Asy­me­tria naiw­no­ści. Jak pol­skie służ­by wyszły” z Nie­miec, a BND zosta­ło w Polsce.

Gdy po 1989 roku Pol­ska odzy­ski­wa­ła powo­li suwe­ren­ność, w gabi­ne­tach sze­fów rodzą­ce­go się Urzę­du Ochro­ny Pań­stwa zapa­dła decy­zja, któ­ra na deka­dy zde­fi­nio­wa­ła naszą pozy­cję w Euro­pie: sojusz­ni­ków się nie szpieguje.

W imię budo­wy zaufa­nia i wspól­nej dro­gi do NATO, War­sza­wa dobro­wol­nie ośle­pi­ła się” na kie­run­ku ber­liń­skim, likwi­du­jąc rezy­den­tu­ry i wyga­sza­jąc agen­tu­rę. Jed­nak w świe­cie służb spe­cjal­nych próż­nia nie ist­nie­je. Pod­czas gdy pol­scy ofi­ce­ro­wie otrzy­ma­li zakaz ope­ro­wa­nia nad Szpre­wą, nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) i kontr­wy­wiad woj­sko­wy (MAD) potrak­to­wa­ły Pol­skę jak poligon.

Od agre­syw­ne­go wywia­du gospo­dar­cze­go w cza­sie pry­wa­ty­za­cji, przez wer­bu­nek ofi­ce­rów Woj­ska Pol­skie­go, aż po sys­te­mo­wą inwi­gi­la­cję pol­skich mini­sterstw – histo­ria rela­cji wywia­dow­czych III RP z Niem­ca­mi to kro­ni­ka naiw­no­ści, za któ­rą przy­szło nam zapła­cić naj­wyż­szą cenę: stra­te­gicz­ne zasko­cze­nie pro­jek­ta­mi taki­mi jak Nord Stream.

Po 1989 roku, w imię poli­tycz­ne­go rese­tu i dąże­nia do struk­tur zachod­nich, War­sza­wa pod­ję­ła bez­pre­ce­den­so­wą decy­zję o fak­tycz­nym wyga­sze­niu ope­ra­cji wywia­dow­czych na tere­nie Nie­miec. W tym samym cza­sie nie­miec­ki wywiad cywil­ny – Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) nie tyl­ko nie zwol­nił tem­pa, ale zin­ten­sy­fi­ko­wał dzia­ła­nia, trak­tu­jąc Pol­skę jako poli­gon doświad­czal­ny i stre­fę bufo­ro­wą. Histo­ria rela­cji służb spe­cjal­nych III RPRFN to stu­dium jed­no­stron­ne­go rozbrojenia.

Wśród funk­cjo­na­riu­szy daw­ne­go Urzę­du Ochro­ny Pań­stwa (UOP) do dziś krą­żą opo­wie­ści o poli­tycz­nym zaka­zie”, któ­ry na począt­ku lat 90. spa­ra­li­żo­wał pol­ski wywiad na kie­run­ku nie­miec­kim. W cza­sie, gdy Krzysz­tof Kozłow­ski i inni archi­tek­ci nowych służb nie­udol­nie budo­wa­li fun­da­men­ty demo­kra­tycz­nej kon­tro­li nad resor­ta­mi siło­wy­mi, zapa­dła nie­pi­sa­na, lecz rygo­ry­stycz­nie prze­strze­ga­na decy­zja: sojusz­ni­ków się nie szpie­gu­je. Niem­cy jako głów­ny adwo­kat pol­skiej akce­sji do NATOUE, otrzy­ma­ły od War­sza­wy swo­isty immu­ni­tet wywiadowczy.

Pro­blem w tym, że w Pul­lach (ówcze­snej sie­dzi­bie BND) nikt podob­nych roz­ka­zów nie wydał.

Dok­try­na jed­no­stron­ne­go zaufania

Decy­zja o wyco­fa­niu akty­wów wywia­dow­czych z Nie­miec była podyk­to­wa­na geo­po­li­ty­ką. Rząd Tade­usza Mazo­wiec­kie­go, a następ­nie kolej­ne gabi­ne­ty soli­dar­no­ścio­we, wycho­dzi­ły z zało­że­nia, że budo­wa zaufa­nia wyma­ga peł­nej trans­pa­rent­no­ści. Ofi­ce­ro­wie Zarzą­du Wywia­du UOP otrzy­ma­li jasny sygnał: Ber­lin to part­ner, nie cel.

To był ewe­ne­ment na ska­lę świa­to­wą. Żaden sza­nu­ją­cy się kraj, nawet w ramach naj­ści­ślej­szych soju­szy, nie rezy­gnu­je cał­ko­wi­cie z roz­po­zna­nia wywia­dow­cze­go u swo­je­go naj­więk­sze­go sąsia­da. My to zro­bi­li­śmy, licząc na wza­jem­ność, któ­rej nigdy nie było” – mówi ano­ni­mo­wo były ofi­cer pio­nu kontr­wy­wia­du, aktyw­ny w latach 90.

