Nie­miec­ki Alzheimer

Niem­cy zro­bią wszyst­ko, aby świat był prze­ko­na­ny, że za Holo­kaust odpo­wia­da­ją Pola­cy i jacyś bez­pań­stwo­wi, nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ni nazi­ści. Na razie odno­szą sukcesy.

Frag­ment powsta­ją­cej książ­ki pod tytu­łem Pro­to­kół roz­bież­no­ści” pol­skie­go dyplo­ma­ty od lat pra­cu­ją­ce­go w Niem­czech, któ­ry publi­ku­je na X jako Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta”, doku­men­tu­je sys­te­ma­tycz­ną kam­pa­nię nie­miec­kich mediów zmie­rza­ją­cą do rela­ty­wi­za­cji odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust poprzez suge­ro­wa­nie pol­skie­go współ­udzia­łu. Pro­blem okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” sta­no­wi klu­czo­wy ele­ment tej nar­ra­cji.
Mecha­nizm mani­pu­la­cji języ­ko­wej
Autor, któ­re­go frag­ment książ­ki opu­bli­ko­wał por­tal Tysol​.pl przed­sta­wia kon­kret­ny przy­kład z gaze­ty Süd­deut­sche Zeitung, któ­ra w 2017 roku opi­sa­ła Auschwitz-Bir­ke­nau jako naj­więk­szy obóz kon­cen­tra­cyj­ny na tere­nie Pol­ski”. Pozor­nie neu­tral­ne okre­śle­nie geo­gra­ficz­ne jest jed­nak celo­wo mylą­ce. W Pol­sce wszy­scy wie­my, że rze­czy­wi­sto­ści był to nie­miec­ki nazi­stow­ski obóz kon­cen­tra­cyj­ny i zagła­dy zało­żo­ny przez Niem­ców na tere­nach wcie­lo­nych do III Rze­szy.
Róż­ni­ca jest fun­da­men­tal­na: okre­śle­nie na tere­nie Pol­ski” suge­ru­je pol­ską jurys­dyk­cję lub odpo­wie­dzial­ność, pod­czas gdy fak­tycz­nie te tere­ny były wów­czas czę­ścią Nie­miec nazi­stow­skich, a Pol­ska jako pań­stwo nie ist­nia­ła. Pro­ste? Jed­nak nie dla zagra­nicz­ne­go (nie tyl­ko nie­miec­kie­go) czy­tel­ni­ka.
Kon­tro­wer­sje wokół usta­wy o IPN
To histe­rycz­na reak­cja nie­miec­kich mediów na pol­ski pro­jekt usta­wy z 2018 roku, któ­ra mia­ła pena­li­zo­wać uży­wa­nie okre­śle­nia pol­skie obo­zy śmier­ci”. Süd­deut­sche Zeitung przed­sta­wi­ła tę ini­cja­ty­wę jako prze­jaw sys­te­mo­we­go odpy­cha­nia od sie­bie winy”, suge­ru­jąc, że Pola­cy ucie­ka­ją od odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust.
Deutsch­land­funk­kul­tur wprost stwier­dził: Wie­le orga­ni­za­cji w Pol­sce współ­dzia­ła­ło w Holo­cau­ście”, co jest przy­kła­dem gene­ra­li­za­cji obcią­ża­ją­cej cały naród odpo­wie­dzial­no­ścią za dzia­ła­nia jed­no­stek.
Prze­pis na wysma­że­nie prze­ko­na­nia o winie Pola­ków”
Autor przy­ta­cza iro­nicz­ny prze­pis”, jak nie­miec­kie media kon­stru­ują nar­ra­cję o pol­skiej współ­od­po­wie­dzial­no­ści. Oto on:
Z oce­anu nazi­stow­skich zbrod­ni popeł­nio­nych w Pol­sce i na Pola­kach wyab­stra­huj kro­plę pol­skiej pod­ło­ści – mecha­nizm pole­ga­ją­cy na wyizo­lo­wa­niu mar­gi­nal­nych przy­pad­ków pol­skiej zdra­dy.
Napom­puj ją do roz­mia­rów kuli ziem­skiej, któ­ra prze­sło­ni oce­an – nad­mier­ne eks­po­no­wa­nie tych przy­pad­ków przy jed­no­cze­snym pomi­ja­niu nie­miec­kiej odpo­wie­dzial­no­ści.
Dorzuć dwie-trzy wypo­wie­dzi pol­skich i mię­dzy­na­ro­do­wych auto­ry­te­tów – nada­nie pozo­rów obiek­ty­wi­zmu.
Dla doda­nia cało­ści posma­ku obiek­ty­wi­zmu dorzuć wzmian­kę o tym, że zda­rza­li się tak­że Pola­cy ratu­ją­cy Żydów – taka pozor­na rów­no­wa­ga nar­ra­cyj­na.
Ser­wuj opi­nii publicz­nej jak naj­czę­ściej ze szczyp­tą moral­nej wyż­szo­ści – ton poucza­ją­cy i osą­dza­ją­cy.

