Zmia­ny, zmiany…

Krzysz­tof Koła­czek, szef Pro­ku­ra­tu­ry Okrę­go­wej w Kato­wi­cach w mar­cu odej­dzie w stan spoczynku. 

PO KATOWICE   Strona główna

O Kołacz­ku pisa­łem w 2011 roku (!) na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl

Poni­żej ów tekst sprzed lat.

Czy szef kato­wic­kiej Pro­ku­ra­tu­ry Okrę­go­wej zła­mał usta­wę o pro­ku­ra­tu­rze, naka­zu­jąc swe­mu pod­wład­ne­mu wyco­fa­nie się z decy­zji o przed­sta­wie­niu zarzu­tów wice­mi­ni­stro­wi finansów?

Doświad­cze­nia pro­ku­ra­to­ro­wi Krzysz­to­fo­wi Kołacz­ko­wi odmó­wić nie moż­na. Koła­czek ma 60 lat, jest oso­bą zna­ną w śro­do­wi­sku zwią­za­nym ze ślą­skim wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści. Przed 1990 r. pra­co­wał w pro­ku­ra­tu­rze rejo­no­wej w Rudzie Ślą­skiej, potem przez trzy lata był refe­ren­tem w wydzia­le śled­czym ówcze­snej pro­ku­ra­tu­ry woje­wódz­kiej. W latach 199395 kie­ro­wał tym wydzia­łem, a od lute­go 1995 był zastęp­cą sze­fa pro­ku­ra­tu­ry; m.in. spra­wo­wał nad­zór nad postę­po­wa­niem sądo­wym i przygotowawczym.

W ubie­głym roku [czy­li 2010 r. – TS] został sze­fem Pro­ku­ra­tu­ry Okrę­go­wej w Kato­wi­cach. To rekor­dzi­sta, bo przez 14 lat był wice­sze­fem tej pro­ku­ra­tu­ry, a od grud­nia 2009 roku peł­nił obo­wiąz­ki jej sze­fa. Kołacz­ko­wi powie­rzo­no obo­wiąz­ki sze­fa kato­wic­kiej pro­ku­ra­tu­ry, po odwo­ła­niu ze sta­no­wi­ska prok. Ewy Zuwały.

W latach 90. ubie­głe­go stu­le­cia prok. Koła­czek był zaan­ga­żo­wa­ny w pro­wa­dzo­ne w Kato­wi­cach gło­śne śledz­twa, m.in. w spra­wie domnie­ma­nej korup­cji w poznań­skiej poli­cji, tzw. afe­ry cukrow­ni­czej oraz w afe­rach zwią­za­nych z gór­nic­twem. Od 2000 r. jest pro­ku­ra­to­rem Pro­ku­ra­tu­ry Apelacyjnej.

W tym życio­ry­sie pro­fe­sjo­na­li­sty brak jed­nak kil­ku spraw, o któ­rych pro­ku­ra­tor Koła­czek wolał­by zapew­ne zapo­mnieć. Tak jak o spra­wie Boże­ny Cząst­ki, filo­lo­ga i języ­ko­znaw­cy z Kato­wic, któ­ra w latach 80. była inwi­gi­lo­wa­na przez SB w ramach pro­wa­dzo­nej w latach 198486 spra­wy Gru­pa”.

Esbe­cja obję­ła nią pra­cow­ni­ków Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go oraz robot­ni­ków Huty Pokój. Koła­czek był pro­ku­ra­to­rem w Rudzie Ślą­skiej, któ­ry aresz­to­wał B. Cząst­kę w 1984 roku.

- Pamię­tam Kołacz­ka jako cynicz­ne­go pro­ku­ra­to­ra, któ­ry za wszel­ką cenę chciał się wyka­zać wykry­ciem zor­ga­ni­zo­wa­nej gru­py opo­zy­cyj­nej. Tra­fi­łam do aresz­tu na kil­ka tygo­dni wła­śnie na jego wnio­sek. Do roz­pra­wy w sądzie nie doszło, gdyż obję­ła nas amne­stia. Gdy­by nie ona, to mogli­śmy tra­fić do wię­zie­nia na kil­ka lat. Ten areszt zawa­żył na całym moim życiu, bo nie zosta­łam wte­dy na uczel­ni i moja karie­ra zawo­do­wa poto­czy­ła się ina­czej - mówi dr Boże­na Cząstka-Szymon.

Inne postę­po­wa­nia, w któ­rych wystę­pu­je pro­ku­ra­tor Krzysz­tof Koła­czek, to m.in. spra­wa zatrzy­ma­nia przez patrol MO wio­sną 1982 roku czte­rech osób, pod­czas malo­wa­nia haseł na ścia­nach budyn­ków w Sosnow­cu. Bia­łą far­bą nama­lo­wa­no zna­ki Pol­ska Wal­czą­ca” i napi­sy KPN” oraz Precz z partią”.

W pro­ce­sie, pro­wa­dzo­nym zgod­nie z prze­pi­sa­mi sta­nu wojen­ne­go w try­bie doraź­nym, zapa­dły wyso­kie wyro­ki. Zbi­gniew Anto­sik i Miro­sław Mar­ci­niak zosta­li ska­za­ni na pół­to­ra roku pozba­wie­nia wol­no­ści oraz grzyw­ny po 10 tysię­cy zł. Jerzy Olszew­ski i Roman Tol­ka – na 9 mie­się­cy więzienia.

Dzia­ła­cze ślą­sko-dąbrow­skiej Soli­dar­no­ści” pamię­ta­ją tak­że pro­ku­ra­to­ra Kołacz­ka z cza­sów tuż przed wpro­wa­dze­niem sta­nu wojen­ne­go – z okre­su kar­na­wa­łu Solidarności”.

Tro­chę historii:

271981 r. na pla­cu przed głów­ną bra­mą do KWK Sosno­wiec” oko­ło połu­dnia nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ni spraw­cy wyrzu­ci­li z samo­cho­du oso­bo­we­go trzy fiol­ki z gazem, z któ­rych dwie pozo­sta­ły nie­usz­ko­dzo­ne, zaś z jed­nej zaczął się wydo­by­wać nie­wi­docz­ny, ale moc­no gry­zą­cy gaz. W cią­gu kil­ku godzin z obja­wa­mi zatru­cia do szpi­ta­la tra­fi­ło ponad sześć­dzie­siąt osób – w więk­szo­ści pra­cow­ni­ków kopal­ni, a tak­że miesz­kań­ców pobli­skich blo­ków, w tym kil­ko­ro dzieci.

Całe zaj­ście mia­ło zwią­zek z wyzna­czo­ną na ten sam dzień przed Sądem Rejo­no­wym roz­pra­wą prze­ciw­ko Woj­cie­cho­wi Figlo­wi i sied­miu innym dzia­ła­czom S” z KWK Sosno­wiec, któ­rzy pod­czas straj­ku ostrze­gaw­cze­go 7 VIII 1981 ze wzglę­dów bez­pie­czeń­stwa odizo­lo­wa­li od zało­gi, dyrek­cję kopal­ni, sekre­ta­rza POP PZPR i prze­wod­ni­czą­ce­go Rady Zakła­do­wej ZZG. Następ­nie usu­nę­li umiesz­czo­ną na kopal­nia­nym szy­bie pię­cio­ra­mien­ną czer­wo­ną gwiazdę.

Jesz­cze w tym samym dniu zało­ga kopal­ni Sosno­wiec” ogło­si­ła strajk oku­pa­cyj­ny, żąda­jąc oczysz­cze­nia ska­żo­ne­go miej­sca i przy­by­cia przed­sta­wi­cie­li władz. Stan nie­pew­no­ści o zdro­wie i życie poszko­do­wa­nych utrzy­my­wał się do nocy. Dopie­ro po pół­no­cy oka­za­ło się, iż gaz z fiol­ki (doda­wa­ny w nie­du­żych ilo­ściach do gazu ziem­ne­go czte­ro­hy­dro­tio­fen) był nie­groź­ny dla życia.

Cała spra­wa nabra­ła jed­nak duże­go roz­gło­su, o pro­wo­ka­cji pisa­ły zagra­nicz­ne agen­cje i służ­by infor­ma­cyj­ne Soli­dar­no­ści”. 3 XI 1981 na biur­kach naj­waż­niej­szych dygni­ta­rzy par­tyj­nych w kra­ju zna­lazł się spe­cjal­ny raport poświę­co­ny zaj­ściom w kopal­ni Sosno­wiec. Pro­test trwał kil­ka­na­ście dni i zakoń­czo­ny został dopie­ro 12 XI 1981, po wie­lu nego­cja­cjach, wizy­cie w kopal­ni Lecha Wałę­sy oraz po wyemi­to­wa­niu w TVP kon­fe­ren­cji pra­so­wej z udzia­łem przed­sta­wi­cie­li straj­ku­ją­cych górników.

Pamię­tam, że śledz­two w tej spra­wie pro­wa­dził mło­dy pro­ku­ra­tor z Rudy Ślą­skiej, nazwi­skiem Koła­czek. Musiał cie­szyć się dużym zaufa­niem swo­ich prze­ło­żo­nych, sko­ro powie­rzo­no mu tak draż­li­wą poli­tycz­nie spra­wę. Po kil­ku tygo­dniach spra­wę umo­rzo­no z powo­du nie­wy­kry­cia sprawców

– wspo­mi­na dzia­łacz S” z Sosnow­ca, któ­ry nawet dzi­siaj pro­si o anonimowość.

W ponie­dzia­łek w Pro­ku­ra­tu­rze Okrę­go­wej w Kato­wi­cach poja­wił się rzecz­nik rzą­du Paweł Graś. Jest świad­kiem w śledz­twie doty­czą­cym należ­no­ści podat­ko­wych Rafi­ne­rii Trze­bi­nia. Pro­ku­ra­to­rzy z Kato­wic bada­ją, czy nie doszło do prze­kro­cze­nia upraw­nień i dzia­ła­nia na szko­dę inte­re­su publicz­ne­go przez funk­cjo­na­riu­szy publicz­nych, w związ­ku z wyda­niem przez dyrek­to­ra Urzę­du Kon­tro­li Skar­bo­wej w Kra­ko­wie wyni­ków koń­czą­cych postę­po­wa­nie kon­tro­l­ne w Rafi­ne­rii Trzebinia”.

Według por­ta­lu Tvn24​.pl został wezwa­ny na prze­słu­cha­nie, bo pro­ku­ra­tor pro­wa­dzą­cy śledz­two praw­do­po­dob­nie z bil­lin­gów odkrył, że obec­ny rzecz­nik rzą­du kon­tak­to­wał się z wice­mi­ni­strem finan­sów Andrze­jem Para­fia­no­wi­czem pod koniec sierp­nia 2008 roku.

Wte­dy do sie­dzi­by kra­kow­skie­go UKS przy­je­chał pra­cow­nik z Mini­ster­stwa Finan­sów z dekre­tem odwo­łu­ją­cym dyrek­to­ra Mariu­sza Piąt­kow­skie­go i powo­łu­ją­cym nowe­go dyrek­to­ra Hen­ry­ka Surow­ca. Posła­niec zeznał, że z misją wysłał go wice­mi­ni­ster Para­fia­no­wicz. Jed­nak do odwo­ła­nia dyrek­to­ra nie doszło. Pra­cow­nik resor­tu zeznał, że zadzwo­nił do nie­go wice­mi­ni­ster i kazał wra­cać do War­sza­wy bez wrę­cze­nia dekretu

- napi­sał tvn24​.pl.

Po wizy­cie posłań­ca z resor­tu dyrek­tor Piąt­kow­ski zmie­nił decy­zję w spra­wie Trze­bi­ni (osta­tecz­nie ogło­szo­no ją 27 listo­pa­da 2008 roku). Fir­ma nie musia­ła zapła­cić gigan­tycz­nej akcy­zy w wyso­ko­ści 900 mln zł. Wcze­śniej zapew­niał pro­ku­ra­to­rów wal­czą­cych z mafią pali­wo­wą, że to Trze­bi­nia jako wytwór­ca paliw musi zapła­cić akcyzę

- podał portal.

Zarzu­ty prze­kro­cze­nia upraw­nień pro­ku­ra­tor Rafał Nagrodz­ki z wydzia­łu PZ kato­wic­kiej okrę­gów­ki” zamie­rzał kil­ka­na­ście dni temu posta­wić A. Parafianowiczowi.

Cho­dzi­ło o odstą­pie­nie od dorę­cze­nia aktów nomi­na­cji nowe­go dyrek­to­ra UKS i odwo­ła­nia poprzed­nie­go. Jed­nak posta­no­wie­nie Nagrodz­kie­go o przed­sta­wie­niu zarzu­tów z 14 mar­ca uchy­lił 22 mar­ca Krzysz­tof Koła­czek, szef pro­ku­ra­tu­ry okrę­go­wej w Kato­wi­cach, uzna­jąc tę decy­zję za przedwczesną.

I tu zaczy­na się seria pytań. Otóż pro­ku­ra­tor Koła­czek zda­niem moich roz­mów­ców nie miał pra­wa takiej decy­zji pod­jąć. Dla­cze­go? Wyja­śnia to Usta­wa o prokuraturze”.

Wyni­ka z niej, że:

Art. 8. 1. Pro­ku­ra­tor przy wyko­ny­wa­niu czyn­no­ści okre­ślo­nych w usta­wach jest nie­za­leż­ny, z zastrze­że­niem prze­pi­sów ust. 2 oraz art. 8a i 8b.

2. Pro­ku­ra­tor jest obo­wią­za­ny wyko­ny­wać zarzą­dze­nia, wytycz­ne i pole­ce­nia prze­ło­żo­ne­go pro­ku­ra­to­ra. Zarzą­dze­nia, wytycz­ne i pole­ce­nia nie mogą doty­czyć tre­ści czyn­no­ści procesowej.

3. Zarzą­dze­nia i wytycz­ne doty­czą­ce kon­kret­nie ozna­czo­nej spra­wy oraz pole­ce­nia są włą­cza­ne do akt sprawy.

oraz

Art. 8a. 1. Pro­ku­ra­tor bez­po­śred­nio prze­ło­żo­ny upraw­nio­ny jest do zmia­ny lub uchy­le­nia decy­zji pro­ku­ra­to­ra pod­le­głe­go. Zmia­na lub uchy­le­nie decy­zji wyma­ga for­my pisem­nej i jest włą­cza­na do akt sprawy.

