor­ma­cji o tym, iż jest to mate­riał jakie­go­kol­wiek komi­te­tu wyborczego.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wGo​spo​dar​ce​.pl i wPo​li​ty​ce​.pl

Zamach

Od zama­chu na Jana Paw­ła II minę­ło ponad 34 lata i dopie­ro od nie­daw­na dzię­ki śledz­twu IPN uda­ło się poznać nie­zna­ne fakty.

Od 2011 roku w księ­gar­niach jest dostęp­na (a wła­ści­wie była, bo nakład wyczer­pa­ny) książ­ka Papież musiał zgi­nąć – wyja­śnie­nia Ali Agcy”. Dzi­siaj uka­zu­je się dru­ga część pt. Agca nie był sam. Wokół udzia­łu komu­ni­stycz­nych służb spe­cjal­nych w zama­chu na Jana Paw­ła II”.

IPN_okladka_kolor+lakier

Publi­ka­cję opra­co­wa­li Andrzej Gra­jew­ski i Michał Skwa­ra. Gra­jew­ski to publi­cy­sta Gościa Nie­dziel­ne­go, a Skwa­ra – pro­ku­ra­tor Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej, któ­ry pro­wa­dził przez kil­ka lat śledz­two w spra­wie zama­chu na Jana Paw­ła II.

Śledz­two IPN:

obję­ło swym zakre­sem czy­ny prze­stęp­cze funk­cjo­na­riu­szy komu­ni­stycz­nych bez wzglę­du na ich przy­na­leż­ność pań­stwo­wą, któ­re zosta­ły popeł­nio­ne w okre­sie od dnia intro­ni­za­cji Karo­la Woj­ty­ły na Papie­ża do dnia wyda­nia wyro­ku unie­win­nia­ją­ce­go oby­wa­te­li turec­kich i buł­gar­skich oskar­ża­nych o współ­udział w spi­sku na jego życie. W szcze­gól­no­ści doty­czy­ło to wszyst­kich tych czy­nów funk­cjo­na­riu­szy państw komu­ni­stycz­nych, któ­re popeł­nio­ne w ramach związ­ku prze­stęp­cze­go o cha­rak­te­rze zbroj­nym pro­wa­dzi­ły do doko­na­nia zama­chu, a tak­że tych czy­nów, któ­re w ramach inne­go już związ­ku prze­stęp­cze­go zmie­rza­ły do utrud­nie­nia, czy też unie­moż­li­wie­nia pra­wi­dło­we­go i wol­ne­go od naci­sków osą­dze­nia sprawców”.

Przed­mio­tem pierw­szej czę­ści książ­ki Gra­jew­skie­go i Skwa­ry są zezna­nia, jakie zło­żył wło­skim śled­czym zama­cho­wiec w latach 1981 – 1985. Książ­ka zosta­ła sku­tecz­nie wów­czas zamil­cza­na przez tzw. media głów­ne­go nurtu.

Na pal­cach rąk moż­na poli­czyć media, któ­re zamie­ści­ły czte­ry lata temu jakie­kol­wiek infor­ma­cje czy recen­zje. Dla­cze­go? Ano zapew­ne dla­te­go, że książ­ka uka­za­ła się krót­ko po kata­stro­fie smo­leń­skiej, a już sama nazwa IPN” oraz oba­wa, iż służ­by spe­cjal­ne (cywil­ne lub woj­sko­we) mogły być w jaki­kol­wiek spo­sób zamie­sza­ne w zamach, wywo­ły­wa­ły ból gło­wy Tuska i Komorowskiego.

Histo­ria zamachu

13 maja 1981 r. na pla­cu Świę­te­go Pio­tra do papie­ża strze­lał turec­ki ter­ro­ry­sta Meh­met Ali Agca, któ­re­go schwy­ta­no natych­miast po zama­chu. W lip­cu 1981 r. zaczął się jego pro­ces i zama­cho­wiec został ska­za­ny na doży­wot­nie wię­zie­nie. Wło­skie śledz­two nie wyja­śni­ło jed­nak tła zamachu.

W 1983 r. Jan Paweł II odwie­dził Agcę w rzym­skim wię­zie­niu i dłu­go z nim roz­ma­wiał. W czerw­cu 2000 r. pre­zy­dent Włoch Car­lo Aze­glio Ciam­pi uła­ska­wił zama­chow­ca. Naka­zał też jego eks­tra­dy­cję do Anka­ry, gdzie tra­fił do celi za zabój­stwo turec­kie­go dzien­ni­ka­rza sprzed lat. W 2010 r. Agca został wypusz­czo­ny z wię­zie­nia. W sumie spę­dził za kra­ta­mi 30 lat.

Dr hab. Filip Musiał z Igna­tia­num w swo­jej recen­zji tak opi­su­je treść i zawar­tość książ­ki Agca nie był sam. Wokół udzia­łu komu­ni­stycz­nych służb spe­cjal­nych w zama­chu na Jana Paw­ła II”:

Śledz­two w spra­wie zama­chu na Jana Paw­ła II jest jed­nym z naj­waż­niej­szych śledztw pro­wa­dzo­nych przez IPN w całej jego 15-let­niej histo­rii. Nie­wąt­pli­wie przy­no­si ono rów­nież nie­zwy­kle war­to­ścio­we usta­le­nia histo­rycz­ne, któ­re pozwa­la­ją spoj­rzeć na jed­no z naj­gło­śniej­szych wyda­rzeń XX wie­ku z nowej perspektywy. 

Książ­ka Agca nie był sam. Wokół udzia­łu komu­ni­stycz­nych służb spe­cjal­nych w zama­chu na Jana Paw­ła II” skła­da się z dwóch odręb­nych, ale uzu­peł­nia­ją­cych się czę­ści: posta­no­wie­nia o umo­rze­niu śledz­twa autor­stwa pro­ku­ra­to­ra oraz arty­ku­łu nauko­we­go, będą­ce­go wni­kli­wą ana­li­zą historyczną”.

