Hen­ryk, czy­li Szymbor

Był moim stry­jem i faj­nym gościem. Wię­cej o Hen­ry­ku Szym­bor­skim moż­na prze­czy­tać tu.

Henryk Szymborski

Prze­gląd Spor­to­wy” z 1957.11.07

http://​buwcd​.buw​.uw​.edu​.pl/​e​_​z​b​i​o​r​y​/​c​k​c​p​/​p​_​s​p​o​r​t​o​w​y​/​1957​/​n​r​172​/​d​i​r​e​c​t​o​r​y​.​d​jvu

KRA­KÓW, 5.11 (tel. wł.) Wisła – ŁKS Łódź 1:7 (1:3). Bram­ki dla ŁKS zdo­by­li: Szym­bor­ski (4), Szcze­pań­ski, Sopo­rek i Kowa­lec, dla Wisły Rogo­za. Sędzia Bar­wiń­ski z Kato­wic. Widzów 15.000.

WISŁA: Leśniak, Moni­ca, Kawu­la. Bud­ka, Michel, Jędrys, Machow­ski, Kościel­ny I, Rogo­za, Jur­czak, Budek.

ŁKS: Szczu­rzyń­ski, Wal­czak, Stu­rzyn, Wie­te­ska, Jań­czyk, Grzy­wocz, Szcze­pań­ski, Baran, Szym­bor­ski, Sopo­rek, Kowalec.

Nie­daw­no prze­by­ta ostra gry­pa, na któ­rą cho­ro­wa­ło 7 pił­ka­rzy pierw­szej dru­ży­ny Wisły, musia­ła wyrzą­dzić ślad” na pił­ka­rzach kra­kow­skich, któ­rzy we wto­rek musie­li roze­grać zale­gły mecz o mistrzo­stwo I ligi z ŁKS-em. Nie mniej jed­nak odno­si­ło się wra­że­nie, że nawet w peł­nej kon­dy­cji musie­li by oni ugiąć czo­ła przed prze­ciw­ni­kiem, któ­ry już nie­jed­no­krot­nie w Kra­ko­wie umiał sobie zaskar­bić uzna­nie widowni.

Oprócz miaż­dżą­cej prze­wa­gi kon­dy­cyj­nej oraz wyraź­nej, prze­wa­gi w szyb­ko­ści i bojo­wo­ści prze­wyż­sza­li bowiem pił­ka­rze ŁKS swe­go prze­ciw­ni­ka dys­po­zy­cją psy­chicz­ną i kto wie, czy ona wła­śnie nie była źró­dłem ich wyso­kie­go zwy­cię­stwa. Pił­ka­rze ŁKS nie stra­ci­li bowiem spo­ko­ju i wia­ry w swo­je siły w trud­nym dla nich począt­ko­wym okre­sie meczu, kie­dy to przez peł­ne 30 minut bram­ka Szczu­żyń­skie­go była usta­wicz­nie pod obstrza­łem, a na przed­po­lu czer­wo­nych koszul docho­dzi­ło raz po raz do krót­kich spięć. Prze­cze­ka­li oni ten impet gospo­da­rzy a nawet zdo­by­li pro­wa­dze­nie. Jędrys i Michel, ope­ru­ją­cy nie­mal bez prze­rwy pod bram­ką ŁKS nie zdą­ży­li na czas cof­nąć się pod swo­ją bram­kę, Moni­ca zaspał nie­co”, a chy­try Szym­bor­ski bły­ska­wicz­nie wyko­rzy­stał ten sprzy­ja­ją­cy obrót spra­wy” i na tabli­cy wyni­ko­wej pod napi­sem ŁKS” zawi­sła cyfra 1.

W 3 minu­ty póź­niej łodzia­nie pro­wa­dzi­li już 3:0. I znów w tym wypad­ku naprze­ciw­ko 4 napast­ni­ków łódz­kich sta­nę­ło tyl­ko 2 obroń­ców Wisły. Żaden z nich nie potra­fił dogo­nić Szcze­pań­skie­go, któ­ry zaini­cjo­waw­szy rajd pra­wą stro­ną, pod­cią­gnął pił­kę na odle­głość dogod­ną do strza­łu i zała­twił resztę.