Art. 8b. 1. Pro­ku­ra­tor prze­ło­żo­ny może powie­rzyć pod­le­głym pro­ku­ra­to­rom wyko­ny­wa­nie czyn­no­ści nale­żą­cych do jego zakre­su dzia­ła­nia, chy­ba że usta­wa zastrze­ga okre­ślo­ną czyn­ność wyłącz­nie do jego właściwości.

Tyle prze­pi­sy. Ich inter­pre­ta­cja powin­na być jed­na­ko­wa. Decy­zje też, ale tak nie jest.

Pod­ję­cie takiej decy­zji przez doświad­czo­ne­go pro­ku­ra­to­ra, za jakie­go uwa­ża­ny jest Koła­czek, jest dla mnie zupeł­nie nie­zro­zu­mia­łe. Zgod­nie z usta­wą o pro­ku­ra­tu­rze, prze­ło­żo­ny może zmie­nić lub uchy­lić decy­zję śled­cze­go. Jed­nak nie doty­czy to posta­no­wie­nia o przed­sta­wie­niu zarzu­tów. Według niej szef, któ­ry uzna, że nie ma pod­staw do posta­wie­nia zarzu­tów, powi­nien prze­jąć spra­wę i umo­rzyć postę­po­wa­nie prze­ciw­ko danej osobie

– mówi Mał­go­rza­ta Bed­na­rek, sze­fo­wa Sto­wa­rzy­sze­nia Pro­ku­ra­to­rów Ad Vocem”.

Po uchy­le­niu decy­zji o przed­sta­wie­niu zarzu­tów obroń­cy podej­rza­ne­go mogli­by wska­zy­wać, że doszło do quasi-umo­rze­nia postę­po­wa­nia prze­ciw­ko oso­bie. Zgod­nie z prze­pi­sa­mi po upły­wie sze­ściu mie­się­cy, ponow­ne przed­sta­wie­nie jej zarzu­tów było­by nie­do­pusz­czal­ne i spra­wy nie ma

– wyja­śnia M. Bednarek.

– Jeże­li tak było, to kwa­li­fi­ku­je się to do postę­po­wa­nia dys­cy­pli­nar­ne­go – doda­ją inni pod­wład­ni pro­ku­ra­to­ra okręgowego.


Tyle arty­kuł sprzed lat. Zgad­nij­cie, czy jakie­kol­wiek postę­po­wa­nie dys­cy­pli­nar­ne zosta­ło wszczęte?

Oaza peł­na teczek

Opo­wieść będzie praw­dzi­wa, choć wyda­je się zupeł­nie nie­praw­do­po­dob­na. Nie­praw­do­po­dob­na głów­nie ze wzglę­du na finał.

Na por­ta­lu wpo​li​ty​ce​.pl opi­sa­łem swe­go cza­su przy­pad­ki lustra­cyj­nych wpa­dek sędziów i pro­ku­ra­to­rów” z woje­wódz­twa ślą­skie­go (Agen­ci w togach”). Histo­ria ma dal­szy ciąg, któ­ry obfi­tu­je w cie­ka­we zwro­ty akcji. Jeże­li Wła­dy­sław Pasi­kow­ski kie­dy­kol­wiek zechce nakrę­cić kolej­ny odci­nek Psów, to ma goto­wy scenariusz.

Kil­ka lat temu do jed­nej z pro­ku­ra­tur na połu­dniu Pol­ski listo­nosz przy­niósł prze­sył­kę. Nie był to ano­nim. List miał praw­dzi­we­go nadaw­cę, ale nie to zasko­czy­ło śled­czych. Szok prze­ży­li, kie­dy oka­za­ło się, że zawie­rał szo­ku­ją­ce infor­ma­cje i dowo­dy o pry­wa­ty­za­cji akt” przez esbeków.

akta_ipn400

Pro­ces nisz­cze­nia doku­men­tów SB roz­po­czął się na prze­ło­mie 1988/1989 roku, trwał z prze­rwa­mi pod­czas roz­mów Okrą­głe­go Sto­łu, był kon­ty­nu­owa­ny po wybo­rach 4 czerw­ca 1989 r., a w ska­li maso­wej roz­po­czął się po sierp­nio­wej nomi­na­cji Mazo­wiec­kie­go na pre­mie­ra. Nie wszyst­ko zniszczono.

Oka­za­ło się, że tecz­ki wybra­nej („per­spek­ty­wicz­nej”) agen­tu­ry w śro­do­wi­sku praw­ni­czym i nauko­wym na Ślą­sku i Pod­be­ski­dziu, zamiast tra­fić do archi­wum UOP (gdzie póź­niej zna­la­zły­by się zapew­ne ze wzglę­du na ran­gę agen­tu­ry w zbio­rze zastrze­żo­nym IPN), wynie­sio­no do pry­wat­nych zbiorów.

Autor­ką listu do pro­ku­ra­tu­ry była żona wyso­kie­go ran­gą funk­cjo­na­riu­sza Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Poin­for­mo­wa­ła śled­czych o tym, iż w regio­nie dzia­ła gru­pa byłych esbe­ków, któ­rzy szan­ta­żu­ją przed­sta­wi­cie­li wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści doku­men­ta­mi sprzed lat. Napi­sa­ła, że tyl­ko jej mąż wyniósł z archi­wum SB kil­ka­dzie­siąt tomów akt agen­tu­ry, któ­rą mia­ły Wydzia­ły: V (prze­mysł) i III (śro­do­wi­ska nauko­we, twór­cze, inteligenckie).

Wyję­te z archi­wum SB tecz­ki, któ­re tra­fi­ły do pry­wat­nych czy­tel­ni” esbe­ków doty­czy­ły nie byle jakiej agen­tu­ry. Były to doku­men­ty – dowo­dy agen­tu­ral­nej prze­szło­ści wie­lu obec­nie pro­mi­nent­nych sędziów, pro­ku­ra­to­rów, nota­riu­szy i adwo­ka­tów woje­wódz­twa ślą­skie­go, i nie tylko.

Pro­ku­ra­to­rzy zain­te­re­so­wa­li się przy­sła­nym listem. Zosta­ło wsz­czę­te postę­po­wa­nie, obję­te klau­zu­lą naj­wyż­szej taj­no­ści. Infor­ma­tor­ka pro­ku­ra­tu­ry zosta­ła prze­słu­cha­na. Poda­ła kon­kret­ne przy­kła­dy, kto i jakie skła­dał pro­po­zy­cje oca­la­łym agen­tom”. Nie­trud­no się domy­ślić, że były z gatun­ku nie do odrzu­ce­nia”, no chy­ba że ktoś z nich nagle chce, aby odna­la­zły się ory­gi­nal­ne akta, świad­czą­ce o jego dela­tor­skiej prze­szło­ści. A w kon­se­kwen­cji na zarzut zło­że­nia nie­praw­dzi­we­go oświad­cze­nia lustra­cyj­ne­go i wystrza­ło­wy koniec praw­ni­czej kariery.

W jed­nym dniu w kil­ku miesz­ka­niach na Ślą­sku i Pod­be­ski­dziu funk­cjo­na­riu­sze ABW prze­pro­wa­dzi­li wie­lo­go­dzin­ne prze­szu­ka­nia w domach esbe­ków, któ­rych nazwi­ska poda­ła kobie­ta. Zna­le­zio­no wie­le doku­men­tów, któ­rych nie powin­no tam być. Zaczę­ły się prze­słu­cha­nia podej­rze­wa­nych o pry­wa­ty­za­cję esbec­kich akt. Wszyst­kie zna­ki na nie­bie i zie­mi wska­zy­wa­ły, że zgod­nie z zasa­da­mi pro­ku­ra­tor­skiej sztu­ki, orga­ni­za­to­rzy pro­ce­de­ru powin­ni mieć posta­wio­ne zarzu­ty. Jed­nak tak się nie stało.

Śledz­two IPN ze Ślą­ska zosta­ło nagle ode­bra­ne i tra­fi­ło do War­sza­wy. Tam utknę­ło na dłu­gie mie­sią­ce. Pro­ku­ra­tor Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej nie śpie­szył się. Zamiast sta­wiać zarzu­ty orga­ni­za­to­rom szan­ta­żu, wezwał autor­kę listu. Pod­czas prze­słu­cha­nia poin­for­mo­wał ją nagle, że mogą jej zostać posta­wio­ne zarzu­ty. Taka dekla­ra­cja pro­ku­ra­to­ra wywo­ła­ła u świad­ka natych­mia­sto­wą amnezję.

Sła­wo­mir Cenc­kie­wicz tak opi­sy­wał pro­ce­der nisz­cze­nia akt, ele­ganc­ko nazy­wa­ny przez pod­wład­nych Cze­sła­wa Kisz­cza­ka, ówcze­sne­go sze­fa MSW bra­ko­wa­niem”:

Pierw­sza fala znisz­czeń nastą­pi­ła wio­sną 1989 r. Jesz­cze pod­czas trwa­nia obrad Okrą­głe­go Sto­łu, 26 mar­ca 1989 r., dyrek­tor Depar­ta­men­tu IV MSW gen. Tade­usz Szczy­gieł poin­for­mo­wał sze­fa SB gen. Hen­ry­ka Dan­kow­skie­go i dyrek­to­ra Biu­ra C” (archi­wum MSW) płk. Kazi­mie­rza Pio­trow­skie­go o znisz­cze­niu tzw. teczek ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej na księ­ży. […]Kolej­ny etap nisz­cze­nia archi­wów zwią­za­ny był z reor­ga­ni­za­cją MSW w sierp­niu 1989 r. Zli­kwi­do­wa­no wów­czas naj­waż­niej­sze pio­ny ope­ra­cyj­ne bez­pie­ki, m.in. depar­ta­men­ty III (dzia­łal­ność anty­ko­mu­ni­stycz­na), IV (wal­ka z Kościo­łem), V (sfe­ra pro­duk­cyj­na) i owia­ne złą sła­wą Biu­ro Stu­diów zaj­mu­ją­ce się eli­tą soli­dar­no­ścio­we­go pod­zie­mia. Przy­kła­do­wo z połą­cze­nia Depar­ta­men­tu IV i Biu­ra Stu­diów powstał póź­niej Depar­ta­ment Stu­diów i Ana­liz. W ten spo­sób skon­cen­tro­wa­no bodaj naj­waż­niej­sze, z punk­tu widze­nia bez­pie­czeń­stwa pro­ce­su trans­for­ma­cji ustro­jo­wej, aktu­al­ne spra­wy ope­ra­cyj­ne i zbio­ry archi­wal­ne doty­czą­ce ludzi Kościo­ła i Soli­dar­no­ści”. Eli­ta byłe­go Depar­ta­men­tu IV i Biu­ra Stu­diów przy­stą­pi­ła wów­czas do akcji nisz­cze­nia akt”.

Decy­zja śled­czych spa­ra­li­żo­wa­ła nie tyl­ko naiw­nych infor­ma­to­rów. Dla­te­go zapew­ne nigdy nie dowie­my się, czy i jaki był zwią­zek pomię­dzy pry­wa­ty­za­cją akt przez esbe­ków, a ope­ra­cją kryp­to­nim Oaza” pro­wa­dzo­ną w Biel­sku Bia­łej przez Woj­sko­we Służ­by Infor­ma­cyj­ne na począt­ku lat 90. ubie­głe­go wie­ku. Nie­któ­re szcze­gó­ły tej­że ope­ra­cji zosta­ły ujaw­nio­ne w 2007 roku w Rapor­cie z likwi­da­cji WSI”.

Oka­za­ło się, że WSI w Biel­sku Bia­łej utwo­rzy­ły taj­ną rezy­den­tu­rę w ramach spra­wy o kryp­to­ni­mie Oaza”, któ­ra była pro­wa­dzo­na od 10.10.1994 r. do 25.09.1996 r. Ope­ra­cja Oaza” pro­wa­dzo­na przez WSI na Pod­be­ski­dziu, jed­nak nie­wy­klu­czo­ne, że w całym kra­ju były jej odpowiedniki.

Infor­ma­cje, zawar­te w aktach tej spra­wy są szokujące:

Plan roz­po­czy­na­ją­cy tecz­kę o kryp­to­ni­mie O” wska­zu­je na koniecz­ność budo­wa­nia sys­te­mu zabez­pie­cze­nia kontr­wy­wia­dow­cze­go na tere­nie woje­wódz­twa biel­skie­go z wyko­rzy­sta­niem nega­tyw­nie zwe­ry­fi­ko­wa­nych b. ofi­ce­rów SB i ich źró­deł oso­bo­wych. Dzia­łal­ność ta mia­ła być pro­wa­dzo­na pod przy­kry­ciem jako fir­ma ochro­niar­ska Koman­dos”. Rezy­den­tu­ra mia­ła skła­dać się z trzech b. funk­cjo­na­riu­szy SB, któ­rzy mie­li powtór­nie pozy­skać b. funk­cjo­na­riu­szy oraz taj­nych współ­pra­cow­ni­ków SB w inte­re­su­ją­cych WSI śro­do­wi­skach w kra­ju i zagra­ni­cą. Pla­no­wa­no pod­ję­cie b. współ­pra­cow­ni­ków upla­so­wa­nych w śro­do­wi­skach dzien­ni­kar­skim, praw­ni­czym, urzęd­ni­ków admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej, biz­ne­su, sta­no­wisk kie­ro­wa­nia oraz osób zwią­za­nych ze służ­ba­mi spe­cjal­ny­mi i woj­skiem. Prze­wi­dy­wa­no zwer­bo­wa­nie 810 b. TW na jed­ne­go człon­ka rezy­den­tu­ry. Pla­no­wa­no wypo­sa­że­nie sze­fa rezy­den­tu­ry (nega­tyw­nie zwe­ry­fi­ko­wa­ne­go b. funk­cjo­na­riu­sza SB) w doku­ment pole­ca­ją­cy do orga­nów Poli­cji i Stra­ży Gra­nicz­nej, skła­nia­ją­cy sze­fów miej­sco­wych orga­nów MSW do udzie­la­nia pomo­cy. Wyna­gro­dze­nie dla rezy­den­tów mia­ło opie­wać na kwo­tę 45 milio­nów sta­rych zło­tych mie­sięcz­nie. Do łącz­ni­ko­wa­nia rezy­den­tu­ry wyzna­cze­ni zosta­li płk Marek Wol­ny i ppłk Jan Węgier­ski. Wyklu­czo­no kon­tak­ty rezy­den­tu­ry z jaw­ny­mi pla­ców­ka­mi tere­no­wy­mi Kontr­wy­wia­du WSI. Był to zabieg zapew­nia­ją­cy kon­spi­ra­cję dzia­łań, przy czym jed­no­cze­śnie powo­do­wał, że stwo­rzo­na struk­tu­ra nie pod­le­ga­ła niczy­jej kon­tro­li ani mery­to­rycz­nej, ani finansowej”.

