Histo­ryk w zde­rze­niu z historią

W 2009 roku tak napisałem: 

Pro­fe­sor Wacław Dłu­go­bor­ski jest rek­to­rem pry­wat­nej Wyż­szej Szko­ły Huma­ni­stycz­nej w Kato­wi­cach i cenio­nym histo­ry­kiem. To jed­nak tyl­ko ofi­cjal­na cześć życio­ry­su naukowca.

Dotar­łem do doku­men­tów, z któ­rych wyni­ka, że Wacław Dłu­go­bor­ski przez bli­sko 20 lat, do 1975 roku był bar­dzo aktyw­nym i nie­bez­piecz­nym taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem SB ps. Asy­stent”, (a potem Wik­tor”) – dono­sił m.in. na kole­gów-naukow­ców oraz pra­cow­ni­ków Radia Wol­na Europa.
Jako były wię­zień nr 138871 obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Auschwitz zasia­da w Mię­dzy­na­ro­do­wej Radzie Oświę­cim­skiej. Miesz­ka w ele­ganc­kiej kamie­ni­cy w śród­mie­ściu Kato­wic od ponad 40 lat. Wyglą­da jed­nak pra­wie tak samo, jak na zdję­ciach zacho­wa­nych w doku­men­tach bez­pie­ki z jego tecz­ki w IPN. Nie zmie­nił nawet nume­ru tele­fo­nu, któ­ry podał jako kon­tak­to­wy dla swe­go opie­ku­na” z SB.
Roz­mo­wa roz­wi­ja się powo­li. Dłu­go­bor­ski opo­wia­da o tym, jak w stycz­niu 1945 roku uciekł z obo­zu. – Wyko­rzy­sta­li­śmy z kole­ga­mi, że wach­ma­ni z SS zosta­li ewa­ku­owa­ni na Zachód, i nie dotar­li ich zmien­ni­cy. Taka luka” trwa­ła kil­ka godzin – wspomina.
Kil­ka­na­ście minut opo­wia­da o cza­sach powo­jen­nych, stu­diach we Wrocławiu.
Nie wytrzy­mu­ję. – Dla­cze­go Pan został agen­tem? Wiem, że współ­pra­co­wał pan ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa od 1958 roku jako TW Asy­stent”…– pytam profesora.
– Dla­cze­go mnie lustru­je­cie? Prze­cież jestem eme­ry­to­wa­nym pro­fe­so­rem Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go a tu, gdzie jestem rek­to­rem to uczel­nia pry­wat­na i lustra­cji nie pod­le­gam – obu­rza się pro­fe­sor Długoborski.
Potem powo­li się uspokaja.
- Tak. Gene­za współ­pra­cy się­ga okre­su oku­pa­cji. Byłem przez 4 mie­sią­ce więź­niem war­szaw­skie­go Pawia­ka, a następ­nie przez pra­wie 2 lata więź­niem obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Auschwitz. Dość, aby naba­wić się kom­plek­su anty­nie­miec­kie­go. Współ­pra­cę wywia­dem PRL w atmos­fe­rze po Paź­dzier­ni­ku 1956” r. uwa­ża­łem za swój obo­wią­zek. Nie zapo­mi­naj­my o ówcze­snej sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej: Nie­miec­ka Repu­bli­ka Fede­ral­na ucho­dzi­ła za pań­stwo nie­przy­ja­zne Pol­sce. Dzia­ła­ły tam róż­ne­go rodza­ju pla­ców­ki Ost­for­schung – czy­li badań wschod­nich, zaj­mu­ją­cych się m.in. pol­ski­mi Zie­mia­mi Zachod­ni­mi, kwe­stio­nu­ją­cy gra­ni­ce na Odrze i Nysie Pro­wa­dzi­ły dosyć agre­syw­ne dzia­ła­nia poli­tycz­ne prze­ciw­ko PRL. Zaj­mo­wa­ły się bia­łym wywia­dem” i czę­sto sta­no­wi­ły przy­kryw­kę róż­nych agen­cji wywiadowczych 
– tłu­ma­czy.