Te 2 bram­ki, zdo­by­te w krót­kich odstę­pach cza­su , roz­kle­iły zupeł­nie dru­ży­nę Wisły. (…)

W roz­mo­wach pro­wa­dzo­nych pod­czas prze­rwy, wra­ca­li sym­pa­ty­cy dru­ży­ny kra­kow­skiej pamię­cią do meczu z Ruchem, kie­dy to Wisła od sta­nu 1:4, wycią­gnę­ła” na 4:4. W takim nastro­ju nie­któ­rzy z widzów jak gdy­by z zado­wo­le­niem powi­ta­li” 4 bram­kę ŁKS, zdo­by­tą przez Sopor­ka w 51 minucie.

Odtąd to co dzia­ło się na boisku, zada­wa­ło sro­gi cios zwo­len­ni­kom czwar­tej bram­ki” ???. Napast­ni­cy kra­kow­scy nie potra­fi­li ani na moment utrzy­mać przy sobie pił­ki, nie mogli wła­snej defen­sy­wie dać ani na chwi­lę wytchnie­nia. I tak doszło do pogro­mu. Despe­rac­kie inter­wen­cje Leśnia­ka i pew­na ulga tary­fo­wa” ze stro­ny łodzian w koń­co­wej fazie spo­tka­nia zapo­bie­gły dwucyfrówce.

Nie szu­ka­jąc zbyt szum­nych słów trze­ba powie­dzieć, że ŁKS grał dobrze, okre­sa­mi nawet bar­dzo dobrze — Wisła zaś źle okre­sa­mi żenu­ją­co źle. O przy­czy­nach wspo­mnie­li­śmy na wstę­pie. Nie mniej jed­nak gwał­tow­ny spa­dek for­my u tak ruty­no­wa­nych zawod­ni­ków Jak Machow­ski, Rogo­ża, Jędrys i inni jest czymś zdu­mie­wa­ją­cym. Przy tak gwał­tow­nym spad­ku for­my wycho­dzą w jaskra­wym świe­tle na jaw bra­ki w wyszko­le­niu tech­nicz­nym i jesz­cze gor­szy a dys­kre­dy­tu­ją­cy zupeł­nie wie­lu pił­ka­rzy brak głowy”.

W dru­ży­nie łódz­kiej ponad poziom kole­gów wybi­li się: Szym­bor­ski, Grzy­wocz. Jań­czyk i Baran.

St. Habz­da

Henryk Szymborski

Henryk Szymborski

Wsty­dli­wa histo­ria Francji

Do dzi­siaj Fran­cu­zi nie prze­pro­si­li Pola­ków za to, że w tym kra­ju w cza­sie II woj­ny świa­to­wej były obo­zy inter­no­wa­nia, w któ­rych prze­trzy­my­wa­no pol­skie kobie­ty, dzie­ci i męż­czyzn. To nie­chlub­ny roz­dział w histo­rii Francji.

Od daw­na nie jest tajem­ni­cą, że w latach 19381946 na tery­to­rium Fran­cji ist­nia­ła sieć obo­zów inter­no­wa­nia, do któ­rych tra­fia­li anty­fa­szy­ści. Naj­pierw byli to uczest­ni­cy Bry­gad Mię­dzy­na­ro­do­wych (rów­nież Pola­cy), któ­rzy wal­czy­li prze­ciw­ko siłom gene­ra­ła Fran­co, a potem ucie­ki­nie­rzy z hitle­row­skich Nie­miec i z Austrii. Prze­ciw­ni­cy Hitle­ra prze­by­wa­li w obo­zach nawet po wypo­wie­dze­niu przez Fran­cję woj­ny Niem­com we wrze­śniu 1939 roku. W cza­sach kola­bo­ra­cyj­ne­go rzą­du Vichy dołą­cza­li do nich Żydzi przy­wie­zie­ni z Pol­ski oraz z Nie­miec. Stąd tra­fia­li do obo­zów zagła­dy m.in. w Dachau i w Auschwitz. Po zakoń­cze­niu II woj­ny obo­zy ist­nia­ły jesz­cze przez rok. Wte­dy inter­no­wa­no w nich oso­by kola­bo­ru­ją­ce z hitle­row­ca­mi. Jed­nak pew­ne nie­po­pu­lar­ne fak­ty i skrzęt­nie ukry­wa­ne szcze­gó­ły dzia­łal­no­ści obo­zów inter­no­wa­nia są wciąż bulwersujące.

