Wkrótce rocznica 4 czerwca 1989 r. Trzeba przypominać o zapomnianych bohaterach, i demaskować konfabulantów. Poniżej zdjęcie (mego autorstwa), wykonane latem 1981 roku. Transparent „Wolność dla więźniów politycznych” wywiesiła na swoim balkonie w Superjednostce, olbrzymim bloku mieszkalnym w samym centrum Katowic, Teresa Baranowska. Wkurzyło to SB maksymalnie.
W nocy 12⁄13 grudnia 1981 roku esbecja z MO wywaliła drzwi jej mieszkania, aby ją zatrzymać i internować. Kobieta wielkiej urody i klasy. Nie odcina kuponów od swojej działalności, wyjechała ze Śląska w Bieszczady. Żyje spokojnie, patrząc na ten polityczny burdel z oddali.
Mój znajomy niedawno powiedział tak: „To tylko ją powinno nazywać się Matką Śląskiej Solidarności”. I ma rację.
Teresa Baranowska tak wspomina te czasy:
Jak powstała „Solidarność” to ja weszłam do jej władz w Katowicach. Byłam członkiem Prezydium Zarządu MKZ. Sympatyzowałam wówczas z KPN. Nie będąc członkiem KPN drukowałam materiały KPN i propagowałam program niepodległościowy. Gdziekolwiek jechałam to nawiązywałam do KPN. Początkowo sama przyjmowałam ludzi do KPN. W ten sposób miałam na Śląsku mnóstwo ludzi, którzy chcieli należeć do KPN. Podobna robotę prowadził Jan Łużny w Tarnowskich Górach. Na początku roku 1981 skontaktował się ze mną w tej sprawie.
Ja pojechałam wtedy do Gdańska w sprawach dotyczących oświaty i przez Jana Zapolnika (który wcześniej należał do WZZ i do ROPCiO) poznałam Ninę Milewską. I ona przyjęła mnie do KPN. Od tego czasu byłam już formalnym członkiem Konfederacji. Spytałam ja do kogo mam się zgłosić. A ona wskazała Krzysztofa Gąsiorowskiego w Krakowie.
W październiku lub na początku listopada 1980 roku skontaktowałam się z Krzysztofem Gąsiorowskim z Krakowa, ale on nie wykazał żadnej inicjatywy. Uważał, że należy zaprzestać działalności i poinformował mnie, że działalność KPN jest zawieszona.
Na przełomie 1980 i 1981 roku poznałam panią Moczulską. W tym czasie w Warszawie powstał KOWzP i ona mi powiedziała, że trzeba takie komitety zakładać oddolnie. I wchodzić do nich. Bo ten warszawski KOWzP (Kuron, Steinsbergowa i inni) w ogóle nie działał. Nic nie robili w sprawie Leszka Moczulskiego i innych chłopaków z KPN.
Zawiązaliśmy więc taki KOWzP na Śląsku. Wydawaliśmy pismo „Wolność”. Działaliśmy bardzo aktywnie. W niektórych zakładach pracy były gazetki ścienne, na których przedstawiano sylwetki przywódców KPN. Pierwszy numer „Wolności” wydaliśmy pod pseudonimami,gdyż nie wiedzieliśmy jaka będzie reakcja środowiska. Drukowaliśmy w nocy na maszynach MKZ-tu. Andrzej Rozpłochowski przychylnie przyjął „Wolność” i powstanie KOWzP. On i inni członkowie Zarządu przystąpili do nas.
W 1981 roku powstał w ramach KPN Obszar V (Opole, Katowice, Częstochowa). Wcześniej Śląsk podlegał pod Kraków. Ja zostałam szefową tego Obszaru.
W 1981 r od wczesnej wiosny Krzysztof Gąsiorowski bywał u nas regularnie – średnio dwa razy w miesiącu. Były to raczej jednodniowe przyjazdy – nie słyszałam, aby u kogoś spał. Co robił ? Głównie dobre wrażenie. Ze zdziwieniem się dowiedziałam, że on w Krakowie się nie uaktywnia. U nas na Śląsku miał posłuch u moich kolegów z KPN.
