Muzeum Ślą­skie, czy­li kawa­łek historii

Powiem krót­ko – war­to się wybrać do Muzeum Ślą­skie­go, aby pozwie­dzać i dotknąć” Ślą­ska, jego histo­rii i kultury. 

muzeum

I do razu uwa­ga – zare­zer­wuj­cie sobie na zwie­dza­nie kil­ka godzin. Trze­ba zwie­dzać powo­lut­ku, a nie w tem­pie wyści­go­wym, bo moż­na się spo­cić, i nic nie zro­zu­mieć. Wte­dy to będzie czas stracony.

Wiem, że eks­po­zy­cja, któ­rą przy­go­to­wa­no wywo­łu­je wie­le kon­tro­wer­sji. Jestem laikiem, przy­sze­dłem do Muzeum Ślą­skie­go, któ­re powsta­ło na tere­nach po kopal­ni Kato­wi­ce, aby zoba­czyć. Tyle, i aż tyle.

Z zain­te­re­so­wa­niem wcze­śniej prze­czy­ta­łem arty­kuł Lesz­ka Jodliń­skie­go, byłe­go dyrek­to­ra Muzeum Ślą­skie­go. Z więk­szo­ścią tez auto­ra się zgadzam.

Jodliń­ski padł ofia­rą fobii anty-RAŚ i roz­gry­wek per­so­nal­nych, pod­la­nych poli­tycz­nym sosem. Moż­na i tak, ale szkoda.

Wysta­wa w tej czę­ści ser­wu­je nam idyl­licz­nie i nostal­gicz­nie potrak­to­wa­ną histo­rię Gór­ne­go Ślą­ska w PRL‑u. Mało w niej miej­sca poświę­co­no latom sta­li­ni­zmu i histo­rii Sta­li­no­gro­du, kwe­stii dła­wie­nia toż­sa­mo­ści regio­nal­nej, dzia­ła­niom apa­ra­tu przy­mu­su i SB. Jak w pier­wot­nej wer­sji zamy­ka ją data 1989.

Porzu­co­no pro­jekt sce­no­gra­ficz­ny, moc­no zaak­cen­to­wa­ny w kon­cep­cji kon­kur­so­wej: beto­no­wej taśmy i sym­bo­licz­nej sza­ro­ści PRL‑u.

Pomi­ja­jąc war­stwę histo­rycz­no-poli­tycz­ną, moim zda­niem eks­po­zy­cja jest bar­dzo cia­sna. Mało w pod­zie­miach miej­sca, i nie zachę­cam do zwie­dza­nia oso­by z klau­stro­fo­bią. Jakoś umknę­ła mi hitle­row­ska gilo­ty­na, któ­rą stra­szo­no zwiedzających.

I znów cytat z arty­ku­łu L. Jodlińskiego:

Kwe­stią, któ­rej nie zdą­żo­no roz­wią­zać w pier­wot­nym pro­jek­cie sce­na­riu­sza, była rola i miej­sce, jakie na eks­po­zy­cji mia­ła zająć gilo­ty­na. Co wię­cej, jej umiesz­cze­nie w prze­strze­ni wysta­wy nie było osta­tecz­nie prze­są­dzo­ne. Dzi­siaj w kako­fo­nii dźwię­ków, w jakiej zanu­rzo­no gilo­ty­nę, w żaden spo­sób nie speł­nia ona zale­ceń gro­na sędziow­skie­go, by była potrak­to­wa­na jak coś wyjąt­ko­we­go, jak szcze­gól­na relikwia.

Oba­wy, jakie wów­czas i potem w tym zakre­sie wypo­wia­da­ła prof. Ewa Cho­jec­ka, nie­ste­ty speł­ni­ły się. Nie zna­le­zio­no dla niej odpo­wied­nie­go miej­sca ani roli w nar­ra­cji wysta­wy. Klęcz­nik znaj­du­ją­cy się w insta­la­cji poświę­co­nej Kul­tur­kampf powi­nien zostać szyb­ko prze­nie­sio­ny w jej pobli­że, czy­niąc z tego obiek­tu wię­cej niż sym­bol, i ratu­jąc jej szcze­gól­ny sta­tus w prze­strze­ni wystawy.