Po tym przy­dłu­gim wstę­pie już wiem, że prof. Dłu­go­bor­ski nie powie wszyst­kie­go, że będzie pomi­jać nie­wy­god­ne fak­ty, zasła­niać się prze­ży­cia­mi obo­zo­wy­mi, nie­pa­mię­cią, cza­sa­mi, w któ­rych żył.
Współ­pra­ca Wacła­wa Dłu­go­bor­skie­go ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa roz­po­czę­ła się w kwiet­niu 1958 r. Histo­ryk był wte­dy pra­cow­ni­kiem Wyż­szej Szko­ły Eko­no­micz­nej w Kato­wi­cach oraz Zakła­du Histo­rii Pol­skiej Aka­de­mii Nauk we Wro­cła­wiu. Wybie­rał się na sty­pen­dium do Nie­miec Zachod­nich (NRF), i ofi­cer SB spo­tkał się z nim przed tym wyjazdem.
Roz­mo­wa był ogól­na, bo mia­ła na celu roz­po­zna­nie nasta­wie­nia Dłu­go­bor­skie­go do SB, a tak­że zain­spi­ro­wa­nie go pew­ny­mi tema­ta­mi w cza­sie sty­pen­dium. Dłu­go­bor­ski był pojęt­nym słu­cha­czem. Po powro­cie z wyjaz­du do NRF zło­żył ofi­ce­ro­wi Wydzia­łu II wro­cław­skiej SB obszer­ny raport na temat swo­je­go poby­tu m.in. w Insty­tu­cie Her­de­ra w Marburgu.
Zna­la­zły się w nim bar­dzo dokład­ne cha­rak­te­ry­sty­ki nie­miec­kich naukow­ców, któ­re bar­dzo zain­te­re­so­wa­ły wywiad. Doty­czy­ły bowiem nie tyl­ko spraw zawo­do­wych, ale tak­że pry­wat­nych – zain­te­re­so­wań, poglą­dów poli­tycz­nych. Raport był tak cie­ka­wy, że spo­tkał się z uzna­niem nawet ofi­ce­rów z Cen­tra­li, czy­li wywia­du MSW, urzę­du­ją­cych w gma­chu przy uli­cy Rako­wiec­kiej w Warszawie.
Naj­pierw wywiad
W MSW zapa­dła decy­zja o ści­ślej­szej for­mie współ­pra­cy z naukow­cem i zare­je­stro­wa­niu Dłu­go­bor­skie­go jako agen­ta Depar­ta­men­tu I (wywia­du) ps. Asy­stent”. Wer­bu­nek naukow­ca prze­pro­wa­dził ppłk Edmund Wzią­tek, zastęp­ca komen­dan­ta woje­wódz­kie­go MO we Wro­cła­wiu ds. SB.
Zobo­wią­za­nia do współ­pra­cy nie pobie­ra­no. Zde­cy­do­wa­no, że jest to nie­ko­niecz­ne, a mogło­by tyl­ko ura­zić jego oso­bę. […] W sto­sun­ku do Służ­by Bez­pie­czeń­stwa jest szcze­ry oraz chęt­ny do wyko­ny­wa­nia zadań w odnie­sie­niu do spraw nie­miec­kich. Spo­tka­nia odby­wa­no spo­ra­dycz­nie, cza­sem co kil­ka dni, prze­waż­nie jed­nak raz w miesiącu”
– napi­sał w cha­rak­te­ry­sty­ce agen­ta ppłk Wzią­tek w 1961 r. Dłu­go­bor­ski pie­nię­dzy za zada­nia wyko­ny­wa­ne dla wywia­du nie brał. SB zwra­ca­ła agen­to­wi jedy­nie kosz­ty podróży.
