Trze­ba pamiętać

Wywóz­ka kil­ku­dzie­się­ciu tysię­cy Ślą­za­ków od stycz­nia do kwiet­nia 1945 roku do obo­zów pra­cy przy­mu­so­wej w Związ­ku Sowiec­kim po wkro­cze­niu Armii Czer­wo­nej, zosta­ła słusz­nie nazwa­na Tra­ge­dią Górnośląską.

img292Rok 1945 to czas aktów ter­ro­ru wobec miesz­kań­ców Gór­ne­go Ślą­ska – aresz­to­wań, inter­no­wa­nia, egze­ku­cji i wywó­zek do łagrów. Sza­cu­je się, że wywie­zio­no oko­ło 5060 tys. osób, a nie jak w nie­któ­rych publi­ka­cjach poda­wa­no licz­bę trzy­krot­nie większą.

16 grud­nia 1944 r. Sta­lin naka­zał, aby wszy­scy zdol­ni do pra­cy Niem­cy w wie­ku od 17 do 45 lat w przy­pad­ku męż­czyzn i 18 do 30 lat w przy­pad­ku kobiet, któ­rzy znaj­du­ją się na wyzwo­lo­nych przez Armię Czer­wo­ną tere­nach, zosta­li zmo­bi­li­zo­wa­ni i inter­no­wa­ni, celem wysła­nia do pra­cy z ZSRS”.

O tym, kto pod­le­ga depor­ta­cji i jak cała ope­ra­cja ma wyglą­dać, prze­są­dził roz­kaz NKWD nr 0061 zawie­ra­ją­cy dyrek­ty­wy mobi­li­za­cji wszyst­kich męż­czyzn zdol­nych do pra­cy fizycz­nej i posłu­gi­wa­nia się bro­nią w wie­ku od 17 do 50 lat.

W ramach tej akcji od lute­go do kwiet­nia 1945 r. w Gór­no­ślą­skim Zagłę­biu Węglo­wym oraz Pru­sach Wschod­nich Sowie­ci zatrzy­ma­li 77 tys. 741 osób, głów­nie tych, któ­rych od wcie­le­nia do Wehr­mach­tu wyre­kla­mo­wa­ła kopal­nia lub fabry­ka pra­cu­ją­ca na potrze­by woj­ska. Fachow­cy ci byli bar­dzo cen­ną zdo­by­czą – mie­li zastą­pić w gospo­dar­ce radziec­kiej ludzi, któ­rzy zgi­nę­li na wojnie.

Akcję nad­zo­ro­wał Beria, a jego pod­wład­ni nie bawi­li się w odróż­nia­nie, czy ktoś jest Niem­cem czy Ślą­za­kiem. Sytu­acja spo­łecz­no-poli­tycz­na na Gór­nym Ślą­sku oka­za­ła się problemem.

Ten obszar przed wybu­chem II woj­ny świa­to­wej był rejo­nem pogra­nicz­nym, podzie­lo­nym pomię­dzy II Rzecz­po­spo­li­tą (woje­wódz­two ślą­skie) oraz Rze­szę Nie­miec­ką (rejen­cja opol­ska). I po obu stro­nach gra­ni­cy miesz­ka­ły oso­by dekla­ru­ją­ce się jako Pola­cy lub Niem­cy. Po wybu­chu woj­ny sytu­acja naro­do­wo­ścio­wa skom­pli­ko­wa­ła się wsku­tek wpro­wa­dze­nia Nie­miec­kiej Listy Naro­do­wo­ścio­wej (Deut­sche Volks­li­ste, czy­li DVL). W ten spo­sób Gór­no­śłą­za­cy z tych tere­nów otrzy­ma­li w róż­nej for­mie oby­wa­tel­stwo nie­miec­kie. DVL Wpro­wa­dza­ła w życie prze­ko­na­nia wło­da­rzy Trze­ciej Rze­szy, że obszar ten w okre­sie dwu­dzie­sto­le­cia mię­dzy­wo­jen­ne­go został jedy­nie czę­ścio­wo spo­lo­ni­zo­wa­ny” i moż­na było tam­tej­szych Gór­no­ślą­za­ków odzy­skać dla niem­czy­zny”. Do jesie­ni 1943 r. z tere­nu przed­wo­jen­nej pol­skiej czę­ści Gór­ne­go Ślą­ska na DVL wpi­sa­no 1,29 mln osób, co sta­no­wi­ło 90 proc. ogó­łu tam­tej­szych miesz­kań­ców. Zde­cy­do­wa­na więk­szość, bo ponad 70 pro­cent otrzy­ma­ła III gru­pę DVL (oby­wa­tel­stwo nie­miec­kie na odwo­ła­nie”) – pisze dr Dariusz Węgrzyn z IPN w Katowicach.