Eks­po­zy­cje w Muzeum Ślą­skim są bar­dzo cie­ka­we. Nie zda­wa­łem sobie nawet spra­wy, że takie wspa­nia­łe obra­zy i gra­fi­ki kry­ły maga­zy­ny w sta­rej sie­dzi­bie. No, cóż…

Cyta­ty zaczerp­nię­te z arty­ku­łu Lesz­ka Jodliń­skie­go, opu­bli­ko­wa­ne­go w kato­wic­kim dodat­ku Gaze­ty Wyborczej.

Agniesz­ka z PO nie chce być Barbie

Agniesz­ka Kostemp­ska, dzia­łacz­ka Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, a przy oka­zji żona pre­zy­den­ta Świę­to­chło­wic skie­ro­wa­ła do sądu prze­ciw­ko mnie pry­wat­ny akt oskar­że­nia z arty­ku­łu 212 kodek­su kar­ne­go. Kostemp­ska uwa­ża, że nazwa­nie jej pogar­dli­wym mia­nem Bar­bie znie­wa­ża ją jako poli­ty­ka samorządowego”.

Nie­daw­no ode­bra­łem pry­wat­ny akt oskar­że­nia, skie­ro­wa­ny do sądu rejo­no­we­go w Kato­wi­cach. Wyna­ję­ta przez Kostemp­ską kan­ce­la­ria adwo­kac­ka tak oto uza­sad­nia­ła swo­je hono­ra­rium (przy­ta­czam frag­ment w ory­gi­na­le, bo to kuriozalne):

Sto­so­wa­ne wzglę­dem Agniesz­ki Kostemp­skiej okre­śle­nie Bar­bie ma jed­no­znacz­nie pejo­ra­tyw­ny oddźwięk. Zgod­nie z utrwa­lo­nym odbio­rem spo­łecz­nym kobie­ta okre­śla­na takim mia­nem jest oso­bą pustą, bez­re­flek­syj­ną, ste­ro­wal­ną, pozba­wio­ną wła­snej woli, a swo­ją pozy­cję zawdzię­cza­ją­cą jedy­nie uro­dzie. Przed­mio­to­we okre­śle­nie sto­so­wa­ne wzglę­dem oskar­ży­cie­la pry­wat­ne­go – Agniesz­ki Kostemp­skiej – poli­ty­ka samo­rzą­do­we­go w szcze­gól­ny spo­sób naru­sza jej god­ność. Uży­cie wzmian­ko­wa­ne­go okre­śle­nia wzglę­dem oso­by aktyw­nie par­ty­cy­pu­ją­cej w dzia­łal­no­ści publicz­nej, nie­sie w sobie jesz­cze więk­szy wyraz pogar­dy, zarzu­ca­jąc posia­da­nie przy­mio­tów wręcz dys­kwa­li­fi­ku­ją­cych dla peł­nio­nych przez Agniesz­kę Kostemp­ską funk­cji. Co zna­mien­ne, Agniesz­ka Kostemp­ska uczest­ni­czy­ła w wybo­rach na urząd Pre­zy­den­ta Mia­sta Mysło­wi­ce w tego­rocz­nych wybo­rach samo­rzą­do­wych, tym­cza­sem przed­mio­to­we, znie­wa­ża­ją­ce tre­ści, publi­ko­wa­ne były w okre­sie poprze­dza­ją­cym te wybo­ry oraz w ich toku, co dodat­ko­wo potę­gu­je skut­ki bez­praw­nych dzia­łań oskar­żo­ne­go oraz świad­czy o stop­niu ich spo­łecz­nej szkodliwości”.

Rozu­miem roz­go­ry­cze­nie byłej rad­nej woje­wódz­kiej PO na Ślą­sku po prze­gra­nych wybo­rach, i chęć odre­ago­wa­nia poraż­ki. Miesz­kań­cy Mysło­wic nie chcie­li gło­so­wać na miesz­kan­kę Kato­wic, któ­rej zama­rzył się fotel pre­zy­den­ta ich miasta.