Skut­ki były natych­mia­sto­we. Pol­ska sieć agen­tu­ral­na w Niem­czech zosta­ła w dużej mie­rze zwi­nię­ta lub uśpio­na” w spo­sób tak głę­bo­ki, że fak­tycz­nie prze­sta­ła ist­nieć. Pol­ski wywiad prze­szedł na tzw. bia­ły wywiad (ana­li­zę źró­deł otwar­tych) i ofi­cjal­ną wymia­nę part­ner­ską. Tym­cza­sem Niem­cy, reali­zu­jąc swo­ją Ost­po­li­tik, potrze­bo­wa­li pre­cy­zyj­nych infor­ma­cji o sta­nie pol­skiej gospo­dar­ki, nastro­jach spo­łecz­nych i – co klu­czo­we – o sta­bil­no­ści poli­tycz­nej kra­ju tran­zy­to­we­go na Wschód.

O tym, że Niem­cy przy­wią­zu­ją dużą uwa­gę do sytu­acji w Pol­sce może świad­czyć fakt, że co naj­mniej dwóch (?) amba­sa­do­rów mia­ło w prze­szło­ści związ­ki z wywia­dem. Nie­miec­cy amba­sa­do­ro­wie w Pol­sce po 1990 r. – z doświad­cze­niem w służ­bach specjalnych.

Rüdi­ger Fre­iherr von Fritsch był amba­sa­do­rem Nie­miec w Pol­sce w latach 20102014. Wcze­śniej peł­nił funk­cję wice­sze­fa Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) – nie­miec­kiej Fede­ral­nej Służ­by Wywia­du, czy­li głów­nej cywil­nej służ­by wywia­dow­czej RFN. Jego przej­ście z BND do pla­ców­ki dyplo­ma­tycz­nej było komen­to­wa­ne jako wysła­nie do War­sza­wy dyplo­ma­ty o dużym doświad­cze­niu wywiadowczym”.

Arndt Frey­tag von Lorin­gho­ven – amba­sa­dor Nie­miec w War­sza­wie w latach 20202022. Przed karie­rą dyplo­ma­tycz­ną był wice­sze­fem Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND) w latach 2007 – 2010.

BND: Sojusz­nik, któ­ry patrzy na ręce

Nie­miec­ka Fede­ral­na Służ­ba Wywia­dow­cza (BND) w latach 90. przy­ję­ła stra­te­gię agre­syw­nej pene­tra­cji pol­skie­go życia publicz­ne­go i gospo­dar­cze­go. Zamiast wyco­fać ofi­ce­rów, Niem­cy zmie­ni­li ich legen­dy”. Służ­by wywia­dow­cze RFN maso­wo wyko­rzy­sty­wa­ły przy­kry­cia dyplo­ma­tycz­ne, biz­ne­so­we, a tak­że – co budzi do dziś naj­więk­sze kon­tro­wer­sje – dzia­łal­ność fun­da­cji poli­tycz­nych i sto­wa­rzy­szeń kulturalnych.

Cele BND w Pol­sce były wie­lo­wek­to­ro­we. To było roz­po­zna­nie gospo­dar­cze. Niem­cy były żywot­nie zain­te­re­so­wa­ne pro­ce­sem pry­wa­ty­za­cji pol­skich przed­się­biorstw. Wie­dza o tym, ile dany zakład jest wart i jakie są nie­ofi­cjal­ne” warun­ki jego prze­ję­cia, była bez­cen­na dla nie­miec­kie­go kapitału.

Moni­to­ro­wa­no też śro­do­wi­ska nie­miec­kiej mniej­szo­ści i nastro­je na Zie­miach Odzy­ska­nych. Pene­tro­wa­no eli­ty poli­tycz­ne poprzez budo­wa­nie tzw. agen­tu­ry wpły­wu, mają­cej na celu lob­bo­wa­nie roz­wią­zań korzyst­nych dla Ber­li­na w pro­ce­sie nego­cja­cyj­nym z UE. Znacz­nie zwięk­szo­no kadro­wą obsa­dę nie­miec­kich kon­su­la­tów w Opo­lu i Wrocławiu.

Pol­ski kontr­wy­wiad odno­to­wy­wał w poło­wie lat 90. wzmo­żo­ną aktyw­ność nie­miec­kich służb na Pomo­rzu i Ślą­sku. Docho­dzi­ło do woj­ny ner­wów” i cichych wyda­leń dyplo­ma­tów bez medial­ne­go rozgłosu.

