10 lat temu zawaliła się hala wystawowa MTK w Katowicach. Zginęło 65 osób, ponad 140 zostało rannych. Nikt nie został ukarany. Proces trwa.
W 2002 roku (!) też pisałem w „Rz” tym, jak to „Dwóch ludzi w dziecinnie łatwy sposób przejęło kontrolę nad drugim w Polsce organizatorem imprez wystawienniczych i na jego sprzedaży zrobiło świetny interes”. Nikt nie był zainteresowany wyjaśnieniem tego mechanizmu.
Poniżej mój artykuł, który ukazał się w „Rzeczpospolitej” kilka dni po katastrofie… Warto go przypomnieć, bo pokazuje przeplatanie się interesów rożnych grup władzy i samorządu.

Fot. www.gunb.gov.pl
Międzynarodowe Targi Katowickie powstały w 1992 roku na terenie Ośrodka Postępu Technicznego, tuż przy granicy Katowic z Chorzowem. MTK mają 40 tysięcy mkw. powierzchni wystawienniczej. Jest piętnaście pawilonów, w tym hala, w której wydarzyła się tragedia.
Najszybciej interes, jaki można zrobić na MTK, wyczuli Jan Hoppe i Tadeusz Burzec – dwóch panów mających dobre kontakty w świecie biznesu i samorządu.
Swoje udziały w Międzynarodowych Targach Katowickich kupili po 12,5 tysięcy złotych, czyli równowartość trzech tysięcy dolarów. Sprzedali je później branżowej konkurencji MTK, angielskiej spółce Expocentres.
Kapitał zakładowy MTK w czasie, kiedy powstawały wynosił 25 tysięcy złotych i był podzielony na sto udziałów. Większościowy pakiet 36 udziałów przejęło miasto Katowice, a 16 – Regionalna Izba Gospodarcza, której prezesem był i jest Tadeusz Donocik, wiceminister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. Reszta należała do skarbu państwa (28) i hali widowiskowej Spodek, przedsiębiorstwa w Katowicach (20).
Na pierwszym posiedzeniu MTK sp. z o.o. miasto reprezentowali ówczesny prezydent Katowic Jerzy Śmiałek i jego zastępca Henryk Dziewior. Ten duet wraz z Janem Hoppem przewija się także w innej spółce – Katowickim Centrum Biznesu, którą miasto utworzyło ze swego majątku. Gmina wniosła do spółki atrakcyjny teren w centrum Katowic.
Pomysłodawcami spółki byli Śmiałek i Dziewior (zasiadali w radzie nadzorczej Katowickiego Centrum Biznesu), natomiast Hoppe był przez jakiś czas jej prezesem. Z interesu nic nie wyszło. Trwająca od kilku lat budowa biurowca nie może zostać dokończona, bo KCB nie ma pieniędzy.
W sądzie toczy się sprawa o zapłacenie firmie budowlanej Strabag 34 milionów złotych za wykonane prace.
Pierwszym prezesem Międzynarodowych Targów Katowickich został Tadeusz Burzec (pracował wcześniej na kierowniczym stanowisku w Ośrodku Postępu Technicznego), jednym z jego dwóch zastępców – Jan Hoppe, który ma opinię człowieka z tzw. mocnymi układami na Śląsku.
Od osób, które go znają, słyszymy: „Nie angażuje się politycznie, jest pragmatykiem. Ma dobre układy zarówno na lewicy, jak i prawicy, ze wskazaniem na tę drugą opcję”. Świadczyć o tym może to, że Hoppe był krótko w ubiegłym roku p.o. prezesem Funduszu Górnośląskiego.
- Wcześniej Hoppe pracował w zagranicznej spółce związanej z hutnictwem - wyjaśnia Tadeusz Donocik, prezes MTK. - Pozyskanie go do zarządzania MTK było bardzo trudne, a nikt inny nie chciał tu przyjść. Wiem coś o tym, bo byłem jednym z autorów pomysłu powstania Targów.
Połowa dla dwóch i żona prezydenta
Nowy zarząd szybko podjął decyzję o podniesieniu kapitału zakładowego spółki o 100 procent. Zastosowano ciekawy manewr: w 1993 roku wspólnicy zrezygnowali z przejęcia nowych udziałów i wskazali ich nabywców. Jak wynika z danych w sądzie gospodarczym, po 50 udziałów w cenie 12,5 tysiąca złotych za pakiet kupili Burzec i Hoppe.
- Prezesi powiedzieli, że będą dalej zajmować się Targami, jeżeli zostaną ich współudziałowcami. W ten sposób współwłaścicielami Targów stały się dwie prywatne osoby. Odtąd obaj mieli połowę udziałów w spółce, podobnie jak pozostałe instytucje - mówi nasz informator.