- Jak wyni­ka z zacho­wa­nych akt w IPN, Dłu­go­bor­ski był wte­dy trak­to­wa­ny jako kon­takt infor­ma­cyj­ny”. To szcze­gól­na kate­go­ria oso­bo­we­go źró­dła infor­ma­cji wła­ści­wa dla Depar­ta­men­tu I MSW – czy­li tego, co bez­pie­ka nazy­wa­ła wywia­dem. Tak napraw­dę z wywia­dem miał on nie­wie­le wspól­ne­go, bo zaj­mo­wał się inwi­gi­la­cją pol­skich uchodź­ców poli­tycz­nych. Rzą­dził się swo­imi regu­ła­mi i miał wła­sną ter­mi­no­lo­gię. W Depar­ta­men­cie I kon­takt infor­ma­cyj­ny był tym samym, czym dla wła­ści­wej SB taj­ny współ­pra­cow­nik – stwier­dza dr Adam Dziu­ba, histo­ryk z IPN w Kato­wi­cach.O stop­niu zaufa­nia SB do Asy­sten­ta” niech świad­czy to, że zre­zy­gno­wa­no od wią­za­nia go za pomo­cą zobo­wią­za­nia; sta­le pod­kre­śla­no jego lojal­ność i szcze­rość, a tak­że dużą uży­tecz­ność dostar­cza­nych infor­ma­cji doda­je.
Łowy agen­ta, czy­li o Żydach, Niem­cach i Wol­nej Europie
Dłu­go­bor­ski na pole­ce­nie SB utrzy­my­wał kon­tak­ty kore­spon­den­cyj­ne z zachod­nio­nie­miec­ki­mi naukow­ca­mi, pra­cu­ją­cy­mi w Insty­tu­tach Wschod­nich. Asy­stent” ode­grał też bar­dzo waż­ną rolę w akcji pol­skie­go wywia­du prze­ciw­ko dr Richar­do­wi Brey­ero­wi z Insty­tu­tu Wschod­nie­go w Mar­bur­gu. Kie­dy Brey­er na zapro­sze­nie Dłu­go­bor­skie­go przy­je­chał do w 1959 r. Pol­ski, w cza­sie jed­ne­go ze spo­tkań we Wro­cła­wiu Asy­stent” umoż­li­wił spo­tka­nie z nim na kola­cji ofi­ce­ra wywia­du MSW. Nie wia­do­mo, czy doszło do wer­bun­ku Brey­era. Spo­tka­nie scha­rak­te­ry­zo­wa­no tak:
Pra­cow­ni­cy MSW prze­pro­wa­dzi­li z Brey­erem roz­mo­wy ope­ra­cyj­ne. Asy­stent” był wpro­wa­dzo­ny wów­czas we wszyst­kie szcze­gó­ły tej spra­wy i skła­dał rela­cje z jej przebiegu”.
Jak wyni­ka z doku­men­tów, Dłu­go­bor­ski na pole­ce­nie SB wyjeż­dżał do NRF W celach nauko­wych, gdzie wyko­ny­wał zada­nia zle­co­ne przez Depar­ta­ment I. Z zadań tych Asy­stent” wywią­zy­wał się wzorowo”.
W cza­sie swo­ich wyjaz­dów nauko­wych” Dłu­go­bor­ski dono­sił nie tyl­ko o nie­miec­kich czy pol­skich naukow­cach, ale tak­że o oso­bach, któ­re mogły zain­te­re­so­wać bez­pie­kę. Tak było z rodzi­ną Gros­se z Monachium.
Jan Piotr Gros­se pra­co­wał w Radiu Wol­na Euro­pa, z Pol­ski wyje­chał po woj­nie. Dłu­go­bor­ski spo­tkał się z nim w cza­sie jed­ne­go z poby­tów w NRF pod koniec lat 50.