Tym bar­dziej, że jak pisa­łem na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl  powo­łu­jąc się (a co!) na arty­kuł w Fak­cie, któ­ry ujaw­nił, iż Kostemp­ska pod­czas zwol­nie­nia lekar­skie­go i pobie­ra­nia zasił­ku cho­ro­bo­we­go pro­wa­dzi­ła agi­ta­cję wybor­czą. Sta­no­wi­sko prze­stra­szo­ne­go ZUS, któ­ry nie widział nic nagan­ne­go w pro­wa­dze­niu kam­pa­nii wybor­czej przez kan­dy­dat­kę Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej na zwol­nie­niu lekar­skim, tak­że opublikowałem.

A co do meri­tum, czy­li owe­go pogar­dli­we­go nazwa­nia Bar­bie”. Nad gusta­mi i uro­dą się nie dys­ku­tu­je. Kil­ka­na­ście mie­się­cy temu zwró­ci­ła się do mnie gru­pa dzien­ni­ka­rzy oby­wa­tel­skich ze Świę­to­chło­wic, abym pomógł im w nagło­śnie­niu co naj­mniej kon­tro­wer­syj­nych dzia­łań męża Agniesz­ki Kostemp­skiej. Pro­si­li mnie o pomoc jako pre­ze­sa oddzia­łu Sto­wa­rzy­sze­nia Dzien­ni­ka­rzy Pol­skich w Kato­wi­cach, bo uwa­ża­li że sami nie dadzą rady.

Bali się też ewen­tu­al­nych repre­sji ze stro­ny pro­mi­nent­ne­go dzia­ła­cza PO, za jakie­go nadal, o dzi­wo, uwa­ża­ny jest mąż Agniesz­ki – Dawid Kostemp­ski. Pro­si­li o zacho­wa­nie ich danych w tajem­ni­cy, dla­te­go arty­ku­ły nie są pod­pi­sa­ne. Zare­je­stro­wa­łem dome­nę, i powsta­ła stro­na www​.kostemp​ski​won​ze​swion​.pl Jak wska­zu­je dal­szy ciąg wypad­ków, co do repre­sji to ci dzien­ni­ka­rze oby­wa­tel­scy mie­li rację.

Popu­lar­ność lalek Bar­bie, któ­re są pro­du­ko­wa­ne przez fir­mę Mat­tel i sta­ły się jed­ną z naj­bar­dziej zna­nych ikon kul­tu­ry maso­wej jest bez­sprzecz­na. Powszech­nie zna­ny jest fakt, iż w par­tyj­nych krę­gach PO od daw­na wobec Agniesz­ki Kostemp­skiej uży­wa się z zachwy­tem piesz­czo­tli­we­go imie­nia ame­ry­kań­skiej lal­ki. Bar­bie i Ken­ne­dy z serii My Sce­ne są wszak pięk­ne – mają blond wło­sy, nie­bie­skie oczy, jasną karnację.

Nie posą­dzam, aby par­tyj­ni kole­dzy i kole­żan­ki Agniesz­ki Kostemp­skiej chcie­li ją znie­wa­żyć. Kole­żeń­skość i lojal­ność w tej par­tii jest prze­cież powszech­nie znana.

Cie­kaw jestem sta­no­wi­ska kon­cer­nu, że okre­śle­nie kobie­ty mia­nem Bar­bie” jest pogar­dli­we” i kobie­ta okre­śla­na takim mia­nem jest oso­bą pustą, bez­re­flek­syj­ną, ste­ro­wal­ną, pozba­wio­ną wła­snej woli, a swo­ją pozy­cję zawdzię­cza­ją­cą jedy­nie urodzie”.

Zwró­ci­łem się do kon­cer­nu Mat­tel z proś­bą o prze­sła­nie sta­no­wi­ska. Na jaką kwo­tę wyce­ni np. ame­ry­kań­ska kan­ce­la­ria uży­cie przez kato­wic­kich praw­ni­ków Agniesz­ki Kostemp­skiej w akcie oskar­że­nia takich określeń?