Szpie­dzy w ser­cu Pol­ski – ujaw­nio­ne przypadki

Choć pol­ski kontr­wy­wiad (naj­pierw UOP, potem ABW) miał zwią­za­ne ręce poli­tycz­ną popraw­no­ścią, ska­la nie­miec­kiej aktyw­no­ści była już tak duża, że docho­dzi­ło do wpa­dek nie­miec­kich szpie­gów. Wie­le z nich było wyci­sza­nych dyplo­ma­tycz­nie, ale część ujrza­ła świa­tło dzien­ne, obna­ża­jąc mit part­ner­skich relacji.

W 1993 r. sąd woj­sko­wy w Byd­gosz­czy ska­zał ofi­ce­ra WP ppłk. Pio­tra Hof­f­man­na na 4 lata pozba­wie­nia wol­no­ści za szpie­go­stwo na rzecz woj­sko­we­go wywia­du RFN (MAD). Hof­f­mann jako wykła­dow­ca w Wyż­szej Szko­le Ofi­cer­skiej w Kosza­li­nie miał prze­ka­zy­wać infor­ma­cje nie­miec­kie­mu wywia­do­wi od 1985 do 1992 r., został zatrzy­ma­ny przez UOP już w realiach III RP.

Ryszard Toma­szek został zatrzy­ma­ny przez UOP i aresz­to­wa­ny w 1991 roku. Toma­szek dostar­czał Niem­com infor­ma­cji w zamian za korzy­ści mająt­ko­we. Doty­czy­ły one m.in. jed­no­stek Woj­ska Pol­skie­go. Toma­szek usi­ło­wał wykpić się tłu­ma­cze­niem, że swą dzia­łal­ność w 1987 r. pod­jął z pobu­dek poli­tycz­nych, czy­li jako prze­ciw­nik ustro­ju PRL. Został ska­za­ny 9 kwiet­nia 1992 r. na 7 lat wię­zie­nia i 5 lat pozba­wie­nia praw publicznych.

Jed­nak naj­bar­dziej bole­sne były wer­bun­ki Pola­ków. Kla­sycz­nym modus ope­ran­di BND było wyko­rzy­sty­wa­nie pro­ble­mów finan­so­wych lub sen­ty­men­tów pro­nie­miec­kich. Co istot­ne – w spra­wach tych czę­sto poja­wiał się wątek niskiej szko­dli­wo­ści” w nar­ra­cji publicz­nej. Przez lata domi­no­wa­ło prze­ko­na­nie, że szpieg nie­miec­ki to dobry szpieg”, bo prze­cież jeste­śmy w NATO. To uśpi­ło czujność.

Utra­co­ne oczy i uszy”

Decy­zja o wyco­fa­niu ope­ra­cyj­nym z Nie­miec mia­ła dłu­go­fa­lo­we skut­ki. W klu­czo­wych momen­tach dla pol­skiej racji sta­nu – takich jak nego­cja­cje w spra­wie gazo­cią­gu Nord Stre­am, czy póź­niej Nord Stre­am 2 – War­sza­wa była czę­sto zaska­ki­wa­na decy­zja­mi Berlina.

Pol­scy decy­den­ci nie dys­po­no­wa­li nie­jaw­ną wie­dzą o rze­czy­wi­stych powią­za­niach nie­miec­kich poli­ty­ków z rosyj­skim biz­ne­sem (przy­pa­dek Ger­har­da Schröde­ra), ponie­waż pol­ski wywiad nie pro­wa­dził tam aktyw­nej gry ope­ra­cyj­nej. Byli­śmy ska­za­ni na to, co Niem­cy chcie­li nam powie­dzieć ofi­cjal­ny­mi kana­ła­mi, lub na to, co uda­ło się dowie­dzieć z mediów.

Nie­miec­kie służ­by wywia­dow­cze nie próż­no­wa­ły. Wystar­czy wspo­mnieć ujaw­nie­nie przez dzien­ni­ka­rzy tygo­dni­ka Der Spie­gel” w 2015 roku doku­men­tów, z któ­rych wyni­ka­ło, że BND sys­te­ma­tycz­nie pod­słu­chi­wa­ło pol­skie MSW (Mini­ster­stwo Spraw Wewnętrz­nych) oraz MSZ. Wśród celów były też pol­skie pla­ców­ki dyplo­ma­tycz­ne. Ber­lin tłu­ma­czył to błę­dem w sys­te­mie selek­to­rów”, ale eks­per­ci nie mają wąt­pli­wo­ści: to było celo­we działanie.

W odpo­wie­dzi na ujaw­nie­nie afe­ry, w 2016 r. Niem­cy refor­mu­ją pra­wo, de fac­to lega­li­zu­jąc inwi­gi­la­cję insty­tu­cji unij­nych i państw part­ner­skich w imię inte­re­su poli­tycz­ne­go Nie­miec”. Pol­ska nadal pozo­sta­je w stre­fie zain­te­re­so­wa­nia ope­ra­cyj­ne­go BND.