Fran­cu­zi nie mają bowiem powo­dów do dumy. Dra­mat Pola­ków we Fran­cji roz­po­czął się w roku 1940, po prze­gra­nej woj­nie z Niem­ca­mi. Rozejm pod­pi­sa­ny 22 czerw­ca 1940 roku w Rho­ter­des spo­wo­do­wał mię­dzy inny­mi utwo­rze­nie na tere­nie połu­dnio­wej Fran­cji pań­stwa ze sto­li­cą w Vichy. Ta część Fran­cji, zaj­mu­ją­ca oko­ło 60 pro­cent tery­to­rium, mia­ła do koń­ca 1942 roku pew­ną nie­za­leż­ność od Nie­miec. Swo­ją suwe­ren­no­ścią” pań­stwo rzą­dzo­ne przez mar­szał­ka Peta­ina (rząd Vichy), obej­mo­wa­ło tak­że fran­cu­skie tere­ny zamor­skie znaj­du­ją­ce się mię­dzy inny­mi w Afry­ce Północnej.

Jed­nym z pro­ble­mów, jakie stwo­rzy­ła nowa sytu­acja poli­tycz­na, była bar­dzo duża gru­pa uchodź­ców. Była to głów­nie lud­ność cywil­na prze­miesz­cza­ją­ca się przez tere­ny Fran­cji na sku­tek wojen­nej zawie­ru­chy. Tę gru­pę uchodź­ców sza­co­wa­no jako milio­no­we rze­sze”. Wśród nich prze­wa­ża­li Fran­cu­zi, głów­nie z tere­nów włą­czo­nych do Nie­miec – Alza­cji i Lota­ryn­gii, a tak­że Bel­go­wie, Holen­drzy, oby­wa­te­le Luk­sem­bur­ga oraz Polacy.

W 1939 roku licz­bę Pola­ków sku­pio­nych w śro­do­wi­skach polo­nij­nych prze­by­wa­ją­cych we Fran­cji sza­co­wa­no na 685 400 osób. W cza­sie dzia­łań wojen­nych na tere­nie Fran­cji nie­oku­po­wa­nej znaj­do­wa­ło się łącz­nie oko­ło 150 tysię­cy Pola­ków. Prze­by­wa­li tam legal­nie i pra­co­wa­li głów­nie na tere­nach gór­ni­czych Mont­ce­au-les-Mines, Saint – Etien­ne itp., a tak­że na tere­nach rol­ni­czych w Gasko­nii, Limo­usin i w rejo­nie Tulu­zy. Oprócz tej licz­nej gru­py w cza­sie dzia­łań wojen­nych poja­wi­li się tu rów­nież Pola­cy, któ­rzy przy­by­li wraz z inny­mi gru­pa­mi uchodź­ców cywil­nych z tere­nów m. in. Fran­cji okupowanej.

Zgod­nie z pra­wem mię­dzy­na­ro­do­wym pol­skich uchodź­ców wła­dze Vichy powin­ny trak­to­wać jak lud­ność cywil­ną stro­ny wal­czą­cej”. Tak jed­nak nie było. Pod­sta­wą praw­ną do doko­ny­wa­nia maso­we­go osa­dza­nia cudzo­ziem­ców, w tym Pola­ków w obo­zach były akty pra­wa wewnętrz­ne­go wyda­wa­ne we Fran­cji czę­ścio­wo jesz­cze przed podzia­łem na stre­fę oku­po­wa­ną i nieokupowaną.

vichy

Urzęd­ni­cy fran­cu­scy orze­ka­ją­cy w kwe­stii osa­dze­nia oby­wa­te­li pol­skich w obo­zach dowol­nie inter­pre­to­wa­li prze­pi­sy. Czę­sto docho­dzi­ło do pomy­łek w tym zakre­sie. Tak się sta­ło w przy­pad­ku osa­dze­nia w obo­zie Le Bour­nets de Chi­rot Pola­ka, któ­ry przy­był spod Pary­ża wraz z rodzi­ną do jed­nej z miej­sco­wo­ści na tere­nie połu­dnio­wej Fran­cji. Tutaj sku­tecz­nie się zago­spo­da­ro­wał”, zdo­by­wa­jąc ten spo­sób środ­ki utrzy­ma­nia. Dla urzęd­ni­ków fran­cu­skich było to jed­nak nie­istot­ne. Polak tra­fił do jed­nej z kom­pa­nii robo­czych dla byłych woj­sko­wych, a nie osób cywilnych.

