Eks­per­ci od etyki

Klau­zu­la sumie­nia jest przez leka­rzy nad­uży­wa­na – uznał Komi­tet Bio­ety­ki PAN. A jak z sumie­niem osób, któ­re wcho­dzą w skład tegoż komitetu?

Nie­trud­no się domy­ślić, że sta­no­wi­sko tego gre­mium, któ­re­go skład jest dostęp­ny tu [http://​www​.bio​ety​ka​.pan​.pl/​i​n​d​e​x​.​p​h​p​/​s​kad] to pochod­na tzw. spra­wy prof. Bog­da­na Cha­za­na. Pro­fe­sor był do nie­daw­na dyrek­to­rem szpi­ta­la gine­ko­lo­gicz­no-położ­ni­cze­go pod wezwa­niem Świę­tej Rodzi­ny. Po odmo­wie prze­pro­wa­dze­nia abor­cji u pacjent­ki, któ­ra mia­ła do tego zabie­gu wska­za­nia, po kon­tro­li został zwol­nio­ny ze sta­no­wi­ska przez pre­zy­dent Warszawy.

Według bio­ety­ków z Pol­skiej Aka­de­mii Nauk pra­wo do sto­so­wa­nia klau­zu­li sumie­nia pra­wo to przy­słu­gu­je wyłącz­nie leka­rzom, den­ty­stom, pie­lę­gniar­kom czy położ­nym. Nie mają go przed­sta­wi­cie­le innych zawo­dów medycz­nych, w szcze­gól­no­ści far­ma­ceu­ci. Z klau­zu­li sumie­nia mogą też korzy­stać wyłącz­nie oso­by fizycz­ne, tym­cza­sem np. abor­cji odma­wia­ją podob­no nawet całe szpi­ta­le. To – wg człon­ków Komi­te­tu – nale­ży uznać za nadużycie”.

Cie­ka­we, że o ety­ce wypo­wia­da­ją się oso­by, któ­rych postę­po­wa­nie w prze­szło­ści wywo­ły­wa­ło kontrowersje.

W 2009 roku poja­wi­ła się infor­ma­cja o wyso­ko­ści zarob­ków zna­nych onko­lo­gów z Cen­trum Onko­lo­gii w War­sza­wie, któ­rzy prze­pro­wa­dza­li szko­le­nia leka­rzy rodzin­nych. Poda­no, że dr Janusz Meder, pre­zes Pol­skiej Unii Onko­lo­gii, przez trzy lata zaro­bił 619 tys. zł za pro­wa­dze­nie wykła­dów, a w sumie na opła­ce­nie wykła­dow­ców wyda­no w tym okre­sie 2 mln zł. Takie staw­ki za szko­le­nie co roku akcep­to­wa­ło Mini­ster­stwo Zdro­wia. Leka­rze tłu­ma­czą, że nie wzię­li nawet zło­tów­ki wię­cej, niż zaak­cep­to­wał resort. Z ich wyli­czeń wyni­ka, że szko­le­nie jed­ne­go leka­rza rodzin­ne­go kosz­to­wa­ło ok. 320 zł.

Dr Meder tak tłu­ma­czył udział w szkoleniach:

- Ata­ku­ją nas mora­li­ści. A ja np. nie bra­łem udzia­łu w żad­nych bada­niach kli­nicz­nych, któ­re były­by płat­ne za pacjen­ta. Jeże­li uczest­ni­czy­łem, to w bez­płat­nych, we współ­pra­cy z kole­ga­mi z Euro­py. Nie mam cza­su na prak­ty­kę pry­wat­ną, a wia­do­mo, jakie dzi­siaj są ceny pry­wat­nych wizyt. Dyżu­rów lekar­skich nie bio­rę, bo po nocach piszę. Żeby zaro­bić podob­ne pie­nią­dze, wystar­czy­ło­by brać dyżu­ry w dwa week­en­dy mie­sią­ca – tłu­ma­czy doktor.

Pro­gram, któ­ry reali­zo­wa­ło Cen­trum Onko­lo­gii, miał edu­ko­wać spo­łe­czeń­stwo, leka­rzy i stu­den­tów medy­cy­ny. Pie­nią­dze prze­zna­czo­ne na jego reali­za­cję nie były prze­wi­dzia­ne na leczenie.

- Nie popeł­ni­li­śmy żad­ne­go prze­stęp­stwa. Jestem przy­gnę­bio­ny, ponie­waż czu­ję się malut­ki wobec machi­ny, któ­ra pró­bu­je mnie zmiaż­dżyć – pod­su­mo­wał dr Meder.”

(cytat za Mie­sięcz­ni­kiem Okrę­go­wej Izby Lekar­skiej w War­sza­wie)

Pro­fe­sor Wie­sław W. Jędrzej­czak, hema­to­log, był do nie­daw­na kon­sul­tan­tem kra­jo­wym. W maju 2003 r. pro­fe­sor zde­cy­do­wał się na eks­pe­ry­ment medycz­ny. Pole­gał on na lecze­niu bia­łacz­ki nowa­tor­ską meto­dą. Eks­pe­ry­ment pole­gał na prze­szcze­pie­niu – zamiast szpi­ku – komó­rek macie­rzy­stych krwi pępo­wi­no­wej. Cięż­ko cho­ry na bia­łacz­kę Bar­tek Misiak był, według pro­fe­so­ra, ide­al­ny do prze­pro­wa­dze­nia eks­pe­ry­men­tu, bo w ogrom­nej, 8‑milionowej bazie daw­ców szpi­ku kost­ne­go – jak twier­dził prof. Jędrzej­czak – nie było daw­cy dla tego pacjen­ta. Nie­praw­da. W chwi­li, gdy waży­ło się życie chło­pa­ka i gdy decy­do­wa­no się na eks­pe­ry­ment, na całym świe­cie w bazie danych było dla nie­go 565 poten­cjal­nych daw­ców, w samej Euro­pie 291.