Głów­nym celem śledz­twa było usta­le­nie oko­licz­no­ści przy­go­to­wa­nia do zama­chu, szcze­gó­ło­we opi­sa­nie jego prze­bie­gu oraz ujaw­nie­nie dzia­łań dez­in­for­ma­cyj­nych pro­wa­dzo­nych przez służ­by spe­cjal­ne blo­ku wschod­nie­go w latach osiem­dzie­sią­tych ubie­głe­go wieku.

Od maja 1981 r. wywiad NRD (HVA) na zle­ce­nie buł­gar­skich służb spe­cjal­nych brał udział w zakro­jo­nej na sze­ro­ką ska­lę ope­ra­cji dez­in­for­ma­cyj­nej, któ­ra nosi­ła kryp­to­nim Papież” („Ope­ra­tion Papst”). Jej celem było odcią­gnię­cie uwa­gi rzym­skich śled­czych od buł­gar­skie­go tropu.

Oczy Basz­ty”

Głów­nym celem roz­pra­co­wa­nia wywia­du PRL w Rzy­mie był Jan Paweł II. Ofi­ce­rów rezy­den­tu­ry wywia­du PRL (kryp­to­nim Basz­ta”) w Wiecz­nym Mie­ście inte­re­so­wa­ło wszyst­ko: plan papie­skich podró­ży zagra­nicz­nych, treść homi­lii i doku­men­tów, kon­tak­ty z pol­skim epi­sko­pa­tem, poli­ty­ka zagra­nicz­na Waty­ka­nu ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem kie­run­ku wschodniego.

Z oczy­wi­stych wzglę­dów spra­wą zama­chu na papie­ża inte­re­so­wał się Depar­ta­ment I MSW, czy­li wywiad PRL. Naj­bar­dziej zaan­ga­żo­wa­na w gro­ma­dze­nie infor­ma­cji o zama­chu na Jana Paw­ła II była rezy­den­tu­ra w Rzy­mie. Od cza­su wybo­ru kar­dy­na­ła Karo­la Woj­ty­ły na papie­ża, Basz­ta” nale­ża­ła do naj­waż­niej­szych pla­có­wek wywia­dow­czych PRL.

Gdy aresz­to­wa­nie z pozo­ru nie­win­ne­go urzęd­ni­ka buł­gar­skich linii lot­ni­czych Sier­gie­ja Anto­no­wa poło­ży­ło cień na Buł­ga­rów oraz sowiec­kie­go przy­wód­cę, służ­by spe­cjal­ne PRL przy­łą­czy­ły się do akcji rato­wa­nia z opre­sji swo­ich towarzyszy.

Spec­służ­by PRL (nie tyl­ko Depar­ta­ment I, ale tak­że Depar­ta­ment IV, zwal­cza­ją­cy Kościół), dosko­na­le zorien­to­wa­ne w śro­do­wi­sku waty­kań­skim, mogły oddać cen­ne usłu­gi, by oczy­ścić swo­ich kole­gów z buł­gar­skiej DS z zarzu­tów o zor­ga­ni­zo­wa­nie zama­chu na Jana Paw­ła II.

O współ­pra­cy służb świad­czą tele­gra­my, jakie wymie­ni­li ze sobą sze­fo­wie resor­tów spraw wewnętrz­nych PRLLRB – gen. Cze­sław Kisz­czak i gen. Dymitr Sto­ja­now – w dru­giej poło­wie 1985 roku w związ­ku z pro­ce­sem Antonowa.

Zanie­po­ko­je­nie bez­pie­ki było uza­sad­nio­ne. Pro­ku­ra­to­ra Skwa­ra dotarł do sen­sa­cyj­nych doku­men­tów. Usta­lił, że Anto­now był współ­pra­cow­ni­kiem buł­gar­skich służb spe­cjal­nych, a przez powią­za­nia ze swo­im wuj­kiem miał dostęp do krę­gu bar­dzo wyso­kich funk­cjo­na­riu­szy buł­gar­skich służb spe­cjal­nych, więc mógł być trak­to­wa­ny jako czło­wiek ich zaufania.

Dane reje­stra­cyj­ne Anto­no­wa w buł­gar­skich archi­wach, rów­nie sku­tecz­nie czysz­czo­nych po 1989 roku, co pol­skie, poja­wia­ją się wyłącz­nie raz, w kore­spon­den­cji wewnętrz­nej z 1991 roku, przez czy­jeś zaniedbanie.

Nie­zna­ne fakty

Oba tomy książ­ki autor­stwa Gra­jew­skie­go i Skwa­ry sku­tecz­nie obna­ża­ją dez­in­for­ma­cje, któ­re nadal poja­wia­ją się w nie­któ­rych książ­kach poświę­co­nych spra­wie zama­chu. Otwar­tym pozo­sta­je pyta­nie, czy auto­rzy tych ksią­żek powie­la­ją tezy narzu­co­ne w 1981 roku przez KGB i Stasi/​HVA z pre­me­dy­ta­cją, czy z głupoty?

Śledz­two w IPN pro­wa­dził pro­ku­ra­tor Michał Skwa­ra. W cza­sie jego trwa­nia zgro­ma­dził łącz­nie 20 tys. stron doku­men­tów. Naj­waż­niej­szym dowo­dem w spra­wie były wyja­śnie­nia zama­chow­cy Meh­me­ta Ali Agcy.

Śledz­two IPN zosta­ło umo­rzo­ne, ale pozwo­li­ło np. usta­lić kto, jako pierw­szy, przy­go­to­wy­wał zamach i zebrać w jed­nym miej­scu roz­pro­szo­ne i nie­do­stęp­ne do tej pory dokumenty.