Cena popraw­no­ści

Bilans ostat­nich trzech dekad wywia­dow­czych dzia­łań jest dla Pol­ski nie­ko­rzyst­ny. Pod­czas gdy War­sza­wa w imię pojed­na­nia” dobro­wol­nie ośle­pi­ła się na kie­run­ku zachod­nim, Ber­lin prag­ma­tycz­nie reali­zo­wał dok­try­nę, w któ­rej zaufa­nie jest dobre, ale kon­tro­la (wywia­dow­cza) jesz­cze lepsza.

Przy­pad­ki ujaw­nio­nych agen­tów BND to tyl­ko wierz­cho­łek góry lodo­wej. Praw­dzi­wym pro­ble­mem nie są bowiem poje­dyn­czy szpie­dzy, ale sys­te­mo­wa zgo­da pol­skich elit po 1989 roku na funk­cjo­no­wa­nie w warun­kach infor­ma­cyj­nej asy­me­trii. W świe­cie służb spe­cjal­nych brak wza­jem­no­ści nie jest trak­to­wa­ny jako gest dobrej woli, lecz jako ozna­ka słabości.

Klu­czo­we jest roz­róż­nie­nie dwóch nie­miec­kich służb: BND (wywiad zagra­nicz­ny) oraz MAD (Mili­täri­scher Abschirm­dienst – kontr­wy­wiad woj­sko­wy). O ile BND ope­ru­je na zewnątrz, o tyle MAD zaj­mu­je się ochro­ną Bun­de­sweh­ry, ale w Pol­sce obie te służ­by prze­ja­wia­ły aktyw­ność, szcze­gól­nie w okre­sach napięć poli­tycz­nych lub wiel­kich prze­tar­gów zbrojeniowych.

Choć ppłk Zbi­gniew J. (ofi­cer Woj­ska Pol­skie­go) został w 2014 r. ska­za­ny za szpie­go­stwo na rzecz Rosji, pro­ces ten ujaw­nił potęż­ną lukę w pol­skim kontr­wy­wia­dzie, któ­rą przez lata wyko­rzy­sty­wa­ły służ­by zachod­nie, w tym BNDMAD. Pod­czas śledz­twa wyszło na jaw, że pol­scy ofi­ce­ro­wie, mają­cy dostęp do tajem­nic NATO, byli ruty­no­wo moni­to­ro­wa­ni” przez ofi­ce­rów nie­miec­kie­go kontr­wy­wia­du woj­sko­we­go (MAD).

Niem­cy, pod pozo­rem współ­pra­cy sojusz­ni­czej w ramach struk­tur NATO, pro­wa­dzi­li tzw. roz­po­zna­nie syl­wet­ko­we pol­skich dowód­ców. Zbie­ra­li dane o ich sła­bo­ściach, nało­gach i poglą­dach poli­tycz­nych. W kil­ku przy­pad­kach pol­skie służ­by musia­ły inter­we­nio­wać, by ogra­ni­czyć zbyt zaży­łe rela­cje pol­skich ofi­ce­rów z łącz­ni­ka­mi” z Ber­li­na, któ­re wykra­cza­ły poza protokół.

W roku 2000 doszło do bez­po­śred­nie­go uję­cia osób powią­za­nych z nie­miec­ki­mi służ­ba­mi woj­sko­wy­mi. W pobli­żu por­tu wojen­ne­go w Gdy­ni zatrzy­ma­no dwóch oby­wa­te­li Nie­miec wypo­sa­żo­nych w wyso­kiej kla­sy sprzęt optycz­ny i nasłu­cho­wy. Ofi­cjal­nie twier­dzi­li, że są pasjo­na­ta­mi okrętów”.

Pol­skie służ­by usta­li­ły, że zatrzy­ma­ni współ­pra­co­wa­li z nie­miec­kim wywia­dem mor­skim (pod­le­głym MAD/BND). Ich zada­niem było mapo­wa­nie ruchu pol­skich jed­no­stek i testo­wa­nie czuj­no­ści ochro­ny po wej­ściu Pol­ski do pro­gra­mu Part­ner­ship for Peace. Spra­wa zakoń­czy­ła się cichym wyda­le­niem i ofi­cjal­nym pro­te­stem dyplo­ma­tycz­nym, któ­ry nigdy nie tra­fił na czo­łów­ki gazet.

