Dora­dzać trze­ba umieć

Mini­ster zdro­wia Marian Zemba­la ma pecha. Po pierw­sze dał się oma­mić Ewie Kopacz i zaan­ga­żo­wał się w poli­ty­kę, a po dru­gie – przy swo­im wyso­kim ego dobrał sobie złych dorad­ców. Co ruch, to faul.

Zemba­la naj­pierw w czerw­cu obra­ził pie­lę­gniar­ki. W wypo­wie­dzi, któ­ra padła w kon­tek­ście straj­ku pie­lę­gnia­rek z Wyszkowa.

W Ślą­skim Cen­trum Cho­rób Ser­ca, któ­re jest czę­ścią moje­go zawo­do­we­go życia i pozo­sta­nie, jeże­li kto­kol­wiek z pra­cow­ni­ków, kto­kol­wiek, pod­jął­by strajk, na dru­gi dzień będzie prze­ze mnie, dyrek­to­ra, zwolniony” 

powie­dział M. Zemba­la w pierw­szym wywia­dzie w TVN24 po nomi­na­cji i obję­ciu we wła­da­nie resor­tu zdro­wia. Kie­dy doszło do nie­go, co powie­dział, to zaczął wyja­śniać, co miał na myśli.

Stwier­dził, że jego wypo­wiedź o zwol­nie­niu straj­ku­ją­cych pie­lę­gnia­rek zosta­ła poda­na w spo­sób nie­peł­ny i przez to źle zrozumiana.

Prze­pra­szam pań­stwa za to, że nie­praw­dzi­wość infor­ma­cji, jej nie­peł­ność, sta­ła się pod­sta­wą nie­pra­wi­dło­wej tezy i ocen, ponie­waż cho­ry jest świę­to­ścią, a jako mini­ster będę zawsze po stro­nie chorych”

- mówił Zemba­la. Zwa­lił zamie­sza­nie na dzien­ni­ka­rzy, bo uwa­żał że frag­men­ty jego wywia­du zaczę­ły w redak­cji żyć wła­snym życiem i sta­ły się źró­dłem nie­szczęść”. Ale to była tyl­ko roz­grzew­ka ministra.

Jak wia­do­mo pie­lę­gniar­ki doma­ga­ją się wzro­stu wyna­gro­dze­nia zasad­ni­cze­go co roku o 500 zł, przez kolej­ne trzy lata. Jeże­li ich postu­la­ty nie zosta­ną speł­nio­ne, we wrze­śniu naj­praw­do­po­dob­niej zde­cy­du­ją o straj­ku. Nie zga­dza­ją się na dotych­cza­so­wą pro­po­zy­cję resor­tu, zgod­nie z któ­rą mia­ły­by otrzy­mać śred­nio 300 zł brut­to pod­wyż­ki, przy czym decy­zję o podzia­le tych środ­ków pomię­dzy pie­lę­gniar­ka­mi mia­ły­by podej­mo­wać oso­by kie­ru­ją­ce pod­mio­ta­mi leczniczymi.

Dywer­sja na stro­nach resortu

Na stro­nach Mini­ster­stwa Zdro­wia 4 sierp­nia br. poja­wi­ła się infor­ma­cja o zawar­ciu poro­zu­mie­nia w spra­wie pod­wy­żek. Jak poda­wał resort, tego dnia został pod­pi­sa­ny doku­ment o wza­jem­nej współ­pra­cy w zakre­sie two­rze­nia prze­pi­sów doty­czą­cych wymia­ru cza­su pra­cy i zakre­su czyn­no­ści w ramach świad­czeń opie­ki zdro­wot­nej udzie­la­nych przez pie­lę­gniar­ki i położne.

Infor­ma­cję tę zde­men­to­wa­ła Gra­ży­na Roga­la-Pawel­czyk, pre­zes Naczel­nej Rady Pie­lę­gnia­rek i Położnych:

Wszel­kie usta­le­nia, tak­że te doty­czą­ce two­rze­nia prze­pi­sów zwią­za­nych z wymia­rem cza­su pra­cy i zakre­sem czyn­no­ści w ramach świad­czeń opie­ki zdro­wot­nej udzie­la­nych przez pie­lę­gniar­ki i położ­ne, zawsze uzgad­nia­ne są przez Mini­ster­stwo Zdro­wia z repre­zen­tu­ją­cy­mi stro­nę spo­łecz­ną przed­sta­wi­cie­la­mi NRPiP i OZZPiP”.

Zemba­li nie pozo­sta­ło nic wię­cej, jak tyl­ko prze­pro­sić pie­lę­gniar­ki za nie­po­ro­zu­mie­nie zaist­nia­łe w związ­ku z publi­ka­cją na stro­nie Mini­ster­stwa Zdro­wia nie­praw­dzi­wych infor­ma­cji w spra­wie płac.

Wina za tę sytu­ację leży tyl­ko i wyłącz­nie po stro­nie Mini­ster­stwa, do cze­go z poko­rą się przy­zna­ję i przepraszam” 

- zapew­niał mini­ster zdrowia.

Mam w tym miej­scu gorz­ką satys­fak­cję, bo nie­daw­no pro­ro­ko­wa­łem (15 lip­ca Pomie­sza­nie ról, czy­li dzien­ni­karz sze­fem gabi­ne­tu poli­tycz­ne­go Zemba­li. Tajem­ni­ca wpa­dek mini­stra zdro­wia?”), że tak będzie.

Zna­na jest już tajem­ni­ca poli­tycz­nych i medial­nych wpa­dek mini­stra zdro­wia prof. Maria­na Zemba­li. Otóż od 1 lip­ca sze­fem jego gabi­ne­tu poli­tycz­ne­go jest Jerzy Zawart­ka” pisa­łem.

Jed­no­oso­bo­wy gabinet

Byłem cie­ka­wy, kto jesz­cze zna­lazł się w tym – z zało­że­nia eli­tar­nym i facho­wym – gro­nie dorad­ców poli­tycz­nych sze­fa resor­tu? Złu­dzeń pozba­wił mnie i uba­wił Krzysz­tof Bąk, rzecz­nik ministra.

Aktu­al­nie w Gabi­ne­cie Poli­tycz­nym Mini­stra Zdro­wia zatrud­nio­na jest 1 oso­ba na sta­no­wi­sku Sze­fa Gabi­ne­tu. Zgod­nie z roz­po­rzą­dze­niem Rady Mini­strów z dnia 28 mar­ca 2000 r. w spra­wie zasad wyna­gra­dza­nia i innych świad­czeń przy­słu­gu­ją­cych pra­cow­ni­kom urzę­dów pań­stwo­wych zatrud­nio­nym w gabi­ne­tach poli­tycz­nych oraz dorad­com lub peł­nią­cym funk­cje dorad­ców osób zaj­mu­ją­cych kie­row­ni­cze sta­no­wi­ska pań­stwo­we ( Dz. U. Nr 24, poz. 296, z późn. zm.) na sta­no­wi­sku sze­fa gabi­ne­tu przy­słu­gu­je wyna­gro­dze­nie zasad­ni­cze 6.070 zł oraz doda­tek funk­cyj­ny w wyso­ko­ści 1.810 zł.

Do wyna­gro­dze­nia zasad­ni­cze­go doli­cza­ny jest rów­nież doda­tek za staż pra­cy w wyso­ko­ści wyno­szą­cej po pię­ciu latach pra­cy 5% i wzra­sta o 1% za każ­dy dal­szy rok pra­cy, aż do osią­gnię­cia 20% mie­sięcz­ne­go wynagrodzenia”. 

Tyle rzecz­nik.

Czy­li Zawart­ka jest sam sobie sze­fem w tzw. Gabi­ne­cie Poli­tycz­nym Mini­stra Zdro­wia. Zapew­ne to zgod­nie z tren­dem oszczęd­ne­go pań­stwa à la PO”. To nie­wie­le za kom­pro­mi­to­wa­nie mini­stra Zemba­li – zale­d­wie 7880 zło­tych. Nikt nie powi­nien mieć wąt­pli­wo­ści, że zada­nie dora­dza­nia mini­stro­wi zdro­wia prze­ro­sło Zawart­kę. Gorzej, że jego rady kom­pro­mi­tu­ją prof. Zemba­lę. Bo mini­strem się bywa.

Lob­bing w lekach?

Cie­ka­we, kto dora­dził mini­stro­wi zdro­wia powo­ła­nie nowe­go dyrek­to­ra Naro­do­we­go Insty­tu­tu Leków, któ­rym został chi­rurg onko­log, prof. dr hab. Piotr Fie­dor? O tym skan­da­lu pisze Jan Paw­lic­ki na por­ta­lu Blog​pu​bli​ka​.com

Nie było­by może w tym nic nie­sto­sow­ne­go, ot zła­ma­nie dobre­go oby­cza­ju, gdy­by nie fakt, że pro­ce­du­ra powo­ła­nia sze­fa NIL budzi sze­reg wąt­pli­wo­ści. Do tego stop­nia, że poprzed­ni mini­ster, Bar­tosz Arłu­ko­wicz, naka­zał powtó­rze­nie kon­kur­su. Zemba­la anu­lo­wał tę decy­zję i prze­for­so­wał kan­dy­da­tu­rę prof. Fie­do­ra. W dodat­ku zro­bił to wbrew sta­no­wi­sku Rady Nauko­wej Insty­tu­tu. Pra­cow­ni­cy NIL nie mogą kry­ty­ko­wać decy­zji mini­stra – wła­śnie dosta­li zakaz wypo­wia­da­nia się w mediach pod groź­bą utra­ty pracy”.

Naro­do­wy Insty­tut Leków decy­du­je o reje­stra­cji i dopusz­cza­niu do obro­tu pro­duk­tów lecz­ni­czych i wyro­bów medycz­nych. To ogrom­na wła­dza, klu­czo­wa dla inte­re­sów firm farmaceutycznych.

W dodat­ku poprzed­ni dyrek­tor, prof. Zbi­gniew Fija­łek, pod­padł lob­by far­ma­ceu­tycz­ne­mu. To poszla­ka numer dwa. Fija­łek dopro­wa­dził do zmia­ny pra­wa w ten spo­sób, by pro­du­cen­ci leków pła­ci­li za bada­nia dopusz­cza­ją­ce je do sprze­da­ży. Wcze­śniej kosz­ta­mi obcią­ża­ny był skarb pań­stwa. To ty, dro­gi podat­ni­ku, pła­ci­łeś Gla­xo­Smi­th­Kli­ne, czy Polphar­mie za testy, któ­re mia­ły potwier­dzić, że pro­du­ko­wa­ne przez te fir­my pre­pa­ra­ty nie są szko­dli­we dla zdro­wia. Być może per­spek­ty­wa dal­sze­go sze­fo­wa­nia Naro­do­we­mu Insty­tu­to­wi Leków przez prof. Fijał­ka nie jest na rękę potęż­nym gra­czom na ryn­ku farmaceutycznym”

– pisze Pawlicki.

Cel­ne stwier­dze­nie. Nie ma zapew­ne w Pol­sce pro­fe­so­ra medy­cy­ny, któ­ry nie korzy­stał ze spon­so­ro­wa­nia swo­ich badań czy wyjaz­dów przez kon­cer­ny medycz­ne bądź far­ma­ceu­tycz­ne. Przy­zna­je się do tego nawet obec­ny mini­ster zdro­wia. Z jego oświad­czeń mająt­ko­wych wyni­ka, że p będąc kon­sul­tan­tem kra­jo­wym, prof. Zemba­la zasia­dał w radzie nauko­wej fun­da­cji Polpharmy.

Z jego oświad­czeń mająt­ko­wych wyni­ka­ło, że m.in. Polphar­ma była spon­so­rem wyjaz­du na kon­gre­sy nauko­we (np. 18 wrze­śnia ub. roku pokry­cie kosz­tów wyjaz­du i ubez­pie­cze­nia do Bar­ce­lo­ny celem aktyw­ne­go udzia­łu kon­gre­sie Euro­pej­skie­go Towa­rzy­stwa Kar­dio­lo­gicz­ne­go”). Nicze­go natu­ral­nie nie suge­ru­ję, ale kon­tekst ewen­tu­al­ne­go lob­bin­gu kon­cer­nów far­ma­ceu­tycz­nych na obsa­dę per­so­nal­ną sta­no­wi­ska dyrek­to­ra NIL wyma­ga wyjaśnienia.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl

Lustra­cja Buzka

Jerzy Buzek nie nale­ży do moich ulu­bień­ców. Jed­nak poja­wie­nie się w Inter­ne­cie arty­ku­łów o jego agen­tu­ral­nej” prze­szło­ści na milę śmier­dzi pro­wo­ka­cją i zamia­rem skom­pro­mi­to­wa­nia na wszel­ki wypa­dek” lustracji.

Nie­daw­no na por­ta­lu Fron​da​.pl poja­wił się skan­da­licz­ny arty­kuł Jerzy Buzek TW Karol”? prze­dru­ko­wa­ny za por­ta­lem pres​sma​nia​.pl. O ile Fron​da​.pl arty­kuł autor­stwa Irka Ceza­re­go Tunie­wi­cza szyb­ko usu­nę­ła, to na tym dru­gim por­ta­lu nadal moż­na go przeczytać.

Publi­ka­cja Tunie­wi­cza, któ­ry jak wyni­ka z jego pro­fi­lu na por­ta­lu spo­łecz­no­ścio­wym pocho­dzi z Gdań­ska a miesz­ka w Toron­to, o rze­ko­mej (bo brak dowo­dów na nią) agen­tu­ral­no­ści Jerze­go Buz­ka opie­ra się na wnio­sku posłów Toma­sza Kar­wow­skie­go oraz Ada­ma Słom­ki z Kon­fe­de­ra­cji Pol­ski Nie­pod­le­głej – Ojczy­zna z 1999 roku do Sądu Lustra­cyj­ne­go. Posło­wie doma­ga­li się lustra­cji ówcze­sne­go pre­mie­ra rzą­du AWS.

