Zawiało i dmuchnęło niektórych ze stołków. Ale dziennikarze, jak za czasów PRL są czujni, i gotowi służyć każdej nowej władzy. Za wszelką cenę.

W Dzienniku Zachodnim, polskojęzycznym organie dawnego Passauer Neue Presse natknąłem się dzisiaj na taką próbkę stylu:
„Jesteśmy świadkami nowej epoki w regionalnej polityce. Zakończył się czas Platformy Obywatelskiej, która na Śląsku zapłaciła cenę za nieudolne rządy. Początkiem końca nieszczęścia był kryzys w Urzędzie Marszałkowskim i afera z Kolejami Śląskimi zakończona wyrzuceniem ze stanowiska i partii prominentnego działacza PO Adama Matusiewicza. Potem miało być lepiej, a było gorzej: nie potrafiono znaleźć na czas rozwiązania problemów górnictwa, które są dla regionu kluczowe”.
Kiedy otarłem monitor z wazeliny ściekającej po ekranie LCD, czytam dalej:
„Lider PO na Śląsku Tomasz Tomczykiewicz nie miał mocnej pozycji w partii i nie oddał w odpowiednim momencie przywództwa kreowanemu na następcę, dobrze radzącemu sobie ministrowi sprawiedliwości Borysowi Budce. A to byłby bardzo doceniony przez wyborców gest. PiS tymczasem, co jest zasługą jej najbardziej w regionie rozpoznawalnego polityka, szefa okręgu katowickiego Grzegorza Tobiszowskiego, nie bawiło się na Śląsku w światopoglądowe dyskusje, ale zdołało przekonać prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że można masowo przejąć zawiedzionych wyborców.”
Szok. Katuję się dalej:
„Zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych na Śląsku czuć było już w czasie wyborów prezydenckich, gdy Andrzej Duda minimalnie przegrał z Bronisławem Komorowskim”.
Ekipa żurnalistów (niewielu) i mediaworkerów Dziennika Zachodniego (masa) ma krótką pamięć. Dlatego pytam:
Naprawdę nie pamiętacie, kto wespół z katowicką filią Gazety Wyborczej promował Ruch Autonomii Śląska, wchodził w anus niedojebkom z PO, brał setki tysięcy złotych z projektów zarządzanych przez Urząd Marszałkowski?
Kto „układał” się prymitywnie, z nie mniej prymitywnymi kacykami z rządzącej województwem koalicji?
Nie wstyd Wam?