Ope­ra­cja w mar­twym polu” – Inwi­gi­la­cja pol­skie­go MON

W 2015 roku, przy oka­zji afe­ry Snow­de­na, ujaw­nio­no, że BND posia­da­ło aktyw­nych infor­ma­to­rów lub tech­nicz­ne źró­dła dostę­pu wewnątrz Mini­ster­stwa Obro­ny Naro­do­wej. Niem­ców inte­re­so­wa­ły pol­skie pla­ny moder­ni­za­cji armii, a kon­kret­nie to, czy Pol­ska wybie­rze ofer­tę nie­miec­ką (np. czoł­gi Leopard, okrę­ty pod­wod­ne), czy amerykańską.

Choć nie doszło do spek­ta­ku­lar­ne­go aresz­to­wa­nia kre­ta” (praw­do­po­dob­nie ze wzglę­du na osło­nę dyplo­ma­tycz­ną infor­ma­to­ra), kontr­wy­wiad woj­sko­wy (SKW) musiał prze­pro­wa­dzić głę­bo­ką czyst­kę w depar­ta­men­tach zamó­wień, po tym jak nie­miec­kie fir­my zbro­je­nio­we dys­po­no­wa­ły wie­dzą o taj­nych para­me­trach prze­tar­go­wych, zanim te zosta­ły ofi­cjal­nie ogłoszone.

Agen­tu­ra wpły­wu i nie­miec­ki łącz­nik” w Warszawie

W histo­rii III RP odno­to­wa­no przy­pad­ki Pola­ków – czę­sto byłych współ­pra­cow­ni­ków służb PRL – któ­rzy po 1989 roku zosta­li prze­ję­ci” przez BND.

Jeden z nich nosi­na­zwi­sko czę­sto poja­wia­ją­ce się w opra­co­wa­niach histo­rycz­nych doty­czą­cych UOP. To wyso­kiej ran­gi urzęd­nik pań­stwo­wy, odpo­wie­dzial­ny swe­go cza­su za poli­ty­kę zagra­nicz­ną w latach 90. Przez kontr­wy­wiad był podej­rze­wa­ny o regu­lar­ne prze­ka­zy­wa­nie ana­liz i nota­tek z posie­dzeń rzą­du rezy­den­tu­rze BND w War­sza­wie. Urzęd­nik nie został oskar­żo­ny o szpie­go­stwo (brak zgo­dy poli­tycz­nej na pro­ces z Niem­ca­mi), ale został zmu­szo­ny do dymi­sji pod innym pre­tek­stem. To kla­sycz­ny przy­kład uję­cia” szpie­ga, któ­ry koń­czy się eli­mi­na­cją z życia publicz­ne­go zamiast więzienia.

Pol­skie służ­by (szcze­gól­nie w latach 20072015) mia­ły nie­for­mal­ny prio­ry­tet: nie szu­kać wro­gów na Zacho­dzie. Powo­do­wa­ło to, że wie­le sygna­łów o aktyw­no­ści BND czy MAD było igno­ro­wa­nych lub baga­te­li­zo­wa­nych przez kie­row­nic­two służb. Dopie­ro audy­ty w SKWABW po 2015 roku ujaw­ni­ły ska­lę zanie­dbań i to, jak głę­bo­ko nie­miec­kie służ­by spe­ne­tro­wa­ły pol­skie pro­ce­sy decy­zyj­ne pod płasz­czem sojusz­ni­czej wymia­ny informacji”.

Koniec epo­ki naiwności?

Dzi­siaj, patrząc na puste tecz­ki akty­wów pol­skie­go wywia­du z lat 90. i porów­nu­jąc je z listą selek­to­rów” BND wymie­rzo­nych w pol­skie MSZ, MSWMON, widać wyraź­nie, że part­ner­stwo z Ber­li­nem było budo­wa­ne na asymetrii.

Pol­ska pró­bo­wa­ła być pry­mu­sem nowej dyplo­ma­cji, Niem­cy pozo­sta­ły prag­ma­tycz­nym gra­czem, dla któ­re­go infor­ma­cja nie­jaw­na jest narzę­dziem budo­wy hege­mo­nii. Przy­pad­ki uję­tych współ­pra­cow­ni­ków nie­miec­kich służb wywia­dow­czych czy skan­dal z pod­słu­chi­wa­niem pol­skich poli­ty­ków powin­ny być dla War­sza­wy bole­sną lek­cją: w świe­cie służb spe­cjal­nych nie ma państw zaprzy­jaź­nio­nych” – są tyl­ko pań­stwa part­ner­skie, któ­rych inte­re­sy bywa­ją zbież­ne, ale któ­rych inten­cje zawsze muszą być weryfikowane.

Dopó­ki pol­skie służ­by nie odzy­ska­ją peł­nej zdol­no­ści ope­ra­cyj­nej na kie­run­ku zachod­nim, będzie­my jedy­nie pasyw­nym odbior­cą poli­ty­ki kre­owa­nej w Ber­li­nie, a nasze bez­pie­czeń­stwo będzie zale­żeć nie od naszej wie­dzy, lecz od cudzej łaski. Naj­wyż­szy czas, by śle­pa pla­ma” na mapie pol­skie­go wywia­du ode­szła do histo­rii wraz z epo­ką geo­po­li­tycz­nej naiwności.