Zasta­na­wiam się tak­że, czy twier­dze­nie, iż znie­sła­wie­nie przez nazwa­nie kobie­ty Bar­bie” nie ma pod­tek­stu anty­se­mic­kie­go? Otóż na pomysł lal­ki Bar­bie wpa­dła Ruth Han­dler pocho­dzą­ca z rodzi­ny pol­skich Żydów, któ­rzy na począt­ku XX wie­ku wyemi­gro­wa­li do Ame­ry­ki. Ale tę dro­gę deduk­cji zosta­wiam ame­ry­kań­skiej kan­ce­la­rii adwo­kac­kiej oraz Gaze­cie Wyborczej.

Inte­re­su­je mnie tak­że, czy kan­ce­la­ria dzia­łacz­ki samo­rzą­do­wej” z PO zechce zaka­zać sprze­da­ży tych­że lalek Bar­bie w skle­pach? Idąc pre­zen­to­wa­nym tokiem myśle­nia tych­że wyna­ję­tych przez Kostemp­ską praw­ni­ków z kan­ce­la­rii – nale­ży natych­miast zaka­zać han­dlo­wa­nia Bar­bie, bo to znie­wa­ża pol­skie kobie­ty, a dzia­łacz­ki Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej w szcze­gól­no­ści. Nie będzie ame­ry­kań­ska Bar­bie pluć nam w twarz!.

A co do pro­ce­su. Mam zamiar zło­żyć do sądu wnio­sek o umoż­li­wie­nie bez­po­śred­niej trans­mi­sji wideo w Inter­ne­cie. Będzie się działo!

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl

Okrut­ny żart Uszo­ka, czy­li Sośnierz

Andrzej Sośnierz jako kan­dy­dat PiS w wybo­rach na pre­zy­den­ta Kato­wic to albo okrut­ny żart z wybor­ców o jesz­cze pra­wi­co­wych poglą­dach albo sabo­taż PO i strzał w kola­no”. Pra­wo i Spra­wie­dli­wość się­ga po kan­dy­da­ta, któ­ry był boha­te­rem dwu­znacz­nej afe­ry korup­cyj­nej z udzia­łem pry­wat­nej fun­da­cji i zagra­nicz­nych kon­cer­nów farmaceutycznych.

Wyco­fa­nie się obec­ne­go pre­zy­den­ta Kato­wic Pio­tra Uszo­ka ze star­tu w wybo­rach wpro­wa­dzi­ło popłoch w sze­re­gi par­tii poli­tycz­nych. To okrut­ny żart na poże­gna­nie autor­stwa obec­ne­go pre­zy­den­ta, któ­ry przez lata wiecz­ne­go” rzą­dze­nia mia­stem do per­fek­cji opa­no­wał roz­gry­wa­nie lęków PO przed PiS i odwrotnie.

Nagle oka­za­ło się, że PO, PiS i SLD muszą wysta­wić swe­go kan­dy­da­ta. Rów­no­wa­ga sta­no­wisk i wpły­wów dla koali­cjan­tów”, któ­rej gwa­ran­tem był Piotr Uszok, zosta­ła zabu­rzo­na. Wcze­śniej­sze usta­le­nia (wice­pre­zy­den­ci z głów­nych par­tii w zamian za popar­cie i brak kon­ku­ren­cji), moż­na było o kant d… potłuc.

Kan­dy­da­tem PO na sta­no­wi­sko pre­zy­den­ta jest Arka­diusz Godlew­ski, obec­ny dyrek­tor Par­ku Ślą­skie­go, insty­tu­cji któ­ra jest prze­cho­wal­nią dzia­ła­czy tej par­tii, zatrud­nio­nych na róż­nych mniej lub bar­dziej potrzeb­nych sta­no­wi­skach. W wybo­rach star­tu­je tak­że poseł Jerzy Zię­tek, któ­ry pod koniec sierp­nia zre­zy­gno­wał z człon­ko­stwa w Plat­for­mie Oby­wa­tel­skiej. Jest naj­młod­szym wnu­kiem gen. Jerze­go Zięt­ka – powstań­ca ślą­skie­go, poli­ty­ka, ini­cja­to­ra wie­lu inwe­sty­cji w regio­nie w cza­sach PRL.