Histo­rycz­ny kon­tekst – pla­ny Hitle­ra
Ano­ni­mo­wy Dyplo­ma­ta” przy­po­mi­na wypo­wiedź Hitle­ra z sierp­nia 1939 roku w Obe­rsal­zber­gu, któ­ra jed­no­znacz­nie okre­śla­ła cele wobec Pol­ski:
Znisz­cze­nie Pol­ski wysu­wa się na pierw­szy plan. Celem jest eli­mi­na­cja sił żywych (…) Bru­tal­ne postę­po­wa­nie. 80 mln ludzi musi otrzy­mać swo­je pra­wo (…) Naj­wyż­sza bez­względ­ność (…) Celem mili­tar­nym jest cał­ko­wi­te znisz­cze­nie Pol­ski (…) Prze­śla­do­wa­nie aż do cał­ko­wi­te­go znisz­cze­nia.”
Ten cytat poka­zu­je, że Pola­cy – obok Żydów – byli głów­ny­mi ofia­ra­mi nie­miec­kiej poli­ty­ki eks­ter­mi­na­cyj­nej. Akt oskar­że­nia w pro­ce­sie norym­ber­skim wyraź­nie wymie­nia Żydów, Pola­ków, Cyga­nów” jako gru­py pod­le­ga­ją­ce sys­te­ma­tycz­nej zagła­dzie.
Celo­wość nie­miec­kiej poli­ty­ki histo­rycz­nej
Autor cel­nie oce­nia, że uży­wa­nie okre­śleń typu pol­skie obo­zy” czy suge­ro­wa­nie pol­skie­go współ­udzia­łu w Holo­cau­ście słu­ży kil­ku celom:
- Rela­ty­wi­za­cji odpo­wie­dzial­no­ści – roz­my­cie jed­no­znacz­nej nie­miec­kiej winy poprzez wska­zy­wa­nie na rze­ko­mą pol­ską współ­od­po­wie­dzial­ność;
- Wpły­wu na opi­nię publicz­ną – kształ­to­wa­nie prze­ko­na­nia, że Pola­cy byli nie tyl­ko ofia­ra­mi, ale i spraw­ca­mi;
- To odpo­wiedź na pol­ską poli­ty­kę pamię­ci – prze­ciw­dzia­ła­nie pol­skim pró­bom upa­mięt­nie­nia ofiar i ujaw­nia­nia praw­dy histo­rycz­nej (jak publi­ka­cja bazy spraw­ców z Auschwitz przez IPN);
- Pre­sji poli­tycz­nej – wywie­ra­nie wpły­wu na pol­ską poli­ty­kę wewnętrz­ną poprzez oskar­że­nia o nacjo­na­lizm” i prze­pi­sy­wa­nie histo­rii”;
Para­doks ochro­ny pamię­ci
Para­doks sytu­acji, w któ­rej Niem­cy kry­ty­ku­ją Pol­skę za dba­nie o pamięć obo­zów zagła­dy, któ­re Niem­cy na pol­skich zie­miach utwo­rzy­ły, jest szo­ku­ją­cy.
Sub­tel­ne mani­pu­la­cje języ­ko­we – zastę­po­wa­nie okre­śle­nia nie­miec­ki nazi­stow­ski obóz” sfor­mu­ło­wa­niem obóz na tere­nie Pol­ski” – słu­żą prze­su­nię­ciu odpo­wie­dzial­no­ści histo­rycz­nej i budo­wa­niu fał­szy­we­go obra­zu współ­udzia­łu pol­skie­go w Holo­cau­ście.
Gene­za okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne”
Okre­śle­nie pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” nie ma jed­ne­go auto­ra w tra­dy­cyj­nym rozu­mie­niu, ale jego powsta­nie i roz­po­wszech­nie­nie było efek­tem celo­wej poli­ty­ki histo­rycz­nej RFN oraz dzia­łań zwią­za­nych z zatrud­nia­niem byłych nazi­stów w struk­tu­rach wywia­du zachod­nio­eu­ro­pej­skie­go.
Pierw­szy przy­pa­dek uży­cia – Jan Kar­ski i mani­pu­la­cja redak­cyj­na
Naj­wcze­śniej­sze udo­ku­men­to­wa­ne uży­cie zwro­tu Polish Death Camp” pocho­dzi z paź­dzier­ni­ka 1944 roku, kie­dy to ame­ry­kań­ski maga­zyn Col­lie­r’s Weekly” opu­bli­ko­wał arty­kuł słyn­ne­go pol­skie­go emi­sa­riu­sza Jana Kar­skie­go. Jed­nak to nie Kar­ski był auto­rem tego okre­śle­nia.
Bada­nia archi­wal­ne ujaw­ni­ły, że ory­gi­nal­ny tytuł maszy­no­pi­su Kar­skie­go brzmiał In the Bel­zec Death Camp” (W obo­zie śmier­ci w Bełż­cu). Redak­cja Col­lie­r’s Weekly” samo­wol­nie zmie­ni­ła tytuł na Polish Death Camp”, praw­do­po­dob­nie z powo­dów edy­tor­skich – w tym samym nume­rze uka­zał się arty­kuł o ame­ry­kań­skich obo­zach dla jeń­ców wojen­nych, więc redak­to­rzy chcie­li wyraź­nie odróż­nić, że obóz opi­sy­wa­ny przez Kar­skie­go znaj­do­wał się w Pol­sce, a nie w USA.
Kar­ski nie miał moż­li­wo­ści zapro­te­sto­wa­nia prze­ciw­ko tej zmia­nie, gdyż zgod­nie z ówcze­sną prak­ty­ką wydaw­ni­czą, każ­dy odbior­ca frag­men­tów książ­ki (któ­rą przy­go­to­wy­wał Kar­ski) miał pra­wo do zmian redak­cyj­nych.
Poli­ty­ka histo­rycz­na kanc­le­rza Ade­nau­era
Według dr Anny Jago­dziń­skiej z IPN, okre­śle­nie pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne” poja­wi­ło się po raz pierw­szy w latach 50. XX wie­ku w jed­nej z nie­miec­kich publi­ka­cji pra­so­wych jako celo­we testo­wa­nie reak­cji opi­nii publicz­nej.
Histo­ryk pod­kre­śli­ła, że było to ele­men­tem zapla­no­wa­nej na lata poli­ty­ki histo­rycz­nej pierw­sze­go kanc­le­rza RFN Kon­ra­da Ade­nau­era. Jak stwier­dzi­ła: Taka była celo­wa poli­ty­ka histo­rycz­na Kon­ra­da Ade­nau­era, zapla­no­wa­na na lata. I oce­ni­ła: To się uda­ło Niem­com”. Trud­no zaprze­czyć.
Rola Agen­cji 114BND w czysz­cze­niu” nie­miec­kiej histo­rii
Klu­czo­wą rolę w roz­po­wszech­nia­niu mylą­cych okre­śleń ode­gra­ła Agen­cja 114 (Dien­st­stel­le 114) – taj­na jed­nost­ka utwo­rzo­na w ramach Orga­ni­za­cji Geh­le­na, a póź­niej Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND).
Czym była Agen­cja 114? Zosta­ła utwo­rzo­na tuż po zakoń­cze­niu II woj­ny świa­to­wej przez Rein­har­da Geh­le­na, byłe­go gene­ra­ła Wehr­mach­tu i sze­fa wywia­du woj­sko­we­go na Fron­cie Wschod­nim. Mia­ła ofi­cjal­ną sie­dzi­bę w Karls­ru­he, ukry­tą pod przy­kryw­ką fir­my pro­du­ku­ją­cej role­ty Zim­mer­le & Co”. Agen­cja 114 słu­ży­ła jako głów­ne wej­ście” do zachod­nio­eu­ro­pej­skie­go wywia­du dla byłych nazi­stów, w tym zbrod­nia­rzy wojen­nych aktyw­nych w Holo­cau­ście.
Do poło­wy lat 60. XX wie­ku zatrud­nia­ła co naj­mniej 100 byłych ofi­ce­rów Gesta­po lub SS. Wśród nich byli m.in.:
• Karl Josef Sil­ber­bau­er – ofi­cer SS, któ­ry aresz­to­wał Annę Frank i jej rodzi­nę w 1944 roku;
• Alo­is Brun­ner – zastęp­ca Adol­fa Eich­man­na, odpo­wie­dzial­ny za depor­ta­cję ponad 100 000 Żydów;
• Emil Augs­burg – były major SS;
Czysz­cze­nie” akt nie­miec­kich zbrod­nia­rzy
Według arty­ku­łu w Times of Isra­el, w latach 50. i 60. XX wie­ku dzia­ła­ła afi­lo­wa­na z wywia­dem zachod­nio­nie­miec­kim (BND) Agen­cja 114”, któ­ra zaj­mo­wa­ła się czysz­cze­niem” akt byłych nazi­stów ubie­ga­ją­cych się o pra­cę w wywia­dzie. Jak napi­sa­no:
Until the mid-1960s, West Ger­ma­ny­’s govern­ment dec­li­ned to pur­sue Nazi war cri­mi­nals. During the­se years, an intel­li­gen­ce-affi­lia­ted «Agen­cy 114» wor­ked to «cle­an» the records of such men who wan­ted to obta­in intel­li­gen­ce work. A good deal of the­se job appli­cants had served at con­cen­tra­tion and death camps, hen­ce the need to «re-brand» them and impli­ca­te Poles”.
Sys­te­ma­tycz­ny cha­rak­ter dzia­łań
Bada­nia komi­sji histo­rycz­nej BND ujaw­ni­ły sys­te­ma­tycz­ny cha­rak­ter zatrud­nia­nia byłych nazi­stów. Według Süd­deut­sche Zeitung, Orga­ni­za­cja Geh­le­na była naj­lep­szym moż­li­wym biu­rem pośred­nic­twa pra­cy dla byłych ofi­ce­rów i sta­rych nazi­stów”.
Geh­len rze­ko­mo nie chciał znać prze­szło­ści zatrud­nia­nych ludzi, a w 1953 roku poin­for­mo­wał komi­sję obro­ny Bun­de­sta­gu, że oko­ło 40 jego pra­cow­ni­ków pocho­dzi­ło z SSSD. Rze­czy­wi­sta licz­ba była znacz­nie wyż­sza – według badań oko­ło 200 byłych pra­cow­ni­ków Reichs­si­cher­he­it­shaup­tamt (RSHA – Głów­ny Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa Rze­szy) pra­co­wa­ło dla BND. Mimo że sędzio­wie w pro­ce­sie norym­ber­skim uzna­li obie orga­ni­za­cje za zbrod­ni­cze”, człon­ko­wie komi­sji Bun­de­sta­gu stwier­dzi­li ano­ni­mo­wo, że gene­rał zro­bił dosko­na­łe wra­że­nie”.
Para­sol Ade­nau­era
Kon­rad Ade­nau­er, kanc­lerz RFN w latach 19491963, chro­nił tę poli­ty­kę. Przez ponad 20 lat Niem­cy Zachod­nie nie ści­ga­ły wie­lu zbrod­nia­rzy wojen­nych, któ­rzy pro­wa­dzi­li nor­mal­ne życie, czę­sto na pro­mi­nent­nych sta­no­wi­skach.
Jeśli była igno­ran­cja w tej spra­wie, to tyl­ko dla­te­go, że nikt nie chciał wie­dzieć – ani Geh­len, ani Ade­nau­er.
Dr Jago­dziń­ska zwró­ci­ła uwa­gę na stop­nio­we eli­mi­no­wa­nie okre­śle­nia nie­miec­ki” z opi­sów zbrod­ni II woj­ny świa­to­wej: Od wie­lu lat spo­ty­kam się w publi­ka­cjach z nazew­nic­twem hitle­row­skie, nazi­stow­skie, wła­ści­wie jak­by powo­li zosta­ło wyeli­mi­no­wa­ne okre­śle­nie Niem­cy, nie­miec­kie”. Jak przy­po­mnia­ła, w tram­wa­jach oku­po­wa­nej War­sza­wy wisia­ły tablicz­ki Nur für Deut­sche” (tyl­ko dla Niem­ców), a nie Nur für Nazi” (tyl­ko dla nazi­stów).
Rola Alfre­da Ben­zi­ge­ra w Dien­stel­le 114
To wła­śnie Alfred Ben­zi­ger (prze­zy­wa­ny der Dic­ke” – Gru­by”) ode­grał klu­czo­wą rolę w sys­te­ma­tycz­nym fał­szo­wa­niu odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust poprzez wpro­wa­dze­nie do obie­gu publicz­ne­go okre­śle­nia pol­skie obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne”.
Pod­czas II woj­ny świa­to­wej Ben­zi­ger słu­żył jako sier­żant w Gehe­ime Feld­po­li­zei (GFP) – taj­nej poli­cji woj­sko­wej Wehr­mach­tu. Gehe­ime Feld­po­li­zei była for­ma­cją utwo­rzo­ną 21 lip­ca 1939 roku przez sze­fa Obe­rkom­man­do der Wehr­macht (OKW) gene­ra­ła Wil­hel­ma Keitla. Choć for­mal­nie nale­ża­ła do Wehr­mach­tu, jej kadra rekru­to­wa­ła się głów­nie z Gesta­po i Kri­po (Kri­mi­nal­po­li­zei).
GFP była zna­na z tor­tu­ro­wa­nia i zabi­ja­nia więź­niów. Funk­cjo­na­riu­sze tej for­ma­cji mie­li nie­ogra­ni­czo­ny dostęp do wszyst­kich obiek­tów mili­tar­nych i stref zamknię­tych.
Po zakoń­cze­niu woj­ny Ben­zi­ger natu­ral­nie nie poniósł odpo­wie­dzial­no­ści za swo­je czy­ny. Zamiast tego został sze­fem Agen­cji 114 (Dien­st­stel­le 114) – taj­nej jed­nost­ki kontr­wy­wia­du dzia­ła­ją­cej naj­pierw w ramach Orga­ni­za­cji Geh­le­na, a póź­niej Bun­de­sna­chrich­ten­dienst (BND).
Dzia­łal­ność Agen­cji 114 pod kie­row­nic­twem Ben­zi­ge­ra
Agen­cja 114 pod kie­row­nic­twem Ben­zi­ge­ra ofi­cjal­nie zaj­mo­wa­ła się kontr­wy­wia­dem prze­ciw­ko Sowie­tom, ale rów­nież moni­to­ro­wa­niem kra­jo­wych lewi­cow­ców i pacy­fi­stów.
Ben­zi­ger otwar­cie rekru­to­wał” byłych człon­ków Gesta­po, SSSD, jak rapor­to­wał agent CIA James Critch­field, któ­ry nad­zo­ro­wał roz­wój nie­miec­kiej służ­by wywia­dow­czej. Wśród zatrud­nio­nych przez nie­go zbrod­nia­rzy wojen­nych byli:
• Kon­rad Fie­big – oskar­żo­ny o mor­der­stwo 11 000 Żydów na Bia­ło­ru­si
• Wal­ter Kur­reck – z oddzia­łu śmier­ci SS Ein­sat­zgrup­pe D, odpo­wie­dzial­ny za dzie­siąt­ki tysię­cy mor­dów
W 1956 roku to wła­śnie Alfred Ben­zi­ger wymy­ślił i wpro­wa­dził sku­tecz­nie do obie­gu publicz­ne­go okre­śle­nie pol­skie obo­zy śmier­ci”. Wybór momen­tu nie był przy­pad­ko­wy. W 1956 roku Pol­ska była w cha­osie po wyda­rze­niach w Pozna­niu i zmia­nach poli­tycz­nych. Kraj był nie­sta­bil­ny po latach oku­pa­cji nie­miec­kiej, sowiec­kiej i rzą­dów zwo­len­ni­ków Sta­li­na.
Suk­ces nie­miec­kiej pro­pa­gan­dy
Stra­te­gia Ben­zi­ge­ra odnio­sła spek­ta­ku­lar­ny suk­ces. W Niem­czech gru­pa była tak sku­tecz­na, że gdy w 1979 roku nada­no ame­ry­kań­ski serial Holo­caust”, pane­lo­wi histo­ry­ków towa­rzy­szył zalew pytań od Niem­ców, któ­rzy wie­rzy­li, że Pol­ska była odpo­wie­dzial­na za ludo­bój­stwo.
Alfred Ben­zi­ger był klu­czo­wą posta­cią w sys­te­ma­tycz­nej kam­pa­nii mają­cej na celu prze­su­nię­cie odpo­wie­dzial­no­ści za Holo­caust z Nie­miec na Pol­skę poprzez celo­we wpro­wa­dze­nie mylą­ce­go okre­śle­nia pol­skie obo­zy koncentracyjne/​śmierci”. Odpo­wie­dzial­ny był za mani­pu­la­cję opi­nią publicz­ną poprzez wyko­rzy­sta­nie nie­miec­kich mediów do roz­po­wszech­nia­nia fał­szy­wej nar­ra­cji histo­rycz­nej, co trwa do dzi­siaj.
Dzia­łal­ność Ben­zi­ge­ra była czę­ścią szer­szej poli­ty­ki histo­rycz­nej kanc­le­rza Ade­nau­era, któ­ra mia­ła odsu­nąć Niem­cy od odpo­wie­dzial­no­ści za zbrod­nie nazi­stow­skie. Był on byłym zbrod­nia­rzem wojen­nym, któ­ry po woj­nie nie tyl­ko unik­nął kary, ale został sze­fem jed­nost­ki wywia­du finan­so­wa­nej przez Sta­ny Zjed­no­czo­ne i chro­nio­nej przez rząd RFN, z któ­rej pozy­cji pro­wa­dził sys­te­ma­tycz­ną kam­pa­nię dez­in­for­ma­cyj­ną trwa­ją­cą do dziś.