Do dzia­łań zaan­ga­żo­wa­nych zosta­ło trzech byłych funk­cjo­na­riu­szy SB, któ­rzy zosta­li pozy­ska­ni do współ­pra­cy z WSI jako rezy­den­ci tej służ­by spe­cjal­nej o pseu­do­ni­mach: Ryszard […]”, Wła­dy­sław […]” i Jan […]”. Auto­rzy rapor­tu usta­li­li, że to pseu­do­ni­my nada­ne przez WSI, jed­nak w nie­któ­rych przy­pad­kach są to jed­no­cze­śnie imio­na i nazwi­ska osób powszech­nie zna­nych na tere­nie byłych woje­wódz­twa bielskiego”.

Byli esbe­cy sprze­da­li” woj­sko­wej służ­bie spe­cjal­nej swo­je infor­ma­cje na temat agen­tu­ry, któ­ra dzia­ła­ła na kon­tro­lo­wa­nym przez nich tere­nie w latach 80. Spo­rzą­dzo­no listę ponad stu nazwisk byłych taj­nych współ­pra­cow­ni­ków SB

Nie moż­na wyklu­czyć, że oso­by, któ­re nie zna­la­zły się w aktach spra­wy reali­zo­wa­ły przed­się­wzię­cia tak dale­ce naru­sza­ją­ce pra­wo, że pro­wa­dzą­cy spra­wę nie zary­zy­ko­wa­li ich udo­ku­men­to­wa­nia” – piszą auto­rzy rapor­tu o WSI.

Następ­nie wyty­po­wa­ne nazwi­ska spraw­dzo­no w ewi­den­cji ope­ra­cyj­nej UOP, uzy­sku­jąc potwier­dze­nie cha­rak­te­ru reje­stra­cji oso­by jako TW, a przy oka­zji moż­li­wość wglą­du w mate­ria­ły z archi­wum SB. Dobór osób, któ­ry­mi zain­te­re­so­wa­ły się WSI w ramach Oazy” był dosyć przy­pad­ko­wy. Woj­sko­wy kontr­wy­wiad nie powi­nien (co jed­nak pod­czas ope­ra­cji Oaza” robił) inte­re­so­wać akto­rem, pla­sty­kiem czy han­dlow­cem, bo nie mie­li oni ani kom­pe­ten­cji zwią­za­nych z bez­pie­czeń­stwem pań­stwa, tym bar­dziej w aspek­cie sił zbrojnych.

Z rapor­tu o WSI:

Przy­kła­dem tego nasta­wie­nia jest dzia­ła­nie b. funk­cjo­na­riu­sza SB, ps. Janusz O.”, któ­ry przed pozy­ska­niem ujaw­nił, że posia­da w ukry­ciu mate­ria­ły ze spra­wy pro­wa­dzo­nej w cza­sie, gdy słu­żył w SB (spra­wa mia­ła kryp­to­nim PALE­STRA” a z ukie­run­ko­wa­nia funk­cjo­na­riu­sza moż­na wnio­sko­wać, że doty­czy­ła śro­do­wi­ska praw­ni­cze­go w rejo­nie biel­skim). Oko­ło 300 stron tych mate­ria­łów prze­ka­zał on do WSI. Zawie­ra­ły one m.in. fak­ty kom­pro­mi­tu­ją­ce oso­by ze śro­do­wi­ska praw­ni­cze­go, wska­zy­wa­ły na taj­nych współ­pra­cow­ni­ków w tym śro­do­wi­sku (m.in. pro­ku­ra­tor, sędzia, nota­riusz). O ukry­ciu mate­ria­łów oraz o ich zawar­to­ści zosta­li poin­for­mo­wa­ni M. Wol­ny i K. Gło­wac­ki. Inny funk­cjo­na­riusz SB, ps. WŁA­DY­SŁAW K.” wska­zy­wał na swo­je źró­dła, któ­re były zwer­bo­wa­ne do roz­pra­co­wa­nia struk­tur NSZZ Soli­dar­ność”. Komi­sja dotych­czas nie usta­li­ła, co dalej sta­ło się z tymi mate­ria­ła­mi. Z dotych­cza­so­wej ana­li­zy spo­so­bu dzia­ła­nia WSI moż­na wnio­sko­wać, że zosta­ły uży­te bądź do szan­ta­żu wystę­pu­ją­cych w spra­wie osób, bądź jako pre­tekst do ich ponow­ne­go roz­pra­co­wa­nia i zwer­bo­wa­nia. Tym­cza­sem obo­wiąz­kiem WSI było prze­ka­za­nie akt spra­wy PALE­STRA” do IPN” ”. 

Nie­wy­klu­czo­ne, że pod­czas ope­ra­cji Oaza” WSI pro­wa­dzi­ły – jak czy­ta­my w rapor­cie WSIzapro­gra­mo­wa­ne spraw­dze­nia śro­do­wi­ska biz­ne­so­wo-praw­ni­cze­go w woj. biel­skim, z wyraź­nym ukie­run­ko­wa­niem na pozy­ska­nie wie­dzy umoż­li­wia­ją­cej szan­ta­żo­wa­nie wybra­nych osób”. 

Jed­nak nie tyl­ko o roz­po­zna­nie śro­do­wisk biz­ne­so­wo-praw­ni­czych w Ope­ra­cji Oaza” cho­dzi­ło. Dotar­łem do jed­nej z osób zaan­ga­żo­wa­nych w jej prowadzenie.

– Struk­tu­ra orga­ni­za­cji była wzo­ro­wa­na na dzia­ła­niach wło­skich służb spe­cjal­nych w latach 50. XX w. i utwo­rze­nie w łonie tych­że służb taj­nej struk­tu­ry bojo­wej pod kryp­to­ni­mem Gla­dio. Gla­dio mia­ła prze­ciw­dzia­łać doj­ściu komu­ni­stów do wła­dzy. Była też czę­ścią struk­tu­ry Stay-behind dzia­ła­ją­cej w wie­lu kra­jach NATO. We Wło­szech mia­ła powią­za­nia z taj­ną lożą P2, któ­ra pod wodzą ban­kie­ra i faszy­sty Licio Gel­lie­go sku­pia­ła magna­tów wła­dzy eko­no­micz­nej, poli­tycz­nej i woj­sko­wej. W razie woj­ny mie­li­śmy two­rzyć ruch opo­ru – mówi J.

Pod­czas Oazy” pro­wa­dzo­no dzia­ła­nia wykra­cza­ją­ce poza kom­pe­ten­cje kontr­wy­wia­du WSI, reali­zu­jąc dzia­ła­nia skie­ro­wa­ne na rejon biel­ski i typo­we dla wywia­du. Z jed­nej stro­ny słu­ży­ły roz­po­zna­niu sta­nu zabez­pie­cze­nia przez służ­by spe­cjal­ne pew­nych śro­do­wisk i osób, z dru­giej zaś mogły być wstę­pem dla pla­no­wa­nych dzia­łań, dla któ­rych koniecz­ne było roz­po­zna­nie prze­pro­wa­dzo­ne w śro­do­wi­sku poli­tycz­nym i prawniczym.

Dla bez­pie­czeń­stwa swo­ich infor­ma­to­rów nie poda­ję nazwisk oraz kryp­to­ni­mów, pseu­do­ni­mów, sta­no­wisk boha­te­rów tej opo­wie­ści. Nadal też nie zna­my odpo­wie­dzi na pod­sta­wo­we pyta­nie: Czy Oaza” i skrę­co­ne” śledz­two w spra­wie pry­wa­ty­za­cji teczek agen­tu­ry SB maja jakiś wspól­ny mia­now­nik? Jeże­li tak, to umo­rze­nie śledz­twa opi­sy­wa­ne­go na począt­ku tej opo­wie­ści wska­zu­je, że wpły­wy służb spe­cjal­nych III RP się­ga­ją wymia­ru sprawiedliwości.

Tomasz Szym­bor­ski

Arty­kuł uka­zał się w tygo­dni­ku wSie­ci w listo­pa­dzie 2014 roku

Kra­jo­braz po kata­stro­fie MTK

10 lat temu zawa­li­ła się hala wysta­wo­wa MTK w ‪Kato­wi­cach‬. Zgi­nę­ło 65 osób, ponad 140 zosta­ło ran­nych. Nikt nie został uka­ra­ny. Pro­ces trwa.

W 2002 roku (!) też pisa­łem w Rz” tym, jak to Dwóch ludzi w dzie­cin­nie łatwy spo­sób prze­ję­ło kon­tro­lę nad dru­gim w Pol­sce orga­ni­za­to­rem imprez wysta­wien­ni­czych i na jego sprze­da­ży zro­bi­ło świet­ny inte­res”. Nikt nie był zain­te­re­so­wa­ny wyja­śnie­niem tego mechanizmu.

Poni­żej mój arty­kuł, któ­ry uka­zał się w Rzecz­po­spo­li­tej” kil­ka dni po kata­stro­fie… War­to go przy­po­mnieć, bo poka­zu­je prze­pla­ta­nie się inte­re­sów roż­nych grup wła­dzy i samorządu.

www.gunb.gov.pl

Fot. www​.gunb​.gov​.pl

Mię­dzy­na­ro­do­we Tar­gi Kato­wic­kie powsta­ły w 1992 roku na tere­nie Ośrod­ka Postę­pu Tech­nicz­ne­go, tuż przy gra­ni­cy Kato­wic z Cho­rzo­wem. MTK mają 40 tysię­cy mkw. powierzch­ni wysta­wien­ni­czej. Jest pięt­na­ście pawi­lo­nów, w tym hala, w któ­rej wyda­rzy­ła się tragedia.

Naj­szyb­ciej inte­res, jaki moż­na zro­bić na MTK, wyczu­li Jan Hop­pe i Tade­usz Burzec – dwóch panów mają­cych dobre kon­tak­ty w świe­cie biz­ne­su i samorządu.

Swo­je udzia­ły w Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gach Kato­wic­kich kupi­li po 12,5 tysię­cy zło­tych, czy­li rów­no­war­tość trzech tysię­cy dola­rów. Sprze­da­li je póź­niej bran­żo­wej kon­ku­ren­cji MTK, angiel­skiej spół­ce Expocentres.

Kapi­tał zakła­do­wy MTK w cza­sie, kie­dy powsta­wa­ły wyno­sił 25 tysię­cy zło­tych i był podzie­lo­ny na sto udzia­łów. Więk­szo­ścio­wy pakiet 36 udzia­łów prze­ję­ło mia­sto Kato­wi­ce, a 16 – Regio­nal­na Izba Gospo­dar­cza, któ­rej pre­ze­sem był i jest Tade­usz Dono­cik, wice­mi­ni­ster gospo­dar­ki w rzą­dzie Jerze­go Buz­ka. Resz­ta nale­ża­ła do skar­bu pań­stwa (28) i hali wido­wi­sko­wej Spodek, przed­się­bior­stwa w Kato­wi­cach (20).

Na pierw­szym posie­dze­niu MTK sp. z o.o. mia­sto repre­zen­to­wa­li ówcze­sny pre­zy­dent Kato­wic Jerzy Śmia­łek i jego zastęp­ca Hen­ryk Dzie­wior. Ten duet wraz z Janem Hop­pem prze­wi­ja się tak­że w innej spół­ce – Kato­wic­kim Cen­trum Biz­ne­su, któ­rą mia­sto utwo­rzy­ło ze swe­go mająt­ku. Gmi­na wnio­sła do spół­ki atrak­cyj­ny teren w cen­trum Katowic.

Pomy­sło­daw­ca­mi spół­ki byli Śmia­łek i Dzie­wior (zasia­da­li w radzie nad­zor­czej Kato­wic­kie­go Cen­trum Biz­ne­su), nato­miast Hop­pe był przez jakiś czas jej pre­ze­sem. Z inte­re­su nic nie wyszło. Trwa­ją­ca od kil­ku lat budo­wa biu­row­ca nie może zostać dokoń­czo­na, bo KCB nie ma pieniędzy.

W sądzie toczy się spra­wa o zapła­ce­nie fir­mie budow­la­nej Stra­bag 34 milio­nów zło­tych za wyko­na­ne prace.

Pierw­szym pre­ze­sem Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gów Kato­wic­kich został Tade­usz Burzec (pra­co­wał wcze­śniej na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku w Ośrod­ku Postę­pu Tech­nicz­ne­go), jed­nym z jego dwóch zastęp­ców – Jan Hop­pe, któ­ry ma opi­nię czło­wie­ka z tzw. moc­ny­mi ukła­da­mi na Śląsku.

Od osób, któ­re go zna­ją, sły­szy­my: Nie anga­żu­je się poli­tycz­nie, jest prag­ma­ty­kiem. Ma dobre ukła­dy zarów­no na lewi­cy, jak i pra­wi­cy, ze wska­za­niem na tę dru­gą opcję”. Świad­czyć o tym może to, że Hop­pe był krót­ko w ubie­głym roku p.o. pre­ze­sem Fun­du­szu Górnośląskiego.

- Wcze­śniej Hop­pe pra­co­wał w zagra­nicz­nej spół­ce zwią­za­nej z hut­nic­twem - wyja­śnia Tade­usz Dono­cik, pre­zes MTK. - Pozy­ska­nie go do zarzą­dza­nia MTK było bar­dzo trud­ne, a nikt inny nie chciał tu przyjść. Wiem coś o tym, bo byłem jed­nym z auto­rów pomy­słu powsta­nia Targów.