Bar­dzo waż­ne było spo­tka­nie Agcy z ofi­ce­rem KGB majo­rem Wła­di­mi­rem Kuzicz­ki­nem w Teha­ra­nie, pra­cu­ją­cym pod przy­kry­ciem sowiec­kie­go dyplo­ma­ty. Fakt ten pozwa­la sądzić, że wątek sowiec­ki jest znacz­nie waż­niej­szy niż tzw. ślad buł­gar­ski. 13 listo­pa­da 1979 roku w Moskwie zebrał się Komi­tet Cen­tral­ny KPZR. Obra­dom prze­wod­ni­czył sekre­tarz gene­ral­ny par­tii i szef pań­stwa Leonid Breżniew.

W porząd­ku obrad zna­lazł się obej­mu­ją­cy sześć punk­tów kata­log środ­ków ope­ra­cyj­nych – zaak­cep­to­wa­nych już wcze­śniej przez Biu­ro Poli­tycz­ne – jakie zamie­rza­no zasto­so­wać prze­ciw­ko Kościo­ło­wi kato­lic­kie­mu i same­mu Jano­wi Paw­ło­wi II. Plan mie­li zaak­cep­to­wać szef KGB Jurij Andro­pow i jego zastęp­ca Wik­tor M. Cze­bri­kow. Wśród tych, któ­rzy pod­pi­sa­li się pod uchwa­łą”, był Micha­ił Gor­ba­czow, wów­czas jesz­cze kan­dy­dat na człon­ka Biu­ra Poli­tycz­ne­go KPZR, a tak­że: szef par­tyj­nej pro­pa­gan­dy Micha­ił Susłow, człon­ko­wie pre­zy­dium KC KPZR Andriej Kiry­len­ko, Kon­stan­tin Czer­nien­ko, sekre­ta­rze KC Kon­stan­tin Rusa­kow, Wła­di­mir Pono­ma­riew, Iwan Kapi­to­now, Micha­ił Zimia­nin, Wła­di­mir Dołgich i wła­śnie Micha­ił Gorbaczow.

KGB otrzy­mał pole­ce­nie wyko­rzy­sta­nia wszyst­kich dostęp­nych środ­ków w celu zdys­kre­dy­to­wa­nia papie­ża i waty­kań­skiej dyplo­ma­cji. Ope­ra­cje mia­ły prze­bie­gać pod kryp­to­ni­ma­mi Pago­da” i Infek­cja”. Czy prze­wi­dy­wa­no rów­nież fizycz­ny zamach na papie­ża? W łonie same­go KGB nie wyklu­cza­no takiej ewen­tu­al­no­ści. Andro­pow otrzy­mał rze­ko­mo pole­ce­nia wej­ścia w naj­bliż­sze oto­cze­nie Jana Paw­ła II”, czy­li wpro­wa­dze­nia w jego śro­do­wi­sko agen­tu­ry. A że tako­wa już od daw­na była, to nie jest już tajemnicą.

Inne źró­dła utrzy­mu­ją, że za pla­nem krył się nie sowiec­ki wywiad, lecz pol­ska Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa. Rosja­nie i Pola­cy współ­pra­co­wa­li z buł­gar­ską bez­pie­ką – Bez­pie­czeń­stwem Pań­stwo­wym (Drżaw­na Sigur­nost, DS), zna­nym z bru­tal­ne­go postę­po­wa­nia. Buł­gar­skie służ­by spe­cjal­ne, a szcze­gól­nie służ­ba bez­pie­czeń­stwa DS była cał­ko­wi­cie zależ­na od służb spe­cjal­nych Związ­ku Socja­li­stycz­nych Repu­blik Radziec­kie­go (KGBGRU), nie mogły pod­jąć akcji o takim zna­cze­niu bez inspi­ra­cji Sowie­tów. Zresz­tą w socja­li­stycz­nej wspól­no­cie wywia­dow­czej” to głów­nie Buł­ga­rzy spe­cja­li­zo­wa­li się w mokrej robocie”.

Pod­czas śledz­twa usta­lo­no, że staw­ką za zamor­do­wa­nie papie­ża było 3 mln marek zachod­nio­nie­miec­kich. Agca i jego wspól­ni­cy mie­li je otrzy­mać od amba­sa­dy sowiec­kiej w Sofii za pośred­nic­twem Beki­ra Celen­ka, sze­fa turec­kiej mafii w Bułgarii.tym rów­nież z mor­dów na zle­ce­nie („mokro­je die­ło”, czy­li mokra robota).

Wło­si szyb­ko wpa­dli na trop powią­zań Agcy z pale­styń­ski­mi ter­ro­ry­sta­mi, a wywiad PRL – na ich usta­le­nia. Trzy dni po zama­chu ofi­cer wywia­du Kostrze­wa” (Hen­ryk Bosak, obec­nie dzia­łacz SLD) z rezy­den­tu­ry w Bel­gra­dzie, wyko­rzy­stał infor­ma­cje od swe­go źró­dła pseu­do­nim Finn” i wysłał do Cen­tra­li, czy­li Depar­ta­men­tu I MSW sen­sa­cyj­ny meldunek.