Oskar­że­nia i fakty

Bez roz­gło­su i zain­te­re­so­wa­nia mediów od grud­nia 2024 r. przed Sądem Rejo­no­wym w Kra­ko­wie toczy się pro­ces biz­nes­me­na Prze­my­sła­wa Kry­cha, oskar­żo­ne­go o korup­cję. W tle intry­gi, łapów­ki i rosyj­ski ślad.

Prze­my­sław Krych to twór­ca fun­du­szu Grif­fin Real Esta­te, naj­więk­sze­go gra­cza na pol­skim ryn­ku nie­ru­cho­mo­ści komer­cyj­nych. Fun­dusz wespół z inny­mi pod­mio­ta­mi prze­jął Echo Inve­st­ment SA2015 roku. Dwa lata póź­niej, 19 grud­nia 2017 r. Krych został zatrzy­ma­ny na pole­ce­nie Pro­ku­ra­tu­ry Regio­nal­nej w Kato­wi­cach pod zarzu­tem wrę­cze­nia łapó­wek ówcze­sne­mu sena­to­ro­wi PiS Sta­ni­sła­wo­wi Kogu­to­wi poprzez jego Fun­da­cję Pomo­cy Oso­bom Nie­peł­no­spraw­nym. Tra­fił na pół roku do aresz­tu. Wyszedł po wpła­ce­niu 5 mln zł kau­cji.
Pro­ku­ra­tu­ra Regio­nal­na w Kato­wi­cach wnio­sła akt oskar­że­nia 30 mar­ca 2021 r., a pro­ces ruszył dopie­ro w grud­niu 2024 roku w Sądzie Rejo­no­wym w Kra­ko­wie. Potrwa zapew­ne kil­ka­na­ście lat. Do prze­słu­cha­nia jest aż 265 świad­ków, zgło­szo­nych dowo­dów – aż 436. Akta jaw­ne spra­wy na razie liczą 138 tomów, zaś mate­ria­ły nie­jaw­ne zawar­te są w 196 tomach.
Akt oskar­że­nia na począt­ku objął 13 osób. Jed­nak do tej pory pię­ciu oskar­żo­nych dobro­wol­nie pod­da­ło się karze, przy­zna­jąc się w ten spo­sób do korup­cyj­nych zarzu­tów posta­wio­nych przez śled­czych. Wśród nich zna­lazł się tak­że syn byłe­go sena­to­ra Kogu­ta – Grze­gorz. Sena­tor zmarł w paź­dzier­ni­ku 2020 r.
Pro­ku­ra­tu­ra posta­wi­ła Prze­my­sła­wo­wi Kry­cho­wi zarzu­ty m.in. wrę­cze­nia łapów­ki w wyso­ko­ści milio­na zło­tych byłe­mu sena­to­ro­wi PiS Sta­ni­sła­wo­wi Kogu­to­wi, któ­re mia­ły tra­fić jako daro­wi­zna na kon­ta Fun­da­cji Pomo­cy Oso­bom Nie­peł­no­spraw­nym w Stró­żach, w zamian za dzia­ła­nia mają­ce unie­moż­li­wić wpi­sa­nie dwóch nie­ru­cho­mo­ści do reje­stru zabyt­ków.
Cho­dzi­ło o nie­ru­cho­mo­ści naby­te przez Echo Inve­st­ment SA, w tym teren, na któ­rym znaj­du­je się hotel Cra­co­via w Kra­ko­wie i kino Kijów”. Łapów­ka mia­ła czę­ścio­wo przy­jąć for­mę daro­wi­zny na Fun­da­cję Pomo­cy Oso­bom Nie­peł­no­spraw­nym pro­wa­dzo­ną przez sena­to­ra Kogu­ta. Wypła­ta dla fun­da­cji zosta­ła wstrzy­ma­na, gdy nie uda­ło się zała­twić wykre­śle­nia z reje­stru zabyt­ków.
Po wyj­ściu z aresz­tu Krych zapew­niał we wszyst­kich wywia­dach (m.in. w One­cie, Blo­om­berg, Gaze­cie Wybor­czej, Pul­sie Biz­ne­su), że nigdy żad­nej łapów­ki Sta­ni­sła­wo­wi Kogu­to­wi nie zapła­cił.
W roz­mo­wie z One­tem w lip­cu 2021 r., a więc już po wnie­sie­niu aktu oskar­że­nia w tej spra­wie, twier­dził nato­miast, że tuż przed aresz­to­wa­niem miał zgło­sić się do nie­go z ofer­tą korup­cyj­ną biz­nes­men Krzysz­tof Porow­ski. Miał stwier­dzić, że fir­ma Kry­cha zna­la­zła się na celow­ni­ku służb, ale może zapew­nić jemu spo­kój, jeśli zapła­ci 1,5 mln euro łapówki.

- Porow­ski powie­dział, że przy­cho­dzi w imie­niu swo­ich przy­ja­ciół, wska­zał jed­ne­go czło­wie­ka. Nie wymie­nił go z nazwi­ska, ale powie­dział, że pocho­dzi z Kato­wic, był wyso­kiej ran­gi funk­cjo­na­riu­szem ABWCBA. Będzie­cie mieć kło­po­ty, chy­ba że zapła­ci­cie” – powta­rzał do mnie i wspól­ni­ka – rela­cjo­no­wał w roz­mo­wie z One­tem i inny­mi media­mi P. Krych.
Ponie­waż nie zgo­dził się na zapła­ce­nie łapów­ki, to nie­speł­na dwa mie­sią­ce póź­niej, 19 grud­nia 2017 r. został zatrzy­ma­ny przez CBA. Wte­dy Porow­ski miał pono­wić swo­ją ofer­tę za pośred­nic­twem wspól­ni­ka Kry­cha – Macie­ja Dyja­sa. - Mówił moje­mu wspól­ni­ko­wi, że ofer­ta jest dalej aktu­al­na. I że mnie może wycią­gnąć z aresz­tu za te same pie­nią­dze – opo­wia­dał Krych.
W róż­nych mediach po wyj­ściu z aresz­tu Krych poda­wał róż­ne wer­sje tego rze­ko­me­go szan­ta­żu. W pro­ku­ra­tu­rze nigdy nie doszło do kon­fron­ta­cji pomię­dzy nim a Krzysz­to­fem Porow­skim. W jed­nym z wywia­dów utrzy­my­wał na przy­kład, że Porow­ski chciał od nie­go naj­pierw kawa­łek fir­my, a w innych mówił, że od razu poja­wi­ła się kwo­ta łapówki.

