Hen­ryk, czy­li Szymbor

Był moim stry­jem i faj­nym gościem. Wię­cej o Hen­ry­ku Szym­bor­skim moż­na prze­czy­tać tu.

Henryk Szymborski

Prze­gląd Spor­to­wy” z 1957.11.07

http://​buwcd​.buw​.uw​.edu​.pl/​e​_​z​b​i​o​r​y​/​c​k​c​p​/​p​_​s​p​o​r​t​o​w​y​/​1957​/​n​r​172​/​d​i​r​e​c​t​o​r​y​.​d​jvu

KRA­KÓW, 5.11 (tel. wł.) Wisła – ŁKS Łódź 1:7 (1:3). Bram­ki dla ŁKS zdo­by­li: Szym­bor­ski (4), Szcze­pań­ski, Sopo­rek i Kowa­lec, dla Wisły Rogo­za. Sędzia Bar­wiń­ski z Kato­wic. Widzów 15.000.

WISŁA: Leśniak, Moni­ca, Kawu­la. Bud­ka, Michel, Jędrys, Machow­ski, Kościel­ny I, Rogo­za, Jur­czak, Budek.

ŁKS: Szczu­rzyń­ski, Wal­czak, Stu­rzyn, Wie­te­ska, Jań­czyk, Grzy­wocz, Szcze­pań­ski, Baran, Szym­bor­ski, Sopo­rek, Kowalec.

Nie­daw­no prze­by­ta ostra gry­pa, na któ­rą cho­ro­wa­ło 7 pił­ka­rzy pierw­szej dru­ży­ny Wisły, musia­ła wyrzą­dzić ślad” na pił­ka­rzach kra­kow­skich, któ­rzy we wto­rek musie­li roze­grać zale­gły mecz o mistrzo­stwo I ligi z ŁKS-em. Nie mniej jed­nak odno­si­ło się wra­że­nie, że nawet w peł­nej kon­dy­cji musie­li by oni ugiąć czo­ła przed prze­ciw­ni­kiem, któ­ry już nie­jed­no­krot­nie w Kra­ko­wie umiał sobie zaskar­bić uzna­nie widowni.

Oprócz miaż­dżą­cej prze­wa­gi kon­dy­cyj­nej oraz wyraź­nej, prze­wa­gi w szyb­ko­ści i bojo­wo­ści prze­wyż­sza­li bowiem pił­ka­rze ŁKS swe­go prze­ciw­ni­ka dys­po­zy­cją psy­chicz­ną i kto wie, czy ona wła­śnie nie była źró­dłem ich wyso­kie­go zwy­cię­stwa. Pił­ka­rze ŁKS nie stra­ci­li bowiem spo­ko­ju i wia­ry w swo­je siły w trud­nym dla nich począt­ko­wym okre­sie meczu, kie­dy to przez peł­ne 30 minut bram­ka Szczu­żyń­skie­go była usta­wicz­nie pod obstrza­łem, a na przed­po­lu czer­wo­nych koszul docho­dzi­ło raz po raz do krót­kich spięć. Prze­cze­ka­li oni ten impet gospo­da­rzy a nawet zdo­by­li pro­wa­dze­nie. Jędrys i Michel, ope­ru­ją­cy nie­mal bez prze­rwy pod bram­ką ŁKS nie zdą­ży­li na czas cof­nąć się pod swo­ją bram­kę, Moni­ca zaspał nie­co”, a chy­try Szym­bor­ski bły­ska­wicz­nie wyko­rzy­stał ten sprzy­ja­ją­cy obrót spra­wy” i na tabli­cy wyni­ko­wej pod napi­sem ŁKS” zawi­sła cyfra 1.

W 3 minu­ty póź­niej łodzia­nie pro­wa­dzi­li już 3:0. I znów w tym wypad­ku naprze­ciw­ko 4 napast­ni­ków łódz­kich sta­nę­ło tyl­ko 2 obroń­ców Wisły. Żaden z nich nie potra­fił dogo­nić Szcze­pań­skie­go, któ­ry zaini­cjo­waw­szy rajd pra­wą stro­ną, pod­cią­gnął pił­kę na odle­głość dogod­ną do strza­łu i zała­twił resztę.

Te 2 bram­ki, zdo­by­te w krót­kich odstę­pach cza­su , roz­kle­iły zupeł­nie dru­ży­nę Wisły. (…)

W roz­mo­wach pro­wa­dzo­nych pod­czas prze­rwy, wra­ca­li sym­pa­ty­cy dru­ży­ny kra­kow­skiej pamię­cią do meczu z Ruchem, kie­dy to Wisła od sta­nu 1:4, wycią­gnę­ła” na 4:4. W takim nastro­ju nie­któ­rzy z widzów jak gdy­by z zado­wo­le­niem powi­ta­li” 4 bram­kę ŁKS, zdo­by­tą przez Sopor­ka w 51 minucie.

Odtąd to co dzia­ło się na boisku, zada­wa­ło sro­gi cios zwo­len­ni­kom czwar­tej bram­ki” ???. Napast­ni­cy kra­kow­scy nie potra­fi­li ani na moment utrzy­mać przy sobie pił­ki, nie mogli wła­snej defen­sy­wie dać ani na chwi­lę wytchnie­nia. I tak doszło do pogro­mu. Despe­rac­kie inter­wen­cje Leśnia­ka i pew­na ulga tary­fo­wa” ze stro­ny łodzian w koń­co­wej fazie spo­tka­nia zapo­bie­gły dwucyfrówce.

Nie szu­ka­jąc zbyt szum­nych słów trze­ba powie­dzieć, że ŁKS grał dobrze, okre­sa­mi nawet bar­dzo dobrze — Wisła zaś źle okre­sa­mi żenu­ją­co źle. O przy­czy­nach wspo­mnie­li­śmy na wstę­pie. Nie mniej jed­nak gwał­tow­ny spa­dek for­my u tak ruty­no­wa­nych zawod­ni­ków Jak Machow­ski, Rogo­ża, Jędrys i inni jest czymś zdu­mie­wa­ją­cym. Przy tak gwał­tow­nym spad­ku for­my wycho­dzą w jaskra­wym świe­tle na jaw bra­ki w wyszko­le­niu tech­nicz­nym i jesz­cze gor­szy a dys­kre­dy­tu­ją­cy zupeł­nie wie­lu pił­ka­rzy brak głowy”.

W dru­ży­nie łódz­kiej ponad poziom kole­gów wybi­li się: Szym­bor­ski, Grzy­wocz. Jań­czyk i Baran.

St. Habz­da

Henryk Szymborski

Henryk Szymborski