Krzyż na dro­gę do Bruk­se­li dla kapusia

Kapo­wał esbe­cji jako TW Znak. W nagro­dę został posłem, mini­strem, euro­po­słem, a dzi­siaj jako pre­mię lub na pocie­sze­nie pre­zy­dent Bro­ni­sław Komo­row­ski odzna­czył Micha­ła Bonie­go Krzy­żem Koman­dor­skim Orde­ru Odro­dze­nia Polski.

boni

Pre­zy­dent ma okrut­ne poczu­cie humo­ru, sko­ro Bonie­go odzna­cza za wybit­ne zasłu­gi dla prze­mian demo­kra­tycz­nych i trans­for­ma­cji ustro­jo­wej w Pol­sce, za szcze­gól­ne osią­gnię­cia w dzia­łal­no­ści pań­stwo­wej i publicz­nej”. Do kolek­cji bra­ku­je Bonie­mu chy­ba tyl­ko Vir­tu­ti Mili­ta­ri. Michał Boni dopie­ro w paź­dzier­ni­ku 2007 roku publicz­nie przy­znał się do współ­pra­cy z SB. 15 lat po dniu, w któ­rym było wia­do­mo, że lustra­cja kie­dyś się odbę­dzie. Jest mi wstyd i żału­ję. Przez wie­le lat żyłem z pre­sją tego upo­ko­rze­nia i lęku przed utra­tą twa­rzy. W koń­cu jed­nak uzna­łem, że od stra­chu, upo­ko­rze­nia i poczu­cia błę­du, waż­niej­sza jest poko­ra” – mówił Boni. Po 1987 r. pro­wa­dzi­łem kil­ku­mi­nu­to­we roz­mo­wy z funk­cjo­na­riu­sza­mi Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Prze­pra­szam, i pro­szę o wyba­cze­nie” – mówi wte­dy na zwo­ła­nej w Sej­mie kon­fe­ren­cji pra­so­wej kan­dy­dat na mini­stra pra­cy w rzą­dzie Donal­da Tuska. Boni wyja­śniał, że pod­pi­sał dekla­ra­cję, bo był przez funk­cjo­na­riu­szy SB szantażowany.

I bie­da­czek nie­mal się roz­pła­kał na wspo­mnie­nie tych okrut­nych chwil, tocząc niczym kil­ka lat póź­niej posłan­ka Sawic­ka, łza­wą nar­ra­cję. Zła­pa­ny u kochan­ki Boni roz­pruł się jak sta­re prze­ście­ra­dło. Pod koniec sierp­nia 1985 r. do miesz­ka­nia mojej przy­szłej żony weszła służ­ba bez­pie­czeń­stwa. Było to zwią­za­ne z jej dzia­łal­no­ścią kol­por­ter­ska. Gro­zi­li, że trzy­let­nia dziew­czyn­ka zosta­nie prze­ka­za­na do mili­cyj­nej izby dziec­ka, a ja będę nara­żo­ny na plot­ki o zdra­dzie mał­żeń­skiej. Po roz­wie­zie­niu nas w róż­ne miej­sca, przy szan­ta­żu, pod­ją­łem decy­zję, bojąc się, pod­pi­sa­nia dekla­ra­cji o współ­pra­cy ze służ­bą bez­pie­czeń­stwa” – wyznał w 2007 roku Boni. – Po tym wyzna­niu będę mógł sobie spoj­rzeć w twarz. Prze­pra­szam i pro­szę o wyba­cze­nie” – dodał.

Żona już inna, nie ta, przez któ­rą esbe­cy zmu­si­li go grzecz­nie do pod­pi­sa­nia zobo­wią­za­nia do współ­pra­cy i dono­sze­nia (ma kolej­ną, nową). Bonie­mu w życio­ry­sie od tego cza­su przy­by­ło wie­le stanowisk.

Nazwi­sko Bonie­go poja­wi­ło się w 1992 r. na liście Macie­re­wi­cza. Jed­nak on sam gwał­tow­nie zaprze­czał, że był szpic­lem. Czy­li standard.

Jak widać idzie nowe”. Kapuś dosta­je jed­no z naj­wyż­szych odzna­czeń pań­stwo­wych. Cho­ciaż po pogrze­bie Woj­cie­cha Jaru­zel­skie­go powin­ni­śmy się do tego przy­zwy­cza­ić. Cze­kam teraz na reha­bi­li­ta­cję zomow­ców z Wuj­ka”. Nie chcie­li prze­cież niko­go zabić.

Wol­na sprawiedliwość

Sąd Okrę­go­wy w War­sza­wie umo­rzył dwa pro­ce­sy Woj­cie­cha Jaru­zel­skie­go, bo oskar­żo­ny nie żyje. Jego pro­ce­sy to przy­kład bez­rad­no­ści wymia­ru sprawiedliwości.

Jaru­zel­ski był oskar­żo­ny za wpro­wa­dze­nie w 1981 roku sta­nu wojen­ne­go oraz za masa­krę robot­ni­ków Wybrze­ża w grud­niu 1970 roku. Oba pro­ce­sy, w któ­rych Jaru­zel­ski zasia­dał na ławie oskar­żo­nych były zawie­szo­ne od 2011 roku z powo­du złe­go sta­nu zdro­wia generała.

Trzy lata temu zdia­gno­zo­wa­no u gene­ra­ła chło­nia­ka, miał też powi­kła­nia po che­mio­te­ra­pii, dla­te­go bie­gli leka­rze uzna­li, że przez co naj­mniej rok oskar­żo­ny nie może uczest­ni­czyć w pro­ce­sach. Ponow­nie podob­ną opi­nie wyda­li w 2012 roku. Po raz ostat­ni bie­gli potwier­dzi­li ją w mar­cu tego roku.

Wypa­da poznać nazwi­ska tych bie­głych. Zwró­ci­łem się do Sądu Okrę­go­we­go w War­sza­wie, i dosta­łem odpowiedź:

Sąd czy­nił usta­le­nia fak­tycz­ne doty­czą­ce sta­nu zdro­wia oskar­żo­ne­go w opar­ciu o opi­nię bie­głych leka­rzy spe­cja­li­stów z War­szaw­skie­go Uni­wer­sy­te­tu Medycz­ne­go – Kate­dry i Zakła­du Medy­cy­ny Sądo­wej. Po zawie­sze­niu postę­po­wa­nia, Sąd doko­ny­wał kon­tro­li ist­nie­nia prze­sła­nek z art. 22 § 1 kpk zwra­ca­jąc się do w/​w insty­tu­cji o wyda­nie kolej­nych opi­nii o sta­nie zdro­wia oskarżonego.

Ostat­nia opi­nia w spra­wie zdro­wia osk. Woj­cie­cha Jaru­zel­skie­go w obu spra­wach VIII24211VIII27611 zosta­ła wyda­na w dniu 24 lute­go 2014 r. przez:

- dr hab. n. med. Paweł Kra­jew­ski – Kie­row­nik Zakła­du Medy­cy­ny Sądo­wej WUM

- dr Mar­ta Star­czew­ska – spe­cja­li­sta kardiologii

- dr n. med. Maciej Fuda­lej – adiunkt Zakła­du Medy­cy­ny Sądo­wej WUM

- lek. med. Anna Kisiel – rezy­dent Zakła­du Medy­cy­ny Sądowej”

Nie­do­god­no­ści” na jakie był nara­żo­ny Woj­ciech Jaru­zel­ski to natu­ral­nie wina wstręt­ne­go IPN”. Jaru­zel­ski był oskar­żo­ny przez pion śled­czy IPN o kie­ro­wa­nie zbroj­nym związ­kiem prze­stęp­czym, któ­ry bez­praw­nie przy­go­to­wy­wał i wpro­wa­dził w Pol­sce 13 grud­nia 1981 r. stan wojen­ny (gro­zi­ło za to do 10 lat wię­zie­nia). Dwa lata temu Sąd Okrę­go­wy w War­sza­wie uznał, że stan wojen­ny nie­le­gal­nie wpro­wa­dzi­ła taj­na gru­pa prze­stęp­cza pod wodzą Jaru­zel­skie­go w celu likwi­da­cji Soli­dar­no­ści” i zacho­wa­nia wpły­wów we władzy.

Za udział w gru­pie wymie­rzył wte­dy karę dwóch lat w zawie­sze­niu byłe­mu sze­fo­wi MSW gene­ra­ło­wi Cze­sła­wo­wi Kisz­cza­ko­wi. Wyrok jest już pra­wo­moc­ny (z powo­du złe­go zdro­wia 88-let­nie­go Kisz­cza­ka zawie­szo­no postę­po­wa­nie ape­la­cyj­ne wobec nie­go). Ozna­cza to, że w świe­tle pra­wa Kisz­czak dalej jest nie­win­ny. Pra­wo­moc­nie unie­win­nio­no byłe­go I sekre­ta­rza KC PZPR Sta­ni­sła­wa Kanię.

W innym pro­ce­sie pro­ku­ra­tu­ra w Gdań­sku oskar­ży­ła Jaru­zel­skie­go o kie­ro­wa­nie masa­krą robot­ni­ków na Wybrze­żu w grud­niu 1970 r. (gro­zi­ło za to doży­wo­cie). W obu spra­wach pod­sąd­ny odpie­rał zarzu­ty, choć zara­zem mówił o swej moral­nej odpowiedzialności”.

W spra­wie Grud­nia 1970 roku sąd okrę­go­wy nie­jed­no­gło­śnie unie­win­nił byłe­go wice­pre­mie­ra PRL Sta­ni­sła­wa Kocioł­ka, a dwóch woj­sko­wych ska­zał na kary dwóch lat wię­zie­nia w zawie­sze­niu. Sąd uznał bowiem za bez­praw­ną i prze­stęp­czą” decy­zję władz PRL o uży­ciu bro­ni wobec robot­ni­ków pro­te­stu­ją­cych prze­ciw dra­stycz­nym pod­wyż­kom cen. 24 czerw­ca Sąd Ape­la­cyj­ny w War­sza­wie zba­da ape­la­cje w tej spra­wie. Gdań­ska pro­ku­ra­tu­ra chce uchy­le­nia wyro­ku wobec wszyst­kich trzech oskar­żo­nych i prze­ka­za­nia ich spraw do ponow­ne­go roz­po­zna­nia w SO. Taki sam jest wnio­sek peł­no­moc­ni­ka rodzin ofiar.

Pozo­sta­je na koniec zadać pyta­nie: dla­cze­go te dwa pro­ce­sy trwa­ły tak długo?

