Uza­sad­nie­nie umorzenia

Na stro­nach IPN został udo­stęp­nio­ny cie­ka­wy doku­ment – uza­sad­nie­nie umo­rze­nia śledz­twa w spra­wie udzia­łu komu­ni­stycz­nych służb spe­cjal­nych w zama­chu na papie­ża Jana Paw­ła II.

Uza­sad­nie­nie moż­na też ścią­gnąć stąd:

JP II umorzenie_int

Na zdro­wie, czy­li pat Arłukowicza

Sytu­acja w resor­cie zdro­wia, któ­rym kie­ru­je” mini­ster Bar­tosz Arłu­ko­wicz cią­gle zagra­ża zdro­wiu naj­cię­żej chorych.

Dwa mie­sią­ce temu Donald Tusk wraz z mini­strem zdro­wia Bar­to­szem Arłu­ko­wi­czem zapre­zen­to­wa­li plan skró­ce­nia kole­jek w służ­bie zdro­wia. Miał być prze­łom, ale na razie pacjen­ci tego nie odczu­wa­ją. A naj­cię­żej cho­rzy mogą rewo­lu­cji w służ­bie zdro­wia nie prze­żyć lub dożyć.

Zbu­do­wa­li­śmy sys­tem, w któ­rym pacjent będzie w cen­trum uwa­gi. Pierw­szy pakiet roz­wią­zań doty­czy onko­lo­gii Wszy­scy rozu­mie­my, jak waż­ne jest zro­bie­nie osob­ne­go pro­jek­tu dla wal­czą­cych z cho­ro­bą nowo­two­ro­wą. Pod­ję­li­śmy decy­zję, że zno­si­my limi­ty w onko­lo­gii” – twier­dził wte­dy Arłukowicz.

fymz

Mini­ster nie panu­je nie tyl­ko nad kolej­ka­mi, ale też nad dzia­łal­no­ścią swo­ich agend. Kil­ka mie­się­cy temu opi­sy­wa­łem kon­kurs na Dobór Nie­spo­krew­nio­nych Daw­ców Szpi­ku na rok 2014. Staw­ką kon­kur­su jest przy­zna­nie pie­nię­dzy na zna­le­zie­nie daw­cy szpi­ku, któ­ry mógł­by ura­to­wać życie cho­re­go na białaczkę.

Człon­ko­wie komi­sji kon­kur­so­wej reko­men­do­wa­li Dyrek­to­ro­wi Cen­trum Orga­ni­za­cyj­no-Koor­dy­na­cyj­ne­go do Spraw Trans­plan­ta­cji Poltran­splant zawar­cie umów z pię­cio­ma pod­mio­ta­mi – w tym rów­nież z Fun­da­cja na Rzecz Cho­rych z Cho­ro­ba­mi Krwi na reali­za­cję świad­czeń zdro­wot­nych w 2014 r.

Owe pod­mio­ty mia­ły poszu­ki­wać daw­cy szpi­ku dla cho­re­go na bia­łacz­kę. Fun­da­cja dosta­ła zgo­dę (i zapew­nio­ne 400 tys. zło­tych) na wyko­na­nie 20 pro­ce­dur zna­le­zie­nia nie­spo­krew­nio­nych daw­ców szpi­ku dla cho­rych na nowo­two­ry krwi. Wszyst­ko faj­nie, tyl­ko że ta fun­da­cja nie mia­ła labo­ra­to­rium w miej­scu, któ­re dekla­ro­wa­ła w doku­men­tach zło­żo­nych do kon­kur­su – czy­li przy ul. Mar­szał­kow­skiej 35 w Warszawie.

Po ujaw­nie­niu tej spra­wy przez por­tal wpo​li​ty​ce​.pl obu­dzi­ło się Mini­ster­stwo Zdro­wia i jego kon­tro­le­rzy posta­no­wi­li spraw­dzić ist­nie­nie labo­ra­to­rium. W rapor­cie z kon­tro­li stwier­dzo­no, iż pod wska­za­nym adre­sem nie funk­cjo­nu­je żad­ne labo­ra­to­rium, nie tyl­ko Fun­da­cji na Rzecz Cho­rych z Cho­ro­ba­mi Krwi.

Pro­fe­sor Roman Danie­le­wicz, szef Poltran­splan­tu przy­zna­jąc Fun­da­cji pro­ce­du­ry w ostat­nim dniu stycz­nia br. stwier­dził, iż wszyst­ko jest w jak naj­lep­szym porząd­ku. Sta­no­wi­sko w tej spra­wie pod­parł pro­to­ko­łem kon­tro­li w tym labo­ra­to­rium, któ­ra prze­pro­wa­dzi­ło dwa tygo­dnie przed ogło­sze­niem kon­kur­su Kra­jo­we Cen­trum Ban­ko­wa­nia Tka­nek i Komó­rek. Kra­jo­we Cen­trum Ban­ko­wa­nia Tka­nek i Komó­rek oświad­czy­ło, że uzy­ska­ło od Fun­da­cji infor­ma­cję, iż na dzień 29 stycz­nia 2014 roku labo­ra­to­rium znaj­du­je się i dzia­ła w sie­dzi­bie przy ul. Mar­szał­kow­skiej 35 w War­sza­wie”. To, jak wie­my, jest kłam­stwem. Kto zatem poświad­czył nie­praw­dę, sko­ro udo­wod­ni­li to kon­tro­le­rzy z ministerstwa?

I co robi Poltran­splant? Infor­mu­je nad­zo­ru­ją­cy go resort m. in. o zawie­sze­niu umo­wy w spra­wie poszu­ki­wa­nia i dobo­ru nie­spo­krew­nio­nych daw­ców szpi­ku w 2014 r. zawar­tej przez Po/​transplant z Fun­da­cją do cza­su przed­sta­wie­nia przez Fun­da­cję aktu­al­ne­go pozwo­le­nia Mini­stra Zdro­wia na testo­wa­nie komó­rek, tka­nek i narzą­dów” oraz zapew­nia, że pro­ce­du­ry dobo­ru reali­zo­wa­ne przez Fun­da­cję na Rzecz Cho­rych z Cho­ro­ba­mi Krwi prze­kie­ro­wa­ne zosta­ły do inne­go podmiotu”.

Dla­cze­go tych 400 tysię­cy zło­tych nie podzie­lo­no pomię­dzy czte­ry pozo­sta­łe pod­mio­ty, star­tu­ją­ce w kon­kur­sie? Dla­cze­go Poltran­splant posta­no­wił prze­ka­zać publicz­ne pie­nią­dze bez jakie­go­kol­wiek kon­kur­su? I komu?

Słod­ki sen ministra

Mini­ster Arłu­ko­wicz wciąż poty­ka się o doł­ki, kopa­ne pod nim przez sze­fo­stwo Poltran­splan­tu, lob­by pro­fe­sor­skie i farmaceutyczne.

Jego słod­ką tajem­ni­cą jest, dla­cze­go pacjen­ci cze­ka­ją w dłu­gich kolej­kach do leka­rza spe­cja­li­sty. Według Bar­to­sza Arłu­ko­wi­cza leka­rze rodzin­ni mie­li zle­cać dodat­ko­we, spe­cja­li­stycz­ne bada­nia, tak aby szyb­ciej dia­gno­zo­wać cho­rych na raka. Mają być rów­nież bar­dziej zmo­ty­wo­wa­ni i muszą poświę­cać pacjen­tom wię­cej cza­su. Jed­nak szef resor­tu do tej pory nic nie zro­bił poza tym, że poka­zał się na kon­fe­ren­cji pra­so­wej i ogło­sił zmiany.

Chwa­leb­ne, ale nadal służ­ba zdro­wia, w któ­rej ostat­nie sło­wo nale­ży nie do leka­rza, ale do urzęd­ni­ka NFZ, peł­na jest absur­dów. Przy­kład: za kil­ku­dnio­wą hospi­ta­li­za­cję tzw. dia­gno­stycz­ną NFZ pła­ci tyle, co za pobyt 30-dnio­wy w szpi­ta­lu. Te same pro­ce­du­ry dia­gno­stycz­ne reali­zo­wa­ne w szpi­ta­lu bywa­ją nawet dwu­dzie­sto­krot­nie droż­sze, niż gdy­by je prze­pro­wa­dzić w warun­kach ambu­la­to­ryj­nych. Rezul­tat? Pacjen­ci czę­ściej tra­fia­ją na kil­ka dni” do szpi­ta­la, któ­ry dobrze na nich zarabia

Dobry wzrok bez limitu

Na począt­ku tego roku NFZ zapo­wie­dział obni­że­nie wyce­ny dla świad­cze­nio­daw­ców za ope­ra­cję usu­nię­cia zaćmy tak, by w ramach tych samych środ­ków finan­so­wych moż­na było wyko­nać wię­cej ope­ra­cji. Zabieg, któ­ry wcze­śniej był wyce­nia­ny na 2860 zło­tych, od stycz­nia kosz­tu­je o 500 zł mniej. Nie prze­ło­ży­ło to się jed­nak na skró­ce­nie kole­jek. Lekarz oku­li­ści twier­dzą, że NFZ wpro­wa­dził limi­ty (finan­so­we) ope­ra­cji usu­wa­nia zaćmy. Dopro­wa­dzi­ło to do sytu­acji, że moż­li­wo­ści więk­szo­ści oddzia­łów oku­li­stycz­nych są wyko­rzy­sty­wa­ne jest w 50 pro­cen­tach. Dla­te­go np. cho­rzy ze Ślą­ska chęt­nie usu­wa­ją zaćmę w cze­skich kli­ni­kach. Do Cze­skie­go Cie­szy­na to jedy­nie kil­ka­dzie­siąt kilometrów.