Resort bez ochrony

Kon­takt mini­stra Żur­ka z nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nym hisz­pań­skim dzien­ni­ka­rzem” w 2016 roku, w okre­sie aktyw­no­ści szpie­ga GRU Pablo Gon­zále­za (Paw­ła Rub­co­wa) w Pol­sce, wyma­ga bez­względ­ne­go wyja­śnie­nia – szcze­gól­nie w kon­tek­ście wzor­ca ope­ra­cyj­ne­go GRU pole­ga­ją­ce­go na budo­wa­niu rela­cji ze śro­do­wi­ska­mi praw­ny­mi i politycznymi.

Czy afe­ra byłe­go sędzie­go Toma­sza Szmyd­ta sta­no­wi poten­cjal­nie naj­więk­szą afe­rę szpie­gow­ską III Rze­czy­po­spo­li­tej z per­spek­ty­wy zagro­żeń dla bez­pie­czeń­stwa naro­do­we­go? Zoba­czy­my, bo sytu­acja jest dyna­micz­na. Z punk­tu widze­nia kontr­wy­wia­du afe­ra Szmyd­ta ujaw­nia głę­bo­ką pene­tra­cję pol­skie­go wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści przez służ­by bia­ło­ru­skie i rosyj­skie, a tak­że fun­da­men­tal­ne luki w sys­te­mie ochro­ny infor­ma­cji niejawnych. 

Brak reak­cji ze stro­ny mini­stra spra­wie­dli­wo­ści Wal­de­ma­ra Żur­ka przez dzie­więć lat, mimo ujaw­nie­nia toż­sa­mo­ści Rub­co­wa jako agen­ta GRU, pogar­sza sytu­ację z punk­tu widze­nia trans­pa­rent­no­ści. Nie­za­leż­nie od cha­rak­te­ru kon­tak­tu, mil­cze­nie w tej spra­wie jest nie­ak­cep­to­wal­ne dla oso­by peł­nią­cej funk­cję mini­stra sprawiedliwości.

Spra­wa Toma­sza Szmyd­ta sta­no­wi potwier­dzo­ny przy­pa­dek wie­lo­let­nie­go szpie­go­stwa w naj­wyż­szych struk­tu­rach wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści. To dowód na sys­te­ma­tycz­ne roz­pra­co­wy­wa­nie przez wywiad Rosji sła­be­go ogni­wa, z wyko­rzy­sta­niem luk zarów­no w prze­pi­sach, jak i bier­no­ści kontrwywiadu.

W maju 2024 roku uciekł na Bia­ło­ruś Tomasz Szmydt, były sędzia WSA w War­sza­wie. Sędzio­wie, któ­rzy mają dostęp do taj­nych infor­ma­cji nadal nie pod­le­ga­ją pro­ce­du­rom kontr­wy­wia­dow­czym, bo rząd nie zaj­mu­je się tym problemem. 

Atmos­fe­ra w wymia­rze spra­wie­dli­wo­ści jest obec­nie bli­ska wrze­niu, po tym jak kil­ka dni temu przy­po­mnia­no pew­ne nagra­nie. W wywia­dzie dla TOK FM19 maja 2016 roku Wal­de­mar Żurek, ówcze­sny sędzia Sądu Okrę­go­we­go w Kra­ko­wie i czło­nek KRS, stwier­dził w kon­tek­ście usta­wy o Try­bu­na­le Kon­sty­tu­cyj­nym: momen­tal­nie mia­łem tele­fon z Hisz­pa­nii od waż­ne­go dziennikarza”. 

W tym samym 2016 roku na por­ta­lu naiz​.eus poja­wił się arty­kuł rze­ko­mo hisz­pań­skie­go dzien­ni­ka­rza Pablo Gon­zále­za (Paw­ła Rub­co­wa) poświę­co­ny pol­skiej demo­kra­cji w kło­po­tach”, kry­ty­ku­ją­cy rząd PiS. Rub­cow pisał o skan­da­lach wokół popu­li­stycz­no-kon­ser­wa­tyw­ne­go rzą­du”, kon­flik­tach z UE i kse­no­fo­bicz­nych wypo­wie­dziach”. Przypadek?

Ana­li­za rapor­tów Rub­co­wa z lat 20162020 ujaw­nia, że zbie­rał infor­ma­cje o kon­tak­tach z oso­ba­mi zwią­za­ny­mi z pol­ską poli­ty­ką i wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści. W rela­cji z forum w Rze­szo­wie pisał do cen­tra­li GRUWyglą­da na to, że uda­ło mi się zasiać ziar­no wąt­pli­wo­ści wśród euroatlantystów”. 