Poło­wa dla dwóch i żona prezydenta 

Nowy zarząd szyb­ko pod­jął decy­zję o pod­nie­sie­niu kapi­ta­łu zakła­do­we­go spół­ki o 100 pro­cent. Zasto­so­wa­no cie­ka­wy manewr: w 1993 roku wspól­ni­cy zre­zy­gno­wa­li z prze­ję­cia nowych udzia­łów i wska­za­li ich nabyw­ców. Jak wyni­ka z danych w sądzie gospo­dar­czym, po 50 udzia­łów w cenie 12,5 tysią­ca zło­tych za pakiet kupi­li Burzec i Hoppe.
- Pre­ze­si powie­dzie­li, że będą dalej zaj­mo­wać się Tar­ga­mi, jeże­li zosta­ną ich współ­udzia­łow­ca­mi. W ten spo­sób współ­wła­ści­cie­la­mi Tar­gów sta­ły się dwie pry­wat­ne oso­by. Odtąd obaj mie­li poło­wę udzia­łów w spół­ce, podob­nie jak pozo­sta­łe insty­tu­cje - mówi nasz informator.

Od Hen­ry­ka Dzie­wio­ra, któ­ry w 1994 roku już jako pre­zy­dent Kato­wic był prze­wod­ni­czą­cym zgro­ma­dze­nia wspól­ni­ków MTK, wyszła pro­po­zy­cja, aby duet Hop­pe – Burzec kie­ro­wał Tar­ga­mi przez naj­bliż­szych sześć lat, co dwa lata wymie­nia­jąc się na sta­no­wi­skach. Umo­wa prze­sta­ła obo­wią­zy­wać w 1997 roku na wnio­sek… Tade­usza Burzca.

Fotel pre­ze­sa przy­padł więc Jano­wi Hop­pe­mu, któ­ry sie­dzi na nim do dzisiaj.
Pre­zy­dent Dzie­wior czę­sto poma­gał MTK w zała­twia­niu róż­nych spraw. Na przy­kład kie­dy wła­dze Cho­rzo­wa twier­dzi­ły, że nie­ru­cho­mość przy uli­cy Byt­kow­skiej 1A, w któ­rym mie­ści się sie­dzi­ba spół­ki, leży na ich tere­nie, pre­zy­dent Kato­wic poparł wnio­sek pre­ze­sów MTK o korek­tę gra­nic mia­sta. To wystar­czy­ło. Nawia­sem mówiąc, żona pre­zy­den­ta Kato­wic pra­co­wa­ła wte­dy w Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gach Kato­wic­kich na sta­no­wi­sku inspektora.

Kon­tro­la nad więk­szo­ścią udziałów
W mar­cu 1998 roku Regio­nal­na Izba Gospo­dar­cza sprze­da­ła (pozo­sta­wia­jąc sobie sym­bo­licz­ną akcję) 15 udzia­łów w spół­ce Tade­uszo­wi Dono­ci­ko­wi, swe­mu pre­ze­so­wi. Ten z kolei, wcho­dząc do rzą­du Jerze­go Buz­ka (jako wice­mi­ni­ster gospo­dar­ki), zarzą­dza­nie RIG powie­rzył Hop­pe­mu. Dzię­ki temu Hop­pe wraz z Burz­cem kon­tro­lo­wa­li 51 pro­cent udziałów.

W ubie­głym roku oka­za­ło się, że gru­pa Expo­cen­tres obję­ła wła­śnie 51 pro­cent udzia­łów MTK. Przy­pa­dek? Ponie­waż swo­ich udzia­łów nie sprze­da­ło mia­sto Kato­wi­ce, skarb pań­stwa i RIG, to z czy­stej aryt­me­ty­ki wyni­ka, że udzia­ły musie­li sprze­dać Hop­pe z Burz­cem oraz Donocik.

- Po waka­cjach 2000 roku pre­zes Hop­pe powie­dział, że jest zain­te­re­so­wa­ny kup­nem moich wszyst­kich udzia­łów w MTK. Taka trans­ak­cja dawa­ła­by mu 32,5 pro­cent udzia­łów. Powie­dzia­łem, że wszyst­ko zale­ży od ceny. Nego­cja­cje trwa­ły do lute­go 2001 roku. W koń­cu sprze­da­łem udzia­ły. Hop­pe nic mi nie mówił, że chce robić inte­res z Expo­cen­tres – tłu­ma­czy kuli­sy trans­ak­cji Donocik.
– Zapro­po­no­wał panu dobrą cenę?
– Plot­ka nie­sie, że Hop­pe za swo­je udzia­ły od Angli­ków dostał bar­dzo dobre pie­nią­dze. Bio­rąc to pod uwa­gę, uwa­żam, że nie zro­bi­łem zbyt dobre­go inte­re­su. Pyta­łem go, czy kupu­je udzia­ły dla sie­bie, czy tak­że dla Burz­ca. Odpo­wie­dział, że dla sie­bie, bo chce mieć w spół­ce jed­no­znacz­ną prze­wa­gę kapi­ta­ło­wą – pod­su­mo­wu­je były wice­mi­ni­ster, któ­ry od lute­go jest ofi­cjal­nie wice­pre­ze­sem fir­my Pas­cal Polska.

Pozo­sta­li udzia­łow­cy Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gów Kato­wic­kich nie chcą wyja­śnić, jak to się sta­ło, że dwóch ludzi dzie­cin­nie łatwo prze­ję­ło kon­tro­lę nad dru­gim w Pol­sce orga­ni­za­to­rem imprez wysta­wien­ni­czych i na jego sprze­da­ży zro­bi­ło świet­ny interes.

Wła­dza trzy­ma kciuki
- Mamy nie­wiel­kie udzia­ły w Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gach Kato­wic­kich – mówi Michał Luty, wice­pre­zy­dent Kato­wic. - Dla Expo­cen­tres nie byli­śmy więc part­ne­rem do trans­ak­cji. Trzy­ma­my kciu­ki, aby Tar­gi się dalej roz­wi­ja­ły, bo ozna­cza to tak­że korzy­ści dla miasta.

Gdy powo­ły­wa­no Mię­dzy­na­ro­do­we Tar­gi Kato­wic­kie, wice­pre­zy­dent Michał Luty nie był nawet rad­nym. Histo­rię spół­ki zna w ogól­nych zarysach.
- Z tego, co wiem, mia­sto nigdy nie mia­ło zamia­ru doku­pić udzia­łów w spół­ce. Trud­no mi to oce­niać, bo nie ten zarząd mia­sta i pre­zy­dent podej­mo­wa­li wte­dy decy­zje - tak wice­pre­zy­dent uspra­wie­dli­wia fakt, że do miej­skiej kasy nie wpły­nę­ło kil­ka milio­nów dolarów.

Imprez wysta­wien­ni­czych w MTK jest coraz mniej. Przy­zna­je to nawet wice­pre­zy­dent Luty. Tar­gi książ­ki, któ­re były orga­ni­zo­wa­ne w MTK, prze­nie­sio­ne zosta­ły do Krakowa.
Nie­daw­no z pra­cy w MTK został zwol­nio­ny Tade­usz Burzec. Jan Hop­pe, głów­ny ani­ma­tor sprze­da­nia Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gów Kato­wic­kich zagra­nicz­nej spół­ce, nie zna­lazł cza­su, by się spo­tkać z dzien­ni­ka­rzem Rz” ani odpo­wie­dzieć na prze­sła­ne fak­sem pytania.

Kot

Kot, a wła­ści­wie kot­ka rady Char­treux miesz­ka z nami już czte­ry lata.

Zwa­na Lolą, zamiast rodo­wo­do­we­go imie­nia Tequ­ila”. Jak widać jest wdzięcz­nym tema­tem rysun­ków Igi. Obie zawsze uśmiechnięte 🙂

Strach media­wor­ke­rów

Agniesz­ka Kublik w Gaze­cie Wybor­czej porów­nu­je pla­no­wa­ną refor­mę mediów publicz­nych do wery­fi­ka­cji dzien­ni­ka­rzy w sta­nie wojen­nym. To nad­uży­cie i manipulacja.

Nie jest praw­dą, że: Takiej wery­fi­ka­cji dzien­ni­ka­rzy nie prze­pro­wa­dzi­ła wła­dza nawet w sta­nie wojen­nym. Wte­dy wery­fi­ko­wa­li, by zwol­nić. Teraz rząd PiS zwol­ni, zwe­ry­fi­ku­je i da lub nie dzien­ni­ka­rzo­wi pracę”.

man-hands-reading-boy

Kublik zapo­mnia­ła, jak to wyglą­da­ło, kie­dy pra­cę tra­ci­li dzien­ni­ka­rze i twór­cy z mediów publicz­nych, PAP, gdy rzą­dy obję­ła koali­cja PO-PSL-SLD? Zapo­mnia­ła recho­tu zado­wo­le­nia na łamach Gaze­ty Wybor­czej? Nikt z radio­wo-tele­wi­zyj­nych kacy­ków nie bawił się w żad­ne dys­ku­sje. Zwal­nia­no nie z dnia na dzień, ale natychmiast.

Sko­ro Kublik porów­nu­je i mani­pu­lu­je to przy­po­mnę swój arty­kuł sprzed kil­ku lat o tym, jak wyglą­da­ła wery­fi­ka­cja dzien­ni­ka­rzy na Ślą­sku, pro­wa­dzo­na przez ludzi hono­ru” z eki­py Jaru­zel­skie­go i Kiszczaka?

W 1982 r. w Kato­wi­cach tzw. wery­fi­ka­cja dzien­ni­ka­rzy” dotknę­ła żur­na­li­stów Ośrod­ka Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach i Roz­gło­śni Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach, któ­re wcho­dzi­ły wów­czas w skład Komi­te­tu ds. Radia i Tele­wi­zji Pol­skie Radio i Tele­wi­zja” w War­sza­wie, oraz róż­nych wydaw­nictw pra­so­wych, któ­rych wydaw­cą było wów­czas Ślą­skie Wydaw­nic­two Pra­so­we Robot­ni­cza Spół­dziel­nia Wydaw­ni­cza Pra­sa-Książ­ka-Ruch” w Kato­wi­cach. W taki sam spo­sób potrak­to­wa­no tak­że sze­reg pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych Ośrod­ka Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach i Roz­gło­śni Pol­skie­go Radia w Katowicach.

Po ogło­sze­niu sta­nu wojen­ne­go w sie­dzi­bie Ośrod­ka Tele­wi­zyj­ne­go w Kato­wi­cach oraz w sie­dzi­bie Ślą­skie­go Wydaw­nic­twa Pra­so­we­go w Kato­wi­cach poja­wi­li się uzbro­je­ni żoł­nie­rze Ludo­we­go Woj­ska Pol­skie­go, przed wej­ściem do budyn­ku OTV został usta­wio­ny sto­lik z kara­bi­nem maszy­no­wym, wyce­lo­wa­nym w stro­nę osób zbli­ża­ją­cych się do budyn­ku. Żoł­nie­rze oraz straż­ni­cy posia­da­li listy z nazwi­ska­mi pra­cow­ni­ków, któ­rzy mogli być wpusz­cze­ni na teren ośrod­ka i redak­cji, pra­cow­ni­ków, nie będą­cych na tej liście, infor­mo­wa­no, że mają udać się do domu i cze­kać na wezwanie.

Zde­cy­do­wa­na więk­szość zwol­nio­nych dzien­ni­ka­rzy i pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych była człon­ka­mi lub sym­pa­ty­ka­mi NSZZ Soli­dar­ność”. W pra­cy posia­da­li oni bar­dzo dobre opi­nie, nie byli kara­ni dys­cy­pli­nar­nie. W skład tzw. komi­sji wery­fi­ka­cyj­nych” wcho­dzi­li ówcze­śni redak­to­rzy naczel­ni, dzien­ni­ka­rze, przed­sta­wi­cie­le Komi­te­tu ds. Radia i Tele­wi­zji w War­sza­wie, człon­ko­wie Komi­te­tu Woje­wódz­kie­go PZPR w Kato­wi­cach, komi­sa­rze woj­sko­wi, funk­cjo­na­riu­sze Służ­by Bez­pie­czeń­stwa, cenzorzy.

Pra­cow­ni­cy, któ­rzy byli wzy­wa­ni na roz­mo­wę z komi­sją wery­fi­ka­cyj­ną byli zapro­wa­dza­ni do pomiesz­cze­nia komi­sji przez uzbro­jo­nych żoł­nie­rzy lub strażników.

Pyta­nia do osób sta­ją­cych przed komi­sja­mi mia­ły cha­rak­ter wyłącz­nie poli­tycz­ny i odno­si­ły się do oce­ny sta­nu wojen­ne­go, dzia­łal­no­ści NSZZ Soli­dar­ność”, poglą­dów poli­tycz­nych, oce­ny inter­no­wań itp. Nigdy pod­czas tych roz­mów nie były poru­sza­ne kwe­stie mery­to­rycz­nej pra­cy, facho­wo­ści, dys­cy­pli­ny pra­cy itp.

Po zwol­nie­niu z pra­cy więk­szość dzien­ni­ka­rzy czy pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych mia­ła kło­po­ty ze zna­le­zie­niem innej pra­cy, a jeśli już ją znaj­do­wa­li, to była ona nie­ade­kwat­na do ich zawo­do­wych kwa­li­fi­ka­cji i zde­cy­do­wa­nie gorzej opła­ca­na. Część ze zwal­nia­nych osób odwo­ły­wa­ła się od decy­zji o zwol­nie­niu do sądów pra­cy. Tak samo, jak po czy­st­ce” w mediach prze­pro­wa­dzo­nej przez PO.

Więk­szość dzien­ni­ka­rzy tele­wi­zyj­nych i radio­wych oraz pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych zosta­ła zwol­nio­na z pra­cy z dniem 31 mar­ca 1982 r., w opar­ciu o art. 189 ust 3 pkt 2 oraz ust. 4 usta­wy o powszech­nym obo­wiąz­ku obro­ny PRL, a posta­wą zwol­nie­nia było nie zakwa­li­fi­ko­wa­nie do pra­cy w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej Ośro­dek TVP w Kato­wi­cach”. Na. wszyst­kich pismach o zwol­nie­niu znaj­do­wał się pod­pis redak­to­ra naczel­ne­go Ośrod­ka Tele­wi­zyj­ne­go w Kato­wi­cach Wła­dy­sła­wa Kubicz­ka. Arty­kuł ten miał wów­czas nastę­pu­ją­ce brzmienie :

Art. 189. 1. Oso­by peł­nią­ce służ­bą w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej nie mogą jed­no­stron­nie roz­wią­zać sto­sun­ku służ­bo­we­go z tą jednostką.