SLD rzu­ca do boju o fotel pre­zy­den­ta Kato­wic Mar­ka Szczer­bow­skie­go. To kato­wic­ki rad­ny z wie­lo­let­nim sta­żem, dyrek­tor Woje­wódz­kie­go Ośrod­ka Kul­tu­ry i Spor­tu Sta­dion Ślą­ski”. Spraw­ny gracz.

Ruch Auto­no­mii Ślą­ska tak­że ma swe­go kan­dy­da­ta. Jest nim Alek­san­der Uszok, krew­ny obec­ne­go pre­zy­den­ta. Za nim stoi nazwi­sko oraz rze­sza zwo­len­ni­ków separatystów.

A PiS? Par­tia Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go sta­wia na Andrze­ja Sośnierza.

- To dobry kan­dy­dat, któ­ry pozy­tyw­nie zapi­sał się w pamię­ci miesz­kań­ców regio­nu jako dyrek­tor Ślą­skiej Kasy Cho­rych. Po rezy­gna­cji z ponow­ne­go star­tu przez obec­ne­go pre­zy­den­ta Pio­tra Uszo­ka zde­cy­do­wa­li­śmy, że potrzeb­ny jest kan­dy­dat, któ­ry tra­fi do jego kon­ser­wa­tyw­ne­go elektoratu 

- powie­dział PAP Woj­ciech Sza­ra­ma czło­nek Komi­te­tu Poli­tycz­ne­go PiS.

Szko­da, że poseł Sza­ra­ma spra­wia wra­że­nie, że nie wie o udzia­le Sośnie­rza w afe­rze z Fun­da­cją Zamek Chu­dów, któ­rą opi­sy­wa­łem w 2003 roku w arty­ku­le Kasa Fun­da­cji zabyt­ków” Rzecz­po­spo­li­tej”. Może ani Sza­ra­ma, ani inni poli­ty­cy Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści nie arty­ku­łu czy­ta­li, zatem przy­to­czę obszer­ne fragmenty:

W cza­sach, gdy Ślą­ską Kasą Cho­rych kie­ro­wał Andrzej Sośnierz, fir­my, któ­re pod­pi­sy­wa­ły z nią kon­trak­ty, wpła­ca­ły jed­no­cze­śnie set­ki tysię­cy zło­tych na kon­to Fun­da­cji Zamek Chu­dów. Zało­ży­cie­lem i doży­wot­nim pre­ze­sem fun­da­cji jest Andrzej Sośnierz. 

Pie­nią­dze dla Fun­da­cji Zamek Chu­dów wpła­ca­ły od 1998 roku fir­my medycz­ne i far­ma­ceu­tycz­ne. Na liście spon­so­rów jest też kil­ka spół­ek infor­ma­tycz­nych i ban­ki. Z naszych infor­ma­cji wyni­ka, że fir­my, któ­re wpła­ca­ły pie­nią­dze na kon­to fun­da­cji, jed­no­cze­śnie pod­pi­sy­wa­ły intrat­ne kon­trak­ty ze Ślą­ską Kasą Cho­rych. Dostar­cza­ły leki, sprzęt kom­pu­te­ro­wy albo opro­gra­mo­wa­nie. Przy­chod­nie lekar­skie, któ­re wspo­ma­ga­ły fun­da­cję Sośnie­rza, otrzy­my­wa­ły w tym samym cza­sie z kasy kon­trak­ty na lecze­nie pacjentów. 

Z wyka­zu wpłat na kon­to fun­da­cji, do któ­re­go dotar­ła Rz” wyni­ka, że szczo­drym spon­so­rem fun­da­cji Sośnie­rza był Com­pu­ter­Land (od 1998 roku do koń­ca 2002 roku – 18 wpłat) oraz przed­sta­wi­ciel­stwa kon­cer­nów far­ma­ceu­tycz­nych: Sche­ring Plo­ugh Cen­tral East AG (13 wpłat), Eli Lil­ly Pol­ska (7 wpłat), John­son & John­son Poland (4 wpła­ty), Novar­tis Poland (2 wpła­ty), Roche Pol­ska (6 wpłat), Gla­xo­Smi­th­Kli­ne (5 wpłat) oraz hur­tow­nia far­ma­ceu­tycz­na Far­ma­col (5 wpłat). 

