S 92/​06/​Zk

IPN: Śledz­two prze­ciw­ko Ste­fa­no­wi Mich­ni­ko­wi podej­rza­ne­mu o popeł­nie­nie zbrod­ni komu­ni­stycz­nych będą­cych jed­no­cze­śnie zbrod­nia­mi prze­ciw­ko ludzkości.

(sygn. akt S 92/​06/​Zk) Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej w Warszawie

michnik_stefan

Przed­mio­to­we śledz­two prze­ciw­ko Ste­fa­no­wi Mich­ni­ko­wi, podej­rza­ne­mu o nie­do­peł­nia­nie obo­wiąz­ków w zakre­sie kon­tro­li zasad­no­ści i ter­mi­no­wo­ści czyn­no­ści pro­ce­so­wych podej­mo­wa­nych w przed­mio­cie prze­dłu­ża­nia okre­su sto­so­wa­nia tym­cza­so­we­go aresz­to­wa­nia Józe­fa Stem­le­ra, skut­ku­ją­cych bez­praw­nym pozba­wia­niem wol­no­ści pokrzyw­dzo­ne­go, pro­wa­dzo­ne samo­dziel­nie od 14.12.2006 r., jest kon­ty­nu­acją śledz­twa w spra­wie łama­nia pra­wo­rząd­no­ści i naru­sza­nia praw czło­wie­ka w toku postę­po­wa­nia kar­ne­go pro­wa­dzo­ne­go przez funk­cjo­na­riu­szy byłe­go Mini­ster­stwa Bez­pie­czeń­stwa Publicz­ne­go, pole­ga­ją­ce­go na fizycz­nym i moral­nym znę­ca­niu się przez wie­lo­krot­ne, dłu­go­trwa­łe prze­słu­chi­wa­nie oraz uży­wa­nie prze­mo­cy i gróźb bez­praw­nych w celu wywar­cia wpły­wu na treść zeznań świad­ka ks. Jana Danie­le­wi­cza, i two­rze­niu w ten spo­sób fał­szy­wych dowo­dów kie­ru­ją­cych postę­po­wa­nie kar­ne prze­ciw­ko Józe­fo­wi Stem­le­ro­wi i bez­praw­nym pozba­wia­niu go wol­no­ści /S 30/​01/​Zk/​w czę­ści doty­czą­cej jed­ne­go z usta­lo­nych i żyją­cych jesz­cze spraw­ców tych przestępstw.

W prze­bie­gu opi­sa­ne­go wyżej postę­po­wa­nia ujaw­nio­no bowiem, iż zobo­wią­za­ny do zgod­ne­go z ówcze­śnie obo­wią­zu­ją­cy­mi prze­pi­sa­mi sto­so­wa­nia i prze­dłu­ża­nia okre­su tym­cza­so­we­go aresz­to­wa­nia sędzia Ste­fan M., nie dopeł­niał obo­wiąz­ków w zakre­sie kon­tro­li zasad­no­ści i ter­mi­no­wo­ści podej­mo­wa­nych czyn­no­ści pro­ce­so­wych, naru­sza­jąc tym zasa­dy ogra­ni­cza­nia wol­no­ści oso­bi­stej oby­wa­te­li, okre­ślo­ne w Kodek­sie Woj­sko­we­go Postę­po­wa­nia Kar­ne­go oraz art. 97 Usta­wy z dnia 17.03.1921 r. Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej /​Dz. U. R. P. z dnia 1.06.1921r./ i póź­niej w art.87 Usta­wy z dnia 22.07.1952 r. Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej /​Dz. U. z dnia 21.02.1976 r./.

W ten spo­sób uczest­ni­czył on w prze­śla­do­wa­niu pokrzyw­dzo­nych z powo­du odmien­nej orien­ta­cji poli­tycz­nej i ich wcze­śniej­szej dzia­łal­no­ści w struk­tu­rach Pol­skie­go Pań­stwa Pod­ziem­ne­go. For­ma spraw­stwa zarzu­co­nych mu czy­nów – zanie­cha­nie, legła u pod­staw stwo­rzo­ne­go wów­czas tota­li­tar­ne­go sys­te­mu repre­sji i wszech­wła­dzy MBP. Ozna­cza­ło ono w rze­czy­wi­sto­ści nie tyl­ko zwy­kłe prze­stęp­stwo urzęd­ni­cze, ale prak­tycz­nie powszech­ne godze­nie się na rażą­ce naru­sza­nie pod­sta­wo­wych praw i wol­no­ści oby­wa­tel­skich. Naru­sza­ła zatem przy­ję­ty porzą­dek kon­sty­tu­cyj­ny i jako taka win­na zostać szcze­gól­nie wyraź­nie napiętnowana.

Nad­to, wobec oko­licz­no­ści, iż podej­rza­ny świa­do­mie brał udział w prze­śla­do­wa­niu pokrzyw­dzo­nych ze wzglę­dów poli­tycz­nych i dzia­łał w struk­tu­rach sys­te­mu pań­stwa tota­li­tar­ne­go, posłu­gu­ją­ce­go się na wiel­ką ska­lę ter­ro­rem dla reali­za­cji celów poli­tycz­nych i spo­łecz­nych /​tak m. in. SNIK II KKN 17598 /, jego zacho­wa­nia wyczer­pu­ją zna­mio­na nie tyl­ko zbrod­ni komu­ni­stycz­nej, ale tak­że zna­mio­na zbrod­ni prze­ciw­ko ludz­ko­ści, okre­ślo­ne w aktach pra­wa kar­ne­go mię­dzy­na­ro­do­we­go /​art. 2 ust.1 i art. 3 usta­wy z dn. 18.12.1998 r. o Insty­tu­cie Pamię­ci Naro­do­wej – Komi­sji Ści­ga­nia Zbrod­ni prze­ciw­ko Naro­do­wi Polskiemu/​Zbrod­nie te nie ule­ga­ją przedaw­nie­niu – art. 4 ust.1 cyt. wyżej usta­wy z dn. 18.12.1998 r.

Czyn­no­ści podej­mo­wa­ne dotych­czas w przed­mio­to­wej spra­wie ujaw­ni­ły, iż podej­rza­ny dopu­ścił się tego typu czy­nów tak­że w odnie­sie­niu, do co naj­mniej 19 innych osób, żoł­nie­rzy pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­we­go i Pol­skich Sił Zbroj­nych na Zacho­dzie, oby­wa­te­li podej­rze­wa­nych o szpie­go­stwo na rzecz Rzą­du RP na Uchodź­stwie w Lon­dy­nie czy nawet funk­cjo­na­riu­szy MBP podej­rze­wa­nych o nie­lo­jal­ność w sto­sun­ku do wła­dzy ludowej.

Podej­rza­ny Ste­fan Mich­nik jest oby­wa­te­lem pol­skim, ale miesz­ka na tery­to­rium Kró­le­stwa Szwe­cji i nie ma w kra­ju sta­łe­go miej­sca poby­tu. Wezwa­ny do oso­bi­ste­go sta­wien­nic­twa na tery­to­rium RP w dowol­nie wybra­nym ter­mi­nie do dnia 30.10.2008 roku, dobro­wol­nie nie sta­wił się na żad­ne z dorę­czo­nych mu wezwań, ani nie nawią­zał kon­tak­tu z tutej­szą Komi­sją, co uza­sad­nia oba­wę, iż będzie on wyko­rzy­sty­wał fakt zamiesz­ki­wa­nia poza gra­ni­ca­mi Rzecz­po­spo­li­tej Pol­skiej, do utrud­nia­nia pro­wa­dzo­ne­go prze­ciw­ko nie­mu postę­po­wa­nia kar­ne­go. W zaist­nia­łej sytu­acji Woj­sko­wy Sąd Gar­ni­zo­no­wy w War­sza­wie, posta­no­wie­niem z dnia 25.02.2010 r. sygna­tu­ra akt Kp 310 zasto­so­wał w sto­sun­ku do podej­rza­ne­go Ste­fa­na Mich­ni­ka śro­dek zapo­bie­gaw­czy w posta­ci tym­cza­so­we­go aresz­to­wa­nia na okres 3 mie­się­cy od dnia zatrzymania.

W dniu 2 sierp­nia 2010 r. wystą­pio­no do Woj­sko­we­go Sądu Okrę­go­we­go w War­sza­wie z wnio­skiem o wyda­nie Euro­pej­skie­go Naka­zu Aresz­to­wa­nia wobec oby­wa­te­la pol­skie­go, kapi­ta­na w sta­nie spo­czyn­ku Ste­fa­na M., podej­rza­ne­go o prze­stęp­stwa z art. 231§1 kk i art.189§2 kk w zw. z art.11§2 kk i art. 12 kk z 1997 r. w zw. z art. 2 ust.1 i art. 3 usta­wy z dn. 18. 12. 1998 r. o Insty­tu­cie Pamię­ci Naro­do­wej – Komi­sji Ści­ga­nia Zbrod­ni prze­ciw­ko Naro­do­wi Pol­skie­mu (Dz.U.2007.63.424 – j.t.) uzy­sku­jąc w tym przed­mio­cie sto­sow­ne posta­no­wie­nie Woj­sko­we­go Sądu Okrę­go­we­go w War­sza­wie z dnia 10.08.2010 r. sygn. akt. Kp 5710 i ini­cju­jąc postę­po­wa­nie o jego wyko­na­nie przez wła­ści­we orga­na sądo­we Kró­le­stwa Szwe­cji. Jego reali­za­cja na tery­to­rium Kró­le­stwa Szwe­cji oka­za­ła się jed­nak niemożliwa.

Sąd Rejo­no­wy w Uppsa­li posta­no­wie­niem z dnia 15.11.2010 r. o sygna­tu­rze B 707110 odda­lił wnio­sek o prze­ka­za­nie go orga­nom pol­skie­go wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści uzna­jąc, że prze­stęp­stwa zarzu­co­ne podej­rza­ne­mu, zgod­nie z pra­wem szwedz­kim, są już przedaw­nio­ne, a poszu­ki­wa­ny jest oby­wa­te­lem szwedzkim.

Powyż­sze posta­no­wie­nie sta­no­wi dłu­go­trwa­łą prze­szko­dę unie­moż­li­wia­ją­cą kon­ty­nu­owa­nie postę­po­wa­nia i skut­ku­je zawie­sze­niem śledz­twa prze­ciw­ko Ste­fa­no­wi M. /​art. 22 §1 kpk/​. W zaist­nia­łej sytu­acji Euro­pej­ski Nakaz Aresz­to­wa­nia podej­rza­ne­go moż­na bowiem reali­zo­wać na tere­nie państw człon­kow­skich Unii Euro­pej­skiej z wyłą­cze­niem Kró­le­stwa Szwecji.

http://​ipn​.gov​.pl/​k​s​z​p​n​p​/​s​l​e​d​z​t​w​a​/​o​d​d​z​i​a​l​o​w​a​-​k​o​m​i​s​j​a​-​w​-​w​a​r​s​z​a​w​i​e​/​s​l​e​d​z​t​w​a​-​w​-​b​i​egu [dostęp 2 czerw­ca 2014 r.]

W TVP bez zmian

Ćwierć wie­ku od wygło­sze­nia w TVP przez Joan­nę Szczep­kow­ską kwe­stii: Pro­szę Pań­stwa, 4 czerw­ca 1989 roku skoń­czył się w Pol­sce komu­nizm” w tej insty­tu­cji nie­wie­le się zmie­ni­ło. Przy­naj­mniej jeże­li cho­dzi o myśle­nie o widzu, nie wspo­mi­na­jąc tzw. misji publicznej.