Pro­fe­sor Jędrzej­czak opi­sał tę histo­rię w 2005 r. w piśmie medycz­nym Archi­vum Immu­no­lo­giae Et The­ra­piae Expe­ri­men­ta­lis”. Stwier­dza tam jasno, że decy­zja o roz­po­czę­ciu eks­pe­ry­men­tu z udzia­łem Bart­ka zosta­ła pod­ję­ta po nie­uda­nych poszu­ki­wa­nia daw­cy szpi­ku: Nie posia­dał on (Bar­tosz Misiak) daw­cy rodzin­ne­go, rów­nież poszu­ki­wa­nia daw­cy nie­spo­krew­nio­ne­go nie przy­nio­sły rezul­ta­tu” – napi­sał pro­fe­sor. Kie­dy Bar­tek cze­kał na prze­szczep szpi­ku, prof. Wie­sław W. Jędrzej­czak dostał pra­wie 300 tys. zł z ówcze­sne­go Komi­te­tu Badań Nauko­wych na prze­pro­wa­dze­nie eks­pe­ry­men­tu medycznego.

Bar­tek był pierw­szym pacjen­tem, na któ­rym wypró­bo­wa­no nową meto­dę lecze­nia. Jako że nie było daw­ców szpi­ku, pro­fe­sor Jędrzej­czak dostał zie­lo­ne świa­tło od Komi­sji Bio­etycz­nej przy Aka­de­mii Medycz­nej w War­sza­wie na prze­pro­wa­dze­nie nowa­tor­skiej tera­pii. Jed­nak nie­praw­da, że nie było daw­cy. Bar­tek miał ojca, któ­ry mógł być daw­cą, a zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cą pro­ce­du­rą jed­ną z pierw­szych obo­wiąz­ko­wych czyn­no­ści przy lecze­niu bia­łacz­ki jest zba­da­nie krew­nych cho­re­go. Pro­fe­sor Jędrzej­czak musiał o tym wie­dzieć, bo jako kra­jo­wy kon­sul­tant ds. hema­to­lo­gii zatwier­dzał tę pro­ce­du­rę. Jest ona zresz­tą dla wszyst­kich fachow­ców oczy­wi­sta. 103 dni po prze­pro­wa­dze­niu tera­pii Bar­tek zmarł.

Razem z Łuka­szem Kurt­zem opi­sa­łem tę histo­rię w Dzien­ni­ku” w 2007 r. Main­ste­re­amo­we po publi­ka­cji media zaata­ko­wa­ły jed­nak nie pro­fe­so­ra, ale auto­rów repor­ta­żu i redak­cję. Gaze­ta Wybor­cza” w chó­rze z Moni­ką Olej­nik twier­dzi­ła, że… arty­kuł był skie­ro­wa­ny prze­ciw­ko prze­szcze­pom. Dzia­ła­nia hema­to­lo­ga poparł ówcze­sny mini­ster zdro­wia – prof. Zbi­gniew Religa.

Z kar­to­te­ki Mini­ster­stwa Obro­ny Naro­do­wej prze­ję­tej przez IPN wyni­ka, że Wie­sław Jędrzej­czak został pozy­ska­ny do współ­pra­cy 29 mar­ca 1968 r. przez Zarząd Woj­sko­wej Służ­by Wewnętrz­nej Pomor­skie­go Okrę­gu Woj­sko­we­go (oddział WSW w Łodzi) i zare­je­stro­wa­ny jako TW Wik­tor” (nr rej. 16343). Z życio­ry­su prof. Jędrzej­cza­ka wyni­ka, że był wte­dy 21-let­nim stu­den­tem Woj­sko­wej Aka­de­mii Medycz­nej w Łodzi. Akta Wik­to­ra” zosta­ły znisz­czo­ne 21 sierp­nia 1990 r.

Wobec nie­któ­rych człon­ków Komi­te­tu for­mu­ło­wa­ne są zarzu­ty, że moż­na ich nazwać lob­by­sta­mi firm zaj­mu­ją­cych się in vitro. Prof. Zbi­gniew Sza­war­ski jest prze­wod­ni­czą­cym Komi­te­tu Bio­ety­ki PAN. Wraz z inny­mi człon­ka­mi Komi­te­tu Bio­ety­ki, prof. Ele­ono­rą Zie­liń­ską z UW, prof. Lesz­kiem Kubic­kim i prof. Jac­kiem Zarem­bą, człon­kiem-kore­spon­den­tem PAN był współ­au­to­rem SLD-owskie­go pro­jek­tu usta­wy lega­li­zu­ją­cej in vitro, przy­go­to­wa­ne­go w Sej­mie poprzed­niej kaden­cji pod patro­na­tem Fede­ra­cji na rzecz Kobiet i Pla­no­wa­nia Rodzi­ny oraz Sto­wa­rzy­sze­nia Nasz Bocian”.

Komu prze­szka­dza IPN w Katowicach?

Wła­ści­wie nie powin­na mnie dzi­wić ani reto­ry­ka, ani spoj­rze­nie na pol­ską histo­rię i Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej, pre­zen­to­wa­ne na łamach Dzien­ni­ka Zachod­nie­go. To cza­so­pi­smo jest wyda­wa­ne przez Pol­ska­pres­se, któ­ra jest z kolei czę­ścią nie­miec­kie­go kon­cer­nu medial­ne­go Ver­lags­grup­pe Pas­sau. To widać i czuć na łamach.

