Po burzy etc.
Cała rozmowa Belki z Sienkiewiczem
Tygodnik „Wprost” udostępnił na swojej stronie internetowej całą zawartość pliku dźwiękowego, na którym znajduje się rozmowa szefa NBP Marka Belki z szefem MSW Bartłomiejem Sienkiewiczem. Nagranie bez żadnych cięć trwa ponad dwie godziny.
To był długi obiad. Kto płacił?
Chartreux
Chuj, dupa, rewizja – czyli ABW we Wprost
Od wtorku prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie podsłuchów, które zarejestrowały rozmowy polityków PO oraz szefa NBP Marka Belki. Dzisiaj ABW przekazała prokuraturze zgromadzone przez siebie materiały.
Jedna osoba została zatrzymana w związku z tzw. aferą taśmową. Według PAP zatrzymany to Łukasz N., menedżer restauracji Sowa i Przyjaciele, w której dokonano nagrań.
Dzisiaj po południu na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali mężczyznę mogącego mieć związek z opublikowanymi nagraniami w mediach. Zatrzymanie nastąpiło w centrum stolicy. Teraz mężczyzna zostanie przekazany do dyspozycji prokuratury — napisała ABW w komunikacie. Potwierdziła to rzeczniczka prowadzącej śledztwo Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, Renata Mazur.
Prokurator wydał polecenie zatrzymania po przesłuchaniu dzisiejszych świadków — mówiła. Według Mazur czynności z N. mają być wykonywane przez prokuraturę w piątek. Tymczasem ABW po raz drugi wtargnęło dziś do redakcji „Wprost”. Jak poinformował dziennikarz śledczy tygodnika Michał Majewski na Twitterze, agentom towarzyszy prokurator Józef Gacek.
Jedna osoba została zatrzymana w związku z tzw. aferą taśmową. Według „PAP” zatrzymany to Łukasz N., menedżer restauracji Sowa i Przyjaciele, w której dokonano nagrań.
Dzisiaj po południu na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali mężczyznę mogącego mieć związek z opublikowanymi nagraniami w mediach. Zatrzymanie nastąpiło w centrum stolicy. Teraz mężczyzna zostanie przekazany do dyspozycji prokuratury
— napisała ABW w komunikacie. Potwierdziła to rzeczniczka prowadzącej śledztwo Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, Renata Mazur.
Prokurator wydał polecenie zatrzymania po przesłuchaniu dzisiejszych świadków
— mówiła.
Według Mazur czynności z N. mają być wykonywane przez prokuraturę w piątek. Tymczasem ABW po raz drugi wtargnęło dziś do redakcji „Wprost”. Jak poinformował dziennikarz śledczy tygodnika Michał Majewski na Twitterze, agentom towarzyszy prokurator Józef Gacek.
Redaktor naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski podczas pierwszej wizyty agentów odmówił wydania nagrań. Obecność prokuratora ma prawdopodobnie wymusić na nim zmianę decyzji. Niewykluczone, że zostaną skonfiskowane komputery w redakcji tygodnika, a w mieszkaniach autorów publikacji – przeprowadzone rewizje.
O czym rozmawiał Sienkiewicz z Belką
W I połowie XVIII w. Rzeczpospolita przeżywała okres poważnego kryzysu politycznego. Były to czasy kiedy w Polsce rządzili królowie z saskiej dynastii Wettynów, August II (1697–1733) i August III (1733–1763). Dostrzegacie analogię?
Niedawno w sieci znalazła się skrócona wersja rozmowy szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką, Prezesem NBP. Można ją odsłuchać tu.
Dzisiaj pojawiło się pełne nagranie tej rozmowy:
Ponieważ w czasach saskich władza królewska była bardzo słaba, krajem rządzili magnaci, którzy uzależnili od siebie szlachtę, posiadającą formalnie te same prawa polityczne. Oprócz olbrzymich posiadłości i wspaniałych pałaców magnaci mieli też własne oddziały wojskowe, a szlachta, stanowiąca ich klientelę głosowała zgodnie z ich wolą na sejmikach i na sejmach.
Stół i nożyce
Po moim artykule http://wpolityce.pl/historia/200447-glossa-i-mity-sowieckie-sluzby-cywilne-musialy-inwigilowac-solidarnosc-walczaca odezwał się dyskutant, pan Hlebowicz.
Pisze http://wpolityce.pl/historia/200679-piotr-hlebowicz-klamstwa‑i-klamstewka-czyli-kolejne-polowanie-na-chmielowska. Można sobie poczytać.
Problem jednak autor ma jeden – opisując historyjkę nie pisałem o pani Ch., zwanej przez niektórych „Anną Walentynowicz Ślaskiej Solidarności”, ani o panu S.
Osobiste wycieczki pana H. w moja stronę pominę, bo nie chcę być niemiły.