Ostat­nio dowie­dzia­łem się ze stron inter­ne­to­wych Tele­wi­zji Pol­skiej, że ten­że nadaw­ca publicz­ny w Pro­gra­mie TVP1 poka­że film doku­men­tal­ny Gra o wol­ność. Oca­lo­ne taśmy” (3 odcin­ki) w reży­se­rii Kry­sty­ny Mokro­siń­skiej i Jolan­ty Kessler.

Osłu­pia­łem, kie­dy pozna­łem nie tyle daty emi­sji, co porę nada­nia tego cie­ka­we­go doku­men­tu: 2 czerw­ca (godz. 23.35), 3 czerw­ca ( godz. 23.50) i 4 czerw­ca (godz. 23.55) – wte­dy zwy­kle tzw. nor­mal­ni ludzie kła­dą się spać. Każ­dy z odcin­ków zosta­nie powtó­rzo­ny następ­ne­go dnia o godzi­nie 9.50. O tej porze – zain­te­re­so­wa­ni obej­rze­niem są w pra­cy lub szko­le. Za wyjąt­kiem bez­ro­bot­nych lub gospo­dyń domowych.

A film, co przy­zna­ją nawet auto­rzy inter­ne­to­wej infor­ma­cji jest bar­dzo cie­ka­wy i war­ty obejrzenia:

Twór­czy­nie tego doku­men­tu, Kry­sty­na Mokro­siń­ska i Jolan­ta Kes­sler, wyko­rzy­sta­ły fil­mo­we zapi­sy tam­tych zda­rzeń – zna­ne i nie­zna­ne, ama­tor­skie i pro­fe­sjo­nal­ne, z kamer pol­skich i zagra­nicz­nych, komen­ta­rze kore­spon­den­tów, rzecz­ni­ka rzą­du – Jerze­go Urba­na, hap­pe­nin­gi, reak­cje ulic, o któ­rych twór­ca Poma­rań­czo­wej Alter­na­ty­wy mówił, że są miej­scem wol­no­ści. Dodat­ko­wą atrak­cją dla widza może być pró­ba roz­po­zna­wa­nia mło­dych twa­rzy na tych sta­rych zdję­ciach i odga­dy­wa­nie, któ­ra to z dzi­siej­szych zde­cy­do­wa­nie star­szych już osób w zupeł­nie nowych czasach…

Wśród mło­dych ludzi, oglą­da­ją­cych z dzi­siej­sze­go dystan­su zmierzch PRL‑u i naro­dzi­ny III RP będzie też cór­ka Joan­ny Szczep­kow­skiej, autor­ki słyn­nych słów: 4 czerw­ca skoń­czył się w Pol­sce komu­nizm”. Czy potwier­dzi intu­icję matki?” 

Zapew­ne będzie mia­ła kło­pot, aby potwier­dzić tezę mat­ki, szcze­gól­nie wobec nie­daw­nych wyda­rzeń (hono­ro­wy pochó­wek Jaru­zel­skie­go, resty­tu­cja esbe­ków i ube­ków, bez­kar­ność auto­rów sta­nu wojen­ne­go, nędza daw­nych opozycjonistów).

Cie­kaw jestem, co na takie potrak­to­wa­nie doku­men­tu przez tele­wi­zyj­nych decy­den­tów, tych nie tyl­ko od ramów­ki”, człon­ko­wie Rady Pro­gra­mo­wej TVP?

Przy­pa­dek doku­men­tu Gra o wol­ność. Oca­lo­ne taśmy” przy­po­mi­na kło­po­ty fil­mu Taka jest histo­ria” w reży­se­rii Alek­san­dry Fuda­li, kie­dy jesz­cze kil­ka lat temu pra­co­wa­ła w TVP Katowice.

Ola wymy­śli­ła sobie w 2010 roku, że wyre­ży­se­ru­je film, któ­ry przed­sta­wi naj­waż­niej­sze wyda­rze­nia z tzw. kar­na­wa­łu Soli­dar­no­ści – czy­li z 16 mie­się­cy od momen­tu wybu­chu pierw­szych pro­te­stów na Ślą­sku, aż do wybu­chu sta­nu wojennego.

Przez ostat­nie pół roku auto­rzy fil­mu codzien­nie prze­glą­da­li po kil­ka­dzie­siąt pudeł z fil­mo­wy­mi rela­cja­mi, obej­rze­li kilo­me­try taśm , w więk­szo­ści nie­opi­sa­nych resz­tek, cza­sem tyl­ko zapi­sów dźwię­ko­wych, mozol­nie zesta­wia­jąc fak­ty, daty, dźwięk i obraz.

Wie­le mate­ria­łów prze­trwa­ło cudem jako ścin­ki, inne ukry­li pra­cow­ni­cy archi­wum przed Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa, któ­ra w stycz­niu 1982 roku wywio­zła z kato­wic­kie­go ośrod­ka naj­bar­dziej nie­wy­god­ne taśmy zwią­za­ne z powsta­niem Soli­dar­no­ści. Film pre­zen­tu­je ślą­ską Soli­dar­ność z trzech róż­nych stron: w świe­tle ofi­cjal­nej pro­pa­gan­dy, z punk­tu rze­tel­ne­go dzien­ni­kar­stwa (ścin­ki i mate­ria­ły ukry­te) oraz przez pry­zmat wspo­mnień uczest­ni­ków tam­tych wydarzeń.

Film natu­ral­nie miał mizer­ny budżet, i tyl­ko Ola może powie­dzieć wię­cej o kło­dach rzu­ca­nych jej pod nogi pod­czas pra­cy nad tym fil­mem. Ambi­cją więk­szo­ści decy­den­tów” zapew­ne było, żeby doku­ment nigdy nie powstał. Powód był pro­sty – m.in. kil­ka ujęć w fil­mie przed­sta­wia obec­ne­go dyrek­to­ra tele­wi­zyj­nej Pano­ra­my, jako dzien­ni­ka­rza reali­zu­ją­ce­go esbec­ko-pro­pa­gan­do­we mate­ria­ły o Soli­dar­no­ści”. tak­że kil­ku innych boha­te­rów” oca­la­łych kadrów do tej pory cier­pi na absmak i moral­ne­go kaca.

Film Alek­san­dry Fuda­li nie zdo­był nagród na festi­wa­lach fil­mo­wych. Przez ekra­ny TVP prze­mknął. Widocz­nie był za prawdziwy.

Agen­ci w togach

Na wymiar spra­wie­dli­wo­ści padł strach, bo kło­po­ty lustra­cyj­ne ma coraz wię­cej sędziów i pro­ku­ra­to­rów. Nie dzi­wi zatem nie­chęć star­sze­go poko­le­nia sędziów do orze­ka­nia w pro­ce­sach, w któ­rych oskar­ży­cie­la­mi są pro­ku­ra­to­rzy IPN.

Lek­tu­ra inter­ne­to­wych stron Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej jest bar­dzo cie­ka­wa. Poja­wia się bowiem coraz wię­cej infor­ma­cji o zakwe­stio­no­wa­niu przez pro­ku­ra­to­rów pio­nu lustra­cyj­ne­go oświad­czeń skła­da­nych przez nie tyl­ko samo­rzą­dow­ców (tych już nikt nawet nie liczy), ale tak­że sędziów, adwo­ka­tów, rad­ców praw­nych i prokuratorów.

archiwum

Zgod­nie z usta­wą tak­że oso­by wyko­nu­ją­ce te zawo­dy zobo­wią­za­ne są do zło­że­nia oświad­czeń lustra­cyj­nych, czy­li wyja­wie­niu ewen­tu­al­nej współ­pra­cy, służ­by czy pra­cy w orga­nach bez­pie­czeń­stwa PRL.

Zapew­ne wie­lu przed­sta­wi­cie­li wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści śpi nie­spo­koj­nie. Cza­sem zda­rza się, że opo­wie­ści i zapew­nie­nia esbe­ków o tym, iż znisz­czy­li tecz­ki pro­wa­dzo­nej agen­tu­ry oka­zu­ją się nieprawdziwe.

Przy­kła­dem niech będzie Śląsk, gdzie oświad­cze­nia lustra­cyj­ne zło­ży­ło oko­ło 1400 sędziów i pro­ku­ra­to­rów oraz pra­wie 2,5 tysią­ca adwo­ka­tów, rad­ców praw­nych i nota­riu­szy. Nie­któ­rzy skrzęt­nie przy­zna­li się do współ­pra­cy (szcze­gól­nie spo­ro byłych agen­tów i funk­cjo­na­riu­szy służb spe­cjal­nych jest wśród rad­ców i adwo­ka­tów). Roz­gryw­ki z prze­szło­ścią są bez­li­to­sne, a pró­by jej unik­nię­cia coraz czę­ściej przy­po­mi­na­ją rosyj­ską ruletkę”.

TW Beata

O tym, że Temi­da nie­ry­chli­wa, ale spra­wie­dli­wa” prze­ko­na­ła się po 40 latach sędzia Elż­bie­ta Sie­radz­ka z Kato­wic. Sie­radz­ka, któ­ra od 4 lat jest w sta­nie spo­czyn­ku, czy­li sędziow­skiej eme­ry­tu­rze, orze­ka­ła w Sądzie Okrę­go­wym w Kato­wi­cach w gło­śnych pro­ce­sach mafii pali­wo­wej, zabój­ców i gwał­ci­cie­li. Pro­ku­ra­tor IPN uznał, że zło­ży­ła nie­praw­dzi­we oświad­cze­nie lustra­cyj­ne i zata­iła swo­je związ­ki ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa. Nie­daw­no sąd w Kra­ko­wie wydał pra­wo­moc­ny wyrok, w któ­rym uznał ją za kłam­cę lustracyjnego.

Sie­radz­ka swo­je pierw­sze oświad­cze­nie lustra­cyj­ne zło­ży­ła w 1998 r. Nie było jesz­cze wów­czas IPN, a spra­wy lustra­cji pod­le­ga­ły Rzecz­ni­ko­wi Inte­re­su Publicz­ne­go. Nie przy­zna­ła się wte­dy, że była taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB. Jej oświad­cze­nie zakwe­stio­no­wał RIP i w 2006 r. zło­żył w ist­nie­ją­cym wte­dy Wydzia­le Lustra­cyj­nym Sądu Ape­la­cyj­ne­go w War­sza­wie wnio­sek o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go w spra­wie sędzi. Oka­za­ło się bowiem, że w archi­wum, któ­re oca­la­ły po byłej bez­pie­ce, Sie­radz­ka w latach 70. ub. wie­ku (była wów­czas stu­dent­ka III roku pra­wa) poja­wia się naj­pierw jako kon­takt ope­ra­cyj­ny Elg”, pozy­ska­ny do roz­pra­co­wa­nia śro­do­wi­ska aka­de­mic­kie­go w Kato­wi­cach. Współ­pra­co­wa­ła naj­pierw z Wydzia­łem IV SB, zaj­mu­ją­cym się zwal­cza­niem kościo­ła kato­lic­kie­go. Potem prze­szła kolej­ne stop­nie wta­jem­ni­cze­nia”. Zosta­ła wyty­po­wa­na jako kan­dy­dat na taj­ne­go współ­pra­cow­ni­ka i dono­si­ła o śro­do­wi­sku dusz­pa­ster­stwa aka­de­mic­kie­go. Wyko­rzy­sta­no je do spra­wy obiek­to­wej Kryp­ta”.