Chy­ba żad­na z dymi­sji nie wzbu­dzi­ła ostat­nio w Kato­wi­cach i regio­nie takich emo­cji, jak odwo­ła­nie dyrek­to­ra kato­wic­kie­go Oddzia­łu Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej Andrze­ja Dro­go­nia. Suwe­ren­na decy­zja pre­ze­sa IPN sta­ła się pożyw­ką dla roz­ma­itych spe­ku­la­cji i – co czę­ste w przy­pad­ku, kie­dy mowa jest o tej insty­tu­cji – dała asumpt prze­ciw­ni­kom ist­nie­nia Insty­tu­tu. Nawia­sem mówiąc tak­że dr Dro­goń przy­czy­nił się tro­chę do wywo­ła­nia szu­mu medial­ne­go wokół jego zwol­nie­nia, udzie­la­jąc na pra­wo i lewo wywiadów.

W pią­tek, 4 lip­ca na łamach regio­nal­nej gaze­ty Pol­ska Dzien­nik Zachod­ni”, podob­no jed­ne­go z naj­po­czyt­niej­szych (nie nale­ży tego mylić z opi­nio­twór­czo­ścią) dzien­ni­ków w woje­wódz­twie ślą­skim wyda­wa­ne­go przez spół­kę Pol­ska­pres­se (spół­ka-cór­ka nie­miec­kie­go kon­cer­nu Ver­lags­grup­pe Pas­sa­au), uka­zał się arty­kuł pió­ra Tere­sy Semik pod zaska­ku­ją­cym tytu­łem Czy IPN słu­ży jesz­cze demokracji?”

Autor­ka, któ­ra w innych swo­ich tek­stach oscy­lu­je pomię­dzy sza­cun­kiem dla ofiar pacy­fi­ka­cji ślą­skich kopalń w grud­niu 1981 r., a admi­ra­cją dla komu­ni­stycz­ne­go woje­wo­dy Jerze­go Zięt­ka, tym razem uzna­ła, że Oddział IPN w Kato­wi­cach zasłu­gu­je na suro­wą oce­nę i nie omiesz­ka­ła dopu­ścić do gło­su jego krytyków.

Już lead, czy­li pierw­szy aka­pit arty­ku­łu, wpro­wa­dza­ją­cy w zagad­nie­nie, poda­ją­cy w skró­cie naj­istot­niej­sze infor­ma­cje, a czę­sto tak­że i kon­klu­zje, zawie­ra zda­nie z wypo­wie­dzi posła SLD Zbysz­ka Zabo­row­skie­go, któ­ry w tonie cha­rak­te­ry­stycz­nym dla człon­ków tej for­ma­cji bez­ce­re­mo­nial­nie orze­ka: To Insty­tut Pro­pa­go­wa­nia Nie­na­wi­ści, powi­nien być zlikwidowany”. 

Trud­no zresz­tą wyma­gać od posła Zabo­row­skie­go, pry­wat­nie skąd­inąd inte­li­gent­ne­go czło­wie­ka, sym­pa­tii do IPN. Co rusz jakiś jego zna­jo­my oka­zu­je się kłam­cą lustra­cyj­nym lub jego agen­tu­ral­na prze­szłość zosta­ła ujaw­nio­na przez histo­ry­ków czy pro­ku­ra­to­rów IPN.

Moż­na jedy­nie żało­wać, że pani Semik nie poku­si­ła się, by się­gnąć głę­biej do życio­ry­su czło­wie­ka, któ­re­mu tak chęt­nie udzie­li­ła gło­su. Może sta­ra się być dobrze wycho­wa­na, i brzy­dzi się wery­fi­ka­cją życio­ry­sów cyto­wa­nych autorytetów?

Przy­wią­za­ny do legi­ty­ma­cji PZPR

Zby­szek (a w zasa­dzie Zbi­gniew) Zabo­row­ski zbyt wie­le zawdzię­cza sys­te­mo­wi komu­ni­stycz­ne­mu, by być jego kry­ty­kiem, tak w prze­szło­ści, jak i obec­nie. W latach 19771982 prze­wod­ni­czył Socja­li­stycz­ne­mu Związ­ko­wi Stu­den­tów Pol­skich na Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim. Kie­dy w 1980 r. powsta­wa­ło Nie­za­leż­ne Zrze­sze­nie Stu­den­tów, był już człon­kiem PZPR.

Nie rzu­cił legi­ty­ma­cją par­tyj­ną, gdy bez­par­tyj­ny prof. August Cheł­kow­ski został we wrze­śniu 1981 r. rek­to­rem uczel­ni, ani też kie­dy czte­ry mie­sią­ce póź­niej ten­że Cheł­kow­ski został inter­no­wa­ny, a w Kato­wi­cach na kopal­ni Wujek” doszło do masa­kry gór­ni­ków straj­ku­ją­cych w pro­te­ście prze­ciw ogło­sze­niu sta­nu wojennego.

Zabo­row­ski być może wie­dział, że zgod­nie z wytycz­ny­mi Komi­te­tu Woje­wódz­kie­go PZPR karie­rę na Wydzia­le Nauk Spo­łecz­nych po wpro­wa­dze­niu sta­nu wojen­ne­go mogli kon­ty­nu­ować wyłącz­nie zaufa­ni towa­rzy­sze”. Kie­dy w 1982 r. z uczel­ni zwal­nia­no ele­ment reak­cyj­ny i kle­ry­kal­ny”, Zabo­row­ski został pra­cow­ni­kiem nauko­wo-dydak­tycz­nym . Par­tii pozo­stał wier­ny do końca.