Od Henryka Dziewiora, który w 1994 roku już jako prezydent Katowic był przewodniczącym zgromadzenia wspólników MTK, wyszła propozycja, aby duet Hoppe – Burzec kierował Targami przez najbliższych sześć lat, co dwa lata wymieniając się na stanowiskach. Umowa przestała obowiązywać w 1997 roku na wniosek… Tadeusza Burzca.
Fotel prezesa przypadł więc Janowi Hoppemu, który siedzi na nim do dzisiaj.
Prezydent Dziewior często pomagał MTK w załatwianiu różnych spraw. Na przykład kiedy władze Chorzowa twierdziły, że nieruchomość przy ulicy Bytkowskiej 1A, w którym mieści się siedziba spółki, leży na ich terenie, prezydent Katowic poparł wniosek prezesów MTK o korektę granic miasta. To wystarczyło. Nawiasem mówiąc, żona prezydenta Katowic pracowała wtedy w Międzynarodowych Targach Katowickich na stanowisku inspektora.
Kontrola nad większością udziałów
W marcu 1998 roku Regionalna Izba Gospodarcza sprzedała (pozostawiając sobie symboliczną akcję) 15 udziałów w spółce Tadeuszowi Donocikowi, swemu prezesowi. Ten z kolei, wchodząc do rządu Jerzego Buzka (jako wiceminister gospodarki), zarządzanie RIG powierzył Hoppemu. Dzięki temu Hoppe wraz z Burzcem kontrolowali 51 procent udziałów.
W ubiegłym roku okazało się, że grupa Expocentres objęła właśnie 51 procent udziałów MTK. Przypadek? Ponieważ swoich udziałów nie sprzedało miasto Katowice, skarb państwa i RIG, to z czystej arytmetyki wynika, że udziały musieli sprzedać Hoppe z Burzcem oraz Donocik.
- Po wakacjach 2000 roku prezes Hoppe powiedział, że jest zainteresowany kupnem moich wszystkich udziałów w MTK. Taka transakcja dawałaby mu 32,5 procent udziałów. Powiedziałem, że wszystko zależy od ceny. Negocjacje trwały do lutego 2001 roku. W końcu sprzedałem udziały. Hoppe nic mi nie mówił, że chce robić interes z Expocentres – tłumaczy kulisy transakcji Donocik.
– Zaproponował panu dobrą cenę?
– Plotka niesie, że Hoppe za swoje udziały od Anglików dostał bardzo dobre pieniądze. Biorąc to pod uwagę, uważam, że nie zrobiłem zbyt dobrego interesu. Pytałem go, czy kupuje udziały dla siebie, czy także dla Burzca. Odpowiedział, że dla siebie, bo chce mieć w spółce jednoznaczną przewagę kapitałową – podsumowuje były wiceminister, który od lutego jest oficjalnie wiceprezesem firmy Pascal Polska.
Pozostali udziałowcy Międzynarodowych Targów Katowickich nie chcą wyjaśnić, jak to się stało, że dwóch ludzi dziecinnie łatwo przejęło kontrolę nad drugim w Polsce organizatorem imprez wystawienniczych i na jego sprzedaży zrobiło świetny interes.
Władza trzyma kciuki
- Mamy niewielkie udziały w Międzynarodowych Targach Katowickich – mówi Michał Luty, wiceprezydent Katowic. - Dla Expocentres nie byliśmy więc partnerem do transakcji. Trzymamy kciuki, aby Targi się dalej rozwijały, bo oznacza to także korzyści dla miasta.
Gdy powoływano Międzynarodowe Targi Katowickie, wiceprezydent Michał Luty nie był nawet radnym. Historię spółki zna w ogólnych zarysach.
- Z tego, co wiem, miasto nigdy nie miało zamiaru dokupić udziałów w spółce. Trudno mi to oceniać, bo nie ten zarząd miasta i prezydent podejmowali wtedy decyzje - tak wiceprezydent usprawiedliwia fakt, że do miejskiej kasy nie wpłynęło kilka milionów dolarów.
Imprez wystawienniczych w MTK jest coraz mniej. Przyznaje to nawet wiceprezydent Luty. Targi książki, które były organizowane w MTK, przeniesione zostały do Krakowa.
Niedawno z pracy w MTK został zwolniony Tadeusz Burzec. Jan Hoppe, główny animator sprzedania Międzynarodowych Targów Katowickich zagranicznej spółce, nie znalazł czasu, by się spotkać z dziennikarzem „Rz” ani odpowiedzieć na przesłane faksem pytania.