
Fotka

There are 65 posts tagged Katowice (this is page 7 of 7).

Powiem krótko – warto się wybrać do Muzeum Śląskiego, aby pozwiedzać i „dotknąć” Śląska, jego historii i kultury.

I do razu uwaga – zarezerwujcie sobie na zwiedzanie kilka godzin. Trzeba zwiedzać powolutku, a nie w tempie wyścigowym, bo można się spocić, i nic nie zrozumieć. Wtedy to będzie czas stracony.
Wiem, że ekspozycja, którą przygotowano wywołuje wiele kontrowersji. Jestem laikiem, przyszedłem do Muzeum Śląskiego, które powstało na terenach po kopalni Katowice, aby zobaczyć. Tyle, i aż tyle.
Z zainteresowaniem wcześniej przeczytałem artykuł Leszka Jodlińskiego, byłego dyrektora Muzeum Śląskiego. Z większością tez autora się zgadzam.
Jodliński padł ofiarą fobii anty-RAŚ i rozgrywek personalnych, podlanych politycznym sosem. Można i tak, ale szkoda.
Wystawa w tej części serwuje nam idyllicznie i nostalgicznie potraktowaną historię Górnego Śląska w PRL‑u. Mało w niej miejsca poświęcono latom stalinizmu i historii Stalinogrodu, kwestii dławienia tożsamości regionalnej, działaniom aparatu przymusu i SB. Jak w pierwotnej wersji zamyka ją data 1989.
Porzucono projekt scenograficzny, mocno zaakcentowany w koncepcji konkursowej: betonowej taśmy i symbolicznej szarości PRL‑u.
Pomijając warstwę historyczno-polityczną, moim zdaniem ekspozycja jest bardzo ciasna. Mało w podziemiach miejsca, i nie zachęcam do zwiedzania osoby z klaustrofobią. Jakoś umknęła mi hitlerowska gilotyna, którą straszono zwiedzających.
I znów cytat z artykułu L. Jodlińskiego:
Kwestią, której nie zdążono rozwiązać w pierwotnym projekcie scenariusza, była rola i miejsce, jakie na ekspozycji miała zająć gilotyna. Co więcej, jej umieszczenie w przestrzeni wystawy nie było ostatecznie przesądzone. Dzisiaj w kakofonii dźwięków, w jakiej zanurzono gilotynę, w żaden sposób nie spełnia ona zaleceń grona sędziowskiego, by była potraktowana jak coś wyjątkowego, jak szczególna relikwia.
Obawy, jakie wówczas i potem w tym zakresie wypowiadała prof. Ewa Chojecka, niestety spełniły się. Nie znaleziono dla niej odpowiedniego miejsca ani roli w narracji wystawy. Klęcznik znajdujący się w instalacji poświęconej Kulturkampf powinien zostać szybko przeniesiony w jej pobliże, czyniąc z tego obiektu więcej niż symbol, i ratując jej szczególny status w przestrzeni wystawy.
Ekspozycje w Muzeum Śląskim są bardzo ciekawe. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, że takie wspaniałe obrazy i grafiki kryły magazyny w starej siedzibie. No, cóż…
Cytaty zaczerpnięte z artykułu Leszka Jodlińskiego, opublikowanego w katowickim dodatku Gazety Wyborczej.

Wszyscy na koncercie…
Agnieszka Kostempska, działaczka Platformy Obywatelskiej, a przy okazji żona prezydenta Świętochłowic skierowała do sądu przeciwko mnie prywatny akt oskarżenia z artykułu 212 kodeksu karnego. Kostempska uważa, że „nazwanie jej pogardliwym mianem Barbie znieważa ją jako polityka samorządowego”.
Niedawno odebrałem prywatny akt oskarżenia, skierowany do sądu rejonowego w Katowicach. Wynajęta przez Kostempską kancelaria adwokacka tak oto uzasadniała swoje honorarium (przytaczam fragment w oryginale, bo to kuriozalne):
„Stosowane względem Agnieszki Kostempskiej określenie Barbie ma jednoznacznie pejoratywny oddźwięk. Zgodnie z utrwalonym odbiorem społecznym kobieta określana takim mianem jest osobą pustą, bezrefleksyjną, sterowalną, pozbawioną własnej woli, a swoją pozycję zawdzięczającą jedynie urodzie. Przedmiotowe określenie stosowane względem oskarżyciela prywatnego – Agnieszki Kostempskiej – polityka samorządowego w szczególny sposób narusza jej godność. Użycie wzmiankowanego określenia względem osoby aktywnie partycypującej w działalności publicznej, niesie w sobie jeszcze większy wyraz pogardy, zarzucając posiadanie przymiotów wręcz dyskwalifikujących dla pełnionych przez Agnieszkę Kostempską funkcji. Co znamienne, Agnieszka Kostempska uczestniczyła w wyborach na urząd Prezydenta Miasta Mysłowice w tegorocznych wyborach samorządowych, tymczasem przedmiotowe, znieważające treści, publikowane były w okresie poprzedzającym te wybory oraz w ich toku, co dodatkowo potęguje skutki bezprawnych działań oskarżonego oraz świadczy o stopniu ich społecznej szkodliwości”.