Nie poże­gnał się z nią nawet po wybo­rach czerw­co­wych, latem 1989 r. kie­dy to uczel­nia­na orga­ni­za­cja PZPR stra­ci­ła więk­szość swo­ich człon­ków. On prze­ciw­nie – dora­biał na eta­cie w Wydzia­le Nauki, Edu­ka­cji i Kul­tu­ry Komi­te­tu Woje­wódz­kie­go PZPR w Kato­wi­cach. Był jed­nym z lide­rów Ruchu 8 Lip­ca” na Gór­nym Ślą­sku, frak­cji w łonie par­tii komu­ni­stycz­nej, powsta­łej z ini­cja­ty­wy libe­ral­nej” czę­ści człon­ków PZPR po klę­sce wybor­czej w czerw­cu 1989 r. Zaan­ga­żo­wa­ny w budo­wę par­tii post­ko­mu­ni­stycz­nej w 1990 r. został sekre­ta­rzem Woje­wódz­kie­go Komi­te­tu Wyko­naw­cze­go SdRP w Kato­wi­cach, co już w wol­nej Pol­sce otwo­rzy­ło dro­gę dal­szej kariery.

Zabo­row­ski obra­ża histo­ry­ków z IPN, mówiąc, że Histo­rią naj­now­szą powin­ni zająć się poważ­ni histo­ry­cy, a nie z zacią­gu PiS-owskie­go” i oskar­ża­jąc Insty­tut o zbyt­nie upo­li­tycz­nie­nie. Wypo­wia­da te sło­wa czło­wiek, któ­ry w latach osiem­dzie­sią­tych był pra­cow­ni­kiem Zakła­du Mię­dzy­na­ro­do­wych Sto­sun­ków Poli­tycz­nych XX wie­ku na Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim, gdzie bada­nia pro­wa­dzo­no w opar­ciu o mark­si­stow­ską meto­do­lo­gię i wytycz­ne pły­ną­ce z takich pla­có­wek jak Aka­de­mia Nauk Spo­łecz­nych przy KC PZPR.

Żaden z histo­ry­ków zatrud­nio­nych w kato­wic­kim IPN nie jest – i w momen­cie przyj­mo­wa­nia do pra­cy nie był – człon­kiem jakie­kol­wiek par­tii poli­tycz­nej. Zarzut o upo­li­tycz­nie­nie w ustach czło­wie­ka, któ­ry w okre­sie kie­dy parał się pra­cą nauko­wą był człon­kiem par­tii komu­ni­stycz­nej, to nie tyl­ko smut­ny żart, ale brak inte­lek­tu­al­nej (?) uczci­wo­ści ze stro­ny autor­ki arty­ku­łu, któ­ra powin­na zadać sobie wię­cej tru­du w pozna­niu ście­żek karie­ry swo­je­go rozmówcy.

Bada­niem naj­now­szej histo­rii Pol­ski powin­ni się zająć poważ­ni histo­ry­cy, a nie pro­pa­gan­dy­ści. Na wszyst­kich uni­wer­sy­te­tach mamy insty­tu­ty histo­rii, mamy Pol­ską Aka­de­mię Nauk” – po raz kolej­ny obra­ża histo­ry­ków zatrud­nio­nych w IPN Zabo­row­ski, co znów skrzęt­nie i bez­re­flek­syj­nie przy­ta­cza dzien­ni­kar­ka Dzien­ni­ka Zachodniego”.

War­to w tym miej­scu przy­po­mnieć, że więk­szość pra­cow­ni­ków Biu­ra Edu­ka­cji Publicz­nej IPN w Kato­wi­cach posia­da sto­pień nauko­wy dok­to­ra nauk huma­ni­stycz­nych w dzie­dzi­nie histo­rii, któ­ry nada­wa­ny jest wyłącz­nie przez wydzia­ły szkół wyż­szych i nie­któ­re pla­ców­ki nauko­we, w dro­dze prze­wo­du dok­tor­skie­go tyl­ko tej oso­bie, któ­ra, zda­ła egza­mi­ny dok­tor­skie i obro­ni­ła roz­pra­wę doktorską.

Sko­ro – zda­niem posła Zabo­row­skie­go – posia­da­cze takie­go tytu­łu nie są poważ­ny­mi histo­ry­ka­mi”, a pro­pa­gan­dy­sta­mi, to powi­nien mieć pre­ten­sje do tych uczel­ni, któ­re potwier­dzi­ły ich obec­ność w świe­cie nauki pol­skiej. To wła­śnie powy­żej przy­to­czo­ne wypo­wie­dzi posła Zabo­row­skie­go, a nie publi­ka­cje pra­cow­ni­ków kato­wic­kie­go IPN, są przy­kła­dem nie­uczci­wej poli­tycz­nej pro­pa­gan­dy, upra­wia­nej na prze­kór oczy­wi­stym faktom.

Pra­ce nauko­we histo­ry­ków Insty­tu­tu powin­ny być i są oce­nia­ne przez innych naukow­ców, spe­cja­li­stów w danej dzie­dzi­nie i to na ich recen­zjach, a nie wynu­rze­niach post­ko­mu­ni­stycz­ne­go poli­ty­ka, powin­na oprzeć się Tere­sa Semik. Wyma­ga­ło­by to jed­nak być może wie­lo­go­dzin­nej wizy­ty w biblio­te­ce, cze­go nie moż­na powie­dzieć o roz­mo­wie z posłem, do któ­rej wystar­czy odro­bi­na chę­ci i życz­li­wie prze­ka­za­ny numer telefonu.

Pro­fe­sor wie pra­wie wszystko

Dru­gi z jej roz­mów­ców, histo­ryk z Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go prof. Zyg­munt Woź­nicz­ka, czę­ścio­wo sta­je po stro­nie IPN, choć nie brak i w tym przy­pad­ku bez­pod­staw­ne­go przy­ty­ku, że (cytat): Publi­ka­cje IPN czę­sto nie są kon­fron­to­wa­ne z inny­mi źró­dła­mi i wie­le jest ska­żo­nych wyłącz­nie esbec­kim spoj­rze­niem”. Tro­chę to dziw­ne podej­ście bio­rąc pod uwa­gę, że pro­fe­sor był w 2010 r. człon­kiem Spo­łecz­ne­go Komi­te­tu Popar­cia Jaro­sła­wa Kaczyńskiego.