Sie­radz­ka zosta­ła zwer­bo­wa­na jako taj­ny współ­pra­cow­nik pseu­do­nim Beata”. I zgod­nie z regu­ła­mi esbec­kiej sztu­ki na piśmie zobo­wią­za­ła się do zacho­wa­nia w tajem­ni­cy kon­tak­tów z SB. Dosta­ła plan zadań, mia­ła przy­go­to­wy­wać cha­rak­te­ry­sty­ki stu­den­tów i infor­mo­wać o zmia­nach księ­ży pro­wa­dzą­cych dusz­pa­ster­stwo. Beata” dostar­cza­ła SB dono­sy i zosta­wia­ła je na poczcie w skrzyn­ce nr 1182. Tra­fi­ło tam jej pięć odręcz­nie pisa­nych informacji.

Zacho­wa­ła się oce­na pra­cy TW Beata: Powie­rzo­ne zada­nia wyko­nu­je sto­sun­ko­wo dobrze. Infor­ma­cje są krót­kie, lecz tre­ści­we”. Na ich pod­sta­wie wyty­po­wa­no innych stu­den­tów do roz­pra­co­wa­nia. Funk­cjo­na­riusz SB wrę­czył też stu­dent­ce 1000 zł. Ostat­nie spo­tka­nie z esbe­ka­mi było w mar­cu 1978 r. Sie­radz­ka ukoń­czy­ła stu­dia, pod­ję­ła pra­cę, a to ogra­ni­czy­ło jej moż­li­wo­ści dal­szej współ­pra­cy z SB.

Kra­kow­ski sąd nie uwie­rzył lustro­wa­nej, że współ­pra­co­wa­ła, bo jej gro­żo­no śmier­cią, bo w II poło­wie lat 70. nie było nasi­lo­nych repre­sji. Sąd nie uwie­rzył też, że prze­ka­zy­wa­ła tyl­ko ogól­ne infor­ma­cje i że nie wzię­ła żad­nych pieniędzy.

Jakie kon­se­kwen­cje ponie­sie? Utra­ci jedy­nie pra­wo do pobie­ra­nia sędziow­skiej emerytury.

TWIPN

Dotąd za kłam­ców lustra­cyj­nych uzna­no trzech praw­ni­ków ze Ślą­ska. O tym, że naj­ciem­niej jest pod latar­nią łudził się pro­ku­ra­tor Arka­diusz Kwie­ciń­ski, któ­ry pra­co­wał naj­pierw w kato­wic­kiej Pro­ku­ra­to­rze Rejo­no­wej, potem Woje­wódz­kiej, a na koń­cu w IPN. Nim w 2006 roku zapadł wyrok, 47-let­ni Kwie­ciń­ski prze­szedł w stan spoczynku.

Co praw­da nie zacho­wa­ła się w IPN tecz­ka per­so­nal­na Kwie­ciń­skie­go, agen­ta ps. Marek I”, a głów­nym dowo­dem były doko­na­ne przez esbe­ka Cze­sła­wa Sta­no­sza wycią­gi z infor­ma­cji od taj­ne­go współ­pra­cow­ni­ka Marek I”. Zarów­no Sta­nosz, oraz ofi­cer SB – Wło­dzi­mierz Wil­ski potwier­dzi­li pod­czas pro­ce­sów, że Kwie­ciń­ski był pro­wa­dzo­nym przez nich agen­tem. On sam nie krył, że spo­ty­kał się z Wil­skim (któ­ry też był wte­dy stu­den­tem wydzia­łu pra­wa), ale na grun­cie towa­rzy­skim”. Kwie­ciń­ski został pro­ku­ra­to­rem IPN2001 r. Zapew­niał wte­dy ówcze­sne­go pre­ze­sa IPN Leona Kie­re­sa, że nic go nie obcią­ża”. Wnio­sek o zba­da­nie jego oświad­cze­nia lustra­cyj­ne­go skie­ro­wał Rzecz­nik Bogu­sław Nizień­ski w ostat­nim dniu swe­go urzę­do­wa­nia w grud­niu 2004 r. Wte­dy pro­ku­ra­tor odszedł na dłu­gie zwol­nie­nie lekarskie.

Pra­wo­moc­nym wyro­kiem zakoń­czy­ło się w 2011 r. postę­po­wa­nie prze­ciw­ko sędzi Moni­ce Tracz-Smo­czyń­skiej z sądu w Wodzi­sła­wiu Ślą­skim, któ­rą sąd uznał za kłam­cę lustra­cyj­ną. Choć sędzia zaprze­cza­ła swo­jej współ­pra­cy ze SB, to według pro­ku­ra­to­rów IPN zacho­wa­ne mate­ria­ły wska­zu­ją, że w latach 19801982, w trak­cie stu­diów na Wydzia­le Pra­wa Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go w Kato­wi­cach, była ona taj­nym i świa­do­mym współ­pra­cow­ni­kiem SB o pseu­do­ni­mie Nika”. Mia­ła pecha. Zacho­wa­ły się bowiem jej pokwi­to­wa­nia odbio­ru pie­nię­dzy za prze­ka­zy­wa­ne bez­pie­ce informacje.

- Pod­czas pro­ce­su prze­słu­cha­no bie­głe­go i uzy­ska­no jed­no­znacz­ne pod­trzy­ma­nie opi­nii, iż to lustro­wa­na była autor­ką zacho­wa­nych mel­dun­ków dla SB, pod­pi­sy­wa­nych przez nią pseu­do­ni­mem Nika – stwier­dził pro­ku­ra­tor Andrzej Maj­cher, szef Oddzia­ło­we­go Biu­ra Lustra­cyj­ne­go w Katowicach.

Jej zada­nia doty­czy­ły głów­nie inwi­gi­la­cji dzia­łal­no­ści Dusz­pa­ster­stwa Aka­de­mic­kie­go, a rza­dziej prze­ka­zy­wa­nia infor­ma­cji o dzia­łal­no­ści NZS i tzw. Try­bu­ny Stu­denc­kiej. Za swo­ją dzia­łal­ność dela­tor­ską Nika” dosta­wa­ła pie­nią­dze od SB.

Pro­ces auto­lu­stra­cyj­ny miał też dzia­łacz PO, a zara­zem rad­ca praw­ny Kry­stian Szulc z Mysło­wic. Jak wyni­ka z doku­men­tów dostęp­nych w archi­wum IPN, był on taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem o pseu­do­ni­mie Listo­pad”, zare­je­stro­wa­nym przez Sek­cję III Wydzia­łu III KWMO w Kato­wi­cach jesie­nią 1978 r. Zacho­wa­ły się doku­men­ty archi­wal­ne doku­men­tu­ją­ce­go jego współ­pra­cę w posta­ci tecz­ki pra­cy i tecz­ki personalnej.

Kry­stian Szulc, któ­ry do współ­pra­cy z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa w oświad­cze­niu lustra­cyj­nym się przy­znał, doma­gał się uzna­nia przez Sąd, że współ­pra­ca ta zosta­ła wymu­szo­na w 1978 r. poprzez groź­bę utra­ty przez nie­go zdrowia.

W 2012 roku Sąd Ape­la­cyj­ny w Kato­wi­cach utrzy­mał w mocy orze­cze­nie Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach z dnia 13 czerw­ca 2011 r., w któ­rym uzna­no, że rad­ca praw­ny Kry­stian Szulc zgod­nie z praw­dą przy­znał się w oświad­cze­niu lustra­cyj­nym do współ­pra­cy z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa pań­stwa PRL, nato­miast wbrew twier­dze­niom lustro­wa­ne­go jego współ­pra­ca nie była wymu­szo­na poprzez groź­bę utra­ty życia lub zdro­wia w rozu­mie­niu kodek­su karnego”.

TW Maria z prokuratury

Toczy się postę­po­wa­nie lustra­cyj­ne prze­ciw­ko byłej sze­fo­wej kato­wic­kiej pro­ku­ra­tu­ry rejo­no­wej Bar­ba­rze Obcow­skiej (od 2009 r. w sta­nie spo­czyn­ku), któ­ra – jak wyni­ka z doku­men­tów IPN – w od lip­ca 1987 r. do stycz­nia 1990 r. była taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB o pseu­do­ni­mie Maria”. Zosta­ła pozy­ska­na na zasa­dzie dobro­wol­no­ści do spra­wy obiek­to­wej o kryp­to­ni­mie Temi­da”.

Obcow­ska pod­czas prze­słu­cha­nia zaprze­czy­ła współ­pra­cy z SB, choć przy­zna­ła, iż spo­ty­ka­ła się z pro­wa­dzą­cym ją ofi­ce­rem, o któ­rym wie­dzia­ła, że jest funk­cjo­na­riu­szem SB, lecz zna­jo­mość tę uzna­wa­ła za prywatną.

W ubie­głym roku Sąd Naj­wyż­szy utrzy­mał w mocy wyrok uzna­ją­cy Ali­cję Rasu­mus­sen, sędzię ze Szcze­ci­na, za kłam­cę lustra­cyj­ne­go. Sędzia była już w sta­nie spo­czyn­ku, wyrok pozba­wił ją sędziow­skiej eme­ry­tu­ry. W latach 80. była agen­tem bez­pie­ki TW Irys”. Jej pro­ces lustra­cyj­ny trwał pra­wie 10 lat.

Nazwi­ska kłam­ców lustra­cyj­nych za www​.ipn​.gov​.pl

Głos Andrze­ja Roz­pło­chow­skie­go woła­ją­ce­go na puszczy

Smut­ne, że auto­rzy poniż­sze­go listu otwar­te­go w spra­wie pogrze­bu Woj­cie­cha Jaru­zel­skie­go nigdy nie dosta­ną odpo­wie­dzi. Nor­mą poli­tycz­ne­go esta­bli­sh­men­tu jest lek­ce­wa­że­nie i przemilczanie. 

LIST OTWAR­TY DO PRE­ZY­DEN­TA RP

Jako śro­do­wi­sko wete­ra­nów wal­ki o wol­ną Pol­skę, pro­te­stu­je­my prze­ciw­ko zamia­ro­wi pocho­wa­nia kata sta­nu wojen­ne­go, Woj­cie­cha Jaru­zel­skie­go, na Powąz­kach w War­sza­wie i odda­niu jego zwło­kom jakich­kol­wiek hono­rów pań­stwo­wych oraz ogło­sze­niu naro­do­wej żało­by. Albo III RP jest wol­ną Pol­ską, albo jest zmo­dy­fi­ko­wa­ną wer­sją PRL. Zbyt wie­le ofiar zbrod­ni popeł­nio­nych na pol­skiej zie­mi na naj­lep­szych jej cór­kach i synach przez for­ma­cję zdraj­ców na sowiec­kim żoł­dzie w latach 19441989, do dziś bowiem bez hono­ru pogrze­ba­na jest jesz­cze w nie­wia­do­mych miejscach.

Dzię­ki pomo­cy sprze­daj­nych śro­do­wisk w cią­gu ostat­nich lat, Jaru­zel­ski za swo­je czy­ny uciekł osą­do­wi ludz­kie­mu Pola­ków, ale sta­nął oto wobec sądu Boże­go. Za kil­ka dni będzie świę­to­wa­nie 25 lecia wkro­cze­nia na dro­gę wol­no­ści. Jak­że więc naro­do­wy cmen­tarz w wol­nej Pol­sce może być miej­scem spo­czyn­ku rów­nież dla czer­wo­nych zbrod­nia­rzy, podob­nie jak to było w cza­sach komu­ni­stycz­ne­go znie­wo­le­nia? Nie­wie­le dni temu ukrad­kiem pocho­wa­no tam inne­go człon­ka związ­ku prze­stęp­cze­go o cha­rak­te­rze zbroj­nym w sta­nie wojen­nym, Flo­ria­na Siwic­kie­go, a w kolej­ce cze­ka­ją następni.