Zwol­nie­nie ze służ­by w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej nastę­pu­je w przypadkach:

  1. stwier­dze­nia utra­ty zdol­no­ści do wyko­ny­wa­nia zatrudnienia,
  2. osią­gnię­cia sześć­dzie­się­ciu pię­ciu lat życia przez męż­czy­znę i sześć­dzie­się­ciu lat życia przez kobietę.
  3. Kie­row­nik jed­nost­ki zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej może za zgo­dą orga­nu nadrzędnego:
  4. zatrzy­mać w dal­szej służ­bie w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej oso­bę posia­da­ją­cą szcze­gól­ne kwa­li­fi­ka­cje, któ­ra osią­gnę­ła wiek okre­ślo­ny w ust. 2 pkt 2, jeże­li stan zdro­wia pozwa­la jej na dal­sze peł­nie­nie tej służby,
  5. zwol­nić ze służ­by w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej w innych przy­pad­kach niż okre­ślo­ne w ust. 2.
  6. Sto­su­nek służ­bo­wy powsta­ły na pod­sta­wie art. 187 pomię­dzy oso­bą powo­ła­ną do służ­by w jed­no­st­ce zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej i tą jed­nost­ką wyga­sa z mocy pra­wa z dniem zwol­nie­nia tej oso­by ze służby.

W toku oglę­dzin akt oso­bo­wych wszyst­kich zwol­nio­nych dzien­ni­ka­rzy i pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych ośrod­ka nie ujaw­nio­no w żad­nych z nich jakiej­kol­wiek kore­spon­den­cji pomię­dzy ośrod­kiem a orga­nem nad­rzęd­nym, czy­li Komi­te­tem ds. Radia i Tele­wi­zji w War­sza­wie, w spra­wie uzy­ska­nia zgo­dy na zwol­nie­nie któ­re­go­kol­wiek z dzien­ni­ka­rzy lub pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych w try­bie w/​wym. prze­pi­su prawnego.

Z Ośrod­ka Tele­wi­zyj­ne­go w Kato­wi­cach zwol­nio­no nastę­pu­ją­cych dziennikarzy :

Woj­ciech Sar­no­wicz, Andrzej Pierz­cha­ła , Michał Smo­łorz , Rafał Szy­moń­ski, Sta­ni­sław Olej­ni­czak, Ewa Sku­rat­ko, Leszek Fur­man, Tere­sa de Lave­aux, Ewe­li­na Puczek, Urszu­la Two­rek, Anna Gra­ba­nia, Andrzej Kołacz­kow­ski-Boche­nek, Wie­sław Raj­ski, Marek Sło­wiń­ski, Maria Borecka.

Ponad­to z Ośrod­ka Tele­wi­zyj­ne­go w Kato­wi­cach zwol­nio­no z pra­cy nastę­pu­ją­cych pra­cow­ni­ków technicznych:

Michał Capiń­ski, Jan Alber­ti, Andrzej Czmok, Zbysz­ko Pytlarz, Ryszard Kiercz, Bogu­sław Bloch, Józef Kru­pa, Ryszard Ligen­za, Alek­san­der Kraw­czyk, Roman Frycz, Sta­ni­sław Kurow­ski, Ewa Żurek z d. Marusz­czak, Mał­go­rza­ta Kamiń­ska, Hen­ryk Kamiń­ski, Gerard Braj­ter, Anna Bień­kow­ska, Marek Tar­ko, Danu­ta Jagniąt­kow­ska-Paw­lak, Alfred Woj­ta­sik, Mar­ce­li Król, Tade­usz Paw­li­ca, Jan Torz.

Dzien­ni­ka­rze pra­so­wi byli zwal­nia­ni z pra­cy w okre­sie od mar­ca do grud­nia 1982 r., w opar­ciu o prze­pis art. 32 § 1 kodek­su pra­cy, czy­li w nor­mal­nym try­bie z zacho­wa­niem jed­no­mie­sięcz­ne­go okre­su wypo­wie­dze­nia, ze zwol­nie­niem w tym okre­sie z obo­wiąz­ku świad­cze­nia pra­cy, a jako powód zwol­nie­nia poda­wa­no umniej­sze­nie sta­nu zatrudnienia”.

Na wszyst­kich pismach o zwol­nie­niu z pra­cy znaj­do­wał się pod­pis dyrek­to­ra Ślą­skie­go Wydaw­nic­twa Pra­so­we­go RSW Pra­sa- Książ­ka-Ruch” w Kato­wi­cach Karo­la Szarowskiego.

Z róż­nych wydaw­nictw pod­le­głych Ślą­skie­mu Wydaw­nic­twu Pra­so­we­mu RSW Pra­sa-Książ­ka-Ruch” w Kato­wi­cach zwol­nio­no z pra­cy nastę­pu­ją­ce osoby:

Marian Cza­kań­ski, Grze­gorz Wacła­wik, Jolan­ta Tro­ja­now­ska, Jacek Cie­szew­ski, Wło­dzi­mierz Paź­niew­ski , Jerzy Miciak, Urszu­la Mathes-Cie­szew­ska, Bog­dan Kuła­kow­ski, Jan Lewan­dow­ski , Marek Michal­ski, Krzysz­tof Len­gie­wicz, Ryszard Wyszyń­ski, Boże­na Waw­rzew­ska, Tade­usz Biedz­ki, Jan Dzia­dul, Andrzej Wra­zi­dło, Tomasz Figa­szew­ski, Ali­cja Sza­fra­no­wicz-Ogie­gło, Kazi­mie­ra Suni­ta, Zbi­gniew Mile­wicz, Andrzej Mała­chow­ski, Wie­sła­wa Różań­ska, Euge­nia Plu­cik, Rena­ta Marzew­ska-Dro­goś, Jerzy Kamie­niec­ki, Marek Szo­sta­kow­ski, Ewa Juń­czyk-Zio­mec­ka, Jan Fiszer, Hen­ryk Pio­trow­ski, Lesław Kau­czyń­ski, Krzysz­tof Nowiń­ski, Marian Urban.

Po zwol­nie­niu z pra­cy więk­szość z dzien­ni­ka­rzy i pra­cow­ni­ków tech­nicz­nych ośrod­ka mia­ła pro­ble­my ze zna­le­zie­niem nowej pra­cy, odczu­wa­li, że mają tzw. wil­czy bilet”, gdyż odma­wia­no im pra­cy nawet, .gdy był wol­ny etat, kie­dy oka­zy­wa­ło się, że zosta­li zwol­nie­ni z tele­wi­zji czy pra­sy. Mie­li tak­że świa­do­mość, że nie mają szans na dosta­nie pra­cy w zawo­dzie dzien­ni­kar­skim. W urzę­dach pra­cy ofe­ro­wa­no im zazwy­czaj pra­ce fizycz­ne, nie­zgod­ne z wykształ­ce­niem i dotych­czas wyko­ny­wa­ną pra­cą. Po zna­le­zie­niu nowej pra­cy zara­bia­li zde­cy­do­wa­nie mniej niż wcze­śniej w tele­wi­zji czy w redak­cjach. Pod koniec 1982 r. roz­po­czął dzia­łal­ność wydaw­ni­czą tygo­dnik Kato­lik, wyda­wa­ny przez PAX, w któ­rym zna­la­zło pra­cę wie­lu zwol­nio­nych dzien­ni­ka­rzy pra­so­wych, zara­bia­li tam jed­nak o wie­le mniej, niż wcze­śniej w swych redakcjach.

Więk­szość ze zwol­nio­nych dzien­ni­ka­rzy pra­so­wych skła­da­ła odwo­ła­nie od decy­zji o zwol­nie­niu do tere­no­wej komi­sji odwo­ław­czej, któ­ra przy­wró­ci­ła ich do pra­cy. Od tych decy­zji odwo­ły­wa­ło się Ślą­skie Wydaw­nic­two Pra­so­we i sąd pra­cy uchy­lił je.

Człon­ka­mi tzw. komi­sji wery­fi­ka­cyj­nej” w Ośrod­ku Tele­wi­zyj­nym w Kato­wi­cach były nastę­pu­ją­ce osoby :

Wła­dy­sław Kubi­czek – pra­co­wał w nastę­pu­ją­cych jed­nost­kach : 1945 – Woje­wódz­ki Urząd Kon­tro­li Pra­sy, Publi­ka­cji i Wido­wisk w Kato­wi­cach, peł­no­moc­nik powia­to­wy w Cie­szy­nie; 19461951 – Roz­gło­śnia Pol­skie­go Radia we Wro­cła­wiu; 19511957 – Roz­gło­śnia Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach; 19571977 – Ośro­dek Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach; 1.01.19788.01.1982 – Roz­gło­śnia Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach (redak­tor naczel­ny); 9.01.198231.08.1983 r. – Ośro­dek Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach (redak­tor naczel­ny). Zmarł w dniu 30.06.1996 r.

Tere­sa Rel-Sze­li­gow­ska – pra­co­wa­ła w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.03.1969 r. do 20.11.1992 r. Na począt­ku 1982 r. pra­co­wa­ła w Redak­cji Infor­ma­cji jako star­szy redak­tor, była człon­kiem egze­ku­ty­wy POP PZPR w ośrodku.

Marek Blaut pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 12.01.1977 r. do 31.03.1984 r. Na począt­ku 1982 r. peł­nił funk­cję Naczel­ni­ka Wydzia­łu Spraw Pra­cow­ni­czych., był człon­kiem egze­ku­ty­wy POP PZPR w ośrodku.

Julian Jodłow­ski – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.08.1952 r. do 18.05.1991 r. Na począt­ku 1982 r. był dyrek­to­rem tech­nicz­nym ośrod­ka, był człon­kiem PZPR.

Miro­sław Słom­czyń­ski – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.05.1963 r. do 30.04.1990 r., na począt­ku 1982 r. był odde­le­go­wa­ny do pra­cy w Komi­te­cie Woje­wódz­kim PZPR w Kato­wi­cach, w Wydzia­le Pro­pa­gan­dy i Informacji.

Hen­ryk Waw­rzy­niak – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 15.09.1964 r. do 25.12.1990 r. Na począt­ku 1982 r. był sekre­ta­rzem pro­gra­mo­wym, peł­nił funk­cję I sekre­ta­rza POP PZPR w ośrodku.

Edy­ta Wizen­tal – pra­co­wa­ła w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.11.1957 r. do 11.09.1982 r. Na począt­ku 1982 r. peł­ni­ła funk­cję naczel­ni­ka Wydzia­łu Reali­za­cji, była człon­kiem PZPR.

Ger­tru­da Sta­szak – pra­co­wa­ła w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.08.1957 r. do 31.08.1983 r. Na począt­ku 1982 r. peł­ni­ła funk­cję naczel­ni­ka Dzia­łu Koor­dy­na­cji i Emi­sji Pro­gra­mów, była człon­kiem PZPR, był człon­kiem egze­ku­ty­wy POP w ośrodku.

Wie­sław Wizen­tal – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.12.1969 r. do 31.08.1984 r., a w okre­sie od 2.05.1956 r. do 30.11.1969 r. w Roz­gło­śni Pol­skie­go Radia w Kato­wi­cach. Na począt­ku 1982 r. peł­nił funk­cję kie­row­ni­ka Redak­cji Publi­cy­sty­ki, był człon­kiem egze­ku­ty­wy POP PZPR w ośrod­ku, peł­nił funk­cję II sekre­ta­rza POP, zmarł w dniu 25.09.2004 r.

Gwi­don Gaj – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.05.1958 r. do 30.11.1992 r. Na począt­ku 1982 r. peł­nił funk­cję zastęp­cy redak­to­ra naczel­ne­go ds. infor­ma­cyj­nych, zmarł w dniu 3.03.1996 r.

Anto­ni Bla­cha – pra­co­wał jako funk­cjo­na­riusz Służ­by Bez­pie­czeń­stwa w nastę­pu­ją­cych jed­nost­kach : od 16.04.1964 r. – KMMO Kato­wi­ce, ofi­cer ope­ra­cyj­ny Refe­ra­tu ds. Bez­pie­czeń­stwa; od 1.06.1975 r. – KWMO Kato­wi­ce, st. inspek­tor Wydzia­łu II; od 1.12.1985 r. – WUSW Kato­wi­ce, refe­rent tech­ni­ki ope­ra­cyj­nej Wydzia­łu W” SB; 15.12.1989 r.-zwolniony z resor­tu. W okre­sie od mar­ca 1981 r. Bla­cha, jako funk­cjo­na­riusz sek­cji XIII Wydzia­łu II orga­ni­zo­wał pra­cę ope­ra­cyj­ną w Ośrod­ku Tele­wi­zyj­nym w Kato­wi­cach na kie­run­ku ujaw­nia­nia z tego śro­do­wi­ska osób o anty­so­cja­li­stycz­nych poglą­dach i nega­tyw­nych posta­wach[…], posia­da duże osią­gnię­cia w zakre­sie zwal­cza­nia dzia­łal­no­ści eks­tre­mal­nych lide­rów Soli­dar­no­ści” na ochra­nia­nym obiek­cie” (frag­men­ty zapi­sów z opi­nii służbowych).

Oraz przed­sta­wi­cie­le Komi­te­tu ds. Radia i Tele­wi­zji w War­sza­wie o nazwi­skach Ostrzy­żekKurek oraz komi­sarz woj­sko­wy w Ośrod­ku o nazwi­sku Majew­ski.

Człon­ka­mi tzw. komi­sji wery­fi­ka­cyj­nej” w Ślą­skim Wydaw­nic­twie Pra­so­wym” w Kato­wi­cach były nastę­pu­ją­ce osoby :

Karol Sza­row­ski – w okre­sie od 4.05.1953 r. do 28.12.1989 r. peł­nił funk­cję dyrek­to­ra Ślą­skie­go Wydaw­nic­twa Pra­so­we­go RSW Pra­sa-Książ­ka-Ruch” w Kato­wi­cach, w/​wym. zmarł w dniu 12.04.2004 r.

Sta­ni­sław Skrzy­piec – w okre­sie od 15.07.1964 r. do 31.12.1991 r. pra­co­wał w Ślą­skim Wydaw­nic­twie Pra­so­wym RSW Pra­sa-Książ­ka-Ruch” w Kato­wi­cach, od 1.07.1980 r. peł­nił funk­cję zastęp­cy dyrek­to­ra, w/​wym. zmarł w dniu 1.06.2005 r.