Moż­na tyl­ko żało­wać, że było nie było habi­li­to­wa­ny pra­cow­nik nauki nie zadał sobie tru­du, by dokład­nie przej­rzeć mono­gra­fie i arty­ku­ły histo­ry­ków z kato­wic­kie­go Oddzia­łu Insty­tu­tu, cho­ciaż­by takich auto­rów jak dr Adam Dziu­ba, dr Bogu­sław Tracz czy Seba­stian Rosen­baum, któ­rzy pisząc o upad­ku sys­te­mu komu­ni­stycz­ne­go, straj­kach w 1988 r. czy wybo­rach w 1989 r. opie­ra­li się na wyni­kach kwe­rend archi­wal­nych zarów­no w IPN, jak i w Archi­wum Pań­stwo­wym w Kato­wi­cach, Archi­wum Akt Nowych w War­sza­wie, innych archi­wach lokal­nych oraz prasie.

Podob­nie fun­da­men­tal­ne opra­co­wa­nia o sto­sun­ku władz pań­stwo­wych do kościo­ła kato­lic­kie­go dr Łucji Marek i dr hab. Ada­ma Dziu­ro­ka, rów­nież opar­te na sze­ro­kiej kwe­ren­dzie źró­dło­wej. Twier­dze­nie, że ich pra­ce zosta­ły ska­żo­ne wyłącz­nie esbec­kim spoj­rze­niem”, mija się z praw­dą czy­li jest zwy­czaj­nym kłam­stwem, co Tere­sa Semik powin­na wychwy­cić kon­stru­ując swój tekst, a nie opie­rać się na auto­ry­te­cie prof. Woź­nicz­ki, nota bene nie cie­szą­ce­go się w śro­do­wi­sku zawo­do­wych histo­ry­ków szcze­gól­ną atencją.

Wszyst­ko wska­zu­je na to, że autor­ka rów­nież nie zapo­zna­ła się publi­ka­cja­mi pra­cow­ni­ków refe­ra­tu nauko­we­go Biu­ra Edu­ka­cji Publicz­nej IPN w Kato­wi­cach, a szko­da. Woź­nicz­ka ma zresz­tą pra­wo nie lubić Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej. Podob­nie jak więk­szość kato­wic­kich histo­ry­ków z jego poko­le­nia oddał w swo­im cza­sie try­but socja­li­stycz­nej huma­ni­sty­ce, pisząc dyser­ta­cję dok­tor­ską o Ruchu Obroń­ców Poko­ju w Pol­sce w latach 19481974, któ­rą obro­nił w 1984 r.

Pro­mo­to­rem pra­cy dok­tor­skiej Z. Woź­nicz­ki był towa­rzysz Andrzej Wer­blan, któ­ry oprócz zaj­mo­wa­nia kate­dry pro­fe­sor­skiej na , był rów­nież redak­to­rem naczel­nym komu­ni­stycz­ne­go pisma ide­olo­gicz­ne­go Nowe Dro­gi” i dyrek­to­rem Insty­tu­tu Pod­sta­wo­wych Pro­ble­mów Mark­si­zmu-Leni­ni­zmu Komi­te­tu Cen­tral­ne­go PZPR.

W wol­nej Pol­sce Zyg­munt Woź­nicz­ka porzu­cił swo­je nie­daw­ne pasje badaw­cze i jako jeden z pierw­szych w kato­wic­kim śro­do­wi­sku nauko­wym poświę­cił się odkry­wa­niu tzw. bia­łych plam. Chwa­ła mu za to.

Jed­nak wyda­na prze­zeń w 1992 r. mono­gra­fia Zrze­sze­nia Wol­ność i Nie­za­wi­słość” zosta­ła kry­tycz­nie przy­ję­ta przez część recen­zen­tów, któ­rzy zarzu­ci­li mu m.in. popeł­nie­nie pla­gia­tu z arty­ku­łu Janu­sza Kur­ty­ki oraz nie­pu­bli­ko­wa­nej roz­pra­wy dok­tor­skiej Toma­sza Honkisza.

Dobry histo­ryk to pokor­ny historyk

Nale­ży oddać uczci­wość, że autor­ka arty­ku­łu dopusz­cza do gło­su histo­ry­ków bro­nią­cych dorob­ku IPN – dr Andrze­ja Krzy­sty­nia­ka i dr Jac­ka Kur­ka. Sęk w tym, że pierw­szy z nich nie ma jesz­cze znacz­niej­sze­go dorob­ku nauko­we­go, a dru­gi nie zaj­mo­wał się w swo­ich bada­niach sys­te­ma­mi tota­li­tar­ny­mi i dzie­ja­mi PRL. Ten ostat­ni znów nie­po­trzeb­nie powta­rza jak man­trę argu­ment o upo­li­tycz­nie­niu IPN.

Bada­cze dzie­jów naj­now­szych zwią­za­ni z Uni­wer­sy­te­tem Ślą­skim w Kato­wi­cach bez wąt­pie­nia mają pro­blem z kato­wic­kim Oddzia­łem IPN. Z jed­nej stro­ny uczci­wość inte­lek­tu­al­na nie pozwa­la im potę­pić w czam­buł czy przejść obo­jęt­nie obok dorob­ku nauko­we­go pra­cow­ni­ków Insty­tu­tu, z dru­giej zaś więk­szość z nich ma za sobą heglow­skie uką­sze­nie”, o któ­rym dziś nie­chęt­nie wspo­mi­na­ją w swo­ich ofi­cjal­nych życiorysach.