Obu­rze­nie wyra­ża wie­lu Pola­ków, nawet róż­nią­cych się dotąd w poli­tycz­nym postę­po­wa­niu. Jeże­li nie będzie to usza­no­wa­ne, trze­ba będzie na Powąz­kach utwo­rzyć nową Ale­ję Zasłu­żo­nych dla praw­dzi­wie pol­skich patrio­tów, a ale­ję obec­ną prze­mia­no­wać na Ale­ję Osób Nie­za­słu­żo­nych, grze­biąc w niej jedy­nie zdrajców.

Andrzej Roz­pło­chow­ski
Pre­zes Stowarzyszenia
Poro­zu­mie­nie Kato­wic­kie 1980 
Sto­wa­rzy­sze­nie Na Rzecz Pamięci

Prze­mil­czeć gło­su Roz­pło­chow­skie­go się nie da. Nie tacy pre­zy­den­ci pró­bo­wa­li. Ot, na przy­kład Lech Wałę­sa. Wałę­sa wal­czył ze mną na łamach związ­ku, a nie wal­czył z komu­ni­sta­mi. On jest powo­dem mojej emi­gra­cji” – mówił mi kil­ka lat temu Andrzej Roz­pło­chow­ski, przy­wód­ca straj­ku w Hucie Kato­wi­ce w 1980 r.

Andrzej Rozpłochowski

(Od lewej: Andrzej Roz­pło­chow­ski, Lech Wałę­sa, Kazi­mierz Świ­toń, Marian Jur­czyk w kato­wic­kim Spodku w paź­dzier­ni­ku 1980 r.)

War­to pamiętać

Wkrót­ce rocz­ni­ca 4 czerw­ca 1989 r. Trze­ba przy­po­mi­nać o zapo­mnia­nych boha­te­rach, i dema­sko­wać kon­fa­bu­lan­tów. Poni­żej zdję­cie (mego autor­stwa), wyko­na­ne latem 1981 roku. Trans­pa­rent Wol­ność dla więź­niów poli­tycz­nych” wywie­si­ła na swo­im bal­ko­nie w Super­jed­no­st­ce, olbrzy­mim blo­ku miesz­kal­nym w samym cen­trum Kato­wic, Tere­sa Bara­now­ska. Wku­rzy­ło to SB maksymalnie.

Transparent

W nocy 1213 grud­nia 1981 roku esbe­cja z MO wywa­li­ła drzwi jej miesz­ka­nia, aby ją zatrzy­mać i inter­no­wać. Kobie­ta wiel­kiej uro­dy i kla­sy. Nie odci­na kupo­nów od swo­jej dzia­łal­no­ści, wyje­cha­ła ze Ślą­ska w Biesz­cza­dy. Żyje spo­koj­nie, patrząc na ten poli­tycz­ny bur­del z oddali.

Mój zna­jo­my nie­daw­no powie­dział tak: To tyl­ko ją powin­no nazy­wać się Mat­ką Ślą­skiej Soli­dar­no­ści”. I ma rację.

Tere­sa Bara­now­ska tak wspo­mi­na te czasy:

Jak powsta­ła Soli­dar­ność” to ja weszłam do jej władz w Kato­wi­cach. Byłam człon­kiem Pre­zy­dium Zarzą­du MKZ. Sym­pa­ty­zo­wa­łam wów­czas z KPN. Nie będąc człon­kiem KPN dru­ko­wa­łam mate­ria­ły KPN i pro­pa­go­wa­łam pro­gram nie­pod­le­gło­ścio­wy. Gdzie­kol­wiek jecha­łam to nawią­zy­wa­łam do KPN. Począt­ko­wo sama przyj­mo­wa­łam ludzi do KPN. W ten spo­sób mia­łam na Ślą­sku mnó­stwo ludzi, któ­rzy chcie­li nale­żeć do KPN. Podob­na robo­tę pro­wa­dził Jan Łuż­ny w Tar­now­skich Górach. Na począt­ku roku 1981 skon­tak­to­wał się ze mną w tej sprawie. 

Ja poje­cha­łam wte­dy do Gdań­ska w spra­wach doty­czą­cych oświa­ty i przez Jana Zapol­ni­ka (któ­ry wcze­śniej nale­żał do WZZ i do ROP­CiO) pozna­łam Ninę Milew­ską. I ona przy­ję­ła mnie do KPN. Od tego cza­su byłam już for­mal­nym człon­kiem Kon­fe­de­ra­cji. Spy­ta­łam ja do kogo mam się zgło­sić. A ona wska­za­ła Krzysz­to­fa Gąsio­row­skie­go w Krakowie. 

W paź­dzier­ni­ku lub na począt­ku listo­pa­da 1980 roku skon­tak­to­wa­łam się z Krzysz­to­fem Gąsio­row­skim z Kra­ko­wa, ale on nie wyka­zał żad­nej ini­cja­ty­wy. Uwa­żał, że nale­ży zaprze­stać dzia­łal­no­ści i poin­for­mo­wał mnie, że dzia­łal­ność KPN jest zawie­szo­na. 

Na prze­ło­mie 19801981 roku pozna­łam panią Moczul­ską. W tym cza­sie w War­sza­wie powstał KOWzP i ona mi powie­dzia­ła, że trze­ba takie komi­te­ty zakła­dać oddol­nie. I wcho­dzić do nich. Bo ten war­szaw­ski KOWzP (Kuron, Ste­ins­ber­go­wa i inni) w ogó­le nie dzia­łał. Nic nie robi­li w spra­wie Lesz­ka Moczul­skie­go i innych chło­pa­ków z KPN

Zawią­za­li­śmy więc taki KOWzP na Ślą­sku. Wyda­wa­li­śmy pismo Wol­ność”. Dzia­ła­li­śmy bar­dzo aktyw­nie. W nie­któ­rych zakła­dach pra­cy były gazet­ki ścien­ne, na któ­rych przed­sta­wia­no syl­wet­ki przy­wód­ców KPN. Pierw­szy numer Wol­no­ści” wyda­li­śmy pod pseudonimami,gdyż nie wie­dzie­li­śmy jaka będzie reak­cja śro­do­wi­ska. Dru­ko­wa­li­śmy w nocy na maszy­nach MKZ-tu. Andrzej Roz­pło­chow­ski przy­chyl­nie przy­jął Wol­ność” i powsta­nie KOWzP. On i inni człon­ko­wie Zarzą­du przy­stą­pi­li do nas. 

1981 roku powstał w ramach KPN Obszar V (Opo­le, Kato­wi­ce, Czę­sto­cho­wa). Wcze­śniej Śląsk pod­le­gał pod Kra­ków. Ja zosta­łam sze­fo­wą tego Obsza­ru. 

1981 r od wcze­snej wio­sny Krzysz­tof Gąsio­row­ski bywał u nas regu­lar­nie – śred­nio dwa razy w mie­sią­cu. Były to raczej jed­no­dnio­we przy­jaz­dy – nie sły­sza­łam, aby u kogoś spał. Co robił ? Głów­nie dobre wra­że­nie. Ze zdzi­wie­niem się dowie­dzia­łam, że on w Kra­ko­wie się nie uak­tyw­nia. U nas na Ślą­sku miał posłuch u moich kole­gów z KPN

W kwiet­niu albo w maju 1981 roku przy­szli do mnie Kściu­czek i Bal wraz z Kacza­no­wem i powie­dzie­li, że zakła­da­ją zwią­zek zawo­do­wy Piast” i nama­wia­li mnie, abym do nich się przy­łą­czy­ła. Ja odmó­wi­łam. Powie­dzia­łam im, że jest Soli­dar­ność” i nie ma sen­su zakła­dać inne­go związ­ku. Podej­rze­wam, że to była robo­ta ubec­ka. Kacza­now potem jesz­cze wie­lo­krot­nie mnie nacho­dził. 

W tym cza­sie Adam Słom­ka miał 16 lat, był uczniem liceum i zaj­mo­wał się kol­por­ta­żem bibu­ły KPN i KOWzP. Przy­cho­dził do mnie po pismo Wol­ność”. 

Ja zauwa­ży­łam, że mło­dzi pra­cow­ni­cy MKZ, zwią­za­ni z kol­por­ta­żem pisma Wol­ność”, trwo­nią pie­nią­dze. Chcia­łam ich roz­li­czać z tych pie­nię­dzy. I zro­bi­ła się z tego nagon­ka na mnie. 

W maju 1981 roku przy­je­chał do Kato­wic Leszek Moczul­ski, któ­ry aku­rat był na wol­no­ści. Mia­no­wał nowe­go sze­fa (Heń­ka Strzód­kę) a ja zosta­łam jego zastęp­cą. Na kil­ka mie­się­cy prze­sta­łam wów­czas wyda­wać Wol­ność”. 

Potem nie mogłam połą­czyć mojej dzia­łal­no­ści w Soli­dar­no­ści”, KPN i w KOWzP. Dla­te­go latem 1981 roku zre­zy­gno­wa­łam z sze­fo­wa­nia KOWzP. Zastą­pił mnie Józef Zaj­kow­ski też z KPN, z Mysło­wic. Na ogól­no­pol­skim zjeź­dzie KOWzP w Rado­miu został sze­fem ogól­no­pol­skie­go KOWzP. KOWzP to była struk­tu­ra, któ­ra powsta­wa­ła oddol­nie i była zdo­mi­no­wa­na przez KPN

Jesie­nią 1981 r. zosta­łam człon­kiem Cen­tral­ne­go Kie­row­nic­twa Akcji Bie­żą­cej KPN i rzecz­ni­kiem pra­so­wym KPN. Wyda­łam w wydaw­nic­twie Nova Press arty­kuł, prze­tłu­ma­czo­ny na język angiel­ski, na temat pro­ce­su przy­wód­ców KPN. Wydaw­nic­two zawie­ra­ło arty­ku­ły wie­lu wybit­nych opo­zy­cjo­ni­stów i zosta­ło roz­kol­por­to­wa­ne na zjeź­dzie Soli­dar­no­ści” w Gdań­sku, przede wszyst­kim dla zachod­nich dzien­ni­ka­rzy. 

W dniu 13 grud­nia 1981 roku zosta­łam inter­no­wa­na. Zwol­nio­no mnie w lip­cu 1982 roku. W tym cza­sie Adam Słom­ka usa­mo­dziel­nił się na Ślą­sku. Zało­żył orga­ni­za­cję mło­dzie­żo­wą. Ich ducho­wym patro­nem był – jak się zda­je – Joachim Bar­tosz (jak się dziś oka­za­ło TW Janek”). Jak wró­ci­łam ze inter­no­wa­nia to usi­ło­wa­łam pod­jąć dzia­łal­ność w ramach KPN. Na Ślą­sku nie mogłam już dzia­łać, gdyż Słom­ka uzur­po­wał sobie pra­wo do bycia wodzem. 

Dla­te­go w 1983 roku poje­cha­łam w Biesz­cza­dy odpo­cząć i wyci­szyć się. Tu spo­tka­łam się kil­ka razy z Krzysz­to­fem Gąsio­row­skim. W cza­sie jed­ne­go z takich spo­tkań on opo­wia­dał o tym, że SB pod­pa­li­ła mu miesz­ka­nie. Latem 1983 Krzysz­tof Gąsio­row­ski przy­je­chał do mnie w Biesz­cza­dy i pora­dził mi się ujaw­nić. Powie­dział, że sam to już zro­bił i że ja też mam to zro­bić. Podał mi nazwi­sko pro­ku­ra­to­ra w Kra­ko­wie, do któ­re­go mia­łam się zgło­sić. Odmó­wi­łam mu. Zro­bi­łam mu strasz­ną awan­tu­rę. Powie­dzia­łam – Jeże­li na mnie donio­słeś, to trud­no. Ale ja sama się nie ujaw­nię.” 