O dwa tygo­dnie wydłu­żył się czas ocze­ki­wa­nia w kolej­ce na lecze­nie u gine­ko­lo­ga onko­lo­ga – teraz trze­ba już cze­kać ponad mie­siąc. Dłu­żej o pół­to­ra mie­sią­ca cze­ka­ją cho­rzy na wizy­tę u hema­to­on­ko­lo­ga, czas ocze­ki­wa­nia wyno­si oko­ło 2 i pół miesiąca.

Krzysz­tof Bąk, rzecz­nik resor­tu zdro­wia, na pyta­nie kie­dy w spra­wie pakie­tów kolej­ko­wych coś się ruszy, odpo­wia­dał, że Pro­jek­ty aktów wpro­wa­dza­ją­cych zmia­ny zosta­ły już prze­ka­za­ne do kon­sul­ta­cji spo­łecz­nych 7 kwiet­nia. Dalej tyl­ko obra­dy Komi­te­tu Sta­łe­go Rady Mini­strów, potem obra­dy Rady Mini­strów, a następ­nie doku­men­ty tra­fią do Sej­mu. Zapi­sy legi­sla­cyj­ne wej­dą w życie na począt­ku 2015 r.” 

Pocze­ka­my, ale czy dożyjemy?

Umo­rze­nie

Pro­ku­ra­to­rzy IPN w Kato­wi­cach umo­rzy­li śledz­two w spra­wie zama­chu na Jana Paw­ła II. Jed­nym z powo­dów decy­zji był fakt, że Buł­ga­rzy poma­ga­ją­cy Ali Agcy 13 maja 1981 roku zosta­li już wcze­śniej osą­dze­ni przez wło­ski sąd.

Zamach

Na Pla­cu Świę­te­go Pio­tra w Waty­ka­nie do Jana Paw­ła II strze­lał Meh­met Ali Agca, turec­ki ter­ro­ry­sta. Agcę schwy­ta­no natych­miast po zama­chu. W lip­cu 1981 r. zaczął się jego pro­ces i zama­cho­wiec został ska­za­ny na doży­wot­nie wię­zie­nie. Śledz­two nie wyja­śni­ło jed­nak tła zama­chu. W 1983 r. Jan Paweł II odwie­dził Agcę w rzym­skim wię­zie­niu i dłu­go z nim rozmawiał.

W kwiet­niu 2006 r. kato­wic­ki pion śled­czy IPN wsz­czął śledz­two w spra­wie zama­chu na życie Jana Paw­ła II. Było to moż­li­we, bo Karol Woj­ty­ła, czy­li Jan Paweł II był oby­wa­te­lem pol­skim, zamach i jego przy­go­to­wa­nie moż­na kwa­li­fi­ko­wać jako tzw. zbrod­nię komu­ni­stycz­ną, czy­li nie­przedaw­nia­ją­cy się na nor­mal­nych zasa­dach czyn funk­cjo­na­riu­sza pań­stwa komunistycznego.

– Umo­rze­nie spo­rzą­dzo­ne przez pro­ku­ra­to­ra Micha­ła Skwa­rę liczy 230 stron i będzie dostęp­ne na stro­nach inter­ne­to­wych IPN – powie­dzia­ła pro­ku­ra­tor Ewa Koj, naczel­nicz­ka pio­nu śled­cze­go IPN w Kato­wi­cach. Naj­waż­niej­szym celem śledz­twa IPN było usta­le­nie oko­licz­no­ści przy­go­to­wa­nia do zama­chu, szcze­gó­ło­we opi­sa­nie prze­bie­gu oraz ujaw­nie­nie dzia­łań dez­in­for­ma­cyj­nych pod­ję­tych w latach 80. ub. wie­ku przez służ­by spe­cjal­ne blo­ku komu­ni­stycz­ne­go. I to się udało.

W cza­sie śledz­twa pro­ku­ra­to­rzy dotar­li do nie­zna­nych do tej pory fak­tów i dokumentów.

- Dzię­ki zezna­niom świad­ków usta­li­li­śmy rzecz do tej pory nie­zna­ną. Otóż Ope­ra­cja Trian­go­lo” była tzw. spra­wą obiek­to­wą na Waty­kan, reali­zo­wa­ną i pro­wa­dzo­ną przez anty­ko­ściel­ny Depar­ta­ment IV MSW do 1989 roku. I wbrew temu co do tej pory sądzo­no, nie doty­czy­ła tyl­ko pró­by kom­pro­mi­ta­cji papie­ża kom­pro­mi­ta­cji papie­ża – mówi Ewa Koj.

Przed piel­grzym­ką Jana Paw­ła II do Pol­ski w 1983 roku, Grze­gorz Pio­trow­ski (zabój­ca księ­dza Jerze­go Popie­łusz­ki) z Depar­ta­men­tu IV wraz z kil­kor­giem funk­cjo­na­riu­szy przy­go­to­wy­wał w Kra­ko­wie pro­wo­ka­cję wymie­rzo­ną w papie­ża. Pio­trow­skie­mu w przy­go­to­wa­niu tej brud­nej pro­wo­ka­cji poma­ga­ły dwie funk­cjo­na­riusz­ki SB, któ­re uda­ły się do miesz­ka­nia ks. Andrze­ja Bar­dec­kie­go, przy­ja­cie­la papie­ża. Tam, przed­sta­wia­jąc się jako przed­sta­wi­ciel­ki komi­te­tu pomo­cy, wyko­rzy­stu­jąc jej nie­uwa­gę, pod­rzu­ci­ły mate­ria­ły mają­ce w przy­szło­ści słu­żyć do szan­ta­żu Jana Paw­ła II. Akcja się nie uda­ła – Pio­trow­ski upił się i spo­wo­do­wał wypa­dek, a ks. Bar­dec­ki zna­lazł pod­rzu­co­ne doku­men­ty i je zniszczył.

Agca i Bułgarzy

W czerw­cu 2000 r. pre­zy­dent Włoch Car­lo Aze­glio Ciam­pi uła­ska­wił Agcę. Naka­zał też jego eks­tra­dy­cję do Anka­ry, gdzie tra­fił do celi za zabój­stwo turec­kie­go dzien­ni­ka­rza sprzed lat. W 2010 r. Agca został wypusz­czo­ny z wię­zie­nia. W sumie spę­dził za kra­ta­mi 30 lat.

Zaraz po zama­chu poja­wi­ło się natu­ral­ne pyta­nie: kto zle­cił pró­bę zamor­do­wa­nia czło­wie­ka sto­ją­ce­go na cze­le Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go i będą­ce­go rów­no­cze­śnie oby­wa­te­lem pań­stwa poło­żo­ne­go za żela­zną kur­ty­ną”? Wszyst­ko wska­zu­je na to, że za zama­chem mogły stać sowiec­kie służ­by spe­cjal­ne, jed­nak – jak to bywa w świe­cie taj­nych służb – dowo­dów na to brak, są tyl­ko poszlaki.

Nale­ży pamię­tać, że przed sądem nie sta­nę­li nigdy naj­waż­niej­si pomoc­ni­cy Agcy, zarów­no Buł­ga­rzy, jak i Tur­cy. Wło­ski sąd nie pró­bo­wał tak­że wery­fi­ko­wać śla­dów wska­zu­ją­cych nie tyl­ko na buł­gar­ski, ale i na sowiec­ki ślad w wyja­śnie­niach Agcy, co moż­na wytłu­ma­czyć ówcze­sną sytu­acją międzynarodową.

W 1985 r. przed wło­skim sądem sta­nął oskar­żo­ny o zor­ga­ni­zo­wa­nie spi­sku prze­ciw­ko papie­żo­wi Buł­gar Sier­giej Anto­now. Był zastęp­cą dyrek­to­ra rzym­skiej filii buł­gar­skich linii lot­ni­czych Bal­kan Air i nie­mal na pew­no ofi­ce­rem buł­gar­skie­go wywia­du. Obok nie­go zaocz­nie sądze­ni byli dwaj buł­gar­scy dyplo­ma­ci” z amba­sa­dy w Rzy­mie Żeliu Wasi­liew i Todor Ajwa­zow. Obaj wcze­śniej wyje­cha­li do domu. Wszy­scy zosta­li uniewinnieni.