Naj­wię­cej osób zsy­ła­no do obo­zów pra­cy na Ukra­inie (obwo­dy dnie­pro­pie­trow­ski, kiro­wo­gradz­ki, ode­ski, sta­liń­ski [doniec­ki] i woro­szy­łow­gradz­ki) i Sybe­rii (obwo­dy: irkuc­ki, keme­row­ski, nowo­sy­bir­ski) oraz w Kazach­sta­nie (obwo­dy: aktiu­biń­ski i kara­gandz­ki). Depor­to­wa­nych wywo­żo­no tak­że do Rosji, Turk­me­nii, Gru­zji i na Bia­ło­ruś. Naj­da­lej na wschód poło­żo­ne były łagry na Kam­czat­ce. Obo­zy, do któ­rych tra­fi­li Gór­no­śłą­za­cy nale­ża­ły do olbrzy­miej sie­ci łagrów GUPWI (Głów­ne­go Zarzą­du ds. Jeń­ców Wojen­nych i Internowanych).

Jed­nym z depor­to­wa­nych był Paweł Stel­ler, arty­sta zwią­za­ny z Kato­wi­ca­mi, któ­ry przez 20 mie­się­cy prze­by­wał w obo­zie na Sybe­rii. Wyko­nał tam 2 tysią­ce nie­wiel­kich por­tre­tów współ­więź­niów jako zapła­tę za dodat­ko­we por­cje chle­ba. Dzię­ki temu prze­żył i wró­cił do domu w listo­pa­dzie 1946 roku.

Wie­le trans­por­tów przy­jeż­dża­ło do miejsc, gdzie pra­wie nic nie było goto­we. Do bara­ków obo­zo­wych nie wsta­wio­no prycz. Jesz­cze latem 1945 r. dla dużej czę­ści przy­mu­so­wych robot­ni­ków zatrud­nio­nych w Don­ba­sie bra­ko­wa­ło ubrań robo­czych, butów i bie­li­zny. Szwan­ko­wa­ło zaopa­trze­nie w żyw­ność, a miskę do jedze­nia czę­sto musia­ła zastą­pić z tru­dem zdo­by­wa­na pusta pusz­ka. Kto wyra­biał nor­mę, dosta­wał 400 g chle­ba dzien­nie, a kto nie wyra­biał, a mało kto wyro­bił, dosta­wał tyl­ko 100 g. Do tego był solo­ny śledź, naj­pierw cały, potem poło­wa, a w koń­cu jeden śledź na czte­ry oso­by, ale nie zawsze. I kubek wody.

Z powo­du bra­ku środ­ków czy­sto­ści w wie­lu obo­zach wybu­cha­ły epi­de­mie tyfu­su i innych cho­rób brud­nych rąk. Opie­ka medycz­na oka­zy­wa­ła się fik­cją. Każ­de­go ran­ka dyżur­ni wyno­si­li z bara­ku tru­py i grze­ba­li w płyt­kich mogi­łach za dru­ta­mi, a kie­dy zie­mia zama­rza­ła na kamień, tyl­ko przy­sy­py­wa­li zwłoki.

Część z wywie­zio­nych zgi­nę­ła w obo­zach lub po powro­cie do kra­ju. W jed­nym tyl­ko okrę­gu woro­szy­łow­gradz­kim (obec­nie Ługańsk przy gra­ni­cy rosyj­sko-ukra­iń­skiej) spo­śród 40 tys. osób zatrud­nio­nych w tam­tej­szych kopal­niach do poło­wy sierp­nia 1945 r. zmar­ła co dzie­sią­ta, ale w nie­któ­rych bata­lio­nach robo­czych odse­tek zgo­nów w pierw­szych mie­sią­cach się­gał nawet od 30 do 50 proc.