Na pra­cę w RWE bar­dzo narze­ka, acz­kol­wiek przy­zna­je że jest dobrze płat­na. Narze­ka przede wszyst­kim na atmos­fe­rę dono­sów i np. bar­dzo źle widzia­ne w roz­gło­śni kon­tak­ty pra­cow­ni­ków z kra­jem. Ma bar­dzo dobre kon­tak­ty z polo­nią mona­chij­ską. Krzysz­tof Gros­se, ma bar­dzo chwiej­ny cha­rak­ter i jest pod dużym wpły­wem swo­jej matki”.
Pod wie­lo­stro­ni­co­wym rapor­tem Asy­sten­ta” z tej podró­ży służ­bo­wej jest dopi­sek ofi­ce­ra:Infor­ma­cja doty­czą­ca Gros­sów i Krzysz­to­fa Bukow­skie­go z Mona­chium zosta­nie wyko­rzy­sta­na przez Depar­ta­ment II MSW”.
W tym samym cza­sie bez­pie­ka w kra­ju gwał­tow­nie szu­ka­ła infor­ma­to­rów Radia Wol­na Euro­pa”. Dziś wie­my, że jed­nym z nich był Wła­dy­sław Bar­to­szew­ski. Na szczę­ście SB nigdy nie wpa­dła na jego trop.
Po latach Bar­to­szew­ski i Dłu­go­bor­ski zasia­da­ją obok sie­bie w Mię­dzy­na­ro­do­wej Radzie Oświę­cim­skiej(MRO). Pro­fe­sor Bar­to­szew­ski nie odpo­wie­dział na mój e‑mail z proś­bą o komen­tarz na temat współ­pra­cy człon­ka MROSB.
- Nie­któ­rych rze­czy z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy cza­su żału­ję. Przede wszyst­kim udzie­le­niu infor­ma­cji o jed­nej rodzi­nie pra­cu­ją­cej w Radiu Wol­na Euro­pa – stwier­dza Długoborski.
Histo­ry­cy bez tajem­nic dla SB
Robił karie­rę nauko­wą, ale jed­no­cze­śnie nadal dono­sił na oso­by ze swo­je­go śro­do­wi­ska. Infor­mo­wał w latach 60. SB np. o zna­nych histo­ry­kach – Ste­fa­nie Inglo­cie, Hen­ry­ku Were­szyc­kim, Micha­le Koma­szyń­skim, a tak­że innych naukow­cach, z któ­ry­mi zetknął się w cza­sie poby­tów zagranicą.
Tak m.in. cha­rak­te­ry­zo­wał prof. Inglota:
Przy całej swo­jej ostroż­no­ści Inglot w spo­sób bar­dzo trud­ny do uchwy­ce­nia utrud­niał karie­ry nauko­we pra­cow­ni­ków o zade­kla­ro­wa­nej mark­si­stow­skiej posta­wie poli­tycz­nej, a z dru­giej stro­ny popie­rał mło­dych pra­cow­ni­ków, któ­rych sam w pew­nym sen­sie ura­biał”. […] Ma bar­dzo sze­ro­kie kon­tak­ty z uczo­ny­mi z kra­jów zachodnich”.
Współ­pra­ca Asy­sten­ta” z wywia­dem MSW ule­gła nagłe­mu zaha­mo­wa­niu pod koniec lat 60. Oka­za­ło się, że jed­na ze stu­den­tek oskar­ży­ła Dłu­go­bor­skie­go o to, że wziął łapów­kę za jej przy­ję­cie na stu­dia na Wyż­szej Szko­le Eko­no­micz­nej w Kato­wi­cach. Postę­po­wa­nie dys­cy­pli­nar­ne trwa­ło kil­ka lat. Zablo­ko­wa­ło wyjazd agen­ta na rocz­ne sty­pen­dium do NRF.
SB, mimo próśb swe­go agen­ta, nie chcia­ła pomóc w tej spra­wie. Asy­stent” bez moż­li­wo­ści wyjaz­du do Nie­miec był bez­u­ży­tecz­ny dla wywia­du, i w 1971 roku współ­pra­cę zakoń­czo­no. Nie zna­czy to jed­nak, że SB zapo­mnia­ła o Długoborskim.