W szy­fro­gra­mie nr 2996 Kostrze­wa” meldował:

Wydział kon­su­lar­ny Amba­sa­dy Włoch usta­lił, że zama­cho­wiec na papie­ża Agca prze­by­wał w mar­cu br. w Bel­gra­dzie, posia­da­jąc pasz­port jor­dań­ski. Ubie­gał się o wizę wło­ską. Nie otrzy­mał jej, gdyż miał powią­za­nia z orga­ni­za­cją pale­styń­ską Haba­cha”.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na wPo​li​ty​ce​.pl

Król życia i stan­dar­dów z PO

Dyrek­tor gabi­ne­tu mar­szał­ka woje­wódz­twa ślą­skie­go kil­ka mie­się­cy temu zre­zy­gno­wał ze sta­no­wi­ska, bo – jak tłu­ma­czył – star­tu­je w wybo­rach do Sej­mu jako kan­dy­dat PO. Nie powia­do­mił jed­nak opi­nii publicz­nej, że bez roz­gło­su został jego doradcą. 

wojciech król

27 lip­ca Woj­ciech Król na swo­im pro­fi­lu na Facebook«u (skąd powyż­sze zdję­cie) zamie­ścił nastę­pu­ją­cy wpis:

W związ­ku z reko­men­da­cją doty­czą­cą moje­go kan­dy­do­wa­nia do Par­la­men­tu pod­ją­łem dwie decy­zję. Pierw­sza to przy­ję­cie pro­po­zy­cji kan­dy­do­wa­nia do Sej­mu Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, dru­ga to moja rezy­gna­cja ze sta­no­wi­ska dyrek­to­ra gabi­ne­tu Mar­szał­ka Woje­wódz­twa Ślą­skie­go. Uwa­żam bowiem, że nie mógł­bym wyko­ny­wać pro­fe­sjo­nal­nie moich obo­wiąz­ków zawo­do­wych i pro­wa­dzić kam­pa­nii wybor­czej. Dla­te­go chcę skon­cen­tro­wać się na nowych wyzwa­niach. Niech to będzie nowy stan­dard na odmła­dza­ją­cej się sce­nie poli­tycz­nej. Liczę na to, że moja decy­zja zosta­nie dobrze odczy­ta­na przez moich współ­pra­cow­ni­ków, prze­ło­żo­nych, a tak­że miesz­kań­ców regionu”.

Przez moment uwie­rzy­łem, że mło­de poko­le­nie wilcz­ków Plat­for­my” ma zamiar iść inną dro­gą, niź­li skom­pro­mi­to­wa­ni kole­dzy, któ­rzy bez skru­pu­łów łączą pry­wa­tę z dzia­łal­no­ścią publiczną.

Lokal­ni dzien­ni­ka­rze zapia­li z zachwy­tu nad decy­zją Kró­la. Media łyk­nę­ły wrzu­tę” i zgod­nie z wyro­bio­ną mak­sy­mą dzien­ni­kar­stwa lokal­ne­go po ch… drą­żyć temat”, odpu­ści­ły. Arty­ku­ły oraz rela­cje ocie­ka­ły lukrem i zachwy­tem nad oby­wa­tel­ską posta­wą i doj­rza­ło­ścią poli­tycz­ną kan­dy­da­ta PO.

Na lep dekla­ra­cji kan­dy­da­ta na posła PO dał się zła­pać nawet dr Tomasz Słu­pik, poli­to­log z Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go, któ­ry tak komen­to­wał wydarzenie:

Takie zacho­wa­nie na pew­no nale­ży pochwa­lić i na pew­no decy­zja o rezy­gna­cji z peł­nio­nej funk­cji była jak naj­bar­dziej wska­za­na, ale sądzę, że to jed­nak będzie raczej jed­nost­ko­wy przy­pa­dek, a nie fak­tycz­ny zwia­stun nowej jako­ści na sce­nie politycznej”.

Dr Słu­pik nie mylił się, gdy mówił scep­tycz­nie o nowej jakości”.

Spraw­dzi­łem, jak to z tymi stan­dar­da­mi Kró­la” jest. Z biu­ra pra­so­we­go Urzę­du Mar­szał­kow­skie­go dosta­łem odpo­wie­dzi na wysła­ne pytania:

Pan Woj­ciech Król obec­nie zatrud­nio­ny jest na sta­no­wi­sku dorad­cy Mar­szał­ka na pod­sta­wie umo­wy o pra­cę na czas peł­nie­nia funk­cji Mar­szał­ka Woje­wódz­twa przez Pana Woj­cie­cha Sału­gę. Pra­cow­nik roz­wią­zał poprzed­nią umo­wę [czy­li dyrek­to­ra gabi­ne­tu mar­szał­ka – przyp. TS) na mocy poro­zu­mie­nia stron. Prze­by­wał na urlo­pie wypo­czyn­ko­wym w okre­sie od 02 do 25 wrze­śnia, od 28 wrze­śnia do 31 paź­dzier­ni­ka br. prze­by­wa na urlo­pie bezpłatnym”.

Kan­dy­dat na posła Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej swo­ich wybor­ców nie powia­do­mił o nowym sta­no­wi­sku. Mniej absor­bu­ją­cym. Szko­da, że na Facebook«u nie napi­sał:

Sie ma zio­ma­le! Tro­chę pia­ru się przy­da w tej kam­pa­nii. Zamie­ni­łem sto­łek dyrek­to­ra na fotel dorad­cy. Kam­pa­nia wyma­ga ofia­ry, musi wszyst­ko dobrze wyglą­dać, kasa się zga­dzać i będzie git”.

Z nie­ofi­cjal­nych źró­deł wiem, że mar­sza­łek Sału­ga ma oprócz Kró­la jesz­cze jed­ne­go dorad­cę. Śred­nie wyna­gro­dze­nie każ­de­go dorad­cy to ponad 7500 zło­tych brut­to. Nie uda­ło mi się nato­miast dowie­dzieć o zakres obo­wiąz­ków dorad­cy marszałka.