Była to reak­cja na decy­zję Bogu­sła­wa Nizień­skie­go, ówcze­sne­go Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go, któ­ry posta­no­wił nie uwzględ­nić wnio­sku. Posta­no­wie­niem z dnia 2 wrze­śnia 1999 r. Sąd Ape­la­cyj­ny w War­sza­wie (sygn. akt V AL 3299) utrzy­mał w mocy posta­no­wie­nie Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go o odmo­wie wystą­pie­nia z wnio­skiem o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia lustracyjnego.

W Kata­lo­gu IPN czy­ta­my nastę­pu­ją­ce infor­ma­cje o Jerzym Buzku:

  • Jerzy Buzek wystę­pu­je w aktach SO krypt. Deba­ta” doty­czą­cej I Kra­jo­we­go Zjaz­du Dele­ga­tów NSZZ Soli­dar­ność”. Spra­wa zosta­ła zare­je­stro­wa­na 3.09.1981 pod nr 66477 przez Wydział III Depar­ta­men­tu III‑A (od listo­pa­da 1981 Depar­ta­men­tu V) MSW. Zakoń­czo­no 11.12.1981 i zar­chi­wi­zo­wa­no pod sygn. 2282/IV. Mate­ria­ły zawie­ra­ją m.in.: pla­ny dzia­łań ope­ra­cyj­nych, mel­dun­ki i notat­ki funk­cjo­na­riu­szy SB, ste­no­gra­my z prze­bie­gu obrad, wyka­zy uczest­ni­ków Zjaz­du i oso­bo­wych źró­deł infor­ma­cji. Mat. o sygn. IPN BU 236243 (2282/IV)
  • W dn. 16.11.1981 zare­je­stro­wa­ny pod nr 47524 przez Gru­pę III SB Gli­wi­ce, w dzien­ni­ku reje­stra­cyj­nym jako kate­go­rię zapi­sa­no meld. spraw.” [mel­du­nek spraw­dze­nio­wy?], 17.09.1985 mate­ria­ły prze­kwa­li­fi­ko­wa­no na kwe­stio­na­riusz ewi­den­cyj­ny [KE] o krypt. Nego­cja­tor”. W dn. 08.08.1986 KE prze­ka­za­no do Refe­ra­tu V‑1 RUSW Gli­wi­ce, a następ­nie do Wydz. XI Dep. I MSW. Mate­ria­ły po zwró­ce­niu zosta­ły znisz­czo­ne jako bez­war­to­ścio­we”. Zapis w dzien­ni­ku reje­stra­cyj­nym WUSW Kato­wi­ce, poz. 47524; kar­ta E‑16 z kar­to­te­ki odtwo­rze­nio­wej Biu­ra C” MSW.
  • W dniu 27.08.1986 zare­je­stro­wa­ny pod nr 97987 przez Wydz. XI Dep. I MSW w kate­go­rii zabez­pie­cze­nie. W dniu 09.10.1989 r. – zdję­to z czyn­nej ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej z powo­du rezy­gna­cji jed­nost­ki ope­ra­cyj­nej SB. Zapis w dzien­ni­ku reje­stra­cyj­nym MSW, poz. 97987; zapis w ZSKO-88.
  • Brak jakich­kol­wiek infor­ma­cji ope­ra­cyj­nych. Zapis zawie­ra jedy­nie infor­ma­cje o danych per­so­nal­nych i adre­sach zamiesz­ka­nia. Zapis w ZSKO-90.
  • Akta pasz­por­to­we (EAGL 110980, EAGL 54116EAPP 503040). Kar­ta Pz-35 o sygn. arch. EAGL 110980 (poprzed­nia sygn. EAKA 23300) z kar­to­te­ki pasz­por­to­wej Wydz. Pasz­por­tów KWMO/WUSW Kato­wi­ce. Akt pasz­por­to­wych nie odnaleziono.

Kar­wow­ski we wnio­sku (nadal dostęp­ny w Inter­ne­cie) opie­rał się na głów­nie na

infor­ma­cjach prze­ka­za­nych mnie przez świad­ków (zgło­szo­nych for­mal­nie w postę­po­wa­niu lustra­cyj­nym) oraz z danych Wydzia­łu Ope­ra­cyj­ne­go (Kontr­wy­wia­dow­cze­go)”.

Poni­żej frag­men­ty wnio­sku Kar­wow­skie­go (nie­mal toż­sa­me z arty­ku­łem Tuniewicza):

Jerzy Buzek został zwer­bo­wa­ny przez Wywiad Woj­sko­wy PRL w roku 1971 przed wyjaz­dem na sty­pen­dium nauko­we do Wiel­kiej Bry­ta­nii (197172 r. ). Infor­ma­cja na ten temat zawar­ta jest w zacho­wa­nych aktach [ zał. nr 1]. Pierw­szym zada­niem agen­ta było zdo­by­cie dla Ukła­du War­szaw­skie­go naj­now­szych tech­no­lo­gii uty­li­za­cji gazów bojo­wych. Po powro­cie do kra­ju, w koń­cu 1972 roku, Jerzy Buzek zło­żył sto­sow­ny raport. Wobec podej­rze­nia o prze­wer­bo­wa­nie agen­ta przez MI 5 (sio­strza­ne do CIA służ­by bry­tyj­skie) Wywiad PRL zre­zy­gno­wał z uży­cia agen­ta na kie­run­ku państw kapitalistycznych”.

W związ­ku z tym prze­ka­za­no agen­ta do dys­po­zy­cji Służ­by Bez­pie­czeń­stwa [ zał. nr 2]. Uży­ty przez Służ­bę Bez­pie­czeń­stwa po wyda­rze­niach 1976 r (pro­te­sty na uczel­niach) do ope­ra­cji roz­pra­co­wa­nia śro­do­wisk aka­de­mic­kich m.in. w ramach spra­wy obiek­to­wej Poli­tech­ni­ka”. Cho­dzi o Poli­tech­ni­kę Gli­wic­ką. Dzia­ła­nia te koor­dy­no­wał przede wszyst­kim Wydział III KW MO Kato­wi­ce, [zał. Nr. 3. ]. Nagro­dą za efek­tyw­ną pra­cę było umoż­li­wie­nie przy­zna­nia tytu­łu nauko­we­go docen­ta (akta roz­pra­co­wa­nia Docent”).

Jerzy Buzek posia­dał mini­mum 3 tecz­ki” , pierw­szą gdy był roz­pra­co­wy­wa­ny – przy­mu­sza­ny do współ­pra­cy Docent” (?), dru­gą zało­żył Wywiad, trze­cią Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa, nada­jąc kryp­to­nim Taj­ny Współ­pra­cow­nik (TW) Karol”. Nato­miast w ramach każ­dej z wymie­nio­nych, wystę­po­wa­ły m.in. tecz­ka per­so­nal­na oraz tecz­ka pra­cy tzw. operacyjna.

Po straj­kach sierp­nio­wych 1980 roku Jerze­go Buz­ka skie­ro­wa­no do Nie­za­leż­ne­go Samo­rząd­ne­go Związ­ku Zawo­do­we­go Soli­dar­ność”. Naj­po­waż­niej­szym suk­ce­sem agen­ta TW Karol” sta­ły się dzia­ła­nia mani­pu­la­cyj­ne pod­czas I‑szego Kra­jo­we­go Zjaz­du Dele­ga­tów NSZZ Soli­dar­ność” w Gdań­sku, gdzie jako współ­pro­wa­dzą­cy obra­dy m.in. dopro­wa­dził do uchwa­le­nia słyn­nej Ode­zwy do Naro­dów Euro­py Środ­ko­wo- Wschod­niej. Celem auto­rów z komu­ni­stycz­ne­go Mini­ster­stwa Spraw Wewnętrz­nych PRL była pro­wo­ka­cja i uzy­ska­nie bez­po­śred­niej pomo­cy (z inter­wen­cją zbroj­ną włącz­nie) od ZSRR, zanie­po­ko­jo­ne­go roz­sze­rza­niem się wol­no­ścio­wej zara­zy” na inne kra­je socjalistyczne.

Agent otrzy­mał za to zada­nie wyso­ką nagro­dę finan­so­wą, [zał. nr 4]. W 1985 pod­pi­sał kolej­ny waż­ny doku­ment zło­żo­ny w tecz­ce ope­ra­cyj­nej TW Karol” [zał. nr 5] .

Cha­rak­te­ry­stycz­ną rolę Jerzy Buzek odgry­wa w aresz­to­wa­niu przy­wód­ców Ślą­skie­go pod­zie­mia soli­dar­no­ścio­we­go. Pozna­je wyjąt­ko­wo lokal, w któ­rym ukry­wa się Tade­usz Jedy­nak. Wkrót­ce zosta­je w nim aresz­to­wa­ny ten­że lider władz regio­nal­nych i krajowych..

Następ­nie Jerzy Buzek pozna­je miesz­ka­nie, w któ­rym ukry­wa się następ­ny szef regio­nal­nych struk­tur Soli­dar­no­ści”- Jan Andrzej Gór­ny. Po kil­ku godzi­nach lokal okrą­ża ogrom­na licz­ba samo­cho­dów SB oraz cywil­nych i mun­du­ro­wych funk­cjo­na­riu­szy służb bez­pie­czeń­stwa PRL. Poszu­ki­wa­ne­go przez 7 lat listem goń­czym Pro­ku­ra­tu­ry Woj­sko­wej czo­ło­we­go dzia­ła­cza pod­ziem­nych struk­tur, w tym Komi­sji Kra­jo­wej NSZZ Soli­dar­ność” aresz­to­wa­no… bez rewi­zji lokalu !

Jerzy Buzek nie­zau­wa­żo­ny, z tor­bą peł­na związ­ko­wych pie­nię­dzy, bez kło­po­tu opusz­cza po kwa­dran­sie kocioł”. Nie zna­ny jest w dzie­jach pod­zie­mia przy­pa­dek (a tym bar­dziej na czer­wo­nym” Ślą­sku), by przy tak waż­nym aresz­to­wa­niu Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa nie doko­ny­wa­ła grun­tow­nej rewi­zji i zabez­pie­cze­nia” lokalu.

Jedy­nym, któ­ry sko­rzy­stał na powyż­szych aresz­to­wa­niach był Jerzy Buzek, któ­ry jako >dorad­ca< zaczął nie­for­mal­nie” repre­zen­to­wać Gór­ny Śląsk w pra­cach kra­jo­we­go kie­row­nic­twa (TKK) Soli­dar­no­ści”. Było to moż­li­we, gdyż SB nie dopu­ści­ła do wyło­nie­nia kolej­ne­go przy­wód­cy regio­nal­nej NSZZ Soli­dar­ność”.

Dotych­cza­so­wa odmo­wa prze­słu­cha­nia w pro­ce­sie lustra­cyj­nym Tade­usza Jedy­na­ka, przy­wód­cy pod­ziem­nej S” przez powo­ła­nie się na opi­nię J.A. Gór­ne­go jest kom­plet­nie absur­dal­ne (str. 7 Posta­no­wie­nia Rzecz­ni­ka). W tej spra­wie nie oce­nia­my wię­zi przy­ja­ciel­skich czy też jaw­nych współ­pra­cow­ni­ków Moskwy (Mil­ler, Olek­sy itp.) ale utaj­nio­nych przed nami (dzia­ła­cza­mi demo­kra­tycz­nej opo­zy­cji) taj­nych współ­pra­cow­ni­kach służb specjalnych.

[…] Akta roz­pra­co­wa­nia i aresz­to­wa­nia J.A. Gór­ne­go zacho­wa­ły się i potwier­dza­ją rolę jaką ode­grał TW Karol”. Nie­zbęd­ne jest ich dogłęb­ne zwe­ry­fi­ko­wa­nie przez Sąd Lustra­cyj­ny na opi­sa­ną oko­licz­ność [ świa­dek z MSW III RP odn. Nr 6].

Za powyż­sze zasłu­gi oraz prze­ka­za­nie doku­men­tów władz pod­ziem­nej Soli­dar­no­ści” agent TW Karol” otrzy­mał od Służ­by Bez­pie­czeń­stwa 7000 USD (Rów­no­war­tość ówcze­snych ok. 350 pen­sji!) [zał. nr 7].

Co naj­cie­kaw­sze, Jerzy Buzek nigdy nie został aresz­to­wa­ny czy nawet inter­no­wa­ny, choć już od roku 1981 z racji jaw­nej dzia­łal­no­ści w legal­nej NSZZ Soli­dar­ność”, był dosko­na­le zna­ny Służ­bie Bez­pie­czeń­stwa. Mało tego, wie­lo­krot­nie (10 razy) wyjeż­dżał do kra­jów kapi­ta­li­stycz­nych. Jest to rów­nież wypa­dek wśród dzia­ła­czy opo­zy­cji bez pre­ce­den­su. Tym bar­dziej, że na Ślą­sku sza­lał naj­więk­szy komu­ni­stycz­ny ter­ror. Eks­tre­mie” pasz­port cza­sa­mi wrę­cza­no, owszem, ale z pie­cząt­ką: bez pra­wa powro­tu do PRL.

Spra­wa wybu­chła ponow­nie pod­czas Regio­nal­ne­go Zjaz­du Soli­dar­no­ści” Ślą­sko-Dąbrow­skiej, gdzie Wice­prze­wod­ni­czą­cy Zarzą­du Regio­nu Zbi­gniew Mar­ty­no­wicz zarzu­cił publicz­nie J. Buz­ko­wi współ­pra­cę z SB.”

Tyle Kar­wow­ski. Wydział XI Depar­ta­men­tu I zaj­mo­wał się zwal­cza­niem dywer­sji ide­olo­gicz­nej” – czy­li w latach 80. tak­że Soli­dar­no­ści” i jej zagra­nicz­nych struk­tur. W latach 198599 naczel­ni­kiem tegoż wydzia­łu był Alek­san­der Makowski.