Zda­rza­ło się, że Pola­cy sta­wia­li opór nie chcąc zgo­dzić się na umiesz­cze­nie w obo­zie. Na przy­kład przy­pro­wa­dzo­na pod bra­mę obo­zu w Arge­les-sur-Mer wraz z trze­ma cór­ka­mi Apo­lo­nia Kar­bow­nik odmó­wi­ła wej­ścia na jego teren. Wów­czas straż­ni­cy wpro­wa­dzi­li do środ­ka jej dzie­ci, nato­miast kobie­tę siłą prze­rzu­ci­li przez ogro­dze­nie obozu.

Ist­nia­ło kil­ka róż­nią­cych się kate­go­rii obo­zów na tere­nie Fran­cji Vichy, w któ­rych osa­dza­no Pola­ków: w obo­zach w Limo­ges, Arge­les-sur-Mer i Rive­sal­tes zarów­no dla­te­go, że byli cudzo­ziem­ca­mi” na tere­nie Fran­cji, ale przede wszyst­kim dla­te­go, że nie mie­li dość pie­nię­dzy, któ­re wystar­czy­ły­by na ich utrzymanie.

Naj­więk­szą ilość obo­zów sta­no­wi­ły tzw. obo­zy cywil­ne, w któ­rych umiesz­cza­no oso­by posia­da­ją­ce sta­tus inter­no­wa­nych. Dla okre­śle­nia tych obo­zów uży­wa­no zwro­tu camp d’hebergement”. Uży­wa­no tak­że zwro­tu cen­tre d’accueil”, co ozna­cza obóz dla lud­no­ści”. Cza­sem tak­że w doku­men­tach poja­wia­ły się okre­śle­nia obóz kon­cen­tra­cyj­ny”. Słu­żył on do okre­śla­nia róż­nych kate­go­rii obo­zów np. dla okre­śle­nia obo­zu przej­ścio­we­go w Mon­tau­dran w Tulu­zie, w któ­rym nastę­po­wał podział inter­no­wa­nych Pola­ków na cywi­lów i woj­sko­wych. Ci ostat­ni póź­niej tra­fia­li do sta­łych obo­zów” lub kom­pa­nii robo­czych prze­zna­czo­nych dla żoł­nie­rzy albo zosta­wa­li zwol­nie­ni. Zwrot obóz kon­cen­tra­cyj­ny”, w for­mie pisa­nej – Camp de Con­cen­tra­tion” lub Camp de Con­son­tra­tion” wid­niał na bra­mie wjaz­do­wej do obo­zu w Arge­les-sur-Mer. Z kolei okre­śle­nie obóz kon­cen­tra­cyj­ny” dla okre­śle­nia obo­zu w Agde poja­wi­ło się w jed­nym z doku­men­tów nad­sy­ła­nych do Kar­dy­na­ła Augu­sta Hlon­da, któ­re­mu prze­sy­ła­no infor­ma­cje o cięż­kiej sytu­acji Pola­ków w obo­zach rzą­du Vichy.

Obo­zy dla lud­no­ści cywil­nej zazwy­czaj były trak­to­wa­ne jako obo­zy inter­no­wa­nia. Jak wyni­ka z doku­men­tów zacho­wa­nych w pol­skich i fran­cu­skich archi­wach, w obo­zach inter­no­wa­nia prze­trzy­my­wa­no pra­wie 4 tysię­cy osób. W stycz­niu 1941 roku licz­bę Pola­ków osa­dzo­nych w obo­zach Arge­les – sur – Mer i Agde sza­co­wa­no łącz­nie na oko­ło 2000 osób. W przy­pad­ku obo­zu w Agde w stycz­niu 1941 roku licz­ba osa­dzo­nych tam Pola­ków była sza­co­wa­na na 800 osób, z cze­go 300 to dzie­ci w wie­ku od 3 miesięcy.