Nawia­sem mówiąc Woj­ciech Król pocho­dzi z Mysło­wic, tego same­go mia­sta, któ­re do nie­daw­na chwa­li­ło się Elż­bie­tą Bień­kow­ską. Diva poli­ty­ki regio­nal­nej z PO mia­ła rację, w chwi­li sła­bo­ści mówiąc U Sowy i przy­ja­ciół” do sze­fa CBA, że za 6 tysię­cy zło­tych to pra­cu­je zło­dziej albo idiota.

A za 7,5 tysią­ca zło­tych kto pracuje?

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na wPo​li​ty​ce​.pl

Kon­cert

Naro­do­wa Orkie­stra Sym­fo­nicz­na Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach obcho­dzi podwój­ny jubi­le­usz zespo­łu: 80-lecia ist­nie­nia i 70-lecia dzia­łal­no­ści w Katowicach.

nospr

Wie­czór roz­po­czął W głę­bi morza” – obraz muzycz­ny w for­mie uwer­tu­ry na wiel­ką orkie­strę Grze­go­rza Fitel­ber­ga, ojca zało­ży­cie­la i pierw­sze­go dyrek­to­ra orkiestry.

Zna­ko­mi­ty wio­lon­cze­li­sta Truls Mørk, któ­ry wyko­nał I Kon­cert wio­lon­cze­lo­wy Dymi­tra Szo­sta­ko­wi­cza. Truls Mørk gra na cen­nym instru­men­cie Esqu­ire Dome­ni­co Mon­ta­gna­ny z 1723 roku.

Na koniec zabrzmia­ła Sym­fo­nia fan­ta­stycz­na Hec­to­ra Ber­lio­za. Całość popro­wa­dził Ale­xan­der Lie­bre­ich, dyrek­tor arty­stycz­ny NOSPR.

War­to było!

Czar­ny układ

Pol­ska będzie dalej sta­wiać na węgiel i inwe­sto­wać w prze­mysł wydo­byw­czy węgla” – powie­dział we wto­rek w Kato­wi­cach pre­mier Donald Tusk na tar­gach gór­ni­czych. Dekla­ra­cja pre­mie­ra oprócz gór­ni­ków, naj­bar­dziej ucie­szy­ła bran­żo­wych afe­rzy­stów, bo ozna­cza że ich korup­cyj­ne źró­dło nie wyschnie.

Jutro roz­po­czy­na się pro­ces, któ­ry lek­ko wstrzą­snął bran­żą gór­ni­czą. Lek­ko”, bo w dal­szym cią­gu na ofi­cjal­ne odkry­cie cze­ka kil­ka znacz­nie potęż­niej­szych afer. W tym jed­na o zasię­gu mię­dzy­na­ro­do­wym, z utwo­rzo­nym w szwaj­car­skim ban­ku fun­du­szem korup­cyj­nym”. Kie­dy na jaw wyj­dą wszyst­kie szcze­gó­ły tej afe­ry, o ile natu­ral­nie trzy­ma­ją­cy się moc­no czar­ny układ” na to pozwo­li, to bran­żę gór­ni­czą cze­ka kadro­we trzę­sie­nie ziemi”.

– Gdy­by na ławie oskar­żo­nych usia­dło kil­ka­set osób, to może wte­dy wszy­scy poję­li­by ska­lę tego drań­stwa. Naj­cie­kaw­sze jest to, że ten pro­ce­der wciąż jest akcep­to­wa­ny, mimo rapor­tów sła­nych do prze­ło­żo­nych przez ofi­ce­rów służb spe­cjal­nych cywil­nych i woj­sko­wych, zatrud­nio­nych na nie­jaw­nych eta­tach m.in. w spół­kach górniczych – 

stwier­dza eme­ry­to­wa­ny ofi­cer Służ­by Kontr­wy­wia­du Woj­sko­we­go, któ­ry kil­ka lat pra­co­wał pod przy­kry­ciem” w jed­nej ze spół­ek mini­ster­stwa gospo­dar­ki. Stąd zna­jo­mość realiów.

Łapó­wek nie bio­rą gór­ni­cy, któ­rzy ryzy­ku­ją życie pra­cu­jąc na dole w kopal­ni, ale bia­łe koł­nie­rzy­ki”. Na razie jed­nak na ławie oskar­żo­nych Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach zasią­dzie 25 osób – byłych i obec­nych dyrek­to­rów ślą­skich kopalń oraz sze­fów pań­stwo­wych spół­ek węglo­wych. O co są oskar­że­ni? O to, co w śro­do­wi­sku gór­ni­czym jest stan­dar­dem – o korupcję.

Wykry­ta przez ABW afe­ra wstrzą­snę­ła śro­do­wi­skiem gór­ni­czym, któ­re jest odpor­ne na zatrzy­ma­nia i aresz­ty swo­ich mene­dże­rów, bo to się zda­rza nie­mal co roku. Jed­nak po posta­wie­niu pro­ku­ra­tor­skich zarzu­tów w 2010 r. ówcze­sny mini­ster gospo­dar­ki Wal­de­mar Paw­lak odwo­łał sze­fów dwóch naj­więk­szych spół­ek węglo­wych – Miro­sła­wa K. (Kom­pa­nia Węglo­wa S.A.) i Sta­ni­sła­wa G. (Kato­wic­ki Hol­ding Węglo­wy S.A.). Paw­lak ich odwo­łał, mimo że jego kole­dzy z PSL wywie­ra­li nań sil­ną pre­sję, aby tego nie robił, bo może to zaszko­dzić inte­re­som par­tii”. Obie spół­ki od lat są w kadro­wym wła­da­niu” ludowców.