W kwietniu albo w maju 1981 roku przyszli do mnie Kściuczek i Bal wraz z Kaczanowem i powiedzieli, że zakładają związek zawodowy „Piast” i namawiali mnie, abym do nich się przyłączyła. Ja odmówiłam. Powiedziałam im, że jest „Solidarność” i nie ma sensu zakładać innego związku. Podejrzewam, że to była robota ubecka. Kaczanow potem jeszcze wielokrotnie mnie nachodził.
W tym czasie Adam Słomka miał 16 lat, był uczniem liceum i zajmował się kolportażem bibuły KPN i KOWzP. Przychodził do mnie po pismo „Wolność”.
Ja zauważyłam, że młodzi pracownicy MKZ, związani z kolportażem pisma „Wolność”, trwonią pieniądze. Chciałam ich rozliczać z tych pieniędzy. I zrobiła się z tego nagonka na mnie.
W maju 1981 roku przyjechał do Katowic Leszek Moczulski, który akurat był na wolności. Mianował nowego szefa (Heńka Strzódkę) a ja zostałam jego zastępcą. Na kilka miesięcy przestałam wówczas wydawać „Wolność”.
Potem nie mogłam połączyć mojej działalności w „Solidarności”, KPN i w KOWzP. Dlatego latem 1981 roku zrezygnowałam z szefowania KOWzP. Zastąpił mnie Józef Zajkowski też z KPN, z Mysłowic. Na ogólnopolskim zjeździe KOWzP w Radomiu został szefem ogólnopolskiego KOWzP. KOWzP to była struktura, która powstawała oddolnie i była zdominowana przez KPN.
Jesienią 1981 r. zostałam członkiem Centralnego Kierownictwa Akcji Bieżącej KPN i rzecznikiem prasowym KPN. Wydałam w wydawnictwie Nova Press artykuł, przetłumaczony na język angielski, na temat procesu przywódców KPN. Wydawnictwo zawierało artykuły wielu wybitnych opozycjonistów i zostało rozkolportowane na zjeździe „Solidarności” w Gdańsku, przede wszystkim dla zachodnich dziennikarzy.
W dniu 13 grudnia 1981 roku zostałam internowana. Zwolniono mnie w lipcu 1982 roku. W tym czasie Adam Słomka usamodzielnił się na Śląsku. Założył organizację młodzieżową. Ich duchowym patronem był – jak się zdaje – Joachim Bartosz (jak się dziś okazało TW „Janek”). Jak wróciłam ze internowania to usiłowałam podjąć działalność w ramach KPN. Na Śląsku nie mogłam już działać, gdyż Słomka uzurpował sobie prawo do bycia wodzem.
Dlatego w 1983 roku pojechałam w Bieszczady odpocząć i wyciszyć się. Tu spotkałam się kilka razy z Krzysztofem Gąsiorowskim. W czasie jednego z takich spotkań on opowiadał o tym, że SB podpaliła mu mieszkanie. Latem 1983 Krzysztof Gąsiorowski przyjechał do mnie w Bieszczady i poradził mi się ujawnić. Powiedział, że sam to już zrobił i że ja też mam to zrobić. Podał mi nazwisko prokuratora w Krakowie, do którego miałam się zgłosić. Odmówiłam mu. Zrobiłam mu straszną awanturę. Powiedziałam – „Jeżeli na mnie doniosłeś, to trudno. Ale ja sama się nie ujawnię.”
W 1984 roku po wyjściu z więzienia przyjechał do mnie Romek Szeremietiew i namówił mnie do przejścia do PPN. I tak skończyła się moja działalność w KPN. Od stycznia 1985 roku zostałam członkiem PPN.
Bardzo się zdziwiłam, kiedy kilka lat temu przyjechali do mnie Rysiek Bocian z Krzyśkiem Gąsiorowskim i namawiali mnie, abym przystąpiła do ZKPN. Odmówiłam.