Obo­zy, do któ­rych tra­fi­li pol­scy uchodź­cy znaj­do­wa­ły się m.in. w : Arge­les-sur- Mer, Gurs, Agde, Mon­tau­dran w Tulu­zie, Gail­lac, Cla­ire­fond, Rive­sal­tes, Baca­res, Oued-Zem w Maro­ku, Limo­ges, Per­pi­gnan. Wśród inter­no­wa­nych w obo­zie w Arge­les-sur-Mer znaj­do­wa­ły się mię­dzy inny­mi rodzi­ny Seniu­ków i Kar­bow­ni­ków. Ich cór­ka­mi były Wan­da Gaś, Jani­na Mro­zek, Hele­na Łuka, Nata­lia Igna­szak oraz Kazi­mie­ra Fel­kel. Z kil­ko­ma z nich roz­ma­wia­łem, bo po woj­nie wró­ci­li do Pol­ski i zamiesz­ka­li na Śląsku.

Losy tych dwóch rodzin były pogma­twa­ne. Przed wybu­chem II woj­ny świa­to­wej, Kar­bow­ni­ko­wie i Seniu­ko­wie miesz­ka­li w Vil­le­rupt w Depar­ta­men­cie Mosel­le w Alza­cji. Z Pol­ski wyje­cha­li za chle­bem”. Naza­re­usz Seniuk pra­co­wał w fabry­ce żela­za w Vil­le­rupt. Nato­miast Kazi­mierz Kar­bow­nik zatrud­nio­ny był w zakła­dach hut­ni­czych w pobli­skiej miej­sco­wo­ści Miche­vil. Po roz­po­czę­ciu woj­ny mię­dzy Niem­ca­mi i Fran­cją obie rodzi­ny zosta­ły ewa­ku­owa­ne, wraz z rze­sza­mi innych uchodź­ców, na teren Fran­cji połu­dnio­wej (nie oku­po­wa­nej). Seniu­ków wła­dze fran­cu­skie ewa­ku­owa­ły do miej­sco­wo­ści St. Rade­gon­de, a Kar­bow­ni­ko­wie osta­tecz­nie zna­leź­li się w miej­sco­wo­ści Les Eglisottes.

W Nowy Rok 1941 roku do domu Seniu­ków przy­je­cha­li fran­cu­scy żan­dar­mi. Zapro­po­no­wa­li oni Naza­re­uszo­wi, aby Wan­da, jego cór­ka przy­ję­ła oby­wa­tel­stwo fran­cu­skie. To był waru­nek rezy­gna­cji z zamia­ru umiesz­cze­nia całej rodzi­ny w obo­zie dla cudzo­ziem­ców w Limoges.

Ojciec odmó­wił i powie­dział, że jeste­śmy Pola­ka­mi. Dano nam godzi­nę na spa­ko­wa­nie i tra­fi­li­śmy do obo­zu w Limo­ges. Po pię­ciu dniach prze­trans­por­to­wa­no nas do Arge­les-sur-Mer – mówi­ła Wan­da (obec­nie Gaś). Razem z nimi prze­wie­zio­no oko­ło pół set­ki innych Pola­ków, tak­że rodzi­nę Karbowników.

Obóz pra­wie koncentracyjny

Warun­ki obo­zach inter­no­wa­nia były bar­dzo złe. Wszyst­ki­mi taki­mi obo­za­mi na tere­nie Fran­cji rzą­du Vichy, admi­ni­stro­wa­ły wła­dze fran­cu­skie. Do obo­zu w Arge­les-sur-Mer w cza­sie, gdy prze­by­wa­ła tam Hele­na Łuka, przy­je­chał ofi­cer nie­miec­ki. Zapy­ta­ny przez Apo­lo­nię Kar­bow­nik o przy­czy­nę umiesz­cze­nia w obo­zie Pola­ków odpo­wie­dział, iż była to decy­zja Fran­cu­zów. W Arge­les-sur-Mer straż­ni­ka­mi byli zde­mo­bi­li­zo­wa­ni żoł­nie­rze fran­cu­scy oraz żan­dar­mi. Po roz­le­głym tere­nie obo­zu jeź­dzi­li konno.

Mie­li drew­nia­ne pał­ki i czę­sto bili nimi osa­dzo­nych nawet za drob­ne prze­wi­nie­nia np. pró­bę skon­tak­to­wa­nia się z inną oso­bą przez ogro­dze­nie oddzie­la­ją­ce róż­ne czę­ści obozu

 wspo­mi­na­ła Wanda.