- W opar­ciu o zezna­nia ofi­ce­rów Zarzą­du II Szta­bu Gene­ral­ne­go, czy­li wywia­du woj­sko­we­go, uda­ło nam się usta­lić w jaki spo­sób zosta­li ewa­ku­owa­ni po zama­chu dwaj zamie­sza­ni weń Buł­ga­rzy dyplo­ma­ci z amba­sa­dy w Rzy­mie Żeliu Wasi­liew i Todor Ajwa­zow – stwier­dza pro­ku­ra­tor Koj.

Nawia­sem mówiąc, w rato­wa­niu Buł­ga­rów bra­ły udział tak­że inne wywia­dy pań­stwa socja­li­stycz­nych. Od maja 1981 r. wywiad NRD (HVA) na zle­ce­nie buł­gar­skich służb spe­cjal­nych brał udział w zakro­jo­nej na sze­ro­ką ska­lę ope­ra­cji dez­in­for­ma­cyj­nej, któ­ra nosi­ła kryp­to­nim Papież” („Ope­ra­tion Papst”). Jej celem było odcią­gnię­cie uwa­gi rzym­skich śled­czych od buł­gar­skie­go tropu.

Jak wyni­ka ze zgro­ma­dzo­nych w IPN doku­men­tów, jed­ną z klu­czo­wych posta­ci w tej roz­gryw­ce był płk Orman­kow z buł­gar­skie­go wywia­du. To ten sam czło­wiek, któ­ry jako buł­gar­ski pro­ku­ra­tor spo­tkał się w wię­zie­niu z Ali Agcą, a jego tłu­macz Pet­ko Mar­kow przez moment pozo­sta­wał z nim w celi sam na sam. Od tego momen­tu Agca nie tyl­ko prze­stał zezna­wać na temat swych kon­tak­tów z Buł­ga­ra­mi, ale odwo­łał wszyst­kie poprzed­nie zezna­nia i zaczął grać rolę nawie­dzo­ne­go fanatyka.

Po wie­lu latach miał powie­dzieć sędzie­mu Fer­di­nan­do Impo­si­ma­to, że Pet­ko Mar­kow zagro­ził śmier­cią całej jego rodzi­ny, jeśli nie zaprze­sta­nie zezna­wać na temat swych kon­tak­tów z Bułgarami.

W postę­po­wa­niu zgro­ma­dzo­no już 250 tomów akt. Uzy­ska­no tak­że mię­dzy­na­ro­do­wą pomoc praw­ną z Nie­miec, Holan­dii, Ukra­iny, Buł­ga­rii, Tur­cji i Włoch. Trwa tłu­ma­cze­nie ostat­nich dokumentów.

W 2011 roku IPN wspól­nie z Gościem Nie­dziel­nym” wydał książ­kę Papież musiał zgi­nąć. Wyja­śnie­nia Ali Agcy”. Zna­la­zła się w niej część mate­ria­łów, któ­re będą sta­no­wi­ły pod­sta­wę do przy­go­to­wy­wa­ne­go umo­rze­nia. To m.in. prze­ka­za­ne z Włoch mate­ria­ły ze śledz­twa i pro­ce­su zama­chow­ca, w tym jego wyjaśnienia.

Gór­nik Donald

Donald Tusk nie ma poję­cia o pro­ble­mach bran­ży gór­ni­czej. Albo jest oto­czo­ny przez sabo­ta­ży­stów lub pochleb­ców, któ­rzy paku­ją go na minę

Pre­mier Donald Tusk ma jed­nak poczu­cie humo­ru. Spra­wa pol­skie­go węgla jest na tyle waż­na, że nie może być mowy o tym, aby ludzie nie­kom­pe­tent­ni z jakie­goś klu­cza – towa­rzy­skie­go czy poli­tycz­ne­go – funk­cjo­no­wa­li w spół­kach węglo­wych” – wyznał we wto­rek w Kato­wi­cach po spo­tka­niu związ­ków zawo­do­wych, przed­sta­wi­cie­li spół­ek węglo­wych i rządu.

Panie pre­mie­rze – pro­szę wziąć od wice­pre­mie­ra i zara­zem mini­stra gospo­dar­ki Janu­sza Pie­cho­ciń­skie­go (PSL) czy jego zastęp­cy Toma­sza Tom­czy­kie­wi­cza (PO) wykaz osób zatrud­nio­nych na kie­row­ni­czych sta­no­wi­skach w Kom­pa­nii Węglo­wej i Kato­wic­kim Hol­din­gu Węglo­wym (nie tyl­ko w zarzą­dach tych spół­ek, ale tak­że w spół­kach zależ­nych itp.). Z zasko­cze­niem stwier­dzi pan, iż wyraź­nie pre­fe­ro­wa­ne na tych sta­no­wi­skach są oso­by z par­tyj­ny­mi ukła­da­mi lub taki­miż legi­ty­ma­cja­mi. I zmar­twię pana – w tej kon­ku­ren­cji wygry­wa PSL.

Od co naj­mniej dwu­dzie­stu lat piszę o afe­rach. Więk­szość z nich doty­czy­ła wła­śnie gór­nic­twa. Bo Sor­ry, taki mamy klimat”.

Tyl­ko ten kli­mat” trwa od co naj­mniej 20 lat. W 1995 r. powstał zespół eko­no­mi­stów, któ­ry miał przy­go­to­wać raport w spra­wie pato­lo­gii w obro­cie węglem. W rapor­cie napi­sa­no m.in. Obser­wo­wa­ne łań­cu­chy pośred­nic­twa stwa­rza­ły dogod­ne moż­li­wo­ści dla powsta­wa­nia nie­pra­wi­dło­wo­ści w obro­cie. Było widać sys­tem powią­zań pomię­dzy pośred­ni­ka­mi two­rzą­cy­mi moż­li­wo­ści dla znacz­ne­go zawy­ża­nia cen i obni­ża­nia para­me­trów jako­ścio­wych”. Raport prze­szedł bez echa. Poli­ty­ce nie byli zain­te­re­so­wa­ni zli­kwi­do­wa­niem afer. Dla­cze­go? To pyta­nie retoryczne.

Ewo­lu­cja afer

O ile w latach 90. afe­ry w tym sek­to­rze gospo­dar­ki były pry­mi­tyw­ne – zni­ka­ją­ce” pocią­gi z węglem, kra­dzie­że ze zwa­łów czy ulat­nia­ją­cy się kon­tra­hen­ci, to póź­niej nastą­pi­ła ewo­lu­cja. Zaczę­ły się kolej­ne cuda” – tym razem na jako­ści kupo­wa­ne­go przez pośred­ni­ka węgla: na cer­ty­fi­ka­tach i fak­tu­rze wid­niał węgiel tań­szy, któ­ry w rze­czy­wi­sto­ści był znacz­nie droż­szy. Inny spo­sób – do węgiel wywo­żo­ny z kopal­ni był mie­sza­ny z kamieniem.

wagony

Natu­ral­nie, ponie­waż odbior­cą były prze­waż­nie elek­trow­nie czy elek­tro­cie­płow­nie, to dowo­dy prze­stęp­stwa pło­nę­ły w kotłach. Wystar­czy­ło legal­nie kupić dobry węgiel na fak­tu­rze, by mieć dostęp do kamie­nia (ubocz­ny pro­dukt wydo­by­wa­nia węgla), a po ich wymie­sza­niu zyskać towar, któ­ry po kon­ku­ren­cyj­nych wobec kopalń cenach tra­fi do odbior­cy. Fir­ma han­dlo­wa bra­ła jesz­cze z kopal­ni opła­tę za wywóz kamie­nia. Intrat­nym, bo eko­lo­gicz­nym, biz­ne­sem jest tak­że mie­sza­nie węgla z muła­mi z osad­ni­ków górniczych.

Ewo­lu­cja afe­rzy­stów nastę­po­wa­ła. Zaczę­ły się fine­zyj­ne wał­ki” – tym razem na sprzę­cie gór­ni­czym, prze­tar­gach czy usłu­gach. Obec­nie w sądach trwa­ją pro­ce­sy, w któ­rych oskar­żo­ny­mi są byli dyrek­to­rzy kopal­ni czy eks-człon­ko­wie zarzą­du gór­ni­czych spół­ek. Zarzut tra­dy­cyj­ny, czy­li korup­cja. Oskar­że­ni do nie­daw­na mogli liczyć, że sąd uzna, iż kie­dy bra­li łapów­ki, to nie peł­ni­li funk­cji publicz­nych. Zmie­ni­ła to opi­nia Sądu Najwyższego.

Na dłu­go przed samo­bój­stwem Bar­ba­ry Bli­dy pró­bo­wa­no uszczel­nić sys­tem sprze­da­ży, wpro­wa­dza­jąc cer­ty­fi­ko­wa­nych pośred­ni­ków”, przez któ­rych Kom­pa­nia Węglo­wa czy Kato­wic­ki Hol­ding Węglo­wy sprze­da­wa­ły węgiel. Kolej­ny pic na wodę”. Nie­ste­ty, była to w kil­ku przy­pad­kach furt­ka, przez któ­ra pre­ze­si spół­ek gór­ni­czych kupo­wa­li przy­chyl­ność związ­ków zawodowych.