Rozumiem rozgoryczenie byłej radnej wojewódzkiej PO na Śląsku po przegranych wyborach, i chęć odreagowania porażki. Mieszkańcy Mysłowic nie chcieli głosować na mieszkankę Katowic, której zamarzył się fotel prezydenta ich miasta.
Tym bardziej, że jak pisałem na portalu wpolityce.pl powołując się (a co!) na artykuł w Fakcie, który ujawnił, iż Kostempska podczas zwolnienia lekarskiego i pobierania zasiłku chorobowego prowadziła agitację wyborczą. Stanowisko przestraszonego ZUS, który nie widział nic nagannego w prowadzeniu kampanii wyborczej przez kandydatkę Platformy Obywatelskiej na zwolnieniu lekarskim, także opublikowałem.
A co do meritum, czyli owego „pogardliwego nazwania Barbie”. Nad gustami i urodą się nie dyskutuje. Kilkanaście miesięcy temu zwróciła się do mnie grupa dziennikarzy obywatelskich ze Świętochłowic, abym pomógł im w nagłośnieniu co najmniej kontrowersyjnych działań męża Agnieszki Kostempskiej. Prosili mnie o pomoc jako prezesa oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Katowicach, bo uważali że sami nie dadzą rady.
Bali się też ewentualnych represji ze strony prominentnego działacza PO, za jakiego nadal, o dziwo, uważany jest mąż Agnieszki – Dawid Kostempski. Prosili o zachowanie ich danych w tajemnicy, dlatego artykuły nie są podpisane. Zarejestrowałem domenę, i powstała strona www.kostempskiwonzeswion.pl Jak wskazuje dalszy ciąg wypadków, co do represji to ci dziennikarze obywatelscy mieli rację.
Popularność lalek Barbie, które są produkowane przez firmę Mattel i stały się jedną z najbardziej znanych ikon kultury masowej jest bezsprzeczna. Powszechnie znany jest fakt, iż w partyjnych kręgach PO od dawna wobec Agnieszki Kostempskiej używa się z zachwytem pieszczotliwego imienia amerykańskiej lalki. Barbie i Kennedy z serii My Scene są wszak piękne – mają blond włosy, niebieskie oczy, jasną karnację.
Nie posądzam, aby partyjni koledzy i koleżanki Agnieszki Kostempskiej chcieli ją znieważyć. Koleżeńskość i lojalność w tej partii jest przecież powszechnie znana.
Ciekaw jestem stanowiska koncernu, że określenie kobiety mianem „Barbie” jest „pogardliwe” i „kobieta określana takim mianem jest osobą pustą, bezrefleksyjną, sterowalną, pozbawioną własnej woli, a swoją pozycję zawdzięczającą jedynie urodzie”.
Zwróciłem się do koncernu Mattel z prośbą o przesłanie stanowiska. Na jaką kwotę wyceni np. amerykańska kancelaria użycie przez katowickich prawników Agnieszki Kostempskiej w akcie oskarżenia takich określeń?
Zastanawiam się także, czy twierdzenie, iż zniesławienie przez nazwanie kobiety „Barbie” nie ma podtekstu antysemickiego? Otóż na pomysł lalki Barbie wpadła Ruth Handler pochodząca z rodziny polskich Żydów, którzy na początku XX wieku wyemigrowali do Ameryki. Ale tę drogę dedukcji zostawiam amerykańskiej kancelarii adwokackiej oraz Gazecie Wyborczej.
Interesuje mnie także, czy kancelaria „działaczki samorządowej” z PO zechce zakazać sprzedaży tychże lalek Barbie w sklepach? Idąc prezentowanym tokiem myślenia tychże wynajętych przez Kostempską prawników z kancelarii – należy natychmiast zakazać handlowania Barbie, bo to znieważa polskie kobiety, a działaczki Platformy Obywatelskiej w szczególności. Nie będzie amerykańska Barbie pluć nam w twarz!.
A co do procesu. Mam zamiar złożyć do sądu wniosek o umożliwienie bezpośredniej transmisji wideo w Internecie. Będzie się działo!
Artykuł opublikowany na portalu wpolityce.pl
Andrzej Sośnierz jako kandydat PiS w wyborach na prezydenta Katowic to albo okrutny żart z wyborców o jeszcze prawicowych poglądach albo sabotaż PO i „strzał w kolano”. Prawo i Sprawiedliwość sięga po kandydata, który był bohaterem dwuznacznej afery korupcyjnej z udziałem prywatnej fundacji i zagranicznych koncernów farmaceutycznych.