Ostat­ni z wywie­zio­nych Ślą­za­ków wra­ca­li do domów jesz­cze w latach 50. XX wie­ku. Pol­skie wła­dze nie zawsze doma­ga­ły się powro­tu wszyst­kich wywie­zio­nych. Sta­ra­no się przede wszyst­kim o oso­by uzna­wa­ne za Pola­ków, nie­raz pomi­ja­no np. skom­pro­mi­to­wa­nych wcze­śniej­szą współ­pra­cą z orga­ni­za­cja­mi nazi­stow­ski­mi. Ist­nia­ła też naj­pew­niej trud­na do osza­co­wa­nia gru­pa wywie­zio­nych, któ­ra nie poja­wi­ła się na pol­skich listach.

Sytu­acja rodzin depor­to­wa­nych, pozba­wio­nych jedy­nych żywi­cie­li sta­wa­ła się dra­ma­tycz­na, a kobie­ty, któ­re uzy­ska­ły wia­do­mość o śmier­ci męża, mogły mówić o szczę­ściu, bo wte­dy, mogły wysta­rać się o for­mal­ny akt zgo­nu i na tej pod­sta­wie dostać ren­tę. Bywa­ło jed­nak i tak, że zaraz po stra­cie męża pod­le­ga­ły eks­mi­sji z nale­żą­ce­go do kopal­ni miesz­ka­nia, bo sko­ro gór­nik opu­ścił miej­sce pra­cy, to rodzi­nie już nic się nie należy.

W IPN od kil­ku lat powsta­je imien­na lista zatrzy­ma­nych, a potem depor­to­wa­nych do obo­zów. Lista liczy obec­nie pra­wie 30 tys. zwe­ry­fi­ko­wa­nych nazwisk.

Tra­ge­dia Gór­no­ślą­ska do 1989 r. była ze wzglę­dów poli­tycz­nych tema­tem tabu. Dopie­ro póź­niej temat wywó­zek miesz­kań­ców regio­nu poja­wił się ofi­cjal­nie w prze­strze­ni publicz­nej, był tema­tem wie­lu arty­ku­łów i relacji.

Od lat w woj. ślą­skim i opol­skim trwa­ją publicz­ne dys­ku­sje doty­czą­ce tej pro­ble­ma­ty­ki, jed­no­cze­śnie IPN sta­ra się docie­rać do nowych źró­deł infor­ma­cji na ten temat. Ostat­nio uka­za­ła się publi­ka­cja pt. Wywóz­ka. Depor­ta­cja miesz­kań­ców Gór­ne­go Ślą­ska do obo­zów pra­cy przy­mu­so­wej w Związ­ku Sowiec­kim w 1945 roku”. Auto­ra­mi arty­ku­łów zamiesz­czo­nych w publi­ka­cji są pol­scy i nie­miec­cy badacze.

Dotych­cza­so­we dane nie są też wystar­cza­ją­ce, by wia­ry­god­nie sza­co­wać licz­bę śmier­tel­nych ofiar Tra­ge­dii Gór­no­ślą­skiej. Część depor­to­wa­nych wra­ca­ła ze Wscho­du, część z Zacho­du (poprzez sowiec­ki obóz nr 69 we Frank­fur­cie nad Odrą), część nie wró­ci­ła też na teren Gór­ne­go Ślą­ska, osie­dla­jąc się gdzie indziej.

Śledz­two IPN, któ­re mia­ło usta­lić odpo­wie­dzial­nych za depor­ta­cję zosta­ło umo­rzo­ne. Dla­cze­go? Otóż całą winą nale­ży obcią­żyć człon­ków Pań­stwo­we­go Komi­te­tu Obro­ny ZSRR, jed­nak wszy­scy oni już nie żyją.

Publi­ka­cja to pokło­sie mię­dzy­na­ro­do­wej kon­fe­ren­cji Inter­no­wa­nia – depor­ta­cje – pro­duk­ty­wi­za­cja. Miesz­kań­cy Gór­ne­go Ślą­ska w sys­te­mie obo­zo­wym GUPWI NKWD 19451956”, zor­ga­ni­zo­wa­nej w mar­cu 2013 r.

Wywóz­ka. Depor­ta­cja miesz­kań­ców Gór­ne­go Ślą­ska do obo­zów pra­cy przy­mu­so­wej w Związ­ku Sowiec­kim (1945 r.). Fak­to­gra­fia – kon­tek­sty – pamięć” pod redak­cją Seba­stia­na Rosen­bau­ma i Dariu­sza Węgrzy­na. Wyda­na przez kato­wic­ki oddział IPN, Urząd Mia­sta Radzion­ków oraz Muzeum w Gliwicach.