Wpła­ca­ły też pry­wat­ne przy­chod­nie lekar­skie, np. Samo­dziel­na Pra­cow­nia Dia­gno­sty­ki Obra­zo­wej Tomo­graf z Tych (25 wpłat), ADO-MED 2 ze Świę­to­chło­wic (7 wpłat) czy nie­pu­blicz­ny ZOZ Reme­dium z Kato­wic (3 wpła­ty). Wła­ści­ciel­ką Reme­dium jest żona Sośnie­rza, z któ­rą ma on roz­dziel­ność majątkową. 

- Wła­ści­ciel Tomo­gra­fu to mój wie­lo­let­ni przy­ja­ciel. Jego fir­ma nie była trak­to­wa­na w kasie cho­rych lepiej, niż inne, co moż­na spraw­dzić prze­glą­da­jąc kwo­ty kon­trak­tów. Znam też Andrze­ja Olszew­skie­go, wła­ści­cie­la Far­ma­co­lu. Ta fir­ma nigdy nie mia­ła żad­nych kon­trak­tów ani kon­tak­tów komer­cyj­nych ze Ślą­ską Kasą Cho­rych – zapew­nia Sośnierz. 

Usta­li­li­śmy jed­nak, że Far­ma­col był dostaw­cą leków dla Ślą­skiej Kasy Cho­rych. Dostar­czał kasie leki pro­du­ko­wa­ne przez fir­my, któ­re spon­so­ro­wa­ły fun­da­cję. Przy­kła­dy? Fir­ma Elli Lil­ly – zna­czą­cy spon­sor fun­da­cji – wytwa­rza abci­xi­mab, lek sto­so­wa­ny w ostrych zapa­le­niach wień­co­wych oraz gem­ci­ta­bi­ne, sto­so­wa­ny w far­ma­ko­te­ra­pii nowo­two­rów. Inny dona­tor fun­da­cji Sche­ring AG jest pro­du­cen­tem i dostaw­cą leków inter­fe­ro­no­wych Sche­ring Plo­ugh – leków sto­so­wa­nych w che­mio­te­ra­pii, Roche zaś pro­du­ku­je ery­tro­pe­ty­nę i leki inter­fe­ro­no­we. Wszyst­kie wymie­nio­ne spe­cy­fi­ki były kupo­wa­ne przez Ślą­ską Kasę w ramach pro­gra­mów zdrowotnych. 

Związ­ki mię­dzy fir­ma­mi, któ­re otrzy­my­wa­ły kon­trak­ty z kasy cho­rych, a fun­da­cją Sośnie­rza były bar­dzo bliskie. 

W 2000 roku Ślą­ska Kasa pod­pi­sa­ła dwie umo­wy z kra­kow­ską fir­mą SKK Sys­tem Kodów Kre­sko­wych o łącz­nej war­to­ści ponad 25,5 tys zł na dosta­wę dru­ka­rek kodów kre­sko­wych i prze­no­śne­go ter­mi­na­lu. W tym samym roku SKK spon­so­ro­wa­ła fun­da­cję Sośnierza. 

[…]

Prze­ło­mem w finan­sach fun­da­cji był jed­nak rok 1999 r. – dokład­nie ten sam, w któ­rym Sośnierz został dyrek­to­rem Ślą­skiej Regio­nal­nej Kasy Cho­rych w Kato­wi­cach. Na kon­to jego fun­da­cji wpły­nę­ło wów­czas 91 tys. zł. W kolej­nych latach dyrek­to­ro­wa­nia Sośnie­rza kasa fun­da­cji pęcz­nia­ła jesz­cze bar­dziej: w 2000 r. tra­fi­ło do niej ponad 485 tys. zł, a w 2001 r. – ponad 800 tys. zł. 