S 92/​06/​Zk

IPN: Śledz­two prze­ciw­ko Ste­fa­no­wi Mich­ni­ko­wi podej­rza­ne­mu o popeł­nie­nie zbrod­ni komu­ni­stycz­nych będą­cych jed­no­cze­śnie zbrod­nia­mi prze­ciw­ko ludzkości.

(sygn. akt S 92/​06/​Zk) Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej w Warszawie

michnik_stefan

Przed­mio­to­we śledz­two prze­ciw­ko Ste­fa­no­wi Mich­ni­ko­wi, podej­rza­ne­mu o nie­do­peł­nia­nie obo­wiąz­ków w zakre­sie kon­tro­li zasad­no­ści i ter­mi­no­wo­ści czyn­no­ści pro­ce­so­wych podej­mo­wa­nych w przed­mio­cie prze­dłu­ża­nia okre­su sto­so­wa­nia tym­cza­so­we­go aresz­to­wa­nia Józe­fa Stem­le­ra, skut­ku­ją­cych bez­praw­nym pozba­wia­niem wol­no­ści pokrzyw­dzo­ne­go, pro­wa­dzo­ne samo­dziel­nie od 14.12.2006 r., jest kon­ty­nu­acją śledz­twa w spra­wie łama­nia pra­wo­rząd­no­ści i naru­sza­nia praw czło­wie­ka w toku postę­po­wa­nia kar­ne­go pro­wa­dzo­ne­go przez funk­cjo­na­riu­szy byłe­go Mini­ster­stwa Bez­pie­czeń­stwa Publicz­ne­go, pole­ga­ją­ce­go na fizycz­nym i moral­nym znę­ca­niu się przez wie­lo­krot­ne, dłu­go­trwa­łe prze­słu­chi­wa­nie oraz uży­wa­nie prze­mo­cy i gróźb bez­praw­nych w celu wywar­cia wpły­wu na treść zeznań świad­ka ks. Jana Danie­le­wi­cza, i two­rze­niu w ten spo­sób fał­szy­wych dowo­dów kie­ru­ją­cych postę­po­wa­nie kar­ne prze­ciw­ko Józe­fo­wi Stem­le­ro­wi i bez­praw­nym pozba­wia­niu go wol­no­ści /S 30/​01/​Zk/​w czę­ści doty­czą­cej jed­ne­go z usta­lo­nych i żyją­cych jesz­cze spraw­ców tych przestępstw.

W prze­bie­gu opi­sa­ne­go wyżej postę­po­wa­nia ujaw­nio­no bowiem, iż zobo­wią­za­ny do zgod­ne­go z ówcze­śnie obo­wią­zu­ją­cy­mi prze­pi­sa­mi sto­so­wa­nia i prze­dłu­ża­nia okre­su tym­cza­so­we­go aresz­to­wa­nia sędzia Ste­fan M., nie dopeł­niał obo­wiąz­ków w zakre­sie kon­tro­li zasad­no­ści i ter­mi­no­wo­ści podej­mo­wa­nych czyn­no­ści pro­ce­so­wych, naru­sza­jąc tym zasa­dy ogra­ni­cza­nia wol­no­ści oso­bi­stej oby­wa­te­li, okre­ślo­ne w Kodek­sie Woj­sko­we­go Postę­po­wa­nia Kar­ne­go oraz art. 97 Usta­wy z dnia 17.03.1921 r. Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej /​Dz. U. R. P. z dnia 1.06.1921r./ i póź­niej w art.87 Usta­wy z dnia 22.07.1952 r. Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej /​Dz. U. z dnia 21.02.1976 r./.

W ten spo­sób uczest­ni­czył on w prze­śla­do­wa­niu pokrzyw­dzo­nych z powo­du odmien­nej orien­ta­cji poli­tycz­nej i ich wcze­śniej­szej dzia­łal­no­ści w struk­tu­rach Pol­skie­go Pań­stwa Pod­ziem­ne­go. For­ma spraw­stwa zarzu­co­nych mu czy­nów – zanie­cha­nie, legła u pod­staw stwo­rzo­ne­go wów­czas tota­li­tar­ne­go sys­te­mu repre­sji i wszech­wła­dzy MBP. Ozna­cza­ło ono w rze­czy­wi­sto­ści nie tyl­ko zwy­kłe prze­stęp­stwo urzęd­ni­cze, ale prak­tycz­nie powszech­ne godze­nie się na rażą­ce naru­sza­nie pod­sta­wo­wych praw i wol­no­ści oby­wa­tel­skich. Naru­sza­ła zatem przy­ję­ty porzą­dek kon­sty­tu­cyj­ny i jako taka win­na zostać szcze­gól­nie wyraź­nie napiętnowana.

Nad­to, wobec oko­licz­no­ści, iż podej­rza­ny świa­do­mie brał udział w prze­śla­do­wa­niu pokrzyw­dzo­nych ze wzglę­dów poli­tycz­nych i dzia­łał w struk­tu­rach sys­te­mu pań­stwa tota­li­tar­ne­go, posłu­gu­ją­ce­go się na wiel­ką ska­lę ter­ro­rem dla reali­za­cji celów poli­tycz­nych i spo­łecz­nych /​tak m. in. SNIK II KKN 17598 /, jego zacho­wa­nia wyczer­pu­ją zna­mio­na nie tyl­ko zbrod­ni komu­ni­stycz­nej, ale tak­że zna­mio­na zbrod­ni prze­ciw­ko ludz­ko­ści, okre­ślo­ne w aktach pra­wa kar­ne­go mię­dzy­na­ro­do­we­go /​art. 2 ust.1 i art. 3 usta­wy z dn. 18.12.1998 r. o Insty­tu­cie Pamię­ci Naro­do­wej – Komi­sji Ści­ga­nia Zbrod­ni prze­ciw­ko Naro­do­wi Polskiemu/​Zbrod­nie te nie ule­ga­ją przedaw­nie­niu – art. 4 ust.1 cyt. wyżej usta­wy z dn. 18.12.1998 r.

Czyn­no­ści podej­mo­wa­ne dotych­czas w przed­mio­to­wej spra­wie ujaw­ni­ły, iż podej­rza­ny dopu­ścił się tego typu czy­nów tak­że w odnie­sie­niu, do co naj­mniej 19 innych osób, żoł­nie­rzy pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­we­go i Pol­skich Sił Zbroj­nych na Zacho­dzie, oby­wa­te­li podej­rze­wa­nych o szpie­go­stwo na rzecz Rzą­du RP na Uchodź­stwie w Lon­dy­nie czy nawet funk­cjo­na­riu­szy MBP podej­rze­wa­nych o nie­lo­jal­ność w sto­sun­ku do wła­dzy ludowej.

Podej­rza­ny Ste­fan Mich­nik jest oby­wa­te­lem pol­skim, ale miesz­ka na tery­to­rium Kró­le­stwa Szwe­cji i nie ma w kra­ju sta­łe­go miej­sca poby­tu. Wezwa­ny do oso­bi­ste­go sta­wien­nic­twa na tery­to­rium RP w dowol­nie wybra­nym ter­mi­nie do dnia 30.10.2008 roku, dobro­wol­nie nie sta­wił się na żad­ne z dorę­czo­nych mu wezwań, ani nie nawią­zał kon­tak­tu z tutej­szą Komi­sją, co uza­sad­nia oba­wę, iż będzie on wyko­rzy­sty­wał fakt zamiesz­ki­wa­nia poza gra­ni­ca­mi Rzecz­po­spo­li­tej Pol­skiej, do utrud­nia­nia pro­wa­dzo­ne­go prze­ciw­ko nie­mu postę­po­wa­nia kar­ne­go. W zaist­nia­łej sytu­acji Woj­sko­wy Sąd Gar­ni­zo­no­wy w War­sza­wie, posta­no­wie­niem z dnia 25.02.2010 r. sygna­tu­ra akt Kp 310 zasto­so­wał w sto­sun­ku do podej­rza­ne­go Ste­fa­na Mich­ni­ka śro­dek zapo­bie­gaw­czy w posta­ci tym­cza­so­we­go aresz­to­wa­nia na okres 3 mie­się­cy od dnia zatrzymania.

W dniu 2 sierp­nia 2010 r. wystą­pio­no do Woj­sko­we­go Sądu Okrę­go­we­go w War­sza­wie z wnio­skiem o wyda­nie Euro­pej­skie­go Naka­zu Aresz­to­wa­nia wobec oby­wa­te­la pol­skie­go, kapi­ta­na w sta­nie spo­czyn­ku Ste­fa­na M., podej­rza­ne­go o prze­stęp­stwa z art. 231§1 kk i art.189§2 kk w zw. z art.11§2 kk i art. 12 kk z 1997 r. w zw. z art. 2 ust.1 i art. 3 usta­wy z dn. 18. 12. 1998 r. o Insty­tu­cie Pamię­ci Naro­do­wej – Komi­sji Ści­ga­nia Zbrod­ni prze­ciw­ko Naro­do­wi Pol­skie­mu (Dz.U.2007.63.424 – j.t.) uzy­sku­jąc w tym przed­mio­cie sto­sow­ne posta­no­wie­nie Woj­sko­we­go Sądu Okrę­go­we­go w War­sza­wie z dnia 10.08.2010 r. sygn. akt. Kp 5710 i ini­cju­jąc postę­po­wa­nie o jego wyko­na­nie przez wła­ści­we orga­na sądo­we Kró­le­stwa Szwe­cji. Jego reali­za­cja na tery­to­rium Kró­le­stwa Szwe­cji oka­za­ła się jed­nak niemożliwa.

Sąd Rejo­no­wy w Uppsa­li posta­no­wie­niem z dnia 15.11.2010 r. o sygna­tu­rze B 707110 odda­lił wnio­sek o prze­ka­za­nie go orga­nom pol­skie­go wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści uzna­jąc, że prze­stęp­stwa zarzu­co­ne podej­rza­ne­mu, zgod­nie z pra­wem szwedz­kim, są już przedaw­nio­ne, a poszu­ki­wa­ny jest oby­wa­te­lem szwedzkim.