Dzia­ła­cze pod­zie­mia z Gli­wic twier­dzą zgod­nie, że kon­spi­ra­cyj­nym pseu­do­ni­mem Buz­ka był Karol”. To jego dru­gie imię. Nic nie wspo­mi­na­ją o podej­rze­niach wobec Buzka.

Jerzy Buzek w maju 1987 r. z przy­czyn oso­bi­stych wyco­fał się z dzia­łal­no­ści w pod­zie­miu. Wio­sną 1985 roku leka­rze zdia­gno­zo­wa­li u Aga­ty Buzek nowo­twór, ziar­ni­cę zło­śli­wą. Buz­ko­wie roz­po­czę­li wal­kę o życie dziec­ka. - Przez czte­ry lata żyli­śmy na skra­ju wytrzy­ma­ło­ści psy­chicz­nej – mówi­ła w repor­ta­żu w Pol­ska The Times ówcze­sna żona Buz­ka – Lud­gar­da. Ostat­ni zabieg i che­mio­te­ra­pia zakoń­czy­ły się wio­sną 1989 roku.

Nie­wy­klu­czo­ne, że warun­kiem wyda­nia pasz­por­tu dla Buz­ka, aby cór­ka mogła wyje­chać na lecze­nie do RFN, było wła­śnie wyco­fa­nie się przez nie­go z dzia­łal­no­ści opo­zy­cyj­nej. Czy taki szan­taż był? Tego nie wia­do­mo, bo Buzek o tym nigdy nie mówił.

W listo­pa­dzie 1987 r. w skład nowo powsta­łej Kra­jo­wej Komi­sji Wyko­naw­czej jako przed­sta­wi­ciel regio­nu ślą­sko-dąbrow­skie­go wszedł Jan A. Gór­ny, któ­ry jed­nak szyb­ko, bo już 19 listo­pa­da został zatrzy­ma­ny w tym kotle”, o któ­rym wspo­mi­na Karwowski.

W Ency­klo­pe­dii Soli­dar­no­ści może­my prze­czy­tać o dal­szych losach Jana A. Górnego:

19 listo­pa­da 1987 r. zatrzy­ma­ny, 21 listo­pa­da 1987 r. aresz­to­wa­ny na 3 mies. pod zarzu­tem nie­pła­ce­nia ali­men­tów, prze­trzy­my­wa­ny w Aresz­cie Śled­czym w Kato­wi­cach, ska­za­ny przez Kole­gium ds. Wykro­czeń w Gli­wi­cach na karę wyso­kiej grzyw­ny, a 25 stycz­nia 1988 r. przez Sąd Rejo­no­wy w Dąbro­wie Gór­ni­czej na 4 lata więzienia”. 

Zatem Gór­ny led­wo co został powo­ła­ny w skład KKW, to SB go zatrzy­ma­ła i sku­tecz­nie wyeli­mi­no­wa­ła z dzia­łal­no­ści opozycyjnej.

Gór­ny po 1989 roku znik­nął z życia publicz­ne­go. Zajął się biz­ne­sem, ale to inna bajka.

Nadal nie wyja­śnio­na do koń­ca jest spra­wa agen­ta Oris”, któ­ry roz­pra­co­wy­wał gli­wic­ką opo­zy­cję. Według moich infor­ma­cji był to agent nie bez­pie­ki, ale kontr­wy­wia­du wojskowego.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl

KWK Kato­wi­ce

Kopal­nia Węgla Kamien­ne­go Kato­wi­ce” (niem. Fer­di­nand­gru­be) to nie­czyn­na od lat kopal­nia znaj­du­ją­ca się w cen­trum mia­sta, w dziel­ni­cy Bogucice. 

Dzia­ła­ła w latach 18231999. Do 1936 roku kopal­nia nosi­ła nazwę Fer­dy­nand”. W okre­sie 19531956 kopal­nia nazy­wa­ła się, a jak­że – Sta­li­no­gród”, podob­nie jak mia­sto, w któ­rym się znajdowała.

Dzi­siaj na jej tere­nach znaj­du­ją się budyn­ki NOSPR oraz nowe­go Muzeum Ślą­skie­go. Gór­ni­cy nato­miast od lat są na eme­ry­tu­rach lub zasiłkach.

kwk

To, co powy­żej wita zwie­dza­ją­cych muze­al­na eks­po­zy­cję kil­ka­na­ście metrów pod zie­mią. Kie­dyś ten napis witał gór­ni­ków zdą­ża­ją­cych na szychtę.

Muzeum Ślą­skie, czy­li kawa­łek historii

Powiem krót­ko – war­to się wybrać do Muzeum Ślą­skie­go, aby pozwie­dzać i dotknąć” Ślą­ska, jego histo­rii i kultury. 

muzeum

I do razu uwa­ga – zare­zer­wuj­cie sobie na zwie­dza­nie kil­ka godzin. Trze­ba zwie­dzać powo­lut­ku, a nie w tem­pie wyści­go­wym, bo moż­na się spo­cić, i nic nie zro­zu­mieć. Wte­dy to będzie czas stracony.

Wiem, że eks­po­zy­cja, któ­rą przy­go­to­wa­no wywo­łu­je wie­le kon­tro­wer­sji. Jestem laikiem, przy­sze­dłem do Muzeum Ślą­skie­go, któ­re powsta­ło na tere­nach po kopal­ni Kato­wi­ce, aby zoba­czyć. Tyle, i aż tyle.

Z zain­te­re­so­wa­niem wcze­śniej prze­czy­ta­łem arty­kuł Lesz­ka Jodliń­skie­go, byłe­go dyrek­to­ra Muzeum Ślą­skie­go. Z więk­szo­ścią tez auto­ra się zgadzam.

Jodliń­ski padł ofia­rą fobii anty-RAŚ i roz­gry­wek per­so­nal­nych, pod­la­nych poli­tycz­nym sosem. Moż­na i tak, ale szkoda.

Wysta­wa w tej czę­ści ser­wu­je nam idyl­licz­nie i nostal­gicz­nie potrak­to­wa­ną histo­rię Gór­ne­go Ślą­ska w PRL‑u. Mało w niej miej­sca poświę­co­no latom sta­li­ni­zmu i histo­rii Sta­li­no­gro­du, kwe­stii dła­wie­nia toż­sa­mo­ści regio­nal­nej, dzia­ła­niom apa­ra­tu przy­mu­su i SB. Jak w pier­wot­nej wer­sji zamy­ka ją data 1989.

Porzu­co­no pro­jekt sce­no­gra­ficz­ny, moc­no zaak­cen­to­wa­ny w kon­cep­cji kon­kur­so­wej: beto­no­wej taśmy i sym­bo­licz­nej sza­ro­ści PRL‑u.

Pomi­ja­jąc war­stwę histo­rycz­no-poli­tycz­ną, moim zda­niem eks­po­zy­cja jest bar­dzo cia­sna. Mało w pod­zie­miach miej­sca, i nie zachę­cam do zwie­dza­nia oso­by z klau­stro­fo­bią. Jakoś umknę­ła mi hitle­row­ska gilo­ty­na, któ­rą stra­szo­no zwiedzających.

I znów cytat z arty­ku­łu L. Jodlińskiego:

Kwe­stią, któ­rej nie zdą­żo­no roz­wią­zać w pier­wot­nym pro­jek­cie sce­na­riu­sza, była rola i miej­sce, jakie na eks­po­zy­cji mia­ła zająć gilo­ty­na. Co wię­cej, jej umiesz­cze­nie w prze­strze­ni wysta­wy nie było osta­tecz­nie prze­są­dzo­ne. Dzi­siaj w kako­fo­nii dźwię­ków, w jakiej zanu­rzo­no gilo­ty­nę, w żaden spo­sób nie speł­nia ona zale­ceń gro­na sędziow­skie­go, by była potrak­to­wa­na jak coś wyjąt­ko­we­go, jak szcze­gól­na relikwia.

Oba­wy, jakie wów­czas i potem w tym zakre­sie wypo­wia­da­ła prof. Ewa Cho­jec­ka, nie­ste­ty speł­ni­ły się. Nie zna­le­zio­no dla niej odpo­wied­nie­go miej­sca ani roli w nar­ra­cji wysta­wy. Klęcz­nik znaj­du­ją­cy się w insta­la­cji poświę­co­nej Kul­tur­kampf powi­nien zostać szyb­ko prze­nie­sio­ny w jej pobli­że, czy­niąc z tego obiek­tu wię­cej niż sym­bol, i ratu­jąc jej szcze­gól­ny sta­tus w prze­strze­ni wystawy.

Eks­po­zy­cje w Muzeum Ślą­skim są bar­dzo cie­ka­we. Nie zda­wa­łem sobie nawet spra­wy, że takie wspa­nia­łe obra­zy i gra­fi­ki kry­ły maga­zy­ny w sta­rej sie­dzi­bie. No, cóż…

Cyta­ty zaczerp­nię­te z arty­ku­łu Lesz­ka Jodliń­skie­go, opu­bli­ko­wa­ne­go w kato­wic­kim dodat­ku Gaze­ty Wyborczej.

Dzien­ni­karz sze­fem gabi­ne­tu poli­tycz­ne­go Zembali

Zna­na jest już tajem­ni­ca poli­tycz­nych i medial­nych wpa­dek mini­stra zdro­wia prof. Maria­na Zemba­li. Otóż od 1 lip­ca sze­fem jego gabi­ne­tu poli­tycz­ne­go jest Jerzy Zawart­ka, któ­ry ma zwy­czaj wyzy­wać swo­ich opo­nen­tów na facebook«u od kuta­sów i esbe­ków pierdolonych”.

Jed­nak nawet ten doświad­czo­ny dzien­ni­karz nie uchro­nił mini­stra Zemba­li od serii medial­nych wpa­dek. Mini­ster zdro­wia pod­czas kon­fe­ren­cji po wizy­cie Ośrod­ku Ostrych Zatruć Insty­tu­tu Medy­cy­ny Pra­cy i Zdro­wia Śro­do­wi­sko­we­go w Sosnow­cu stro­fo­wał dzien­ni­ka­rzy, a tak­że nie odpo­wia­dał na nie­któ­re z pytań, suge­ru­jąc, że zada­ją­cy je są niekompetentni.

- Zni­kły auto­ry­te­ty, star­si się w tele­wi­zji kłó­cą, rodzi­ce nie mają cza­su, wywra­ca­ją się fila­ry moral­ne, nagle wszy­scy kłó­ci­my się wokół, i ten czło­wiek mło­dy idzie w nicość -

mówił Zemba­la. Do kla­sy­ki przej­dzie kate­go­rycz­ne i aro­ganc­kie Odda­lam pani pyta­nie” rzu­co­ne w stro­nę dziennikarki.

Cie­ka­we, co Zawart­ka powie­dział swe­mu sze­fo­wi po kom­pro­mi­tu­ją­cej kon­fe­ren­cji w Sosnow­cu? Sor­ry, Marian taki mamy klimat”?

I tak Zemba­la nie poszedł na całość. Szef jego gabi­ne­tu poli­tycz­ne­go ma zwy­czaj wyzy­wać swo­ich opo­nen­tów na facebook«u od kuta­sów i esbe­ków pierdolonych”.

zawartka FB szymborski

Taki szef gabi­ne­tu poli­tycz­ne­go to sza­ra emi­nen­cja resortu:

Odpo­wia­da za pro­wa­dze­nie spraw powie­rzo­nych przez mini­stra zdro­wia wyni­ka­ją­cych z jego funk­cji poli­tycz­nej, któ­re doty­czą współ­dzia­ła­nia mini­stra z orga­na­mi wła­dzy pań­stwo­wej, admi­ni­stra­cji publicz­nej i samo­rzą­do­wej, par­tii poli­tycz­nych, związ­ków zawo­do­wych i orga­ni­za­cji spo­łecz­nych. Przy­go­to­wu­je pro­po­zy­cje dzia­łań, ana­liz i rapor­tów odno­szą­cych się do zadań mini­stra. Koor­dy­nu­je mery­to­rycz­ne przy­go­to­wy­wa­nie narad, spo­tkań, wizyt kra­jo­wych i zagra­nicz­nych mini­stra, sekre­ta­rza sta­nu i pod­se­kre­ta­rzy sta­nu, bie­rze tak­że udział w tych przygotowaniach”.

Tyle zakres obo­wiąz­ków Zawart­ki w nowym miej­scu pracy.

W Pol­skim Radiu wziął bez­płat­ny urlop. Na stro­nie Pol­skie­go Radia jest jed­nak infor­ma­cja o tym, że Zawart­ka 9 lip­ca pro­wa­dził Maga­zyn Repor­te­rów Jedyn­ki Bez znieczulenia”.

Co bardziej bulwersuje  decyzja sądu czy postawa matki

Pro­gram nie jest emi­to­wa­ny z pusz­ki”, bo jest inte­rak­cja ze słu­cha­cza­mi. Czy­li Zawart­ka rów­no­cze­śnie z peł­nie­niem funk­cji sze­fa gabi­ne­tu poli­tycz­ne­go mini­stra zdro­wia wystę­po­wał na ante­nie Pol­skie­go Radia za zgo­dą jego sze­fów. Nie wie­rzę bowiem, aby kie­row­nic­two Pol­skie­go Radia nie wie­dzia­ło o nowym miej­scu pra­cy swe­go repor­te­ra Zawartki.

Zawart­ka naprze­mien­nie w swo­jej karie­rze bywał rzecz­ni­kiem i dzien­ni­ka­rzem, zasia­dał w radach nad­zor­czych róż­nych rzą­do­wych lub samo­rzą­do­wych spół­ek. Dzien­ni­kar­stwo mie­sza­ło się z poli­ty­ką. Oneg­daj, kie­dy star­to­wał w kon­kur­sie na pre­ze­sa zarzą­du Radia Kato­wi­ce, jeden z człon­ków komi­sji karie­rę Zawart­ki oce­nił, zada­jąc reto­rycz­ne pytanie:

Czy pan nie ma pro­ble­mów z toż­sa­mo­ścią, bo raz pan jest dzien­ni­ka­rzem, a raz – rzecznikiem?”.