Obóz w Agde był pil­nie strze­żo­ny, a inter­no­wa­nych w nim trak­to­wa­no jak więź­niów. W przy­pad­ku obo­zu w Arge­les-sur-Mer przed umiesz­cze­niem w nim doro­śli musie­li oddać wszyst­kie posia­da­ne doku­men­ty m.in. pol­skie pasz­por­ty. Nad­to uchodź­cy otrzy­my­wa­li zapi­sa­ne na kar­tecz­kach numer­ki. Wan­da była wte­dy dziec­kiem, ale wciąż pamię­ta smut­ne obra­zy.

Nasz” obóz był on podzie­lo­ny na trzy czę­ści. W jed­nej umiesz­cze­ni byli inter­no­wa­ni po woj­nie domo­wej w Hisz­pa­nii komu­ni­ści, dla któ­rych pier­wot­nie zało­żo­no ten obóz. W pozo­sta­łych dwóch znaj­do­wa­li się uchodź­cy cudzo­ziem­scy – osob­no umiesz­czo­no męż­czyzn i chłop­ców, a osob­no kobie­ty i pozo­sta­łe dzie­ci. Pamię­tam płot z dru­tu kol­cza­ste­go, któ­ry cią­gnął się aż do wybrze­ża mor­skie­go. Sam obóz usy­tu­owa­ny był na pla­ży. Czę­ści prze­zna­czo­ne dla męż­czyzn oraz kobiet i dzie­ci oddzie­lo­ne były podwój­nym ogro­dze­niem z dru­tu. Pasem pomię­dzy tymi dwo­ma ogro­dze­nia­mi prze­cha­dzał się straż­nik uzbro­jo­ny w kara­bin i ubra­ny w cywil­ną odzież

– zezna­wa­ła W. Gaś przed pro­ku­ra­to­rem IPN, któ­ry pro­wa­dził śledz­two. Obec­nie śledz­two jest zawie­szo­ne, bo śled­czy cze­ka­ją od kil­ku lat na pomoc praw­ną z Fran­cji. I zapew­ne poczekają.

Natu­ral­nie obo­wią­zy­wał suro­wy zakaz opusz­cza­nia obo­zu. Wyj­ście bez zezwo­le­nia, aby np. kupić chleb, gro­zi­ło karą 6 dni aresz­tu. Wła­dze obo­zo­we kara­ły aresz­tem wraz z twar­dym łożem”, czy­li koniecz­no­ścią spa­nia na cemen­to­wej posadz­ce bez sien­ni­ka, nawet za naj­mniej­sze wykro­cze­nia. Nie­po­kor­nych uchodź­ców prze­no­szo­no do obo­zu spe­cjal­ne­go”, któ­rym zarzą­dzał funk­cjo­na­riusz o pol­sko brzmią­cym nazwi­sku Dyn­kow­ski”.

Więk­szą moż­li­wość wydo­sta­nia się poza teren obo­zu mia­ły dzie­ci. Wyśli­zgi­wa­ły się za dru­ty obo­zu po to, aby udać się do pobli­skie­go mia­stecz­ka Arge­les-sur-Mer i kupić jedzenie.

Wycho­dzi­li­śmy poza obóz na pla­ży, gdzie nie było już ogro­dze­nia albo przez otwo­ry zro­bio­ne w ogro­dze­niu przez doro­słych. Straż­ni­cy zazwy­czaj pozwa­la­li dzie­ciom na tego rodza­ju opusz­cza­nie obo­zu, ale zda­rza­ły się przy­pad­ki, że zabie­ra­li oni zaku­pio­ną żyw­ność, a nawet nas bili

 opo­wia­da Helena.

Sto­su­nek władz fran­cu­skich do inter­no­wa­nych Pola­ków był zły. Jak usta­li­li pro­ku­ra­to­rzy, widać to było szcze­gól­nie w cza­sie prób udzie­le­nia pomo­cy inter­no­wa­nym w obo­zach przez orga­ni­za­cje poli­tycz­ne i cha­ry­ta­tyw­ne oraz kościel­ne. Kon­se­kwent­nie unie­moż­li­wia­no pra­cow­ni­kom PCK, Biur Pol­skich oraz kato­lic­kim duchow­nym dostar­cza­nie żyw­no­ści i odzieży.