Korum­po­wać mene­dże­rów mia­ła spół­ka z Kato­wic Emes-Mining Servi­ce (EMS). Ujaw­nił to ABW współ­wła­ści­ciel fir­my Andrzej B., któ­ry pokłó­cił się o pie­nią­dze ze swo­im wspól­ni­kiem – Anto­nim G. Andrzej B. w zamian za ujaw­nie­nie korup­cji sko­rzy­stał z klau­zu­li bez­kar­no­ści (podob­nie jak Bar­ba­ra Kmie­cik w innej afe­rze) i jego zarzu­ty zosta­ły umo­rzo­ne. W sądzie wystą­pi tyl­ko w cha­rak­te­rze świad­ka. Jed­nak w biz­ne­sie jest skoń­czo­ny, podob­nie jak spół­ka Emes-Mining Servi­ce, któ­ra jest w upadłości.

Akt oskar­że­nia obej­mu­je lata 20032008 wpły­wo­wi mene­dże­ro­wie, a według nie­któ­rych moich źró­deł – głów­ni roz­gry­wa­ją­cy” w bran­ży, mie­li przy­jąć w sumie ponad 3 mln zł łapó­wek. Za co? Śled­czy twier­dzą, że EMS opła­cał gór­ni­czych roz­gry­wa­ją­cych” przy oka­zji prze­tar­gów na war­te dzie­siąt­ki milio­nów zło­tych robo­ty w kopal­niach, za przy­spie­sze­nie płat­no­ści fak­tur lub jako pre­zent za utrzy­ma­nie przy­ja­ciel­skich kontaktów”.

Zezna­nia i łapówki

Naj­wię­cej według śled­czych miał wziąć Janusz S., były już dyrek­tor kopal­ni Sta­szic (nale­żą­cej do KHW), 523 tys. zł, oraz Leszek J. – jako pre­zes Jastrzęb­skiej Spół­ki Węglo­wej (aż 440 tys. zł, w tran­szach po 3040 tys. zł).

Inni oskar­że­ni to m.in. Mak­sy­mi­lian K., były pre­zes Kom­pa­nii Węglo­wej, naj­więk­szej spół­ki gór­ni­czej w Euro­pie (zarzut przy­ję­cia 300 tys. zł łapó­wek), jego następ­ca Miro­sław K. (16,5 tys. zł), Sta­ni­sław G., były pre­zes Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go (185 tys. zł), Adam K., były dyrek­tor kopal­ni Szczy­gło­wi­ce (109 tys. zł), Sta­ni­sław L. (70 tys. zł), Artur K., były dyrek­tor kopal­ni Wie­czo­rek (56 tys.), Cze­sław K., były dyrek­tor kopal­ni Zofiów­ka (25 tys. zł), Krzysz­tof O., były dyrek­tor kopal­ni Kru­piń­ski (8,5 tys. zł), Zbi­gniew Cz., były dyrek­tor kopal­ni Bory­nia (6,5 tys. zł) oraz kil­ku pra­cow­ni­ków biu­ra zarzą­du JSW (70300 tys. zł).

– Wła­ści­wie to wszyst­kie pato­lo­gie w gór­nic­twie nale­ża­ło­by połą­czyć w jeden pro­ces sądo­wy. Jed­nak niko­mu na tym nie zale­ży. Z wypro­wa­dza­nia pie­nię­dzy z gór­nic­twa, łapó­wek i kon­sul­ta­cji” żyją całe rodzi­ny węglo­wych baro­nów”. Przy awan­sach waż­ne są koli­ga­cje, ukoń­czo­ne szko­ły – raz awan­su­je kote­ria z AGH, a raz z Poli­tech­ni­ki Ślą­skiej, no i prze­ło­że­nia par­tyj­ne, czy­li klucz” mniej ele­ganc­ko za cza­sów komu­ny zwa­ny nomen­kla­tu­rą”. Raz roz­da­je kar­ty PO, ale znacz­nie czę­ściej PSL 

wyja­wia moje źródło.

Jed­nak w pro­ku­ra­tor­skiej sza­fie doj­rze­wa coś znacz­nie poważ­niej­sze­go. Od kil­ku lat w Pro­ku­ra­tu­rze Ape­la­cyj­nej w Kato­wi­cach pro­wa­dzo­ne jest postę­po­wa­nie, w któ­rym do tej pory zarzu­ty korup­cji usły­sza­ło dwa­dzie­ścia osób, w tym kil­ku dyrek­to­rów kopalń. Usły­sze­li zarzu­ty przyj­mo­wa­nia łapó­wek od pra­cow­ni­ków spół­ki Mino­va Eko­chem z Sie­mia­no­wic Ślą­skich, któ­ra jest jed­nym z naj­więk­szych w Euro­pie pro­du­cen­tów kle­jów i pia­nek do gór­nic­twa. To pro­duk­ty potrzeb­ne w każ­dej kopal­ni, wyko­rzy­stu­je się je do spa­ja­nia i uszczel­nia­nia skał, tamo­wa­nia wody czy wypeł­nia­nia pod­ziem­nych pustek.

O wrę­cza­nie łapó­wek podej­rza­ni są dwaj byli wice­pre­ze­si Mino­va Eko­chem oraz kil­ku pra­cow­ni­ków mar­ke­tin­gu. Mino­va jest czę­ścią mię­dzy­na­ro­do­wej gru­py kapi­ta­ło­wej Ori­ca, któ­ra dzia­ła na całym świe­cie – m.in. w Austra­lii (głów­na sie­dzi­ba), Pol­sce, Cze­chach, na Ukra­inie, w Wiel­kiej Bry­ta­nii i RPA.

Zarzu­ty w tej spra­wie usły­sze­li do tej pory m.in. Artur K., były dyrek­tor kopal­ni Wie­czo­rek (nale­ży do Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go), Józef S., były dyrek­tor kopal­ni Pol­ska-Wirek (połą­czo­na z Halem­bą nale­ży do Kom­pa­nii Węglo­wej), Bog­dan Ś., były dyrek­tor kopal­ni Bory­nia, oraz Mie­czy­sław M., były dyrek­tor kopal­ni Kru­piń­ski (obie kopal­nie nale­żą do Jastrzęb­skiej Spół­ki Węglo­wej). Jak widać nie­któ­re nazwi­ska z tej afe­ry powta­rza­ją się w afe­rze EMS. To nie powin­no dzi­wić, bo Mino­va Eko­chem była kon­ku­ren­cją dla EMS.