Co do apo­li­tycz­no­ści byłe­go dzien­ni­ka­rza Pol­skie­go Radia, co swo­je uczu­cia poli­tycz­ne loko­wał do tej pory raczej po lewej stro­nie sce­ny poli­tycz­nej. Bli­żej Zawart­ce było do SLDPSL, niż do PO.

Skąd zatem pomysł Zemba­li lub jego oto­cze­nia, aby tak odpo­wie­dzial­ne i jed­no­znacz­nie poli­tycz­ne (no, chy­ba że Zawart­ka nagry­wa i przy­go­to­wu­je repor­taż pod robo­czym tytu­łem Sekre­ty mini­ster­stwa, czy­li o czym boicie się nawet pomy­śleć”) wła­śnie jemu powie­rzyć? Jakie argu­men­ty zosta­ły uży­te, aby prze­ko­nać Zawart­kę do przy­ję­cia tej posa­dy na kil­ka miesięcy?

Tego nie wia­do­mo. Wia­do­mo, że od kil­ku lat ich zna­jo­mość pro­fe­so­ra z radiow­cem roz­wi­ja się. Świad­czyć o tym mogą na przy­kład licz­ne wystę­py prof. Zemba­li na ante­nie Radia Kato­wi­ce w pro­gra­mie Jerze­go Zawart­ki Kawa na ławę” (np. 30 kwiet­nia br., 20 maja br., 19 czerw­ca br., 24 stycz­nia 2014, 11 lute­go 2014, 27 maja 2014, 31 paź­dzier­ni­ka 2014 r.)

Jesie­nią, kie­dy mini­ster Zemba­la prze­sta­nie być mini­strem, wró­ci do Ślą­skie­go Cen­trum Cho­rób Ser­ca w Zabrzu. Zapew­ne, kie­dy Zemba­la będzie ope­ro­wać, to Zawart­ka, jak przy­sta­ło na zaan­ga­żo­wa­ne­go dorad­cę, będzie asy­sto­wać przy sto­le operacyjnym.

Pro­fe­sor Marian Zemba­la podą­ża tro­pem pre­zy­den­ta Świę­to­chło­wic, Dawi­da Kostemp­skie­go. W 2013 roku wyszło na jaw, że pre­zy­dent Świę­to­chło­wic Dawid Kostemp­ski zatrud­nił na sta­no­wi­sku dorad­cy do spraw mediów dzien­ni­ka­rza Pol­skie­go Radia Kato­wi­ce Jerze­go Zawart­kę, zapew­ne po to, by czę­sto wystę­po­wać w jego pro­gra­mach w publicz­nej rozgłośni.

Po ujaw­nie­niu tego zawo­do­we­go epi­zo­du Zawart­ki z gatun­ku poli­tycz­no-samo­rzą­do­we­go” przez moment zapach­nia­ło skan­da­lem. Bo wszak roz­gło­śnia publicz­na, a taką jest wciąż Radio Kato­wi­ce, zawsze mia­ła wyso­kie stan­dar­dy etycz­ne. Nie­trud­no wyobra­zić sobie np. że ów dzien­ni­karz naj­pierw uzgad­niał pyta­nia ze swo­im pra­co­daw­cą, a potem na ante­nie dziel­nie go z nich odpytywał.

Kie­dy opi­sa­łem spra­wę, redak­tor Zawart­ka posy­pał przed prze­ło­żo­ny­mi gło­wę popio­łem i szyb­ko zre­zy­gno­wał z dru­gie­go eta­tu w świę­to­chło­wic­kim magi­stra­cie. W regio­nal­nym dodat­ku Gaze­ty Wybor­czej, któ­ry odtwór­czo za por­ta­lem wpo​li​ty​ce​.pl opi­sał spra­wę czytamy:

Pre­zy­dent Świę­to­chło­wic na prze­strze­ni ostat­nie­go roku gościł u mnie może dwa razy. Byłem u nie­go zatrud­nio­ny, ale jako asy­stent na pół eta­tu i nie mia­ło to nic wspól­ne­go z moją pra­cą w radiu. Napi­sa­łem np. sce­na­riusz do miej­skiej impre­zy, przy­go­to­wa­łem też opra­co­wa­nie doty­czą­ce regio­nal­nych mediów – wyja­śnia dzien­ni­karz, któ­ry po tym, jak ano­nim wpły­nął do Radia Kato­wi­ce, z posa­dy u Kostemp­skie­go zrezygnował.” 

Zawart­ka z pra­cy u Kostemp­skie­go zre­zy­gno­wał, ale nie sta­ła mu się krzyw­da. Na otar­cie łez dostał posa­dę w Radzie Nad­zor­czej Miej­skie­go Zakła­du Skła­do­wa­nia Odpa­dów Sp. z o.o. z sie­dzi­bą w Sosnow­cu. MZSO to spół­ka, w któ­rej mia­sto ma 100 pro­cent udzia­łów, i zarzą­dza m.in. wysy­pi­skiem. Wice­pre­ze­sem zarzą­du była w tej spół­ce żona Kostempskiego.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wgo​spo​dar​ce​.pl oraz wpo​li​ty​ce​.pl

PS. Jak się oka­za­ło, sze­fo­wie Zawart­ki w Pol­skim Radiu nie wie­dzie­li o jego awan­sie na sze­fa gabi­ne­tu poli­tycz­ne­go mini­stra. Brawo!

Kolo­ni­ści

O sytu­acji na ryn­ku medial­nym w naj­now­szym tygo­dni­ku wSie­ci w arty­ku­le Nie­miec­ka kolo­nia medial­na” pisze Sła­wo­mir Sie­radz­ki. Dobrze pisze i celnie.

W 2012 roku uka­za­ła się wyda­na przez Sto­wa­rzy­sze­nie Dzien­ni­ka­rzy Pol­skich bro­szur­ka pod tytu­łem Pra­sa regio­nal­na – raport zamknię­cia”. A w niej m.in. mój arty­kuł Spo­łecz­ne skut­ki zmian na lokal­nym ryn­ku pra­so­wym na przy­kła­dzie Śląska”.
Tro­chę cza­su upły­nę­ło, Pol­ska­pres­se po prze­ję­ciu Mediów Regio­nal­nych zmie­ni­ła nazwę na Pol­ska Press Gru­pa. Nie­ste­ty, sytu­acja w cią­gu tych kil­ku lat nie zmie­ni­ła się na lep­sze. Przeciwnie.

gazety

PiS, któ­re chce zwy­cię­żyć na Ślą­sku nie ma w regio­nie ani jed­ne­go życz­li­we­go i obiek­tyw­ne­go medium. Serio. Acz­kol­wiek zna­jąc stra­te­gię i logi­kę sze­fów PPG, zacznie się obła­ska­wia­nie poli­ty­ków PiS, nie tyl­ko na Ślą­sku. Wszak mac­ki Pol­ska Press Gru­pa są wszędzie.

Poni­żej tekst sprzed trzech lat. W poli­ty­ce to epo­ka. W mediach również.

Dzien­nik Zachod­ni” przej­dzie do histo­rii pra­sy jako gaze­ta, któ­ra w rato­wa­niu spa­da­ją­ce­go nakła­du i zapo­bie­ga­niu rezy­gna­cji czy­tel­ni­ków, zde­cy­do­wa­ła się na nie­bez­piecz­ny medial­ny alians z Ruchem Auto­no­mii Śląska.

Wpi­sa­nie do wyszu­ki­war­ki google fra­zy dzien­nik zachod­ni raś” daje ponad 156 tysię­cy wyni­ków. To zna­mien­ne. Jed­nak opi­nio­twór­cza rola Dzien­ni­ka Zachod­nie­go”, gaze­ty z ponad pół­wiecz­ną tra­dy­cją, któ­rą oneg­daj czy­ta­ło kil­ka­set tysię­cy osób, skoń­czy­ła się.

Od kil­ku lat dla uważ­ne­go obser­wa­to­ra sce­ny medial­nej na Ślą­sku nie była tajem­ni­cą dziw­na sła­bość” kie­row­nic­twa Pol­ski Dzien­ni­ka Zachod­nie­go”, wyda­wa­ne­go przez kon­cern wydaw­ni­czy Pol­ska­pres­se do Gorze­li­ka i jego ako­li­tów z RAŚ. To dzię­ki sym­pa­tii dwóch tytu­łów pra­so­wych do RAŚ, ten z nie­wiel­kiej orga­ni­za­cji zyskał bar­dzo duże zna­cze­nie w regio­nie. Gru­pa Wydaw­ni­cza Pol­ska­pres­se jest czę­ścią Ver­lags­grup­pe Pas­sau, nie­miec­kiej gru­py medial­nej obec­nej w Niem­czech, Cze­chach i Polsce.

Od jesie­ni 2010 r. Ruch Auto­no­mii Ślą­ska (RAŚ), dzię­ki koali­cji z Plat­for­mą Oby­wa­tel­ską, współ­rzą­dzi woje­wódz­twem ślą­skim. Woje­wódz­twem, w któ­rym uka­zu­je się Dzien­nik Zachod­ni”. Prze­wod­ni­czą­cy RAŚ Jerzy Gorze­lik odpo­wia­da nato­miast w Zarzą­dzie Woje­wódz­twa Ślą­skie­go za kul­tu­rę i edukację.

Hasła gło­szo­ne przez RAŚ są nie­zbyt skomplikowane:

Zobacz­cie co się dzie­je w pań­stwie pol­skim. Ode­rwij­my się będzie­my rzą­dzić sami po swo­je­mu. Przed woj­ną była auto­no­mia i było dobrze”.

Jerzy Gorze­lik w wywia­dzie w Rzecz­po­spo­li­tej” sprzed roku pod­kre­śla, że nie ma sen­ty­men­tu do Polski:

Nie odczu­wam, bo żywię go do mojej nacji. Moż­na mówić o związ­ku z róż­ny­mi aspek­ta­mi pol­sko­ści czy nie­miec­ko­ści. W war­stwie języ­ko­wej z pew­no­ścią bli­żej mi do Pola­ków. Jeśli cho­dzi o inne ele­men­ty kul­tu­ry, bli­żej mi do kul­tu­ry nie­miec­kiej, ale też cze­skiej (…) Patrio­tyzm to umi­ło­wa­nie ojczy­zny. A moją ojczy­zną nie jest Pol­ska, tyl­ko Gór­ny Śląsk.”

Na takie wyzna­nie lide­ra RAŚ nie było reak­cji regio­nal­nych mediów. Potrak­to­wa­ły je jako cie­ka­wost­kę, bez poli­tycz­nych kono­ta­cji. Ana­li­zy takiej nie dosta­li zatem rów­nież czytelnicy.

W przy­po­mi­na­niu nie­miec­kie­go udzia­łu w histo­rii Gór­ne­go Ślą­ska soli­dar­nie rywa­li­zu­ją nie­miec­ki Pol­ska Dzien­nik Zachod­ni” i pol­ska kato­wic­ka Gaze­ta Wybor­cza”. W PDZ” felie­to­ny piszą sym­pa­ty­cy lub człon­ko­wie RAŚ jak Jerzy Gorze­lik, Krzysz­tof Kar­wat czy Michał Smo­lorz a komen­tu­je nie­za­leż­nie” dr Tomasz Slu­pik, szef koła nauko­we­go ślą­sko­znaw­cze­go na Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim i były lider listy RAŚ do Sej­mi­ku w okrę­gu Sosno­wiec. W kato­wic­kiej Gaze­cie Wybor­czej” Michał Smo­lorz i Kazi­mierz Kutz licy­tu­ją się w pozio­mie śluzakowatości”

pisze Piotr Pie­trasz, dzia­łacz PiS.

– Od co naj­mniej 2010 na łamach Pol­ski Dzien­ni­ka Zachod­nie­go” trwa­ła kam­pa­nia pro­mo­wa­nia Ruchu Auto­no­mii Ślą­ska. Jerzy Gorze­lik bar­dzo czę­sto poja­wiał się na łamach. Wydaw­cy, jak sły­sze­li że w arty­ku­le będzie o tym ruchu, to nie­mal zawsze znaj­do­wa­li miej­sce w gaze­cie. Cza­sem z tego powo­du spa­da­ły waż­ne tek­sty – mówi były już dzien­ni­karz PDZ. Tak­że inni dzien­ni­ka­rze tej gaze­ty potwier­dza­ją sym­pa­tie sze­fo­stwa PDZ” do tego ugrupowania.

– Kie­dyś zapy­ta­łam się oso­by z kie­row­nic­twa redak­cji, dla­cze­go tak dużo pisze­my o RAŚ i do tego bez­kry­tycz­nie? Cynizm jej odpo­wie­dzi mnie zasko­czył – cho­dzi­ło o zła­pa­nie” czy­tel­ni­ków, sym­pa­ty­ków tej orga­ni­za­cji – wspomina.

Odda­nie łamów RAŚ nie spo­wo­do­wa­ło zwięk­sze­nia sprze­da­ży Pol­ski Dzien­ni­ka Zachod­nie­go”. Zaczę­li odcho­dzić kolej­ni czy­tel­ni­cy. Ten pro­ces trwa nadal. Dla­cze­go miesz­kań­cy regio­nu prze­sta­li kupo­wać DZ”? Zapew­ne mie­li dosyć pobież­ne­go, naskór­ko­we­go pisa­nia o waż­nych spra­wach. Tek­sty są coraz krót­sze, zdję­cia – coraz więk­sze. Pomo­gła” w tym zmia­na nazwy na Pol­ska Dzien­nik Zachodni”.