1984 roku po wyj­ściu z wię­zie­nia przy­je­chał do mnie Romek Sze­re­mie­tiew i namó­wił mnie do przej­ścia do PPN. I tak skoń­czy­ła się moja dzia­łal­ność w KPN. Od stycz­nia 1985 roku zosta­łam człon­kiem PPN

Bar­dzo się zdzi­wi­łam, kie­dy kil­ka lat temu przy­je­cha­li do mnie Rysiek Bocian z Krzyś­kiem Gąsio­row­skim i nama­wia­li mnie, abym przy­stą­pi­ła do ZKPN. Odmówiłam. 

Czer­wo­ne maki

Czy widzisz te gru­zy na szczycie?
Tam wróg twój się ukrył jak szczur.
Musi­cie, musi­cie, musicie
Za kark wziąć i strą­cić go z chmur.
I poszli sza­le­ni zażarci,
I poszli zabi­jać i mścić,
I poszli jak zawsze uparci,
Jak zawsze za honor się bić.

Czer­wo­ne maki na Mon­te Cassino
Zamiast rosy piły pol­ską krew.
Po tych makach szedł żoł­nierz i ginął,
Lecz od śmier­ci sil­niej­szy był gniew.
Przej­dą lata i wie­ki przeminą.
Pozo­sta­ną śla­dy daw­nych dni
I tyl­ko maki na Mon­te Cassino
Czer­wień­sze będą, bo z pol­skiej wzro­sną krwi.

Runę­li przez ogień stra­ceń­cy,
nie­je­den z nich dostał i padł,
jak ci z Somo­sier­ry szaleńcy,
Jak ci spod Racła­wic sprzed lat.
Runę­li impe­tem szalonym,
I doszli . I udał się szturm.
I sztan­dar swój bia­ło czerwony
Zatknę­li na gru­zach wśród chmur,

Czer­wo­ne maki…

Czy widzisz ten rząd bia­łych krzyży?
Tam Polak z hono­rem brał ślub.
Idź naprzód, im dalej im wyżej,
Tym wię­cej ich znaj­dziesz u stóp.
Ta zie­mia do Pol­ski należy,
Choć Pol­ska dale­ko jest stąd,
Bo wol­ność krzy­ża­mi się mierzy,
Histo­ria ten jeden ma błąd.

Czer­wo­ne maki…

  • Autor: Feliks Konar­ski
  • Rok powsta­nia: 1944
  • Kom­po­zy­tor: Alfred Schütz Al Suito
  • Wyko­na­nie ory­gi­nal­ne: Gwi­don Borucki
  • Inne wyko­na­nia: Adam Aston

Umo­rze­nie

Pro­ku­ra­to­rzy IPN w Kato­wi­cach umo­rzy­li śledz­two w spra­wie zama­chu na Jana Paw­ła II. Jed­nym z powo­dów decy­zji był fakt, że Buł­ga­rzy poma­ga­ją­cy Ali Agcy 13 maja 1981 roku zosta­li już wcze­śniej osą­dze­ni przez wło­ski sąd.

Zamach

Na Pla­cu Świę­te­go Pio­tra w Waty­ka­nie do Jana Paw­ła II strze­lał Meh­met Ali Agca, turec­ki ter­ro­ry­sta. Agcę schwy­ta­no natych­miast po zama­chu. W lip­cu 1981 r. zaczął się jego pro­ces i zama­cho­wiec został ska­za­ny na doży­wot­nie wię­zie­nie. Śledz­two nie wyja­śni­ło jed­nak tła zama­chu. W 1983 r. Jan Paweł II odwie­dził Agcę w rzym­skim wię­zie­niu i dłu­go z nim rozmawiał.

W kwiet­niu 2006 r. kato­wic­ki pion śled­czy IPN wsz­czął śledz­two w spra­wie zama­chu na życie Jana Paw­ła II. Było to moż­li­we, bo Karol Woj­ty­ła, czy­li Jan Paweł II był oby­wa­te­lem pol­skim, zamach i jego przy­go­to­wa­nie moż­na kwa­li­fi­ko­wać jako tzw. zbrod­nię komu­ni­stycz­ną, czy­li nie­przedaw­nia­ją­cy się na nor­mal­nych zasa­dach czyn funk­cjo­na­riu­sza pań­stwa komunistycznego.

– Umo­rze­nie spo­rzą­dzo­ne przez pro­ku­ra­to­ra Micha­ła Skwa­rę liczy 230 stron i będzie dostęp­ne na stro­nach inter­ne­to­wych IPN – powie­dzia­ła pro­ku­ra­tor Ewa Koj, naczel­nicz­ka pio­nu śled­cze­go IPN w Kato­wi­cach. Naj­waż­niej­szym celem śledz­twa IPN było usta­le­nie oko­licz­no­ści przy­go­to­wa­nia do zama­chu, szcze­gó­ło­we opi­sa­nie prze­bie­gu oraz ujaw­nie­nie dzia­łań dez­in­for­ma­cyj­nych pod­ję­tych w latach 80. ub. wie­ku przez służ­by spe­cjal­ne blo­ku komu­ni­stycz­ne­go. I to się udało.

W cza­sie śledz­twa pro­ku­ra­to­rzy dotar­li do nie­zna­nych do tej pory fak­tów i dokumentów.

- Dzię­ki zezna­niom świad­ków usta­li­li­śmy rzecz do tej pory nie­zna­ną. Otóż Ope­ra­cja Trian­go­lo” była tzw. spra­wą obiek­to­wą na Waty­kan, reali­zo­wa­ną i pro­wa­dzo­ną przez anty­ko­ściel­ny Depar­ta­ment IV MSW do 1989 roku. I wbrew temu co do tej pory sądzo­no, nie doty­czy­ła tyl­ko pró­by kom­pro­mi­ta­cji papie­ża kom­pro­mi­ta­cji papie­ża – mówi Ewa Koj.

Przed piel­grzym­ką Jana Paw­ła II do Pol­ski w 1983 roku, Grze­gorz Pio­trow­ski (zabój­ca księ­dza Jerze­go Popie­łusz­ki) z Depar­ta­men­tu IV wraz z kil­kor­giem funk­cjo­na­riu­szy przy­go­to­wy­wał w Kra­ko­wie pro­wo­ka­cję wymie­rzo­ną w papie­ża. Pio­trow­skie­mu w przy­go­to­wa­niu tej brud­nej pro­wo­ka­cji poma­ga­ły dwie funk­cjo­na­riusz­ki SB, któ­re uda­ły się do miesz­ka­nia ks. Andrze­ja Bar­dec­kie­go, przy­ja­cie­la papie­ża. Tam, przed­sta­wia­jąc się jako przed­sta­wi­ciel­ki komi­te­tu pomo­cy, wyko­rzy­stu­jąc jej nie­uwa­gę, pod­rzu­ci­ły mate­ria­ły mają­ce w przy­szło­ści słu­żyć do szan­ta­żu Jana Paw­ła II. Akcja się nie uda­ła – Pio­trow­ski upił się i spo­wo­do­wał wypa­dek, a ks. Bar­dec­ki zna­lazł pod­rzu­co­ne doku­men­ty i je zniszczył.

Agca i Bułgarzy

W czerw­cu 2000 r. pre­zy­dent Włoch Car­lo Aze­glio Ciam­pi uła­ska­wił Agcę. Naka­zał też jego eks­tra­dy­cję do Anka­ry, gdzie tra­fił do celi za zabój­stwo turec­kie­go dzien­ni­ka­rza sprzed lat. W 2010 r. Agca został wypusz­czo­ny z wię­zie­nia. W sumie spę­dził za kra­ta­mi 30 lat.

Zaraz po zama­chu poja­wi­ło się natu­ral­ne pyta­nie: kto zle­cił pró­bę zamor­do­wa­nia czło­wie­ka sto­ją­ce­go na cze­le Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go i będą­ce­go rów­no­cze­śnie oby­wa­te­lem pań­stwa poło­żo­ne­go za żela­zną kur­ty­ną”? Wszyst­ko wska­zu­je na to, że za zama­chem mogły stać sowiec­kie służ­by spe­cjal­ne, jed­nak – jak to bywa w świe­cie taj­nych służb – dowo­dów na to brak, są tyl­ko poszlaki.

Nale­ży pamię­tać, że przed sądem nie sta­nę­li nigdy naj­waż­niej­si pomoc­ni­cy Agcy, zarów­no Buł­ga­rzy, jak i Tur­cy. Wło­ski sąd nie pró­bo­wał tak­że wery­fi­ko­wać śla­dów wska­zu­ją­cych nie tyl­ko na buł­gar­ski, ale i na sowiec­ki ślad w wyja­śnie­niach Agcy, co moż­na wytłu­ma­czyć ówcze­sną sytu­acją międzynarodową.

W 1985 r. przed wło­skim sądem sta­nął oskar­żo­ny o zor­ga­ni­zo­wa­nie spi­sku prze­ciw­ko papie­żo­wi Buł­gar Sier­giej Anto­now. Był zastęp­cą dyrek­to­ra rzym­skiej filii buł­gar­skich linii lot­ni­czych Bal­kan Air i nie­mal na pew­no ofi­ce­rem buł­gar­skie­go wywia­du. Obok nie­go zaocz­nie sądze­ni byli dwaj buł­gar­scy dyplo­ma­ci” z amba­sa­dy w Rzy­mie Żeliu Wasi­liew i Todor Ajwa­zow. Obaj wcze­śniej wyje­cha­li do domu. Wszy­scy zosta­li uniewinnieni.

- W opar­ciu o zezna­nia ofi­ce­rów Zarzą­du II Szta­bu Gene­ral­ne­go, czy­li wywia­du woj­sko­we­go, uda­ło nam się usta­lić w jaki spo­sób zosta­li ewa­ku­owa­ni po zama­chu dwaj zamie­sza­ni weń Buł­ga­rzy dyplo­ma­ci z amba­sa­dy w Rzy­mie Żeliu Wasi­liew i Todor Ajwa­zow – stwier­dza pro­ku­ra­tor Koj.

Nawia­sem mówiąc, w rato­wa­niu Buł­ga­rów bra­ły udział tak­że inne wywia­dy pań­stwa socja­li­stycz­nych. Od maja 1981 r. wywiad NRD (HVA) na zle­ce­nie buł­gar­skich służb spe­cjal­nych brał udział w zakro­jo­nej na sze­ro­ką ska­lę ope­ra­cji dez­in­for­ma­cyj­nej, któ­ra nosi­ła kryp­to­nim Papież” („Ope­ra­tion Papst”). Jej celem było odcią­gnię­cie uwa­gi rzym­skich śled­czych od buł­gar­skie­go tropu.

Jak wyni­ka ze zgro­ma­dzo­nych w IPN doku­men­tów, jed­ną z klu­czo­wych posta­ci w tej roz­gryw­ce był płk Orman­kow z buł­gar­skie­go wywia­du. To ten sam czło­wiek, któ­ry jako buł­gar­ski pro­ku­ra­tor spo­tkał się w wię­zie­niu z Ali Agcą, a jego tłu­macz Pet­ko Mar­kow przez moment pozo­sta­wał z nim w celi sam na sam. Od tego momen­tu Agca nie tyl­ko prze­stał zezna­wać na temat swych kon­tak­tów z Buł­ga­ra­mi, ale odwo­łał wszyst­kie poprzed­nie zezna­nia i zaczął grać rolę nawie­dzo­ne­go fanatyka.