Powyż­sze posta­no­wie­nie sta­no­wi dłu­go­trwa­łą prze­szko­dę unie­moż­li­wia­ją­cą kon­ty­nu­owa­nie postę­po­wa­nia i skut­ku­je zawie­sze­niem śledz­twa prze­ciw­ko Ste­fa­no­wi M. /​art. 22 §1 kpk/​. W zaist­nia­łej sytu­acji Euro­pej­ski Nakaz Aresz­to­wa­nia podej­rza­ne­go moż­na bowiem reali­zo­wać na tere­nie państw człon­kow­skich Unii Euro­pej­skiej z wyłą­cze­niem Kró­le­stwa Szwecji.

http://​ipn​.gov​.pl/​k​s​z​p​n​p​/​s​l​e​d​z​t​w​a​/​o​d​d​z​i​a​l​o​w​a​-​k​o​m​i​s​j​a​-​w​-​w​a​r​s​z​a​w​i​e​/​s​l​e​d​z​t​w​a​-​w​-​b​i​egu [dostęp 2 czerw­ca 2014 r.]

W TVP bez zmian

Ćwierć wie­ku od wygło­sze­nia w TVP przez Joan­nę Szczep­kow­ską kwe­stii: Pro­szę Pań­stwa, 4 czerw­ca 1989 roku skoń­czył się w Pol­sce komu­nizm” w tej insty­tu­cji nie­wie­le się zmie­ni­ło. Przy­naj­mniej jeże­li cho­dzi o myśle­nie o widzu, nie wspo­mi­na­jąc tzw. misji publicznej.

Ostat­nio dowie­dzia­łem się ze stron inter­ne­to­wych Tele­wi­zji Pol­skiej, że ten­że nadaw­ca publicz­ny w Pro­gra­mie TVP1 poka­że film doku­men­tal­ny Gra o wol­ność. Oca­lo­ne taśmy” (3 odcin­ki) w reży­se­rii Kry­sty­ny Mokro­siń­skiej i Jolan­ty Kessler.

Osłu­pia­łem, kie­dy pozna­łem nie tyle daty emi­sji, co porę nada­nia tego cie­ka­we­go doku­men­tu: 2 czerw­ca (godz. 23.35), 3 czerw­ca ( godz. 23.50) i 4 czerw­ca (godz. 23.55) – wte­dy zwy­kle tzw. nor­mal­ni ludzie kła­dą się spać. Każ­dy z odcin­ków zosta­nie powtó­rzo­ny następ­ne­go dnia o godzi­nie 9.50. O tej porze – zain­te­re­so­wa­ni obej­rze­niem są w pra­cy lub szko­le. Za wyjąt­kiem bez­ro­bot­nych lub gospo­dyń domowych.

A film, co przy­zna­ją nawet auto­rzy inter­ne­to­wej infor­ma­cji jest bar­dzo cie­ka­wy i war­ty obejrzenia:

Twór­czy­nie tego doku­men­tu, Kry­sty­na Mokro­siń­ska i Jolan­ta Kes­sler, wyko­rzy­sta­ły fil­mo­we zapi­sy tam­tych zda­rzeń – zna­ne i nie­zna­ne, ama­tor­skie i pro­fe­sjo­nal­ne, z kamer pol­skich i zagra­nicz­nych, komen­ta­rze kore­spon­den­tów, rzecz­ni­ka rzą­du – Jerze­go Urba­na, hap­pe­nin­gi, reak­cje ulic, o któ­rych twór­ca Poma­rań­czo­wej Alter­na­ty­wy mówił, że są miej­scem wol­no­ści. Dodat­ko­wą atrak­cją dla widza może być pró­ba roz­po­zna­wa­nia mło­dych twa­rzy na tych sta­rych zdję­ciach i odga­dy­wa­nie, któ­ra to z dzi­siej­szych zde­cy­do­wa­nie star­szych już osób w zupeł­nie nowych czasach…

Wśród mło­dych ludzi, oglą­da­ją­cych z dzi­siej­sze­go dystan­su zmierzch PRL‑u i naro­dzi­ny III RP będzie też cór­ka Joan­ny Szczep­kow­skiej, autor­ki słyn­nych słów: 4 czerw­ca skoń­czył się w Pol­sce komu­nizm”. Czy potwier­dzi intu­icję matki?” 

Zapew­ne będzie mia­ła kło­pot, aby potwier­dzić tezę mat­ki, szcze­gól­nie wobec nie­daw­nych wyda­rzeń (hono­ro­wy pochó­wek Jaru­zel­skie­go, resty­tu­cja esbe­ków i ube­ków, bez­kar­ność auto­rów sta­nu wojen­ne­go, nędza daw­nych opozycjonistów).

Cie­kaw jestem, co na takie potrak­to­wa­nie doku­men­tu przez tele­wi­zyj­nych decy­den­tów, tych nie tyl­ko od ramów­ki”, człon­ko­wie Rady Pro­gra­mo­wej TVP?

Przy­pa­dek doku­men­tu Gra o wol­ność. Oca­lo­ne taśmy” przy­po­mi­na kło­po­ty fil­mu Taka jest histo­ria” w reży­se­rii Alek­san­dry Fuda­li, kie­dy jesz­cze kil­ka lat temu pra­co­wa­ła w TVP Katowice.

Ola wymy­śli­ła sobie w 2010 roku, że wyre­ży­se­ru­je film, któ­ry przed­sta­wi naj­waż­niej­sze wyda­rze­nia z tzw. kar­na­wa­łu Soli­dar­no­ści – czy­li z 16 mie­się­cy od momen­tu wybu­chu pierw­szych pro­te­stów na Ślą­sku, aż do wybu­chu sta­nu wojennego.

Przez ostat­nie pół roku auto­rzy fil­mu codzien­nie prze­glą­da­li po kil­ka­dzie­siąt pudeł z fil­mo­wy­mi rela­cja­mi, obej­rze­li kilo­me­try taśm , w więk­szo­ści nie­opi­sa­nych resz­tek, cza­sem tyl­ko zapi­sów dźwię­ko­wych, mozol­nie zesta­wia­jąc fak­ty, daty, dźwięk i obraz.

Wie­le mate­ria­łów prze­trwa­ło cudem jako ścin­ki, inne ukry­li pra­cow­ni­cy archi­wum przed Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa, któ­ra w stycz­niu 1982 roku wywio­zła z kato­wic­kie­go ośrod­ka naj­bar­dziej nie­wy­god­ne taśmy zwią­za­ne z powsta­niem Soli­dar­no­ści. Film pre­zen­tu­je ślą­ską Soli­dar­ność z trzech róż­nych stron: w świe­tle ofi­cjal­nej pro­pa­gan­dy, z punk­tu rze­tel­ne­go dzien­ni­kar­stwa (ścin­ki i mate­ria­ły ukry­te) oraz przez pry­zmat wspo­mnień uczest­ni­ków tam­tych wydarzeń.

Film natu­ral­nie miał mizer­ny budżet, i tyl­ko Ola może powie­dzieć wię­cej o kło­dach rzu­ca­nych jej pod nogi pod­czas pra­cy nad tym fil­mem. Ambi­cją więk­szo­ści decy­den­tów” zapew­ne było, żeby doku­ment nigdy nie powstał. Powód był pro­sty – m.in. kil­ka ujęć w fil­mie przed­sta­wia obec­ne­go dyrek­to­ra tele­wi­zyj­nej Pano­ra­my, jako dzien­ni­ka­rza reali­zu­ją­ce­go esbec­ko-pro­pa­gan­do­we mate­ria­ły o Soli­dar­no­ści”. tak­że kil­ku innych boha­te­rów” oca­la­łych kadrów do tej pory cier­pi na absmak i moral­ne­go kaca.

Film Alek­san­dry Fuda­li nie zdo­był nagród na festi­wa­lach fil­mo­wych. Przez ekra­ny TVP prze­mknął. Widocz­nie był za prawdziwy.

Agen­ci w togach, czy­li Psy 3

Opo­wieść będzie praw­dzi­wa, choć wyda­je się zupeł­nie nie­praw­do­po­dob­na. Nie­praw­do­po­dob­na głów­nie ze wzglę­du na finał.

Nie­daw­no opi­sy­wa­łem przy­pad­ki lustra­cyj­nych wpa­dek sędziów i pro­ku­ra­to­rów” z woje­wódz­twa ślą­skie­go (Agen­ci w togach”). Histo­ria ma dal­szy ciąg, któ­ry obfi­tu­je w cie­ka­we zwro­ty akcji. Jeże­li Wła­dy­sław Pasi­kow­ski kie­dy­kol­wiek zechce nakrę­cić kolej­ny odci­nek Psów, to ma goto­wy scenariusz.

Kil­ka lat temu do jed­nej z pro­ku­ra­tur na połu­dniu Pol­ski listo­nosz przy­niósł prze­sył­kę. Nie był to ano­nim. List miał praw­dzi­we­go nadaw­cę, ale nie to zasko­czy­ło śled­czych. Szok prze­ży­li, kie­dy oka­za­ło się, że zawie­rał szo­ku­ją­ce infor­ma­cje i dowo­dy o pry­wa­ty­za­cji akt” przez esbeków.

Pro­ces nisz­cze­nia doku­men­tów SB roz­po­czął się na prze­ło­mie 1988/1989 roku, trwał z prze­rwa­mi pod­czas roz­mów Okrą­głe­go Sto­łu, był kon­ty­nu­owa­ny po wybo­rach 4 czerw­ca 1989 r., a w ska­li maso­wej roz­po­czął się po sierp­nio­wej nomi­na­cji Mazo­wiec­kie­go na pre­mie­ra. Nie wszyst­ko zniszczono.

Oka­za­ło się, że tecz­ki wybra­nej („per­spek­ty­wicz­nej”) agen­tu­ry w śro­do­wi­sku praw­ni­czym i nauko­wym na Ślą­sku i Pod­be­ski­dziu, zamiast tra­fić do archi­wum UOP (gdzie póź­niej zna­la­zły­by się zapew­ne ze wzglę­du na ran­gę agen­tu­ry w zbio­rze zastrze­żo­nym IPN), wynie­sio­no do pry­wat­nych zbiorów.

Autor­ką listu do pro­ku­ra­tu­ry była żona wyso­kie­go ran­gą funk­cjo­na­riu­sza Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Poin­for­mo­wa­ła śled­czych o tym, iż w regio­nie dzia­ła gru­pa byłych esbe­ków, któ­rzy szan­ta­żu­ją przed­sta­wi­cie­li wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści doku­men­ta­mi sprzed lat. Napi­sa­ła, że tyl­ko jej mąż wyniósł z archi­wum SB kil­ka­dzie­siąt tomów akt agen­tu­ry, któ­rą mia­ły Wydzia­ły: V (prze­mysł) i III (śro­do­wi­ska nauko­we, twór­cze, inteligenckie).