Wycofanie się obecnego prezydenta Katowic Piotra Uszoka ze startu w wyborach wprowadziło popłoch w szeregi partii politycznych. To okrutny żart na pożegnanie autorstwa obecnego prezydenta, który przez lata „wiecznego” rządzenia miastem do perfekcji opanował rozgrywanie lęków PO przed PiS i odwrotnie.
Nagle okazało się, że PO, PiS i SLD muszą wystawić swego kandydata. Równowaga stanowisk i wpływów dla „koalicjantów”, której gwarantem był Piotr Uszok, została zaburzona. Wcześniejsze ustalenia (wiceprezydenci z głównych partii w zamian za poparcie i brak konkurencji), można było o kant d… potłuc.
Kandydatem PO na stanowisko prezydenta jest Arkadiusz Godlewski, obecny dyrektor Parku Śląskiego, instytucji która jest przechowalnią działaczy tej partii, zatrudnionych na różnych mniej lub bardziej potrzebnych stanowiskach. W wyborach startuje także poseł Jerzy Ziętek, który pod koniec sierpnia zrezygnował z członkostwa w Platformie Obywatelskiej. Jest najmłodszym wnukiem gen. Jerzego Ziętka – powstańca śląskiego, polityka, inicjatora wielu inwestycji w regionie w czasach PRL.
SLD rzuca do boju o fotel prezydenta Katowic Marka Szczerbowskiego. To katowicki radny z wieloletnim stażem, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Kultury i Sportu „Stadion Śląski”. Sprawny gracz.
Ruch Autonomii Śląska także ma swego kandydata. Jest nim Aleksander Uszok, krewny obecnego prezydenta. Za nim stoi nazwisko oraz rzesza zwolenników separatystów.
A PiS? Partia Jarosława Kaczyńskiego stawia na Andrzeja Sośnierza.
- To dobry kandydat, który pozytywnie zapisał się w pamięci mieszkańców regionu jako dyrektor Śląskiej Kasy Chorych. Po rezygnacji z ponownego startu przez obecnego prezydenta Piotra Uszoka zdecydowaliśmy, że potrzebny jest kandydat, który trafi do jego konserwatywnego elektoratu
- powiedział PAP Wojciech Szarama członek Komitetu Politycznego PiS.
Szkoda, że poseł Szarama sprawia wrażenie, że nie wie o udziale Sośnierza w aferze z Fundacją Zamek Chudów, którą opisywałem w 2003 roku w artykule „Kasa Fundacji zabytków” „Rzeczpospolitej”. Może ani Szarama, ani inni politycy Prawa i Sprawiedliwości nie artykułu czytali, zatem przytoczę obszerne fragmenty:
W czasach, gdy Śląską Kasą Chorych kierował Andrzej Sośnierz, firmy, które podpisywały z nią kontrakty, wpłacały jednocześnie setki tysięcy złotych na konto Fundacji Zamek Chudów. Założycielem i dożywotnim prezesem fundacji jest Andrzej Sośnierz.
Pieniądze dla Fundacji Zamek Chudów wpłacały od 1998 roku firmy medyczne i farmaceutyczne. Na liście sponsorów jest też kilka spółek informatycznych i banki. Z naszych informacji wynika, że firmy, które wpłacały pieniądze na konto fundacji, jednocześnie podpisywały intratne kontrakty ze Śląską Kasą Chorych. Dostarczały leki, sprzęt komputerowy albo oprogramowanie. Przychodnie lekarskie, które wspomagały fundację Sośnierza, otrzymywały w tym samym czasie z kasy kontrakty na leczenie pacjentów.
Z wykazu wpłat na konto fundacji, do którego dotarła „Rz” wynika, że szczodrym sponsorem fundacji Sośnierza był ComputerLand (od 1998 roku do końca 2002 roku – 18 wpłat) oraz przedstawicielstwa koncernów farmaceutycznych: Schering Plough Central East AG (13 wpłat), Eli Lilly Polska (7 wpłat), Johnson & Johnson Poland (4 wpłaty), Novartis Poland (2 wpłaty), Roche Polska (6 wpłat), GlaxoSmithKline (5 wpłat) oraz hurtownia farmaceutyczna Farmacol (5 wpłat).
Wpłacały też prywatne przychodnie lekarskie, np. Samodzielna Pracownia Diagnostyki Obrazowej Tomograf z Tych (25 wpłat), ADO-MED 2 ze Świętochłowic (7 wpłat) czy niepubliczny ZOZ Remedium z Katowic (3 wpłaty). Właścicielką Remedium jest żona Sośnierza, z którą ma on rozdzielność majątkową.