Po wie­lu latach miał powie­dzieć sędzie­mu Fer­di­nan­do Impo­si­ma­to, że Pet­ko Mar­kow zagro­ził śmier­cią całej jego rodzi­ny, jeśli nie zaprze­sta­nie zezna­wać na temat swych kon­tak­tów z Bułgarami.

W postę­po­wa­niu zgro­ma­dzo­no już 250 tomów akt. Uzy­ska­no tak­że mię­dzy­na­ro­do­wą pomoc praw­ną z Nie­miec, Holan­dii, Ukra­iny, Buł­ga­rii, Tur­cji i Włoch. Trwa tłu­ma­cze­nie ostat­nich dokumentów.

W 2011 roku IPN wspól­nie z Gościem Nie­dziel­nym” wydał książ­kę Papież musiał zgi­nąć. Wyja­śnie­nia Ali Agcy”. Zna­la­zła się w niej część mate­ria­łów, któ­re będą sta­no­wi­ły pod­sta­wę do przy­go­to­wy­wa­ne­go umo­rze­nia. To m.in. prze­ka­za­ne z Włoch mate­ria­ły ze śledz­twa i pro­ce­su zama­chow­ca, w tym jego wyjaśnienia.

Hen­ryk, czy­li Szymbor

Był moim stry­jem i faj­nym gościem. Wię­cej o Hen­ry­ku Szym­bor­skim moż­na prze­czy­tać tu.

Henryk Szymborski

Prze­gląd Spor­to­wy” z 1957.11.07

http://​buwcd​.buw​.uw​.edu​.pl/​e​_​z​b​i​o​r​y​/​c​k​c​p​/​p​_​s​p​o​r​t​o​w​y​/​1957​/​n​r​172​/​d​i​r​e​c​t​o​r​y​.​d​jvu

KRA­KÓW, 5.11 (tel. wł.) Wisła – ŁKS Łódź 1:7 (1:3). Bram­ki dla ŁKS zdo­by­li: Szym­bor­ski (4), Szcze­pań­ski, Sopo­rek i Kowa­lec, dla Wisły Rogo­za. Sędzia Bar­wiń­ski z Kato­wic. Widzów 15.000.

WISŁA: Leśniak, Moni­ca, Kawu­la. Bud­ka, Michel, Jędrys, Machow­ski, Kościel­ny I, Rogo­za, Jur­czak, Budek.

ŁKS: Szczu­rzyń­ski, Wal­czak, Stu­rzyn, Wie­te­ska, Jań­czyk, Grzy­wocz, Szcze­pań­ski, Baran, Szym­bor­ski, Sopo­rek, Kowalec.

Nie­daw­no prze­by­ta ostra gry­pa, na któ­rą cho­ro­wa­ło 7 pił­ka­rzy pierw­szej dru­ży­ny Wisły, musia­ła wyrzą­dzić ślad” na pił­ka­rzach kra­kow­skich, któ­rzy we wto­rek musie­li roze­grać zale­gły mecz o mistrzo­stwo I ligi z ŁKS-em. Nie mniej jed­nak odno­si­ło się wra­że­nie, że nawet w peł­nej kon­dy­cji musie­li by oni ugiąć czo­ła przed prze­ciw­ni­kiem, któ­ry już nie­jed­no­krot­nie w Kra­ko­wie umiał sobie zaskar­bić uzna­nie widowni.

Oprócz miaż­dżą­cej prze­wa­gi kon­dy­cyj­nej oraz wyraź­nej, prze­wa­gi w szyb­ko­ści i bojo­wo­ści prze­wyż­sza­li bowiem pił­ka­rze ŁKS swe­go prze­ciw­ni­ka dys­po­zy­cją psy­chicz­ną i kto wie, czy ona wła­śnie nie była źró­dłem ich wyso­kie­go zwy­cię­stwa. Pił­ka­rze ŁKS nie stra­ci­li bowiem spo­ko­ju i wia­ry w swo­je siły w trud­nym dla nich począt­ko­wym okre­sie meczu, kie­dy to przez peł­ne 30 minut bram­ka Szczu­żyń­skie­go była usta­wicz­nie pod obstrza­łem, a na przed­po­lu czer­wo­nych koszul docho­dzi­ło raz po raz do krót­kich spięć. Prze­cze­ka­li oni ten impet gospo­da­rzy a nawet zdo­by­li pro­wa­dze­nie. Jędrys i Michel, ope­ru­ją­cy nie­mal bez prze­rwy pod bram­ką ŁKS nie zdą­ży­li na czas cof­nąć się pod swo­ją bram­kę, Moni­ca zaspał nie­co”, a chy­try Szym­bor­ski bły­ska­wicz­nie wyko­rzy­stał ten sprzy­ja­ją­cy obrót spra­wy” i na tabli­cy wyni­ko­wej pod napi­sem ŁKS” zawi­sła cyfra 1.

W 3 minu­ty póź­niej łodzia­nie pro­wa­dzi­li już 3:0. I znów w tym wypad­ku naprze­ciw­ko 4 napast­ni­ków łódz­kich sta­nę­ło tyl­ko 2 obroń­ców Wisły. Żaden z nich nie potra­fił dogo­nić Szcze­pań­skie­go, któ­ry zaini­cjo­waw­szy rajd pra­wą stro­ną, pod­cią­gnął pił­kę na odle­głość dogod­ną do strza­łu i zała­twił resztę.

Te 2 bram­ki, zdo­by­te w krót­kich odstę­pach cza­su , roz­kle­iły zupeł­nie dru­ży­nę Wisły. (…)

W roz­mo­wach pro­wa­dzo­nych pod­czas prze­rwy, wra­ca­li sym­pa­ty­cy dru­ży­ny kra­kow­skiej pamię­cią do meczu z Ruchem, kie­dy to Wisła od sta­nu 1:4, wycią­gnę­ła” na 4:4. W takim nastro­ju nie­któ­rzy z widzów jak gdy­by z zado­wo­le­niem powi­ta­li” 4 bram­kę ŁKS, zdo­by­tą przez Sopor­ka w 51 minucie.

Odtąd to co dzia­ło się na boisku, zada­wa­ło sro­gi cios zwo­len­ni­kom czwar­tej bram­ki” ???. Napast­ni­cy kra­kow­scy nie potra­fi­li ani na moment utrzy­mać przy sobie pił­ki, nie mogli wła­snej defen­sy­wie dać ani na chwi­lę wytchnie­nia. I tak doszło do pogro­mu. Despe­rac­kie inter­wen­cje Leśnia­ka i pew­na ulga tary­fo­wa” ze stro­ny łodzian w koń­co­wej fazie spo­tka­nia zapo­bie­gły dwucyfrówce.

Nie szu­ka­jąc zbyt szum­nych słów trze­ba powie­dzieć, że ŁKS grał dobrze, okre­sa­mi nawet bar­dzo dobrze — Wisła zaś źle okre­sa­mi żenu­ją­co źle. O przy­czy­nach wspo­mnie­li­śmy na wstę­pie. Nie mniej jed­nak gwał­tow­ny spa­dek for­my u tak ruty­no­wa­nych zawod­ni­ków Jak Machow­ski, Rogo­ża, Jędrys i inni jest czymś zdu­mie­wa­ją­cym. Przy tak gwał­tow­nym spad­ku for­my wycho­dzą w jaskra­wym świe­tle na jaw bra­ki w wyszko­le­niu tech­nicz­nym i jesz­cze gor­szy a dys­kre­dy­tu­ją­cy zupeł­nie wie­lu pił­ka­rzy brak głowy”.

W dru­ży­nie łódz­kiej ponad poziom kole­gów wybi­li się: Szym­bor­ski, Grzy­wocz. Jań­czyk i Baran.

St. Habz­da

Henryk Szymborski

Henryk Szymborski

Wsty­dli­wa histo­ria Francji

Do dzi­siaj Fran­cu­zi nie prze­pro­si­li Pola­ków za to, że w tym kra­ju w cza­sie II woj­ny świa­to­wej były obo­zy inter­no­wa­nia, w któ­rych prze­trzy­my­wa­no pol­skie kobie­ty, dzie­ci i męż­czyzn. To nie­chlub­ny roz­dział w histo­rii Francji.

Od daw­na nie jest tajem­ni­cą, że w latach 19381946 na tery­to­rium Fran­cji ist­nia­ła sieć obo­zów inter­no­wa­nia, do któ­rych tra­fia­li anty­fa­szy­ści. Naj­pierw byli to uczest­ni­cy Bry­gad Mię­dzy­na­ro­do­wych (rów­nież Pola­cy), któ­rzy wal­czy­li prze­ciw­ko siłom gene­ra­ła Fran­co, a potem ucie­ki­nie­rzy z hitle­row­skich Nie­miec i z Austrii. Prze­ciw­ni­cy Hitle­ra prze­by­wa­li w obo­zach nawet po wypo­wie­dze­niu przez Fran­cję woj­ny Niem­com we wrze­śniu 1939 roku. W cza­sach kola­bo­ra­cyj­ne­go rzą­du Vichy dołą­cza­li do nich Żydzi przy­wie­zie­ni z Pol­ski oraz z Nie­miec. Stąd tra­fia­li do obo­zów zagła­dy m.in. w Dachau i w Auschwitz. Po zakoń­cze­niu II woj­ny obo­zy ist­nia­ły jesz­cze przez rok. Wte­dy inter­no­wa­no w nich oso­by kola­bo­ru­ją­ce z hitle­row­ca­mi. Jed­nak pew­ne nie­po­pu­lar­ne fak­ty i skrzęt­nie ukry­wa­ne szcze­gó­ły dzia­łal­no­ści obo­zów inter­no­wa­nia są wciąż bulwersujące.

Fran­cu­zi nie mają bowiem powo­dów do dumy. Dra­mat Pola­ków we Fran­cji roz­po­czął się w roku 1940, po prze­gra­nej woj­nie z Niem­ca­mi. Rozejm pod­pi­sa­ny 22 czerw­ca 1940 roku w Rho­ter­des spo­wo­do­wał mię­dzy inny­mi utwo­rze­nie na tere­nie połu­dnio­wej Fran­cji pań­stwa ze sto­li­cą w Vichy. Ta część Fran­cji, zaj­mu­ją­ca oko­ło 60 pro­cent tery­to­rium, mia­ła do koń­ca 1942 roku pew­ną nie­za­leż­ność od Nie­miec. Swo­ją suwe­ren­no­ścią” pań­stwo rzą­dzo­ne przez mar­szał­ka Peta­ina (rząd Vichy), obej­mo­wa­ło tak­że fran­cu­skie tere­ny zamor­skie znaj­du­ją­ce się mię­dzy inny­mi w Afry­ce Północnej.

Jed­nym z pro­ble­mów, jakie stwo­rzy­ła nowa sytu­acja poli­tycz­na, była bar­dzo duża gru­pa uchodź­ców. Była to głów­nie lud­ność cywil­na prze­miesz­cza­ją­ca się przez tere­ny Fran­cji na sku­tek wojen­nej zawie­ru­chy. Tę gru­pę uchodź­ców sza­co­wa­no jako milio­no­we rze­sze”. Wśród nich prze­wa­ża­li Fran­cu­zi, głów­nie z tere­nów włą­czo­nych do Nie­miec – Alza­cji i Lota­ryn­gii, a tak­że Bel­go­wie, Holen­drzy, oby­wa­te­le Luk­sem­bur­ga oraz Polacy.