W obo­zach w Arge­les-sur-Mer i Agde były bar­dzo złe warun­ki sani­tar­no – byto­we. Inter­no­wa­ni miesz­ka­li w rude­rach – drew­nia­nych bara­kach, posta­wio­nych na wil­got­nym, pod­mo­kłym tere­nie. Nie dawa­ły pra­wie żad­nej osło­ny przed zim­nem i desz­czem. Było w nich prze­raź­li­wie zim­no, bo bra­ko­wa­ło opa­łu. Bara­ki te były posta­wio­ne na tere­nie wil­got­nym. Prze­peł­nio­ne bra­ki były pokry­te bla­chą fali­stą. W każ­dym z nich miesz­ka­ło 4050 osób. Nie mia­ły pod­ło­gi, ani w miej­sca do spa­nia. Inter­no­wa­ni noce spę­dza­li bez­po­śred­nio na pia­sku, cza­sem na położ­nym na pia­sku kocu lub na słomie.

Ubi­ka­cje znaj­do­wa­ły się na zewnątrz – bez­po­śred­nio na pla­ży. W czę­ści obo­zu zaj­mo­wa­nej przez kobie­ty i dzie­ci znaj­do­wa­ła się tyl­ko jed­na pom­pa z wodą. Do mycia słu­ży­ła jed­nak woda mor­ska. Sil­ne hura­ga­ny, na począt­ku Nowe­go Roku (1941) w obo­zie w Arge­les-sur-Mer poła­ma­ły drze­wa i zepchnę­ły do morza kil­ka­na­ście bara­ków. Uto­pi­ło się wte­dy w morzu kil­ko­ro dzieci.

Inter­no­wa­ni w obo­zach gło­do­wa­li, bo Fran­cu­zi dawa­li mało żyw­no­ści. Na die­tę inter­no­wa­nych Pola­ków skła­da­ły się czę­sto jedy­nie bru­kiew lub bul­wy z wody i 100 gram czar­ne­go chle­ba na oso­bę na jeden dzień. W ogó­le więź­nio­wie nie jedli tłuszczów.

Głód naj­bar­dziej doskwie­rał dzie­ciom. W obo­zie w Gurs mdla­ły z wycień­cze­nia. Zda­rza­ły się rów­nież przy­pad­ki śmier­ci gło­do­wej dzie­ci. W obo­zie w Arge­les-sur-Mer przez dwa dni kobie­tom i dzie­ciom w ogó­le dawa­no jedze­nia. Lekarz, któ­ry badał póź­niej zwol­nio­nych z inter­no­wa­nia Pola­ków, stwier­dził u nie­któ­rych obja­wy obrzę­ku głodowego”.

Dostar­cza­na przez PCK żyw­ność była gra­bio­na przez szaj­ki okra­da­ją­ce kuch­nie obo­zo­we.. Dopie­ro po kil­ku mie­sią­cach, praw­do­po­dob­nie po kon­tro­li w obo­zie, dzie­ci zaczę­to kar­mić lep­szy­mi zupa­mi, dawa­no im owo­ce, a cza­sem nawet kawa­łek czekolady.

Jed­nak na począt­ku 1941 roku w obo­zie w Agde więk­szość pol­skich dzie­ci była cho­ra. Stwier­dzo­no wśród nich przy­pad­ki zacho­ro­wań na odrę i osta­tecz­nie szes­na­ścio­ro spo­śród nich odwie­zio­no do szpi­ta­la w Mont­pel­lier. Jed­no 3,5‑roczne dziec­ko zmar­ło. Na tere­nie obo­zu w Arge­les-sur-Mer była pla­ga szczurów.

O Boże, te szczu­ry to było coś strasz­ne­go. Były tak wygło­dzo­ne, że rzu­ca­ły się na nas! Mnie pogry­zły… Reszt­ki pozo­sta­łej żyw­no­ści mama przy­wią­zy­wa­ła na sznur­kach do sufi­tu, gdyż, w prze­ciw­nym razie, zosta­ła­by ona zje­dzo­na przez te gryzonie

wspo­mi­na Wanda.

Na począt­ku 1941 roku przed­sta­wi­cie­le PCK, Biur Pol­skich oraz Pol­skiej Misji Kato­lic­kiej zaczę­li nego­cjo­wać prze­nie­sie­nie osa­dzo­nych Pola­ków w Arge­les-sur-Mer i Agde do inne­go obo­zu. Z opo­ra­mi władz Vichy, ale uda­ło się.