Historię opowiedział mi nie „stary esbek/ubek”, ale oficer kontrwywiadu z nowego naboru UOP. Złośliwie mogę dodać „uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Cieszy mnie też przekonanie pana H. o własnej omnipotencji. BTW – czekam na paszkwil o mnie „Kowalskiego z Kanady”. Dawno nic nie napisał. A swoją drogą pozazdrościć pamięci – taka precyzja wspomnień o wydarzeniach sprzed niemalże ćwierć wieku, no, no…
Tatry
Rozmowa Sienkiewicza z Belką
Pojawiły się już w Internecie nagrania. Oto jedno z nich:
Afera taśmowa, czyli PO w czarnej d…
Glossa i mity
Głośno o Solidarności Walczącej. Ostatnio głównie przy okazji wydania książki Igora Janke „Twierdza”. Zapewne nigdy się nie dowiemy, jaki był stopień infiltracji SW nie tylko przez sowieckie służby specjalne, ale również np. wschodnioniemiecką Stasi czy czechosłowacką StB. Trzeba założyć, że takie były. I nie zawsze działacze Solidarności Walczącej z tych potyczek wychodzili z tarczą.
Książkę polecam równie gorąco, jak jej recenzję Mirka Lewandowskiego na portalu Konferderat.pl [http://goo.gl/0jCPVo]
Zwróciłem uwagę na fragmenty:
„Gdy chodzi o obce służby, to oczywiste jest zainteresowanie Solidarnością Walczącą ze strony służb sowieckich (zarówno cywilnych, jak i wojskowych). Sowieckie służby cywilne musiały inwigilować SW choćby z tego powodu, że Kornel Morawiecki był jednym z inspiratorów „Posłania do narodów Związku Radzieckiego i krajów Europy Wschodniej”, przyjętego przez I Zjazd NSZZ „Solidarność” 8 września 1981 r. Drugim powodem zainteresowania SW ze strony KGB musiała być działalność Autonomicznego Wydziału Wschodniego, utworzonego w ramach SW w 1988 r. „Rozpoczęli organizację szkoleń dla działaczy z różnych części Związku Radzieckiego. Organizowali szkolenia drukarskie, radiowe, uczyli ich zasad konspiracji” (str. 257). Niestety autor nie skorzystał z okazji, aby opisać w sposób bardziej szczegółowy działalność „legendarnego” Wydziału Wschodniego (na str. 257–258 mamy trochę więcej informacji, ale dotyczą one już roku 1990), zakładając jednak, że Wydział Wschodni rzeczywiście miał od 1988 r. kontakty na terenie Związku Sowieckiego, to musiało to zaowocować odpowiednimi działaniami KGB, „ochraniającymi” określone środowiska w Sowietach.
Igor Janke w kilku miejscach napisał, że SW przerzucała ulotki (drukowane w języku rosyjskim) za mury koszar wojsk sowieckich stacjonujących na Dolnym Śląsku (np. str. 43 i 277). To z kolei musiało powodować odpowiednie działania ze strony GRU. Taka jest po prostu metoda działań tego typu służb.”
Niedawno usłyszałem ciekawą historię, która może świadczyć nie tylko o infiltracji struktur Solidarności Walczącej przez GRU czy KGB (wtedy), ale także o wywiadowczym wykorzystaniu tychże kontaktów. Na początku lat 90. ub. wieku do Romana Huli, który był wówczas komendantem wojewódzkim policji w Katowicach przyszła pewna działaczka Solidarności Walczącej, i zrobiła karczemną awanturę. O co? Otóż pewien dysydent z ZSRR miał problemy z uzyskaniem karty stałego pobytu w Polsce. Hula, który uznał że skoro taka persona „klamkuje” za obywatelem zza wschodniej granicy, ręcząc za jego opozycyjną kartę niemalże słowem honoru, zdecydował się nagiąć procedury i bez sprawdzenia w UOP, polecił wydać kartę pobytu.
Po roku Rosjanin zniknął z Polski. Wyjechał do Niemiec. Okazało się bowiem, że po dokładnym sprawdzeniu życiorysu tegoż „repatrianta” zaczęło pojawiać się coraz więcej pytań. Nie ma stuprocentowej pewności, że do jego wyjazdu doszło, bo zorientował się, iż jest pod czujnym okiem kontrwywiadu UOP. Faktem jest, że mężczyzna zniknął w ciągu jednego dnia.
- Chcieliśmy gościa przesłuchać, bo mieliśmy dowody na to, że to agent sowieckich służb. Klasyczny nielegał. Na dodatek nie miał działać w Polsce, ale w Niemczech. Nasz kraj był tylko punktem tranzytowym i legalizacyjnym dla jego spreparowanego życiorysu. Nasze zainteresowanie przyśpieszyło jego wyjazd, bo zapewne miał w Polsce siedzieć do czasu uzyskania obywatelstwa, a następnie jako „Polak” wyjechać w świat i zniknąć z pola widzenia służb specjalnych, wtopić się w tłum. I czekać – relacjonuje oficer kontrwywiadu.
To tylko opowieść, którą mozolnie próbowałem zweryfikować. Ciekawa, nieprawdaż?