Tro­chę historii

W czerw­cu 1989 roku zosta­ła zli­kwi­do­wa­na cen­zu­ra (Głów­ny Urząd Kon­tro­li Pra­sy, Publi­ka­cji i Wido­wisk). Warun­kiem uka­zy­wa­nia się gazet zaczę­ły być ich sądo­wa reje­stra­cja, co przy­spie­szy­ło zakła­da­nie nowych pism, o któ­rych ist­nie­niu i suk­ce­sie zaczął decy­do­wać rynek. Na mocy uchwa­ły sej­mo­wej w 1990 roku roz­wią­za­no wydaw­ni­czy kon­cern par­tyj­no-pań­stwo­wy RSW Pra­sa Książ­ka Ruch”.

Par­tyj­ny kon­cern był molo­chem, naj­więk­szym kon­cer­nem pra­so­wym w Euro­pie Środ­ko­wo-Wschod­niej. Do RSW nale­ża­ło w 1990 roku 178 tytu­łów, w tym 45dzienników oraz 90 proc. nakła­dów pra­sy codzien­nej i 70 proc. nakła­dów tytu­łów i cza­so­pism, a tak­że: dru­kar­nie, fabry­ki papie­ru, kol­por­taż, księ­gar­nie, nie­ru­cho­mo­ści (np. budyn­ki, w któ­rych były redak­cje). W Kato­wi­cach wła­sno­ścią RSW były np. organ PZPR Try­bu­na Robot­ni­cza”, Dzien­nik Zachod­ni”, Sport” czy tygo­dnik Pano­ra­ma”, dru­kar­nie i budynki.

Za sprze­daż tytu­łów pra­so­wych oraz to, co się z nimi póź­niej sta­ło, zda­niem poli­ty­ków i publi­cy­stów, odpo­wie­dzial­ni są likwi­da­to­rzy RSW. War­to przy­po­mnieć ich nazwi­ska. W latach 199092 Komi­sję Likwi­da­cyj­ną, któ­ra nie­mal­że za bez­cen sprze­da­wa­ła tytu­ły, two­rzy­li: Jerzy Drą­gal­ski (prze­wod­ni­czą­cy, któ­ry szyb­ko, bo już w listo­pa­dzie 1990 roku zastą­pio­ny przez Kazi­mie­rza Strzycz­kow­skie­go, Jan Bijak, Andrzej Gra­jew­ski, Alfred Kla­in, Krzysz­tof Koziełł-Poklew­ski, Maciej Szu­mow­ski oraz… Donald Tusk.

Komi­sja Likwi­da­cyj­na ze 178 tytu­łów pra­so­wych nale­żą­cych do RSW 70 odda­ła nie­od­płat­nie spół­dziel­niom dzien­ni­kar­skim – w tym Poli­ty­kę”, 89 sprze­da­ła, 4 prze­ka­za­ła do Skar­bu Pań­stwa, a na pozo­sta­łe nie zna­la­zła chęt­nych. Naj­ta­niej sprze­da­no pismo Kul­tu­ra Fizycz­na” – według dzi­siej­szych cen nabyw­ca, Aka­de­mia Wycho­wa­nia Fizycz­ne­go w War­sza­wie, zapła­cił zale­d­wie 30 zł. Express Wie­czor­ny” osza­co­wa­no na 1 mln 600 tys. zł, Try­bu­nę Ślą­ską” sprze­da­no Gór­no­ślą­skie­mu Towa­rzy­stwu Pra­so­we­mu za 2 mln 310 tys. zł. Naj­dro­żej wyce­nio­no Dzien­nik Zachod­ni” i Życie War­sza­wy” – po 4 mln zł.

Tyle samo wpły­nę­ło na kon­to Komi­sji po ugo­dzie sądo­wej z wła­ści­cie­lem tygo­dni­ka Wprost” (począt­ko­wo tygo­dnik prze­ka­za­no nie­od­płat­nie spół­dziel­ni dzien­ni­kar­skiej). Komi­sja sprze­da­ła też 14 dru­karń za pra­wie 41 mln zł (z cze­go na kon­to Komi­sji wpły­nę­ło nie­ca­łe 25 mln, resz­ta spła­ca­na jest w ratach, a z nie­któ­ry­mi nabyw­ca­mi toczą się spra­wy sądo­we o spła­tę długu).

Na rzecz Skar­bu Pań­stwa Komi­sja prze­ka­za­ła nie­ru­cho­mo­ści i mają­tek nie­trwa­ły nale­żą­ce do 95 jed­no­stek wcho­dzą­cych w skład RSW o ogól­nej war­to­ści ponad 73 mln zł. Była to naj­więk­sza pry­wa­ty­za­cja pra­sy w Euro­pie Środkowowschodniej.

Her­sant i reszta

Likwi­da­cja RSW spro­wa­dzi­ła do kra­ju zagra­nicz­ne kon­cer­ny wydaw­ni­cze (i nie tyl­ko), któ­re zwie­trzy­ły zna­ko­mi­ty inte­res, bo komi­sja ceny za tytu­ły usta­li­ła bar­dzo niskie, a na doda­tek nie usta­lo­no w usta­wie limi­tu obce­go kapi­ta­łu w mediach. Jako jeden z pierw­szych zagra­nicz­nych kon­cer­nów pra­so­wych poja­wił na pla­cu boju wów­czas fran­cu­ski kon­cern Rober­ta Hersanta.

Skon­cen­tro­wał się on na prze­ję­ciu ogól­no­pol­skiej Rzecz­po­spo­li­tej” oraz kil­ku gazet regio­nal­nych i lokal­nych w atrak­cyj­nych regio­nach. Sto­so­wał tak­ty­kę pod­sta­wia­nia w prze­tar­gach figu­ran­tów. W ten spo­sób wcho­dząc w spół­ki z wcze­śniej wyty­po­wa­ny­mi pod­mio­ta­mi, nie posia­da­jąc nigdzie udzia­łów więk­szo­ścio­wych, po pew­nym cza­sie odku­py­wał lub przej­mo­wał za dłu­gi udzia­ły, sta­jąc się głów­nym, a czę­sto domi­nu­ją­cym udziałowcem.

W Gdań­sku Her­sant prze­jął udzia­ły w Dzien­ni­ku Bał­tyc­kim” i Wie­czo­rze Wybrze­ża”, w Łodzi – w Expres­sie Ilu­stro­wa­nym” i Dzien­ni­ku Łódz­kim”, w Kra­ko­wie – w Gaze­cie Kra­kow­skiej” i spor­to­wym Tem­pie”, w Kato­wi­cach zdo­był Try­bu­nę Ślą­ską” i Dzien­nik Zachodni”.

Za Fran­cu­za” nie było nam źle. Roz­po­czął inwe­sto­wa­nie w kom­pu­te­ry­za­cję, a przede wszyst­kim pod­niósł nam zna­czą­co pen­sje. Zara­bia­li­śmy trzy razy wię­cej, niż kole­dzy z redak­cji Try­bu­ny Ślą­skiej”, poło­żo­nej pię­tro niżej w budyn­ku Domu Pra­sy” w cen­trum Kato­wic – wspo­mi­na jeden z naj­star­szych sta­żem redak­to­rów Pol­ski Dzien­ni­ka Zachodniego”.

W 1994 r. Her­sant wyco­fał się z ryn­ku pol­skie­go. Jako ofi­cjal­ny powód poda­wa­no kło­po­ty finan­so­we kon­cer­nu we Fran­cji i coraz więk­szy szum medial­ny w Pol­sce na temat jego współ­pra­cy z pro­hi­tle­row­skim rzą­dem Vichy we Fran­cji w cza­sie II woj­ny świa­to­wej. Biz­nes nie lubi roz­gło­su, dla­te­go Her­sant osiem gazet lokal­nych sprze­dał nie­miec­kiej gru­pie z Pasa­wy – Pas­sau­er Neue Pres­se (PNP). Poli­ty­cy zosta­li zasko­cze­ni zmia­ną. Pra­cow­ni­cy Dzien­ni­ka Zachod­nie­go” też.

Wydaw­nic­two PNP powsta­ło w 1946 r. i przez ponad 40 lat było małym, wręcz rodzin­nym przed­się­bior­stwem. Nie­spo­dzie­wa­nie na prze­ło­mie lat 80. i 90. zna­la­zło środ­ki na zakup kil­ku­na­stu tytu­łów w Austrii i Czechach.

(zob. Baj­ka Z., Kapi­tał zagra­nicz­ny w pol­skiej pra­sie, w: Media i dzien­ni­kar­stwo w Pol­sce 19891995, red. G.G. Kop­per i inni, Kra­ków 1996, s. 145).

Gdy w 1994 r. Her­sant opu­ścił rynek pra­so­wy w Pol­sce, PNP zaję­ło jego miej­sce w pra­sie regio­nal­nej i lokal­nej. Niem­cy weszli też w posia­da­nie wro­cław­skiej Gaze­ty Robot­ni­czej” – wyko­rzy­stu­jąc szwaj­car­skie wydaw­nic­two Schwe­izer Inter­pu­bli­ca­tion AG – a tak­że 25 proc. udzia­łów w kra­kow­skim Dzien­ni­ku Polskim”.

Wszy­scy się zasta­na­wia­li, skąd takie małe wydaw­nic­two jak Pas­sau­er zna­la­zło olbrzy­mie pie­nią­dze na zakup tylu gazet.

Bar­dzo wie­le śla­dów pro­wa­dzi do Ber­tel­sman­na, współ­wła­ści­cie­la dru­gie­go – pod wzglę­dem wiel­ko­ści obro­tów – impe­rium medial­ne­go na świe­cie. (…) Powią­zań tych abso­lut­nie nie wypie­ra się tak­że przed­sta­wi­ciel PNP na Pol­skę, Franz Hir­tre­iter, cze­mu dał wyraz w wywia­dach prasowych”

(Baj­ka Z., Kapi­tał zagra­nicz­ny w pol­skich mediach, Zeszy­ty Pra­so­znaw­cze 1994, nr 34, s. 6).

Frank­fur­ter All­ge­me­ine Zeitung” podał bez osło­nek, że to wła­śnie Ber­tel­smann jest praw­dzi­wym auto­rem tej han­dlo­wej ope­ra­cji. Tyl­ko Pola­cy nadal są infor­mo­wa­ni, że naj­sil­niej­szą gru­pę dzien­ni­ków regio­nal­nych w nad­wi­ślań­skim kra­ju kupi­li skrom­ni wydaw­cy z Pas­sau” (How­zan A., Ude­rze­nie w gło­wę. Ring pra­so­wy: Niem­cy w wadze cięż­kiej, Pola­cy w papie­ro­wej, Poli­ty­ka, nr 50, 10.12.1994, s. 23).

Poważ­ne zastrze­że­nia budził wybór tere­nów do nie­miec­kich inwe­sty­cji. PNP wyku­pił gaze­ty na Ślą­sku, Pomo­rzu, w Wiel­ko­pol­sce i Mało­pol­sce. W 1998 r. Kazi­mierz Mar­cin­kie­wicz, wów­czas poseł AWS (ZChN), wska­zy­wał na zależ­ność pomię­dzy tre­ścia­mi gazet PNP a nie­miec­kim inte­re­sem. Wtó­ro­wał mu kole­ga par­tyj­ny Michał Kamiń­ski, mówiąc:

Czy powin­ni­śmy jedy­nie wzru­szać ramio­na­mi, że na całym Ślą­sku, gdzie kapi­tał nie­miec­ki wyku­pił pra­wie 100 pro­cent dzien­ni­ków, 1 wrze­śnia br. [1998 – dop. T.S..] tyl­ko w jed­nym z nich, i to w pośled­nim miej­scu, uka­za­ła się infor­ma­cja o rocz­ni­cy wybu­chu II woj­ny świa­to­wej? Nie może­my się zgo­dzić na to, aby nasza świa­do­mość naro­do­wa, pamięć o prze­szło­ści były kształ­to­wa­ne poza gra­ni­ca­mi kra­ju, przez zagra­nicz­nych finan­si­stów. Moż­na też zapy­tać, dla­cze­go nie­miec­ki kapi­tał – któ­ry dekla­ru­je, że nie ma nie­miec­kie­go obli­cza naro­do­we­go – inwe­stu­je głów­nie na zie­miach zachod­nich. Dla mnie nie jest to rze­czą przypadku”

(Mono­pol na infor­ma­cję, Knap W. roz­ma­wia z Micha­łem Kamiń­skim, Dzien­nik Pol­ski, 8.01.1999, s. 29; zob. też. Zalew­ska L., Czy ogra­ni­czać zachod­ni kapi­tał, Rzecz­po­spo­li­ta, 9.12.1998).

Niem­cy bio­rą wszystko

Dzi­siaj sytu­acja w pra­sie na Ślą­sku jest jesz­cze gor­sza niż pod koniec lat 90. W 2003 r. Pas­sau­er Neue Pres­se kupił od nor­we­skie­go kon­cer­nu Orkla dwa wro­cław­skie dzien­ni­ki: Sło­wo Pol­skie” i Wie­czór Wro­cła­wia”, posia­da­jąc już na tym ryn­ku trze­ci dzien­nik Gaze­tę Wro­cław­ską”. Osta­tecz­nie trzy tytu­ły połą­czo­no w jeden Sło­wo Pol­skie – Gaze­ta Wrocławska”.

W jaki spo­sób Pas­sau­er Neue Pres­se zdo­był dla wyda­wa­ne­go w Kato­wi­cach Dzien­ni­ka Zachod­nie­go”, w któ­rym ma 100 proc. udzia­łów, pozy­cję monopolisty?