Lep­kie ręce

Z usta­leń śled­czych wyni­ka, że w Mino­vie Eko­chem utwo­rzo­no spe­cjal­ny fun­dusz na łapów­ki. Aby go stwo­rzyć pod­pi­sa­no dzie­siąt­ki, jeże­li nie set­ki fik­cyj­nych umów zle­ceń ze stu­den­ta­mi. Za kil­ka­set zło­tych lub za… piwo zga­dza­li się na ich pod­pi­sa­nie. Z nie­ofi­cjal­nych infor­ma­cji wyni­ka, że nie­któ­rzy z nich byli stu­den­ta­mi pra­wa i nie­wy­klu­czo­ne, że są teraz apli­kan­ta­mi, ase­so­ra­mi lub… pro­ku­ra­to­ra­mi. Rekor­dzist­ką oka­za­ła się stu­dent­ka psy­cho­lo­gii, z któ­rą zawar­to umo­wy na kil­ka­dzie­siąt tysię­cy zło­tych. Co mie­siąc dział mar­ke­tin­gu Mino­vy przy­go­to­wy­wał zesta­wie­nia doty­czą­ce sprze­da­ży mate­ria­łów che­micz­nych dla poszcze­gól­nych kopalń i wyli­czał pro­cen­to­wą pro­wi­zję” wypła­ca­ną dyrektorom.

Mino­va pła­ci­ła w ten spo­sób za zama­wia­nie jej pro­duk­tów, a nie EMS oraz za to, żeby dyrek­to­rzy kopalń nie rekla­mo­wa­li jako­ści sprze­da­wa­nych przez nią produktów.

Pie­nią­dze na łapów­ki tra­fia­ły też do Pol­ski ze spe­cjal­ne­go kon­ta w szwaj­car­skim ban­ku. Pra­cow­ni­cy spół­ki prze­wo­zi­li je w tecz­kach pod­czas służ­bo­wych dele­ga­cji. Kie­dy już o spra­wie dowie­dzie­li się śled­czy, pła­co­no milio­ny za mil­cze­nie. Pre­ze­si Ori­ca z Austra­lii, kie­dy zorien­to­wa­li się o afe­rze i jej ska­li oraz zagro­że­niu dla wia­ry­god­no­ści ich gieł­do­wej spół­ki, zwol­ni­li z kie­row­ni­czych sta­no­wisk wie­lu mene­dże­rów. Po zaan­ga­żo­wa­niu Inter­po­lu w śledz­two ist­nia­ło bowiem podej­rze­nie, że korup­cyj­ny pro­ce­der nie doty­czy jedy­nie Polski.

Jed­nym ze świad­ków oskar­że­nia jest Piotr W. Stra­cił sta­no­wi­sko dyrek­to­ra kopal­ni Biel­szo­wi­ce po tym, jak wła­dze Kom­pa­nii Węglo­wej dowie­dzia­ły się z Gaze­ty Wybor­czej o tym, iż poszedł na współ­pra­cę z pro­ku­ra­tu­rą, i zezna­je w spra­wie afe­ry Mino­va Eko­chem. W. przy­znał pro­ku­ra­to­rom, że kie­dy kie­ro­wał kopal­nią Pol­ska-Wirek, wziął trzy łapów­ki po 1,5 tys. zł każda.

Jak widać czar­na bran­ża” trzy­ma się moc­no. Zła­ma­nie zmo­wy mil­cze­nia zosta­ło ukarane.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny we wrze­śniu 2013 roku na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl Jak widać, w gór­nic­twie bez zmian.

Dasz­czyń­ski wymia­ta kulturalnie

Nowy pre­zes TVP wymia­ta z tele­wi­zji ludzi koja­rzo­nych z poprzed­nim pre­ze­sem Juliu­szem Brau­nem oraz Maria­nem Zalew­skim z PSL. – Desant z Mini­ster­stwa Kul­tu­ry, któ­ry przy­szedł wraz z Brau­nem zastę­pu­je eki­pa z EXPO, gdzie pra­co­wał Dasz­czyń­ski – wyja­śnia jeden z mene­dże­rów TVP.

Kadry decy­du­ją o wszyst­kim” to zda­nie Iosi­fa Wis­sa­rio­no­wi­cza Sta­li­na prze­szło do histo­rii. Wier­ny temu stwier­dze­niu jest Janusz Dasz­czyń­ski. Karu­ze­la kadro­wa w tele­wi­zji publicz­nej, czy­li finan­so­wa­nej ze środ­ków publicz­nych (dla przy­po­mnie­nia) nabie­ra rozpędu.

tvp

Kil­ka tygo­dni temu sta­no­wi­ska stra­ci­li dyrek­tor Tele­wi­zyj­nej Agen­cji Infor­ma­cyj­nej (Toma­sza San­da­ka zastą­pił Tomasz Sygut) oraz Elż­bie­ta Poni­kło, dyrek­tor biu­ra zarzą­du i spraw kor­po­ra­cyj­nych – zastą­pio­na przez Łuka­sza Rybowskiego.

Wczo­raj pre­zes TVP powo­łał nowych dyrek­to­rów Oddzia­łów TVP w Opo­lu i Gdańsku.