W lutym 1941 roku zli­kwi­do­wa­no obóz w Agde, a znaj­du­ją­cy się w nim Pola­cy zosta­li prze­nie­sie­ni do Rive­sal­tes. Od kil­ku mie­się­cy pro­wa­dzo­no roz­mo­wy z wła­dza­mi fran­cu­ski­mi doty­czą­ce okre­śle­nia warun­ków, na jakich inter­no­wa­ni w obo­zach Pola­cy zosta­ną osta­tecz­nie zwol­nie­ni. Uda­ło się to w poło­wie 1941 roku, kie­dy to więk­szość Pola­ków zosta­ła zwol­nio­na z inter­no­wa­nia w Rive­sal­tes na sku­tek pozy­tyw­nej” decy­zji władz francuskich.

Inter­no­wa­ni po zwol­nie­niu z obo­zu tra­fia­li do schro­nisk PCK lub wynaj­mo­wa­nych hote­lach. Jed­nak nie wszy­scy. W mar­cu 1942 roku w obo­zach inter­no­wa­nia nadal prze­trzy­my­wa­no pra­wie 800 osób, w tym 520 Żydów posia­da­ją­cych pol­skie obywatelstwo.

Rodzi­na Seniu­ków zosta­ła zwol­nio­na z obo­zu w Rive­sal­tes pod koniec maja 1941 roku. Tra­fi­li do schro­ni­ska PCK w miej­sco­wo­ści La Basti­de. Póź­niej dołą­czy­ła do nich rodzi­na Karbowników.

Losy inter­no­wa­nych Żydów

W obo­zach inter­no­wa­nia osa­dza­ni byli rów­nież Żydzi posia­da­ją­cy pol­skie oby­wa­tel­stwo. Doty­czy­ły ich jed­nak inne zasa­dy. Z obo­zów inter­no­wa­nia zosta­li prze­wie­zie­ni do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, gdzie zgi­nę­li. Jed­nak wcze­śniej musie­li się pod­dać odręb­nej akcji zwią­za­nej z ich spi­sem”. W tym wypad­ku jed­nak posia­da­nie pol­skie­go oby­wa­tel­stwa nie rato­wa­ło przed reje­stra­cją. Zresz­tą ten spis” tak napraw­dę był wstę­pem do depor­ta­cji Żydów do obo­zów zagła­dy, mię­dzy inny­mi w Auschwitz. Było to zgod­ne z poli­ty­ką władz Vichy, zmie­rza­ją­cą do ich eksterminacji.

Pierw­sze depor­ta­cje Żydów do obo­zów w Gurs, Rive­sal­tes, Les Mil­les i innych nastą­pi­ły już w paź­dzier­ni­ku 1940 roku. Trans­por­ty z tych obo­zów bez­po­śred­nio do obo­zów zagła­dy mia­ły miej­sce począw­szy od sierp­nia 1942 roku, kie­dy to wła­dze fran­cu­skie pod­ję­ły dzia­ła­nia w celu ich opróż­nie­nia” na tere­nie nie­oku­po­wa­nym z Żydów inter­no­wa­nych tam po paź­dzier­ni­ku 1940 roku.

Oprócz Żydów w obo­zach umiesz­cza­no innych cudzo­ziem­ców, do któ­rych odno­si­ły się te same prze­pi­sy. Osa­dze­ni tam zosta­li Cyga­nie, Wło­si, Bel­go­wie, Holen­drzy, Angli­cy, Ame­ry­ka­nie, Rosja­nie. Ukra­iń­cy, tak­że Niem­cy, a ponad­to znacz­na ilość Hisz­pa­nów, w szcze­gól­no­ści – uczest­ni­ków woj­ny domo­wej, któ­rzy wal­czy­li po stro­nie komu­ni­stów, a po wyco­fa­niu się na teren Fran­cji – zosta­li inter­no­wa­ni w obozach.

Rodzi­ny Seniu­ków i Kar­bow­ni­ków po woj­nie nie chcia­ły zostać we Fran­cji. W 1946 roku jako repa­trian­ci wró­ci­li do Pol­ski. Nigdy nie odwie­dzi­li Fran­cji, bo chcie­li jak naj­szyb­ciej zapomnieć.