Wyję­te z archi­wum SB tecz­ki, któ­re tra­fi­ły do pry­wat­nych czy­tel­ni” esbe­ków doty­czy­ły nie byle jakiej agen­tu­ry. Były to doku­men­ty – dowo­dy agen­tu­ral­nej prze­szło­ści wie­lu obec­nie pro­mi­nent­nych sędziów, pro­ku­ra­to­rów, nota­riu­szy i adwo­ka­tów woje­wódz­twa ślą­skie­go, i nie tylko.

Pro­ku­ra­to­rzy zain­te­re­so­wa­li się przy­sła­nym listem. Zosta­ło wsz­czę­te postę­po­wa­nie, obję­te klau­zu­lą naj­wyż­szej taj­no­ści. Infor­ma­tor­ka pro­ku­ra­tu­ry zosta­ła prze­słu­cha­na. Poda­ła kon­kret­ne przy­kła­dy, kto i jakie skła­dał pro­po­zy­cje oca­la­łym agen­tom”. Nie­trud­no się domy­ślić, że były z gatun­ku nie do odrzu­ce­nia”, no chy­ba że ktoś z nich nagle chce, aby odna­la­zły się ory­gi­nal­ne akta, świad­czą­ce o jego dela­tor­skiej prze­szło­ści. A w kon­se­kwen­cji na zarzut zło­że­nia nie­praw­dzi­we­go oświad­cze­nia lustra­cyj­ne­go i wystrza­ło­wy koniec praw­ni­czej kariery.

W jed­nym dniu w kil­ku miesz­ka­niach na Ślą­sku i Pod­be­ski­dziu funk­cjo­na­riu­sze ABW prze­pro­wa­dzi­li wie­lo­go­dzin­ne prze­szu­ka­nia w domach esbe­ków, któ­rych nazwi­ska poda­ła kobie­ta. Zna­le­zio­no wie­le doku­men­tów, któ­rych nie powin­no tam być. Zaczę­ły się prze­słu­cha­nia podej­rze­wa­nych o pry­wa­ty­za­cję esbec­kich akt. Wszyst­kie zna­ki na nie­bie i zie­mi wska­zy­wa­ły, że zgod­nie z zasa­da­mi pro­ku­ra­tor­skiej sztu­ki, orga­ni­za­to­rzy pro­ce­de­ru powin­ni mieć posta­wio­ne zarzu­ty. Jed­nak tak się nie stało.

Śledz­two ze Ślą­ska zosta­ło nagle ode­bra­ne i tra­fi­ło do War­sza­wy. Tam utknę­ło na dłu­gie mie­sią­ce. Pro­ku­ra­tor nie śpie­szył się. Zamiast sta­wiać zarzu­ty orga­ni­za­to­rom szan­ta­żu, wezwał autor­kę listu. Pod­czas prze­słu­cha­nia poin­for­mo­wał ją nagle, że mogą jej zostać posta­wio­ne zarzu­ty. Taka dekla­ra­cja pro­ku­ra­to­ra wywo­ła­ła u świad­ka natych­mia­sto­wą amnezję.

Sła­wo­mir Cenc­kie­wicz tak opi­sy­wał pro­ce­der nisz­cze­nia akt, ele­ganc­ko nazy­wa­ny przez pod­wład­nych Cze­sła­wa Kisz­cza­ka, ówcze­sne­go sze­fa MSW bra­ko­wa­niem”:

Pierw­sza fala znisz­czeń nastą­pi­ła wio­sną 1989 r. Jesz­cze pod­czas trwa­nia obrad Okrą­głe­go Sto­łu, 26 mar­ca 1989 r., dyrek­tor Depar­ta­men­tu IV MSW gen. Tade­usz Szczy­gieł poin­for­mo­wał sze­fa SB gen. Hen­ry­ka Dan­kow­skie­go i dyrek­to­ra Biu­ra C” (archi­wum MSW) płk. Kazi­mie­rza Pio­trow­skie­go o znisz­cze­niu tzw. teczek ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej na księ­ży. […]Kolej­ny etap nisz­cze­nia archi­wów zwią­za­ny był z reor­ga­ni­za­cją MSW w sierp­niu 1989 r. Zli­kwi­do­wa­no wów­czas naj­waż­niej­sze pio­ny ope­ra­cyj­ne bez­pie­ki, m.in. depar­ta­men­ty III (dzia­łal­ność anty­ko­mu­ni­stycz­na), IV (wal­ka z Kościo­łem), V (sfe­ra pro­duk­cyj­na) i owia­ne złą sła­wą Biu­ro Stu­diów zaj­mu­ją­ce się eli­tą soli­dar­no­ścio­we­go pod­zie­mia. Przy­kła­do­wo z połą­cze­nia Depar­ta­men­tu IV i Biu­ra Stu­diów powstał póź­niej Depar­ta­ment Stu­diów i Ana­liz. W ten spo­sób skon­cen­tro­wa­no bodaj naj­waż­niej­sze, z punk­tu widze­nia bez­pie­czeń­stwa pro­ce­su trans­for­ma­cji ustro­jo­wej, aktu­al­ne spra­wy ope­ra­cyj­ne i zbio­ry archi­wal­ne doty­czą­ce ludzi Kościo­ła i Soli­dar­no­ści”. Eli­ta byłe­go Depar­ta­men­tu IV i Biu­ra Stu­diów przy­stą­pi­ła wów­czas do akcji nisz­cze­nia akt”.

Dla bez­pie­czeń­stwa swo­ich infor­ma­to­rów nie poda­ję nazwisk oraz kryp­to­ni­mów, pseu­do­ni­mów, sta­no­wisk boha­te­rów tej opowieści.

Agen­ci w togach

Na wymiar spra­wie­dli­wo­ści padł strach, bo kło­po­ty lustra­cyj­ne ma coraz wię­cej sędziów i pro­ku­ra­to­rów. Nie dzi­wi zatem nie­chęć star­sze­go poko­le­nia sędziów do orze­ka­nia w pro­ce­sach, w któ­rych oskar­ży­cie­la­mi są pro­ku­ra­to­rzy IPN.

Lek­tu­ra inter­ne­to­wych stron Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej jest bar­dzo cie­ka­wa. Poja­wia się bowiem coraz wię­cej infor­ma­cji o zakwe­stio­no­wa­niu przez pro­ku­ra­to­rów pio­nu lustra­cyj­ne­go oświad­czeń skła­da­nych przez nie tyl­ko samo­rzą­dow­ców (tych już nikt nawet nie liczy), ale tak­że sędziów, adwo­ka­tów, rad­ców praw­nych i prokuratorów.

archiwum

Zgod­nie z usta­wą tak­że oso­by wyko­nu­ją­ce te zawo­dy zobo­wią­za­ne są do zło­że­nia oświad­czeń lustra­cyj­nych, czy­li wyja­wie­niu ewen­tu­al­nej współ­pra­cy, służ­by czy pra­cy w orga­nach bez­pie­czeń­stwa PRL.

Zapew­ne wie­lu przed­sta­wi­cie­li wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści śpi nie­spo­koj­nie. Cza­sem zda­rza się, że opo­wie­ści i zapew­nie­nia esbe­ków o tym, iż znisz­czy­li tecz­ki pro­wa­dzo­nej agen­tu­ry oka­zu­ją się nieprawdziwe.

Przy­kła­dem niech będzie Śląsk, gdzie oświad­cze­nia lustra­cyj­ne zło­ży­ło oko­ło 1400 sędziów i pro­ku­ra­to­rów oraz pra­wie 2,5 tysią­ca adwo­ka­tów, rad­ców praw­nych i nota­riu­szy. Nie­któ­rzy skrzęt­nie przy­zna­li się do współ­pra­cy (szcze­gól­nie spo­ro byłych agen­tów i funk­cjo­na­riu­szy służb spe­cjal­nych jest wśród rad­ców i adwo­ka­tów). Roz­gryw­ki z prze­szło­ścią są bez­li­to­sne, a pró­by jej unik­nię­cia coraz czę­ściej przy­po­mi­na­ją rosyj­ską ruletkę”.

TW Beata

O tym, że Temi­da nie­ry­chli­wa, ale spra­wie­dli­wa” prze­ko­na­ła się po 40 latach sędzia Elż­bie­ta Sie­radz­ka z Kato­wic. Sie­radz­ka, któ­ra od 4 lat jest w sta­nie spo­czyn­ku, czy­li sędziow­skiej eme­ry­tu­rze, orze­ka­ła w Sądzie Okrę­go­wym w Kato­wi­cach w gło­śnych pro­ce­sach mafii pali­wo­wej, zabój­ców i gwał­ci­cie­li. Pro­ku­ra­tor IPN uznał, że zło­ży­ła nie­praw­dzi­we oświad­cze­nie lustra­cyj­ne i zata­iła swo­je związ­ki ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa. Nie­daw­no sąd w Kra­ko­wie wydał pra­wo­moc­ny wyrok, w któ­rym uznał ją za kłam­cę lustracyjnego.

Sie­radz­ka swo­je pierw­sze oświad­cze­nie lustra­cyj­ne zło­ży­ła w 1998 r. Nie było jesz­cze wów­czas IPN, a spra­wy lustra­cji pod­le­ga­ły Rzecz­ni­ko­wi Inte­re­su Publicz­ne­go. Nie przy­zna­ła się wte­dy, że była taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB. Jej oświad­cze­nie zakwe­stio­no­wał RIP i w 2006 r. zło­żył w ist­nie­ją­cym wte­dy Wydzia­le Lustra­cyj­nym Sądu Ape­la­cyj­ne­go w War­sza­wie wnio­sek o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go w spra­wie sędzi. Oka­za­ło się bowiem, że w archi­wum, któ­re oca­la­ły po byłej bez­pie­ce, Sie­radz­ka w latach 70. ub. wie­ku (była wów­czas stu­dent­ka III roku pra­wa) poja­wia się naj­pierw jako kon­takt ope­ra­cyj­ny Elg”, pozy­ska­ny do roz­pra­co­wa­nia śro­do­wi­ska aka­de­mic­kie­go w Kato­wi­cach. Współ­pra­co­wa­ła naj­pierw z Wydzia­łem IV SB, zaj­mu­ją­cym się zwal­cza­niem kościo­ła kato­lic­kie­go. Potem prze­szła kolej­ne stop­nie wta­jem­ni­cze­nia”. Zosta­ła wyty­po­wa­na jako kan­dy­dat na taj­ne­go współ­pra­cow­ni­ka i dono­si­ła o śro­do­wi­sku dusz­pa­ster­stwa aka­de­mic­kie­go. Wyko­rzy­sta­no je do spra­wy obiek­to­wej Kryp­ta”.