Wer­sje oskarżonego

Ana­li­zu­jąc publi­ka­cje oka­zu­je się, że wer­sje wyda­rzeń według Kry­cha” poja­wia­ją się dopie­ro po trzech latach od aresz­to­wa­nia. W nie­któ­rych jego rewe­la­cjach wystę­pu­ją tak­że zna­ne nazwi­ska pra­wej sce­ny poli­tycz­nej, takie jak Zbi­gnie­wa Zio­bro, czy Ada­ma Hof­f­ma­na.
Dla­cze­go Krych nigdy wcze­śniej się w taki spo­sób nie bro­nił? Dla­cze­go nie pod­no­sił swo­ich zarzu­tów o cha­rak­te­rze poli­tycz­nym po wyj­ściu z aresz­tu? Dla­cze­go, jak się nie­ofi­cjal­nie dowie­dzia­łem z krę­gów zbli­żo­nych do pro­ku­ra­tu­ry, nie ma śla­du o tych kon­tro­wer­sjach w jego zezna­niach czy aktach sądo­wych?
Być może odpo­wiedź jest bar­dzo pro­sta: oskar­żo­ny o korum­po­wa­nie po pro­stu kła­mie (do tego ma pra­wo), aby unik­nąć odpo­wie­dzial­no­ści lub skie­ro­wać uwa­gę opi­nii publicz­nej na śle­py tor. Czy może dla­te­go usi­łu­je poma­wiać inne oso­by, w tym zna­nych poli­ty­ków z byłym mini­strem spra­wie­dli­wo­ści Zbi­gnie­wem Zio­bro na cze­le oraz byłych ofi­ce­rów służb spe­cjal­nych – byłe­go wice­sze­fa CBA Grze­go­rza Ociecz­ka czy Micha­ła C., któ­ry był dyrek­to­rem Dele­ga­tu­ry CBA w Kra­ko­wie, któ­ra pro­wa­dzi­ła czyn­no­ści w spra­wie fun­da­cji Kogu­ta? Inte­re­sa­mi Prze­my­sła­wa K. zain­te­re­so­wa­ło się Cen­tral­ne Biu­ro Anty­ko­rup­cyj­ne już w 2015 roku, a więc jesz­cze za rzą­dów poprzed­niej koali­cji PO-PSL.

Uda­ło mi się skon­tak­to­wać z Krzysz­to­fem Porowskim.

To natu­ral­nie nie­praw­da. Z fir­mą Kry­cha i jego wspól­ni­ka łączy­ły mnie rela­cje biz­ne­so­we doty­czą­ce inwe­sty­cji na ryn­ku nie­ru­cho­mo­ści. W grę wcho­dzi­ły kwo­ty setek milio­nów, a cza­sem miliar­dów zło­tych, trwa­ły od wie­lu lat, więc moje pro­wi­zje umow­ne się­ga­ły kil­ku­dzie­się­ciu milio­nów. Mie­li­śmy zawar­te umo­wy pisem­ne. Miał­bym to ryzy­ko­wać dla tak małej kwo­ty, i to jesz­cze nie dla sie­bie, tyl­ko dla ofi­ce­rów taj­nych służb, z któ­ry­mi nie mam żad­nych związ­ków? Roz­mo­wy biz­ne­so­we pro­wa­dzi­li­śmy wie­lo­krot­nie na prze­strze­ni lat, tak­że po aresz­to­wa­niu Kry­cha, więc te wymy­sły zwy­czaj­nie nie trzy­ma­ją się kupy. Nigdy nie szan­ta­żo­wa­łem niko­go, nie żąda­łem żad­nej łapów­ki ani nie powo­ły­wa­łem się na żad­ne wpły­wy – mówi K. Porowski

Total­ne bzdu­ry, cho­re wymy­sły kom­plet­nie ode­rwa­ne od rze­czy­wi­sto­ści. Jak się przed czymś tak absur­dal­nym bro­nić? Prze­cież ten czło­wiek poma­wia mnie bez choć­by cie­nia dowo­du, a media to powie­la­ją, nie kon­fron­tu­ją z fak­ta­mi, nie wery­fi­ku­ją w żaden spo­sób. Nie wiem, dla­cze­go Krych mnie poma­wia, może to jego linia obro­ny? Jestem nato­miast świad­kiem w spra­wie, któ­rą pro­wa­dzi pro­ku­ra­tu­ra, i nie mogę wię­cej powie­dzieć – doda­je.
Porow­ski zwra­ca uwa­gę na to, że z jed­nej wer­sji P. Kry­cha wyni­ka, że miał­by on współ­pra­co­wać z oso­ba­mi, któ­re w 2000 roku wsa­dzi­ły go do aresz­tu wydo­byw­cze­go, z któ­re­go wyszedł dopie­ro po 2,5 roku. Następ­nie został unie­win­nio­ny od wszyst­kich zarzu­tów. Otrzy­mał też wyso­kie odszko­do­wa­nie za nie­słusz­ny areszt.
Ofi­cjal­ne sta­no­wi­sko Pro­ku­ra­tu­ry Regio­nal­nej w Kato­wi­cach opu­bli­ko­wa­ne m.in. na stro­nie inter­ne­to­wej było takie, że twier­dze­nia Prze­my­sła­wa Kry­cha nale­ży uznać za jego nie­wia­ry­god­ną linię obrony.

Kra­mek w grze

20 listo­pa­da 2024 r. do Pro­ku­ra­tu­ry Okrę­go­wej w Lubli­nie wpły­nę­ło zawia­do­mie­nie doty­czą­ce prze­kro­cze­nia upraw­nień przez Cen­tral­ne Biu­ro Anty­ko­rup­cyj­ne i Pro­ku­ra­tu­rę Regio­nal­ną w Kato­wi­cach. Zawia­do­mie­nie zło­żył pro­ku­rent Fun­da­cji Otwar­ty Dia­log (FOD). Fun­da­cja, któ­rej zało­ży­cie­lem był Bar­tosz Kra­mek i Lud­mi­ła Kozlo­vska moni­to­ru­je też inne śledz­twa, w któ­rych – jak twier­dzą – ist­nie­je podej­rze­nie poli­tycz­nej inge­ren­cji.
FOD opu­bli­ko­wa­ła w 2023 roku raport Puni­shing Phi­lan­th­ro­py in Poland: Case of Prze­my­sław Krych”, w któ­rym opi­sa­no zatrzy­ma­nie biz­nes­me­na przez CBA2017 roku i zarzu­ty korup­cji jako ele­ment repre­sji poli­tycz­nych.
Jak wyni­ka z infor­ma­cji na por­ta­lu nie​za​le​zna​.pl, któ­ra powo­łu­je się na spra­woz­da­nie finan­so­we FOD, Prze­my­sław Krych – tyl­ko w 2023 r. wpła­cił tej fun­da­cji 225 tys. zł. Czy­li pie­nią­dze dosta­ła orga­ni­za­cja, któ­ra zaj­mo­wa­ła się aktyw­nie nagła­śnia­niem wąt­ku spra­wy dar­czyń­cy.
29 listo­pa­da 2024 r. FOD i inne orga­ni­za­cje wysto­so­wa­ły Apel o rze­tel­ny, trans­pa­rent­ny i kom­plek­so­wy prze­gląd poli­tycz­nych postę­po­wań kar­nych i popra­wę komu­ni­ka­cji z oby­wa­te­la­mi” . Pismo skie­ro­wa­no do pro­ku­ra­to­ra gene­ral­ne­go Ada­ma Bod­na­ra, prok. Dariu­sza Kor­ne­lu­ka i prok. Kata­rzy­ny Kwiat­kow­skiej, prze­wod­ni­czą­cej zespo­łu do zba­da­nia spraw pozo­sta­ją­cych w zain­te­re­so­wa­niu opi­nii publicz­nej w latach 20162023. Wśród wymie­nio­nych postę­po­wań jest natu­ral­nie spra­wa Krycha. 