W maju 1973 roku z docen­tem Dłu­go­bor­skim, wte­dy już pro­dzie­ka­nem Wydzia­łu Huma­ni­stycz­ne­go Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go w kato­wic­kim hote­lu Polo­nia” spo­ty­ka się kapi­tan Edward Cicho­pek z Wydzia­łu III kato­wic­kiej SB. Wydział III zaj­mo­wał się inwi­gi­la­cją śro­do­wisk nauko­wych i ochro­ną” kato­wic­kiej uczel­ni przed anty­so­cja­li­stycz­ny­mi wpływami.
Powrót na łono SB
Spo­tka­nie kapi­ta­na Cichop­ka z doc. Dłu­go­bor­skim zakoń­czy­ło się ponow­nym zwer­bo­wa­niem histo­ry­ka do współ­pra­cy z SB. Dłu­go­bor­ski przyj­mu­je pseu­do­nim Wik­tor”, pod­pi­su­je zobo­wią­za­nie do współ­pra­cy i skła­da pierw­sze donie­sie­nie. Doty­czy­ło doc. Wsie­wo­ło­da Woł­cze­wa, dogma­tycz­ne­go komu­ni­sty, któ­re­go teo­rii oba­wia­li się nawet naj­bar­dziej aktyw­ni dzia­ła­cze PZPR. To wła­śnie Woł­czew w 1980 roku zało­żył Kato­wic­kie Forum Par­tyj­ne. Jed­nak krę­gu zain­te­re­so­wań SB zna­lazł się bli­sko 7 lat wcze­śniej – wła­śnie dzię­ki dono­som Wik­to­ra”:
Żądał od wszyst­kich wykła­dow­ców, aby sze­rzy­li w swych wykła­dach mark­sizm-leni­nizm. W śro­do­wi­sku ucho­dzi za lewa­ka i dogma­ty­ka. Jako kie­row­nik Zakła­du Nauk Poli­tycz­nych zgro­ma­dził wokół sie­bie mło­da kadrę, cał­ko­wi­cie od sie­bie zależ­ną, dobie­ra­ną w spe­cy­ficz­ny sposób”.
Wik­tor” dono­sił też w 1973 roku na doc. dr hab. Jana Kunisza:
Głę­bo­ko wie­rzą­cy kato­lik, ojciec czwor­ga dzie­ci, żona po wyż­szych stu­diach fana­tycz­nie reli­gij­na. Kunisz na uczel­ni nie cie­szy się dużym auto­ry­te­tem, trak­to­wa­ny jest raczej z pobła­ża­niem a to z powo­du dzie­dzi­ny nauko­wej, któ­ra się inte­re­su­je (numi­zma­ty­ka). Prze­by­wał na kon­gre­sie numi­zma­tycz­nym w USA, za jego pobyt i podróż pła­cił organizator”.
W stycz­niu 1974 roku Wik­tor” infor­mu­je swe­go opie­ku­na” z MSW o swo­im poby­cie na kon­fe­ren­cji w NRF.
Z naszym taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem pró­bo­wał nawią­zać kon­takt Boh­dan Korab-Osad­czuk, Polak z pocho­dze­nia na Zacho­dzie od zakoń­cze­nia II Woj­ny Świa­to­wej. Zaj­mu­je się nauko­wo współ­cze­sną pro­ble­ma­ty­ka Pol­ski i państw socja­li­stycz­nych. TW pouf­nie dowie­dział się, że Korab-Osad­czuk jest współ­pra­cow­ni­kiem wywia­du bry­tyj­skie­go i Radia Wol­na Euro­pa. To było powo­dem, że »Wik­tor« odmó­wił z nim spotkania”.