Adam Jaź­wiec­ki – w okre­sie od 1.08.1968 r. do 28.02.1973 r. pra­co­wał w redak­cji gaze­ty Dzien­nik Zachod­ni”, a w okre­sie od 1.03.1973 r. do 31.12.1990 r. w redak­cji gaze­ty Sport”, na począt­ku 1982 r. peł­nił funk­cję sekre­ta­rza redak­cji, był człon­kiem PZPR, do lata 1981 r. peł­nił funk­cję I sekre­ta­rza POP.

Lidia Nowak – w okre­sie od 2.01.1969 r. do 31.01.1971 r. pra­co­wa­ła w redak­cji tygo­dni­ka Pano­ra­ma”, a w okre­sie od 1.02.1971 r. do 31.12.1990 r. w redak­cji gaze­ty Sport”, na począt­ku 1982 r. pra­co­wa­ła jako dzien­ni­kar­ka, była człon­kiem PZPR, peł­ni­ła funk­cję I sekre­ta­rza POP.

Sta­ni­sław Woj­tek – pra­co­wał w nastę­pu­ją­cych jed­nost­kach :1.09.1953 r.- 15.12.1962 r. – Sport; 16.12.1962 r. – 31.10.1072 r. – Wia­do­mo­ści Zagłę­bia; 1.11.1972 r.- 31.07.1974 r. – Wie­czór; 1.08.1974 r. – 31.01.1977 r. – Pol­ska Agen­cja Pra­so­wa Oddział Kato­wi­ce; 1.02.1977 r. – 15.03.1981 r. – Wie­czór; 16.03.1981 r. ‑31.08.1990 r. – Try­bu­na Robot­ni­cza (od dnia 1.10.1981 r. peł­nił funk­cję redak­to­ra naczel­ne­go), był człon­kiem PZPR.

Hen­ryk Śle­zioń­ski – pra­co­wał w nastę­pu­ją­cych jed­nost­kach :; 1.09.1954 r. – 31.03.1969 r. – Try­bu­na Robot­ni­cza; 1.04.1969 r.-31.03.1971 r.-Panorama; 1.04.1971 r. – 31.01.1982 r. – Try­bu­na Robot­ni­cza (zastęp­ca redak­to­ra naczel­ne­go); 1.02.1982 r. – 26.10.1990 r. – Pano­ra­ma (redak­tor naczel­ny), był człon­kiem PZPR

Tade­usz Janik – pra­co­wał w Ośrod­ku Tele­wi­zji Pol­skiej w Kato­wi­cach w okre­sie od 1.10.1949 r. do 31.01.1982 r. i od 15.11.1985 r. do 31.05.1990 r. W okre­sie od 1.02.1981 r. do 1.10.1985 r. pra­co­wał w redak­cji gaze­ty Sport” jako redak­tor naczel­ny, był człon­kiem PZPR, peł­nił funk­cję człon­ka egze­ku­ty­wy POPOTV. Współ­pra­cow­nik SB.

Ponad­to w pra­cach komi­sji bra­li tak­że udział przed­sta­wi­cie­le Komi­te­tu Woje­wódz­kie­go PZPR w Kato­wi­cach Tade­usz Nowok i Józef Pisz­czek. Mate­ria­łów z prac komi­sji wery­fi­ka­cyj­nej w Ślą­skim Wydaw­nic­twie Pra­so­wym w Kato­wi­cach nie odnaleziono.

W mar­cu 2010 roku IPN w Kato­wi­cach umo­rzył śledz­two w spra­wie człon­ków komi­sji wery­fi­ka­cyj­nych” dzien­ni­ka­rzy na począt­ku sta­nu wojen­ne­go. Powód? Śmierć Sza­row­skie­go i Kubiczka.

Kil­ko­ro człon­ków komi­sji wery­fi­ka­cyj­nych dosko­na­le odna­la­zło się po 1989 roku. Któ­rzy? To nie jest trud­na zagadka.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl

Tajem­ni­ca poko­ju 2609

Coraz wię­cej zna­ków zapy­ta­nia poja­wia się wokół śmier­ci Andrze­ja Jagieł­ło, mene­dże­ra z bran­ży węglo­wej, któ­ry zde­cy­do­wał się na współ­pra­cę z pro­ku­ra­tu­rą. Zło­żył zezna­nia o gigan­tycz­nym korup­cyj­nym ukła­dzie w gór­nic­twie. I nie żyje.

Ofi­cjal­nie przy­czy­ną śmier­ci biz­nes­me­na z bran­ży gór­ni­czej Andrze­ja Jagieł­ły (uży­wał zniem­czo­nej wer­sji swe­go nazwi­ska – Jagiel­lo), któ­ry od 1981 roku miesz­kał w Austrii w Unzmarkt-Frau­en­burg było samo­bój­stwo. Czy tak było naprawdę?

andrzej jagiello

27 lute­go 2014 roku w poko­ju nr 2609 w Hote­lu Qubus Pre­sti­ge w Kato­wi­cach, cia­ło Jagieł­ły wiszą­ce na pętli z paska na uchwy­cie od ręcz­ni­ka zna­lazł jego adwo­kat oraz ofi­cer ABW. Przy­je­cha­li do hote­lu, zanie­po­ko­je­ni nie­obec­no­ścią Jagieł­ły na waż­nych kon­fron­ta­cjach, któ­re od dwóch dni trwa­ły z jego udzia­łem w kato­wic­kiej Dele­ga­tu­rze ABW.

Kie­dy weszli do poko­ju hote­lo­we­go, i zoba­czy­li cia­ło, odcię­li wiszą­ce­go biz­nes­me­na. Roz­po­czę­li reani­ma­cję i wezwa­li pomoc. Szyb­ko przy­je­cha­ła karet­ka pogo­to­wia. Lekar­ka po reani­ma­cji stwier­dzi­ła zgon.

Pro­ku­ra­tu­ra wsz­czę­ła śledz­two. Jed­nak dopie­ro 3 mar­ca, w ponie­dzia­łek – czy­li czte­ry dni po śmier­ci Jagieł­ły zosta­ła prze­pro­wa­dzo­na sek­cja zwłok. Autop­sja stwier­dza, iż przy­czy­ną śmier­ci mogło być:

Udu­sze­nie gwał­tow­ne w wyni­ku zagar­dle­nia przez powie­sze­nie. […] Powierz­chow­ne, poje­dyn­cze uszko­dze­nia skó­ry w obrę­bie lewe­go nad­garst­ka są cha­rak­te­ry­stycz­ne dla tzw. samo­oka­le­czeń. Nic nie sprze­ci­wia się przy­ję­ciu, że udu­sze­nie to mogło mieć cha­rak­ter samobójczy”.

Odkry­to tak­że siniak po wkłu­ciu igły w lewym przed­ra­mie­niu. Skąd wziął się ten siniec, sko­ro w doku­men­ta­cji pogo­to­wia ratun­ko­we­go nie ma infor­ma­cji o tym, aby pod­czas reani­ma­cji doko­ny­wa­no jakich­kol­wiek zastrzyków?

Śledz­two, któ­re mia­ło wyja­śnić przy­czy­ny śmier­ci głów­ne­go świad­ka w afe­rze korup­cyj­nej w gór­nic­twie umo­rzo­no. Pro­ku­ra­tu­ra, mię­dzy inny­mi na pod­sta­wie opi­nii bie­głe­go psy­cho­lo­ga i wyni­ków sek­cji zwłok przy­ję­ła, że Jagieł­ło popeł­nił samo­bój­stwo, bo był w depresji.

Jed­nak szyb­ko poja­wi­ły się wąt­pli­wo­ści. Oka­za­ło się, że w dniu śmier­ci Jagieł­ło wyszedł z hote­lu tuż przed godzi­ną 7. Po kil­ku­na­stu minu­tach wró­cił. Ode­brał od recep­cjo­ni­sty koper­tę z logo Pol­skie­go Kon­cer­nu Ener­ge­tycz­ne­go. Potem oka­za­ło się, że w tej koper­cie ktoś prze­ka­zał Jagiel­le ponad 10 tysię­cy zło­tych. Kto? Tego nie usta­lo­no. Nie zabez­pie­czo­no bowiem nagrań z hote­lo­wych kamer.

Nie zna­le­zio­no tak­że lap­to­pa, z któ­rym biz­nes­men się nie roz­sta­wał. Co się z nim sta­ło? Nie wiadomo.

Nie uda­ło się eks­per­tom pro­ku­ra­tu­ry poznać zawar­to­ści zako­do­wa­ne­go iPho­na ani ewen­tu­al­ne­go logo­wa­nia się tele­fo­nu i kom­pu­te­ra w hote­lo­wej sie­ci. Dla­cze­go to takie ważne?

Otóż kil­ka godzin przez śmier­cią w inter­ne­to­wym wyda­niu Gaze­ty Wybor­czej uka­zał się arty­kuł. Dzien­ni­ka­rze śled­czy” dono­si­li o wyro­ku nie­ist­nie­ją­ce­go Sądu Euro­pej­skie­go”, w wyni­ku któ­re­go Jagieł­ło musi zapła­cić kon­cer­no­wi San­dvik 2 milio­ny euro odszko­do­wa­nia za korum­po­wa­nie pre­ze­sów gór­ni­czych spół­ek. Potem oka­za­ło się, że arty­kuł szyb­ko został ze stro­ny Wybor­czej usu­nię­ty, a San­dvik nigdy z takim powódz­twem nie występował…

[…]

Ingrid Jagiel­lo, żona biz­nes­me­na jest dyplo­mo­wa­nym psy­cho­lo­giem. Ma gabi­net lekar­ski w Austrii, w któ­rym od pew­ne­go cza­su pra­co­wał jej mąż. Sta­now­czo zde­men­to­wa­ła wer­sję o depre­sji” czy zała­ma­niu ner­wo­wym” męża, któ­re mogło dopro­wa­dzić do tar­gnię­cia się na życie. Jed­no­cze­śnie zde­cy­do­wa­nie odmó­wi­ła śled­czym przy­jaz­du do Pol­ski, aby zło­żyć zezna­nia, gdyż – jak wyja­śni­ła – oba­wia się o swo­je życie”. Zosta­ła prze­słu­cha­na w Austrii.

Dobry stan psy­chicz­ny Jagieł­ły potwier­dzi­li rów­nież jego adwo­kat, a tak­że ofi­cer ABW i pro­wa­dzą­cy postę­po­wa­nie w spra­wie gór­ni­czej korup­cji pro­ku­ra­tor Pro­ku­ra­tu­ry Ape­la­cyj­nej w Katowicach.

Pro­ku­ra­tor zaj­mu­ją­cy się wyja­śnie­niem śmier­ci Jagieł­ły nie prze­pro­wa­dził jed­nak eks­pe­ry­men­tu, któ­ry wyka­zał­by, czy alu­mi­nio­wy wie­szak na ręcz­nik w hote­lo­wej łazien­ce był w sta­nie utrzy­mać ważą­ce­go ponad 80 kilo­gra­mów samo­bój­cę”.

Mimo wie­lu nie­ja­sno­ści wokół przy­czyn śmier­ci Jagieł­ły, głów­ne­go świad­ka w jed­nej z naj­więk­szych afer korup­cyj­nych w gór­nic­twie, śled­czy pozwo­li­li na znisz­cze­nie pobra­nych pod­czas sek­cji wycin­ków tka­nek i próbek.

[…]

Mecha­nizm korupcji

Dotar­łem do listu Andrze­ja Jagieł­ły, któ­ry tak opi­sy­wał korup­cyj­ny proceder:

W moich zezna­niach uży­wa­łem cały czas ter­mi­ny »pro­wi­zje«. Mia­łem na myśli kwo­ty, któ­rych doma­ga­li się przed­sta­wi­cie­le kopal­ni i spół­ek węglo­wych za pod­pi­sy­wa­nie umów na sprze­daż maszyn gór­ni­czych, za pod­pi­sy­wa­nie umów na ich remon­ty lub leasing czy wyna­jem, za dosta­wę czę­ści zamien­nych czy uzy­ska­nie płat­no­ści za wysta­wio­ne fak­tu­ry. To ze stro­ny przed­sta­wi­cie­li kopal­ni i spół­ek węglo­wych wycho­dzi­ła ini­cja­ty­wa roz­mo­wy o pro­wi­zjach, i oni tego żąda­li. Mój zastęp­ca do spraw han­dlo­wych Wacław B. wspo­mi­nał, że wrę­czał pro­wi­zje jakie­muś związ­kow­co­wi z jed­nej z kopal­ni nale­żą­cej do KHW SA, i z tego co pamię­tam nazy­wał on się Adam B. Był jego kolegą”.

Mecha­nizm prze­ka­zy­wa­nia łapó­wek, któ­rych doma­ga­ły się gór­ni­cze szy­chy, był następujący:

Pro­wi­zje były wypła­ca­ne naj­pierw z Austrii, a potem poprzez fir­mę Euro­lo­gi­sty­ka lub Inve­stia. Jeże­li cho­dzi o tę dru­gą fir­mę, to wszy­scy w VATGT byli prze­ko­na­ni, że ta fir­ma zaj­mu­je się dla naszej spół­ki ścią­ga­niem wie­rzy­tel­no­ści z kopalń, i taka była praw­da. Jed­nak to Inve­stia wrę­cza­ła też pro­wi­zje przed­sta­wi­cie­lom kopal­ni i spół­ek węglo­wych. W Voest Alpi­ne o wrę­cza­niu pro­wi­zji i spo­so­bie jej fina­so­wa­nie wie­dział pre­zes VA i dyrektor”.

Wacław B. był auto­rem ano­ni­mu, któ­ry tra­fił w 2012 roku do ABW. Infor­mo­wał w nim, że Voest Alpi­ne, a póź­niej San­dvik korum­po­wał gór­ni­cze szy­chy. Chciał skom­pro­mi­to­wać Jagieł­łę. Może dla­te­go, że poja­wia­ły się infor­ma­cje o pro­wa­dzo­nym śledztwie.

Spra­wa korup­cji doty­czy­ła nie tyl­ko pra­cow­ni­ków ślą­skich kopalń węgla kamien­ne­go, ale tak­że gieł­do­wych spół­ek: KGHM Pol­ska Miedź i Lubel­ski Węgiel Bogdanka.

Według Jagieł­ły łącz­na wyso­kość wrę­czo­nych łapó­wek (ele­ganc­ko zwa­nych pro­wi­zja­mi”), się­ga­ła ponad 30 mln zło­tych. Korup­cyj­ny pro­ce­der trwał przez 11 lat (19962007). Do sądów tra­fi­ło na razie 6 aktów oskarżenia.