Sie­radz­ka zosta­ła zwer­bo­wa­na jako taj­ny współ­pra­cow­nik pseu­do­nim Beata”. I zgod­nie z regu­ła­mi esbec­kiej sztu­ki na piśmie zobo­wią­za­ła się do zacho­wa­nia w tajem­ni­cy kon­tak­tów z SB. Dosta­ła plan zadań, mia­ła przy­go­to­wy­wać cha­rak­te­ry­sty­ki stu­den­tów i infor­mo­wać o zmia­nach księ­ży pro­wa­dzą­cych dusz­pa­ster­stwo. Beata” dostar­cza­ła SB dono­sy i zosta­wia­ła je na poczcie w skrzyn­ce nr 1182. Tra­fi­ło tam jej pięć odręcz­nie pisa­nych informacji.

Zacho­wa­ła się oce­na pra­cy TW Beata: Powie­rzo­ne zada­nia wyko­nu­je sto­sun­ko­wo dobrze. Infor­ma­cje są krót­kie, lecz tre­ści­we”. Na ich pod­sta­wie wyty­po­wa­no innych stu­den­tów do roz­pra­co­wa­nia. Funk­cjo­na­riusz SB wrę­czył też stu­dent­ce 1000 zł. Ostat­nie spo­tka­nie z esbe­ka­mi było w mar­cu 1978 r. Sie­radz­ka ukoń­czy­ła stu­dia, pod­ję­ła pra­cę, a to ogra­ni­czy­ło jej moż­li­wo­ści dal­szej współ­pra­cy z SB.

Kra­kow­ski sąd nie uwie­rzył lustro­wa­nej, że współ­pra­co­wa­ła, bo jej gro­żo­no śmier­cią, bo w II poło­wie lat 70. nie było nasi­lo­nych repre­sji. Sąd nie uwie­rzył też, że prze­ka­zy­wa­ła tyl­ko ogól­ne infor­ma­cje i że nie wzię­ła żad­nych pieniędzy.

Jakie kon­se­kwen­cje ponie­sie? Utra­ci jedy­nie pra­wo do pobie­ra­nia sędziow­skiej emerytury.

TWIPN

Dotąd za kłam­ców lustra­cyj­nych uzna­no trzech praw­ni­ków ze Ślą­ska. O tym, że naj­ciem­niej jest pod latar­nią łudził się pro­ku­ra­tor Arka­diusz Kwie­ciń­ski, któ­ry pra­co­wał naj­pierw w kato­wic­kiej Pro­ku­ra­to­rze Rejo­no­wej, potem Woje­wódz­kiej, a na koń­cu w IPN. Nim w 2006 roku zapadł wyrok, 47-let­ni Kwie­ciń­ski prze­szedł w stan spoczynku.

Co praw­da nie zacho­wa­ła się w IPN tecz­ka per­so­nal­na Kwie­ciń­skie­go, agen­ta ps. Marek I”, a głów­nym dowo­dem były doko­na­ne przez esbe­ka Cze­sła­wa Sta­no­sza wycią­gi z infor­ma­cji od taj­ne­go współ­pra­cow­ni­ka Marek I”. Zarów­no Sta­nosz, oraz ofi­cer SB – Wło­dzi­mierz Wil­ski potwier­dzi­li pod­czas pro­ce­sów, że Kwie­ciń­ski był pro­wa­dzo­nym przez nich agen­tem. On sam nie krył, że spo­ty­kał się z Wil­skim (któ­ry też był wte­dy stu­den­tem wydzia­łu pra­wa), ale na grun­cie towa­rzy­skim”. Kwie­ciń­ski został pro­ku­ra­to­rem IPN2001 r. Zapew­niał wte­dy ówcze­sne­go pre­ze­sa IPN Leona Kie­re­sa, że nic go nie obcią­ża”. Wnio­sek o zba­da­nie jego oświad­cze­nia lustra­cyj­ne­go skie­ro­wał Rzecz­nik Bogu­sław Nizień­ski w ostat­nim dniu swe­go urzę­do­wa­nia w grud­niu 2004 r. Wte­dy pro­ku­ra­tor odszedł na dłu­gie zwol­nie­nie lekarskie.

Pra­wo­moc­nym wyro­kiem zakoń­czy­ło się w 2011 r. postę­po­wa­nie prze­ciw­ko sędzi Moni­ce Tracz-Smo­czyń­skiej z sądu w Wodzi­sła­wiu Ślą­skim, któ­rą sąd uznał za kłam­cę lustra­cyj­ną. Choć sędzia zaprze­cza­ła swo­jej współ­pra­cy ze SB, to według pro­ku­ra­to­rów IPN zacho­wa­ne mate­ria­ły wska­zu­ją, że w latach 19801982, w trak­cie stu­diów na Wydzia­le Pra­wa Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go w Kato­wi­cach, była ona taj­nym i świa­do­mym współ­pra­cow­ni­kiem SB o pseu­do­ni­mie Nika”. Mia­ła pecha. Zacho­wa­ły się bowiem jej pokwi­to­wa­nia odbio­ru pie­nię­dzy za prze­ka­zy­wa­ne bez­pie­ce informacje.

- Pod­czas pro­ce­su prze­słu­cha­no bie­głe­go i uzy­ska­no jed­no­znacz­ne pod­trzy­ma­nie opi­nii, iż to lustro­wa­na była autor­ką zacho­wa­nych mel­dun­ków dla SB, pod­pi­sy­wa­nych przez nią pseu­do­ni­mem Nika – stwier­dził pro­ku­ra­tor Andrzej Maj­cher, szef Oddzia­ło­we­go Biu­ra Lustra­cyj­ne­go w Katowicach.

Jej zada­nia doty­czy­ły głów­nie inwi­gi­la­cji dzia­łal­no­ści Dusz­pa­ster­stwa Aka­de­mic­kie­go, a rza­dziej prze­ka­zy­wa­nia infor­ma­cji o dzia­łal­no­ści NZS i tzw. Try­bu­ny Stu­denc­kiej. Za swo­ją dzia­łal­ność dela­tor­ską Nika” dosta­wa­ła pie­nią­dze od SB.

Pro­ces auto­lu­stra­cyj­ny miał też dzia­łacz PO, a zara­zem rad­ca praw­ny Kry­stian Szulc z Mysło­wic. Jak wyni­ka z doku­men­tów dostęp­nych w archi­wum IPN, był on taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem o pseu­do­ni­mie Listo­pad”, zare­je­stro­wa­nym przez Sek­cję III Wydzia­łu III KWMO w Kato­wi­cach jesie­nią 1978 r. Zacho­wa­ły się doku­men­ty archi­wal­ne doku­men­tu­ją­ce­go jego współ­pra­cę w posta­ci tecz­ki pra­cy i tecz­ki personalnej.

Kry­stian Szulc, któ­ry do współ­pra­cy z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa w oświad­cze­niu lustra­cyj­nym się przy­znał, doma­gał się uzna­nia przez Sąd, że współ­pra­ca ta zosta­ła wymu­szo­na w 1978 r. poprzez groź­bę utra­ty przez nie­go zdrowia.

W 2012 roku Sąd Ape­la­cyj­ny w Kato­wi­cach utrzy­mał w mocy orze­cze­nie Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach z dnia 13 czerw­ca 2011 r., w któ­rym uzna­no, że rad­ca praw­ny Kry­stian Szulc zgod­nie z praw­dą przy­znał się w oświad­cze­niu lustra­cyj­nym do współ­pra­cy z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa pań­stwa PRL, nato­miast wbrew twier­dze­niom lustro­wa­ne­go jego współ­pra­ca nie była wymu­szo­na poprzez groź­bę utra­ty życia lub zdro­wia w rozu­mie­niu kodek­su karnego”.

TW Maria z prokuratury

Toczy się postę­po­wa­nie lustra­cyj­ne prze­ciw­ko byłej sze­fo­wej kato­wic­kiej pro­ku­ra­tu­ry rejo­no­wej Bar­ba­rze Obcow­skiej (od 2009 r. w sta­nie spo­czyn­ku), któ­ra – jak wyni­ka z doku­men­tów IPN – w od lip­ca 1987 r. do stycz­nia 1990 r. była taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB o pseu­do­ni­mie Maria”. Zosta­ła pozy­ska­na na zasa­dzie dobro­wol­no­ści do spra­wy obiek­to­wej o kryp­to­ni­mie Temi­da”.

Obcow­ska pod­czas prze­słu­cha­nia zaprze­czy­ła współ­pra­cy z SB, choć przy­zna­ła, iż spo­ty­ka­ła się z pro­wa­dzą­cym ją ofi­ce­rem, o któ­rym wie­dzia­ła, że jest funk­cjo­na­riu­szem SB, lecz zna­jo­mość tę uzna­wa­ła za prywatną.

W ubie­głym roku Sąd Naj­wyż­szy utrzy­mał w mocy wyrok uzna­ją­cy Ali­cję Rasu­mus­sen, sędzię ze Szcze­ci­na, za kłam­cę lustra­cyj­ne­go. Sędzia była już w sta­nie spo­czyn­ku, wyrok pozba­wił ją sędziow­skiej eme­ry­tu­ry. W latach 80. była agen­tem bez­pie­ki TW Irys”. Jej pro­ces lustra­cyj­ny trwał pra­wie 10 lat.

Nazwi­ska kłam­ców lustra­cyj­nych za www​.ipn​.gov​.pl

Głos Andrze­ja Roz­pło­chow­skie­go woła­ją­ce­go na puszczy

Smut­ne, że auto­rzy poniż­sze­go listu otwar­te­go w spra­wie pogrze­bu Woj­cie­cha Jaru­zel­skie­go nigdy nie dosta­ną odpo­wie­dzi. Nor­mą poli­tycz­ne­go esta­bli­sh­men­tu jest lek­ce­wa­że­nie i przemilczanie. 