Za spra­wy o pod­ło­żu poli­tycz­nym”, któ­re wyma­ga­ją prze­ana­li­zo­wa­nia, uzna­no m.in. pro­ce­sy Prze­my­sła­wa Kry­cha, Macie­ja Bod­na­ra (oskar­żo­ne­go o płat­ną pro­tek­cję męża posłan­ki z par­tii Szy­mo­na Hołow­ni), Toma­sza Misia­ka (pre­ze­sa Work Servi­ce), sędzie­go Woj­cie­cha Łączew­skie­go i… zasia­da­ją­ce­go w zarzą­dzie FOD Bar­to­sza Kram­ka.
We wrze­śniu Kra­mek w swo­im arty­ku­le w Gaze­cie Wybor­czej” nazwał w nim Kry­cha inwe­sto­rem i filan­tro­pem”. Według Kram­ka Prze­my­sław Krych odrzu­cił pro­po­zy­cję korup­cyj­ną w wyso­ko­ści 1,5 milio­na euro, któ­rą zło­żył mu szem­ra­ny pośred­nik, powo­łu­ją­cy się na wpły­wy na szczy­tach CBA”. Fun­da­cja wska­za­ła w zawia­do­mie­niu zło­żo­nym do pro­ku­ra­tu­ry, czy­im emi­sa­riu­szem mógł być Porow­ski, gdy zgło­sił się z ofer­tą korup­cyj­ną do Kry­cha. Według FOD za biz­nes­me­nem stał Grze­gorz Ocie­czek, były pro­ku­ra­tor oraz wice­szef ABWCBA.
Fun­da­cja Rodzi­ny Kry­cha wspie­ra­ła też pro­gram dzien­ni­kar­stwa śled­cze­go Gaze­ty Wybor­czej” oraz Sto­wa­rzy­sze­nie Ruch Mło­dzie­ży Nie­za­leż­nej. Pre­zes Sto­wa­rzy­sze­nia RMN Lubo­mir Faj­fer rów­nież zna­lazł się wśród sygna­ta­riu­szy ape­lu do prokuratury.

Rosja­nie w tle

Naj­cie­kaw­szy jest wątek pośred­nic­twa przez Sta­ni­sła­wa Kogu­ta i jego syna w zała­twie­niu spra­wy, któ­ra mogła być inspi­ro­wa­na przez rosyj­ski wywiad.
W War­sza­wie przy Al. Szu­cha 6 znaj­du­je się zabyt­ko­wy, trzy­kon­dy­gna­cyj­ny Pała­cyk Gaw­roń­skich, w któ­rym swo­ją sie­dzi­bę ma spół­ka Grif­fin. Na dział­ce miał powstać sied­mio­kon­dy­gna­cyj­ny budy­nek biu­ro­wy z gara­żem pod­ziem­nym. Niby zwy­kła inwe­sty­cja, ale obok znaj­du­je się budy­nek Kan­ce­la­rii Pre­ze­sa Rady Mini­strów, któ­ra z racji loka­li­za­cji, z urzę­du sta­ła się stro­ną postę­po­wa­nia w spra­wie wyda­nia decy­zji o pozwo­le­niu na budo­wę dla Inwe­sto­ra – spół­ki Ken­sing­ton Pla­ce sp. z o.o.
Ze wzglę­dów bez­pie­czeń­stwa przed­sta­wi­cie­le KPRM, po zasię­gnię­ciu opi­nii Biu­ra Ochro­ny Rzą­du (obec­nie Służ­ba Ochro­ny Pań­stwa) i Agen­cji Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrz­ne­go, odma­wia­li wyda­nia zgo­dy na budo­wę. Argu­men­ty były waż­kie – inwe­sty­cja może sta­no­wić poten­cjal­ne zagro­że­nie dla bez­pie­czeń­stwa osób prze­by­wa­ją­cych na tere­nie KPRM, jak i dla samych obiek­tów. Oba­wia­no się inwi­gi­la­cji elek­tro­nicz­nej przez GRU lub SVR.
Krych, któ­ry wie­dział o wpły­wach i sze­ro­kich zna­jo­mo­ściach sena­to­ra Kogu­ta, jak czy­tam w akcie oskar­że­nia, zobo­wią­zał go do tego, aby zała­twił” pozy­tyw­ną opi­nię KPRM.
Ze zgro­ma­dzo­nych przez śled­czych dowo­dów wyni­ka, że Sta­ni­sław Kogut z synem spo­ty­ka­li się z oso­ba­mi odpo­wie­dzial­ny­mi za ten pro­jekt ze stro­ny Inwe­sto­ra, mogą­cy­mi mieć wpływ na zmia­nę sta­no­wi­ska KPRM oraz inter­we­nio­wa­li w tej spra­wie. Pod­po­wia­da­li, z któ­ry­mi oso­ba­mi ze sfer rzą­do­wych nale­ży nego­cjo­wać zmia­nę sta­no­wi­ska w tej spra­wie. Wska­zy­wa­li oso­by, któ­re mogły­by pomóc” w uzy­ska­niu pozy­tyw­ne­go sta­no­wi­ska KPRM w spra­wie tej inwe­sty­cji. Bezskutecznie.

Strach esbe­ków

Ape­lu­ję o ostroż­ność w powie­la­niu pew­nej dez­in­for­ma­cji doty­czą­cej księ­dza Blachnickiego.

Pre­zy­dent Andrzej Duda odzna­czył nie­daw­no pośmiert­nie Orde­rem Orła Bia­łe­go ks. Fran­cisz­ka Blach­nic­kie­go, zało­ży­cie­la Ruchu Świa­tło-Życie i twór­cę Kru­cja­ty Wyzwo­le­nia Czło­wie­ka. Pre­zy­dent pod­kre­ślił, że Order Orła Bia­łe­go jest odzna­cze­niem wol­nej, suwe­ren­nej, nie­pod­le­głej Rzeczypospolitej”.

- Dla­te­go tak szcze­gól­nie ks. Fran­cisz­ko­wi Blach­nic­kie­mu ten Order się nale­ży. Za wal­kę o suwe­ren­ną Pol­skę – stwier­dził. – Był prze­śla­do­wa­ny przez komu­ni­stów, wię­zio­ny, umiesz­czo­ny na przy­mu­so­wym lecze­niu psy­chia­trycz­nym, a licz­ne akcje dez­in­for­ma­cyj­ne depre­cjo­no­wa­ły ruch, któ­ry two­rzył - mówił prezydent.

War­to tu zaape­lo­wać jed­nak o ostroż­ność. Nie wiem, kto Pre­zy­den­to­wi pisał to prze­mó­wie­nie, ale zawie­ra nie­praw­dzi­we stwier­dze­nie, na doda­tek styg­ma­ty­zu­ją­ce duchow­ne­go, i mogą­ce zaszko­dzić w trwa­ją­cym w Waty­ka­nie pro­ce­sie beatyfikacyjnym.

O tym, że ksiądz Blach­nic­ki miał prze­by­wać na przy­mu­so­wym lecze­niu psy­chia­trycz­nym (ani dobro­wol­nym) nie wie­dzą bowiem ani histo­ry­cy, zaj­mu­ją­cy się dzia­łal­no­ścią księ­dza, ani duchow­ni czy publicyści.

W 1995 r. roz­po­czął się w archi­die­ce­zji kato­wic­kiej pro­ces beaty­fi­ka­cyj­ny ks. Blach­nic­kie­go. We wrze­śniu 2015 r. papież Fran­ci­szek pod­pi­sał dekret o hero­icz­no­ści jego cnót, co ozna­cza­ło, że potrze­ba już tyl­ko uzna­nia cudu za jego wsta­wien­nic­twem. Prze­ciw­ni­cy beaty­fi­ka­cji mają w ręku argu­ment Blach­nic­ki był waria­tem, bo leczył się psy­chia­trycz­nie”. Gdy­by taki ele­ment życio­ry­su (praw­dzi­wy lub spre­pa­ro­wa­ny) poja­wił się, to natych­miast został­by wyko­rzy­sta­ny przez nie­na­wi­dzą­cych duchow­ne­go funk­cjo­na­riu­szy SBMSW, o KGB nie wspominając.

O repre­sjach psy­chia­trycz­nych” nie ma sło­wa w aktach spraw ope­ra­cyj­nych MSW, w któ­rych poja­wia się oso­ba księ­dza Fran­cisz­ka Blach­nic­kie­go, zacho­wa­nych w archi­wach Insty­tu­tu Pamię­ci Narodowej.