Pierw­sze zezna­nia w ABW Andrzej Jagieł­ło zło­żył w 2011 roku. Wcze­śniej, w 2010 roku pró­bo­wał nawią­zał kon­takt w tej spra­wie ze Zbi­gnie­wem Was­ser­man­nem, ówcze­snym koor­dy­na­to­rem służb specjalnych.

Służ­by w cieniu

W lip­cu 2012 roku Jagieł­ło został pre­ze­sem zarzą­du Kopex SA, poten­ta­ta w bran­ży maszyn gór­ni­czych. Po 11 mie­sią­cach został zwol­nio­ny ze sta­no­wi­ska. Zbie­gło się to w cza­sie, kie­dy do mediów prze­cie­kły infor­ma­cje o jego roli w pro­wa­dzo­nym śledz­twie korup­cyj­nym. Jego miej­sce zajął Józef Wol­ski, któ­ry zasia­dał w zarzą­dzie Kope­xu i nie darzył sym­pa­tią Jagiełłę.

– Kie­dy poja­wi­ła się infor­ma­cja w radiu o śmier­ci Jagieł­ły, jecha­li­śmy wte­dy do Zako­pa­ne­go. Nie zapo­mnę nigdy tego wybu­chu rado­ści kil­ku osób – sły­szę od jed­ne­go z byłych mene­dże­rów Kope­xu. – Jagieł­łę nie lubia­no, bo był wynio­sły, znał języ­ki a przede wszyst­kim chciał wpro­wa­dzić nowo­cze­sne meto­dy zarzą­dza­nia. Nie­któ­rym leśnym dziad­kom” z Kope­xu to się nie podo­ba­ło – dodaje.

Wol­ski zde­cy­do­wał nawet o zło­że­niu pozwu prze­ciw­ko Jagiel­le za to, że ten dopro­wa­dził do strat wize­run­ko­wych spół­ki”. Sąd jed­nak pozew odrzucił.

Nie­wy­klu­czo­ne, że nie­chęć Wol­skie­go do Jagieł­ły mia­ła też inne podłoże.

Otóż, jak wyni­ka z mate­ria­łów zacho­wa­nych w IPN w aktach Zarzą­du II Szta­bu Gene­ral­ne­go Wol­ski wystę­pu­je w latach 197884 jako tzw. adre­sów­ka (pseu­do­nim Eko­no­mi­sta”, 300”). To oso­ba, na któ­rej adres zamiesz­ka­nia wysy­ła­no prze­sył­ki pocz­to­we (listy, pocz­tów­ki, tele­gra­my, pacz­ki) z ukry­tą tre­ścią lub zawar­to­ścią sta­no­wią­cą infor­ma­cję wywia­dow­czą prze­zna­czo­ną dla orga­nu wywia­du lub oso­by zwią­za­nej z wywiadem.

Zapy­ta­łem pre­ze­sa Kopex SA o to, czy był współ­pra­cow­ni­kiem służb PRL i czy spo­tka­ły go jakieś repre­sje w tam­tych latach?

- Nie byłem współ­pra­cow­ni­kiem służb spe­cjal­nych. Kil­ka­krot­nie odmó­wio­no mi wyda­nia pasz­por­tu, nato­miast jako ambit­ny mło­dy czło­wiek sta­ra­łem się poka­zać, że posia­dam wie­dzę i wyso­kie kom­pe­ten­cje, aby awan­so­wać w hie­rar­chii gór­ni­czej struk­tu­ry orga­ni­za­cyj­nej. Stąd od 1979 roku zosta­łem dyrek­to­rem eko­no­micz­nym kopal­ni, a od 1983 roku dyrek­to­rem eko­no­micz­nym jede­na­stu kopalń 

wyja­śnia J. Wolski.

Myli się. Z jego akt pasz­por­to­wych wyni­ka, że Wol­ski bez pro­ble­mu w cza­sach PRL dosta­wał pasz­port. Wyjeż­dżał na Zachód wie­le razy, w tym nawet z dziec­kiem. Był też człon­kiem Ochot­ni­czej Rezer­wy Mili­cji Oby­wa­tel­skiej, ofi­ce­rem rezer­wy woj­ska. Jego ojciec – wice­dy­rek­to­rem dele­ga­tu­ry NIK w Kato­wi­cach, a brat – zawo­do­wym wojskowym.

Jagieł­ło wyje­chał z Pol­ski w 1981 roku. Był wte­dy stu­den­tem IV roku Wyż­szej Szko­ły Inży­nier­skiej im. Juri­ja Gaga­ri­na w Zie­lo­nej Górze. Dostał pasz­port na orga­ni­zo­wa­ny przez stu­denc­ki klub spe­le­olo­gicz­ny na wyjazd do Austrii. Wyje­chał w czerw­cu 1981 roku i już do Pol­ski nie wrócił.

– To był kla­sycz­ny spo­sób prze­rzu­ca­nia wów­czas współ­pra­cow­ni­ków cywil­ne­go wywia­du zagra­ni­cę. Brak jakich­kol­wiek śla­dów inwi­gi­la­cji rodzi­ny Jagieł­ły po jego uciecz­ce z kra­ju może świad­czyć o tym, iż był współ­pra­cow­ni­kiem służb spe­cjal­nych. Może o tym świad­czyć dal­szy roz­wój jego kariery 

wyja­śnia jeden z moich rozmówców.

Wice­mi­ni­ster bie­rze w łapę

Czy Jagieł­ło zde­cy­do­wał się zezna­wać w zamian za bez­kar­ność? Nie­wy­klu­czo­ne. Moż­li­we, że został do tych zeznań nakło­nio­ny. Być może była to wal­ka służb o wpły­wy w górnictwie.

Pro­ku­ra­tor Jerzy Gajew­ski z Pro­ku­ra­tu­ry Ape­la­cyj­nej był bar­dzo zado­wo­lo­ny z zeznań Jagieł­ły, któ­ry dosko­na­le znał gór­ni­czą bran­żę i obo­wią­zu­ją­ce w niej regu­ły. Zdą­żył swo­imi zezna­nia­mi i prze­ka­za­ny­mi ABW oraz pro­ku­ra­tu­rze doku­men­ta­mi obcią­żyć pra­wie 30 osób. W tym byłych pre­ze­sów Kom­pa­nii Węglo­wej, Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go, byłe­go pre­ze­sa Pol­skie­go Kon­cer­nu Ener­ge­tycz­ne­go i dyrek­to­rów kopal­ni, przed­sta­wi­cie­li KGHM oraz Lubel­skie­go Węgla Bogdanka.

Za ujaw­nie­nie korup­cji i zło­że­nie obszer­nych zeznań Jagieł­ło otrzy­mał sta­tus małe­go świad­ka koron­ne­go” oraz zapew­nie­nie bez­kar­no­ści. Jagieł­ło jed­nak dosko­na­le sobie zda­wał spra­wę z tego, że jest w bran­ży gór­ni­czej spa­lo­ny”.

– To był nie­sa­mo­wi­ty świa­dek, źró­dło ogrom­nej wie­dzy o ludziach i inte­re­sach w węglo­wej bran­ży. Miał feno­me­nal­ną pamięć oraz skłon­ność do cho­mi­ko­wa­nia” doku­men­tów. Na przy­kład, gdy­by nie przedaw­nie­nie to posta­wi­li­by­śmy zarzu­ty byłe­mu wice­mi­ni­stro­wi. Andrzej Jagieł­ło razem z nim był w Szwaj­ca­rii, gdzie na jego nazwi­sko zało­żył w ban­ku kon­to, na któ­re wpła­cił tysią­ce dola­rów łapów­ki. Kie­dy popro­si­li­śmy o dowo­dy, poka­zał imien­ne bile­ty lot­ni­cze oraz umo­wę zało­że­nia tegoż kon­ta. Wice­mi­ni­stro­wi się upiekło 

mówi oso­ba zaan­ga­żo­wa­na w toczą­ce się postępowanie.

Wbrew pozo­rom na śmier­ci Jagieł­ły nie sko­rzy­sta­ją oskar­że­ni na pod­sta­wie jego zeznań. Nie będą w sta­nie ich pod­wa­żyć. Świa­dek nie żyje.

Tomasz Szym­bor­ski

Cały arty­kuł został opu­bli­ko­wa­ny w Gaze­cie Pol­skiej z 30 grud­nia 2015 r.

Kart­ka

Takie kart­ki będą wysy­ła­ne do prof. Andrze­ja Rze­pliń­skie­go, prze­wod­ni­czą­ce­go Try­bu­na­łu Konstutycyjnego.

kartka

Gru­dzień 1981

Taki widok mia­łem z okna miesz­ka­nia na 13. pie­trze Super­jed­nost­ki w grud­niu 1981 roku. 

Grudzien_1981_rondo

Towa­rzysz gene­rał Woj­ciech Jaru­zel­ski nie tyl­ko 13 grud­nia 1981 roku pozba­wił moje poko­le­nie Tele­ran­ka czy audy­cji 60 minut na godzi­nę”. Pozba­wił nas złudzeń.

Kil­ka dni póź­niej strze­la­no do gór­ni­ków kopal­ni Wujek. I już nigdy nic nie było takie samo. Kil­ku moich kole­gów i przy­ja­ciół skur­wi­ło się, zosta­jąc póź­niej agen­ta­mi bez­pie­ki lub pod­pi­sa­ło lojal­kę. Mie­li w dupie ide­ały i zyska­li świę­ty spokój.

Zło­śli­wie moż­na dzi­siaj stwier­dzić, że doko­na­li wła­ści­we­go wyboru.

Gór­ni­czy kłam­ca lustracyjny

Wal­de­mar Mróz, były wice­pre­zes Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go zło­żył nie­praw­dzi­we oświad­cze­nie lustra­cyj­ne, gdyż nie przy­znał się do współ­pra­cy z bez­pie­ką jako taj­ny współ­pra­cow­nik Krzysz­tof” – orzekł Sąd Okrę­go­wy w Katowicach.

Mróz w jed­nej z naj­więk­szych spół­ek gór­ni­czych – Kato­wic­kim Hol­din­gu Węglo­wym SA przez 12 lat peł­nił funk­cję wice­pre­ze­sa. 30 paź­dzier­ni­ka 2014 r. do Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach tra­fił wnio­sek pro­ku­ra­to­ra biu­ra lustra­cyj­ne­go IPN o wsz­czę­cie postę­po­wa­nia w spra­wie Wal­de­ma­ra Mro­za. Ów urzęd­nik był gór­ni­czą szy­chą. Do 2013 roku z wybo­ru zało­gi był wice­pre­ze­sem Kato­wic­kie­go Hol­din­gu Węglo­we­go S.A. Jako czło­nek zarzą­du pań­stwo­wej spół­ki musiał zło­żyć oświad­cze­nie lustra­cyj­ne. Zło­żył, ale skłamał.

- Sąd pierw­szej instan­cji orzekł, iż Wal­de­mar Mróz jest kłam­cą lustra­cyj­nym, bo skła­mał, iż nie był współ­pra­cow­ni­kiem Służ­by Bez­pie­czeń­stwa. Orzekł wobec nie­go 5‑letni zakaz peł­nie­nia funk­cji publicz­nych – mówi pro­ku­ra­tor Andrzej Maj­cher, szef Oddzia­ło­we­go Biu­ra Lustra­cyj­ne­go w Katowicach.

Mróz został suro­wo uka­ra­ny, bo zazwy­czaj sądy ska­zu­ją kłam­ców lustra­cyj­nych na 3 lata zaka­zu peł­nie­nia funk­cji publicz­nych. Orze­cze­nie jest nieprawomocne.

O Mro­zie, gdy był wice­pre­ze­sem KHW SA napi­sa­łem wie­le. Na przy­kład to, że z doku­men­tów zacho­wa­nych w archi­wach Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej wyni­ka, iż Wal­de­mar Mróz został zare­je­stro­wa­ny jako taj­ny współ­pra­cow­nik SB ps. Krzysz­tof” (IPN Kr 309525, IPN Kr 0099514).

Dzię­ki temu, że zacho­wa­ła się tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” bez tru­du moż­na poznać szcze­gó­ły kon­tak­tów ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa. Ska­la współ­pra­cy robi wra­że­nie, bo tecz­ka pra­cy TW Krzysz­tof” mia­ła 315 stron (!), jed­nak trzy­sta stron zosta­ło znisz­czo­nych i zacho­wa­ło się jedy­nie 15.

Zacho­wa­ły się ory­gi­nal­ne dono­sy pisa­ne przez agen­ta. Krzysz­tof” dono­sił o dzia­ła­czach NZS na AGH, prze­ka­zy­wał ulot­ki oraz cha­rak­te­ry­zo­wał kole­gów z uczel­ni. Jak wyni­ka z nume­rów stron w tecz­ce pra­cy TW Krzysz­tof pomię­dzy jesie­nią 1980 roku a mar­cem 1983 roku przy­by­ło 240 stron – to obraz ska­li współ­pra­cy. Ostat­nie zacho­wa­ne donie­sie­nie jest z 1 mar­ca 1983 roku.

Mróz nie przy­znał się w swo­im oświad­cze­niu lustra­cyj­nym do współ­pra­cy z SB w Kra­ko­wie w latach 19801984. Moje źró­dła w ABW poin­for­mo­wa­ły mnie pra­wie dwa lata temu, że już po wybo­rze Mro­za na sta­no­wi­sko wice­pre­ze­sa KHW2001 roku, służ­by spe­cjal­ne (wów­czas Urząd Ochro­ny Pań­stwa) spraw­dza­ły prze­szłość nowe­go człon­ka zarzą­du stra­te­gicz­nej spół­ki węglowej.

I natra­fio­no od razu na ślad prze­szło­ści Mro­za. Pro­blem w tym, że tę wie­dzę UOP, a potem ABW zacho­wa­ły dla sie­bie, i nie poin­for­mo­wa­ły Rzecz­ni­ka Inte­re­su Publicz­ne­go (a póź­niej IPN) o tym, co pozo­sta­ło w esbec­kich mate­ria­łach o Wal­de­ma­rze Mrozie.