Elek­trow­nie, elek­tro­cie­płow­nie i cemen­tow­nie dosta­wa­ły tań­szy węgiel, niż gdy­by kupi­ły go bez­po­śred­nio u pro­du­cen­ta, ponie­waż pry­wat­ny pośred­nik otrzy­my­wał dodat­ko­wo duże upu­sty w kopal­ni. Zaro­bił zatem pośred­nik i jego przy­ja­cie­le. Tra­ci­ły kopal­nie na upu­stach i fał­szo­wa­niu jakości.

Zmia­na warty

Donald Tusk i jego eki­pa o gór­ni­kach i Ślą­sku przy­po­mnie­li sobie wte­dy, kie­dy gór­ni­cy zaczę­li gło­śno pro­te­sto­wać (na razie na uli­cach Kato­wic) i poja­wi­ły się moc­no wypo­wia­da­ne opi­nie o poważ­nych kło­po­tach finan­so­wych Kom­pa­nii Węglowej.

Cytu­ję za depe­szą PAP: W ubie­głym roku KW na sprze­da­ży węgla stra­ci­ła ponad miliard zł”. Agen­cja pra­so­wa z lito­ści nie poda­ła, że tak się od dłu­gie­go cza­su skła­da­ło, iż pierw­sze skrzyp­ce w zarzą­dzie tej­że spół­ki węglo­wej gra­li nomi­na­ci koali­cjan­ta PO, czy­li Pol­skie­go Stron­nic­twa Ludo­we­go. Czy­li eki­pa z PSL win­na sabo­ta­żu? To gdzie zarzuty?

Naj­więk­sze oba­wy o Śląsk i gór­nic­two wypo­wia­da­ją poli­ty­cy, któ­rzy decy­do­wa­li o zamy­ka­niu kopal­ni i pozba­wie­niu pra­cy kil­ku­dzie­się­ciu tysię­cy osób.

Dodam zmy­ka­niu defi­ni­tyw­nym – czy­li zabe­to­no­wa­niu, zala­niu itp. A teraz poli­ty­cy kreu­ją się na zatro­ska­nych losem gór­ni­ków i ich rodzin, któ­rym wów­czas rzu­co­no na poże­gna­nie z kopal­nią 40 tysię­cy zło­tych odpra­wy, ku rado­ści oko­licz­nych dile­rów samo­cho­do­wych. Jak się jest jedyn­ką” na liście PO na Ślą­sku, to trze­ba dbać o elektorat.

Rząd uda­je trzeź­wo myślą­ce­go zawod­ni­ka, ale to gra na zwło­kę. Kolej­ny cytat z D. Tuska: Dowie­dzia­łem się o wie­lu nie­pra­wi­dło­wo­ściach w zarzą­dza­niu sek­to­rem, doty­czą­cy­mi m.in. prze­tar­gów i pry­wa­ty­za­cji. Dla­te­go jest tu dzi­siaj ze mną mini­ster spraw wewnętrz­nych i szef dele­ga­tu­ry Agen­cji Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrznego”.

Pre­mier zapew­ne nie czy­ta gazet i rapor­tów dostar­cza­nych przez sze­fa MSW. O afe­rach gło­śno od lat. Zaj­mu­ją się nimi (z róż­nym skut­kiem) poli­cja, CBŚ, ABWCBA. Suge­ru­ję mini­stro­wi Sien­kie­wi­czo­wi, aby zorien­to­wał się, ilu byłych funk­cjo­na­riu­szy lub człon­ków ich rodzin pra­cu­je w spół­kach węglo­wych. Praw­da, że spo­ro? Prze­cież po odej­ściu ze służ­by resor­to­wi eme­ry­ci” nie pod­da­li się lobotomii…

Brak też osło­ny kontr­wy­wia­dow­czej sek­to­ra gór­ni­cze­go. No bo jak moż­na tłu­ma­czyć fakt, że jesz­cze rok temu jed­nym z wice­pre­ze­sów spół­ki gór­ni­czej była oso­ba, któ­ra w doku­men­tach IPN figu­ru­je jako agent SB?

Szef rzą­du zapo­wie­dział, że ocze­ku­je od nie­daw­no wybra­ne­go pre­ze­sa Kom­pa­nii Węglo­wej Miro­sła­wa Tara­sa, aby bar­dzo wyraź­nie wska­zał, z kim chce pra­co­wać, bio­rąc na sie­bie bar­dzo poważ­ne zada­nie napra­wy Kom­pa­nii Węglo­wej”. Zna­jąc mecha­ni­zmy per­so­nal­ne w KW mogę zary­zy­ko­wać tezę, że na Śląsk zje­dzie desant współ­pra­cow­ni­ków Tara­sa z lubel­skiej kopal­ni Bog­dan­ka”, któ­rą swe­go cza­su kierował.

Tekst opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl

Hen­ryk, czy­li Szymbor

Był moim stry­jem i faj­nym gościem. Wię­cej o Hen­ry­ku Szym­bor­skim moż­na prze­czy­tać tu.

Henryk Szymborski

Prze­gląd Spor­to­wy” z 1957.11.07

http://​buwcd​.buw​.uw​.edu​.pl/​e​_​z​b​i​o​r​y​/​c​k​c​p​/​p​_​s​p​o​r​t​o​w​y​/​1957​/​n​r​172​/​d​i​r​e​c​t​o​r​y​.​d​jvu

KRA­KÓW, 5.11 (tel. wł.) Wisła – ŁKS Łódź 1:7 (1:3). Bram­ki dla ŁKS zdo­by­li: Szym­bor­ski (4), Szcze­pań­ski, Sopo­rek i Kowa­lec, dla Wisły Rogo­za. Sędzia Bar­wiń­ski z Kato­wic. Widzów 15.000.

WISŁA: Leśniak, Moni­ca, Kawu­la. Bud­ka, Michel, Jędrys, Machow­ski, Kościel­ny I, Rogo­za, Jur­czak, Budek.

ŁKS: Szczu­rzyń­ski, Wal­czak, Stu­rzyn, Wie­te­ska, Jań­czyk, Grzy­wocz, Szcze­pań­ski, Baran, Szym­bor­ski, Sopo­rek, Kowalec.

Nie­daw­no prze­by­ta ostra gry­pa, na któ­rą cho­ro­wa­ło 7 pił­ka­rzy pierw­szej dru­ży­ny Wisły, musia­ła wyrzą­dzić ślad” na pił­ka­rzach kra­kow­skich, któ­rzy we wto­rek musie­li roze­grać zale­gły mecz o mistrzo­stwo I ligi z ŁKS-em. Nie mniej jed­nak odno­si­ło się wra­że­nie, że nawet w peł­nej kon­dy­cji musie­li by oni ugiąć czo­ła przed prze­ciw­ni­kiem, któ­ry już nie­jed­no­krot­nie w Kra­ko­wie umiał sobie zaskar­bić uzna­nie widowni.

Oprócz miaż­dżą­cej prze­wa­gi kon­dy­cyj­nej oraz wyraź­nej, prze­wa­gi w szyb­ko­ści i bojo­wo­ści prze­wyż­sza­li bowiem pił­ka­rze ŁKS swe­go prze­ciw­ni­ka dys­po­zy­cją psy­chicz­ną i kto wie, czy ona wła­śnie nie była źró­dłem ich wyso­kie­go zwy­cię­stwa. Pił­ka­rze ŁKS nie stra­ci­li bowiem spo­ko­ju i wia­ry w swo­je siły w trud­nym dla nich począt­ko­wym okre­sie meczu, kie­dy to przez peł­ne 30 minut bram­ka Szczu­żyń­skie­go była usta­wicz­nie pod obstrza­łem, a na przed­po­lu czer­wo­nych koszul docho­dzi­ło raz po raz do krót­kich spięć. Prze­cze­ka­li oni ten impet gospo­da­rzy a nawet zdo­by­li pro­wa­dze­nie. Jędrys i Michel, ope­ru­ją­cy nie­mal bez prze­rwy pod bram­ką ŁKS nie zdą­ży­li na czas cof­nąć się pod swo­ją bram­kę, Moni­ca zaspał nie­co”, a chy­try Szym­bor­ski bły­ska­wicz­nie wyko­rzy­stał ten sprzy­ja­ją­cy obrót spra­wy” i na tabli­cy wyni­ko­wej pod napi­sem ŁKS” zawi­sła cyfra 1.

W 3 minu­ty póź­niej łodzia­nie pro­wa­dzi­li już 3:0. I znów w tym wypad­ku naprze­ciw­ko 4 napast­ni­ków łódz­kich sta­nę­ło tyl­ko 2 obroń­ców Wisły. Żaden z nich nie potra­fił dogo­nić Szcze­pań­skie­go, któ­ry zaini­cjo­waw­szy rajd pra­wą stro­ną, pod­cią­gnął pił­kę na odle­głość dogod­ną do strza­łu i zała­twił resztę.