Otóż Pas­sau­er Neue Pres­se (poprzez swo­ją spół­kę Pol­ska­pres­se) oprócz Dzien­ni­ka Zachod­nie­go” posia­dał na tym tere­nie jesz­cze Try­bu­nę Ślą­ską – Dzień”, któ­ra w grud­niu 2004 r. zosta­ła wchło­nię­ta przez Dzien­nik Zachod­ni”. PNP, począt­ko­wo mając 66,5 proc. udzia­łów w Try­bu­nie Ślą­skiej – Dzień”, aby zmu­sić pol­ską stro­nę do sprze­da­ży swo­ich udzia­łów, znacz­nie wię­cej reklam prze­ka­zy­wał Dzien­ni­ko­wi Zachod­nie­mu” oraz lepiej pła­cił pra­cu­ją­cym tam dzien­ni­ka­rzom – dowo­dzi były redak­tor naczel­ny Try­bu­ny Ślą­skiej – Dzień” Tade­usz Biedzki

(Pysie­wicz W., Ślą­scy rywa­le, Press, nr 6/2000, s. 57).

W 2000 r. Niem­cy dopię­li swe­go, sta­jąc się pra­wie wyłącz­nym posia­da­czem Try­bu­ny Ślą­skiej – Dzień” z 93,5 proc. udzia­łów. Pozo­sta­łe 6,5 proc. nale­ża­ło do Związ­ku Gmin Gór­ne­go Ślą­ska i Pół­noc­nych Moraw (zob. szerz. Press, nr 10/2000, s. 9). Zakup Try­bu­ny Ślą­skiej – Dzień” miał tyl­ko oczy­ścić rynek, a nie zapew­nić więk­szą róż­no­rod­ność w dostar­cza­nych czy­tel­ni­kom infor­ma­cjach. Podob­ny pro­ce­der PNP pro­wa­dził w innych czę­ściach Pol­ski. Try­bu­na Ślą­ska – Dzień” sta­ła się po pew­nym cza­sie zno­wu Try­bu­ną Ślą­ską”, ale nie na długo.

Pod koniec 2004 roku połą­czo­no Dzien­nik Zachod­ni” z Try­bu­ną Ślą­ską”. W ten spo­sób dru­gi tytuł znik­nął z ryn­ku. Spo­ro dzien­ni­ka­rzy, prze­waż­nie z Dzien­ni­ka Zachod­nie­go, stra­ci­ło pracę.

– Nie­mal wszyst­kie sta­no­wi­ska kie­row­ni­cze po połą­cze­niu redak­cji zaję­ły oso­by z Try­bu­ny Ślą­skiej. Nadal redak­cja nie jest mono­li­tem, są wewnętrz­ne podzia­ły. Na doda­tek w2009 roku redak­cja z cen­trum Kato­wic prze­nio­sła się do Sosnow­ca. Do tego docho­dzą niskie pen­sje – uwa­ża nasz rozmówca.

Nie­bez­pie­czeń­stwo dostrze­ga­ją tak­że naukowcy.

- Czas naj­wyż­szy, żeby poważ­ni uczest­ni­czy ryn­ku medial­ne­go uświa­do­mi­li sobie, że mię­dzy wymia­rem glo­bal­ny a lokal­nym nie jest szcze­li­na, ale cał­kiem roz­le­głe pole. A na nim – lokal­nym – znaj­du­ją się wszyst­kie odcie­nie cech każ­de­go z tych bie­gu­nów. To, co się sta­ło z pra­są lokal­ną m.in. poprzez dzia­ła­nia Pol­ska­pres­se przy­wo­dzi na myśl obra­zy sil­nie sym­bo­licz­ne: drze­wa są wyci­na­ne pod budo­wę Nowej Huty. Kon­cer­ny, hol­din­gi i kor­po­ra­cje są nor­mal­ny­mi związ­ka­mi w naszym życiu. Już takie samot­ne drzew­ko nie wytrzy­ma napo­ru kon­ku­ren­cji … To nie­uchron­ne dzia­ła­nie – moż­na je jed­nak wyko­nać lepiej lub gorzej. Moż­na uwie­rzyć, że lokal­ni dzien­ni­ka­rze i wydaw­cy wie­dzą tak dużo, a może wię­cej niż ich pra­co­daw­cy z jakimś euro­pej­skim adre­sem – stwier­dza medio­znaw­ca prof. Wie­sław Godzic.

- Nie zapo­mnę, jak część war­szaw­ska dużej gaze­ty kon­se­kwent­nie pisa­ła o Uni­wer­sy­te­cie Jagiel­loń­skim jako o Jagiel­lon­ce”, gdy tym­cza­sem jej lokal­na muta­cja w tej samej zszyw­ce kon­se­kwent­nie – w zgo­dzie z lokal­nym zna­cze­niem – Jagiel­lon­ką” nazy­wa­ła sza­cow­ną Biblio­te­kę Jagiel­loń­ską. Czy to wal­ka sta­re­go z nowym, w któ­rym nowe zawsze zwy­cię­ży? Ależ takie myśle­nie odbie­ra jaką­kol­wiek moty­wa­cję do pra­cy. Nie jestem pew­ny, czy tak samo ma wyglą­dać pra­sa regio­nal­na na Ślą­sku, na Pomo­rzu i na Pod­kar­pa­ciu; nie jestem pew­ny, czy pozo­sta­wio­no wszyst­ko, co było naj­lep­sze­go w poprzed­niej wer­sji? Czy bez­względ­nie zaufa­no glo­bal­nym stra­te­giom, czy też uwie­rzo­no, że suk­ces czy­tel­ni­czy mogą budo­wać emo­cje i pozor­nie nie­opła­cal­ne stra­te­gie np. sym­bo­licz­ne. Pomysł, że był to zamach na pra­sę regio­nal­ną – odrzu­cam. Bo prze­cież żaden mądry biz­nes­men nie pod­ci­na gałę­zi, na któ­rej sie­dzi – doda­je Godzic.

Jan Jaku­bow­ski, kie­ru­ją­cy kie­dyś jed­nym z dzien­ni­ków Pas­sau­er Neue Pres­se, pisał:

Model gaze­ty opi­nio­twór­czej prze­kształ­co­no w rodzaj pozba­wio­ne­go ambi­cji komik­su, wypeł­nio­ne­go bez­re­flek­syj­ną infor­ma­cją, nie ska­żo­ną docie­ka­niem przy­czyn i skut­ków opi­sy­wa­nych zdarzeń”

(Jaku­bow­ski J., Gaze­ta dla woź­ni­cy, Wprost, nr 46, 16.11.2003, s. 34).

Potwier­dza też, iż tema­ta­mi tabu w gaze­tach Gru­py Wydaw­ni­czej Pol­ska­pres­se są wszel­kie kwe­stie zwią­za­nie z dzia­łal­no­ścią Nie­miec w cza­sie II woj­ny świa­to­wej (tam­że). Prak­tycz­nie mono­po­li­stycz­na pozy­cja na ryn­ku wydaw­ców zagra­nicz­nych, powo­du­je, że cho­ciaż mają oni róż­no­rod­ne tytu­ły (vide Pol­ska­pres­se), to ich tre­ści są takie same. Bo prze­cież trud­no prze­wi­dy­wać, że jeden wła­ści­ciel będzie miał kil­ka poglą­dów na rzeczywistość.

Pod­czas pisa­nia arty­ku­łu korzy­sta­łem z infor­ma­cji zawar­tych w arty­ku­łach: Joan­ny Mikosz Nowe tytu­ły, sta­re nawy­ki” oraz Macie­ja Kle­dzi­ka Pol­ska pra­sa lokal­na w rękach zagra­nicz­ne­go kapi­ta­łu. Zarys pro­ble­mu na wybra­nych przykładach”.

Cho­ry resort

Mini­ster zdro­wia Marian Zemba­la będzie musiał posprzą­tać” po swo­im poprzed­ni­ku. Bar­tosz Arłu­ko­wicz zosta­wił w resor­cie kil­ka min”, któ­re wybuch­ną. Pyta­nie, kiedy?

O kon­flik­tach inte­re­sów pro­fe­so­ra Zemba­li napi­sa­no już chy­ba wszyst­ko. Było już o jego dzia­łal­no­ści w Pol­skiej Gru­pie Medycz­nej i innych spół­kach, w cza­sie gdy rów­no­le­gle był kra­jo­wym kon­sul­tan­tem w dzie­dzi­nie kar­dio­chi­rur­gii oraz dyrek­to­rem Ślą­skie­go Cen­trum Cho­rób Ser­ca w Zabrzu. Do momen­tu mini­ste­rial­nej nomi­na­cji pro­fe­sor Zemba­la był nie­prze­ma­kal­ny”.

ministerstwo_zdrowia_logo

Już po swo­jej nomi­na­cji mini­ster zdro­wia prof. Marian Zemba­la odpo­wia­dał na pyta­nia posłów. Zapew­nił, że zre­zy­gno­wał ze wszyst­kich funk­cji, któ­rych nie mógł­by peł­nić jako szef resor­tu zdrowia.

- Mini­ster, któ­ry się nazy­wa Marian Zemba­la, nie ma dwóch moral­no­ści i nigdy nie będzie miał – odpo­wia­dał na to nowy mini­ster zdrowia.

Wymie­nił przy oka­zji funk­cje, z któ­rych zre­zy­gno­wał wła­śnie z powo­du obję­cia sta­no­wi­ska sze­fa resor­tu zdro­wia. Już ich licz­ba może przy­pra­wić o zawrót głowy.

Mini­ster (poda­ję za depe­szą PAP) zawie­sił na przy­kład dzia­łal­ność gospo­dar­czą pod nazwą Indy­wi­du­al­na Spe­cja­li­stycz­na Prak­ty­ka Lekar­ska Marian Zemba­la” i zre­zy­gno­wał ze sta­no­wi­ska człon­ka rady nad­zor­czej spół­ki Kar­dio-Med Sile­sia oraz z peł­nie­nia funk­cji człon­ka rady Fun­da­cji na Rzecz Roz­wo­ju Insty­tu­tu Cen­trum Zdro­wia Mat­ki Polki w Łodzi.

Zemba­la poin­for­mo­wał, że zre­zy­gno­wał też z zasia­da­nia w radzie Fun­da­cji Roz­wo­ju Medy­cy­ny Ser­co­wo-Naczy­nio­wej Zabrze-Gli­wi­ce i ze sta­no­wi­ska człon­ka rady Fun­da­cji Ślą­skie Cen­trum Cho­rób Ser­ca. Dodał, że prze­stał też być m.in. człon­kiem rady nauko­wej fun­da­cji Polphar­my – w któ­rej peł­nił spo­łecz­nie funk­cję nauko­wą i zre­zy­gno­wał też z funk­cji kon­sul­tan­ta kra­jo­we­go z zakre­su kardiochirurgii.

To ostat­nie to dosyć zaska­ku­ją­ca dekla­ra­cja, któ­ra pro­wo­ku­je do pyta­nia: Jak prof. Zemba­la będąc kon­sul­tan­tem kra­jo­wym mógł być w radzie nauko­wej Polphar­my? Z jego oświad­czeń mająt­ko­wych wyni­ka­ło, że m.in. Polphar­ma była spon­so­rem wyjaz­du na kon­gre­sy nauko­we ( np. 18 wrze­śnia ub. roku pokry­cie kosz­tów wyjaz­du i ubez­pie­cze­nia do Bar­ce­lo­ny celem aktyw­ne­go udzia­łu kon­gre­sie Euro­pej­skie­go Towa­rzy­stwa Kar­dio­lo­gicz­ne­go”).

Zaska­ku­ją­ce, że medycz­na sła­wa, któ­ra zara­bia bar­dzo dobrze, nie pła­ci za takie wyjaz­dy. Moim zda­niem to podob­ny kon­flikt inte­re­sów, jak ten z jego udzia­ła­mi w PGM, któ­re ponad rok temu, gdy spra­wa sta­ła się gło­śna, prze­ka­zał żonie.

Czyst­ka i kontrola

Nie­daw­no wice­mi­ni­ster zdro­wia Anna Łuka­sik zło­ży­ła rezy­gna­cję. Łuka­sik nad­zo­ro­wa­ła czte­ry depar­ta­men­ty: budże­tu, finan­sów i inwe­sty­cji; nad­zo­ru, kon­tro­li i skarg; nauki i szkol­nic­twa wyż­sze­go oraz poli­ty­ki zdro­wot­nej. Urząd spra­wo­wa­ła czte­ry mie­sią­ce. Wice­mi­ni­ster Łuka­sik pod­le­gał też samo­dziel­ny wydział audy­tu wewnętrznego.

Nad­zo­ro­wa­ła tak­że dzia­łal­ność m.in.: Ban­ku Tka­nek Oka w War­sza­wie, Cen­trum Onko­lo­gii w War­sza­wie, Cen­trum Orga­ni­za­cyj­no-Koor­dy­na­cyj­ne do Spraw Trans­plan­ta­cji Poltran­splant, Cen­trum Zdro­wia Mat­ki Polki w Łodzi, Insty­tut Gruź­li­cy i Cho­rób Płuc w War­sza­wie, Insty­tut Hema­to­lo­gii i Trans­fu­zjo­lo­gii w War­sza­wie i Insty­tut Mat­ki i Dziec­ka w Warszawie.

Z moich infor­ma­cji wyni­ka, że odej­ście Łuka­sik mia­ło zwią­zek z jej decy­zją o udo­stęp­nie­niu rapor­tu z prze­pro­wa­dzo­nej rok temu kon­tro­li Poltran­splan­tu”. Kon­tro­le­rzy wykry­li w dzia­łal­no­ści tej agen­dy Mini­ster­stwa Zdro­wia wie­le szo­ku­ją­cych nie­pra­wi­dło­wo­ści, któ­re od dłuż­sze­go cza­su opisywałem.

Jako nie­zgod­ne z pra­wem kon­tro­le­rzy uzna­li zatrud­nie­nie na sta­no­wi­sku zastęp­cy dyrek­to­ra Poltran­splan­tu Jolan­ty Żali­kow­skiej-Hoło­weń­ko bez prze­pro­wa­dze­nia wyma­ga­ne­go prze­pi­sa­mi konkursu.