Pol­ska pro­ku­ra­tu­ra przez kil­ka mie­się­cy spraw­dza­ła, czy wpła­ty na kon­to fun­da­cji nie mia­ły związ­ku z kon­trak­ta­mi zawie­ra­ny­mi przez Ślą­ską Kasę Cho­rych. W 2004 roku śledz­two umo­rzy­ła, mimo że w 2002 r. spół­ka zależ­na Sche­ring-Plo­ugh dzia­ła­ją­ca w Pol­sce zapła­ci­ła według ame­ry­kań­skiej Komi­sji Papie­rów War­to­ścio­wych i Gieł­dy (SEC) ok. 76 tys. dola­rów na rzecz Fun­da­cji Zamek Chu­dów, na cze­le któ­rej stał ówcze­sny dyrek­tor Ślą­skie­go Fun­du­szu Zdrowia.

W grę wcho­dzi­ły tym razem m.in. prze­tar­gi na dosta­wy leków. Za to dzia­ła­nie Scher­ring-Plo­ugh musiał uiścić karę w wyso­ko­ści 500 tys. dola­rów.[http://​www​.sec​.gov/​l​i​t​i​g​a​t​i​o​n​/​l​i​t​r​e​l​e​a​s​e​s​/​l​r​18740​.​htm]

Z ofi­cjal­ne­go rapor­tu SEC:

S‑P Pol­ska wypła­cił Fun­da­cji wię­cej pie­nię­dzy niż jakie­mu­kol­wiek inne­mu odbior­cy pro­mo­cyj­nych daro­wizn. W 20002001 roku wpła­ty dla Fun­da­cji skła­da­ły się na oko­ło 40 do 20 proc. całe­go budże­tu S‑P Pol­ska prze­zna­czo­ne­go na daro­wi­zny pro­mu­ją­ce kor­po­ra­cję. Co wię­cej, Fun­da­cja była jedy­nym odbior­cą takich daro­wizn, któ­ry otrzy­mał kil­ka wpłat (czte­ry w 2000 i sie­dem w 2001 roku), co było wyso­ce nie­spo­ty­ka­ną praktyką.” 

[http://www.sec.gov/litigation/admin/3449838.htm]

Na mój głos Sośnierz liczyć nie może, i będę do tego gorą­co nama­wiał moich zna­jo­mych. Iro­nią losy było­by, gdy­by nie­uda­ne manew­ry per­so­nal­ne i nie­udol­na poli­ty­ka PiS na szcze­blu regio­nu dopro­wa­dzi­ły do tego, że pre­zy­den­tem Kato­wic zosta­nie przed­sta­wi­ciel Ruchu Auto­no­mii Śląska.

Życio­rys poli­tycz­ny Sośnie­rza jest barw­ny. W 2002 r. star­to­wał po raz pierw­szy w wybo­rach na pre­zy­den­ta Kato­wic, zajął wów­czas dru­gie miej­sce, w pierw­szej turze zwy­cię­żył Piotr Uszok. W wybo­rach w 2005 r. został posłem z ramie­nia Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, został wyklu­czo­ny z tej par­tii za kry­ty­kę sta­no­wi­ska jej kie­row­nic­twa w spra­wie odmo­wy zawar­cia koali­cji PO-PiS.

Potem nale­żał do klu­bu par­la­men­tar­ne­go PiS. Na pre­ze­sa Naro­do­we­go Fun­du­szu Zdro­wia powo­łał go pre­mier Jaro­sław Kaczyń­ski. Funk­cję tę peł­nił w latach 20062007. Zre­zy­gno­wał z niej po wybo­rach w 2007 r., kie­dy został posłem z listy PiS.

W 2010 r. wystą­pił z klu­bu par­la­men­tar­ne­go tej par­tii i prze­szedł do klu­bu Pol­ska Jest Naj­waż­niej­sza. Start do Sej­mu z list tego ugru­po­wa­nia w 2011 r. nie przy­niósł mu man­da­tu. Czy teraz się uda? Śmiem wątpić.