LIST OTWAR­TY DO PRE­ZY­DEN­TA RP

Jako śro­do­wi­sko wete­ra­nów wal­ki o wol­ną Pol­skę, pro­te­stu­je­my prze­ciw­ko zamia­ro­wi pocho­wa­nia kata sta­nu wojen­ne­go, Woj­cie­cha Jaru­zel­skie­go, na Powąz­kach w War­sza­wie i odda­niu jego zwło­kom jakich­kol­wiek hono­rów pań­stwo­wych oraz ogło­sze­niu naro­do­wej żało­by. Albo III RP jest wol­ną Pol­ską, albo jest zmo­dy­fi­ko­wa­ną wer­sją PRL. Zbyt wie­le ofiar zbrod­ni popeł­nio­nych na pol­skiej zie­mi na naj­lep­szych jej cór­kach i synach przez for­ma­cję zdraj­ców na sowiec­kim żoł­dzie w latach 19441989, do dziś bowiem bez hono­ru pogrze­ba­na jest jesz­cze w nie­wia­do­mych miejscach.

Dzię­ki pomo­cy sprze­daj­nych śro­do­wisk w cią­gu ostat­nich lat, Jaru­zel­ski za swo­je czy­ny uciekł osą­do­wi ludz­kie­mu Pola­ków, ale sta­nął oto wobec sądu Boże­go. Za kil­ka dni będzie świę­to­wa­nie 25 lecia wkro­cze­nia na dro­gę wol­no­ści. Jak­że więc naro­do­wy cmen­tarz w wol­nej Pol­sce może być miej­scem spo­czyn­ku rów­nież dla czer­wo­nych zbrod­nia­rzy, podob­nie jak to było w cza­sach komu­ni­stycz­ne­go znie­wo­le­nia? Nie­wie­le dni temu ukrad­kiem pocho­wa­no tam inne­go człon­ka związ­ku prze­stęp­cze­go o cha­rak­te­rze zbroj­nym w sta­nie wojen­nym, Flo­ria­na Siwic­kie­go, a w kolej­ce cze­ka­ją następni.

Obu­rze­nie wyra­ża wie­lu Pola­ków, nawet róż­nią­cych się dotąd w poli­tycz­nym postę­po­wa­niu. Jeże­li nie będzie to usza­no­wa­ne, trze­ba będzie na Powąz­kach utwo­rzyć nową Ale­ję Zasłu­żo­nych dla praw­dzi­wie pol­skich patrio­tów, a ale­ję obec­ną prze­mia­no­wać na Ale­ję Osób Nie­za­słu­żo­nych, grze­biąc w niej jedy­nie zdrajców.

Andrzej Roz­pło­chow­ski
Pre­zes Stowarzyszenia
Poro­zu­mie­nie Kato­wic­kie 1980 
Sto­wa­rzy­sze­nie Na Rzecz Pamięci

Prze­mil­czeć gło­su Roz­pło­chow­skie­go się nie da. Nie tacy pre­zy­den­ci pró­bo­wa­li. Ot, na przy­kład Lech Wałę­sa. Wałę­sa wal­czył ze mną na łamach związ­ku, a nie wal­czył z komu­ni­sta­mi. On jest powo­dem mojej emi­gra­cji” – mówił mi kil­ka lat temu Andrzej Roz­pło­chow­ski, przy­wód­ca straj­ku w Hucie Kato­wi­ce w 1980 r.

Andrzej Rozpłochowski

(Od lewej: Andrzej Roz­pło­chow­ski, Lech Wałę­sa, Kazi­mierz Świ­toń, Marian Jur­czyk w kato­wic­kim Spodku w paź­dzier­ni­ku 1980 r.)

War­to pamiętać

Wkrót­ce rocz­ni­ca 4 czerw­ca 1989 r. Trze­ba przy­po­mi­nać o zapo­mnia­nych boha­te­rach, i dema­sko­wać kon­fa­bu­lan­tów. Poni­żej zdję­cie (mego autor­stwa), wyko­na­ne latem 1981 roku. Trans­pa­rent Wol­ność dla więź­niów poli­tycz­nych” wywie­si­ła na swo­im bal­ko­nie w Super­jed­no­st­ce, olbrzy­mim blo­ku miesz­kal­nym w samym cen­trum Kato­wic, Tere­sa Bara­now­ska. Wku­rzy­ło to SB maksymalnie.

Transparent

W nocy 1213 grud­nia 1981 roku esbe­cja z MO wywa­li­ła drzwi jej miesz­ka­nia, aby ją zatrzy­mać i inter­no­wać. Kobie­ta wiel­kiej uro­dy i kla­sy. Nie odci­na kupo­nów od swo­jej dzia­łal­no­ści, wyje­cha­ła ze Ślą­ska w Biesz­cza­dy. Żyje spo­koj­nie, patrząc na ten poli­tycz­ny bur­del z oddali.

Mój zna­jo­my nie­daw­no powie­dział tak: To tyl­ko ją powin­no nazy­wać się Mat­ką Ślą­skiej Soli­dar­no­ści”. I ma rację.

Tere­sa Bara­now­ska tak wspo­mi­na te czasy:

Jak powsta­ła Soli­dar­ność” to ja weszłam do jej władz w Kato­wi­cach. Byłam człon­kiem Pre­zy­dium Zarzą­du MKZ. Sym­pa­ty­zo­wa­łam wów­czas z KPN. Nie będąc człon­kiem KPN dru­ko­wa­łam mate­ria­ły KPN i pro­pa­go­wa­łam pro­gram nie­pod­le­gło­ścio­wy. Gdzie­kol­wiek jecha­łam to nawią­zy­wa­łam do KPN. Począt­ko­wo sama przyj­mo­wa­łam ludzi do KPN. W ten spo­sób mia­łam na Ślą­sku mnó­stwo ludzi, któ­rzy chcie­li nale­żeć do KPN. Podob­na robo­tę pro­wa­dził Jan Łuż­ny w Tar­now­skich Górach. Na począt­ku roku 1981 skon­tak­to­wał się ze mną w tej sprawie. 

Ja poje­cha­łam wte­dy do Gdań­ska w spra­wach doty­czą­cych oświa­ty i przez Jana Zapol­ni­ka (któ­ry wcze­śniej nale­żał do WZZ i do ROP­CiO) pozna­łam Ninę Milew­ską. I ona przy­ję­ła mnie do KPN. Od tego cza­su byłam już for­mal­nym człon­kiem Kon­fe­de­ra­cji. Spy­ta­łam ja do kogo mam się zgło­sić. A ona wska­za­ła Krzysz­to­fa Gąsio­row­skie­go w Krakowie. 

W paź­dzier­ni­ku lub na począt­ku listo­pa­da 1980 roku skon­tak­to­wa­łam się z Krzysz­to­fem Gąsio­row­skim z Kra­ko­wa, ale on nie wyka­zał żad­nej ini­cja­ty­wy. Uwa­żał, że nale­ży zaprze­stać dzia­łal­no­ści i poin­for­mo­wał mnie, że dzia­łal­ność KPN jest zawie­szo­na. 

Na prze­ło­mie 19801981 roku pozna­łam panią Moczul­ską. W tym cza­sie w War­sza­wie powstał KOWzP i ona mi powie­dzia­ła, że trze­ba takie komi­te­ty zakła­dać oddol­nie. I wcho­dzić do nich. Bo ten war­szaw­ski KOWzP (Kuron, Ste­ins­ber­go­wa i inni) w ogó­le nie dzia­łał. Nic nie robi­li w spra­wie Lesz­ka Moczul­skie­go i innych chło­pa­ków z KPN

Zawią­za­li­śmy więc taki KOWzP na Ślą­sku. Wyda­wa­li­śmy pismo Wol­ność”. Dzia­ła­li­śmy bar­dzo aktyw­nie. W nie­któ­rych zakła­dach pra­cy były gazet­ki ścien­ne, na któ­rych przed­sta­wia­no syl­wet­ki przy­wód­ców KPN. Pierw­szy numer Wol­no­ści” wyda­li­śmy pod pseudonimami,gdyż nie wie­dzie­li­śmy jaka będzie reak­cja śro­do­wi­ska. Dru­ko­wa­li­śmy w nocy na maszy­nach MKZ-tu. Andrzej Roz­pło­chow­ski przy­chyl­nie przy­jął Wol­ność” i powsta­nie KOWzP. On i inni człon­ko­wie Zarzą­du przy­stą­pi­li do nas. 

1981 roku powstał w ramach KPN Obszar V (Opo­le, Kato­wi­ce, Czę­sto­cho­wa). Wcze­śniej Śląsk pod­le­gał pod Kra­ków. Ja zosta­łam sze­fo­wą tego Obsza­ru. 

1981 r od wcze­snej wio­sny Krzysz­tof Gąsio­row­ski bywał u nas regu­lar­nie – śred­nio dwa razy w mie­sią­cu. Były to raczej jed­no­dnio­we przy­jaz­dy – nie sły­sza­łam, aby u kogoś spał. Co robił ? Głów­nie dobre wra­że­nie. Ze zdzi­wie­niem się dowie­dzia­łam, że on w Kra­ko­wie się nie uak­tyw­nia. U nas na Ślą­sku miał posłuch u moich kole­gów z KPN

W kwiet­niu albo w maju 1981 roku przy­szli do mnie Kściu­czek i Bal wraz z Kacza­no­wem i powie­dzie­li, że zakła­da­ją zwią­zek zawo­do­wy Piast” i nama­wia­li mnie, abym do nich się przy­łą­czy­ła. Ja odmó­wi­łam. Powie­dzia­łam im, że jest Soli­dar­ność” i nie ma sen­su zakła­dać inne­go związ­ku. Podej­rze­wam, że to była robo­ta ubec­ka. Kacza­now potem jesz­cze wie­lo­krot­nie mnie nacho­dził. 

W tym cza­sie Adam Słom­ka miał 16 lat, był uczniem liceum i zaj­mo­wał się kol­por­ta­żem bibu­ły KPN i KOWzP. Przy­cho­dził do mnie po pismo Wol­ność”. 

Ja zauwa­ży­łam, że mło­dzi pra­cow­ni­cy MKZ, zwią­za­ni z kol­por­ta­żem pisma Wol­ność”, trwo­nią pie­nią­dze. Chcia­łam ich roz­li­czać z tych pie­nię­dzy. I zro­bi­ła się z tego nagon­ka na mnie. 

W maju 1981 roku przy­je­chał do Kato­wic Leszek Moczul­ski, któ­ry aku­rat był na wol­no­ści. Mia­no­wał nowe­go sze­fa (Heń­ka Strzód­kę) a ja zosta­łam jego zastęp­cą. Na kil­ka mie­się­cy prze­sta­łam wów­czas wyda­wać Wol­ność”. 