Mini­ster Żurek do dzi­siaj nie zabrał gło­su w spra­wie wywia­du sprzed dzie­wię­ciu lat. Media spo­łecz­no­ścio­we i praw­ni­cy z Sto­wa­rzy­sze­nia Praw­ni­cy dla Pol­ski doma­ga­ją się wyja­śnień: Kim był odważ­ny hisz­pań­ski dzien­ni­karz, któ­re­mu Wal­de­mar Żurek rela­cjo­no­wał o mean­drach życia publicz­ne­go w Polsce?”.

Żurek mógł być celem ope­ra­cji wywia­dow­czej jako źró­dło infor­ma­cji. Rub­cow budo­wał rela­cje z wie­lo­ma oso­ba­mi ze śro­do­wisk praw­ni­czych, medial­nych i poli­tycz­nych. W tym sce­na­riu­szu kon­takt był ini­cja­ty­wą Rub­co­wa, a Żurek nie­świa­do­mie udzie­lał infor­ma­cji o sytu­acji poli­tycz­nej. Jeśli dzien­ni­ka­rzem był rze­czy­wi­ście Rub­cow, kon­takt mógł być ele­men­tem koor­dy­no­wa­nej kam­pa­nii wywie­ra­nia wpły­wu na pol­ski wymiar spra­wie­dli­wo­ści w klu­czo­wym momen­cie – pod­czas spo­ru o Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyj­ny w 2016 roku. Nie moż­na wyklu­czyć, że Żurek kon­tak­to­wał się z innym hisz­pań­skim dzien­ni­ka­rzem zain­te­re­so­wa­nym poli­ty­ką pol­ską. Wyma­ga to jed­nak wery­fi­ka­cji, któ­rej dotąd nie przeprowadzono.

Dezer­cja Szmyd­ta była szo­kiem, jed­nak­że jesz­cze więk­szym dla opi­nii publicz­nej była infor­ma­cja, że sędzio­wie bez żad­nej wery­fi­ka­cji otrzy­mu­ją dostęp do mate­ria­łów nie­jaw­nych. W prze­ci­wień­stwie do wie­lu urzęd­ni­ków nie prze­cho­dzą pro­ce­du­ry uzy­ska­nia poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa, prze­pro­wa­dza­nej przez ABW. Nie prze­cho­dzą więc postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce­go mają­ce­go na celu usta­le­nie, czy daje rękoj­mię zacho­wa­nia tajem­ni­cy. Są z niej wyłączeni. 

Jak przy­sta­ło na przed­sta­wi­cie­li nad­zwy­czaj­nej kasty”. Żeby było tra­gicz­niej, to Szmydt pod­czas swe­go orze­ka­nia w WSA w Wydzia­le II zaj­mo­wał się odwo­ła­nia­mi od nie­ko­rzyst­nych decy­zji ABW o nie­przy­zna­niu poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa. Pra­wie przez pięć lat miał do czy­nie­nia z oso­ba­mi, któ­rym służ­by odmó­wi­ły poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa, czy­li dostę­pu do taj­nych doku­men­tów. Szmydt jako sędzia Woje­wódz­kie­go Sądu Admi­ni­stra­cyj­ne­go w War­sza­wie od 2018 roku był zaan­ga­żo­wa­ny w 37 spraw zwią­za­nych z infor­ma­cja­mi nie­jaw­ny­mi i poświad­cze­nia­mi bezpieczeństwa. 

Uciecz­ka Szmyd­ta na Bia­ło­ruś nastą­pi­ła nagle, bo miał nawet zapla­no­wa­ne roz­pra­wy, np. na 4 czerw­ca 2024 r., zwią­za­ne z odmo­wa­mi wyda­nia poświad­czeń bez­pie­czeń­stwa w zakre­sie dostę­pu do infor­ma­cji nie­jaw­nych, w tym o klau­zu­lach NATO SECRET, SECRET UE i Tajne.

Na biur­ku Toma­sza Szmyd­ta znaj­do­wa­ły się akta spraw, w któ­rych były infor­ma­cje ze służb spe­cjal­nych o powo­dach zastrze­żeń do danej oso­by. Zakła­da­jąc, że Szmydt mógł mieć kon­takt z rosyj­skim lub bia­ło­ru­skim wywia­dem, infor­ma­cje, któ­re mogą posłu­żyć do szan­ta­żu deli­kwen­ta, są już w Moskwie lub Mińsku.