Rów­nież doro­bek nauko­wy i ilość publi­ka­cji poświę­co­nych histo­rii naj­now­szej po 1945 r., zwłasz­cza dzie­jom PRL, któ­re wyszły spod pió­ra histo­ry­ków z Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go są wię­cej niż skrom­ne. Co praw­da kie­dy w 1992 r. reor­ga­ni­zo­wa­no struk­tu­rę Insty­tu­tu Histo­rii powstał Zakład Histo­rii Naj­now­szej po 1945 roku, jed­nak do 2012 r. jego sze­fem był Andrzej Topol, autor m.in. wyjąt­ko­wo zide­olo­gi­zo­wa­ne­go skryp­tu Głów­ne pro­ble­my roz­wo­ju poli­tycz­ne­go Pol­skiej Rze­czy­po­spo­li­tej Ludo­wej”, któ­ry od 1979 r. sta­no­wił dla stu­den­tów pod­sta­wę mate­ria­łu do egza­mi­nów z histo­rii powo­jen­nej Pol­ski na histo­rii i naukach politycznych.

Z róż­nych wzglę­dów prof. Topol nie był zapew­ne zain­te­re­so­wa­ny, by w jego zakła­dzie były pro­wa­dzo­ne jakieś sze­ro­ko zakro­jo­ne bada­nia nad regio­nem w cza­sach PRL. Być może klu­czem do całe­go pro­ble­mu lokal­nych, kato­wic­kich elit z Insty­tu­tem, jak i w ogó­le z sze­ro­ko poję­tą deko­mu­ni­za­cją, jest wła­śnie ich oso­bi­ste – zawo­do­we i towa­rzy­skie – uwi­kła­nie w tam­ten system?

Redak­tor­ka – księgowa

Tere­sa Semik nie omiesz­ka­ła wyto­czyć dział prze­ciw­ko IPN w posta­ci argu­men­tów finan­so­wych. Sza­fu­je licz­ba­mi, chcąc udo­wod­nić, że Insty­tut pochła­nia zbyt dużo środ­ków, a mię­dzy wier­sza­mi moż­na wyczy­tać, że są to w zasa­dzie pie­nią­dze zmar­no­wa­ne. Zaraz potem znów przy­wo­łu­je Zbysz­ka Zabo­row­skie­go, któ­ry prze­ko­nu­je expres­sis ver­bis, że IPN nie słu­ży demo­kra­cji”.

Na szczę­ście jest to pry­wat­ne zda­nie pana posła, któ­ry widać ma inne poję­cie demo­kra­cji, niż to przyj­mo­wa­ne w świe­cie zachod­niej kul­tu­ry poli­tycz­nej. Być może bliż­sza jest mu wciąż demo­kra­cja ludo­wa” albo demo­kra­cja typu leni­now­skie­go” z jej cen­tra­li­zmem demo­kra­tycz­nym i rze­ko­mym ludowładztwem?

Nie wia­do­mo, dla­cze­go dr Krzy­sty­niak, uwa­ża, że ofen­sy­wa praw­dy w ostat­nich latach znacz­nie jed­nak stra­ci­ła impet”, a Insty­tut stał się zbyt her­me­tycz­ny”. Ilość ksią­żek i ini­cja­tyw podej­mo­wa­nych tyl­ko w cią­gu ubie­głych dwóch-trzech lat prze­czy tym twier­dze­niom. Oddział IPN w Kato­wi­cach jako jedy­ny w Pol­sce wyda­je od dwóch lat wła­sne cza­so­pi­smo poświę­co­ne histo­rii regio­nu w XX wieku.

Cza­sy­pi­smo” to boga­to ilu­stro­wa­ne i nowo­cze­śnie poskła­da­ne zdą­ży­ło już zdo­być popu­lar­ność i zaufa­nie licz­nych czy­tel­ni­ków. Każ­de­go roku z ini­cja­ty­wy i dzię­ki pra­cy pra­cow­ni­ków Biu­ra Edu­ka­cji Publicz­nej, powsta­ją nowe wysta­wy i orga­ni­zo­wa­ne są kon­fe­ren­cje nauko­we, zarów­no lokal­ne, jak i mię­dzy­na­ro­do­we. Wciąż uka­zu­ją się książ­ki, by przy­po­mnieć tyl­ko słyn­ną pt. Wywóz­ka. Depor­ta­cja miesz­kań­ców Gór­ne­go Ślą­ska do obo­zów pra­cy przy­mu­so­wej w Związ­ku Sowiec­kim w 1945 r. Fak­to­gra­fia – kon­tek­sty – pamięć” pod redak­cją Seba­stia­na Rosen­bau­ma i Dariu­sza Węgrzy­na, któ­rej nakład roz­szedł się w mgnie­niu oka.

Jeśli do tego doda­my sze­reg arty­ku­łów, wykła­dów, i dzia­łań edu­ka­cyj­nych, otrzy­mu­je­my obraz spraw­nie dzia­ła­ją­cej insty­tu­cji, wciąż potrzeb­nej w tej czę­ści świa­ta, by przy­wró­cić nor­mal­ność po tra­gicz­nych doświad­cze­niach XX wie­ku. To wła­śnie kon­se­kwent­ny demon­taż pozo­sta­ło­ści anty­de­mo­kra­tycz­nych sys­te­mów wła­dzy bez­sprzecz­nie słu­ży demo­kra­cji, wbrew temu, co uwa­ża poseł Zaborowski.

Nie wiem, jakie inten­cje przy­świe­ca­ły autor­ce arty­ku­łu. Mogę się jedy­nie domy­ślać, że i dla niej IPN sta­no­wi pro­blem, z któ­rym trud­no jest żyć, a jesz­cze trud­niej się oswo­ić. Być może chcia­ła zacho­wać dzien­ni­kar­ską bez­stron­ność, ale dobór roz­mów­ców, jak przy­wo­ły­wa­ne przez nią argu­men­ty wska­zu­ją wyraź­nie, po któ­rej stro­nie bije jej serce.