W 1939 roku licz­bę Pola­ków sku­pio­nych w śro­do­wi­skach polo­nij­nych prze­by­wa­ją­cych we Fran­cji sza­co­wa­no na 685 400 osób. W cza­sie dzia­łań wojen­nych na tere­nie Fran­cji nie­oku­po­wa­nej znaj­do­wa­ło się łącz­nie oko­ło 150 tysię­cy Pola­ków. Prze­by­wa­li tam legal­nie i pra­co­wa­li głów­nie na tere­nach gór­ni­czych Mont­ce­au-les-Mines, Saint – Etien­ne itp., a tak­że na tere­nach rol­ni­czych w Gasko­nii, Limo­usin i w rejo­nie Tulu­zy. Oprócz tej licz­nej gru­py w cza­sie dzia­łań wojen­nych poja­wi­li się tu rów­nież Pola­cy, któ­rzy przy­by­li wraz z inny­mi gru­pa­mi uchodź­ców cywil­nych z tere­nów m. in. Fran­cji okupowanej.

Zgod­nie z pra­wem mię­dzy­na­ro­do­wym pol­skich uchodź­ców wła­dze Vichy powin­ny trak­to­wać jak lud­ność cywil­ną stro­ny wal­czą­cej”. Tak jed­nak nie było. Pod­sta­wą praw­ną do doko­ny­wa­nia maso­we­go osa­dza­nia cudzo­ziem­ców, w tym Pola­ków w obo­zach były akty pra­wa wewnętrz­ne­go wyda­wa­ne we Fran­cji czę­ścio­wo jesz­cze przed podzia­łem na stre­fę oku­po­wa­ną i nieokupowaną.

vichy

Urzęd­ni­cy fran­cu­scy orze­ka­ją­cy w kwe­stii osa­dze­nia oby­wa­te­li pol­skich w obo­zach dowol­nie inter­pre­to­wa­li prze­pi­sy. Czę­sto docho­dzi­ło do pomy­łek w tym zakre­sie. Tak się sta­ło w przy­pad­ku osa­dze­nia w obo­zie Le Bour­nets de Chi­rot Pola­ka, któ­ry przy­był spod Pary­ża wraz z rodzi­ną do jed­nej z miej­sco­wo­ści na tere­nie połu­dnio­wej Fran­cji. Tutaj sku­tecz­nie się zago­spo­da­ro­wał”, zdo­by­wa­jąc ten spo­sób środ­ki utrzy­ma­nia. Dla urzęd­ni­ków fran­cu­skich było to jed­nak nie­istot­ne. Polak tra­fił do jed­nej z kom­pa­nii robo­czych dla byłych woj­sko­wych, a nie osób cywilnych.

Zda­rza­ło się, że Pola­cy sta­wia­li opór nie chcąc zgo­dzić się na umiesz­cze­nie w obo­zie. Na przy­kład przy­pro­wa­dzo­na pod bra­mę obo­zu w Arge­les-sur-Mer wraz z trze­ma cór­ka­mi Apo­lo­nia Kar­bow­nik odmó­wi­ła wej­ścia na jego teren. Wów­czas straż­ni­cy wpro­wa­dzi­li do środ­ka jej dzie­ci, nato­miast kobie­tę siłą prze­rzu­ci­li przez ogro­dze­nie obozu.

Ist­nia­ło kil­ka róż­nią­cych się kate­go­rii obo­zów na tere­nie Fran­cji Vichy, w któ­rych osa­dza­no Pola­ków: w obo­zach w Limo­ges, Arge­les-sur-Mer i Rive­sal­tes zarów­no dla­te­go, że byli cudzo­ziem­ca­mi” na tere­nie Fran­cji, ale przede wszyst­kim dla­te­go, że nie mie­li dość pie­nię­dzy, któ­re wystar­czy­ły­by na ich utrzymanie.

Naj­więk­szą ilość obo­zów sta­no­wi­ły tzw. obo­zy cywil­ne, w któ­rych umiesz­cza­no oso­by posia­da­ją­ce sta­tus inter­no­wa­nych. Dla okre­śle­nia tych obo­zów uży­wa­no zwro­tu camp d’hebergement”. Uży­wa­no tak­że zwro­tu cen­tre d’accueil”, co ozna­cza obóz dla lud­no­ści”. Cza­sem tak­że w doku­men­tach poja­wia­ły się okre­śle­nia obóz kon­cen­tra­cyj­ny”. Słu­żył on do okre­śla­nia róż­nych kate­go­rii obo­zów np. dla okre­śle­nia obo­zu przej­ścio­we­go w Mon­tau­dran w Tulu­zie, w któ­rym nastę­po­wał podział inter­no­wa­nych Pola­ków na cywi­lów i woj­sko­wych. Ci ostat­ni póź­niej tra­fia­li do sta­łych obo­zów” lub kom­pa­nii robo­czych prze­zna­czo­nych dla żoł­nie­rzy albo zosta­wa­li zwol­nie­ni. Zwrot obóz kon­cen­tra­cyj­ny”, w for­mie pisa­nej – Camp de Con­cen­tra­tion” lub Camp de Con­son­tra­tion” wid­niał na bra­mie wjaz­do­wej do obo­zu w Arge­les-sur-Mer. Z kolei okre­śle­nie obóz kon­cen­tra­cyj­ny” dla okre­śle­nia obo­zu w Agde poja­wi­ło się w jed­nym z doku­men­tów nad­sy­ła­nych do Kar­dy­na­ła Augu­sta Hlon­da, któ­re­mu prze­sy­ła­no infor­ma­cje o cięż­kiej sytu­acji Pola­ków w obo­zach rzą­du Vichy.

Obo­zy dla lud­no­ści cywil­nej zazwy­czaj były trak­to­wa­ne jako obo­zy inter­no­wa­nia. Jak wyni­ka z doku­men­tów zacho­wa­nych w pol­skich i fran­cu­skich archi­wach, w obo­zach inter­no­wa­nia prze­trzy­my­wa­no pra­wie 4 tysię­cy osób. W stycz­niu 1941 roku licz­bę Pola­ków osa­dzo­nych w obo­zach Arge­les – sur – Mer i Agde sza­co­wa­no łącz­nie na oko­ło 2000 osób. W przy­pad­ku obo­zu w Agde w stycz­niu 1941 roku licz­ba osa­dzo­nych tam Pola­ków była sza­co­wa­na na 800 osób, z cze­go 300 to dzie­ci w wie­ku od 3 miesięcy.

Obo­zy, do któ­rych tra­fi­li pol­scy uchodź­cy znaj­do­wa­ły się m.in. w : Arge­les-sur- Mer, Gurs, Agde, Mon­tau­dran w Tulu­zie, Gail­lac, Cla­ire­fond, Rive­sal­tes, Baca­res, Oued-Zem w Maro­ku, Limo­ges, Per­pi­gnan. Wśród inter­no­wa­nych w obo­zie w Arge­les-sur-Mer znaj­do­wa­ły się mię­dzy inny­mi rodzi­ny Seniu­ków i Kar­bow­ni­ków. Ich cór­ka­mi były Wan­da Gaś, Jani­na Mro­zek, Hele­na Łuka, Nata­lia Igna­szak oraz Kazi­mie­ra Fel­kel. Z kil­ko­ma z nich roz­ma­wia­łem, bo po woj­nie wró­ci­li do Pol­ski i zamiesz­ka­li na Śląsku.

Losy tych dwóch rodzin były pogma­twa­ne. Przed wybu­chem II woj­ny świa­to­wej, Kar­bow­ni­ko­wie i Seniu­ko­wie miesz­ka­li w Vil­le­rupt w Depar­ta­men­cie Mosel­le w Alza­cji. Z Pol­ski wyje­cha­li za chle­bem”. Naza­re­usz Seniuk pra­co­wał w fabry­ce żela­za w Vil­le­rupt. Nato­miast Kazi­mierz Kar­bow­nik zatrud­nio­ny był w zakła­dach hut­ni­czych w pobli­skiej miej­sco­wo­ści Miche­vil. Po roz­po­czę­ciu woj­ny mię­dzy Niem­ca­mi i Fran­cją obie rodzi­ny zosta­ły ewa­ku­owa­ne, wraz z rze­sza­mi innych uchodź­ców, na teren Fran­cji połu­dnio­wej (nie oku­po­wa­nej). Seniu­ków wła­dze fran­cu­skie ewa­ku­owa­ły do miej­sco­wo­ści St. Rade­gon­de, a Kar­bow­ni­ko­wie osta­tecz­nie zna­leź­li się w miej­sco­wo­ści Les Eglisottes.

W Nowy Rok 1941 roku do domu Seniu­ków przy­je­cha­li fran­cu­scy żan­dar­mi. Zapro­po­no­wa­li oni Naza­re­uszo­wi, aby Wan­da, jego cór­ka przy­ję­ła oby­wa­tel­stwo fran­cu­skie. To był waru­nek rezy­gna­cji z zamia­ru umiesz­cze­nia całej rodzi­ny w obo­zie dla cudzo­ziem­ców w Limoges.

Ojciec odmó­wił i powie­dział, że jeste­śmy Pola­ka­mi. Dano nam godzi­nę na spa­ko­wa­nie i tra­fi­li­śmy do obo­zu w Limo­ges. Po pię­ciu dniach prze­trans­por­to­wa­no nas do Arge­les-sur-Mer – mówi­ła Wan­da (obec­nie Gaś). Razem z nimi prze­wie­zio­no oko­ło pół set­ki innych Pola­ków, tak­że rodzi­nę Karbowników.

Obóz pra­wie koncentracyjny

Warun­ki obo­zach inter­no­wa­nia były bar­dzo złe. Wszyst­ki­mi taki­mi obo­za­mi na tere­nie Fran­cji rzą­du Vichy, admi­ni­stro­wa­ły wła­dze fran­cu­skie. Do obo­zu w Arge­les-sur-Mer w cza­sie, gdy prze­by­wa­ła tam Hele­na Łuka, przy­je­chał ofi­cer nie­miec­ki. Zapy­ta­ny przez Apo­lo­nię Kar­bow­nik o przy­czy­nę umiesz­cze­nia w obo­zie Pola­ków odpo­wie­dział, iż była to decy­zja Fran­cu­zów. W Arge­les-sur-Mer straż­ni­ka­mi byli zde­mo­bi­li­zo­wa­ni żoł­nie­rze fran­cu­scy oraz żan­dar­mi. Po roz­le­głym tere­nie obo­zu jeź­dzi­li konno.

Mie­li drew­nia­ne pał­ki i czę­sto bili nimi osa­dzo­nych nawet za drob­ne prze­wi­nie­nia np. pró­bę skon­tak­to­wa­nia się z inną oso­bą przez ogro­dze­nie oddzie­la­ją­ce róż­ne czę­ści obozu

 wspo­mi­na­ła Wanda.

Obóz w Agde był pil­nie strze­żo­ny, a inter­no­wa­nych w nim trak­to­wa­no jak więź­niów. W przy­pad­ku obo­zu w Arge­les-sur-Mer przed umiesz­cze­niem w nim doro­śli musie­li oddać wszyst­kie posia­da­ne doku­men­ty m.in. pol­skie pasz­por­ty. Nad­to uchodź­cy otrzy­my­wa­li zapi­sa­ne na kar­tecz­kach numer­ki. Wan­da była wte­dy dziec­kiem, ale wciąż pamię­ta smut­ne obra­zy.