W Opo­lu na miej­sce Mar­ka Szcze­pa­ni­ka wska­ku­je zupeł­ny no name w dzien­ni­kar­stwie i bran­ży tele­wi­zyj­nej. Otóż peł­nią­cą obo­wiąz­ki dyrek­to­ra opol­skiej oddzia­łu publicz­nej tele­wi­zji (z naci­skiem na publicz­nej”) będzie pani Beata Pola­czek. Lat 43.

polaczek beata

Pani Pola­czek na stro­nie inter­ne­to­wej (skąd pocho­dzi powyż­sze zdję­cie) pisze o sobie tak:

Nazy­wam się Beata Pola­czek i jestem uza­leż­nio­na od pięk­nych rze­czy. Uwiel­biam wyso­ką jakość, nie­ba­nal­ne wnę­trza i mar­ko­we toreb­ki. Lubię zimą gorą­cą cze­ko­la­dę, a latem pach­ną­ce tru­skaw­ki z praw­dzi­wą bitą śmietaną.

Cza­sem gotu­ję. Czę­sto piszę. Dużo podró­żu­ję. Zbie­ram albu­my o modzie i maga­zy­ny o wnę­trzach. Jestem absol­went­ką wydzia­łu bio­tech­no­lo­gii na Uni­wer­sy­te­cie Poznań­skim oraz Public Rela­tions w Wyż­szej Szko­le Ban­ko­wej w Poznaniu.

Przez sie­dem lat pro­wa­dzi­łam zaję­cia na Uni­wer­sy­te­cie Opol­skim i wykła­da­łam w Wyż­szej Szko­le Zarzą­dza­nia i Ban­ko­wo­ści. Dwa­na­ście lat temu zwią­za­łam się z modą i Medio­la­nem. Jestem autor­ką lek­sy­ko­nu mody Esen­cja mody”. Obec­nie jestem redak­to­rem naczel­nym Good​Po​land​.com”.

Tyle p.o. dyrek­to­ra Beata Pola­czek. Ten por­tal, któ­re­go kie­ro­wa­niem się chwa­li, to nic inne­go jak rekla­mów­ka, peł­na ład­nych zdjęć cie­ka­wych miejsc i hote­li. Z dzien­ni­kar­stwem ma nie­wie­le wspólnego.

Nic dziw­ne­go. Pola­czek w latach 20042014 zwią­za­na była z modą i kre­owa­niem sty­lu. W Medio­la­nie orga­ni­zo­wa­ła sesje foto­gra­ficz­ne oraz kon­sul­ta­cje w zakre­sie sty­li­za­cji. I już wie­my, gdzie prze­cię­ły się życio­we szla­ki Dasz­czyń­skie­go oraz Pola­czek. W Mediolanie.

Dasz­czyń­ski był m.in. zastęp­cą komi­sa­rza gene­ral­ne­go na Wysta­wie Świa­to­wej EXPO 2015 wła­snie w Mediolanie.

Moim zda­niem nomi­na­cja Beaty Pola­czek to tra­fio­na decy­zja. Na pew­no nie będzie lepiej w TVP Opo­le, ale być może ład­niej. No, i będzie pach­nia­ło tru­skaw­ka­mi z Lidla oraz gorą­cą czekoladą.

Z robo­ty wyle­ciał też Zbi­gniew Jasie­wicz – szef oddzia­łu TVP w Gdań­sku. Musiał zro­bić miej­sce dla Wal­de­ma­ra Domań­skie­go – fawo­ry­ta Dasz­czyń­skie­go Pre­zes TVP jest rodzin­nie i poli­tycz­nie zwią­za­ny z Gdań­skiem. Nie­tak­tem jest pyta­nie, komu kibi­cu­je i z kim grał w piłkę…

Domań­ski przez ostat­nie czte­ry lata był m.in. zastęp­cą dyrek­to­ra Bel­sat TV. Jawił się jako ktoś w rodza­ju komi­sa­rza poli­tycz­no-eko­no­micz­ne­go”. Został narzu­co­ny Agniesz­ce Roma­szew­skiej, któ­ra od lat kie­ru­je Bel­sa­tem, przez eki­pę Juliu­sza Brau­na. Była to kara za jej nie­za­leż­ność i groź­ne pomru­ki docho­dzą­ce zza wschod­niej gra­ni­cy po emi­sji pro­gra­mu, któ­ry uwie­ra Łuka­szen­kę i Putina.

Waż­ne w struk­tu­rach TVP sta­no­wi­sko dyrek­to­ra TVP Regio­nal­na zajął następ­ny zna­jo­my Dasz­czyń­skie­go – Bogu­mił Osiń­ski. Jest wice­prze­wod­ni­czą­cym rady nad­zor­czej Radia Olsz­tyn. Ostat­nio był zatrud­nio­ny na sta­no­wi­sku rad­cy woje­wo­dy war­miń­sko-mazur­skie­go ds. kon­tak­tów mię­dzy­na­ro­do­wych, pro­to­ko­łu dyplo­ma­tycz­ne­go oraz kul­tu­ry. W latach 19962006 pra­co­wał jako dyrek­tor gdań­skie­go oddzia­łu TVP (stąd dobra zna­jo­mość z pre­ze­sem publicz­nej tele­wi­zji). Wcze­śniej, przez 12 lat był kore­spon­den­tem TVP w Olsz­ty­nie. Ma przy­naj­mniej poję­cie o dziennikarstwie.

Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na praw­dzi­we zmia­ny w TVP. Na odej­ście z kie­row­ni­czych sta­no­wisk ludzi ska­żo­nych współ­pra­cą z PRL-owski­mi służ­ba­mi spe­cjal­ny­mi, pozby­cie się par­tyj­nych nomi­na­tów i lizu­sów, na roz­bi­cie tele­wi­zyj­nych kla­nów”. Ale tego nie będzie. Nie tym razem.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lach wPo​li​ty​ce​.pl i wGo​spo​dar​ce​.pl