Te 2 bram­ki, zdo­by­te w krót­kich odstę­pach cza­su , roz­kle­iły zupeł­nie dru­ży­nę Wisły. (…)

W roz­mo­wach pro­wa­dzo­nych pod­czas prze­rwy, wra­ca­li sym­pa­ty­cy dru­ży­ny kra­kow­skiej pamię­cią do meczu z Ruchem, kie­dy to Wisła od sta­nu 1:4, wycią­gnę­ła” na 4:4. W takim nastro­ju nie­któ­rzy z widzów jak gdy­by z zado­wo­le­niem powi­ta­li” 4 bram­kę ŁKS, zdo­by­tą przez Sopor­ka w 51 minucie.

Odtąd to co dzia­ło się na boisku, zada­wa­ło sro­gi cios zwo­len­ni­kom czwar­tej bram­ki” ???. Napast­ni­cy kra­kow­scy nie potra­fi­li ani na moment utrzy­mać przy sobie pił­ki, nie mogli wła­snej defen­sy­wie dać ani na chwi­lę wytchnie­nia. I tak doszło do pogro­mu. Despe­rac­kie inter­wen­cje Leśnia­ka i pew­na ulga tary­fo­wa” ze stro­ny łodzian w koń­co­wej fazie spo­tka­nia zapo­bie­gły dwucyfrówce.

Nie szu­ka­jąc zbyt szum­nych słów trze­ba powie­dzieć, że ŁKS grał dobrze, okre­sa­mi nawet bar­dzo dobrze — Wisła zaś źle okre­sa­mi żenu­ją­co źle. O przy­czy­nach wspo­mnie­li­śmy na wstę­pie. Nie mniej jed­nak gwał­tow­ny spa­dek for­my u tak ruty­no­wa­nych zawod­ni­ków Jak Machow­ski, Rogo­ża, Jędrys i inni jest czymś zdu­mie­wa­ją­cym. Przy tak gwał­tow­nym spad­ku for­my wycho­dzą w jaskra­wym świe­tle na jaw bra­ki w wyszko­le­niu tech­nicz­nym i jesz­cze gor­szy a dys­kre­dy­tu­ją­cy zupeł­nie wie­lu pił­ka­rzy brak głowy”.

W dru­ży­nie łódz­kiej ponad poziom kole­gów wybi­li się: Szym­bor­ski, Grzy­wocz. Jań­czyk i Baran.

St. Habz­da

Henryk Szymborski

Henryk Szymborski

Wsty­dli­wa histo­ria Francji

Do dzi­siaj Fran­cu­zi nie prze­pro­si­li Pola­ków za to, że w tym kra­ju w cza­sie II woj­ny świa­to­wej były obo­zy inter­no­wa­nia, w któ­rych prze­trzy­my­wa­no pol­skie kobie­ty, dzie­ci i męż­czyzn. To nie­chlub­ny roz­dział w histo­rii Francji.

Od daw­na nie jest tajem­ni­cą, że w latach 19381946 na tery­to­rium Fran­cji ist­nia­ła sieć obo­zów inter­no­wa­nia, do któ­rych tra­fia­li anty­fa­szy­ści. Naj­pierw byli to uczest­ni­cy Bry­gad Mię­dzy­na­ro­do­wych (rów­nież Pola­cy), któ­rzy wal­czy­li prze­ciw­ko siłom gene­ra­ła Fran­co, a potem ucie­ki­nie­rzy z hitle­row­skich Nie­miec i z Austrii. Prze­ciw­ni­cy Hitle­ra prze­by­wa­li w obo­zach nawet po wypo­wie­dze­niu przez Fran­cję woj­ny Niem­com we wrze­śniu 1939 roku. W cza­sach kola­bo­ra­cyj­ne­go rzą­du Vichy dołą­cza­li do nich Żydzi przy­wie­zie­ni z Pol­ski oraz z Nie­miec. Stąd tra­fia­li do obo­zów zagła­dy m.in. w Dachau i w Auschwitz. Po zakoń­cze­niu II woj­ny obo­zy ist­nia­ły jesz­cze przez rok. Wte­dy inter­no­wa­no w nich oso­by kola­bo­ru­ją­ce z hitle­row­ca­mi. Jed­nak pew­ne nie­po­pu­lar­ne fak­ty i skrzęt­nie ukry­wa­ne szcze­gó­ły dzia­łal­no­ści obo­zów inter­no­wa­nia są wciąż bulwersujące.

Fran­cu­zi nie mają bowiem powo­dów do dumy. Dra­mat Pola­ków we Fran­cji roz­po­czął się w roku 1940, po prze­gra­nej woj­nie z Niem­ca­mi. Rozejm pod­pi­sa­ny 22 czerw­ca 1940 roku w Rho­ter­des spo­wo­do­wał mię­dzy inny­mi utwo­rze­nie na tere­nie połu­dnio­wej Fran­cji pań­stwa ze sto­li­cą w Vichy. Ta część Fran­cji, zaj­mu­ją­ca oko­ło 60 pro­cent tery­to­rium, mia­ła do koń­ca 1942 roku pew­ną nie­za­leż­ność od Nie­miec. Swo­ją suwe­ren­no­ścią” pań­stwo rzą­dzo­ne przez mar­szał­ka Peta­ina (rząd Vichy), obej­mo­wa­ło tak­że fran­cu­skie tere­ny zamor­skie znaj­du­ją­ce się mię­dzy inny­mi w Afry­ce Północnej.

Jed­nym z pro­ble­mów, jakie stwo­rzy­ła nowa sytu­acja poli­tycz­na, była bar­dzo duża gru­pa uchodź­ców. Była to głów­nie lud­ność cywil­na prze­miesz­cza­ją­ca się przez tere­ny Fran­cji na sku­tek wojen­nej zawie­ru­chy. Tę gru­pę uchodź­ców sza­co­wa­no jako milio­no­we rze­sze”. Wśród nich prze­wa­ża­li Fran­cu­zi, głów­nie z tere­nów włą­czo­nych do Nie­miec – Alza­cji i Lota­ryn­gii, a tak­że Bel­go­wie, Holen­drzy, oby­wa­te­le Luk­sem­bur­ga oraz Polacy.

W 1939 roku licz­bę Pola­ków sku­pio­nych w śro­do­wi­skach polo­nij­nych prze­by­wa­ją­cych we Fran­cji sza­co­wa­no na 685 400 osób. W cza­sie dzia­łań wojen­nych na tere­nie Fran­cji nie­oku­po­wa­nej znaj­do­wa­ło się łącz­nie oko­ło 150 tysię­cy Pola­ków. Prze­by­wa­li tam legal­nie i pra­co­wa­li głów­nie na tere­nach gór­ni­czych Mont­ce­au-les-Mines, Saint – Etien­ne itp., a tak­że na tere­nach rol­ni­czych w Gasko­nii, Limo­usin i w rejo­nie Tulu­zy. Oprócz tej licz­nej gru­py w cza­sie dzia­łań wojen­nych poja­wi­li się tu rów­nież Pola­cy, któ­rzy przy­by­li wraz z inny­mi gru­pa­mi uchodź­ców cywil­nych z tere­nów m. in. Fran­cji okupowanej.

Zgod­nie z pra­wem mię­dzy­na­ro­do­wym pol­skich uchodź­ców wła­dze Vichy powin­ny trak­to­wać jak lud­ność cywil­ną stro­ny wal­czą­cej”. Tak jed­nak nie było. Pod­sta­wą praw­ną do doko­ny­wa­nia maso­we­go osa­dza­nia cudzo­ziem­ców, w tym Pola­ków w obo­zach były akty pra­wa wewnętrz­ne­go wyda­wa­ne we Fran­cji czę­ścio­wo jesz­cze przed podzia­łem na stre­fę oku­po­wa­ną i nieokupowaną.

vichy

Urzęd­ni­cy fran­cu­scy orze­ka­ją­cy w kwe­stii osa­dze­nia oby­wa­te­li pol­skich w obo­zach dowol­nie inter­pre­to­wa­li prze­pi­sy. Czę­sto docho­dzi­ło do pomy­łek w tym zakre­sie. Tak się sta­ło w przy­pad­ku osa­dze­nia w obo­zie Le Bour­nets de Chi­rot Pola­ka, któ­ry przy­był spod Pary­ża wraz z rodzi­ną do jed­nej z miej­sco­wo­ści na tere­nie połu­dnio­wej Fran­cji. Tutaj sku­tecz­nie się zago­spo­da­ro­wał”, zdo­by­wa­jąc ten spo­sób środ­ki utrzy­ma­nia. Dla urzęd­ni­ków fran­cu­skich było to jed­nak nie­istot­ne. Polak tra­fił do jed­nej z kom­pa­nii robo­czych dla byłych woj­sko­wych, a nie osób cywilnych.

