Ska­za­ni za kłam­stwo lustra­cyj­ne chcą być radnymi

W wybo­rach samo­rzą­do­wych star­tu­ją oso­by pra­wo­moc­nie ska­za­ne za kłam­stwo lustra­cyj­ne, czy­li zata­je­nie swo­jej współ­pra­cy z komu­ni­stycz­ny­mi służ­ba­mi spe­cjal­ny­mi lub służ­by w nich. Przy­naj­mniej nie mają dyle­ma­tu, co wpi­sać w skła­da­ne oświad­cze­nie lustracyjne.

Zgod­nie z usta­wą lustra­cyj­ną i prze­pi­sa­mi regu­lu­ją­cy­mi orga­ni­za­cję wybo­rów, do publicz­nej wia­do­mo­ści w obwiesz­cze­niu wybor­czym poda­je się treść oświad­czeń lustra­cyj­nych osób, któ­re przy­zna­ły się do pra­cy lub służ­by w orga­nach bez­pie­czeń­stwa pań­stwa lub współ­pra­cy z nimi.

Jed­nak prze­pi­sy nie są dosko­na­łe. Z jed­nej stro­ny pochop­nie zało­żo­no, że wszyst­kie oso­by peł­nią­ce lub kan­dy­du­ją­ce do peł­nie­nia funk­cji publicz­nych czy­ta­ją to, co pod­pi­su­ją i potra­fią czy­tać ze zro­zu­mie­niem. Błąd. Zda­rza­ło się bowiem, że do współ­pra­cy z SB w oświad­cze­niu przy­zna­wa­ły się oso­by, któ­re tego nigdy nie zrobiły.

Jest też gor­sza nie­do­rób­ka. Nie prze­wi­dzia­no bowiem sytu­acji, w któ­rej oso­ba kłam­li­wie zaprze­cza­ją­ca w oświad­cze­niu swo­jej służ­bie lub współ­pra­cy z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa i ska­za­na sądow­nie za kłam­stwo lustra­cyj­ne odby­ła już okres zaka­zu peł­nie­nia wska­za­nych w usta­wie funk­cji publicznych.

W przy­pad­ku takie­go kan­dy­da­ta na obwiesz­cze­nie wybor­cze nie tra­fia infor­ma­cja o jego współ­pra­cy, gdyż nie napi­sał tego w swo­im oświad­cze­niu lustra­cyj­nym. Prze­pi­sy prze­wi­du­ją zaś wyłącz­nie publi­ka­cję infor­ma­cji o tre­ści oświad­cze­nia osób, któ­re same do współ­pra­cy lub służ­by się przy­zna­ły! Jest to nie­uczci­we wobec wybor­ców. Taki kan­dy­dat ucho­dzi za nie­ska­la­ne­go ani kłam­stwem lustra­cyj­nym, ani współ­pra­cą z apa­ra­tem repre­sji PRL.

Do tej pory na w woje­wódz­twie ślą­skim jed­na oso­ba ska­za­na pra­wo­moc­nym wyro­kiem za zata­je­nie swo­jej współ­pra­cy z SB, kan­dy­du­je w tego­rocz­nych wybo­rach samo­rzą­do­wych. Chce zostać rad­nym Rady Powia­tu w Psz­czy­nie. I star­tu­je z listy Psz­czyń­skie­go Poro­zu­mie­nia Samorządowego.

Mam na myśli byłe­go bur­mi­strza Psz­czy­ny – Kry­stia­na Szo­sta­ka, któ­ry w stycz­niu 2011 roku został pra­wo­moc­nie uzna­ny za kłam­cę lustra­cyj­ne­go przez Sąd Ape­la­cyj­ny w Kato­wi­cach. Sąd uznał, że bur­mistrz (gdy zapadł wyrok w 2010 r. w sądzie pierw­szej instan­cji, Szo­stak peł­nił jesz­cze swo­ją funk­cję) był w latach 70. ub. wie­ku taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem Służ­by Bezpieczeństwa.

Wraz z uzna­niem samo­rzą­dow­ca za kłam­cę lustra­cyj­ne­go”, sąd na trzy lata pozba­wił go pra­wa star­tu w wybo­rach i na taki sam okres zaka­zał mu peł­nie­nia funk­cji publicz­nej. Jak nie­trud­no obli­czyć, ten okres zaka­zu zakoń­czył się w stycz­niu tego roku.

Według IPN, były bur­mistrz Psz­czy­ny zata­ił w oświad­cze­niu lustra­cyj­nym, że w latach 197779 był taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB o pseu­do­ni­mie Ryszard. Pod­czas dwóch ostat­nich lat stu­diów na Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim miał prze­ka­zy­wać infor­ma­cje na temat śro­do­wi­ska aka­de­mic­kie­go. Współ­pra­ca była dobro­wol­na i mia­ła trwać do cza­su zakoń­cze­nia przez nie­go stu­diów i wstą­pie­nia do PZPR.

Pod­czas pro­ce­su Szo­stak i jego adwo­kat sta­li na sta­no­wi­sku, że lustra­cja jest bez­przed­mio­to­wa. Argu­men­to­wa­li, że prze­ka­zy­wał on SB jedy­nie ogól­ne infor­ma­cje, stąd – ich zda­niem – oświad­cze­nie lustra­cyj­ne było zgod­ne z praw­dą. Z takim sta­no­wi­skiem nie zgo­dził się sąd. Uznał, że infor­ma­cje prze­ka­zy­wa­ne przez Szo­sta­ka mogły być przy­dat­ne w pra­cy SB i nie moż­na przy­jąć, by współ­pra­ca była pozor­na. Szo­stak przy­znał w trak­cie postę­po­wa­nia lustra­cyj­ne­go, że spo­rzą­dził zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy, spo­ty­kał się z przed­sta­wi­cie­la­mi SB. Spo­rzą­dził też 12 pisem­nych infor­ma­cji dla SB.

W oświad­cze­niu lustra­cyj­nym Szo­stak zaprze­czył, by był taj­nym i świa­do­mym współ­pra­cow­ni­kiem orga­nów bez­pie­czeń­stwa PRL, ale – jak tłu­ma­czył – zro­bił tak dla­te­go, że subiek­tyw­nie za takie­go współ­pra­cow­ni­ka nigdy się nie uwa­żał. W dal­szej czę­ści oświad­cze­nia przy­znał, że pod­pi­sał dekla­ra­cję współ­pra­cy i opi­sał jak wyglą­da­ły jego kon­tak­ty z SB.