Wie­le zastrze­żeń kon­tro­le­rzy mie­li do prze­pro­wa­dzo­nych kon­kur­sów na świad­cze­nie usług w zakre­sie dobo­ru nie­spo­krew­nio­nych daw­ców szpi­ku. Oka­za­ło się, że w komi­sji kon­kur­so­wej zna­la­zły się oso­by, któ­re nie mia­ły pra­wa w niej być. Ogło­sze­nie o kon­kur­sie nie zosta­ło wywie­szo­ne na tabli­cy ogło­szeń (taki był wymóg), bo Poltran­splant twier­dził, iż tako­wej tabli­cy nie ma.

Kry­tycz­nie opi­sa­no też fakt przy­ję­cia ofer­ty w kon­kur­sie Fun­da­cji na Rzecz Cho­rych z Cho­ro­ba­mi Krwi, któ­ra nie dys­po­no­wa­ła wyka­za­nym w ofer­cie labo­ra­to­rium. Kon­tro­le­rzy uzna­li, że z nie­zro­zu­mia­łych powo­dów wspo­mnia­na Fun­da­cja była fawo­ry­zo­wa­na w tym konkursie.

Bez­bron­ny ser­wer Polstransplantu

Kon­tro­le­rzy, wśród któ­rych byli infor­ma­ty­cy, stwier­dzi­li wie­le nie­pra­wi­dło­wo­ści w funk­cjo­no­wa­niu jed­ne­go na naj­bar­dziej new­ral­gicz­nych ele­men­tów sys­te­mu – Cen­tral­ne­go Reje­stru Poten­cjal­nych, Nie­spo­krew­nio­nych Daw­ców Szpi­ku i Krwi Pępo­wi­no­wej. To baza danych, któ­ra zawie­ra infor­ma­cje o poten­cjal­nych daw­cach szpi­ku itp.

Eks­per­ci stwier­dzi­li, że:

Ser­wer »Cere­ni­da« peł­nił funk­cje ser­we­ra WWW, ser­we­ra bazy danych i ser­we­ra pli­ków. Bio­rąc pod uwa­gę ten fakt oraz brak odizo­lo­wa­nej sie­ci ser­we­ro­wej była to wyso­ce ryzy­kow­na kon­fi­gu­ra­cja, wykra­cza­ją­ca poza dobre prak­ty­ki bez­pie­czeń­stwa. […] Poważ­nym zagro­że­niem dla Cen­tral­ne­go Reje­stru była utra­ta danych, ponie­waż pli­ki kopii bez­pie­czeń­stwa prze­cho­wy­wa­ne były bez­po­śred­nio na ser­we­rze, na któ­rym znaj­do­wa­ły się dane źródłowe.”

Ozna­cza to tyle, że baza danych nie była wystar­cza­ją­co chro­nio­na przed ata­kiem haker­skim, tym bar­dziej że sieć Poltran­splan­tu była dostęp­na z zewnątrz poprzez Internet.

Nawia­sem mówiąc wątek infor­ma­tycz­nej afe­ry w Poltran­splan­cie i Mini­ster­stwie Zdro­wia, któ­ry swy­mi korze­nia­mi się­ga cza­sów mini­stro­wa­nia” w resor­cie przez Ewę Kopacz, od daw­na bada­ją służ­by specjalne.

Śled­czy z ABWCBA szu­ka­ją odpo­wie­dzi na pytania:

Kto pod­jął decy­zję o roz­bu­do­wa­niu sys­te­mu infor­ma­tycz­ne­go Cen­tral­ne­go Reje­stru Poten­cjal­nych Nie­spo­krew­nio­nych Daw­ców Szpi­ku i Krwi Pępowinowej?

Jakie były powią­za­nia per­so­nal­ne pomię­dzy spół­ka­mi kon­sor­cjum, któ­re wygra­ło kon­kurs, a człon­ka­mi komi­sji w Mini­ster­stwie Zdro­wia i jego agen­dzie – Poltran­splan­cie oraz pośred­ni­kiem w kon­kur­sie, czy­li oso­ba­mi z Regio­nal­ne­go Cen­trum Krwio­daw­stwa i Krwio­lecz­nic­twa w Kiel­cach, spół­ka­mi Tru­sted Infor­ma­tion Con­sul­ting Sp. z o. o. (Ticons), Kon­sor­cjum: EC2 Sp. z o. o. i Softro­nic Sp. z o. o.?

Czy znaj­dą? Tego dowie­my się zapew­ne jesienią.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl oraz wgo​spo​dar​ce​.pl

Plat­for­ma się wyżywi

Od ponie­dział­ku w woje­wódz­twie ślą­skim rzą­dzi nowa koali­cja PO-PSL-Ruch Auto­no­mii Ślą­ska-SLD. Zaczę­ła się czyst­ka. Sta­no­wi­sko wice­wo­je­wo­dy stra­cił dzi­siaj Piotr Spy­ra. Moje źró­dła dono­szą, że nowym wice­wo­je­wo­dą zosta­nie Gabrie­la Lenar­to­wicz, do nie­daw­na czło­nek zarzą­du woje­wódz­twa śląskiego. 

Oto kuli­sy tej dymi­sji. Gabrie­la Lenar­to­wicz (PO) musia­ła zre­zy­gno­wać z człon­ko­stwa z zarzą­dzie woje­wódz­twa, by zro­bić miej­sce Hen­ry­ko­wi Mer­ci­ko­wi, człon­ko­wi RAŚ.

Po zło­żo­nej rezy­gna­cji, Lenar­to­wicz poszła na spo­tka­nie do woje­wo­dy ślą­skie­go Pio­tra Litwy, któ­ry (jako wzo­ro­wy czło­nek par­tii-żywi­ciel­ki) bez pro­te­stu pod­pi­sał wnio­sek do pre­mier Ewy Kopacz o odwo­ła­nie Spy­ry ze sta­no­wi­ska wice­wo­je­wo­dy. Zgad­nij­cie, kto zastą­pi Spy­rę? Tak, Gabrie­la Lenartowicz!

spyra

Powód nomi­na­cji jest kla­row­ny – ma to zapew­nić jej sta­no­wi­sko i wyna­gro­dze­nie do koń­ca kaden­cji rzą­dów PO (czy­li miej­my nadzie­ję tyl­ko do jesie­ni). Pen­sja na tym sta­no­wi­sku jest nie­ma­ła, bo ponad 12 tysię­cy zło­tych brut­to plus inne dodat­ki”. Woje­wo­da Spy­ra przez ten okres rów­nież będzie miał z cze­go żyć. Przy­słu­gu­je mu 3‑miesięczna odpra­wa, czy­li prak­tycz­nie do wyborów.

Zmia­na ta bynaj­mniej nie ma cha­rak­te­ru mery­to­rycz­ne­go. To pew­ne pocie­sze­nie dla Spy­ry. Czy ma pod­ło­że poli­tycz­ne i jest zemstą Toma­sza Tom­czy­kie­wi­cza, ślą­skie­go baro­na PO” za sprze­ciw Spy­ry prze­ciw­ko koali­cji z RAŚ? Wąt­pię, bo ślą­scy auto­no­mi­ści w ubie­głej kaden­cji dość dłu­go byli koali­cjan­tem PO. Spy­ra powi­nien się przyzwyczaić.

Nie jest tajem­ni­cą, że Lenar­to­wicz będzie star­to­wa­ła na Ślą­sku z czo­ło­wych miejsc listy Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej do par­la­men­tu. Na tych listach znaj­dą się tak­że dzia­ła­cze Ruchu Auto­no­mii Ślą­ska z Jerzym Gorze­li­kiem na cze­le. Taki był głów­ny waru­nek RAŚ, aby wejść do śmiesz­nej koali­cji z PO w sej­mi­ku woje­wódz­twa śląskiego.

I takim to spo­so­bem dwo­je dzia­ła­czy Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej będzie finan­so­wa­nych z publicz­nych pie­nię­dzy do naj­bliż­szych wybo­rów. Spy­ra – jako były woje­wo­da, Lenar­to­wicz – jako jego następczyni.

Zasta­na­wia mnie, czy woje­wo­da ślą­ski Piotr Litwa, któ­ry na każ­dym kro­ku pod­kre­śla, że nie jest poli­ty­kiem, a jest urzęd­ni­kiem, uza­sad­ni jakie to mery­to­rycz­ne wzglę­dy spo­wo­do­wa­ły zło­że­nie wnio­sku o odwo­ła­nie wicewojewody?

To jego kaprys czy bez­re­flek­syj­ne wyko­ny­wa­nie par­tyj­nych pole­ceń, któ­re będzie budżet kosz­to­wać oko­ło 80 tysię­cy zło­tych (odpra­wa Spy­ry i pen­sja nowe­go wicewojewody)?

Oso­bi­ście wąt­pię, aby dymi­sja Spy­ry (obec­nie poli­tyk PO) była wywo­ła­na jego sprze­ci­wem wobec koali­cji z RAŚ. Nie nale­ży ze Spy­ry na siłę robić boha­te­ra. Sam zapew­ne wie, że poli­ty­ka rzą­dzi się swo­imi prawami.

Spy­ra jest wytraw­nym poli­ty­kiem, któ­re­go oso­bi­ście lubię. Czę­sto dys­ku­to­wa­li­śmy prze­cha­dza­jąc się wśród półek peł­ne­go ksią­żek Empi­ku w Katowicach.

Jego życio­rys poli­tycz­ny i zmia­na barw jest bar­dzo cie­ka­wa (poda­ję za Wikipedią).

Dzia­łał w ZChN. Był jed­nym z zało­ży­cie­li powsta­łe­go w 1997 Ruchu Oby­wa­tel­skie­go Pol­ski Śląsk”, w któ­rym objął sta­no­wi­sko pre­ze­sa zarzą­du. W 2006 roku z listy Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści został rad­nym sej­mi­ku woje­wódz­twa ślą­skie­go III kaden­cji. Ro póź­niej odszedł z PiS do Pra­wi­cy Rze­czy­po­spo­li­tej. W wybo­rach par­la­men­tar­nych w tym samym roku bez­sku­tecz­nie kan­dy­do­wał z pierw­sze­go miej­sca listy LPR w okrę­gu kato­wic­kim. W stycz­niu 2008 r. został powo­ła­ny na sta­no­wi­sko człon­ka zarzą­du woje­wódz­twa ślą­skie­go w ramach nowej koali­cji zawar­tej przez rad­nych PO, PR, PSL i LiD. 

Decy­zja o wej­ściu w koali­cję z LiD sta­ła się bez­po­śred­nią przy­czy­ną jego usu­nię­cia z Pra­wi­cy Rze­czy­po­spo­li­tej i roz­wią­za­nia struk­tur tej par­tii na tere­nie woje­wódz­twa ślą­skie­go. W związ­ku z tym w Sej­mi­ku zaini­cjo­wał powo­ła­nie nowe­go klu­bu pod nazwą Przy­mie­rze Regio­nal­ne, zrze­sza­ją­ce­go byłych rad­nych PiS. W kwiet­niu 2009 r. zgło­sił swój akces do Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej. W wybo­rach samo­rzą­do­wych w 2010 z listy PO uzy­skał reelek­cję do sej­mi­ku, otrzy­mu­jąc ok. 13 tys. gło­sów. 17 lute­go 2011 r. powo­ła­ny na sta­no­wi­sko dru­gie­go wice­wo­je­wo­dy ślą­skie­go, zło­żył w związ­ku z tym man­dat rad­ne­go sej­mi­ku”.

Z nie­cier­pli­wo­ścią zatem cze­kam na kolej­ny przy­dział par­tyj­ny” Pio­tra Spy­ry. Jeże­li na listach PO będą dzia­ła­cze RAŚ, to Spy­ra ewen­tu­al­ną pro­po­zy­cję kan­dy­do­wa­nia z jej list powi­nien odrzu­cić. Do PiS powro­tu nie ma. Zatem Quo vadis Piotrze?

Związ­ko­wa ukła­dan­ka SRK

Czy pre­zes Spół­ki Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń SA, któ­ra zarzą­dza set­ka­mi milio­nów zło­tych prze­zna­czo­nych na restruk­tu­ry­za­cję kopal­ni i mająt­kiem, tole­ru­je nie­zgod­ne z prze­pi­sa­mi prze­pro­wa­dza­nie przetargów?

Spół­ka Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń SA (SRK SA) w Byto­miu to jed­no­oso­bo­wa Spół­ka Skar­bu Pań­stwa. Powsta­ła w trak­cie refor­my gór­nic­twa reali­zo­wa­nej przez rząd Jerze­go Buz­ka, któ­ra do tej pory odbi­ja się czkaw­ka na Ślą­sku, i nie tyl­ko. Zaan­ga­żo­wa­nie pre­ze­sów SRK w tema­cie” gór­nic­twa doce­ni­ła też pre­mier Kopacz.

Pre­mier prze­ko­ny­wa­ła, że choć dotych­czas SRK koja­rzy­ła się z wyga­sze­niem i likwi­da­cją kopalń, teraz ma być głów­ną siłą w restruk­tu­ry­za­cji”. Dzię­ki tej decy­zji SRK otrzy­ma­ła nowe życie” i dzie­siąt­ki milio­nów złotych.

srk

Zgod­nie z pod­pi­sa­nym poro­zu­mie­niem z gór­ni­ka­mi do SRK SA mia­ły tra­fić kopal­nie: Pie­ka­ry, Brzesz­cze, a tak­że – po wcze­śniej­szym podzia­le – Mako­szo­wy i Cen­trum. Ten pro­ces trwa. Ale rząd nie uzy­skał jesz­cze zgo­dy Komi­sji Euro­pej­skiej na trans­fer pie­nię­dzy do SRK SA. 10 maja pen­sje za kwie­cień pra­cow­ni­kom tych kopalń wypła­ci­ła jesz­cze KW, nato­miast 10 czerw­ca obo­wią­zek ten spły­nie już na SRK. Do tego cza­su spół­ka musi otrzy­mać na ten cel pań­stwo­wą dota­cję. Inna spra­wą jest, czy dosta­nie. Rząd nie otrzy­mał jesz­cze zgo­dy Komi­sji Euro­pej­skiej na prze­ka­za­nie dota­cji dla spółki.