Zda­rza­ło się, że Pola­cy sta­wia­li opór nie chcąc zgo­dzić się na umiesz­cze­nie w obo­zie. Na przy­kład przy­pro­wa­dzo­na pod bra­mę obo­zu w Arge­les-sur-Mer wraz z trze­ma cór­ka­mi Apo­lo­nia Kar­bow­nik odmó­wi­ła wej­ścia na jego teren. Wów­czas straż­ni­cy wpro­wa­dzi­li do środ­ka jej dzie­ci, nato­miast kobie­tę siłą prze­rzu­ci­li przez ogro­dze­nie obozu.

Ist­nia­ło kil­ka róż­nią­cych się kate­go­rii obo­zów na tere­nie Fran­cji Vichy, w któ­rych osa­dza­no Pola­ków: w obo­zach w Limo­ges, Arge­les-sur-Mer i Rive­sal­tes zarów­no dla­te­go, że byli cudzo­ziem­ca­mi” na tere­nie Fran­cji, ale przede wszyst­kim dla­te­go, że nie mie­li dość pie­nię­dzy, któ­re wystar­czy­ły­by na ich utrzymanie.

Naj­więk­szą ilość obo­zów sta­no­wi­ły tzw. obo­zy cywil­ne, w któ­rych umiesz­cza­no oso­by posia­da­ją­ce sta­tus inter­no­wa­nych. Dla okre­śle­nia tych obo­zów uży­wa­no zwro­tu camp d’hebergement”. Uży­wa­no tak­że zwro­tu cen­tre d’accueil”, co ozna­cza obóz dla lud­no­ści”. Cza­sem tak­że w doku­men­tach poja­wia­ły się okre­śle­nia obóz kon­cen­tra­cyj­ny”. Słu­żył on do okre­śla­nia róż­nych kate­go­rii obo­zów np. dla okre­śle­nia obo­zu przej­ścio­we­go w Mon­tau­dran w Tulu­zie, w któ­rym nastę­po­wał podział inter­no­wa­nych Pola­ków na cywi­lów i woj­sko­wych. Ci ostat­ni póź­niej tra­fia­li do sta­łych obo­zów” lub kom­pa­nii robo­czych prze­zna­czo­nych dla żoł­nie­rzy albo zosta­wa­li zwol­nie­ni. Zwrot obóz kon­cen­tra­cyj­ny”, w for­mie pisa­nej – Camp de Con­cen­tra­tion” lub Camp de Con­son­tra­tion” wid­niał na bra­mie wjaz­do­wej do obo­zu w Arge­les-sur-Mer. Z kolei okre­śle­nie obóz kon­cen­tra­cyj­ny” dla okre­śle­nia obo­zu w Agde poja­wi­ło się w jed­nym z doku­men­tów nad­sy­ła­nych do Kar­dy­na­ła Augu­sta Hlon­da, któ­re­mu prze­sy­ła­no infor­ma­cje o cięż­kiej sytu­acji Pola­ków w obo­zach rzą­du Vichy.

Obo­zy dla lud­no­ści cywil­nej zazwy­czaj były trak­to­wa­ne jako obo­zy inter­no­wa­nia. Jak wyni­ka z doku­men­tów zacho­wa­nych w pol­skich i fran­cu­skich archi­wach, w obo­zach inter­no­wa­nia prze­trzy­my­wa­no pra­wie 4 tysię­cy osób. W stycz­niu 1941 roku licz­bę Pola­ków osa­dzo­nych w obo­zach Arge­les – sur – Mer i Agde sza­co­wa­no łącz­nie na oko­ło 2000 osób. W przy­pad­ku obo­zu w Agde w stycz­niu 1941 roku licz­ba osa­dzo­nych tam Pola­ków była sza­co­wa­na na 800 osób, z cze­go 300 to dzie­ci w wie­ku od 3 miesięcy.

Obo­zy, do któ­rych tra­fi­li pol­scy uchodź­cy znaj­do­wa­ły się m.in. w : Arge­les-sur- Mer, Gurs, Agde, Mon­tau­dran w Tulu­zie, Gail­lac, Cla­ire­fond, Rive­sal­tes, Baca­res, Oued-Zem w Maro­ku, Limo­ges, Per­pi­gnan. Wśród inter­no­wa­nych w obo­zie w Arge­les-sur-Mer znaj­do­wa­ły się mię­dzy inny­mi rodzi­ny Seniu­ków i Kar­bow­ni­ków. Ich cór­ka­mi były Wan­da Gaś, Jani­na Mro­zek, Hele­na Łuka, Nata­lia Igna­szak oraz Kazi­mie­ra Fel­kel. Z kil­ko­ma z nich roz­ma­wia­łem, bo po woj­nie wró­ci­li do Pol­ski i zamiesz­ka­li na Śląsku.

Losy tych dwóch rodzin były pogma­twa­ne. Przed wybu­chem II woj­ny świa­to­wej, Kar­bow­ni­ko­wie i Seniu­ko­wie miesz­ka­li w Vil­le­rupt w Depar­ta­men­cie Mosel­le w Alza­cji. Z Pol­ski wyje­cha­li za chle­bem”. Naza­re­usz Seniuk pra­co­wał w fabry­ce żela­za w Vil­le­rupt. Nato­miast Kazi­mierz Kar­bow­nik zatrud­nio­ny był w zakła­dach hut­ni­czych w pobli­skiej miej­sco­wo­ści Miche­vil. Po roz­po­czę­ciu woj­ny mię­dzy Niem­ca­mi i Fran­cją obie rodzi­ny zosta­ły ewa­ku­owa­ne, wraz z rze­sza­mi innych uchodź­ców, na teren Fran­cji połu­dnio­wej (nie oku­po­wa­nej). Seniu­ków wła­dze fran­cu­skie ewa­ku­owa­ły do miej­sco­wo­ści St. Rade­gon­de, a Kar­bow­ni­ko­wie osta­tecz­nie zna­leź­li się w miej­sco­wo­ści Les Eglisottes.

W Nowy Rok 1941 roku do domu Seniu­ków przy­je­cha­li fran­cu­scy żan­dar­mi. Zapro­po­no­wa­li oni Naza­re­uszo­wi, aby Wan­da, jego cór­ka przy­ję­ła oby­wa­tel­stwo fran­cu­skie. To był waru­nek rezy­gna­cji z zamia­ru umiesz­cze­nia całej rodzi­ny w obo­zie dla cudzo­ziem­ców w Limoges.

Ojciec odmó­wił i powie­dział, że jeste­śmy Pola­ka­mi. Dano nam godzi­nę na spa­ko­wa­nie i tra­fi­li­śmy do obo­zu w Limo­ges. Po pię­ciu dniach prze­trans­por­to­wa­no nas do Arge­les-sur-Mer – mówi­ła Wan­da (obec­nie Gaś). Razem z nimi prze­wie­zio­no oko­ło pół set­ki innych Pola­ków, tak­że rodzi­nę Karbowników.

Obóz pra­wie koncentracyjny

Warun­ki obo­zach inter­no­wa­nia były bar­dzo złe. Wszyst­ki­mi taki­mi obo­za­mi na tere­nie Fran­cji rzą­du Vichy, admi­ni­stro­wa­ły wła­dze fran­cu­skie. Do obo­zu w Arge­les-sur-Mer w cza­sie, gdy prze­by­wa­ła tam Hele­na Łuka, przy­je­chał ofi­cer nie­miec­ki. Zapy­ta­ny przez Apo­lo­nię Kar­bow­nik o przy­czy­nę umiesz­cze­nia w obo­zie Pola­ków odpo­wie­dział, iż była to decy­zja Fran­cu­zów. W Arge­les-sur-Mer straż­ni­ka­mi byli zde­mo­bi­li­zo­wa­ni żoł­nie­rze fran­cu­scy oraz żan­dar­mi. Po roz­le­głym tere­nie obo­zu jeź­dzi­li konno.

Mie­li drew­nia­ne pał­ki i czę­sto bili nimi osa­dzo­nych nawet za drob­ne prze­wi­nie­nia np. pró­bę skon­tak­to­wa­nia się z inną oso­bą przez ogro­dze­nie oddzie­la­ją­ce róż­ne czę­ści obozu

 wspo­mi­na­ła Wanda.

Obóz w Agde był pil­nie strze­żo­ny, a inter­no­wa­nych w nim trak­to­wa­no jak więź­niów. W przy­pad­ku obo­zu w Arge­les-sur-Mer przed umiesz­cze­niem w nim doro­śli musie­li oddać wszyst­kie posia­da­ne doku­men­ty m.in. pol­skie pasz­por­ty. Nad­to uchodź­cy otrzy­my­wa­li zapi­sa­ne na kar­tecz­kach numer­ki. Wan­da była wte­dy dziec­kiem, ale wciąż pamię­ta smut­ne obra­zy.