- Właściciel Tomografu to mój wieloletni przyjaciel. Jego firma nie była traktowana w kasie chorych lepiej, niż inne, co można sprawdzić przeglądając kwoty kontraktów. Znam też Andrzeja Olszewskiego, właściciela Farmacolu. Ta firma nigdy nie miała żadnych kontraktów ani kontaktów komercyjnych ze Śląską Kasą Chorych – zapewnia Sośnierz.
Ustaliliśmy jednak, że Farmacol był dostawcą leków dla Śląskiej Kasy Chorych. Dostarczał kasie leki produkowane przez firmy, które sponsorowały fundację. Przykłady? Firma Elli Lilly – znaczący sponsor fundacji – wytwarza abciximab, lek stosowany w ostrych zapaleniach wieńcowych oraz gemcitabine, stosowany w farmakoterapii nowotworów. Inny donator fundacji Schering AG jest producentem i dostawcą leków interferonowych Schering Plough – leków stosowanych w chemioterapii, Roche zaś produkuje erytropetynę i leki interferonowe. Wszystkie wymienione specyfiki były kupowane przez Śląską Kasę w ramach programów zdrowotnych.
Związki między firmami, które otrzymywały kontrakty z kasy chorych, a fundacją Sośnierza były bardzo bliskie.
W 2000 roku Śląska Kasa podpisała dwie umowy z krakowską firmą SKK System Kodów Kreskowych o łącznej wartości ponad 25,5 tys zł na dostawę drukarek kodów kreskowych i przenośnego terminalu. W tym samym roku SKK sponsorowała fundację Sośnierza.
[…]
Przełomem w finansach fundacji był jednak rok 1999 r. – dokładnie ten sam, w którym Sośnierz został dyrektorem Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych w Katowicach. Na konto jego fundacji wpłynęło wówczas 91 tys. zł. W kolejnych latach dyrektorowania Sośnierza kasa fundacji pęczniała jeszcze bardziej: w 2000 r. trafiło do niej ponad 485 tys. zł, a w 2001 r. – ponad 800 tys. zł.
Polska prokuratura przez kilka miesięcy sprawdzała, czy wpłaty na konto fundacji nie miały związku z kontraktami zawieranymi przez Śląską Kasę Chorych. W 2004 roku śledztwo umorzyła, mimo że w 2002 r. spółka zależna Schering-Plough działająca w Polsce zapłaciła według amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC) ok. 76 tys. dolarów na rzecz Fundacji Zamek Chudów, na czele której stał ówczesny dyrektor Śląskiego Funduszu Zdrowia.
W grę wchodziły tym razem m.in. przetargi na dostawy leków. Za to działanie Scherring-Plough musiał uiścić karę w wysokości 500 tys. dolarów.[http://www.sec.gov/litigation/litreleases/lr18740.htm]
Z oficjalnego raportu SEC:
„S‑P Polska wypłacił Fundacji więcej pieniędzy niż jakiemukolwiek innemu odbiorcy promocyjnych darowizn. W 2000 i 2001 roku wpłaty dla Fundacji składały się na około 40 do 20 proc. całego budżetu S‑P Polska przeznaczonego na darowizny promujące korporację. Co więcej, Fundacja była jedynym odbiorcą takich darowizn, który otrzymał kilka wpłat (cztery w 2000 i siedem w 2001 roku), co było wysoce niespotykaną praktyką.”
[http://www.sec.gov/litigation/admin/34–49838.htm]
Na mój głos Sośnierz liczyć nie może, i będę do tego gorąco namawiał moich znajomych. Ironią losy byłoby, gdyby nieudane manewry personalne i nieudolna polityka PiS na szczeblu regionu doprowadziły do tego, że prezydentem Katowic zostanie przedstawiciel Ruchu Autonomii Śląska.
Życiorys polityczny Sośnierza jest barwny. W 2002 r. startował po raz pierwszy w wyborach na prezydenta Katowic, zajął wówczas drugie miejsce, w pierwszej turze zwyciężył Piotr Uszok. W wyborach w 2005 r. został posłem z ramienia Platformy Obywatelskiej, został wykluczony z tej partii za krytykę stanowiska jej kierownictwa w sprawie odmowy zawarcia koalicji PO-PiS.
Potem należał do klubu parlamentarnego PiS. Na prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia powołał go premier Jarosław Kaczyński. Funkcję tę pełnił w latach 2006–2007. Zrezygnował z niej po wyborach w 2007 r., kiedy został posłem z listy PiS.
W 2010 r. wystąpił z klubu parlamentarnego tej partii i przeszedł do klubu Polska Jest Najważniejsza. Start do Sejmu z list tego ugrupowania w 2011 r. nie przyniósł mu mandatu. Czy teraz się uda? Śmiem wątpić.