Potem nie mogłam połą­czyć mojej dzia­łal­no­ści w Soli­dar­no­ści”, KPN i w KOWzP. Dla­te­go latem 1981 roku zre­zy­gno­wa­łam z sze­fo­wa­nia KOWzP. Zastą­pił mnie Józef Zaj­kow­ski też z KPN, z Mysło­wic. Na ogól­no­pol­skim zjeź­dzie KOWzP w Rado­miu został sze­fem ogól­no­pol­skie­go KOWzP. KOWzP to była struk­tu­ra, któ­ra powsta­wa­ła oddol­nie i była zdo­mi­no­wa­na przez KPN

Jesie­nią 1981 r. zosta­łam człon­kiem Cen­tral­ne­go Kie­row­nic­twa Akcji Bie­żą­cej KPN i rzecz­ni­kiem pra­so­wym KPN. Wyda­łam w wydaw­nic­twie Nova Press arty­kuł, prze­tłu­ma­czo­ny na język angiel­ski, na temat pro­ce­su przy­wód­ców KPN. Wydaw­nic­two zawie­ra­ło arty­ku­ły wie­lu wybit­nych opo­zy­cjo­ni­stów i zosta­ło roz­kol­por­to­wa­ne na zjeź­dzie Soli­dar­no­ści” w Gdań­sku, przede wszyst­kim dla zachod­nich dzien­ni­ka­rzy. 

W dniu 13 grud­nia 1981 roku zosta­łam inter­no­wa­na. Zwol­nio­no mnie w lip­cu 1982 roku. W tym cza­sie Adam Słom­ka usa­mo­dziel­nił się na Ślą­sku. Zało­żył orga­ni­za­cję mło­dzie­żo­wą. Ich ducho­wym patro­nem był – jak się zda­je – Joachim Bar­tosz (jak się dziś oka­za­ło TW Janek”). Jak wró­ci­łam ze inter­no­wa­nia to usi­ło­wa­łam pod­jąć dzia­łal­ność w ramach KPN. Na Ślą­sku nie mogłam już dzia­łać, gdyż Słom­ka uzur­po­wał sobie pra­wo do bycia wodzem. 

Dla­te­go w 1983 roku poje­cha­łam w Biesz­cza­dy odpo­cząć i wyci­szyć się. Tu spo­tka­łam się kil­ka razy z Krzysz­to­fem Gąsio­row­skim. W cza­sie jed­ne­go z takich spo­tkań on opo­wia­dał o tym, że SB pod­pa­li­ła mu miesz­ka­nie. Latem 1983 Krzysz­tof Gąsio­row­ski przy­je­chał do mnie w Biesz­cza­dy i pora­dził mi się ujaw­nić. Powie­dział, że sam to już zro­bił i że ja też mam to zro­bić. Podał mi nazwi­sko pro­ku­ra­to­ra w Kra­ko­wie, do któ­re­go mia­łam się zgło­sić. Odmó­wi­łam mu. Zro­bi­łam mu strasz­ną awan­tu­rę. Powie­dzia­łam – Jeże­li na mnie donio­słeś, to trud­no. Ale ja sama się nie ujaw­nię.” 

1984 roku po wyj­ściu z wię­zie­nia przy­je­chał do mnie Romek Sze­re­mie­tiew i namó­wił mnie do przej­ścia do PPN. I tak skoń­czy­ła się moja dzia­łal­ność w KPN. Od stycz­nia 1985 roku zosta­łam człon­kiem PPN

Bar­dzo się zdzi­wi­łam, kie­dy kil­ka lat temu przy­je­cha­li do mnie Rysiek Bocian z Krzyś­kiem Gąsio­row­skim i nama­wia­li mnie, abym przy­stą­pi­ła do ZKPN. Odmówiłam. 

Głos radia wpływu

Więk­szość arty­ku­łów na pol­sko­ję­zycz­nej stro­nie Radia Głos Rosji może nas dener­wo­wać. I słusz­nie. Jesz­cze bar­dziej to, że pol­skie argu­men­ty nie prze­bi­ja­ją się do opi­nii publicz­nej w Rosji.

Na stro­nie www​.polish​.ruvr​.ru znaj­du­je się infor­ma­cja o radiu, któ­re jesz­cze w latach 20. ub. wie­ku powsta­ło, aby sze­rzyć za gra­ni­cą sowiec­ką pro­pa­gan­dę: Głos Rosji” to pań­stwo­wa spół­ka mul­ti­me­dial­na, nada­ją­ca na zagra­ni­cę od 29 paź­dzier­ni­ka 1929 roku. Jest naj­star­szą sta­cją radio­wą w Rosji. Już od 80 lat kształ­tu­je wize­ru­nek nasze­go kra­ju na całym świe­cie. Misją radia jest przy­bli­że­nie spo­łecz­no­ści świa­to­wej życia Rosji, jej podej­ścia do wyda­rzeń na świe­cie, a tak­że umoc­nie­nie pozy­tyw­ne­go wize­run­ku Rosji na świe­cie, pod­trzy­ma­nie aktyw­ne­go dia­lo­gu z roda­ka­mi za gra­ni­cą, pro­mo­wa­nie kul­tu­ry i języ­ka rosyj­skie­go. […] Nasze hasło brzmi: Roz­ma­wia­my z całym światem””.

W latach 90. Moskwa” w nazwie sta­cji ustą­pi­ła miej­sca Rosji, ale pro­fil radia, jak widać, zmie­nił się nieznacznie.

Nie­daw­no Głos Rosji wspiął się na wyży­ny anty­pol­skiej pro­pa­gan­dy, co zauwa­ży­ła nawet Gaze­ta Wybor­cza. Opu­bli­ko­wał bowiem sfa­bry­ko­wa­ną infor­ma­cję, któ­rej nikt w Pol­sce nie potrak­to­wał­by poważ­nie. Pew­nie dla­te­go tek­stu Żyją­cy na Ukra­inie Pola­cy żąda­ją auto­no­mii” nie ma na pol­skiej stro­nie roz­gło­śni. Ale arty­kuł moż­na prze­czy­tać na stro­nie angielskojęzycznej.

Za Gaze­tą Wybor­czą: Dzien­ni­kar­ka Kse­nia Mel­ni­ko­wa prze­ko­nu­je, że Pola­cy, któ­rzy żyją na tere­nie obwo­du żyto­mier­skie­go na pół­no­cy Ukra­iny, doma­ga­ją się refe­ren­dum, auto­no­mii regio­nu i sze­ro­kich samo­rzą­do­wych upraw­nień. Para­dok­sal­nie wła­śnie tego żąda­ją pro­ro­syj­scy sepa­ra­ty­ści na wscho­dzie kra­ju. Rosyj­ska dzien­ni­kar­ka jako dowód na pol­ski sepa­ra­tyzm przy­ta­cza wypo­wie­dzi ano­ni­mo­wych przed­sta­wi­cie­li pol­skiej mniej­szo­ści. W cią­gu ostat­nich dekad prze­ży­wa­ją trud­ne cza­sy z powo­du dys­kry­mi­na­cji ze stro­ny władz ukra­iń­skich” – przekonuje.

Pol­skie wła­dze popie­ra­ją pomysł, aby przy­łą­czyć region do Pol­ski. W cią­gu ostat­nich lat hoj­nie roz­da­wa­ły pol­skie pasz­por­ty na tery­to­rium Ukra­iny. Przy apro­ba­cie War­sza­wy Pola­cy na Ukra­inie zaczę­li się doma­gać od władz w Kijo­wie przy­wró­ce­nia nada­ją­cej po pol­sku tele­wi­zji, zgo­dy na nazy­wa­nie po pol­sku ulic w obwo­dzie żyto­mier­skim, a tak­że otwie­ra­nia szkół i przed­szko­li z języ­kiem pol­skim” – pisze Kse­nia Mel­ni­ko­wa. :W War­sza­wie wyda­wa­ne są już mapy, któ­re poka­zu­ją czę­ści Ukra­iny jako pol­skie”doda­je.

[Cały tekst]

Spro­sto­wa­nia tych bzdur nie zauważyłem.

Kore­spon­den­tem Radia Głos Rosji w Pol­sce jest Leonid Sigan. Doświad­czo­ny dzien­ni­karz z kil­ku­dzie­się­cio­let­nim sta­żem – zaczy­nał jako spi­ker two­rzo­nej sta­cji radio­wej Związ­ku Pol­skich Patrio­tów w Moskwie.

Potra­fi użyć argu­men­tów i prze­ko­nać do roz­mo­wy. Tak jak np. księ­dza Tade­usza Isa­ko­wi­cza-Zale­skie­go o wysta­wie Maj­dan” w Kato­wi­cach. Jej współ­or­ga­ni­za­to­ra­mi był Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej i wła­dze mia­sta. Na pla­ka­cie pro­mu­ją­cym wysta­wę wid­nia­ła czer­wo­no-czar­na fla­ga nacjo­na­li­stów UPA. Zna­lazł się też por­tret Jewhe­na Kono­wal­ca, zwo­len­ni­ka kola­bo­ra­cji z Hitle­rem. Obu­rzy­ło to księdza.

Wywiad Siga­na był zaty­tu­ło­wa­ny Apo­lo­ge­ci ban­de­row­ców z Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej”. Obu­rze­nie księ­dza na orga­ni­za­to­rów wysta­wy zosta­ło wyko­rzy­sta­ne do ata­ku na IPN, co moż­na wywnio­sko­wać z zada­wa­nych przez Siga­na pytań:

Ksiądz wysto­so­wał list otwar­ty do orga­ni­za­to­rów, w któ­rym stwier­dza, że Trze­cia Rzecz­po­spo­li­ta ze wzglę­du na tak zwa­ną popraw­ność poli­tycz­ną nie prze­ja­wia zbyt­niej tro­ski o sze­rze­nie wia­do­mo­ści o ludo­bój­stwie upo­wców na Pola­kach w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej. Czy wła­dze, a nawet opo­zy­cyj­ne par­tie nie są zain­te­re­so­wa­ne w sze­rze­niu prawdy?”, 

Co Ksiądz myśli – czy to zwy­kła igno­ran­cja, czy też świa­do­ma dekla­ra­cja polityczna?”

Podob­nie jak wywia­dy i dobór roz­mów­ców L. Siga­na cie­ka­wy jest dział stro­ny inter­ne­to­wej Gło­su Rosji – Punkt widze­nia”. Znaj­du­ją się w nim prze­dru­ki arty­ku­łów z pol­skiej pra­sy i felie­to­ny pol­skich dzien­ni­ka­rzy. – Rosja­nie nie są ama­to­ra­mi, i dosko­na­le wie­dzą jak wpły­wać na opi­nię publicz­ną. Dywer­sja psy­cho­lo­gicz­na, agen­tu­ra wpły­wu – to zna­ne środ­ki z wachla­rza moż­li­wo­ści służb spe­cjal­nych – mówi eme­ry­to­wa­ny ofi­cer SKW.