Ten przy­kład wska­zu­je na dziw­ną bez­rad­ność służb spe­cjal­nych, któ­re są odpo­wie­dzial­ne za osło­nę kontr­wy­wia­dow­czą spół­ek Skar­bu Pań­stwa oraz sek­to­ra ener­ge­tycz­ne­go. Tole­ro­wa­nie na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku oso­by, któ­re w prze­szło­ści była kon­fi­den­tem SB jest skan­da­lem i sta­wia (po raz kolej­ny) pod zna­kiem zapy­ta­nia pro­fe­sjo­na­lizm funk­cjo­na­riu­szy ABW odpo­wie­dzial­nej za przy­zna­wa­nie cer­ty­fi­ka­tów bezpieczeństwa.

Dla­cze­go? Czy Mróz mógł był np. szan­ta­żo­wa­ny swo­ją prze­szło­ścią przez byłych funk­cjo­na­riu­szy, któ­rzy pro­wa­dzą inte­re­sy z KHW SA? A może wręcz prze­ciw­nie – był na usłu­gach służb III RP?

Na razie, jak wyni­ka z KRS Wal­de­mar Mróz jest na usłu­gach jed­ne­go z naj­bo­gat­szych Pola­ków – Krzysz­to­fa Doma­rec­kie­go, któ­ry rok temu ogło­sił, iż chce kupić trzy kopal­nie węgla kamien­ne­go na Ślą­sku. Mróz jest pre­ze­sem zarzą­du spół­ki Uni­ver­sal Energy.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl

Wia­ry­god­ny pro­fe­sjo­na­li­sta w służbie

Dzien­ni­karz Gaze­ty Wybor­czej Woj­ciech Czuch­now­ski w opu­bli­ko­wa­nym dzi­siaj arty­ku­le Sąd koń­czy pro­ces lustra­cyj­ny: SB fał­szo­wa­ła kwi­ty”, opi­su­jąc lustra­cyj­ne pery­pe­tie wspiął się na wyży­ny pro­fe­sjo­na­li­zmu. I odleciał.

Arty­kuł Czuch­now­skie­go zaczy­na się mocno:

Sąd w Kato­wi­cach oczy­ścił Pio­tra Boż­ka z zarzu­tu kłam­stwa lustra­cyj­ne­go, bo bez­pie­ka two­rzy­ła fik­cyj­ne rapor­ty na jego temat. Powszech­nie wia­do­mym jest fakt fał­szo­wa­nia doku­men­ta­cji przez SB” – stwier­dził sąd”.

Pro­blem Czuch­now­skie­go oraz Pio­tra Boż­ka, rad­cy praw­ne­go z Biel­ska-Bia­łej pole­ga na tym, że orze­cze­nie sądu lustra­cyj­ne­go nie jest pra­wo­moc­ne i pro­ku­ra­tor Okrę­go­we­go Biu­ra Lustra­cyj­ne­go zło­ży wkrót­ce apelację.

Kłam­li­wa jest zatem infor­ma­cja w arty­ku­le Czuch­now­skie­go, że lustro­wa­ny rad­ca praw­ny Bożek

W ubie­głym tygo­dniu dostał ofi­cjal­ne potwier­dze­nie, że wyda­ny 16 wrze­śnia wyrok w jego spra­wie lustra­cyj­nej jest już pra­wo­moc­ny. To zna­czy, że nie będzie się od nie­go odwo­ły­wał pro­ku­ra­tor IPN”.

Robie­nie w konia” opi­nii publicz­nej w spra­wie lustra­cji i IPN Gaze­ta Wybor­cza ma opa­no­wa­ne do per­fek­cji. Swe­go cza­su rewe­la­cją” sta­ły się instruk­cje naka­zu­ją­ce ukry­wa­nie infor­ma­cji pocho­dzą­cych z tzw. tech­ni­ki ope­ra­cyj­nej, czy­li pod­słu­chów, per­lu­stra­cji (cen­zu­ry) kore­spon­den­cji i obser­wa­cji zewnętrznej.

Histo­ryk IPN Grze­gorz Maj­chak w jed­nej ze swo­ich publi­ka­cji tak oce­nił publi­cy­sty­kę Czuch­now­skie­go i jego redak­cyj­nej kole­żan­ki Agniesz­ki Kublik:

W ich arty­ku­le pt. Instruk­cja Kisz­cza­ka 0018” umiesz­czo­ne­go na pierw­szej stro­nie Gaze­ty Wybor­czej” z 5 kwiet­nia 2006 r. poja­wi­ła się nawet nastę­pu­ją­ca infor­ma­cja: „»Gaze­ta« dotar­ła do nie­zna­nej instruk­cji peere­low­skie­go MSW. Gen. Cze­sław Kisz­czak kazał w niej esbe­kom ukry­wać, że źró­dłem infor­ma­cji są pod­słu­chy. Mie­li je zamie­niać na fał­szy­we rapor­ty taj­nych współ­pra­cow­ni­ków”. W swym arty­ku­le cyto­wa­li ano­ni­mo­we­go byłe­go sze­fa MSW”, któ­ry stwier­dzał: Bali­śmy się prze­cie­ków, a zde­kon­spi­ro­wa­ny pod­słuch był nic nie­wart. Dla­te­go Kisz­czak pole­cił, by infor­ma­cje z pod­słu­chu wpi­sy­wać do rapor­tów taj­nych współ­pra­cow­ni­ków. Nie było żad­nej instruk­cji, jak to kon­kret­nie robić. Decy­do­wa­li sami naczel­ni­cy wydzia­łów. Cza­sa­mi infor­ma­cje z pod­słu­chów wpi­sy­wa­li do rapor­tów fik­cyj­nych TW, cza­sa­mi, choć rza­dziej, do rapor­tów praw­dzi­wych TW”. Auto­rzy arty­ku­łu kon­klu­do­wa­li: na pod­sta­wie oca­la­łych rapor­tów SB bar­dzo trud­no się zorien­to­wać, któ­re infor­ma­cje uzy­ska­no bez­po­śred­nio od agen­ta, a któ­re inną dro­gą. Chy­ba że agent spi­sał raport wła­sną ręką”.

Bożek i esbek

Pro­ble­my lustra­cyj­ne boha­te­ra arty­ku­łu Czuch­now­skie­go roz­po­czę­ły się po spraw­dze­niu przez pro­ku­ra­to­ra jego oświad­cze­nia, jakie zło­żył w 2008 roku. Bożek zaprze­czył w nim jakim­kol­wiek związ­kom i współ­pra­cy z SB.

Piotr Bożek od 1 listo­pa­da 1980 r. do 13 grud­nia 1981 roku był dorad­cą praw­nym w Zarzą­dzie Regio­nu Pod­be­ski­dzie NSZZ Soli­dar­ność” w Biel­sku-Bia­łej. Pra­co­wał rów­no­cze­śnie jako rad­ca praw­ny w Polo­nij­no-Zagra­nicz­nym Przed­się­bior­stwie Dama­ri” w tym mieście.

Do pierw­szej roz­mo­wy Boż­ka i esbe­ka z Wydzia­łu V biel­skiej bez­pie­ki doszło w nocy z 30 na 31 grud­nia 1981 roku. Bożek został wte­dy zatrzy­ma­ny przez funk­cjo­na­riu­sza SB plu­to­no­we­go Andrze­ja Kraw­czy­ka. Esbek powie­dział Boż­ko­wi, że jego zatrzy­ma­nie ma zwią­zek z docho­dze­nie w spra­wie nie­pra­wi­dło­wo­ści finan­so­wych w Zarzą­dzie Regio­nu oraz ukry­cia pie­nię­dzy S” tuz przed wpro­wa­dze­niem sta­nu wojennego.

Bożek jesz­cze 30 grud­nia 1981 roku na piśmie (!) podał, z kim się spo­ty­kał z Zarzą­du Regio­nu S”, i co robił w pierw­szych dniach sta­nu wojen­ne­go. Dokład­nie opi­sy­wał, jak jeź­dził do domów dzia­ła­czy S” i spo­rzą­dził dokład­ne cha­rak­te­ry­sty­ki dzia­ła­czy związku.

Jak wyni­ka z notat­ki napi­sa­nej przez plu­to­no­we­go Kraw­czy­ka, Bożek wyra­ził zgo­dę na współ­pra­cę z SB, któ­rą zacho­wać miał w tajem­ni­cy tak­że przed naj­bliż­szy­mi. Napi­sał tak­że wyma­ga­ne przez instruk­cję ope­ra­cyj­ną SB zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy i podał, iż dono­sy będzie sygno­wać pseu­do­ni­mem Marek”. Pod­pi­sał przy oka­zji tzw. lojal­kę, czy­li dekla­ra­cję nie podej­mo­wa­nia jakich­kol­wiek dzia­łań na szko­dę Pań­stwa Polskiego”.

W archi­wum IPN zacho­wa­ła się tecz­ka per­so­nal­na i pra­cy agen­ta Mar­ka” oraz m.in. jego akta pasz­por­to­we. Jak wyni­ka z akt TW Marek” ze swo­im pro­wa­dzą­cym esbe­kiem spo­ty­kał się kil­ka razy. O kil­ka razy za dużo.

Latem 1982 roku Bożek pod­jął decy­zję o wyjeź­dzie do Fran­cji. Z doku­men­tów SB wyni­ka, że TW Marek” miał się zgo­dzić na współ­pra­cę za gra­ni­cą, i roz­pra­co­wy­wać śro­do­wi­ska emi­gra­cji solidarnościowej.

Zgo­dę na wyda­nie pasz­por­tu pozy­tyw­nie zaopi­nio­wał naczel­nik Wydzia­łu V SB w Biel­sku – Bia­łej ppłk Jerzy Ben­be­nek, któ­ry wie­dział, że Bozek jest współ­pra­cow­ni­kiem SB. I tak Bożek, z bło­go­sła­wień­stwem bez­pie­ki dostał w paź­dzier­ni­ku 1982 roku pasz­port na wyjazd emi­gra­cyj­ny do Francji.

Do kra­ju przy­je­chał (z pasz­por­tem kon­su­lar­nym) już w czerw­cu 1983 roku, aby sta­rać się o wyda­nie pasz­por­tu dla żony, któ­ra do sierp­nia 1980 roku pra­co­wa­ła w MO (była m.in. sekre­tar­ką zastęp­cy Komen­dan­ta Woje­wódz­kie­go MO ds. Służ­by Bez­pie­czeń­stwa). Pró­by speł­zły na niczym, i Bożek wyje­chał zno­wu zagra­ni­cę. O tym jed­nak Czuch­now­ski już nie wspomina.

Esbe­cy zezna­ją, sąd – ocenia

Pod­czas pro­ce­su lustra­cyj­ne­go Bożek przy­znał, że zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy jest napi­sa­ne przez nie­go. Przy­znał się rów­nież do autor­stwa trzech pisem­nych infor­ma­cji dla SB. Zakwe­stio­no­wał nato­miast inne doku­men­ty, stwier­dza­jąc, iż doku­men­ta­cja doty­czą­ca jego oso­by zosta­ła w znacz­nym stop­niu spro­ku­ro­wa­na przez SB.

Uza­sad­nie­nie Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach, któ­ry roz­pa­try­wał w pierw­szej instan­cji w tym pro­ce­sie lustra­cyj­nym Pio­tra Boż­ka jest kuriozalne.

Sędzio­wie Damian Owcza­rek, Kata­rzy­na Smoł­ka i Justy­na Kowal­ska, któ­rzy orze­ka­li w tej spra­wie stwier­dzi­li, iż:

Sama oko­licz­ność, że Piotr Bożek pod­pi­sał zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy i kolej­no spo­rzą­dził dla Służb Bez­pie­czeń­stwa wła­sno­ręcz­nie pisem­ne infor­ma­cje oraz spo­ty­kał się i roz­ma­wiał z funk­cjo­na­riu­szem wyżej powo­ła­nych Służb, przy czym zda­niem Sądu nie da się w spo­sób pre­cy­zyj­ny usta­lić ilo­ści tych­że spo­tkań poza pew­ny­mi trze­ma spo­tka­nia­mi […] nie ozna­cza auto­ma­tycz­nie, że z rze­czo­ny­mi Służ­ba­mi współpracował […]”.

Nad­to zda­niem Sądu infor­ma­cje prze­ka­zy­wa­ne przez lustro­wa­ne­go […] wska­zu­ją na oko­licz­ność, iż lustro­wa­ny nie posia­dał i nie prze­ka­zy­wał Służ­bom Bez­pie­czeń­stwa żad­nych infor­ma­cji o miej­scach ukry­wa­nia się poszu­ki­wa­nych dzia­ła­czy NSZZ Soli­dar­ność”

I na koniec crème de la crème:

Nale­ży stwier­dzić, iż pod­pi­sa­ne zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy ze Służ­ba­mi Bez­pie­czeń­stwa w odnie­sie­niu do Pio­tra Boż­ka nie zma­te­ria­li­zo­wa­ło się w świa­do­mie (sic!) podej­mo­wa­nych kon­kret­nych dzia­ła­niach w celu urze­czy­wist­nie­nia pod­ję­tej współ­pra­cy, […] i współ­pra­cę tę nale­ży uznać za pozorną”.

Aloj­zy Pie­trzyk, jeden z dzia­ła­czy pod­ziem­nej Soli­dar­no­ści” jest zasadniczy.

- Każ­de zain­te­re­so­wa­nie służb komu­ni­stycz­nych nale­ża­ło zgła­szać, upu­blicz­niać w struk­tu­rach S”. Kto tego nie robił, ten był czę­ścią gry ope­ra­cyj­nej SB, a sam fakt nie­upu­blicz­nie­nia był zawsze podejrzany –

przy­po­mi­na.

Tak­że Piotr Wroń­ski, eme­ry­to­wa­ny ofi­cer wywia­du dość zde­cy­do­wa­nie na Face­bo­oku roz­pra­wia się z teza­mi o fał­szo­wa­niu doku­men­ta­cji przez SB”.

- Jeśli cokol­wiek fał­szo­wa­no, to na krót­ką metę. Sys­tem kon­tro­li i nad­zo­ru był dość dobrze roz­wi­nię­ty, mimo, że nie aż tak nachal­ny, jak w dzi­siej­szych służ­bach. Sam znam przy­pad­ki, któ­re bły­ska­wicz­nie ujaw­nia­no. Moż­li­wa jest jed­nak nad­in­ter­pre­ta­cja posta­wy lub kon­tak­tu, ale to było zawsze wery­fi­ko­wa­ne przez Centralę 

stwier­dza Wroński.

Arty­kuł opu­bli­ko­wa­ny na por­ta­lu wPo​li​ty​ce​.pl