28 mar­ca 1974 roku TW Wik­tor dono­si SB na Anto­nie­go Bar­cia­ka, star­sze­go asy­sten­ta Zakła­du Histo­rii Sta­ro­żyt­nej i Śre­dnio­wiecz­nej Insty­tu­tu Histo­rii WNS:
Czyn­nie zaan­ga­żo­wa­ny w dzia­łal­ność Dusz­pa­ster­stwa Aka­de­mic­kie­go. Widy­wa­ny czę­sto w punk­tach kate­che­tycz­nych w klasz­to­rze w Kato­wi­cach-Ligo­cie, ma kon­tak­ty z księżmi”.
SB cie­ka­wi­ła tak­że spra­wa doc. Józe­fa Szy­mań­skie­go z tego same­go Zakładu.
W ramach zajęć z histo­rii orga­ni­zu­je wyjaz­do­we semi­na­ria ze stu­den­ta­mi do histo­rycz­nych i zabyt­ko­wych obiek­tów, gdzie na miej­scu pro­wa­dzo­ne są lek­cje poglą­do­we. Naj­czę­ściej w tym celu wybie­ra obiek­ty sakral­ne, gdzie po nor­mal­nych zaję­ciach wcho­dzi w kon­tak­ty z księżmi”.
Szpi­cel z tytu­łem nauko­wym nie stro­nił też od dono­sów oby­cza­jo­wych – kto ma kochan­ki, kto pije czy ma inne sła­bo­ści. Z punk­tu widze­nia SB były to infor­ma­cje bez­cen­ne, pozwa­la­ją­ce na pró­bę wer­bun­ku. Dzię­ki mate­ria­łom kom­pro­mi­tu­ją­cym”, jakie SB mia­ła dzię­ki takim dono­som, ewen­tu­al­na pró­ba wer­bun­ku zwy­kle koń­czy­ła się sukcesem.
Z wyjaz­dów służ­bo­wych Dłu­go­bor­ski tak­że pisał dono­sy, pra­wie tak dobre jak za daw­nych, wro­cław­skich” czasów.
Na Uni­wer­sy­te­cie w Oden­se w Danii zatrud­nio­ny jest były pra­cow­nik nauko­wy Woj­sko­wej Aka­de­mii Poli­tycz­nej, histo­ryk prof. Ema­nu­el Halicz – naro­do­wo­ści żydow­skiej, któ­ry wyemi­gro­wał z Pol­ski po 1968 r. Nie zna w zasa­dzie żad­ne­go języ­ka, jedy­nie bar­dzo sła­bo j. angiel­ski. Wśród tam­tej­szej kadry nauko­wej nie posia­da żad­ne­go auto­ry­te­tu, na uczel­ni pobie­ra niską pen­sje lecz jest dofi­nan­so­wy­wa­ny przez ośrod­ki syjo­ni­stycz­ne”.
Cen­ne infor­ma­cje dla SB zawie­rał rów­nież inny donos – tym razem o byłym pra­cow­ni­ku WSE w Kato­wi­cach dr Zyg­mun­cie Tko­czu, któ­ry kil­ka lat wcze­śniej wybrał wolność”
Spe­cja­li­zu­je się w socjo­lo­gii, zdo­był duży auto­ry­tet w Oden­se. Utrzy­mu­je kon­tak­ty z emi­gra­cyj­nym dzia­ła­czem endec­kim Gier­ty­chem z Lon­dy­nu, z któ­rym wydał wspól­nie książ­kę. Ostat­nio napi­sał pra­ce habi­li­ta­cyj­ną o struk­tu­rze spo­łecz­nej kra­jów socja­li­stycz­nych, jed­nym z recen­zen­tów pra­cy był Leszek Koła­kow­ski”– dono­sił Wik­tor”.
Zadzwo­ni­łem do prof. Tko­cza, do jego domu w Oden­se w Danii. Był zasko­czo­ny agen­tu­ral­ną prze­szło­ścią naukow­ca, któ­ry nawet bywał u nie­go w domu.