Eks­po­no­wa­ny jest arty­kuł W klesz­czach IPN” Pio­tra Dybi­cza („Pierw­szy zastęp­ca redak­to­ra naczel­ne­go”) lewi­co­we­go Prze­glą­du”. Arty­kuł dłu­gi, i w dwóch czę­ściach. Myśl prze­wod­nia arty­ku­łu Dybi­cza łatwa do roz­szy­fro­wa­nia – Ten wstręt­ny IPN i paskud­na lustracja”:

IPN został powo­ła­ny do życia w 1999 r. Przez 15 lat z publicz­nej kasy dostał ponad 2 mld zł. Pora na doko­na­nie bilan­su tej insty­tu­cji, któ­ra już u zara­nia budzi­ła zdzi­wie­nie. Oto bowiem funk­cję z zało­że­nia archi­wal­no-badaw­czą połą­czo­no z funk­cją pro­ku­ra­tor­ską. Z tą ostat­nią funk­cją wią­że się lustra­cja.” Itp., itd.

Publi­cyst­ką Gło­su Rosji jest Agniesz­ka Wołk-Łaniew­ska, dzien­ni­kar­ka NIE, któ­ra tak jest rekla­mo­wa­na na stro­nie tygo­dni­ka: Kocham swo­ją pra­cę, swo­je nało­gi i cudzych mężów. Nie wie­rzę w bozię, horo­skop i zamach smo­leń­ski. Wie­rzę w przy­ja­ciół i socja­lizm. Uro­dzi­łam się w War­sza­wie, a umrę w Sopo­cie, z prze­pi­cia w sędzi­wej sta­ro­ści.” Z Dybi­czem łączy ją awer­sja do PiS.

Jed­nak­że w odróż­nie­niu od Dybi­cza, Wołk-Łaniew­ska jest inte­li­gent­ną dzien­ni­kar­ką, a uży­wa­ne argu­men­ty są pre­cy­zyj­ne, dobrze wybra­ne i prze­ma­wia­ją­ce do czy­tel­ni­ków Gło­su Rosji. O ile więk­szość Zacho­du pod­cho­dzi do sytu­acji na Ukra­inie w spo­sób w mia­rę roz­sąd­ny, ważąc racje obu stron i wła­sne inte­re­sy, co odbi­ja się też w prze­ka­zie zachod­nich mediów – pol­scy dzien­ni­ka­rze wyru­szy­li na zbio­ro­wą woj­nę z Rosją i ich prze­kaz jest nie mniej jed­no­stron­ny, nie­obiek­tyw­ny i zide­olo­gi­zo­wa­ny, niż sowiec­ka pro­pa­gan­da”, któ­rą krytykują.

W spo­sób nie­zwy­kle dobit­ny widać to było w donie­sie­niach na temat maso­we­go mor­du, któ­re­go obroń­cy jed­no­ści Ukra­iny – czy­taj faszy­ści z Pra­we­go Sek­to­ra przy współ­pra­cy ukra­iń­skich kibo­li – dopu­ści­li się 2 maja w Ode­ssie. Ukra­iń­scy patrio­ci pod­pa­li­li tam mia­stecz­ko namio­to­we prze­ciw­ni­ków Maj­da­nu na Kuli­ko­wym Polu, zagna­li jego uczest­ni­ków do budyn­ku związ­ków zawo­do­wych, po czym pod­pa­li­li sam budy­nek. Pol­skie media dono­si­ły o tym w kate­go­riach dosko­na­le bez­oso­bo­wych: doszło do zamie­szek”, nastą­pi­ła kon­fron­ta­cja”, budy­nek został pod­pa­lo­ny”. Rosyj­skie z kolei porów­ny­wa­ły tra­ge­dię w Ode­ssie do Oświę­ci­mia. To oczy­wi­ście prze­sa­da. Jest jed­nak w pol­skiej histo­rii ana­lo­gia nader sto­sow­na – a mia­no­wi­cie Jedwab­ne. Choć­by z tego powo­du powin­ni­śmy być bar­dzo ostroż­ni, szu­ka­jąc uspra­wie­dli­wień dla wście­kłe­go tłu­mu, któ­ry pod­pa­la budyn­ki peł­ne ludzi, w któ­rych widzi obcych”. [polish​.ruvr​.ru/​2014​_​05​_​09​/​P​o​l​s​k​a​-​m​a​l​a​-​w​o​j​e​n​k​a​-​5138]

Zna­ko­mi­cie w linię sowiec­kiej pro­pa­gan­dy wpa­so­wu­je się nie­ja­ki Cyprian Dar­czew­ski, rekla­mo­wa­ny jako pol­ski publi­cy­sta”. Nie­trud­no odkryć, kogo lubi, a kogo nie.

Wód­ka mszal­na – smo­leń­ska” sprzed roku: Nie­na­wi­dzę spe­ku­la­cji na temat kata­stro­fy pod Smo­leń­skiem. Wcią­ga­nie w nią jest dowo­dem na schi­zo­fre­nię pro­wo­dy­rów. Bez­dusz­nych, cynicz­nych, ego­istycz­nych i pod­łych jed­no­stek, har­cu­ją­cych na gro­bach ofiar w nadziei na korzy­ści poli­tycz­ne. I co mia­ły­by im dać wygra­ne wybo­ry? – łagry dla poli­ty­ków PO, szu­bie­ni­ce dla tych z SLD i publicz­ne uka­mie­nio­wa­nia tych z Ruchu Pali­ko­ta?[…] A har­ce na gro­bach i uczu­ciach bli­skich ofiar kata­stro­fy? Hm, poli­ty­ka nie uzna­je sen­ty­men­tów. Nie ma uczuć, nie ma skru­pu­łów tam gdzie jest cel: budo­wa ide­al­nej har­mo­nii spo­łecz­nej”. Czas na emi­gra­cję? Na pew­no war­to pomy­śleć już o baga­żu. Oczy­wi­ście, jeśli pozwo­lą zabrać bagaż”.

Rok temu („Gdzie grze­bać Chiń­czy­ków?”): Nie dzi­wi usta­bi­li­zo­wa­ne i rela­tyw­nie wyso­kie popar­cie dekla­ro­wa­ne dla Soju­szu Lewi­cy Demo­kra­tycz­nej (SLD). Roz­waż­na i spo­koj­na posta­wa lide­rów, aktyw­ność w tere­nie, sta­ła pra­ca nad pro­gra­mem i wywa­żo­ne reak­cje na bie­żą­ce wyda­rze­nia przy­no­szą efekt. Noto­wa­nia tej par­tii są już dwu­krot­nie wyż­sze od wyni­ku wybor­cze­go osią­gnię­te­go w ostat­nich wybo­rach par­la­men­tar­nych. Nie dzi­wią sła­be noto­wa­nia Ruchu Pali­ko­ta (RP). Przy­pad­ko­we śro­do­wi­sko, od – do nie­daw­na – kle­ry­ka­ła Janu­sza Pali­ko­ta (wydaw­cy kle­ry­kal­ne­go tygo­dni­ka OZON”) do skraj­ne­go anty­kle­ry­ka­ła Roma­na Kotliń­skie­go (aktu­al­ne­go wydaw­cę anty­kle­ry­kal­ne­go tygo­dni­ka FAK­TYMITY”)”. 

Dar­czew­ski w swo­im ostat­nim arty­ku­le To ja, ruski agent” wyka­zał się pro­fe­tycz­ny­mi zdolnościami:

Strach w Pol­sce pisać o Rosji i Ukra­inie. Jeśli pisa­nie jest rezul­ta­tem myśle­nia – co wca­le nie jest oczy­wi­ste (moż­na prze­cież pisać bez uży­wa­nia mózgu), łatwo zostać zdraj­cą, albo cho­ciaż rosyj­skim agen­tem wpływu”. […]

Bycie ruskim szpie­giem prze­sta­ło mi prze­szka­dzać. Wku­rza mnie tyl­ko tro­chę jedze­nie pie­ro­gów z ziem­nia­ka­mi i serem (zwa­nych w Pol­sce ruski­mi”), bo ich po pro­stu nie lubię. W Pol­sce każ­dy jest sowie­to­lo­giem. Każ­dy o Rosji wie wszystko.”

Czer­wo­ne maki

Czy widzisz te gru­zy na szczycie?
Tam wróg twój się ukrył jak szczur.
Musi­cie, musi­cie, musicie
Za kark wziąć i strą­cić go z chmur.
I poszli sza­le­ni zażarci,
I poszli zabi­jać i mścić,
I poszli jak zawsze uparci,
Jak zawsze za honor się bić.

Czer­wo­ne maki na Mon­te Cassino
Zamiast rosy piły pol­ską krew.
Po tych makach szedł żoł­nierz i ginął,
Lecz od śmier­ci sil­niej­szy był gniew.
Przej­dą lata i wie­ki przeminą.
Pozo­sta­ną śla­dy daw­nych dni
I tyl­ko maki na Mon­te Cassino
Czer­wień­sze będą, bo z pol­skiej wzro­sną krwi.

Runę­li przez ogień stra­ceń­cy,
nie­je­den z nich dostał i padł,
jak ci z Somo­sier­ry szaleńcy,
Jak ci spod Racła­wic sprzed lat.
Runę­li impe­tem szalonym,
I doszli . I udał się szturm.
I sztan­dar swój bia­ło czerwony
Zatknę­li na gru­zach wśród chmur,

Czer­wo­ne maki…

Czy widzisz ten rząd bia­łych krzyży?
Tam Polak z hono­rem brał ślub.
Idź naprzód, im dalej im wyżej,
Tym wię­cej ich znaj­dziesz u stóp.
Ta zie­mia do Pol­ski należy,
Choć Pol­ska dale­ko jest stąd,
Bo wol­ność krzy­ża­mi się mierzy,
Histo­ria ten jeden ma błąd.

Czer­wo­ne maki…

  • Autor: Feliks Konar­ski
  • Rok powsta­nia: 1944
  • Kom­po­zy­tor: Alfred Schütz Al Suito
  • Wyko­na­nie ory­gi­nal­ne: Gwi­don Borucki
  • Inne wyko­na­nia: Adam Aston