Szko­da, że czy­tel­nik Dzien­ni­ka Zachod­nie­go” po raz kolej­ny otrzy­mał znie­kształ­co­ną wizję świa­ta, w któ­rym oso­bi­ste obiek­cje i ura­zy kła­dą się cie­niem na obra­zie dzia­łal­no­ści tej, jak­że waż­nej dla demo­kra­cji w Pol­sce, insty­tu­cji publicznej.
A może o to chodziło?

S 92/​06/​Zk

IPN: Śledz­two prze­ciw­ko Ste­fa­no­wi Mich­ni­ko­wi podej­rza­ne­mu o popeł­nie­nie zbrod­ni komu­ni­stycz­nych będą­cych jed­no­cze­śnie zbrod­nia­mi prze­ciw­ko ludzkości.

(sygn. akt S 92/​06/​Zk) Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej w Warszawie

michnik_stefan

Przed­mio­to­we śledz­two prze­ciw­ko Ste­fa­no­wi Mich­ni­ko­wi, podej­rza­ne­mu o nie­do­peł­nia­nie obo­wiąz­ków w zakre­sie kon­tro­li zasad­no­ści i ter­mi­no­wo­ści czyn­no­ści pro­ce­so­wych podej­mo­wa­nych w przed­mio­cie prze­dłu­ża­nia okre­su sto­so­wa­nia tym­cza­so­we­go aresz­to­wa­nia Józe­fa Stem­le­ra, skut­ku­ją­cych bez­praw­nym pozba­wia­niem wol­no­ści pokrzyw­dzo­ne­go, pro­wa­dzo­ne samo­dziel­nie od 14.12.2006 r., jest kon­ty­nu­acją śledz­twa w spra­wie łama­nia pra­wo­rząd­no­ści i naru­sza­nia praw czło­wie­ka w toku postę­po­wa­nia kar­ne­go pro­wa­dzo­ne­go przez funk­cjo­na­riu­szy byłe­go Mini­ster­stwa Bez­pie­czeń­stwa Publicz­ne­go, pole­ga­ją­ce­go na fizycz­nym i moral­nym znę­ca­niu się przez wie­lo­krot­ne, dłu­go­trwa­łe prze­słu­chi­wa­nie oraz uży­wa­nie prze­mo­cy i gróźb bez­praw­nych w celu wywar­cia wpły­wu na treść zeznań świad­ka ks. Jana Danie­le­wi­cza, i two­rze­niu w ten spo­sób fał­szy­wych dowo­dów kie­ru­ją­cych postę­po­wa­nie kar­ne prze­ciw­ko Józe­fo­wi Stem­le­ro­wi i bez­praw­nym pozba­wia­niu go wol­no­ści /S 30/​01/​Zk/​w czę­ści doty­czą­cej jed­ne­go z usta­lo­nych i żyją­cych jesz­cze spraw­ców tych przestępstw.

W prze­bie­gu opi­sa­ne­go wyżej postę­po­wa­nia ujaw­nio­no bowiem, iż zobo­wią­za­ny do zgod­ne­go z ówcze­śnie obo­wią­zu­ją­cy­mi prze­pi­sa­mi sto­so­wa­nia i prze­dłu­ża­nia okre­su tym­cza­so­we­go aresz­to­wa­nia sędzia Ste­fan M., nie dopeł­niał obo­wiąz­ków w zakre­sie kon­tro­li zasad­no­ści i ter­mi­no­wo­ści podej­mo­wa­nych czyn­no­ści pro­ce­so­wych, naru­sza­jąc tym zasa­dy ogra­ni­cza­nia wol­no­ści oso­bi­stej oby­wa­te­li, okre­ślo­ne w Kodek­sie Woj­sko­we­go Postę­po­wa­nia Kar­ne­go oraz art. 97 Usta­wy z dnia 17.03.1921 r. Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej /​Dz. U. R. P. z dnia 1.06.1921r./ i póź­niej w art.87 Usta­wy z dnia 22.07.1952 r. Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej /​Dz. U. z dnia 21.02.1976 r./.

W ten spo­sób uczest­ni­czył on w prze­śla­do­wa­niu pokrzyw­dzo­nych z powo­du odmien­nej orien­ta­cji poli­tycz­nej i ich wcze­śniej­szej dzia­łal­no­ści w struk­tu­rach Pol­skie­go Pań­stwa Pod­ziem­ne­go. For­ma spraw­stwa zarzu­co­nych mu czy­nów – zanie­cha­nie, legła u pod­staw stwo­rzo­ne­go wów­czas tota­li­tar­ne­go sys­te­mu repre­sji i wszech­wła­dzy MBP. Ozna­cza­ło ono w rze­czy­wi­sto­ści nie tyl­ko zwy­kłe prze­stęp­stwo urzęd­ni­cze, ale prak­tycz­nie powszech­ne godze­nie się na rażą­ce naru­sza­nie pod­sta­wo­wych praw i wol­no­ści oby­wa­tel­skich. Naru­sza­ła zatem przy­ję­ty porzą­dek kon­sty­tu­cyj­ny i jako taka win­na zostać szcze­gól­nie wyraź­nie napiętnowana.

Nad­to, wobec oko­licz­no­ści, iż podej­rza­ny świa­do­mie brał udział w prze­śla­do­wa­niu pokrzyw­dzo­nych ze wzglę­dów poli­tycz­nych i dzia­łał w struk­tu­rach sys­te­mu pań­stwa tota­li­tar­ne­go, posłu­gu­ją­ce­go się na wiel­ką ska­lę ter­ro­rem dla reali­za­cji celów poli­tycz­nych i spo­łecz­nych /​tak m. in. SNIK II KKN 17598 /, jego zacho­wa­nia wyczer­pu­ją zna­mio­na nie tyl­ko zbrod­ni komu­ni­stycz­nej, ale tak­że zna­mio­na zbrod­ni prze­ciw­ko ludz­ko­ści, okre­ślo­ne w aktach pra­wa kar­ne­go mię­dzy­na­ro­do­we­go /​art. 2 ust.1 i art. 3 usta­wy z dn. 18.12.1998 r. o Insty­tu­cie Pamię­ci Naro­do­wej – Komi­sji Ści­ga­nia Zbrod­ni prze­ciw­ko Naro­do­wi Polskiemu/​Zbrod­nie te nie ule­ga­ją przedaw­nie­niu – art. 4 ust.1 cyt. wyżej usta­wy z dn. 18.12.1998 r.