Kie­dy Ewa Kopacz wpa­dła na pomysł wyję­cia z nie­by­tu SRK SA, mene­dże­ro­wie bytom­skiej spół­ki nie byli zachwy­ce­ni. Wyję­to ich z cie­nia. Nie­mal auto­ma­tycz­nie zna­leź­li się pod lupą CBA, któ­re ma spo­ro pytań zwią­za­nych z prze­tar­ga­mi, i nie tyl­ko. Kon­tro­le prze­pro­wa­dzi­ła też Naj­wyż­sza Izba Kon­tro­li, jed­nak­że na razie pro­to­kół z jej prze­bie­gu nie jest gotowy.

Węglo­wa rodzina

- To wspól­ny suk­ces – nasz i rzą­du, bowiem nie doj­dzie do likwi­da­cji miejsc pra­cy – mówił por­ta­lo­wi wnp​.pl w stycz­niu po pod­pi­sa­niu poro­zu­mie­nia” rzą­du z gór­ni­ka­mi Dariusz Trzcion­ka, szef Poro­zu­mie­nia Związ­ków Zawo­do­wych Kadra z Katowic.

Poro­zu­mie­nie powsta­ło w 1991 r. w odpo­wie­dzi na pil­ną potrze­bę zabez­pie­cze­nia i obro­ny zarów­no socjal­nych i indy­wi­du­al­nych inte­re­sów pra­cow­ni­ków eta­tu, jak i pra­cow­ni­ków zarzą­dza­ją­cych pro­ce­sa­mi pro­duk­cyj­ny­mi”. Trud­no się z tym nie zgodzić.

W 2003 r. PZZ Kadra zało­ży­ło fir­mę Kar­bon (mie­ści się pod tym samym adre­sem, co cen­tra­la związ­ku), i jest jej jedy­nym wła­ści­cie­lem. Związ­ko­wa spół­ka zaj­mu­je się sprze­da­żą eks­klu­zyw­nych upo­min­ków gór­ni­czych, pucha­rów, wizy­tó­wek, kalen­da­rzy, gra­we­ro­wa­niem i robo­ta­mi podziemnymi.

W radzie nad­zor­czej Kar­bo­nu zasia­da Dariusz Trzcion­ka, prze­wod­ni­czą­cy PZZ Kadra, oraz jego zastęp­cy w związ­ku zawo­do­wym: Bogu­sław Stu­denc­ki, Krzysz­tof Ste­fa­nek i Marek Gacka.

BIP Spół­ki Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń SA zawie­ra spo­ro infor­ma­cji o zwy­cię­skich prze­tar­gach, w któ­rych bra­ła udział spół­ka Kar­bon. Spół­ka wygry­wa prze­tar­gi jako fir­ma samo­dziel­na lub w konsorcjum.

W ubie­głym roku w kon­sor­cjum Kar­bon wygrał prze­targ na robo­ty szy­bo­we w SRK SA – war­tość prac 113 867,25 zł brut­to. Zwy­cięz­cą prze­tar­gu oka­za­ła się też spół­ka Gór­rem – w sumie dosta­ła zle­ce­nie na robo­ty za 359 775 zło­tych brut­to. Kar­bon wygrał też prze­targ w Cen­tral­nym Zakła­dzie Odwad­nia­nia Kopalń w SRK SA na wzmoc­nie­nie wyro­bi­ska – pra­wie 430 tysię­cy zło­tych brutto.

To nie­wie­le w porów­na­niu z prze­tar­giem z 2011 roku. Wte­dy to Kar­bon, w kon­sor­cjum z Bema­rem i Przed­się­bior­stwem Usług Inży­nie­ryj­no-Tech­nicz­nych, wygrał prze­targ w SRK SA na pra­ce wyce­nio­ne na 15 mln 798 tys. 120 zł brutto.

Czy bez zna­cze­nia dla prze­bie­gu prze­tar­gów jest też fakt, że Zbi­gniew Kró­li­kow­ski, obec­ny pre­zes Kar­bo­nu, to były Głów­ny Elek­tryk Kopal­ni Jowisz, prze­ję­tej do likwi­da­cji przez SRK?

Zapew­ne zupeł­nym przy­pad­kiem jest fakt zatrud­nie­nia w spół­ce Kar­bon Bar­ba­ry Tokarz, żony pre­ze­sa SRK SA.

- Bar­ba­ra Tokarz pra­co­wa­ła w naszej spół­ce na pod­sta­wie jed­nej umo­wy o pra­cę na czas okre­ślo­ny w nie­peł­nym wymia­rze cza­su pra­cy. Umo­wa ule­gła roz­wią­za­niu z dniem 28 lute­go 2015 r. 

powie­dział Zbi­gniew Kró­li­kow­ski, pre­zes Karbonu.

Jak widać, pre­zes Tokarz – jak to w jed­nym z wywia­dów wyznał – Nie kie­ru­je się wyłącz­nie sfor­ma­li­zo­wa­ny­mi zasa­da­mi, trak­tu­je swo­je dzia­ła­nia z per­spek­ty­wy ludz­kiej przy­zwo­ito­ści”. To ofi­cjal­nie, ale jeśli idzie o rodzi­nę, to jest skłon­ny na ela­stycz­ne trak­to­wa­nie wła­snych zasad.

Nie­daw­no na por­ta­lach wpo​li​ty​ce​.pl i wgo​spo​dar​ce​.pl opi­sy­wa­łem, jak Spół­ka Restruk­tu­ry­za­cji Kopalń SA reali­zu­je pro­gram rodzi­na na swo­im”. W grud­niu ujaw­ni­łem spra­wę szyb­kich przy­dzia­łów” miesz­kań dla rodzin człon­ków zarzą­du SRK, w tym dla syna pre­ze­sa Mar­ka Toka­rza. Rodzi­ny gór­ni­ków cze­ka­ją na przy­dział miesz­ka­nia w naj­lep­szym razie miesiącami.

Kar­bon pra­wie zawsze wygrywa

Na doda­tek prze­wod­ni­czą­cy Kadry – Arka­diusz Trzcion­ka jest odde­le­go­wa­ny do pra­cy związ­ko­wej z SRK ze sta­no­wi­ska Głów­ne­go Mechanika.

- Dariusz Trzcion­ka, prze­wod­ni­czą­cy PZZ Kadra nie peł­ni obec­nie żad­nej kie­row­ni­cze­go sta­no­wi­ska w SRK S.A., a jego odde­le­go­wa­nie do pra­cy w struk­tu­rach związ­ków zawo­do­wych odby­ło się w zgo­dzie z zapi­sa­mi usta­wy o związ­kach zawo­do­wych z dnia 23 maja 1991 roku 

wyja­śnia Witold Jajsz­czok, rzecz­nik SRK SA.

Pre­ze­so­wi SRK SA Mar­ko­wi Toka­rzo­wi i wła­dzom spół­ki zapew­ne nie prze­szka­dza fakt, że Dariusz Trzcion­ka jako prze­wod­ni­czą­cy PZZ Kadra, czy­li wła­ści­ciel Kar­bo­nu, peł­nią­cy funk­cję Prze­wod­ni­czą­ce­go Rady Nad­zor­czej (był nawet pre­ze­sem zarzą­du spół­ki), a zara­zem Głów­ny Mecha­nik w SRK S.A. Zakła­du CZOK, repre­zen­tu­je dwie stro­ny postę­po­wa­nia przetargowego.

Wątek dzia­łal­no­ści prze­wod­ni­czą­ce­go Trzcion­ki zna­lazł w Pro­ku­ra­tu­rze Rejo­no­wej Kato­wi­ce-Wschód. Tra­fi­ło tam bowiem donie­sie­nie o poświad­cze­niu nie­praw­dy i wyłu­dze­niu przez Poro­zu­mie­nie Związ­ków Zawo­do­wych Kadra z Komi­sji Trój­stron­nej dota­cji budże­to­wej oraz powią­zań biz­ne­so­wych Kar­bo­nu z SRK.

Według kil­ku naszych roz­mów­ców odde­le­go­wa­nie Dariu­sza Trzcion­ki do pra­cy związ­ko­wej jest jed­nak nie­zgod­ne z pra­wem, gdyż orga­ni­za­cja zakła­do­wa w SRK SA, z któ­rej obec­ny prze­wod­ni­czą­cy Kadry się wywo­dzi, nie ma 150 człon­ków. A to waru­nek nie­zbęd­ny do tego, aby na pod­sta­wie art. 31 ust. 1 i 2 usta­wy o związ­kach zawo­do­wych, legal­nie być odde­le­go­wa­nym do pra­cy związ­ko­wej, bez świad­cze­nia pra­cy z zacho­wa­niem pła­cy. Spra­wą zaj­mu­je się jed­nak prokuratura.

- Spra­wa jest na wstęp­nym eta­pie. Ana­li­zu­je­my prze­sła­ne doku­men­ty – wyja­śnia Jacek Pan­del, szef Pro­ku­ra­tu­ry Rejo­no­wej Katowice-Wschód.

- Poro­zu­mie­nie Związ­ków Zawo­do­wych Kadra nigdy nie ubie­ga­ło się, ani nie otrzy­ma­ło dota­cji budże­to­wej z Komi­sji Trój­stron­nej. W związ­ku z czym nic mi nie wia­do­mo o jakim­kol­wiek postę­po­wa­niu pro­ku­ra­tor­skim w spra­wie poświad­cze­nia nie­praw­dy i wyłu­dze­niu tych dota­cji. Nie mogłem zatem być prze­słu­cha­ny w jakim­kol­wiek cha­rak­te­rze w takiej spra­wie. Infor­ma­cja o jako­by toczą­cym się postę­po­wa­niu prze­ciw­ko Poro­zu­mie­niu Związ­ków Zawo­do­wych są nieprawdziwe 

zapew­nia mnie Trzcionka.

Tę związ­ko­wo-per­so­nal­ną ukła­dan­kę dopeł­nia Marek Skrzy­pek, były prze­wod­ni­czą­cy PZZ Kadra w SRK, jed­no­cze­śnie nad­szty­gar szy­bo­wy, zatrud­nio­ny w pew­nym momen­cie na umo­wę zle­ce­nia w Kar­bo­nie. Obec­nie jest pra­cow­ni­kiem fir­my Gór­rem, współ­pra­cu­ją­cej z Kar­bo­nem i SRK SA. To nie przy­pa­dek, że więk­szość robót wyko­ny­wa­nych przez Kar­bon to robo­ty szybowe.

Zle­ce­nia dla prawnika

Zarząd SRK SA bar­dzo dba o praw­ni­ków. Kosz­ty usług praw­ni­czych w tej spół­ce są bar­dzo wyso­kie. W 2011 roku prze­targ na 4‑letnią obsłu­gę praw­ną spół­ki wygra­ła ofer­ta, któ­rą zło­ży­ła Kan­ce­la­ria Rad­ców Praw­nych Boże­na Pin­del Ire­ne­usz Pin­del s.c. z Byto­mia. Była to… jedy­na ofer­ta. Kan­ce­la­ria za obsłu­gę praw­ną otrzy­ma­ła 2 352 000 zło­tych net­to, czy­li 2 892 960 zło­tych brut­to. Na kon­to zwy­cię­skiej kan­ce­la­rii przez czte­ry lata wpły­wa­ło 60 tys. 270 zło­tych mie­sięcz­nie. Mało?

15 listo­pa­da 2014 roku został ogło­szo­ny prze­targ w try­bie nego­cja­cji bez ogło­sze­nia”, czy­li tryb zamó­wie­nia z wol­nej ręki na obsłu­gę praw­ną Oddzia­łu SRK SA Zakład Admi­ni­stra­cji Zaso­bów Miesz­ka­nio­wych. Wpły­nę­ła jed­na ofer­ta kan­ce­la­rii praw­nej z Byto­mia. Wygra­ła Kan­ce­la­ria Adwo­kac­ka Ire­ne­usza Pin­de­la z Byto­mia. To nie­przy­pad­ko­wa zbież­ność nazwisk.

Za obsłu­gę praw­ną spół­ka SRK SA zapła­ci kan­ce­la­rii w cią­gu czte­rech lat 2 066 400 zł, czy­li dokład­nie 2 541 672 zł brut­to. Daje to godzi­we mie­sięcz­ne wyna­gro­dze­nie – 52951,5 zł brut­to. Mniej, niż poprzed­nio, ale też da się jakoś żyć.

SRK kosz­tu­je teraz nas wszyst­kich, czy­li podat­ni­ków kil­ka­set milio­nów zło­tych rocz­nie. Teo­re­tycz­nie mia­ła zaj­mo­wać się sprze­da­żą mająt­ku i odwad­nia­niem zamknię­tych kopalń, po to by wody kopal­nia­nie nie zala­ły ist­nie­ją­cych. I rze­czy­wi­ście to robi. Jed­nak nie tyl­ko. Zarzą­dza też prze­ję­ty­mi miesz­ka­nia­mi zakła­do­wy­mi. Jed­nak gdy­by chcia­no, to poko­pal­nia­ne nie­ru­cho­mo­ści moż­na by sprze­dać w jeden rok i zamknąć spra­wę, a odwad­nia­nie kopalń nale­ża­ło­by prze­rzu­cić na kopal­nie ist­nie­ją­ce. Ale po co?

Powiem bru­tal­nie – jesz­cze jed­nym, ukry­tym celem ist­nie­nia SRK jest dawa­nie pra­cy zna­jo­mym kró­li­ka z bran­ży” – dla­te­go jest cią­gły lob­bing na otrzy­my­wa­nie coraz więk­szych dota­cji z budże­tu, a sprze­daż nie­ru­cho­mo­ści tak bar­dzo się ślimaczy.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lach wpo​li​ty​ce​.plwgo​spo​dar​ce​.pl