– Fak­tycz­nie, z Pol­ski wyje­cha­łem w 1970 roku, po pro­stu nie wró­ci­łem z waka­cji we Fran­cji. Dłu­go­bor­ski dwa razy mnie odwie­dzał w Danii w latach 80. Jego współ­pra­ca z SB to bar­dzo nie­przy­jem­na spra­wa. Ucho­dził za dobre­go histo­ry­ka od spraw eko­no­micz­nych… - stwier­dził prof. Tkocz
- Takie kon­tak­ty z orga­na­mi bez­pie­czeń­stwa były nor­mal­ną prak­ty­ką. Byłem na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku na uczel­ni, stąd nie­za­leż­nie poza tymi kon­tak­ta­mi musia­łem spo­ty­kać się z pra­cow­ni­ka­mi SB i odpo­wia­dać na okre­ślo­ne pyta­nia. Doty­czy­ły m.in. dzia­łal­no­ści doc. Woł­cze­wa, fana­tycz­ne­go komu­ni­stycz­ne­go dogma­ty­ka, podob­nie jak krąg zafa­scy­no­wa­nych nim jego uczniów, któ­rych wodził na manow­ce wal­ki pseu­do­po­li­tycz­nej, odcią­ga­jąc od karie­ry nauko­wejtłu­ma­czy dziś Długoborski.
1975 roku wstą­pił do PZPR. - I zosta­łem wykre­ślo­ny z ewi­den­cji taj­nych współ­pra­cow­ni­ków SB. W cza­sach pierw­szej Soli­dar­no­ści” dzia­ła­łem w Kato­wi­cach i na nowym miej­scu pra­cy – Aka­de­mii Peda­go­gicz­nej w Kra­ko­wie, gdzie w grud­niu 1981 roku zosta­łem usu­nię­ty z par­tii i szy­ka­no­wa­ny w spra­wach zawo­do­wych – stwierdza.
Już pod koniec listo­pa­da 1980 r. Soli­dar­ność” na zrze­sza­ła ok. 1500 osób. Do S” zapi­sa­ło się 598 nauczy­cie­li aka­de­mic­kich z 1202 pra­cow­ni­ków. Maso­wo wstę­po­wa­li tak­że człon­ko­wie PZPR. Prof. Wacław Dłu­go­bor­ski od grud­nia 1980 roku był człon­kiem Rady Pro­gra­mo­wej Wszech­ni­cy Gór­no­ślą­skiej. Była to insty­tu­cja powsta­ła z ini­cja­ty­wy ślą­skiej Soli­dar­no­ści”. Pro­wa­dzo­no w niej wykła­dy popu­lar­no­nau­ko­we oraz spo­tka­nia dys­ku­syj­ne z twór­ca­mi kul­tu­ry, publi­cy­sta­mi, dzia­ła­cza­mi opozycyjnymi.
– Wszech­ni­cę Gór­no­ślą­ską inwi­gi­lo­wa­ła bez­pie­ka w ramach Spra­wy Ope­ra­cyj­ne­go Roz­pra­co­wa­nia Kuź­nia”. W archi­wach IPN nie zacho­wa­ły się żad­ne dowo­dy na dzia­ła­nia skie­ro­wa­ne prze­ciw­ko prof. Dłu­go­bor­skie­mu w latach 80. Nie ma jed­nak też dowo­dów na kon­ty­nu­owa­nie SB z nim współ­pra­cy po 1975 roku – wyja­śnia dr Dziuba.
Arty­kuł uka­zał się w 2009 roku. Minę­ło spo­ro cza­su, i kil­ka rze­czy wyma­ga aktu­ali­za­cji. Otóż nie ist­nie­je już pry­wat­na szko­ła wyż­sza, któ­rej prof. Dłu­go­bor­ski był rek­to­rem. Mimo, że jego agen­tu­ral­na prze­szłość zosta­ła ujaw­nio­na, do 2012 roku zasia­dał w pre­sti­żo­wej Mię­dzy­na­ro­do­wej Radzie Oświęcimskiej.