Festi­wal dez­in­for­ma­cji
Kie­dy w mar­cu 2023 roku mini­ster spra­wie­dli­wo­ści Zbi­gniew Zio­bro ogło­sił, że pro­ku­ra­tor IPN w Kato­wi­cach Michał Skwa­ra w dru­gim śledz­twie w spra­wie śmier­ci księ­dza Blach­nic­kie­go, zdo­był dowo­dy na to, że duchow­ny został otru­ty w lutym 1987 roku w Carls­ber­gu w RFN przez agen­tu­rę służb spe­cjal­nych PRL, roz­po­czął się nato­miast festi­wal dezinformacji.

Jego pod­ło­że jest pro­ste do wyja­śnie­nia. Przede wszyst­kim dowo­dy na fakt, że w zabój­stwie księ­dza bra­li udział agen­ci Depar­ta­men­tu I MSW, sku­tecz­nie demo­lu­je mit zało­ży­ciel­ski” wywia­du PRL, po trans­for­ma­cji mięk­ko, nie­mal bez wery­fi­ka­cji funk­cjo­na­riu­szy prze­kształ­co­ne­go w Zarząd Wywia­du UOP, kreu­ją­cych się na szla­chet­nych ofi­ce­rów, brzy­dzą­cych się zabój­stwa­mi i poli­ty­ką. Prze­cież oni tyl­ko zbie­ra­li infor­ma­cje i nie prze­ka­zy­wa­li ich do Moskwy… Zapew­ne byli i tacy. Jed­nak na obraz cało­ści skła­da­ją się szczegóły.

Na to nakła­da się nie­chęć Agen­cji Wywia­du do współ­pra­cy z IPN w tym śledz­twie. Opi­sy­wa­łem jej praw­do­po­dob­ne pod­ło­że: AW chro­ni swo­ją nadal aktyw­ną agen­tu­rę w Carls­ber­gu, któ­rą prze­ję­ła po 1989 r.

Uwia­ry­god­nie­nie wer­sji lecze­nia psy­chia­trycz­ne­go”, nawet przy­mu­so­we­go (gdy­by było) daje zabój­com moż­li­wość pod­wa­że­nia wyni­ków opi­nii tok­sy­ko­lo­gicz­no-sądo­wej, któ­ra dowio­dła, że ks. Blach­nic­ki został otru­ty. Te śla­dy sub­stan­cji X, któ­re wykry­to pod­czas badań, były skład­ni­ka­mi leków psy­cho­tro­po­wych, któ­re zaży­wał. No i przedaw­ko­wał, stąd zator i śmierć. Prze­cież o wspo­mi­nał o tym Pre­zy­dent” – zapew­ne usły­szy od prze­słu­chi­wa­nych ofi­ce­rów Depar­ta­men­tu I pro­ku­ra­tor. Zresz­tą wyszko­le­ni w prze­słu­cha­niach i dez­in­for­ma­cji wszyst­kie­mu zaprze­cza­ją. Na razie są monolitem.

Zresz­tą już w wypo­wie­dziach nie­któ­rych współ­pra­cow­ni­ków ks. Blach­nic­kie­go z Carls­ber­gu poja­wia­ły się wpro­wa­dzo­ne wcze­śniej spryt­nie wąt­ki dez­in­for­ma­cyj­ne. Na przy­kład wypo­wiedź ks. Kazi­mie­rza Ćwie­rza. To jeden z czwór­ki kapła­nów wyświę­co­nych w 1985 r. dla Ruchu Świa­tło-Życie przez bpa Szcze­pa­na Weso­łe­go (pod­jął decy­zję o szyb­kim pochów­ku i zanie­cha­niu sek­cji zwłok), któ­rzy w ostat­nich latach życia księ­dza Fran­cisz­ka Blach­nic­kie­go, posłu­gi­wa­li i pra­co­wa­li razem z nim w Carlsbergu.

W fil­mie Blach­nic­ki. Życie i Świa­tło” w reży­se­rii Iwo Kar­de­la, któ­ry jest auto­rem sce­na­riu­sza wraz z Janem Pospie­szal­skim, ks. Ćwierz opo­wia­da o moż­li­wo­ści zatru­cia się przez ks. Fran­cisz­ka opa­ra­mi (sic!) ze skle­jar­ki, na wsku­tek uszko­dze­nia wen­ty­la­cji w dru­kar­ni. Wraz z nim taką wer­sję pod­trzy­mu­je dru­gi ksiądz – Marek Dydo. Opi­nia tok­sy­ko­lo­gicz­no-sądo­wa jed­nak to wyklu­czy­ła. Inni świad­ko­wie też. Ale wrzu­co­ny wątek krąży.

Co z tego wyni­ka? Dez­in­for­ma­cja, że ks. Blach­nic­ki zatruł się w dru­kar­ni, a nie został otru­ty przez agen­tów SB, bo w dniu śmier­ci ks. Blach­nic­kie­go agen­tów wywia­du Andrze­ja i Joan­ny Gon­tar­czy­ków („Yon” i Pan­na”) nie było w Carls­ber­gu. Takie alibi.

Dzie­się­cio­le­cia inwigilacji

Natu­ral­nie, komu­ni­stycz­na bez­pie­ka pro­wa­dzi­ła inwi­gi­la­cję duchow­ne­go na każ­dym eta­pie jego życia i dzia­łal­no­ści: gdy w Kato­wi­cach two­rzył Kru­cja­tę Trzeź­wo­ści, gdy stu­dio­wał i pra­co­wał na KUL w Lubli­nie, oraz w Kro­ścien­ku, gdzie budo­wał ruch oazo­wy, i wresz­cie na emi­gra­cji, gdzie został zamor­do­wa­ny. Jak wspo­mi­na dr Andrzej Gra­jew­ski, dzien­ni­karz Gościa Nie­dziel­ne­go”, pierw­szy ślad inwi­gi­la­cji ks. Blach­nic­kie­go pocho­dzi z poło­wy lat 50. ubie­głe­go wieku.

Są to dono­sy na nie­go, gdy jako mło­dy ksiądz wystą­pił prze­ciw­ko pomy­sło­wi popie­ra­ne­go przez komu­ni­stycz­ną wła­dzę wika­riu­sza kapi­tul­ne­go die­ce­zji kato­wic­kiej ks. Jana Pisko­rza doty­czą­ce­mu zwo­ła­nia nie­le­gal­ne­go syno­du, któ­ry zagra­żał jed­no­ści Kościo­ła na Ślą­sku. W 1957 r. ks. Blach­nic­ki utwo­rzył Kru­cja­tę Trzeź­wo­ści, któ­ra łączy­ła zasa­dy kato­lic­kie­go ruchu abs­ty­nenc­kie­go z ruchem maryj­nym. Bez­pie­ka zauwa­ży­ła ogrom­ny suk­ces tego ruchu, dla­te­go w 1959 r. zało­ży­ła na nie­go spra­wę o kryp­to­ni­mie Zawada.

W mar­cu 1961 r. ks. Fran­ci­szek został aresz­to­wa­ny za szka­lo­wa­nie wła­dzy” i osa­dzo­ny kato­wic­kim wię­zie­niu przy ul. Miko­łow­skiej.