Nasz” obóz był on podzie­lo­ny na trzy czę­ści. W jed­nej umiesz­cze­ni byli inter­no­wa­ni po woj­nie domo­wej w Hisz­pa­nii komu­ni­ści, dla któ­rych pier­wot­nie zało­żo­no ten obóz. W pozo­sta­łych dwóch znaj­do­wa­li się uchodź­cy cudzo­ziem­scy – osob­no umiesz­czo­no męż­czyzn i chłop­ców, a osob­no kobie­ty i pozo­sta­łe dzie­ci. Pamię­tam płot z dru­tu kol­cza­ste­go, któ­ry cią­gnął się aż do wybrze­ża mor­skie­go. Sam obóz usy­tu­owa­ny był na pla­ży. Czę­ści prze­zna­czo­ne dla męż­czyzn oraz kobiet i dzie­ci oddzie­lo­ne były podwój­nym ogro­dze­niem z dru­tu. Pasem pomię­dzy tymi dwo­ma ogro­dze­nia­mi prze­cha­dzał się straż­nik uzbro­jo­ny w kara­bin i ubra­ny w cywil­ną odzież

– zezna­wa­ła W. Gaś przed pro­ku­ra­to­rem IPN, któ­ry pro­wa­dził śledz­two. Obec­nie śledz­two jest zawie­szo­ne, bo śled­czy cze­ka­ją od kil­ku lat na pomoc praw­ną z Fran­cji. I zapew­ne poczekają.

Natu­ral­nie obo­wią­zy­wał suro­wy zakaz opusz­cza­nia obo­zu. Wyj­ście bez zezwo­le­nia, aby np. kupić chleb, gro­zi­ło karą 6 dni aresz­tu. Wła­dze obo­zo­we kara­ły aresz­tem wraz z twar­dym łożem”, czy­li koniecz­no­ścią spa­nia na cemen­to­wej posadz­ce bez sien­ni­ka, nawet za naj­mniej­sze wykro­cze­nia. Nie­po­kor­nych uchodź­ców prze­no­szo­no do obo­zu spe­cjal­ne­go”, któ­rym zarzą­dzał funk­cjo­na­riusz o pol­sko brzmią­cym nazwi­sku Dyn­kow­ski”.

Więk­szą moż­li­wość wydo­sta­nia się poza teren obo­zu mia­ły dzie­ci. Wyśli­zgi­wa­ły się za dru­ty obo­zu po to, aby udać się do pobli­skie­go mia­stecz­ka Arge­les-sur-Mer i kupić jedzenie.

Wycho­dzi­li­śmy poza obóz na pla­ży, gdzie nie było już ogro­dze­nia albo przez otwo­ry zro­bio­ne w ogro­dze­niu przez doro­słych. Straż­ni­cy zazwy­czaj pozwa­la­li dzie­ciom na tego rodza­ju opusz­cza­nie obo­zu, ale zda­rza­ły się przy­pad­ki, że zabie­ra­li oni zaku­pio­ną żyw­ność, a nawet nas bili

 opo­wia­da Helena.

Sto­su­nek władz fran­cu­skich do inter­no­wa­nych Pola­ków był zły. Jak usta­li­li pro­ku­ra­to­rzy, widać to było szcze­gól­nie w cza­sie prób udzie­le­nia pomo­cy inter­no­wa­nym w obo­zach przez orga­ni­za­cje poli­tycz­ne i cha­ry­ta­tyw­ne oraz kościel­ne. Kon­se­kwent­nie unie­moż­li­wia­no pra­cow­ni­kom PCK, Biur Pol­skich oraz kato­lic­kim duchow­nym dostar­cza­nie żyw­no­ści i odzieży.

W obo­zach w Arge­les-sur-Mer i Agde były bar­dzo złe warun­ki sani­tar­no – byto­we. Inter­no­wa­ni miesz­ka­li w rude­rach – drew­nia­nych bara­kach, posta­wio­nych na wil­got­nym, pod­mo­kłym tere­nie. Nie dawa­ły pra­wie żad­nej osło­ny przed zim­nem i desz­czem. Było w nich prze­raź­li­wie zim­no, bo bra­ko­wa­ło opa­łu. Bara­ki te były posta­wio­ne na tere­nie wil­got­nym. Prze­peł­nio­ne bra­ki były pokry­te bla­chą fali­stą. W każ­dym z nich miesz­ka­ło 4050 osób. Nie mia­ły pod­ło­gi, ani w miej­sca do spa­nia. Inter­no­wa­ni noce spę­dza­li bez­po­śred­nio na pia­sku, cza­sem na położ­nym na pia­sku kocu lub na słomie.

Ubi­ka­cje znaj­do­wa­ły się na zewnątrz – bez­po­śred­nio na pla­ży. W czę­ści obo­zu zaj­mo­wa­nej przez kobie­ty i dzie­ci znaj­do­wa­ła się tyl­ko jed­na pom­pa z wodą. Do mycia słu­ży­ła jed­nak woda mor­ska. Sil­ne hura­ga­ny, na począt­ku Nowe­go Roku (1941) w obo­zie w Arge­les-sur-Mer poła­ma­ły drze­wa i zepchnę­ły do morza kil­ka­na­ście bara­ków. Uto­pi­ło się wte­dy w morzu kil­ko­ro dzieci.

Inter­no­wa­ni w obo­zach gło­do­wa­li, bo Fran­cu­zi dawa­li mało żyw­no­ści. Na die­tę inter­no­wa­nych Pola­ków skła­da­ły się czę­sto jedy­nie bru­kiew lub bul­wy z wody i 100 gram czar­ne­go chle­ba na oso­bę na jeden dzień. W ogó­le więź­nio­wie nie jedli tłuszczów.

Głód naj­bar­dziej doskwie­rał dzie­ciom. W obo­zie w Gurs mdla­ły z wycień­cze­nia. Zda­rza­ły się rów­nież przy­pad­ki śmier­ci gło­do­wej dzie­ci. W obo­zie w Arge­les-sur-Mer przez dwa dni kobie­tom i dzie­ciom w ogó­le dawa­no jedze­nia. Lekarz, któ­ry badał póź­niej zwol­nio­nych z inter­no­wa­nia Pola­ków, stwier­dził u nie­któ­rych obja­wy obrzę­ku głodowego”.

Dostar­cza­na przez PCK żyw­ność była gra­bio­na przez szaj­ki okra­da­ją­ce kuch­nie obo­zo­we.. Dopie­ro po kil­ku mie­sią­cach, praw­do­po­dob­nie po kon­tro­li w obo­zie, dzie­ci zaczę­to kar­mić lep­szy­mi zupa­mi, dawa­no im owo­ce, a cza­sem nawet kawa­łek czekolady.

Jed­nak na począt­ku 1941 roku w obo­zie w Agde więk­szość pol­skich dzie­ci była cho­ra. Stwier­dzo­no wśród nich przy­pad­ki zacho­ro­wań na odrę i osta­tecz­nie szes­na­ścio­ro spo­śród nich odwie­zio­no do szpi­ta­la w Mont­pel­lier. Jed­no 3,5‑roczne dziec­ko zmar­ło. Na tere­nie obo­zu w Arge­les-sur-Mer była pla­ga szczurów.

O Boże, te szczu­ry to było coś strasz­ne­go. Były tak wygło­dzo­ne, że rzu­ca­ły się na nas! Mnie pogry­zły… Reszt­ki pozo­sta­łej żyw­no­ści mama przy­wią­zy­wa­ła na sznur­kach do sufi­tu, gdyż, w prze­ciw­nym razie, zosta­ła­by ona zje­dzo­na przez te gryzonie

wspo­mi­na Wanda.

Na począt­ku 1941 roku przed­sta­wi­cie­le PCK, Biur Pol­skich oraz Pol­skiej Misji Kato­lic­kiej zaczę­li nego­cjo­wać prze­nie­sie­nie osa­dzo­nych Pola­ków w Arge­les-sur-Mer i Agde do inne­go obo­zu. Z opo­ra­mi władz Vichy, ale uda­ło się.

W lutym 1941 roku zli­kwi­do­wa­no obóz w Agde, a znaj­du­ją­cy się w nim Pola­cy zosta­li prze­nie­sie­ni do Rive­sal­tes. Od kil­ku mie­się­cy pro­wa­dzo­no roz­mo­wy z wła­dza­mi fran­cu­ski­mi doty­czą­ce okre­śle­nia warun­ków, na jakich inter­no­wa­ni w obo­zach Pola­cy zosta­ną osta­tecz­nie zwol­nie­ni. Uda­ło się to w poło­wie 1941 roku, kie­dy to więk­szość Pola­ków zosta­ła zwol­nio­na z inter­no­wa­nia w Rive­sal­tes na sku­tek pozy­tyw­nej” decy­zji władz francuskich.

Inter­no­wa­ni po zwol­nie­niu z obo­zu tra­fia­li do schro­nisk PCK lub wynaj­mo­wa­nych hote­lach. Jed­nak nie wszy­scy. W mar­cu 1942 roku w obo­zach inter­no­wa­nia nadal prze­trzy­my­wa­no pra­wie 800 osób, w tym 520 Żydów posia­da­ją­cych pol­skie obywatelstwo.