Nasz” obóz był on podzie­lo­ny na trzy czę­ści. W jed­nej umiesz­cze­ni byli inter­no­wa­ni po woj­nie domo­wej w Hisz­pa­nii komu­ni­ści, dla któ­rych pier­wot­nie zało­żo­no ten obóz. W pozo­sta­łych dwóch znaj­do­wa­li się uchodź­cy cudzo­ziem­scy – osob­no umiesz­czo­no męż­czyzn i chłop­ców, a osob­no kobie­ty i pozo­sta­łe dzie­ci. Pamię­tam płot z dru­tu kol­cza­ste­go, któ­ry cią­gnął się aż do wybrze­ża mor­skie­go. Sam obóz usy­tu­owa­ny był na pla­ży. Czę­ści prze­zna­czo­ne dla męż­czyzn oraz kobiet i dzie­ci oddzie­lo­ne były podwój­nym ogro­dze­niem z dru­tu. Pasem pomię­dzy tymi dwo­ma ogro­dze­nia­mi prze­cha­dzał się straż­nik uzbro­jo­ny w kara­bin i ubra­ny w cywil­ną odzież

– zezna­wa­ła W. Gaś przed pro­ku­ra­to­rem IPN, któ­ry pro­wa­dził śledz­two. Obec­nie śledz­two jest zawie­szo­ne, bo śled­czy cze­ka­ją od kil­ku lat na pomoc praw­ną z Fran­cji. I zapew­ne poczekają.

Natu­ral­nie obo­wią­zy­wał suro­wy zakaz opusz­cza­nia obo­zu. Wyj­ście bez zezwo­le­nia, aby np. kupić chleb, gro­zi­ło karą 6 dni aresz­tu. Wła­dze obo­zo­we kara­ły aresz­tem wraz z twar­dym łożem”, czy­li koniecz­no­ścią spa­nia na cemen­to­wej posadz­ce bez sien­ni­ka, nawet za naj­mniej­sze wykro­cze­nia. Nie­po­kor­nych uchodź­ców prze­no­szo­no do obo­zu spe­cjal­ne­go”, któ­rym zarzą­dzał funk­cjo­na­riusz o pol­sko brzmią­cym nazwi­sku Dyn­kow­ski”.

Więk­szą moż­li­wość wydo­sta­nia się poza teren obo­zu mia­ły dzie­ci. Wyśli­zgi­wa­ły się za dru­ty obo­zu po to, aby udać się do pobli­skie­go mia­stecz­ka Arge­les-sur-Mer i kupić jedzenie.

Wycho­dzi­li­śmy poza obóz na pla­ży, gdzie nie było już ogro­dze­nia albo przez otwo­ry zro­bio­ne w ogro­dze­niu przez doro­słych. Straż­ni­cy zazwy­czaj pozwa­la­li dzie­ciom na tego rodza­ju opusz­cza­nie obo­zu, ale zda­rza­ły się przy­pad­ki, że zabie­ra­li oni zaku­pio­ną żyw­ność, a nawet nas bili

 opo­wia­da Helena.

Sto­su­nek władz fran­cu­skich do inter­no­wa­nych Pola­ków był zły. Jak usta­li­li pro­ku­ra­to­rzy, widać to było szcze­gól­nie w cza­sie prób udzie­le­nia pomo­cy inter­no­wa­nym w obo­zach przez orga­ni­za­cje poli­tycz­ne i cha­ry­ta­tyw­ne oraz kościel­ne. Kon­se­kwent­nie unie­moż­li­wia­no pra­cow­ni­kom PCK, Biur Pol­skich oraz kato­lic­kim duchow­nym dostar­cza­nie żyw­no­ści i odzieży.

W obo­zach w Arge­les-sur-Mer i Agde były bar­dzo złe warun­ki sani­tar­no – byto­we. Inter­no­wa­ni miesz­ka­li w rude­rach – drew­nia­nych bara­kach, posta­wio­nych na wil­got­nym, pod­mo­kłym tere­nie. Nie dawa­ły pra­wie żad­nej osło­ny przed zim­nem i desz­czem. Było w nich prze­raź­li­wie zim­no, bo bra­ko­wa­ło opa­łu. Bara­ki te były posta­wio­ne na tere­nie wil­got­nym. Prze­peł­nio­ne bra­ki były pokry­te bla­chą fali­stą. W każ­dym z nich miesz­ka­ło 4050 osób. Nie mia­ły pod­ło­gi, ani w miej­sca do spa­nia. Inter­no­wa­ni noce spę­dza­li bez­po­śred­nio na pia­sku, cza­sem na położ­nym na pia­sku kocu lub na słomie.

Ubi­ka­cje znaj­do­wa­ły się na zewnątrz – bez­po­śred­nio na pla­ży. W czę­ści obo­zu zaj­mo­wa­nej przez kobie­ty i dzie­ci znaj­do­wa­ła się tyl­ko jed­na pom­pa z wodą. Do mycia słu­ży­ła jed­nak woda mor­ska. Sil­ne hura­ga­ny, na począt­ku Nowe­go Roku (1941) w obo­zie w Arge­les-sur-Mer poła­ma­ły drze­wa i zepchnę­ły do morza kil­ka­na­ście bara­ków. Uto­pi­ło się wte­dy w morzu kil­ko­ro dzieci.

Inter­no­wa­ni w obo­zach gło­do­wa­li, bo Fran­cu­zi dawa­li mało żyw­no­ści. Na die­tę inter­no­wa­nych Pola­ków skła­da­ły się czę­sto jedy­nie bru­kiew lub bul­wy z wody i 100 gram czar­ne­go chle­ba na oso­bę na jeden dzień. W ogó­le więź­nio­wie nie jedli tłuszczów.

Głód naj­bar­dziej doskwie­rał dzie­ciom. W obo­zie w Gurs mdla­ły z wycień­cze­nia. Zda­rza­ły się rów­nież przy­pad­ki śmier­ci gło­do­wej dzie­ci. W obo­zie w Arge­les-sur-Mer przez dwa dni kobie­tom i dzie­ciom w ogó­le dawa­no jedze­nia. Lekarz, któ­ry badał póź­niej zwol­nio­nych z inter­no­wa­nia Pola­ków, stwier­dził u nie­któ­rych obja­wy obrzę­ku głodowego”.

Dostar­cza­na przez PCK żyw­ność była gra­bio­na przez szaj­ki okra­da­ją­ce kuch­nie obo­zo­we.. Dopie­ro po kil­ku mie­sią­cach, praw­do­po­dob­nie po kon­tro­li w obo­zie, dzie­ci zaczę­to kar­mić lep­szy­mi zupa­mi, dawa­no im owo­ce, a cza­sem nawet kawa­łek czekolady.

Jed­nak na począt­ku 1941 roku w obo­zie w Agde więk­szość pol­skich dzie­ci była cho­ra. Stwier­dzo­no wśród nich przy­pad­ki zacho­ro­wań na odrę i osta­tecz­nie szes­na­ścio­ro spo­śród nich odwie­zio­no do szpi­ta­la w Mont­pel­lier. Jed­no 3,5‑roczne dziec­ko zmar­ło. Na tere­nie obo­zu w Arge­les-sur-Mer była pla­ga szczurów.

O Boże, te szczu­ry to było coś strasz­ne­go. Były tak wygło­dzo­ne, że rzu­ca­ły się na nas! Mnie pogry­zły… Reszt­ki pozo­sta­łej żyw­no­ści mama przy­wią­zy­wa­ła na sznur­kach do sufi­tu, gdyż, w prze­ciw­nym razie, zosta­ła­by ona zje­dzo­na przez te gryzonie

wspo­mi­na Wanda.

Na począt­ku 1941 roku przed­sta­wi­cie­le PCK, Biur Pol­skich oraz Pol­skiej Misji Kato­lic­kiej zaczę­li nego­cjo­wać prze­nie­sie­nie osa­dzo­nych Pola­ków w Arge­les-sur-Mer i Agde do inne­go obo­zu. Z opo­ra­mi władz Vichy, ale uda­ło się.

W lutym 1941 roku zli­kwi­do­wa­no obóz w Agde, a znaj­du­ją­cy się w nim Pola­cy zosta­li prze­nie­sie­ni do Rive­sal­tes. Od kil­ku mie­się­cy pro­wa­dzo­no roz­mo­wy z wła­dza­mi fran­cu­ski­mi doty­czą­ce okre­śle­nia warun­ków, na jakich inter­no­wa­ni w obo­zach Pola­cy zosta­ną osta­tecz­nie zwol­nie­ni. Uda­ło się to w poło­wie 1941 roku, kie­dy to więk­szość Pola­ków zosta­ła zwol­nio­na z inter­no­wa­nia w Rive­sal­tes na sku­tek pozy­tyw­nej” decy­zji władz francuskich.

Inter­no­wa­ni po zwol­nie­niu z obo­zu tra­fia­li do schro­nisk PCK lub wynaj­mo­wa­nych hote­lach. Jed­nak nie wszy­scy. W mar­cu 1942 roku w obo­zach inter­no­wa­nia nadal prze­trzy­my­wa­no pra­wie 800 osób, w tym 520 Żydów posia­da­ją­cych pol­skie obywatelstwo.

Rodzi­na Seniu­ków zosta­ła zwol­nio­na z obo­zu w Rive­sal­tes pod koniec maja 1941 roku. Tra­fi­li do schro­ni­ska PCK w miej­sco­wo­ści La Basti­de. Póź­niej dołą­czy­ła do nich rodzi­na Karbowników.

Losy inter­no­wa­nych Żydów

W obo­zach inter­no­wa­nia osa­dza­ni byli rów­nież Żydzi posia­da­ją­cy pol­skie oby­wa­tel­stwo. Doty­czy­ły ich jed­nak inne zasa­dy. Z obo­zów inter­no­wa­nia zosta­li prze­wie­zie­ni do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, gdzie zgi­nę­li. Jed­nak wcze­śniej musie­li się pod­dać odręb­nej akcji zwią­za­nej z ich spi­sem”. W tym wypad­ku jed­nak posia­da­nie pol­skie­go oby­wa­tel­stwa nie rato­wa­ło przed reje­stra­cją. Zresz­tą ten spis” tak napraw­dę był wstę­pem do depor­ta­cji Żydów do obo­zów zagła­dy, mię­dzy inny­mi w Auschwitz. Było to zgod­ne z poli­ty­ką władz Vichy, zmie­rza­ją­cą do ich eksterminacji.

Pierw­sze depor­ta­cje Żydów do obo­zów w Gurs, Rive­sal­tes, Les Mil­les i innych nastą­pi­ły już w paź­dzier­ni­ku 1940 roku. Trans­por­ty z tych obo­zów bez­po­śred­nio do obo­zów zagła­dy mia­ły miej­sce począw­szy od sierp­nia 1942 roku, kie­dy to wła­dze fran­cu­skie pod­ję­ły dzia­ła­nia w celu ich opróż­nie­nia” na tere­nie nie­oku­po­wa­nym z Żydów inter­no­wa­nych tam po paź­dzier­ni­ku 1940 roku.

Oprócz Żydów w obo­zach umiesz­cza­no innych cudzo­ziem­ców, do któ­rych odno­si­ły się te same prze­pi­sy. Osa­dze­ni tam zosta­li Cyga­nie, Wło­si, Bel­go­wie, Holen­drzy, Angli­cy, Ame­ry­ka­nie, Rosja­nie. Ukra­iń­cy, tak­że Niem­cy, a ponad­to znacz­na ilość Hisz­pa­nów, w szcze­gól­no­ści – uczest­ni­ków woj­ny domo­wej, któ­rzy wal­czy­li po stro­nie komu­ni­stów, a po wyco­fa­niu się na teren Fran­cji – zosta­li inter­no­wa­ni w obozach.

Rodzi­ny Seniu­ków i Kar­bow­ni­ków po woj­nie nie chcia­ły zostać we Fran­cji. W 1946 roku jako repa­trian­ci wró­ci­li do Pol­ski. Nigdy nie odwie­dzi­li Fran­cji, bo chcie­li jak naj­szyb­ciej zapomnieć.