Duchow­ny został ska­za­ny na dzie­więć mie­się­cy za wyda­wa­nie nie­le­gal­nych dru­ków i roz­po­wszech­nia­nie fał­szy­wych wia­do­mo­ści o prze­śla­do­wa­niach Kościo­ła”. Po kil­ku mie­sią­cach spę­dzo­nych w aresz­cie został zwol­nio­ny. W tym samym wię­zie­niu cze­kał na wyko­na­nie wyro­ku śmier­ci ska­za­ny przez Niem­ców w 1942 r. Do idei wal­ki z alko­ho­li­zmem oraz inny­mi uza­leż­nie­nia­mi kapłan powró­cił w 1979 r. w ramach przy­go­to­wań do pierw­szej piel­grzym­ki Jana Paw­ła II do Polski.

Agen­ci SB z Lubli­na inwi­gi­lo­wa­li duchow­ne­go pod­czas jego stu­diów i pra­cy na KUL. Ota­cza­ła go agen­tu­ra wer­bo­wa­na zarów­no wśród osób świec­kich, jak i kapła­nów z jego oto­cze­nia. Dzia­ła­nia bez­pie­ki nasi­li­ły się, gdy 31 paź­dzier­ni­ka 1964 r. zaku­pił par­ter domu przy ul. Jagiel­loń­skiej 100 na Kopiej Górce.

Wobec twór­cy Oazy” roz­po­czę­to pro­wa­dze­nie ope­ra­cji dez­in­for­ma­cyj­nych, któ­re trwa­ły przez całe jego życie, a nawet są pro­wa­dzo­ne dzi­siaj. Bez­pie­ka roz­sy­ła­ła do bisku­pów Samo­obro­nę wia­ry”, cza­so­pi­smo wyda­wa­ne przez Gru­pę D MSW, któ­re suge­ro­wa­ło, że duchow­ny odszedł od Kościo­ła kato­lic­kie­go i zbli­żył się do ruchu zie­lo­no­świąt­ko­we­go tak bar­dzo, że otarł się już nie­mal o here­zję. Reak­cje były róż­ne, bo w epi­sko­pa­cie ksiądz nie miał zbyt wie­lu przy­ja­ciół. Gdy­by nie wspar­cie kard. Karo­la Woj­ty­ły, dzia­ła­nia duchow­ne­go zosta­ły­by być może zablo­ko­wa­ne przez nie­przy­chyl­nych mu hie­rar­chów - wska­zał dr Gra­jew­ski, doda­jąc, że dzia­ła­nia dez­in­for­ma­cyj­ne nasi­li­ły się po sierp­niu 1980 r.

SB odno­to­wa­ła wystą­pie­nie ks. Blach­nic­kie­go na pod­su­mo­wa­niu let­nich reko­lek­cji oazo­wych we wrze­śniu 1980 r. Kry­tycz­nie oce­nił w nim m.in. posta­wę epi­sko­pa­tu w trak­cie sierp­nio­wych straj­ków. Zaape­lo­wał, aby ani­ma­to­rzy oazo­wi anga­żo­wa­li się w Soli­dar­ność”. Wte­dy bez­pie­ka prze­ka­za­ła do rąk kard. Ste­fa­na Wyszyń­skie­go list, jaki rze­ko­mo ks. Blach­nic­ki napi­sał do bisku­pa prze­my­skie­go Igna­ce­go Tokar­czu­ka za pośred­nic­twem kogoś z naj­bliż­sze­go oto­cze­nia Pry­ma­sa Pol­ski. Pry­mas, obu­rzo­ny tonem tego sfał­szo­wa­ne­go listu, wysto­so­wał pismo do bp. Tade­usza Błasz­kie­wi­cza, opie­ku­na ruchu oazo­we­go i bisku­pa pomoc­ni­cze­go die­ce­zji prze­my­skiej, w któ­rym bar­dzo nega­tyw­nie oce­niał dzia­łal­ność ks. Blach­nic­kie­go. Takich przy­kła­dów wyra­fi­no­wa­nych dzia­łań, mają­cych skłó­cić ks. Fran­cisz­ka z wła­dza­mi kościel­ny­mi, było dużo. Np. w kurii kato­wic­kiej agen­tu­ra SB (głów­nie duchow­ni) prze­ka­zy­wa­ła bp. Her­ber­to­wi Bed­no­rzo­wi spre­pa­ro­wa­ne mate­ria­ły, po to by wywo­łać w nim nega­tyw­ne reak­cje wobec. ks. Blachnickiego.

Ani sło­wa w tych wszyst­kich opi­sach środ­ków ope­ra­cyj­nych i aktach MSW o tym, że ks. Blach­nic­ki miał być leczo­ny psy­chia­trycz­nie przy­mu­so­wo lub dobrowolnie.

Roz­pra­co­wa­nie kryp­to­nim Bax i Baxis
W 1982 r. ks. Blach­nic­ki osiadł w Carls­ber­gu w RFN. Stwo­rzył Chrze­ści­jań­ską Służ­bę Wyzwo­le­nia Naro­du oraz Mię­dzy­na­ro­do­we Cen­trum Ewan­ge­li­za­cji Świa­tło-Życie. Dzia­łal­ność Blach­nic­kie­go przy­cią­gnę­ła zain­te­re­so­wa­nie zarów­no wywia­du PRL, Sta­si, jak i Moskwy. Bez­pie­ka pod­czas roz­pra­co­wy­wa­nia nada­ła księ­dzu kryp­to­nim Bax”. Jed­no­cze­śnie pol­skie wła­dze wsz­czę­ły śledz­two z zamia­rem posta­wie­nia duchow­ne­mu zarzu­tów dzia­ła­nia na szko­dę inte­re­sów PRL. W lutym 1983 r. roze­sła­no nawet za nim list goń­czy. W oto­cze­niu księ­dza dzia­ła­ło tak­że co naj­mniej dwo­je agen­tów wywia­du PRL. Byli nimi Jolan­ta i Andrzej Gon­tar­czy­ko­wie, któ­rzy zosta­li prze­rzu­ce­ni przez wywiad PRL do RFN1982 r. Dwa lata póź­niej nawią­za­li współ­pra­cę z ośrod­kiem w Carls­ber­gu i z samym ks. Blach­nic­kim. Szyb­ko zyska­li jego zaufa­nie i sta­li się bli­ski­mi współ­pra­cow­ni­ka­mi. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak mie­li oni za zada­nie inwi­gi­la­cję śro­do­wisk pol­skich w RFN.

Na dzień przed śmier­cią, 26 lute­go 1987 roku, ks. Blach­nic­kie­mu przed­sta­wio­no prze­ko­nu­ją­ce dowo­dy na temat agen­tu­ral­nej dzia­łal­no­ści mał­żeń­stwa. To wów­czas miał powie­dzieć do swo­ich bli­skich współ­pra­cow­ni­ków, że Gon­tar­czy­ko­wie wykoń­czy­li Maxi­mi­lia­num”. W dniu swo­jej śmier­ci – wedle rela­cji świad­ków – Blach­nic­ki odbył burz­li­wą roz­mo­wę z Gontarczykami.

Ks. Blach­nic­ki zmarł nagle w Carls­ber­gu 27 lute­go 1987 r. Jako przy­czy­nę śmier­ci wska­za­no wów­czas zator płuc­ny. Do 2023 roku obo­wią­zy­wa­ła wer­sja, że stan jego zdro­wia i samo­po­czu­cie pogar­sza­ła coraz gor­sza sytu­acja finan­so­wa stwo­rzo­ne­go przez nie­go ośrodka.

Pstrow­ski

Kie­dyś był to pomnik gór­ni­ka Win­cen­te­go Pstrow­skie­go. Odsło­nię­cie nastą­pi­ło w Zabrzu w 1978 roku. Jego auto­rem jest pol­ski rzeź­biarz, pro­fe­sor Marian Koniecz­ny. Od kil­ku lat monu­ment nosi nazwę Pomni­ka Bra­ci Górniczej.