Rodzi­na Seniu­ków zosta­ła zwol­nio­na z obo­zu w Rive­sal­tes pod koniec maja 1941 roku. Tra­fi­li do schro­ni­ska PCK w miej­sco­wo­ści La Basti­de. Póź­niej dołą­czy­ła do nich rodzi­na Karbowników.

Losy inter­no­wa­nych Żydów

W obo­zach inter­no­wa­nia osa­dza­ni byli rów­nież Żydzi posia­da­ją­cy pol­skie oby­wa­tel­stwo. Doty­czy­ły ich jed­nak inne zasa­dy. Z obo­zów inter­no­wa­nia zosta­li prze­wie­zie­ni do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, gdzie zgi­nę­li. Jed­nak wcze­śniej musie­li się pod­dać odręb­nej akcji zwią­za­nej z ich spi­sem”. W tym wypad­ku jed­nak posia­da­nie pol­skie­go oby­wa­tel­stwa nie rato­wa­ło przed reje­stra­cją. Zresz­tą ten spis” tak napraw­dę był wstę­pem do depor­ta­cji Żydów do obo­zów zagła­dy, mię­dzy inny­mi w Auschwitz. Było to zgod­ne z poli­ty­ką władz Vichy, zmie­rza­ją­cą do ich eksterminacji.

Pierw­sze depor­ta­cje Żydów do obo­zów w Gurs, Rive­sal­tes, Les Mil­les i innych nastą­pi­ły już w paź­dzier­ni­ku 1940 roku. Trans­por­ty z tych obo­zów bez­po­śred­nio do obo­zów zagła­dy mia­ły miej­sce począw­szy od sierp­nia 1942 roku, kie­dy to wła­dze fran­cu­skie pod­ję­ły dzia­ła­nia w celu ich opróż­nie­nia” na tere­nie nie­oku­po­wa­nym z Żydów inter­no­wa­nych tam po paź­dzier­ni­ku 1940 roku.

Oprócz Żydów w obo­zach umiesz­cza­no innych cudzo­ziem­ców, do któ­rych odno­si­ły się te same prze­pi­sy. Osa­dze­ni tam zosta­li Cyga­nie, Wło­si, Bel­go­wie, Holen­drzy, Angli­cy, Ame­ry­ka­nie, Rosja­nie. Ukra­iń­cy, tak­że Niem­cy, a ponad­to znacz­na ilość Hisz­pa­nów, w szcze­gól­no­ści – uczest­ni­ków woj­ny domo­wej, któ­rzy wal­czy­li po stro­nie komu­ni­stów, a po wyco­fa­niu się na teren Fran­cji – zosta­li inter­no­wa­ni w obozach.

Rodzi­ny Seniu­ków i Kar­bow­ni­ków po woj­nie nie chcia­ły zostać we Fran­cji. W 1946 roku jako repa­trian­ci wró­ci­li do Pol­ski. Nigdy nie odwie­dzi­li Fran­cji, bo chcie­li jak naj­szyb­ciej zapomnieć.

Sąd szyb­ko się uczy

Wystar­czył repor­taż w Dużym For­ma­cie i kil­ka mate­ria­łów w TVN, aby sąd szyb­ko zro­zu­miał, jakie są ocze­ki­wa­nia opi­nii społecznej.

(…) Od ska­za­nia żad­na eks­tre­mal­na meta­mor­fo­za w jej zacho­wa­niu nie zaszła, dla­te­go Agniesz­ka F., zna­na jako sio­stra Ber­na­det­ta powin­na odbyć zasą­dzo­ną karę” – oce­nił sąd. Zaska­ku­ją­ce jest, że ten sam sąd, któ­ry trzy­krot­nie sąd pozy­tyw­nie roz­pa­try­wał proś­by o odro­cze­nie wyro­ku ze wzglę­du na zły stan zdro­wia, nagle zmie­nia opty­kę. Dla­cze­go? Skąd ta nagła tro­ska o wize­ru­nek wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści? Nie­spo­dzie­wa­na popra­wa sta­nu zdro­wia? Nie, tak na sąd podzia­ła­ły media – kame­ry, mikro­fo­ny… Nie bro­nię sio­stry Ber­nar­det­ty. Każ­dy, kto mole­stu­je, depra­wu­je czy bije dzie­ci, musi zostać uka­ra­ny. Mam jed­nak wąt­pli­wo­ści, czy tyl­ko zakon­ni­ce zasłu­ży­ły na medial­ny lincz?

Afe­ra w pro­wa­dzo­nym w Zabrzu przez boro­me­usz­ki ośrod­ka opie­kuń­cze­go dla dzie­ci i mło­dzie­ży, w któ­rym od lat docho­dzi­ło do dra­stycz­nych zacho­wań, jest bul­wer­su­ją­ca. Wie­lo­krot­nie wcze­śniej opi­sy­wa­na, była też tema­tem repor­ta­ży w TVN.

Z zeznań wycho­wan­ków wyła­niał się obraz pełen prze­mo­cy i agre­sji – zarów­no ze stro­ny zakon­nic, jak i ich pod­opiecz­nych. Gehen­na trwa­ła od lat 70. Wycho­wan­ko­wie zezna­wa­li w sądzie, co skru­pu­lat­nie opi­sa­ła repor­ter­ka Duże­go For­ma­tu pod­czas pro­ce­su, któ­ry roz­po­czął się sześć lat temu:

Młod­si zamy­ka­ni byli na noc ze star­szy­mi, 20-let­ni­mi wycho­wan­ka­mi, sio­stry wyzy­wa­ły dzie­ci od zbo­czeń­ców, gnoj­ków i debi­li. Dziew­czyn­kom za karę wkła­da­no mydło do ust, wią­za­no do kalo­ry­fe­ra, myto w zim­nej wodzie. Zakon­ni­ce biły menaż­ką albo wie­sza­kiem. O pomoc pro­si­ły czę­sto star­szych chło­pa­ków. Nie­po­słusz­ne dzie­ci były roz­bie­ra­ne i bite. Nie­któ­re nie wytrzy­my­wa­ły, w ośrod­ku były pró­by samobójcze”.

Natu­ral­nie repor­taż został zilu­stro­wa­ny gra­fi­ką, przed­sta­wia­ją­ca złą, zacię­tą twarz sta­rej zakon­ni­cy. Taka pry­mi­tyw­na socjo­tech­ni­ka, któ­rej prze­sła­nie było jasne: Zakon­ni­ca musi pójść siedzieć”.

Za bicie i przy­zwa­la­nie na prze­moc sek­su­al­ną oskar­żo­no Agniesz­kę F., czy­li sio­strę Ber­na­det­tę, dyrek­tor­kę ośrod­ka, oraz jed­ną z sióstr, Bogu­mi­łę Ł. Czte­ry lata temu zapadł wyrok. Sio­strę Ber­na­det­tę ska­za­no na dwa lata w zawie­sze­niu, Bogu­mi­łę Ł. na osiem mie­się­cy, tak­że w zawie­sze­niu. Pro­ku­ra­tu­ra zło­ży­ła apelację.

Trzy lata temu sio­stra Ber­na­det­ta zosta­ła ska­za­na na bez­względ­ną karę dwóch lat wię­zie­nia. Za krat­ki nie tra­fi­ła, bo przy­sy­ła­ła do sądu wnio­ski o odro­cze­nie wyko­na­nia kary ze wzglę­du na zły stan zdro­wia i pode­szły wiek – ma bowiem 59 lat. Takie jest pra­wo, że ska­za­ny pra­wo­moc­nym wyro­kiem może skła­dać wnio­ski do sądu o odro­cze­nie wyko­na­nia kary.

W ubie­głym roku opi­sy­wa­łem spra­wę wypad­ku dro­go­we­go, z 1997 r., w któ­rym zgi­nął jeden mło­dy męż­czy­zna, a jego dwaj kole­dzy zosta­li kale­ka­mi. Jego spraw­ca za krat­ki tra­fił w ubie­głym roku, po… 13 latach od pra­wo­moc­ne­go wyro­ku! Nie wiem, na ile to była zasłu­ga” nie­mra­we­go i libe­ral­ne­go sądu, a ile na to, że pasa­że­rem był kole­ga kie­row­cy, Dawid Kostemp­ski (obec­ny pre­zy­dent Świę­to­chło­wic, któ­ry został wów­czas ska­za­ny na pół­to­ra roku tak­że w zawie­sze­niu na trzy lata za zacie­ra­nie śla­dów prze­stęp­stwa.), syn pro­mi­nent­ne­go biz­nes­me­na z bran­ży węglowej.

Nie zauwa­ży­łem spe­cjal­ne­go zain­te­re­so­wa­nia dzien­ni­ka­rzy Gaze­ty Wybor­czej, nawet tej lokal­nej, tym skandalem.

Po uka­za­niu się repor­ta­żu Czy Bóg wyba­czy sio­strze Ber­na­det­cie?” było już wia­do­mo, że Gaze­ta Wybor­cza – nigdy nie wyba­cza. Bóg zapew­ne wybaczył.