— Zasa­dy dostę­pu sędziów do doku­men­tów z klau­zu­la­mi taj­no­ści okre­śla­ją dwie usta­wy: ochro­nie infor­ma­cji nie­jaw­nych oraz pra­wo o ustro­ju sądów powszech­nych. Pierw­sza usta­wa wyłą­cza wła­śnie sędziów z pro­ce­du­ry poświad­cze­nia bez­pie­czeń­stwa. Dru­ga usta­wa pre­cy­zu­je, że sędzia przed przy­stą­pie­niem do peł­nie­nia obo­wiąz­ków zapo­zna­je się z prze­pi­sa­mi o ochro­nie infor­ma­cji nie­jaw­nych i skła­da oświad­cze­nie o ich zna­jo­mo­ści. I na tym się koń­czy cała pro­ce­du­ra. Na tej pod­sta­wie sędzia może mieć dostęp do infor­ma­cji nie­jaw­nych, ale tyl­ko w zakre­sie nie­zbęd­nym do peł­nie­nia urzę­du na sta­no­wi­sku sędziow­skim, peł­nie­nia powie­rzo­nej funk­cji lub wyko­ny­wa­nia powie­rzo­nych czyn­no­ści — tłu­ma­czył Jacek Kudła, bie­gły sądo­wy, eks­pert w zakre­sie czyn­no­ści operacyjno-rozpoznawczych.

Czy funk­cjo­na­riu­sze ABW tak­że powin­ni wery­fi­ko­wać sędziów? — Powin­ni. To luka sys­te­mu. To jest koniecz­ne, aby przy­wró­cić kon­tro­lę i ochro­nę kontr­wy­wia­dow­czą rów­nież w obsza­rze sądow­nic­twa. Ta kon­tro­la, obej­mu­ją­ca m.in. postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce, nie obo­wią­zu­je od 2000 r. I w dzi­siej­szej sytu­acji nie bro­ni się w żaden spo­sób, musi być pro­wa­dzo­na — oce­niał ówcze­sny szef BBN Jacek Siewiera.

Wizja spraw­dza­nia przez ABW sędziów wywo­łu­je pro­test tego śro­do­wi­ska. Podob­nie, jak w 1989 r. wery­fi­ka­cja tych, któ­rzy wier­nie słu­ży­li komu­ni­stom. Dzi­siaj oba­wia­ją się inwi­gi­la­cji, i posłu­gu­ją się argu­men­tem, że sędzio­wie muszą nie­za­wi­śli i nie­za­leż­ni, co im gwa­ran­tu­je kon­sty­tu­cja”. To bzdura.

Dostęp do infor­ma­cji nie­jaw­nych powi­nien być przy­wi­le­jem dla sędziów zasłu­gu­ją­cych na zaufa­nie. Nie ma przy­mu­su orze­ka­nia w spra­wach, w któ­rych poja­wia­ją się infor­ma­cje taj­ne ze wzglę­du na bez­pie­czeń­stwo pań­stwa, szcze­gól­nie w cza­sie woj­ny za wschod­nią gra­ni­cą i agre­syw­nej dzia­łal­no­ści rosyj­skich i bia­ło­ru­skich służb spe­cjal­nych w Pol­sce. – Upo­rząd­ko­wa­nie tego pro­ble­mu jest pro­ste. Tyl­ko sędzio­wie, któ­rzy wyra­zi­li­by zgo­dę na prze­pro­wa­dze­nie postę­po­wa­nia spraw­dza­ją­ce­go przez ABW powin­ni orze­kać w spra­wach, w któ­rych poja­wia­ją się taj­ne infor­ma­cje – wyja­śnia jeden z sędziów.

Na liście kon­tak­tów Szmyd­ta ziden­ty­fi­ko­wa­no Artu­ra Gaj­ko, funk­cjo­na­riu­sza bia­ło­ru­skie­go GUBO­PiK (jed­nost­ka MSW ds. wal­ki z prze­stęp­czo­ścią zor­ga­ni­zo­wa­ną), któ­ry pod przy­kry­ciem prze­nik­nął do struk­tur bia­ło­ru­skiej opo­zy­cji. Szmydt publicz­nie przy­znał w rosyj­skich mediach, że był zaan­ga­żo­wa­ny jako sędzia w spra­wy służb spe­cjal­nych w Polsce”.

Na 56-let­nim Szmyd­cie cią­ży zarzut szpie­go­stwa. Zgod­nie z art. 130 par. 1, kto bie­rze udział w dzia­łal­no­ści obce­go wywia­du albo dzia­ła na jego rzecz prze­ciw­ko RP, pod­le­ga karze pozba­wie­nia wol­no­ści na czas nie krót­szy niż pięć lat. Art. 130 kk par. 5 sta­no­wi, że jeśli tego czy­nu dopu­ści się funk­cjo­na­riusz publicz­ny, kara wyno­si od ośmiu lat wię­zie­nia do doży­wo­cia. Gdy­by sędzio­wie pod­le­ga­li­by pro­ce­du­rze kontr­wy­wia­dow­czej, to być może szpie­ga ABW wykry­ła­by wcześniej.