Czyn­no­ści podej­mo­wa­ne dotych­czas w przed­mio­to­wej spra­wie ujaw­ni­ły, iż podej­rza­ny dopu­ścił się tego typu czy­nów tak­że w odnie­sie­niu, do co naj­mniej 19 innych osób, żoł­nie­rzy pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­we­go i Pol­skich Sił Zbroj­nych na Zacho­dzie, oby­wa­te­li podej­rze­wa­nych o szpie­go­stwo na rzecz Rzą­du RP na Uchodź­stwie w Lon­dy­nie czy nawet funk­cjo­na­riu­szy MBP podej­rze­wa­nych o nie­lo­jal­ność w sto­sun­ku do wła­dzy ludowej.

Podej­rza­ny Ste­fan Mich­nik jest oby­wa­te­lem pol­skim, ale miesz­ka na tery­to­rium Kró­le­stwa Szwe­cji i nie ma w kra­ju sta­łe­go miej­sca poby­tu. Wezwa­ny do oso­bi­ste­go sta­wien­nic­twa na tery­to­rium RP w dowol­nie wybra­nym ter­mi­nie do dnia 30.10.2008 roku, dobro­wol­nie nie sta­wił się na żad­ne z dorę­czo­nych mu wezwań, ani nie nawią­zał kon­tak­tu z tutej­szą Komi­sją, co uza­sad­nia oba­wę, iż będzie on wyko­rzy­sty­wał fakt zamiesz­ki­wa­nia poza gra­ni­ca­mi Rzecz­po­spo­li­tej Pol­skiej, do utrud­nia­nia pro­wa­dzo­ne­go prze­ciw­ko nie­mu postę­po­wa­nia kar­ne­go. W zaist­nia­łej sytu­acji Woj­sko­wy Sąd Gar­ni­zo­no­wy w War­sza­wie, posta­no­wie­niem z dnia 25.02.2010 r. sygna­tu­ra akt Kp 310 zasto­so­wał w sto­sun­ku do podej­rza­ne­go Ste­fa­na Mich­ni­ka śro­dek zapo­bie­gaw­czy w posta­ci tym­cza­so­we­go aresz­to­wa­nia na okres 3 mie­się­cy od dnia zatrzymania.

W dniu 2 sierp­nia 2010 r. wystą­pio­no do Woj­sko­we­go Sądu Okrę­go­we­go w War­sza­wie z wnio­skiem o wyda­nie Euro­pej­skie­go Naka­zu Aresz­to­wa­nia wobec oby­wa­te­la pol­skie­go, kapi­ta­na w sta­nie spo­czyn­ku Ste­fa­na M., podej­rza­ne­go o prze­stęp­stwa z art. 231§1 kk i art.189§2 kk w zw. z art.11§2 kk i art. 12 kk z 1997 r. w zw. z art. 2 ust.1 i art. 3 usta­wy z dn. 18. 12. 1998 r. o Insty­tu­cie Pamię­ci Naro­do­wej – Komi­sji Ści­ga­nia Zbrod­ni prze­ciw­ko Naro­do­wi Pol­skie­mu (Dz.U.2007.63.424 – j.t.) uzy­sku­jąc w tym przed­mio­cie sto­sow­ne posta­no­wie­nie Woj­sko­we­go Sądu Okrę­go­we­go w War­sza­wie z dnia 10.08.2010 r. sygn. akt. Kp 5710 i ini­cju­jąc postę­po­wa­nie o jego wyko­na­nie przez wła­ści­we orga­na sądo­we Kró­le­stwa Szwe­cji. Jego reali­za­cja na tery­to­rium Kró­le­stwa Szwe­cji oka­za­ła się jed­nak niemożliwa.

Sąd Rejo­no­wy w Uppsa­li posta­no­wie­niem z dnia 15.11.2010 r. o sygna­tu­rze B 707110 odda­lił wnio­sek o prze­ka­za­nie go orga­nom pol­skie­go wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści uzna­jąc, że prze­stęp­stwa zarzu­co­ne podej­rza­ne­mu, zgod­nie z pra­wem szwedz­kim, są już przedaw­nio­ne, a poszu­ki­wa­ny jest oby­wa­te­lem szwedzkim.

Powyż­sze posta­no­wie­nie sta­no­wi dłu­go­trwa­łą prze­szko­dę unie­moż­li­wia­ją­cą kon­ty­nu­owa­nie postę­po­wa­nia i skut­ku­je zawie­sze­niem śledz­twa prze­ciw­ko Ste­fa­no­wi M. /​art. 22 §1 kpk/​. W zaist­nia­łej sytu­acji Euro­pej­ski Nakaz Aresz­to­wa­nia podej­rza­ne­go moż­na bowiem reali­zo­wać na tere­nie państw człon­kow­skich Unii Euro­pej­skiej z wyłą­cze­niem Kró­le­stwa Szwecji.

http://​ipn​.gov​.pl/​k​s​z​p​n​p​/​s​l​e​d​z​t​w​a​/​o​d​d​z​i​a​l​o​w​a​-​k​o​m​i​s​j​a​-​w​-​w​a​r​s​z​a​w​i​e​/​s​l​e​d​z​t​w​a​-​w​-​b​i​egu [dostęp 2 czerw­ca 2014 r.]